sobota, 8 lutego 2025



Co powiedział Justin Trudeau? - Są bardzo świadomi naszych zasobów, tego, co mamy, i bardzo chcą czerpać z nich korzyści - stwierdził premier. - Ale pan Trump myśli, że najłatwiejszym sposobem na zrobienie tego, jest wchłonięcie naszego kraju. I to jest na serio - dodał. Rządowe źródło potwierdziło w rozmowie z "The Straits Times", że słowa premiera zostały prawidłowo zacytowane.

gazeta.pl


Plebiscyty wyborcze utrwalają powszechny klientelizm elit i społeczeństwa jako jeden z fundamentów reżimu. Udział w rytuałach wyborczych i wyłanianie kandydatów Kremla de facto w drodze aklamacji zwiększają szansę, iż danemu regionowi (miastu, wsi) skapnie coś więcej z budżetu federalnego na remont infrastruktury czy świadczenia socjalne. Utrzymywanie społeczeństwa w stanie klientelistycznej podległości skutkuje niezrozumiałą dla obywateli Zachodu logiką: głosujemy na władzę, ponieważ jest władzą (czytaj: dysponentką środków i mocy sprawczej). Zostało to swego czasu wyrażone w prostym stwierdzeniu jednego z uczestników badań socjologicznych: „zagłosujemy na Nawalnego, kiedy już będzie prezydentem”. Przy takim podejściu opozycja demokratyczna nie ma nic do zaoferowania Rosjanom, którzy nie chcą narażać się w imię popierania niesprawczych kontrelit.

Wraz z wybuchem pełnoskalowej wojny zrezygnowano natomiast z funkcji wyborów polegającej na wyjawianiu realnej bazy poparcia dla opozycji oraz możliwości kupowania (kooptacji) bądź zastraszania jej przedstawicieli. Przestano też traktować głosowania jako bezpiecznik pozwalający wyładować społeczną frustrację bez szkody dla władz. Niezależni kandydaci coraz rzadziej są dopuszczani nawet do walki o niewiele znaczące stanowiska we władzach lokalnych. Kilometrowe kolejki do grobu Aleksieja Nawalnego w Moskwie, błyskawiczna zbiórka podpisów poparcia dla umiarkowanie antywojennego kandydata na prezydenta, Borysa Nadieżdina, skłoniły władze do dmuchania na zimne. 

W czarno-białym świecie czasu wojny nie ma miejsca na flirty z elektoratem: albo jesteś z nami, albo przeciwko nam – poza nawiasem państwa i narodu. Realna konkurencja wyborcza stoi w sprzeczności z totalitarną ideą pełnej jedności władzy i ludności, organicznej harmonii interesów rządzących i rządzonych. Jednocześnie likwidacja pozornego pluralizmu w wyborach (który, jak wskazują badania, najczęściej przyczynia się do przedłużania rządów autorytarnych) to zjawisko paradoksalne. Świadczy o niepewności władz co do rzeczywistej skali nastrojów prokremlowskich w społeczeństwie, a zarazem pokazuje ich pewność siebie: ryzyko związane z odbieraniem społeczeństwu resztek podmiotowości zostało ocenione jako niskie.

Głosowania w Rosji są jednak zaledwie ostatnim etapem zatwierdzania panującego porządku, etapem zwieńczającym, ale bynajmniej nie zasadniczym. Stress testem skuteczności pracy całego aparatu państwowego, która toczy się nieprzerwanie pomiędzy elekcjami.

(...)

Do podstawowych metod legitymizacji władzy w Rosji należą:

Demonstrowanie braku alternatywy

Przez ponad dwie dekady swoich rządów Putin i jego ekipa dołożyli wszelkich starań, by wyeliminować jakąkolwiek realną konkurencję – czy to konkretne figury polityczne, czy programy. Legitymizacja przywódcy Rosji opiera się w dużej mierze na delegitymizacji niezależnych środowisk i inicjatyw oddolnych, na próbach ustanowienia monopolu państwa na kształtowanie narracji politycznych i ideologicznych. Putinizm, uosabiany przez lojalne zastępy urzędników, stał się the only game in town. Jednocześnie sondaże z ostatnich lat jasno wskazują, że znaczący odsetek Rosjan byłby gotowy zagłosować na abstrakcyjnego, innego niż Putin kandydata, wyrażającego bliskie im poglądy (w sondażu Russian Field z 2023 roku wyniósł on 43% i zrównał się z wynikiem Putina). Pokazuje to, jak kluczowy jest brak realnej rywalizacji politycznej dla stabilności reżimu.

Rolę braku alternatywy jako czynnika legitymizacji wzmacnia państwocentryczność tożsamości zbiorowej Rosjan. Państwo, uosabiane przez silnego lidera, jest jedynym znaczącym punktem odniesienia dla zatomizowanego społeczeństwa, charakteryzującego się bardzo niskim poziomem wzajemnego zaufania, niskim poczuciem indywidualnej i grupowej sprawczości oraz brakiem rozwiniętych więzi horyzontalnych (skutecznie niszczonych przez Kreml).

Epatowanie poczuciem zagrożenia

Agresja przeciwko Ukrainie, przedstawiana przez propagandę jako „wojna obronna”, „święta wojna”, „obrona przeciw egzystencjalnemu zagrożeniu dla państwowości, narodu i tożsamości rosyjskiej” ze strony Zachodu, pozwoliła zmobilizować naród wokół władzy. Budowanie mitu Rosji jako oblężonej twierdzy zagrożonej przez wrogów, propaganda historyczna odwołująca się do zwycięstwa nad nazizmem w 1945 roku jako do dowodu na odwieczną, zbawczą misję narodu rosyjskiego stanowią w epoce putinizmu najbardziej skuteczny sposób odwracania niekorzystnych dla władz trendów w nastrojach społecznych. Świadczy o tym dynamika deklarowanego poparcia dla Kremla w okresie wojny z Gruzją w 2008 roku czy aneksji Krymu w 2014 roku. Niekorzystne trendy ujawniły się przed pełnoskalową wojną w okresie wyborów parlamentarnych 2021 roku: wówczas prawie 45% respondentów w sondażach niezależnego Centrum Lewady uważało, że kraj zmierza w niewłaściwym kierunku, podobny odsetek nie ufał władzy, 37% ankietowanych nie popierało działań prezydenta. Rosło również zainteresowanie problematyką socjalną, a spadało – hasłami nacjonalistyczno-mocarstwowymi.

Normalizacja nienormalnego

Rządy Putina to pasmo wojen i kryzysów gospodarczych (Rosja nie prowadziła wojny jedynie w latach 2010–2013, a od 2012 roku do 2022 roku naprzemiennie tkwiła w stagnacji bądź recesji). Komunikacja ze społeczeństwem i metody zarządzania państwem zostały przeniesione w paradygmat permanentnej operacji specjalnej, przy czym podporządkowano je interesom wąskiej grupy rządzącej, prezentowanym jako interesy narodowe. Wymusiło to na społeczeństwie reaktywację mechanizmów adaptacyjnych znanych z poprzednich stuleci. Bezsilność wobec przemocy państwowej wywołuje fatalistyczną pokorę i traktowanie władzy jak katastrofy naturalnej, dopustu bożego: nic nie poradzisz, że się wydarza, możesz jedynie zminimalizować negatywne skutki dzięki indywidualnym strategiom przetrwania.

(...)

Manipulacja instynktami i potrzebami

Poza coraz hojniejszymi gratyfikacjami finansowymi dla żołnierzy i ich rodzin w celu skłonienia mężczyzn do udziału w wojnie, władze umiejętnie zarządzają instynktem przetrwania, potrzebą przynależności do grupy, potrzebą dobrego samopoczucia. W społeczeństwie dominuje postawa „żeby tylko nie było gorzej”: lęk przed pogorszeniem swojej sytuacji powstrzymuje Rosjan przed walką o swoje prawa nawet w obliczu wysokiego ryzyka śmierci na froncie (nierzadko właśnie z tego powodu żołnierze i ich bliscy rezygnują z nagłaśniania nadużyć ze strony przełożonych i organów władzy, łącznie z przypadkami tortur).

Rosjanie podatni są na szantaż emocjonalny, przekaz: nie wychylaj się, bądź jak inni, lepiej się mylić wraz z większością niż mieć rację i stać po stronie wyrzutków („ekstremistów”, „terrorystów”, „zdrajców” i „wrogów narodu”). Szantażowi temu służy kreowanie totalnej putinowskiej większości, a także groźba represji za zejście z jedynie słusznej drogi – podczas gdy opowiadanie się po stronie większości jest bezpieczne, a nawet przynosi profity (materialne zyski, przywileje, poprawę statusu społecznego, jak w wypadku „nowej elity”: uczestników wojny).

(...)

Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę legitymizacja Putina jest legitymizacją wodzowską. Został on wykreowany na zbawcę państwa i narodu, bez którego opieki i mądrości Rosja nie przetrwa, pokonana przez wrogów (w myśl wiernopoddańczego bon motu spikera Dumy, Wiaczesława Wołodina: „bez Putina nie będzie Rosji”). Propaganda tym samym forsuje tezę o organicznej jedności interesów i wspólnocie losów narodu i władcy. W ramach tej logiki nie może istnieć autentyczna opozycja wewnątrz kraju, a jakiekolwiek przejawy postaw antyreżimowych muszą być inspirowane przez obce służby specjalne.

W historycznej rekonstrukcji nowej wielkiej wojny ojczyźnianej przeciwko nazizmowi (bo tak przedstawiana jest inwazja na Ukrainę) porządek prawny i instytucjonalny państwa stały się drugorzędne wobec woli przywódcy.

(...)

Wódz pozuje trochę na Stalina (stąd odwołania do zwycięstwa 1945 roku jako apogeum potęgi międzynarodowej Rosji/ZSRR, resowietyzacja sfery symbolicznej i rehabilitowanie sowieckiego terroru państwowego), a trochę na Aleksandra Newskiego (symbol skutecznego oporu przeciwko duchowemu zagrożeniu z Zachodu). Jednocześnie Putinowi udało się przekonać Rosjan, że nie odpowiada za porażki bieżącego zarządzania państwem, ale za sprawy wyższego rzędu.

(...)

Oparcie legitymizacji reżimu na wojennym wzmożeniu jest na dłuższą metę grą dość ryzykowną. W swoim dążeniu do utrzymania kontroli nad krajem Kreml przez dekady demontował zasady legitymizacji władzy (porządek konstytucyjny, zaufanie do instytucji, rozwój gospodarczy, poprawa warunków bytowych społeczeństwa, wizja przyszłości, wiara w postęp). Zastąpiono je imitacjami. Produkcja zbrojeniowa, utylizowana na froncie, napędza wzrost PKB na papierze, jednak nie prowadzi do realnego rozwoju gospodarczego, za to rosnące wydatki budżetowe na wojnę skutkują wysoką inflacją. Hojne transfery socjalne dla wybranych grup ludności, przede wszystkim weteranów wojennych, maskują zapaść sektora usług publicznych. Obraz przyszłości zastąpiono fatamorganą odrodzenia minionej chwały. Legitymizacja zewnętrzna (odbudowa wpływów imperialnych i statusu mocarstwowego) uczyniła Putina zakładnikiem własnych obsesji i postępów rosyjskiej armii na froncie. Jak pokazała reakcja społeczeństwa i warstwy rządzącej na marsz Prigożyna na Moskwę (czerwiec 2023 roku), w Rosji nie ma instytucjonalnych bezpieczników, które mogłyby zapobiec tąpnięciu całego systemu w wypadku niepomyślnego przebiegu działań zbrojnych.

(...)

Parafrazując tytuł słynnej monografii Aleksieja Turczaka o późnym ZSRR, „ten system był na zawsze, dopóki się nie skończył”. Podobnie jak w wypadku Związku Radzieckiego, pozornie stabilny reżim może się rozsypać bez zapowiedzi i podobnie jak wówczas, nikt nie będzie go bronił. Niezależnie od tego, jak duża większość dzisiaj go popiera przy urnach
i w sondażach. 

Maria Domańska - Po co Kremlowi wyborcze spektakle?

piątek, 7 lutego 2025



10 marca 2020 roku podczas debaty Dumy Państwowej nad zmianami w konstytucji na mównicę weszła 83-letnia deputowana Jednej Rosji wyglądająca jak czarny charakter ze starych filmów o Bondzie. Walentina Tierieszkowa – pierwsza kobieta w kosmosie, która swego czasu stała na trybunie kremlowskiej obok Nikity Chruszczowa – zaproponowała „w imieniu prostych ludzi”, by znieść limit dwóch prezydenckich kadencji z rzędu lub chociaż wyzerować dotychczasowe kadencje Putina, tak by po zmianach w ustawie zasadniczej mógł ponownie ubiegać się o prezydenturę. Deputowani przyjęli propozycję oklaskami, a 15 minut później w Dumie zjawił się sam zainteresowany. Kategorycznie odrzucił pierwszą propozycję, gdyż „Rosjanie muszą mieć prawo wyboru”, za to nie znalazł przeciwwskazań dla drugiej, o ile „Sąd Konstytucyjny nie uzna jej za sprzeczną z konstytucją”. Sąd oczywiście nie uznał. W dętym referendum Rosjanie zaakceptowali poprawki, a Putin, wybrany na prezydenta w marcu 2024 roku, będzie mógł rządzić Rosją kolejne 12 lat. Do 2036 roku. Tak oto, zważywszy na zawód Tierieszkowej, powiedzenie sky is the limit utraciło swój sens. Ona i Putin złamali kontinuum czasowe, zerując istniejące kadencje. Rosję zalała fala memów. 

(...)

Wywody na temat rosyjskiej cywilizacji istniejącej poza prawem mogą brzmieć abstrakcyjnie, ale przekładają się na realną politykę. Skoro Rosjanie nie chcą regulować swojego społeczeństwa kodeksami prawa, to urzędy, sądy czy konstytucja stanowią ornamenty systemu i państwa. W takim układzie kluczowe decyzje podejmuje się za zamkniętymi drzwiami z „emocji, przeżyć i doświadczenia” konkretnych ludzi. Tymi ludźmi są Putin i jego najbliższe otoczenie, nad którymi nie ma żadnej systemowej kontroli.

Tylko że jak się chce być mocarstwem, tę rozlaną magmę coś musi spajać. Skoro nie instytucje, to pojawia się silna ręka. Aleksiej Czadajew tłumaczył mi, że w Rosji istnieje ciągłe napięcie między umiłowaniem silnego państwa a odrzuceniem instytucji i prawa:

Istnieje pewien rosyjski paradoks. Jedyna myśl, jaką samodzielnie stworzyliśmy, to anarchizm Bakunina. Czyli chcemy supersilnego państwa oraz imperium, ale wymyślamy ideę mówiącą o tym, jak obejść się bez władzy. Rosjanin to z natury anarchista, jak Putin. Władza oznacza dla niego rozkosz niepodlegania własnemu prawu. Suweren wprowadza stan wyjątkowy, który funkcjonuje jako norma, legalnie stając ponad prawem.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję


— Sankcje mogą być naprawdę zaostrzone — zwłaszcza te ostatnie [wymierzone w produkcję i eksport ropy naftowej] — powiedział Kellogg cytowany przez "The New York Post". Dodał, że Stany Zjednoczone mają możliwość ich poważnego zaostrzenia, aby jeszcze bardziej wpłynąć na lukratywny sektor energetyczny Rosji. — Jeśli ktoś to rozumie, to jest to prezydent Donald Trump i widać to w tym, co ostatnio zrobił [w innych kwestiach polityki zagranicznej] — podkreślił Kellogg.

onet.pl


Teraz dyrektorzy obiecują przyspieszyć swoje inwestycje w sztuczną inteligencję, odrzucając obawy dotyczące ogromnych kwot przeznaczanych na rodzącą się technologię. Microsoft, Alphabet, Amazon i Meta zgłosiły łączne wydatki kapitałowe w wysokości 246 mld dol. (ok. 1 bln dol.) w 2024 r., w porównaniu ze 151 mld dol. (ponad 600 mld zł) w 2023 r. Prognozują, że wydatki mogą przekroczyć 320 mld dol. (1,3 bln zł) w tym roku, ponieważ konkurują o budowę centrów danych i wypełnianie ich klastrami wyspecjalizowanych czipów, aby pozostać w czołówce badań nad dużymi modelami językowymi sztucznej inteligencji.

Skala ich ambicji w zakresie wydatków — ogłoszona wraz z wynikami za czwarty kwartał — zaskoczyła rynek i pogłębiła wyprzedaż spowodowaną wydaniem innowacyjnego i taniego modelu sztucznej inteligencji przez chiński start-up DeepSeek pod koniec stycznia br.

Microsoft i Google, spółka matka Alphabet, odnotowały spadek wartości rynkowej o 200 mld dol. (ponad 800 mld zł) po tym, jak ich działy zajmujące się przetwarzaniem w chmurze odnotowały słabszy niż oczekiwano wzrost, przy jednoczesnym gwałtownym wzroście wydatków kapitałowych. 8-proc. spadek Google w środę był piątym najgorszym dniem handlowym w ciągu ostatniej dekady.

Nieokiełznany entuzjazm całej "wspaniałej siódemki" został zastąpiony przez obszary sceptycyzmu i stworzył sytuacje typu "pokaż mi" — mówi Jim Tierney, szef skoncentrowanego amerykańskiego funduszu wzrostu w AllianceBernstein. "Obawy, które miałem od lata, są dziś jeszcze większe" — dodaje. Wśród szumu wokół transformacyjnego potencjału sztucznej inteligencji akcjonariusze obawiają się, że podwojenie wydatków bez proporcjonalnego wzrostu przychodów może pochłonąć kapitał, który w przeciwnym razie zostałby zwrócony w postaci wykupu i dywidend, jednocześnie głodząc linie biznesowe niezwiązane ze sztuczną inteligencją.

(...)

We wtorek Sundar Pichai z Google powiedział w obronie swojego planu wydania 75 mld dol. (ok. 302 mld zł) w 2025 r. — wzrost o 42 proc. z 53 mld dol. (ponad 213 mld zł) w zeszłym roku — że możliwości AI są "tak duże, jak to tylko możliwe, i dlatego widzicie, jak inwestujemy, aby sprostać temu momentowi". DeepSeek zwiększyłby popyt, pokazując, w jaki sposób nowe techniki mogą uczynić go tańszym i pobudzić nowe kierunki badań, zaznacza.

Satya Nadella z Microsoftu powiedział dwa tygodnie temu w Davos: "Zamierzam wydać 80 mld dol. (322 mld zł) na budowę Azure, klienci mogą liczyć na Microsoft". Powtórzył swoją wiarę w głupotę spowolnienia i niewykorzystania wczesnego wsparcia dla start-upu OpenAI.

W czwartek dyrektor generalny Amazon, Andy Jassy, wyprzedził Google i Microsoft, prognozując ponad 100 mld dol. (ponad 400 mld zł) nakładów inwestycyjnych w tym roku, w porównaniu z 77 mld dol. (ok. 310 mld zł) w 2024 r. i ponad dwukrotnie więcej niż 48 mld zł (193 mld zł) w roku poprzednim. Zdecydowana większość zostanie przeznaczona na centra danych i serwery dla Amazon Web Services, a Jassy powiedział, że po prostu reaguje na "znaczące sygnały popytu". Akcje spadły aż o 7 proc. w handlu po godzinach. "Wzrost nieco się gotuje, ale apetyt na inwestycje nie został ograniczony" — mówi Jeff Pearson, wiceprezes ds. strategii chmury w firmie konsultingowej Presidio. "Idą naprzód, nawet jeśli zwrot z inwestycji wydaje się odległy".

Meta spotkała się z bardziej pozytywnym przyjęciem zysków, a jej akcje wzrosły, nawet gdy szef Mark Zuckerberg zobowiązał się wydać "setki miliardów" więcej na sztuczną inteligencję, oprócz 40 mld dol. (ok. 160 mld zł) zainwestowanych w 2024 r.

(...)

Wydatki wśród "Siedmiu Wspaniałych" — do których należą również Apple, Nvidia i Tesla — przewyższają resztę amerykańskiego benchmarku S&P 500. Według Société Générale ich wydatki kapitałowe wzrosły o 40 proc. w 2024 r. w porównaniu z 3,5 proc. wśród pozostałych 493 spółek.

Zyski wśród elitarnej grupy wzrosły o jedną trzecią w tym samym okresie, w porównaniu z 5 proc. wśród pozostałych. Szał wydatków nie ogranicza się do spółek notowanych na giełdzie, a ani Deep Seek, ani obawy przed bańką AI nie spowolniły napływu kapitału do start-upów z Doliny Krzemowej.

Sam Altman z OpenAI utworzył partnerstwo z SoftBank i Oracle, aby zainwestować 100 mld dol. (ponad 400 mld zł) w amerykańską infrastrukturę związaną ze sztuczną inteligencją, która z czasem może wzrosnąć do pół biliona (2 bln zł). Japoński inwestor prowadzi rozmowy w sprawie zainwestowania 25 mld dol. (ponad 100 mld zł) w start-up przy wycenie 260 mld dol. (ponad 1 bln zł). "Czy w pewnym momencie może nadejść zima AI? Oczywiście" — mówi Rishi Jaluria, analityk w RBC Capital Markets. "Ale jeśli jesteś na pozycji lidera, nie możesz zdjąć nogi z gazu"— podsumowuje.

onet.pl/The Financial Times


Prokurator Michał Ostrowski miał wszcząć śledztwo ws. zamachu stanu. Zdaniem prezesa TK Bogdana Święczkowskiego najwyżsi polscy urzędnicy chcą siłą zmienić ustrój Polski.

— To już jest jazda po bandzie — mówi nam anonimowo jeden z posłów PiS, kiedy pytamy go o słowa Bogdana Święczkowskiego.

— Nikt nas nie poinformował wcześniej. O tym, że jest zamach stanu, dowiedziałem się z mediów — dodaje.

W porannym wywiadzie dla RMF FM prezes TK mówił: – Uważam, że jesteśmy blisko sytuacji, kiedy w ciągu pół roku, roku czasu może dojść do tego, że zostaną wyprowadzone siły zbrojne czy też policja na ulice, żeby próbować powstrzymać protesty społeczne.

Konstytucyjnego. W ten sposób odnosił się do złożonego przez niego zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera, ministrów, marszałków Sejmu i Senatu, posłów i senatorów koalicji rządzącej, prezesa Rządowego Centrum Legislacji, niektórych sędziów i prokuratorów.

W wyniku tego zawiadomienia zbuntowany prokurator Michał Ostrowski, który nie uznaje władzy Adama Bodnara, miał wszcząć śledztwo ws. zamachu stanu. Kłopot w tym, że rzeczniczka Prokuratora Generalnego Anna Adamiak ujawniła, że sprawa nie ma nadanej sygnatury. Dlatego zawiadomienie dostarczone z TK do prok. Ostrowskiego uznaje za "prywatną korespondencję".

(...)

Zresztą nie tylko politycy prawicy mają z tego świetny ubaw. Z rzekomego zamachu stanu kpił w Sejmie Roman Giertych: — Od dziś wszyscy posłowie i posłanki będą w mundurach na sali sejmowej. Taka jest decyzja kierownictwa klubu. Będzie to symbol władzy Donalda Tuska w naszym zmilitaryzowanym od dzisiaj kraju.

Z kolei szef MSZ Radosław Sikorski, po powrocie do Gdańska ze spotkań w Brukseli, napisał na portalu X: "Chwała Bogu, że mimo zamachu lotnisko im. L. Wałęsy pozostaje pod kontrolą sił rządowych".

onet.pl


Zdjęcia satelitarne wykonane w 2021 r. z 1295. Centralnej Bazy Napraw i Magazynowania Czołgów (CTRSB), w dalekowschodnim regionie Rosji, w pobliżu miejscowości Arseniew pokazały około 300 czołgów i 400 innych pojazdów opancerzonych na terenie bazy, z których ok. połowa była w dobrym lub doskonałym stanie.

Zdjęcia bazy z grudnia 2024 r. opublikowane przez analityka OSINT wykazały, że wszystkie nowe pojazdy zniknęły i widoczne były tylko kadłuby czołgów, w większości bez wieżyczek. W opublikowanym przez platformę Substack przeglądzie danych stwierdzono, że w bazie pozostało tylko 100 prawdopodobnie sprawnych pojazdów wszystkich typów, z czego mniej niż dziesięć to czołgi.

Analityk Jomy w połowie grudnia stwierdził: "Ta baza jest praktycznie skończona. Może jeszcze 1-2 miesiące potrzebne są do jej CAŁKOWITEGO wyczerpania, ale w tym momencie nie ma to znaczenia. To tylko oznaka coraz większego problemu dla Rosji".

onet.pl/Kyiv Post


Co to znaczy, co dokładnie mówią?

Pojawiła się zauważalna fala takich wypowiedzi w rosyjskiej propagandzie, z których wynika, że Putin i Trump są liderami nowego konserwatywnego porządku świata. Nie ma już tak wyraźnego, jednotorowego przekazu w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych. Nie ma go także w odniesieniu do Ukrainy. Wystarczy chociażby spojrzeć, jak rosyjska rzeczniczka praw obywatelskich Tatyana Moskalkova, przemawiając w Dumie Państwowej, opisuje, jak ukraińskie wojsko pomaga mieszkańcom regionu Kurska i dzieli się z nimi żywnością, a następnie wzywa do tego, by Ukraina nie była postrzegana wyłącznie jako imperium zła. Jeszcze kilka miesięcy temu było to nie do pomyślenia. Wszystko to przygotowuje opinię publiczną na to, co może nadejść.

Warto także wsłuchać się w to, co ma do powiedzenia Michaił Kowalczuk, bliski współpracownik Putina. W zeszłym tygodniu powiedział, że przyszłość należy do Arktyki i Rosja musi zabezpieczyć tam swoje interesy, ale są one rozpraszane "na jakiejś Ukrainie".

Okazuje się więc, że zgodnie z tą logiką powinniśmy natychmiast porzucić Ukrainę i skupić się na Arktyce. I mówi to człowiek, który jest częścią wewnętrznego kręgu Putina. Widać wyraźnie, że słabnie także pozycja tych osób z jego otoczenia, które opowiadają się za kontynuowaniem wojny.

onet.pl


Powiem rzecz może ryzykowną: podobne, choć nudniej i obszerniej formułowane przemyślenia serwuje swoim czytelnikom… publicysta "Gazety Polskiej". Filip Rdesiński w tekście pt. "Fałszywa nuta Stanowskiego" skupia się przede wszystkim na niebezpiecznej grze kandydata w obniżanie autorytetu państwa i wprowadzanie jeszcze większego chaosu. Rdesińskiemu nie podoba się, że jedynym przekazem Stanowskiego będzie "robienie sobie beki z wyborów": "W państwie, które mierzy się obecnie z gigantycznym problemem konstytucyjnym, degrengoladą wymiaru sprawiedliwości, gospodarczymi problemami i wojną tuż przy granicy, nie jest to najszczęśliwsze zachowanie". 

(...)

Sam Rdesiński przyznaje, że to jedna z wielu "teorii spiskowych", ale zarazem zapytuje retorycznie: "Czy taki scenariusz jest jednak całkiem niemożliwy?". A propos teorii spiskowych czy, jak kto woli, realnych motywacji Stanowskiego - wcześniej publicysta "GP" prezentuje minimum sześć innych. Po pierwsze więc, teoria merkantylna (darmowy czas reklamowy, udział w debacie prezydenckiej, nieustanna promocja Stanowskiego, a więc i Kanału Zero). Teoria druga - cytuję za Rdesińskim - "Stanowski dogadał się z PiS, żeby osłabić Sławomira Mentzena i wykończyć rosnącą w siłę Konfederację". Trzecia: "na zlecenie PiS ma [Stanowski] dobić słabnącego Szymona Hołownię". Czwarta: "[Stanowski] ma osłabić Karola Nawrockiego i doprowadzić do rozbicia PiS". Piąta: "manewr polegający na zogniskowaniu elektoratu centrowego i ostateczne przekazanie go Nawrockiemu". Szósta: "[Stanowski] ma do reszty skompromitować klasę polityczną, żeby zrobić miejsce dla nowego ruchu politycznego, szykowanego przez duży biznes". Odpowiednie skreślić. 

(...)

Z kolei prezes Klubu Jagiellońskiego, Paweł Musiałek, opublikował bardzo ciekawy artykuł na łamach "Tygodnika Powszechnego". W tekście pt. "Ten trzeci" pisze, że to właśnie Stanowski jest tą polityczną supernową, która "może realnie namieszać w nadchodzących wyborach" i że to on ma najmocniejsze papiery na tegorocznego kandydata TUP, czyli tzw. Tymczasowego Ugrupowania Protestu (określenie Jarosława Flisa). Kandydatami TUP w minionych latach byli m.in. Paweł Kukiz, Janusz Palikot, Andrzej Lepper i Szymon Hołownia. Musiałek przypomina, że Duda nie zostałby prezydentem bez Kukiza, a Tusk premierem bez Hołowni. 

gazeta.pl

czwartek, 6 lutego 2025



Trwają walki o kontrolę nad szlakami komunikacyjnymi na flankach Pokrowska. Agresor powiększył swój stan posiadania, nie udało mu się jednak posunąć w głąb ugrupowania obrońców. Wojska ukraińskie stopniowo wycofują się z worka na zachód od Kurachowego, starając się nie dopuścić do odcięcia jedynej drogi ewakuacji w kierunku zachodnim. Umożliwiający ją węzeł drogowy Andrijiwka–Kostiantynopil atakowany jest przez Rosjan od północnego wschodu oraz od południa. Resztki sił ukraińskich w rejonie Wełykiej Nowosiłki wycofały się za rzekę Mokri Jały.

Rosjanie poszerzyli obszar kontrolowany na obrzeżach Torećka. Pod kontrolą obrońców pozostaje natomiast część kopalni na północy tego miasta i graniczącej z nim miejscowości Krymśke. Pogłębieniu uległo oskrzydlenie sił ukraińskich w Czasiw Jarze, trwają walki o kontrolę nad centrum. Siły rosyjskie rozbudowują przyczółki na prawym brzegu rzeki Oskoł na północ od Kupiańska oraz na prawym brzegu rzeki Żerebeć na północny wschód od Łymanu.

Według źródeł ukraińskich w celu usprawnienia logistyki Rosjanie przystąpili do remontu dróg na terenach okupowanych. Kwestią otwartą pozostaje, czy ma to jedynie pomóc w prowadzeniu działań w ich obecnej skali, czy też stanowi przygotowanie do ich zintensyfikowania.

1 lutego Rosjanie dokonali kolejnego zmasowanego uderzenia na Ukrainę z wykorzystaniem rakiet i dronów. Jego celem – w odróżnieniu od poprzednich – było bezpośrednie zaplecze obrońców. Potwierdzono zniszczenia infrastruktury energetycznej w Zaporożu i Mirhorodzie, a o podobnych w skutkach donoszono również z Charkowa, Pawłohradu i Połtawy (14 osób zginęło, 20 zostało rannych), a także obwodów kijowskiego i odeskiego. W rezultacie ataku awaryjne odłączenia prądu wprowadzono w siedmiu obwodach. Po raz pierwszy od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji strona ukraińska nie zadeklarowała liczby zestrzelonych rakiet. Według Dowództwa Sił Powietrznych agresor wykorzystał ich łącznie 46, a strącona miała zostać „część pocisków manewrujących” (Rosjanie mieli ich użyć 27). W podsumowaniu dobowym ukraiński Sztab Generalny powiadomił o 40 użytych przez wroga rakietach, lecz nie podał przy tym żadnej informacji o zestrzeleniach. Ze 123 wykorzystanych przez Rosjan dronów strąconych miało zostać 56, a utraconych – 61.

Ponawiane przez agresora ataki z użyciem dronów i pojedynczych rakiet pogłębiły problemy z dostawami prądu w południowych i wschodnich obwodach Ukrainy. 3 lutego spowodowały one awaryjne odłączenia w dziewięciu, a następnego dnia w ośmiu obwodach, podczas gdy jeszcze pod koniec stycznia procedurę tę stosowano w przypadku pojedynczych regionów. Na wyszczególnienie zasługują ataki dronów na infrastrukturę portową Izmaiłu (29 i 30 stycznia) oraz trzy następujące w krótkim odstępie czasu uderzenia rakietowe w Odessę (nocą z 31 stycznia na 1 lutego), których rezultatem były m.in. zniszczenia w zabytkowym centrum miasta. Od wieczora 28 stycznia do rana 4 lutego najeźdźcy mieli użyć łącznie 554 dronów i 57 rakiet. Obrońcy zadeklarowali zestrzelenie 296 bezzałogowców i co najmniej jednej rakiety, a 217 dronów określili jako lokacyjnie utracone.

(...)

W wyniku uderzeń ukraińskich dronów 29 stycznia pracę wstrzymała rafineria SIBUR-Kstowo w obwodzie niżnonowogrodzkim, a 3 lutego – zakład przetwórstwa gazu koło Astrachania. Kijów informował ponadto o uszkodzeniu przepompowni ropociągu Drużba w obwodzie briańskim (30 stycznia) i rafinerii Łukoilu w Wołgogradzie (31 stycznia i ponownie 3 lutego). Według części źródeł 29 stycznia atakowane były także przepompownia ropy naftowej i arsenał amunicyjny w obwodzie twerskim (miało tam dojść do uszkodzenia budynków jednostki wojskowej), a dwa dni później – elektrociepłownia i baza paliwowa w Wołgogradzie.

(...)

Wartość osiemnastego pakietu szwedzkiego wsparcia wojskowego dla Kijowa sięgnie 1,17 mld euro – najwięcej od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej agresji. Znalazło się w nim m.in. 16 kutrów desantowo-szturmowych Stridsbåt 90, 1500 przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW oraz 200 granatników przeciwpancernych. Ogółem na uzbrojenie i sprzęt wojskowy przeznaczono 290 mln euro, a 87 mln – „na ukraińską produkcję pocisków dalekiego zasięgu i dronów dalekiego zasięgu”. Większość środków – ponad 857 mln euro – Szwedzi przekażą do wielostronnych inicjatyw wsparcia wojskowego.

Dwudziesty siódmy pakiet wsparcia wojskowego z Finlandii będzie opiewał na 200 mln euro, o czym 31 stycznia poinformował tamtejszy resort obrony. Tego samego dnia ukraiński premier Denys Szmyhal ujawnił, że brytyjsko-ukraińskie porozumienie ramowe o wzmocnieniu obronności Ukrainy przewiduje przekazanie 2,4 mld dolarów na zakup systemów obrony powietrznej i rakiet do nich, a także organizację baz remontowych uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Z kolei Tallinn przeznaczy 150 mln euro na pierwszoplanowe potrzeby Marynarki Wojennej Ukrainy, w tym na wsparcie operacji. Fundusze te stanowią część pakietu o wartości 600 mln euro na odbudowę ukraińskiej infrastruktury morskiej, o czym zakomunikował 3 lutego minister infrastruktury Estonii Vladimir Svet.

Ukraina otrzyma też 90 rakiet przechwytujących do systemów Patriot, które USA przetransportowały do Polski z magazynów w Izraelu. Donosił o tym 28 stycznia amerykański serwis informacyjny Axios. Dwa dni później resort obrony Litwy powiadomił o przekazaniu armii ukraińskiej partii przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych wraz z zapasem rakiet.

W 2025 r. Holandia dostarczy Ukrainie kolejne myśliwce F-16, a do końca kwietnia br. zakończy się szkolenie 26 techników mających pełnić funkcje kierowników zespołów obsługi naziemnej. Informacje te ujawniono w trakcie spotkania ministrów obrony Holandii Rubena Brekelmansa i Ukrainy Rustema Umierowa w Hadze.

29 stycznia redaktor naczelny portalu censor.net Jurij Butusow przekazał, że wstrzymano formowanie czterech nowych brygad, oznaczonych numerami 158, 159, 160 i 162. Oznacza to, że dowództwo armii ukraińskiej zdecydowało się ostatecznie wykonać decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z początku br., będącą wynikiem skandali z masowymi dezercjami z nowo utworzonych związków taktycznych, zwłaszcza ze sformowanej przy współudziale Francji 155 Brygady Zmechanizowanej im. Anny Kijowskiej (...). Najprawdopodobniej bataliony powstałe już w ramach ww. brygad wejdą w skład jednostek wcześniej skierowanych na front i borykających się z brakami w ukompletowaniu, powodowanymi – w różnym stopniu – ponoszonymi stratami, dezercjami bądź niedoborem rekrutów.

Wstrzymanie formowania nowych brygad należy traktować jako przyznanie się Kijowa do niemożności dalszej rozbudowy potencjału z powodów wewnętrznych, a nie tylko – jak to wielokrotnie w ubiegłym roku sugerowały władze ukraińskie – niedostatecznego wsparcia ze strony Zachodu. Dziewięć nowych brygad sformowanych w 2024 r. okazało się zdecydowanie słabszych niż te utworzone w latach poprzednich, a główną tego przyczynę stanowi pogarszająca się jakość poborowych – zarówno pod względem poziomu wyszkolenia, jak i motywacji do służby. Nigdy nie osiągnęły one stanu pełnego ukompletowania, a na front kierowano je jeszcze przed ukończeniem pełnego cyklu szkolenia (zgrywania pododdziałów).

Formowanie nowych brygad, niezbędne z uwagi na konieczność zbudowania nowej rezerwy operacyjnej (dotychczasową pochłonęły ukraińska ofensywa w 2023 r. i akcja zbrojna w obwodzie kurskim w 2024 r.), kolidowało z potrzebami uzupełnienia stanów osobowych jednostek na froncie. Systematycznie spadał przez to poziom ukompletowania jednostek, co potwierdził komunikat prezydenta Zełenskiego ze stycznia br. o łącznej liczebności Sił Obrony Ukrainy wynoszącej 880 tys. żołnierzy. Oznaczał on, że przez ostatni rok nie udało się jej zwiększyć (identyczną informację Zełenski przedstawił w styczniu 2024 r.) mimo sformowania kilkunastu nowych jednostek, w tym dziewięciu brygad, z których każda powinna liczyć przynajmniej 5 tys. żołnierzy (z wyłączeniem rezerw i uzupełnień).

(...)

4 lutego portal Ukraińska Prawda ujawnił, powołując się na źródła w Sztabie Generalnym, że ok. 50 tys. żołnierzy innych rodzajów Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) zostanie przeniesionych do Wojsk Lądowych. Ma to się przyczynić do uzupełnienia stanu kadrowego brygad znajdujących się na froncie i pozwolić na częściową rotację żołnierzy. Wcześniej informowano, że zgodnie z wydanym 11 stycznia rozkazem głównodowodzącego SZU Ołeksandra Syrskiego ok. 5 tys. członków personelu Sił Powietrznych zostanie przeniesionych do Sił Lądowych.

Według danych ukraińskiego resortu sprawiedliwości czynnikiem obniżającym dyscyplinę w wojsku jest uzależnienie żołnierzy od alkoholu i narkotyków. W latach 2022–2023 blisko 6 tys. żołnierzy ukarano aresztem garnizonowym w wymiarze 10–15 dni za pełnienie służby w stanie nietrzeźwości bądź pod wpływem środków oszałamiających. Przyłapanych na naruszaniu dyscypliny pozbawia się wypłat pełnego żołdu, nawet jeśli wykonują oni zadania na pierwszej linii frontu.

Zgodnie z ujawnionymi 30 stycznia przez ukraiński wywiad wojskowy (HUR) danymi armia rosyjska zamierza zmobilizować w tym roku minimum 280 tys. ludzi. Przynajmniej 126 tys. żołnierzy ma pochodzić z tzw. kontyngentu specjalnego obejmującego więźniów oraz dłużników.

31 stycznia „The New York Times”, powołując się na urzędników ukraińskich i amerykańskich, podał, że żołnierze KRLD walczący w obwodzie kurskim zostali wycofani ze strefy działań bojowych z powodu wysokich strat. Rosjanie wykorzystywali północnokoreańskich żołnierzy sił specjalnych jako piechotę, wysyłając ich falami przez zaminowane pola. Według anonimowych urzędników amerykańskich decyzja o wycofaniu może nie być ostateczna. Informacje te potwierdziło dowództwo ukraińskich Sił Operacji Specjalnych, wskazując, że od trzech tygodni w obwodzie kurskim nie odnotowano obecności wojsk KRLD.

2 lutego brytyjski wywiad wojskowy poinformował, że powszechnie stosowaną w armii rosyjskiej praktyką jest przedwczesne kierowanie na front żołnierzy przechodzących rekonwalescencję po odniesieniu ran. Tamtejsze dowództwo decyduje się na ten krok, chcąc sztucznie poprawić statystykę własnego potencjału bojowego.

osw.waw.pl


Rzecznik ukraińskiej Grupy Sił Chortyca, major Wiktor Trehubow, oświadczył 4 lutego, że rosyjskie siły rzadko używają pojazdów opancerzonych w kierunku Pokrowska i wolą używać szybkich i zwrotnych pojazdów, w tym buggy i motocykli. Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w kierunku Pokrowska podobnie zauważył, że rosyjskie siły transportują piechotę do szturmów przy użyciu cywilnych samochodów i motocykli. Rzecznik oświadczył, że rosyjskie siły wystrzeliwują dziesiątki dronów FPV i przeprowadzają od 10 do 20 małych szturmów piechoty dziennie w tym rejonie, ale zauważył, że ogólne tempo rosyjskich operacji ofensywnych spadło.

(...)

Powiązany z Kremlem rosyjski milbloger twierdził, że rosyjskie siły na kierunku Siversk nadal zmagają się z problemami systemowymi, ponieważ dowódcy polowi składają fałszywe raporty o postępach, pomimo niedawnych zmian w dowództwie. Milbloger skarżył się, że rosyjscy dowódcy polowi na kierunku Siversk nadal tworzą fałszywe raporty, które wyolbrzymiają lub fałszywie przedstawiają rosyjskie sukcesy. Milbloger zauważył, że rosyjskie dowództwo wojskowe zmieniło dowódcę 3. Połączonej Armii ([CAA], dawniej 2. Korpus Armijny Ługańskiej Republiki Ludowej [ŁNR AC]) oraz dowódców 7., 85. i 123. zmotoryzowanej brygady strzelców 3. CAA z powodu niedawnego skandalu dotyczącego fałszywych raportów o rosyjskich postępach. Milbloger twierdził, że rosyjskie dowództwo wojskowe nie zmieniło dowództwa 6. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych 3. Korpusu Strzelców Zmechanizowanych, która – jak twierdził milbloger – nadal prowadzi „samobójcze”, wyniszczające ataki dowodzone przez piechotę, wykorzystując słabo wyszkolony i słabo zaopatrzony personel.

Władze rosyjskie kontynuują militaryzację rządu rosyjskiego poprzez program weteranów „Czas bohaterów”. Program Czas bohaterów ogłosił 4 lutego, że jeden z jego uczestników, weteran Nikołaj Sergienko, został wiceministrem budownictwa obwodu nowogrodzkiego. Rosyjski serwis informacyjny Wiedomosti poinformował 4 lutego, że władze rozważają mianowanie uczestnika i weterana Czasu bohaterów Borysa Dudko dyrektorem Departamentu Polityki Państwowej w Sferze Wychowania, Edukacji Uzupełniającej i Rekreacji Dzieci w Ministerstwie Edukacji.

(...)

Żołnierz rosyjskiego oddziału „Tyen” („Cień”) (Korpus Ochotniczy Rosji), który podobno działa w obwodzie kurskim, twierdził, że jego oddział otrzymał pierwszy pojazd terenowy (ATV) złożony z rosyjskich podzespołów samochodu osobowego Łada.

understandingwar.org