czwartek, 30 stycznia 2025



Po kogo zatem sięga Trzaskowski, co może tutaj ugrać i jak to się może skończyć – bo i tak daleko sięgają dywagacje niektórych polityków PiS? Oczywiście program podatkowy jest skierowany przede wszystkim do "genetycznych wyborców PO". Takich, którzy pamiętają jeszcze Platformę jako partię liberalną gospodarczo i zajadle wolnorynkową. Kandydat ma pokazać swojemu elektoratowi, że nawet jeśli uśmiecha się na prawo, to nie oznacza, że zapomniał o korzeniach. Ale to nie jedyna grupa wyborców, którą chciałby przyciągnąć. Trzeba wrócić do wyborów sprzed pięciu lat. W drugiej turze (a obaj kandydaci prowadzący w sondażach grają już na drugą turę) w 2020 roku 48 proc. wyborców Konfederacji z I tury poszło i zagłosowało na Rafała Trzaskowskiego.

– Wśród wyborców Konfederacji wciąż jest masa ludzi, którzy nienawidzą PiS-u. A im bardziej Morawiecki nawija makaron na uszy, im więcej tych filmików produkuje, tym bardziej oni mówią "chłopie co ty gadasz?". On o wolności słowa, a oni "a kto media narodowe próbował zamykać?", on o tym, że koniecznie węgiel, a oni "a kto kopalnie zamykał?", on o wecie wobec Zielonego Ładu, a oni "a coś ty wtedy robi?". I tak się bawimy. On ich zwyczajnie mobilizuje – mówią politycy PiS niespecjalnie zachwyceni działalnością byłego premiera.

Wyborcy, którzy wtedy zagłosowali na Trzaskowskiego to ten segment elektoratu Konfederacji, który jest bardziej wolnorynkowy a mniej narodowy. Zatem jeśli Trzaskowski pokaże jakąkolwiek siłę i zaproponuje jakieś idące w tym kierunku rozwiązania podatkowe, mogą uznać, że to lepsze niż kandydat partii, która z wolnością gospodarczą nie miała nic specjalnie wspólnego.

(...)

– Pani sobie wyobraża, co będzie, jeśli Mentzen urośnie do 17-18 procent? Wie pani, skąd on weźmie wyborców? My wiemy i może się to skończyć tragicznie – mówi nasz rozmówca z PiS.

Konfederacja może się pożywić tylko na PiS-ie. Nie ma innej opcji. Może przyciągnąć do siebie i swojego kandydata tylko wyborców, którzy są rozczarowani PiS-em, a nigdy nie pójdą na lewą stronę barykady.

– W ekstremalnym przypadku ja nawet widzę, że możemy wygrać prezydenturę i stracić partię – ostrzega bardzo pesymistycznie nastawiony polityk PiS.

Gdyby Mentzen zgarnął w wyborach prezydenckich niemal 20 proc., mógłby wywołać w PiS tendencje odśrodkowe.

onet.pl/Newsweek


W marcu ubiegłego roku Kushner chwalił "bardzo cenny potencjał nieruchomości na wybrzeżu Gazy" i zasugerował, że Izrael powinien usunąć cywilów podczas "oczyszczania" enklawy. Wywiad z Kushnerem został opublikowany na kanale YoTube prowadzonym przez Middle East Initiative przy Harvard Kennedy School.

Uwagi Kushnera dotyczyły ​​polityki bliskowschodniej, jaka będzie prowadzona podczas drugiej kadencji Trumpa. — Aktywa na wybrzeżu Gazy mogłyby być bardzo cenne, gdyby ludzie skupili się na tworzeniu środków do życia. Jest tam trochę niefortunna sytuacja, ale na miejscu Izraela zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, aby eksmitować ludzi, a następnie posprzątać.

Kushner dodał, że jego zdaniem Izrael powinien przenieść ludność cywilną z Gazy na pustynię Negew na południu kraju i nawet zasugerował, że Palestyńczyków można sprowadzić do Egiptu poprzez "dyplomację".

onet.pl

środa, 29 stycznia 2025



Rosjanie opanowali Wełyką Nowosiłkę – ostatni znaczący punkt ukraińskiego oporu na pograniczu obwodu donieckiego z obwodami dniepropetrowskim i zaporoskim. Prawdopodobnie części obrońców nie udało się wydostać z okrążenia, czemu zaprzecza jednak dowództwo ukraińskie. Na północ od Wełykiej Nowosiłki i południe od Pokrowska siły ukraińskie utrzymują się już wyłącznie na obrzeżach obwodu donieckiego, do którego granic pozostały Rosjanom w najwęższym miejscu 3 km. Wyjątek stanowi worek na zachód od Kurachowego, gdzie pozycje ukraińskie sięgają 40 km w głąb terytorium obwodu. Po rozpoczęciu przez wojska rosyjskie szturmu węzłowej Andrijiwki wzrosło zagrożenie ich okrążeniem.

Trwają walki na obrzeżach Torećka i w centrum Czasiw Jaru, gdzie agresor poczynił kolejne postępy. Do przesunięć na korzyść Rosji doszło także pomiędzy aglomeracją torećką a Myrnohradem i Pokrowskiem, niemniej agresorowi wciąż nie udało się opanować węzła drogowego na trasie Pokrowsk–Konstantynówka. Spadek znaczenia Pokrowska jako głównego hubu logistycznego sił ukraińskich w Donbasie sprawia, że rolę tę w rosnącym zakresie przejmuje Konstantynówka, skąd kierowane jest zaopatrzenie dla zgrupowań w rejonach Czasiw Jaru i Torećka (Pokrowsk stał się de facto samodzielnym rejonem obrony). W coraz większym stopniu kierowane jest ono jednak z obwodu charkowskiego, przez Słowiańsk i Kramatorsk.

Rosjanie najprawdopodobniej opanowali węzłową Dworiczną na prawym brzegu rzeki Oskoł, co umożliwia im dalsze natarcie na południe w kierunku Kupiańska lub na zachód w głąb obwodu charkowskiego. Kolejne postępy terenowe odnotowali też na pograniczu obwodów ługańskiego, donieckiego i charkowskiego (na kierunku Łymanu i Borowej) oraz w obwodzie kurskim (nacierając w kierunku Sudży od północnego zachodu).

Za bezpośrednią konsekwencję niemożności ustabilizowania przez siły ukraińskie obrony w Donbasie należy uznać powrót na front generała Mychajła Drapatego. 26 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski mianował go dowódcą operacyjno-strategicznego zgrupowania wojsk „Chortyca”, odpowiadającego m.in. za obronę Pokrowska. Drapatyj najprawdopodobniej wciąż pozostaje również dowódcą całych ukraińskich Wojsk Lądowych, na które to stanowisko mianowano go 29 listopada ub.r. Wcześniej dowodził operacyjno-taktycznym zgrupowaniem wojsk „Ługańsk” (podległym wyższego szczebla dowództwu „Chortyca”). Pozostawienie Drapatego na obu stanowiskach, aczkolwiek kolidujące z pragmatyką dowodzenia, nie stanowiłoby precedensu. W latach 2022–2024 łączył je obecny głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy generał Ołeksandr Syrski.

(...)

Rośnie skuteczność rosyjskich uderzeń z wykorzystaniem dronów, na co wskazują zarówno doniesienia z terenu, jak i komunikaty ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych. W tych ostatnich przybywa bezzałogowców, które nie zostały zadeklarowane ani jako zestrzelone, ani jako lokacyjnie utracone „bez negatywnych konsekwencji”. Od wieczora 21 stycznia do rana 28 stycznia najeźdźcy mieli użyć łącznie 586 dronów i 13 rakiet. Obrońcy zadeklarowali zestrzelenie 365 bezzałogowców i dwóch rakiet, a 175 dronów określili jako lokacyjnie utracone. Oznaczałoby to, że bezpośrednio w cele mogło ich uderzyć 46, podczas gdy tydzień wcześniej trafień było 16, przy łącznej liczbie 551 dronów. We wcześniejszym okresie strona ukraińska niejednokrotnie deklarowała stuprocentową skuteczność w zwalczaniu bezzałogowców, a zniszczenia miały być głównie skutkiem upadku odłamków. Malejącą efektywność obrony przeciwdronowej należy uznać za bezpośredni rezultat coraz częstszego wysyłania na front żołnierzy z działających w głębi kraju mobilnych zespołów do zwalczania bezzałogowców.

Nocą 24 i 27 stycznia ukraińskie bezzałogowce uderzyły w rafinerię w Riazaniu, wywołując pożary zbiorników z paliwem. Według części źródeł po drugim ataku przedsiębiorstwo wstrzymało pracę. Ponadto ukraińska Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony podała, że 24 stycznia uszkodzone zostały także zakłady Kriemnij Eł w Briańsku, jednego z głównych rosyjskich producentów mikroelektroniki. Przeprowadzony tego dnia przez Ukrainę atak był największym od początku br. – wedle danych rosyjskich nad 13 obwodami FR zestrzelono łącznie 121 wrogich dronów. Poza uszkodzeniem obiektów w Riazaniu i Briańsku nie przyniósł on jednak powodzenia. 27 stycznia celem ataku miała być też baza paliwowa w obwodzie twerskim, lecz doniesień o jego rezultacie brak.

Ukraina otrzyma pierwsze myśliwce Mirage 2000-5F do końca pierwszego kwartału br., o czym 28 stycznia poinformował minister spraw zagranicznych Francji Jean-Noël Barrot. Tym samym odpowiedział on na wątpliwości wywołane doniesieniami z początku miesiąca, że pierwsze trzy samoloty zostaną dostarczone Kijowowi do 20 stycznia. Francuscy eksperci podkreślają, że ukraińskie lotnictwo wciąż nie jest dostatecznie przygotowane do ich przyjęcia. Łącznie ma ono otrzymać 10 maszyn tego typu.

(...)

21 stycznia Ukraina i Albania zawarły 10-letnią umowę o współpracy w zakresie bezpieczeństwa i wsparcia długoterminowego. W dokumencie znalazła się deklaracja współdziałania w kwestiach bezpieczeństwa i obronności, współpracy politycznej i pomocy humanitarnej. Strona albańska zapowiedziała, że wniesie wkład finansowy do europejskiej koalicji myśliwców, który zapewni ukraińskim pilotom i technikom szkolenia w zakresie języka angielskiego. Jak dotąd Ukraina zawarła 28 umów o współpracy w obszarze bezpieczeństwa.

23 stycznia szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow wskazał, że w bieżącym roku Korea Północna przekaże Rosjanom co najmniej 150 rakiet balistycznych krótkiego zasięgu KN-23 oraz pociski i systemy artyleryjskie. Dodał, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy Pjongjang dostarczył Rosji ok. 120 samobieżnych systemów artyleryjskich M-1989 Koksan kalibru 170 mm i 120 systemów rakietowych M-1991 kalibru 240 mm. Dotychczas brakuje potwierdzenia, by zaobserwowana kilkakrotnie w ostatnich miesiącach na terytorium FR artyleria z KRLD została przekazana do jednostek armii rosyjskiej i była przez nie użytkowana. Nie wiadomo także, czy kontyngent północnokoreański skorzystał z niej w obwodzie kurskim.

24 stycznia brytyjski wywiad oszacował straty KRLD w obwodzie kurskim na ok. 4 tys. zabitych bądź rannych żołnierzy. Podkreślono przy tym, że siły rosyjskie i północnokoreańskie borykają się z trudnościami w zakresie interoperacyjności, co wynika z bariery językowej. Tego samego dnia estoński wywiad nie wykluczył, że Korea Północna jeszcze przed latem wyśle do Rosji więcej żołnierzy.

22 stycznia Państwowe Biuro Śledcze zatrzymało przebywającego na wolności po wpłaceniu kaucji generała Jurija Hałuszkina, byłego dowódcę operacyjno-taktycznego zgrupowania wojsk „Charków”. Postawiono mu zarzuty, że w maju 2024 r. niewłaściwie ocenił potencjał przeciwnika i swoimi działaniami przyczynił się do opuszczenia pola walki przez żołnierzy 125 Brygady Piechoty. Miał on również zignorować dostępne informacje wywiadowcze oraz zlekceważyć ryzyko rosyjskiego ataku w obwodzie charkowskim. Podobne zarzuty postawiono też byłemu dowódcy 125 Brygady Arturowi Horbence, a w areszcie osadzono byłego dowódcę 155 Brygady Zmechanizowanej im. Anny Kijowskiej Dmytra Riumszyna (oskarżono go o brak nadzoru nad stanem dyscypliny w jednostce i akceptowanie łamania praw żołnierzy, co doprowadziło do masowych dezercji).

Nagłośnienie wszczęcia spraw karnych przeciwko wyższym dowódcom ma pokazać, że za niepowodzenia na froncie odpowiedzialność ponoszą oficerowie dowodzący jednostkami, a nie głównodowodzący Siłami Zbrojnymi Ukrainy czy dowódcy rodzajów wojsk. Potwierdził to pośrednio Ołeksandr Syrski, który zapewnił, że dzięki jego osobistym kontaktom z kadrą dowódczą sytuacja w 155 Brygadzie uległa poprawie.

osw.waw.pl

wtorek, 28 stycznia 2025



Drugie wytłumaczenie de facto przyspieszonych wyborów kryje się w sytuacji regionalnej i globalnej, z której Łukaszenka musi zdawać sobie sprawę. Za pomocą ściśle kontrolowanego procesu wyborczego ze spodziewanym wynikiem Łukaszenka chce pokazać, że odzyskał ostatecznie pełną polityczną kontrolę w kraju, a poprzez masowe poparcie odnowił swoją społeczną legitymizację. W ten sposób zamierza raz na zawsze zamknąć rozdział wyznaczony wyborami 2020 roku i przystąpić do negocjacji dotyczących zakończenia wojny w Ukrainie, które miesiącami zapowiadali Donald Trump i ludzie z jego otoczenia. Co prawda po inauguracji nowego prezydenta USA z dnia na dzień staje się coraz bardziej wątpliwe, czy te negocjacje w ogóle się rozpoczną i przyniosą realne skutki. Jednak to od ruchów Trumpa dotyczących Ukrainy i Rosji zależy także przyszłość Białorusi, jej miejsce w nowym geopolitycznym układzie, a zarazem osobiste losy Łukaszenki i jego rodziny, dlatego chce on w jakiejkolwiek formie być uczestnikiem tych procesów.

Brzmi to jak mrzonka, bo w końcu nie po to Rosja od trzech lat bombarduje Ukrainę, by białoruskiemu satrapie tworzyć warunki wybijania się na niezależnego gracza międzynarodowego. Głębokie uzależnienie od Rosji, które stało się efektem decyzji Łukaszenki podjętych w 2020 roku (czyli przyjęcia pomocy w tłumieniu protestów, by utrzymać się za wszelką cenę u władzy), to dziś największe obciążenie dla Białorusi. Łukaszenka zapewne dobrze rozumie, że kraj, którym rządzi, może zostać razem z Rosją za nową żelazną kurtyną. Podejście Trumpa, oparte nie na wartościach czy prawie, a na twardym interesie i transakcyjnym stosunku do umów międzynarodowych, może z kolei dawać mu nadzieję – jeśli nie na wywikłanie się z tego układu, to przynajmniej na lepsze możliwości balansowania kremlowskiej presji. Jednak bez znaczącego osłabienia Rosji Białoruś nie ma szans na radykalne zmiany swojego statusu. Zbyt wiele decyzji podjętych w ostatnich latach trwale przywiązuje ten kraj do widzimisię Kremla. Po 2020 roku Łukaszenka uzależnił białoruską gospodarkę od rosyjskiej, w tym także od rosyjskiej machiny wojennej. A to oznacza, że ekonomiczny kryzys, w który wchodzi właśnie Rosja, nieuchronnie odbije się na sytuacji gospodarczej Białorusi. W kraju przyspieszyła rusyfikacja, która przejawia się nie tylko w państwowej polityce kulturalnej, ale i w dominacji rosyjskich podmiotów na białoruskim rynku. Jakby tego było mało, Alaksandr Łukaszenka zabiegał o rozmieszczenie rosyjskiej broni jądrowej na Białorusi – najwyraźniej w przekonaniu, że będzie to dla jego reżimu trwała polisa od wojny, np. ataku ze strony Ukrainy lub nawet NATO. Ale rosyjski arsenał atomowy na Białorusi to także trwała rosyjska kontrola nad krajem. Przede wszystkim zaś dyktator z Mińska pozwolił Rosji na korzystanie z białoruskiego terytorium dla celów agresji na Ukrainę, co uczyniło z Białorusi współagresora. Nawet gdyby reżim wypuścił teraz wszystkich więźniów politycznych, to odbudowanie zaufania w relacjach z zachodnimi partnerami brzmi jak misja niemożliwa.

new.org.pl


Rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało materiał filmowy w ciągu dnia 26 stycznia, który rzekomo przedstawiał rosyjskie siły przeprowadzające termobaryczne ataki artyleryjskie na siły ukraińskie w Velyki Novosilki i twierdził, że rosyjskie grupy szturmowe oczyszczały pozycje ukraińskie. Rosyjskie MON później twierdziło, że elementy rosyjskiej 5. Brygady Pancernej (36. Połączona Armia [CAA], Wschodni Okręg Wojskowy [EMD]) i 40. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Pacyfiku, EMD) zajęły całą Velykę Novosilkę, a rosyjski minister obrony Andriej Biełousow pogratulował dowództwu i personelowi obu brygad zajęcia. Rosyjskie MON opublikowało następnie materiał filmowy rzekomo przedstawiający rosyjskie flagi w wielu obszarach osady. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że w domniemanym zajęciu Velyki Novosilki uczestniczyły również elementy rosyjskiej 37. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (36. CAA), i nie jest jasne, dlaczego rosyjskie Ministerstwo Obrony nie wymieniło 37. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych w swoich ogłoszeniach. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie ogłaszało ostatnio domniemanych zajęć osiedli z takim rozgłosem i tak szybko, jak zrobiło to 26 stycznia. Rosja prawdopodobnie próbuje wykorzystać domniemane zajęcie Velyki Novosilki, aby wpłynąć na zachodnie postrzeganie sytuacji na polu bitwy w obwodzie donieckim, aby promować narracje, że rosyjskie zyski na polu bitwy są nieuniknione, a pozycje Ukrainy szybko się pogarszają. Rosyjskie zyski w zachodnim obwodzie donieckim nadal są stopniowe i znacznie poniżej tempa, które jest normalne dla współczesnej zmechanizowanej wojny. Ponadto nie jest jasne, czy siły rosyjskie będą w stanie szybko posunąć się dalej niż Velyka Novosilka, ponieważ nie jest jasne, ile siły bojowej EMD nadal zachowują po kilku miesiącach ciągłych działań ofensywnych. Velyka Novosilka znajduje się obok kilku rzek, co prawdopodobnie skomplikuje i utrudni dalsze rosyjskie taktyczne postępy w tym obszarze. Siły rosyjskie od zawsze zmagały się z przeprawami przez rzeki, a taktyczne cechy terenu, takie jak rzeki, prawdopodobnie skomplikują zdolność sił rosyjskich do wykorzystania zajęcia Velyka Novosilka do poczynienia operacyjnie znaczących postępów w zachodnim obwodzie donieckim.

(...)

Siły rosyjskie są gotowe do zajęcia Torecka w nadchodzących dniach, a ponowne rozmieszczenie elementów EMD w celu wzmocnienia rosyjskiej grupy sił w kierunku Torecka wskazywałoby na nowy priorytet Rosji, jakim jest wznowienie ataków w kierunku Kostyantynówki.

understandingwar.org


„Wybory” miały charakter specjalnej operacji, typowej dla ustrojów totalitarnych. Zarówno kampania, jak i głosowanie odbyły się w warunkach zupełnie odmiennych niż w 2020 r., gdy doszło do masowych demonstracji. Stosowane od tego czasu konsekwentne i brutalne represje sprawiły, że obywatele nie zdecydowali się wyrazić sprzeciwu. Testem szóstej już reelekcji Łukaszenki były zorganizowane 25 lutego 2024 r. połączone wybory do parlamentu i rad lokalnych. Wówczas po raz pierwszy zabrakło realnych kontrkandydatów ze środowisk demokratycznych oraz niezależnych obserwatorów (zob. Głosowanie bez alternatywy. „Wybory” do parlamentu i rad lokalnych Białorusi). Tym razem jednak – ze względu na wyższy status wyborów – zmasowanej państwowej propagandzie towarzyszyła fala wzmożonych represji, uderzająca prewencyjnie nawet w nieaktywnych społecznie uczestników protestów w 2020 r.

Wszyscy „kontrkandydaci” Łukaszenki byli kontrolowani przez władze. Nie starali się nawet pozorować debaty politycznej, demonstrowali lojalność i lansowali tezę o niepodważalnych zasługach dotychczasowego przywódcy. Zaproszeni obserwatorzy, delegowani z ramienia takich organizacji jak WNP czy Szanghajska Organizacja Współpracy, nie dostrzegli żadnych naruszeń zarówno przed głosowaniem, jak i w jego trakcie. Z kolei do OBWE zaproszenie do wysłania misji obserwacyjnej trafiło na 10 dni przed zakończeniem głosowania, co było jawną prowokacją, a nie gestem dobrej woli ze strony Mińska.

Główny cel reżimu stanowiło upozorowanie masowego poparcia dla Łukaszenki. Istotne było wykazanie konsolidacji społeczeństwa, które po 2020 r. rzekomo przemyślało błędy i na nowo skupiło się wokół lidera. Stąd też już od 17 września 2024 r. (w tym dniu od 2021 r. obchodzony jest Dzień Jedności Narodowej) do 24 stycznia br. trwał „Maraton Jedności” – długa seria organizowanych w całym kraju wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych prezentujących osiągnięcia władz. Dla wzmocnienia narracji o „zgodzie narodowej” od lipca ub.r. Łukaszenka dziewięciokrotnie ułaskawiał niewielkie grupy więźniów politycznych (w sumie niemal 300 osób), uzasadniając to względami humanitarnymi. Zarazem przedstawiciele organów porządkowych zapewniali o pełnej gotowości do przeciwdziałania jakimkolwiek prowokacjom, spodziewanym rzekomo zarówno ze strony opozycji, jak i wrogów zewnętrznych, w tym Polski. W tym kontekście „wybory” należy rozpatrywać jako demonstrację zdolności reżimu do pełnej kontroli sytuacji w kraju.

Reżim propagandowo wykorzystuje „wybory” wobec Zachodu. Niewykluczone, że w celu zamarkowania nowego otwarcia Mińsk będzie rozgrywał argument o rzekomo spokojnym, a tak naprawdę wymuszonym przez represje przebiegu procesu wyborczego. Niezmiennie konfrontacyjna retoryka reżimu oraz kontynuacja represji (w więzieniach nadal przebywa ponad 1200 więźniów politycznych) wskazują jednak na brak realnego zainteresowania Łukaszenki poprawą relacji z UE czy USA. Zamiarem władz są jedynie dezinformacja i propaganda, tak aby obciążyć Zachód odpowiedzialnością za fatalny stan stosunków.

Reelekcja Łukaszenki domyka trwającą od 2020 r. przebudowę modelu ustrojowego. Siódmą kadencję dyktator rozpoczyna również jako przewodniczący Prezydium Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Ludowego (OZL), czyli nowego organu władzy wprowadzonego do konstytucji na mocy referendum z lutego 2022 r., które miało pozorować reformę systemu politycznego (zob. Propagandowy wiec zwolenników Łukaszenki – formalne domykanie nowego systemu). W rezultacie Łukaszenka jeszcze bardziej podporządkował sobie elity oraz społeczeństwo, regularnie zastraszane i inwigilowane przez organy bezpieczeństwa.

osw.waw.pl


Według Human Rights Watch każdego roku w Rosji co najmniej 12 tysięcy kobiet zostaje zamordowanych przez swych domowych oprawców, choć jak zaznaczają autorzy badania, rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa, może nawet 15 tysięcy. Nawet Tatiana Moskalkowa, mianowana przez Putina komisarz do spraw praw człowieka, w 2021 roku publicznie oświadczyła, że podczas pandemii liczba przypadków przemocy domowej wzrosła ponad dwukrotnie, z 6 do 13 tysięcy miesięcznie, a według dziennikarskich śledztw „Mediazony” i „Nowoj Gaziety” 79 procent Rosjanek skazanych za morderstwo z premedytacją broniło się przed przemocą w rodzinie. W raporcie włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z 2022 roku, który jako jeden z niewielu stworzył kompleksową i pogłębioną analizę sytuacji kobiet w putinowskiej Rosji, można przeczytać, że 56 procent Rosjanek choć raz padło ofiarą fizycznej lub psychicznej agresji ze strony mężczyzn, a 20 procent było ofiarą napaści.

(...)

W badaniu opinii publicznej Centrum Lewady jedna trzecia Rosjan stwierdziła, że jeśli kobieta jest bita, to musiała sobie czymś zasłużyć. Takie przekonania powodują, że 40 procent Rosjanek nie zgłasza doznanej przemocy na policję, ponieważ policjanci w pierwszej kolejności obwiniają ofiarę, zarzucając jej prowokowanie sprawcy. Bicie kobiet zawsze było słabo skryminalizowane. Policja i sądy rzadko traktowały przemoc domową jako przestępstwo, a od 2016 roku bicie kobiet całkowicie zdekryminalizowano. Rosyjska policja rzadko przyjmuje skargi dotyczące przemocy domowej. Nawet jeśli przyjmie i dokona interwencji, to najczęściej stosuje zasadę „wszystko zostaje w rodzinie”, a jeśli już jednak aresztuje sprawcę, ten szybko wraca na wolność i staje się jeszcze bardziej brutalny niż wcześniej. Jak napisali autorzy wspomnianego raportu włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, „to wszystko powoduje, że mąż czy partner faktycznie czuje, że stoi poza prawem”.

Dlatego dekryminalizacja przemocy domowej, choć bulwersująca, była „tylko” postawieniem kropki nad „i”. Jesienią roku 2016 deputowana Jednej Rosji Jelena Mizulina, znana ze swojej ultrakonserwatywnej agendy, przedstawiła propozycję dekryminalizacji przemocy domowej, co Duma Państwowa niemal jednogłośnie przegłosowała w lutym 2017 roku. Według nowej ustawy przemoc wobec członków rodziny, która nie skutkuje złamaniem kości i nie zdarza się częściej niż raz w roku, nie podlega karze więzienia. Najgorsze sankcje, jakie grożą obecnie sprawcom przemocy, to grzywna w wysokości do około dwóch tysięcy złotych, kara aresztu od 10 do 15 dni lub praca społeczna.

Nawet tak łagodna kara zdarza się tylko wtedy, gdy sąd stanie po stronie ofiary, co także dzieje się rzadko, gdyż oczekiwanie władz jest takie, by w zdrowym, konserwatywnym społeczeństwie małżonkowie załatwiali sprawy między sobą. A sądy w Rosji od dawna istnieją po to, aby spełniać oczekiwania władz. Pozostawia to ofiarę samą sobie i skazuje ją na dalszą przemoc.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję


Podczas dzisiejszej konferencji prasowej szefa białoruskiego reżimu został on zapytany przez dziennikarza francuskiej AFP, czy jako polityk, który deklaruje, że opowiada się za pokojem, nie żałuje tego, że udostępnił terytorium swojego kraju Rosji na początku pełnowymiarowej agresji na Ukrainę.

- Znowu pan to wszystko przekłamał. Przesadził, że podjąłem decyzję, że razem ruszyliśmy na Ukrainę. Ale nie ma pan faktów. Dlaczego pan to wszystko pomieszał? Odnośnie żałowania - niczego nie żałuję. Niczego. Nie walczę, nie wciągnąłem się w wojnę i nie wciągnąłem swojego kraju. Ale pomagamy Rosji. I gdy “zachodniacy” i pan coś mi zarzucacie, mówię, że macie 57 krajów, które pomagają Ukrainie, a ja jestem jeden. Jeden kraj. Jaka tam pomoc w ogóle - no, na ile mogę... Szczerze, otwarcie powiedziałem, nie wypieram się, nie zaprzeczam. (...) Jeśli chodzi o moje wkroczenie na Ukrainę, Ukraińcy wiedzą, że to nie tak - powiedział Alaksandr Łukaszenka.

Przekonywał, że w lutym 2022 roku Rosja wyprowadziła z terytorium Białorusi wojska “z zachodnio-syberyjskiego jakiegoś tam okręgu, zza Uralu, Sybiracy tam byli, wschodni okręg”.

- I od razu pod Homlem skręcili i poszli na południe, na Ukrainę. Dlaczego Rosjanie tak postąpili? Poszukajcie, kto sprowokował tę wojnę. Niech Putin wam powie, jak to było. Wyprowadzili już niemało tysięcy wojsk, zgrupowanie było duże, wyprowadzone było z Syberii. Ale pozostała część tam na pewno. Ile? 20-30 tysięcy, które nie były wyprowadzone, zakręciły koło Homla, poszły prosto na Kijów, faktycznie weszły. A potem razem z papieżem i Żydami z Izraela zaczęliście mówić Putinowi: słuchaj, no trzeba wycofać się spod Kijowa. I koniec, i wojna się zakończy, więcej nie będziemy, nie chcemy tak dalej. Znowu oszukaliście Rosję - mówił Łukaszenka zwracając się a to do francuskiego dziennikarza, a to do całego Zachodu. - Z Kijowa wyprowadzili wojska. W tym czasie jeszcze dwa tygodnie i Kijowa by nie było. I kto by potem walczył?

Dlatego, jak stwierdził Łukaszenka,  nie wolno mu zarzucać, że wprowadził tam wojska.

- To nie było wojsko białoruskie. Odpowiadam za białoruskie. I jeśli pan myśli, że ja, niezależnie od naszych bliskich relacji z Władimirem Władimirowiczem Putinem, siedzę w Sztabie Generalnym Rosji i na mapie rysuję ruchy rosyjskich sił zbrojnych… No, niech pan posłucha, w takim razie jest pan dyletantem. To takie rzeczy, które robi się w ciszy, robi się minimalną liczbą ludzi bez zagranicznej ingerencji i obcokrajowców.

belsat.eu

poniedziałek, 27 stycznia 2025



DeepSeek, chińska firma zajmująca się rozwojem sztucznej inteligencji ogłosiła 20 stycznia, że jej model DeepSeek-R1 przewyższa konkurencyjny model OpenAI o1 w trzech testach AI: AIME, MATH-500 i SWE-bench Verified. Chiński model uzyskał minimalnie gorszy wynik w teście Codeforces. Z kolei OpenAI o1 wyraźnie góruje w teście GPQA Diamond.

DeepSeek udostępnił otwartą wersję swojej technologii i można z niej korzystać całkowicie za darmo. Dla porównania OpenAI o1 to model zamknięty i własnościowy, który jest dostępny w ramach płatnego dostępu ChatGPT Plus lub ChatGPT Pro. Kolejna różnica polega na tym, że DeepSeek-R1 powstał za skromne 5,6 mln dolarów (tak mówią twórcy), a OpenAI przeznacza na rozwój AI 5 mld dolarów rocznie. Chiński konkurent znalazł się już w gronie najczęściej pobieranych aplikacji w Google Play i App Store.

"Mało znane laboratorium sztucznej inteligencji z Chin wywołało panikę w całej Dolinie Krzemowej" - pisze CNBC. Z kolei Jim Fan, pracownik Nvidii (potentat rynku procesorów do sztucznej inteligencji) zajmujący się tematyką, zwrócił uwagę, że chińska firma realizuje misję zapewnienia otwartej i szerokodostępnej AI, którą miało realizować amerykańskie OpenAI. Zwrócił uwagę, że wielu ekspertów panikuje z powodu możliwości, jakie oferuje chiński DeepSeek-R1. Jim Fan z zadowoleniem przyjął osiągnięcia chińskiego modelu i podkreślił, że "otwarta nauka nie ma granic".

W poniedziałek 27 stycznia o godz. 12:20 kontrakty terminowe na indeks giełdowy Nasdaq100, w którego skład wchodzi 100 największych spółek technologicznych notowanych na amerykańskiej giełdzie Nasdaq, tracił aż 4,30 proc. Firma Nvidia w handlu przedsesyjnym traciła ponad 12 proc. Po kilka procent zniżkują również Meta, Microsoft i Google (amerykańska giełda startuje o godz. 15:30).

gazeta.pl


Przekonanie o rosnącym prawdopodobieństwie konfrontacji z Waszyngtonem determinowało i determinuje kalkulacje Pekinu dotyczące wojny na Ukrainie. Decyzja o udzieleniu poparcia Moskwie i jego podtrzymanie przez niemal trzy lata wynika z oceny strategicznej sytuacji ChRL, określonej przez pogłębiającą się rywalizację z USA. W tej sytuacji Chiny potrzebują bezpieczeństwa i stabilności na swojej północnej granicy oraz partnera w powstrzymywaniu Zachodu w Azji Centralnej. Dlatego też gotowe są inwestować kapitał polityczny i ekonomiczny w autorytarny, antyzachodni i przyjazny im reżim putinowski. Ze względu na jego agresywny rewizjonizm ChRL może liczyć na to, że będzie on wiązać w Europie i na Bliskim Wschodzie część sił Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Dotychczasowy przebieg konfliktu na Ukrainie nie modyfikuje tych kalkulacji.

Jednocześnie chińskie wsparcie dla FR nie następowało automatycznie, zwłaszcza gdy okazało się, że zamierzony rosyjski „blitzkrieg” przekształcił się w wojnę na wyczerpanie, w której musi ona mierzyć się z potencjałem zachodniego sojuszu – nawet jeśli ze względu na brak woli politycznej Zachód wykorzystuje go jedynie w niewielkim stopniu. Nie jest też nieograniczone, jako że zarówno ChRL, jak i chińskie podmioty gospodarcze, niewątpliwie na ciche polecenie władz, dążą do ograniczenia ekonomicznych i politycznych kosztów swego poparcia dla poczynań Kremla – chodzi przede wszystkim o uniknięcie amerykańskich sankcji wtórnych.

Ani Pekin, ani Moskwa nigdy nie ujawniły, czy Putin poinformował zawczasu Xi Jinpinga o zamiarze pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, ale najprawdopodobniej co najmniej sygnalizował chęć podjęcia radykalnych działań przeciwko niej. Wskazują na to m.in. zmiany w narracji chińskiej propagandy. Także treść wspólnego oświadczenia „w sprawie stosunków międzynarodowych wkraczających w nową erę i globalnego zrównoważonego rozwoju”, wydanego 4 lutego 2022 r. w trakcie wizyty Putina w Pekinie, sugeruje, że rosyjski lider uzyskał od przywódcy ChRL poparcie dla owych radykalnych działań wobec Kijowa. Najpewniej przedstawił mu scenariusz, w który sam wierzył, tzn. błyskawicznej i w miarę bezkrwawej operacji, a nie pełnowymiarowej, długiej wojny. Tłumaczy to brak przygotowania dyplomacji Chin do ewakuacji własnych obywateli.

Pekin został jednak – podobnie jak Kreml i zachodni obserwatorzy – zaskoczony skutecznością ukraińskiego oporu i przekształceniem się konfliktu w przewlekłą wojnę konwencjonalną, co zrodziło dla ChRL szereg problemów. Po pierwsze negatywnie wpływało na jej relacje z Zachodem, który przyspieszył kroki zmierzające do ograniczenia swojej zależności gospodarczej od Chin. Efekt ten szczególnie wyraźnie dało się zauważyć w Europie, która – w związku z ich materialnym i dyplomatycznym wsparciem dla agresji na Ukrainę – coraz bardziej zaczynała traktować je jako strategicznego rywala. Po drugie stymulowało odnowienie i wzmocnienie amerykańskich sojuszy na Indo-Pacyfiku oraz spowodowało ożywienie kontaktów NATO z partnerami w regionie. Po trzecie chińskie podmioty gospodarcze prowadzące interesy z Rosją natknęły się na groźbę sankcji ze strony USA. Po czwarte Pekin, zwłaszcza w pierwszych dwóch latach wojny, obawiał się rozszerzenia jej przez Moskwę na inne państwa lub użycia przez nią broni masowego rażenia. Z perspektywy przywódców ChRL groziłoby to niekontrolowaną eskalacją, która mogłaby wciągnąć Chiny w otwarty konflikt z Zachodem, zanim staną się nań gotowe. Po piąte Kreml na fali wojny podjął asertywne działania w sferze postsowieckiej, co zagroziło jej stabilności – m.in. wysunął szereg roszczeń pod adresem Kazachstanu.

W tej sytuacji Pekin przyjął strategię polegającą na połączeniu realnego wsparcia dla sojusznika z retoryką i gestami mającymi sprawiać wrażenie dystansowania się od niego i tworzyć pozory neutralności. Skupiono się głównie na umożliwieniu rosyjskiej gospodarce przetrwania zachodnich sankcji, a tym samym kontynuowania wojny przez Kreml. Równocześnie strony starają się wypracować mechanizmy pozwalające uodpornić ich kooperację gospodarczą na te restrykcje, np. poprzez prowadzenie rozliczeń w renminbi i poszukiwanie ich alternatywnych metod.

Chiny wyszły też z kilkoma inicjatywami wyznaczającymi Rosji granice działania. Przede wszystkim w czasie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie we wrześniu 2022 r. Xi Jinping jednoznacznie wsparł niepodległość Kazachstanu i innych republik centralnoazjatyckich. ChRL wystosowała również kilka publicznych i niepublicznych komunikatów (m.in. w październiku 2022 r., marcu 2023 r. i listopadzie 2024 r.) potwierdzających sprzeciw wobec użycia lub proliferacji broni jądrowej.

Pekin wsparł i wspiera wysiłek wojenny FR, importując z niej surowce energetyczne i zapełniając swoim eksportem luki na tamtejszym rynku powstałe wskutek sankcji i dobrowolnego wycofania się z Rosji części podmiotów zachodnich. Za kluczowe należy uznać dostawy produktów podwójnego zastosowania cywilno-wojskowego, w tym elektronicznych obwodów scalonych (wzrost o 140% między 2021 a 2023 r.) i półprzewodników (wzrost o 45% w tym samym okresie), oraz chińskich technologii, w tym maszyn przemysłowych (udział ChRL w imporcie obrabiarek do metalu podniósł się z 28% w 2021 do ok. 90% w 2023 r.). W rezultacie doszło do dalszego zacieśnienia stosunków ekonomicznych, a udział Chin w rosyjskim handlu zagranicznym zwiększył się z 18% w 2021 r. do 33% dwa lata później (w imporcie z 25% do 39%, a w eksporcie z 13,8% do 28%) i do 33,8% przez pierwsze dziesięć miesięcy 2024 r.

W sferze politycznej wyrazem wsparcia dla Moskwy były zapowiedzi Pekinu, że mimo jej agresji przeciwko Ukrainie zamierza on dalej pogłębiać współpracę z nią we wszystkich dziedzinach, w tym wojskowej. Za pierwszy sygnał, że nie zamierza dystansować się od Rosji, należy uznać słowa chińskiego ministra spraw zagranicznych Wang Yi podczas pierwszej od wybuchu wojny wizyty w Chinach jego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa 30 marca 2022 r. Wang Yi stwierdził wtedy, że stosunki pomiędzy oboma państwami „wytrzymały nowy test ewoluującego krajobrazu międzynarodowego”, i zadeklarował gotowość do „promowania chińsko-rosyjskich relacji do wyższego poziomu”. Ponadto powtórzył rosyjską interpretację genezy konfliktu, choć jeszcze bez wskazania USA jako winnych.

Xi Jinping potwierdził to stanowisko w rozmowie telefonicznej z Putinem 15 czerwca 2022 r. Zapowiedział wówczas zacieśnienie strategicznej koordynacji i poparcie w kwestiach dotyczących „fundamentalnych interesów” stron. Linię tę przypieczętowała oficjalna wizyta chińskiego przywódcy w Moskwie w marcu 2023 r. Siedem miesięcy później Putin udał się do Pekinu, podtrzymując tradycję częstych kontaktów na najwyższym szczeblu. Wreszcie, w maju 2024 r., w deklaracji podpisanej podczas pobytu rosyjskiego lidera w ChRL oba państwa zobowiązały się do intensywniejszego wspólnego przeciwdziałania amerykańskiej polityce „podwójnego wstrzymywania” Rosji i Chin. W kontekście konfrontacji Moskwy z Zachodem uzyskanie takiej deklaracji – sprzecznej z formalnie nadal obowiązującą zasadą, że rosyjsko-chińskie stosunki nie są skierowane przeciwko żadnej trzeciej stronie – stanowiło wyraźny przejaw poparcia Moskwy ze strony Pekinu i może być uważane za poważny sukces polityczny Kremla.

Niewątpliwie ważną demonstracją wsparcia Chin dla Rosji jest kontynuacja – czy nawet dalsze wzmocnienie – ich współpracy wojskowej. Siły zbrojne obu państw organizują razem ćwiczenia, których łączna liczba zwiększyła się z przeciętnie trzech rocznie w latach 2011–2021 do pięciu w latach 2022–2024. Wydaje się, że rosną też skala i stopień złożoności podejmowanych operacji. W trakcie trzech lat wojny w ćwiczeniach tych dało się zaobserwować nowe elementy: korzystanie przez samoloty bojowe z baz partnera, ćwiczenie ataków na terytorium partnera po wystartowaniu z własnych lotnisk czy powołanie na terytorium FR wspólnego punktu dowodzenia.

Najwyraźniejszy przejaw ograniczenia współdziałania stron stanowiła rezygnacja szeregu chińskich banków z obsługiwania transakcji z Rosji z obawy przed narażeniem się na sankcje wtórne. Zjawisko to miało na tyle szeroki zasięg, że w drugim kwartale 2024 r. rosyjski eksport do ChRL wyhamował, a w trzecim odnotował nawet spadek. Z kolei rosyjski import w drugim kwartale 2024 r. zmalał w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, co – jak się wydaje – ma związek z problemami z płatnościami między podmiotami z obu państw, wynikającymi z restrykcji. Pewne ożywienie na przełomie roku wskazuje jednak, że znaleziono sposób na ich przynajmniej częściowe obejście.

Strona rosyjska jest też niezadowolona, że rosnącym obrotom handlowym nie towarzyszy istotne zwiększenie wartości chińskich inwestycji. Wspólna komisja ds. ich wspierania zdołała uzgodnić i zatwierdzić listę projektów dopiero w sierpniu 2024 r. Nie oznacza to automatycznego przejścia przedsięwzięć w etap realizacji. Wciąż nie udaje się zakończyć ciągnących się od kilku lat negocjacji w sprawie aktualizacji porozumienia o wzajemnej ochronie inwestycji. Bez niej wzrost chińskich nakładów pozostaje wątpliwy. Nie można także zapominać, że wojna i sankcje nałożyły się na istniejące w Chinach od dłuższego czasu przekonanie, że Rosja to rynek niebezpieczny dla biznesu i mało dochodowy.

Nie uległa również poprawie struktura wzajemnego handlu, co od wielu lat stanowi bolączkę Rosjan. Na tamtejszy eksport nadal składają się głównie surowce i półprodukty, a na chiński – maszyny i dobra wysoko przetworzone. Trend ten pogłębił się jeszcze wskutek ekspansji ChRL na rosyjskim rynku towarów przemysłowych i zasypywania przez nią luki m.in. po producentach europejskich, szczególnie w sektorze motoryzacyjnym. Jedyną pozytywną zmianą dla Kremla jest stopniowe otwieranie się Chin na płody rolne z FR.

W sferze polityczno-dyplomatycznej Moskwa musiała przyjąć do wiadomości i zaakceptować stanowisko Pekinu względem wojny z Ukrainą. Nie wyrażało ono jednoznacznego i pełnego poparcia dla działań Kremla, lecz zawierało elementy krytyczne. Chiny nigdy nie potępiły agresji ani nie skrytykowały poczynań Rosji wprost, ale zwróciły przy tej okazji uwagę na wymogi prawa międzynarodowego, nakazującego pokojowe rozwiązywanie konfliktów i poszanowanie integralności terytorialnej państw. W konsekwencji podczas głosowań dotyczących inwazji FR na Ukrainę na forum ONZ (Rady Bezpieczeństwa czy Zgromadzenia Ogólnego) ChRL wstrzymywała się zamiast sprzeciwiać rezolucjom potępiającym Rosję. Ogłoszony w lutym 2023 r. plan pokojowy skonstruowała zaś tak, by przedstawić się jako państwo neutralne. Niewygodne dla Kremla politycznie – mimo że czysto propagandowe – są też płynące z Chin apele o jak najszybsze zawieszenie broni na Ukrainie.

osw.waw.pl


Jak na razie widać wyraźnie, że podstawą przy tworzeniu przyszłych systemów uzbrojenia rakietowego będą kontenery i mieszczące się w nich uniwersalne systemy startowe. Kontenery mają pomóc w przewozie baterii dowolnymi środkami transportu (w tym cywilnego), jak również w zakamuflowaniu położenia jednostki, która w czasie zmiany miejsca nie będzie się różniła niczym, od typowych pojazdów wykorzystywanych przez np. przemysł i handel.

Z kolei ustandaryzowane systemy startowe pozwolą na jednej wyrzutni wykorzystywać kilka typów rakiet, zwiększając w ten sposób gamę zwalczanych celów. Jest to ewidentnie lekcja wyciągnięta z amerykańskiej marynarki wojennej, która już kilkadziesiąt lat temu wprowadziła na swoich okrętach uniwersalne wyrzutnie pionowego startu Mk41. W wyrzutnie te można załadować wiele różnych typów i klas rakiet – w tym rakietotorpedy zdolne do zwalczania okrętów podwodnych oraz rakiety manewrujące.

Teraz taka samą możliwość będą mogły teraz posiadać baterie wojsk lądowych. Problemem nie jest w tym przypadku, ani system kierowania ogniem, ani system wskazywania celów. Technika poszła bowiem obecnie tak do przodu, że do przeprowadzenia procedury startowej i weryfikującej stan techniczny rakiety wystarczy średniej klasy laptop. Załadowanie ustandaryzowanej rakiety na wyrzutnię będzie więc wymagało jedynie dołożenia odpowiedniego oprogramowania do systemu kierowania ogniem.

Rewolucja w sposobie prowadzenia łączności zmieni z kolei sposób działania samej baterii. Wcześniej baterie artylerii były organizowane w sposób hierarchiczny. Trzy-cztery wyrzutnie były więc na sztywno połączone z własnym pojazdem (pojazdami) dowodzenie i kierowania ogniem oraz bardzo często z własnymi sensorami. Obecnie system przekazywania danych jest już tak zaawansowany, że poszczególne wyrzutnie w czasie działań bojowych nie muszą być przypisane do konkretnej baterii, a więc konkretnego wozu dowodzenia i kierowania ogniem.

Może się więc zdarzyć tak, że w przyszłości bateria Patriot będzie wskazywała cele dla znajdującej się w pobliżu wyrzutni LRFB, wiedząc, że na tej wyrzutni są załadowane pociski SM-6. Wielofunkcyjna wyrzutnia LRFB mogłaby też w przyszłości otrzymać dane od baterii nadbrzeżnych (takich jak polska Morska Jednostka Rakietowa), by zaatakować nawodne cele morskie lub od pododdziałów lądowych/wojsk specjalnych, by zaatakować cele lądowe.

Obecna struktura hierarchiczna jednostek artylerii będzie więc przydatna głównie w czasie pokoju (gdy konieczne jest np. szkolenie). W czasie wojny będzie natomiast potrzebna tylko wtedy, gdy nie będzie można rozwinąć odpowiedniego systemu łączności i trzeba się będzie opierać tylko na własnym systemie kierowania ogniem. Taką rewolucję wprowadza się zresztą również na amerykańskich okrętach, które już od kilku lat ćwiczą strzelanie rakietowe do celów znajdujących się „poza horyzontem”, przekazując kierowanie wystrzelonymi pociskami innym okrętom lub nawet statkom powietrznym.

I tej rewolucji nie da się już zatrzymać. Tym bardziej, że w skład baterii LRFB już niedługo będzie się wprowadzało nie tylko różnego rodzaju rakiety, ale także bezzałogowe systemy latające, oczywiście pod warunkiem ich wcześniejszego dostosowania do ustandaryzowanych, kontenerowych wyrzutni startowych.

defence24.pl