wtorek, 28 stycznia 2025



Według Human Rights Watch każdego roku w Rosji co najmniej 12 tysięcy kobiet zostaje zamordowanych przez swych domowych oprawców, choć jak zaznaczają autorzy badania, rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa, może nawet 15 tysięcy. Nawet Tatiana Moskalkowa, mianowana przez Putina komisarz do spraw praw człowieka, w 2021 roku publicznie oświadczyła, że podczas pandemii liczba przypadków przemocy domowej wzrosła ponad dwukrotnie, z 6 do 13 tysięcy miesięcznie, a według dziennikarskich śledztw „Mediazony” i „Nowoj Gaziety” 79 procent Rosjanek skazanych za morderstwo z premedytacją broniło się przed przemocą w rodzinie. W raporcie włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z 2022 roku, który jako jeden z niewielu stworzył kompleksową i pogłębioną analizę sytuacji kobiet w putinowskiej Rosji, można przeczytać, że 56 procent Rosjanek choć raz padło ofiarą fizycznej lub psychicznej agresji ze strony mężczyzn, a 20 procent było ofiarą napaści.

(...)

W badaniu opinii publicznej Centrum Lewady jedna trzecia Rosjan stwierdziła, że jeśli kobieta jest bita, to musiała sobie czymś zasłużyć. Takie przekonania powodują, że 40 procent Rosjanek nie zgłasza doznanej przemocy na policję, ponieważ policjanci w pierwszej kolejności obwiniają ofiarę, zarzucając jej prowokowanie sprawcy. Bicie kobiet zawsze było słabo skryminalizowane. Policja i sądy rzadko traktowały przemoc domową jako przestępstwo, a od 2016 roku bicie kobiet całkowicie zdekryminalizowano. Rosyjska policja rzadko przyjmuje skargi dotyczące przemocy domowej. Nawet jeśli przyjmie i dokona interwencji, to najczęściej stosuje zasadę „wszystko zostaje w rodzinie”, a jeśli już jednak aresztuje sprawcę, ten szybko wraca na wolność i staje się jeszcze bardziej brutalny niż wcześniej. Jak napisali autorzy wspomnianego raportu włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, „to wszystko powoduje, że mąż czy partner faktycznie czuje, że stoi poza prawem”.

Dlatego dekryminalizacja przemocy domowej, choć bulwersująca, była „tylko” postawieniem kropki nad „i”. Jesienią roku 2016 deputowana Jednej Rosji Jelena Mizulina, znana ze swojej ultrakonserwatywnej agendy, przedstawiła propozycję dekryminalizacji przemocy domowej, co Duma Państwowa niemal jednogłośnie przegłosowała w lutym 2017 roku. Według nowej ustawy przemoc wobec członków rodziny, która nie skutkuje złamaniem kości i nie zdarza się częściej niż raz w roku, nie podlega karze więzienia. Najgorsze sankcje, jakie grożą obecnie sprawcom przemocy, to grzywna w wysokości do około dwóch tysięcy złotych, kara aresztu od 10 do 15 dni lub praca społeczna.

Nawet tak łagodna kara zdarza się tylko wtedy, gdy sąd stanie po stronie ofiary, co także dzieje się rzadko, gdyż oczekiwanie władz jest takie, by w zdrowym, konserwatywnym społeczeństwie małżonkowie załatwiali sprawy między sobą. A sądy w Rosji od dawna istnieją po to, aby spełniać oczekiwania władz. Pozostawia to ofiarę samą sobie i skazuje ją na dalszą przemoc.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję


Podczas dzisiejszej konferencji prasowej szefa białoruskiego reżimu został on zapytany przez dziennikarza francuskiej AFP, czy jako polityk, który deklaruje, że opowiada się za pokojem, nie żałuje tego, że udostępnił terytorium swojego kraju Rosji na początku pełnowymiarowej agresji na Ukrainę.

- Znowu pan to wszystko przekłamał. Przesadził, że podjąłem decyzję, że razem ruszyliśmy na Ukrainę. Ale nie ma pan faktów. Dlaczego pan to wszystko pomieszał? Odnośnie żałowania - niczego nie żałuję. Niczego. Nie walczę, nie wciągnąłem się w wojnę i nie wciągnąłem swojego kraju. Ale pomagamy Rosji. I gdy “zachodniacy” i pan coś mi zarzucacie, mówię, że macie 57 krajów, które pomagają Ukrainie, a ja jestem jeden. Jeden kraj. Jaka tam pomoc w ogóle - no, na ile mogę... Szczerze, otwarcie powiedziałem, nie wypieram się, nie zaprzeczam. (...) Jeśli chodzi o moje wkroczenie na Ukrainę, Ukraińcy wiedzą, że to nie tak - powiedział Alaksandr Łukaszenka.

Przekonywał, że w lutym 2022 roku Rosja wyprowadziła z terytorium Białorusi wojska “z zachodnio-syberyjskiego jakiegoś tam okręgu, zza Uralu, Sybiracy tam byli, wschodni okręg”.

- I od razu pod Homlem skręcili i poszli na południe, na Ukrainę. Dlaczego Rosjanie tak postąpili? Poszukajcie, kto sprowokował tę wojnę. Niech Putin wam powie, jak to było. Wyprowadzili już niemało tysięcy wojsk, zgrupowanie było duże, wyprowadzone było z Syberii. Ale pozostała część tam na pewno. Ile? 20-30 tysięcy, które nie były wyprowadzone, zakręciły koło Homla, poszły prosto na Kijów, faktycznie weszły. A potem razem z papieżem i Żydami z Izraela zaczęliście mówić Putinowi: słuchaj, no trzeba wycofać się spod Kijowa. I koniec, i wojna się zakończy, więcej nie będziemy, nie chcemy tak dalej. Znowu oszukaliście Rosję - mówił Łukaszenka zwracając się a to do francuskiego dziennikarza, a to do całego Zachodu. - Z Kijowa wyprowadzili wojska. W tym czasie jeszcze dwa tygodnie i Kijowa by nie było. I kto by potem walczył?

Dlatego, jak stwierdził Łukaszenka,  nie wolno mu zarzucać, że wprowadził tam wojska.

- To nie było wojsko białoruskie. Odpowiadam za białoruskie. I jeśli pan myśli, że ja, niezależnie od naszych bliskich relacji z Władimirem Władimirowiczem Putinem, siedzę w Sztabie Generalnym Rosji i na mapie rysuję ruchy rosyjskich sił zbrojnych… No, niech pan posłucha, w takim razie jest pan dyletantem. To takie rzeczy, które robi się w ciszy, robi się minimalną liczbą ludzi bez zagranicznej ingerencji i obcokrajowców.

belsat.eu

poniedziałek, 27 stycznia 2025



DeepSeek, chińska firma zajmująca się rozwojem sztucznej inteligencji ogłosiła 20 stycznia, że jej model DeepSeek-R1 przewyższa konkurencyjny model OpenAI o1 w trzech testach AI: AIME, MATH-500 i SWE-bench Verified. Chiński model uzyskał minimalnie gorszy wynik w teście Codeforces. Z kolei OpenAI o1 wyraźnie góruje w teście GPQA Diamond.

DeepSeek udostępnił otwartą wersję swojej technologii i można z niej korzystać całkowicie za darmo. Dla porównania OpenAI o1 to model zamknięty i własnościowy, który jest dostępny w ramach płatnego dostępu ChatGPT Plus lub ChatGPT Pro. Kolejna różnica polega na tym, że DeepSeek-R1 powstał za skromne 5,6 mln dolarów (tak mówią twórcy), a OpenAI przeznacza na rozwój AI 5 mld dolarów rocznie. Chiński konkurent znalazł się już w gronie najczęściej pobieranych aplikacji w Google Play i App Store.

"Mało znane laboratorium sztucznej inteligencji z Chin wywołało panikę w całej Dolinie Krzemowej" - pisze CNBC. Z kolei Jim Fan, pracownik Nvidii (potentat rynku procesorów do sztucznej inteligencji) zajmujący się tematyką, zwrócił uwagę, że chińska firma realizuje misję zapewnienia otwartej i szerokodostępnej AI, którą miało realizować amerykańskie OpenAI. Zwrócił uwagę, że wielu ekspertów panikuje z powodu możliwości, jakie oferuje chiński DeepSeek-R1. Jim Fan z zadowoleniem przyjął osiągnięcia chińskiego modelu i podkreślił, że "otwarta nauka nie ma granic".

W poniedziałek 27 stycznia o godz. 12:20 kontrakty terminowe na indeks giełdowy Nasdaq100, w którego skład wchodzi 100 największych spółek technologicznych notowanych na amerykańskiej giełdzie Nasdaq, tracił aż 4,30 proc. Firma Nvidia w handlu przedsesyjnym traciła ponad 12 proc. Po kilka procent zniżkują również Meta, Microsoft i Google (amerykańska giełda startuje o godz. 15:30).

gazeta.pl


Przekonanie o rosnącym prawdopodobieństwie konfrontacji z Waszyngtonem determinowało i determinuje kalkulacje Pekinu dotyczące wojny na Ukrainie. Decyzja o udzieleniu poparcia Moskwie i jego podtrzymanie przez niemal trzy lata wynika z oceny strategicznej sytuacji ChRL, określonej przez pogłębiającą się rywalizację z USA. W tej sytuacji Chiny potrzebują bezpieczeństwa i stabilności na swojej północnej granicy oraz partnera w powstrzymywaniu Zachodu w Azji Centralnej. Dlatego też gotowe są inwestować kapitał polityczny i ekonomiczny w autorytarny, antyzachodni i przyjazny im reżim putinowski. Ze względu na jego agresywny rewizjonizm ChRL może liczyć na to, że będzie on wiązać w Europie i na Bliskim Wschodzie część sił Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Dotychczasowy przebieg konfliktu na Ukrainie nie modyfikuje tych kalkulacji.

Jednocześnie chińskie wsparcie dla FR nie następowało automatycznie, zwłaszcza gdy okazało się, że zamierzony rosyjski „blitzkrieg” przekształcił się w wojnę na wyczerpanie, w której musi ona mierzyć się z potencjałem zachodniego sojuszu – nawet jeśli ze względu na brak woli politycznej Zachód wykorzystuje go jedynie w niewielkim stopniu. Nie jest też nieograniczone, jako że zarówno ChRL, jak i chińskie podmioty gospodarcze, niewątpliwie na ciche polecenie władz, dążą do ograniczenia ekonomicznych i politycznych kosztów swego poparcia dla poczynań Kremla – chodzi przede wszystkim o uniknięcie amerykańskich sankcji wtórnych.

Ani Pekin, ani Moskwa nigdy nie ujawniły, czy Putin poinformował zawczasu Xi Jinpinga o zamiarze pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, ale najprawdopodobniej co najmniej sygnalizował chęć podjęcia radykalnych działań przeciwko niej. Wskazują na to m.in. zmiany w narracji chińskiej propagandy. Także treść wspólnego oświadczenia „w sprawie stosunków międzynarodowych wkraczających w nową erę i globalnego zrównoważonego rozwoju”, wydanego 4 lutego 2022 r. w trakcie wizyty Putina w Pekinie, sugeruje, że rosyjski lider uzyskał od przywódcy ChRL poparcie dla owych radykalnych działań wobec Kijowa. Najpewniej przedstawił mu scenariusz, w który sam wierzył, tzn. błyskawicznej i w miarę bezkrwawej operacji, a nie pełnowymiarowej, długiej wojny. Tłumaczy to brak przygotowania dyplomacji Chin do ewakuacji własnych obywateli.

Pekin został jednak – podobnie jak Kreml i zachodni obserwatorzy – zaskoczony skutecznością ukraińskiego oporu i przekształceniem się konfliktu w przewlekłą wojnę konwencjonalną, co zrodziło dla ChRL szereg problemów. Po pierwsze negatywnie wpływało na jej relacje z Zachodem, który przyspieszył kroki zmierzające do ograniczenia swojej zależności gospodarczej od Chin. Efekt ten szczególnie wyraźnie dało się zauważyć w Europie, która – w związku z ich materialnym i dyplomatycznym wsparciem dla agresji na Ukrainę – coraz bardziej zaczynała traktować je jako strategicznego rywala. Po drugie stymulowało odnowienie i wzmocnienie amerykańskich sojuszy na Indo-Pacyfiku oraz spowodowało ożywienie kontaktów NATO z partnerami w regionie. Po trzecie chińskie podmioty gospodarcze prowadzące interesy z Rosją natknęły się na groźbę sankcji ze strony USA. Po czwarte Pekin, zwłaszcza w pierwszych dwóch latach wojny, obawiał się rozszerzenia jej przez Moskwę na inne państwa lub użycia przez nią broni masowego rażenia. Z perspektywy przywódców ChRL groziłoby to niekontrolowaną eskalacją, która mogłaby wciągnąć Chiny w otwarty konflikt z Zachodem, zanim staną się nań gotowe. Po piąte Kreml na fali wojny podjął asertywne działania w sferze postsowieckiej, co zagroziło jej stabilności – m.in. wysunął szereg roszczeń pod adresem Kazachstanu.

W tej sytuacji Pekin przyjął strategię polegającą na połączeniu realnego wsparcia dla sojusznika z retoryką i gestami mającymi sprawiać wrażenie dystansowania się od niego i tworzyć pozory neutralności. Skupiono się głównie na umożliwieniu rosyjskiej gospodarce przetrwania zachodnich sankcji, a tym samym kontynuowania wojny przez Kreml. Równocześnie strony starają się wypracować mechanizmy pozwalające uodpornić ich kooperację gospodarczą na te restrykcje, np. poprzez prowadzenie rozliczeń w renminbi i poszukiwanie ich alternatywnych metod.

Chiny wyszły też z kilkoma inicjatywami wyznaczającymi Rosji granice działania. Przede wszystkim w czasie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie we wrześniu 2022 r. Xi Jinping jednoznacznie wsparł niepodległość Kazachstanu i innych republik centralnoazjatyckich. ChRL wystosowała również kilka publicznych i niepublicznych komunikatów (m.in. w październiku 2022 r., marcu 2023 r. i listopadzie 2024 r.) potwierdzających sprzeciw wobec użycia lub proliferacji broni jądrowej.

Pekin wsparł i wspiera wysiłek wojenny FR, importując z niej surowce energetyczne i zapełniając swoim eksportem luki na tamtejszym rynku powstałe wskutek sankcji i dobrowolnego wycofania się z Rosji części podmiotów zachodnich. Za kluczowe należy uznać dostawy produktów podwójnego zastosowania cywilno-wojskowego, w tym elektronicznych obwodów scalonych (wzrost o 140% między 2021 a 2023 r.) i półprzewodników (wzrost o 45% w tym samym okresie), oraz chińskich technologii, w tym maszyn przemysłowych (udział ChRL w imporcie obrabiarek do metalu podniósł się z 28% w 2021 do ok. 90% w 2023 r.). W rezultacie doszło do dalszego zacieśnienia stosunków ekonomicznych, a udział Chin w rosyjskim handlu zagranicznym zwiększył się z 18% w 2021 r. do 33% dwa lata później (w imporcie z 25% do 39%, a w eksporcie z 13,8% do 28%) i do 33,8% przez pierwsze dziesięć miesięcy 2024 r.

W sferze politycznej wyrazem wsparcia dla Moskwy były zapowiedzi Pekinu, że mimo jej agresji przeciwko Ukrainie zamierza on dalej pogłębiać współpracę z nią we wszystkich dziedzinach, w tym wojskowej. Za pierwszy sygnał, że nie zamierza dystansować się od Rosji, należy uznać słowa chińskiego ministra spraw zagranicznych Wang Yi podczas pierwszej od wybuchu wojny wizyty w Chinach jego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa 30 marca 2022 r. Wang Yi stwierdził wtedy, że stosunki pomiędzy oboma państwami „wytrzymały nowy test ewoluującego krajobrazu międzynarodowego”, i zadeklarował gotowość do „promowania chińsko-rosyjskich relacji do wyższego poziomu”. Ponadto powtórzył rosyjską interpretację genezy konfliktu, choć jeszcze bez wskazania USA jako winnych.

Xi Jinping potwierdził to stanowisko w rozmowie telefonicznej z Putinem 15 czerwca 2022 r. Zapowiedział wówczas zacieśnienie strategicznej koordynacji i poparcie w kwestiach dotyczących „fundamentalnych interesów” stron. Linię tę przypieczętowała oficjalna wizyta chińskiego przywódcy w Moskwie w marcu 2023 r. Siedem miesięcy później Putin udał się do Pekinu, podtrzymując tradycję częstych kontaktów na najwyższym szczeblu. Wreszcie, w maju 2024 r., w deklaracji podpisanej podczas pobytu rosyjskiego lidera w ChRL oba państwa zobowiązały się do intensywniejszego wspólnego przeciwdziałania amerykańskiej polityce „podwójnego wstrzymywania” Rosji i Chin. W kontekście konfrontacji Moskwy z Zachodem uzyskanie takiej deklaracji – sprzecznej z formalnie nadal obowiązującą zasadą, że rosyjsko-chińskie stosunki nie są skierowane przeciwko żadnej trzeciej stronie – stanowiło wyraźny przejaw poparcia Moskwy ze strony Pekinu i może być uważane za poważny sukces polityczny Kremla.

Niewątpliwie ważną demonstracją wsparcia Chin dla Rosji jest kontynuacja – czy nawet dalsze wzmocnienie – ich współpracy wojskowej. Siły zbrojne obu państw organizują razem ćwiczenia, których łączna liczba zwiększyła się z przeciętnie trzech rocznie w latach 2011–2021 do pięciu w latach 2022–2024. Wydaje się, że rosną też skala i stopień złożoności podejmowanych operacji. W trakcie trzech lat wojny w ćwiczeniach tych dało się zaobserwować nowe elementy: korzystanie przez samoloty bojowe z baz partnera, ćwiczenie ataków na terytorium partnera po wystartowaniu z własnych lotnisk czy powołanie na terytorium FR wspólnego punktu dowodzenia.

Najwyraźniejszy przejaw ograniczenia współdziałania stron stanowiła rezygnacja szeregu chińskich banków z obsługiwania transakcji z Rosji z obawy przed narażeniem się na sankcje wtórne. Zjawisko to miało na tyle szeroki zasięg, że w drugim kwartale 2024 r. rosyjski eksport do ChRL wyhamował, a w trzecim odnotował nawet spadek. Z kolei rosyjski import w drugim kwartale 2024 r. zmalał w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, co – jak się wydaje – ma związek z problemami z płatnościami między podmiotami z obu państw, wynikającymi z restrykcji. Pewne ożywienie na przełomie roku wskazuje jednak, że znaleziono sposób na ich przynajmniej częściowe obejście.

Strona rosyjska jest też niezadowolona, że rosnącym obrotom handlowym nie towarzyszy istotne zwiększenie wartości chińskich inwestycji. Wspólna komisja ds. ich wspierania zdołała uzgodnić i zatwierdzić listę projektów dopiero w sierpniu 2024 r. Nie oznacza to automatycznego przejścia przedsięwzięć w etap realizacji. Wciąż nie udaje się zakończyć ciągnących się od kilku lat negocjacji w sprawie aktualizacji porozumienia o wzajemnej ochronie inwestycji. Bez niej wzrost chińskich nakładów pozostaje wątpliwy. Nie można także zapominać, że wojna i sankcje nałożyły się na istniejące w Chinach od dłuższego czasu przekonanie, że Rosja to rynek niebezpieczny dla biznesu i mało dochodowy.

Nie uległa również poprawie struktura wzajemnego handlu, co od wielu lat stanowi bolączkę Rosjan. Na tamtejszy eksport nadal składają się głównie surowce i półprodukty, a na chiński – maszyny i dobra wysoko przetworzone. Trend ten pogłębił się jeszcze wskutek ekspansji ChRL na rosyjskim rynku towarów przemysłowych i zasypywania przez nią luki m.in. po producentach europejskich, szczególnie w sektorze motoryzacyjnym. Jedyną pozytywną zmianą dla Kremla jest stopniowe otwieranie się Chin na płody rolne z FR.

W sferze polityczno-dyplomatycznej Moskwa musiała przyjąć do wiadomości i zaakceptować stanowisko Pekinu względem wojny z Ukrainą. Nie wyrażało ono jednoznacznego i pełnego poparcia dla działań Kremla, lecz zawierało elementy krytyczne. Chiny nigdy nie potępiły agresji ani nie skrytykowały poczynań Rosji wprost, ale zwróciły przy tej okazji uwagę na wymogi prawa międzynarodowego, nakazującego pokojowe rozwiązywanie konfliktów i poszanowanie integralności terytorialnej państw. W konsekwencji podczas głosowań dotyczących inwazji FR na Ukrainę na forum ONZ (Rady Bezpieczeństwa czy Zgromadzenia Ogólnego) ChRL wstrzymywała się zamiast sprzeciwiać rezolucjom potępiającym Rosję. Ogłoszony w lutym 2023 r. plan pokojowy skonstruowała zaś tak, by przedstawić się jako państwo neutralne. Niewygodne dla Kremla politycznie – mimo że czysto propagandowe – są też płynące z Chin apele o jak najszybsze zawieszenie broni na Ukrainie.

osw.waw.pl


Jak na razie widać wyraźnie, że podstawą przy tworzeniu przyszłych systemów uzbrojenia rakietowego będą kontenery i mieszczące się w nich uniwersalne systemy startowe. Kontenery mają pomóc w przewozie baterii dowolnymi środkami transportu (w tym cywilnego), jak również w zakamuflowaniu położenia jednostki, która w czasie zmiany miejsca nie będzie się różniła niczym, od typowych pojazdów wykorzystywanych przez np. przemysł i handel.

Z kolei ustandaryzowane systemy startowe pozwolą na jednej wyrzutni wykorzystywać kilka typów rakiet, zwiększając w ten sposób gamę zwalczanych celów. Jest to ewidentnie lekcja wyciągnięta z amerykańskiej marynarki wojennej, która już kilkadziesiąt lat temu wprowadziła na swoich okrętach uniwersalne wyrzutnie pionowego startu Mk41. W wyrzutnie te można załadować wiele różnych typów i klas rakiet – w tym rakietotorpedy zdolne do zwalczania okrętów podwodnych oraz rakiety manewrujące.

Teraz taka samą możliwość będą mogły teraz posiadać baterie wojsk lądowych. Problemem nie jest w tym przypadku, ani system kierowania ogniem, ani system wskazywania celów. Technika poszła bowiem obecnie tak do przodu, że do przeprowadzenia procedury startowej i weryfikującej stan techniczny rakiety wystarczy średniej klasy laptop. Załadowanie ustandaryzowanej rakiety na wyrzutnię będzie więc wymagało jedynie dołożenia odpowiedniego oprogramowania do systemu kierowania ogniem.

Rewolucja w sposobie prowadzenia łączności zmieni z kolei sposób działania samej baterii. Wcześniej baterie artylerii były organizowane w sposób hierarchiczny. Trzy-cztery wyrzutnie były więc na sztywno połączone z własnym pojazdem (pojazdami) dowodzenie i kierowania ogniem oraz bardzo często z własnymi sensorami. Obecnie system przekazywania danych jest już tak zaawansowany, że poszczególne wyrzutnie w czasie działań bojowych nie muszą być przypisane do konkretnej baterii, a więc konkretnego wozu dowodzenia i kierowania ogniem.

Może się więc zdarzyć tak, że w przyszłości bateria Patriot będzie wskazywała cele dla znajdującej się w pobliżu wyrzutni LRFB, wiedząc, że na tej wyrzutni są załadowane pociski SM-6. Wielofunkcyjna wyrzutnia LRFB mogłaby też w przyszłości otrzymać dane od baterii nadbrzeżnych (takich jak polska Morska Jednostka Rakietowa), by zaatakować nawodne cele morskie lub od pododdziałów lądowych/wojsk specjalnych, by zaatakować cele lądowe.

Obecna struktura hierarchiczna jednostek artylerii będzie więc przydatna głównie w czasie pokoju (gdy konieczne jest np. szkolenie). W czasie wojny będzie natomiast potrzebna tylko wtedy, gdy nie będzie można rozwinąć odpowiedniego systemu łączności i trzeba się będzie opierać tylko na własnym systemie kierowania ogniem. Taką rewolucję wprowadza się zresztą również na amerykańskich okrętach, które już od kilku lat ćwiczą strzelanie rakietowe do celów znajdujących się „poza horyzontem”, przekazując kierowanie wystrzelonymi pociskami innym okrętom lub nawet statkom powietrznym.

I tej rewolucji nie da się już zatrzymać. Tym bardziej, że w skład baterii LRFB już niedługo będzie się wprowadzało nie tylko różnego rodzaju rakiety, ale także bezzałogowe systemy latające, oczywiście pod warunkiem ich wcześniejszego dostosowania do ustandaryzowanych, kontenerowych wyrzutni startowych.

defence24.pl

niedziela, 26 stycznia 2025



Szyicka telewizja Al-Ahad, związana z ugrupowaniem Asaib Ahl al-Haq i jego liderem Qaisem al-Chazalim, 8 stycznia opublikowała materiał, w którym zarzucono Rosji, że w Syrii „grała na korzyść Izraela” oraz „porzuciła irańską strategię” jeżeli chodzi o walkę z dzihadystami z HTS, którzy przejęli władzę w Syrii. Materiał ten odwołuje się do nadanej przez irańską agencję informacyjną Tabnak rozmowy między irańskimi dowódcami i urzędnikami Sztabu Generalnego, z której wynika, że armia Assada była skorumpowana i nie tylko uchylała się od walki ale pod naciskiem m.in. Rosji sabotowała próby podjęcia działań zbrojnych przez siły irańskie pozostające w Syrii. W materiale cytowanym przez Al-Ahad mowa jest również o tym, że armia syryjska nie przekazała żadnego uzbrojenia siłom irańskim przebywającym w Aleppo, co było przyczyną szybkiego zdobycia tego miasta przez HTS i zabicia dowódcy sił irańskich gen. Kiomarsa Purhaszemiego.

Z materiału Al Ahad wynika również, że Rosja wspierała działania Izraela po irańskim uderzeniu na ten kraj w kwietniu 2024 r. Al Ahad cytując Tabnak stwierdza, że „Rosja wyłączyła rosyjskie radary podczas izraelskiego ataku na irańskich dowódców w Syrii, co jest wyraźnym dowodem współpracy Rosji z Izraelem”, a następnie cytuje jednego z dowódców irańskiej Sepah, który stwierdza, że „Rosja porzuciła irańską strategię lądową mającą na celu pokonanie grup terrorystycznych, obiecując przeprowadzenie nalotów. Okazało się jednak, że naloty były wymierzone w domy mieszkalne i obszary pustynne, a nie w cele wojskowe organizacji Tahrir al-Szam”.

Informacje o tym, że ludzie reżimu Assada, na zlecenie Rosjan, przekazywali Izraelowi dane dotyczące dyslokacji sił irańskich w Syrii by umożliwić ich bombardowanie, pojawiły się już w połowie grudnia. Oparte one były na ujawnionych dokumentach z kontaktów między syryjskim Ministerstwem Obrony a nadzorującym tę operację ze strony Izraela oficerem wywiadu o kryptonimie „Mousa”. Nie było to zresztą zaskoczeniem, gdyż od dawna było wiadome, iż Rosja zabrania Assadowi uruchamiania syryjskiej obrony przeciwlotniczej w czasie nalotów izraelskich na pozycje irańskie w Syrii. Zdziwienie mogło jedynie budzić to, że Iran w ramach rewanżu dostarczył Rosji drony używane przez nią na Ukrainie, a media takie jak Al Ahad promowały absurdalne narracje Kutraszewa na temat Europy, wojen światowych i wojny w Ukrainie.

shafafiyat.com


Gorbaczow odszedł w niesławie, a wraz z nim Związek Radziecki, po czym nastała nowa Rosja. Marija powiedziała, że dopóki nie otworzyła swojego gabinetu najpierw w Moskwie, a potem w Düsseldorfie, gdzie porównuje opowieści ukraińskich i rosyjskich pacjentów, nie zdawała sobie sprawy, że lata 90. w Rosji i lata 90. w Ukrainie to zupełnie różne lata 90.

– Ukraińcy opowiadają zazwyczaj – wspomina Marija – że ich rodzina cierpiała biedę, czasami nędzę, że brakowało pieniędzy i chodzili w znoszonych ubraniach. Bywało niebezpiecznie, gdzieś ktoś postrzelał, a dziewczyny po zmroku nie zakładały krótkich spódniczek, aby nie kusić losu. Ale rosyjskie historie są naprawdę trashowe, typu: bomba rozerwała na strzępy ojca kolegi z klasy; nie mieliśmy co jeść i baliśmy się śmierci głodowej; w jednej chwili rzucaliśmy wszystko, bo rodzice znaleźli pracę w innym regionie; mama popadła w obłęd, bo nie wiedziała, jak na nas zarobić. Wie pan, w Ukrainie, z jej żyzną glebą, nie umrzesz z głodu, gdzie rzucisz ziarno, tam coś wyrośnie. Ale nie na Uralu czy na Syberii. Wydaje mi się, że często nawet my, Ukraińcy, nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, czym jest Rosja.

Sowieckie nadpaństwo zamieniło się teraz w eldorado gangsterów i fasadę instytucji państwowych, które nie wypełniały swoich podstawowych funkcji. Mężczyźni kompletnie nie dawali sobie rady z nową rzeczywistością. Niczym po powrocie z wojny pili, popełniali samobójstwa i umierali w większych liczbach niż w czasach Związku Radzieckiego. Według Rosstatu w Sojuzie od lat 60. średnia długość życia mężczyzn wahała się od 62 do 64 lat, ale w latach 90. spadła do 58 lat. Naukowcy Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie pisali, że śmiertelność mężczyzn wzrosła o 32 procent. Ogólnie rzecz biorąc, o ile w latach 80. zmarło 13 procent dorosłej populacji ZSRR, o tyle w latach 90. śmiertelne żniwo zabrało aż jedną piątą!

Kobiety płaciły inną cenę. Wzrosła liczba prostytutek, gwałtów i zabójstw na tle seksualnym, a także samotnych matek, które nie były w stanie utrzymać rodziny. Rosstat podawał, że ofiarami likwidacji bądź restrukturyzacji państwowych zakładów padały głównie kobiety – w 1995 roku stanowiły one 70 procent bezrobotnych. W latach 90. rozwiodło się 65 procent małżeństw, a jedynie 12 procent ojców płaciło alimenty, więc samotne matki były zdane na siebie. To jasne, że w latach 90. kwestie praw i równouprawnienia kobiet przestały istnieć. Polacy zupełnie nie zdają sobie sprawy, jak wielkim kataklizmem w Rosji były lata 90. Nie rozumiemy, że ten czas był jak klęska żywiołowa, która przyszła niezasłużenie i nie wiadomo skąd, traumatyzując społeczeństwo niczym wojna. A jeśli tego nie zrozumiemy, to nie zrozumiemy też sukcesu Putina.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję


Podczas niedawnego wystąpienia przed publicznością składającą się z operatorów ropy i gazu w Houston Petroleum Club najczęstszy kontrargument sprowadzał się do tego: jeśli wydobycie łupków będzie nadal spadać, nastąpią wyższe ceny. A przy wyższych cenach operatorzy dokładnie wiedzą, gdzie dalej wiercić. Każdy operator, pełen pewności co do swojej zdolności do zwiększenia produkcji, zakłada, że branża jako całość zrobi to samo.

Uzasadnienie wydawało się proste: biorąc pod uwagę liczbę platform znacznie poniżej poprzednich szczytów, jest mało prawdopodobne, aby dostępność stanowiła wąskie gardło. Chociaż pozostałe lokalizacje wierceń mogą być mniej produktywne, nadal mogą generować akceptowalne zyski przy podwyższonych cenach ropy i gazu. Biorąc pod uwagę ogromną liczbę niewywierconych, ale marginalnych ekonomicznie lokalizacji, operatorzy byli przekonani, że produkcja łupków w USA szybko się odbije, negując każdy rodzący się wzrost cen.

Jednak, jak będziemy argumentować, to zbiorowe zaufanie może opierać się na niepewnym gruncie. Czynniki napędzające upadek łupków są znacznie bardziej strukturalne, niż cały przemysł wydaje się skłonny przyznać.

Nasze modele prowadzą do otrzeźwiającego wniosku: nawet przy znacznie wyższych cenach i dużej liczbie niewywierconych lokalizacji produkcja będzie nadal spadać. Zjawisko to nazywamy "paradoksem wyczerpania". To znana historia, a historia stanowi wyraźny precedens.

Rozważmy przypadek konwencjonalnej produkcji ropy w USA w latach 70. Produkcja osiągnęła szczyt w listopadzie 1970 r. i wyniosła 10 milionów baryłek dziennie, a cena ropy wyniosła zaledwie $3,18 za baryłkę. W tym czasie przemysł prowadził skromne 302 platformy wiertnicze do ropy. Pierwszy kryzys naftowy OPEC w 1973 r. wywołał reakcję prezydenta Nixona w postaci szeroko zakrojonej inicjatywy Projektu Independence, mającej na celu odwrócenie spadku produkcji w USA poprzez deregulację i przyspieszone wydawanie pozwoleń. Podobnie jak dzisiaj, wśród producentów ropy naftowej panował optymizm, którzy wierzyli, że wyższe ceny wywołają boom wiertniczy i przywrócą wzrost produkcji w USA. Byli pewni, że wiedzą, gdzie wiercić; wystarczył im odpowiedni sygnał cenowy.

Ceny wzrosły z $3,18 za baryłkę w 1973 r. do $34 za baryłkę w 1981 r. Producenci, zgodnie ze swoimi obietnicami, zareagowali z wigorem. Liczba platform wzrosła z 993 w 1973 r. do oszałamiających 4500 pod koniec 1981 r. Jednak pomimo bezprecedensowego wzrostu działalności wiertniczej, produkcja ropy w USA stale spadała w latach 70. XX wieku. Do końca 1981 roku produkcja spadła do 8,5 miliona baryłek dziennie — poniżej szczytu osiągniętego dziesięć lat wcześniej i niższego niż wtedy, gdy Nixon ogłosił swoje ambitne cele.

Trzy dekady później, w 2010 roku, wydobycie ropy w USA osiągnęło najniższy poziom 5 milionów baryłek dziennie, mimo że ceny oscylowały wokół $100 za baryłkę — 30 razy wyższe niż w 1973 roku. (...)

Wierzymy, że amerykański sektor łupkowy znajduje się obecnie na rozdrożu niesamowicie podobnym do tego, przed którym stanęła konwencjonalna produkcja ropy w 1973 roku. Chociaż osiągnięcia łupków były niezwykłe, nadal podlegają one nieubłaganym siłom wyczerpywania się. Wydaje się jednak, że branża, Wall Street i prezydent-elekt są gotowi powtórzyć błędy sprzed pół wieku.

(...)

M. King Hubbert, geolog z Shell, urodził się w 1903 roku i pozostawił niezatarty ślad w badaniach zasobów ropy naftowej. W 1956 roku podczas spotkania Amerykańskiego Instytutu Naftowego przedstawił odważną prognozę: produkcja ropy w USA osiągnie szczyt w 1970 roku i wyniesie około 10 milionów baryłek dziennie. W tamtym czasie jego twierdzenie wydawało się zuchwałe, a nawet nieprawdopodobne. W końcu produkcja w USA stale rosła, odkąd prawie sto lat wcześniej pułkownik Drake odniósł pierwszy sukces. Hubbert spotkał się ze znacznym sceptycyzmem, ale historia udowodniła, że miał rację. W listopadzie 1970 roku, zgodnie z jego prognozami, produkcja w USA osiągnęła swój szczyt i rozpoczęła swój długi spadek.

(...)

Główny argument Hubberta był prosty, ale głęboki: każdy zbiornik węglowodorów jest zasobem skończonym. W związku z tym skumulowana produkcja pola będzie przebiegać według przewidywalnej trajektorii. Zaczyna się od zera, wzrasta wraz ze wzrostem wydobycia i ostatecznie osiąga górną granicę, która reprezentuje całkowite zasoby odzyskiwalne w dorzeczu. (...)

Chociaż Hubbert przyznał, że dokładny profil produkcji może się znacznie różnić, podkreślił, że zawsze będzie on nachylony w górę, co matematycy nazywają — monotonicznie rosnącym, skumulowana produkcja może tylko rosnąć, nigdy się nie kurczyć. Na przykład szybko rozwijające się pole może wykazywać wzrost niemal pionowy, podczas gdy pole wydobywane w stałym tempie może wykazywać wolniejszy, bardziej liniowy postęp przed osiągnięciem górnej granicy.

Hubbert zaproponował użycie krzywej logistycznej w celu przybliżenia tego zachowania. Krzywa logistyczna tworzy gładki, symetryczny kształt “S”: zaczyna się od zera, przyspiesza wraz ze wzrostem produkcji i ostatecznie zbliża się do ustalonej wartości, która reprezentuje całkowite zasoby basenu. Ten elegancki model uchwycił zasadniczą dynamikę wyczerpywania się zasobów i zapewnił ramy, które od tego czasu kształtują prognozowanie energii.

Przyjmowanie pochodnej skumulowanej produkcji w odniesieniu do czasu ujawnia profil produkcji pola. Dla logistycznej funkcji produkcji skumulowanej pochodna ta daje krzywą w kształcie dzwonu, idealnie symetryczną wokół jej szczytu —  charakterystycznego dla struktury Hubberta.

Hubbert wprowadził także drugą przełomową koncepcję: swoją tytułową "linearyzację". Wykreślając stosunek produkcji rocznej do produkcji skumulowanej (P/Q) do produkcji skumulowanej (Q), zauważył, że po początkowym okresie zmienności zależność ustabilizowała się w linii prostej. To spostrzeżenie dostarczyło potężnego narzędzia analitycznego. Ekstrapolując linię do punktu, w którym P/Q osiąga zero, można oszacować zarówno ostatecznie wydobywalne zasoby złoża, jak i współczynnik jego profilu produkcyjnego. Mając pod ręką te dwa parametry, skonstruowanie krzywej Hubberta stało się proste, umożliwiając analitykom przewidzenie zarówno czasu, jak i wielkości szczytu produkcji pola.

Jednym z kluczowych spostrzeżeń Hubberta było to, że pole zazwyczaj osiąga swój szczyt po wydobyciu połowy jego zasobów. Choć intuicyjnie satysfakcjonujący, pomysł ten rodzi intrygujący paradoks: dlaczego produkcja miałaby przestać rosnąć, skoro połowa rezerw złoża nadal pozostaje? Odpowiedź leży w złożonej zależności między koncepcją wyczerpywania się a dynamiką produkcji, która podkreśla granice wydobycia i nieuchronność upadku, nawet w obecności znacznych pozostałych zasobów. Ten paradoks wyczerpywania się pozostaje kamieniem węgielnym współczesnej analizy zasobów.

Paradoks irytuje inżynierów naftowych, odkąd Hubbert go po raz pierwszy wprowadził. Frustrująco sam Hubbert nie był w stanie zaoferować satysfakcjonującego wyjaśnienia pierwszych zasad. Otwarcie przyznał, że jego wybór krzywej logistycznej — i wynikający z niej profil produkcji w kształcie dzwonu — nie był zakorzeniony w teorii, ale raczej w jej konsekwentnym sukcesie empirycznym.

Krzywa logistyczna, jak zauważył Hubbert, rzetelnie opisywała rolowania produkcyjne wielu mniejszych dziedzin, które badał w latach 50. Te empiryczne osiągnięcia zapewniły modelowi wiarygodność i ostatecznie doprowadziły Hubberta do jego słynnych obecnie przewidywań dotyczących szczytu wydobycia ropy w USA w 1970 roku. Chociaż elegancja i dokładność krzywej ugruntowały jej miejsce w analizie zasobów, brak głębszych podstaw teoretycznych pozostawił jej krytyków nieprzekonanych, zapewniając, że paradoks pozostanie przedmiotem debaty. 

Chociaż krzywa logistyczna wykazała swoją skuteczność predykcyjną, zaskakujące jest, jak mało uwagi poświęcono powodom jej skuteczności. Większość krytyki skierowanej pod adresem modelu Hubberta wynika właśnie z tej niejednoznaczności. Krzywa działa — ale dlaczego? Bez solidnego zrozumienia mechanizmów leżących u jej podstaw wielu odrzuca „paradoks wyczerpywania”. W końcu czy wyższe ceny lub nowe technologie nie przyspieszyłyby rozwoju i nie pokonałyby ograniczeń wyczerpywania?

Jednak historia nauczyła nas innej lekcji. Pomimo dużych zysków i legionu inżynierów, przemysł w latach 70. nie był w stanie przechytrzyć realiów wyczerpywania się zasobów. Aby rzucić światło na ten paradoks, być może nadszedł czas, aby przenieść naszą uwagę z poziomu makro całych pól na mikro dynamikę poszczególnych odwiertów.

Wyobraź sobie, jeśli chcesz, hipotetyczne pole naftowe wyposażone w nieskończoną liczbę identycznych odwiertów, z których każdy jest wiercony w stałym tempie w nieskończoność. W tak niewątpliwie nierealistycznym „nieskończonym” polu można by oczekiwać, że produkcja będzie rosła w nieskończoność. Jednak rzeczywistość jest taka, że ​​wydobycie ze złoża będzie rosło i ostatecznie osiągnie stałą prędkość. Na pierwszy rzut oka może to brzmieć nielogicznie, ale staje się jasne po bliższym przyjrzeniu się.

Na początku rozwoju pola każdy nowy odwiert bezpośrednio zwiększa całkowitą produkcję. Gdy odwierty te są już w sieci, ich produkcja zaczyna spadać w przewidywalny sposób. W następnym okresie nowe odwierty nadal dostarczają taką samą ilość świeżej produkcji, ale teraz wzrost ten jest częściowo równoważony przez spadającą produkcję starszych odwiertów.

Dopóki produkcja z nowych odwiertów przekracza skumulowane spadki z istniejących odwiertów, całkowita produkcja pola nadal rośnie. Jednak spadek bazowy — całkowita redukcja ze wszystkich starzejących się odwiertów — również wzrasta. Pole będzie się rozszerzać, aż dodatki z nowych odwiertów dokładnie zrównoważą spadki bazowe. W tym momencie pole osiąga równowagę, a całkowita produkcja się wyrównuje.

Ten scenariusz ilustruje, dlaczego nawet nieskończony potencjał nie może uciec przed ograniczeniami wyczerpywania się. Podkreśla fundamentalną prawdę: wzrost jest ograniczony nie tylko zasobami, ale także współgraniem między nowymi dodatkami i nieuniknionymi spadkami. Wyższe ceny i postęp technologiczny mogą wpływać na tempo, ale nie mogą zmienić podstawowej dynamiki, która ostatecznie prowadzi do plateau w produkcji.

Oczywiście, żadne pole nie jest naprawdę nieskończone. Złoża ropy naftowej i gazu są wynikiem procesów geologicznych trwających setki milionów lat, a baza zasobów każdego pola jest z natury skończona. Jeśli dostosujemy nasze wcześniejsze założenie i rozważymy pole z ustaloną liczbą identycznych odwiertów wierconych ze stałą szybkością, aż do wyczerpania zasobów, wyłoni się inny profil produkcji. W tych warunkach produkcja początkowo rośnie, gdy nowe odwierty są uruchamiane, ostatecznie osiąga plateau, a następnie gwałtownie spada. Powstała krzywa ma niewiele wspólnego z symetrycznym profilem w kształcie dzwonu z modelu logistycznego Hubberta. Zamiast tego szczyt następuje znacznie później w cyklu życia pola, w punkcie, w którym wydobyto już około 80% ostatecznych odzyskiwalnych rezerw.

Ten zmieniony scenariusz podkreśla wpływ ograniczonych zasobów na dynamikę produkcji. Podczas gdy faza plateau może oferować iluzję stabilności, ostateczny gwałtowny spadek służy jako surowe przypomnienie ograniczeń pola. To wzór, który podkreśla nieubłaganą siłę wyczerpywania się, nawet gdy rozwój wydaje się solidny i ciągły.

(...)

Mając jaśniejsze zrozumienie zasad Hubberta i zawiłości zagospodarowania odwiertu, możemy zadać sobie pytanie: Jakie wnioski wyłaniają się z recesji w produkcji ropy naftowej w USA, która rozpoczęła się w 1970 roku?

W fazie wzrostu aktywność wiertnicza w USA była niezwykle stabilna. W latach 1900–1945 branża konsekwentnie wierciła około 50 milionów stóp rocznie. W tym okresie, w miarę dojrzewania branży, produktywność nie tylko wzrosła — ona gwałtownie wzrosła. Produkcja na stopę wywierconego otworu wzrosła sześciokrotnie, wzrastając ze skromnych 0,5 baryłki na stopę do prawie 3 baryłek na stopę.

Pod koniec lat 50. nastąpiła znacząca zmiana. Aktywność wiertnicza wzrosła o 70%, osiągając prawie 100 milionów stóp. Jednak paradoksalnie, wydajność spadła o połowę do zaledwie 1,5 baryłki na stopę. W rezultacie nowa produkcja wzrosła tylko o 20%, pomimo gwałtownego wzrostu wysiłków wiertniczych. Wraz ze wzrostem całkowitej produkcji wzrosły również wskaźniki wyczerpania, co zmniejszyło wzrost produkcji netto o jedną trzecią. Stany Zjednoczone stopniowo wkraczały na plateau.

Pod koniec lat 60. XX wieku kwoty produkcyjne i środki regulacyjne spowodowały spowolnienie wierceń o 40%. To spowolnienie skłoniło firmy do „wysokiej oceny” swoich zapasów, skupiając się na najbardziej obiecujących perspektywach. Produktywność wzrosła ponad dwukrotnie, a nowa produkcja brutto wzrosła o prawie 50%.

Począwszy od 1970 r. produktywność zaczęła nieubłaganie spadać, ponieważ główne obszary najlepszych pól zostały w pełni rozwinięte. Do połowy lat 80. produktywność spadła o prawie 75%. Gwałtowny wzrost aktywności wiertniczej — pobudzony polityką prezydenta Nixona — nie mógł zrekompensować gwałtownego spadku produktywności, a nowa produkcja brutto gwałtownie spadła. Całkowita produkcja osiągnęła szczyt w 1970 r. i spadała przez całą dekadę.

Widzimy zatem, że aktywność wiertnicza i wydajność odwiertu często odzwierciedlają się wzajemnie. Gdy jedno wzrasta, drugie spada, ilustrując złożoną dynamikę zachodzącą w branży. 

Branża, na swój sposób, nie była całkowicie w błędzie. Mieli mnóstwo nowych lokalizacji wiertniczych — choć zdecydowanie gorszej jakości. Nie potrafili pojąć nieubłaganej rzeczywistości nieustannych spadków bazowych. Wystarczyło przechylić szalę w nowej produkcji, aby wywołać gwałtowny i nieunikniony spadek ogólnej produkcji.

Podczas analizy nowych dodatków brutto — obliczanych jako produktywność pomnożona przez stopy wywiercone — wyłania się uderzający wzór. Ta metryka tworzy własną krzywą w kształcie dzwonu, która ściśle odzwierciedla słynną krzywą Hubberta. Odbywało się to nawet przy obfitości dostępnych lokalizacji wiertniczych i pomimo wysokich cen ropy naftowej. Podstawowa przyczyna? Stały spadek produktywności na stopę wywierconą. Branży kończyły się obszary najwyższej jakości do eksploatacji. A gdy te najlepsze lokalizacje zostały wyczerpane, zwiększona aktywność wiertnicza służyła jedynie do zrównoważenia zysków odpowiednim spadkiem produktywności, co kończyło się przetoczeniem.

W rezultacie powstała niemal idealna krzywa Hubberta, przy czym wydobycie osiągnęło szczyt po wydobyciu połowy odzyskiwalnych rezerw.

Wyposażeni w nasze ramy, co możemy dostrzec w rewolucji łupkowej? Pod wieloma względami baseny łupkowe różnią się wyraźnie od konwencjonalnych pól. Są znacznie bardziej rozległe w powietrzu i mogą pochwalić się o rzędy wielkości większą liczbą miejsc wierceń. Wczesne złoża łupkowe były nawet porównywane do „procesów produkcyjnych”, przywołując bardziej fabrykę niż tradycyjne pole naftowe.

Jednak łupki niosą ze sobą własne zawiłości. Produktywność w basenie może się znacznie różnić, a najlepsze obszary często dają czterokrotnie większą wydajność niż najgorsze. Stosując nasze wcześniejsze rozumowanie, można rozsądnie założyć, że degradacja odwiertu będzie odgrywać większą rolę, prowadząc do profili produkcji charakteryzujących się wcześniejszymi szczytami i wydłużonymi prawymi ogonami. Doświadczenie to potwierdziło.

Inną cechą charakterystyczną odwiertów łupkowych jest ich charakterystyczny wzorzec produkcji. Początkowo mają tendencję do produkcji w bardzo wysokich tempach, po których następują gwałtowne spadki, a ostatecznie ustabilizowanie się w przedłużonym okresie produkcji o niskim tempie. To zachowanie wynika z natury szczelinowania hydraulicznego, które uwalnia gwałtowny wzrost uwięzionego płynu — produkcję „flush” — po którym następuje wolniejszy, wydłużony wyciek płynów z formacji w czasie.

Biorąc pod uwagę tę wyjątkową dynamikę, nie jest zaskakujące, że odwierty łupkowe nie poddają się tradycyjnej liniowej teorii Hubberta. Podczas kreślenia stosunku produkcji do skumulowanej produkcji w stosunku do skumulowanej produkcji (P/Q vs. Q) wynik nie jest już linią prostą, ale krzywą — świadectwem odrębnej natury tych odwiertów.

Wcześni analitycy często mieli trudności ze stosowaniem konwencjonalnych liniowych obliczeń Hubberta do basenów łupkowych, co prowadziło do prognoz, które były w najlepszym razie niedokładne. Trudność polegała na tym, że wykresy produkcji nie były liniami prostymi. Jednak po dokładniejszym zbadaniu pojawiło się zaskakujące odkrycie: chociaż relacja nie jest liniowa, jest idealnie logarytmiczna. Wykreślenie logarytmu P/Q względem Q daje linię prostą, którą można ekstrapolować z niezwykłą dokładnością.

To logarytmiczne podejście umożliwia niezwykle precyzyjne prognozowanie profili produkcji łupków. Co zaskakujące, żaden inny analityk ani akademik nie doszedł do takiego wniosku. Korzystając z tej metody, dokładnie przewidzieliśmy przesunięcia w głównych obszarach, takich jak Barnett, Fayetteville, Eagle Ford i Bakken. Od tego czasu te pola zmniejszyły się o 26% do 80%.

Ta sama analiza ujawnia teraz, że oba podbaseny Marcellus zostały przewrócone, podobnie jak strona Midland basenu Permian. Oczekuje się, że strona Delaware basenu Permian i Haynesville wkrótce pójdą w ich ślady.

Oprócz przewidywania przewrotów, logarytmiczna liniowość Hubberta obejmuje również dłuższe prawe ogony, które są charakterystyczne dla basenów łupkowych. Na przykład profile produkcji Fayetteville i Barnett były wyraźnie asymetryczne, spadając wolniej niż rosły. Nasz model logarytmiczny precyzyjnie zidentyfikował ten trend.

Stosując to narzędzie, możemy dokładnie oszacować odzyskiwalne rezerwy każdego basenu i przewidzieć moment szczytowej produkcji. Zgodnie z logarytmicznymi krzywymi Hubberta, większość basenów łupkowych osiąga szczyt po wydobyciu około 30% odzyskiwalnych rezerw. Ten dłuższy prawy ogon jest znakiem rozpoznawczym degradacji odwiertu i podkreśla stopniowe wiercenie rdzeni.

Aby zweryfikować nasze ostateczne szacunki odzyskiwalnych rezerw z linearyzacji logarytmicznych i zbadać zmiany w produktywności odwiertu, zwróciliśmy się ku sztucznej inteligencji. Rozczarowani ograniczeniami konwencjonalnych narzędzi, zaczęliśmy rozwijać własne w 2019 r. Rezultatem jest wyrafinowany zestaw narzędzi sieci neuronowych i modeli uczenia maszynowego, stworzonych specjalnie do danego zadania.

Jak zauważyliśmy, nasza wyjątkowa pozycja łączy głęboką wiedzę specjalistyczną z silnym zrozumieniem sztucznej inteligencji. Podczas gdy sztuczna inteligencja stała się modnym słowem, a wszyscy teraz twierdzą, że są ekspertami, my szkolimy i udoskonalamy głębokie sieci neuronowe od 2019 r. W przeciwieństwie do rozległych dużych modeli językowych, takich jak ChatGPT, nasze modele są celowo zbudowane i pragmatyczne. Zamiast naśladować ludzkie myślenie, są one szkolone w celu przewidywania produkcji z odwiertów łupkowych na podstawie geologii podpowierzchniowej, trendów regionalnych i projektów ukończenia odwiertu.

(...)

We wszystkich dziedzinach nasze linearyzacje sugerują, że baseny przewrócą się /wyczerioą - red/, gdy około 28% ich rezerw zostanie wydobytych. Nasze modele uczenia maszynowego pokazują, że łupki bitumiczne są obecnie wyczerpane w 28-32%, podczas gdy łupki gazowe są wyczerpane w 30-34%. Wskazuje to na spowolnienie spowodowane wyczerpaniem, a nie ceną lub regulacją.

Rzeczywiście, całkowita produkcja ropy łupkowej i gazu prawdopodobnie osiągnęła szczyt pod koniec zeszłego roku. Obie spadły już o 1%, a nasze modele przewidują, że roczne spadki produkcji staną się gwałtownie ujemne w ciągu sześciu miesięcy.

To spowolnienie nie mogło nadejść w gorszym momencie. Od 2010 r. wzrost światowego popytu na ropę naftową został w całości zaspokojony przez ropę łupkową i NGL. W kraju produkcja gazu łupkowego obniżyła ceny do 80% poniżej poziomów globalnych, napędzając największy w historii USA rozwój wytwarzania energii elektrycznej z gazu ziemnego i eksportu LNG. 

(...)

Nawet przy rosnących cenach wątpimy, że produkcja łupków wzrośnie. Historia daje nauczkę. Nieoczekiwany rollover produkcji w latach 70. był spowodowany spadkiem produktywności na odwiert — schemat, który naszym zdaniem się powtórzy.

blog.gorozen.com

sobota, 25 stycznia 2025



Mariia Tsiptsiura: Zacznijmy od tego, jak będziemy żyć w 2024 r. W ostatnim wywiadzie powiedział Pan, że ukraińska gospodarka - biorąc pod uwagę obecną sytuację - to cud. Czy możemy powiedzieć, że ten trend utrzymał się przez cały 2024 r? Jak ogólnie radziliśmy sobie w tym roku - trzecim roku wojny?

Siergiej Fursa: W rzeczywistości ten trend się utrzymał. Nadal wykazywaliśmy wzrost gospodarczy, a dochody gospodarstw domowych osiągnęły nominalny poziom sprzed wojny. W przyszłym roku realne dochody przekroczą nawet poziom sprzed wojny. Tak więc cud gospodarczy trwa nadal dzięki wsparciu zewnętrznemu, które pomaga utrzymać względną stabilność gospodarczą.

Jedyną rzeczą, która nie poszła zgodnie z planem w 2024 r., była inflacja. Obserwowaliśmy jej przyspieszenie i ostatecznie osiągnęła 12 proc., choć oczekiwano, że będzie niższa niż 10 proc. Wzrost ten był spowodowany kilkoma ważnymi czynnikami. Po pierwsze: koszt energii elektrycznej. Ze względu na uszkodzenie systemu energetycznego firmy były zmuszone do importu energii elektrycznej, co znacznie zwiększyło jej koszt. W rezultacie wywarło to presję na ceny i zwiększyło koszty produkcji. Po drugie, zbiory były gorsze, niż się spodziewaliśmy. To również wpłynęło na ceny. I oczywiście rosnące dochody zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym napędzały inflację.

Biorąc pod uwagę wojnę i tak trudną sytuację, jak firmy radzą sobie z podnoszeniem wynagrodzeń?

Firmy są zmuszone podnosić wynagrodzenia ze względu na dotkliwy niedobór pracowników. Na rynku występuje krytyczny niedobór ludzi. Aby zatrzymać pracowników, firmy są zmuszone podnosić wynagrodzenia. Doprowadziło to do wzrostu ilości pieniędzy, które ludzie mają w rękach, bez odpowiedniego wzrostu wydajności. W rezultacie spowodowało to również inflację. Tak więc wszystko rozwijało się prawie zgodnie z oczekiwaniami, z wyjątkiem tego, że inflacja była wyższa.

(...)

Czego możemy się spodziewać, jeśli chodzi o pomoc międzynarodową?

Wszystko jest tutaj absolutnie stabilne. Mamy zagwarantowaną pomoc na rok 2025, a nawet częściowo na rok 2026. Było to możliwe dzięki decyzji G7 o przeznaczeniu 50 mld euro z rosyjskich aktywów.

Jeśli chodzi o finansowanie budżetu i stabilność makrofinansową, wszystko jest zagwarantowane. Pojawia się więcej pytań dotyczących pomocy wojskowej, ponieważ zależy ona w dużej mierze od stanowiska prezydenta USA i amerykańskiej pomocy wojskowej.

Jednak kwestia ta stanie się bardziej istotna w drugiej połowie roku. Obecnie Ukrainie przydzielono znaczne kwoty pomocy wojskowej, która nadal płynie, a kraj z niej korzysta. Ale począwszy od drugiej połowy roku, pojawi się pilne pytanie: czy Stany Zjednoczone zapewnią dalszą pomoc wojskową?

(...)

Jeśli chodzi o pomoc finansową, jasne jest, że Trump będzie mniej skłonny do wspierania Ukrainy. Ale przez najbliższe półtora roku jego stanowisko nie jest dla nas krytyczne.

Jeśli chodzi zaś o pomoc wojskową, to jej zapewnienie leży w interesie Partii Republikańskiej. Dlatego możemy pozostać optymistami, że Stany Zjednoczone będą nadal udzielać wsparcia wojskowego Ukrainie za prezydentury Trumpa.

onet.pl


W trakcie pierwszej kadencji Donalda Trumpa amerykańska produkcja ropy naftowej wzrosła o ponad 4 mln baryłek dziennie, z czego około 3 mln to "nowe baryłki", przekraczające poprzedni szczyt wydobycia.

Podobnych wzrostów oczekuje część obserwatorów. Sekretarz Skarbu, Scott Bessent, zapowiedział zwiększenie wydobycia o 3 mln baryłek ekwiwalentu ropy dziennie (BOE/d). 

(...)

Co kluczowe, rynek w 2025 roku wygląda zupełnie inaczej niż w 2017 roku.

W tamtym czasie wzrost produkcji opierał się głównie na działaniach mniejszych firm, które korzystały z prostego modelu biznesowego. Wykorzystywały tanie finansowanie, intensywnie wierciły, budowały rezerwy i finalnie sprzedawały swoje przedsiębiorstwa większym graczom, co pozwoliło wielu osobom na zbudowanie fortun. W takim podejściu negatywny cashflow nie stanowił przeszkody, ponieważ nadrzędnym celem nie było generowanie zysków z wydobycia, lecz maksymalna ekspansja i sprzedaż.

Obecna sytuacja jest jednak zupełnie inna. Branża przechodzi przez ogromny boom związany z fuzjami i przejęciami. Przeprowadzono http://m.in transakcje przejęć: Pioneer Natural Resources przez Exxon za 60 mld USD, Hess Corporation przez Chevron za 53 mld USD oraz Marathon Oil przez ConocoPhillips za 22,5 mld USD.

W wyniku tych zmian znaczne złoża znalazły się w rękach mniejszej liczby, ale większych operatorów. Dla tych gigantów priorytetem jest dyscyplina kapitałowa, co oznacza, że dodatni cashflow ma kluczowe znaczenie, znacznie wyprzedzając ekspansję wydobycia.

Jak zauważył CEO Diamondback Energy, Travis Stice: „Trudno jest patrzeć na świat, który ma 4-6 mln baryłek dziennie nadwyżki mocy produkcyjnych, i zakładać, że możemy efektywnie włączyć się w tę przestrzeń”.

Skoro supermajors nie skuszą się na zachęty Donalda Trumpa, to może na tę inicjatywę pozytywnie odpowiedzą mniejsi gracze? Niestety, paliwo do ekspansji, czyli tanie finansowanie, jest w tym momencie niedostępne i długo takie pozostanie (grafika: produkcja w USA a stopy procentowe).

Jeśli D. Trump obniży opłaty związane z wydobyciem, które podniósł J. Biden, będą to jednorazowe zastrzyki, które poprawią bilanse spółek, ale nie wpłyną znacząco na długoterminowe perspektywy. Pamiętajcie, że mimo tańszego finansowania na rynku upadło wiele spółek, które nie były w stanie wytrzymać operowania mocno pod kreską.

(...)

Kolejnym ograniczeniem dla „drill, baby, drill” będzie natura. Wiele znaków wskazuje, że rewolucja łupkowa napotyka szklany sufit. Najbardziej niepokojącym wskaźnikiem dojrzewania złóż łupkowych jest rosnący gas-to-oil ratio. W ciągu dekady udział gazu na trzech kluczowych złożach wzrósł z 29% do 40% (...). Nie jest to zjawisko, które uniemożliwia produkcję, ale zdecydowanie ją utrudnia.

(...)

Co więcej, szybki spadek wydajności odwiertów skał łupkowych, w połączeniu z wysoką produkcją, rodzi konieczność ciągłego wiercenia, aby utrzymać produkcję.

W 2017 roku średni spadek produkcji, wynikający z obniżania się wydajności, wynosił około 300 tysięcy b/d. W 2025 roku będzie to już +/- 600 tysięcy b/d, które trzeba będzie zastąpić, aby utrzymać dotychczasowy poziom produkcji.

Oczywiście, najważniejszą zachętą do nowych wierceń będzie wysoka, ale przede wszystkim stabilna cena. Jakich poziomów oczekują amerykańscy producenci? W tym kontekście pomocne są dane oddziału Fed w Dallas, który co roku przeprowadza ankiety wśród firm E&P w Stanach Zjednoczonych.

W marcu 2024 roku na pytanie: jaką cenę ropy West Texas Intermediate (WTI) Twoja firma potrzebuje, aby zyskownie wiercić nowy odwiert?

średnia odpowiedź w całej próbie wyniosła 64 USD za baryłkę, co stanowi wzrost w porównaniu do 62 USD za baryłkę wymaganych w zeszłym roku. W zależności od regionu ceny break-even dla opłacalnego wiercenia wahają się od 59 USD do 70 USD za baryłkę. (grafika)

W Basenie Permskim średnia cena break-even wynosi 65 USD za baryłkę, co oznacza wzrost o 4 USD w porównaniu do poprzedniego roku. Prawie wszystkie firmy biorące udział w badaniu mogą zyskownie wiercić nowe odwierty przy obecnych cenach (średnia cena ropy WTI w okresie badania wynosiła 83 USD za baryłkę).

Duże firmy (produkujące 10 000 baryłek ropy dziennie lub więcej na koniec czwartego kwartału 2023 roku) potrzebują ceny 58 USD za baryłkę, aby zyskownie wiercić nowy odwiert — na podstawie średnich odpowiedzi. Dla małych firm (produkujących mniej niż 10 000 baryłek dziennie) cena ta wynosi 67 USD).

Na drodze "drill, baby, drill" stanie także ściana rafineryjna. 

Otóż rafinerie w Stanach Zjednoczonych, powstałe głównie w XX wieku, zostały zaprojektowane z myślą o przetwarzaniu ciężkich gatunków ropy naftowej, które pochodzą głównie z importu z regionów takich jak Bliski Wschód, Kanada, Meksyk czy Ameryka Południowa. W tamtym czasie była to racjonalna decyzja, ponieważ cięższe gatunki były tańsze, a więc uzyskana marża na produktach - wyższa.

W efekcie te obiekty nie były/nie są gotowe do wchłonięcia napływu lekkiej ropy łupkowej. W procesie projektowania rafinerii kluczowym elementem jest określenie parametrów kolumn dla różnych frakcji, co musi być dostosowane do specyfiki przerabianego surowca - nie można efektywnie przerabiać wszystkich gatunków w jednej rafinerii. Ropa lekka (jak WTI) jest odpowiednia do uzyskania benzyny czy nafty, gorzej jeśli chodzi o cięższe frakcje.

Chociaż w USA realizowane są projekty modernizacyjne, ich skala pozostaje ograniczona (grafika 1). Największym z nich jest niedawna rozbudowa rafinerii Exxonu w Beaumont w Teksasie, który teraz może przetwarzać 250 tysięcy baryłek dziennie ropy łupkowej. Projekt ten kosztował 2 miliardy dolarów i dobrze ilustruje, dlaczego modernizacja sektora rafineryjnego napotyka na poważne bariery. Budowa nowych rafinerii lub modernizacja istniejących obiektów to proces niezwykle kosztowny, a jego długoterminowa rentowność wydaje się wątpliwa, biorąc pod uwagę prognozy popytu na paliwa w USA.

Dodatkowo, znaczna część rafinerii w 🇺🇸 nie dysponuje infrastrukturą, która pozwalałaby korzystać tylko krajowej ropy. Świetnym przykładem jest ropa z Kanady, która dla wielu amerykańskich Stanów jest jedynym wyborem. Abstrahując od ich "ustawień", przebudowa sieci zajęłaby miesiące, jak nie lata. 

I oczywiście, można to bronić argumentem - jeśli Trump będzie chciał przebudowy, to to zrobi. Natomiast przykład takich kontrowersyjnych projektów jak Keystone XL pokazuje, że w branży nie ma wielkiego entuzjazmu dla realizacji projektów, które przy wymianie administracji za 4 lata zostaną zbombardowane.

Oznacza to, że nadwyżka amerykańskiej produkcji ropy naftowej będzie kierowana na eksport. Proces ten trwa już od kilku lat, jednak eksperci przewidują potencjalne trudności w przyszłości. Światowy rynek może się przesycić lekką, słodką ropą, ponieważ jej producentami są nie tylko Stany Zjednoczone, ale również kraje afrykańskie, takie jak Nigeria. Przykładem jest nigeryjska Bonny Light, która cieszy się popularnością, http://m.in. wśród takich odbiorców jak Orlen.

Co więcej, nawet optymistyczne prognozy światowego popytu na ropę zakładają, że wzrost będzie dotyczył przede wszystkim pozostałej petrochemii, a benzyna może wkrótce osiągnąć swój szczyt.

x.com/luke_skiba/

piątek, 24 stycznia 2025



W pierwszym rzędzie: Elon Musk (SpaceX, Tesla, X), Mark Zuckerberg (Facebook, Instagram), Sundar Pichai (Google, YouTube) i Jeff Bezos (Amazon). Z tyłu, w dalszych rzędach, widać głowy przyszłych kluczowych urzędników państwowych. Pete Hegseth, który ma kierować Pentagonem, czy Robert F. Kennedy Jr., przyszły szef departamentu zdrowia, musieli się zadowolić pośledniejszymi miejscami. 

(...)

Zacznijmy od najbardziej oczywistej postaci, bo akurat Musk reflektorów nie unika. Oficjalnie poparł Trumpa w lipcu, jesienią brykał już po scenie na jego wiecach, wymyślił frakcję "Dark MAGA" w ramach ruchu skupionego wokół Trumpa, przesiadywał w Mar-a-Lago. W nowej administracji dostał stworzony specjalnie dla niego "departament" ds. cięcia kosztów publicznych. 

(...)

W 2016 r. Bezos martwił się na głos, że Trump jest zagrożeniem dla demokracji. Trzy lata później, w czasie jego kadencji, Amazon ogłosił, że to ze względu na naciski prezydenta firma nie otrzymała od Pentagonu wielomiliardowego kontraktu rządowego. Według formalnego protestu, który firma skierowała do sądu, Trump wielokrotnie atakował ją i publicznie, i zakulisowo, a Bezosa - jako właściciela gazety Washington Post - postrzegał jako politycznego wroga. Dziś amerykański rząd jest kluczowym klientem Amazon Web Services, czyli jednostki zależnej Amazona, która zajmuje się udostępnianiem platformy chmurowej i hostingu internetowego. W 2021 r. AWS wygrał przetarg Narodowej Agencji Bezpieczeństwa - w ramach kontraktu "Wild and Stormy" ma dostarczać jej usługi chmurowe przez 10 lat za 10 mld dolarów.

A Jeff Bezos ma do Trumpa znacząco inne podejście niż przed laty. W 2024 r. dział opinii Washington Post chciał opublikować tekst udzielający poparcia Kamali Harris (takie oficjalne wskazanie preferowanego kandydata to stary, uznany zwyczaj wśród amerykańskich tytułów prasowych). Bezos - według doniesień etatowych dziennikarzy Washington Post - tekst zablokował. Ostatecznie gazeta nie udzieliła poparcia nikomu. Kiedy Trump wygrał wybory, Bezos pojechał na audiencję do jego domu w Mar-a-Lago. Przeznaczył, podobnie jak kilku innych prezesów, milion dolarów na fundusz na uroczystą inaugurację Trumpa. A w styczniu tego roku Amazon ogłosił, że ma w planach wypuścić dokument o Melanii Trump, który wyprodukuje sama pierwsza dama. Firma miała zapłacić za to 40 mln dolarów.

"Ostatnie wybory to swego rodzaju punkt zwrotny" - stwierdził otwarcie Mark Zuckerberg w swoim styczniowym wideo o tym, jak zmienia zasady gry na Facebooku i Instagramie. W skrócie chodzi o zlikwidowanie fact-checkingu i wprowadzenie specyficznie, po Muskowemu rozumianej wolności słowa (na portalach Zuckerberga będzie można teraz swobodnie napisać, że imigranci kradną, geje to świry, a Żydzi są bardziej pazerni niż chrześcijanie). Jak stwierdził, tego wymaga duch czasów, bo obecne zasady moderacji są "odklejone od dyskursu głównego nurtu". Zuckerberg najpewniej nie wprowadza zmian z bólem serca - w przeszłości zasady moderacji treści na Facebooku ulegały zaostrzeniu nie dlatego, że on sam tak sobie wymyślił, tylko pod presją poprzednich ekip rządzących. Co Meta chce osiągnąć teraz? Proste: większą ekspansję i większe zyski. Deklaracje Zuckerberga ze styczniowego wideo nie pozostawił zbyt wiele pola do domysłów. Sam świetnie się przedstawił przed milionami Amerykanów:

"Będziemy współpracować z prezydentem Trumpem, żeby przeciwstawić się rządom na całym świecie. Ścigają one amerykańskie firmy i naciskają na większą cenzurę. USA ma najsilniejszą konstytucyjną ochronę wolności słowa na świecie. [Tymczasem] w Europie stale rośnie liczba ustaw, które instytucjonalizują cenzurę i utrudniają tworzenie jakichkolwiek innowacji. Kraje Ameryki Łacińskiej mają tajne sądy, które mogą nakazać firmom usuwać treści po cichu. Chiny nawet nie dopuściły naszych aplikacji do działania w swoim kraju. Możemy stawić czoła temu globalnemu trendowi tylko dzięki wsparciu amerykańskiego rządu".

(...)

Pichai - prezes spółki Alphabet (Google, YouTube) - na zaprzysiężeniu siedział w pierwszym rzędzie i, podobnie jak Bezos czy Zuckerberg, przekazał milion na fundusz inauguracyjny Trumpa. Google Cloud też ma rządowe kontrakty -przede wszystkim z Departamentem Obrony, ale także z cywilnymi agencjami federalnymi. 

(...)

Prezes OpenAI (ChatGPT) /Sam Altman - red/ też należał do tych, którzy wpłacili milion dolarów na fundusz inauguracyjny Trumpa. I w tym momencie warto wspomnieć, że tego rodzaju hojne dary wywołały reakcję po demokratycznej stronie sceny politycznej. Do Altmana przyszedł list od senatorki Elizabeth Warren i senatora Michaela Bennetta, w którym napisali, że szef OpenAI ma w przymilaniu się do Trumpa "jasny i bezpośredni interes". Altman skomentował, że to śmieszne - i że nikt mu takich listów nie wysyłał, kiedy przekazywał darowizny demokratom. Przedtem, w grudniu, mówił w telewizji Fox News, że z przyjemnością wesprze wysiłki Trumpa służące "wprowadzeniu naszego kraju w erę AI". 

Już wiemy: ta przyjemność Altmana nie ominie. 22 stycznia Trump ogłosił, że w ramach nowego programu Stargate firmy Oracle, SoftBank i właśnie OpenAI będą rozwijać w Stanach infrastrukturę związaną z rozwojem sztucznej inteligencji. Potężna inwestycja ma w ciągu czterech lat pochłonąć nawet 500 mld dolarów. "Uważam, że z innym prezydentem nie byłoby to możliwe. Jesteśmy podekscytowani, że możemy to zrobić" - powiedział Altman. Ta ekscytacja jest zrozumiała, bo OpenAI ostatnio cienko przędzie. Jesienią firma przewidywała, że za rok 2024 odnotuje straty w wysokości 5 mld dolarów przy przychodach wynoszących ok. 3,7 mld. Co może najweselsze - OpenAI traci, nie zarabia, nawet na subskrypcjach premium Chata GPT. Plan ChatGPT Pro kosztuje dużo, 200 dolarów miesięcznie, ale ludzie korzystają z niego intensywniej niż zakładał prezes. Jak z rozbrajającą szczerością przyznał Altman w odpowiedzi na twitterowy komentarz: "Sam wybrałem cenę, myślałem, że na tym zarobimy". 

(...)

A to już mniej znany pan. /Marc - red/ Andreessen nie jest prezesem żadnej spółki, z której produktów korzystacie na co dzień. W latach 90. był współtwórcą przeglądarek Mosaic i Netscape, potem został członkiem zarządu Facebooka. Dziś zajmuje się inwestycjami w start-upy technologiczne - na przestrzeni lat wyczuł sukces takich produktów jak Airbnb, Instagram, Pinterest czy Slack. Politycznie jest zaangażowany od lat, tyle że zwykle sponsorował kampanie demokratów - od Billa Clintona w 1996 r. po Hillary Clinton dwadzieścia lat później. Ale w ubiegłym roku Andreessen ogłosił, że tym razem poprze Trumpa. Na jego kampanię wpłacił przynajmniej 4,5 mln dolarów, przekazał też darowizny Partii Republikańskiej w kilku stanach. Po zwycięstwie Trumpa stwierdził, że co dzień budzi się szczęśliwszy niż wczoraj.

Część tych szczęśliwych poranków miała najwyraźniej miejsce w samym Mar-a-Lago. W grudniu w podcaście "Honesty" Andreessen powiedział, że spędza w rezydencji Trumpa "połowę czasu", doradzając prezydentowi-elektowi w takich tematach jak "technologia, biznes, ekonomia, zdrowie i sukces państwa". W tym kontekście dociekliwych może zainteresować fakt, że firma Andreessena prowadzi fundusz American Dynamism inwestujący w "firmy wspierające interes narodowy" w sektorach takich jak obronność, lotnictwo czy przemysł. W portfolio American Dynamism są m.in. firmy zajmujące się wykorzystaniem technologii w zbrojeniówce - Anduril, Shield AI czy… SpaceX Elona Muska. Wykorzystanie AI dla celów militarnych to w ogóle konik Andreessena, który twierdzi, że USA musi prowadzić pod tym względem wyścig zbrojeń z Chinami, a ten, kto go wygra, będzie rządzić światem. 

(...)

Praktycznie wszyscy panowie powyżej w przeszłości byli kojarzeni raczej z progresywnymi czy liberalnymi poglądami. Musk popierał Obamę i Bidena, Bezosa martwił wpływ Trumpa na stan państwa, Andreessen przez dwie dekady wspierał kolejnych kandydatów Partii Demokratycznej na prezydenta. No to uwaga, z Peterem Thielem jest inaczej. Thiel - miliarder, inwestor w branżę tech, pierwszy zewnętrzny inwestor w Facebooka, mentor Marka Zuckerberga - od zawsze był w prawicowej awangardzie.

Mówi o sobie "konserwatywny libertarianin". Z ciekawszych publikacji: w eseju z 2009 r. Thiel pisał "nie wierzę już, że wolność i demokracja idą w parze" (a to wszystko przez kobiety oraz beneficjentów świadczeń społecznych). W 2016 r. wsparł Trumpa finansowo, w tej kampanii - jak mówił - tego nie zrobił. Ale udało mu się coś innego: dał światu J.D. Vance'a. Obecny wiceprezydent trafił na wykład Thiela, kiedy studiował prawo na Yale. Mówił potem o tamtym spotkaniu, że była to najważniejsza rzecz, jaka spotkała go na uniwersytecie. W 2017 r. Thiel zatrudnił Vance'a w swojej firmie inwestycyjnej, a następnie otoczył opieką jego pączkującą karierę polityczną. Przeznaczył (zainwestował?) 15 mln dolarów na jego kampanię do Senatu. I to on przyprowadził dzisiejszego wiceprezydenta na jego pierwsze w życiu spotkanie z Donaldem Trumpem. Nie ma J.D. Vance'a bez Petera Thiela.

gazeta.pl