czwartek, 2 stycznia 2025



Przyjrzyjmy się liczbom. Z danych Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej (IRENA) wynika, że w roku 2014 globalnie zainstalowanych mieliśmy nieco ponad 8.500 MW w wietrze na morzu. Przywoływany wcześniej rok 2015 przyniósł wzrost o ponad 37%, do poziomu 11.735 MW. Psychologiczną barierę 20 GW przekroczono w 2018. Do roku 2020 włącznie za lwią część, tj. ponad 70% mocy zainstalowanej „odpowiadała” Europa (dokładnie 24.940 MW z 34.381 MW). Zmiana przyszła w 2021, kiedy to do gry na poważnie wkroczyli Chińczycy – tak, Ci sami, którzy zdaniem części obserwatorów „nic nie robią”. W ciągu zaledwie roku niemal potroili oni swój stan posiadania – pod koniec 2020 dysponowali 8.990 MW, a dwanaście miesięcy później było to już 26.390 MW, co oznacza wzrost o prawie 200%. Właściwie wyrównali też wtedy europejski wynik, tj. 26 427 MW i był to ostatni rok, gdy Stary Kontynent dzierżył palmę pierwszeństwa. Od 2022 aż do dziś niekwestionowanym liderem MEW jest Państwo Środka. Kończąc część statystyczną nie sposób zapomnieć o ostanim pełnym roku objętym analizą IRENA, tj. 2023. Świat zamknął go posiadając 73.185 MW w offshore, z czego 37.290 MW to Chiny (Azja ogółem – 40.289 MW), a 32.855 – Europa (z czego 18.120 MW przypada na UE).

Od 2014 do 2023 moc zainstalowana MEW wzrosła o niebagatelne 760% (!). Bardziej czujni Czytelnicy na pewno powiedzieliby teraz – fajnie, ale jak to przekłada się na produkcję energii elektrycznej? Spieszę z odpowiedzią, a właściwie jej przekazaniem, bo to także dane IRENA. W roku 2014 wyniosła ona 24.658 GWh, zaś w 2022 - 161.945 GWh, co oznacza zmianę na poziomie 556%. Europa „urosła” w tym czasie o 297% (z 23.786 GWh do 94.560 GWh). Z kolei Azja zaliczyła w tym okresie rajd z 872 GWh do 67.240 GWh, czyli o uwaga, uwaga – 7611% i nie jest to pomyłka, ale raczej efekt niskiej bazy. Uwagę przykuwa również fakt, że choć w 2022 roku Europa i Chiny miały bardzo zbliżone moce w offshore (30.038 MW vs 30.460 MW), to różnica w produkcji wyniosła ponad 40% na „naszą” korzyść.

energetyka24.com


Zgodnie z danymi zebranymi przez „Razwidkę Ukrainy” w 2024 roku przeciwko Ukrainie zastosowano:
  • 843 rakiet skrzydlatych Ch-101/555 z czego zestrzelono 689
  • 174 pociski manewrujące Kalibr z czego zestrzelono 128
  • 523 rakiet skrzydlatych Ch-59/69 z czego zestrzelono 255
  • 77 rakiet Ch-22 z czego zestrzelono 6
  • 57 rakiet przeciwradarowych Ch-31P z czego zestrzelono 2
  • 577 rakiet balistycznych Iskander-M z czego zestrzelono 38
  • 67 rakiet manewrujących Iskander-K z czego zestrzelono 27
  • 73 lotniczych pocisków balistycznych Ch-47M2 Kindżał z czego zestrzelono 17
  • 8 rakiet hipersonicznych Cirkon/Oniks z czego zestrzelono 3
  • 1 pocisk balistycznych pośredniego zasięgu Oresznik
  • 10.591 uderzeniowych dronów typu Gierań-2 z czego zestrzelono 10.416
  • 32.812 bomb lotniczych z modułem kierowania UMPK
Łącznie z 2400 rakiet i pocisków ukraińska obrona przeciwlotnicza była w stanie zestrzelić 1162 co stanowić ma skuteczność na poziomie 48,4 procent O ile w przypadku rakiet manewrujących ukraińska obrona przeciwlotnicza radziła sobie stosunkowo dobrze - Zestrzelenia Kalibrów, Ch-101/555 na poziomie powyżej 70 procent, to w przypadku rakiet hipersonicznych typu Cyrkon/Ch-22, rakiet przeciwradarowych oraz pocisków balistycznych typu Iskander/Kindżał skuteczność obrony przeciwlotniczej waha się od 3 do 20 procent. Ukraińska obrona w żaden sposób nie radzi sobie z bombami lotniczymi, których nie zdołano zestrzelić w całym roku ani jednej. To dzięki masowemu wykorzystaniu bomb z modułem korygowania UMPK rosyjskie wojska w dużej mierze były w stanie osiągać taktyczne sukcesy na polu bitwy w 2024 roku.

W przypadków dronów uderzeniowych skuteczność obrony przeciwlotniczej jest znacznie wyższa i sięga 95 procent. Tutaj dużą skutecznością wykazują się systemy walki radioelektronicznej, które mają strącać zagrożenie nie wykorzystując kosztownych rakiet przeciwlotniczych.

Łącznie na Ukrainę w 2024 roku wyleciało 13.351 dronów i rakiet z czego zestrzelono 11.578 co ma oznaczać skuteczność obrony powietrznej na poziomie 86,7 procent.

defence24.pl

środa, 1 stycznia 2025



Jakie sankcje miałyby największy skutek?

Naftowe. Ropa zawsze była kluczem do rosyjskiej gospodarki. Jest jednocześnie kluczem do podważenia zdolności Putina do kontynuowania wojny w Ukrainie. Bo eksport ropy stanowi jedną trzecią budżetu Rosji. Pod koniec 2022 r. grupa G7 chciała uzgodnić limit cen rosyjskiej ropy, ale rząd Bidena spanikował.

Dlaczego?

Ponieważ było to na krótko przed wyborami "połówkowymi" i Biden nie mógł pozwolić na gwałtowny wzrost cen benzyny. Zgodzili się wówczas ustalić pułap cen na rosyjską ropę na poziomie 60 dol. (ok. 246 zł). Przez jakiś czas to działało, rosyjska ropa sprzedawana była z dużą zniżką. Później jednak Moskwa rozwinęła własną "flotę cieni". Obecnie 90 proc. rosyjskiej ropy jest sprzedawanej za pośrednictwem tworzących tę flotę starych, zardzewiałych tankowców.

Które sankcje prawdziwie zaszkodziły Putinowi?

Sankcje finansowe. Zarówno zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego, jak i wykluczenie rosyjskich banków z systemu płatności Swift. Momentami rosyjski sektor bankowy w 80 proc. objęty był sankcjami. A teraz, tuż przed powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu, administracja Bidena podejmuje znacznie ostrzejsze środki, aby zapewnić Ukrainie możliwie najlepszą pozycję negocjacyjną. Biden robi obecnie rzeczy, które powinien był zrobić dwa lata temu. Przykładem takich działań jest choćby nałożenie sankcji na Gazprombank — wywołało to panikę w Rosji i doprowadziło do tymczasowego spadku wartości rubla. Sytuacja stała się w pewnym momencie tak napięta, że Putin musiał powiedzieć, iż nie ma powodu do paniki. Jeśli prezydent Rosji musi tak mówić, to coś jest nie tak.

(...)

Kto jest teraz największym klientem Rosji?

Jeśli chodzi o ropę naftową, Rosja była w stanie zastąpić Europę Indiami, w stopniu, którego wielu ekspertów zupełnie się nie spodziewało. Teraz Indie zasysają rosyjską ropę, przetwarzają ją w swoich rafineriach i wysyłają do Europy.

A jeśli chodzi o gaz?

Najważniejszą kwestią, której moim zdaniem nie poświęca się wystarczająco dużo uwagi, jest fakt, że Rosja straciła głównego odbiorcę gazu. Gazprom po raz pierwszy od ponad 20 lat stracił pieniądze. Przez lata była to żyła złota dla Putina. Firma nie inwestowała jednak w LNG. Większość jej produkcji trafiała do Europy za pośrednictwem dostaw rurociągowych. Ponieważ Europa nie jest już dla Rosji rynkiem zbytu, Gazprom nie ma już swojej podstawowej bazy klientów. Ma wprawdzie Chiny, ale tam nie jest w stanie przesyłać tyle gazu co do Europy.

W jakim stopniu Rosji udaje się obchodzić sankcje?

Amerykańscy urzędnicy naprawdę wściekli się, gdy dowiedzieli się o rozległej sieci obchodzenia sankcji operującej na terytorium Turcji. Oprócz niej Rosja unika ograniczeń przez import półprzewodników i mikroelektroniki przez Chiny i Hongkong. Nabywa je w ten sposób na ogromną skalę. Wszyscy ci pośrednicy zakładają firmy, głównie w Hongkongu, ale niektóre także w Turcji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, i dostarczą rosyjskiemu ministerstwu obrony wszystko, czego rosyjskie potrzebuje.

Putin jednak kłamie, mówiąc, że sankcje bardziej szkodzą Zachodowi niż Rosji. Prawdą jest jednak, że sankcje mają różny wpływ na Zachód. Niemcy odczuwają je bardziej niż inne kraje.

onet.pl/Die Welt


To zabawne, że w listopadzie ekonomiczni "rusoptymiści" (Siergiej Aleksaszenko, Władisław Inoziemcew, Dmitrij Niekrasow) napisali w swoim raporcie "Niezawodne tyły dyktatora: rosyjska gospodarka na tle wojny": "średnioterminową przyszłość rosyjskiej gospodarki można najlepiej opisać jako wzrost bez rozwoju. Uwaga Kremla i zewnętrznych ekspertów jest skupiona na wzroście ilościowym, który prawdopodobnie utrzyma się ze względu na trwający wysoki poziom militaryzacji gospodarki i wydatków z budżetu wojskowego. Oczekiwany wzrost PKB o 3,9-4 proc. w 2024 r. wywoła euforię na Kremlu i zaskoczenie na Zachodzie".

(...)

Swoim dekretem premier Miszustin zezwolił władzom regionalnym na zawieranie umów z producentami i sieciami handlowymi w celu stabilizacji cen wszelkich towarów ważnych dla Rosjan. W rezultacie ok. 30 regionalnych sieci detalicznych w Rosji już zdecydowało się ograniczyć marże na towary o znaczeniu społecznym do nie więcej niż 5 proc., a Federalna Służba Antymonopolowa (FAS) będzie monitorować wdrażanie tej decyzji. Jednak w ten sposób sprzedawcy detaliczni mogą być zmuszani do handlu ze stratą.

Oczywiste jest, że "społecznie odpowiedzialna marża" zostanie początkowo ustalona tylko dla grupy najpopularniejszych towarów: zwykłego chleba, jajek, oleju roślinnego, kurczaka, mleka... Ale to tylko ta sama jednokierunkowa droga. Detalista zaczyna od wąskiego asortymentu z regulowanymi marżami, a następnie ustala wyższą marżę na wszystko inne. Powstaje gigantyczna przepaść między dobrami "społecznymi" a całą resztą produktów.

onet.pl


Irina Garina, Nowa Gazieta: Mija trzeci rok wojny. Czy Putin jest usatysfakcjonowany obecną sytuacją?

Władimir Pastuchow: W końcowym okresie istnienia ZSRR cała zachodnia nauka o Rosji została zredukowana do bardzo osobliwej podgałęzi wiedzy politycznej — kremlinologii. Wszystkie procesy społeczne w ZSRR załamały się do tego stopnia, że liczył się tylko stan psychiki kilku czołowych osób w państwie. Dziś jest podobnie — współczesna wiedza ekspercka o Rosji ogranicza się do putinologii. Pod wieloma względami stajemy się zależni od nastrojów, fobii i fantazmatów kilku osób, które uosabiają dzisiejszą Rosję.

W zachowaniu Putina nie widzę ani satysfakcji, ani niezadowolenia. Jedyne, co wyczuwam, to jego napięcie.

- Napięcie? Wydawało mi się, że bardzo stara się wyglądać na zrelaksowanego.

Nigdy nie byłem zwolennikiem prymitywizujących wypowiedzi o Putinie, przedstawiających go jako kogoś płytkiego, pozbawionego wyobraźni, pogrążonego w strachu. Ja widzę u Putina mocne i słabe strony. Z pewnością zaczął przechodzić pewne zmiany związane z wiekiem, ale nikt nie jest na to odporny. A teraz jest w momencie podejmowania być może jednej z najważniejszych decyzji w swoim życiu.

Dlaczego? Wiele poprzednich decyzji podjął z inercji i ignorancji, będąc źle poinformowanym o rzeczywistości. Bo gdyby był zorientowany w realiach, prawdopodobnie nie podjąłby decyzji o rozpoczęciu wojny. Popełnił błąd, do którego nigdy się nie przyzna, nawet przed samym sobą. Z pewnością będzie próbował podzielić się odpowiedzialnością za niego, ogłosić, że to zbiorowa wina. W rzeczywistości jednak jest to jego osobisty błąd.

Teraz jednak sytuacja się zmieniła i — w mojej opinii — Putin rozumie, co dzieje się "w terenie". To nieprawda, że słyszy tylko to, co chce usłyszeć, że nie jest o wszystkim informowany. System, który stworzył, jest skonfigurowany w taki sposób, że każdy dostarcza mu informacje z własnej perspektywy. Ministerstwo obrony maluje jeden obraz, FSB drugi, jedni rzucają oszczerstwa na innych. Dlatego Putin rozumie teraz realia wojny lepiej niż trzy lata temu.

I musi podjąć decyzję, co będzie mniej ryzykowne — nie dla kraju, ale dla niego osobiście: kontynuowanie wojny i skok w nieznane czy zakończenie jej i próba powrotu do pokojowego współistnienia z Zachodem? To już musi sobie wykalkulować. I zapewniam, że jest wystarczająco inteligentny, by zrozumieć złożoność tego wyboru.

- Owszem, Putin dobrze orientuje się w sytuacji. Co jednak, jeśli ona mu odpowiada?

Stanowisko Putina jest następujące: wszystko jest w porządku, pod kontrolą, nasz kraj w ogóle nie zauważa tej wojny. Kiedyś wśród ekspertów panowała zgoda co do tego, że wojna skończy się w ciągu sześciu miesięcy lub roku. Teraz panuje zgoda co do tego, że może trwać latami. Owszem, wartość rubla spadła, ale Rosjanie mogą z tym żyć, ropa nie spadnie poniżej 50 dol. (246 zł) za baryłkę. W poważnych tarapatach z pomocą przyjdą Chiny.

- I Rosjanie będą to tolerować?

Tak, w zamian za pieniądze, które oferuje im państwo.

- Powiedziałeś, że jednym ze scenariuszy jest kontynuowanie wojny. Czy Putin wyobraża sobie drugi scenariusz — zakładający jej zakończenie i pokojowe współistnienie z Zachodem?

Wydaje mi się, że Putin postrzega rządy Trumpa jako alternatywny scenariusz. Nie rozumie, czy powinien wykorzystać tę szansę i spróbować przeskoczyć na inne tory, czy też pozostać w starym paradygmacie, zignorować go i pójść na całość z wojną.

- Z czyim zdaniem liczy się Putin?

Wydaje mi się, że z biegiem lat Putin stał się totalnym mizantropem.

- Chyba zawsze nim był — ludzie, którzy pracowali z nim w Petersburgu na początku lat 90. XX w., opisują młodego Putina jako prawdziwego socjopatę.

Możliwe. Teraz mamy do czynienia z głęboko samotnym człowiekiem, który polega wyłącznie na własnej intuicji.

- Ale przecież podejmując decyzję, musi kierować się jakimiś motywami — instynktem samozachowawczym, strachem przed utratą władzy, troską o los ojczyzny...

Ma jeden podstawowy motyw: instynkt samozachowawczy. Do tego wszystko się sprowadza.

- To znaczy, że musi mu zależeć na czymś konkretnym: jak Rosjanie postrzegają sytuację, co powie Trump, co zrobią Chińczycy. Od czego będzie zależał jego wybór?

Spróbujmy spojrzeć na sytuację oczami samego Putina. Jeden z najbardziej fundamentalnych paradygmatów Kremla rozwija się od 2003-2004 r. i prawie nie został zrewidowany — to teza o wrodzonej słabości Zachodu. Ludzie na Kremlu doszli do wniosku, że on upada. Na tej podstawie zbudowali swoją politykę opartą na przeświadczeniu, że Zachód dominuje na świecie tylko dlatego, że nie było podmiotu na tyle silnego i bezczelnego, by przeciwstawić mu się z żelazną wolą petersburskiego bandyty. Teraz Putin zastanawia się, czy jego ludzie mogą blefować. Dlatego Trump jest dla niego bardzo trudnym partnerem.

- Ponieważ jest nieprzewidywalny?

Tak, ponieważ z nim Putin traci przewagę, którą miał, gdy w USA przy władzy był przewidywalny Biden. Kiedy rosyjski prezydent powiedział, że go popiera, wiele osób uznało to za trolling. Ja jednak wiedziałem, że mówi prawdę. O wiele łatwiej było mu grać wariata przed człowiekiem, którego nie stać na taki sam sposób myślenia. Z Trumpem będzie jednak inaczej. Do tego dochodzi potęga militarna i gospodarcza Ameryki. To największe wyzwanie dla Putina.

- Wielu analityków zwraca uwagę na to, że Putin znajduje wspólny język z takimi politykami jak on — za przykład podawali np. Erdogana.

Och tak, jest po prostu doskonały w komunikowaniu się z Erdoganem! Zwłaszcza po tym, jak został przez niego pokonany na Kaukazie, a następnie w Syrii. Jesteśmy teraz bliżej nowej wojny rosyjsko-tureckiej niż kiedykolwiek. Dla Rosji byłaby ona hańbą na miarę wojny rosyjsko-japońskiej z 1904 r.

onet.pl/Nowa Gazieta

wtorek, 31 grudnia 2024



Siły rosyjskie kontynuują natarcie w zachodniej części obwodu donieckiego z zamiarem przecięcia ostatnich szlaków zaopatrzenia obrońców w rejonach Kurachowego i Wełykiej Nowosiłki. Według niektórych źródeł w drugiej z wymienionych lokalizacji już to nastąpiło, a komunikacja możliwa jest jedynie drogami gruntowymi z Wremiwki – jednej z trzech miejscowości pozostających pod kontrolą ukraińską (wliczając Wełyką Nowosiłkę). Walki przeniosły się do zachodniej części Kurachowego, a zgodnie z lokalnymi doniesieniami agresor wkroczył na teren położonej tam nieczynnej elektrowni cieplnej. Na zachód od miasta ukształtował się następny worek, w którym w posiadaniu obrońców pozostają trzy miejscowości, w tym decydujące o utrzymaniu zaopatrzenia Ułakły (wróg zajmuje pozycje 2 km na południe od tej wsi). Najeźdźcy znacząco powiększyli kontrolowany obszar także na północny zachód od Kurachowego i na południe od Pokrowska, jednakże nie wpłynęło to na ogólną sytuację.

Arenami ciężkich starć wciąż są Torećk i Czasiw Jar. Rosjanie pogłębili oskrzydlenie pierwszego z nich od zachodu, lecz w związku z sytuacją w mieście nie ma to większego znaczenia dla toczących się tam walk. Istotne postępy agresor poczynił natomiast w Czasiw Jarze – wkroczył do jego zachodniej części. Pod kontrolą obrońców pozostaje jednak całe jego południe, przez które dociera zaopatrzenie. Siły najeźdźcze zanotowały pewne zdobycze na północ i południe od Kupiańska oraz w obwodzie kurskim, jednak nie zmienia to w istotny sposób sytuacji. Do nieznacznych korekt linii styczności na korzyść którejś ze stron doszło również na pozostałych kierunkach.

25 grudnia miał miejsce kolejny zmasowany atak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Uszkodzenia obiektów potwierdzono w obwodach: charkowskim (niektóre źródła mówią, że trafiona została m.in. Żmijewska Elektrownia Cieplna), dniepropetrowskim, iwanofrankiwskim (Bursztyńska EC), kirowohradzkim i połtawskim. O zniszczeniach donoszono także z obwodów kijowskiego, sumskiego i żytomierskiego. Według Ukrenerho w rezultacie uderzenia przerwy w dostarczaniu prądu dla abonentów okresowo wydłużono do nawet 12 godzin na dobę, a jego dostawy ograniczono też dla biznesu i przemysłu. Do awaryjnych wyłączeń w obwodzie kirowohradzkim doszło również następnego dnia, a w obwodach dniepropetrowskim, połtawskim i sumskim sytuacja nie była ustabilizowana jeszcze 29 grudnia.

Szczególnie poważne uszkodzenia infrastruktury miały mieć miejsce w Charkowie i jego okolicach, gdzie zgodnie z danymi lokalnymi w elektrownię, kotłownie i inne obiekty uderzyło 12 rosyjskich rakiet. Pół miliona mieszkańców odcięto od ogrzewania; zostało ono częściowo przywrócone do 29 grudnia. Ogółem agresor miał wykorzystać 78 rakiet i 106 dronów, z których obrońcy zadeklarowali strącenie odpowiednio 59 i 54 (pozostałe 52 bezzałogowce miały zostać lokacyjnie utracone).

osw.waw.pl


"Bóg powiedział mi, że Putin jest demonem" — powiedział szaman w kręgu swoich zwolenników. "Natura go nie lubi. Tam, gdzie jest Putin, zawsze są katastrofy, ataki terrorystyczne i wojny. Kiedy Putin przechodzi, zawsze zostawia za sobą brudny ślad. On nie jest ziemianinem, a jego zwolennicy to wprowadzeni w błąd ludzie, którzy sprowadzili na manowce połowę jego narodu".

onet.pl

poniedziałek, 30 grudnia 2024



Sascha Lehnartz: Za nami kolejny rok kryzysu. Liberalne demokracje wydają się przygnębione i wyczerpane. Dlaczego tak się dzieje?

Iwan Krystew: Myślę, że obecnie doświadczamy punktu krytycznego. I to nie tylko dla liberalnych społeczeństw. Są momenty, w których zmienia się cały świat. Doświadczamy przewrotu politycznego, który szykuje się już od jakiegoś czasu. Rok 2024 był rokiem, w którym głosowała prawie połowa światowej populacji. Wyniki różnią się w zależności od miejsca, ale ogólna zasada jest taka, że rządzący wypadli raczej słabo. Nie poszło im dobrze ani w Europie, ani w Ameryce.

Jednak nawet tam, gdzie rządzący wygrali, w Indiach, RPA czy Turcji, sprawy nie potoczyły się gładko. Jedynym wyjątkiem był prawdopodobnie Meksyk. Niemal wszędzie mieliśmy do czynienia z dziwną mieszanką wściekłych wyborców i spanikowanych elit. 

(...)

Więc Niemcy są szczególnie bezradni?

To bardzo niewygodna sytuacja dla Niemiec. Nawet jeśli "koniec historii" był tytułem amerykańskiej książki, to był ideologią niemiecką. I nagle wszystkie kryzysy, których obecnie doświadczamy, są również kryzysami powojennej tożsamości Niemiec. Wojna w Gazie pogrąża Niemcy w kryzysie tożsamości ze względu na rolę Izraela w powojennej tożsamości Niemiec. Rosyjska wojna przeciwko Ukrainie powoduje kryzys tożsamości z powodu niemieckiego poczucia winy wobec Rosji. Kryzys w niemieckim przemyśle samochodowym również wpływa na powojenną tożsamość, ponieważ niemieckie samochody były ucieleśnieniem odrodzenia kraju. Tak więc każdy kryzys polityki zagranicznej jest również kryzysem tożsamości narodowej.

Donald Trump wkrótce obejmie władzę w USA. Co czeka Europę?

Nie możemy jeszcze wiedzieć, w jakim kierunku pójdzie jego polityka. W końcu jest nieprzewidywalny. Jednak jedno wydaje się pewne: wszystko wydarzy się bardzo szybko. Wiele będzie się działo poza instytucjami. Jesteśmy raczej powolni i przewidywalni, a on będzie nas bombardował decyzjami. Dziś ma innych zwolenników niż w 2016 r., typów z Doliny Krzemowej, takich jak Musk, którzy chcą "zakłóceń". To będzie wyzwanie dla Europy. Taki już nasz los — nie paraliżują nas nasze porażki, ale sukcesy. UE jest nadmiernie zinstytucjonalizowana, nadmiernie zbiurokratyzowana i nadmiernie uregulowana. Działało to dla nas w poprzednim świecie. A teraz żyjemy w świecie, w którym nasze zalety stają się wadami.

Czy to może być również powód dziwnej frustracji, tego gniewu, który odczuwa wielu ludzi? Ten paradoks, że nasze społeczeństwa wytworzyły niesamowity dobrobyt — a mimo to ludzie są niezadowoleni i czują się przytłoczeni współczesnym światem?

To strach ludzi, którzy czują, że ich świat znika. Jednak prawdą jest, że jeśli poważnie porównać dzisiejszą sytuację z latami 20. czy 30. ub. w., to ci ludzie nie wiedzą, o czym mówią. Tutaj, w Wiedniu, gdzie teraz siedzimy, 100 lat temu tysiące ludzi wciąż umierało z głodu. Bieda była tak wielka, że w 1918 r. cesarz nakazał rozbieranie zmarłych przed pochówkiem, aby ich ubrania mogły być przekazywane dalej. W latach 30. XX wieku prawie wszyscy mężczyźni na ulicy byli byłymi żołnierzami. Dziś żyjemy w społeczeństwach, w których nikt nie chce już wstępować do wojska.

onet.pl/Die Welt

niedziela, 29 grudnia 2024



Komunikat głosi, że Putin „przeprosił w związku z tym, że do tragicznego incydentu doszło w przestrzeni powietrznej Rosji”. O jaki „tragiczny incydent” chodzi? Tego Putin nie sprecyzował. „W rozmowie odnotowano, że lecący zgodnie z rozkładem samolot pasażerski próbował niejednokrotnie podejść do lądowania na lotnisku w Groznym. W tym czasie Grozny, Mozdok i Władykaukaz były atakowane przez ukraińskie bezzałogowce, a rosyjska obrona przeciwlotnicza odpierała atak”.

Potem odbyła się rozmowa Putina z prezydentem Kazachstanu Kasym-Żomartem Tokajewem. Kazachstan, na którego terytorium rozbił się samolot, jest zainteresowany przeprowadzeniem obiektywnego śledztwa z udziałem międzynarodowych ekspertów – podkreślił Tokajew.

Wygląda na to, że prezydenci Azerbejdżanu i Kazachstanu nie dali sobie wmówić, że białe jest białe, a czarne jest czarne i wymogli zbadanie „incydentu”, jak nazwał tragedię samolotu AZAL Putin.

Przeprosiny Putina to rzecz bez precedensu. Rosja nawet złapana za rękę na ogół przekonuje, że to nie jej ręka. 

(...)

Rosyjscy telewidzowie też dostali tylko częściowy przekaz: w programach (dez)informacyjnych powiedziano wprawdzie o przeprosinach Putina, ale bez wzmianki o tym, co się wydarzyło nad Groznym 25 grudnia. O tym, że to najprawdopodobniej rosyjska rakieta trafiła Embraera, nie było ani słowa.

Ale nawet ten częściowy przekaz jest zjawiskiem niezwykłym w świecie rosyjskiej propagandy. Zwykle kłopotliwe czy kompromitujące Rosję tematy są przemilczane albo natychmiast następuje wykręcenie kota ogonem i Rosja miota oskarżenia pod adresem drugiej strony. Zasypuje przestrzeń informacyjną mnóstwem równoległych wersji. Klasykę tego gatunku można prześledzić przy operacji dezinformacji po zestrzeleniu MH17 nad Donbasem w lipcu 2014 r., a po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę niemal na co dzień przy każdej rosyjskiej zbrodni. Dlaczego teraz Moskwa nie mogła zastosować tego wypróbowanego modelu?

Zapewne zdecydowała postawa Ilhama Alijewa, który postawił się Putinowi. 

(...)

Awaryjne lądowanie Embraera miało miejsce poza terytorium Federacji Rosyjskiej, Moskwa nie będzie miała zatem prawa głosu co do dopuszczenia międzynarodowej komisji, która ma zbadać okoliczności. Niemniej, jak można przeczytać w komunikacie z rozmowy Putin-Tokajew, rosyjscy eksperci też będą w tej komisji. Rosyjski Komitet Śledczy prowadzi własne śledztwo. Przedstawiciele prokuratury Azerbejdżanu pracują w Groznym.

Tymczasem kilka linii lotniczych odwołało loty lub ograniczyło liczbę połączeń z miastami w Rosji.

Teraz pozostaje pytanie: jak Putin „rozliczy się” za to, co stało się z samolotem AZAL, z Ramzanem Kadyrowem (który już euforycznie odznaczył swojego bratanka za pomyślne odparcie ataku ukraińskich dronów i który próbuje zdjąć z siebie odium za trafienie Embraera). Ukraińskie źródła twierdzą, że Kadyrow próbował dodzwonić się do Alijewa, ale bez rezultatu. Wcześniej pojawiły się doniesienia, że Kadyrow rwał się z pomocą dla ofiar i ich rodzin, chciał im wypłacać odszkodowania, ale Alijew stanowczo odmówił. Kadyrow robi dobrą minę do złej gry: 28 grudnia ogłosił dniem żałoby w Republice Czeczeńskiej.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Według „Financial Timesa”, który jako pierwszy podał tę informację, konsorcjum ma składać oferty na zamówienia rządu USA po to, by rozbić oligopol głównych firm zbrojeniowych w tym kraju. W styczniu mają zostać przekazane pierwsze oficjalne informacje na temat jego członków i władz – obecnie wiadomo, że Palantir i Anduril miały osiągnąć porozumienie lub są o krok od porozumienia z takimi podmiotami jak SpaceX, firmą sztucznej inteligencji OpenAI oraz baz danych sztucznej inteligencji Scale AI, a także firmą konstrukcji okrętowych Saronic. W efekcie ma powstać „nowa generacja firm zbrojeniowych”, konsorcjum zaś połączy kilka najważniejszych firm z Doliny Krzemowej zajmujących się głównie sztuczną inteligencją i hardware, by stworzyć nową generację uzbrojenia, w dużej mierze opartego o rozwiązania niezależnych firm. Według informacji Bloomberga rozmowy nie są przy tym toczone ze „starymi” firmami IT, jak Microsoft czy Apple – chodzi wyłącznie o firmy mające sprawdzone, niezależne rozwiązania, które można przełożyć do branży obronnej.

(...)

Analitycy twierdzą, że stworzenie konsorcjum grozi kartelizacją, bowiem „starym” koncernom zbrojeniowym wygodniej będzie zamiast rywalizować po prostu podzielić się rynkiem, ale i tak amerykański rynek zbrojeniowy był od dziesięcioleci wprost podręcznikowo antykonkurencyjny, ponieważ zamówienia trafiały do niewielkiej liczby koncernów, jak Lockheed Martin, Raytheon-RTX, czy Boeing. W efekcie proces wdrożeniowy i realizacji zamówień trwa lata lub wręcz dekady, a i tak z produktem finalnym mogą być potężne problemy, jak dowodzi tego historia nieudanych powietrznych tankowców KC-46 Boeinga. Tymczasem „elastyczne” firmy z Doliny Krzemowej mogą szybciej i taniej opracować broń, która zapewni USA utrzymanie przewagi technologicznej. Wiadomo też, że niektóre powiązania w ramach konsorcjum zostały już uzgodnione a prace integracyjne mają się zacząć „natychmiast”. I tak Anduril stworzył rozwiązanie antydronowe, które zostało połączone z zaawansowanymi modelami OpenAI, by stworzyć całą najniższą warstwę obrony powietrznej. „Platforma AI” Palantir, zapewniająca przetwarzanie danych chmurze, została w grudniu zintegrowana z innym systemem Anduril – „Lattice” – co ma stworzyć jedno rozwiązanie dla potrzeb Departamentu Obrony. Te rozwiązania mają służyć zarówno Departamentowi Obrony, jak i służbom wywiadu w celu likwidacji zagrożeń powietrznych, działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych przy operowaniu danymi. Jak stwierdza oświadczenie OpenAI i Anduril, partnerstwo tych dwóch firm „ma na celu zapewnienie Departamentowi Obrony USA i społeczności wywiadowczej dostępu do najbardziej zaawansowanych, skutecznych i bezpiecznych technologii opartych na sztucznej inteligencji dostępnych na świecie”.

isbiznes.pl


Eagle S, przewożący rosyjską ropę tankowiec średniego tonażu nieco powyżej 42000 ton, 25 grudnia idąc z rosyjskiego portu Ust-Ługa do Aliagi w Zachodniej Turcji i dalej do Port Saidu w Egipcie po znalezieniu się na pozycji niemal dokładnie nad kablem energetycznym rzucił lewą kotwicę. Nastąpiło uszkodzenie kabla energetycznego Estlink 2 łączącego Estonię z Finlandią. Zostały też uszkodzone cztery komunikacyjne kable światłowodowe.

Estlink 2 o mocy 658 MW został zniszczony na znacznej długości i może nie wrócić do normalnego funkcjonowania przed sierpniem 2025 r. Pozostał do zasilania jedynie Estlink 1, starszy kabel energetyczny o mocy 358 MW. Kable światłowodowe zostaną prawdopodobnie naprawione dość szybko, być może w mniej niż miesiąc.

Jak stwierdził Ole Tom Djupskaas, analityk rynku energii LSEG, uszkodzenie Estlink 2 oznacza, że ​​ceny energii w krajach bałtyckich w 2025 r. prawdopodobnie będą wyższe niż oczekiwano, podczas gdy w Finlandii i według średniej dla regionu nordyckiego prawdopodobnie spadną. Jednak, jak poinformował estoński operator sieci Elering, awaria kabla energetycznego nie opóźni planowanego odłączeniu Estonii, Łotwy i Litwy od sieci energetycznej z czasów sowieckich współdzielonej z Rosją i Białorusią.

Eagle S został zatrzymany najpierw przez fiński okręt Straży Granicznej „Turva”, potem na jego pokład zrzucono desant z policyjnej jednostki SWAT Karhuryhmä i Straży Granicznej. Obie formacje były uzbrojone i spodziewały się „zbrojnego oporu”, jak wyjaśniono później na konferencji prasowej w Helsinkach. Jednak takiego oporu nie napotkały, załoga w liczbie 20 osób składała się głównie z Hindusów i Gruzinów, kapitan posiadał obywatelstwo gruzińskie, obywatelstwa oficerów nie ujawniono. Według informacji uzyskanych przez ISBiznes.pl co najmniej 2 osoby z załogi statku były w krajach swojego obywatelstwa poszukiwane jako podejrzane o popełnienie poważnych przestępstw kryminalnych, na statku znaleziono też jedną osobę, „której funkcje były nieokreślone, ale na pewno nie była ona marynarzem czy oficerem marynarki handlowej”. Jak stwierdzili oficerowie fińskiej Straży Granicznej, statek był pozbawiony lewej kotwicy, którą, jak stwierdziła załoga „odcięto z powodu awarii”, zaś bezpieczeństwo jednostki i zabezpieczenie przed ewentualnym wyciekiem i katastrofą było iluzoryczne. Jednostka nie posiadała też dostatecznej liczby środków ratunkowych oraz sprzętu, a jej urządzenia elektroniczne służące do nawigacji „działały w ograniczonym zakresie”.

20-letni tankowiec Eagle S zmieniał w ciągu swojego pracowitego żywota nazwę, bandery i właścicieli. Obecnie zarejestrowany był pod tanią banderą Wysp Cooka. Właścicielem statku była spółka Caravella z siedzibą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, zaś operatorem indyjski Peninsular Maritime. Problem w tym, że w centrum biznesowym luksusowego hotelu w Dubaju, która ma być adresem pierwszej spółki, jest wiele wirtualnych biur, zaś Peninsular Maritime India Private Limited z siedzibą w Mumbaju, co prawda „oficjalnie jest zarejestrowana w Wlk. Brytanii”, ale niemal na pewno do przekazania danych użyto szablonu, co oznacza, że statek należy do „floty cieni” przewożącej rosyjską ropę. Prawdziwi właściciele i operatorzy są ukryci za różnego typu spółkami, w których jedna jest „większościowym udziałowcem” w drugiej, a łączy je tylko jedno – brak rzeczywistych siedzib i rejestracja tam, gdzie przepisy dotyczące zakładania i prowadzenia firm są jak najbardziej liberalne.

Fińska policja i Straż Graniczna zaaresztowała tankowiec stwierdzając, iż jego załoga i oficerowie „są podejrzani o poważne przestępstwo kryminalne”.

NATO poinformowało oficjalnie, że po przerwaniu kabla energetycznego i komunikacyjnych kabli światłowodowych zwiększy swoją obecność na Bałtyku. Estonia poprosiła NATO o wsparcie w celu ochrony infrastruktury morskiej i wysłała swój okręt Straży Granicznej do ochrony podmorskiego kabla energetycznego Estlink 1.

(...)

Tymczasem Dmitri Pieskow, rzecznik Kremla, stwierdził na konferencji prasowej, że dla Rosji przejęcie statku z rosyjską ropą nie stanowi żadnego problemu. Jak uściślił później, „statek nie był rosyjski, a ropa już została sprzedana”. Jednak nie zdobył się na żadne zaprzeczenie co do udziału Rosji w całej sprawie, być może z powodów, które ujawnił magazyn i portal morski Lloyd’s List.

Otóż na Eagle S zamontowano wyrafinowany sprzęt szpiegowski, wojskowe urządzenia nadawczo odbiorcze produkcji rosyjskiej znane z instalacji w Wojskach Walki Radioelektronicznej i służbach wywiadowczych Rosji. Sprzęt ten zużywał na tyle dużo energii z generatorów statku, że powtarzały się na nim przerwy w dostawie prądu dla załogi. Ta wiedziała o szpiegowskim procederze, ale milczała „z obawy o życie”. Podobnie było z oficerami i kapitanem – „jeśli zaczynali zadawać pytania, wymieniano ich na takich, których to nie interesowało”. Urządzenia te służyły do monitorowania aktywności floty krajów NATO, podsłuchiwania częstotliwości używanych w Obronie Wybrzeża, a także komunikacji między okrętami wojennymi oraz lotnictwem. Nie był to jedyny statek, na którym taki sprzęt się znalazł – taki sam zainstalowano na należącym do tych samych właścicieli tankowcu Swiftsea Rider pływającym pod banderą Hondurasu. Ta jednostka objęta była brytyjskimi sankcjami. Oba statki należały de facto do trzech spółek, z których dwie znajdują się na amerykańskiej i brytyjskiej liście sankcyjnej za „wspierania machiny wojennej Putina”. Wiadomo, że w podobnej, jeśli nie tej samej, strukturze własnościowej znajdują się 24 inne tankowce. Statki te zostały zakupione w latach 2022-2023 i objęte umowami czarteru bareboat z Eiger Shipping, oddziałem żeglugowym rosyjskiej spółki handlującej ropą Litasco.

isbiznes.pl