sobota, 28 grudnia 2024



Ujawnieniu dwóch futurystycznie wyglądających chińskich maszyn towarzyszy zwyczajowy zalew alarmistycznych informacji o tym jak to "Chiny prześcignęły Zachód", albo że są to maszyny "6-tej generacji, jakich jeszcze nie ma na Zachodzie". Nie wspominając o nieco absurdalnych sugestiach, że J-36 jest hybrydą samolotu i wahadłowca kosmicznego zdolnego działać poza atmosferą. To co można powiedzieć, to że Chińczycy ewidentnie intensywnie rozwijają cały szereg samolotów wyglądających bardzo nowocześnie i wykorzystujących technologię stealth. Nie sposób jednak powiedzieć jakie dokładniej mają możliwości. W nowoczesnych samolotach wygląd zewnętrzny, aerodynamika, prędkość czy zwrotność mają coraz mniejsze znaczenie w ocenie ich wartości na polu walki. Na przód wysuwa się elektronika umożliwiająca widzieć więcej, rozumieć więcej i przekazywać więcej informacji innym samolotom, okrętom czy dronom. Najlepiej pozostając samemu niewykrytym. Dlatego też na razie trudno jeszcze określić czym tak naprawdę będzie 6 generacja myśliwców. Bo technologia stealth i zaawansowana elektronika to już była wyznacznikiem 5-tej. Następna najpewniej będzie oznaczać między innymi zdolność do płynnej współpracy całych zespołów samolotów, dronów i rakiet. Takich zdolności nie sposób jednak zauważyć na kilku niewyraźnych zdjęciach i filmikach, a nawet być ich pewnym po oficjalnych deklaracjach twórców.

Twierdzenia o jakim prześcignięciu Zachodu przez Chiny w dziedzinie myśliwców kolejnej generacji należy więc na razie odłożyć na półkę. Tym bardziej, że Amerykanie już od dekady pracują nad swoim demonstratorem maszyny nowej generacji – NGAD. Do dzisiaj miały już wzbić się w powietrze trzy różne prototypy i przejść wstępne testy, ale aktualnie prace nad samymi samolotami są zawieszone. Trwają za to prace nad innymi elementami NGAD, który Pentagon rozumie jako cały system "dominacji powietrznej" nowego pokolenia. Samolot załogowy ma finalnie powstać i być wprowadzany do służby w latach 30., ale na razie główne prace mają trwać nad między innymi elektroniką, oprogramowaniem czy maszynami bezzałogowymi. Cały program jest bardzo płynny i trudno powiedzieć co z niego wyniknie, bo Amerykanie ewidentnie sami jeszcze nie są pewni jak konkretnie ma wyglądać ta 6-ta generacja. Jej realizacja to i tak gdzieś w latach 30.

gazeta.pl


W okresie transformacji rynkowej nie wyeliminowano całkowicie elementów centralnego planowania. Kluczowe znaczenie miało utrzymanie oficjalnie ogłoszonych celów rocznej dynamiki wzrostu realnego PKB. Aby osiągnąć zaplanowane tempo wzrostu, wykorzystywano aktywną politykę gospodarczą. W szczególności dotyczyło to wspierania sektorów uznanych przez władze za priorytetowe. Od lat 90. XX w. wzrost gospodarczy napędzany był przez wyjątkowo wysokie inwestycje, w szczególności w przemyśle. Rosnąca produkcja absorbowana była przez eksporterów, co doprowadziło do rosnącej zależności od popytu zewnętrznego jako motoru wzrostu gospodarczego. Po 2010 r. charakterystyczny był wzrost inwestycji w infrastrukturę i w sektorze nieruchomości. Przedsięwzięcia te były finansowane w znaczącej mierze kredytami bankowymi. Z perspektywy czasu uważa się, że były to inwestycje nadmierne, a wzrost gospodarczy w zbyt dużym stopniu oparty był na inwestycjach w sektorze eksportowym. Ponadto wskazuje się na istotną rolę ogłaszanych przez władze ambitnych celów w zakresie tempa wzrostu, które prowadziły do zbyt wysokich nakładów i powodowały powstanie nadmiernych mocy produkcyjnych (overcapacity). Ponadto ukierunkowanie inwestycji przede wszystkim na rozwój sektora produkującego dobra wymienialne uważane jest za nieoptymalną alokację zasobów.

Wzrost gospodarczy w Chinach ma zatem charakter niezrównoważony. Wyjątkowo wysokim inwestycjom i rozbudowie przemysłu towarzyszył spadek konsumpcji prywatnej, która obniżyła się z 45 proc. PKB w 2001 r. do 34 proc. PKB w 2010 r. i następnie wzrosła jedynie nieznacznie do 37,4 proc. PKB w 2022 r. Udział konsumpcji prywatnej w PKB pozostaje w Chinach na znacznie niższym poziomie niż w wielu gospodarkach zarówno wschodzących, jak i wysoko rozwiniętych. Dla przykładu, w 2023 r. konsumpcja prywatna w relacji do PKB stanowiła 67 proc. w Stanach Zjednoczonych, 65 proc. – w Brazylii, 58 proc. – w Indiach i 53 proc. – w Japonii. Gospodarkę Chin cechuje ponadto uporczywie wysoka stopa oszczędności. Spadła ona, co prawda, z poziomu 51 proc. PKB w 2010 r., jednak nadal utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Wyniosła 43 proc. PKB w 2023 r. i zgodnie z prognozami Międzynarodowego Funduszu Walutowego utrzyma się na praktycznie niezmienionym poziomie w nadchodzących latach i w 2029 r. wynosić będzie 42,7 proc. PKB. Wysoka stopa oszczędności jest rezultatem niedorozwoju infrastruktury społecznej oraz znacznej niepewności, która wynika w szczególności z braku efektywnego systemu opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego, co skłania społeczeństwo chińskie do utrzymywania znacznych oszczędności.

Warto zaznaczyć, iż w okresie dynamicznego wzrostu gospodarczego Chin stopa oszczędności rosła, podczas gdy konsumpcja spadała. Wynikało to również z funkcjonującego w Państwie Środka systemu meldunkowego hukou, który pozbawiał migrantów ze wsi pracujących w sektorze eksportowym w miastach praw posiadanych przez ludność miejską, przez co koszt siły roboczej pozostawał niski, jednak brak dostępu do sieci zabezpieczenia społecznego generował wysokie oszczędności. Istotną rolę odegrała również koncentracja w polityce ekonomicznej na stronie podażowej. Wsparcie państwa skierowane było przede wszystkim na rozwój przemysłu i infrastruktury. Formami tego wsparcia pozostają m.in. bezpośrednie subwencjonowanie, preferencyjne kredyty, finansowanie badań i zwolnienia podatkowe. Nie podejmowano natomiast większych działań mających na celu stymulowanie krajowego popytu.

obserwatorfinansowy.pl


Aby zrozumieć niedawne obawy dotyczące możliwej eskalacji wojny Rosji z Ukrainą w konflikt nuklearny, musimy powrócić do jej początków, gdzie położono podwaliny pod ten kryzys. Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji, sformułował zakład leżący u podstaw rosyjskiej agresji na początku 2023 r.:

„Uważam, że NATO nie ingerowałoby bezpośrednio w konflikt nawet w tym scenariuszu” – powiedział Miedwiediew, odnosząc się do możliwości użycia przez Rosję broni jądrowej na Ukrainie. „Demagogowie za oceanem i w Europie nie zginą w nuklearnej apokalipsie”.

Oświadczenie Medvedeva zakłada fundamentalną zasadę: pełna suwerenność państwa zależy od gotowości jego obywateli do oddania za nią życia. W tym ujęciu społeczeństwa zachodnie, pochłonięte komercjalizacją i hedonizmem, porzuciły tę zasadę. Z kolei prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że prawdziwa suwerenność wymaga takiego zaangażowania:

„Aby móc rościć sobie prawo do jakiegoś rodzaju przywództwa — nie mówię nawet o globalnym przywództwie. Mam na myśli przywództwo w dowolnym obszarze — każdy kraj, każdy naród, każda grupa etniczna powinna zapewnić sobie suwerenność” — powiedział Putin. „Ponieważ nie ma niczego pomiędzy, żadnego państwa pośredniego: albo kraj jest suwerenny, albo jest kolonią, bez względu na to, jak nazywają się kolonie”.

Dla Putina Ukraina należy do tej drugiej kategorii — jest pseudo-tworem nieistniejącego narodu, niezasługującym na suwerenność.

Ta perspektywa zaprasza do nieoczekiwanej paraleli filozoficznej. Retoryka Putina i Miedwiediewa nawiązuje do „Fenomenologii ducha” Hegla, a konkretnie do dialektyki pana i sługi. W ramach Hegla, gdy dwie samoświadomości angażują się w walkę na śmierć i życie, jeśli obie są gotowe zaryzykować wszystko, nie wyłania się żaden zwycięzca — jeden umiera, a ocalały nie otrzymuje uznania. Historia i kultura ludzka zależą od początkowego kompromisu: jedna strona „odwraca wzrok” i staje się sługą. Miedwiediew zakłada, że ​​„dekadencki, hedonistyczny” Zachód odwróci wzrok. Jednak, jak nauczyła nas zimna wojna, w konfrontacji nuklearnej nie ma zwycięzców — obie strony giną.

Trwający konflikt między Rosją a Zachodem ma zatem głębokie wymiary filozoficzne. Anton Alikhanov, gubernator rosyjskiej eksklawy Kaliningradu, niedawno stwierdził, że Immanuel Kant, który mieszkał w tym regionie, ma „bezpośredni związek” z wojną na Ukrainie. Alikhanov obwinił „bezbożność i brak wyższych wartości” Kanta o stworzenie warunków społeczno-kulturowych, które doprowadziły do ​​I wojny światowej i obecnego konfliktu:

„Dziś, w 2024 roku, jesteśmy na tyle odważni, by twierdzić, że nie tylko pierwsza wojna światowa zaczęła się od dzieła Kanta, ale także obecny konflikt na Ukrainie. Tutaj, w Kaliningradzie, ośmielamy się zaproponować — choć jesteśmy tego niemal pewni — że to właśnie w „Krytyce czystego rozumu” Kanta i jego „Podstawach metafizyki moralności”... ustanowiono etyczne, oparte na wartościach podstawy obecnego konfliktu”.

Alikhanov opisał Kanta jako „duchowego twórcę nowoczesnego Zachodu”, odpowiedzialnego za idee takie jak wolność, rządy prawa, liberalizm i Unia Europejska. Jeśli Ukraina stawia opór Rosji w obronie tych wartości, filozofia Kanta pośrednio wspiera ukraiński opór. Takie stwierdzenia, jakkolwiek dziwaczne, podkreślają metafizyczne stawki wojny.

Patriarcha Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Cyryl w podobny sposób powołał się na duchową retorykę, odrzucając obawy przed nuklearną apokalipsą. W szokującym wystąpieniu Cyryl pochwalił rosyjskich naukowców za opracowanie „niesamowitej broni” i stwierdził, że troska o takie kwestie „nie jest dobra dla zdrowia duchowego”:

„Oczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przyjdzie w wielkiej chwale, zniszczy zło i osądzi wszystkie narody”.

Słowo „duch” powinno być użyte tutaj bez ironii: trwająca wojna nie jest jedynie walką o kontrolę terytorialną lub władzę ekonomiczną. Jest to również coś więcej niż próba unicestwienia narodu, choć ma wyraźny wymiar ludobójczy — nie w dosłownym sensie zabijania każdego członka narodu, ale w pozbawianiu ocalałych ich tożsamości etnicznej i asymilacji jako Rosjan.

kyivindependent.com

piątek, 27 grudnia 2024



Markku Hassinen, zastępca szefa fińskiej straży granicznej, wyjaśnił, że o godzinie 0:28 w nocy ze środy na czwartek służby weszły na pokład statku Eagle S. Załoga została poproszona o podniesienie kotwicy, ale na powierzchnię wypłynął tylko łańcuch kotwiczny, co wzbudziło podejrzenia o nietypową aktywność statku. Statek został zajęty przez policję i jest obecnie przetrzymywany na fińskich wodach w pobliżu Porkkala.

(...)

Premier Finlandii Petteri Orpo stwierdził, że Finlandia podjęła zdecydowane działania w związku z tym incydentem, wysyłając jasny sygnał, że problem musi zostać rozwiązany i zakończony. Podkreślił jednak, że Finlandia musi zwiększyć swoją gotowość na takie sytuacje. Orpo zauważył, że bezpieczeństwo dostaw w Finlandii pozostaje silne i potwierdził, że był w kontakcie z krajami nordyckimi, krajami bałtyckimi, Polską, NATO i Unią Europejską w tej sprawie. Dodał, że potrzebne są dodatkowe metody, aby rozprawić się z flotą cieni.

- Statki floty cieni zasilają rosyjską machinę wojenną, umożliwiając Rosji kontynuowanie wojny przeciwko Ukrainie. Statki te są stale dodawane do pakietów sankcji, które już wywarły znaczący wpływ - powiedział Orpo. Podkreślił również, że statki te stanowią zagrożenie dla środowiska Morza Bałtyckiego.

Połączenie elektroenergetyczne Estlink 2, utrzymywane przez fiński Fingrid i estoński Elering, ma długość ok. 170 km, z czego na odcinku ok. 145 km przebiega po dnie Zatoki Fińskiej między estońskim Pussi a fińskim Porvoo. Kabel oddano do użytku w 2014 r. Stanowi ważne połączenie przesyłowe między Finlandią a krajami bałtyckimi o mocy ponad 650 MW (działający obecnie kabel EstLink 1 ma moc 350 MW).

i.pl


Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak, money.pl: Czy w przededniu formalnej kampanii prezydenckiej widać jakieś nowe tendencje w sieci?

Michał Fedorowicz, analityk mediów społecznościowych, specjalista od komunikacji kryzysowej, przewodniczący Res Futura: Widać wkurzonych facetów, którzy idą jak po swoje. Podobnie jak zrobiły wkurzone kobiety w 2023 roku.

O co chodzi z tymi facetami?

Najłatwiej dostać dzisiaj lajka i zasięg, będąc facetem w mediach społecznościowych, który chce wyrazić swoją opinię. Widać ogromny wzrost zaangażowania mężczyzn z małych i średnich miast, którzy bezdyskusyjnie wchodzą w politykę, ale nie szczegółowo - oddają atmosferę wkurzenia na gospodarkę, zmęczenia. Tego, że muszą tyrać na dwa etaty, a mimo to im nie starcza. Tego, że wszystko jest dla kobiet, dla dzieci, a dla nich nie ma nic. Ja to nazywam powolną kontrrewolucją, która przyszła z Donaldem Trumpem przy drugich wyborach, gdzie są faceci, którzy mówią wprost: żadne już LGBT, żadne "pier***lolo", po prostu zwyczajny, normalny, poukładany świat.

Czyli po roku nowych rządów ci faceci już mają dość?

Chodzi raczej o to, że z perspektywy informacyjnej to jest dla nich jakiś chaos. Media produkują liczbę komunikatów tak dużą, a politycy tworzą taki chaos, że nic już nie jest stałe. Wojna, polityka, sądy, kto jest winny, kto niewinny, czyj sąd jest lepszy. I to wszystko sprowadza się do tego, że z perspektywy ułożonego życia, jakie było przez ostatnie osiem lat, świat się nagle załamuje.

Ale jakie to było "poukładane życie"? Była wojna, pandemia i narzekanie na rząd PiS.

Tylko że dziś z perspektywy tego wkurzonego faceta nie ma kasy. Rośnie za to liczba zapytań dotyczących kredytów, chwilówek, dodatkowych etatów na Ubera, codziennie jakiś zakład gdzieś zwalnia. Może to bezrobocie nie rośnie, ale gdzieś nagle coś się kończy, szczególnie w mniejszych miejscowościach. To wszystko rodzi bardzo duży poziom niepewności. Chaos dla faceta.

W dodatku PiS bardzo szybko przeszedł na taką komunikację, że za wszystko odpowiada obecny rząd, że tak naprawdę nikt nie podpisywał Zielonego Ładu, nie było żadnego Polskiego Ładu. I z perspektywy faceta - którego jest coraz więcej na TikToku - wystarczy, że się skrytykuje Tuska i od razu są lajki, wyświetlenia, zasięgi. Rośnie pewien rodzaj kontrrewolucji, która przekłada się na to, że ci ludzie ani nie chcą PiS, ani PO i, co widać w sondażach, rośnie powoli, ale systematycznie Konfederacja.

Czyli obecny rząd tych ludzi wkurza, ale nie przekłada się to na narrację "PiS-ie, wróć"?

Absolutnie nie. Jest za to myślenie "to może w końcu Konfederacja".

Mieliśmy w tym roku dwucyfrowe wzrosty płac, duże podwyżki w budżetówce. Realnie te płace też wzrosły. A mimo to frustracja dotycząca stanu gospodarki rośnie?

Tematy związane z inflacją, gospodarką, płacami, zwolnieniami są codziennie pierwszym, drugim albo trzecim najczęściej komentowanym tematem w Polsce. Teoretycznie, z perspektywy gospodarczej państwa, dane są dobre, ale mieliśmy już taką sytuację w 2014 roku, gdzie dane były dobre, wychodziliśmy z kryzysu, a społeczeństwo tego nie akceptowało.

Dziś ponownie widać, że atmosfera w mediach społecznościowych jest taka, że jest źle gospodarczo. To zaczęło się zaraz po powodzi i trwa do dzisiaj. Mamy trzeci miesiąc takiego poczucia, że jest beznadziejnie.

Rząd pewnie jest dodatkowo obwiniany za powódź i jej skutki?

Internet stwierdził, że za powódź odpowiada Anna Zalewska (chodzi o sprawę oprotestowanych planów budowy systemu suchych zbiorników retencyjnych w okolicach Kłodzka - przyp. red.). W raportach takich wskazań było najwięcej. Zaledwie 6 proc. wskazań było o tym, że pogoda spowodowała powódź. Za powódź są odpowiedzialne albo PiS, albo Platforma. Nie deszcz.

A co z tematami, które próbują narzucić nam politycy? Np. kwestia rozliczeń PiS?

Najważniejszym tematem z perspektywy użytkownika sieci są tematy gospodarcze. Drugim są tematy polityki tożsamościowej - "PiS, PO - jedno zło" i do tego Konfederacja, która wchodzi na scenę bardzo mocno. To są trzy główne ośrodki, które dystrybuują informacje.

Kwestia rozliczeń jest ważna tylko dla sympatyków Platformy Obywatelskiej. Jeżeli nie idzie, tak jak np. z Marcinem Romanowskim - rząd może im tłumaczyć, że jest on po prostu ruskim agentem. To jest wytłumaczenie wszystkich niepowodzeń rządu. Po oblanym teście na aborcję, bo ta koalicja od roku nie potrafi tej sprawy załatwić, jest wytłumaczenie, że PiS cały czas rządzi jako taki deep state (ci, którzy rządzą z ukrycia - przyp. red.). Z perspektywy użytkowników Platformy rozliczenia są więc bardzo ważne, natomiast absolutnie nie są ważne np. dla wyborców Konfederacji.

money.pl


W biografii Małgorzaty Braunek aż mnoży się od Andrzejów. Szczególnie istotnych było dwóch: Andrzej Żuławski oraz Andrzej Krajewski. Najpierw chciałbym się dowiedzieć, którego z nich darzysz większą sympatią i dlaczego akurat Krajewskiego? 

(śmiech) Pierwszego spotkania z Andrzejem Krajewskim byłam bardzo ciekawa. Zastanawiałam się, co ma w sobie takiego, że Braunek rzuciła dla niego Żuławskiego, który w tamtym czasie wydawało się, że ma wszystko: talent, pasję, erudycję, no i jeszcze jest bardzo przystojny. Od pierwszego spotkania z Krajewskim nie miałam wątpliwości, dlaczego to zrobiła. I dlaczego do śmierci była z nim taka szczęśliwa. 

No?

Napisałam w biografii, że Andrzej ma przenikliwe spojrzenie, trudny do opisania rodzaj magnetyzmu i głębię, która niemal natychmiast ujawnia się w trakcie rozmowy. Żuławski nazywał go "siłą seksualną". Gdy go poznał, uderzyło go to, jak męski Krajewski się wydaje. Rozliczał się z nim m.in. w filmie „Opętanie". Dopiero oglądając go, zrozumiałam, dlaczego Żuławski tak często używał sformułowania o ośmiornicy, np. po rozstaniu mówił, że ona sypia z ośmiornicą. 

W filmie zemścił się, hmm, w efektowny sposób. 

Tak, Isabelle Adjani ucieka do pewnego mieszkania, by sypiać z potężną ośmiornicą, która oplata ją swoimi mackami. Żuławski przedstawiał Krajewskiego jako demona, który opętał Małgosię. Tymczasem ona mówiła, że przyciągnęła ją do niego obietnica wolności. Żuławski potrafił zafascynować kobietę, ale nie potrafił dać jej poczucia bezpieczeństwa. Krajewski to potrafi. 

Braunek i Żuławski przeżyli razem pięć intensywnych lat. Doczekali się syna Xawerego. Z wielu powodów jednak to uczucie musiało się wypalić. Byli jak ogień i woda. Żuławski w jednym z wywiadów powiedział, że jeśli człowiek kiedykolwiek wyleczy się z miłosnej klęski, to znaczy, że to nie była miłość i że to nie była klęska. Jego zdaniem człowiek się z tego nie leczy.

(...)

Tak, nie da się ukryć, że była to postać skomplikowana i intrygująca. 

Krytyk filmowy i wykładowca UJ, prof. Tadeusz Lubelski, słusznie zauważa, że Żuławski ma dwa sprzeczne wizerunki: pełnego czaru europejskiego intelektualisty wysokiej klasy i nawiedzonego szaleńca, opętanego przez erotyzm. Dr Jekyll i Mr Hyde. Czytelnicy mówią mi, że rozdział o Żuławskim jest jednym z ich ulubionych w tej książce. Chyba czują, że zrobiłam solidny research. Małgorzata Braunek na pytanie dziennikarki o to, który z Andrzejów ją bardziej zmienił, odpowiedziała: "Ja bym wolała powiedzieć, że to nie oni mnie zmienili, ale że to dzięki nim ja siebie odnajdywałam". 

(...)

Właśnie, wspomniałaś o, "powiedzmy, konflikcie" z Brylską. Czy twoim zdaniem żadnego konfliktu nie było?

Powiedziałam tak, bo one nie miały otwartego konfliktu. Na początkowym etapie znajomości patrzyły na siebie z podziwem. Braunek w PWST uwielbiała przyglądać się Brylskiej. Uważała ją za zjawiskowo piękną. Potem była zdania, że w "Albumie polskim" Brylska pokazała ogromny talent dramatyczny. One były wikłane w konflikty przez osoby trzecie, jako że obie w tym samym czasie były niezwykle popularne. Antagonizowano je, wmanewrowywano w konkursy o palmę pierwszeństwa, dlatego że brano je pod uwagę przy obsadzaniu tych samych ról. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce na planie "Diabła", najmroczniejszego filmu w karierze Żuławskiego. Rolę, która była przewidziana dla Braunek, pewnego dnia zaproponowano Brylskiej z powodu zaawansowanej ciąży konkurentki. Praca w takim stanie była wbrew obowiązującym przepisom. Brylska podpisała umowę na zastępstwo. Po jednym dniu zdjęciowym reżyser przestał ją informować, kiedy odbędą się kolejne zdjęcia. Czekała tygodniami. Mąż Brylskiej, który był ginekologiem, zdążył odebrać poród Braunek. Na świecie pojawił się Xawery Żuławski. 

A tata Żuławski zagonił Braunek prosto ze szpitala na plan swojego demonicznego dzieła.

Brylska zgłosiła sprawę roli w "Diable" do sądu koleżeńskiego. On zadecydował, że za krzywdę moralną ma zostać jej wypłacona cała gaża, a Braunek będzie grała za darmo. Tak się stało. Małgorzata w połogu wróciła na plan. Była wycieńczona, atmosfera tego filmu ją przerażała. Na planie była chora z wyczerpania, bo Żuławski żądał od niej forsowania granic wytrzymałości. Była zdania, że narodzinom jej dziecka nie powinny towarzyszyć ciemne sprawy, jakich dotyka "Diabeł". Ale nie potrafiła się sprzeciwić mężczyźnie, którego wtedy jeszcze kochała. Wiedziała, że Brylska ma uzasadniony żal. Wiedziała też, że należało się zbuntować. Tymczasem schowała głowę w piasek. Przyznawała, że dręczyło ją potem poczucie winy i że teraz postąpiłaby inaczej. Ale wtedy nie umiała.

gazeta.pl

czwartek, 26 grudnia 2024



— Robimy wszystko, co w naszej mocy — powiedziała Wiktoria Hryb, szefowa podkomisji do spraw bezpieczeństwa energetycznego w ukraińskim parlamencie.

(...)

Ponieważ ukraińskie obiekty energetyczne zostały w większości zbudowane, gdy Ukraina była częścią Związku Radzieckiego, są one uzależnione od części zamiennych z obiektów z czasów radzieckich, powiedział Andrian Prokip, ekspert do spraw energii z think tanku Kennan Institute w Waszyngtonie.

W zeszłym roku DTEK, największa prywatna firma energetyczna na Ukrainie, rozpoczęła poszukiwania kompatybilnych części w elektrowniach w krajach byłego bloku wschodniego, takich jak Słowacja i Czechy.

— Znaleźliśmy elektrownie wykorzystujące generatory i turbiny, które były bardzo podobne do naszych — powiedział Ołeksij Powołotskij z DTEK.

W ramach jednego z najodważniejszych ukraińskich projektów cała elektrownia, która niegdyś dostarczała ciepło do połowy Wilna, stolicy Litwy, jest demontowana przy wsparciu Unii Europejskiej, a jej części są wykorzystywane do naprawy kilku uszkodzonych ukraińskich obiektów.

Według Ignitis, litewskiej spółki energetycznej, która jest właścicielem elektrowni, operacja rozpoczęła się latem tego roku i jest kontynuowana. Ponad 300 sztuk sprzętu jest wysyłanych do Ukrainy, a ich dokładne przeznaczenie jest utrzymywane w tajemnicy ze względów bezpieczeństwa.

Części zamienne do elektrowni miały pierwotnie dotrzeć do Ukrainy przed zimą, ale przeszkody logistyczne i biurokratyczne opóźnienia spowodowały przesunięcie harmonogramu. Według urzędników i biznesmenów zaangażowanych w operację, którzy chcieli zachować anonimowość, niektóre kluczowe urządzenia zostaną dostarczone dopiero w przyszłym roku.

(...)

Ponieważ większość jej elektrowni cieplnych i wodnych została zniszczona lub poważnie uszkodzona, Ukraina polega na swoich trzech działających elektrowniach jądrowych, aby utrzymać dostawy prądu. Według DiXi Group, ukraińskiego think tanku zajmującego się energetyką, łącznie mogą one dostarczyć 7,7 gigawatów energii elektrycznej na godzinę, czyli ponad połowę mocy potrzebnej dla kraju.

Rosja powstrzymała się od bezpośredniego ataku na elektrownie jądrowe, co mogłoby wywołać katastrofalną w skutkach katastrofę. Zamiast tego skupiła się ostatnio na sparaliżowaniu ich zdolności do przesyłania energii poprzez niszczenie podstacji łączących je z siecią.

Od sierpnia Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, organ ONZ, odnotowała cztery ataki na takie podstacje. Za każdym razem ataki wymuszały wyłączenie kilku reaktorów lub wymagały od nich zmniejszenia mocy w ramach środków ostrożności.

Ukraina zbudowała betonowe schrony wokół podstacji, aby je chronić, ale urzędnicy przyznają, że są one nieskuteczne przeciwko pociskom. Ukraińcy sięgnęli więc po drastyczny środek: poprosili urzędników z agencji ONZ o pozostanie w podstacjach, licząc na to, że ich obecność odstraszy rosyjskie ataki.

onet.pl/The New York Times


Ukraińscy eksperci wojskowi zaobserwowali zauważalny spadek jakości rosyjskiej broni używanej podczas trwających ataków na Ukrainę.

Pomimo wysiłków Rosji, aby dostosować swój arsenał do wymagań współczesnej wojny, w tym masowej produkcji irańskich dronów Shahed, jakość tych systemów pogorszyła się z powodu niedoborów dostaw i środków obniżających koszty.

Andrij Kulczycki, szef wojskowego laboratorium badawczego Kijowskiego Instytutu Badań Naukowych Ekspertyzy Sądowej, podzielił się swoimi spostrzeżeniami w wywiadzie dla DW, stwierdzając, że chociaż Rosji udało się uruchomić krajową produkcję dronów Shahed na dużą skalę i zmodyfikować ich konstrukcję pod kątem warunków pola walki, zmiany te wiązały się z kosztami.

„Rosjanie dostosowali te drony do swoich potrzeb, ale z powodu braku komponentów i wysiłków na rzecz obniżenia kosztów ich jakość spadła” — wyjaśnił Kulczycki.

Wcześniejsze wersje dronów Shahed zawierały liczne komponenty produkcji zagranicznej, w tym łożyska wyprodukowane w Japonii i precyzyjnie wykonane drążki serwomechanizmu. Jednak ostatnie wersje wykazały przejście na uproszczone łożyska i bezpośrednie zespoły korbowodów, co wskazuje na niedobór wysokiej jakości komponentów.

Kulczycki podkreślił ustalenia dotyczące dronów Shahed odzyskanych po ataku na cele ukraińskie.

„To silnik drona, który uderzył w budynek mieszkalny w Kijowie” — powiedział. „Oczywiste jest, że wraz z masową produkcją dronów Rosja coraz bardziej zmaga się z niedoborem części. Nie ma koła zamachowego, rozrusznika. Zamiast tego są surowe cięcia i śruby. Drony są ręcznie wystrzeliwane i projektowane do masowego użytku. Jeśli lata, to lata”.

Takie modyfikacje odzwierciedlają rosyjską strategię stawiania ilości ponad jakością w kampanii powietrznej. Podczas gdy wydajność dronów Shahed zmalała, ich liczba w atakach znacznie wzrosła.

Pogorszenie jakości rosyjskich dronów podkreśla skuteczność międzynarodowych wysiłków na rzecz ograniczenia dostaw zaawansowanych technologicznie komponentów do Rosji. Ukraińscy eksperci systematycznie analizują komponenty znalezione w odzyskanych dronach i dzielą się tymi informacjami z międzynarodowymi partnerami.

„Widzimy rezultaty tych wysiłków” — zauważył Kulczycki. „Brak łożysk i uproszczenia w projektowaniu odzwierciedlają brak dostępu do kluczowych komponentów, prawdopodobnie z powodu międzynarodowych sankcji i ograniczeń”.

Pomimo spadku jakości, rosnąca liczba ataków dronów Shahed stanowi stałe wyzwanie dla ukraińskich systemów obrony powietrznej. Poleganie na uproszczonych, produkowanych masowo dronach podkreśla zmianę Rosji w kierunku taktyki nasycenia, której celem jest przytłoczenie systemów obronnych samą liczbą, a nie precyzją lub wyrafinowaniem.

defence-blog.com


Inaczej wygląda sytuacja w przypadku fabryk amunicji, które grupa buduje w Europie i z dumą prezentuje opinii publicznej. Zakłady te mają w przyszłości produkować amunicję, która uczyni Europę obronną.

W prawie żadnym innym kraju europejskim Rheinmetall i rząd nie są tak ściśle ze sobą powiązane jak na Węgrzech. Dyrektor generalny Armin Papperger jest członkiem rady doradczej 4iG, powiązanej z rządem firmy zajmującej się technologiami informacyjnymi. A w kwietniu 2023 r. Rheinmetall dodał do swojego kierownictwa byłego sekretarza stanu Gáspára Marótha. Po latach negocjacji dla rządu Orbána z przemysłem zbrojeniowym, rozważał on teraz rozszerzenie obecności firmy na Węgrzech.

Plany są ambitne. Rheinmetall założył już fabrykę na Węgrzech, aby produkować czołgi Lynx, a także pojazdy bojowe, fabrykę radarów i pocisków. Buduje również fabrykę do produkcji materiałów wybuchowych i amunicji. RDM wygrało kontrakt o wartości 192 mln euro na budowę tego zakładu na działce o powierzchni 150 hektarów. Po zakończeniu budowy będzie produkować amunicję średniego i dużego kalibru.

Ale ta jedna nowa fabryka najwyraźniej nie wystarczy, aby sprostać nowemu ogromnemu zapotrzebowaniu na amunicję. Dlatego Rheinmetall planuje budowę kolejnych fabryk w Europie. Szybkość tego procesu jest widoczna w raportach publikowanych w ostatnich miesiącach. Uderzające jest to, jak otwarcie firma komunikuje się na temat swojej ekspansji w Europie, podczas gdy jej transakcje biznesowe w RPA rzadko pojawiają się publicznie.

(...)

W marcu firma ogłosiła budowę fabryki prochu w Rumunii. W lipcu ogłoszono plany budowy fabryki na Ukrainie, a w listopadzie podpisano umowę na zakład produkcji amunicji na Litwie.

Biznes z fabrykami amunicji kwitnie. Dlatego Rheinmetall rozszerza teraz swoją działalność również w Republice Południowej Afryki. Na początku sierpnia 2024 r. grupa ogłosiła, że ​​zamierza nabyć większościowy udział w Resonant Holdings. Południowoafrykańska firma, która zatrudnia około 150 pracowników, specjalizuje się w zakładach produkujących materiały wybuchowe. W przyszłości niemiecka firma prawdopodobnie będzie zaopatrywać jeszcze więcej fabryk amunicji na całym świecie za pośrednictwem Republiki Południowej Afryki. (...)

Tymczasem jednak dla niemieckiej grupy staje się jasne, że jej południowoafrykański model biznesowy nie jest już pozbawiony zagrożeń. Przez długi czas służył firmie, aby nie musieć radzić sobie ze ścisłymi niemieckimi kontrolami eksportu broni. Teraz zwraca się przeciwko firmie. Pod koniec sierpnia okazało się, że zamówienie Rheinmetall na pilnie potrzebną amunicję kalibru 155 mm do Polski zostało wstrzymane. Powód? Władze RPA bezterminowo opóźniały decyzję o dostawie, argumentując, że amunicja może trafić w ręce armii ukraińskiej.

Dwa miesiące później prezydent RPA gościł w Johannesburgu swojego rosyjskiego odpowiednika Władimira Putina. „Wciąż postrzegamy Rosję jako cennego sojusznika, jako cennego przyjaciela, który wspierał nas od samego początku, od czasów naszej walki z apartheidem” – oświadczył Cyril Ramaphosa.

Następnie obaj przywódcy polecieli do Kazania w Rosji po dwustronnym spotkaniu, aby wziąć udział w 16. szczycie BRICS, gdzie dołączyli do nich ich odpowiednicy z Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Indii, między innymi. Premier Indii Narendra Modi mógł zapytać, jak sprawdziła się dla nich fabryka broni, którą kupili od Niemców, ponieważ właśnie dołączył do tego klubu.

investigate-europe.eu


To jak on ma być ułożony? I pytanie też, na ile gotowa do tego będzie Komisja i kraje członkowskie? KE, która z komisarzem Fransem Timmermansem niedawno robiła wszystko, żeby docisnąć pedał gazu.

Po pierwsze, komisarz Timmermans od ponad roku nie pracuje już w Komisji. Po drugie, to przyspieszenie w kierunku zielonych rozwiązań nastąpiło w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę. Wtedy wszyscy pilnie szukali rozwiązań. Nie mieliśmy innych, alternatywnych źródeł, także przez politykę rządu Angeli Merkel i niewdrożenie Unii Energetycznej, którą premier Tusk zaproponował po inwazji Rosji na Ukrainę 10 lat temu. Unia energetyczna miała na celu m.in. odejście od uzależnienia energetycznego od Rosji i unijni liderzy na to przystali. Niestety, dwa lata później, mimo sprzeciwów i przestróg, do czego to może doprowadzić, kanclerz Merkel zmieniła zdanie.

Pamiętam jak w 2015 roku na spotkaniu szerpów G7 tłumaczyłem, czym może się skończyć dalsze uzależnienie od Rosji i budowa Nord Stream 2, że to geopolityczny samobój dla Europy. Dziś to niemiecka gospodarka płaci gigantyczną cenę za ten strategiczny błąd. I nie mamy tu żadnej Schadenfreude, ponieważ odbija się to negatywnie na całej UE, w tym na naszej gospodarce. Na szczęście Europejczycy wyciągają lekcje ze swoich błędów. Europa Merkel powoli odchodzi do lamusa, następuje zmiana w polityce migracyjnej, energetycznej, obronnej czy gospodarczej, o którą od lat zabiegał premier Tusk. Myślę, że nie będzie na wyrost stwierdzenie, że teraz powstaje Europa Tuska.

Tylko czy taka refleksja staje się dominująca? Niedawno, na wystąpieniu w Brukseli, stwierdził pan, że głośny raport byłego premiera Włoch Mario Draghiego o wyzwaniach dla europejskiej gospodarki, stawia zbyt wiele rekomendacji i jeśli zaczniemy realizować je bez załatwienia podstawowego problemu - cen energii - to będzie to droga donikąd.

Zadaniem polskiej prezydencji będzie ukierunkowanie tej dyskusji. Nie krytykowałem raportu Draghiego, tylko powiedziałem, że musimy się na czymś skupić, żeby osiągnąć rezultaty. Na to wskazują dwie dekady polskiego doświadczenia w Unii. Jak weszliśmy do Wspólnoty w 2004 roku, to powstał bardzo podobny raport "Agenda for Growing Europe", zamówiony przez ówczesnego szefa Komisji Europejskiej Romano Prodiego. Diagnoza tamtego raportu była taka sama jak raportu Draghiego: utrata konkurencyjności UE względem Stanów Zjednoczonych. Niestety, niewiele z tego wyszło. Dlatego, jeżeli dziś na serio chcemy rozwiązać problemy Europy, to musimy zdecydować, od czego mamy zacząć. Wybrać to, co najważniejsze i na tym skupić polityczną uwagę.

Jeżeli patrzymy na całość gospodarczej mapy Europy, to najważniejszą jej częścią jest energia i ceny, jakie płacimy. W raporcie Draghiego słowo "energia" pojawia się 600 razy, co dobrze obrazuje dobitny wpływ cen energii na całą gospodarkę - od firm, przez szpitale i szkoły, po konsumentów. Jeżeli Europejczycy płacą od 2 do nawet 5 razy więcej za energię niż Chińczycy i Amerykanie, to jak mamy konkurować?

(...)

To jak w tym kontekście ocenić Zielony Ład?

To są poważne dyskusje, które nas czekają. Jedna z nich, którą szef MF Polski będzie prowadził, dotyczy tego, żeby więcej prywatnych środków płynęło na transformację energetyczną. Minister Domański jest tutaj chyba najlepszą osobą, z tego względu, że wiele lat pracował na rynku prywatnym i doskonale go zna i rozumie. Od kilku miesięcy rozmawia z koleżankami i kolegami z ECOFINU, jak sprawić, aby część oszczędności, które odpływają do Stanów, o których pisał m.in. Draghi (tj. około 300 miliardów rocznie euro) została w Europie i pracowała dla naszej gospodarki na transformację.

Jeszcze przed wojną Green Deal momentami się spinał, tak?

Opierał się w dużej mierze na fotowoltaice z Chin i tanim gazie z Rosji, tylko te fundamenty runęły w 2022 roku. To już wiemy i tu dokonuje się zmiana.

money.pl

Wysoki rangą urzędnik rosyjski powtórzył naleganie prezydenta Rosji Władimira Putina, że ​​negocjacje z Ukrainą muszą opierać się na tych samych bezkompromisowych żądaniach, jakie wysunął przed pełnoskalową inwazją i w momencie największych zdobyczy terytorialnych Rosji, pomimo faktu, że Ukraina wyzwoliła znaczną część terytorium od tego czasu. Przewodnicząca Rady Federacji Rosyjskiej Walentina Matwijenko oświadczyła 24 grudnia, że ​​Rosja jest otwarta na kompromis w negocjacjach z Ukrainą, ale że Rosja będzie ściśle przestrzegać warunków, które przedstawiła podczas negocjacji w Stambule w marcu 2022 r., gdy wojska rosyjskie zbliżały się do Kijowa i całej wschodniej i południowej Ukrainy. Matwijenko dodała, że Rosja nie odstąpi od tych warunków „ani o jotę”. Częściowe porozumienie, które pojawiło się podczas negocjacji ukraińsko-rosyjskich w Stambule w marcu 2022 r., stwierdzało, że Ukraina będzie państwem neutralnym na stałe, które nie może przystąpić do NATO, i nakładało ograniczenia na ukraińską armię podobne do tych nałożonych na Niemcy przez Traktat Wersalski po I wojnie światowej, ograniczając Siły Zbrojne Ukrainy do 85.000 żołnierzy. Żądania Rosji w Stambule były głównie bardziej szczegółowymi wersjami żądań, które Putin wysunął na kilka miesięcy przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 r., w tym „demilitaryzacji” i neutralności Ukrainy. Matwijenko powtarza żądanie Putina z jego dorocznej telewizyjnej konferencji prasowej Direct Line 19 grudnia, a wyżsi rangą rosyjscy urzędnicy prawdopodobnie złożą podobne roszczenia publiczności krajowej i zagranicznej w nadchodzących tygodniach. ISW nadal ocenia, że ​​odniesienia wysokich rangą rosyjskich urzędników do warunków, jakie Putin próbował narzucić Ukrainie, gdy uważał, że jego pełnoskalowa inwazja może się powieść w ciągu kilku dni w 2022 r., odzwierciedlają jego przekonanie, że może całkowicie pokonać Ukrainę militarnie, pomimo ogromnych niepowodzeń, jakie Ukraina zadała siłom rosyjskim od tego czasu.

Ograniczenia ekonomiczne Kremla prawdopodobnie utrudnią jego wysiłki na rzecz narzucenia polityki zwalczającej długoterminowy spadek demograficzny w Rosji. Gubernator obwodu niżnonowogrodzkiego Gleb Nikitin oświadczył 23 grudnia, że ​​obwód niżnonowogrodzki zapewni wypłatę kapitału macierzyńskiego w wysokości jednego miliona rubli (około 10.000 USD) na urodzenie każdego dziecka począwszy od nieokreślonej daty w 2025 r. Nikitin oświadczył, że władze obwodu niżnonowogrodzkiego zapewnią milion rubli na pierwsze i drugie dziecko ze środków federalnych i regionalnych oraz zapewnią milion rubli na trzecie i czwarte dziecko wyłącznie z budżetu regionalnego. Rosyjskie władze regionalne prawdopodobnie będą nadal zwiększać wypłaty kapitału macierzyńskiego w ramach dyrektywy Kremla mającej na celu rozwiązanie długoterminowych problemów demograficznych. Jednak rząd rosyjski może mieć trudności z zapewnieniem dużych wypłat kapitału macierzyńskiego w dłuższej perspektywie, ponieważ gospodarka rosyjska jest stale obciążona wojną na Ukrainie, sankcjami międzynarodowymi i rosnącymi niedoborami siły roboczej. Rosyjska państwowa agencja informacyjna RIA Novosti poinformowała 24 grudnia, że ​​otrzymała list wysłany przez rosyjski bank centralny w odpowiedzi na prośbę deputowanego rosyjskiej Dumy Państwowej Denisa Parfenova, w którym bank centralny stwierdził, że obniżenie głównej stopy procentowej w celu pobudzenia popytu, gdy „popyt już przewyższa podaż”, jest „niebezpieczne”. Bank centralny stwierdził, że obecne niedobory siły roboczej, sprzętu i transportu w Rosji oznaczają, że tanie pożyczki nie zapewnią natychmiast producentom dodatkowych zasobów, a jedynie zaostrzą konkurencję o zasoby i podniosą ceny. Rosyjski bank centralny podniósł główną stopę procentową do 21 procent w październiku 2024 r., a szefowa banku, Elwira Nabiullina, niedawno oświadczyła, że ​​bank może ją jeszcze podnieść. Prezydent Rosji Władimir Putin próbował podczas swojej transmitowanej w telewizji konferencji prasowej Direct Line 19 grudnia przedstawić rosyjską gospodarkę jako „stabilną i niezawodną”, jednocześnie obwiniając rosyjski bank centralny i Nabiullinę o niewłaściwe zarządzanie rosnącymi stopami procentowymi.

understandingwar.org