środa, 18 grudnia 2024



Jednym ze sposobów zmniejszenia zależności gospodarki USA od importu z Chin jest proces tak zwanego nearshoringu, który polega na skróceniu łańcucha dostaw. Chiny przez ponad dekadę były największym eksportem dóbr i usług do USA, jednak sytuacja ta uległa zmianie w 2023 roku, gdy udział w eksporcie do USA kształtował się następująco:
  • Meksyk 15,2% amerykańskiego importu
  • Kanada 13,5% amerykańskiego importu
  • Chiny 13,2% amerykańskiego importu
Należy również zaznaczyć że państwa Unii Europejskiej odpowiadały za 18,6% amerykańskiego importu. Dostępne dane za  2024 rok również wskazują na to że Chińczycy pozostaną trzecim (licząc UE jako całość, czwartym) największym eksporterem do USA. 

Wartym odnotowania jest fakt, że w 2023 roku chiński eksport do USA spadł o ponad 20% do poziomu 426 mld dolarów (tak duży spadek wynika z wysokiego pocovidowego odbicia chińskiego eksportu w roku 2022), jest to najniższy poziom eksportu Chin do USA od 2012 roku. (...)

W tym samym czasie systematycznie rośnie eksport Meksykański i Kanadyjski do USA. Jednocześnie Amerykanie odpowiadają za 42,6% (15 mld dolarów) bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Meksyku w 2022 roku oraz 45% ogółu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Kanadzie. Tym samym amerykanie tworzą niezbędną bazę przemysłową do zastąpienia chińskich produktów importowanych do największej światowej gospodarki.

Istotnym jest fakt że demografia będzie wspierać proces amerykańskiego nearshoringu. W 2023 roku chińska populacja zmniejszyła się o 2,08 miliona, jednak dużo bardziej istotny jest spadek liczby osób w wieku produkcyjnym, który wyniósł 11 milionów (1,2% w ujęciu procentowym). Dane demograficzne Chińskiej Republiki Ludowej pokazują że w ciągu następnej dekady, liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie o około 15% w stosunku do ich liczby w 2022 roku, a w perspektywie lat 2022-2044 spadek ten przekroczy 30%. Tak wysoki spadek siły roboczej wpłynie negatywnie na możliwości eksportowe Państwa Środka.

Obecnie liczba osób w wieku produkcyjnym w Meksyku zbliża się do 90 milionów i będzie rosnąć przez najbliższe 20 do 30 lat. Wzrost ten wynika z faktu że współczynnik dzietności meksyku pozostaje relatywnie wysoki i w 2023 wyniósł około 1,99 dziecka na kobietę.  Kanada natomiast posiada około 23 milionów osób w wieku produkcyjnym, jednak w związku z tym iż TFR (współczynnik dzietności) w Kanadzie spadł poniżej progu zastępowalności pokoleń już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku oraz faktem że obecnie Kanada jest jednym z państw które przyciąga do siebie największą liczbę imigrantów, bardzo trudno prognozować zmiany w liczbie osób w wieku produkcyjnym Kanady.

Jednocześnie w latach 2024-2050 dojdzie do wyraźnego wzrostu liczby osób w wieku produkcyjnym w USA, z 208 milionów w czerwcu 2024 do 242 milionów w 2050 roku (wzrost o 16%). 

ukladsil.pl


Mariia Tsiptsiura, Onet: Jaka jest obecna sytuacja na froncie? Często słyszę, że jest krytyczna. Czy rzeczywiście tak jest?

Serhij Hrabskij: Od października 2023 r. nasz kraj znajduje się w stanie obrony statycznej. Oznacza to, że prowadzimy operację obronną, która wymaga ogromnego obciążenia zasobów i skupienia naszych głównych wysiłków na punktach, w których możemy zadać maksymalne szkody potencjałowi bojowemu Rosji. Obecnie nie jesteśmy w stanie prowadzić operacji ofensywnych na dużą skalę, nie wliczając w to operacji kurskiej. Tak więc teraz jesteśmy zaangażowani w ciężkie i wyczerpujące bitwy, których głównym zadaniem jest zadawanie maksymalnych strat wrogowi.

Wypełniamy to zadanie z powodzeniem. Jeśli spojrzymy na wydarzenia tego roku, możemy śmiało powiedzieć, że wróg nie osiągnął żadnego ze swoich strategicznych celów. Po pierwsze, Rosji nie udało się dotrzeć do granic obwodów donieckiego i ługańskiego. Po drugie, Charków nie został zdobyty. Po trzecie, wróg nie osiągnął dobrych wyników w kierunku południowym. Po czwarte, wrogowi nie udało się zająć obszaru wokół Kurachowa.

Czyli, jak rozumiem, nasi żołnierze toczą teraz ciężkie walki, a wróg wciąż naciera?

Tak, sytuacja pozostaje bardzo trudna. Wróg ma poważną przewagę w siłach i środkach, co pozwala mu na prowadzenie działań ofensywnych w niektórych obszarach frontu. Największe napięcie koncentruje się w sektorze donieckim. Naszym głównym celem jest uniemożliwienie wrogowi wkroczenia do regionów Dniepru i Zaporoża. Sytuacja stała się znacznie bardziej skomplikowana po tym, jak ukraińskie siły zbrojne zostały zmuszone do opuszczenia dwóch pozycji — w pobliżu Awdijiwki i w pobliżu Wuhłedaru.

Toczą się tam wyczerpujące walki, ale nie ma co mówić o przełomie. Rosja nie ma środków na wielkoskalową ofensywę, więc posuwa się powolnymi krokami. Wojska rosyjskie czynią powolne postępy, wydając przy tym ogromne środki. (...)

Mam jednak wrażenie, że tempo rozwoju ich ofensywy spada. Czy rzeczywiście tak jest?

To rzeczywiście prawda. Przesunęliśmy naszych żołnierzy piechoty morskiej, którzy tradycyjnie stacjonowali w rejonie Chersonia i Zaporoża, w kierunku Pokrowska i Kurachowa. To znacznie spowolniło tempo rosyjskiego natarcia. W mojej analizie stwierdziłem, że dwa tygodnie temu ukraińskie wojska powinny były opuścić Kurachowe. Ale 79. Brygada dosłownie stoi tam bohatersko aż do śmierci. To ogromny wyczyn. Chłopaki nadal będą się tam bohatersko trzymać. Nie przesadzam. To nie jest patos, to stwierdzenie faktu, musimy mówić o "cudzie Kurachowa".

Nie ma więc potrzeby mówić o jakichkolwiek przełomach wroga. Tak, Rosjanie nadal wywierają presję. Tworzą 5-6-krotną przewagę. Ponoszą niewyobrażalne straty. I powoli posuwają się do przodu. Ktoś kiedyś powiedział: "Im większe straty, tym większe zwycięstwo". To wszystko, co trzeba wiedzieć o rosyjskich metodach prowadzenia wojny.

I jak długo rosyjska ofensywa może się rozwijać? Na jak długo wystarczą jej zasoby?

Nikt tego nie wie. Nikt nie może powiedzieć, jak bardzo te zasoby są wyczerpane. Powtórzę raz jeszcze: dla Rosjan straty osobowe są absolutnie nieistotne. Dlatego będą posuwać się naprzód tak daleko, jak długo starczy im sił i środków. Istnieje pewien algorytm natarcia: naprzód idą jednostki szturmowe, a za nimi piechota zmechanizowana. Ale wszystko to musi być obsadzone. Mają z tym problem, i to coraz większy, bo straty, jakie ponoszą, są ogromne.

(...) I dopóki będą myśleć, że wygrywają, nie zatrzymają się i będą brnąć dalej w głąb Ukrainy. A my musimy utrzymać front i wywrzeć jak największe wrażenie na wrogu.

W mediach pojawiło się wiele dyskusji na temat tego, że Rosja może rozpocząć nową ofensywę w Zaporożu. Na ile jest to realne?

Jeśli chodzi o pogłoski o możliwym ataku na Zaporoże, taki plan istnieje jako część strategicznego celu Rosji. W końcu chcą zniszczyć całe państwo ukraińskie. Inną kwestią jest to, czy mogą to zrobić. Odpowiem od razu, nie mogą. W końcu wojna osiągnęła technologiczny impas z powodu masowego użycia dronów. Żadna ze stron nie jest w stanie po cichu tworzyć grup uderzeniowych i gromadzić niezbędnych zasobów do ofensywy na pełną skalę bez zauważenia przez drugą stronę. Wszyscy wszystko widzą. Ale oczywiście spodziewamy się intensyfikacji operacji szturmowych w tym obszarze. Ale dziś nie ma zagrożenia, że będą w stanie prowadzić działania ofensywne w tym obszarze frontu. A na wojnie odwracanie uwagi jest często wykorzystywane, aby zmusić wroga do skoncentrowania wysiłków w jednym obszarze i uniemożliwić mu przeniesienie zasobów do innych części frontu, gdzie są one najbardziej potrzebne.

Jak aktualnie wygląda sytuacja w Kursku? Czy nadal utrzymujemy tam terytorium? Czy terytorium pod kontrolą Ukrainy zmniejsza się?

W rzeczywistości nie ma dla nas znaczenia, ile terytorium tam utrzymujemy. Istnieje coś takiego jak współczynnik skuteczności działań bojowych. Z naszej strony jest to ocena szkód, jakie wyrządziliśmy wrogowi. Nie jest on w ogóle związany z terytorium. Zdobycie i utrzymanie to różne rodzaje operacji bojowych. A ukraińskie oddziały rozmieszczone obecnie w regionie Kurska nie są przeznaczone do zajmowania dużych obszarów. Ich celem jest prowadzenie aktywnych operacji manewrowych, które zadają przeciwnikowi bardzo poważne straty. Mamy tam kontrataki, naloty. A wszystko to jest szkodliwe dla Rosjan. Tak więc, odpowiadając na pytanie o terytoria, Ukraina straciła ponad 40 proc. ziemi, którą kontrolowała na początku operacji kurskiej. Ale dopóki udaje nam się utrzymywać duże grupy Rosjan w walkach w Kursku i zadawać im duże obrażenia, ma to sens.

Oczywiście, prędzej czy później Rosja będzie w stanie wyprzeć stamtąd nasze wojska. Ale to jest oczekiwane i logiczne. I nie ma potrzeby wiązać tego z inauguracją Trumpa. Przeprowadziliśmy naloty i stworzyliśmy problem dla Putina, ponieważ na terytorium Rosji znajdują się teraz wojska wroga. Po raz pierwszy w historii kraj nieposiadający broni jądrowej przejął kontrolę nad częścią kraju, który ma potencjał nuklearny.

Jednocześnie kraj, który nie ma takiego potencjału nuklearnego, nie jest zbytnio zaniepokojony utrzymywaniem terytorium kraju, który go posiada. To policzek wymierzony Putinowi. Ale nie mam nadziei, że będziemy w stanie wymienić terytoria obwodu kurskiego na nasze własne. Nie będziemy w stanie. Putin nigdy się na to nie zgodzi. W końcu zostały one już przyłączone do Federacji Rosyjskiej i zapisane w konstytucji.

Kiedyś dużo mówiliśmy o udziale wojsk z Korei Północnej w wojnie. Teraz słyszymy o nich znacznie mniej. Jak radzą sobie w walkach z ukraińskimi siłami zbrojnymi?

Uważam, że nie powinniśmy jeszcze nazywać ich żołnierzami. Pewne grupy osób narodowości północnokoreańskiej mogą znajdować się w strefie walk w obwodzie kurskim i wykonywać niejasne zadania. Nie mają oddzielnych jednostek. Walczą i działają pod przywództwem rosyjskich generałów. Rosjanie po prostu zwerbowali dodatkowe 12 tys. osób. Mówiąc oględnie, do ich zatrzymania potrzeba co najmniej 12 tys. sztuk amunicji. Nie widzimy na razie żadnego innego globalnego zagrożenia. Są wysyłani do służby na punktach kontrolnych, wykonywania zadań związanych z bezpieczeństwem i osłaniania nieaktywnych odcinków granicy. A to pozwala (...) uwolnić rosyjskie wojska do aktywnych działań bojowych w Ukrainie. Tak więc nazwałbym je "wojskowymi grupami pomocniczymi KRLD".

onet.pl

wtorek, 17 grudnia 2024



Siły rosyjskie rozpoczęły ofensywne operacje mające na celu przejęcie Pokrowska w obwodzie donieckim wiosną 2024 r. w momencie największych ograniczeń siły roboczej i sprzętu Ukrainy po zawieszeniu pomocy USA jesienią 2023 r. Siły rosyjskie nie zdobyły Pokrowska po ośmiu miesiącach ciężkiej pracy, ale konsekwentnych postępach w zachodnim obwodzie donieckim. Ukraińskie operacje obronne, oparte na integracji udanych ukraińskich innowatorów i operatorów dronów z siłami lądowymi w połączeniu z ograniczeniami rosyjskich rezerw siły roboczej i sprzętu na poziomie strategicznym i operacyjnym, zmusiły rosyjskie dowództwo wojskowe do porzucenia pierwotnego projektu kampanii frontalnego ataku na Pokrowsk. Rosyjskie dowództwo wojskowe próbuje obecnie otoczyć Pokrowsk od południowego zachodu przez Selydove i wyrównać linię frontu na zachód od Kurachowego i na północ od Wuhledaru. Siły rosyjskie niedawno zajęły Selydove i obecnie wykorzystują zajęcie Vuhledar do natarcia na Kurachowe, ale rosyjskie postępy wiązały się z bardzo wysokimi kosztami w postaci żołnierzy i pojazdów opancerzonych oraz miesięcy czasu. Ukraińskie operacje dronów nadal odgrywają kluczową rolę w ograniczaniu rosyjskich zmechanizowanych manewrów i uniemożliwianiu siłom rosyjskim pełnego wykorzystania trwających ograniczeń kadrowych Ukrainy. Zdolność Ukrainy do powstrzymania zajęcia Pokrowska do tej pory i zmuszenia rosyjskiej armii do skierowania wysiłków na postępy w prawdopodobnie najmniej znaczącym operacyjnie sektorze linii frontu jest pozytywnym wskaźnikiem zdolności Ukrainy do kontynuowania tej wojny pomimo wyzwań, z jakimi się mierzy i niepowodzeń, których doznała.

(...)

Ukraińskie operacje dronów nadal stanowią trzon wysiłków wojennych Ukrainy, szczególnie w zachodnim obwodzie donieckim, gdzie udane ukraińskie operacje dronów przyczyniły się do zmuszenia rosyjskiego dowództwa wojskowego do zmiany orientacji jego głównego wysiłku operacyjnego na rok 2024. Trwające ograniczenia ukraińskiej siły roboczej i problemy z morale obecnie powodują luki w liniach obronnych Ukrainy, a ukraińskie operacje dronów prawdopodobnie odgrywają nieproporcjonalnie dużą rolę w obronie przed nacierającymi siłami rosyjskimi i zadawaniu im strat. Ukraińscy operatorzy dronów odegrali również kluczową rolę w ograniczaniu rosyjskich zmechanizowanych manewrów i odpieraniu zmechanizowanych ataków wielkości plutonu do batalionu na całej linii frontu i w obwodzie kurskim w 2024 roku. Ukraińscy operatorzy dronów powietrznych i morskich odegrali kluczową rolę w podważaniu zdolności Rosji do ułatwiania i przeprowadzania inwazji na Ukrainę na lądzie i morzu, a Rosja konsekwentnie niedoceniała wpływu i oddziaływania asymetrycznych możliwości i innowacji w zakresie dronów Ukrainy przez całą wojnę, na niekorzyść Rosji.

(...)

Siły rosyjskie rozpoczęły ofensywne operacje mające na celu zajęcie Pokrowska wiosną 2024 r. po zajęciu Awdijiwki, w momencie, gdy ograniczenia siły roboczej i materiałowe Ukrainy osiągnęły szczyt. Siły rosyjskie zintensyfikowały operacje ofensywne w rejonie Pokrowskim w październiku 2023 r., kiedy rozpoczęły czteromiesięczną bitwę o Awdijiwkę i utrzymywały stałe tempo działań w tym obszarze do zajęcia Awdijiwki 17 lutego 2024 r. – w którym to momencie siły rosyjskie tymczasowo wstrzymały operacje ofensywne. Rosyjskie dowództwo wojskowe zleciło rosyjskiemu Centralnemu Zgrupowaniu Sił i 51. Połączonej Armii (dawniej 1. Korpus Armijny Donieckiej Republiki Ludowej [DNR AC]) wykorzystanie zajęcia Awdijiwki do dalszych zdobyczy na zachód od osady. Rosyjskie Centralne Zgrupowanie Sił wznowiło szybkie tempo ataków kilka dni później i rozpoczęło operację ofensywną mającą na celu zdobycie Pokrowska poprzez frontalny atak pod koniec lutego i na początku marca 2024 r. Siły rosyjskie w tym rejonie korzystały z ukraińskich ograniczeń w sile roboczej i materiałach, częściowo spowodowanych opóźnieniami w pomocy wojskowej świadczonej przez Zachód, między marcem a czerwcem 2024 r. i osiągały stałe zyski na zachód od Awdijiwki w kierunku Pokrowska. Ukraińscy urzędnicy i żołnierze pierwszej linii stale ostrzegali o rosnącej dysproporcji między wykorzystaniem rosyjskiej i ukraińskiej artylerii w tym czasie i sugerowali, że siły ukraińskie coraz bardziej oszczędnie gospodarują amunicją i polegają na operatorach dronów w obronie przed rosyjską piechotą i atakami zmechanizowanymi.

Prawdopodobnym głównym zamierzonym przez Rosję wysiłkiem ofensywnym na lato 2024 r. był bezpośredni atak na Pokrowsk wzdłuż linii kolejowej na zachód od Awdijiwki i zajęcie zarówno Myrnohradu, jak i Pokrowska. Linia kolejowa Awdijiwka-Oczeretyne-Żełanne-Nowohrowika-Pokrowsk okazała się korzystną ścieżką dla rosyjskich postępów wiosną i latem 2024 r., ponieważ osady wzdłuż linii kolejowej były kluczowymi punktami zaczepienia w liniach obronnych Ukrainy w tym kierunku. Siły rosyjskie posuwały się na północny zachód od Awdijiwki wzdłuż linii kolejowej i na zachód od Awdijiwki w kierunku głównej linii obronnej Ukrainy wzdłuż linii Berdyczy-Orliwka-Wodyane w marcu i kwietniu 2024 r., a elementy rosyjskiego Centralnego Zgrupowania Sił miały wykorzystać nieudaną rotację ukraińską do przeprowadzenia wąskiej penetracji w pobliżu Oczeretyna pod koniec kwietnia 2024 r. Rosyjskie siły eksploatacyjne, składające się głównie z brygad Centralnego Okręgu Wojskowego [CMW] i elementów 51. CAA, kontynuowały posuwanie się na zachód od Oczeretyne w maju i czerwcu 2024 r. i zmusiły siły ukraińskie do wycofania się z Berdyczy-Orliwka-Tonenke na bardziej obronne pozycje wzdłuż linii Prohres-Skuchne-Karliwka na wschodnim (lewym) brzegu rzeki Wowczy. Rosyjska przewaga materiałowa osiągnęła szczyt w maju i czerwcu 2024 r., a ukraińscy urzędnicy zidentyfikowali „przytłaczającą [rosyjską] przewagę powietrzną” i 20 do 1 przewagę rosyjskiej artylerii jako główne czynniki przyczyniające się do rosyjskich postępów w kierunku Pokrowska. Ukraińscy urzędnicy zauważyli w maju i czerwcu 2024 r., że siły rosyjskie posuwały się głównie za pomocą ataków piechoty przy użyciu pojazdów ATV lub motocykli i przeprowadzały bardzo niewiele zmechanizowanych ataków w kierunku Pokrowska. Rosyjski milbloger twierdził na początku czerwca 2024 r., że wyspecjalizowane ukraińskie jednostki dronów intensywnie atakowały i niszczyły nieosłonięty rosyjski sprzęt pancerny w kierunku Pokrowska, utrudniając rosyjskie działania ofensywne w tym obszarze – a skuteczniejsze ukraińskie operacje dronów w tym kierunku prawdopodobnie odegrały rolę w decyzji rosyjskiego dowództwa wojskowego o ograniczeniu zmechanizowanej działalności w tym kierunku w przyszłości. 

Dalsze postępy Rosji na wschód od Pokrowska w pobliżu Prohres, a później Żełanny w lipcu i sierpniu 2024 r. wyraźnie zepchnęły siły ukraińskie z wschodniego (lewego) brzegu rzeki Wowczy w kierunku linii Grodówka-Nowohrodówka-Selydowe (na wschód do południowego wschodu od Pokrowska), ponieważ siły rosyjskie priorytetowo traktowały postępy wzdłuż linii kolejowej i posuwały się wolniej przez pola i małe osady na zachód i południowy zachód od Awdijiwki. Siły rosyjskie przeprowadziły dwa udane manewry zwrotne wokół Grodówki i Nowohrodiwki, posuwając się wzdłuż linii kolejowej pod koniec sierpnia 2024 r. i w dużej mierze zmusiły siły ukraińskie do wycofania się z osad bez konieczności przeprowadzania kosztownych, frontalnych ataków. Rosyjscy milblogerzy twierdzili 29 sierpnia, że ​​prawdopodobnie rosyjskie grupy sabotażowe i rozpoznawcze wkroczyły na południowo-wschodnie obrzeża Myrnohradu (bezpośrednio na wschód od Pokrowska) i rozpoczęły walkę z użyciem broni ręcznej z siłami ukraińskimi w mieście, ale ISW nie zaobserwowało jeszcze potwierdzenia działań sił rosyjskich w Myrnohradzie. Te raporty, jeśli są dokładne, sugerują, że siły rosyjskie mogły tymczasowo wkroczyć do Myrnohradu, a siły ukraińskie później wyparły siły rosyjskie z miasta i konsekwentnie broniły się przed rosyjskimi postępami w kierunku miasta od końca sierpnia 2024 r. Postępy Rosji wzdłuż linii Nowohrodiwka-Hrodiwka-Myrnohrad-Pokrovsk utknęły w martwym punkcie we wrześniu 2024 r., ponieważ rosyjskie dowództwo wojskowe coraz częściej przeznaczało siłę roboczą i zasoby na operacje ofensywne wzdłuż linii Selydove-Hirnyk oraz na kierunkach Kurachowe i Wuhledar.

Siły rosyjskie wznowiły również działania ofensywne mające na celu zajęcie Torecka i zintensyfikowały działania ofensywne na zachód i południowy zachód od Doniecka w czerwcu 2024 r. Rosyjskie dowództwo wojskowe przerzuciło niektóre elementy Centralnego Zgrupowania Sił Rosji i 51. CAA , w tym 27. Zmotoryzowaną Dywizję Strzelecką CMD, z kierunku Pokrowska, aby wznowić ataki w kierunku Torecka w połowie czerwca 2024 r. Decyzja ta mniej więcej podwoiła długość obszaru odpowiedzialności sił Centralnego Zgrupowania (AOR) i odciągnęła niektóre jednostki od sił eksploatacyjnych CMD w kierunku Pokrowska. Rosyjskie dowództwo wojskowe prawdopodobnie zamierzało wyeliminować ukraiński występ na kierunku toreckim, aby uniemożliwić siłom ukraińskim ostrzał tylnych obszarów rosyjskich na kierunkach Czasiw Jar i Pokrowsk, ale siły rosyjskie nie poczyniły jeszcze wystarczająco znaczących postępów, aby uniemożliwić ukraińskim działaniom artyleryjskim w tym rejonie, jak wynika z danych z listopada 2024 r. Rosyjskie ataki na kierunku toreckim charakteryzowały się atakami z udziałem dużej liczby piechoty na silnie zurbanizowanych obszarach, co spowalniało rosyjskie postępy – ponieważ siły rosyjskie historycznie zmagały się z walkami miejskimi na Ukrainie.

Ukraiński dowódca naczelny, generał pułkownik Ołeksandr Syrskyi zauważył w połowie czerwca 2024 r., że siły rosyjskie koncentrują również wysiłki i jednostki szturmowe na kierunku Kurachowe, a ISW zaobserwowało w tym czasie niewielką intensyfikację rosyjskiej aktywności na tym kierunku. Siły rosyjskie zaczęły konsekwentnie prowadzić zmechanizowane szturmy wielkości plutonu i kompanii w zachodnim obwodzie donieckim w czerwcu 2024 r. i dalej zintensyfikowały zmechanizowaną aktywność, gdy siły rosyjskie zaczęły prowadzić sporadyczne zmechanizowane szturmy wielkości batalionu w tym rejonie pod koniec lipca 2024 r. Siły rosyjskie nie zaczęły czynić znaczących postępów na kierunku Kurachowe aż do lipca i sierpnia 2024 r. i kontynuowały postępy w tym obszarze w ostatnich miesiącach.

(...)

Rosyjska aktywność zmechanizowana na kierunkach Kurachowe i Wuhledar była zauważalnie bardziej skuteczna niż na kierunku Pokrowskim lub innych sektorach linii frontu, a skuteczniejsza aktywność zmechanizowana ułatwiła nieznacznie szybsze postępy Rosji w zachodnim obwodzie donieckim. ISW zaobserwowało znaczną intensyfikację rosyjskiej aktywności zmechanizowanej na kierunkach Kurachowe i Wuhledar w październiku 2024 r., kiedy siły rosyjskie rozpoczęły regularne zmechanizowane ataki wielkości plutonu do batalionu na tych kierunkach. Rosyjskie zmechanizowane ataki na tym kierunku były znacznie bardziej skuteczne niż na innych sektorach linii frontu. Rosyjskie zmechanizowane ataki często nie skutkują postępami i zazwyczaj skutkują jedynie stratami w pojazdach opancerzonych na większości sektorów linii frontu, ale rosyjska aktywność zmechanizowana na kierunkach Kurachowe i Wuhledar wielokrotnie skutkowała postępami na odległość kilku kilometrów. Siły rosyjskie w szczególności posunęły się o kilka kilometrów na obrzeża Hostre (na północny wschód od Kurachowego) we wrześniu 2024 r., a rosyjska aktywność zmechanizowana stanowiła podstawę rosyjskich postępów na północ i północny zachód od Wuhledaru w październiku i listopadzie 2024 r. Rosyjska aktywność zmechanizowana w tych kierunkach nie wskazuje jednak na znaczną poprawę zdolności sił rosyjskich do przeprowadzania szybkich manewrów zmechanizowanych, które byłyby konieczne do przywrócenia manewrów zmechanizowanych na polu bitwy na dużą skalę. Najbardziej udane rosyjskie ataki w tym rejonie nadal skutkują dużymi stratami pojazdów opancerzonych w zamian za kilka kilometrów zysków, ale zwiększona skuteczność rosyjskiej aktywności zmechanizowanej na kierunkach Kurachowe i Wuhledar jest nadal godna uwagi. 

understandingwar.org


Ciągła obsesja prezydenta Rosji Władimira Putina na punkcie rosyjskiej rakiety balistycznej „Oreshnik” i rosyjskich środków odstraszających bez broni jądrowej sugeruje, że Kreml może szukać zjazdów z narracji o ciągłym potrząsaniu szabelką nuklearną. Putin przemawiał do zarządu rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MoD) 16 grudnia i omówił rosyjskie osiągnięcia wojskowe w 2024 r. oraz cele wojskowe Rosji na 2025 r. Putin stwierdził, że Rosja rozwija zdolności i technologie wojskowe obok swojej triady nuklearnej i podkreślił, że rakieta balistyczna Oreshnik jest „najnowszą potężną bronią” Rosji, której produkcja seryjna wkrótce ruszy. Putin stwierdził również, że gdyby Rosja użyła Oreshnika w „sposób złożony” w połączeniu z innymi środkami niejądrowymi, uderzenie byłoby „porównywalne pod względem siły do ​​użycia broni jądrowej”. Putin zauważył, że Oreshnik nie ma ładunku nuklearnego, a zatem nie powoduje skażenia nuklearnego, podkreślając, że niejądrowa natura Oreshnika „jest bardzo ważnym elementem przy podejmowaniu decyzji, jakie środki walki zbrojnej” zastosuje Rosja. 

(...)

Putin prawdopodobnie wprowadził Oreshnika jako nowy element szerszego zestawu narzędzi Kremla do odruchowej kontroli, ponieważ Kreml coraz bardziej zdaje sobie sprawę z faktu, że niechęć Putina do realizacji aluzji dotyczących gróźb nuklearnych dewaluuje je do tego stopnia, że ​​musi znaleźć retoryczny zjazd, aby utrzymać wiarygodność w międzynarodowej przestrzeni informacyjnej.

(...)

Putin po raz kolejny powtórzył fałszywą rosyjską narrację, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski jest nielegalny — stanowczo potwierdzając, że obalenie legalnego, demokratycznego rządu Ukrainy jest jednym z warunków Kremla dla negocjowanego rozwiązania wojny. Putin fałszywie twierdził 16 grudnia, że ​​ukraińska konstytucja przewiduje jedynie rozszerzenie uprawnień ukraińskiej Rady Najwyższej (parlamentu) i nie rozszerza uprawnień prezydenta, nawet w stanie wojennym. Konstytucja Ukrainy i krajowe ustawodawstwo stanu wojennego stanowią, że wybory prezydenckie, parlamentarne i lokalne nie mogą odbywać się w stanie wojennym, a Ukraina znajduje się w stanie wojennym od początku pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 r. Zełenski był prawnie zobowiązany do zawieszenia wyborów na Ukrainie w 2024 r. na mocy tych przepisów i tak zrobił.

(...)

Minister obrony Rosji Biełousow wykorzystał również posiedzenie rady rosyjskiego Ministerstwa Obrony z 16 grudnia do powtórzenia wcześniej ogłoszonych przez Putina celów terytorialnych na Ukrainie jako kolejnego warunku Kremla do negocjowanego rozwiązania wojny. Biełousow powtórzył, że Rosja może zapewnić zwycięstwo w wojnie na Ukrainie tylko poprzez osiągnięcie celów, które Putin przedstawił w swoim przemówieniu w czerwcu 2024 r. w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (MFA), w którym Putin stwierdził, że siły ukraińskie muszą „całkowicie wycofać się” z kontrolowanego przez Ukrainę terytorium w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim, zanim Rosja zgodzi się na rozpoczęcie negocjacji.

(...)

Belousov wykorzystał również swoje przemówienie z 16 grudnia, aby przedstawić się jako skuteczny i innowacyjny menedżer — ostro kontrastując swoje przywództwo w Ministerstwie Obrony z przywództwem byłego ministra obrony i obecnego sekretarza Rady Bezpieczeństwa Siergieja Szojgu. 

(...)

Oświadczenia Belousova potwierdzają, że rosyjskie wojsko rekrutuje wystarczającą liczbę żołnierzy, aby zastąpić ostatnie wskaźniki ofiar, ale nasilone działania ofensywne prawdopodobnie nadal będą nadwyrężać skuteczność rosyjskich wysiłków kryptomobilizacyjnych. Belousov twierdził, że rosyjskie wojsko zrekrutowało ponad 427.000 ochotników do służby wojskowej do 2024 r., co daje średnio ponad 1200 osób dziennie. Sekretarz obrony USA Lloyd Austin oświadczył 31 października, że ​​rosyjskie siły ponoszą około 1200 ofiar dziennie, a brytyjskie Ministerstwo Obrony (MoD) niedawno zauważyło, że rosyjskie siły poniosły rekordowo wysokie wskaźniki ofiar w listopadzie 2024 r., ze średnią liczbą 1523 ofiar dziennie – znacznie wyższą niż 1200 rekrutów dziennie, o których twierdził Belousov. Rosyjski portal opozycyjny Vazhnye Istorii poinformował 16 grudnia, że ​​dane z wydatków budżetu federalnego na jednorazowe płatności dla osób podpisujących kontrakty na służbę wojskową z rosyjskim Ministerstwem Obrony wskazują, że w pierwszych trzech kwartałach 2024 r. kontrakty podpisało od 215.700 do 249.000 osób. Vazhnye Istorii zauważył, że rząd rosyjski nie opublikował jeszcze danych z czwartego kwartału 2024 r., ale co najmniej 178.000 osób musiałoby podpisać kontrakty między październikiem 2024 r. a połową grudnia 2024 r., aby osiągnąć liczbę 427.000 podaną przez Biełousowa. ISW nie może niezależnie zweryfikować wskaźników rekrutacji w Rosji, a rząd rosyjski może opóźniać lub nawet odmawiać wypłaty jednorazowych płatności rekrutom, tak że dane dotyczące wydatków nie odzwierciedlają rzeczywistych wskaźników rekrutacji. ISW niedawno zaobserwowało oznaki, że rosyjskie wojsko ma problemy z rekrutacją wystarczającej liczby żołnierzy, aby zastąpić straty na pierwszej linii. 

(...)

Rosja nadal wycofuje elementy swojej grupy sił w Syrii na zachodnie wybrzeże pośród ograniczonych doniesień, że Moskwa planuje całkowite wycofanie w ciągu jednego miesiąca. Ukraińska Służba Wywiadu Zagranicznego (SZRU) oświadczyła 15 grudnia, że ​​siły rosyjskie wycofują się z rosyjskich baz w pobliżu Manbidżu, Kobani i Qamishli, i że rosyjskie negocjacje z HTS nie obejmują tych innych baz. Główny Zarząd Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR) oświadczył 16 grudnia, że ​​rosyjskie samoloty transportowe, w tym trzy samoloty transportowe Ił-76MD i dwa samoloty transportowe An-124, latają z Syrii do Czkałowska w obwodzie niżnonowogrodzkim i Machaczkili w Republice Dagestanu, podczas gdy siły rosyjskie w Syrii nadal wycofują się na zachód do Hmeimim i Tartusu. CNN poinformowała 16 grudnia, że ​​dwóch urzędników amerykańskich i jeden urzędnik zachodni zaznajomiony z informacjami wywiadowczymi w tej sprawie oświadczyło, że Rosja wycofuje dużą ilość sprzętu wojskowego i żołnierzy z Syrii, ale nie jest jasne, czy wycofanie to ma być trwałe. Dwóch urzędników USA rzekomo oświadczyło, że Rosja rozpoczęła przenoszenie zasobów morskich z Syrii do Libii, a inny urzędnik obrony stwierdził, że Rosja zwiększa presję na libijskiego watażkę Khalifę Haftara, aby zapewnić Rosji korzystanie z portu w Bengazi. Financial Times poinformował 15 grudnia, że ​​Kamal Lababidi, członek biura politycznego HTS, który był zaangażowany w kierowany przez HTS Syryjski Rząd Zbawienia, oświadczył, że Rosja, we współpracy z HTS, niedawno ewakuowała co najmniej 400 żołnierzy z Qudsaya w pobliżu Damaszku do Hmeimim, skąd rosyjski personel wrócił do Rosji. Lababidi rzekomo oświadczył, że Rosja wycofuje siły do ​​Hmeimim z innych miejsc w Syrii, ale obecnie nie ewakuuje Hmeimim.

Brytyjski, katarski serwis informacyjny Al Araby al Jadeed poinformował 16 grudnia, że ​​źródła „bliskie [kierowanemu przez HTS] departamentowi operacji wojskowych” w Syrii oświadczyły, że Rosja wycofa wszystkie swoje siły zbrojne z Syrii w ciągu jednego miesiąca. SZRU poinformował 15 grudnia, że ​​Rosja „pilnie” przekazuje duże okręty desantowe z Morza Bałtyckiego i Morza Północnego do Syrii w celu ewakuacji, a także że Rosja czarteruje statki pod banderą nieokreślonych krajów w celu załadunku sprzętu z portu w Tartus. GUR oświadczył 12 grudnia, że ​​Rosja przenosi dwa okręty desantowe ze swojej Floty Północnej do Tartus i że okręty te znajdowały się w tym czasie na Morzu Norweskim. Prawdopodobnie miną tygodnie, zanim okręty desantowe dotrą do Morza Śródziemnego i portu w Tartus, ale Rosja może być w stanie ewakuować ograniczone zasoby wojskowe za pomocą innych wyczarterowanych okrętów.

understandingwar.org


"Batalion Warszawa" — złośliwi mówią tak o zamożnych Ukraińcach, którzy za nowy dom obrali sobie polską stolicę, ale właściciele stołecznych butików, hoteli, ekskluzywnych salonów piękności czy sprzedawcy aut zacierają ręce. Warszawa stała się jedną z ulubionych destynacji majętnych Ukraińców. "Możemy im podziękować za to, jak zmieniają miasto" — słyszę od jednego z przedstawicieli "branży luksusowej".

Pytam jedną z mich rozmówczyń, czy Warszawa stała się dla Ukraińców pod tym względem "małą Moskwą". — Tak, małą. No jednak wasz Vitkac to nie jest GUM — uśmiecha się. Zaraz potem dodaje, że najzamożniejsi Ukraińcy ciągle wolą Dubaj.

Nie zawsze było tak różowo. Trzy lata temu nastroje w warszawskiej "branży luksusowej" były raczej minorowe. Renomowane stołeczne hotele czy najbardziej luksusowe centra handlowe żyły w dużej mierze z zagranicznych klientów — a zwłaszcza tych z Azji czy ze Stanów Zjednoczonych. Pandemia mocno ich wizyty jednak ograniczyła. Gdy stopniowo znoszono restrykcje, pojawiła się nadzieja, że zamożni Amerykanie, Chińczycy czy Japończycy znów będą odwiedzać pięciogwiazdkowe hotele i robić zakupy na placu Trzech Krzyży bądź w superluksusowym centrum handlowym Vitkac. To wszystko spowodowało chociażby turbulencje u polskich "króli luksusu", czyli u rodziny Likusów.

Wówczas wojska Władimira Putina ruszyły na Kijów. — Stało się jasne, że czekają nas trudne czasy — opowiadał nam menedżer z branży. O ile bowiem Europejczycy zdają sobie sprawę, że Polska jest obecnie względnie bezpieczna — to Amerykanie czy Azjaci patrzą na mapę i widzą, że sąsiadujemy z Ukrainą i Białorusią. — Sytuacja geopolityczna niestety mocno ograniczyła ich wizyty — wskazują nasi rozmówcy.

Były obawy, że wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie będzie ciosem dla rynku dóbr luksusowych w Warszawie. Stało się coś dokładnie odwrotnego. Kolejne marki z segmentu otwierają swoje butiki — ostatnio zrobiła to włoska firma Bulgari. Otwierają się kolejne pięciogwiazdkowe hotele — teraz jest ich w Warszawie piętnaście, ale zapowiadane są kolejne.

Cały rynek dóbr luksusowych w Polsce jest obecnie wart rekordowe 55,6 mld zł — wynika z ostatniego raportu firmy KPMG. Boom widać w stołecznych oazach luksusu, na przykład na placu Trzech Krzyży. Obok niedawno otwartego sklepu Bulgari mamy też butik słynnej marki Zegna. Dalej klientów zaprasza marka Davide, jest też nowoczesny salon Audi. Jeśli przejdziemy na drugą stronę placu, trafimy na kolejne luksusowe sklepy — na przykład na salon modnej marki Philipp Plein.

Miłośnicy motoryzacji będą spoglądać raczej na okoliczne ulice — ferrari czy lamborghini już rzadko wzbudzają tam sensację. Ale w polskiej stolicy można kupić jeszcze bardziej ekskluzywne samochody. Warszawa ma salon egzotycznej marki Pagani oraz showroom Bugatti. Nie da się nie zauważyć, że całkiem spora część najdroższych aut, które poruszają się po Warszawie, ma ukraińskie "blachy".

Rozmawiam z młodą Ukrainką, która wybrała się na zakupy do centrum Warszawy. Tłumaczy, że część bogatych mieszkańców Kijowa czy Odessy od razu po wybuchu pełnoskalowej wojny przeprowadziła się do Warszawy, ale nawet ci, którzy zostali w kraju, chcą w trudnej sytuacji pozwolić sobie na trochę luksusu.

Przed 2022 r. ich mekką była Moskwa, ewentualnie "Piter", jak określali Petersburg. To do moskiewskiego centrum handlowego GUM przyjeżdżali zamożni Ukraińcy, gdy chcieli "zaszaleć" w najmodniejszych butikach. Jednak wyprawy do Moskwy czy Petersburga stały się niemożliwe, a luksusowe zakupy w Kijowie — coraz trudniejsze.

(...)

Pytam moją rozmówczynię, czy Warszawa stała się dla Ukraińców pod tym względem "małą Moskwą". — Tak, małą. No jednak wasz Vitkac to nie jest GUM — uśmiecha się. Zaraz potem dodaje, że najzamożniejsi Ukraińcy nie jeżdżą raczej do Warszawy, a bardziej np. do Dubaju. Za to nasz Plac Trzech Krzyży jest pewnie popularniejszy wśród nich niż berliński Ku'Damm czy nawet londyńska Oxford Street. Słynne zachodnie aleje zakupowe straciły ostatnio na znaczeniu. Eksperci często wskazują, że kryzys finansowy sprzed kilkunastu lat zmienił zwyczaje najzamożniejszych klientów. Epatowanie drogimi markami nie zawsze jest już w dobrym tonie, bardziej popularny stał się wypromowany przez serial "Sukcesja" tzw. cichy luksus. Wschodnia część Europy jednak mniej odczuła finansowe zawirowania sprzed lat — i zamożni Polacy czy Ukraińcy chcą podkreślać swój sukces znanymi markami.

onet.pl

poniedziałek, 16 grudnia 2024



Zachodnie firmy żeglugowe również były związane limitem cenowym. Większość firm żeglugowych zlokalizowanych w innych krajach również przestała transportować rosyjską ropę objętą sankcjami, ponieważ oznaczałoby to żeglugę bez odpowiedniego ubezpieczenia wypadkowego.

Wszystko to miało na celu zmniejszenie kluczowych przychodów Rosji z ropy naftowej i być może przekonanie Moskwy do zakończenia wojny z Ukrainą. Zamiast tego, ograniczenie cen ropy spowodowało gwałtowny wzrost floty cieni.

Te statki cienie — znane również jako ciemne lub statki widma — są własnością szemranych firm, nie mają funkcjonującego ubezpieczenia P&I i pływają pod banderami Gabonu i innych krajów o minimalnej lub zerowej wiedzy morskiej. Do czasu wprowadzenia limitu cenowego i innych sankcji, flota cieni składała się z kilkuset statków transportujących towary objęte sankcjami do i z Iranu, Wenezueli i Korei Północnej. Nagle jednak Rosja stała się niezwykle zależna od floty pomocniczej, co oznaczało, że wielu oficjalnie działających armatorów było nagle zainteresowanych sprzedażą Moskwie starych statków.

Armada rozrosła się bardzo szybko. Chociaż ciemne statki są z definicji trudne do zidentyfikowania, szacuje się, że flota ta obejmuje obecnie 17 proc. światowej floty tankowców. Co więcej, duża liczba innych tankowców i statków towarowych również jest jej częścią.

Oznacza to, że właściciele ponad 1000 statków handlowych stanęli po stronie Rosji. Co prawda, ukrywający się za mosiężnymi tabliczkami właściciele statków nie popierają politycznie Kremla, ale skorzystali z okazji biznesowej. Teraz mogą pomóc Moskwie również na inne sposoby. Rosja mogłaby wykorzystać te statki do strategicznego transportu morskiego.

Strategiczny transport morski to część działań wojskowych, które rozgrywają się z dala od opinii publicznej. Chodzi o to, że statki handlowe transportują sprzęt potrzebny armii, od czołgów po paliwo. A gdyby Rosja lub jej przyjaciele zdecydowali się rozpocząć nowy konflikt zbrojny, mogliby teraz wykorzystać flotę cieni.

"Nawet gdyby sankcje zostały dziś zniesione, nie wszystkie statki [shadow fleet] powróciłyby do handlu komercyjnego" — mówi Svein Ringbakken, dyrektor generalny norweskiego ubezpieczyciela DNK.

Rzeczywiście, drzwi dla wielu statków-cieni w oficjalnym sektorze żeglugi są zamknięte. "Statki te już teraz nieoficjalnie obsługują Rosję i inne kraje" — zauważa Ringbakken. "Fakt, że flota cieni jest dostępna dla tych krajów w czasie pokoju, oznacza, że może być również dostępna, gdy sytuacja stanie się mniej pokojowa".

onet.pl


Od 1 stycznia w rosyjskim Obwodzie Królewieckim będą obowiązywały kartki na żywność. Region wraca do tego rozwiązania, funkcjonowało ono tam przez trzy miesiące, między kwietniem a lipcem 2022 roku. W pierwszej kolejności kartki na żywność mają trafić do emerytów i rencistów o dochodach poniżej minimum egzystencji. Wsparcie mają otrzymać też rodziny wielodzietne oraz inne potrzebujące grupy obywateli. Rozwiązanie to popiera i chciałby rozszerzyć na cały kraj szef Komisji Dumy ds. Rynku Finansowego,  Anatolij Aksakow. Dodał, że państwo mogłoby też dotować dostawców żywności. 

gazeta.pl


Formalnie nie zostało to jeszcze załatwione, jednak deklaracje armeńskiego rządu są bardzo klarowne. Szczególnie wymowne było wystąpienie premiera Armenii Nikoli Pasziniana we własnym parlamencie, w którym stwierdził, że „w stosunkach Armenii z ODKB osiągnięto punkt nieodwracalności”. Paszinian potwierdził również, że: „w sprawie dokumentów powiedzieliśmy, że zamrażamy swój udział w pracach ODKB, co oznacza, że w ogóle w niczym nie uczestniczymy, nie omawiamy dokumentów, nie zgłaszamy propozycji, nie wyrażamy opinii, po prostu nie stawiamy weta wobec dokumentów, bo w zasadzie uważamy się za podmiot spoza ODKB i pozwalamy im decydować, co chcą, nie wtrącamy się”.

(...)

W rosyjskich mediach pojawiają się również zawoalowane groźby, że: „egzystencjalne zagrożenia istnienia Armenii i narodu ormiańskiego nie zniknęły, a w ostatnim czasie zaczęły nawet narastać w wyniku konsekwentnego odrzucenia przez rząd Paszyniana historycznych atrybutów państwowości ormiańskiej”. Nie bez powodu Rosjanie przypominają także, że „główne porozumienie pokojowe między Armenią a Azerbejdżanem nie zostało jeszcze podpisane”. Groźby dotyczą także stabilności granic.

Jak się bowiem okazuje granica Armenii z Turcją jest obecnie strzeżona nie przez Armeńczyków, ale przez rosyjską straż graniczną. Teraz Paszynin chce usunąć rosyjskich pograniczników, co według Rosjan może być niebezpieczne, bez jasno określonych granic państwowych. Według nich „granice Armenii nie zaczynały się nigdzie i teoretycznie mogły kończyć się gdziekolwiek”, a kraj ten po wyjściu z ODKB pozostanie sam, stając „w obliczu nasilenia istniejących kryzysów i wyzwań”.

Rosjanie ostrzegają, że Armeńczycy mogą w ten sposób utracić część swojego północnego terytorium, w tym obszary historyczne z kompleksami religijnymi oraz znajdującą się tam „strategiczną autostradę”. Według rosyjskiej propagandy jest to jednoznaczne z „lądową blokadą obwodu erywańskiego od świata zewnętrznego” i to w ciągu kilku godzin. Rosjanie podkreślają też, że bez ich pomocy będzie problem ze stworzeniem tzw. korytarza Zangezur łączącym główny Azerbejdżan z eksklawą Nachiczewanu. To co zostało bowiem już wynegocjowane „na papierze” nie powstało fizycznie, a więc osamotnionej Armenii mogą teraz zostać narzucone zmiany (związane wg Rosjan np. z „utratą utratę fizycznej kontroli nad historycznym południowym regionem – Syunik (Zangezur), czyli zniszczeniem państwowości”).

Górski Karabach pokazał jednak, że obietnice i gwarancje Rosjan nic tak naprawdę nie znaczą, a uzależniana od nich Armenia jest raczej „słabsza” niż „silniejsza”. Putin tłumaczył się np., że „wszystko, co się wydarzyło \[w Górskim Karabachu\], nie ma nic wspólnego z ODKB, ponieważ nie było zewnętrznej agresji na samą Armenię. Celem ODKB jest ochrona krajów członkowskich przed agresją zewnętrzną”. Tymczasem według Putina, „Armenia nie uznała Karabachu za niepodległe państwo i nie włączyła Karabachu w swoje granice państwowe”, a więc wszystko, co wydarzyło się w Karabachu, z prawnego punktu widzenia nie ma bezpośredniego związku z Armenią. Dlatego też nieco dziwne jest twierdzenie, że ODKB powinna była walczyć na terenie tej enklawy”.

defence24.pl


Reklamy usług kontraktowych na centralnych ulicach Moskwy zostały zastąpione ofertami odwiedzenia nowych miejsc w stolicy, a także banerami noworocznymi. "Jest wystarczająco dużo ludzi [rekrutowanych na front]. Tak wiele agitacji nie jest już potrzebne" — potwierdził jeden z rozmówców w biurze mera Moskwy.

Jak wyjaśniło źródło bliskie administracji Władimira Putina, ministerstwo obrony rekrutuje obecnie wystarczającą liczbę ochotników "do ilości sprzętu i broni, które są dostępne [dla rosyjskiej armii]". "Ludzi nie trzeba tylko rekrutować, trzeba ich uzbroić" — wyjaśnił. Jednocześnie Moskwa i region moskiewski wysyłają na front ok. 20 proc. całkowitej liczby rosyjskich żołnierzy kontraktowych. Najczęściej są to mężczyźni z innych regionów Rosji, których przyciągają duże płatności ryczałtowe przy podpisywaniu kontraktu. W Moskwie wynoszą one 1,9 mln rubli (według aktualnego kursu 72 tys. zł), a w regionie moskiewskim — 2,3 mln (90 tys. zł).

(...)

Dwóch urzędników z innych regionów przyznało w rozmowie z Meduzą, że zakrojona na szeroką skalę reklama służby kontraktowej w Moskwie stworzyła "problemy rekrutacyjne" nawet dla podmiotów, w których ryczałtowe płatności na rzecz wojska są porównywalne z tymi w stolicy. Taka sytuacja miała miejsce w regionie Krasnodaru, gdzie władze płacą 1,9 mln rubli za podpisanie kontraktu.

"Nie wiem, czy jest wystarczająco dużo ludzi [na froncie w ogóle], czy nie, ale zdecydowanie nie powinniśmy ograniczać informacji [o płatnościach]. Rekrutujemy na dolnym limicie" — zauważył rozmówca Meduzy w Północno-Zachodnim Dystrykcie Federalnym.

W trzecim kwartale tego roku ministerstwo obrony zdołało przyciągnąć ok. 700 nowych żołnierzy kontraktowych dziennie. Jest to wynik o prawie jedną trzecią niższy niż w drugim kwartale, kiedy to kontrakty podpisywało ok. 1020 osób dziennie.

onet.pl


Przedstawiciel HTS dodał, że wycofanie było skoordynowane z nowymi syryjskimi władzami. Mowa o rosyjskim wojsku, które wcześniej stacjonowało w kwaterze głównej w Kadsijji, na przedmieściach Damaszku. Przeniesiono również personel wojskowy, który służył w rosyjskiej ambasadzie w Damaszku.

Materiał filmowy pokazuje konwój prawie 100 pojazdów wojskowych, w tym transporterów opancerzonych, ciągników, cystern z paliwem i mobilnych jednostek medycznych. Według przedstawiciela HTS wojskowi zostali przetransportowani z bazy Humajmim samolotem do Rosji. Obecnie trwają rozmowy w hotelu Four Seasons w Damaszku, który stał się de facto kwaterą główną rebeliantów, w celu ewakuacji rosyjskiego personelu wojskowego z innych części kraju.

onet.pl


Sondaż: Na zlecenie Centrum Mieroszewskiego badanie przeprowadziła ukraińska pracownia Info Sapiens. Wzięli w nim udział Ukraińcy z różnych części kraju (poza okupowanymi przez Rosję terenami). Ankietowanych zapytano o to, jaka jest opinia Ukraińców o Polakach. 41 proc. z nich uważa, że mają pozytywne zdanie. Rok temu takiej odpowiedzi udzieliło 67 proc. badanych, a dwa lata wcześniej - 83 proc. Ponad połowa - 53 proc. - respondentów uważa, że opinia ta jest "neutralna", a 5 proc., że "zła".

(...)

 Eksperci uważają, że wyniki te to efekt końca "miesiąca miodowego". Jak podkreślają, zaważyły na nich przede wszystkim protesty rolników na granicy. - Dla Polski sprawa miała wymiar w zasadzie wyłącznie polityczny, dla Ukraińców - godnościowy. Wysypywanie zboża interpretowali jako brak szacunku dla ich okupionej krwią pracy. Poza tym to wstrząsające skojarzenie: żywą traumą ukraińskiego społeczeństwa jest Wielki Głód. Skoro Ukraińcy nie potrafili znaleźć dla tego zjawiska racjonalnego wyjaśnienia, otworzyła się furtka dla teorii spiskowych. Pamiętajmy, że Rosjanie są świetni w ich rozpowszechnianiu - podkreśliła dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

gazeta.pl