poniedziałek, 16 grudnia 2024



Reklamy usług kontraktowych na centralnych ulicach Moskwy zostały zastąpione ofertami odwiedzenia nowych miejsc w stolicy, a także banerami noworocznymi. "Jest wystarczająco dużo ludzi [rekrutowanych na front]. Tak wiele agitacji nie jest już potrzebne" — potwierdził jeden z rozmówców w biurze mera Moskwy.

Jak wyjaśniło źródło bliskie administracji Władimira Putina, ministerstwo obrony rekrutuje obecnie wystarczającą liczbę ochotników "do ilości sprzętu i broni, które są dostępne [dla rosyjskiej armii]". "Ludzi nie trzeba tylko rekrutować, trzeba ich uzbroić" — wyjaśnił. Jednocześnie Moskwa i region moskiewski wysyłają na front ok. 20 proc. całkowitej liczby rosyjskich żołnierzy kontraktowych. Najczęściej są to mężczyźni z innych regionów Rosji, których przyciągają duże płatności ryczałtowe przy podpisywaniu kontraktu. W Moskwie wynoszą one 1,9 mln rubli (według aktualnego kursu 72 tys. zł), a w regionie moskiewskim — 2,3 mln (90 tys. zł).

(...)

Dwóch urzędników z innych regionów przyznało w rozmowie z Meduzą, że zakrojona na szeroką skalę reklama służby kontraktowej w Moskwie stworzyła "problemy rekrutacyjne" nawet dla podmiotów, w których ryczałtowe płatności na rzecz wojska są porównywalne z tymi w stolicy. Taka sytuacja miała miejsce w regionie Krasnodaru, gdzie władze płacą 1,9 mln rubli za podpisanie kontraktu.

"Nie wiem, czy jest wystarczająco dużo ludzi [na froncie w ogóle], czy nie, ale zdecydowanie nie powinniśmy ograniczać informacji [o płatnościach]. Rekrutujemy na dolnym limicie" — zauważył rozmówca Meduzy w Północno-Zachodnim Dystrykcie Federalnym.

W trzecim kwartale tego roku ministerstwo obrony zdołało przyciągnąć ok. 700 nowych żołnierzy kontraktowych dziennie. Jest to wynik o prawie jedną trzecią niższy niż w drugim kwartale, kiedy to kontrakty podpisywało ok. 1020 osób dziennie.

onet.pl


Przedstawiciel HTS dodał, że wycofanie było skoordynowane z nowymi syryjskimi władzami. Mowa o rosyjskim wojsku, które wcześniej stacjonowało w kwaterze głównej w Kadsijji, na przedmieściach Damaszku. Przeniesiono również personel wojskowy, który służył w rosyjskiej ambasadzie w Damaszku.

Materiał filmowy pokazuje konwój prawie 100 pojazdów wojskowych, w tym transporterów opancerzonych, ciągników, cystern z paliwem i mobilnych jednostek medycznych. Według przedstawiciela HTS wojskowi zostali przetransportowani z bazy Humajmim samolotem do Rosji. Obecnie trwają rozmowy w hotelu Four Seasons w Damaszku, który stał się de facto kwaterą główną rebeliantów, w celu ewakuacji rosyjskiego personelu wojskowego z innych części kraju.

onet.pl


Sondaż: Na zlecenie Centrum Mieroszewskiego badanie przeprowadziła ukraińska pracownia Info Sapiens. Wzięli w nim udział Ukraińcy z różnych części kraju (poza okupowanymi przez Rosję terenami). Ankietowanych zapytano o to, jaka jest opinia Ukraińców o Polakach. 41 proc. z nich uważa, że mają pozytywne zdanie. Rok temu takiej odpowiedzi udzieliło 67 proc. badanych, a dwa lata wcześniej - 83 proc. Ponad połowa - 53 proc. - respondentów uważa, że opinia ta jest "neutralna", a 5 proc., że "zła".

(...)

 Eksperci uważają, że wyniki te to efekt końca "miesiąca miodowego". Jak podkreślają, zaważyły na nich przede wszystkim protesty rolników na granicy. - Dla Polski sprawa miała wymiar w zasadzie wyłącznie polityczny, dla Ukraińców - godnościowy. Wysypywanie zboża interpretowali jako brak szacunku dla ich okupionej krwią pracy. Poza tym to wstrząsające skojarzenie: żywą traumą ukraińskiego społeczeństwa jest Wielki Głód. Skoro Ukraińcy nie potrafili znaleźć dla tego zjawiska racjonalnego wyjaśnienia, otworzyła się furtka dla teorii spiskowych. Pamiętajmy, że Rosjanie są świetni w ich rozpowszechnianiu - podkreśliła dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

gazeta.pl

niedziela, 15 grudnia 2024



Andriej Kowalenko, szef Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji w ramach ukraińskiej Rady Obrony Narodowej, skomentował raport HUR, publikując na Telegramie wpis o treści: "Obecnie nie warto wyolbrzymiać obecności żołnierzy z Korei Północnej w obwodzie kurskim".

Wyjaśnił, że północnokoreańscy żołnierze rzeczywiście są przygotowywani do walki u boku sił rosyjskich, ale przede wszystkim w celu zwiększenia liczebności oddziałów.

Kowalenko stwierdził, że pogłoski o tym, że północnokoreańscy bojownicy są niepowstrzymani, są przesadzone, stwierdzając, że "kończą się, jak wszyscy inni".

W odpowiedzi na raport HUR niektórzy ukraińscy żołnierze twierdzą, że wojska Korei Północnej rozpoczęły walkę ponad tydzień temu. Stanisław Bunjatow, młodszy sierżant w 24. Batalionie Szturmowym Aidar, napisał na swoim profilu na platformie Telegram: "O (Północnych) Koreańczykach. Weszli do walki ponad tydzień temu [...], powiem kilka słów".

Według Bunjatowa północnokoreańscy żołnierze są dobrze wyszkoleni, zmotywowani i z dużą wiedzą na temat broni z czasów radzieckich. Wspomniał jednak także, że żołnierze ci martwią się o dobro swoich towarzyszy i tracą morale w obliczu znacznych ofiar.

Sierżant zacytował rosyjskiego jeńca, który powiedział: służyli razem [Koreańczycy z Północy] przez 5-10-15 lat, a teraz widzą, jak umierają [ich towarzysze], jeden po drugim. Jaką mogą mieć motywację? Prawdopodobnie, by nie umrzeć w wyniku egzekucji".

Bunjatow zwrócił uwagę, że rosyjscy dowódcy, nieświadomi prawdziwych zdolności bojowych wojsk z Korei Północnej, wysyłają je do tak zwanych "mięsnych ataków" u boku sił rosyjskich.

Stwierdził: "Oni (Koreańczycy z Północy) nie byli i nie są gotowi na drony. Zginą tak samo, jak nasi "bracia" (Rosjanie), a do tego wszystkiego dochodzi wyjątkowo słaba koordynacja, co tylko pogarsza ich sytuację".

Jednocześnie, jak twierdzi Bunjatow, Kreml koncentruje swoją politykę informacyjną na gloryfikowaniu swojego sojusznika, przypisując wojskom Korei Północnej "zwycięstwa".

"To jasne, dlaczego [Rosjanie decydują się na propagandę chwalącą żołnierzy Kim Dzong Una]... w przyszłości pomoże to Rosjanom uzyskać więcej darmowego mięsa na front" — podsumował.

onet.pl/Kyiv Post


Prezydent Rosji Władimir Putin nadal wychwala program weteranów „Czas Bohaterów” i wykorzystuje go do militaryzacji rosyjskiego rządu i społeczeństwa. Putin przemawiał na kongresie rządzącej partii Jedna Rosja 14 grudnia i wezwał Jedną Rosję do rozszerzenia programu Czasu Bohaterów na więcej podmiotów federalnych Rosji i rozszerzenia zastosowań, aby więcej rosyjskich weteranów mogło aplikować do programu. Program Czasu Bohaterów zapewnia w szczególności szkolenie zawodowe dla rosyjskich weteranów wojskowych, a Kreml niedawno mianował absolwentów Czasu Bohaterów na stanowiska w różnych rosyjskich strukturach rządowych federalnych, regionalnych i lokalnych. Putin podkreślił również znaczenie jedności narodowej i retorycznie powiązał tę jedność z programami patriotycznymi, w tym Czasem Bohaterów i rosyjskimi młodzieżowymi organizacjami wojskowo-patriotycznymi Junarmia i Ruchem Pierwszych, które wszystkie są sponsorowane przez Jedną Rosję.

Niektóre rosyjskie źródła spekulowały, że Kreml zamierza zreorganizować rosyjskie wojskowo-patriotyczne organizacje młodzieżowe, aby wesprzeć długoterminowe działania w zakresie generowania sił i integracji weteranów. Rosyjskie źródła wewnętrzne twierdziły 13 i 14 grudnia, że ​​rosyjska Administracja Prezydenta i partia Jedna Rosja zatwierdziły zastępcę szefa Junarmii Aleksandra Amelina, rosyjskiego weterana, który walczył na Ukrainie w oddziale BARS-Kaskad (Rezerwa Rosyjskiej Armii Bojowej), na stanowisko szefa Junarmii. Jedno ze źródeł spekulowało, że nominacja Amelina wskazuje, że władze przekształcą Junarmię, aby zapewnić pomoc ochotniczą rosyjskim weteranom i żołnierzom na Ukrainie, a także promować rekrutację kontraktową. Inne źródło skrytykowało nominację Amelina jako wskazówkę, że rosyjskie władze nadal mają trudności z ponowną integracją rosyjskich weteranów bojowych z rosyjskim społeczeństwem.

understandingwar.org


Według Ficy Zachód postanowił wykorzystać wojnę w Ukrainie do osłabienia Rosji. Kraje zachodnie nałożyły sankcje i dostarczyły Kijowowi "miliardów euro i dolarów".

— Jaki jest tego rezultat? Rosjanie odzyskują coraz więcej terytorium, sankcje nie działają, a Ukraina nie jest już wystarczająco silna do ewentualnych negocjacji — powiedział Fico.

W wyniku wojny z Rosją Ukraina może stracić jedną trzecią swojego terytorium, a na pozostałej części będą stacjonować obce wojska, mówi słowacki premier. Według niego taki wariant wydarzeń byłby "zdradą" ze strony zachodnich partnerów. Jednocześnie podkreślił, że wojna "nie może skończyć się dobrze dla Ukrainy".

— Straci terytorium i nie zostanie zaproszona do NATO — powiedział Fico, podkreślając, że osobiście sprzeciwia się zaproszeniu Kijowa do sojuszu.

onet.pl


Kard. Dziwisz często jeździ po Polsce, do Niemiec, do Włoch. Wszędzie mówi o nauce Jana Pawła II, czasami rozwożąc przy tym jego relikwie.

Papież pisał w testamencie: "Nie pozostawiam po sobie własności, którą należałoby zadysponować. Rzeczy codziennego użytku, którymi się posługiwałem, proszę rozdać wedle uznania. Notatki osobiste spalić. Proszę, ażeby nad tymi sprawami czuwał ks. Stanisław".

I kard. Dziwisz rozdaje wedle uznania – relikwie, w tym krew papieża.

– Sama tradycja relikwii jest tak bogata, jak bogata jest w pozytywy i negatywy cała historia Kościoła. Wszystko jest OK z ich kultem, jeśli wierni patrzą na nie z wiarą. A bez wiary jest już koślawo – podkreśla ks. Robert Nęcek.

Relikwie? – Dla mnie to przedziwna sytuacja, która przypomina handel relikwiami. To coś naprawdę niewłaściwego. On się wykreował na kustosza pamięci Jana Pawła II, a po prostu rozwozi jego relikwie jak krew – ocenia Robert Fidura.

Relikwie Jana Pawła II już spowszedniały. Nawet jeśli są w złoconych, ozdobnych relikwiarzach i z dołączonym certyfikatem autentyczności.

– Ze sfery publicznej kard. Dziwisza eliminuje fakt, że Jan Paweł II stracił dużą część swojego znaczenia dla ludzi. Dziwisz sam się też eliminuje przez swoje zachowanie w sprawie historii pedofilskich w Kościele. To jego ciągłe opowiadanie, że nic nie wiedział, nie znał, nie dostał listu i w ogóle wszystko było super, sprawia, że nie jest traktowany z powagą – ocenia Terlikowski.

Nie wiadomo, jakie jeszcze relikwie ma kard. Dziwisz. Kiedyś mówił, że ma nagranie głosu Jana Pawła II z ostatnich minut przed operacją w klinice Gemelli z bardzo osobistym wyznaniem papieża, ale zastrzegł, że nigdy go nie ujawni.

onet.pl/Newsweek


Newsweek: Niedawno Putin obchodził 72. urodziny. Jak trzyma się jego frakcja wojny?

Wacław Radziwinowicz: Są w uderzeniu. Sprawdza się taktyka pełzania kosztem ogromnych ofiar. Codziennie na froncie dochodzi do 150-200 ataków małymi grupkami. W każdym ginie przynajmniej dwóch ludzi, więc każdego dnia jest 300-400 zabitych. Jeżeli dodać okaleczonych, straty dochodzą do 600 żołnierzy.

Akurat rozmawiamy w 85. rocznicę prowokacji na granicy fińskiej, która stała się pretekstem do wojny zimowej. Nawet Stalin uznał ją za okropną klęskę, zginęło 126 tys. krasnoarmiejców. A teraz 70-letni faceci, którzy siedzą na Kremlu, uważają, że świetnie im idzie i już nikt ich nie zatrzyma, bo Zachód okazał się mięczakiem i nie ma dość odwagi, żeby się przeciwstawić Rosji.

Amerykański wywiad szacuje, że Rosja od początku wojny mogła stracić 600 tys. rannych i zabitych. Z badań Re:Russia wynika, że rannym żołnierzom i rodzinom zabitych Kreml wypłacił przez ostatni rok równowartość 30 mld euro, co odpowiada około 2 proc. PKB kraju.

(...)

- Dla Putina wojna w Ukrainie jest rekonstrukcją wielkiej wojny ojczyźnianej i ona niby się odtwarza według takich samych faz. Nieudaną ofensywę ukraińską z ubiegłego roku porównuje więc do przełomu w 1943 r. na Łuku Kurskim. Pasuje to Rosjanom, uważają, że skoro wtedy przełamali pancerną ofensywę hitlerowców i poszli zdecydowanie na zachód, to i teraz to zrobią.

Musi brakować rekrutów, skoro stawki za wstąpienie do armii wzrosły podobno w Petersburgu do równowartości 11 tys. euro, a w Moskwie nawet 19 tys. euro.

– To duże liczby, ale do mnie znacznie bardziej przemawiają inne. Straszny jest teraz lament nad demografią, ale za urodzenie dziecka i wychowanie go do trzeciego roku życia rodzina dostaje od państwa równowartość 40 tys. zł. A jak człowiek idzie do armii, rok odsłużył i ku ogromnemu zadowoleniu rodziny zginął, to kosztuje Kreml 800 tys. zł.

A dokładniej nie Kreml, tylko administrację swojego regionu lub tego regionu, który sobie wybrał, żeby się zaciągnąć, bo panuje kontraktowa turystyka z regionów biednych do Moskwy lub Petersburga.

To jest ekonomia śmierci.

– Nic cię tak w życiu nie urządzi jak śmierć. Prowincja rosyjska jest naprawdę morzem nędzy i beznadziei. Jesteś bezrobotnym, nikomu niepotrzebnym, mocno pijącym – to norma dla mężczyzny – którego żona nie chce, a dzieci tobą gardzą, i raptem się otwiera taka szansa. Warto zaryzykować. Jak w nieoficjalnym haśle reklamowym: "Zginę, to zginę, ale moja córka dostanie iPhone'a". Inaczej nie ma na to szans, chyba że zostanie prostytutką.

Jest też "Spasibo synu za ładu kalinu", co znaczy, że syn zginął, a jego rodzice za "trumienne", czyli pieniądze z odszkodowania, kupili sobie ładę kalinę i mogą teraz jeździć do woli. I to jest takie małe prowincjonalne szczęście oparte na śmierci.

Jest więc w Rosji ogromny zasób ludzi, którzy pójdą chętnie walczyć, bo jeżeli się uda i przeżyją, to Putin obiecuje: będziecie nową elitą, wystartujecie w wyborach, czekają na was stanowiska, a wasze dzieci będą miały wstęp na dobre uczelnie.

I niby masowo składają się w ofierze dla dobra swoich rodzin?

– Ta wojna jest niezwykle atrakcyjna dla ludzi, których się zalicza do kategorii "spiłsia" – czyli stoczył się, wpadł w alkoholizm, ale taki już śmiertelny, do tego narkotyki. Liczba śmierci z rozpaczy i samobójstw jest w Rosji bardzo wysoka, ale gdy rozpętali wojnę w 2022 r. nagle spadła. Jeśli mam się powiesić, to już lepiej niech mnie zastrzelą na froncie, przynajmniej na coś się przydam. To z tego morza prowincjonalnej nędzy kremlowskie ruble wydobywają tłumy orków idące na wojnę i śmierć.

(...)

Jednocześnie Duma przegłosowuje ustawy antyimigranckie, które utrudniają przyjazd do pracy ludziom z Azji Centralnej. Tadżykistan i Kirgistan odradzają swoim obywatelom nawet odwiedzanie Rosji.

– To jest kompletne wariactwo, bo ludzi brakuje do prac zupełnie podstawowych, bez których społeczeństwo żyć nie może. W Moskwie proponują kierowcy ciężarówki na początek 250 tys. rubli, czyli 10 tys. zł. To więcej, niż dostaje na froncie żołnierz kontraktowy.

Trwa polowanie na kurierów i taksówkarzy – brakuje około 150 tys. kierowców, bo wcześniej jeździli nimi głównie przybysze z Azji. Regionalne zakazy pracy dla imigrantów są też w gastronomii i placówkach medycznych.

(...)

"Fortune" opublikowało raport, w którym "szaleństwo rządowych wydatków uderzająco przypomina słynną metaforę Keynesa o kopaniu rowów i zasypywaniu ich ziemią. To powierzchowna próba podparcia danych o PKB bez stworzenia prawdziwej wartości ekonomicznej, poprawy życia rosyjskiego narodu lub poprawy produktywności Rosji". Brakuje czegoś w sklepach?

– Przeciwnie. Jesteśmy przed okresem tak zwanych "korporatiwów", czyli firmowych spotkań noworocznych. Przed rokiem ten biznes wiądł, nie było chętnych na imprezy, gdzie załogi w knajpach piją i chwalą szefów. W tym roku w dużych miastach te imprezy są o wiele droższe, ale i tak już nie ma miejsc w restauracjach.

Obserwuję rosyjskie media społecznościowe. W regionach, z których szczególnie dużo ludzi poszło na wojnę, ogromnie wzrosło zapotrzebowanie na towary luksusowe i usługi, o których do tej pory nawet nie marzyli – stomatologa, fryzjera, kosmetyczki. Teraz tam płyną ruble z żołdu albo tak zwane trumienne, więc pani wdowa biega do protetyka, bo mąż nim poszedł na front, zęby jej wybił. Teraz jest atrakcyjną wdówką, bo ma gotówkę, mieszkanie nowe, ale musi mieć uśmiech taki, żeby znaleźć sobie innego człowieka do wybijania zębów. Takie wstrząsające rzeczy piszą ludzie w mediach społecznościowych. Ta kobieta, biedna, bita szara myszka, teraz chodzi z głową podniesioną do góry i wcale nie myśli biegać na mogiłę tego faceta. No, szczęście.

(...)

To co należałoby zrobić, żeby kontuzjować rosyjskie imperium?

– Po pierwsze, od dawna należało chronić najcenniejszy dzisiaj zasób, czyli ukraińskiego żołnierza. Na tych chłopaków na froncie spada codziennie 150-200 szybujących bomb, na które nic nie mogą poradzić.

Taktyka rosyjska tak naprawdę nie polega na tym, żeby zdobywać kolejne wioski. Oni wiedzą, że na czterech ich Iwanów przypada jeden Taras, więc opłaci im się stracić trzech swoich, żeby zabić jednego Ukraińca. Po prostu mordują armię ukraińską, a my się temu przyglądamy. Musimy to powstrzymać, bo straty Kijowa są już zbyt duże, armii grozi demoralizacja. Przecież Zachód ma sprzęt, tylko odwagi brakuje.

Drugą sprawą jest to, że zaczynają działać tak zwane sankcje wtórne, nakładane na tych, którzy nielegalnie kooperują z Moskwą, pomagając jej omijać bezpośrednie sankcje Zachodu. Podczas niedawnego szczytu państw BRICS w Kazaniu Putin usłyszał bardzo złe nowiny. Przestraszyli się tych wtórnych sankcji nawet Chińczycy. Ich eksport do Rosji spadł w pierwszym półroczu o 6-7 proc.

Putin był tak wściekły, że nawet nie potrafił poprawnie odczytać z kartki nazwiska prezydenta Erdoğana, bo Turcja nie będzie już wysyłać 40 podstawowych i bardzo ważnych dla Rosji towarów.

(...)

Finlandia od razu zezwoliła Ukrainie na użycie swojej broni przeciwko celom w Rosji. Amerykanie ostatnio dołączyli do Finów, ale Niemcy wciąż są przeciw.

– A nasz prezydent mówi, że mamy broń koreańską, ale jej nie damy. Nie widzę wielkiego pola manewru, straciliśmy już mnóstwo czasu. I jeszcze jedna rzecz – należy zamknąć wszelkie kampanie antyukraińskie, a sprawę Wołynia odłożyć na po wojnie i przestać bić tę polityczną pianę.

Żeby nie dać się rozgrywać ruskiej propagandzie.

– Próbowano mnie wciągnąć do instytucji, która miała obnażać rosyjską propagandę. Odpowiedziałem: "Na nic te wasze wysiłki. Weźcie 100 mln euro, to są żadne pieniądze dla Europy, i przeznaczcie na dialog z rosyjskim społeczeństwem. Pokażcie Rosjanom, jak naprawdę jest na froncie, jaka jest sytuacja gospodarcza, a przy okazji niech występują tam ulubione gwiazdy zachodnie, co przyciągnie uwagę. Wtedy pogadamy nie o tym, co może zrobić propaganda Kremla nam, tylko czy jest skuteczna wobec Rosjan".

Trzeba po męsku odpowiedzieć na zagrożenie i jeszcze być mądrym. Przecież z Rosji przeniosło się do Europy 500 tys. ludzi, śmietanka intelektualna i artystyczna. Bardzo dobrze zorganizowane media opozycyjne – agencja Meduza, Insider, Nowa Gazeta Europa 4. Fantastyczni ludzie, potencjalnie z ogromnym zapleczem superpublicystów i dziennikarzy. Codziennie słucham, jak próbują się utrzymać na powierzchni, bo żyją z datków, a gdyby ktoś z Rosji choć pół rubla im wysłał, to wylądowałby w kryminale. Oni potrzebują na gwałt pieniędzy, żeby przeżyć, a my będziemy płakać, co nam robi rosyjska propaganda?

Machina wojenna wciąga wciąż w swoje tryby. Pojawili się na froncie Koreańczycy, Putin walczy o Kaukaz, bo się boi, że za Gruzją może pójdą Azerbejdżan, Armenia, Dagestan. Czy wybory w Gruzji sfałszowali?

– Rosjanie nie umieją robić wyborów, umieją je fałszować, ale nie jestem przekonany, że w Gruzji musieli jakoś bardzo fałszować. To już nie jest rok 2004 i pomarańczowa rewolucja w Ukrainie, gdy widać było tylko świetlaną perspektywę: pójdziesz w kierunku Europy, to uwolnisz się od Rosji. Teraz wszyscy mogą się bać, że jak zaczną iść do Europy, może im się zdarzyć wielkie nieszczęście. Gruzini to rozumieją, a poza tym takie konserwatywne społeczeństwo można straszyć, że z Zachodem idą tęczowe flagi i zmiana płci. Putin i na tym froncie jest w uderzeniu.

Zanim w 2007 r. wygłosił w Monachium to wojownicze przemówienie o powrocie do imperialnej polityki, był strasznie przegrany. Był wtedy całkiem niezłym prezydentem, kraj się rozwijał, stopa życiowa się podnosiła, ale co z niego za car? Kluczowa dla rosyjskiego imperium Ukraina mu odpływała, w Gruzji miał problemy z Saakaszwilim, Łukaszenko mu fikał na Białorusi.

Teraz bierze rewanż i robi to sprytnie – pieniędzmi, strachem, propagandą.

(...)

Christopher Cavoli z Dowództwa Europejskiego USA ostrzegł, że Moskwa zużywa swój potencjał militarny w lądowych starciach, ale lotnictwo i flota pozostają nienaruszone i groźne.

– Rosja w swojej historii pakowała niesamowite i zupełnie nieuzasadnione pieniądze w tę swoją marynarkę wojenną. A ona zasłynęła tylko raz, w roku 1917 puszczając na dno swoje własne państwo. Bez rewolucji w Petersburgu nie byłoby żadnych sowietów i dalej by trwała Rosja carska.

To był ogromny błąd Zachodu, że nie chcieliśmy zrozumieć, że Rosja jest niebezpieczna, ma zasoby, ogromny potencjał mobilizacyjny i taki ustrój, który pozwala z narodu i państwa wycisnąć wszystko, co jest potrzebne do wojny. Trzeba było na samym początku uznać, że to groźny przeciwnik, z którym nie rozprawimy się, zarzucając go czapkami. Należało więc albo odpuścić sobie Ukrainę, albo odważnie jej pomagać, zdając sobie sprawę z tego, co nam grozi. A tak udajemy, że pomagamy.

onet.pl/Newsweek

sobota, 14 grudnia 2024



Nie jest to jednak odpowiedź na pytanie, dlaczego w Polsce prąd jest droższy niż w innych krajach i czy to się może zmienić.

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo nie robimy prognoz cen energii dla innych państw UE. Wiem natomiast, że dużym problemem Polski jest to, że Orlen ma model biznesowy, który skłania go do hamowania polityki klimatycznej. To wprawdzie jedna spółka, ale o takiej skali działalności i takim wpływie na regulacje, że jest nieomal kolejnym ministerstwem. Import surowców kosztuje nas kilka procent PKB, a w szczytowym momencie było to nawet kilkanaście procent PKB. Orlen zarabia na przeróbce ropy w swoich rafineriach, więc stara się stopować elektryfikację transportu, wdrożenie systemu ETS2 itp. To jest działanie na szkodę polskich konsumentów, kierowców, przedsiębiorców. Przed siedzibą Orlenu powinien się pojawić baner z hasłem "my jesteśmy 99 proc." (to nawiązanie do ruchu Occupy Wall Street z USA – red.). Bo większość z nas cierpi na tym, że Orlen spowalnia transformację energetyczną.

money.pl


Według Rosji atak na Dniepr miał na celu zniszczenie zakładów rakietowych Ukrainy. W specjalnym wystąpieniu prezydent Władimir Putin uzasadnił go faktem prowadzenia przez Ukrainę od 19 listopada ataków pociskami ATACMS i Storm Shadow w rejonach Kurska i Briańska. Podkreślił, że była to odpowiedź na ,,agresywne działania NATO”, czyli zwiększoną pomoc wojskową dla Ukrainy. Putin zasugerował nawet, że ukraińskie systemy rakietowe są obsługiwane przez wojskowych z NATO, a wojna z Ukrainą nabiera ,,elementów o charakterze globalnym”. Rosja jednak z wyprzedzeniem notyfikowała ten atak Stanom Zjednoczonym, zgłaszając start nowego pocisku – wersji pocisku Rubież – z poligonu Kapustin Jar (dystans do celu 800 km). Poza potwierdzeniem systemu użytego do ataku notyfikacja wskazuje też, że Rosja chciała uniknąć niezamierzonej eskalacji z USA. Putin uzależnił też dalszy rozwój Oriesznika od działań USA. Choć jego wystąpienie dotyczyło głównie Ukrainy, według MSZ Rosji plany w tym zakresie miały być odpowiedzią na niedawne ukończenie systemu przeciwrakietowego EPAA-NATO. Można też oczekiwać, że w przyszłości Rosja będzie uzasadniać ewentualny rozwój Oriesznika wzmocnieniem zdolności ofensywnych Sojuszu w Europie. Mają one bowiem obejmować amerykańskie pociski PrSM (następcę ATACMS), wyrzutnię Typhon (dla SM-6 i Tomahawk) oraz hipersoniczne pociski Dark Eagle.

Putin zadeklarował, że pocisk Oriesznik przenosi głowice konwencjonalne, których dzięki prędkości hipersonicznej nie da się przechwycić. Twierdzenia te wyolbrzymiają osiągi techniczne nowego pocisku. Prawdopodobnie jest to bowiem zaimprowizowana konstrukcja, wykorzystująca co najmniej jeden stopień pocisku Rubież (testowanym w latach 2011–2015). Jak przy innych pociskach balistycznych o pośrednim i międzykontynentalnym zasięgu, jej głowice weszły w atmosferę i podążały do celu z prędkością hipersoniczną. W odróżnieniu od broni hipersonicznych głowice te nie wykonały żadnych manewrów z tą prędkością, co komplikowałoby działanie obrony przeciwrakietowej. Oriesznik nie przeniósł też naprowadzonych na kilka celów precyzyjnych głowic (ang. MIRV), choć mógł wykorzystać uproszczoną platformę (MRV) dla niekierowanych głowic, zaadaptowaną z pocisku Buława. Mniej jasne są szczegóły techniczne 6 użytych głowic, które rozpadły się na 36 fragmentów. Był to albo skutek dezintegracji głowic ćwiczebnych z balastem lub użycia jakiejś formy amunicji kasetowej. W obu przypadkach musiało to osłabić efekt kinetyczny, pozwalając tylko na atak powierzchniowy i nieprzynoszący większych szkód. Można przypuszczać, że Rosja nie posiada więcej niż kilka prototypów Rubieży, które da się łatwo i szybko przebudować na kolejne Orieszniki.

Oriesznik nie dodaje nowych jakościowo zdolności do prowadzenia wojny z Ukrainą. Rosja zmaga się z ograniczeniami w produkcji pocisków balistycznych Iskander-M i Kindżał, ale lukę tę zapełniają tej samej klasy systemy pozyskane z KRLD i Iranu. Rosja z powodzeniem zwiększyła natomiast produkcję pocisków manewrujących Ch-101 i Kalibr – te jednak stanowią łatwiejsze cele dla ukraińskiej obrony. Obecnie najpoważniejszym zagrożeniem dla Ukrainy są bomby konwencjonalne przerabiane na bomby szybujące, którymi można atakować z dystansu bezpiecznego dla rosyjskich samolotów. Jest mało realne, aby podczas wojny Rosja mogła efektywnie i szeroko wykorzystać pociski Oriesznik. Prostszym sposobem na zwiększenie skali ataków balistycznych przeciw Ukrainie może być zużycie przewidzianych do złomowania pocisków międzykontynentalnych rodziny Topol-Jars (z których technologicznie wywodzi się Rubież). Tego typu zaimprowizowane systemy mogą znaleźć zastosowanie wyłącznie w atakach na rozległe cele – miasta, ośrodki przemysłowe i lotniska.     

Obecnie Oriesznik jest głównie bronią psychologiczną wobec NATO. Nie stanowi bieżącego zagrożenia dla Sojuszu i nie zmienia równowagi sił nuklearnych i konwencjonalnych między nim a Rosją. Podobnie jak inne już ujawnione systemy strategiczne Rosji – np. pociski Sarmat i Burewiestnik, torpeda Posejdon i bliżej nieznany system antysatelitarny – ma jednak wzmacniać atmosferę strachu przed konfliktem nuklearnym. Nagłośniony przez Rosję atak jest kolejnym elementem zastraszania społeczeństw i decydentów NATO oraz sugerowania głębszych niż redakcyjne zmiany w jej doktrynie nuklearnej. Niezależnie od rozwoju Oriesznika Rosja posiada zróżnicowany arsenał strategiczny i parytet nuklearny z USA, co daje jej szerokie spektrum środków służących do uderzeń przeciwko celom w Europie i Azji. Łamiąc układ INF, Rosja już wprowadziła do służby pociski manewrujące 9M729 o zasięgu do 2500 km, tj. lądową wersję morskich Kalibrów. Na dystansie do 500 km posiada też na pewno uzbrojone w głowice nuklearne pociski balistyczne Iskander-M. Należy też pamiętać o przeznaczeniu części jej arsenału strategicznego (Kalibrów, Ch-102 i Ch-555 z głowicami jądrowymi) na wypadek konfliktu w Europie. Rosja zachowuje też nuklearne bomby taktyczne i ponawia groźby ich rozmieszczenia na Białorusi.

Oriesznik może jednocześnie świadczyć o planach rozwoju zdolności rakietowo-nuklearnych Rosji skierowanych przeciw NATO (lata 2025–2030). Dwustopniowy pocisk balistyczny o zasięgu do 3500 km ułatwiałby Rosji szantaż europejskich państw NATO w razie osłabienia więzi transatlantyckich oraz ewentualnej ograniczonej wojny z Sojuszem. W aspekcie wojskowym i przy zastosowaniu głowic nuklearnych byłby dodatkowym zagrożeniem dla sił nuklearnych, lotnisk, portów, węzłów logistycznych i ośrodków dowodzenia NATO w Europie. Po udoskonaleniu i serii testów Rosja może go produkować dzięki użyciu wspólnych elementów oraz rozbudowie linii produkcyjnych pocisków Jars, Rubież i Buława. Inną szybką opcją modernizacji jej arsenału może być też zamontowanie na wyrzutni Iskander pocisków hipersonicznych Cirkon z zasięgiem do 1000 km. Przy większych inwestycjach Rosja mogłaby wprowadzić do uzbrojenia także nowe pociski balistyczne krótszego zasięgu. Doświadczenia ZSRR i Korei Południowej pokazują, że można wydłużyć zasięg Iskandera-M z 500 km do 800–900 km. Taki pocisk mógłby startować z wyrzutni Iskander, które już są na uzbrojeniu Rosji. Opracowanie pocisków o zasięgu do 1500 km wymagałoby już innej konstrukcji pocisku i wyrzutni i byłoby kosztowniejsze. Kwestią otwartą jest montaż na nich sprawdzonych już głowic jądrowych ZSRR i Rosji lub zupełnie nowych modeli, wymagających z kolei wznowienia i serii testów nuklearnych.

pism.pl

piątek, 13 grudnia 2024



Sytuacja w rejonie Pokrowska wygląda tak, że po zatrzymaniu Rosjan na prawie pół miesiąca po utracie mniejszego miasta Sełydowe 15 kilometrów na południe Ukraińcy pękli pod wznowionym naporem. Od końca listopada rosyjskie wojsko wyraźnie przyśpieszyło. Aktualnie są pierwsze doniesienia o próbach Rosjan przenikania do skrajnych południowych dzielnic miasta. W nieco ponad dwa tygodnie pokonali około 10 kilometrów, co jak na tę wojnę oznacza szybkie postępy.

Sytuacja ukraińskiej obrony musi być bardzo ciężka, ponieważ Rosjanie koncentrują na tym odcinku, co tylko mogą, widzą wyraźną szansę na sukcesy. Według nieoficjalnych doniesień do załatania wyłomu rzucono dopiero co przybyłą z Francji 155. Brygadę Zmechanizowaną, która tam była formowana, uzbrajana (w zachodni sprzęt) i szkolona. Co jednak oznacza, że choć na papierze silna, to w praktyce jest zielona, bez doświadczenia bojowego. Trafienie od razu na najtrudniejszy odcinek frontu będzie oznaczało nieuchronne poważne straty. Towarzyszy temu informacja, że dopiero co w listopadzie, po powrocie z Francji, wymieniono jej dowódcę. Powody nie są znane.

Niezależnie od tego każde posiłki na pewno będą mile widziane, bo sytuacja ewidentnie jest kryzysowa. Tak jak od prawie pół roku z drobnym przerwami, kiedy Ukraińcom udawało się ustabilizować front przy pomocy posiłków, albo kiedy Rosjanie zbierali siły przed kolejną fazą silnej presji. W ciągu ostatniego miesiąca, po zajęciu wspomnianego Sełydowa, rosyjskie wojsko pokonało około 15 kilometrów w linii prostej i zajęło kilka wsi. Rosjanie nacierają po bokach biegnącej tam linii kolejowej i niewielkiej rzeczki. Aktualnie zajęli wieś Szewczenko położoną 3 kilometry od skraju przedmieść Pokrowska i mają wysyłać pierwsze wypady w ich kierunku. Jednocześnie posuwają się dalej na zachód i południe, powiększając swój klin, którym wbili się w ukraiński front.

Rosjanie stosują swoją już tradycyjną taktykę licznych niewielkich ataków, obliczoną na wyszukanie słabych punktów ukraińskiej obrony, aby następnie skupić na nich ogień artylerii, naloty oraz uwagę dronów. Jednocześnie na wytypowane najbardziej obiecujące miejsce wyprowadzane jest po kilka większych ataków przy użyciu pojazdów. Celem jest dotrzeć za wszelką cenę do jakiejś ukraińskiej pozycji i ją zająć.

Ukraińcy borykający się z poważnym niedoborem zwykłych piechurów, zazwyczaj nie są w stanie wiele zrobić, kiedy Rosjanie dotrą do ich okopów. Wcześniej w drodze zadadzą im poważne straty przy pomocy dronów i artylerii, ale jak ci już dotrą do celu, nawet bardzo nieliczni i na piechotę, to po sprawie. I tak dzień za dniem Rosjanie robią małe skoki. Nie stwarza to im warunków do jakichś znaczących przełamań frontu i rajdów na ukraińskie zaplecze, ale pozwala miarowo posuwać się naprzód. Mają za to płacić ciężkimi stratami. Według Ukraińców dwa ostatnie tygodnie postępów na południe od Pokrowska kosztowały Rosjan około 3 tysiące zabitych i rannych.

(...)

W obwodzie donieckim są jeszcze dwa miejsca, gdzie Rosjanie mocno naciskają, a Ukraińcom nie wiedzie się dobrze. Pierwsze to Toreck. Rosyjskie frontalne uderzenie na to miasto trwa już od czerwca. Walki są zażarte i bardzo statyczne, bo do dzisiaj Rosjanom udało się pokonać mniej niż 10 kilometrów w linii prostej. Po okresach względnie stabilnej obrony aktualnie rosyjskie wojsko ma znów wyraźne sukcesy. Na przestrzeni ostatniego miesiąca zajęli większą część centrum, całą południową dzielnicę i do tego dwie górujące nad nimi hałdy odpadów górniczych. Teren kontrolowany przez Ukraińców zaczyna się ograniczać do zachodnich i północnych przedmieść zabudowanych domami jednorodzinnymi, gdzie obrona będzie znacznie trudniejsza i na pewno Rosjanom będzie łatwiej się posuwać naprzód. Niewiele lepiej jest w położonym 20 kilometrów dalej na północ Czasiw Jarze. Tam Rosjanie też już dobili się do centrum miasta i trwają walki o rozległą fabrykę do niego przylegającą. Ukraińcy mają być z niej już wypychani i cofać się do bloków na zachód od niej, które stanowią ścisłe centrum.

Na innych odcinkach frontu sytuacja jest znacznie bardziej stabilna. Na północ od Czasiw Jaru, przez Siewiersk, Swatowe i Kupiańsk ukraińska obrona radzi sobie znacznie lepiej, choć i też ewidentnie jest to dla Rosjan kierunek drugorzędny, gdzie skupiają mniej środków. Ostatnie dwa tygodnie, a wręcz miesiąc, to głównie postępy w rejonie na zachód od Swatowe, gdzie rosyjskie wojsko skutecznie poszerzyło swoje włamanie z końca lata w rejonie wsi Piszczane. Zajęli prawie 100 kilometrów kwadratowych na południe od niej. Gdzie indziej sytuacja jest prawie niezmieniona. Na północ od Kupiańska, gdzie w listopadzie Rosjanie przeprawili się łodziami przez rzekę Oskoł i utworzyli niewielki przyczółek, Ukraińcy przeprowadzili skuteczny kontratak i go zlikwidowali.

Względnie stabilnie zrobiło się też w obwodzie kurskim. Listopadowa lokalna kontrofensywa Rosjan wymierzona w zachodnią część terenu zdobytego latem przez Ukraińców chyba już się wyczerpała. Rosyjskie wojsko zdołało w jej ramach odbić około 100 km kwadratowych, ale od ponad dwóch tygodni nie notują wyraźnych nowych sukcesów. Choć w ostatnich dniach Rosjanie odnieśli pewne na wschodniej stronie terenu kontrolowanego przez Ukraińców, w rejonie miasta Sudża. Nie widać jednak specjalnie możliwości, aby udało im się wyrzucić ukraińskie wojsko z terytorium Rosji do końca roku. W tym tempie to jeszcze nawet kilka miesięcy. Teren kontrolowany przez Ukraińców nie jest już jednak zbyt duży. To około 20 na 30 kilometrów.

Poza rejonem Pokrowska w ostatnich dwóch tygodniach Rosjanie więc zauważalnie zwolnili. Jednocześnie stało się coś jeszcze nie do końca zrozumiałego z jednym z ich kluczowych atutów. Od połowy listopada znacząco zaczęła spadać liczba raportowanych przez Ukraińców uderzeń za pomocą rosyjskich bomb szybujących. Prawie od początku roku było ich średnio po około sto dziennie. W październiku i listopadzie momentami wręcz po 150. Potem nastąpił jednak szybki i wyraźny spadek który, póki co ciągle postępuje. Ostatnie dni to rejon 40-50 uderzeń UMPK na dzień.

gazeta.pl