poniedziałek, 9 grudnia 2024



Mówi pan o mężczyznach. Jeśli kobiety korzystają w związku z pornografii, to problem się nie pojawia?

Niektóre badania pokazują, że kiedy kobieta korzysta pornografii, to efekty są przeciwne: im więcej jej ogląda, tym większe jest jej zadowolenie z seksu i ze związku.

Czemu?

Nie wiadomo, ale zapewne wynika to między innymi z różnic neurobiologicznych między kobietami i mężczyznami. Ja przedstawiam hipotezę dotyczącą roli neuroprzekaźników, na przykład oksytocyny.

Ma pan na myśli hormon miłości, który wydziela się podczas przytulania i seksu, zwiększa poziom zaufania itd.?

To nie jest takie proste. Ostatnia dekada badań bardzo niuansuje ten obraz. Oksytocyna częściowo odpowiada za budowanie więzi, zdolność do przebaczania sobie nawzajem różnych rzeczy i budowania bliskości… u kobiet. U mężczyzn częściej pełni funkcję filtra społecznie istotnych informacji. Jeśli w związku jest źle, a partner jest lękowy, oksytocyna sprawi, że zacznie dostrzegać więcej sygnałów mówiących o tym, że jest niedobrze. U kobiety więcej orgazmów będzie dawało więcej spokoju, a u mężczyzny z wysokim poziomem lęku lub wysoką tendencją do rywalizacji – jeszcze więcej niepokoju. I to jest kolejna z kolei pętla, która może sprawiać, że dorosłemu panu X tak trudno jest się wyrwać z uzależnienia.

Co gorsza, u pana X – oraz innych osób, które od pornografii się uzależniają – rozwija się zjawisko hipersensytyzacji. Ta zmiana w mózgu stanowi o nałogu. Sprawia, że wrażliwość na wszystkie wskazówki, które sygnalizują nagrodę, zaczyna być bardzo duża. X mówi, że w pewnym momencie prawie każdy bodziec sprawiał, że był pobudzony i zaczynał myśleć o pornografii.

(...)

X mówi wiele razy, że na tym etapie, jako 25-letni mężczyzna, jest jak zombi. Dziewczyna go zdradza, a on nie czuje nic.

To wiąże się z dopaminą…

Czyli takim neuroprzekaźnikiem, który się aktywuje, kiedy człowiek robi coś przyjemnego, jak mówi mądrość ludowa?

Właśnie nie do końca. Trochę szkody narobiło takie popularne, uproszczone spojrzenie na dopaminę: YouTube jest pełen "detoksów dopaminowych", treści mówiących, że dopamina jest wręcz szkodliwa i tym podobnych stwierdzeń. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Istnieje pięć typów receptorów, które odbierają dopaminę w różnych obszarach mózgu. Dopamina rzeczywiście daje nakręcenie, taki haj. Jest kluczowa dla motywacji, do uczenia się zależności między wskazówkami, działaniami i nagrodami... Istnieje ścieżka dopaminergiczna do kory ruchowej i w tym układzie dopamina pozwala kontrolować ruchy. To jej niedobór powoduje chorobę Parkinsona. Poziom dopaminy skacze również, kiedy mózg informuje nas, że nasze oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością.

Rozmowa na temat zdrady odbyła się w trakcie ciągu oglądania pornografii i masturbacji; mózg pana X był konsekwentnie zalewany taką dopaminową "zupą". Ludziom trudno jest w takim stanie wyłapać, czy to, co do nich dociera, ma jakieś znaczenie, czy nie i jak to rozumieć. Czują się raczej niespokojni i zagubieni.

Mózg X nie był w stanie przyswoić i zrozumieć komunikatu o tym, że partnerka po czterech latach zdradziła?

Właśnie. On zresztą z pornografii korzystał tak, żeby się znieczulać. Miał za sobą solidny trening, jak nie odczuwać emocji. 

gazeta.pl

niedziela, 8 grudnia 2024



Według szacunków BBC i Mediazony, na koniec listopada poznano nazwiska 81 tys. poległych rosyjskich żołnierzy. W drugiej połowie ubiegłego miesiąca ich liczba wzrosła o kolejne 2644 nazwiska. Jeśli przyjmiemy, że w ten sposób liczenia zaniża się liczbę zabitych o około połowę, a także, że liczba ciężko rannych jest dwukrotnie większa od liczby zabitych, to miesięczne straty wojsk rosyjskich wyniosą około 30 tys.

Z kolei opublikowany właśnie artykuł generała pułkownika Buwalcewa, szefa Głównego Zarządu Szkolenia Bojowego Sił Zbrojnych Rosji, mówi o 300 tysiącach żołnierzy kontraktowych, którzy przeszli (prawdopodobnie od początku tego roku) szkolenie bojowe, aby wziąć udział w wojnie. Oznacza to, że napływ jest w przybliżeniu równy odpływowi i wynosi około 30 tys. miesięcznie.

Jest mało prawdopodobne, aby ta równowaga odpowiadała władzom rosyjskim. Aby pomyślnie kontynuować kampanię, konieczne jest nie utrzymanie, ale zwiększenie walczących kontyngentów. Dotkliwy niedobór rezerw pojawił się już w sierpniu, w dniach ukraińskiej inwazji na terytorium Rosji.

Jednak możliwości zwiększenia napływu wolontariuszy i ciągłego zwiększania ich wynagrodzeń zostały w mniejszym lub większym stopniu wyczerpane. Oznacza to, że w nadchodzących miesiącach konieczne jest albo zamrożenie wojny, albo ponowne powołanie rezerwistów i włączenie do działań bojowych poborowych. Przygotowywali się do tego od dawna i jeśli zajdzie taka potrzeba, nie będą działać tak bezpośrednio, jak dwa lata temu. Mieszkańcy Rosji jednak bardzo boją się mobilizacji, a jej realizacja, nawet w ukrytej formie, prawie na pewno wywoła panikę.

(...) Rekordowy wzrost wydatków wojskowych (tylko według oficjalnej wersji do 13,5 bln rubli w 2025 roku) wymaga równie rekordowej redukcji wydatków cywilnych. (...) "Wcześniej (w latach 2022–2024) z różnych powodów wystarczyło na to wszystko środków. Teraz ta historia się kończy. Przyjęty budżet pokazuje: po raz pierwszy za panowania Putina budżet uwzględniał w ujęciu nominalnym redukcję wydatków na politykę społeczną. To wyraźny sygnał, że broń będzie miała pierwszeństwo przed masłem” – mówi ekonomista Andriej Jakowlew.

Podejmowane są dopiero pierwsze kroki w tym kierunku. Reżim ociąga się z porzuceniem zwykłej gadaniny o miłości do ludzi i nie ma zamiaru szybko zaciskać pasa. Według Rosstatu dochody realne są obecnie o 8,6 proc. wyższe niż przed rokiem. I choć jest to w dużej mierze fikcja i znaczna część tych zwiększonych dochodów wraca do władzy w postaci oszczędności gotówkowych, reżim nie wdrożył jeszcze poważnych działań mających na celu ograniczenie konsumpcji.

Wzrost rosyjskiego PKB, którym chwali się Putin, to wzrost produkcji wojskowej. "To produkcja wojskowa jest obecnie główną lokomotywą przemysłu i całej gospodarki” – zauważa kanał telegramowy MMI. Militaryzacja gospodarki oznacza w najlepszym przypadku stagnację w produkcji dóbr i usług cywilnych. A płace szybko rosną, a dotychczasowe metody korygowania nierównowagi finansowej już nie działają.

Pomimo desperackich wysiłków Banku Centralnego inflacja konsumencka przyspiesza. Na początku grudnia jego poziom w tym samym dniu ubiegłego roku wzrósł do 8,8 proc., a w ujęciu rocznym forward (SAAR) – do 13 proc. Tego przyspieszającego procesu nie da się pokonać.

Władze są w stanie związać koniec z końcem nawet przy obecnym poziomie militaryzacji. Wystarczy obniżyć poziom życia cywilów, a aby to osiągnąć, należy administracyjnie ograniczyć wzrost dochodów gotówkowych i spowodować spadek kursu rubla oraz dalsze przyspieszenie inflacji. Byłby to jednak ostry i ryzykowny zygzak, a Putin nie lubi niebezpieczeństw. Unikanie tych problemów lub przynajmniej odkładanie ich na później jest dokładnie tym, w czym pomógłby rozejm. Co więcej, ludzie proszą o przerwę.

Badanie nastrojów w kilku regionach, przeprowadzone przez pracowników Laboratorium Socjologii Publicznej metodą obserwacji uczestniczącej, wykazało, że "cicha większość”, na której Administracja każe skupić uwagę urzędników, ewoluuje w sposób dla Administracji nieoczekiwany ."Ludzie z jednej strony stali się bardziej krytyczni wobec wojny, z drugiej zaś bardziej patriotyczni” – mówi socjolog Oleg Żurawlew o wynikach badania.

Obywatele Rosji stale krytykują wojnę. Często słychać pytania w stylu: "o co walczymy?”, "jak długo możemy walczyć?". Kreml twierdzi, że Ukraina nie jest prawdziwym państwem, że nie ma takiego odrębnego narodu jak Ukraińcy. Ale ta ideologia imperialistyczna nie zakorzeniła się dobrze w społeczeństwie. Jednak dyskurs patriotyczny i nacjonalistyczny się rozwinął. Ludzie żyją w świecie państw narodowych i dla nich granice są częścią zdrowego rozsądku. Mówią: "po co wydawać pieniądze na Mariupol, lepiej byłoby wydać je na samą Rosję". Jest więcej pewnego podstawowego nacjonalizmu, ale nie jest to nacjonalizm Putina. Rosjanie nie potrzebują tak zwanych nowych terytoriów.

Nie wyolbrzymiajmy na razie wyłaniającej się przepaści pomiędzy klinicznym imperializmem Putina a rzekomo bardziej adekwatnym popularnym nacjonalizmem. Ale faktem jest, że masy zaczynają być zmęczone wojną podbojów. Listopadowa fala badań społeczeństwa, prowadzonych przez grupę RussianField, ujawniła 53 proc. zwolenników i 36 proc. przeciwników przejścia do negocjacji pokojowych. W pierwszych miesiącach wojny proporcje były odwrotne (35 proc. zwolenników negocjacji i 54 proc. przeciwników), ale przez te wszystkie lata udział rozjemców rósł niemal nieprzerwanie i dziś wyraźnie przeważa.

Najczęściej na negocjacje pokojowe aprobowaliby ludzie młodzi i w średnim wieku oraz pracownicy przemysłów cywilnych (handel, informatyka i medycyna), na kontynuację wojny stawiają jej beneficjenci (np. robotnicy przemysłowi), a emerytami manipulowano poprzez propagandę.

Nie jest to oczywiście pacyfizm ani przebudzone sumienie. Jednak zmęczenie wojną, nawet tymczasowe, rozprzestrzeniło się szeroko po kraju. A podpisanie przez Putina "porozumienia pokojowego”, które nie jest zbyt jasne w treści, poparłaby zdecydowana większość respondentów („za” – 79 proc.; „przeciw” – 13 proc.).

I te uczucia obywateli są trzecim czynnikiem, który władca musi wziąć pod uwagę w ten czy inny sposób. Machina rządowa wie, jak je złamać, ale społeczeństwo musiałoby wywrzeć na niej dużą presję.

onet.pl/The Moscow Times


Wcześniej Iran był uważany za jednego z najniebezpieczniejszych graczy w regionie, dlatego zarówno Zachód, jak i jego sojusznicy zawsze niechętnie podchodzili do bardziej zdecydowanego postawienia Teheranu na swoim miejscu. W końcu wszyscy obawiali się destabilizującej siły mułłów.

Hamas w Strefie Gazy i Hezbollah w Libanie uzbroiły i wyszkoliły dwie milicje, których możliwości i arsenał bardziej przypominały regularne siły zbrojne niż terrorystów. Jest to jeden z powodów, dla których Izrael już wiele lat temu zaczął określać obie milicje jako armie terrorystyczne.

Z pomocą Hezbollahu Iran kontrolował dużą część Libanu. Wspierając syryjską wojnę domową, Teheran zamienił Asada w marionetkę i rozszerzył swoje pozycje wojskowe w Syrii.

Do tego doszły milicje w Jemenie i Iraku, również kontrolowane przez Teheran, które również przyczyniły się do odstraszającej siły Iranu, a także rosnący postęp technologiczny Irańczyków w budowie dronów i technologii rakietowej.

Wizerunek obezwładniającego Iranu, który w razie konfliktu mógłby sprowadzić na Bliski Wschód swoisty armageddon, znacznie ucierpiał jednak w ciągu ostatniego roku. Hamas jest na skraju upadku po wojnie, którą wywołał przeciwko Izraelowi i nie ma już prawie żadnej znaczącej siły bojowej.

Hezbollah w Libanie, który również przystąpił do wojny dzień po masakrze izraelskich cywilów dokonanej przez Hamas, stracił według izraelskich danych do 70 proc. swojej siły bojowej oraz całe przywództwo polityczne i wojskowe. Sam Iran okazał się papierowym tygrysem w porównaniu z izraelskimi siłami zbrojnymi.

onet.pl


Część osób zaangażowanych w kampanię prezydencką Calina Georgescu, poinformowało w swoich mediach społecznościowych, że wyjeżdża z Rumunii. Influencerzy uciekli z kraju po tym, jak Trybunał Konstytucyjny unieważnił wybory prezydenckie, a specjalna prokuratura rozpoczęła pilne śledztwo. Niektóre osoby poinformowały o ucieczce z granicy z Bułgarią, część wysłała zdjęcia z samolotów. Dwóch influencerów wymienionych w odtajnionym niedawno raporcie oświadczyło, że Georgescu obiecał im, że jeśli wygra wybory, to ułaskawi ich za nielegalne działania w czasie kampanii.

gazeta.pl

sobota, 7 grudnia 2024



Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow wykorzystał swój wywiad z amerykańską osobowością medialną /z Tuckerem Carlsonem - red./ do powtórzenia kremlowskich punktów dyskusyjnych, które mają na celu ukształtowanie amerykańskiej polityki zagranicznej i osiągnięcie resetu relacji USA-Rosja, który jest szkodliwy dla interesów USA i na warunkach Kremla. Ławrow oświadczył podczas wywiadu opublikowanego 5 grudnia, że ​​Kreml chce „normalnych” relacji ze Stanami Zjednoczonymi i powtórzył długotrwałe linie retoryczne Kremla, próbując obwiniać Stany Zjednoczone i NATO za podważanie relacji z Rosją. Oświadczenia Ławrowa w dużej mierze pokrywały się z punktami dyskusyjnymi prezydenta Rosji Władimira Putina z 7 listopada, który również opowiadał się za resetem relacji USA-Rosja na warunkach Rosji. Ławrow wskazał również, że Kreml nadal nie ma zamiaru negocjować na żadnych innych warunkach niż własne i fałszywie twierdził, że Rosja chce zakończyć wojnę na Ukrainie na podstawie Karty Narodów Zjednoczonych (ONZ) - pomimo tego, że Rosja nadal narusza Kartę ONZ, prowadząc nielegalną wojnę podboju przeciwko Ukrainie, naruszając suwerenność Ukrainy, integralność terytorialną i poprzednie traktaty Rosji z Ukrainą. Ławrow odrzucił wszelkie pomysły wycofania się wojsk rosyjskich z okupowanej Ukrainy i fałszywie twierdził, że Rosja nie próbuje „eksterminować” narodu ukraińskiego. Oświadczenia Ławrowa są częścią ciągłych wysiłków Kremla, aby kształtować amerykańską politykę zagraniczną, tak aby Stany Zjednoczone angażowały się w stosunki z Rosją na warunkach korzystnych dla Kremla, nie oferując żadnych ustępstw korzystnych dla Stanów Zjednoczonych ani nie przyznając się do żadnego z maksymalistycznych celów Kremla ani na Ukrainie, ani na świecie.

understandingwar.org


Rosyjska propaganda przedstawiła wystrzelenie pocisku Oriesznik jako punkt zwrotny w konfrontacji z Zachodem. Putin najwyraźniej uważa jego start za niezwykle udany, a państwowe media mają duże doświadczenie w wyczuwaniu jego nastroju. Prezydent musiał przyciągnąć uwagę wszystkich swoim nagłym przemówieniem i ponownym ostrzeżeniem NATO o powadze swoich zamiarów.

Ponadto wspiął się o jeden lub nawet dwa kolejne szczeble na drabinie nuklearnej eskalacji, uderzając w Ukrainę bronią zdolną przenosić ładunek jądrowy. Tak więc pozostało mu tylko kilka opcji: test nuklearny gdzieś w głębi Rosji, aby Zachód uwierzył, że jego zamiary są poważne.

Jak zawsze, było kilku odbiorców tej propagandy. Głównym celem były elity i społeczeństwa krajów europejskich oraz kolektywny Zachód. Społeczeństwo ukraińskie również było grupą docelową, ale było to raczej działanie mające na celu skumulowany efekt — wraz z codziennymi atakami dronów i pocisków rakietowych na ukraińskie miasta.

W końcu formalnym uzasadnieniem ataku z pomocą Oriesznika było użycie przez Ukrainę zachodniej precyzyjnej broni dalekiego zasięgu do uderzenia w cele wojskowe na terytorium Rosji. Trzecim ważnym celem, który może wydawać się na pierwszy rzut oka nieoczywisty, jest ludność Rosji. Trzeba jej pokazać, że Rosja jest silna (pomimo niezdolności do ochrony własnych obwodów briańskiego i kurskiego za pomocą obrony powietrznej).

Szantaż nuklearny oraz brawura w rosyjskich talk-show i kanałach urzędników na Telegramie w umiarkowanych dawkach odgrywają pozytywną rolę dla reżimu i osobiście Putina. Abstrakcyjne zagrożenie prowadzi bowiem do konkretnej dumy z rosyjskich zdolności wojskowych i poczucia współuczestnictwa w tej potędze.

Najważniejszym archetypem rosyjskiej świadomości politycznej i narodowej jest kult mocy — że Rosja jest światową potęgą, a przynajmniej zasługuje na taki status. To potwierdza wojownicze oświadczenia Kremla. Ale zostanie faktyczną potęgą światową poprzez zwiększenie prawdopodobieństwa niebezpiecznej wojny nuklearnej to zupełnie inna sprawa.

W marcu 2023 r. Instytut Konfliktologii i Analizy Rosji zapytał ludzi, czy poparliby atak nuklearny na Ukrainę i kraje NATO. Absolutna większość (88 proc.) Rosjan nie poparłaby użycia broni jądrowej przeciwko Ukrainie. Zaledwie 10 proc. Rosjan w wieku 18 lat i starszych opowiedziałoby się za takim krokiem.

Należy zauważyć, że starsze pokolenie (55+ lat) jest nawet bardziej skłonne sprzeciwić się uderzeniu nuklearnemu niż osoby młode. I to mimo że przedstawiciele tej grupy wiekowej są zwykle bardziej radykalni w kwestiach wojny rosyjsko-ukraińskiej w porównaniu z młodymi ludźmi, na przykład, jeśli chodzi o przymusową mobilizację i warunki zaprzestania działań wojennych.

(...)

Postrzeganie eskalacji nuklearnej przez rosyjskie społeczeństwo będzie prawdopodobnie podobne do postrzegania przymusowej mobilizacji. Czyli niepopularne. Stały wzrost płac za zaciągnięcie się do wojska (15 razy od 2022 r.), a także aktywne wykorzystywanie więźniów, a teraz żołnierzy z Korei Północnej, wyraźnie pokazuje, że wojna z Ukrainą nie wzbudza entuzjazmu Rosjan.

(...)

Większość ludzi jest bierna wobec wojny i skupia się na własnym przetrwaniu, starając się nie myśleć o moralności, pozycji politycznej i aktywizmie obywatelskim. A ewentualny konflikt nuklearny przeciwnie, dotyka ich osobiście i przeraża.

Perspektywa wojny nuklearnej może wpłynąć nie tylko na tę większość, ale także na część społeczeństwa, która uważa wybuch wojny za błąd, ale woli ją wspierać, zamiast ponosić zbiorową odpowiedzialność i utratę prestiżu narodowego. Wraz z bierną częścią społeczeństwa i ideologicznymi przeciwnikami wojny z obozu opozycji stanowią oni absolutną większość.

Nie wspominając już o tym, że najbardziej zagorzałych zwolenników wojny, w większości, niekoniecznie można uznać za popierających wymianę nuklearną. W ten sposób Putin wywindował eskalację pod sufit wyznaczony nie przez Zachód, ale przez jego własne społeczeństwo.

onet.pl/The Moscow Times

piątek, 6 grudnia 2024



Rosja od dłuższego czasu w swojej narracji próbuje powiązać Ukrainę oraz Zachód z dzihadystami, aby oskarżać je o wspieranie terroryzmu. Rosja w tych działaniach opiera się przy tym na mechanizmie opisanym w teorii dezinformacji Vladimira Volkoffa, wykorzystując słabą wiedzę dużej części zachodniej opinii publicznej na temat Bliskiego Wschodu oraz jej w pełni uzasadnioną negatywną ocenę roli Rosji. Chodzi o wykorzystanie krytycznego stosunku do Rosji do propagowania narracji pozornie uderzającej w Rosję („Rosja przegrywa”), a de facto wspierającą rosyjską narrację („Rosja broni Syrię przed dżihadystami wspieranymi przez Ukrainę i Zachód” – temat przewodni rosyjskiej narracji). Grupą docelową tego przekazu są zarówno mieszkańcy Bliskiego Wschodu jak i Europejczycy. Rosja wykorzystuje przy tym rozpowszechniony na Zachodzie naiwny i oparty na ignorancji obraz dżihadystów jako rzekomych bojowników o wolność Syrii, których walka wpisuje się w powstrzymywanie rosyjskiego imperializmu.

29 listopada 2024 r. na arabskojęzycznym koncie @mog_Russ na portalu X.com, które jest jednym z głównych narzędzi rosyjskiej dezinformacji na tym portalu, skierowanej do ludności arabskojęzycznej (498,5 tys. obserwujących), ukazała się „analiza” rzekomych powiązań ofensywy Hajat Tahrir asz-Szam z Ukrainą. Temat przewodni został tam określony w pierwszym z 15 tweetów jako „Stany Zjednoczone, Izrael i Ukraina przewodzą nowemu konfliktowi w Syrii”. Dodanie Izraela ma na celu wykorzystanie negatywnej percepcji tego państwa w świecie arabsko-muzułmańskim, wynikającej z działań Izraela w Palestynie i Libanie. Propaganda rosyjska od samego początku wojny Izraela z Hamasem i Hezbollahem stara się przypisywać tzw. „kolektywnemu zachodowi” odpowiedzialność za ofiary cywilne tej wojny. Celem tych działań jest wywołanie wrogości setek milionów arabskich muzułmanów wobec Europy i doprowadzenie do zamieszek poprzez aktywizację tej wrogości w środowiskach arabsko-muzułmańskich mieszkających w Europie. Jest to zatem klasyczny element wojny hybrydowej.

Narracja @mog_Russ zbudowana jest na zmanipulowanych zdjęciach, ich montażach, a także absurdalnej interpretacji niektórych zdjęć. Np. o powiazaniach dżihadystów z Ukrainą ma świadczyć to, że niektórzy z nich mają żółte opaski na głowie, a inni – niebieskie. Ma to być rzekomo dowód na udział w ofensywie na Aleppo „ukraińskich operatorów dronów”. Kolejne zdjęcie przedstawia grupę mężczyzn, z których jeden ma naszywkę ISIS. Choć jest to zapewne fotomontaż i nie wiadomo gdzie zostało to zdjęcie zrobione to w wątku pojawia się stwierdzenie, że są to „antyrosyjskie bojówki czeczeńskie walczące na Ukrainie”, na co brak jakichkolwiek dowodów. To prowadzi jednak do kolejnej manipulacji, tj. powiązania tego zdjęcia z nagraniami osób z naszywkami ISIS w Aleppo i stwierdzenia jakoby dżihadyści w Syrii nosili jednocześnie żółto-niebieskie pasy (w rzeczywistości na zdjęciach nikt nie nosi żółto-niebieskich oznaczeń tylko różnokolorowe opaski, w tym żółte lub niebieskie ale nie żółto-niebieskie) i oznaczenia ISIS (tu też autentyczność budzi wątpliwości gdyż HTS wywodzi się z Al Kaidy i nigdy nie używało symboli ISIS – ISIS używa czarnej flagi z arabskim napisem „Nie ma boga prócz Allaha” i słowami „Allah, prorok, Mohammad”, podczas gdy Al Kaida używa białej flagi z kaligrafią szachady). Tu pada już bezpośrednia sugestia, że jest to jakoby realizacja polityki Zełeńskiego „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem” co ma oznaczać, że postrzega on ISIS jako przyjaciela.

Kolejne zdjęcia pogłębiają tę manipulację w sposób bardzo sugestywny ale w rzeczywistości nie oparty na żadnym logicznym ciągu dowodowym. Zdjęcie grupy dżihadystów, znów nie wiadomo gdzie zrobione, sugeruje, że w Syrii po stronie dżihadystów walczą ekstremiści z całego świata (co jest częściowo prawdą) ale ma to prowadzić do wniosku (nie wiadomo na jakiej podstawie), że tak samo jest w Ukrainie. Dopełnieniem manipulacji jest screen artykułu z anglojęzycznego Kyiv Independent, sugerujący udział Ukraińców w walkach Tuaregów przeciwko wagnerowcom w Mali, co oczywiście nie ma nic wspólnego z Syrią ale ma to uwiarygadniać poprzednie tezy poprzez psychologiczne oddziaływanie na percepcję odbiorcy. Dalej rosyjscy propagandyści wracają do Syrii i powołują się na filmik Kyiv Post przedstawiający jakoby udział Ukraińców w walkach w Syrii, choć w rzeczywistości jest to montaż scen jakichś ataków, z którego zupełnie nie wynika kogo, gdzie i kiedy one przedstawiają.

Następne wpisy są poświęcone domniemanemu udziałowi Turcji w ataku HTS na Aleppo, z którego jakoby automatycznie ma wynikać udział USA co jest całkowitym absurdem, gdyż interesy Turcji i USA na terenie Syrii nie sa spójne i wielokrotnie były przedmiotem sporów między tymi państwami. Po czym rosyjscy propagandyści znów wracają do Ukrainy pokazując filmiki z użycia dronów i stwierdzając, że „jest oczywiste, ze operatorzy dronów szkolili się lub walczyli na Ukrainie”. Nic takiego bynajmniej nie wynika z poprzednich wpisów ale stworzyły one psychologiczny podkład by odbiorca w to uwierzył. Kolejne wpisy podkręcają to wrażenie przedstawiając rzekomych syryjskich rebeliantów z flagami syryjskiej rewolucji i Ukrainy oraz screen artykułu z Newsweeka, który odwołuje się do wcześniejszego artykułu Kyiv Post o obecności Ukraińców w Syrii. Ma to sprawiać wrażenie potwierdzenia tej „informacji” przez różne źródła, podczas gdy w rzeczywistości tak nie jest.

Cały wątek jest bardzo sugestywny ale brak jest w nim jakichkolwiek dowodów na udział Ukrainy w walkach w Syrii. Co więcej, poza powiązaniem USA z Turcją, brak też jakichkolwiek dowodów na zaangażowanie USA, które w rzeczywistości uznaje HTS za organizację terrorystyczną i wyznaczyło nagrodę za schwytanie jego lidera. Ponadto, choć w pierwszym wpisie pojawia się również Izrael, to w dalszych już się on nie pojawia (odbiorca o tym zapomina ale powiązanie Izrael-dżihadyści-USA-Ukraina pozostaje w podświadomości). Jak widać rosyjska manipulacja odwołuje się też do źródeł ukraińskich (Kyiv Independent, Kyiv Post) i międzynarodowych (Newsweek) by uwiarygodnić swoją narrację. Wykorzystane zostały tu mechanizmy wsporników i pudeł rezonansowych z teorii Volkoffa. Wspornikami są informacje o domniemanym zaangażowaniu ukraińskiego HUR (wywiadu wojskowego) w walce z Rosją na różnych frontach na całym świecie, natomiast pudła rezonansowe to media oraz osoby, które, przeważnie w dobrej wierze, rozpowszechniają te informacje. Są tu przy tym wykorzystane dwie motywacje „pudeł rezonansowych”. Z jednej strony część ukraińskich mediów chce w ten sposób prowadzić „propagandę sukcesu” Ukrainy jako państwa o ogromnych możliwościach, zdolnego do przeciwstawiania się Rosji na różnych frontach na całym świecie. Z drugiej strony wynika to z wspomnianego wcześniej naiwnego podejścia, że walka przeciwko Assadowi w Syrii wpisuje się w globalną walkę z Rosją, bez świadomości, że taka narracja pozwala rosyjskiej propagandzie łączyć Zachód i Ukrainę z dżihadystycznym terroryzmem. Służy to przy tym uwiarygodnianiu rosyjskiej narracji nie tylko w odniesieniu do Syrii ale również innych zdarzeń, np. sugestii, że za atakiem terrorystycznym Państwa Islamskiego – Wilajet Chorasan na Crocus City Hall w marcu 2024 r. stali Ukraińcy i Zachód. Nie ulega tez wątpliwości, że jeśli dojdzie w Europie do nowych dzihadystycznych ataków terrorystycznych to Rosja powiąże je z rzekomym zaangażowaniem Ukrainy w Syrii by podsycać nastroje antyukraińskie i prorosyjskie.

shafafiyat.com


W ciągu ostatniej doby błyskawicznie skończyła się bitwa o Hamę. Po nieco ponad dwóch dniach słabego oporu siły reżimowe uciekły na południe. Pomimo tego, że Hama miała być tym miejscem, gdzie zostanie powstrzymana niespodziewanie udana ofensywa bojówkarzy. Reżim rzucił tam, co tylko był w stanie naprędce zebrać, w tym elementy jednostek uznawanych za elitarne (lub przynajmniej tych lepszych), takich jak 25 Dywizja Sił Specjalnych, czy 4 Dywizja Pancerna. Nie pomogło. Bojówkarze w ciągu kilkudziesięciu godzin skutecznie oskrzydlili miasto z zachodu i wschodu, omijając główny punkt oporu reżimu na północy, na drodze z Aleppo. Choć jeszcze w nocy z wtorku na środę zwolennicy klanu Assadów publikowali filmiki o tym, jak to będą do ostatniej kropli krwi bronić miasta i nie oddadzą go "dżihadystom", to już następnego dnia wzięli nogi za pas i zniknęli, aby uniknąć okrążenia. W czwartek Hama była już w rękach rebelii.

(...)

Znamienne jest też to, że rebelia wrzuca do sieci dużo tego rodzaju nagrań wykonanych z dronów obserwujących pole walki. Strona rządowa w ogóle tego nie robi. Jest ewidentne, że reżim przespał rewolucję dronową, pomimo wsparcia Rosji - jednego z dwóch państw na świecie, które najlepiej wiedzą, jak korzystać z prostych i tanich bezzałogowców. Jednocześnie bojówkarze twierdzą, że już wiele miesięcy temu nawiązali kontakt z Ukraińcami, prosząc ich o porady w tym zakresie i je dostali. Są to twierdzenia  jedynie o doradztwie, przy jednoczesnym zaprzeczaniu, aby ukraińskie służby były na miejscu i aktywnie wspomagały bojówki.

Używanie dronów do rozpoznania i ataków daje bojówkom znaczącą przewagę. Siły reżimowe nie są przyzwyczajone do zagrożenia z powietrza, uderzeń na stanowiska dowodzenia, pojazdy z oficerami, czy po prostu zgromadzenia wojska. Przez lata działały w innych warunkach i przy niskiej organizacji oraz morale - ma to druzgocący wpływ na ich skuteczność. Rebelianci nie dają im chwili na złapanie oddechu i reorganizację, co pogłębia kryzys. Ich postępów nie da się opisać inaczej jak błyskawiczne i szokujące.

Aktualnie (piątek w południe) czołówki bojówkarzy mają być już kilka kilometrów od zabudowań Hims. W ciągu doby pokonały około 40 kilometrów od Hamy, nie napotykając oporu. Rosjanie próbowali zbombardować i zniszczyć duży most nad rzeką Orontes w połowie drogi, ale jedynie go uszkodzili i rebelianci po nim przejechali. Siły rządowe najwyraźniej nie próbowały stawiać żadnego zorganizowanego oporu na teoretycznie bardzo dogodnej do obrony rzece, płynącej w tej okolicy głęboką doliną. Wygląda tak, jakby nastąpiła kompletna dezintegracja sił reżimowych, które uchodzą dalej na południe ku Damaszkowi, albo na zachód na wybrzeże. Jednocześnie pojawiają się doniesienia, że wycofują się też pośpiesznie z pustynnego wschodu kraju, oddając teren nad Eufratem bojówkom kurdyjskim.

gazeta.pl


To, że w Syrii doszło do eskalacji nie jest samo w sobie niczym zaskakującym dla każdego kto śledził sytuację bezpieczeństwa w tym kraju. Choć w 2020 r. doszło do deeskalacji, a Assad dokonał normalizacji z większością podmiotów państwowych wspierających wcześniej różne grupy niepaństwowe (w uproszczeniu – rebeliantów), w szczególności państwami arabskimi (z ważnym wyjątkiem Kataru), to wojna domowa się nie zakończyła. Co więcej, brak było jakichkolwiek poważnych rozmów w celu znalezienia politycznego rozwiązania konfliktu, a zatem wojna w pewnym momencie musiała zostać wznowiona i to właśnie nastąpiło.

W tym kontekście warto zacząć od przedstawienia stron w tym konflikcie. Obraz, w którym z jednej strony są „rebelianci”, a z drugiej reżim niemal od samego początku tej trwającej od 2011 r. wojny był fałszywy. Siły rządowe, czyli Assad i Syryjska Armia Arabska (SAA) są oczywiście jedną ze stron konfliktu. Głównymi sojusznikami Assada są Iran i jego sojusznicy, w szczególności Hezbollah i niektóre szyickie milicje z Iraku (takie jak Kataib Hezbollah i Harakat Hezbollah al-Nujaba). Rosja jest strategicznym sojusznikiem Assada ale jednocześnie nie kieruje się jego interesem (w przeciwieństwie do sił szyicko-proirańskich, które mają wspólne z Assadem interesy regionalne, mimo zasadniczych różnic ideologicznych), lecz swoim. Ma to ogromne znaczenie zważywszy na transakcyjny charakter relacji rosyjsko-tureckich, które nie ograniczają się bynajmniej do Bliskiego Wschodu.

Głównymi przeciwnikami Assada są natomiast dwie grupy, które same w sobie stanowią koalicję różnych grup zbrojnych. Z jednej strony jest Hajat Tahrir asz-Szam, ugrupowanie wywodzące się z Dżabat an-Nusra, czyli syryjskiej franczyzy Al Kaidy, którym przewodzi Abu Mohammad al Dżolani. Ugrupowanie to przeszło daleko idący lifting, a po zajęciu Aleppo Dżolani zapewnił, że mniejszościom religijnym z ich strony nic złego nie grozi. Istnieją jednak głębokie wątpliwości co do wiarygodności tych zapewnień i trzeba pamiętać, że talibowie (którzy wyznają podobną ideologię co HTS) również dokonali liftingu ale ich obietnice po zajęciu Afganistanu zostały dotrzymane tylko w ograniczonym zakresie. Ponadto trzeba zrozumieć, że HTS może i nie będzie dokonywać publicznych egzekucji na wzór ISIS (choć doniesienia o pozasądowych egzekucjach już się pojawiły) ale ich celem nie jest „demokratyczna Syria” tylko teokratyczne państwo islamskie, w którym nie-muzułmanie będą musieli dostosować się do zasad islamskich i płacić specjalny podatek – dżizję. Zresztą HTS nie jest jednolitą grupą co utrudnia utrzymanie nad nią pełnej kontroli i powstrzymanie „incydentów”. HTS może liczyć na wsparcie Kataru (przynajmniej do pewnego stopnia), a jednocześnie jest uznawana przez USA za organizację terrorystyczną, a za głowę Dżolaniego Amerykanie oferują wysoką nagrodę. HTS, do czasu rozpoczęcia w końcu listopada ofensywy na Aleppo, kontrolowało większość muhafazy Idlib.

Drugą grupą, której deklarowanym przeciwnikiem jest Assad, jest Syryjska Armia Narodowa (SNA), będąca konglomeratem różnych ugrupowań, przeważnie dżihadystycznych, działających pod patronatem Turcji na terenach okupowanych przez nią w północnej Syrii. Warto podkreślić, że o ile obecnie działania HTS i SNA przedstawiane są jako jednolite działania „syryjskich rebeliantów” to w przeszłości dochodziło również do starć między obydwoma grupami. SNA działa na terenach kontrolowanych przez Turcję, podczas gdy celem HTS jest obalenie Assada i pozbycie się innych sił państwowych z Syrii, w tym Turcji. W skrócie, o ile SNA realizuje interes Turcji to HTS realizuje swój własny. Dlatego HTS skoncentrowane jest obecnie na ofensywie na Hamę, podczas gdy SNA zajmuje się głównie walką z Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF).

Z kolei SDF to zdominowana przez Kurdów koalicja, kontrolująca północno-wschodnią Syrię (tzw. Autonomiczną Administrację Syrii Północno-Wschodniej – AANES), a także (do czasu tej ofensywy) dzielnicę Sheikh Maqsoud w Aleppo oraz pewne obszary w prowincji Aleppo (tzw. Shahba wokół Tel Rifaat). SDF od 2016 r. wspierana jest przez USA w ramach walki z ISIS (w którego zwalczeniu odegrała kluczową rolę, a którego komórki wciąż są aktywne na pustyni syryjskiej) ale jednocześnie jest uznawana przez Turcję za organizację terrorystyczną. To właśnie likwidacja AANES, a nie obalenie Assada, jest głównym celem Turcji i SNA. Relacje SDF z SAA są złożone i można je określić jako w zasadzie „non-engagement”, choć od czasu do czasu dochodziło do starć. W ostatnim czasie dochodziło też coraz częściej do ataków na SDF ze strony Kataib Hezbollah oraz amerykańskich nalotów na pozycje KH, w ramach amerykańsko-irańskiej wojny proxy. Dodatkowym interesującym aspektem były deklaracje wsparcia dla SDF ze strony Izraela, choć były one raczej wyrazem taktycznego osłabiania Turcji i Iranu, a nie elementem jakiegoś strategicznego planu wsparcia Kurdów przez Izrael.

W odniesieniu do międzynarodowego tła wznowienia walk jest wiele niewiadomych i pojawiło się wiele teorii propagowanych przez różne strony, co jest oczywiście elementem wojny informacyjnej. Rosja, która musi jakoś wyjaśnić swoją słabość w reakcji na obecne wydarzenia, forsuje absurdalną i charakterystyczną dla niej narrację, że dżihadyści byli szkoleni w Ukrainie, a cała ofensywa to plan USA i NATO. Z kolei siły proirańskie twierdzą, że dżihadyści działają na zlecenie Izraela i przy wsparciu USA oraz Turcji, które chcą oddać kontrolę nad Syrią „syjonistom”. Teorie te nie mają oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością, choć wznowienie walk w Syrii jest oczywiście na rękę Izraelowi, gdyż walczą ze sobą dwaj jego wrogowie (ale nie jest w jego interesie wygrana którejkolwiek ze stron). Poza tym pojawiły się też nie potwierdzone jeszcze informacje, że irackie Ramy Koordynacyjne (czyli szyickie i w dużym stopniu proirańskie zaplecze rządu Sudaniego) przekazały Iranowi, że ze względu na sytuację nie powinien wciągać sił irackich w konfrontację z Izraelem, co również jest bardzo dobrą informacją dla Izraela. Izrael nie miał jednak zdolności by wesprzeć ofensywę HTS. Z drugiej strony Hezbollah, osłabiony militarnie przez konfrontację z Izraelem, jest w tej chwili w trudnej sytuacji, gdyż z jednej strony chciałby iść na odsiecz Assadowi, a z drugiej widać coraz więcej naruszeń rozejmu w Libanie, co powoduje, że jest on wciąż zaangażowany w konfrontację z Izraelem. Jest to jednak dodatkowy plus dla Izraela, gdyż zdaje Assada na łaskę Rosji (osłabiając jego zależność od Iranu – a to nie jest to samo), z którą (mimo spektakularnych potyczek dyplomatycznych) Izrael ma pewne porozumienia.

Bardzo prawdopodobne jest natomiast to, że eskalacja była efektem rewizji dealu turecko-rosyjskiego, co jednak wymknęło się spod kontroli ze względu na działania HTS (niekontrolowanego ani przez Turcję ani oczywiście przez Rosję), a także większą słabość sił Assada niż można się było spodziewać. Sugerować to mogą wypowiedzi przedstawicieli Turcji, z początków tej ofensywy, z których wynikało, że jest ona prowadzona na ograniczoną skalę i nawiązywali do dealu z 2020 r. W tym kontekście, z perspektywy Turcji, wynikły dwa problemy. Pierwszy związany jest ze zmianą układu sił. W 2020 r. Rosja była stroną silniejszą, a obecnie zależy jej na utrzymaniu przez Turcję względnej neutralności wobec konfliktu w Ukrainie. Drugi związany jest z tym, że Erdogan bezskutecznie dążył do normalizacji relacji z Assadem, co w rezultacie miało doprowadzić do powrotu uchodźców syryjskich z Turcji do Syrii oraz do likwidacji AANES przez skoordynowane działania Turcji i Syrii. Rosja starała się pośredniczyć w mediacji ale Assad poczuł się zbyt pewny siebie, ze względu na bezwarunkowe wsparcie irańsko-szyickie, a także normalizację relacji z GCC, zwłaszcza ZEA i Arabią Saudyjską. W rezultacie deal rozbijał się o żądania Assada by Turcja wycofała się z Syrii. Przy czym Rosja naciskała na taki deal między Assadem a Turcją nie dlatego, że był on dla niej sam w sobie korzystny, lecz dlatego, że nie miała wyjścia – za bardzo zależało jej na relacjach z Turcją w innych obszarach.

W takich warunkach można przyjąć, że cierpliwość Turcji się wyczerpała i postawiła ona Rosji ultimatum dotyczące rewizji układu z 2020 r. oraz zdyscyplinowania Assada, poprzez pokazanie mu, że w konfrontacji z Turcją jest bezsilny jeśli Rosja mu nie pomoże. Rosja zresztą również by na tym skorzystała, gdyż Assad przestałby prowadzić coraz bardziej niezależną od niej politykę. W tym kontekście warto pamiętać, że zastępowanie wpływów rosyjskich przez irańskie nie jest na rękę Rosji. Ponadto Dżolani dał już sygnał, że chętnie by się z Rosją dogadał i choć oferta ta pozostała bez odpowiedzi to warto pamiętać, że z talibami Rosja ma obecnie świetne relacje, więc łatwo sobie wyobrazić podobne z HTS.

defence24.pl


We francuskich Siłach Powietrznych i Kosmicznych do uderzeń z użyciem naddźwiękowych pocisków manewrujących ASMP-A wykorzystuje się obecnie dwumiejscowe myśliwce Rafale B w standardzie F-3R. Samolot tej odmiany ma kabinę z fotelami dla pilota oraz nawigatora-operatora systemów uzbrojenia NOSA (Navigateur Operateur Systéme d’Armes). Załogi tych maszyn są szkolone w bardzo długich misjach, które trwają po kilkanaście godzin i wymagają kilkukrotnego tankowania z powietrznego zbiornikowca. W tym kontekście także flota 15 samolotów tankujących A330MRTT (według stanu na grudzień 2023 r. dostarczono 12) również jest traktowana przez Francuzów jako zasób strategiczny, a służące w eskadrze 31e EARTS załogi tych maszyn muszą być cały czas gotowe do wsparcia operacji uderzeniowych Rafale B w dowolnym miejscu na globie.

Wykwalifikowanych do posługiwania się bronią jądrową w siłach powietrznych jest 50 proc. ogółu załóg przeszkolonych na samoloty Rafale B/C. Ściśle do zadań strategicznych wyznaczonych jest jednak tylko około 40 samolotów, które są sformowane w dwie eskadry: EC 1/4 "Gascogne" oraz EC 2/4 "La Fayette". Obie jednostki stacjonują w 133. Bazie Lotniczej w Saint-Dizier. Dodatkowo siły morskie mają przygotowaną przynajmniej jedną, a przypuszczalnie dwie jądrowe eskadry pokładowe, lecz do dyspozycji oddano marynarzom nie więcej niż 10 głowic do pocisków lotniczych. Samoloty pokładowe typu Rafale M bazują na jedynym francuskim lotniskowcu "Charles de Gaulle".

Obecnie znajdujący się na uzbrojeniu pocisk manewrujący ASMP wszedł do służby w 1986 r., zastępując swobodnie spadające bomby jądrowe AN-22. Pierwotna wersja ASMP miała zasięg wynoszący 300 km, ale w kolejnej wersji ASMP-A z 2009 r. zwiększono go do 500 km. Pocisk ma do wyboru trzy trajektorie lotu: na małej wysokości z manewrami zgodnie z kształtem terenu, trajektoria morska na stałej wysokości kilkudziesięciu metrów nad wodą, jak również tryb lotu na dużej wysokości ze stromym zejściem na cel. Ten ostatni sposób umożliwiające uzyskanie największego zasięgu. Moc głowicy jądrowej TN81 jest szacowana na 300 kt. Powstało w sumie 90 pocisków ASMP-A, ale istnieją do nich tylko 54 głowice bojowe, a reszta służy za pociski szkolne.

onet.pl


Transport rosyjskiej ropy jest coraz trudniejszy. Podwyżka głównej stopy Banku Centralnego oraz zaostrzenie zasad płatności za dostawy surowców trafiające do Indii doprowadziły do ​​tego, że tamtejsze rafinerie, które wcześniej otrzymywały oferty zakupu rosyjskiej ropy od wielu handlarzy, kupują obecnie surowce jedynie od kilku firm. Takie informacje przekazuje kilka źródeł.

Pod koniec października Bank Centralny Federacji Rosyjskiej podniósł główną stopę procentową do 21 proc. To skomplikowało życie większości rosyjskich instytucji biznesowych, w tym koncernów naftowych.

Według trzech źródeł, rosyjskie koncerny naftowe, które mają problemy z kapitałem obrotowym, zaczęły prosić o zaliczkę na poczet wolumenów ropy co najmniej na dwa tygodnie przed wysyłką.

Dodajmy, że na początku 2022 r., kiedy rosyjska ropa zaczęła znikać z zachodnich rynków, wielu sprzedawców sprzedawało ładunki bez przedpłaty, próbując znaleźć miejsce dla wypuszczonych baryłek.

Indyjskie rafinerie — od prywatnych Reliance Industries i Nayara po państwowe Indian Oil, BPCL, HPCL i MRPL — są od 2022 r. największymi odbiorcami rosyjskiej ropy. Przyciągnęła ich niska cena przecenionego surowca, a także jego jakość.

Jeden z indyjskich nabywców powiedział, że jego firma otrzymuje oferty zakupu Uralu głównie od rosyjskich producentów i około trzech do czterech pośredników, w porównaniu z ponad 10 handlowcami na początku tego roku. Przypisuje to zanikowi marż handlowców, ponieważ koszty finansowania handlu pochłaniają cały dochód pośrednika.

— Opłaty są bardzo wysokie — wskazał Hindus.

Źródła podają, że obecnie swobodnie działać mogą tylko te firmy, które posiadają własne fundusze.

Finansowanie handlu to drażliwy temat dla rosyjskich firm. Za wszystko: transakcje, wymianę walut, trzeba płacić prowizję... A pożyczki są teraz bardzo drogie — przekazało źródło w firmie handlowej.

Inne źródło natomiast zauważyło, że rosyjskie koncerny naftowe zacieśniają więzi z rafineriami indyjskimi i chińskimi, głównymi odbiorcami ich surowców, i starają się zawierać kontrakty bezpośrednie, unikając płacenia handlarzowi prowizji i trudności z przelewami bankowymi.

Import ropy naftowej do Indii z Rosji wzrósł we wrześniu o 11,7 proc. do 1,9 mln baryłek dziennie, co odpowiada około dwóm piątym całkowitego importu ropy naftowej.

W listopadzie pierwszy wicepremier Denis Manturow powiedział, że Federacja Rosyjska i Indie pracują nad podpisaniem umowy międzyrządowej w sprawie dostaw ropy i produktów naftowych. Oznacza to, że rosyjskie firmy będą mogły dostarczać więcej surowców w ramach kontraktów bezpośrednich.

Źródło zajmujące się zakupem rosyjskiej ropy dla Indii podało, że obecnie w korzystniejszej sytuacji są firmy handlowe posiadające własną flotę, która pozwala im zaoszczędzić na dostawach ładunków.

Firmy handlowe, które zakupiły tankowce do przeładunku rosyjskiej ropy, muszą z nich korzystać, bo w przeciwnym razie będą "tkwić" bezczynnie. Ze względu na ryzyko sankcji statki takie mogą przewozić wyłącznie rosyjską ropę – dodało źródło.

onet.pl/The Moscow Times