wtorek, 19 listopada 2024




"Przeciwnik od samego początku pełnoskalowej inwazji do dnia dzisiejszego świetnie wykorzystuje swoje atuty. Na pewno atutem sił zbrojnych FR nie jest taktyka, nie jest ona błyskotliwa pod względem sztuki wojennej (z takimi zasobami ludzkimi i sprzętem wojskowym można walczyć znacznie skuteczniej). Przewaga rus ma wyłącznie charakter organizacyjny, a mianowicie objawia się w koncepcji formowania, zaopatrywania, szkolenia i zarządzania jednostkami poziomu operacyjno-taktycznego i operacyjno-strategicznego. 

Pozwala ona dowództwu wrogich dywizji i armii na skuteczniejsze i pewniejsze przygotowanie, a następnie zarządzanie swoimi jednostkami w walce niż nasi dowódcy grup operacyjno-taktycznych, grup taktycznych i brygad, ponieważ dziś trudno jest znaleźć brygadę na froncie, która nie walczy z dołączonymi oddziałami w postaci kompanii i batalionów innych jw. Często prowadzi to do błędnych praktyk i niewłaściwego ich wykorzystania, co skutkuje utratą kontroli, nieuzasadnionymi stratami wśród personelu, którym można było zapobiec oraz niewykonaniem misji bojowych”

 "Przy linii frontu o długości ponad 1000 km, mikrozarządzanie sprowadzające się do ręcznego sterowania kompaniami i batalionami jest dosyć bezcelowe i nieefektywne. Z drugiej strony wróg organizuje dowodzenie i kontrolę na poziomie dywizji, korpusów i armii, co ułatwia mu planowanie i wykorzystanie wojsk, dzięki znajomości swojego potencjału i rzeczywistych możliwości." 

facebook.com/people/Denys-Prokopenko


Jak Olga opowiedziała IStories, półtora roku po zaginięciu męża przyszli do niej „ludzie ze statusem”. Sądząc po opisie tych mężczyzn podanym przez Olgę, mogli to być przedstawiciele kontrwywiadu, wyjaśnił prawnik wojskowy IStories. Nie możemy jednak zweryfikować tej historii. 

„Jak mi powiedziano, pokłócił się ze swoimi dowódcami, z którymi dowódcami, tak naprawdę, nie wiem. I został porwany i zabity przez własnych towarzyszy. Powiedziałam: „Dlaczego nie możecie połączyć tego ze sprawą?” Powiedzieli, że nie mogą znaleźć żadnych świadków. Nikt się na to nie decyduje, ponieważ świadkowie są natychmiast usuwani. Wszyscy się boją” – mówi Olga. 

O pozasądowych zabójstwach rosyjskich żołnierzy, którzy odmówili walki, mówi się od początku inwazji. Na przykład w lipcu 2022 r. zaginęło pięciu rosyjskich oficerów . Za niechęć do walki zostali najpierw przetrzymywani w tzw. „obozie odmawiających” (właściwie więzieniu) w Briance w obwodzie ługańskim, gdzie wojsko zostało pobite i grożono mu egzekucją za odmowę powrotu na linię frontu. Następnie oficerów wywieziono w nieznane miejsce, po czym nigdy więcej ich nie widziano. Jeden z oficerów został zgłoszony rodzicom jako zabity „bezpośrednim trafieniem pociskiem 152 mm na otwartym terenie”. 

Później na terenie obwodu donieckiego wojsko rosyjskie utworzyło prawdziwy obóz koncentracyjny dla odmawiających. Na terenie opuszczonej kopalni Petrovskaya na zachodzie Doniecka wojsko było brutalnie torturowane, zmuszając nawet ciężko rannych do powrotu na linię frontu: niektórzy z nich po tym zdarzeniu przestali kontaktować się z rodzinami, a ciało jednego z żołnierzy zwrócono rodzinie „w strasznym stanie”.

(...)

IStories badało wyroki sądów w sprawach „soczników” 20. Dywizji, aby zrozumieć, dlaczego opuszczają oni front. Często żołnierze mówią w sądach, że opuścili jednostkę, aby opiekować się chorymi krewnymi lub starszymi rodzicami, „aby pomóc w obowiązkach domowych” i planowali powrót. Nie wiadomo, czy to prawda. Ale przy takich zeznaniach trudniej jest śledztwu udowodnić bezpośredni zamiar opuszczenia służby, aby zmienić klasyfikację artykułu AWOL na poważniejszy — dezercję. 

Wyroki pokazują, że większość „soczników”, których sprawy trafiają do sądu, nie próbuje się ukrywać i wraca do miejsca zamieszkania, do swoich rodzin. „Wielu uważa, że ​​mają ku temu ważne powody, na przykład rodzina potrzebuje pomocy lub żona jest chora. Myślą, że mogą wrócić i nic się nie stanie” – mówi obrońca praw człowieka i szef Ruchu Pacyfistów z Powodu Sumienia Artiom Kłyga. 

Zwykle takie dezercje kończą się tym, że żołnierze sami zgłaszają się do biura poborowego lub wracają do jednostki, ewentualnie przyjeżdża po nich policja. 

Ale czasami krewni mogą nie wiedzieć, że ich ukochana osoba opuściła jednostkę, mówi prawnik ds. wojskowych, który rozmawiał z nami pod warunkiem zachowania anonimowości. Podczas służby w wojsku rozmówca IStories zajmował się poszukiwaniem dezerterów i „sochników”. Według jego doświadczenia, w tym czasie zbiegli żołnierze często nie wracali do domu: „Ukrywali się u kobiety lub miejscowego rolnika — pili i pracowali”. 

Jedna z historii o powrocie żołnierza marnotrawnego do swojej jednostki była szeroko omawiana w 20. Dywizji. Podczas wojny zastępcy dowódcy technicznego dywizji nie można było znaleźć przez półtora miesiąca, powiedział Michaił IStories. Kiedy w końcu się pojawił, okazało się, że on i jego asystenci kradli samochody miejscowym mieszkańcom i zabierali je na Krym, aby je sprzedać. „Dowódca dywizji po prostu go zrugał i to wszystko” – mówi Michaił. 

Zdarzają się przypadki, gdy żołnierze masowo uciekają z oddziału. Znaleźliśmy 5 wyroków sądowych, gdy żołnierze 20. Dywizji uciekli z poligonu Prudboy w obwodzie wołgogradzkim po świętach noworocznych w 2023 r. Trzech wróciło do oddziału na własną rękę, a dwóch zostało złapanych przez policję i przedstawicieli komendanta wojskowego. Wszyscy otrzymali od 3 do 5 lat więzienia, jeden wyrok w zawieszeniu. 

Według orzeczeń sądowych żołnierze często uciekają ze szpitali lub podczas badań lekarskich po odniesieniu obrażeń. Tak więc to właśnie obrażenia pomogły Michaiłowi podjąć decyzję o ucieczce z wojska. Wcześniej myślał o samodzielnym zranieniu się, ale nie odważył się, ponieważ takie przypadki, jak twierdzi, były dokładnie badane. „Dowódca dywizji próbował zabronić mi ewakuacji [z powodu obrażeń], abym został na miejscu. Ale ostatecznie i tak zostałem ewakuowany” – opowiada Michaił. — „W szpitalu dowódca zadzwonił do mnie, pytając, kiedy wrócę. A ja nie mogłem chodzić. A potem lekarze powiedzieli mi, że jest nieoficjalny rozkaz, aby odsyłać oficerów, nawet nie wyleczonych, z powrotem [na front]. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mam już wyboru i nadszedł czas [ucieczki]”. 

Najłatwiej jest zdezerterować ze szpitala w Rosji, potwierdza Artyom Kłyga z Ruchu Pacyfistów: „Poziom bezpieczeństwa jest tam taki jak w zwykłej klinice. I ogólnie nie ma prawdziwej presji. Ale w strefie walk jesteś dosłownie na polu — z ostrzałem po jednej stronie i swoimi dowódcami po drugiej. Jeśli jednak jesteś z tyłu, jest duże prawdopodobieństwo, że wpadniesz na żandarmerię wojskową”.

Żołnierz, który dezerteruje będąc na urlopie cywilnym, ma zazwyczaj dwa do trzech tygodni na opuszczenie kraju, wyjaśnia obrońca praw człowieka: „Po prostu dlatego, że policja nie reaguje tak szybko. Nie wiadomo, jak sytuacja się zmieni, gdy elektroniczny rejestr poborowy będzie w pełni operacyjny i będzie można go używać do blokowania wyjść, ale na razie nie jest on wdrożony”.

Ivan Chuvilyaev z Get Lost potwierdza również, że to właśnie ze szpitali żołnierze najczęściej dezerterują lub uciekają. Im bardziej intensywne walki i im więcej rannych, tym aktywniej wojsko zwraca się do Get Lost, prosząc o pomoc w dezercji, mówi. Od wiosny tego roku otrzymują szczególnie dużą liczbę próśb.

Liczba osób, które zwróciły się do Get Lost o pomoc w dezercji, zbliża się do 2500 osób w całym roku 2024. Dokładna liczba faktycznych dezerterów nie jest znana — nie wszyscy zgłaszają się po konsultacji. A tylko kilkaset z nich opuściło kraj, zauważa Czuwiłajew (ktoś nie odważył się uciec, ktoś został zatrzymany). Dezerterzy uciekają głównie do Kazachstanu lub Armenii, ponieważ mają tylko paszporty wewnętrzne.

Główny motyw dezerterów, według doświadczenia Czuwiłajewa, nie zmienił się w trakcie wojny — „nie chcą zabijać i nie chcą być zabijani”. „Ale gdy już są bezpieczni, wielu z nich nadal pozostaje w koszmarnym stanie psychicznym” — mówi Czuwiłajew. — „Są w zawieszeniu na emigracji, nie mogą oczekiwać wiz humanitarnych, nie rozumieją, czego się spodziewać i ile. PTSD [zespół stresu pourazowego] atakuje ich z pełną siłą. Niektórzy osiągają taką rozpacz, że udają się do ambasady rosyjskiej lub do rosyjskiej jednostki wojskowej w Giumri [Armenia], aby się poddać”. 

(...)

Niektórzy wracają z AWOL po popełnieniu przestępstw w cywilu. Jeden żołnierz 20. Dywizji opuścił oddział, aby „zemścić się na żonie za kłótnię między nimi o jej podróż do Armenii i ignorowanie przez nią jego telefonów”, jak głosi wyrok sądowy. Mężczyzna dotarł do domu żony, oblał jej samochód benzyną i podpalił, po czym oddał się w ręce policji. Żołnierz otrzymał 3 lata w zawieszeniu za AWOL i chuligaństwo. 

(...)

Jak wynika z orzeczeń sądowych, dobrowolny powrót do jednostki nie jest rzadkością. Jak wyjaśnia obrońca praw człowieka Artiom Kłyga, ludzie zdają sobie sprawę z możliwych konsekwencji po opuszczeniu jednostki. „Człowiekowi wydaje się, że tu i teraz istnieje możliwość popełnienia przestępstwa i więzienia, a abstrakcyjna śmierć [na wojnie] jest odległa. Może jeszcze nie będzie śmierci ani obrażeń. I myśli: „Wrócę i wszystko będzie dobrze”.

(...)

Anton opowiada, że ​​wielu jego towarzyszy opuściło oddział bez zezwolenia, ale większość ostatecznie wróciła i negocjowała ze swoimi dowódcami, aby uniknąć kary: „Nie mogli znaleźć swojego miejsca w cywilu. Tutaj jest cały zgiełk, ale tam jest bardziej znajomo. Czekali długo, zastanawiając się, czy chcą wrócić, czy trafić do więzienia. W końcu zdecydowali się wrócić. Jestem w kontakcie z większością z nich i wszyscy żyją, nikt tego nie żałuje. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś trafił do sądu”.

storage.googleapis.com/istories/en/stories/2024/11/19/a-runaway-regiment/index.html


- Popyt w rosyjskiej gospodarce jest zniekształcony na rzecz bezproduktywnych wydatków. Płace rosną, bo pracodawcy muszą konkurować o siłę roboczą - w CNN wyjaśnia Alexandra Prokopenko z Carnegie Russia Eurasia Center w Berlinie. Część ekonomistów określa to wzrostem bez rozwoju. Dochód narodowy idzie w górę, ale nie notuje się poprawy w zakresie zdrowia, edukacji, technologii i infrastruktury. 

By okiełznać inflację, w październiku bank centralny Rosji podniósł stopy procentowe do rekordowego poziomu 21 proc. To jednak nie pomogło, a presja inflacyjna zgodnie z prognozami ma się nawet nasilać. Oba te czynniki - czyli wysokie koszty pracy i stopy procentowe (które według prognoz pójdą jeszcze w górę do 23 proc.) - osłabiają firmy.

(...)

Mimo to - zdaniem części analityków - na razie w Rosji mamy do czynienia z powoli narastającym kryzysem niż katastrofą ekonomiczną. Kraj ratuje się m.in. stałymi dochodami z eksportu surowców do Chin i Indii, a budżet zasilają podwyższone podatki, m.in. od sprzedaży. Międzynarodowy Fundusz Walutowy oczekuje, że rosyjski PKB wzrośnie o 3,6 proc. w porównaniu z prognozą dla Stanów Zjednoczonych, która wynosi 2,8 proc. Wynika z tego, że sankcje nie zdają egzaminu (import UE z Rosji wyniósł w zeszłym roku około 50 mld dolarów), a Kreml sprawnie je obchodzi, importując zachodnie technologie poprzez pośredników z Azji Środkowej i Turcję. 

Czy widać więc kryzys? Niekoniecznie. Dla milionów Rosjan pracujących w IT, budownictwie czy produkcji to są dobre czasy - opisuje CNN News. Zarabiają nieźle i wydają. Podobnie jak oligarchowie, którzy zamiast w zagranicznych kurortach swoje ruble zostawiają w kraju, co dodatkowo pobudza gospodarkę.

Rodziny żołnierzy korzystają z ich wyższych wynagrodzeń i premii (wojskowi kontraktowi zarabiają 3 razy więcej niż średnia pensja plus premię za "wpisowe" od 4 do 22 tys. dolarów). W przypadku śmierci na froncie rodzina może liczyć na wypłatę odszkodowania w wysokości około 100 tys. dolarów. Gorzej mają pracownicy sektora publicznego, tj. nauczyciele, lekarze, emeryci. Mimo to niemal dwukrotnie wzrosły wydatki na turystykę i wypoczynek. W związku z tym uknuto nowy termin dla obecnej rosyjskiej gospodarki - "deathonomia".

bankier.pl


Znany rosyjski szef kuchni i krytyk Kremla Aleksiej Zimin został odnaleziony martwy w mieszkaniu w stolicy Serbii, Belgradzie - poinformowała w środę 13 listopada serbska redakcja BBC, powołując się na oświadczenie serbskiego MSW.

Ciało "mężczyzny urodzonego w 1971 r. znaleziono we wtorek około godz. 22 w mieszkaniu w centrum Belgradu" - poinformowało w rozmowie z BBC ministerstwo spraw wewnętrznych Serbii. Dodano, że zwłoki Zimina przewieziono do Instytutu Medycyny Sądowej w celu zbadania okoliczności jego śmierci.

Właściciel mieszkania, które Zimin wynajmował, dostrzegł go leżącego na podłodze i wezwał policję. Funkcjonariusze weszli do mieszkania i stwierdzili zgon - podała serbska prokuratura, zaznaczając, że mieszkanie było zamknięte od wewnątrz i "nie stwierdzono podejrzanych okoliczności" śmierci mężczyzny.

Jekatierina Tiesnowska, współwłaścicielka belgradzkiego lokalu, w którym Zimin przygotowywał potrawy w ostatni czwartek, przyznała w rozmowie z BBC, że "gdy go (ostatnio) widziała, był wesoły i uśmiechnięty". Kucharz mieszkał i pracował na co dzień w Londynie, a wcześniej prowadził program kulinarny na rosyjskim kanale telewizyjnym NTV. Emisję tej audycji przerwano, gdy szef kuchni opublikował w swoich mediach społecznościowych treści antywojenne po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r.

Zimin powiedział w rozmowie z BBC w maju 2022 r., że jego restauracja stała się celem ataków i gróźb ze względu na poglądy szefa kuchni na temat rosyjskiej inwazji. "Moi partnerzy i współpracownicy zastanawiali się nad zmianą nazwy lokalu" - przyznał wówczas Rosjanin.

onet.pl/Die Welt


To, że reżim Putina stał się tym, czym się stał z powodu zysków z ropy naftowej, jest tylko prawdopodobną hipotezą. Nie można tego udowodnić eksperymentalnie. Prawdą jest jednak, że w ostatnim roku przed wojną (2021) wpływy ze sprzedaży tzw. paliw i towarów energetycznych (ropa, gaz, węgiel itp.) wyniosły łącznie 267 mld dol. (ok. 1,1 mld zł), tj. 54 proc. wszystkich rosyjskich przychodów z eksportu (494 mld dol., czyli ok. 2 bln zł). Podsumowując, w ciągu ćwierćwiecza rządów Putina ropa naftowa i powiązane z nią produkty wygenerowały dla Rosji, a raczej jej reżimu, co najmniej 4 bln dol. (ok. 16,4 bln zł).

Przychody te zostały podzielone na trzy części. Dla uproszczenia przyjmijmy, że były one w przybliżeniu równe. Jedna trzecia pozostała za granicą i była następnie zarządzana przez przywódcę i jego bojarów, kolejna jedna trzecia trafiła do rosyjskiej gospodarki, a zwłaszcza jej sektora wojskowego, czyli innych bojarów Putina, a ostatnia jedna trzecia została rozdana zwykłym ludziom. Każdy coś dostał, ale tylko nieliczni cieszyli się luksusem.

Nie można powiedzieć, że Rosja żyje tylko z tych pieniędzy. W minionym 2023 r. dochody całego systemu budżetowego Federacji Rosyjskiej (budżet federalny, budżety lokalne i fundusze, z których wypłacane są emerytury i świadczenia) wyniosły 59,1 bln rubli (ok. 2,43 bln zł). W tym dochody z ropy i gazu — 8,8 bln rubli (ok. 362 mld zł), czyli 15 proc. wszystkich dochodów systemu budżetowego i 30 proc. dochodów budżetu federalnego. A ponieważ saldo systemu budżetowego przy okazji wojny również było deficytowe, tzw. saldo poza ropą i gazem okazało się ujemne i wyniosło -12,7 bln rubli (ok. 0,52 bln zł), czyli 7,4 proc. PKB.

Tegoroczne przychody z ropy i gazu mają być wyższe niż w ubiegłym roku — aż 11,3 bln rubli (ok. 0,46 bln zł), podczas gdy scenariusz bazowy na 2025 r. przewiduje niewielki spadek — 10,9 bln (niecałe 0,45 bln zł). Czy liczby te oznaczają, że reżim prowadzi wojnę na petrodolary (lub "petrojuany") i bez nich złoży broń?

Niekoniecznie. Wydatki na "obronę narodową" w budżecie federalnym na 2025 r. wynoszą 13,5 bln (ok. 0,55 bln zł). Co więcej — po pierwsze, podobnie jak w poprzednich trzech latach, w rzeczywistości będą jeszcze wyższe, a po drugie, dodatkowe kilka bilionów zostanie wydanych na cele wojskowe i pokrewne w ramach pozycji "niewojskowych" oraz z budżetów innych szczebli.

Prowadzenie wojny przeciwko Ukrainie i ogólne utrzymanie rosyjskiej potęgi militarnej z pewnością nie są pokrywane z zysków z ropy i gazu. Ale może spadek tych zysków tak zmniejszy siłę armii Putina, że władca będzie szukał pokojowego wyjścia?

Nie powinniśmy poważnie liczyć na to, że tania ropa wyleczy system Putina z jego złudzeń. Jeden ze scenariuszy gospodarczych opracowanych przez rosyjskie władze na najbliższe trzy lata przewiduje załamanie cen ropy. Można powiedzieć, że lojaliści Putina przygotowują się na to.

Z drugiej strony ten scenariusz nie jest nawet tym głównym — nazywa się go "ryzykownym". Zakłada on, że cena baryłki ropy Brent spadnie z 80 dol. w 2024 r. do 45 dol. w 2026 r. (odpowiednio ok. 328 i 184 zł według obecnego kursu). Rosyjska ropa Urals zawsze była tańsza niż Brent, a sankcje sprawiły, że jej cena jest jeszcze niższa.

Scenariusz ten zakłada, że rosyjskie PKB skurczy się o 6 proc. w ciągu najbliższych dwóch lat, a eksport spadnie z tegorocznych 422 do 240 mld dol. (odpowiednio ok. 1,7 bln i 985 mld zł według obecnego kursu), a import — z 289 mld dol. w br. do 211 mld dol. w 2026 r. (odpowiednio ok. 1,2 bln i 865 mld zł według obecnego kursu). Jednak w "ryzykownym" wariancie nie ma nadzwyczajnej redukcji wydatków wojskowych. Są one takie same jak w korzystnym scenariuszu "bazowym".

Straty z powodu taniejącej ropy, zgodnie z prognozami reżimu, poniesie społeczeństwo. W ciągu dwóch lat czeka je 25-procentowa inflacja i 6-procentowy spadek konsumpcji gospodarstw domowych. To jak w popularnym dowcipie — "nie ja będę mniej pił, ale ty będziesz mniej jadł".

Ale może władze przeceniają swoje możliwości i w rzeczywistości nie wycisną z kraju pieniędzy na wojnę? Niestety, nie przeceniają i wycisną. Bo mają doświadczenie, o którym ludzie zapomnieli. Przecież już raz, w latach 2013-2016, średnia roczna cena baryłki rosyjskiej ropy Ural spadła w najbardziej miażdżący sposób — z 107,9 do 41,9 dol.

PKB w ciągu tych samych trzech lat spadł o ok. 3-5 proc. (Rosstat kilkakrotnie powtarzał swoje obliczenia), eksport spadł z 523 mld dol. w 2013 r. do 285 mld dol. w 2016 r., inflacja w ciągu trzech lat przekroczyła 30 proc., wartość rubla spadła o połowę (z 31,9 do 67,2 za 1 dol.), a realne dochody gospodarstw domowych spadły o 10 proc. (i nie wróciły do poziomu z 2013 r.).

Zwykli ludzie musieli zostać dokładnie oskubani, a gigantyczny program zbrojeniowy, który właśnie przechodził przez szczyt wydatków, wcale nie został ograniczony. Władze uważają, że mogą to zrobić ponownie i mają ku temu powody.

Dziś putinowska gospodarka jest jeszcze lepiej przygotowana na załamanie dochodów z ropy niż dziesięć lat temu. Zadłużenie zagraniczne Rosji w 2013 r. wynosiło ok. 730 mld dol., a obecnie jest niższe niż 320 mld dol. (ok. 1,3 bln dol.). Przed 2014 r. udział pieniędzy z ropy i gazu w dochodach budżetu federalnego oscylował wokół 50 proc., a obecnie jest bliski 30 proc.

onet.pl/The Moscow Times

poniedziałek, 18 listopada 2024




NYT i Washington Post poinformowały 17 listopada, że ​​nieokreśleni urzędnicy amerykańscy spodziewają się, że siły ukraińskie początkowo przeprowadzą ataki na siły rosyjskie i północnokoreańskie w obwodzie kurskim i że administracja Bidena może rozszerzyć to upoważnienie, aby użyć pocisków ATACMS przeciwko celom w innych miejscach w Rosji w przyszłości. Urzędnicy amerykańscy stwierdzili, że USA upoważniły te ograniczone ataki ukraińskie w odpowiedzi na rozmieszczenie sił północnokoreańskich na polu bitwy w obwodzie kurskim, aby odstraszyć Koreę Północną od rozmieszczania większej liczby sił w Rosji. Urzędnicy amerykańscy stwierdzili, że częściowe zniesienie ograniczeń ma na celu wygenerowanie „konkretnego i ograniczonego” efektu pola bitwy i nie zmieni przebiegu wojny. (...) Częściowe zniesienie ograniczeń dotyczących używania przez Ukrainę broni dalekiego zasięgu dostarczonej przez Zachód przeciwko obiektom wojskowym w obwodzie kurskim nie pozbawi całkowicie sił rosyjskich ich schronienia na terytorium Rosji, ponieważ setki obiektów wojskowych pozostają w zasięgu ATACMS w innych rosyjskich regionach przygranicznych. 

(...)

Brytyjskie Ministerstwo Obrony (MoD) wcześniej informowało, że siły rosyjskie poniosły rekordowo wysoki średni dzienny wskaźnik strat wynoszący 1271 żołnierzy dziennie lub łącznie około 38.130 ofiar we wrześniu 2024 r., a Departament Obrony USA (DoD) ocenił, że siły rosyjskie poniosły szacunkowo 80.110 ofiar we wrześniu i październiku 2024 r. Rozmieszczenie około 100.000 północnokoreańskich żołnierzy zastąpiłoby straty rosyjskie tylko przez mniej niż trzy miesiące.

(...)

Siły rosyjskie prawdopodobnie skupią się na przejmowaniu ukraińskich miast i miasteczek na linii frontu w zimie 2024-2025 poprzez walkę miejską pośród wysiłków mających na celu zrównoważenie ukraińskich zalet dronów i możliwych ograniczeń rosyjskich pojazdów opancerzonych. Nagrodzony przez Kreml założyciel i dyrektor znanego kanału Rybar Telegram oraz projektu mediów społecznościowych Michaił Zwinczuk oświadczył podczas wywiadu dla rosyjskojęzycznego kanału RTVI skupionego na diasporze 16 listopada, że ​​siły rosyjskie będą dążyć do skoncentrowania walk na „terenach zaludnionych, a nie na otwartych polach” w zimie 2024-25 i podał Toretsk, Pokrowsk i Kurachowe jako przykłady miast i miasteczek, w których Rosja będzie priorytetowo traktować postępy tej zimy. Zwinczuk twierdził, że siły rosyjskie przygotowują się do rozpoczęcia walki o Pokrowsk i zbliżają się do Pokrowska od południa i południowego wschodu, teraz gdy siły rosyjskie zajęły Selydove (na południowy wschód od Pokrowska). Zvinchuk jest wybitnym głosem w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, mającym powiązania z Kremlem i może mieć dostęp do poufnych informacji o celach rosyjskiej linii frontu i projekcie kampanii. Rosyjskie siły niedawno poczyniły postępy w kierunku wschodniego Kupjańska i centralnego Chasiw Jar, a takie postępy mogą być częścią skoordynowanego wysiłku na rzecz wkroczenia do miast linii frontu w ramach przygotowań do operacji ofensywnych zimą 2024-2025. ISW wcześniej oceniło, że zajęcie Kupjańska lub Chasiw Jar miałoby operacyjnie znaczący wpływ na geometrię linii frontu i zagroziłoby głównym ukraińskim pozycjom obronnym na ich odpowiednich kierunkach, a niedawne rosyjskie postępy w miastach naraziłyby ukraińską obronę na obu kierunkach na większe, ale nie natychmiastowe ryzyko.

Zvinchuk twierdził, że siły rosyjskie będą również dążyć do zwiększenia swoich możliwości bojowych w okresie zimowym 2024-2025, w szczególności rosyjskich możliwości dronów ze względu na znaczenie „wojny dronów” zimą. Zvinchuk zauważył, że siły rosyjskie mają przewagę artyleryjską nad siłami ukraińskimi, ale że siły rosyjskie obecnie nie mogą posuwać się naprzód z powodu ukraińskich operacji dronów. Zvinchuk zasugerował, że lepiej wyszkolone i wyposażone siły mogą być w stanie skuteczniej posuwać się naprzód przeciwko ukraińskim operatorom dronów. ISW wcześniej zauważył, że rosyjskie Ministerstwo Obrony (MoD) wydaje się próbować scentralizować kontrolę nad nieformalnymi rosyjskimi jednostkami dronów, a komentarze Zvinchuka prawdopodobnie odnoszą się do tych trwających wysiłków i wskazują, że MoD może zamierzać zintensyfikować te wysiłki w okresie zimowym 2024-2025. ISW niedawno ocenił, że ukraińskie operacje dronów nadal odgrywają kluczową rolę w ograniczaniu rosyjskich zmechanizowanych manewrów i uniemożliwianiu siłom rosyjskim pełnego wykorzystania trwających ograniczeń Ukrainy w zakresie siły roboczej i materiałów. Rosyjskie dowództwo wojskowe może oceniać, że walka w mieście jest lepsza dla obecnego rosyjskiego stylu walki prowadzonego przez piechotę, ponieważ budynki wielopiętrowe mogą zapewnić rosyjskiej piechocie lepszą osłonę ze strony ukraińskich operatorów dronów niż drzewa na otwartych przestrzeniach. Rosyjskie dowództwo wojskowe może również preferować walkę w mieście, aby uniknąć przedłużania kosztów, jakie posuwanie się naprzód na polach wiejskich i osiedlach nakłada na rosyjskie pojazdy opancerzone i rezerwy. Rosyjskie dowództwo wojskowe prawdopodobnie oceniło, że zrównoważenie przewagi Ukrainy w zakresie dronów i zmniejszenie strat rosyjskich pojazdów opancerzonych poprzez walkę w mieście jest warte dużej liczby rosyjskich ofiar, które będą wynikiem wyczerpujących, wyniszczających postępów w miastach i miasteczkach na linii frontu.

understandingwar.org


WELT AM SONNTAG: W naszej ostatniej rozmowie ostrzegał pan, że prezydent Putin nie poprzestanie na wojnie przeciwko Ukrainie, tylko pójdzie dalej. Dlatego pilnie nalegał pan, że należy podjąć wszelkie możliwe środki odstraszania. Czy jest pan zadowolony z tego, co zostało osiągnięte?

Schlogel: Nie. Powaga sytuacji została uznana, ale nie konsekwencje bombardowań Ukraińców i cyberwojny przeciwko Zachodowi, sabotażu i instrumentalizacji prądów politycznych.

Wojna w Ukrainie toczy się z przerażającą niszczycielską furią i morderczą zaciekłością po stronie rosyjskiej. Nie rozumiem, dlaczego silny Zachód nie miałby być w stanie chronić ukraińskich miast lub dostarczać broni do niszczenia obiektów wojskowych daleko na rosyjskim zapleczu, z których ukraińskie miasta są atakowane dzień po dniu. Zamiast tego słyszymy tylko wymówki i udawanie, że nie możemy sobie wyobrazić, by Putin posunął się dalej. W tej chwili celem Rosji jest rzucenie Ukrainy na kolana. Powstrzymanie tego jest kwestią obecną i wymagającą natychmiastowej reakcji.

WELT AM SONNTAG: Według zachodnich źródeł Rosja straciła ponad 600 tys. żołnierzy od początku wojny. Dlaczego ta ogromna liczba ofiar nie prowadzi do wewnętrznej rosyjskiej presji na Putina?

Schlogel: Nie możemy zadowolić się stwierdzeniem, że nie ma entuzjastycznego poparcia dla wojny. Nasze koncepcje i kategorie, za pomocą których analizujemy nastroje polityczne w tym ogromnym kraju, również zawodzą.

Kalkulacja Putina się nie sprawdziła. Niemniej jednak wszyscy zbyt szybko przeceniamy jego siłę. Putin nie był w stanie złamać Ukraińców pomimo niszczycielskich ataków i ciężkich strat terytorialnych. Pozostaje pytanie: czy uda mu się złamać Zachód? Putin liczy na zmęczenie Zachodu wojną.

WELT AM SONNTAG: W swojej pierwszej rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem kanclerz Niemiec Olaf Scholz podkreślił, że chce podjąć większe wysiłki na rzecz osiągnięcia pokoju w Europie. Teraz rozmawiał nawet przez telefon z Putinem. Czy postrzega pan to jako pierwszą oznakę zmiany niemieckiej polityki wobec Ukrainy?

Schlogel: Na to wygląda. Co oznacza "opowiedzenie się za pokojem"? Obawiam się, że część Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) jest pod wrażeniem sukcesu partii demagogicznych, to jest partii rosyjskich na niemieckiej ziemi, innymi słowy ruchu Sahry Wagenknecht (BSW) i Alternatywy dla Niemiec (AfD). Byłoby katastrofalne, gdyby SPD Scholza uległa tym pseudopacyfistycznym tendencjom w kampanii wyborczej do Bundestagu i zdystansowała się od konsekwentnego i trwałego poparcia dla Ukrainy.

To zasługa Olafa Scholza, że mówił o punkcie zwrotnym. Brakuje jednak świadomości, że ten punkt zwrotny jest długim, wyczerpującym, stresującym i bolesnym procesem. Kluczowe pytanie brzmi: czy przyszły rząd będzie miał odwagę powiedzieć to jasno społeczeństwu?

WELT AM SONNTAG: SPD, dla której idee drugiej fazy polityki odprężenia miały niemal religijne znaczenie aż do wybuchu agresywnej wojny, była skruszona po jej rozpoczęciu. Dziś Rolf Mutzenich [członek niemieckiego rządu z partii SPD] i inni ponownie wygłaszają oświadczenia, które ostatecznie wracają do tego, za czym opowiadał się Egon Bahr [współtwórca polityki porozumienia z ZSRR i Polską w rządzie kanclerza Willy'ego Brandta]. Jak to wyjaśnić?

Schlogel: Wiele czynników odgrywa tutaj rolę. Jest to niemożność pożegnania się z czasem, który skończył się raz na zawsze. Pod względem polityki zagranicznej Związek Radziecki był mniej lub bardziej nasyconą potęgą. Rosja Putina nie jest. Do tego dochodzi odwrót, a nawet brak odwagi, aby uświadomić niemieckiej ludności, co ją czeka i odpowiednio się na to przygotować.

WELT AM SONNTAG: Do czego pan zmierza?

Schlogel: Niemcy wciąż nie są zdolne do obrony. Putin będzie miał z nami łatwą grę, jeśli sprawy przybiorą ekstremalny obrót. Ale zamiast jak najszybciej naprawić tę sytuację, wpływy zyskują partie, które opowiadają się za pokojem za wszelką cenę. Jeśli zostanie to doprowadzone do logicznego końca, prędzej czy później będzie to oznaczać, że Europa podda się dyktaturze.

WELT AM SONNTAG: Jak wytłumaczy pan fakt, że BSW i AfD odnoszą obecnie takie sukcesy?

Schlogel: Łączą się dwie linie. Królowa talk-show Sahra Wagenknecht bardzo dobrze wyczuwa niepokój, strach i niepewność, które zostały wywołane przez wojnę. Wagenknecht jest retoryczną zarządczynią strachu. Co więcej, pacyfizm, który nawiązuje do ruchu z lat 80., znów daje o sobie znać. Jest to jednak pacyfizm, który został skorumpowany. Dzisiejszy pacyfizm oznacza kapitulację przed agresorem, który przywrócił agresywną wojnę w Europie. Dzisiejszy pacyfizm oznacza nic innego jak kapitulację.

Wreszcie, istnieje również głęboko antyzachodni nurt na Wschodzie. Zgodnie z nim Putin jest mścicielem, który zadaje cios aroganckiemu Zachodowi. Na pierwszy plan wysuwa się poczucie zemsty: zemsta za to, że Zachodowi rzekomo nie udało się doprowadzić do uczciwego zjednoczenia na równych prawach, zemsta za upokorzenie wschodniej duszy, podsycana masowym antyamerykanizmem. Wagenknecht udaje się ucieleśnić wszystkie te uczucia w niemal genialny sposób.

WELT AM SONNTAG: A AfD?

Schlogel: Tak, Alice Weidel, która jest w rzeczywistości inteligentną kobietą. [Z jej ust padło] jedno zdanie, którego się nie spodziewałem. Powiedziała, że Ukraina nie jest częścią Europy. Rzadko słyszałem tak głupie i ahistoryczne zdanie. Nawet Sahra Wagenknecht nie odważyłaby się tego powiedzieć. Jestem naprawdę przerażony SPD w Brandenburgii, która w taki sposób podlizuje się BSW — i to tylko dla krótkoterminowego sukcesu.

WELT AM SONNTAG: Czy możliwe jest wygranie wyborów w Niemczech przy takim rygorystycznym kursie neutralności, czy też jest pan sceptyczny?

Schlogel: Niestety, takie niebezpieczeństwo dziś istnieje. Żyjemy w czasach przedwojennych i zbyt mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, co to oznacza. Widzę zbyt małą gotowość do uznania, że stare gwarancje bezpieczeństwa zostały utracone i że musimy zmienić naszą pozycję. Nie widzę szerokiej obrony przed faktem, że Sahrze Wagenknecht nie chodzi tylko o wybory krajowe, ale o fundamentalne odwrócenie dotychczasowej narracji Republiki Federalnej.

Jej i AfD zależy na zmianie pozycji naszego kraju w ramach systemu sojuszy. Uważam, że jest to groźne w czasach, gdy duża część społeczeństwa nie jest gotowa uznać niebezpieczeństwa, w jakim się znajdujemy, jeśli chodzi o politykę zagraniczną i wojskowość.

onet.pl/Die Welt


Ekspert Mychajło Żyrochow w rozmowie z nami powiedział, że Rosja była przygotowana na decyzję USA pozwalającą na wykorzystanie zachodnich rakiet do ataków na Rosję, zwłaszcza w kontekście wykorzystania przez Ukrainę pocisków ATACMS i Storm Shadow.

- Rosja przygotowywała się do takich ataków od dawna. Gdy tylko Ukraina otrzymała pociski ATACMS o zasięgu 300 kilometrów, Rosjanie zaczęli przenosić swoje zasoby. Przede wszystkim dotyczy to lotnictwa, które zostało rozmieszczone w odległości 500 kilometrów od linii frontu - poza zasięgiem ukraińskich systemów rakietowych - mówi ekspert wojskowy.

Mychajło Żyrochow zauważył, że mimo wszystko głównymi celami ukraińskiej armii pozostają obiekty stacjonarne, takie jak magazyny amunicji, punkty dowodzenia czy inne strategiczne lokalizacje.

- Niestety, przy obecnych środkach technicznych nie możemy skutecznie niszczyć lotnisk. Nawet Amerykanie potrzebowali 59 pocisków Tomahawk, by wyłączyć z użytku jedno syryjskie lotnisko. Ani Ukraina, ani Rosja nie dysponują takimi zasobami. Dlatego bardziej realistyczne jest koncentrowanie się na obiektach stacjonarnych, które mają kluczowe znaczenie dla rosyjskiej logistyki - wyjaśnia. 

W rozmowie z nami Mychajło Żyrochow odniósł się również do liczby pocisków dostarczanych przez Zachód. - Zgodnie z oficjalnymi informacjami pocisków ATACMS i Storm Shadow jest niewiele. Widzieliśmy już, że ATACMS były używane do ataków na Krym oraz inne okupowane terytoria, ale liczba tych pocisków pozostaje tajemnicą - powiedział.

Ekspert uważa, że efekty tych ataków będą ograniczone głównie do zniszczenia rosyjskiej infrastruktury wojskowej. - Nie spodziewam się jednak ataków na rosyjską infrastrukturę cywilną, na przykład energetyczną. Zachodni sojusznicy Ukrainy bardzo ostrożnie podchodzą do takich działań, które mogłyby zostać uznane za zbrodnie wojenne - tłumaczy ekspert wojskowy. 

Zdaniem eksperta z Kijowa priorytetem mogą być bazy północnokoreańskich żołnierzy. - Uważam, że jednym z pierwszych celów mogą być miejsca dyslokacji północnokoreańskich żołnierzy, jeśli tylko ukraińskie dowództwo zdobędzie odpowiednie informacje wywiadowcze. Byłoby to pokazowe działanie, które Zachód mógłby interpretować jako odpowiedź na wsparcie wojskowe, jakie Rosja otrzymuje od Korei Północnej - mówi Mychajło Żyrochow. 

gazeta.pl


Z tej historii, która ewoluowała od biznesowej kontrowersji przez rodzinny melodramat do krwawego kryminału, płyną wnioski, które dużo mówią na temat kondycji dzisiejszej Rosji. Strzelaninę w biurze Wildberries w samym centrum Moskwy można zestawić z takimi wydarzeniami jak pucz Prigożyna rok temu, marcowy zamach w podmoskiewskiej sali koncertowej Crocus City Hall, w którym napastnicy zastrzelili 144 osoby i kilkaset kolejnych ranili, czy ofensywa ukraińska w obwodzie kurskim, a konkretnie reakcja rosyjskich władz na tę ofensywę.

Wszystkie te incydenty są oznakami wewnętrznej destabilizacji i pokazują, że mechanizmy wypracowane przez dwie dekady putinizmu przestają działać. Zawodzą zaufani proxy, tacy jak szef wagnerowców, który wypowiedział lojalność Kremlowi, służby specjalne nie wywiązują się ze swoich obowiązków i nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa nawet w stolicy, a armia zaatakowana na własnym terytorium ucieka z pola boju. Do gospodarki zaś wchodzą przemocowe mechanizmy rodem z lat 90., które w Rosji nazywa się często lichymi, czyli bandyckimi. W prywatyzacji majątku państwowego odziedziczonego po rozpadzie ZSRR element siłowy odgrywał kluczową rolę, strzały na ulicach dużych miast i morderstwa jako sposób na biznesowe porachunki były w Rosji codziennością. Rządy putinowskiej twardej ręki miały być odpowiedzą na chaos i przynieść stabilizację. Umowa społeczna, oparta na wymianie wolności obywatelskich na bezpieczeństwo i względny dobrobyt, działała całkiem nieźle mniej więcej do 2014 roku. Kreml przejął kontrolę nad najważniejszymi i największymi aktywami biznesowymi w kraju, a oligarchowie zostali zredukowani do roli zarządców państwowego – putinowskiego – majątku, który mógł zostać im odebrany (i przekazany innym) za brak lojalności.

Po aneksji Krymu reżim zapewniał mniej dobrobytu, ale za to więcej godności i wstawania z kolan, putinowska umowa społeczna zaczęła erodować. Wraz z otwartym atakiem na Ukrainę w 2022 roku ostatecznie upadła. Teraz nie ma ani stabilności, ani bezpieczeństwa, a za dobrobyt trzeba płacić życiem. Transformacji ulega również rosyjska gospodarka, w której coraz większą role odgrywa państwo. Pełnoskalowa wojna uruchomiła w Rosji proces, który nazywa się „przeglądem wyników prywatyzacji”. Kreml za pośrednictwem prokuratury nacjonalizuje coraz więcej firm. O ile początkowo sądzono, że ten proces będzie dotyczyć firm ze strategicznych sektorów, takich jak energetyka czy zbrojeniówka, to wniosek o nacjonalizację największego producenta makaronów Makfa rozwiał te złudzenia. Dzisiaj nie ma w Rosji żadnej dużej firmy, której właściciele mogliby spać spokojnie. Nowy podział majątku obejmuje także aktywa, które pozostawiły po sobie zachodnie firmy wycofujące się z rosyjskiego rynku. Przykładem jest nacjonalizacja producenta nabiału Danone. Na czele spółki stanął siostrzeniec Kadyrowa. Osoby związane z przywódcą Czeczenii przejęły również część aktywów Starbucksa i sieci budowlanej OBI.

Sprawa Wildberries wpisuje się w szerszy kontekst tych procesów, choć jest bardziej zagadkowa i rodzi różne teorie na temat wydarzeń, które miały miejsce za kulisami skandalu wokół rodzinnego biznesu Bakalczuków.

Wśród nich jest interpretacja „prywatna”. Zgodnie z nią rozwód Bakalczuków zwabił graczy powiązanych z władzą, którzy wyczuli okazję do przejęcia części majątku ich firmy. Tatjana Bakalczuk chciała połączyć się z inną firmą, by ograniczyć wpływy męża w spółce. Podpis Putina pod listem intencyjnym miał zagwarantować, że Bakalczuk nie podejmie kroków prawnych w sprawie aktywów Wildberries, bo nikt w Rosji nie jest na tyle szalony, by sprzeciwiać się woli Putina.

Zgodnie z inną teorią rozwód to sprawa drugorzędna, a fuzja z Russ Outdoor jest ruchem wyprzedzającym. Zwolennicy tej teorii przypominają zarówno o styczniowym pożarze magazynu Wildberries, jak i doniesieniach o przeszukaniach w biurach firmy. Oba wydarzenia mogą sugerować, że pojawili się ludzie zainteresowani przejęciem biznesu Bakalczuków i że nie wahają się przed sięgnięciem po nieczyste metody. Zgodnie z tą teorią fuzja z Russ Outdoor stanowi polisę ubezpieczeniową, w której Sulejman Kierimow za pośrednictwem braci Mirzojanów zapewnia kremlowski protektorat.

Czysto gospodarcze wyjaśnienie zaproponował znany rosyjski ekonomista Władisław Inoziemcew, który twierdzi, że szybki wzrost Wildberries stał się problem, a struktura dochodów firmy zapowiada możliwy krach. Sklep opiera się bowiem na transakcjach z Chinami, a chińskie banki w obawie przed zachodnimi sankcjami wtórnymi zaczęły blokować operacje z rosyjskimi podmiotami. Zdaniem Inoziemcewa Tatjana Bakalczuk postanowiła zbyć część aktywów spółki na rzecz oligarchów powiązanych z Kremlem. Ci zapewne przekażą je dalej państwowym bankom, które zachowają elementy struktury Wildberries związane z płatnościami, natomiast pozostałych aktywów będą się pozbywać.

new.org.pl


Każda wojna na wyniszczenie ostatecznie staje się testem wytrzymałości społeczeństwa, ekonomii wojennej, dyplomacji i zdolności do uzupełniania strat. W miarę przedłużania się wojny problemy te nasilają się, popychając jedną ze stron bliżej punktu krytycznego, w którym kontynuowanie wojny pogarsza jej pozycję. Produkcja wojskowa i zdolność do uzupełniania strat należą do namacalnych czynników wojny, które można dobrze obliczyć i przewidzieć.

(...)

Na pierwszy rzut oka, według danych z projektu wywiadowczego Warspotting opartego na otwartym kodzie źródłowym , Rosja straciła w tym roku około 47 czołgów T-90M – liczba ta jest znacznie niższa od prognozowanej produkcji, co skłania do założenia, że ​​produkcja czołgów w Rosji nadąża za stratami na polu bitwy

Jest to jednak tylko powierzchowna ocena; rzeczywistość Rosji jest o wiele bardziej ponura.

Rosja w dużym stopniu polegała na odnawianiu starszych czołgów, takich jak modele T-72, T-62 i T-55/54, ze swoich zapasów z czasów radzieckich. Większość jej obecnej floty czołgów na polu bitwy polega na czołgach, które nie są już produkowane.

Choć dzięki temu Rosja mogła zachować bardziej zaawansowane czołgi, takie jak T-90M, radzieckie rezerwy szybko się kurczą, a flota czołgów drastycznie się kurczy.

Analityk OSINT @Highmarsed, który śledzi magazyny na wolnym powietrzu i dzieli się spostrzeżeniami na X (dawniej Twitter), przedstawia bardziej szczegółową ocenę. Poinformował, że do 6 lipca 2024 r. zapasy czołgów T-55 w Rosji spadły o 31%, T-62 o 37%, a T-80B o 79%, a tylko 9% czołgów T-72 zostało usuniętych z magazynów.

(...)

Ponadto analityk OSINT Naalsio, który śledzi straty na polu bitwy, szacuje , że do 4 października 2024 r. siły rosyjskie straciły łącznie ponad 539 czołgów i 1830 pojazdów (wliczając czołgi) na kierunku pokrowskim (...) od 2023 r. — liczby te znacznie przekraczają obecne możliwości produkcji czołgów w Rosji.

Biorąc pod uwagę, że od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę Rosja straciła ponad 3000 czołgów (informację tę można niezależnie potwierdzić za pomocą projektów open source, takich jak Oryx czy Warspotting), Rosja straciła więcej czołgów, niż wszystkie swoje czynne siły pancerne przed wojną, a także ponad 30% swoich najnowocześniejszych samobieżnych systemów artyleryjskich i wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych.

Raport starszego analityka Dary Massicota, opublikowany przez Carnegie Endowment for International Peace, zawiera dalsze szczegóły dotyczące przewidywań, że Rosja wyczerpie swoje zapasy sprzętu wojskowego z czasów Związku Radzieckiego do 2026 roku .

Istnieją również wyraźne wyzwania w zastępowaniu strat rosyjskich sił powietrznych. Niektóre starsze modele samolotów odrzutowych nie są już produkowane masowo, a produkcja nowych samolotów odrzutowych jest mniej imponująca. Na przykład Budanov zauważył, że Rosja planuje wyprodukować tylko 14 myśliwców Su-57 w 2024 r.

To powiedziawszy, nie są to same złe wieści dla Rosji: produkcja pocisków Iskander, szczególnie Iskander-M, znacznie wzrosła.

(...)

Według tego samego raportu Carnegie Endowment, produkcja rosyjskiego sprzętu wojskowego, z wyjątkiem dronów, osiągnęła poziom stabilny na początku 2024 r. Dalsza ekspansja jest mało prawdopodobna, chyba że zostaną zbudowane nowe fabryki lub rząd podejmie znaczne ryzyko tymczasowego wstrzymania eksportu lub zamknięcia linii produkcyjnych w celu modernizacji istniejących zakładów.

Ważne jest, aby zauważyć, że jesteśmy teraz na początku października 2024 r. i nawet gdyby Rosja zaczęła budować nowoczesne zakłady z całym niezbędnym sprzętem i personelem, to uruchomienie takiej produkcji zajęłoby ponad rok. Oznacza to, że żadna znacząca ekspansja nie byłaby możliwa przed drugą połową 2025 r.

Obecnie Rosja próbuje z pomocą zagranicznych partnerów i sojuszników zniwelować różnicę między swoimi możliwościami produkcyjnymi a potrzebami pierwszej linii.

Według Kyrylo Budanowa Korea Północna jest największym partnerem wojskowym Rosji w tym względzie, przede wszystkim ze względu na ilość dostaw pocisków artyleryjskich. Zauważył, że po przybyciu północnokoreańskiej dostawy walki nasilają się w ciągu 8-9 dni, a efekt ten utrzymuje się do dwóch tygodni, co pokazuje bezpośrednią korelację między dostawami artylerii a intensywnością walki.

Biorąc pod uwagę, że Korea Północna również zaopatruje Rosję ze swoich własnych zapasów, nie jest pewne, czy Pjongjang może znacząco zwiększyć produkcję, aby sprostać zapotrzebowaniu Rosji. Nie jest również jasne, jak głęboko Korea Północna jest skłonna czerpać z własnych rezerw artyleryjskich, zwłaszcza gdy napięcia na Półwyspie Koreańskim pozostają stałe.

(...)

Powszechne użycie dronów FPV – małych dronów wyścigowych kosztujących poniżej 1000 USD – zmieniło pole bitwy. Drony te są w stanie atakować wszystko, od pojazdów opancerzonych po nacierającą piechotę i drony rozpoznawcze, a nawet śmigłowce.

W obliczu niedoborów artylerii w 2023 r. i na początku 2024 r. drony FPV stały się kluczowym narzędziem w arsenale, często służąc jako podstawowy środek walki z wrogiem na większych odległościach. Niektóre z nich są w stanie pokonać odległość do 20 kilometrów, korzystając z dronów nadawczych.

Dzięki wysiłkom oddolnym, organizacjom wolontariuszy i pewnej pomocy rządowej Ukrainie udało się zwiększyć produkcję dronów i standaryzowanej amunicji do nich. Podczas gdy nadal brakuje dronów i brakuje wystarczającego zaangażowania państwa w ich zaopatrzenie dla jednostek wojskowych, liczba dronów na polu bitwy wzrosła z zaledwie kilkudziesięciu do dziesiątek tysięcy w ciągu roku, co czyni je niezbędnym elementem teatru działań wojennych.

Inwestowanie w krajową produkcję Ukrainy i realizacja wspólnych projektów z krajami zachodnimi może być jedną z najskuteczniejszych dróg naprzód. Takie podejście może pomóc zmniejszyć ryzyko polityczne i skutki uboczne związane z uzyskaniem pozwolenia na uderzenie głęboko w Rosję za pomocą zachodnich rakiet – coś, co Ukrainie udało się już osiągnąć niezależnie, bez wywoływania przesadnych obaw przed wystrzeleniem rakiet nuklearnych.

(...)

Jak zauważa generał Budanov, rosyjskie wewnętrzne kalkulacje sugerują, że jeśli Rosja nie wyjdzie z wojny w przewidywanym czasie, nie będzie mogła ubiegać się o status „supermocarstwa” w przewidywalnej przyszłości — co najmniej 30 lat. Zamiast tego może liczyć na co najwyżej regionalne przywództwo.

Wewnętrzna analiza rosyjska przewiduje, że pozostaną tylko dwa supermocarstwa: USA i Chiny, scenariusz określany jako „Rozwój Chin” i „Dominacja Ameryki”, bez miejsca dla Rosji na arenie międzynarodowej.

euromaidanpress.com


— Jeśli otrzymamy rakiety, może to zmienić sytuację w regionie Kurska. Poniesiemy tam znacznie mniejsze straty i zagwarantujemy sobie utrzymanie tych terytoriów. Myślę, że obecnie toczy się bardzo duża gra polityczna. Była rozmowa Scholza z Putinem, która prawdopodobnie dotyczyła zakończenia wojny. Odpowiedzią było zmasowane uderzenie na Ukrainę tej samej nocy. Natychmiast po tym USA wydały zgodę na użycie zachodniej broni na terytorium Rosji. Ale ograniczyły obszar i cele. Moim zdaniem z Rosją trwają ogromne targi. A utrzymanie regionu Kurska jest dla nas ważne, ponieważ wtedy Putin nie może użyć formuły "pokój w zamian za terytorium". W końcu, zgodnie z tą logiką, ukraińskie siły zbrojne pozostają na terytorium Federacji Rosyjskiej — mówi Żdanow.

onet.pl