niedziela, 10 listopada 2024



Władimir Putin wziął udział w spotkaniu Klubu Wałdajskiego, które odbyło się w dniach 4-7 listopada w Soczi. Wygłosił na nim przemówienie, w którym oskarżył Zachód o "politykę neokolonialną" i niszczenie "tradycyjnych wartości". Zestawił to z działaniami Rosji, które — zdaniem rosyjskiego prezydenta — gwarantują przetrwanie "różnorodności i złożoności świata, co jest kluczem do [jego] pomyślnego rozwoju". Powiedział również o rodzącym się "wielobiegunowym świecie".

(...)

Podczas wystąpienia Putin wiele mówił o wizji "nowego porządku świata". Ma składać się nań sześć zasad:
  • otwartość między państwami,
  • brak "uniwersalnych dogmatów,
  • uwzględnienie głosu każdego kraju przy podejmowaniu "globalnych decyzji",
  • odrzucenie niektórych bloków międzynarodowych (najwyraźniej nie dotyczy to organizacji BRICS),
  • likwidacja różnic rozwojowych między narodami,
  • dążenie do równości wszystkich ludzi.
Zgodnie z wytycznymi Kremla dla mediów propagandyści, przedstawiając tę wizję, powinni akcentować, że idee Putina wpisują się w "filozofię powszechnego rozwoju i bezpieczeństwa", a sam prezydent Rosji stał się "głosem większości świata — a jednocześnie głosem zwykłego człowieka".

Mają też podkreślać, że "Rosja w erze Putina" odgrywa szczególną rolę w "budowie nowego porządku świata". Wielkim jej wkładem jest "ochrona praw i wolności ludzkości". W wytycznym nie ma jednak ani słowa mowy o prawach i wolnościach, które Kreml ograniczył w poprzednich latach.

onet.pl

sobota, 9 listopada 2024



Podróż szefa słowackiego rządu do Chińskiej Republiki Ludowej wzbudziła także kontrowersje z powodu jego wypowiedzi na temat wojny na Ukrainie. Fico po spotkaniu z Xi w nagraniu wideo stwierdził, że podziela opinię chińskich władz na temat braku możliwości zakończenia konfliktu, dopóki Ukraina otrzymuje wsparcie wojskowe od państw zachodnich. 

Tezy Fico na ten temat zbiegły się z emisją wywiadu udzielonego przez niego rosyjskiej telewizji publicznej. Nie tylko chwalił w nim współpracę słowacko-rosyjską, ale wyraził gotowość podjęcia rozmów z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem i chęć uczestnictwa w upamiętniającej zakończenie II wojny światowej paradzie wojskowej w Moskwie. W rozmowie stawiał też wspomnianą tezę o zachodnim wsparciu dla Ukrainy, które prowadzi do przedłużania trwającej wojny.

Jak na razie nowa polityka zagraniczna rządu Słowacji zyskała rozgłos głównie poprzez zwrot na Wschód, czyli zbliżenie do Chin i Rosji. Należy jednak pamiętać, że niedawno Fico otrzymał pieniądze z zablokowanych dotąd funduszy unijnych, bo udało mu się załagodzić dotyczący praworządności spór z Unią Europejską. Ponadto pomimo swoich prorosyjskich wypowiedzi utrzymuje poprawne relacje z ukraińskimi władzami.

psz.pl


Konserwatywny komentator Daniel McCarthy w artykule opublikowanym przez „The New York Times” postrzega wynik wyborów jako cios w establishment. Zwycięstwo Trumpa nie jest jedynie porażką Harris i Partii Demokratycznej, ale także jego przeciwników wewnątrz Partii Republikańskiej. Ogółem w ciągu ośmiu lat udało mu się pokonać „polityczne dynastie” Bushów, Clintonów i Cheneyów.

Poparcie udzielone mu przez Amerykanów można uznać za „twórczą destrukcję”. Zwolennicy Trumpa oddając na niego głos opowiedzieli się za „odsunięciem od władzy niekompetentnej klasy przywódczej”, aby „stworzyć instytucje państwa według nowego zestawy standardów, które służyłyby lepiej amerykańskim obywatelom”. Tym sam Amerykanie wyrazili wotum nieufności wobec liderów opinii kształtujących Stany Zjednoczone po zakończeniu zimnej wojny.

Obietnica prowadzenia anty-establishmentowej i alternatywnej polityki miała zjednoczyć wokół Trumpa bardzo różnorodne osobistości: Roberta F. Kennedy’ego, miliardera Elona Muska czy prezentera telewizyjnego i youtubera Joe Rogana. Wszyscy mieli być przede wszystkim zainteresowani odebraniem legitymacji społecznej obecnym elitom.

Zarazem publicysta „The New York Times” uważa, że zwolennicy i przeciwnicy byłego prezydenta przeceniają uprawnienia, które posiada amerykańska głowa państwa. Nawet posiadający ogromne poparcie społeczne Franklin D. Roosevelt narzekał na nałożone na niego ograniczenia konstytucyjne. Właśnie dlatego żaden prezydent nie stoi ponad amerykańską ustawę zasadniczą.

psz.pl


Dziadek Donalda Trumpa, Friedrich Trump, wyjechał z Niemiec w 1885 r., mając lat 16, był wówczas czeladnikiem fryzjerskim, popłynął do Nowego Jorku. Po kilku latach zmienił imię na angielskie Frederick i przeniósł się do Seattle. Tam zarobił na wyposażenie do restauracji, otworzył jadłodajnię, po czym zainspirował się pierwszą stroną gazety "Seattle Post-Intelligencer", na której 17 lipca 1897 r znalazł się nagłówek „Złoto! Złoto! Złoto!” - przypominał publiczny nadawca CBC. Trump sprzedał wówczas wszystko, co miał i przeniósł się tam, gdzie byli poszukiwacze złota.

Emigrant z Niemiec i jego partner Ernest Levin otworzyli „Arctic Restaurant and Hotel” pod koniec XIX w., w Bennett w Kolumbii Brytyjskiej, na terytorium Indian Tlingit, które przez wiele lat było ważną miejscowością podczas gorączki złota, Klondike Gold Rush. Historię tę opisała profesor dziennikarstwa na uniwersytecie Columbia Gwenda Blair, autorka „The Trumps: Three Generations That Built An Empire” (Rodzina Trumpów: trzy pokolenia, które zbudowały imperium). Jak mówiła publicznemu nadawcy CBC po pierwszej wygranej Trumpa w 2016 r., to właśnie tamten biznes, w tym zyski z prostytucji, pozwoliły rodzinie Trumpów zgromadzić kapitał na dalsze inwestycje. Jak piszą znawcy epoki, umożliwianie prostytutkom działalności przez właścicieli restauracji czy hoteli były w górniczych miasteczkach na początku XX w. czymś zwyczajnym.

Portal Huffingpost Canada cytował reklamę z lokalnej gazety "Bennett Sun", w której „Arctic Restaurant” reklamował się jako „najlepiej wyposażone miejsce” w Bennett, z „wszystkimi delikatesami”, w tym „ostrygami w każdym stylu” oraz „elegancko wyposażonymi prywatnymi pokojami dla pań i przyjęć”.

Blair opisywała, że mężczyźni mogli płacić prostytutkom znalezionym złotem, które można było zważyć w pokoju przed „usługą”. Zaś „uczciwe kobiety” były informowane, że nie powinny nocować w tym hotelu, ponieważ „mogły usłyszeć coś, co byłoby odpychające dla ich uczuć” i wstrząśnięte „zdeprawowanymi osobami ich własnej płci” - pisał w kwietniu 1900 r. cytowany przez Blair dziennik „Yukon Sun”.

Kanadyjski magazyn "Maclean's" pisał, że sześć tygodni po otwarciu hotelu w Bennett, Friedrich Trump już szukał kolejnego miejsca na działalność, w Whitehorse.

Jednak po kilku latach gorączki złota kanadyjska policja chciała zakazać prostytucji, ograniczyć hazard i sprzedaż alkoholu. Dziadek Trumpa zorientował się w sytuacji zanim skończyły się lata gorączki złota, wyjechał do Niemiec mając, na dzisiejsze pieniądze, ponad pół miliona dolarów amerykańskich i poślubił tam Elizabeth Christ.

Tyle że w Niemczech potraktowano go jako dezertera, który w czasie, gdy powinien służyć w wojsku, pojechał do Ameryki i przyjął amerykańskie obywatelstwo. Jak przypominało CBC, Fredericka Trumpa deportowano z Niemiec, jego żona była wówczas w ciąży, małżonkowie przenieśli się do Nowego Jorku, tam urodziło im się troje dzieci. Wówczas też Trump zaczął kupować nieruchomości na zachodnim wybrzeżu USA.

PAP


Istnieją jednak przykłady poważnego monitorowania cen. Holding badawczy Romir od wielu lat zbiera dane o zakupach Rosjan – 15 tys. gospodarstw domowych (40 tys. osób) z 240 miejscowości skanuje kody QR paragonów za wszystkie swoje zakupy. Dane automatycznie trafiają do jednej bazy danych i można je analizować: co, gdzie i ile ludzie kupili. Romir przez 10 lat monitorował zakupy, sporządzał strukturę konsumpcji gospodarstw domowych, identyfikował najpopularniejsze grupy produktowe i konkretne produkty w ich obrębie. Było ich około 200 i w efekcie powstał indeks , który – jak pisze Romir – odzwierciedla realną zmianę cen. Ukazuje się od 2019 r., a od początku 2022 r. do września 2024 r. urósł o 87%.

(...)

Pracownicy Rosstatu regularnie monitorują ceny 775 tys. towarów i usług w 80 tys. organizacji handlowo-usługowych na terenie całego kraju. Wszystko to zebrane jest w 567 grupach – od „Wołowina (z wyjątkiem mięsa bez kości), kg” po „Korzystanie z toalety publicznej, wizyty”. Za pomocą rocznego badania wydatków gospodarstw domowych (w próbie Rosstatu jest ich 78 tys.) określa się strukturę wydatków – udział każdej takiej grupy w wydatkach ogółem. Zgodnie z tymi skalami tworzony jest ogólnorosyjski koszyk konsumencki i obliczana jest jego wartość - jest to CPI, a jego zmiana to inflacja (...).

(...)

Statystycy muszą brać pod uwagę coś więcej niż tylko zmiany cen. Samo życie ciągle się zmienia, pojawiają się nowe towary i usługi, a ludzie wręcz przeciwnie, przestają kupować pewne rzeczy. Rosstat reaguje bardzo późno.

Do 2020 roku uwzględniał ceny płyt DVD (pamiętasz je?). Dopiero w 2022 roku wycieczki autokarowe do europejskich miast, z których od dawna korzysta niewiele osób, zostały zastąpione wakacjami w Egipcie, jednym z najpopularniejszych kierunków turystyki zagranicznej. Albo wieloletnia skarga analityków – w koszyku konsumenckim nadal nie ma mieszkań. Wzrost cen nieruchomości po prostu nie jest uwzględniany w inflacji.

Skład koszyka do obliczania inflacji jest aktualizowany raz w roku zgodnie ze strukturą wydatków konsumpcyjnych. Statystycy stoją przed dwoma sprzecznymi wyzwaniami: uwzględnić jak najwięcej zmian przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości, tak aby koszyk pozostał porównywalny z koszykiem przeszłym.

Jest to problem globalny. Brytyjski Urząd Statystyczny (ONS) oblicza CPI dla 561 grup towarów i usług – mniej więcej tyle samo, co Rosstat. W ostatnich latach rośnie liczba stanowisk: pięć lat temu było ich 532, w 2023 r. – 559. Zmienia się także ich skład: w 2019 r. – 19 grup, w 2023 r. – 30. Większość tych zmian ma charakter techniczny. Okazało się np., że Brytyjczycy zaczęli coraz częściej kupować jabłka jako przekąskę, indywidualnie, a koszt jednego jabłka lepiej oddaje ten obraz niż cena za kilogram. Albo okazało się, że ceny Diet Coli zmieniają się inaczej niż zwykłej Coli, więc kategorię podzielono na dwie.

W Rosji wojna doprowadziła do prawdziwie tektonicznych zmian, których najwyraźniej po prostu nie da się w pełni uwzględnić. 

(...)

Jeszcze jedna kwestia: obecnie w Rosji na wiele towarów importowanych obowiązują dwie ceny . Jeden jest prawie taki sam jak przed wojną – na targowiskach, ale bez gwarancji autentyczności. Ta druga jest znacznie wyższa – od dużych sprzedawców detalicznych, którzy gwarantują sprzedaż oryginału, dostarczanego do kraju poprzez import równoległy. 

istories.media

Jak poinformował Konrad Muzyka z Rochan Consulting, jeszcze w czerwcu wyrażał "umiarkowany optymizm" sytuacją w Ukrainie, co było wywołane m.in. dobrymi wynikami mobilizacji. Teraz jednak wiele się zmieniło.

"Przechodząc do sedna - sytuacja nie wygląda dobrze. Trajektoria jest jednoznacznie negatywna" - napisał. Jak stwierdził, kluczowym problemem jest "kwestia stanów osobowych jednostek liniowych, zwłaszcza w oddziałach piechoty".

"Operacja Kurska jeszcze bardziej rozciągnęła już i tak nieliczne siły ukraińskie. Braki w piechocie są rekompensowane atakami dronów FPV oraz każdym innym dostępnym środkiem uderzeniowym" - podkreślił Muzyka. Dodał, że choć drony powodują straty po stronie rosyjskiej, to zwyczajnie nie są w stanie zastąpić żołnierzy.

"Biorąc pod uwagę liczbę obszarów zapalnych i terenów aktywnego działania sił ukraińskich, obecność nowo zmobilizowanych jednostek/żołnierzy jest praktycznie niewyczuwalna. Tam, gdzie się pojawiają, występują problemy z koordynacją, wyszkoleniem oraz ogólną interoperacyjnością" - napisał analityk.

Muzyka podkreśla, że problemem Ukraińców jest też niewłaściwe szkolenie żołnierzy, co skutkuje też niskimi moralami na froncie. Przypomniał, że według "The Economist" niemal 25 proc. wojskowych opuszcza swoje pozycje bez zezwolenia.

"W efekcie mamy sytuację, w której Ukraińcy nie tylko nie nadążają z uzupełnianiem strat, ale również tracą żołnierzy coraz szybciej z powodu spadającego morale" - zauważa analityk.

"Dodatkowo, mamy sytuację w której bataliony wydzielone z brygad są rozrzucone po różnych częściach frontu i podporządkowane znajdującym się na miejscu związkom taktycznym. Ponownie ogranicza to zdolności bojowe" - dodał, wskazując, że zjawisko to przybrało w ostatnim czasie na sile.

Wskazał także na możliwą operację Rosjan w Zaporożu, co wymusza na Ukraińcach podjęcie "działań gaśniczych".

Muzyka zauważył jednak, że obecnie nie ma problemów z dostępem Ukraińców do amunicji artyleryjskiej 155 mm.

Według Muzyka sposób działań wojsk rosyjskich pokazuje, że "dobrze wiedzą, które fragmenty frontu są słabo bronione". "Należy im oddać, że nie próbowali (zbyt długo) szturmować Pokrowska, tylko przenieśli siły i środki na mniej ufortyfikowane fragmenty frontu. Podczas gdy Pokrowsk jest dobrze umocniony, to podejścia do niego od zachodu nie są" - napisał.

Analityk Rochan Consulting wskazał także na kwestię ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną. "System może nie wytrzymać, co może skutkować dostawami prądu ograniczonymi do 2-4 godzin dziennie. Wiele firm już teraz przygotowuje się na taką ewentualność, instalując agregaty prądotwórcze" - napisał.

Zdaniem Muzyka, zdjęcie amerykańskiego zakazu ataków na cele na terytorium Rosji "nie będzie miało strategicznego ani długofalowego wpływu na przebieg wojny".

"Jeśli Ukraina chce skłonić Rosję do przystąpienia do rozmów pokojowych, powinna najpierw ustabilizować front i odbudować swoje siły na tyle, aby być w stanie przeprowadzać ofensywy, nawet na poziomie taktycznym, a dopiero wtedy ataki na cele w FR zaczną przynosić skutek. To są naczynia połączone. Jedno bez drugiego nie przyniesie oczekiwanych efektów" - podkreślił.

Analityk odniósł się także do wyniku wyborów prezydenckich w USA, w których wygrał Donald Trump. Jego zdaniem niesie on "ryzyka, jak i szanse", przyznając, że obecnie trudno ocenić, co finalnie zdecyduje administracja nowego prezydenta.

"Jednak na podstawie wcześniejszych wypowiedzi można przypuszczać, że będzie dążyć do szybkiego zakończenia konfliktu poprzez negocjacje, potencjalnie ograniczając wsparcie wojskowe oraz wywierając nacisk na europejskich sojuszników w kwestii zaangażowania w regionie" - napisał.

"Reasumując, celem numer jeden jest obecnie ustabilizowanie frontu, odbudowa sił na zapleczu oraz rozwój zdolności dronowych i rakietowych. Stabilizacja frontu jest absolutnie kluczowa dla zachowania niezależności Ukrainy i wzmocnienia jej pozycji negocjacyjnej. Na razie jednak niewiele wskazuje, że uda się to osiągnąć w najbliższym czasie" - podsumował Muzyka.

wp.pl


Putin podwoił stawkę w istniejącej operacji informacyjnej, fałszywie twierdząc, że Ukraina naruszyła swój neutralny status, próbując usprawiedliwić nielegalną i niesprowokowaną inwazję Rosji na Ukrainę. Putin, odpowiadając na pytanie, które granice Ukrainy Rosja uznaje, stwierdził, że Rosja zawsze uznawała granice Ukrainy określone w Ukraińskiej Deklaracji Niepodległości z 1991 r., o ile Ukraina zgodziła się pozostać neutralna, ale powiedział, że Rosja nie wyraziła zgody, gdy Ukraina ogłosiła swój zamiar przystąpienia do NATO. Putin nie wspomniał jednak, że parlament Ukrainy nie zagłosował za porzuceniem neutralnego statusu Ukrainy aż do grudnia 2014 r. – kilka miesięcy po nielegalnej inwazji i aneksji Krymu przez Rosję odpowiednio w lutym i marcu 2014 r. Rosja zobowiązała się również do poszanowania niepodległości, suwerenności i istniejących granic Ukrainy, w tym Krymu i Donbasu, w Memorandum Budapeszteńskim z 1994 r. w zamian za zwrot i wycofanie z eksploatacji broni jądrowej z czasów sowieckich na Ukrainie. Putin próbował również wykorzystać Artykuł I Karty Narodów Zjednoczonych dotyczący prawa do samostanowienia, aby uzasadnić inwazje Rosji na Krym w 2014 r. i szerszą inwazję w 2022 r., twierdząc, że te okupowane obszary zagłosowały za przyłączeniem do Rosji. Rosja przeprowadziła w szczególności pozorowane referenda w sprawie aneksji na Krymie w 2014 r. oraz w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim w 2022 r. w warunkach okupacji i intensywnej militaryzacji, wykorzystując referenda do stworzenia pozorów legalności i lokalnego poparcia dla okupacji rosyjskiej.

understandingwar.org


Sam Władimir Putin w czwartek na dorocznym spotkaniu Klubu Wałdajskiego w Soczi pogratulował Donaldowi Trumpowi wygranej. — Zachowanie w czasie zamachu na jego życie zrobiło na mnie wrażenie. Okazało się, że to odważny człowiek — chwalił go.

Zaznaczył, że nie dzwonił do prezydenta elekta, "ponieważ przywódcy krajów zachodnich w pewnym momencie dzwonili do mnie prawie co tydzień, a potem nagle przestali". "Jeśli któryś z nich chce wznowić kontakt, zawsze mówiłem i chcę powtórzyć: nie mamy nic przeciwko temu" — dodał. Donald Trump potwierdził, że rozmawiał z ok. 70 światowymi przywódcami, ale na liście zabrakło prezydenta Rosji. — Myślę, że porozmawiamy — dodał jednak.

onet.pl

piątek, 8 listopada 2024



W wyniku trwającej od 2014 r. rosyjskiej agresji na Ukrainę i będących jej konsekwencją zachodnich sankcji nastąpiła reorientacja handlu zagranicznego Rosji na Wschód. Proces ten podporządkowany jest celom bezpieczeństwa Rosji i ma charakter trwały. W efekcie pełnoskalowa wojna z Ukrainą nie tylko nie zmieniła priorytetów Kremla, lecz także doprowadziła do dalszego zmniejszania zależności Rosji od powiązań gospodarczych (a co za tym idzie –  transportowych) z Europą. Władze Federacji Rosyjskiej (FR) uznają bowiem, że znajdują się w egzystencjalnym konflikcie z Zachodem, którego elementem jest wojna z Ukrainą. Skutkiem tego stanu rzeczy jest umocnienie się Chin na pozycji największego partnera gospodarczego Rosji. Stały się one głównym, obok Indii, rynkiem zbytu dla rosyjskich surowców energetycznych oraz dominującym dostawcą towarów niezbędnych Rosji. 

(...)

Strategię transportową Rosja podporządkowała celom polityki zagranicznej, przede wszystkim zwrotowi na Wschód. Z perspektywy Kremla głównym zadaniem infrastruktury wykorzystywanej w transporcie towarowym jest zapewnienie dywersyfikacji kierunków eksportu surowców, przede wszystkim energetycznych. Stąd koncentracja władz na projektach rozbudowy sieci kolejowej i rurociągowej na kierunku azjatyckim.

Rosyjskie władze skupiają się zatem na zwiększeniu przepustowości linii kolejowych, co pozwala jednocześnie rozwijać potencjał przeładunkowy portów morskich. Priorytetowym projektem infrastrukturalnym jest przyspieszenie trwającej od lat rozbudowy kolei na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Efekt to widoczny wzrost przewozów towarowych na tamtejszych szlakach, niemniej nadal nie są one w stanie w pełni obsłużyć dynamicznie rosnącego zapotrzebowania.

Ze względu na sankcje i wstrzymanie rozwoju projektów energetycznych w Arktyce spadło natomiast tempo inwestycji w rozbudowę infrastruktury na Północnej Drodze Morskiej (PDM). Ma ona odciążyć szlaki lądowe prowadzące na Wschód. Inwestycje w PDM miały być finansowane w dużej mierze przez rosyjskie koncerny, które z powodu odcięcia ich od zachodnich technologii były zmuszone ograniczyć swoje zaangażowanie w tym regionie. W ostatnim czasie coraz aktywniejsze są tam jednak podmioty chińskie, a gotowość Kremla do współpracy z Pekinem przy zwiększeniu przepustowości tego korytarza wzrasta.

Rosyjskie władze priorytetowo traktują rozwój multimodalnego korytarza transportowego Północ–Południe (International North–South Transport Corridor, INSTC), który ma umożliwić dostęp do rynków światowych poprzez Ocean Indyjski. Przede wszystkim ma on połączyć Rosję bezpośrednio m.in. z Indiami, ale też zwiększyć przewozy do Turcji (przy wykorzystaniu Korytarza Środkowego, ang. Middle Corridor) czy Afganistanu. Szlak ten ma jednak ograniczony potencjał transportowy i nie będzie odgrywał istotnej roli w rosyjskim eksporcie w ciągu najbliższych lat. Wymaga on przy tym ogromnych nakładów infrastrukturalnych – zarówno od Rosji, jak i państw, przez których terytorium on przebiega, zwłaszcza od Iranu.

Zwiększanie przepustowości szlaków alternatywnych wobec tych wiodących na Zachód pozwala Rosji nie tylko przezwyciężać problemy związane z reorientacją handlu i restrykcjami. Sprawia bowiem także, że rosnące nakłady na takie inwestycje stają się jednym z kół zamachowych rosyjskiej gospodarki, a co za tym idzie – prowadzą do poprawy wyników makroekonomicznych. Dlatego Kreml zwiększał wydatki publiczne na ten cel. Trudno jednak przewidzieć, na jak długo władzom wystarczy środków finansowych, gdyż wojna pochłania coraz znaczniejszą część budżetu. Co więcej, również rosyjskie koncerny – ze względu na sankcje – ograniczają inwestycje, co pod jeszcze większym znakiem zapytania stawia dalszy rozwój infrastruktury transportowej.

Od ponad dekady trwa reorientacja rosyjskiej polityki zagranicznej, w tym gospodarczej, na Wschód. To efekt agresywnej polityki Kremla, w wyniku której Rosja nielegalnie anektowała Krym i rozpoczęła wojnę z Ukrainą, a w konsekwencji skonfliktowała się z Zachodem. Następstwem tego konfliktu jest proces uniezależniania się FR od jej dotychczasowych głównych partnerów gospodarczych, w szczególności od UE, i zacieśnianie relacji z państwami Globalnego Południa.

Ów zwrot na Wschód, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach, doprowadził do dynamicznego wzrostu wymiany handlowej Rosji przede wszystkim z Chinami, przy silnej redukcji współpracy z UE. Ta zmiana kursu zdeterminowała podporządkowanie rosyjskiej strategii transportowej reorientacji potoków towarowych. Rosja zwiększyła inwestycje w rozbudowę szlaków transportowych łączących ją z państwami azjatyckimi i rynkiem światowym poprzez porty na wschodnim wybrzeżu. Priorytetowe znaczenie mają zwłaszcza projekty prowadzące do zwiększenia przepustowości linii kolejowych na rosyjskim Dalekim Wschodzie, ale też na kierunku południowym oraz wiodących do wszystkich rosyjskich portów.

(...)

W odpowiedzi na inwazję na Ukrainę Rosję odcięto m.in. od możliwości zakupu i serwisowania taboru kolejowego (w tym lokomotyw), jak również innych środków transportu, w tym samochodów i samolotów, oraz maszyn wykorzystywanych w budownictwie. Zabroniono także dostarczania FR podzespołów, silników, części zamiennych i elektroniki oraz świadczenia na jej rzecz usług leasingowych czy remontowych przez czołowe w tych obszarach zachodnie firmy. Ponadto unijną przestrzeń powietrzną zamknięto dla rosyjskich samolotów. Wprowadzono też zakaz wjazdu na terytorium UE dla rosyjskich przewoźników drogowych.

Dodatkowo zachodnim podmiotom zabroniono obsługi transportu morskiego rosyjskiej ropy eksportowanej po cenie wyższej niż 60 dolarów za baryłkę (tzw. limit cenowy, ang. price cap), w tym przyjmowania statków do unijnych portów. Jednocześnie ze współpracy z Rosją wycofały się zachodnie koncerny motoryzacyjne, które wstrzymały tamtejszą produkcję, oraz najwięksi armatorzy, w tym linie kontenerowe, takie jak Maersk, CMA CGM, Hapag-Lloyd, co głęboko oddziałało na rosyjski rynek żeglugowy. Od rozpoczęcia inwazji wielu europejskich odbiorców towarów z Chin 
zrezygnowało z przewozów kolejowych tranzytem przez terytorium FR (tzw. Kolejowym Jedwabnym Szlakiem lub Korytarzem Północnym), choć należy zaznaczyć, że ruch ten zaczął się od końca 2023 r. odradzać.

(...)

Wzrosła także rola państwa w sektorze transportowym. Spółki państwowe umocniły się przede wszystkim w sektorach przewozów kolejowych i morskich. Na największy podmiot na rynku transportowym FR wyrasta koncern Rosatom, który już przed inwazją na Ukrainę kontrolował przewóz towarów na PDM. Atomowy monopolista w 2023 r. przejął też kontrolę nad spółkami FESCO (właściciel m.in. Portu Handlowego we Władywostoku oraz terminali kontenerowych w Noworosyjsku i Władywostoku) oraz Delo (właściciel spółki Transkontener – największego operatora przewozów kontenerowych w Rosji – oraz 47 lądowych terminali kontenerowych i dziewięciu portowych z dostępem do wszystkich mórz okalających FR).

Państwo jest również głównym inwestorem w tym sektorze – wzrosły nakłady publiczne m.in. na infrastrukturę kolejową i drogową. Ponadto rząd wpływa na sektor, wprowadzając liczne regulacje. W zależności od sytuacji na rynku władze niemalże w trybie ręcznym zarządzają transportem kolejowym, rozdzielając kwoty na zapewnienie gwarantowanego przesyłu towarów Koleją Transsyberyjską oraz ulgowych taryf przesyłowych (korzystają z nich przede
wszystkim producenci węgla oraz paliw).

(...)

Mimo załamania się branży motoryzacyjnej w Rosji (w 2023 r. produkcja aut osobowych była o 60% mniejsza niż przed inwazją, a samochodów ciężarowych – o 10%) obroty transportu drogowego w ciągu dwóch lat pełnoskalowej wojny wzrosły o ponad 20% (do 362 mln tonokilometrów). Rosyjskie firmy zdołały częściowo odzyskać dostęp do zachodnich środków transportu i części zamiennych, wykorzystując import równoległy (głównie za pośrednictwem Białorusi). Zaczęły również sprowadzać zamienniki z państw trzecich (w 2022 r. import aut ciężarowych z ChRL wzrósł czterokrotnie, do 31 tys. sztuk, a w 2023 r. zwiększył się o dalsze trzy i pół razy; w efekcie udział chińskich samochodów w sprzedaży nowych aut ciężarowych w FR sięgnął 60%).

Udało się też częściowo wznowić rodzimą produkcję przy wykorzystaniu znacznie mniej zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Transport drogowy, realizowany przez prywatne podmioty, w tym małej i średniej wielkości, okazał się najbardziej elastyczny, więc to on – wobec ograniczeń infrastruktury kolejowej – przejmował na siebie obsługę dostaw na coraz dłuższych trasach.

Sankcje okazały się też poważnym ciosem dla rosyjskich portów i terminali naftowych ulokowanych w basenach Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. Dodatkowo – ze względu na działania wojenne i wprowadzone restrykcje – koszty usług ubezpieczeniowych transportu morskiego w basenie Morza Czarnego znacznie wzrosły. Po wycofaniu się ze współpracy z FR zachodnich armatorów, na których opierał się rosyjski transport morski (w 2021 r. przypadło na nich niemal 90% morskich przewozów kontenerowych i 85% przewozów ropy), rosyjskie firmy rozbudowywały własną flotę, przede wszystkim skupując przestarzałe jednostki, w tym od europejskich armatorów (m.in. greckich, cypryjskich czy maltańskich), oraz wzmocniły kooperację z partnerami spoza Zachodu.

Obsługę kontenerowych przewozów morskich pomiędzy rosyjskimi portami a rynkami zagranicznymi przejęły głównie firmy zarejestrowane w FR – m.in. operator FESCO, obecnie kontrolowany przez państwowy koncern Rosatom (obsługuje głównie szlaki w kierunku Chin i Turcji, uruchomił także intermodalne połączenie Mińsk–Petersburg–Szanghaj), RusCon, kontrolowany przez Delo Group (kursuje z Petersburga i Noworosyjska do Turcji), czy Transmasters (pływający do ChRL), który wyczarterował trzy chińskie kontenerowce średniej wielkości (o pojemności 1662 TEU), pierwotnie przeznaczone na złom. Połączenie z Chinami obsługuje też zarejestrowana w Hong Kongu Global Field Line3, zaś w przewozy między portami Morza Czarnego a Turcją silnie zaangażowani są tureccy armatorzy, w tym nowo powstały (w 2022 r.) przewoźnik Sidra Line.

Eksportem objętej obostrzeniami ropy zajmują się natomiast tankowce pod rosyjską banderą oraz tzw. flota cienia (jednostki niezarejestrowane na Zachodzie i niekorzystające z ubezpieczeń renomowanych korporacji). Według szacunków S&P Global w czerwcu 2024 r. liczbę takich statków oceniono na blisko 6004, przy czym wartość ta systematycznie rośnie. Ponadto, mimo obowiązywania sankcji, zachodnie podmioty (z państw G7, UE oraz Norwegii) nadal transportowały rosyjskie paliwa i ropę bądź ubezpieczały ich wywóz – w grudniu 2023 r. ich udział w tym procederze w przypadku ropy wynosił 36%, a w przypadku paliw 62% (wobec 80% w marcu 2022 r.). Aby ominąć restrykcje, m.in. wyłączają one transpondery bądź wysyłają przy ich użyciu fałszywy sygnał lokalizacji. Rosyjskie paliwa i surowiec są także przeładowywane na otwartym morzu na większe jednostki (burta w burtę) w celu sfałszowania pochodzenia ładunku, choćby poprzez mieszanie ropy z Rosji z tą innych marek.

W efekcie w ciągu dwóch lat pełnoskalowej wojny rosyjskie porty zdołały zaadaptować się do nowych warunków i obsłużyć rosnące potrzeby krajowych firm. Morskie terminale naftowe przejęły bowiem eksport ropy, którą wcześniej dostarczano do Europy północną nitką ropociągu Drużba. Z kolei porty w basenie Morza Bałtyckiego zajęły się eksportem białoruskich nawozów mineralnych, dotąd eksportowanych przez porty państw bałtyckich.

Dodatkowo od połowy 2022 r. – dzięki wysokiemu urodzajowi i decyzji Kremla o zwiększeniu eksportu zbóż – nastąpił znaczny wzrost przewozów towarów rolno-spożywczych (w ciągu dwóch lat eksport zbóż podniósł się o prawie 20 mln ton). Ponadto, ze względu na ograniczoną przepustowość kolei w kierunku wschodnim, porty w europejskiej części Rosji nadal częściowo wykorzystywano do eksportu surowców, w tym węgla, na rynki azjatyckie.

W konsekwencji obroty portów morskich w 2023 r. były o 6% wyższe niż w 2021 r. i wyniosły ponad 880 mln ton. Wzrost ten wiązał się przede wszystkim ze zwiększonym załadunkiem ropy i produktów naftowych (o 6%), zbóż (o 60%), ładunków skonteneryzowanych (o 10,5%) oraz nawozów mineralnych (o 50%). Jedynie rosyjskie porty na Morzu Bałtyckim nie zdołały przekroczyć w 2023 r. poziomu obrotów sprzed inwazji na Ukrainę. Największe przyrosty odnotowały natomiast porty w basenie Morza Czarnego (o 13%) i na Dalekim Wschodzie (o 6%).

(...)

Najsłabszym ogniwem w procesie reorientacji rosyjskiego handlu na Wschód okazała się tamtejsza kolej. Jej ograniczona przepustowość (zwłaszcza odcinka na Dalekim Wschodzie, który już przed inwazją wykorzystywano do granic jego możliwości) nie pozwalała na pełne obsłużenie rosnących zamówień. Inwestycje w modernizację i rozbudowę infrastruktury co prawda prowadziły do zwiększenia przepustowości szlaków, ale jednocześnie w trakcie realizacji tych przedsięwzięć tworzyły się kolejne wąskie gardła. Niebagatelną korzyść dla transportu kolejowego w kierunku wschodnim przyniosła znaczna redukcja przewozów kontenerowych Korytarzem Północnym Kolejowego Jedwabnego Szlaku, prowadzącym między Chinami i Europą przede wszystkim przez terytorium Kazachstanu (w 2023 r. były one o ok. 65% niższe niż w 2021 r.), co skutkowało zwiększeniem potencjału przewozowego rosyjskich kolei w azjatyckiej części kraju. Pozwoliło im to przejąć rosnące obroty handlowe Rosji i Białorusi z ChRL (...).

(...)

Impulsem do przeorientowywania się na Wschód było skonfliktowanie się FR z Zachodem w wyniku aneksji Krymu w 2014 r. i agresji na Ukrainę. Intensyfikacja tego procesu nastąpiła jednak po inwazji w 2022 r. i objęciu Rosji zmasowanymi zachodnimi sankcjami. De facto pełnoskalowa wojna z Ukrainą nie zmieniła priorytetów polityki transportowej Kremla, lecz jedynie doprowadziła do przyspieszenia ich realizacji.

Z perspektywy władz zadaniem infrastruktury transportowej jest przede wszystkim zapewnienie dywersyfikacji kierunków eksportu rosyjskich surowców, głównie energetycznych, stąd koncentracja na projektach rozbudowy sieci kolejowej i rurociągowej na kierunku azjatyckim (na wschód i południe). Do postulatów Władimira Putina należy uniezależnienie się FR nie tylko od Zachodu, lecz także od zagranicy w ogóle. Zgodnie z tymi założeniami wielkość importu powinna zmniejszyć się do 2030 r. do równowartości 17% PKB (z 19% w 2023 r. i 26% w 2019 r.). Import ten powinien być  zdywersyfikowany i ograniczać się do niezbędnych Rosji dóbr, pozwalających na jak najszerszy zakres wytwarzania towarów i świadczenia usług na terenie państwa.

Poważną przeszkodę w realizacji tych celów stanowią zapóźnienia i wieloletnie niedoinwestowanie infrastruktury transportowej, zwłaszcza kolejowej i drogowej. Szczególnie słabo rozwinięte są przewozy intermodalne, w tym niezbędna do ich funkcjonowania sieć terminali przeładunkowych i centrów logistycznych. W zasadzie dopiero od pandemii COVID-19 i ożywieniu tranzytu towarów między Chinami i Europą przez terytorium FR rynek ten zaczął się dynamicznie rozwijać. Powstało kilka dużych centrów logistycznych wokół Moskwy w pobliżu węzłów kolejowych oraz portów (m.in. w Królewcu, Władywostoku, Noworosyjsku czy Petersburgu), dostosowanych m.in. do przeładunku towarów na różne środki transportu. Utrzymuje się także niski wskaźnik konteneryzacji – w przypadku przewozów kolejowych wynosił on w 2023 r. ok. 5,5%. Inwestycje w sektor transportowy sięgają średnio ok. 2% PKB, czyli o około połowę mniej, niż asygnują na te cele kraje rozwijające się i rozwinięte, przy czym tylko 30% tych środków przeznacza się na budowę nowych obiektów infrastruktury, pozostałe zaś pochłania utrzymanie już istniejących. W dużej mierze wiąże się to z niską jakością realizowanych inwestycji.

Kluczowym elementem rosyjskiego zwrotu na Wschód stało się przekierowanie rodzimych surowców energetycznych na rynek azjatycki. O ile reorientacja eksportu ropy naftowej z Europy do ChRL i Indii była możliwa bez dodatkowych nakładów na infrastrukturę rurociągową, o tyle przesył gazu wymaga już czasochłonnych i kosztownych inwestycji. Jak dotąd zainteresowania budową dodatkowych gazociągów łączących rosyjskie złoża błękitnego paliwa z Chinami nie wyraża jednak Pekin, natomiast rozbudowę skraplarni gazu, pozwalającą na jego eksport w postaci LNG, blokują zachodnie sankcje. W konsekwencji władze FR koncentrują się obecnie na zwiększeniu przepustowości rosyjskich kolei i portów, które zapewniają im wymianę handlową z zagranicą oraz zaopatrzenie regionów, terytoriów okupowanych i walczącej armii.

Ze względu na powierzchnię kraju kolej pozostaje priorytetowym środkiem transportu w Rosji, przede wszystkim na dalekich trasach. Przypada nań prawie 50% obrotów towarowych (w 2023 r. było to ok. 2,6 bln tonokilometrów), lecz w przeliczeniu na tony jego udział wynosi jedynie 14%. Około 80% dóbr przewożonych w ten sposób stanowi przy tym pięć grup towarowych: węgiel, produkty naftowe, materiały budowlane, rudy metali i metale. W przewozach kolejowych traktuje się je priorytetowo, a ich transport odbywa się kosztem m.in. przewozów kontenerowych. Sieć szynowa jest jednak słabo rozwinięta w azjatyckiej części Rosji. Osią infrastruktury prowadzącej do Oceanu Spokojnego są dwie (równoległe) magistrale: Kolej Transsyberyjska, kończąca się w porcie we Władywostoku, oraz Kolej Bajkalsko-Amurska (BAM), prowadząca do portu Wanino w Kraju Chabarowskim (...). Przepustowość tej ostatniej jest jednak mocno ograniczona (na początku 2024 r. wynosiła ok. 40 mln ton), jako że nie jest ona zelektryfikowana i na większości szlaku składa się z jednego toru.

(...)

Do obsługi dynamicznie rosnącego handlu z ChRL Rosja wykorzystuje także w coraz większym stopniu infrastrukturę kolejową Kazachstanu. W 2023 r. przez kraj ten przewieziono pomiędzy FR i Chinami 3,8 mln ton towarów, tj. o 35% więcej niż rok wcześniej, podczas gdy do rozpoczęcia inwazji na Ukrainę z tranzytu przez Kazachstan korzystano w mniejszym stopniu. Szlakiem tym przesyłano głównie towary między ChRL a UE. W ostatnich latach Astana konsekwentnie inwestuje w infrastrukturę transportową, w tym kolejową, dzięki czemu umacnia swoją pozycję w obszarze przewozów tranzytowych w regionie, zwłaszcza na kierunku chińskim. Efektami tych działań są trwająca rozbudowa dwóch istniejących już szlaków kolejowych wiodących przez granicę kazachstańsko-chińską (Horgos–Ałtynkol i Dostyk–Alaszankou) oraz rozpoczęcie tworzenia trzeciego – Bakty–Tacheng. Pozwoli to w 2027 r. zwiększyć przepustowość infrastruktury na granicy z ChRL z obecnych 28 mln do 48 mln ton. Kazachstan stara się ponadto dywersyfikować swoje możliwości dzięki równoległej rozbudowie szlaków transportowych prowadzących na południe (do Kirgistanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu), na zachód (przez Morze Kaspijskie do Azerbejdżanu) i na północ (do Rosji).

(...)

Potrzeby frontu oraz konieczność zapewnienia ciągłości dostaw na okupowany Krym wymusiły w ostatnich miesiącach na Kremlu również budowę kolei łączącej Rostów z Sewastopolem przez Donieck i Mariupol. Ma ona przebiegać wzdłuż wybrzeża Morza Azowskiego, dalej od frontu, równolegle do funkcjonującej drogi samochodowej (...). Połączenie to ma stanowić alternatywny szlak zaopatrzenia wobec mostu Krymskiego na wypadek jego zniszczenia lub uszkodzenia przez armię ukraińską. Zgodnie z zapowiedziami Kolei Rosyjskich ma ono zostać oddane do użytku do końca 2024 r.

Po tym jak w 2020 r. Zachód nałożył sankcje na Białoruś (i konsekwentnie je zaostrza), Rosja stała się dla tego państwa jedynym korytarzem transportowym towarów objętych ograniczeniami (głównie nawozów mineralnych) oraz na potrzeby importu. W 2023 r. 70% (ponad 6,6 mln ton) nawozów potasowych Białoruś wyeksportowała przez port w Petersburgu, a kolejne 17% (1,6 mln ton) – wykorzystując Kolejowy Jedwabny Szlak – bezpośrednio do Chin (w kontenerach). Ze względu na to, że restrykcje nałożone na Mińsk i Moskwę nie są zsynchronizowane, Białoruś stała się dla Rosji ważnym kanałem ich obchodzenia. Przez ten kraj wwożone są do FR m.in. samochody z UE. W efekcie, aby obsłużyć rosnące potoki towarowe, Rosja zdecydowała się na rozbudowę połączeń transportowych z Białorusią.

Iwona Wiśniewska - Polityka transportowa Rosji


Rosyjskie oficjalne reakcje na zwycięstwo Donalda Trumpa są wstrzemięźliwe, lecz spójne i sprawiają wrażenie przemyślanego sygnału politycznego. Jest on adresowany z jednej strony do wewnątrz Rosji (główne przesłanie to studzenie oczekiwań na szybki koniec wojny i poprawę relacji z USA), a z drugiej do przyszłej administracji Trumpa (docenianie deklaracji o chęci zakończenia konfrontacji zbrojnej i polepszenia stosunków).

Moskwa sugeruje otwartość na propozycje, ale oczekuje realnych działań Trumpa oznaczających odejście od polityki postrzeganej przez nią jako wroga. Kreml wskazuje przy tym, że pokój będzie wymagał spełnienia rosyjskich warunków. Ma poczucie, że – w związku z sytuacją na froncie i narastającym „zmęczeniem” Zachodu wojną – może oczekiwać na ofertę ze strony Białego Domu, aby negocjować z pozycji siły.

W propagandzie medialnej – obok wyrazów zadowolenia z wygranej Trumpa – dało się zauważyć dezorientację i niepokój, co wynikało z niepewności co do jego polityki, zwłaszcza względem Ukrainy. W związku z tym unikano ostrych wypowiedzi oraz prezentowania konkretnych scenariuszy. Zarówno ton kremlowskich mediów przed ogłoszeniem rezultatów, jak i treść powyborczego komunikatu rosyjskiego MSZ koncentrowały się na rzekomych nieprawidłowościach w procesie wyborczym. Sugeruje to, że Moskwa miała nadzieję na podważanie przez stronę przegraną wyników głosowania i kryzys polityczny w Stanach Zjednoczonych.

Oficjalne reakcje na wybór Trumpa są wyważone i ostrożne. Różnią się zasadniczo od tych z 2016 r., kiedy to nastroje w Moskwie ocierały się o euforię, a władze nie kryły swych oczekiwań na zasadniczą zmianę kursu USA.

Władimir Putin – inaczej niż w 2016 r. – nie wystosował oficjalnej depeszy gratulacyjnej do prezydenta elekta, co rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow uzasadnił tym, że Stany Zjednoczone to państwo „nieprzyjazne” i zaangażowane „pośrednio i bezpośrednio w wojnę” przeciwko Rosji. Dopiero wieczorem 7 listopada dyktator powinszował Trumpowi i skomplementował go za odważną reakcję podczas zamachu na jego życie. Podkreślił przy tym – jako „zasługujące co najmniej na uwagę” – deklaracje Trumpa o chęci poprawy relacji z FR i o zakończeniu „kryzysu ukraińskiego”. Ogłosił, że Moskwa jest gotowa na dialog i polepszenie stosunków z USA, ale „piłka leży po stronie Waszyngtonu”. Za nieodzowny warunek pokoju uznał „neutralność” Ukrainy, która musi się stać „niepodległa od sterujących nią sił zewnętrznych”. Moskwa ma być także gotowa do rozmów o kontroli zbrojeń nuklearnych – pod warunkiem kompleksowego uregulowania wzajemnych relacji.

Wcześniej Pieskow określił mianem znaczących słowa prezydenta elekta o jego pokojowych intencjach i dodał, że Moskwa będzie oceniać amerykańską administrację po czynach, a nie deklaracjach. Z kolei oficjalny komunikat MSZ FR głosił, że rosyjskie warunki zakończenia wojny i poprawy stosunków są niezmienne i znane Waszyngtonowi. Akcentował przy tym, że wybory nie położyły kresu głębokiemu rozłamowi społeczeństwa USA, który ma wymiar konfliktu wartości. Ocenia, że prezydentura Trumpa spotęguje „wewnętrzne napięcia i zacietrzewienie zwalczających się obozów”. Sformułowania te odzwierciedlają szeroko rozpowszechnione w rosyjskich elitach oczekiwania, że podziały polityczne w Stanach Zjednoczonych są na tyle poważne, że nieuchronnie doprowadzą do głębokiego kryzysu politycznego.

Komunikat MSZ stwierdza też, że Kreml nie ma złudzeń co do Trumpa i większości republikańskiej w Kongresie, ponieważ cała elita polityczna USA trzyma się „antyrosyjskich pozycji i linii na powstrzymywanie Moskwy”. Jednocześnie jednak deklaruje gotowość do współdziałania z nową ekipą w Białym Domu, ale będzie się orientować na „osiągnięcie wszystkich celów postawionych przez specjalną operacją wojskową”.

W ostatnich dniach przebieg wyborów prezydenckich w USA stanowił kluczowy temat rosyjskich mediów propagandowych. Relacje na ten temat bezpośrednio wiązano z wojną na Ukrainie, co oddaje priorytety Kremla w stosunkach z USA. Oceny komentatorów różniły się od siebie, a nawet sobie przeczyły, co sugeruje, że instrukcje z Kremla, tradycyjnie spływające do nich przy okazji wydarzeń pierwszoplanowych, z uwagi na niepewność co do konsekwencji wyniku elekcji nie były tak dokładne jak zazwyczaj.

W reakcjach propagandy wybór Trumpa przedstawiano jako mający niejednoznaczne konsekwencje dla Rosji. Z jednej strony otwiera on szanse na zmianę polityki Waszyngtonu i zakończenie wojny na warunkach Moskwy, a z drugiej – z uwagi na impulsywność i nieprzewidywalność prezydenta elekta – niesie ze sobą ryzyko. Mimo tej niepewności Trump był kandydatem preferowanym przez Kreml i faworyzowanym przez propagandę. Ze względu na brak jasności co do decyzji, jakie podejmie prezydent elekt, przyjęła ona postawę wyczekującą. Wskazywano, że nowy przywódca dysponuje instrumentami, którymi może zmusić Ukrainę do kapitulacji, oraz że choć w jego otoczeniu nie ma „rusofobów”, to w trakcie pierwszej jego prezydentury nakładano sankcje na Rosję i przekazywano Kijowowi broń.

Wśród komentatorów nie zaistniał konsensus odnośnie do tego, jakie warunki zakończenia wojny może wysunąć Trump. W tym kontekście demonstrowano rosyjski brak elastyczności i determinację – zapewniano, że Kreml może rozmawiać z USA tylko o postulatach z grudnia 2021 r., gdyż dla Rosji kwestia ukraińska to preludium do przebudowy architektury bezpieczeństwa w Europie. Jednocześnie wyrażano obawy, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych może zażądać natychmiastowego zamrożenia konfliktu na linii ognia (bez oddania pod kontrolę FR wszystkich anektowanych obwodów Ukrainy).

Wśród komentarzy można także dostrzec pewien zawód: nie spełniły się wcześniejsze oczekiwania Kremla, że wybory nie przyniosą jednoznacznego rozstrzygnięcia lub będzie ono kwestionowane, co doprowadzi do destabilizacji systemu politycznego USA lub – w wymarzonym scenariuszu Moskwy – do paraliżu państwa i wręcz wojny domowej. Jest to zgodne z linią środków aktywnych podejmowanych przez Rosję w trakcie kampanii. Z raportów amerykańskich instytucji odpowiadających za bezpieczeństwo wynika, że rosyjska ingerencja przedwyborcza (dokonywana głównie w sferze cybernetycznej) miała na celu przede wszystkim prowokowanie i pogłębianie wewnętrznych konfliktów oraz podważanie zaufania Amerykanów do ich państwa, a zwłaszcza do bezstronności procedur wyborczych.

Rosyjskie reakcje sugerują, że Moskwa nie ma jasności co do dalszej polityki Trumpa, ale jego poprzednie deklaracje budzą jej nadzieje na rewizję polityki krytycznej wobec niej i strategiczny przetarg. Kreml wysyła zatem pozytywne sygnały o gotowości do dialogu i poprawy relacji, ale uważa, że zainicjować je musi administracja nowego prezydenta. Oczekuje przy tym oferty uwzględniającej jego żądania nie tylko względem Ukrainy, lecz także bezpieczeństwa europejskiego i innych sfer wzajemnych stosunków.

osw.waw.pl


Wynalezienie nowoczesnego druku w XV w. uznawane jest za kamień milowy w historii ludzkości i kluczowy czynnik początku nowożytności. Jednak ta innowacja miała także swoją ciemną stronę, jak donosi zespół socjologów pod kierownictwem Kerice Doten-Snitker z Santa Fe Institute w stanie Nowy Meksyk. Według nich druk i możliwość szerokiego rozpowszechniania idei znacząco przyczyniły się do popularności polowań na czarownice w Europie. Dlaczego?

Pomiędzy 1450 a 1750 r. w Europie oskarżono o czary około 90 tys. osób, z czego około 45 tys. zostało straconych, pisze trzyosobowy zespół badaczy w czasopiśmie "Theory and Society". Nagłe pojawienie się "szału na czarownice" jest zagadkowe, ponieważ wiara w czary była powszechna w Europie od wieków. "Jednak polowania na czarownice na taką skalę pojawiły się raczej nagle, rozprzestrzeniły się szeroko i były zauważalnie brutalniejsze w porównaniu do wcześniejszych prześladowań" - czytamy w badaniu.

Istnieje wiele wyjaśnień tego zjawiska, takich jak religijny zapał będący reakcją na reformację i kontrreformację, epidemie, wojny czy poszukiwanie kozłów ofiarnych. Wszystko to mogło odegrać pewną rolę, piszą socjolodzy. Niemniej jednak, szczególnie uderzająca jest czasowa zbieżność między początkiem zorganizowanych polowań na czarownice a pojawieniem się druku. Druk nie tylko promował rozpowszechnianie wiedzy i ideałów humanistycznych, ale także nowych ideologii.

Autorzy piszą, że "początek druku był kluczowy dla rozprzestrzenienia się polowań na czarownice", ponieważ to właśnie publikacja podręczników dotyczących polowania na czarownice pozwoliła, aby zjawisko to opuściło małe kręgi teologów i inkwizytorów.

Najbardziej wpływową publikacją było dzieło "Malleus maleficarum", znane również jako "Młot na czarownice", napisane przez niemieckiego dominikanina i inkwizytora Heinricha Kramera, które po raz pierwszy ukazało się w drugiej połowie lat 80. XV w. Było to pierwsze "praktyczne podręcznikowe" połączenie teorii i praktyki polowań na czarownice — zawierało instrukcje dotyczące badania, przesłuchiwania i skazywania oskarżonych. Do XVII w. wydano dziesiątki edycji tej książki, co, jak konkludują badacze, miało wpływ na procesy czarownic w całej Europie.

Grupa badaczy podkreśla, że druk nie był bezpośrednią przyczyną polowań na czarownice, ale umożliwił ich bezprecedensowy zasięg. "Wpływ książki rozprzestrzeniał się falami" -czytamy w badaniu, które obok Kerice Doten-Snitker i socjolog Yuan Hsiao z Yale, napisał profesor socjologii Steven Pfaff z Chapman University, Kalifornia.

Po nowej serii wydawniczej w drugiej połowie XVI w. nastąpiła kolejna fala prześladowań inspirowanych książką. Przykładem są lokalne władze w Trewirze, które w latach 80. XVI w. wyraźnie powoływały się na te publikacje, aby uzasadnić i przeprowadzać swoje procesy.

Innymi przykładami z końca XVI i początku XVII w. są prześladowania czarownic w miejscowościach takich jak Wiesensteig koło Göppingen, Osnabrück, Fulda, Würzburg i Bamberg. Zgodnie z badaniami, praktyka procesów czarownic przenikała także do sąsiednich miast: "Miasta nie podejmowały takich decyzji w izolacji" - wyjaśnia Doten-Snitker w komunikacie swojego instytutu. "Obserwowały, co robią sąsiedzi i uczyły się na tych przykładach. Połączenie nowych idei zawartych w książkach oraz wpływu procesów z pobliskich miejsc stworzyło idealne warunki do rozprzestrzenienia tych prześladowań".

onet.pl