wtorek, 5 listopada 2024



Siły rosyjskie poczyniły kolejne postępy w zachodniej części obwodu donieckiego, pogłębiając oskrzydlenie zgrupowania przeciwnika w rejonie Kurachowego. Pod ich kontrolę przynajmniej częściowo przeszły miejscowości graniczące z nim od północnego wschodu. O kolejne 3–6 km w głąb zgrupowania ukraińskiego posunęły się jednostki agresora atakujące od południa. Ponowiły one też natarcie w kierunku zachodnim, wbijając się w pozycje obrońców na głębokość do 5 km na froncie o szerokości 10 km. Najeźdźcy wznowili także natarcie na zachód od Sełydowego, w kierunku głównej drogi łączącej obecnie Pokrowsk i Kurachowe. Tam również wbili się na ok. 5 km i wkroczyli do miejscowości Nowoołeksijiwka.

Ukraińcy zintensyfikowali działania na rzecz obrony Pokrowska, który zostanie przekształcony w twierdzę. Lokalna administracja wojskowa ogłosiła, że wjazd i wyjazd do miasta będzie zablokowany. Po raz kolejny zaapelowała też do mieszkańców o ewakuację (według stanu na 30 października pozostało ich 11,9 tys.). Rosjanie znajdują się o niespełna 7 km od miasta. Poza permanentnym ostrzałem i uderzeniami z powietrza brak innych oznak przygotowań do jego zdobywania.

Na pozostałych kierunkach natarcie agresora spowolniło, a osiągnięte przez niego postępy terenowe były nieznaczne. W rejonie rzeki Żerebeć doszło do obustronnego wyrównania linii frontu, a w okolicach Łypci na północ od Charkowa obrońcy odzyskali część zajmowanych wcześniej pozycji. Najeźdźcy skupiają się obecnie na likwidacji zgrupowania przeciwnika w zachodniej części obwodu donieckiego, a pozostałe kierunki traktują jako pomocnicze. Do aktywizacji na nich dochodzi w sytuacji osłabienia lokalnego zgrupowania ukraińskiego – najczęściej w konsekwencji wycofania i przesunięcia części sił obrońców do rejonu Pokrowska lub do obwodu kurskiego. Sytuacja na północ od Charkowa wskazuje jednak, że w dogodnej sytuacji także na mniej obecnie ważnych kierunkach Ukraińcy nie rezygnują z odzyskania przynajmniej niektórych utraconych terenów.

Według władz ukraińskich w obwodzie kurskim po stronie wroga walczą żołnierze z Korei Północnej, a część mediów donosi, że w starciach z Ukraińcami zginęło ich ok. 40. Pentagon twierdzi, że Rosja rozmieściła w obwodzie kurskim 12 tys. północnokoreańskich wojskowych, lecz nie zdecydowała jeszcze, jak ich wykorzystać. Wywiad Korei Południowej donosi z kolei, że w FR znalazło się 10 tys. żołnierzy z KRLD, z których „znacząca część przemieszczona została do rejonów przyfrontowych, w tym do Kurska”, ale nie bierze udziału w walkach.

2 listopada ukraiński wywiad wojskowy (HUR) poinformował, że w ostatnim tygodniu października wróg rozmieścił w pobliżu granic Ukrainy ponad 7 tys. żołnierzy armii KRLD. Są oni wyposażeni w uzbrojenie udostępnione przez armię rosyjską (karabiny szturmowe AK-12, moździerze 60 mm, karabiny maszynowe RPK/PKM, karabiny snajperskie SWD/SWCz i granatniki RPG-7). Dzień wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski oświadczył, że siły ukraińskie mogłyby dokonać prewencyjnego uderzenia na obozy wykorzystywane przez wojska północnokoreańskie, jednak nie posiadają uzbrojenia dalekiego zasięgu.

(...)

Obserwowane od połowy października znaczące zwiększenie liczby używanych przez agresora dronów (zob. Aneks) nadal odczuwa Kijów. O zniszczeniach w stolicy (oficjalnie wskutek upadku odłamków) informowano 2 i 3 listopada. Zgodnie z ukraińskimi danymi od wieczora 29 października do rana 5 listopada wróg wykorzystał 39 rakiet (obrońcy zadeklarowali zniszczenie sześciu) oraz 479 dronów Shahed/Gerań (zniszczone miały zostać 284 bezzałogowce, a 167 uznano za lokacyjnie utracone, co według Kijowa mogło wynikać z oddziaływania systemów walki radioelektronicznej).

1 listopada ukraińskie drony zaatakowały bazę paliwową w Kraju Stawropolskim oraz przedsiębiorstwo kompleksu paliwowo-energetycznego w Baszkortostanie. Na terenie pierwszego z wymienionych doszło do krótkotrwałego pożaru. Dzień wcześniej celem uderzenia było przedsiębiorstwo TEK w Ufie, gdzie także nie odnotowano poważniejszych zniszczeń.

Służby specjalne agresora kontynuują werbunek młodocianych obywateli Ukrainy i zlecają im działania dywersyjne. 30 października w Kijowie podpalono trzy placówki operatora pocztowego Ukrposzta. Sprawcę zatrzymano – był nim uczeń szkoły średniej, który po wykonaniu zadania przesłał swojemu „opiekunowi” dokumentację fotograficzną jako podstawę do wypłaty honorarium. Za popełnione przestępstwo 16-latkowi grozi do 7 lat pozbawienia wolności.

2 listopada rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oskarżyła stronę ukraińską o sabotowanie wymiany setek jeńców, stwarzając jednocześnie „pozory międzynarodowych wysiłków na rzecz ich uwolnienia”. Według niej Moskwa zaproponowała przekazanie 935 ukraińskich jeńców wojennych, z czego Kijów przyjął tylko 279. Zasugerowała również, że władze ukraińskie uniemożliwiają powrót osób, które np. dobrowolnie poddały się Rosjanom. Jednocześnie w rosyjskich mediach pojawiają się informacje, że wielu ukraińskich jeńców odmawia powrotu, chwaląc sobie warunki pobytu w FR.

(...)

Problemy z realizacją planów mobilizacyjnych spowodowały, że sądy odstępują od ścigania mężczyzn, którzy po raz pierwszy samowolnie oddalili się z jednostki wojskowej. W październiku sądy w obwodach lwowskim, iwanofrankiwskim, wołyńskim, zakarpackim i tarnopolskim wydały ok. 100 decyzji o odstąpieniu od ukarania niezdyscyplinowanych żołnierzy, pod warunkiem że dobrowolnie powrócą do macierzystych jednostek. Opuszczenie bez uzasadnionego powodu jednostki wojskowej lub miejsca służby w sytuacji bojowej zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 10.

osw.waw.pl


Z analizy „New York Timesa” (NYT) wynika, że ekstremiści wykorzystują komunikator jako narzędzie do rekrutacji i radykalizacji nowych członków ruchów „denializmu wyborczego”. Dziennikarze zbadali milion wiadomości na 50 grupach, które zrzeszają ponad 500 tys. członków.

Dziennik zauważa, że na profilach grup wspierających Republikanów pojawiły się ostatnio wiadomości wzywające do przygotowania się do buntu w razie niekorzystnego wyniku głosowania w okręgach z przewagą Demokratów. Niektóre posty zawierały zdjęcia uzbrojonych mężczyzn; inne sugerowały, że przegrana Donalda Trumpa będzie hańbą dla systemu sprawiedliwości.

„Niedługo przyjdzie dzień, gdy trzeba będzie podjąć decyzję” – taki wpis pojawił się na profilu radykalnie prawicowej organizacji Proud Boys, która odegrała ważną rolę w organizacji ataku zwolenników Trumpa na Kapitol z 6 stycznia 2021 r. „Albo staniesz po stronie oporu, albo (…) zaakceptujesz jarzmo tyranii i opresji”.

W stanie Georgia konto jednej z organizacji wspierających Trumpa wezwało swoich członków do uczestnictwa w spotkaniach komitetów wyborczych, aby nadzorować liczenie głosów. Z kolei w Nowym Meksyku zachęcano do użycia kamer w celu monitorowania komisji wyborczych oraz zgłaszania ewentualnych nieprawidłowości wyborczych na policję.

„NYT” zwraca uwagę, że Telegram stał się głównym narzędziem używanym przez ekstremistów do koordynowania politycznych akcji w rzeczywistości. Dziennik podkreśla, że platforma może dawać wskazówki na temat wydarzeń, które mogą mieć miejsce po wyborach.

„Telegram odegrał niewielką, ale znaczącą rolę po wyborach w 2020 r. jako narzędzie do planowania ataków na Kapitol (…). Dzisiaj możliwości wpływu komunikatora są większe i potencjalnie bardziej niebezpieczne” – ocenia dziennik. 

PAP

poniedziałek, 4 listopada 2024



Fakty są takie, że choć nie wszystko idzie zgodnie z założeniami, to jednak widać, że Intel ogólnie idzie we właściwym kierunku. Lunar Lake będzie przełomowym produktem w historii firmy, bo jest pierwszym układem stworzonym za pomocą rynkowych, a nie wewnętrznych narzędzi. Sukces sprzedażowy jest w jego przypadku drugorzędną sprawą, bo ma postawione przed sobą zupełnie inne cele.

Intel w końcu stworzył też z twórcami wspomnianych narzędzi (Cadence, Synopsys) niezbędne rozszerzenia i biblioteki, dzięki którym zewnętrzni klienci w końcu będą mieli realne szanse na skorzystanie z linii produkcyjnych fabryk Intela. W praktyce najważniejszym pytaniem jest więc, czy Intelowi wystarczy czasu na dokończenie wszystkich niezbędnych zmian. Trochę szkoda, że Pat Gelsinger nie przejął sterów rok wcześniej. Bob Swan miał być tylko tymczasowym CEO, który miał na chwilę załatać dziurę powstałą po aferze obyczajowej Briana Krzanicha. Potem przyszedł COVID, Intel zaczął notować rekordowe zyski, bo ludzie rzucili się na nowe komputery, przez co wszyscy zaczęli się klepać po plecach. Może gdyby nie ta sytuacja, teraz na przyszłość Intela patrzylibyśmy inaczej.

Jednak nawet jeśli nie wystarczy czasu i Intel w 2025 roku nie odzyska pozycji technologicznego lidera, o której tyle mówi Pat Gelsinger, moim zdaniem nie będzie można mówić o śmierci Intela.

Po pierwsze trzeba pamiętać o... wątku politycznym. Intel, a dokładniej fabryki Intela, są bardzo ważne dla rządu USA, bo jest to ostatnia amerykańska firma, która jest w stanie produkować najbardziej zaawansowane mikroprocesory. Czyli nawet jeśli Intel się wyłoży, to w najgorszym przypadku widzę sytuację, gdy fabryki zostają całkowicie oddzielone od części produktowej firmy i idą pod rządową kroplówkę, przechodząc na "model chiński". W Chinach mało kogo obchodzi, że SMIC notuje straty. W Tajwanie i Korei pieniądze podatników również płyną szerokimi strumieniami do TSMC i Samsunga. Fabryk tego typu po prostu nie można rozpatrywać jedynie w kontekście wartości biznesowej, bo mają one ogromne znaczenie strategiczne.

A po drugie... skoro AMD nie umarło i obecnie święci tryumfy między innymi dzięki temu, że kiedyś kupiło ATI (a swego czasu ten zakup niemal pogrzebał firmę), to Intel też jest w stanie przetrwać. Co prawda może to zrobić w innej formie niż dotychczasowa, więc Intel, którego znamy, może umrzeć, ale z wysyłaniem Intela na stypę z Blackberry i Nokią jeszcze bym się wstrzymał.

komputerswiat.pl


To pierwszy raz w historii kiedy w Sejmie (Saeima) wszczęto procedurę wobec deputowanych w związku z niewystarczającą znajomością języka łotewskiego – poinformował krajowy nadawca LSM.

Rozpatrywana była także sprawa drugiego posła z partii Dla Stabilności! (ST!) Jefimijsa Klementjevsa, ale komisja ds. mandatów i etyki uznała, że jego znajomość języka znacznie się poprawiła i polityk może kontynuować prace w parlamencie oraz w odpowiednich komisjach. Kwalifikacje Pucki należy jednak sprawdzić – powiedział szef komisji Janis Vucans. Wcześniej na polityków w związku z zastrzeżeniami co do ich znajomości języka narodowego nałożone zostały grzywny.

"Niezależnie od wyniku głosowania Łotwa to mój dom, Łotwa to moja ojczyzna. Boże błogosław Łotwę!" – oświadczył 50-letni Puczka wywodzący się z regionu Dyneburga na południowym wschodzie Łotwy.

Ostatecznie za skierowaniem Puczki na egzamin w 100-osobowej izbie opowiedziało się 67 posłów, a 12 było przeciw. Partia Dla Stabilności!, utworzona na początku 2021 r., jest ugrupowaniem opozycyjnym i w obecnej kadencji parlamentu dysponuje 10 mandatami.

PAP


Dotychczasowa niemiecka pomoc wojskowa dla Ukrainy była - zdaniem autorów - niewielka i wyniosła 10,6 mld euro, co odpowiada 0,1 proc. niemieckiego PKB. Dla porównania, podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej (1991 r.) Niemcy wydały sześciokrotnie więcej – 0,6 proc. PKB lub 4 proc. całorocznego budżetu. Nawet po doliczeniu pomocy humanitarnej obecna pomoc w skali roku wynosi 0,14 PKB.

W ocenie autorów – prezesa Kilońskiego Instytutu Moritza Schularicka i jego współpracownika Johannesa Bindera - koszt przerwania pomocy byłby bardzo wysoki ze względu na falę uciekinierów z Ukrainy, wyższe wydatki na NATO w związku z koniecznością obrony państw bałtyckich oraz zerwanie relacji handlowych z podbitą przez Rosję Ukrainą. Porażka Zachodu zwiększyłaby w dodatku prawdopodobieństwo nowych konfliktów w świecie.

Binder i Schularick podkreślają, że Rosja zgodzi się na negocjacje i zakończenie wojny dopiero wtedy, gdy dojdzie do wniosku, że nie jest w stanie jej wygrać środkami militarnymi, a Zachód udowodni, że jest zdecydowany na trwałe wsparcie walczącej Ukrainy.

Rozwijając poszczególne punkty raportu, autorzy podkreślają, że niemiecka pomoc wojskowa jest niewielka i wyniosła od 2022 r. 10,6 mld euro, co odpowiada 0,1 proc. skumulowanego PKB. Niemcy znajdują się dopiero na 16 miejscu, a wyprzedzają je m. in. Dania (0,65 proc.), Estonia (0,57 proc.) i Łotwa (0,43 proc.), a także Polska.

Dla zilustrowania tezy o niewielkiej skali pomocy, autorzy zwracają uwagę, że dopłaty z budżetu na samochody służbowe z silnikami spalinowymi kosztują budżet rocznie 13,7 mld euro.

Odnosząc się do przewidywanych następstw rosyjskiego zwycięstwa nad Ukrainą, eksperci piszą, że niemieckie wydatki na obronność musiałyby wzrosnąć od 0,5 proc. do 1 proc. PKB rocznie. Niemcy musiałyby się też liczyć z falą uciekinierów, której liczebność szacowana jest od 1,9 mln. do 3,8 mln. oraz ze stratami ekonomicznymi wskutek zawieszenia eksportu i utratą inwestycji w Ukrainie.

Binder i Schularick zaznaczają, że tylko wiarygodne odstraszanie może skłonić Rosję do zakończenia wojny. Odrzucają populistyczne hasła, według których przerwanie dostaw broni do Ukrainy doprowadzi do pokoju. Zwracają uwagę, że siła gospodarcza UE jest dziewięciokrotnie większa od rosyjskiej (PKB UE – 18,9 bln dolarów, Rosji – 2 bln USD), a produkcja przemysłowa pięciokrotnie większa. Nawet bez pomocy USA, potencjał Europy wystarczy do odparcia rosyjskiej agresji. Konieczna jest jednak polityczna wola – zaznaczają.

Przestrzegając zasad konsekwentnego odstraszania, Zachód może uświadomić Rosji, że nie wygra wojny środkami militarnymi.

W wywiadzie dla tygodnika „Die Zeit” Schularick powiedział, że Niemcom bardziej niż pieniędzy brakuje właściwej postawy wobec nowej sytuacji w dziedzinie bezpieczeństwa. „Od końca II wojny światowej opieraliśmy się na tym, że ktoś inny nas obroni – Amerykanie, NATO, świat zachodni. (…) Przekonanie, że ktoś za nas to zrobi, jest ciągle jeszcze bardzo rozpowszechnione. (…) Nie chcemy wziąć na siebie odpowiedzialności. Ale pokoju i wolności nie można mieć za darmo” – zauważył prezes Kilońskiego Instytutu.

Schularick opowiedział się za zwiększeniem wydatków na wojsko. Przypomniał, że w czasach, gdy Willy Brandt był kanclerzem (1969-1974), RFN wydawała 3 proc. PKB na obronność. Polska przeznacza na wojsko więcej, a wkrótce może dojść do 5 proc., USA wydają 3,5 proc.

„Jeżeli Niemcy osiągną poziom 3 proc., to byłoby to 120 mld euro, a więc tyle, ile wynosi roczna dopłata z budżetu centralnego do emerytur” – podkreślił.

PAP

niedziela, 3 listopada 2024



Historię o tym, jak Radosław Sikorski w przededniu wojny ostrzegł Ukraińców, opowiedział Sergiej Leszczenko, były dziennikarz i doradca Wołodymyra Zełenskiego. To anegdota, pokazująca, że na zachód od Kijowa, w Europie także zdawano sobie sprawę z nadchodzącej nawałnicy.

Rzecz działa się 20 lutego (dwa dni przed rosyjską inwazją) na spotkaniu w czasie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Leszczenko powiedział serwisowi Puck, że rozmawiał wówczas z wieloma osobami, które zazwyczaj powtarzały popularne frazesy o tym, że wojny nie będzie, a Ukraina już odniosła sukces. Później głos zabrał jednak Radosław Sikorski i powiedział, według relacji Leszczenki, co następuje:

Będzie wojna i to się stanie w tym tygodniu. Zostaniecie zniszczeni za trzy dni. Nikt wam nie pomoże, chyba że szybko zniszczycie 10 tys. rosyjskich żołnierzy, 100 rosyjskich samolotów i 300 rosyjskich czołgów. Jeśli to zrobicie, kraje zaczną dawać wam broń i nakładać sankcje na Rosję.

Po słowach Sikorskiego w pomieszczeniu zapadła cisza, a Leszczenko przyznawał później, że wystąpienie polskiego dyplomaty brzmiało, jak wysłuchiwanie wyroku "herolda apokalipsy".

rmf24.pl


- Bezsprzecznie Rosja stara się wpływać na amerykańską opinię publiczną w kontekście wyborów. Mówiąc wprost, Kreml stawia na Donalda Trumpa. Nie twierdzę, że jest on jakimś sojusznikiem Rosjan, ale ewidentnie widzą oni większą korzyść dla siebie w sytuacji, gdyby to on wrócił do Białego Domu - mów dr Marek, założyciel Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa.

Specjalista wskazuje dwie główne płaszczyzny wpływania przez Kreml na amerykańskich wyborców. Po pierwsze to użycie znanych prawicowych publicystów, a po drugie klasyczne farmy trolli, fałszywe wiadomości i zmanipulowane nagrania, oraz rosyjskie media anglojęzyczne.

 - Najbardziej jaskrawy przykład to aktywność osób wprost kooperujących z Rosją. Takich jak Jackson Hinkle, Tucker Carlson, Douglas McGregor czy Scott Ritter. To są osoby, które mają w mediach społecznościowych milionowe zasięgi i systematycznie serwują narrację Kremla. Niektórzy wręcz odwiedzają Rosję i jak na przykład Hinkle, wprost wybielają rosyjskie zbrodnie w Ukrainie, czy jak Carlson dają głos Putinowi. Są to osoby z kręgu zwolenników Donalda Trumpa i to do jego wyborców ten przekaz głównie trafia - mów dr Marek.

Nie ma bezsprzecznych dowodów na finansowanie ich przez Rosję, czy aktywną współpracę z jej służbami. Jednak liczne powiązania, wizyty w Rosji, wychwalanie rosyjskiego reżimu i jego działań, deprecjonowanie Ukrainy i szerzej Zachodu, czynią z tych ludzi co najmniej tak zwanych "pożytecznych idiotów". Tak w ZSRR i na zachodzie w czasach istnienia tegoż państwa potocznie określano zachodnich dziennikarzy i intelektualistów, którzy z pobudek ideologicznych wychwalali Kraj Rad i deprecjonowali swoje ojczyzny. "Idioci", bo nie brali za to pieniędzy od ZSRR.

Służby USA obecnie starają się ograniczyć wpływ tego rodzaju przekazu. Na początku września FBI postawiło zarzuty dwóm obywatelom Rosji, ogłosiło sankcje przeciwko dziesięciu osobom oraz firmom, a do tego przejęło 32 domeny internetowe. Głównym celem operacji okazała się założona w stanie Tennessee przez dwóch pracowników rosyjskiej telewizji RT firma Tenet Media. Rosja wpompowała w nią niemal 10 milionów dolarów, które wędrowały do sieci głównie amerykańskich twórców takich jak Dave Rubin, Benny Johnson czy Tim Pool. Czyli prezentujących raczej prawicowe treści, zbieżne pod wieloma względami z przekonaniami wyborców Trumpa. Według Departamentu Sprawiedliwości była to operacja podjęta z aprobatą Kremla, mająca na celu wzmocnić kandydata Partii Republikańskiej, kimkolwiek on by był.

- Do działalności agentów wpływu oraz osób z różnych powodów wspierających Kreml należy dodać oczywiście działania klasyczne, czyli farmy trolli i anglojęzyczne media służące przekazowi narracji Kremla - mówi o drugiej płaszczyźnie działań Rosjan dr Marek. W ostatnich tygodniach w amerykańskich mediach dużo napisano zwłaszcza o grupie Sztorm-1516 i R-FBI. Ta ostatnia została oryginalnie założona przez Prigożina, ale tak jak wszystkie wartościowe elementy jego imperium, została po jego śmierci przejęta przez innych zauszników Kremla. Działa nadal.

Według zespołu badaczy z uniwersytetu Clemson w Karolinie Południowej sieć zarządzana przez grupę Sztorm-1516 w ciągu roku stworzyła i szerzyła 54 różne fałszywe narracje. Przy czym nie chodzi tu o kilka postów trolli na jakiś temat, ale o złożone kampanie z użyciem zmanipulowanych nagrań, fałszywych wywiadów czy zdjęć. Na przykład historię o tym, jak to niby podczas oficjalnej wizyty w Zambii w 2023 roku Harris udała się na safari i zastrzeliła ściśle chronionego czarnego nosorożca, których żyje tylko około 30. Towarzyszył temu wywiad z rzekomym strażnikiem parku narodowego, który to potwierdzał i deklarował, iż informacja o polowaniu została stłumiona przez władze, a wszystkim świadkom nakazano milczenie. Harris owszem była w Zambii w 2023 roku, ale podczas całej wizyty nie była na żadnym safari, a jedynie w stolicy kraju, Lusace. Władze parku narodowego North Luangwa zaprzeczyły, aby widoczny na wideo mężczyzna był ich pracownikiem. Podobnie przygotowana była operacja mająca na celu przekonanie, że Harris potrąciła pieszą i uciekła z miejsca wypadku w San Francisco.

Zmanipulowane materiały miały też na celu Waltza, któremu zarzucono molestowanie swoich męskich uczniów, kiedy był nauczycielem i trenerem w szkole w Minnesocie w latach 1996-2006. Ofiarą miał być między innymi uczeń na wymianie z Kazachstanu. Organizujący wymianę Departament Stanu zaprzeczył, aby ktoś taki istniał, a jedno z nazwisk rzekomej ofiary okazało się być imieniem owszem ucznia ze szkoły Waltza, który jednak zaprzeczył, aby kiedykolwiek miał z nim zajęcia. Dowodów nie było, poza rzekomymi emailami i zmanipulowanymi cyfrowo nagraniami rozmowy z rzekomymi informatorami.

W kontekście samych wyborów pojawiły się już fałszywe nagrania mające przedstawiać na przykład grupę nielegalnych imigrantów z Haiti celowo sprowadzonych przez Demokratów celem seryjnego głosowania w ważnym stanie Georgia na podstawie sfałszowanych dokumentów, czy palenie kart wyborczych z głosami oddanymi na Trumpa. W obu przypadkach szybko ustalono, że to kłamstwa. Według specjalistów z uniwersytetu Clemson w wielu tego rodzaju przypadkach wszystko wskazuje na standardowe metody grupy Sztorm-1516, której narrację chętnie podchwytują raz za razem publicyści i influencerzy związani z amerykańską prawicą.

Analitycy wskazują przy tym na jedną osobę, jako szczególnie przydatną dla Rosjan. To John Mark Dougan, były policjant z Florydy, który zbiegł do Rosji w 2016 roku po postawieniu mu w USA zarzutów o wymuszenie i nielegalny podsłuch. Otrzymał azyl od Rosjan i aktualnie jest wiązany z siecią stron pseudoinformacyjnych, często noszących nazwy sugerujące, że są normalnymi amerykańskimi mediami. Na przykład "Chicago Times Herald", która należała do lokalnej gazety, ukazującej się na przełomie XIX i XX wieku w Chicago, ale jeszcze przed I wojną światową zniknęła z rynku. Aktualnie czołową gazetą tego regionu jest "Chicago Tribune". - Jeśli chodzi o działania w ramach grupy Sztorm-1516, to dostaje za nie pieniądze. Nie jest jednak żadnym geniuszem zła i koordynatorem, ale pionkiem. Pożytecznym idiotą - powiedział w rozmowie z CNN anonimowy "europejski pracownik służb wywiadowczych". Dougan w rozmowie ze stacją temu zaprzeczył i zdecydowanie odrzucił wszelkie oskarżenia o współpracę z aparatem rosyjskiej dezinformacji.

- Ludzie zaangażowani w te całe sieci dezinformacji, robią to z różnych powodów. Niektórzy dla pieniędzy, inni z przyczyn ideologicznych. Całość jest bardzo scentralizowana i zarządzana z góry, choć czasem wkrada się tam chaos i brak spójności. Zdarzają się pionki, które podejmują inicjatywę i nie zawsze można powiedzieć, czy to działanie zespołowe, czy indywidualne - twierdzi ten sam rozmówca amerykańskiej telewizji. Podobnie uważają badacze z Uniwersytetu Clemsona, którzy w swoim raporcie wydanym w tym miesiącu stwierdzają, iż trudno jednoznacznie określić strukturę całej sieci dezinformacji skupionej wokół Sztorm-1516 i R-FBI, ale wyraźnie widać, że są jednym organizmem.

- Ich narracje miały największy efekt ze wszystkich rosyjskich kampanii dezinformacyjnych na przestrzeni ostatnich czterech lat. Czyli ktokolwiek za tym stoi, jest najpoważniejszym graczem, a z moich analiz wynika, że za zarówno Sztorm-1516 jak i R-FBI stoi ta sama osoba - uważa Patrick Warren z Uniwersytetu Clemsona. - Nie jestem przekonany, żeby te rosyjskie działania wpłynęły na wynik wyborów w USA. Myślę, że ich cel jest mniej ambitny. Myślę, że chcą po prostu przekonać świat, że mają zdolność do destabilizowania rzeczywistości. Chcą, aby o nich mówiono - uważa natomiast w rozmowie z CNN Colin Gerard, francuski badacz zajmujący się R-FBI.

gazeta.pl


Die Welt: Dwa lata temu założyłeś "Project Blueprint": zespół 30 ekspertów ma zapewnić, że twoje 46-letnie organy znów będą miały 18 lat — i pozostaną takie na zawsze. Aby osiągnąć ten cel, codziennie połykasz 111 tabletek i żyjesz jak asceta. Ostatni posiłek jesz o jedenastej rano, a o dwudziestej trzydzieści kładziesz się spać. W nocy czujnik na penisie mierzy liczbę i czas trwania erekcji. Kto wymyślił ten sztywny reżim?

Bryan Johnson: Do niedawna nasz mózg był najbardziej zaawansowaną rzeczą, jaką stworzyła ewolucja. Homo sapiens był niezrównanym mistrzem architektury, ale w ostatnich latach osiągnęliśmy granice naszych możliwości. Nie radzimy sobie ze wszystkimi problemami, które grożą zniszczeniem nas i naszego świata. Dlatego potrzebne jest coś radykalnie innego, ani konwencjonalni lekarze, ani alternatywni uzdrowiciele. Najwyższy czas powołać nowego architekta.

I jak się nazywa?

Sztuczna inteligencja. Sztuczna inteligencja jest bardziej zaawansowana niż ludzki umysł: szybsza, mądrzejsza, bardziej racjonalna i dalekowzroczna. Komu pozwolę przejąć kontrolę nad moim zdrowiem: mojemu humorzastemu małpiemu mózgowi czy obiektywnie oceniającemu oprogramowaniu, które nie da się nabrać na moje sztuczki, by zdobyć dużą pizzę z dużą ilością sera?

Moje 79 organów jest badanych każdego dnia. Sztuczna inteligencja przekształca wyniki pomiarów w plan odmładzania.

To nie mój zawodny mózg, ale algorytm mówi mi, jak żyć. Personalizacja tego algorytmu dla innych ludzi jest sercem "Project Blueprint". Moje 75 bilionów komórek jest jedynie królikiem doświadczalnym. Zdaję sobie sprawę, że przekazanie kontroli sztucznej inteligencji byłoby największą możliwą zniewagą dla ludzkiego ego.

Ale prawie zrujnowaliśmy tę planetę i dlatego Homo sapiens powinien zostać zwolniony. Myślę, że najwyższy czas, aby AI przejęła kontrolę i uratowała planetę.

Średnia długość życia podwoiła się w XX w. Jaka jest Twoja droga do nieśmiertelności?

Do 2030 r. chcę zmniejszyć wiek moich narządów o 25 proc. W obecnej sytuacji osiągnę ten cel. Mój wskaźnik starzenia się jest niższy niż 88 proc. wszystkich 18-latków. Moje serce ma 37 lat, moje kości 28 lat, moja skóra 28 lat, moje płuca 18 lat, a moja morfologia krwi jest niemal identyczna, jak u mojego 18-letniego syna. Jeśli myślisz, że zmyślam, zajrzyj na moją stronę blueprint.bryanjohnson.co. Każdy może tam sprawdzić moje dane biometryczne z ostatnich kilku lat.

Gdzie znajdują się obszary problemowe?

Moje lewe ucho ma 64 lata, ponieważ jako nastolatek strzelałem z broni. Moje prawe ucho ma 49 — zbyt głośna muzyka rockowa jako nastolatek.

Dlaczego nosisz tak zwany Adam Sensor na penisie w nocy?

Ponieważ każdy mężczyzna ma również wiek seksualny, a Adam Sensor może to zmierzyć u mężczyzn. Z pomocą terapii falami uderzeniowymi udało mi się zwiększyć całkowitą długość moich nocnych erekcji do średnio dwóch godzin i dwunastu minut. Moim celem jest osiągnięcie czasu 18-latka: trzy godziny i 30 minut.

onet.pl/Die Welt

sobota, 2 listopada 2024



Artūras Paulauskas w 2016 r. jest szefem parlamentarnej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Litwy. Rosja właśnie odebrała Ukrainie Krym, w Donbasie trwa wojna. Polityk udziela głośnego wywiadu: ujawnia, że rosyjscy dywersanci rok wcześniej mogli w ramach ćwiczeń przekroczyć litewską granicę przy kurorcie Juodkrantė. Już wcześniej w raporcie litewskiego wywiadu padają oskarżenia o infiltrację Litwy przez Rosję.

Paulauskas:  – Chciałem dać drugiej stronie do zrozumienia, że wiemy o ich działaniu, że nie śpimy (…) Tłumaczyłem wszystkim wokół, że odprężenie się skończyło, że musimy wzmocnić wywiad, obronę i wydawać na to więcej pieniędzy.

Według źródeł LRT, naszego litewskiego partnera, w 2015 r. w Juodkrantė mogli wylądować sabotażyści z 561 Morskiej Stacji Rozpoznawczej GRU (przemianowanej później na 390) ze wsi Parusnoje. Port w litewskiej Kłajpedzie i strategiczne obiekty na wybrzeżu Bałtyku to miejsca kluczowe dla operacji NATO – i dla rosyjskiego wywiadu oraz ataków sabotażystów.

Według źródeł w litewskim wojsku grupa płetwonurków z Parusnoje trenuje w rosyjskiej części Mierzei Kurońskiej (w miejscowościach Lesnoj, Rosity a także w Morskoje, pod granicą z Litwą). Ludzie z jednostki GRU są szkoleni do pracy na terytorium wroga – muszą umieć identyfikować punkty, które umożliwią sabotaż, monitorować logistykę i łańcuchy dostaw NATO.

Morski specnaz z Parusnoje w teorii jest w stanie wtargnąć na terytorium Litwy i np. wysadzić infrastrukturę portową. Wykorzystując okręty podwodne grupa dywersantów może niezauważona wylądować na obrzeżach portu i przejąć nad nim kontrolę.

Grupa GRU ze wsi Parusnoje jest uważana dziś przez ekspertów za jedną z najbardziej niebezpiecznych jednostek Rosji w pobliżu granic z NATO.

Królewiec to nie tylko gniazdo sabotażu, ale także baza Iskanderów, rakiet krótkiego zasięgu, które Rosjanie zainstalowali po raz pierwszy przy granicy z Polską w 2016 r.

W lutym 2024 r., dwa lata po wybuchu wojny w Ukrainie, premier Donald Tusk objeżdża Berlin i Paryż. – Kwestia zagrożenia nuklearnego nie jest abstrakcją. Po ataku na Ukrainę Putin wielokrotnie używał tego argumentu. Usiłuje wywrzeć presję na Zachód – mówi szef polskiego rządu na konferencji z kanclerzem Olafem Scholzem.

Tusk podkreśla, że Rosja niedawno zmodernizowała arsenał atomowy. – Warszawa i Berlin znajdują się w zasięgu rosyjskich Iskanderów. To jest 100 głowic nuklearnych, może więcej. Z jakiegoś powodu zostały one zmodernizowane. Z jakiegoś powodu w ostatnim czasie pojawiło się ich tam więcej – mówi. 

Od jednego ze współpracowników Tuska słyszymy nieoficjalnie: – W tamtym czasie ciągle mówił o wojnie, dawno nie widziałem go tak przejętego. Wrócił właśnie ze Stanów, pesymistyczny co do rozwoju sytuacji. Na pewno dostawał szczegółowe raporty na temat tego, co dzieje się na granicach. 

Kilka miesięcy później, w czerwcu 2024 r., z podobnym przekazem występuje minister Radosław Sikorski. Na konferencji Odbudowy Ukrainy mówi:  – Federacja Rosyjska może przechowywać około 100 głowic nuklearnych w Kaliningradzie, co naraża Unię Europejską na realne ryzyko ataku. 

Minister przypomina, że rosyjskie rakiety już kilkakrotnie naruszyły polską przestrzeń powietrzną.

(...)

Co się stanie, jeśli Rosjanie zdecydują się na atak rakietowy? Andrzej Wilk, główny specjalista ds. wojskowych aspektów bezpieczeństwa międzynarodowego Ośrodka Studiów Wschodnich: – Mamy pociski do zestrzeliwania Iskanderów i międzykontynentalnych rakiet balistycznych. To, czy przenoszą ładunek nuklearny, nie ma znaczenia. Jesteśmy w trakcie tworzenia wielowarstwowego systemu obrony powietrznej. Jeśli zdążymy z planami, w Europie nie będzie silniejszego parasola antyrakietowego niż nasz. Pytanie, czy możliwości przeciwnika będą większe niż nasze możliwości obrony? Żeby odeprzeć zmasowany atak trzeba odpowiedniej liczby przeciwrakiet.

Wilk przyznaje, że najlepsza obrona przeciwrakietowa może zawieść, gdy dystans do celu jest nieduży. – Gwarancją sukcesu, jeżeli chodzi o obronę przed Iskanderami, jest zniszczenie wyrzutni, zanim zostaną odpalone. NATO ma wystarczająco dużo sił, żeby natychmiast zlikwidować systemy w obwodzie królewieckim – uważa ekspert.

(...)

Na ile prawdopodobny jest scenariusz inwazji na kraje bałtyckie? Według Wilka Rosja nie zdecyduje się na atak na NATO dopóki NATO jest dość silne, aby go odeprzeć. Rosjanom musiałaby sprzyjać sytuacja geopolityczna, bo atak na jeden z krajów NATO oznaczałby wojnę globalną o znacznie większej skali niż konflikt w Ukrainie.

Konrad Muzyka jest spokojny o granice NATO. Według niego niemal cała rosyjska produkcja zbrojeniowa zaspokaja potrzeby wojny na Ukrainie. Większość sił lądowych z Obwodu wyjechała na front: – Tak długo jak USA jest częścią NATO i nie ma problemów w Azji, możemy spać spokojnie. Nawet jeśli Ukraina przegra i Rosja przejmie połowę jej terytorium. Rosja wyjdzie z tej wojny bardzo osłabiona. Jej zdolności, zwłaszcza lądowe, będą w dużym stopniu przetrzebione. 

Mniej optymistyczne są scenariusze, w których Stany zajęte są wojną na Pacyfiku. Muzyka przypomina, że według doktryny obronnej NATO sojusznicy będą mieli przewagę powietrzną w przypadku konfliktu. – Zniszczymy obronę powietrzną Rosjan i nie będziemy potrzebować miliona pocisków artyleryjskich. Nasze samoloty są tak dokładne, że zniszczą siły naziemne wroga – mówi Muzyka. 

Co jeśli amerykańskie siły powietrzne będą zaangażowane gdzie indziej, na przykład w konflikt zbrojny między Chinami a Tajwanem? Muzyka: – Wtedy znajdziemy się w bardzo ciężkiej sytuacji.

frontstory.pl

piątek, 1 listopada 2024




Niedawno pojawiły się przykładowo informacje o sponsorowaniu wojny w Ukrainie przez Michaiła Fridmana. Wiadomo jednak, że najbardziej zasłużonymi na tym polu oligarchami byli nieżyjący już Jewgienij Prigożyn (którego Putin określił jako „rosyjskiego Sorosa”) oraz Małofiejew, nazywany (w kontraście do Prigożyna) „rosyjskim anty-Sorosem” i – ze względu na powiązania z hierarchami kościelnymi – „prawosławnym oligarchą”. 

Pierwszy z nich zorganizował słynną „farmę” trolli, a także jedną z najgłośniejszych firm najemniczych – Grupę Wagnera. Działająca od 2013 r. Agencja Badań Internetowych, znana jako petersburska „farma” trolli, dysponowała miesięcznym budżetem w wysokości 1 mln euro przeznaczonym na powielanie rosyjskiej propagandy wojennej oraz rozprzestrzenianie fake newsów radykalizujących postawy społeczne i polityczne.

Drugi zasłynął jako mecenas organizacji proxy, które używają zarówno „klasycznych”, jak i cyfrowych środków  aktywnych. Założył ośrodek analityczny „Katehon” (w jego radzie nadzorczej zasiada m.in. Dugin) oraz stowarzyszenie edukacji historycznej „Dwugłowy Orzeł”, jest też wiceprzewodniczącym Wszechświatowego Soboru Narodu Rosyjskiego. W 2015 r. odrestaurował pomnik Katarzyny II w Symferopolu, buduje również dwa parki tematyczne gloryfikujące rosyjską historię (w Moskwie i w Jałcie na Krymie). Działalność „charytatywną” finansuje za pośrednictwem Funduszu św. Wasilija Wielkiego. W 2014 r. sponsorował z niego ultrakonserwatywne prorosyjskie ruchy prawicowe w Europie – Austriacką Partię Wolności, bułgarską nacjonalistyczną Atakę, francuski Front Narodowy. W Republice Serbskiej wsparł prorosyjskiego prezydenta Milorada Dodika i wysłał służby bezpieczeństwa w mundurach kozackich na jego reelekcję. Wspomógł nieudany zamach stanu w Czarnogórze w 2016 r. Od 2014 r. przeciwko Małofiejewowi toczy się wszczęte przez Ukrainę postępowanie karne: oskarżono go o wspieranie separatyzmu i przekazywanie środków nielegalnym formacjom zbrojnym – był on formalnym pracodawcą Aleksandra Borodaja, pierwszego „premiera” samozwańczej tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DNR), oraz Igora Girkina, jej byłego „ministra obrony”.

Cyfrowe środki aktywne rozwija za pośrednictwem grupy medialnej Cargrad, założonej w 2015 r., aby wspierać informacyjnie rosyjskie działania w Donbasie. Wcześniej, od 2011 r., autoryzował powstanie wspomnianej już Ligi Bezpiecznego Internetu (LBI) – organizacji okołorządowej wspomagającej w praktyce cenzurę Runetu. Jej organem założycielskim był Fundusz św. Wasilija Wielkiego. Małofiejew jako pierwszy zajął fotel prezesa zarządu LBI, a przewodniczącym jej rady nadzorczej został doradca prezydenta Szczegolew. Początkowo stowarzyszenie miało się zajmować monitoringiem stron propagujących ekstremizm, homoseksualizm, pornografię dziecięcą i pedofilię, lecz szybko okazało się, że przydaje się też jako platforma rozpowszechniająca treści odpowiednie z punktu widzenia władz i zwalczająca te niekorzystne dla rządzących.

(...)

W 2022 r., po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę, LBI skoncentrowała się na wykrywaniu antywojennych wpisów. Zaskarżyła Wikipedię o rozpowszechnianie „fejków” i zażądała usunięcia haseł „Rzeź w Buczy” czy „Ostrzał szpitala w Mariupolu”. Ambicją nowej dyrektorki stowarzyszenia stało się nie tylko „oczyszczenie” rosyjskiego internetu z antykremlowskich przekazów, lecz także wychowanie młodego pokolenia w duchu putinizmu. Ewidentnie w związku z agresją na Ukrainę LBI zreorganizowano: dotychczasowi sponsorzy – operatorzy łączności i komunikacji cyfrowej (Rostelekom, Megafon, Wympiełkom, MTS) oraz firmy informatyczne (m.in. Kaspersky Lab) opuściły ją w lutym 2022 r.77 W efekcie jej status uległ zmianie: obecnie przedstawia się ona jako organizacja „założona w 2011 r. przy wsparciu MSW, Ministerstwa Łączności oraz Komitetu Dumy ds. Rodziny, Kobiet i Dzieci”, co de facto oznacza, że będzie finansowana z funduszy państwowych.

Jolanta Darczewska - Zawładnąć umysłami i urządzić świat


W rozmowach z tymi, którzy chcą iść na wojnę, można usłyszeć jeszcze jeden powód ich decyzji. To nadzieja, że uda im się w życiu choć coś osiągnąć, osiągnąć chociaż jeden cel. „Większość ich motywacji bierze się z faktu, że są przegrani” – mówi jeden z pracowników socjalnych ośrodka. — Dla nich przeżycie wojny to jeden z niewielu celów w życiu, które można faktycznie osiągnąć. Tak mówią: mam 35 lat, jestem kompletnym frajerem, to moja ostatnia szansa”.

(...)

Psychologowie nazywają ten problem „przegranym społecznym”, „pragnieniem przynajmniej pewnego sukcesu narzuconego przez społeczeństwo patriarchalne”, „pragnieniem samorealizacji, gdy nie ma innych wind społecznych”. „Ludzie w mediach społecznościowych mają kult osiągnięć i uważamy, że każdy, kurwa, odnosi sukces. Ale twarda rzeczywistość życia w Rosji i na świecie jest taka, że wszystko jest kompletnym bałaganem. I to wydaje się normalne” – mówi jedna z pracownic socjalnych. - Można się totalnie osrać, za dużo wypić, rozleniwić się, schrzanić, nie wyszło wam w związku, nie macie rodziny, leżycie latami i gracie na komputerze. A potem proponują ci – czy chcesz zagrać w inną grę? Istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nienormalnie. Ale jednocześnie będziesz miał pieniądze, zawód, status, szacunek i uwagę społeczeństwa. I oczy im się świecą.”

(...)

Pracownicy punktu selekcji na Timiryazevskiej mówią, że prawie połowa osób chcących podpisać kontrakt w Moskwie odbywała karę w koloniach pod różnymi zarzutami, od rabunku w latach 90. po sprzedaż narkotyków w latach 20. Dla wielu z nich służba i stopień wojskowy są sposobem na naprawienie „błędów młodości”. „Usunięcie piętna bycia przestępcą to bardzo silna motywacja” – mówi jeden z prawników pracujących w ośrodku. „Tak mówią: nie chcę, aby mój termin był problemem dla moich dzieci”. Dokończenie wyroku to dla nich bzdura, ale wykreślenie karalności jest dla nich bardzo fajne. A co jeśli moje dzieci będą chciały służyć w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych? Oznacza to, że postrzegają swoją poprzednią decyzję jako błędną, ale teraz chcą, aby wszystko było prawidłowe. Właściwą rzeczą jest iść na wojnę.

(...)

Victor jest weteranem drugiej wojny czeczeńskiej. „Nie jestem w tym dla pieniędzy. Żona płacze, ale chyba muszę już iść. To nie młodzi ludzie mają walczyć. No bo dlaczego ja tu jeszcze siedzę, starszy pan, a tam walczą młodzi, którzy kobiet jeszcze nawet nie widzieli...” Trzy pytania później okazuje się, że syn Wiktora spędził na wojnie siedem miesięcy, wrócił i popełnił samobójstwo. Powiesił się za miastem, po przesłaniu żonie geolokalizacji. Została z dwójką dzieci – trzecioklasistą i dziesięciomiesięcznym chłopcem. „No cóż, pochowałem go i postawiłem pomnik. I tak pójdę.

(...)

Siergiej Waleriewicz, sklepikarz, dziewięć lat nauki. „Dlaczego podpisuję umowę? Pojechało tam wielu znajomych, a ja byłem z nimi dla towarzystwa. Czy mam uczucia patriotyczne? Nie, nie, po prostu mam wielu znajomych i jestem z nimi dla towarzystwa. Ostatni raz piłem alkohol wczoraj. Rozumiem ryzyko, rozumiem wszystko. Dosłownie codziennie czytam o stratach. Co zrobię po powrocie? Tak, nie wiem, czy wrócę, czy nie... No cóż, mam dzieci, mam rodzinę... Żonie to nie przeszkadza...”

(...)

Vadim jest zastępcą brygadzisty w fabryce, pracuje za 50 tysięcy rubli miesięcznie. „Zamierzam poprawić się finansowo, a nie zabijać ludzi. Mam nadzieję, że uda nam się to zrobić w ciągu roku lub półtora i wrócimy”.

Nikołaj ma troje dzieci - dwa lata, trzy lata i pięć lat. „Nic mnie tu nie trzyma” – mówi ojciec wielu dzieci. „Naprawdę muszę się tam dostać”. Mam pełną świadomość, że mogą mnie tam zabić. Mój przyjaciel już tam poszedł. To motywujące, że te działania wojskowe już mają miejsce w Rosji, chciałbym, żeby to się szybko skończyło”.

(...)

Walery Pawłowicz swój pierwszy kontrakt podpisał w 2016 roku, następnie pracował na budowie, potem w taksówce, a potem znowu na budowie. „Nastąpił przełom w obwodzie kurskim - i zdecydowałem się pojechać. Wydaje mi się, że mam doświadczenie i doskonale zdaję sobie sprawę z pełnej skali ryzyka? Wątpię. Gdybym był bardziej świadomy, nie kręciłbym się teraz tutaj.

Ale moim pierwszym problemem są finanse. No cóż, niektórym może się to wydawać śmieszne, ale ja naprawdę kocham swoją ojczyznę. Czy uważam, że wojna jest sprawiedliwa? Nie wiem, to się już zaczęło... Moim zdaniem można było to zrobić, ale ktoś tam wie lepiej ode mnie, ja wiem mniej... Ale skoro to się stało, to trzeba dobrnąć do końca, ale tego nawet jeszcze nie widać...Chciałbym wrócić”.

(...)

Instalator Ivan nie ukrywa, że chce zarabiać więcej. „Co sądzę o wojnie? Tak, nawet o tym nie myślałem. To krok polityczny i nie do mnie należy o tym decydowanie. Może sprawiedliwe, może niesprawiedliwe. Ale pensje w Rosji są niewielkie, wydaje się, że jesteś wykształcony i oczytany, pracujesz, ale nie ma pieniędzy. Gdybym w czasie pokoju zarabiał 200 tysięcy, nie poszedłbym na żadną wojnę. Ale to nie my zarządzamy pieniędzmi w kraju. Są ludzie, którzy podejmują za nas decyzje, to nie zależy od nas. Czy poszedłem na wybory? Byłem tam kilka razy. Ostatnim razem głosowałem na Putina.

(...)

Sklepikarz Dmitry wypił wczoraj Bałtyckie „zero” i butelkę wódki. Jego brat jest już na wojnie, ale nie ma własnego mieszkania, a z siostrą pokłócił się: „Wyrzuciła mnie i nie ma w ogóle gdzie mieszkać”.

(...)

Inną przyczyną odmowy jest poważne uzależnienie od narkotyków, zauważalne podczas rozmowy kwalifikacyjnej i sprawdzane przez psychiatrę. Patrzą też na tatuaże. Do centrum nie przychodzą osoby z modną obfitością wzorów na ciele; większość kandydatów ma jeden lub dwa tatuaże wykonane w wojsku lub w strefie. Gwiazdy, rozeta, „Cały świat jest u moich stóp” po łacinie, „Tylko Bóg ma prawo mnie sądzić”. Podczas gdy „Wierstka” komunikowała się z tymi, którzy chcieli podpisać kontrakt, do centrum przyszedł jeden mężczyzna ze swastyką na nodze, a drugi z numerami 14/88 na ramieniu. „Myśleliśmy, żeby im odmówić” – przyznaje jeden z pracowników. „Ale obaj byli już w Północnym Okręgu Wojskowym, obaj służyli w Wagnerze, przywieźli medale za schwytanie Bachmuta i fotografie”.

(...)

Jak przyznają sami pracownicy centrum, ich zadaniem jest wysłanie wszystkich na wojnę. „Jeszcze nikomu nie odmówiłem, powiem tak. Dlaczego? Cóż, wydaje mi się to dziwne, ktoś chce umrzeć za Putina, dlaczego mam go powstrzymywać? Odwrotnie. Widzę kogoś, kto chce umrzeć. Byłoby dziwnie, gdybym powiedział: nie, idź do pracy jako ochroniarz”.

verstka.media