czwartek, 19 września 2024



Petraeus, reagując na płynącą z ust nie tyle nawet ukraińskich, ile zachodnich uczestników konferencji, krytykę Zachodu za niedostateczne wsparcie wojskowe Ukrainy, stwierdził, że Stany Zjednoczone szczególnie na początku wojny musiały liczyć się z użyciem przez Rosję taktycznej broni jądrowej.

Były dyrektor CIA podkreślił, że Rosjan udało się odwieść od takiego kroku dzięki równocześnie twardej, ale zarazem ostrożnej postawie Stanów Zjednoczonych, a także wsparciu ze strony innych państw.

Jak bardzo wyraźnie zaznaczył, dużą i jednoznacznie pozytywną rolę odegrali prezydent Chin Xi Jingping oraz premier Indii Narendra Modi. Słowa Petraeusa są potwierdzeniem tego, co nieco ponad tydzień temu w czasie zorganizowanej przez dziennik Financial Times debaty z szefem brytyjskiego wywiadu MI6 Richardem Moorem powiedział obecny dyrektor CIA William Burns.

(...)

Amerykanin wrócił do swojej wypowiedzi dla amerykańskich mediów z 2022 r., kiedy to powiedział, że gdyby Rosja użyła czy to przeciw Ukrainie, czy też przy okazji wojny w Ukrainie (w tym drugim wypadku chodziłoby o wybuch na niezamieszkałym terenie) taktycznej broni jądrowej, to zapewne USA zatopiłyby całą rosyjską Flotę Czarnomorską oraz za pomocą konwencjonalnych uderzeń zniszczyłyby wszystkie rosyjskie siły lądowe i lotnicze znajdujące się na terenie Ukrainy.

Gen. Petraeus jednoznacznie dał do zrozumienia, że ta wypowiedź nie była wyłącznie jego prywatną opinią, alej wyrazem stanowiska Białego Domu, który nie chciał jednak Rosji grozić bezpośrednio i dlatego zrobił to za pośrednictwem emerytowanego generała i byłego szefa CIA.

W rozmowie z Onetem wysoki rangą funkcjonariusz struktur rządowych USA przyznał, że Rosjanie otrzymali wówczas jednoznaczny sygnał, iż powinni na serio wziąć pod uwagę to, co powiedział gen. Petraeus. Komunikat przekazany Moskwie szedł jednak dalej i był na tyle szczegółowy, że obejmował konkretną zapowiedź użycia w kolejnych falach ataków na cele rosyjskie setek rakiet samosterujących, które wystrzeliwane byłyby zarówno z amerykańskich samolotów, jak i z pokładów np. okrętów podwodnych.

Zapytany przez nas, czy takie działania nie byłyby oprotestowane przez niektórych sojuszników europejskich, w tym np. Niemcy, rozmówca Onetu odparł, że przy takim scenariuszu jak użycie przez Rosję taktycznej broni jądrowej, "Berlin nie miałby nic do gadania" a USA przypomniałyby każdemu w NATO, "kto podejmuje decyzje w NATO".

Słowa Petraeus są o tyle istotne, że pokazują po pierwsze to, iż Waszyngton gra z Moskwą znacznie twardziej niż jest to odbierane przez wielu polskich komentatorów.

Jeszcze ważniejszy jest jednak fakt, że wyraźnie wskazują one na to, iż ocena polityki na podstawie publicznie znanych wypowiedzi jest w sytuacji wojny oceną de facto pozbawioną podstaw merytorycznych. Patrząc na twarde i buńczuczne wypowiedzi rosyjskich oficjeli i retoryczną wstrzemięźliwość Zachodu, łatwo dojść do całkowicie błędnego wniosku o sile Rosji i słabości Zachodu.

W rzeczywistości retoryczna siła Rosjan jest wyrazem ich słabości, ale zarazem też wynikiem – tu niestety prawdziwej — kalkulacji, że w dobie mediów społecznościowych pojawią się komentatorzy, którzy nie rozumiejąc tego, co się dzieje, będą głosić wygodne dla Rosji tezy.

onet.pl


Gazprom nie ma obecnie kontroli nad ilością gazu dostarczanego do ukraińskiej sieci transportu gazu w celu tranzytu na zachód.

Akumulatory, które podtrzymywały pracę urządzeń pomiarowych, są wyczerpane, w Sudży nie ma prądu, nie ma też personelu technicznego. Nie ma możliwości przywrócenia zasilania i naprawy sprzętu. Praca stacji tranzytowej gazu została sparaliżowana.

Aby wyjść z tej sytuacji, Gazprom zaproponował stronie ukraińskiej przeniesienie tranzytowego punktu dostaw gazu z Sudży do stacji kompresorowej w miejscowości Dołgoje.

Stacja ta znajduje się 300 km od Ukrainy, praktycznie na granicy obwodów kurskiego i orłowskiego. Według tych samych źródeł strona ukraińska nie zgadza się na przeniesienie.

Podczas rozmowy z ludźmi z Gazpromu zapytałem: "A co jeśli po jakimś czasie stacja Dołgoje również znajdzie się pod ukraińską kontrolą?". Odpowiedź była następująca: "Cóż, podchodzimy do tego z rezerwą. Chociaż nie można wykluczyć, że ostatecznie punkt dostaw gazu będzie musiał zostać przeniesiony aż do Urengoju (osiedle typu miejskiego w azjatyckiej części Rosji, we wchodzącym w skład tego państwa Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym — red.)".

Zostało to oczywiście powiedziane w żartach, ale moi rozmówcy wyraźnie nie wykluczali ataku wojsk ukraińskich jeszcze bardziej w głąb Rosji.

Jeśli takie problemy pojawiły się przy podejmowaniu decyzji o zmianie punktu, od którego będzie liczona odległość tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę, to można sobie wyobrazić, z jakimi trudnościami będzie musiał zmierzyć się Gazprom, gdy będzie musiał przekonać europejskich klientów w Austrii czy na Słowacji do zmiany swoich kontraktów.

Zgodnie z planem omawianym obecnie zarówno w Moskwie, jak i Kijowie, od początku 2025 r. spółka Sieci Gazociągów Przesyłowych Ukrainy będzie musiała przesyłać gaz należący do europejskich klientów, zamiast rosyjskiego gazu. Otrzymywać będzie za to opłaty tranzytowe nie od spółki Gazprom Export, lecz od firm z krajów zachodnich.

Ukraińcy stanowczo odmawiają podpisania nowej umowy tranzytowej z Gazpromem: rosyjski monopolista wielokrotnie łamał swoje obietnice i zobowiązania. Stał się całkowicie niezdolny do prowadzenia działalności.

Austriacy i Słowacy będą musieli zawrzeć w swoich umowach zapis o odbiorze rosyjskiego gazu nie na ukraińskiej granicy swoich krajów, ale na granicy między Ukrainą a Rosją — a tę granicę zastępuje obecnie stale przesuwająca się linia frontu w obwodzie kurskim. Czy zgodzą się na Dołgoje lub inny punkt na trasie słynnego gazociągu Urengoj-Pomary-Użgorod?

onet.pl/The Moscow Times


Tureckie banki próbują "zabezpieczyć się przed możliwymi problemami w postaci potencjalnych ograniczeń i sankcji" — stwierdziło źródło TASS. Jego zdaniem de facto jedynym bankiem w Turcji skłonnym obsługiwać jej transakcje z Rosją jest Emlak Katilim. Przyjmuje on płatności w lirach i rublach. Transakcje w dolarach i euro są natychmiast blokowane przez tureckie banki.

Pierwsze doniesienia o problemach Rosji w rozliczeniach z Turcją pojawiły się w styczniu, wkrótce po tym, jak prezydent USA Joe Biden podpisał rozporządzenie wykonawcze zaostrzające reżim sankcji wobec podmiotów utrzymujących kontakt z rosyjskim kompleksem wojskowo-przemysłowym. W kwietniu amerykańscy urzędnicy jeszcze bardziej zwiększyli presję i zaczęli grozić sankcjami osobistymi menedżerom najwyższego szczebla organizacji kredytowych współpracujących z Rosją.

Chociaż rosyjscy dyplomaci rozpoczęli rozmowy z Turcją w lutym, obiecując "wykonać właściwą robotę" i chronić współpracujące z Rosją podmioty, negocjacje nie przyniosły rezultatów.

— W tureckich bankach coraz częstsze są przypadki "wypierania" firm zajmujących się tranzytem towarów do Rosji. Tacy klienci są identyfikowani, a ich przelewy blokowane lub całkowicie zamykane — skarżył się we wrześniu Aleksiej Erchow, rosyjski ambasador w Ankarze.

Pod koniec sierpnia turecki bank Ziraat, który jest własnością państwa i zajmuje pierwsze miejsce w kraju pod względem wielkości aktywów, przestał otwierać rachunki w rublach. Źródła rosyjskiej agencji informacyjnej RIA Nowosti informują, że inne państwowe banki w Turcji prowadzą podobną politykę, podczas gdy niektóre prywatne organizacje kredytowe jeszcze prowadzą rozliczenia w rublach.

W obliczu problemów z płatnościami i spadkiem obrotów handlowych Władimir Putin przełożył wizytę w Turcji. Mogła to być jego pierwsza od początku agresji na Ukrainę podróż do kraju NATO.

onet.pl


Mamy tu do czynienia z precedensem. Wielu z najważniejszych ukraińskich urzędników było dziećmi, gdy rozpadł się Związek Radziecki. Starsze pokolenie pamięta jednak dzień w sierpniu 1991 r., kiedy prezydent George H.W. Bush zatrzymał się w Kijowie w drodze do Moskwy. Przemawiając przed sowieckim ukraińskim parlamentem, Bush wezwał Ukraińców, by nie dążyli do niezależności od Rosji. Oprzyj się "samobójczemu nacjonalizmowi", zganił.

Według Ukraińców amerykański prezydent dał im do zrozumienia, że bardziej obawia się niepewności związanej z upadkiem Rosji, niż chce bronić wartości takich jak demokracja i samostanowienie dla długo represjonowanego kolonialnego przyczółka Moskwy.

Kilka tygodni później ponad 90 proc. Ukraińców poparło niepodległość w referendum. Pod koniec roku Związek Radziecki przestał istnieć i narodziła się niepodległa Ukraina. Wystąpienie Busha przeszło do historii jako "przemówienie Kurczaka z Kijowa". To było nie w porę i trochę tchórzliwe.

To, co Stany Zjednoczone robią w Ukrainie, odbija się echem na całym świecie. Sojusznicy i wrogowie bacznie się temu przyglądają.

Wyniki Bidena w zakresie wspierania przyjaciół są mieszane. Niecały rok po rozpoczęciu kadencji wycofał Stany Zjednoczone z Afganistanu, pozostawiając za sobą dziesiątki tysięcy Afgańczyków, którzy pracowali dla Amerykanów, 300 mld dol. (1 bln 147 mld dol.) w amerykańskim zestawie wojskowym, dwustronny traktat o bezpieczeństwie w strzępach oraz osłabioną amerykańską pozycję i odstraszanie. Bez względu na to, co myśleć o zaletach wojny w Afganistanie, Ameryka porzuciła swoich sojuszników — a prezydentura Bidena nigdy się nie podniosła. Spadek jego notowań sięga września 2021 r.

onet.pl/Politico

środa, 18 września 2024



Twierdzi, że opuścili swoje pozycje, ponieważ nie byli w stanie dłużej zostać w jednostce. Na potwierdzenie tych słów wskazuje na dużą czerwoną bliznę na czole Archestowa.

— Widzisz ją, prawda? To nasz dowódca przyszedł i zdzielił go kijem — mówi.

— A ja spałem — wyjaśnia Archestow.

— Kiedy dowódca wytrzeźwiał, zapytałem go: dlaczego go uderzyłeś? A on na to: po prostu mi się pomieszało! Nie chciałem go pobić.

— Byłem zmęczony, po prostu zmęczony — mówi z kolei Jewgienij Nikołajenko. — Do ostatniego zadania przydzielili mi dziadków, którzy mają po 60 lat. Chodzą jak pingwiny. Mówią mi: "dokąd nas prowadzisz? To pewna śmierć. Po co?". Co to za wojna, skoro prowadzę ich na śmierć?

Po opuszczeniu jednostki żołnierze trafili do miejscowości Mironówki znajdującej się godzinę jazdy od Bachmutu (wioska została zajęta przez wojska rosyjskie w maju 2022 r.), gdzie walczy batalion Pereswiet. Ukryli się przed dowództwem w wynajętym mieszkaniu. Twierdzą, że pomimo codziennego ostrzału życie w wiosce toczy się dalej — jest dosłownie "pełna ludzi", a dzieci nadal chodzą do szkoły.

(...)

W okolicy Bachmutu batalion Pereswiet znalazł się we wrześniu 2023 r. (wcześniej jednostka walczyła w okolicach Doniecka).

— Wymyślają zadania na bieżąco — twierdzi Jewgienij Nikołajenko. — Pędziliśmy na Ukraińców, ale nie docieraliśmy [do miejsca stacjonowania ich oddziałów], bo powstrzymywała nas ich artyleria — i nie było się gdzie schować. Szliśmy na ślepo z karabinami maszynowymi, ale nie potrzebowaliśmy ich, bo nie byliśmy w stanie przedrzeć się przez ostrzał.

W ostatnich miesiącach Pereswiet próbował zdobyć fortyfikację wznoszącą się na zachód od Kliszczijiwki. Wioska jest kontrolowana przez Siły Zbrojne Ukrainy, ale wojska rosyjska w grudniu 2023 r. zdobyły wschodnią część wzniesienia. Od tego czasu trwają tam ciężkie walki — ten odcinek frontu jest często nazywany "najgorętszym miejscem" na całym kierunku.

Jewgienij Nikołajenko opisuje to miejsce w następujący sposób: — To pole o szerokości około półtora kilometra, gdzie widać cię ze wszystkich stron — a dookoła kratery po pociskach. Jak na Księżycu. Ukraińcy miażdżą tam [pociskami], atakują amunicją z góry, rozsypują na ziemi mnóstwo "sztuczek" — "płatków" i "żarówek" (petarda ze specjalnym wypełnieniem, po nadepnięciu na nią urywa nogę). Biegasz między nimi jak wiewiórka.

Po tym dodaje: — Co 10 sekund dochodzi tam do ostrzału z użyciem amunicji kasetowej, do tego w grę wchodzą moździerze. Przy tym wszystkim musisz siedzieć na otwartym polu — dlatego, że przełożeni już wcześniej donieśli, że Pereswiet zdobył tam przyczółek. Mówiliśmy: "nigdy wcześniej tam nie byliśmy! A oni na to: "no to teraz tam będziecie". I wysłali nas.

Według Nikołajenki straty w 3 Korpusie Armijnym, w skład którego wchodzi Pereswiet, mogą sięgać 80 proc. stanu osobowego. Oznacza to, że można mówić o tysiącach zabitych (Meduzie nie udało się niezależnie potwierdzić tej informacji).

— 3 Korpus jest ludobójczy. Tylko w jednym miejscu zginęło ponad tysiąc naszych ludzi. Wszędzie tam leżą kawałki ich szczątków, nikt ich nie zbiera. Niektóre zwłoki są już wysuszone jak mumie. Są też jednak świeższe trupy. Stare leżą na nowych. Nikt ich k**wa nie potrzebuje — mówi Nikołajenko.

— Od września [2023 r.] nie wolno ich zabierać. Gdy ktoś próbuje, krzyczą: "nie zwracaj na nie uwagi, idź dalej!". Nie wstyd wam, k**wa, za siebie? Dlaczego gromadzicie tam stos trupów? Zabierzcie je, k**wa! Do cholery, tam leży człowiek. Jest już wysuszony, pod jego ubraniem znajdują się same kości. Trup z zegarkiem na ręku — dodaje. — Przychodzisz tu po to, by umrzeć. By dołączyć do "kolekcji".

(...)

— 31 grudnia [2023 r.] dowódcy upili się i zaczęli nas gonić — powiedział Nikołajenko. — Dowódca naszej kompanii przyszedł pijany — i uderzył jednego z chłopców za to, że nie wstał z krzesła i nie zasalutował. Chcieli przywiązać dzieciaka do UAZika (rosyjski producent samochodów terenowych oraz dostawczych — red.) i ciągnąć go [po ziemi] — to okrutna śmierć — dodał.

Żołnierze nagrali ten incydent. Choć doszło do niego w nocy, na wideo widać mężczyznę w kamuflażu, który próbuje przywiązać drugą osobę do samochodu. Po tym wojsko otacza samochód i udaje mu się uwolnić kolegę.

Dzień po incydencie z UAZ-em, 1 stycznia 2024 r., konflikt trwał nadal.

— Urodziła mi się córka chłopca i uczciliśmy to na swój sposób — wódką — powiedział Nikołajenko. — Nasi przełożeni wezwali żandarmerię wojskową, a komendant, pod naciskiem dowódcy, wsadził nas na dwa dni do aresztu. Rzekomo za pijaństwo.

Dzień później czterech żołnierzy przeniesiono do pułku nr 1442 (bez skompletowania odpowiednich papierów). Członkowie tej jednostki już we wrześniu 2023 r. nagrali wideo, w której mówili o kolosalnych stratach i o tym, że "ze strachu" ich koledzy popełniają samobójstwa.

3 stycznia, będąc już w nowej jednostce, dezerterzy wyruszyli na swoją ostatnią misję bojową.

— Nabój strącił mi hełm i zerwał [pasek naramienny] pancerza — tak, że odpadł. Chodziłem z gołą głową pod ostrzałem. Wyprowadziłem grupę i wściekłem się: pie***yć to, to koniec. Nie będę tu służył, dopóki te jelenie [w dowództwie] tu są — powiedział Nikołajenko.

Dodał: — 5 stycznia pojechaliśmy do Mironówki — chcemy udać się do prokuratury wojskowej w Moskwie. [...] Pójdę tam i powiem: to nie jest wojna, ale ludobójstwo. Co wy robicie? Co wy, ku**wa, wyprawiacie?

onet.pl

wtorek, 17 września 2024



Główny Inspektorat Sanitarny przypomniał zasady postępowania w zalanych budynkach. Obecne w nich mikroorganizmy, w tym patogenne bakterie, wirusy i pierwotniaki, bywają powodem groźnych chorób, np. salmonellozy i czerwonki.

GIS przypomniał, że zagrożenie wynika z bezpośredniego kontaktu z obecnym w ściekach materiałem zakaźnym i z wszelkimi elementami konstrukcyjnymi z materiałów porowatych mających z nim styczność. Ponadto w ściekach mogą być zawarte chemikalia używane w gospodarstwach domowych i pestycydy.

"W razie zalania budynku zanieczyszczenia zawarte w ściekach z uszkodzonego systemu kanalizacji wnikają we wszelkie materiały konstrukcyjne o strukturze porowatej i elementy wyposażenia, szczególnie wykonane z materiałów nasiąkliwych. Ulegają one skażeniu, w wyniku którego mogą się w nich rozwijać obecne w ściekach mikroorganizmy chorobotwórcze" – podkreślił w komunikacie inspektorat.

Dlatego też budynki po zalaniu należy traktować jak skażone, a korzystanie z zalanych pomieszczeń jako stwarzające ryzyko choroby zakaźnej i jej szerzenia w otoczeniu.

Działania ograniczające takie zagrożenie powinny obejmować dwa etapy – czyszczenie i dezynsekcje zalanych pomieszczeń.

Pierwszy etap, czyli czyszczenie, polega na jak najszybszym usunięciu ścieków z pomieszczeń, usunięcie szlamu, mułu i wszelkich naniesionych wraz ze ściekami pozostałości, które należy zgarniać ze ścian i podłogi pomieszczeń za pomocą szczotki o sztywnym włosiu z tworzywa lub/ i szufli.

W dalszej kolejności trzeba usunąć te elementy, które do niczego się nie nadają lub mogą stać się źródłem namnażania bakterii i grzybów. Dotyczy to m.in. zalanych tynków do wysokości przewyższającej poziom zalania o 50 cm. Zaleca się także usunięcie materiałów nasiąkliwych, o porowatej strukturze, m.in. płyt gipsowo-kartonowych, elementów wykonanych z drewna, wykładzin dywanowych i tapet.

GIS podkreślił, że zazwyczaj usunięcia wymagają zalane przedmioty wyposażenia wnętrz, w tym meble, zwłaszcza tapicerowane, pościel, koce, zabawki z materiałów nasiąkliwych i ubrania.

Aby usunąć drobniejsze zanieczyszczenia i obniżyć stopień skażenia mikrobiologicznego, należy kilkakrotnie czystą wody ze środkiem myjącym umyć powierzchnie zalanych pomieszczeń i ścian zewnętrznych budynku.

Prowadzenie wszelkich prac porządkowych musi odbywać się w ubiorze ochronnym: fartuchu i rękawicach z materiału nieprzepuszczającego wody, butach gumowych i masce z tkaniny.

Drugi etap, dezynfekcja, ma zasadnicze znaczenie, jeśli wcześniejsze etapy czyszczenia zalanych pomieszczeń zostały dokładnie wykonane. Do najczęściej polecanych w takich sytuacjach środków dezynfekcyjnych są środki na bazie chloru, jak chloramina i podchloryn sodu. Odznaczają się one największą skutecznością działania, wymagają jednak dużej ostrożności podczas stosowania. Dlatego też podczas dezynfekcji pomieszczeń należy chronić oczy, skórę i drogi oddechowe przed kontaktem ze środkami dezynfekcyjnymi i ich oparami, stosując maseczkę, rękawice i okulary ochronne.

PAP

niedziela, 15 września 2024



„Po tym wszystkim, co się wyprawiało, teraz po tych wydarzeniach, które miały tam miejsce, sądy brytyjskie traktuję tak samo jak polskie. To znaczy powinny być radykalnie zreformowane, bo to nie są sądy w tej chwili państwowe, tylko sądy pewnej opcji politycznej” – oświadczył Jarosław Kaczyński pytany o losy Michała K., byłego szefa Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, którego brytyjski sąd nie chce wypuścić z aresztu przed procesem dotyczącym jego ekstradycji do Polski.

(...)

Kaczyński potrafi nie tylko wpadać w piętrowe dygresje, które w ten czy inny sposób zazwyczaj prowadzą do Donalda Tuska i Niemiec, lecz także brakuje mu wyczucia, że pewnymi refleksjami warto się ze światem dzielić, a pewne lepiej zachować dla siebie. I tak: chęć reformowania sądów w Wielkiej Brytanii przez prezesa polskiej partii, któremu nie podobają się orzeczenia owych sądów, to jedna z tych myśli, którymi należy się dzielić z opinią publiczną co najwyżej w pamiętnikach pisanych na zasłużonej politycznej emeryturze. Podobnie jak niedawny powrót do formuł o „poległych” pod Smoleńskiem, łączenie sprawy szpiega Pawła Rubcowa z wydarzeniami z Krakowskiego Przedmieścia z 2010 roku czy stwierdzenie, że Donald Tusk doszedł do władzy w Polsce w ramach niemiecko-brukselskiego spisku wymierzonego w nasz kraj. Są bowiem takie poglądy, do których przyjęcia potrzeba bardzo dużo wiary w nieomylność je głoszącego. I określenie „bardzo dużo” to w tym przypadku eufemizm.

rp.pl

czwartek, 12 września 2024



Siły rosyjskie prawdopodobnie zajęły Lysivkę (na południowy wschód od Pokrowska) i poczyniły dalsze postępy na południowy wschód od Pokrowska w ramach trwających działań ofensywnych w tym kierunku 11 września. Nagrania z geolokalizacją opublikowane 11 września pokazują siły rosyjskie podnoszące flagę w centrum Lysivki, a rosyjscy milblogerzy twierdzili, że oddziały rosyjskiej 114. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (51. Połączonej Armii [CAA], dawniej 1. Korpusu Armijnego [AC] Donieckiej Republiki Ludowej [DNR]) zajęły osadę. Dodatkowe nagrania z geolokalizacją opublikowane 10 września wskazują, że siły rosyjskie posuwały się również naprzód na pola na zachód od Maryniwki (na południowy wschód od Pokrowska) i że siły rosyjskie prawdopodobnie zajęły Maryniwkę. Ukraiński obserwator wojskowy Kostiantyn Maszowec przyznał, że siły rosyjskie niedawno posunęły się na północny wschód i wschód od Selydowego oraz na zachód od Nowohrodówki (obie na południowy wschód od Pokrowska). Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że siły rosyjskie również wkroczyły do ​​wschodniego Ukraińska (na południowy wschód od Pokrowska) i na pola na północ i południowy wschód od Ukraińska, a siły rosyjskie próbują okrążyć siły ukraińskie w obrębie osady. ISW nie zaobserwowało jednak żadnych oznak, że siły ukraińskie w osadzie są narażone na ryzyko okrążenia. Rosyjski milbloger i były instruktor Storm-Z wyraził 11 września obawy, że wyczerpanie atakujących jednostek rosyjskich może zmusić rosyjskie operacje ofensywne w kierunku Pokrowska do przedwczesnego zakończenia. Milbloger twierdził, że siły rosyjskie prowadzą ciągłe ataki w wielu sektorach kierunku Pokrowska i że siły rosyjskie atakują z mniejszą liczbą ludzi i pojazdów opancerzonych niż w poprzednich tygodniach, prawdopodobnie z powodu ograniczeń kadrowych i materiałowych. Siły rosyjskie kontynuowały również działania ofensywne na wschód od Pokrowska w okolicach Nowoołeksandriwki, Wozdwiżenki, Swyrydonówki, Grodówki, Iwanówki i Mychajłówki oraz na południowy wschód od Pokrowska w okolicach Nowogródki, Marynówki, Selydowa, Ukraińska i Hyrnika 10 i 11 września. 

understandingwar.org


Jak miejscowi reagują na ukraińskie wojsko?

Powiedziałbym, że prawie się nie zauważamy. Oni są zajęci swoimi sprawami, a my swoimi. Prawie wszyscy miejscowi są zajęci grabieżą. Zabierają to, co zostało. Powtarzamy im, że nie mogą tego robić, ale nie można ich powstrzymać. Nie możemy też w żaden sposób na nich wpłynąć. Nie mamy na przykład prawa ich aresztować. Oni też o tym wiedzą. Dlatego nie reagują zbytnio, gdy ich o to prosimy.

Nie boją się ukraińskiego wojska?

Nie, nie boją się. Właśnie dzisiaj pewna kobieta wyjaśniła mi, że Sudża to rosyjskie miasto i zapytała, co tu robimy. Powiedziałem jej, że dopóki Rosjanie nie opuszczą mojego Doniecka, ja nie opuszczę Sudży. Ale myślę, że skoro miejscowi mówią nam to wszystko prosto w twarz, to możemy wywnioskować, że nie czują strachu. Ale być może jest to logiczne. Przekonali się już, że ich nie obrażamy i że mogą z nami rozmawiać. Była jedna babcia, która powiedziała mi, że jej siostry mieszkają w Ukrainie i była bardzo krytyczna wobec Rosji za zmuszanie jej dzieci do walki i dodała, że próbuje przekonać swoje wnuki do opuszczenia Rosji.

Czy miejscowi okradają sklepy lub prywatne domy?

Trudno powiedzieć. Czasami widzę wyłamane drzwi domów, ale nie chodzimy sprawdzać. A w centrum od rana do nocy miejscowi przewożą coś na wózkach i rowerach. Biorą wszystko, co nie jest przytwierdzone do ziemi. A ja wszystko fotografuję, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że to ukraińskie wojsko. Powtarzamy, że grabież jest zabroniona. Wywieramy presję na ich moralność i sumienie, ale wydaje się, że to nie działa zbyt dobrze. I nadal rozumiem, jeśli biorą to, czego potrzebują do życia — na przykład lekarstwa. Wczoraj przeszła obok mnie kobieta, która niosła białe doniczki z kwiatami. Nie sądzę, żeby to było to, czego człowiek potrzebuje do przetrwania.

W jakim języku mówią miejscowi? Często widzę filmy, na których miejscowi mówią po ukraińsku.

To ukraiński surżyk. Nie jest to idealny ukraiński, ale mieszanka ukraińskiego i rosyjskiego. Bardzo dobrze rozumieją ukraiński, wielu z nich ma wielu krewnych mieszkających w Ukrainie. Do 2014 r. było im bliżej do ukraińskich Sum niż do Kurska. Wielu z nich zarabiało, przewożąc różne towary przez granicę. Kupowali coś w Sumach i zabierali do Rosji na sprzedaż. Jeden dziadek powiedział mi, że sprzedawał w ten sposób ziemniaki. Dlatego czuję się, jakbym był gdzieś w wiosce między Charkowem a Sumami. Znaki i nazwy ulic przypominają mi, że to Federacja Rosyjska. Na przykład nazwy takie jak ulica Karola Marksa naprawdę przyciągają mój wzrok. Od samego początku byliśmy zaskoczeni, gdy starsze panie przejeżdżały na rowerach i pozdrawiały nas po ukraińsku. Zazwyczaj mówią, że nie są ani Rosjankami, ani Ukrainkami. Jeden staruszek powiedział: — Przyjdą nasi ludzie i będziemy się czuli bardzo źle, bo dowiedzą się, dlaczego nie wyjechaliśmy.

onet.pl


Chodzi o ogłoszoną w poniedziałek decyzję szefowej MSW Niemiec Nancy Fraser o przywróceniu przez ten kraj od 16 września tymczasowych kontroli na jego wszystkich granicach lądowych. Obostrzenia mają obowiązywać początkowo przez pół roku, chociaż w przestrzeni publicznej pojawiły się już spekulacje, że mogą to być nawet dwa lata, czyli do wejścia w życie nowego unijnego paktu migracyjnego. Nagła decyzja Niemiec wywołała złość części państw unijnych, w tym Polski; premier Donald Tusk nazwał ten krok "nieakceptowalnym".

Zgodnie z przepisami dotyczącymi strefy Schengen, do której należą także Niemcy, państwo członkowskie ma prawo przywrócić tymczasowo kontrole na swoich granicach wewnętrznych, ale pod warunkiem, że środki te są "konieczne" oraz "proporcjonalne".

(...)

"Chcemy ustalić elementarne fakty. Jakie były przyczyny wprowadzenia takiego drastycznego kroku? Dlaczego nie poinformowano wcześniej partnerów europejskich o takim zamiarze tak, żeby mogli się do tego przygotować i wejść w dialog ze stroną niemiecką? Dlaczego obostrzenia zostały wprowadzone na tak długo i jakie to będzie miało znaczenie dla bezpieczeństwa Niemiec?" - wymienił w rozmowie z PAP Sienkiewicz.

Jak podkreślił polityk, eurodeputowani nie wykluczają, że Niemcy mają poważne powody, by przywrócić kontrole, uważają jednak, że powinny one zostać przedstawione - zwłaszcza wobec pojawiających się spekulacji, że jest to reakcja na wyborczą klęskę obecnej koalicji rządzącej w dwóch landach we wschodnich Niemczech, gdzie wygrała skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD).

"To jest zbyt ważny, zbyt wielki kraj w UE, żeby można było przejść do porządku dziennego nad tak drastycznym krokiem władz niemieckich. Tym bardziej, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że został on podyktowany nie jakimś szczególnym napływem uchodźców, ale po prostu powyborczą paniką polityczną" - skomentował Sienkiewicz.

Jak dodał, jeśli to podejrzenie okaże się prawdą, to będzie to oznaczało, że przeciwne migracji AfD już osiągnęło sukces, chociaż jeszcze nie wygrało wyborów.

PAP

środa, 11 września 2024



Wprowadzenie do walki w rejonie Pokrowska ukraińskich rezerw doprowadziło do względnego ustabilizowania sytuacji. Obrońcy kontrolują Sełydowe, lecz starcia mają trwać na wschodnich krańcach tego miasta. Według części źródeł wznowione zostały walki o zajętą wcześniej przez Rosjan Hrodiwkę – miasteczko na wschód od Myrnohradu. Po kilkudniowej przerwie Rosjanie wyprowadzili nowe natarcie w kierunku zachodnim, rozpoczynając walki o Łysiwkę (między Pokrowskiem a Sełydowem). Jej zajęcie przez wojska rosyjskie znacznie utrudniłoby zaopatrzenie sił broniących Sełydowego oraz operujących na południe i wschód od tego miasta.

Pogłębia się oskrzydlenie sił ukraińskich na zachód od Doniecka. Część obrońców wycofała się, oddając ostatnie pozycje w zachodniej części Krasnohoriwki (walki o to miasto trwały pięć miesięcy) i rejon umocniony wokół wsi Newelśke. Ewakuację sił ukraińskich utrudniają rosyjskie postępy na zachodnim brzegu rzeki Wołcza, gdzie walki toczą się w pobliżu węzłowych miejscowości Ukrajinśk i Hirnyk, a także wzdłuż biegnącej równoleżnikowo rzeki Łozowa. Droga odwrotu ukraińskiego zgrupowania (jego pozostałości na zachód od Doniecka szacowane są na ok. 3 tys. żołnierzy) wiedzie przez ww. rzeki.

Rosjanie zintensyfikowali działania na południowy zachód od Doniecka, oskrzydlając Wuhłedar. Po zajęciu przez agresora leżącego na północ Wodianego zaopatrzenie miasta możliwe jest wyłącznie drogami gruntowymi. Sytuację obrońców utrudniają postępy rosyjskie na południe od Wuhłedaru (jednostki rosyjskie przekroczyły rzekę Kaszłahacz) oraz na zachód od tego miasta – trasą w kierunku Wełykiej Nowosiłki. Rosjanie zajęli tam Preczystiwkę, z której biegnie droga do Kurachowego, i podeszli pod Zołotą Nywę, skąd prowadzi droga do Pokrowska (obie w kierunku północnym). Siły agresora kontynuują również natarcie na zachód z zajętej wcześniej węzłowej Kostiantyniwki.

Siły ukraińskie krótkotrwale odzyskały pozycje w północnej części Nju-Jorku, czym umożliwiły ewakuację żołnierzy okrążonych na terenie zakładów chemicznych. Wypierając Ukraińców, wojska rosyjskie wkroczyły do leżącej pomiędzy Nju-Jorkiem a Torećkem Nelipiwki. Poczyniły też kolejne postępy w Torećku, zajmując kolejne kwartały we wschodniej części miasta, a także na zachód od Nju-Jorku.

Agresor wypiera siły ukraińskie z ostatnich pozycji na wschód od kanału Doniec–Donbas w rejonie Czasiw Jaru. Przekroczył kanał na północ od miasta, lecz w nim samym nie osiągnął znaczących postępów. Na północny wschód od Kupiańska Rosjanie opanowali ruiny wsi Syńkiwka, o które walki toczyły się z przerwami od lutego 2023 r. Poczynili również kolejne postępy na południowy wschód od miasta w kierunku rzeki Oskoł.

(...)

3 września dwa rosyjskie pociski Iskander-M uderzyły w budynek Wojskowego Instytutu Łączności w Połtawie, pełniącego obecnie funkcję jednego z centrów szkolenia armii ukraińskiej. Zginęło 55 ukraińskich wojskowych, a rany odniosło 328 (brak doniesień o ofiarach cywilnych). Akcję ratunkową zakończono 5 września, a w kolejnych dniach w następstwie odniesionych obrażeń zmarły jeszcze trzy osoby. Atak przyniósł największą jednorazową potwierdzoną liczbę ofiar (łącznie zabitych i rannych) od początku rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie.

Następnego dnia celem wrogich rakiet był Lwów. W miasto uderzyło kilka pocisków (m.in. hipersoniczne kindżały), a w wyniku upadku odłamków i fali uderzeniowej uszkodzonych zostało 188 budynków. Lokalne władze informowały o śmierci siedmiu i ranieniu ponad 60 mieszkańców. Do ataku z wykorzystaniem aż pięciu pocisków Iskander-M doszło 6 września w Pawłohradzie, gdzie jedna osoba zginęła, a 82 zostały ranne.

(...)

10 września Ukraina przeprowadziła kolejny zmasowany atak na terytorium FR. Rosjanie powiadomili o zniszczeniu 144 ukraińskich dronów, w tym 20 nad obwodem moskiewskim, a najwięcej – 72 – nad obwodem briańskim. Atakowane miały być lotniska i obiekty kompleksu paliwowo-energetycznego, nie ma jednak doniesień o zniszczeniach. 7 września ukraiński bezzałogowiec zniszczył skład amunicji w obwodzie woroneskim. Niepowodzeniem zakończyło się natomiast przeprowadzone 5 września uderzenie dronów nawodnych na Noworosyjsk.

(...)

7 września szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow wskazał, że komunikator Telegram, będący jednym z głównych źródeł informacji dla obywateli Ukrainy, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego tego państwa. Dodał, że blokowanie komunikatora jest technicznie trudne, ale możliwe.

(...)

8 września irański deputowany do Zgromadzenia Konsultatywnego i członek parlamentarnej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki Zagranicznej Ahmad Bakhshayesh Ardestani potwierdził, że Teheran oprócz dronów Shahed dostarcza Rosji rakiety balistyczne. 

osw.waw.pl