niedziela, 8 września 2024



"Opinia publiczna na Zachodzie się zmienia, bardzo szybko i bardzo zacnie" – cieszyła się 25 lutego tego roku Margarita Simonian, naczelna telewizji RT (to cytat z aktu oskarżenia). Choć od ponad dwóch lat RT nie ma prawa nadawać swoich propagandowych programów na terenie Zachodu, nie znaczy to, że nie nie wpływa na to, co i jak myślą obywatele krajów, które nałożyły sankcje. Simonian wyjaśniała na ekranie, że choć od czasu napaści Rosji na Ukrainę sama RT nadawać nie może, to zbudowała "potężną sieć, całe imperium tajnych projektów, które urabiają opinię publiczną, przekazując prawdę zachodnim odbiorcom."

Jednym z takich tajnych projektów jest amerykańskie dzieło Kostii i Leny. Kałasznikow to obywatel Rosji i pracownik RT, wiceszef "działu projektów w mediach cyfrowych". Afanasjewa to również Rosjanka i pracowniczka RT – producentka zajmująca się sprawami zagranicznymi.

W akcie oskarżenia zanonimizowano nazwy spółek i nazwiska większości amerykańskich kontaktów Kostii i Leny, ale też zostawiono dość śladów, by szybko rozszyfrować, co jest czym i kto jest kim. W operacji RT kluczowa była agencja Tenet Media z Tennessee – prokurator był tak uprzejmy, że zacytował w akcie oskarżenia jej dokładne motto, więc rozszyfrowanie tej zagadki poszło błyskawicznie. Dzięki temu wiadomo też od razu, kim byli Założyciel 1 i Założyciel 2, czyli twórcy Tenet Media. To Lauren Chen, konserwatywna influencerka z YouTube’a i jej mąż Liam Donovan.

Tenet Media reklamuje się jako siedziba "nieustraszonych głosów". W istocie to agencja zarządzająca konstelacją prawicowych gwiazd YouTube’a TikToka czy X (dawnego Twittera), bezwstydnie wychwalających Trumpa i ośmieszających najpierw Bidena, a teraz Kamalę Harris. Obsługuje m.in. Lauren Southern, kanadyjską dziennikarkę i dokumentalistkę, Tima Poola, autora podcastu "Culture War", Taylera Hansena (chwali się, że dokumentował wydarzenia na Kapitolu w 2020 r. i że jego filmy często podawał dalej Trump), youtubera Matta Christiansena, Dave’a Rubina (kanał polityczny The Rubin Report na YouTube) czy Benny’ego Johnsona, autora prawicowego podcastu "The Benny Show", wcześniej związanego m.in. z Newsmax TV czy TheBlaze.

Pełną wiedzę o pochodzeniu pieniędzy od Leny i Kostii mieli właściciele agencji. Jak podkreśla prokurator, już od marca 2021 r. przez blisko rok Lauren Chen tworzyła filmy, wpisy w mediach społecznościowych i teksty na podstawie umowy, którą jej kanadyjska firma zawarła z ANO TV-Novosti, spółką-matką RT. Treści ukazywały się na jej kanałach społecznościowych bez żadnych odniesień do RT. Firma Chen wystawiła Rosjanom rachunki za 217 filmików. Co więcej, napisała 25 felietonów, które ukazały się na stronie RT – oczywiście bez wzmianki, że to teksty opłacone przez Rosjan. W pandemii Chen i Donovan byli nawet oficjalnie wymieniani na stronach RT jako współpracownicy, ale skarżyli się, że utrudnia im to pracę w Ameryce. Do maja 2022 r. Donovan współpracował też z niemiecką filią RT o nazwie Ruptly GmbH. W cytowanej w akcie oskarżenia korespondencji w serwisie Discord Chen i Donovan pisali np.: "No, Ruscy zapłacili. Możemy wystawić im fakturę za kolejny miesiąc". Słowem, doskonale wiedzieli, kto im płaci i za co.

Inaczej rzecz się miała z częścią influencerów, których przygarnęła pod swe skrzydła agencja Tenet Media. Chen założyła spółkę 19 stycznia 2022 r., sama określa ją jako amerykańską filię swojej kanadyjskiej spółki – tej, która zawierała umowy z ANO TV-Novosti. Tenet Media produkuje filmy i wpisy w mediach społecznościowych: na YouTube, TikToku, X, Facebooku, Instagramie i Rumble. Całość, poza założycielami, obsługują trzy osoby, wspomagane przez firmę zewnętrzną, w której pracowali m.in. Kałasznikow i Afanasjewa. I choć rosyjskie wpływy widać tu gołym okiem, nikt oczywiście nie zgłosił tego w Departamencie Sprawiedliwości (zgodnie z wymogami amerykańskiej ustawy o agentach zagranicznych).

Z opisu w akcie oskarżenia wynika, że nawiązywanie kontaktu z twórcami Tenet Media przez Kostię i Lenę przypominało wyrafinowaną grę pozorów, tyle że najwyraźniej obie strony wiedziały, że to tylko gra. Wszak Chen i Donovan mieli już za sobą pracę dla Rosjan i wystawianie faktur bez żadnych zahamowań.

Spektakl zaczął się pod koniec 2022 r., kiedy do współpracy z Chen zgłosił się niejaki "Eduard Grigoriann" i jego dwie współpracowniczki. Urodzony w Brukseli bankier, syn Belgijki i Francuza o ormiańskich korzeniach, miał się dorobić jako doradca inwestycyjny w zachodnich bankach, a teraz chciał wspomóc debatę publiczną po właściwej stronie i wyłożyć pieniądze na stworzenie kanału na YouTube. Szukał do niego gwiazd i gotów był dobrze zapłacić za poszukiwania (8 tys. dol. miesięcznie). Snuł też plany pokaźnych wydatków za każdy odcinek internetowego show (nawet 100 tys. dol.).

Oczywiście żadnego Grigorianna nie było, a udawał go Kałasznikow, w czym wspomagała go Afanasjewa, grając w sieci dwie asystentki. Nawet jeśli Chen podejrzewała, że rzutki bankier z Brukseli nie istnieje, to bez oporów grała w grę, w której dostawała 8 tys. dol. miesięcznie za pośrednictwo (za pośrednictwem spółek-wydmuszek z Czech i Węgier) oraz procent od podpisanej umowy. A sumy w tych umowach były niemałe. Asystentki "Grigorianna" podały konkretne nazwiska gwiazd prawicowego internetu (najprawdopodobniej to Dave Rubin – 2,4 mln subskrybentów na YT i Tim Pool – 1,3 mln subskrybentów). Chen informowała, że jeden z nich zażąda zapewne 2 mln dol. rocznie, a drugi "bliżej 5 mln dol.". Nawet takie wygórowane stawki nie odstraszyły ormiańskiego mecenasa. Kilka miesięcy później "Grigoriann" za pośrednictwem Chen podpisał umowy z oboma influenserami. Był wprawdzie pewien problem, bo jeden z komentatorów nabrał podejrzeń co do tajemniczego sponsora, o którym nie mógł nic znaleźć w sieci, ale przestał dociekać, kiedy zobaczył screenshot z prymitywnie podrobionego profilu "Grigorianna", którego główną ozdobą było stockowe zdjęcie jakiegoś modela na pokładzie prywatnego odrzutowca. I tak podejrzliwi internetowi tropiciele spisków dali się ograć jak dzieci.

onet.pl

sobota, 7 września 2024



Gen. bryg. McMaster swoją misję jako 25. Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego Prezydenta USA oficjalnie rozpoczął 20 lutego 2017 roku. Na tym stanowisku zastąpił Michaela Flynna, który funkcję doradcy prezydenta pełnił zaledwie przez…miesiąc. Powód? Wprowadzanie FBI w błąd w sprawie jego kontaktów z byłem ambasadorem Federacji Rosyjskiej, Siergiejem Kislyakiem. W kontekście Flynna i jego kontaktów z Moskwą ciekawe jest również to, że był on pierwszym amerykańskim urzędnikiem (w latach 2012-2014 został dyrektorem Agencji Wywiadu Obronnego), który w czasie pełnionej służby, wygłosił wykład w siedzibie rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

Współpraca McMastera z Trumpem trwała co prawda dłużej, niż w przypadku Flynna, ale w tym przypadku trudno również mówić o długofalowym współdziałaniu. Były uczestnik misji m.in. w Zatoce Perskiej zrezygnował z funkcji doradcy republikańskiego prezydenta w marcu 2018 roku. Tu powodem również była Rosja, choć trochę w innym kontekście, o czym w dalszej części tekstu.

We fragmencie książki McMastera opublikowanym przez „Wall Street Journal” przytoczone są wspomnienia dotyczące sporów, jakie autor toczył z prezydentem Trumpem w sprawie polityki Stanów Zjednoczonych względem Rosji rządzonej przez Wladimira Putina.

„Podobnie jak swoi poprzednicy (George W. Bush oraz Barack Obama – red.) Trump był zbyt pewny swoich możliwości, co do poprawy relacji z dyktatorem z Kremla. Samozwańczy »ekspert« w zawieraniu transakcji wierzył, że może zbudować osobiste relacje z Putinem” – napisał McMaster, twierdząc dodatkowo, że dużą rolę w takim podejściu do rosyjskiego przywódcy odegrało ego Trumpa i chęć „zagrania na nosie” establishemtowi w USA.

„Skoro większość ekspertów w Waszyngtonie była za twardym podejściem do Putina, to on chciał im pokazać, że można się z nim dogadać” – dodał.

Wspomniane ego miało być też bardzo zręcznie wykorzystywane przez samego Putina w bezpośrednim kontakcie z amerykańskim prezydentem. Rosjaninowi miała w tym pomagać wieloletnia praca w KGB. Jak prezydent FR najskuteczniej oddziaływał na Donalda Trumpa? Poprzez komplementy i pochlebstwa. Te podobały się Amerykaninowi, czemu zresztą publicznie dawał wyraz. To także utwierdzało go w przekonaniu, że jest „wybranym”, gotowym do zbudowania prawdziwie dobrych relacji, wbrew opiniom większości.

„Byłem głównym głosem mówiącym mu, że Putin wykorzystuje go i innych polityków z obu partii, aby podważyć zaufanie Amerykanów do naszych demokratycznych zasad, instytucji i procesów. Putin nie był i nigdy nie będzie przyjacielem Trumpa. Czułem, że moim obowiązkiem jest to podkreślić” – napisał McMaster.

W swoich wspomnieniach były doradca amerykańskiego prezydenta pisze, że właściwie od początku współpracy z Trumpem panowie mieli inne podejście do Rosji i Wladimira Putina, ale różna optyka dotycząca działań Moskwy nie była czymś, co znacząco utrudniało ich kooperację. Ta zaczęła szwankować dopiero w lutym 2018 roku, chwilę po 54. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

To wtedy H.R. McMaster mówił m.in. na temat potrzeby przeciwdziałania rozprzestrzenianiu broni jądrowej, walki z dżihadystami czy o potrzebie znacznej reformy niektórych instytucji międzynarodowych. Poruszone tu wątki zostały jednak zepchnięte na boczny tor publicznej debaty, a to ze względu na wypowiedź doradcy Trumpa w sprawie ewentualnej współpracy amerykańsko-rosyjskiej w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Generał stwierdził, że taka współpraca jest mało prawdopodobna, a to z tego względu, że rosyjscy eksperci są zajęci - jak powiedział - „obalaniem naszej demokracji”. Zrobił to, przytaczając dowody podawane w raporcie Roberta Muellera, który badał rosyjską ingerencję w amerykańskie wybory w 2016 roku i nazwał je „niepodważalnymi”. Problem w tym, że do prezydenta Trumpa dotarła wiadomość, że McMaster nazwał cały raport Muellera „niepodważalnym”. Po otrzymaniu takiej informacji, Trump zatweetował w następujący sposób:

„Generał McMaster zapomniał powiedzieć, że na wyniki wyborów w 2016 Rosjanie nie mieli wpływu. Jedyna zmowa była pomiędzy „Crooked H” (określenie Trumpa dot. Hillary Clinton – red.), DNC (Krajowa Konwencja Demokratów) i Dems. (Partia Demokratyczna)”.

Całą sprawę wykorzystał prokremlowski Sputnik, który poinformował, że gen. McMaster mówiąc, że Rosja wmieszała się w wybory w USA „bezpośrednio zaprzeczył prezydentowi Trumpowi”.

Po przemowie w Monachium do McMastera zadzwonił ówczesny szef personelu Białego Domu, John Kelly, przekazując doradcy Trumpa, że prezydent jest wściekły. Gen. McMaster chciał natychmiast wyjaśnić całą sprawę i zaproponował, że zadzwoni do prezydenta.

„Chciałem wyjaśnić, że mowa o trzech oddzielnych pytaniach. Czy Rosja wmieszała się w wybory? Odpowiedź jest twierdząca. Czy Kreml faworyzował jednego kandydata? Uważałem, że nie dbał o to do momentu, gdy duża liczba Amerykanów zaczęła powątpiewać w legalność wyników. Ostatnie pytanie brzmiało - czy ingerencja Rosji w wybory miała wpływa na ich wyniki? Nie było możliwości odpowiedzieć na to pytanie” – napisał autor książki. Do rozmowy telefonicznej w tej sprawie ostatecznie nie doszło.

Kilkanaście dni po monachijskiej konferencji doszło do dużo bardziej groźnego zdarzenia. 4 marca 2018 roku w miejscowości Salisbury w Wielkiej Brytanii otruto substancją chemiczną o nazwie Nowiczok podwójnego szpiega, Siergieja Skripala, a także jego córkę. Był to kolejny przypadek, w którym to Kreml decydował się na próbę eliminacji swojego dawnego agenta poza granicami Rosji. Prawie dekadę wcześniej – również w Wielkiej Brytanii – doszło do śmiertelnego otrucia polonem Aleksandra Litwinienki.

Skripal, działania GRU w Anglii oraz nowiczok, który został wpisany na listę zakazanych przez Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej substancji chemicznych w 2019 (zakaz wszedł w życie w 2020 r.) stały się przedmiotem burzliwych dyskusji na temat działań Kremla.

Sam Donald Trump nie miał większych wątpliwości, że za tym atakiem stali Rosjanie. „To coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Podchodzimy do tego bardzo poważnie” – mówił prezydent w marcu 2018 roku. W innej wypowiedzi dla mediów Republikanin stwierdził: „Jeśli informacje, które dostaję, potwierdzą się, USA potępi Rosję (…)”.   Jednoznaczna postawa amerykańskiego prezydenta kłóciła się z wydarzeniami, które miały miejsce kilka dni później, kiedy to w „New York Times” ukazał się artykuł, pt. „Putin chwali Trumpa, krytykuje amerykańską scenę polityczną”. Reakcja prezydenta na ten artykuł była zdaniem McMastera lekkomyślna.

„Kiedy tego wieczora wszedłem do Gabinetu Owalnego w innej sprawie, prezydent miał przed sobą kopię tego artykułu i pisał notę do Putina. Powiedział mi, żeby przesłać wycinek do Putina. Byłem pewny, że Putin wykorzysta opatrzony komentarzem wycinek do ośmieszenia Trumpa. Następnego dnia – zgodnie z procedurą – dałem wycinek do biura Sekretarza Stanu, przez którego przechodzi korespondencja z Gabinetu Owalnego. Poprosiłem ich, aby wrócili z nim do mnie przed wysłaniem go do Putina za pośrednictwem rosyjskiej ambasady. Po tym, jak wyszło, że za atakiem na Skripala stoi Kreml i bardzo prawdopodobnie także Putin, powiedziałem im, żeby tego nie wysyłali” – pisze w swoich wspomnieniach gen. McMaster.

Jakiś czas później McMaster powiedział w bezpośredniej rozmowie z Trumpem, że zablokował wysyłkę, tłumacząc to obawami o wykorzystanie notki przez Putina przeciwko amerykańskiemu prezydentowi. Zdaniem byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, rosyjski przywódca mógłby chcieć „złagodzić presję związaną ze sprawą Skripala i wzmocnić narrację, że Trump jest w jakiś sposób »w kieszeni« Kremla”. Niesubordynacja eksperta spotkała się ze złością 45. Prezydenta USA.

„Kiedy tego wieczora wszedłem do Gabinetu Owalnego w innej sprawie, prezydent miał przed sobą kopię tego artykułu i pisał notę do Putina. Powiedział mi, żeby przesłać wycinek do Putina. Byłem pewny, że Putin wykorzysta opatrzony komentarzem wycinek do ośmieszenia Trumpa. Następnego dnia – zgodnie z procedurą – dałem wycinek do biura Sekretarza Stanu, przez którego przechodzi korespondencja z Gabinetu Owalnego. Poprosiłem ich, aby wrócili z nim do mnie przed wysłaniem go do Putina za pośrednictwem rosyjskiej ambasady. Po tym, jak wyszło, że za atakiem na Skripala stoi Kreml i bardzo prawdopodobnie także Putin, powiedziałem im, żeby tego nie wysyłali” – pisze w swoich wspomnieniach gen. McMaster.

Jakiś czas później McMaster powiedział w bezpośredniej rozmowie z Trumpem, że zablokował wysyłkę, tłumacząc to obawami o wykorzystanie notki przez Putina przeciwko amerykańskiemu prezydentowi. Zdaniem byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, rosyjski przywódca mógłby chcieć „złagodzić presję związaną ze sprawą Skripala i wzmocnić narrację, że Trump jest w jakiś sposób »w kieszeni« Kremla”. Niesubordynacja eksperta spotkała się ze złością 45. Prezydenta USA.

defence24.pl

piątek, 6 września 2024


Amerykański resort sprawiedliwości ogłosił w czwartek zarzuty dotyczące łamania sankcji wobec Dimitriego Simesa, Amerykanina rosyjskiego pochodzenia - etatowego pracownika rosyjskiej TV.

Simes, mieszkający w USA emigrant z ZSRR, jest oskarżony o łamanie sankcji i pranie brudnych pieniędzy w związku m. in. z prowadzeniem politycznego talk-show "Wielka Gra" w rosyjskim, państwowym Pierwym Kanale TV. Występował w nim razem z Wiaczesławem Nikonowem - wnukiem Wiaczesława Mołotowa, ministra spraw zagranicznych ZSRR, który zawarł min tajny pakt z III Rzeszą dotyczący podziału Polski. Był też regularnym gościem w programach jednego z najbardziej agresywnych rosyjskich propagandystów Władimira Sołowjowa.

Według prokuratury, od czasu nałożenia sankcji na ten kanał, Amerykanin otrzymał łącznie ponad 1 mln dolarów i przekazał część tej sumy do USA za pośrednictwem armeńskiego banku. Jak wynika z aktu oskarżenia, Simes pracował dla kremlowskiej telewizji od 2018 roku, otrzymując 67 tys. dolarów miesięcznie, darmowe pobyty w luksusowych moskiewskich hotelach i bilety lotnicze w klasie biznes na linii Moskwa-Waszyngton. Posiadłość kremlowskiego propagandysty w Wirginii została w sierpniu przeszukana przez FBI.

Simes to znany publicysta, analityk i działacz polityczny, który wyemigrował z ZSRR w 1973 roku. Był m. in. nieformalnym doradcą Richarda Nixona i stał na czele stworzonego przez niego ośrodka Center for the National Interest. Ośrodek wydawał też konserwatywny magazyn "The National Interest", w którym pojawiało się wiele tekstów wzywających do zrozumienia polityki Rosji.

Pochodził z rodziny znanych rosyjskich dysydentów o żydowskich korzeniach, jednak jak podaje Nowaja Gazieta, po nawiązaniu współpracy z rosyjską TV, zaczął twierdzić, że jego ojciec był etnicznym Rosjaninem, a matka - prostą traktorzystką.

W 2016 roku został doradcą sztabu wyborczego Donalda Trumpa. Zorganizował wówczas występ ówczesnego kandydata Republikanów w hotelu Mayflower w Waszyngtonie, podczas którego Trump opowiedział się za poprawą stosunków z Rosją. W 2023 r. politolog moderował sesję plenarną Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu z udziałem samego Władimira Putina. Propagandysta nie krył wcześniej zachwytów nad działaniami rosyjskiego prezydenta, nazywając np. jego orędzie poświęcone rozpoczęciu wojny z Ukrainą „godnym Churchilla”. Za to prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego nazywał w rosyjskiej TV “skorumpowanym kłamcą”, który otoczył się “nazistami”.

Simes był też jedną z czołowych postaci w śledztwie prowadzonym przez specjalnego prokuratora Roberta Muellera i dotyczącym kontaktów ludzi Trumpa z przedstawicielami Kremla podczas kampanii wyborczej 2016 roku. Obok rosyjsko-amerykańskiego działacza prokuratura oskarżyła też jego żonę Anastasiję za pranie brudnych pieniędzy i zakup dzieł sztuki dla objętego sankcjami rosyjskiego oligarchy Aleksandra Udodowa. W przypadku każdego z zarzutów maksymalną karą jest 20 lat więzienia. Małżeństwo pozostaje jednak na wolności w Rosji.

PAP/Nowaja Gazieta

Na najgorętszym odcinku w rejonie Pokrowska dotychczasowe szybkie postępy Rosjan z początkiem września gwałtownie wyhamowały. Po szokująco gwałtownym zajęciu miasta Nowohrodiwka pod koniec minionego miesiąca stanęli na jego północnych obrzeżach i nie posunęli się już naprzód. Nie zdołali wejść do położonego kilka kilometrów dalej Sełydowa, przed którym Ukraińcom udało się stworzyć linię obrony częściowo opartą o nasyp kolejowy i wiadukt. W ciągu tygodnia pojawiła się cała seria nagrań, na którym widać starcia pod nim na minimalnych odległościach. Na jednym ukraiński czołg rozstrzeliwuje rosyjski transporter, na innym widać jeszcze jeden, ale też porzucony ukraiński czołg, a na kolejnym rosyjska załoga porzuca swój, który potem jest odholowywany przez następny ukraiński i okazuje się sprawny.

To, co się Rosjanom na tym odcinku w ostatnim tygodniu udało, to pójść kilka kilometrów na południe w rejonie miejscowości Hirnyk. To południowe skrzydło całego uderzenia na Pokrowsk. Stwarza to coraz większe zagrożenie dla ukraińskich oddziałów ciągle trzymających długi na około 15 kilometrów dalej na wschód klin, teraz już otoczony przez Rosjan z trzech stron. Kolejne dynamiczne postępy rosyjskie na tym kierunku mogą się skończyć zagrożeniem okrążenia Ukraińców.

Poza tym przez ostatni tydzień na tym priorytetowym kierunku nie zadziało się wiele więcej. Trudno ocenić, co spowodowało takie nagłe wyhamowanie rosyjskich postępów. Czy pojawienie się ukraińskich posiłków, czy wyczerpanie samych Rosjan stratami oraz problemami logistycznymi. Na obszarze zajętym przez nich są tylko kiepskie wiejskie drogi, a cała okolica jest nieustannie nękana przez ukraińskie drony. Może zagrały po prostu wszystkie czynniki naraz i Rosjanie potrzebują pauzy na zebranie sił, przed kolejną próbą szerszego uderzenia. Choć nawet w tym tygodniu Ukraińcy raportowali ciągle wysoką liczbę starć w tym rejonie - donosili o 50-60 rosyjskich atakach na dobę. Choć w zdecydowanej większości mają to być działania niewielkich grup piechoty, liczącej mniej niż 10 żołnierzy, przy ścisłej współpracy z dronami. Pojazdy opancerzone mają być używane bardzo sporadycznie.

Podobnie bez większych sukcesów upłynął Rosjanom tydzień w rejonie Torecka. Bilans może być wręcz ujemny, ponieważ według twierdzeń Ukraińców ich oddziały (wspomniani "Azowcy") zdołały odzyskać sporo pozycji na północ od miejscowości Nju-Jork, a nawet jej północny skraj.

Jednak 20 kilometrów dalej na północy w rejonie miasta Czasiw Jar Rosjanom po dwóch miesiącach uporczywych prób mogło się udać przełamać ukraińską obronę na linii kanału Doniec-Donbas i uchwycić pozycje na jego zachodnim brzegu w rejonie wsi Kalinine. Tak twierdzi przynajmniej kanał Deep State, choć równie popularny analityk Andrew Perpetua jest zdania, że owszem, Rosjanie często tam są, ale po to, by zginąć lub się wycofać, bo tego miejsca nie sposób utrzymać z uwagi na zniszczenia, brak osłony przed dronami i brak możliwości zaopatrywania, przez co jest to raczej ziemia niczyja.

Nowym punktem zapalnym jest obszar pól na zachód od Wuhłedaru, na samym południowo-zachodnim skraju Donbasu. Rosjanie od tygodni intensywnie atakowali na wschód i północ od tego miasta, w kierunku na kopalnię i wieś Wodziane. Ciągle mają tam postępy - na przestrzeni ostatniego tygodnia zbliżali się do nich i działali piechotą w ich obrębie. Jednak jednocześnie przypuścili serię silnych ataków kilkanaście kilometrów dalej na wspomniane tereny na zachód od Wuhłedaru. Zaangażowali do nich znaczne siły, w tym kilkadziesiąt pojazdów opancerzonych. Choć Ukraińcy zadali im znaczne straty udokumentowane na filmach, to ugięli się pod presją i utracili wieś Preczistiwka oraz kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych okolicznych pól. Większość z nich opanowali w ubiegłym roku podczas kontrofensywy na Zaporożu. Rosjanie mieli szykować ten atak już od tygodni, intensywnie bombardując ukraińskie pozycje w rejonie wsi. Ewidentnie ich zamiarem jest próba oskrzydlenia twardo bronionego Wuhłedaru. Od wschodu przez Wodziane i od zachodu przez Preczistiwkę. Ich postępy są na tym kierunku powolne i okupione sporymi stratami podczas ponawianych dużych ataków zmechanizowanych, ale nieprzerwane.

Jest jeszcze jeden punkt na całym długim froncie na terytorium Ukrainy, gdzie są zauważalne jakieś istotniejsze zmiany w kontroli terenu. To daleko na północ w rejonie Kupiańska. Kierunek aktualnie drugo- albo i trzeciorzędny dla obu stron. Pomimo tego Rosjanie powoli, ale metodycznie rozwijają natarcie w rejonie wsi Piszczane. Zajęli ją dość niespodziewanie w połowie lipca i od tego czasu posunęli się polami kilka kilometrów na zachód i południowy zachód. Jednocześnie próbują atakować, z drobnymi sukcesami, w położonej 10 kilometrów na południe wsi Stelmachiwka. Tak jakby ich zamiarem było stworzenie zagrożenia okrążeniem ukraińskich pozycji pomiędzy i zmuszeniem Ukraińców do cofnięcia się. To bardzo lokalne działania, ale największe zmiany w kontroli terenu w tym regionie od miesięcy.

gazeta.pl

czwartek, 5 września 2024


Dziewięcioletni Aleksiej świetnie rozumiał, dlaczego ten przystojny, wysportowany Czeczen właśnie jego prowadzi na tyły budynku, żeby spuścić mu dydaktyczny wpierdol (tak się wyraził: "Dostaniesz dydaktyczny wpier**l"). Jest niższy od kolegów i ma nadwagę – najłatwiej go było złapać. To, czego nie rozumiał, to skąd na jego podwórku wziął się ten pierdolony Czeczen. Natomiast doskonale wiedział to przyglądający się wszystkiemu młody adiunkt Uniwersytetu Łomonosowa, Michaił Chodorkowski.

Historię z wiosny 1987 roku opowiedział mi ten, który otrzymał "dydaktyczny wpierdol" – Aleksiej Czadajew, późniejszy speechwriter prezydentów Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa oraz ideolog rządzącej partii Jedna Rosja.

Wtedy w Moskwie obok podwórka, na którym z kolegami bawił się Aleksiej, znajdował się Instytut Chemiczno-Technologiczny Uniwersytetu Łomonosowa. Tam właśnie pracował 24-letni wówczas Chodorkowski. Był nieśmiały i mówił cichutką chrypką. Wieczorami wykorzystywał laboratoria uczelni, by wraz z innymi absolwentami i członkami Komsomołu nielegalnie przetwarzać surowce naturalne. Następnie sprzedawał je na wolnym rynku, który dopiero raczkował w Związku Radzieckim okresu pierestrojki.

Tej wiosny do współpracowników Michaiła dołączył 23-letni Władisław Surkow. Jego mama była Rosjanką, a tato czeczeńskim oficerem specnazu, który niedawno zostawił ich dla innej kobiety. Inteligentny i ambitny Władisław błyskawiczne pojął, że jako rosyjsko-czeczeński bękart znikąd najbardziej zwiększy swoje szanse na awans społeczny dzięki maksymalnie bezwzględnej, cynicznej i brutalnej strategii życiowej.

Któregoś dnia Michaił pożalił się Władisławowi, że na skwerze Musskaja, nieopodal Instytutu, gdzie on i jego koledzy chodzą w przerwach napić się piwa, banda gówniarzy rozbija im butelki. Rozbija i ucieka, rozbija i ucieka. Władisław uśmiechnął się, bo na miejscu gówniarzy robiłby dokładnie to samo. Kto odmówiłby sobie przyjemności dokuczania jajogłowym gamoniom, którzy i tak cię nie złapią, bo mają okulary jak denka od butelek i potykają się o własne nogi? Ale obiecał Michaiłowi, że zrobi z nimi porządek. Co prawda wolał perswazję od przemocy, bo jest skuteczniejsza, ale jeśli chodzi o takie drobnostki, wybierał przemoc jako metodę bardziej poręczną. Musisz tylko wiedzieć, po co bijesz ludzi – czy chcesz ich upokorzyć, zastraszyć, czy unieszkodliwić – bo to determinuje sposób bicia. Tu sprawa była prosta, gnojków należało zastraszyć.

Kilka dni później Aleksiej z czterema kolegami nawet nie zauważyli wbiegającego między nich Czeczena. Pierwszy dostał klapsa w japę, drugi został ekspresowo podcięty i wylądował na ziemi, a spośród uciekającej trójki Władisław wybrał korpulentnego chłopca. Wziął go za kołnierz, za murami Instytutu wylał mu na głowę zawartość butelki z piwem i dał odpowiedzialne zadanie: przekaż kolegom, żeby nigdy więcej nie dokuczali pelikanom w okularach, bo "wrócimy do rozmowy". Na zachętę dał mu jeszcze liścia w ucho.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję

Prokurator generalny Merrick Garland ogłosił zarzuty karne, zajęcie domen internetowych i sankcje związane z działaniami dezinformacyjnymi Kremla.

W centrum rosyjskiej operacji wpływu na wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych ma znajdować się telewizja RT, znana wcześniej jako Russia Today. Amerykański rząd oskarżył pracowników tej stacji o naruszenia ustawy o rejestracji zagranicznych podmiotów. Chodzi między innymi o transfer 10 milionów dolarów do firmy z Tennessee, która rozpowszechniała treści korzystne dla Rosji. Firma ta zawarła umowę z amerykańskimi influencerami na udostępnianie tych treści na ich platformach w mediach społecznościowych. Firma z Tennessee wyprodukowała prawie dwa tysiące filmów na tematy takie jak imigracja i inflacja, które według Departamentu Sprawiedliwości zostały obejrzane 16 milionów razy w serwisie YouTube.

- Firma nigdy nie ujawniła influencerom ani milionom ich obserwujących powiązań z RT i rosyjskim rządem - powiedział w środę Garland. Prokurator generalny poinformował, że działania Rosji miały także osłabić poparcie Amerykanów dla wsparcia Ukrainy. Prokurator generalny USA dodał, że dochodzenie trwa, a Departament Sprawiedliwości przejął 32 domeny internetowe, które rosyjski rząd wykorzystywał do wpływania na wybory w Stanach. - Naród amerykański ma prawo wiedzieć, kiedy obce mocarstwo próbuje wykorzystać swobodną wymianę idei w naszym kraju w celu rozpowszechniania własnej propagandy - podkreślił.

gazeta.pl

Z tabeli pokazanej przez oficera wynika, że Rosjanie trafili około 6 tysięcy celów cywilnych i 5,5 tysiąca wojskowych. Spośród 10 tysięcy rakiet 2,5 tysiąca zostało zestrzelonych, co daje skuteczność na poziomie 25 procent. Spośród 14 tysięcy dronów (do których wliczono jednak też niewielkie Lancety używane na froncie), zestrzelono 9,2 tysiąca, co daje skuteczność na poziomie 63 procent. Popularne grafiki udostępniane przez ukraińskie lotnictwo pokazujące codzienne zestrzelenia i sugerujące wysoką skuteczność obrony są w konfrontacji z takimi danymi mylące. Ku pokrzepieniu serc skupiają się bowiem na tych rosyjskich broniach, które najczęściej są zestrzeliwane. W tle przemyka jednak dużo tych, które bardzo rzadko są trafiane.

To właśnie te z rakiet, które najczęściej są zestrzeliwane i zazwyczaj pojawiają się na zestawieniach sił powietrznych. Są też jednymi z najczęściej używanych przez Rosjan. Jest ich cała gama, ale najpowszechniejsze to Ch-101 oraz podobne, ale starsze Ch-55/555. W sieci można często natrafić na oznaczenie "Kh", ale to po prostu angielskojęzyczny zapis popularny na zachodzie. Poprawny polski to "Ch". Są to wszystko rakiety manewrujące dalekiego zasięgu odpalane z samolotów. Praktycznie wyłącznie ze starych bombowców strategicznych Tu-95. Po odpaleniu lecą na wysokości rzędu do 100-200 metrów, wykonując po drodze zaprogramowane zwroty, mające utrudnić ustalenie ich celu oraz przechwycenie.

W prezentacji Syrskiego jest informacja o odpaleniu 1846 Ch-101/555 i zestrzeleniu 1441. To najwyższa deklarowana skuteczność dla wszystkich typów rakiet. Ch-55 nie są wspominane, ale na pewno też są używane. Choćby taka spadła w rejonie Bydgoszczy.

Ch-55 to pierwsza radziecka rakieta manewrująca dalekiego zasięgu, opracowana w latach 70. i przyjęta do służby na początku 80. Ch-555 to jej modernizacja z lat 90, obliczona głównie na poprawę celności. Ch-101 to natomiast opracowana w tym samym okresie kolejna generacja rosyjskich rakiet manewrujących, z naciskiem położonym na zastosowanie technologii stealth, poprawienie celności i zasięgu. Aktualnie Rosjanie produkują tylko te ostatnie. W trakcie wojny wprowadzono modyfikacje między innymi w postaci wyrzutni flar mających utrudniać przechwycenie w ostatniej fazie ataku, oraz dwukrotnego zwiększenia masy głowicy (z 450 kg do 900 kg) kosztem redukcji zapasu paliwa i zasięgu. Według ocen Ukraińców Rosjanie produkują około 40 sztuk miesięcznie. Do produkcji używane jest kilkadziesiąt zachodnich podzespołów elektronicznych sprowadzanych pomimo sankcji.

Znacznie rzadziej używane, ale też istotne, są morskie i lądowe warianty rosyjskich rakiet manewrujących. Te pierwsze to dość dobrze znane Kalibry, wprowadzone do służby w latach 90. Zasada działania taka sama jak Ch-101, tylko są odpalane z okrętów. Według danych Syrskiego wystrzelono ich 894, a 443 zestrzelono. Wcześniejsze ukraińskie deklaracje mówią o skali produkcji wynoszącej 30-40 sztuk miesięcznie. Znacznie mniejsza liczba odpaleń Kalibrów względem Ch-101 najpewniej wynika z ograniczonej liczby okrętów zdolnych to robić na Morzu Czarnym, w porównaniu do liczby dostępnych bombowców strategicznych.

Podobna jest też ostatnia z używanych przez Rosjan rakiet manewrujących, czyli Iskander-K. Ta nazwa jest kojarzona głównie z rakietami balistycznymi krótkiego zasięgu, jednak "Iskander" to nazwa całego kompleksu. W jego ramach samobieżne wyrzutnie mogą wystrzeliwać zarówno rakiety balistyczne 9M723 (Iskander-M), jako i manewrujące 9M728 (Iskander-K, K od "skrzydlata" po rosyjsku), które mają być konstrukcyjnie oparte na Kalibrach. Wyrzutnie systemu Iskander używane są głównie odpalania rakiet balistycznych, ale od początku wojny tych drugich Rosjanie mieli wystrzelić 202, z czego 76 zostało zestrzelonych. Skala produkcji pcosików 9M728 nie jest znana. Ogólnie Iskanderów obu rodzajów ma powstawać około 40 miesięcznie.

Do kategorii rakiet manewrujących odpalanych z lądu można jeszcze zaliczyć dwa inne typy rakiet, Onyks (formalnie jako elementu kompleksu obrony wybrzeża Bastion) i Ch-35 (tak samo kompleks Bal). Podstawowym przeznaczeniem obu jest zwalczanie okrętów. Alternatywnie można ich jednak użyć do ataków na cele lądowe. Rosjanie robili to głównie latem 2023 roku, kiedy prawdopodobnie mieli największe braki w arsenałach, a byli pod mocną presją z powodu ukraińskiej kontrofensywy na Zaporożu. Onyksów wystrzelili 211, a Bal 15. Tylko 13 łącznie miało zostać zestrzelonych. Rakiety Onyks mają silnik strumieniowy i w locie mają utrzymywać prędkość rzędu 3000 km/h, przez co są trudne do przechwycenia. Odpalano je z Krymu i rejonu Morza Azowskiego, gdzie stacjonują uzbrojone w nie brygady obrony wybrzeża, głównie w kierunku rejonu Odessy i Zaporoża. Na dalsze ataki nie pozwala ich ograniczony zasięg rzędu 200-300 kilometrów.

Wspomnieć należy też o odpalanych z okrętów pociskach Zyrkon, formalnie przeznaczonych do zwalczania innych okrętów. Rosjanie określają je jako "hipersoniczne" czyli rozwijające ponad pięciokrotną prędkość dźwięku, ale jest to kontrowersyjny temat, (...). Według Syrskiego użyto ich 6 razy. 2 miały zostać przechwycone.

Kolejną kategorię pocisków odpalanych na Ukrainę stanowią rakiety balistyczne. Najpopularniejsze są wspomniane Iskandery-M, czyli rakiety 9M723, których miało zostać odpalonych ponad tysiąc. Konkretna wartość nie jest jednak znana, ponieważ na grafice Syrskiego zsumowano je z północnokoreańskimi KN-23 (pisaliśmy o nich szerzej), używanymi od początku tego roku. Łącznie 1,3 tysiąca odpalonych. Zestrzelono zaledwie 56. Wynika to głównie z charakteru ich działania. W locie rozwijają znaczną prędkość, wielokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku. Zestrzeliwać je mogą praktycznie tylko nowoczesne zachodnie systemy przeciwlotnicze średniego zasięgu jak Patriot i SAMP/T, albo bardzo rzadkie wyspecjalizowane radzieckie warianty S-300. Jest ich mało, a Rosjanie zazwyczaj unikają odpalania rakiet tam, gdzie są one obecne.

Iskander-M i KN-23 są zewnętrznie bardzo podobne. Do tego stopnia, że istnieje podejrzenie, iż północnokoreańska rakieta powstała przy znacznej pomocy rosyjskich specjalistów. System Iskander powstał na przełomie wieków, KN-23 w ostatniej dekadzie. Dokładny zasięg obu nie jest znany, ale wynosi około 500 kilometrów. Zewnętrzne podobieństwo skrywa najpewniej istotne różnice w jakości wykonania i poziomie technologii. Według Ukraińców północnokoreańskie rakiety są bardzo zawodne i około połowy ulega awariom w locie. Iskandery to natomiast jedna z najgroźniejszych broń Rosjan, używana głównie do szybkich ataków na cenne cele.

Do kategorii rakiet balistycznych należy też zaliczyć odpalanego z powietrza Kindżała. To krewny Iskandera-K, istotnie zmodyfikowany w celu podwieszenia pod ciężkim myśliwcem MiG-31 i wystrzeliwania w locie. Ch-47M2 według Ukraińców odpalono 111, z czego 28 przechwycono. Szczegółowe osiągi pocisku nie są znane. Według Rosjan rozwija prędkość hipersoniczną, ale według Ukraińców w ostatniej fazie lotu jest wyraźnie wolniejszy i jak najbardziej podatny na przechwycenie. Rosyjskie wojsko używa Kindżałów do ataków na obiekty, które uważa za najcenniejsze i najlepiej chronione. Zwłaszcza Kijów osłaniany przez Patrioty.

Do kategorii rakiet balistycznych Ukraińcy zaliczają jeszcze pociski systemu S-300 oraz Ch-22/32. Te pierwsze to broń formalnie przeciwlotnicza, jednak Rosjanie posiadają duże zapasy pocisków starszych wersji i używają ich jako broni terrorystycznej do ostrzeliwania celów lądowych. W takiej funkcji rakiety systemu S-300 są niecelną, dużą i szybką rakietą balistyczną z małą głowicą, która jednak wyrządza znaczne szkody samą swoją energią kinetyczną. Ich celem są głównie przygraniczne miasta, zwłaszcza Charków i okolice. Według grafiki Syrskiego Rosjanie wystrzelili ich aż 3008, z czego tylko 19 zostało przechwyconych. Kh-22 to natomiast stara radziecka rakieta przeciwokrętowa. Duży i ciężki (5,8 tony) pocisk przenoszony wyłącznie przez bombowce Tu-22M, używany na podobnej zasadzie jak S-300. Niszczycielska i niecelna broń o charakterze terrorystycznym. Ze względu na swoją znaczną prędkość lotu (nawet ponad 5000 km/h) też właściwie nie do przechwycenia, poza spotkaniami z systemami Patriot oraz SAMP/T. Odpalono 362, a tylko dwie zestrzelono. W tym roku Ukraińcy pokazali szczątki tych dwóch, które okazały się być zmodernizowanym wariantem Kh-32.

Dodatkowo w statystykach ukraińskich są podawane odpalenia licznych rakiet taktycznych, używanych przez samoloty w rejonie frontu. Są to pociski takie jak Ch-31, 59 czy 69. Większość z nich ma zasięgi rzędu od kilkudziesięciu kilometrów, do około 200 i są przeznaczone do precyzyjnych ataków na cele wojskowe, takie jak radary, stanowiska dowodzenia czy mosty. Z racji używania ich w rejonie frontu, są rzadko przechwytywane, ponieważ Ukraińcy trzymają cenne systemy przeciwlotnicze raczej z dala od rejonu walk. Na 1547 odpalonych, zestrzelono 343.

Ostatnią kategorią są masowo stosowane proste drony o irańskim pochodzeniu. Oryginalne nazywane Szahid-136, a w rosyjskiej nomenklaturze Gerań-2. Pisaliśmy o nich szerzej wcześniej. Aktualnie produkowane już seryjnie w Rosji i poddane tam pewnym modyfikacjom. Broń prosta i tania, przeznaczona głównie do zmuszania ukraińskiej obrony przeciwlotniczej do marnowania czasu i amunicji, oraz przyciągania uwagi, celem stworzenia lepszych warunków do ataku innych rakiet. Niezależnie od tego, czasem docierająca celu i potrafiąca wyrządzić bolesne zniszczenia. Z racji na proste naprowadzanie bardzo często w zabudowie cywilnej. W statystykach Syrskiego Szahidy są zsumowane z frontowymi Lancetami, które też są używane na znaczną skalę. Dronów obu typów Ukraińcy doliczyli się 13315 i deklarują zestrzelenie aż 8836 z nich.  

gazeta.pl

środa, 4 września 2024


Największym wygranym wyborów jest prorosyjski i antyimigracyjny BSW, który mimo braku rozwiniętych struktur partyjnych zyskał kluczową pozycję w obu landach (zob. Niemcy: inauguracja prorosyjskiej partii Wagenknecht). Ugrupowanie, powstałe zaledwie w styczniu tego roku, będzie bowiem niezbędne do stworzenia koalicji. Sukces BSW to przede wszystkim zasługa popularnej (zwłaszcza na wschodzie) i charyzmatycznej Wagenknecht, byłej liderki Die Linke. Partia odebrała głosy przede wszystkim właśnie Lewicy (ok. 160 tys. w obu landach). Skupiła się na tematach o znaczeniu ogólnoniemieckim, takich jak zakończenie pomocy dla Ukrainy i ograniczenie migracji. Jej szefowa w kampanii uzależniała udział BSW w przyszłych rządach od zmniejszenia wsparcia dla Kijowa. Choć landy nie prowadzą odrębnej polityki zagranicznej, to propozycje „pokojowych inicjatyw dyplomatycznych” będą przysparzać popularności ugrupowaniu w perspektywie przyszłorocznych wyborów do Bundestagu. Wagenknecht żąda – oprócz zaprzestania pomocy Ukrainie – skupienia się na zakończeniu wojny Rosji z Ukrainą metodami dyplomatycznymi. Mimo wykluczenia koalicji z AfD liderki BSW – na czele struktur w obu landach stoją kobiety, byłe polityczki Die Linke o umiarkowanych poglądach (Sabine Zimmermann w Saksonii i Katja Wolf w Turyngii) – nie odżegnują się od poparcia dla niektórych postulatów skrajnej prawicy, np. dotyczących obniżania świadczeń dla uchodźców.

osw.waw.pl

Ropa w Rosji występuje na zróżnicowanym obszarze – od szelfu arktycznego po Morze Kaspijskie, na południu, od Krasnodaru po Wschodnią Syberię i Sachalin.

Największe pola naftowe to:
  • Samotlorskie (Samotlor field) w Chanty-Mansyjskm Okregu Autonomicznym, w Zachodniej Syberii, jedno z największych na świecie, odkryte w 1965 r., eksploatacja rozpoczęła się w 1968 r., z udokumentowanymi zasobami sięgającymi 2,7 mld ton. Złoża zalegają na głębokości 1,6–2,4 km.
  • Romaszkinskoje (Romashkino, Romashkinskoye field) w Republice Tatarstanu na Uralu, odkryte w 1948 r. i nazywane przez rosyjskich nafciarzy „Drugim Baku”, ponieważ jego złoża szacowane są na 5 mld ton, ale udokumentowano 3 mld ton.
  • Lantorskie złoże, również Zachodnia Syberia, Okręg Chanty-Mansyjski, odkryte w 1965 r., ale wprowadzone do eksploatacji dopiero w latach 70. Zapasy ropy oceniane są na 2 mld ton.
  • Priobskoje i Mamontowskoje – to dwa kolejne duże złoża, znajdujące się w Zachodniej Syberii.
  • Arlanskoje – w Zachodniej Baszkirii, Wankorskie w Kraju Krasnojarskim, Południowo-Ruskie w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym, Tujmazinskoje, odkryte jeszcze w 1937 r. w Baszkortostanie.
(...)

Rosyjska ropa, nazywana też „czarnym złotem”, nie tylko jest zróżnicowana pod względem obszaru wydobycia, ale również różni się pod kątem składu chemicznego – od ciężkiej po lekką. Najpopularniejszym gatunkiem jest Urals (sprzedawany w mieszance REBCO – Russian Export Blend Crude Oil, zaliczany do ropy ciężkiej. Inne to ESPO, wydobywany na Syberii Wschodniej oraz lekka ropa Sokół, sprzedawana głównie do Azji.

Ze względu na zróżnicowanie chemiczne i geograficzne koszt wydobycia rosyjskiej ropy jest trudny do oszacowania. W 2019 r. IHS Markit, na zlecenie Saudi Aramco, podliczył koszt wydobycia rosyjskiej ropy (stał się bazą prospektu emisyjnego IPO) i wykazał, że jest on wyższy niż na Bliskim Wschodzie czy w Wenezueli. Według tych danych koszt wydobycia rosyjskiej ropy dwukrotnie przekraczał koszt wydobycia ropy saudyjskiej i wynosił ok. 40 dol.

Markit policzył koszt progu rentowności rosyjskiej ropy (breakeven cost), czyli taki, przy którym produkcja surowca jest opłacalna. Dla porównania w Arabii Saudyjskiej próg rentowności to 15–18dol., w Iraku – ok. 20 dol., w Iranie – 22 dol., w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – 20–30 dol. (za pola lądowe/offshore), w Nigerii (projekty lądowe) próg rentowności szacowany jest na około 28 dol. za baryłkę, w Wenezueli (projekty lądowe) – 36 dol., w  Wielkiej Brytanii (Morze Północne) – nieco mniej niż 40 dol., a w USA (Zatoka Meksykańska) – 40 dol.

(...)

Zjawisko uzależnienia ZSRR opisał w 2017 r. Sergiej Jermołajew (Rosyjski Uniwersytet Ekonomiczny im. G. Plechanowa) w opracowaniu dla Carnegi Endowment. Rosja stosunkowo późno rozpoczęła eksploatacje swoich zasobów naftowych, bo jeszcze w 1959 r. znaczna część wewnętrznej konsumpcji energii w Kraju Rad pochodziła z węgla, torfu, łupków i drewna. Większość prac wiertniczych rozpoczęła się w 1955 r., dając ZSRR, pod względem wydobycia ropy naftowej, drugie miejsce na świecie, po USA. Petroruble pozwoliły Rosji na zapewnienie wzrostu poziomu życia obywateli, rozpętanie wojny w Afganistanie oraz przystąpienie do wojskowej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi.

W miarę zwiększania wpływów walutowych ze sprzedaży surowców, gwałtownie rosły koszty eksploatacji złóż. Jednocześnie otrzymana w zamian za surowce „twarda waluta” była przeznaczana na bieżące potrzeby, zamiast na modernizację gospodarki.

Pomimo, iż Związek Radziecki był pod koniec lat 80. największym producentem ropy i gazu oraz trzecim co do wielkości producentem węgla, popełnił kilka istotnych błędów, których zsumowanie się z wielkimi wydatkami na zbrojenia, doprowadziły do upadku Kraju Rad.

Zwiększenie przez Arabię Saudyjską w drugiej połowie lat 80. XX w. wydobycia ropy przyniosło spadek jej cen – do końca lat 80. cena baryłki oscylowała między 10 a 20 dol.

Po rozpadzie ZSRR produkcja ropy naftowej zmniejszyła się o jedną trzecią – wynosiła 300 mln ton – i przez całe lata 90. pozostała mniej więcej na tym samym poziomie. Od 1998 r. cena ropy zaczęła rosnąć, a w ślad za nią produkcja i eksport rosyjskiej ropy, dzięki zbudowanym nowym rurociągom BTS i BTS-2, oraz Wschodnia Syberia – odprowadzający surowiec do Chin.

Nowo wybrany w 2000 r. rosyjski prezydent Władymir Putin postanowił przywrócić wielkość gospodarki, stawiając ponownie na surowce. Do czasu objęcia przez niego władzy, czyli do 2000 r., cześć sektora była już sprywatyzowana – największymi udziałowcami rynku był Łukoil, Surgutnieftiegaz i Jukos. Na rosyjskim rynku pojawiły się wówczas także zachodnie firmy – BP, ConocoPhilips, Shell.

Od 2003 r. Putin rozpoczął konsolidację w sektorze naftowym. Michaił Chodorkowski, właściciel Jukosu, trafił do łagru na 10 lat, pozostali prywatni gracze (np. Roman Abramowicz), z wyjątkiem Łukoilu, zostali przejęci przez Gazprom lub Rosnieft. 

(...)

Zdaniem Jewgienija Pietrowa, szefa Federalnej Służby Eksploatacji Zasobów Naturalnych „Rosniedra”, „technologicznie wydobywalnych” zasobów ropy naftowej powinno Rosji wystarczyć na 39 lat, gazu – na 62 lata, zaś ropy „komercyjnie sprzedawalnej”, czyli takiej, którą można sprzedać w cenach z 2021 r., po 70–80 dol. za baryłkę – na 33 lata. To wypowiedź z końca września 2022 r. dla „Rossijskoj Gazety”. Rok wcześniej twierdził jednak, że opłacalne rezerwy ropy mogą wyczerpać się już za dwie dekady.

Podobnego zdania, że zbadane złoża ropy wystarczą na 39 lat, zaś gazu – na 80 lat, jest Igor Szpurow, szef rosyjskiej parlamentarnej komisji ds. Zasobów Mineralnych. Przyznał jednak, że opłacalne złoża  „czarnego złota” są znacznie mniejsze.

Przed rokiem, agencja RIA Nowosti, powołując się na Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Ekologii, przekazywała nie tak optymistyczne dane. Jej zdaniem w ciągu dziesięciu lat rosyjskie rezerwy ropy zmniejszyły się o jedną trzecią, a rezerwy gazu o 27,4 proc. W 2010 r. rezerwy ropy wynosiły ponad 28 mld ton, a teraz jest nieco ponad 19 mld ton. Gazu – na 70 bln m3, zaś dzisiaj – 49,2 m3. Wiele starych, sowieckich złóż się wyczerpuje, natomiast nowych nie przybywa.

Rosja nie może znaleźć nowych, dużych złóż ropy i gazu, aby zwiększyć rezerwy i zrekompensować bieżącą produkcję. Wyniki za I półrocze 2021 r. pokazują, że przyrost zapasów ropy wyniósł zaledwie 26,4 mln ton, podczas gdy wielkość wydobycia w tym samym okresie sięgnęła 255 mln ton. W przypadku gazu sytuacja jest jeszcze gorsza: zapasy wzrosły o 15,9 mld m3, a produkcja wzrosła do 337 mld m3. Tempo wyczerpywania się rosyjskich rezerw naturalnych podwoiło się w ciągu ostatnich trzech lat /artykuł z 21.11.2022 - red./.

Koszt wydobycia ropy naftowej jednak rośnie, a zasoby się wyczerpują. Surowiec ten nie jest w stanie zapewnić stabilności dotychczasowego modelu biznesowego. Jeszcze w ubiegłym roku agencja TASS, powołując się na dane rosyjskiego urzędu statystycznego – Rosstatu, podawała dane, zgodnie z którymi koszt wydobycia ropy naftowej wzrasta – w drugim kwartale 2021 r. był najwyższy od 10 lat. W dłuższej perspektywie dwóch–trzech dekad „królowa” będzie musiała abdykować na rzecz innych źródeł rozwoju gospodarki Rosji.

obserwatorfinansowy.pl

Prezes Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych (DIW) Marcel Fratzscher, cytowany przez agencję Reutera ocenia sukces AfD negatywnie. - Ta partia opowiada się za protekcjonizmem i izolacją od Europy, za mniejszą imigracją wykwalifikowanych pracowników oraz mniejszą otwartością i różnorodnością - wyjaśnia.

Młodzi, dobrze wykwalifikowani Niemcy opuszczą oba kraje związkowe i pójdą tam, gdzie doświadczą większej otwartości i uznania. To prawdopodobnie wywoła exodus firm - ocenił.

Podobne stanowisko przedstawiła ekonomistka Monika Schnitzer. - Niepewność jest trucizną, zwłaszcza dla gospodarki, a firmy opóźnią lub całkowicie porzucą plany inwestycyjne, co będzie miało negatywny wpływ na wzrost gospodarczy - stwierdziła w niemieckich mediach.

Prezes stowarzyszenia Bitkom, Ralf Wintergast nazwał wyniki wyborów "sygnałem ostrzegawczym" dla gospodarki. - Niemcy muszą pozostać krajem, który opowiada się za kosmopolityzmem i innowacjami. Ani AfD, ani BSW nie reprezentują tych wartości - powiedział w rozmowie z agencją Reutera.

Bez wykwalifikowanych imigrantów Niemcy nie byłyby w stanie zaspokoić zapotrzebowania na wykwalifikowanych pracowników - dodał.

Niemiecki dziennikarz Ulrich Reitz stwierdził, że wynik wyborów nie jest dobry dla Niemiec. - Niemiecka gospodarka przeżywa frustrujący okres. A wyniki wyborów w Turyngii i Saksonii jeszcze bardziej zwiększają obawy firm i inwestorów - stwierdził w studiu stacji NTV. - AfD i BSW szkodzą etykiecie "Made in Germany" - wyjaśnił.

(...)

Dr Cyrus de la Rubia, główny ekonomista Hamburg Commercial Bank, komentując najnowsze dane z niemieckiej gospodarki podkreśla, że recesja w niemieckim sektorze produkcyjnym trwa znacznie dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał.

"Sierpień przyniósł jeszcze gwałtowniejszy spadek napływających zamówień, zabijając wszelkie nadzieje na szybkie odbicie". Ekonomista dodaje, że "zazwyczaj w ciągu ostatnich 30 lat przemysł był w stanie wyjść z recesji w ciągu maksymalnie 20 miesięcy od jej rozpoczęcia. Ale tym razem jest inaczej, a Chiny wydają się być głównym winowajcą".

money.pl

wtorek, 3 września 2024


Zarazem jednak krytycy Putina często przeszacowują homogeniczność narodową Ukrainy i długowieczność jej granic. Przed pierwszą wojną światową tereny Ukrainy były na carskich mapach przedstawiane jako prowincje Imperium Rosyjskiego bez odniesień etnicznych, a region, na którym dominował język ukraiński, oficjalnie nazywano Małorosją – władze w Petersburgu nie zamierzały pozostawiać cienia wątpliwości co do rosyjskiej dominacji. Sytuacja uległa zmianie po rewolucji lutowej w 1917 roku, kiedy to rosyjski rząd tymczasowy wziął pod uwagę rozwój ukraińskiej świadomości narodowej. Ale to nie Rosjanie, lecz Niemcy jako pierwsi ustanowili i wykreślili na mapie państwo pod nazwą Ukraina podczas negocjacji pokojowych w Brześciu Litewskim z komunistami Lenina, którzy po rewolucji październikowej w 1917 roku przejęli władzę w Rosji, po czym zdali sobie sprawę, że Niemcy gotowi są w dowolnej chwili ich obalić, jeśli nie zrezygnują oni z władztwa nad Ukrainą i innymi zachodnimi kresami dawnego Imperium Rosyjskiego.

Przez parę miesięcy na Ukrainie istniało państwo marionetkowe, nominalnie niepodległe, lecz okupowane przez niemieckie wojska. Wobec klęski Niemiec w pierwszej wojnie światowej, a następnie zwycięstwa komunistów w wojnie domowej Lenin i Stalin musieli podjąć decyzję co do obszarów zamieszkiwanych przez Ukraińców. Pomimo licznych głosów sprzeciwu ze strony partyjnych weteranów postanowili utrzymać istnienie państwa ukraińskiego, aczkolwiek pod postacią podległej Moskwie republiki radzieckiej. Nie byli jednak gotowi  pozwolić Ukraińcom na samodzielne rządy, jeśli wpierw nowa Ukraina nie zyskałaby silnego sektora przemysłowego, toteż odkroili Charków i Zagłębie Donieckie od Rosyjskiej Republiki Radzieckiej i przekazali je pod zarząd organów ukraińskich. W rezultacie miliony Rosjan obudziły się jako mieszkańcy radzieckiej Ukrainy. Jednocześnie komunistyczne władze promowały nauczanie ukraińskiego w szkołach. Osobom ukraińskojęzycznym oferowano zatrudnienie na publicznych stanowiskach. Choć była to republika radziecka o zróżnicowanym składzie etnicznym, w latach dwudziestych na Ukrainie rozwijało się poczucie narodowej odrębności. W 1929 roku zaufanie przerodziło się w nienawiść i urazę, gdy Stalin brutalnie narzucił kolektywizację tamtejszych gospodarstw rolnych. W latach 1932‒1933 spowodowało to ogromną klęskę głodu. Stalin ograniczył także obecność języka ukraińskiego w szkołach oraz w prasie. Wielką Rosję wychwalano jako starszego brata małej Ukrainy. Wszystkie te przejścia tylko zintensyfikowały nienawiść, jaką Ukraińcy czuli do Moskwy.

Robert Service - Na Kremlu wiecznie zima