poniedziałek, 2 września 2024



BBC zaznacza, że nie miało bezpośredniego dostępu do żadnych materiałów w tej sprawie, ale rozmawiało z wiarygodnymi źródłami, których relacje ujawniają, że Pablo Gonzalez informował o wielu osobach w Europie. Kiedy został zatrzymany, polscy śledczy odkryli raporty szczegółowo opisujące ruchy, kontakty i profile osób na przestrzeni kilku lat.

Jednym z celów byli rosyjscy działacze opozycyjni, w tym osoby bliskie Żannie Niemcowej. Istnieje raport dotyczący co najmniej jednego obywatela Polski, a także studentów letniej szkoły dziennikarskiej prowadzonej przez Niemcową. Śledczy znaleźli również e-maile, które Gonzalez skopiował z pożyczonego mu laptopa. BBC zastrzega, że nie wie, do kogo te raporty zostały wysłane, ale zawierają one listę wydatków poniesionych na zbieranie informacji, w tym koszty transportu.

Oficjalny akt oskarżenia zarzuca Gonzalezowi szpiegostwo, poprzez dostarczanie informacji wywiadowczych, szerzenie dezinformacji i „prowadzenie rozpoznania operacyjnego” dla rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

BBC zaznacza, że nie wie, jakie mogą być inne dowody, ale wartość tego, co zebrał na temat rosyjskiej opozycji, jest niejasna. Korespondentka stacji usłyszała, że niektóre raporty są „niechlujne” i zawierają informacje zaczerpnięte z internetu. „Niektóre były naprawdę rozwlekłe, miały 10 stron zamiast jednej. Prawdopodobnie po to, by zdobyć więcej funduszy” – uważa źródło.

Według jej rozmówców dokładność raportów znacznie się pogorszyła po 2018 roku, z mniejszą liczbą notatek lub poprawek dokonywanych przez starszego oficera lub opiekuna. Może to zbieg okoliczności, ale właśnie wtedy wydalono z Europy dużą liczbę rosyjskich pracowników wywiadu po tym, jak podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córkę próbowano otruć w brytyjskim mieście Salisbury.

tvp.info


"Bez wątpienia dziś, w 85. rocznicę niemieckiej napaści na Polskę, w Turyngii wydarzyło się coś historycznego" - napisał tygodnik "Zeit". "To straszna cezura w powojennej historii Niemiec" - podkreślono. "W Saksonii wygląda na to, że zwycięstwu AfD udało się zapobiec, ale tylko niewielką liczbą głosów" - dodano w tekście. W landzie tym AfD stanowiła drugą siłę zaraz po CDU. 

Według "Spiegel" wyniki wyborów w Saksonii i Turyngii "symbolizują kryzys liberalnej demokracji". AfD jest partią skrajnie prawicową, BSW, która również zdobyła dużą liczbę głosów, reprezentuje "rodzaj lewicowego konserwatyzmu" - podkreślił tygodnik. Jak dodał, "pomimo wszystkich głębokich różnic, obie partie łączy to, że obca jest im wszelka liberalność". "Spiegel" zaznaczył przy tym jak wielką porażkę poniosło polityczne centrum, a same wybory są katastrofą dla rządu federalnego. 

"Migracja i wojna mogły być ważnymi kwestiami w tych wyborach, ale frustracja większości ludzi sięga znacznie głębiej i jest podsycana przez codzienne doświadczenia" - stwierdził "Spiegel". "Kiedy drogi i mosty są zniszczone, kiedy po raz kolejny nie ma sieci telefonii komórkowej, kiedy każda podróż pociągiem staje się loterią, w pewnym momencie pojawia się podstawowe uczucie: wszystko upada, nic już nie działa, zostajemy w tyle. A w Berlinie i tak nikogo to nie obchodzi" - dodał tygodnik. 

Podobne zarzuty padły ze strony dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung", który podkreślił, że wyniki wyborów "krzyczą w twarz rządowi kanclerza Olafa Scholza: migracja, głupcze!". Jak podkreślił, wynik ten musi być "ostrzeżeniem dla wszystkich demokratów". 

"Wszystkie sondaże wskazywały, że tsunami gniewu i rozczarowania płynie w kierunku partii koalicyjnych. Bez względu na to, jak bardzo rządzący w Saksonii i Turyngii starali się zwrócić uwagę wyborców na szczególne cechy ich landów, to federalne kwestie polityczne dały AfD impuls i pomogły Sojuszowi Sahry Wagenknecht (...): imigracja, bezpieczeństwo wewnętrzne, ustawa grzewcza, rosnące koszty życia, stosunki z Rosją Putina" - podkreślił "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

gazeta.pl

niedziela, 1 września 2024



Siły rosyjskie niedawno posunęły się na południowy wschód od Pokrowska i kontynuowały działania ofensywne w kierunku Pokrowska 31 sierpnia. Geolokalizowane nagrania opublikowane 30 sierpnia wskazują, że siły rosyjskie niedawno posunęły się na południe od Karliwki (na południowy wschód od Pokrowska) i zajęły Czerwonoarmijską Stację Filtracyjną, a geolokalizowane nagrania opublikowane 31 sierpnia wskazują, że siły rosyjskie niedawno zajęły północną Hałycyniwkę (na południowy wschód od Pokrowska). Źródła rosyjskie twierdziły 30 i 31 sierpnia, że ​​oddziały rosyjskiej 114. Zmotoryzowanej Brygady Strzelców (1. Doniecka Republika Ludowa [DNR] AC) posunęły się do południowej Hałycyniwki i całkowicie zajęły osadę, chociaż ISW nie zaobserwowało potwierdzenia tych twierdzeń. Rosyjscy milblogerzy twierdzili 31 sierpnia, że ​​siły rosyjskie operujące na południowy wschód od Pokrowska zajęły również Dołyniwkę (bezpośrednio na wschód od Hałycyniwki), wkroczyły do ​​Żełannego Persego (bezpośrednio na południe od Hałycyniwki) i zbliżyły się do Ukraińska i Lisówki (obie na zachód od Hałycyniwki). Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że siły rosyjskie nadal walczą we wschodnim Sełydowie (na południowy wschód od Pokrowska), chociaż ISW nie zaobserwowało jeszcze potwierdzenia działań sił rosyjskich w obrębie miasta. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że istnieją doniesienia o rosyjskich grupach sabotażowych i rozpoznawczych operujących w pobliżu obrzeży Myrnohradu (bezpośrednio na wschód od Pokrowska) i że rosyjskie lotnictwo przeprowadza ciężkie ataki powietrzne na miasto. Siły rosyjskie kontynuowały działania ofensywne na wschód od Pokrowska w okolicach Wozdwiżenki, Grodówki i Zielonego Pola oraz na południowy wschód od Pokrowska w okolicach Nowohrodiwki, Maryniwki, Myrolyubivki, Mychajłówki, Selydowego, Karliwki, Dolyniwki, Halytsynivki, Zhelannego Pershe, Ukrainska i Lisivki 30 i 31 sierpnia. Dowódca ukraińskiej jednostki rozpoznania powietrznego w kierunku Pokrowska oświadczył w wywiadzie dla Telegraph  opublikowanym  31 sierpnia, że ​​siły rosyjskie w tym rejonie mają przewagę liczebną pięciu do jednego, a inny ukraiński żołnierz stwierdził, że rosyjskie rezerwy w pobliżu Pokrowska są większe niż rezerwy, jakie siły rosyjskie miały podczas rosyjskiej ofensywy mającej na celu zdobycie Bachmuta zimą 2022-2023 roku. Dowódca ukraińskiego rozpoznania powietrznego oświadczył, że siły rosyjskie rozmieściły potężne jednostki walki elektronicznej (EW) w kierunku Pokrowska, zmuszając siły ukraińskie do wydawania większej liczby dronów na uderzenia na sprzęt rosyjski. Pododdziały rosyjskiej 90. Dywizji Pancernej (41. CAA, CMD) i 27. Zmotoryzowanej Dywizji Strzelców (2. CAA, CMD) rzekomo atakują na południowy wschód od Selydowa. Pododdziały 30. Zmotoryzowanej Brygady Strzelców (2. CAA, CMD) rzekomo działają w nieokreślonym rejonie kierunku Pokrowska.

(...)

Według doniesień siły rosyjskie nie są w stanie walczyć na Ukrainie w pełnej sile z powodu niedoborów siły roboczej i sprzętu, które wynikały z nieskutecznej polityki wojennej Kremla. Rosyjski zmobilizowany żołnierz i milbloger (który według doniesień walczył na Ukrainie przez 23 miesiące) twierdził 23 sierpnia, że ​​Rosjanie nie są zainteresowani wysiłkiem wojennym i nie chcą zaakceptować strat na dużą skalę, a rząd rosyjski nie ustanowił spójnego systemu mobilizacji w celu rozwiązania problemów ze stratami siły roboczej i zwiększenia rezerw. Milbloger zauważył, że rząd rosyjski nadal polega na resztkach regularnych sił zbrojnych, zmobilizowanym personelu i oszukanych krótkoterminowych ochotnikach, aby kontynuować rosyjskie operacje ofensywne na Ukrainie, pomimo faktu, że elementy te są źle przygotowane i ponoszą znaczne straty od października 2023 r. Milbloger twierdził, że rosyjskie dowództwo wojskowe obecnie angażuje rosyjskich kontraktników z rodzajów wojsk innych niż piechota, takich jak rosyjskie siły powietrzne i kosmiczne lub strategiczne siły rakietowe, do operacji bojowych piechoty na Ukrainie. Milbloger twierdził, że tylko jeden pułk na trzy w dywizji lub tylko jedna brygada w połączonej armii (CAA) jest wystarczająco kompetentna, aby skutecznie prowadzić operacje ofensywne.

Milbloger zauważył, że duże straty rosyjskiego sprzętu pancernego w lutym-marcu 2022 r. i we wrześniu 2022 r. oraz trwająca rosyjska operacja ofensywna na kierunku Pokrowska zmusiły rosyjskie pułki strzelców zmotoryzowanych do coraz częstszego używania lekkich pojazdów przy ograniczonym wsparciu ze strony bojowych wozów piechoty (BWP) i czołgów. Milbloger zauważył, że ukraińska przewaga w zakresie dronów z widokiem z pierwszej osoby (FPV) i wielowirnikowców oraz brak rosyjskich systemów walki elektronicznej (EW) spowodowały, że rosyjskie siły poniosły znaczne straty w pojazdach opancerzonych w okresie od października do grudnia 2023 r. Milbloger dodał, że rosyjskie siły wyczerpały swoje zapasy artylerii i min, a rosyjskie siły na większości kierunków operacyjnych, z wyjątkiem kierunków Zaporoskiego i Pokrowskiego, borykały się z niedoborami amunicji przez cały rok 2023 i wiosnę 2024.

Milbloger zauważył, że Rosja nadal ma potencjał do ataku nuklearnego i rakietowego, ale jest mało prawdopodobne, aby wykorzystała go do strategicznych operacji na Ukrainie. Milbloger zauważył, że Rosja nie użyje broni nuklearnej, ponieważ jest ona „nadmierna i nieludzka” i że Rosja nadal okresowo atakuje rakietami ukraińską infrastrukturę energetyczną i obiekty wojskowe. Milbloger argumentował jednak, że Rosja nie przeprowadza kompleksowych ataków, które poważnie wpłynęłyby na linię frontu. Chociaż ten milbloger nie ma szczególnego wglądu ani uprawnień decyzyjnych w kwestii łańcucha dowodzenia Rosji w zakresie broni nuklearnej, godne uwagi jest to, że rosyjskie źródło przyznało, że jest mało prawdopodobne, aby Rosja użyła broni nuklearnej, pomimo ciągłych wysiłków informacyjnych Kremla, aby kształtować politykę USA poprzez szantaż nuklearny i odruchowe działania kontrolne.

understandingwar.org


– Jestem wierny Rosji, a nie tym brodaczom – miał powiedzieć /w 2019 roku - red./ w rozmowie telefonicznej mer miasteczka Argun Ibrahim Temirbajew.

Mera, członków jego rodziny oraz ochroniarzy aresztowała osobista służba bezpieczeństwa Kadyrowa. Stało się to jeszcze w sierpniu, część zwolenników mera miała uciec w góry, ale „pułk im. Kadyrowa" rozpoczął tam operacje antypartyzanckie. Według anonimowych informacji z Czeczenii prezydentowi Władimirowi Putinowi na wszelki wypadek meldowano z Groznego o aktywizacji „islamskiego podziemia". Tym bardziej że do lasu uciekli krewni również aresztowanego mera kolejnej miejscowości Urus Martan.

Torturowany w piwnicy jednego z „tajnych więzień" Temirbajew zaczął bowiem podawać nazwiska innych ludzi mających podobno uczestniczyć w spisku przeciw Kadyrowowi – zupełnie jak w stalinowskich czasach. Od początku września zatrzymywano kolejnych, wśród nich szefa czeczeńskiej drogówki, szefa miejscowego oddziału Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych czy wiceministra spraw wewnętrznych.

Ten ostatni, generał-major Apty Alaudinow, miał jednak zostać aresztowany tylko za poklepanie portretu Kadyrowa. Alaudinow nakręcił wideo, w którym wszystkiemu zaprzeczył i wynosił czeczeńskiego watażkę pod niebiosa, po czym umieścił je w internecie. Zachował stanowisko, a jego rodzinna wioska uniknęła fali aresztowań. We wszystkich miejscowościach, z których pochodzili zatrzymani, łapano ich mieszkańców, ale na Komsomolskoje Alaudinowa zamierzano wywrzeć specjalną zemstę. Generał miał bowiem jeszcze w czerwcu mówić swoim sąsiadom: „Niedługo »firma« zrobi mnie przywódcą Czeczenii". „Firma" to oczywiście FSB, ale służba bezpieczeństwa Kadyrowa okazała się szybsza.

Nic nie wskórali również moskiewscy wojskowi, którzy wstawili się za merem Temirbajewem, współpracował bowiem z nimi od czasu drugiej wojny czeczeńskiej. „Rodzinę Temirbajewa zaczęli rozkułaczać" – poinformowano z Groznego – czyli odbierać jej cały majątek nieruchomy i ruchomy. Inni zatrzymani muszą wpłacać pieniądze na Fundację Ahmeta Kadyrowa. Uratował się jedynie szef miejscowej drogówki, za którym wstawiła się podobno żona Kadyrowa, Aiman.

rp.pl

sobota, 31 sierpnia 2024



Podobieństwa z Japonią z końca lat 80. stają się coraz wyraźniejsze. Tam nastąpiły co najmniej dwie stracone dekady. Konsekwencje trwałego kryzysu w Chinach byłyby jednak znacznie bardziej drastyczne, także dla Europy.

Grupa Evergrande, zadłużona na równowartość ok. 1,2 bln zł, nie jest w stanie obsługiwać swoich zobowiązań od końca 2021 r. Pekin nie chce jednak, aby firma oficjalnie zbankrutowała i została postawiona w stan likwidacji. Zamiast tego od lat negocjuje restrukturyzację jej zadłużenia. Jednak dla Lindy Chan, sędzi Sądu Najwyższego w Hongkongu, to już przesada. — Podczas ostatniego przesłuchania oświadczyłam, że oczekuję w pełni sformułowanej propozycji. Firma zaakceptowała warunki oraz obiecała, że przedyskutuje je z wierzycielami i uzgodni z władzami nową propozycję — mówi sędzia. Nic takiego się nie stało.

Ponieważ Evergrande jest notowane na giełdzie w Hongkongu, sąd uważa się za właściwy, choć oczywiście nie ma uprawnień do interweniowania u władz Chińśkiej Republiki Ludowej. Zarządcy masy upadłościowej nie mają tam żadnych pełnomocnictw. Dyrektor generalny Evergrande, Shawn Siu, zapowiedział jedynie, że firma będzie "aktywnie komunikować się z syndykiem masy upadłościowej i dążyć do rozwiązania problemu zadłużenia".

Jest więc mało prawdopodobne, by wyrok miał ostatecznie jakiekolwiek bezpośrednie konsekwencje dla Evergrande. Gary Ng, starszy ekonomista w firmie inwestycyjnej Natixis, również uważa, że wpływ orzeczenia na makroekonomię będzie ograniczony. Ważne jest coś innego.

Pogorszy to nastroje, ponieważ inwestorzy obawiają się, że nastąpi efekt kuli śnieżnej w innych toczących się sprawach — mówi ekspert.

Krajowy sektor nieruchomości od ponad dwóch lat przeżywa rosnący stopniowo krach, a deweloperzy, jeden po drugim, stają się niewypłacalni. Wszystko to jest wynikiem gigantycznej bańki, która powstała w poprzednich latach.

Setki milionów Chińczyków przez wiele lat inwestowało swoje pieniądze w mieszkania, gdyż alternatywy dla lokowania oszczędności były mocno ograniczone. Ceny nieruchomości rosły, więc coraz więcej osób kupowało drugi lub trzeci dom i spekulowało na wysokich zyskach. Napędzało to wzrost gospodarczy. Początek pandemii pokrzyżował jednak plany i wkrótce domek z kart zaczął się walić.

Według szacunków ekonomistów Kennetha Rogoffa i Yuanchen Yang sektor nieruchomości stanowi ok. 30 proc. całej gospodarki. Przede wszystkim zaś Chińczycy zainwestowali tam aż 78 proc. swoich aktywów — w Stanach Zjednoczonych jest to ok. 35 proc. A teraz chińskie nieruchomości gwałtownie tracą na wartości.

Według oficjalnych danych spadek cen jest niewielki. Zdaniem Ronalda Temple'a, głównego stratega rynkowego w firmie inwestycyjnej Lazard, dane te wprowadzają w błąd. Deweloperzy często nie mogą chociażby obniżać cen:

Zamiast tego władze dają kupującym bonusy, takie jak czeki na zakup mebli. Dlatego też szacuję, że rzeczywisty spadek cen w największych metropoliach wyniesie co najmniej 15, a w mniej centralnych miastach nawet 30 proc.

W wyniku utraty dużej części swojego bogactwa ludzie konsumują mniej i niemal nie podróżują już za granicę. Chińskie grupy turystyczne, które kiedyś można było zobaczyć w każdej atrakcji turystycznej w Europie, są obecnie rzadkością.

onet.pl/Die Welt


Raport niemal rządowego ośrodka Centrum Analiz Makroekonomicznych i Krótkoterminowych (CMACP) pojawił się w samą porę. Jaki inny moment mógłby być bardziej odpowiedni na wydanie dokumentu zatytułowanego "Dobrobyt ludności: Nierównomierny wzrost" ("Population Welfare: Uneven Growth")?

Od teraz wszystko będzie wyglądało inaczej.

Ten ośrodek ekspercki słynie ze swojej względnej uczciwości. A teraz oszukał tylko trochę — przesunął podstawę porównań i porównał dane dotyczące obecnego dobrobytu Rosjan z rokiem 2015, a nie z przedwojennym rokiem 2013.

Era wojen rosyjsko-ukraińskich rozpoczęła się w 2014 r., a naturalnym punktem odniesienia do pomiaru kolejnych krzywych dobrobytu Rosjan jest ostatni rok pokoju — tak jak rok 1913 służył kiedyś sowieckim statystykom. Jeśli chodzi o rok 2015, był to czas głębokiego spadku produkcji i dochodów pod każdym względem. Branie go do porównań jest wygodne z propagandowego punktu widzenia, ale nielogiczne dla obiektywnych analiz.

Dlatego uzupełnijmy bogaty materiał Centrum Współpracy Międzynarodowej i Analiz o dane za brakujące lata i porównajmy obecne sprawy finansowe Rosjan z tymi z 2013 r.

Putin wzywa kolejne siły do obrony Kurska. Rosyjscy najemnicy z Afryki mają powstrzymać ukraińską ofensywę
Zacznijmy od najszerszego wskaźnika — realnego dochodu rozporządzalnego ludności. Czternaście lat z rzędu, od 2000 do 2013 r., dochody te rosły nieprzerwanie i w tym czasie zwiększyły się ponad dwukrotnie. W 2014 r. po raz pierwszy spadły i od tego czasu poruszają się zygzakiem.

W 2021 r. dochody rozporządzalne były nadal dalekie od osiągnięć z 2013 r. Wynosiły zaledwie 93 proc. poziomu sprzed wojny. Jednak inwazja w 2022 r. wyraźnie wyszła im na dobre i w 2023 r. po raz pierwszy od dekady przekroczyły poziom z 2013 r. (103 proc.).

A w 2024 r. wzrost zaczął przypominać cud — w ostatnich miesiącach realne dochody były o 10 proc. wyższe niż w ostatnim roku pokoju. Ten przyspieszający dobrobyt przypomina magiczną sztuczkę i rzeczywiście nią jest.

(...)

Nie ma powodu, by traktować rządowe statystyki dotyczące ubóstwa zbyt poważnie. Jednak fakt, że subiektywne postrzeganie własnej sytuacji materialnej przez Rosjan poprawiło się w ostatnich latach, potwierdzają badania przeprowadzone przez sondażownię InFOM LLC na zlecenie rosyjskiego banku centralnego.

Odsetek osób, które uważają się za biedne ("za mało pieniędzy nawet na jedzenie" + "wystarczająco dużo na jedzenie, ale za mało na ubrania i buty") przez długi czas zygzakował, ale w ciągu ostatnich kilku lat spadł z 37 proc. do 27 proc. (według oficjalnych danych — red.).

Pojawiła się nawet grupa, która otwarcie nazywa siebie zamożną ("nie mamy trudności, w razie potrzeby możemy kupić mieszkanie lub dom"). Na początku 2014 r., w przededniu wojny, była prawie niewidoczna, ale obecnie 4-5 proc. respondentów identyfikuje się jako taka.

I tylko w przypadku emerytów sytuacja nie jest zmienna. Realne emerytury zarówno w 2023, jak i 2024 r. pozostają na mniej więcej tym samym poziomie co w 2013 r. Można więc bez argumentów zgodzić się z koncepcją CMACP, że "wzrost nierówności dochodowych został wznowiony".

Jak również z tezą o "tworzeniu się warunków wstępnych dla pojawienia się nowych grup w klasie średniej". Szeregi tej klasy są obecnie wypełnione milionami beneficjentów wojny — "bezpośrednimi uczestnikami specjalnej operacji wojskowej (tak Rosjanie nazywają inwazję na Ukrainę — red.), których pensje są ponad dwukrotnie wyższe od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w kraju; pracownikami w obszarach, w których aktywnie odbywa się substytucja importu, a produkcja szybko rośnie (w tym w przemyśle maszynowym, chemicznym, IT)...".

(...)

Tymczasem rosyjska gospodarka cywilna znajduje się w stagnacji. W zasadzie nie jest ona w stanie zaspokoić rosnącego popytu "nierównomiernie bogacących się" Rosjan na towary i usługi. Jak więc działa ta cała machina rzekomo rosnącego bogactwa?

Działa tak długo, jak długo szybkiemu wzrostowi płac i płatności nie towarzyszy szybki wzrost konsumpcji. A jeśli chodzi o konsumpcję, to naprawdę w Rosji nie było żadnych cudów. Nawet teraz jest ona na poziomie niewiele wyższym niż przedwojenny.

Większość z tych, którzy mówią, że "mają dość" na drogie rzeczy, samochód i dom, tak naprawdę ich ostatnio nie kupiła. Ma na myśli tylko to, że ma pieniądze i jak będzie chciał, to wyjmie je z konta i kupi. W międzyczasie po prostu odkłada je w banku.

Przez ostatnie kilka lat do 2022 r. kwartalna stopa oszczędności na kontach (wyłączona sezonowo) wynosiła średnio 3 proc. dochodu rozporządzalnego. Od połowy 2022 r. do połowy 2023 r. oscylowała już wokół 7 proc. A potem ponownie podskoczyła i w pierwszym kwartale 2024 r. osiągnęła 14,2 proc. (obliczenia Rosstatu, rosyjskiego państwowego urzędu statystycznego, odpowiednik polskiego GUS-u, i CMACP — red.).

Porównajmy to z podanymi tutaj danymi dotyczącymi realnego wzrostu dochodów i zobaczmy, że cały lub prawie cały wzrost zarobków po prostu poszedł na oszczędności. Jeśli beneficjenci wojny zaczęli konsumować więcej usług i towarów, to tylko dlatego, że inni zaczęli konsumować ich mniej.

onet.pl/The Moscow Times


Jaką taktykę wybierze wróg? Na ile przypomina to np. bitwę o Bachmut, kiedy Rosjanie stosowali taktykę "mięsnych szturmów" (ataków piechoty bez względu na poniesione straty - red.)?

Z tego, co widziałem i gdzie byłem, powiedziałbym, że skala jest teraz znacznie większa. Wszystko wygląda dużo groźniej niż w Bachmucie. Wygląda to dość podobnie, ale siły, które pędzą do szturmu w kierunku Pokrowska, są większe niż w pobliżu Bachmutu. Dlatego posuwają się tak szybko.

Jak przygotowane są oddziały wroga na tym obszarze? Czy są to siły zmobilizowane czy specjalne?

Jest tu wszystko. Nie zagłębiam się zbytnio w tę kwestię. W końcu naszym zadaniem jest zniszczenie wszystkiego, co się pojawi. I tak naprawdę nie zastanawiamy się, czy jest to żołnierz zawodowy, żołnierz zmobilizowany, czy ktokolwiek inny. Często widzę, że działają całkiem profesjonalnie. Z drugiej strony widzę innych ściganych przez otwarte pole pod ostrzałem. Są też tacy, którzy uciekli, którzy mieli szczęście. To rodzi pytania do ich dowódców. W końcu, z taktycznego punktu widzenia, poruszanie się w dużych grupach po otwartym terenie w biały dzień, przy czystym niebie, jest absolutnym nonsensem, w końcu takie grupy natychmiast stają się celem ostrzału dronów i artylerii. Dlatego wydaje mi się, że jest to mieszanka zarówno profesjonalnych jednostek, jak i mniej wartościowego personelu, za pomocą którego próbują przełamać obronę i uszczuplić zapasy wojska i amunicji.

Czy po rozpoczęciu operacji kurskiej odczułeś jakieś zmiany? Może nastąpiło pewne przesunięcie wojsk wroga z waszego obszaru?

Nie stało się to łatwiejsze. Intensywność się nie zmniejszyła, a może nawet wzrosła. Ale to subiektywna ocena. Pracuję w swoim rejonie i nie mogę oszacować liczebności sił wroga na całym obszarze. Ogólnie rzecz biorąc, operacja kurska może być omawiana tylko przez najwyższe dowództwo wojskowe. My nie mamy takich uprawnień. Udział w operacjach bojowych nie czyni cię ekspertem wojskowym.

(...)

Na początku roku był ogromny niedobór broni i amunicji. Czy teraz jest lepiej?

Coś się pojawiło, coś jeszcze musi nadejść. To też nie jest szybki proces. Nie walczę amerykańską bronią, więc trudno mi odpowiedzieć.

W jakim stopniu sytuację można nazwać krytyczną?

Do pewnego stopnia na pewno. Myślę, że jest gdzieś pomiędzy bardzo trudną a krytyczną.

onet.pl

piątek, 30 sierpnia 2024



Tymczasem z frontu napływają trwożne dla Ukraińców informacje. Jeden z żołnierzy na wczorajszym nagraniu opisuje, że sytuacja pod Pokrowskiem  jest nie tyle krytyczna, ale już wręcz „straszliwa”. Rosjanie według niego posuwają się o kilometr w ciągu doby. I wkrótce mogą wkroczyć do miasteczka Sełydowe, leżącego na skrzyżowaniu dróg w stronę Pokrowska i Kurachowa. Wojskowy skarży się na brak umocnień i żołnierzy dla zatrzymania wroga. Opowiada też, że ukraińscy żołnierze masowo opuszczają pozycje, co naraża na otoczenie sąsiednie oddziały, które wciąż je utrzymują.

Według amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) siły rosyjskie mają dwa cele taktyczne przed atakiem na Pokrowsk.

ISW podkreśla, że siły rosyjskie chcą po pierwsze frontalnie zbliżyć się do Pokrowska i zająć leżący na na przedmieściach miasta Myrnohrad. Druga akcja taktyczna to atak wzdłuż linii Sełydowe-Ukrajinsk-Hirnyk na południowy wschód od Pokrowska w celu poszerzenia rosyjskiego klina w kierunku tego miasta i wyeliminowanie słabych punktów pod kątem ukraińskich kontrataków.

Analitycy amerykańskiego think tanku piszą, że w ostatnich dniach siły rosyjskie mają nowe zdobycze terytorialne w okolicach Hrodiwki na wschód od Pokrowska oraz na wschód od miasteczka Sełydowe. Rosyjscy tzw. blogerzy wojskowi twierdzą jednak, że siły rosyjskie przesunęły się dalej na południowo-wschodnie obrzeża Myrnohradu, zajęły część Sełydowego i dotarły do jego centrum, a także walczą już na przedmieściach Ukrajinska.

ISW twierdzi, że siły rosyjskie otoczyły niedawno pozycje ukraińskie na południowy wschód od Pokrowska wzdłuż zbiornika karliwskiego i zmusiły siły ukraińskie do wycofania się.

Według Instytutu parcie sił rosyjskich na Sełydowe oraz Ukrajinsk i Hirnyk prawdopodobnie ma na celu usunięcie stosunkowo dużego klina ukraińskiego na południowym krańcu większego rosyjskiego klina w kierunku Pokrowska, który mógłby zagrozić rosyjskiej ofensywie w tym rejonie.

ISW wyraził przy tym opinię, że choć siły rosyjskie chcą zapewne osiągnąć oba wspomniane wyżej cele taktyczne przed przypuszczeniem ataku na Pokrowsk, to jeśli ich postępy utkną, mimo wszystko możliwy jest szturm na miasto.

Przy tym według Instytutu nie jest jasne, czy dowództwo rosyjskie zamierza zaatakować Pokrowsk frontalnie i zająć całe miasto, czy też je otoczyć. To, w jaki sposób siły rosyjskie spróbują zdobyć miasto, „prawdopodobnie będzie zależeć od tego, w którym miejscu siły ukraińskie postanowią podjąć istotne działania defensywne” – czytamy w raporcie.

Belsat.eu/PAP


Najważniejszym z trendów jest zanik lub całkowity brak świadomości obywatelskiej w rosyjskim społeczeństwie. A co ważniejsze, brak nawet tożsamości regionalnej w regionach, w których etniczni Rosjanie stanowią absolutną większość.

W tych częściach Federacji Rosyjskiej, w których inne narodowości stanowią większość lub znaczną część (przede wszystkim republiki Kaukazu Północnego), tożsamość regionalna jest bardzo silna.

Reakcja Rosjan na wydarzenia w obwodzie kurskim jest bardzo podobna do reakcji na bunt Jewgienija Prigożyna sprzed roku. To kompletna apatia i przerzucanie odpowiedzialności za rozwiązanie problemu na władze federalne i organy ścigania. Jak na ironię, do takiej właśnie reakcji społeczeństwa dążył sam Kreml wszystkimi swoimi działaniami przez 25 lat, a zwłaszcza w ciągu ostatnich 3 lat.

Wysiłki władz doprowadziły do tego, że przeciętny Rosjanin jest całkowicie pozbawiony podmiotowości obywatelskiej, a wszelkie jej przejawy są natychmiast karane realnymi wyrokami karnymi lub wypędzeniem z kraju pod groźbą więzienia.

Wszelkie więzi poziome, a tym bardziej zinstytucjonalizowane (organizacje pozarządowe, stowarzyszenia itp.) są pod ścisłą kontrolą. Najłagodniejszą reakcją na odstępstwo od ideologicznej normy ustanowionej przez reżim było uznanie organizacji za "zagranicznego agenta" ze wszystkimi licznymi ograniczeniami, które towarzyszą temu statusowi w Federacji Rosyjskiej i które są stale dodawane.

Tak więc operacja kurska pokazała formalność tożsamości obywatelskiej Rosjan i to, że nie umacnia się ona pod wpływem kryzysu. Innymi słowy, po 6 sierpnia nawet mieszkańcy obwodu kurskiego nie ustawiali się w kolejkach do wojskowych biur werbunkowych. Byłoby dziwne oczekiwać, że mieszkańcy, na przykład, regionu transbajkalskiego ustawią się w kolejce do biur poboru wojskowego, aby bronić obwodu kurskiego.

(...)

Obojętność Putina wobec własnych obywateli, a jednocześnie jego nieodparta chęć wtrącania się w sprawy innych ludzi zostały również zademonstrowane w jego działaniach po operacji kurskiej: pojechał do Azerbejdżanu, aby spotkać się z Ilhamem Alijewem, zwiedził Kaukaz Północny, łzawo pochwalił Czeczenów ("jeśli weźmiesz udział, już wygrałeś" — doskonałe hasło dla wojowników z TikToka) i przyjął palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa.

Przedwczesna wizyta Putina w Biesłanie była jedyną pośrednią reakcją na fakt, że region Kurska jest coraz bardziej pod kontrolą Ukrainy: rocznica strasznego ataku terrorystycznego wypadała dopiero za trzy tygodnie, ale Kreml postanowił powiązać te tragiczne wydarzenia z "operacją antyterrorystyczną" w obwodzie kurskim.

(...)

Kreml już odczuwa presję społeczną, na razie umiarkowaną, i najwyraźniej nie wie, co zrobić z ludźmi, którzy musieli opuścić swoje domy i ustalone źródła utrzymania. Zaskakująco nieprzemyślana propozycja przesiedlenia ludzi z obwodu kurskiego do okupowanej części obwodu zaporoskiego jest tego kolejnym potwierdzeniem.

(...)

Dotychczasowa kalkulacja Kremla polegała na kontrolowaniu ogólnego tempa walk po stronie Rosji: jej armia naciska, ponosi straty, ale posuwa się naprzód na Donbasie. Czysta kalkulacja i nic więcej: zdobyte terytoria są wymieniane na życie żołnierzy, które z kolei jest kupowane za petrodolary — w formie płatności za podpisanie kontraktu.

W planie Kremla Ukraina musiała się bronić i powoli oddawać terytorium. Niezbędnym warunkiem utrzymania tej dynamiki w wymiarze politycznym był brak nowej jednoetapowej fali mobilizacyjnej i poważnych niepowodzeń operacyjnych rosyjskiej armii.

Wydarzenia w Kursku wyraźnie pokazały wszystkim — a przede wszystkim Kremlowi — że wybrana strategia uzupełniania rosyjskich sił zbrojnych, głównie poprzez zachęty finansowe, nie pozwala na posiadanie wystarczających rezerw strategicznych i stworzenie wielokrotnej przewagi kadrowej w porównaniu z ukraińskimi siłami zbrojnymi.

Wielopoziomowa rekrutacja — prowadzona poprzez zachęty finansowe, anulowanie wyroków karnych, zmuszanie poborowych do podpisywania kontraktów, nadawanie obywatelstwa rosyjskiego cudzoziemcom — zapewnia jedynie uzupełnienie dużych strat dziennych (tzw. mięsne szturmy) i pozwala utrzymać liczebność rosyjskich sił zbrojnych na mniej więcej tym samym poziomie.

onet.pl/The Moscow Times


Po zatrzymaniu Durowa zrobiło się wielkie zamieszanie. Wypowiadali się obficie zwolennicy wolności internetu, wielbiciele Durowa, jego przeciwnicy, wyznawcy teorii spiskowych. I użytkownicy komunikatora Telegram – przeciętni i nieprzeciętni. Bodaj najwięcej głosów odezwało się w Rosji. 

Oficjele, kapłani propagandy państwowej, weterani wojen (dez)informacyjnych jeden przez drugiego krzyczeli: uwięzienie Durowa to zamach na wolność słowa. Przejęci troską o dalsze funkcjonowanie komunikatora okazali się rosyjscy wojskowi, którzy używają Telegrama do przesyłania sobie wiadomości operacyjnych (bardzo ciekawa i ważna okoliczność). Niektórzy syrenim głosem przyzywali Durowa, aby zostawił zgniły Zachód i powrócił do Rosji, która wszystko mu wybaczy i przytuli do łona.

Komentatorzy gubili się w domysłach, próbując zrozumieć, dlaczego Durow przed przylotem do Francji przebywał w Azerbejdżanie (na dodatek w czasie, gdy był tam z wizytą Władimir Putin), dlaczego nie wrócił z Baku do Dubaju, a poleciał do Francji, gdzie czekała go przeprawa z prokuraturą.

Do powtarzanych w wielu komentarzach supozycji, że celem wyprawy Durowa do Baku było spotkanie z Putinem, spróbował odnieść się dobrze poinformowany politolog Abbas Gallamow: 

„Historia z zatrzymaniem Durowa nadal nie daje spokoju rosyjskiemu establishmentowi. W kręgach, które zwalczają Igora Sieczina (bliski współpracownik Putina, szef koncernu Rosnieft’), rozpowszechniana jest taka wersja. Badające okoliczności napaści Hamasu na Izrael amerykańskie służby specjalne stwierdziły, że część pieniędzy wykorzystywanych podczas przygotowań do ataku islamiści otrzymali za pośrednictwem kryptogiełdy jednego ze współpracowników Sieczina, generała Fieoktistowa. 

Amerykanie zaczęli naciskać na Durowa, aby udostępnił korespondencję Sieczina z Fieoktistowem. Sieczin dowiedział się o tym i przestraszył się. A to dlatego, że część pieniędzy, które miały trafić do Hamasu, poszła na lewo. Amerykanie przy tym mogli dotrzeć do informacji o tych pieniądzach, które Sieczin ukrywa przed Putinem (które „skręcił” podczas operacji przejmowania Rosniefti). A zatem Sieczin najbardziej obawiał się tego, że ujawnione informacje zdyskredytują go w oczach Putina. Postanowił obłaskawić Durowa, obiecał mu zorganizowanie spotkania z Putinem w Baku. 

Ale takiego spotkania nie zorganizował, natomiast spotkał się z miliarderem sam. Po tej rozmowie Durow postanowił co prędzej poddać się Francuzom i dlatego poleciał do Paryża. Nie mam możliwości, aby sprawdzić tę informację i za nią nie ręczę. Opowiadam ją po prostu jako ilustrację tego, czym żyją rosyjskie elity. Szkic z natury”. 

(...)

Socjolog Igor Ejdman widzi sprawę tak: „Nie lękajcie się, wszystko z Durowem i jego Telegramem będzie OK. Po prostu przejdzie na właściwą stronę w hybrydowej wojnie. (…) Telegram to informacyjna bomba atomowa. Odpowiedzialność twórców podobnych platform i producentów broni jest porównywalna. Kiedy sądzą handlarza bronią za sprzedaż towaru mafii lub agresorowi z obejściem sankcji, to nikt się nie oburza. Dlaczego zatem budzą zdziwienie problemy z prawem szefa Telegrama, który pozwala na wykorzystanie swojej platformy jako instrumentu wojny przeciw Ukrainie?

Durow uważał, że ma prawo swobodnie dysponować swoją bronią informacyjną, w tym udostępniać ją rosyjskim okupantom albo europejskim grupom przestępczym. Ale we współczesnym świecie to nie do pomyślenia. Toczy się wojna hybrydowa pomiędzy Zachodem i putinowską Rosją, każda ze stron stara się wziąć pod kontrolę technologie informacyjne i wykorzystać je w walce. Są uzasadnione podejrzenia, że w pewnym stopniu Rosja miała kontrolę nad Telegramem. Natomiast pewne jest, że korzystała zeń w swoich wojennych celach.

Prawdopodobnie skutkiem zatrzymania Durowa będzie ustanowienie zgodnej z prawem kontroli nad Telegramem ze strony europejskich instytucji. A to byłby cios wymierzony w informacyjne możliwości putinowskiego reżimu w wojnie przeciw Ukrainie i w hybrydowym konflikcie z Zachodem. Tylko tak można wytłumaczyć kolektywną histerię rosyjskich propagandystów i władz, które wystraszyły się takiej perspektywy”.

tygodnikpowszechny.pl


Sankcje wprowadzane przez Zachód po 2020 r. oraz współudział reżimu Alaksandra Łukaszenki w agresji na Ukrainę znacząco podważyły stan białoruskiego sektora petrochemicznego. Wdrażane od czerwca 2021 r. unijne embargo na import produktów naftowych odcięło eksporterom z Białorusi dostęp do rentownych rynków zachodnich, a następnie w wyniku działań wojennych zablokowana została również sprzedaż na kierunku ukraińskim – wcześniej jednym z najważniejszych.

Przynoszący wysokie dochody sektor naftowy stanął przed koniecznością reorganizacji logistyki dostaw i reorientacji eksportu. Po trudnym 2022 r. dzięki wsparciu ze strony Moskwy rafinerie częściowo odrobiły straty, korzystając z korzystnych trendów cenowych na rosyjskim rynku paliwowym. Jednocześnie branża dołączyła do innych sektorów gospodarki i stała się w pełni zależna od współpracy z Federacją Rosyjską (FR). Pomimo adaptacji do nowych warunków oba miejscowe zakłady musiały o około jedną trzecią zmniejszyć przerób ropy, co wpłynęło na ich rentowność i – co za tym idzie – doprowadziło do spadku ich znaczenia w gospodarce państwa.

(...)

Preferencyjne warunki dostaw ropy z FR (białoruscy odbiorcy m.in. nie płacili cła eksportowego) sprawiały, że miejscowe rafinerie przez lata były konkurencyjne na rynkach międzynarodowych zarówno pod względem ceny, jak i jakości produktów ropopochodnych. Pozwoliło to na stopniowe poprawianie jakości dzięki prowadzonym w obu obiektach wieloletnim programom modernizacyjnym. Do 2020 r. ok. 90% białoruskich produktów naftowych trafiało do Holandii i Wielkiej Brytanii – gdzie znajdowały nabywców (również z innych państw) na giełdach w Rotterdamie i Londynie – oraz na Ukrainę. Oba zakłady, dysponujące wówczas łączną mocą przerobową na poziomie ok. 20 mln ton ropy rocznie, zapewniały – zgodnie z danymi z lat 2010–2020 – ze sprzedaży zagranicznej rzędu 10–17 mln ton paliw dochody w wysokości od ponad 5 mld do 14 mld dolarów. Kwota ta stanowiła wtedy 15–34% wpływów eksportowych. Ponadto sektor generował średnio 30–35% produkcji przemysłowej oraz ok. 25% dochodów budżetowych.

(...)

Załamanie relacji z Zachodem w wyniku represji po wyborach prezydenckich na Białorusi w 2020 r. i wprowadzane restrykcje postawiły krajowe rafinerie w niekorzystnej sytuacji. W reakcji na krytykę i sankcje ze strony władz Litwy i Łotwy władze w Mińsku zdecydowały się na reorientację przeładunków paliw z portów w tych państwach, tradycyjnie stanowiących główną trasę eksportu, do portów rosyjskich. Krok ten zatwierdziło bilateralne porozumienie międzyrządowe z lutego 2021 r. W rezultacie w 2021 r. przez rosyjskie porty wywieziono ponad 2 mln ton białoruskich paliw, a w roku następnym – już przeszło 3 mln ton.

Najbardziej dotkliwym ciosem dla petrochemii było jednak pełne embargo na paliwa, przyjęte przez UE w czerwcu 2021 r., a następnie poparte przez państwa zachodnie nienależące do niej. W wyniku zakazu RB utraciła m.in. intratne rynki unijne i brytyjski. Dodatkowo odłożona w czasie (w przypadku większości kontraktów – do końca 2021 r.) pełna implementacja sankcji zbiegła się z – dokonaną przy współudziale Białorusi – agresją Rosji na Ukrainę. Dla miejscowych producentów paliw oznaczało to całkowitą blokadę sprzedaży na rynku ukraińskim – ostatnim z dostępnych dochodowych kierunków eksportowych.

W 2022 r. białoruska petrochemia stanęła przed koniecznością zupełnej reorientacji kierunków zbytu zagranicznego, co wiązało się m.in. z reorganizacją logistyki dostaw. Jedynym rozwiązaniem dla Mińska było rozwijanie współpracy z Rosją, będącą od tej pory nie tylko dostawcą surowca, lecz także de facto wyłącznym partnerem tranzytowym i – po części – końcowym odbiorcą. W rezultacie stale rośnie zarówno wartość, jak i objętość transportowanych przez FR towarów. Według najnowszych danych z I kwartału 2024 r. produkty naftowe stanowiły niemal 33% z 4,6 mln ton przewiezionych w tym czasie białoruskich ładunków, kierowanych głównie do portów w północno-zachodniej części kraju, zwłaszcza do obwodu leningradzkiego.

Nastąpiło też przekierowanie części eksportu paliw na rynek rosyjski, co potwierdzają (niepełne) dane dotyczące koncernu Biełnieftiechim, który w 2022 r. zwiększył sprzedaż do FR o 55%, do 1,1 mld dolarów, a część tej kwoty przypadła na ropopochodne. Mimo to białoruskie zakłady w 2022 r. były zmuszone ograniczyć przerób – wyniósł on zaledwie 12 mln ton (spadek o ok. 30% w porównaniu do dwóch poprzednich lat), czyli znacznie poniżej ich mocy produkcyjnych. Odpowiednio (czyli również o ok. 30%, do nie więcej niż 5,6 mln ton) skurczył się eksport.

Zarazem, zgodnie z wyliczeniami ekonomistów z niezależnego białoruskiego ośrodka BEROC, w latach 2022–2023 krajowi wytwórcy paliw korzystali z niskich cen rosyjskiego surowca, co zapewniło im w tym okresie dodatkowy (w porównaniu z poprzednimi latami) zysk w wysokości 3,6 mld dolarów, z czego na 2023 r. przypadło 1,9 mld dolarów, czyli 2,6% PKB państwa. W konsekwencji sektor naftowy odrobił część strat spowodowanych utratą kluczowych rynków zewnętrznych oraz wzrostem kosztów transportu do bardziej odległych – w porównaniu do litewskich i łotewskich – portów rosyjskich. Co więcej, według szacunków BEROC w 2023 r. w obu rafineriach przetworzono łącznie ok. 16 mln ton ropy (14 mln pochodziło z FR, a reszta – z krajowego wydobycia), z czego na eksport przeznaczono do 9 mln ton. Tym samym przerób zwiększył się o 4 mln ton r/r, co oznacza przynajmniej częściowy powrót do poziomów sprzed 2020 r., kiedy to nie spadał poniżej 18 mln ton rocznie.

Pozytywna tendencja w sektorze paliw była również jednym z czynników wzrostu białoruskiego PKB w 2023 r. o 3,9%, odnotowanego po recesji w roku poprzednim (-4,7%). Jednocześnie otwarte pozostaje pytanie o utrzymanie poziomu produkcji rafineryjnej. Tegoroczne trendy cenowe na rosyjskim rynku naftowym już teraz wskazują na redukcję zysków strony białoruskiej o 0,5–1 mld dolarów. Popyt FR na paliwa z RB – niestabilny i zarazem niewielki – najwyższe wartości osiągał w momentach spadku krajowej produkcji po ukraińskich atakach powietrznych na rosyjskie rafinerie w pierwszych miesiącach 2024 r., lecz nawet wtedy nie przekraczał kilku tysięcy ton miesięcznie (dla porównania w 2023 r. Rosja sprowadziła z Białorusi zaledwie 45 tys. ton benzyny). Ograniczone zapotrzebowanie wynika m.in. z preferencji dla rosyjskich wytwórców paliw, którzy dodatkowo lobbują za blokowaniem importu ropopochodnych, aby nie utracić uprzywilejowanej pozycji na rynku krajowym. Warto też nadmienić, że przejściowe braki dotyczyły wybranych produktów, w tym cieszącej się stosunkowo niskim popytem benzyny wysokooktanowej.

W latach 2022–2023 w obu białoruskich zakładach ukończono wspomniane już wieloletnie programy modernizacyjne, na co zapewne wpłynęły także korzystne ceny surowców. W Mozyrzu zrealizowano projekt instalacji i wdrażania technologii H-Oil, polegającej na wodorowym uszlachetnianiu pozostałości ropnych, dzięki czemu głębokość przerobu ropy ma się podnieść z 74 do 90%. Z kolei w Naftanie sfinalizowano prace przy infrastrukturze do koksowania – w ten sposób produkcja paliw zwiększy się, a efektywność przerobu wzrośnie do 92–93%. Ponadto w oparciu o nowe technologie uruchomiono wytwarzanie 400 tys. ton rocznie koksu naftowego, stosowanego m.in. w hutnictwie.

Zgodnie z szacunkami łączne moce przerobowe obu podmiotów powinny obecnie wynosić 24 mln ton, czyli o 4 mln więcej niż przed modernizacją. Wypowiedzi przedstawicieli sektora naftowego wskazują jednak, że pełne wykorzystanie potencjału zakładów w warunkach reżimu sankcyjnego i niedostępności rynku ukraińskiego jest niemożliwe. Z dostępnych danych z ostatnich trzech lat wynika, że poziom przerobu nie przekraczał 70% mocy.

Strona białoruska zdaje sobie sprawę z ograniczonego popytu na paliwa z RB zarówno w samej Rosji, jak i w państwach trzecich (trudnych do zidentyfikowania z powodu braku danych). Istotną rolę odgrywa również kosztowna logistyka dostaw. W obu rafineriach podjęto więc prace nad rozwojem produkcji substancji chemicznych znajdujących zastosowanie w przemyśle krajowym i zagranicznym, takich jak propylen, polipropylen, benzol czy poliwęglan.

Białoruski sektor paliw ma kłopoty z rentownością, o czym świadczą pośrednio wyniki finansowe firm z rejonu mozyrskiego i miasta Nowopołocka z pierwszych dwóch miesięcy 2024 r. W obu jednostkach terytorialnych największymi płatnikami są właśnie rafinerie. Odnotowane straty – rzędu odpowiednio 0,9 mln i 0,5 mln dolarów – z pewnością zostały wygenerowane głównie przez nie.

osw.waw.pl