sobota, 24 sierpnia 2024



W wizji gospodarki, którą kierownictwo Komunistycznej Partii Chin (KPCh) przedstawiło na III Plenum Komitetu Centralnego (KC), postęp technologiczny jawi się jako recepta na wszystkie główne bolączki Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) i obawy jej władz. Partia nie wykorzystała wydarzenia do wykazania, że ma konkretne pomysły na rozwiązanie strukturalnych problemów oraz pobudzenie koniunktury. Jej priorytetem pozostają przygotowania do konfrontacji z USA. Pekin podporządkowuje modernizację gospodarki celom wzmacniania bezpieczeństwa państwa i znalezienia nowych źródeł produktywności. Klucz do sukcesu mają stanowić wytwarzane i udoskonalane w kraju technologie, a także rozwój bazy przemysłowej. Ma to uniezależnić ChRL od dostaw z zagranicy, uczynić z rozwoju przemysłu nowy motor wzrostu oraz zagwarantować Chinom miano globalnego lidera innowacji. Odbywa się to kosztem dobrobytu Chińczyków. Mając do wyboru złagodzenie fundamentalnego problemu niskiej konsumpcji oraz umocnienie „fortecy” oblężonej przez Amerykanów, Pekin decyduje się na opcję technologicznej „ucieczki do przodu”. Strategia ta nieuchronnie prowadzi też do eskalacji konfliktów handlowych z innymi krajami, które odczuwają efekty jego polityki przemysłowej i obawiają się drugiego „chińskiego szoku”.

W dniach 15–18 lipca w stolicy odbyło się długo wyczekiwane III Plenum XX KC KPCh. W przeszłości trzecią z siedmiu zwyczajowych sesji plenarnych mających miejsce podczas pięcioletniej kadencji KC kierownictwo partii wykorzystywało do zakomunikowania kierunku polityki gospodarczej funkcjonariuszom niższego szczebla, mieszkańcom Chin oraz zagranicznym obserwatorom. III plenum z grudnia 1978 r. symbolizuje początek okresu „reform i otwarcia”. W trakcie spotkania w 1993 r. członkowie KC położyli formalny fundament pod znaczące reformy pod hasłem budowy „socjalistycznej gospodarki rynkowej”. Z kolei wydarzenie z 2013 r., na którym ogłoszono „decydującą rolę rynku w alokacji zasobów”, rozbudziło nadzieje na rozpoczęcie kolejnej fazy liberalizacji.

Na oczekiwania wobec tegorocznego III Plenum XX KC – poza historycznymi odniesieniami – wpłynęły trzy czynniki. Po pierwsze poprzedniego spotkania w 2018 r. nie poświęcono kwestiom ekonomicznym, co oznacza, że od ponad dekady kluczowy organ partii formalnie nie wypowiadał się w sprawie priorytetów polityki gospodarczej.

Po drugie tradycyjnie III plenum odbywało się w kolejnym roku po wyborze władz KPCh (ostatnio – w 2022 r.), a zatem powinno było mieć miejsce jeszcze w 2023 r. Opóźnienie sesji wzbudziło liczne dyskusje. Czy to sygnał podziałów w partyjnej elicie? Czy Xi Jinping i jego najbliższe otoczenie wolą odsunąć moment konsultacji swojej polityki w szerszym gronie? A może czekają na wyklarowanie sytuacji wewnętrznej i zagranicznej po głębokich perturbacjach spowodowanych m.in. pandemią COVID-19 i pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę? Pekin nie przedstawił odpowiedzi na powyższe spekulacje. Być może pierwszoplanowe było przeświadczenie najwyższego kierownictwa partii, że kierunek wytyczony w ostatnich latach przez przewodniczącego pozostaje niezmienny i jasny, a więc nie ma pilnej potrzeby zwoływania posiedzenia KC.

Po trzecie uwaga krajowej i zagranicznej opinii publicznej ogniskowała się na III Plenum, ponieważ stanowiło ono dla władz KPCh dobrą okazję do wprowadzenia istotnych korekt kursu w obliczu przedłużającego się okresu dekoniunktury oraz narastających negatywnych efektów niezrównoważonego wzrostu w minionych dekadach. W Chinach trwa najdłuższy i najgłębszy kryzys na rynku nieruchomości od momentu jego powstania w latach 90. Nastroje ludności pozostają pesymistyczne z powodu spadku wartości majątków, obniżenia dochodów, trudnej sytuacji na rynku pracy oraz niepokoju o przyszłość w realiach spowalniającej gospodarki. W konsekwencji wzrost konsumpcji nadal nie powrócił do przedpandemicznego trendu. W warunkach polityki nastawionej na wsparcie produkcji dóbr prowadzi to do pogłębienia nierównowagi między popytem a podażą i do deflacji. Ponadto władze lokalne borykają się z kłopotami ze spłatą zobowiązań, a presja zagranicznych partnerów na ograniczenie chińskiej nadwyżki handlowej rośnie.

Mimo wyjątkowo trudnej sytuacji gospodarczej partia nie wykorzystała wydarzenia do zaprezentowania konkretnych rozwiązań problemów ani sposobów na poprawę nastrojów społecznych. Wydaje się, że podobnie jak w latach ubiegłych został ono zdominowane przez newralgiczne dla Pekinu zagadnienia strategiczne – bezpieczeństwo i rozwój – a nie ważniejszą dla populacji kwestię polepszenia warunków bytowych. Wbrew składanym od lat zapewnieniom władze ChRL nadal nie rezygnują z modelu rozwojowego opartego głównie na inwestycjach i eksporcie na rzecz wzmocnienia konsumpcji prywatnej. To ostatnie jest deklarowane w Pekinie od dawna, regularnie rekomendują je również nie tylko czołowi ekonomiści zagraniczni, jak związany z Uniwersytetem Pekińskim Michael Pettis czy Paul Krugman, lecz także międzynarodowe instytucje (np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy) i krajowi eksperci. Tylko w ostatnich miesiącach apelowali o to m.in. Huang Yiping z Uniwersytetu Pekińskiego, Li Daokui z Uniwersytetu Tsinghua i Zhang Jun z Uniwersytetu Fudan. W kwestii wzmacniania sieci zabezpieczeń społecznych oraz zwiększania dochodów ludności partia pozostaje ostrożna i nie decyduje się na radykalne reformy, lecz wprowadza zmiany stopniowo.

(...)

Wśród postulatów znalazły się też odniesienia do największych bolączek trapiących chińską gospodarkę. Pekin obiecał m.in. rozszerzenie źródeł dochodów władz lokalnych i zwiększenie udziału wydatków rządu centralnego, zniesienie ograniczeń dostępu do świadczeń socjalnych w miejscu pracy dla osób bez lokalnego meldunku, wzmocnienie autonomii władz miejskich w zakresie regulowania rynku nieruchomości zgodnie z warunkami lokalnymi, podjęcie działań wspierających wzrost dzietności, promocję zatrudnienia absolwentów i migrantów wiejskich, podwyżkę dochodów z pracy oraz redukcję nierówności. KC zaakcentował konieczność „pogłębiania reform i otwarcia” i zapewnił, że będzie dążył do tego, aby „rynek odgrywał decydującą rolę w alokacji zasobów”.

Powyższe deklaracje sugerują, że partia właściwie zidentyfikowała problemy i sygnalizuje wolę ich złagodzenia. Wątpliwości budzi jednak szczerość jej intencji i zdolność do ich wcielenia w życie. Już dekadę temu – na III Plenum XVIII KC w 2013 r. – zapowiedziano ambitny program prorynkowych reform, z których KPCh w kolejnych latach faktycznie się wycofała, a nawet wprowadzała zmiany prowadzące w przeciwnym kierunku, np. ograniczyła rolę sektora prywatnego w gospodarce. Mimo to dziś równocześnie twierdzi, że udało jej się osiągnąć wyznaczone wówczas cele, i ponownie anonsuje ich realizację w przyszłości. Podważa to jej wiarygodność i napawa sceptycyzmem co do spełnienia obietnic. Zależy ono nie tylko od woli kierownictwa KPCh, lecz także – i przede wszystkim – od umiejętności wypełnienia haseł treścią, czyli od sformułowania konkretnych rozwiązań, oraz od skali oporu lokalnych grup interesu, które są beneficjentami obecnego modelu, a poniosą koszty finansowe i polityczne transformacji. Wyznaczenie relatywnie nieodległej perspektywy realizacji reform – 2029 r. – można interpretować jako próbę zmobilizowania przez Pekin aparatu partyjnego niższego szczebla.

Wizja gospodarki ChRL wyłaniająca się z dokumentów opublikowanych po zakończeniu III Plenum XX KC jest zgodna z kierunkiem obranym wcześniej przez wierchuszkę KPCh. Polityka Donalda Trumpa i ponadpartyjny konsensus w USA uświadomiły chińskim władzom, że eskalacja mocarstwowego konfliktu jest nieuchronna i trwała. Nadało to nowy impuls wysiłkom podejmowanym już przez wcześniejsze generacje liderów ChRL. Tuż przed rozpoczęciem lipcowej sesji KC w państwowych mediach ukazał się artykuł, w którym podkreślano, że „reforma nie oznacza zmiany kierunku”, a w kwestiach fundamentalnych postawa Pekinu „jest niezachwiana, a myślenie – jasne”. „Niezmiennie realizujemy dogłębne i kompleksowe reformy na drodze socjalizmu o chińskiej charakterystyce aż do końca. To nieunikniona droga do odrodzenia narodowego” – zaznaczała propaganda.

Nadrzędnym priorytetem gospodarczym Pekinu pozostaje modernizacja mająca na celu wzmocnienie bezpieczeństwa partii i państwa, a także podtrzymanie rozwoju w obliczu wyczerpywania się efektywności dotychczasowych silników wzrostu oraz podejmowanych przez rządy państw Zachodu prób ograniczenia transferu technologii do Chin. Przewodnią rolę w tym zakresie ma odgrywać przemysł, będący w optyce KPCh fundamentem niezależności i dobrobytu.

ChRL od dziesięcioleci prowadzi wyjątkowo aktywną politykę wsparcia krajowej produkcji, pod egidą ochrony „branż wschodzących”, reformy strony podażowej, strategii Made in China 2025 czy hasła „podwójnej cyrkulacji”. Z niepełnych szacunków CSIS wynika, że tylko w 2019 r. przeznaczyła na ten cel ok. 1,7% PKB, czyli równowartość 250 mld dolarów. Analitycy wskazują, że w relacji do wielkości gospodarki jest to kwota ponad dwa razy większa niż ta wydana przez Koreę Południową (drugie państwo w tym rankingu), a w ujęciu nominalnym – przeszło dwukrotnie wyższa niż przeznaczona przez Stany Zjednoczone. Dzięki wsparciu władz centralnych i lokalnych oraz staraniom przedsiębiorców i pracowników w minionych dekadach w Chinach powstał niezrównany w skali świata ekosystem przemysłowy, odpowiadający za ponad 30% globalnej produkcji wobec niespełna 15% przed dwudziestoma laty.

Mimo to zdaniem Xi Jinpinga nie jest on jeszcze „wystarczająco silny i zaawansowany” oraz nadal nadmiernie polega na „kluczowych technologiach kontrolowanych przez innych”. Już w 2014 r. przewodniczący podkreślał, że „tylko poprzez opanowanie kluczowych technologii możemy zapewnić podstawowe bezpieczeństwo gospodarcze i obronne kraju”. W następnych latach dodawał, że „kluczowych, podstawowych technologii nie można wybłagać, kupić ani wynegocjować”. Dziś – w obliczu presji USA – rozwój własnych innowacji stał się sprawą naglącą, a przy tym – ze względu na stopień zaawansowania naukowo-technicznego i potencjał ChRL – osiągalną. Celem jest już nie tylko ulepszanie istniejących technologii, lecz także kreowanie przełomowych rozwiązań.

W postępie technologicznym Pekin widzi zarówno konieczność dyktowaną bezpieczeństwem, jak i szansę. Jest przekonany, że trwa kolejna rewolucja przemysłowa, która może zmienić ład światowy, i aspiruje, by wyrosnąć na jej globalnego lidera. Dlatego promuje i kontroluje rozwój w „branżach przyszłości” (technologie informacyjne nowej generacji, sztuczna inteligencja, lotnictwo i astronautyka, nowe materiały, zaawansowany sprzęt, biomedycyna i technologia kwantowa). Za bezprecedensowe należy uznać jego wsparcie dla rodzimego sektora półprzewodników. Szczególne znaczenie dla władz KPCh mają pojazdy elektryczne, baterie nowej generacji i fotowoltaika – w dziedzinach tych Chiny już teraz wyznaczają światowe trendy. „Nowe trio” ma uniezależnić ChRL od dostaw surowców energetycznych z zagranicy oraz zagwarantować krajowemu przemysłowi następną przewagę kosztową nad konkurencją, a państwu – wiodącą rolę w globalnej zielonej transformacji. Równocześnie rządzący wciąż są zainteresowani utrzymaniem tradycyjnych gałęzi przemysłu, które ma unowocześnić implementacja nowych rozwiązań technologicznych.

Główny priorytet rządu to aktualnie „dążenie do zmodernizowania systemu przemysłowego i rozwijanie sił wytwórczych nowej jakości w szybszym tempie”. Pojęcie „sił wytwórczych nowej jakości” zostało wprowadzone do słownika KPCh we wrześniu 2023 r. Obejmuje ono nie tylko technologie pionierskie i najbardziej zaawansowane, lecz także drobne innowacje prowadzące do skuteczniejszego wykorzystania czynników produkcji. Ma to podtrzymać wzrost gospodarczy kraju, w sytuacji gdy zwiększanie nakładów pracy jest mało prawdopodobne, a kapitału – przynosi coraz mniejsze korzyści.

(...)

Do niedawna standardową odpowiedzią rządzących na wyzwania gospodarcze było wyraźne luzowanie polityk fiskalnej i monetarnej w celu pobudzenia inwestycji. Te napędzały wzrost, ale równocześnie pogłębiały problemy strukturalne – prowadziły m.in. do zadłużenia, destabilizacji sektora finansowego, nieefektywnej alokacji kapitału, powstania nadwyżki mocy produkcyjnych, poszerzenia nierówności społecznych i regionalnych, podwyżek cen mieszkań oraz ograniczenia konsumpcji. Obecnie to innowacje, poprzez zwiększanie produktywności, powinny skutkować wzrostem produkcji, co z kolei ma się przekładać ma na wyższe dochody i wydatki ludności.

Priorytety wyłożone na plenum wskazują, że w Pekinie pokutuje przekonanie, iż droga do wzrostu popytu wiedzie głównie poprzez wspomaganie podaży, oraz niechęć do „wspierających lenistwo” programów społecznych. Tymczasem w rzeczywistości prokonsumpcyjna reforma wymagałaby przekierowania strumienia środków płynącego aktualnie do przemysłu w ręce gospodarstw domowych, np. w formie rozszerzenia sieci zabezpieczeń społecznych na kształt rozwiązań europejskich. Takie postępowanie nie tylko utrudniłoby jednak realizację podstawowego celu, czyli budowę konkurencyjnej i samowystarczalnej bazy produkcyjnej, lecz także osłabiłoby pozycję partii i powiązanej z nią elity biznesowej, która utraciłaby kontrolę nad częścią zasobów. Zmiana budzi więc opór beneficjentów dotychczasowego modelu. Z tych powodów KPCh nadal nie zdołała rozwiązać problemu niskiej konsumpcji, mimo że dostrzega go od lat. W 2023 r. ChRL odpowiadała za ok. 13% globalnych wydatków na ten cel – oraz aż za 27% nakładów na inwestycje. Konsumpcja prywatna utrzymuje się na poziomie poniżej 40% PKB, podczas gdy w Polsce wynosi ok. 60%, w Korei Południowej – blisko 50%, a w USA – ponad 70%. W efekcie Chińczycy korzystają z owoców wzrostu w ograniczonym zakresie. Już w 2007 r. premier Wen Jiabao określił tamtejszą gospodarkę jako „niestabilną, niezbalansowaną, nieskoordynowaną i niezrównoważoną” i ocenił, że kraj „musi zwiększyć konsumpcję wewnętrzną”. Z kolei przewodniczący Xi Jinping na początku swoich rządów mówił o „nowej normalności” oraz o konieczności wzmocnienia konsumpcji i sektora usług.

(...)

Realizacja długoterminowej strategii wyznaczonej przez Pekin odbywa się kosztem dobrobytu Chińczyków. Budowa samowystarczalnej bazy przemysłowej oraz postęp technologiczny wymagają znacznych zasobów finansowych i ludzkich, które w efekcie nie są dostępne w innych, bardziej oddziałujących na dobrobyt ludności obszarach. To oraz spadek tempa wzrostu gospodarczego sprawiają, że standard życia w ChRL nie rośnie już tak szybko, jak w poprzednich dekadach.

Polityka władz KPCh nieuchronnie prowadzi również do eskalacji konfliktów z partnerami handlowymi, odczuwającymi skutki chińskiej „polityki zubożania sąsiada” i obawiającymi się drugiego „chińskiego szoku”. Silne wsparcie przemysłu przy równoczesnym ograniczaniu konsumpcji powoduje, że firmy operujące w ChRL skutecznie rozwijają działalność na rynkach zagranicznych. W 2023 r. tamtejsza nadwyżka handlowa przekroczyła 800 mld dolarów, a w przypadku produktów fabrycznych sięga 2% światowego PKB, czyli więcej, niż Niemcy i Japonia notowały łącznie w szczycie swojej eksportowej potęgi w latach 70. i 80. Chiny odpowiadają za około jedną trzecią globalnej produkcji przemysłowej, a blisko połowę wytworzonych towarów sprzedają za granicę. Ekspansja budzi sprzeciw państw mających własne ambicje rozwoju przemysłu i starających się ochronić lokalne miejsca pracy. W ostatnich kilkunastu miesiącach ograniczenia w zakresie napływu towarów z ChRL wprowadziły nie tylko USA i UE, lecz także Brazylia, Indie, Indonezja, Chile, Turcja czy Meksyk.

osw.waw.pl


Chiński rząd obniżył wymagania kapitałowe dla osób kupujących nieruchomości. Później obniżył o połowę podatek od obrotu giełdowego, a następnie bank centralny obniżył kluczową stopę procentową do rekordowo niskiego poziomu. Chiński reżim próbuje uratować gospodarkę, ale wygląda na to, że to już walka z wiatrakami.

Najnowsze środki zaradcze skierowane są rynek nieruchomości, który znajduje się w kryzysie od dwóch lat. W tym czasie gigantowi nieruchomości Evergrande skończyły się pieniądze. — Konsekwencją była ogromna niechęć do zakupów w ciągu ostatnich dwóch lat. Sprzedaż mieszkań spadła o około jedną trzecią, a liczba rozpoczętych budów zmniejszyła się o ponad połowę — mówi Monika Boven, ekonomistka DZ Bank.

(...)

Problemy rynku nieruchomości są gigantyczne, a obecnie nieco obniżone wymagania kapitałowe dla nabywców nieruchomości z pewnością nie będą w stanie ich rozwiązać. — Tylko rządowa pomoc dla dużych deweloperów może ustabilizować rynek nieruchomości w najbliższej przyszłości — mówi Wei Yao, chiński ekspert w Societe Generale.

— Jednak sektor nieruchomości nie jest jedynym zagrożeniem. Znacznie większym problemem jest ukryty dług samorządów lokalnych — dodaje ekspert.

Wynika to z faktu, że władze regionalne w dużej mierze finansowały boom gospodarczy Chin w ostatnich latach, budując lotniska, autostrady i nowe miasta satelitarne. W rezultacie całkowite zadłużenie kraju — rządowe, korporacyjne i gospodarstw domowych — jest obecnie wyższe w stosunku do produkcji gospodarczej niż w USA.

Jednak podczas gdy w USA część tego zadłużenia jest obecnie nadmuchiwana przez inflację, w Chinach dzieje się odwrotnie. Pekin niedawno odnotował deflację na poziomie 0,3 proc. Według oficjalnych danych gospodarka nadal rośnie, rzekomo o 6,3 proc. w drugim kwartale w porównaniu z rokiem poprzednim. Ale wątpliwości co do tych danych są obecnie ogromne (...).

Praktycznie wszyscy niezależni ekonomiści widzą zatem co najmniej drastyczne spowolnienie wzrostu. — Chiny mają przede wszystkim problemy strukturalne. Przypomina się sytuacja Japonii w latach 90., kiedy pęknięcie bańki na rynku nieruchomości doprowadziło do lat deflacji i stagnacji gospodarczej — mówi Carsten Klude, główny ekonomista M.M. Warburg.

Chiny mają jeszcze jedno podobieństwo do Japonii. Kurczącą się populację. Grzegorz Drożdż, analityk rynku w firmie inwestycyjnej Conotoxia, uważa to nawet za jedną z głównych przyczyn spowolnienia wzrostu w Chinach. Ponieważ od 1990 r. wskaźnik urodzeń utrzymuje się poniżej wartości 2,1 dziecka na kobietę.

Poniżej tego progu populacja maleje, a w Chinach wartość ta spadła ostatnio nawet do 1,1. — Konsekwencją jest to, że liczba osób zatrudnionych spadła niemal do poziomu sprzed początku tego wieku. (...)

Jakby tego było mało, ma też miejsce exodus zagranicznych korporacji. — Względy polityczne i rosnące płace sprawiają, że globalne firmy wolą uciekać — mówi Johan van Geeteruyen, główny strateg w firmie inwestycyjnej DPAM.

Potentaci przenoszą się do innych krajów w regionie. Taki rozwój można już zaobserwować na przykład w branży półprzewodników. — Ich nowe inwestycje w innych krajach azjatyckich wzrosły ponad siedmiokrotnie w latach 2019-2021.

Wielu obserwatorów od miesięcy czekało, aż rząd Chin przezwycięży wszystkie te problemy za pomocą dużego programu stymulacyjnego. Ale jak dotąd nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego Pekin próbuje różnych małych środków, z których wszystkie prawdopodobnie będą miały niewielki wpływ. Staje się coraz bardziej jasne, że reżim najwyraźniej nie ma ochoty na wielkie działania. Albo nie jest w stanie.

— Potęga Chin może nie być tak duża, jak się często zakłada — mówi Gilles Moeuc, główny ekonomista Axa Group. Jego zdaniem głównym powodem jest wysoki poziom zadłużenia. — Obciążenie finansowe, które rząd ponosi w różnych formach, albo niewiele różni się od tego w krajach rozwiniętych, albo trudno jest opracować program stymulacyjny, który nie zaostrzy ryzyka dla stabilności finansowej w kraju.

Wynika to z faktu, że ryzyko to jest już znaczące, i to nie tylko z powodu kryzysu na rynku nieruchomości. — Jednocześnie kryzys zaczyna rozprzestrzeniać się na tzw. banki-cienie, które finansowały wielu deweloperów — mówi ekonomista.

Gilles Moec uważa, że poprzednia recepta Chin na sukces gospodarczy osiągnęła swoje granice. — Mieszanka gospodarki planowej i rynkowej, choć z powodzeniem uczyniła Chiny globalną potęgą gospodarczą, może nie sprzyjać przezwyciężeniu klątwy średniego dochodu — mówi.

onet.pl/Die Welt


Na wstępie muszę przyznać, że jestem fanem sposobem pisania Andreasa Fuldy. Łączy ono ze sobą rygorystyczną logicznie, ale drętwą, szkołę niemiecką, która często też unika jednoznacznych wniosków, z brytyjską, która jest błyskotliwa i opiniotwórcza, choć czasami bywa na bakier z warsztatem naukowy. Fulda, jako Niemiec pracujący na brytyjskim uniwersytecie, bierze co najlepsze z obydwu stylów i w efekcie mamy dobrze uargumentowaną i logiczną pracę, którą jednak czyta się dobrze. Również mimo dużej ilości informacji nie jest przegadana.

Jak sam tytuł wskazuje, książka Fuldy skupia się na procesie, jak niemiecki elity przemysłowo-polityczne uwikłały RFN, a poprzez nią także UE, w jednostronne uzależnienie od ChRL. Autor rekonstruuje wiele ścieżek, które do tego doprowadziły, ale pokazuje również, że chociaż nie wszystko było jasne z góry, to jednak było wystarczająco dużo sygnałów wcześniej, aby móc przewidzieć skutek. Co gorsza, na dzień ukończenia książki nie widać, że doszło do otrzeźwienia. Wiele zmian w regulacjach, które wprowadzono w Niemczech czy na poziomie UE, mających chronić od jednostronnego uzależnienia gospodarczego, może być postrzegana jako polityczna zasłona dla porażki, a nie koniecznie efekt pójścia po rozum. Moim zdaniem, jak zwykle wszystko sprowadza się do woli politycznej i zdolności do zmiany paradygmatu myślenia.

Jeszcze przed pełnospektaklową inwazją Rosji na Ukrainę, ukułem bon mot, że Niemcy to para bezdzietnych emerytów, którzy zastawiają rodzinne precjoza w chińskim lombardzie, aby opłacić się rosyjskim rekieterom, ponieważ zależy im tylko na dotrwaniu do śmierci w spokoju. Niestety, praca Fuldy, tylko umocniła we mnie to przekonanie, mimo że autor stara się pokazać, że jakieś zamiany zaszły i że istnieje, choć niełatwa, droga wyjścia z tego bagna. Jednak osobiście nie widzę w Berlinie woli, aby tego dokonać.

zawielkimmurem.net

piątek, 23 sierpnia 2024



Jesteśmy w Kursku. Wita nas ryk samolotu, ale nie widać go za chmurami.

— To transport wojskowy, przewożą rannych, jest ich mnóstwo. Dziś tankowałem w pobliżu lotniska, przywieziono trzy ciężkie autobusy, wyślą je do innych miast — wyjaśnia Petr, mieszkaniec Kurska.

Jedziemy do jednego z punktów dystrybucji pomocy humanitarnej — w Kursku jest ich 84. Obok przejeżdża biała nieoznakowana furgonetka z siatką maskującą na dachu. Wygląda bardziej jak pojazd wojskowy, ale to karetka pogotowia, jadąca na tereny przygraniczne.

— Po prostu żywią do nas bestialską nienawiść. Uderzają we wszystkich. To zrozumiałe, są w żałobie. Niezależnie od tego, jak na to spojrzeć, to my przyszliśmy do nich pierwsi — mówi Petr.

W przeciwieństwie do Biełgorodu, który praktycznie wymarł podczas wiosennego ostrzału, sklepy, centra handlowe i salony piękności w Kursku nie są zamknięte.

Po wprowadzeniu federalnego stanu wyjątkowego wojskowi z bronią strzegą budynków rządowych, węzłów komunikacyjnych, a nawet kładki dla pieszych nad torami kolejowymi.

— Dziś blokady drogowe zostały ustawione przy wjeździe i wyjeździe z Kurska — mówi Petr.

— Mój syn ma siedmiu przyjaciół, którzy dorastali w tym samym mieście. Wszyscy oprócz mojego trafili do tej samej jednostki. Spotkali się na granicy, kiedy nastąpił atak. Cała siódemka została pochowana. Byli poborowymi, mieli po 18 lat. Dostali mundury i karabiny maszynowe. Poszli prosto do walki. Tam zostali zabici. To było nieoczekiwane dla wszystkich — mówi Peter.

Administracja Sudży wyjechała z całym swoim dobytkiem trzy dni przed ofensywą.

— Myślę, że mieli jasną informację, że muszą odejść — dodaje mężczyzna.

(...)

Kiedy 60-letni Alexander zdał sobie sprawę, że ukraińskie wojsko zbliża się do wioski Korenewo, w której mieszka, udał się z innymi mężczyznami do lokalnego biura rekrutacji wojskowej, aby poprosić o broń do ochrony swoich domów. Ale nie było już z kim porozmawiać.

— Nawet nie myślałem o wyjeździe. Chciałem zostać do ostatniej chwili. Przyjechaliśmy, a nasz oficer wojskowy uciekł! Wszystko było zamknięte. Na początku nawet w to nie uwierzyliśmy. Zrozumieliśmy więc, że sprawy mają się źle — powiedział z oburzeniem mężczyzna.

Wszyscy rozmówcy The Insider twierdzą, że władze miejskie wiedziały o ofensywie Sił Zbrojnych Ukrainy — i ewakuowały się same.

— Ludzie przyszli do domu kultury o piątej rano, siedzieli przez trzy godziny — nikt nie przyszedł — mówi Maria.

Wiele osób odmówiło wyjazdu na początku sierpnia w obawie, że ich własność zostanie splądrowana przez ukraińskie lub rosyjskie wojsko.

— Staliśmy na drodze o wpół do siódmej wieczorem 6 sierpnia, nie mogliśmy wyjechać, nie mamy własnego samochodu. Nasz burmistrz przejechał obok nas prosto do Kurska — mówi Iryna, mieszkanka Sudży.

(...)

Wera z Sudży pokazuje film — ten sam, który burmistrz miasta nazwał "fałszywym".

— To jest nasze miasto. I to wszystko prawda! — mówi kobieta.

O tym, co dzieje się w jej rodzinnej wiosce, dowiaduje się z kanałów na platformie Telegram, zachodnich i rosyjskich niezależnych mediów.

— Mój wnuk zainstalował VPN, aby oglądać to, co jest tutaj zabronione. I przynajmniej coś zrozumieć — dodaje kobieta.

Według Wiery rosyjskie kanały nie pokazują niczego, co byłoby ważne dla tych, którzy uciekli przed wojną.

— Ilekroć włączam telewizję, jest o tym, jak wszyscy nam pomagają, jak rozprowadzana jest pomoc humanitarna. I jak uderzają w coś z helikoptera. Co z tego będę miała? Co dzieje się granicy, powiedzcie mi o tym! Co się dzieje z naszymi domami?! Z ludźmi?! Z porzuconymi zwierzętami?! Kiedy wrócę?! I czy w ogóle wrócę? Ani słowa o tym! — mówi kobieta.

onet.pl/The Insider


Nad Dnieprem pojawiły się także głosy krytyczne wobec operacji kurskiej. Niektóre anonimowe konta w mediach społecznościowych stwierdzały, że bardziej zasadne byłoby wysłanie brygad biorących udział w akcji na front w Donbasie celem zatrzymania rosyjskich natarć na Pokrowsk, Toreck i Czasiw Jar. Wiele z takich wpisów miało bardzo emocjonalny charakter, a ich autorzy stwierdzali, że gen. Syrski skazuje wojsko ukraińskie na porażkę i wysyła podległe sobie oddziały na pewną śmierć. Powyższy argument można jednak łatwo odeprzeć. Dotychczasowe przypadki wysyłania trzymanych w rezerwie brygad na front w Donbasie dowodzą, że przeważnie nie przynosiło to pozytywnych rezultatów. Niezależnie od tego, czy były to nowe brygady, czy też stare i doświadczone formacje walczące wcześniej na innych odcinkach, ich żołnierze potrzebowali czasu na zapoznanie się z terenem oraz zorientowanie w sytuacji. Tymczasem obecnie na Donbasie nie ma na to szans. Z tego powodu wojska ponosiły straty, głównie w rannych, co następnie dodatkowo obciążało logistykę. Wysyłane tam uzupełnienia i nowe jednostki po prostu z czasem się wykrwawiały, a żołnierze, którzy nie polegli lub nie zostali ranni, byli wyczerpani odpieraniem niemal całodobowych wrogich ataków. Pewnym problemem jest rzecz jasna zmniejszenie dostaw amunicji artyleryjskiej na kierunek pokrowski, torecki czy bachmucko-siwerski. Ogranicza to możliwości w zakresie ognia kontrbateryjnego oraz odpierania wrogich ataków, a w konsekwencji Ukraińcy muszą częściej się wycofywać. Sytuacja Ukraińców pod Pokrowskiem robi się coraz trudniejsza i jedynie kwestią czasu jest, kiedy Rosjanie znajdą się pod miastem. Wydaje się jednak, że dowództwo SOU uwzględniło to w swych planach i dopuszcza pewne straty terytorialne na Donbasie. Powyższa strategia przeczy ponadto rozpuszczanym w social media (nie bez udziału rosyjskich służb specjalnych) teoriom o „rzeźniku” Syrskim.

new.org.pl


Od narady z członkami Rady Bezpieczeństwa i szefami zaatakowanych obwodów 9 sierpnia, gdy Putin nakazał wyparcie najeźdźcy i zapewnienie bezpieczeństwa granicy państwowej, Papa (jak nieoficjalnie nazywa Putina jego obsługa i najbliższe otoczenie)  przestał się tym tematem zajmować. W każdym razie publicznie. Kremlowscy inżynierowie dusz napisali bowiem dla niego scenariusz odwracający uwagę od wydarzeń w obwodzie kurskim.

Putin nie wybrał się do obwodu kurskiego, aby wesprzeć ewakuowanych mieszkańców czy porozmawiać z żołnierzami. Nieoczekiwanie odwiedził natomiast kilka republik Kaukazu Północnego (przyjechał tam z Azerbejdżanu, gdzie przebywał z krótką „wizytą przyjaźni”). W Kabardo-Bałkarii zwizytował sady, gdzie mógł przekonać się o znakomitej jakości miejscowych jabłek. 

Sadownictwo to na pewno bardzo ważna dziedzina rolnictwa, ale czy wymaga osobistej uwagi prezydenta, gdy zachodnia granica płonie, a Moskwę atakują ukraińskie drony? Jeśli ten punkt programu mógł się wydawać błahy, to kolejny miał większą wagę gatunkową: Putin udał się do Biesłanu w Osetii Północnej, gdzie w 2004 r. doszło do tragicznego zamachu czeczeńskich terrorystów na szkołę. Prezydent spotkał się z kobietami z komitetu Matki Biesłanu, a także odwiedził szkołę przekształconą w miejsce pamięci i złożył na cmentarzu kwiaty pod pomnikiem-drzewem upamiętniającym ofiary.

Warto się przez chwilę zatrzymać nad tą dziwną wizytą. I przypomnieć też kilka liczb i okoliczności tragedii w Biesłanie. Uzbrojeni terroryści zajęli szkołę 1 września 2004 r., gdy odbywała się tam uroczystość rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Placówka pełna była ludzi – wraz z uczniami przyszły ich rodziny, łącznie ponad tysiąc osób. Napastnicy wysunęli żądania polityczne, m.in. wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii (trwała druga wojna czeczeńska, którą Kreml wykorzystał do wywindowania rankingu nieznanego szerzej nowego przywódcy – Władimira Putina). 

Propaganda twierdziła, że zakładników jest 350 (w tworzeniu mylnego obrazu wydarzeń brała udział m.in. młoda dziennikarka Margarita Simonjan, która potem zrobiła zawrotną karierę, oraz Dmitrij Pieskow, późniejszy rzecznik Kremla; oboje stali się wybitnymi specjalistami w dziedzinie odwracania kota ogonem i robienia ludziom wody z mózgu). 

Gdy do Biesłanu zmierzał przywódca walczącej z Rosją separatystycznej Republiki Iczkerii Asłan Maschadow, by podjąć rozmowy z terrorystami, Putin wydał rozkaz rozpoczęcia szturmu. Jak twierdzą eksperci, źle przygotowanego, który pociągnął za sobą wiele ofiar. Ale Putinowi chodziło o to, aby nie dać Maschadowowi możliwości zaistnienia. Do dziś nie zbadano uczciwie okoliczności szturmu. Zginęły 334 osoby, w tym 186 dzieci. Putin wykorzystał tragedię w Biesłanie do... zreformowania systemu wyłaniania gubernatorów (zlikwidowano wybory).

Dwudziesta rocznica dramatu w Biesłanie przypada w pierwszych dniach września. Czemu Putin nie zaplanował przyjazdu za dwa tygodnie? Czemu przyjechał akurat teraz? To niezrozumiałe. Zwłaszcza że do tej pory nie był zbyt pilny w odwiedzaniu miejsca tragedii – w samej szkole nie był wcześniej nigdy, do Biesłanu przyjechał dzień po szturmie (głównie po to, aby zatrzeć ślady niepowodzeń służb), a w 2008 r. pojawił się jedynie na cmentarzu, gdzie spoczywają ofiary. 

I właśnie wizyta na tej nekropolii znalazła się w centrum zainteresowania mediów również teraz – Putin podczas składania wiązanki kwiatów pod pomnikiem ukląkł i pokłonił się. Na takie gesty nie zdobywał się nigdy. Być może pomiary rankingu popularności Putina spadają, doradcy obliczyli, że pokorny pokłon może się spodobać. Ale uważni komentatorzy zwrócili uwagę, że nachylając się nad płytą pomnika, Putin jedynie nieudolnie naśladował ceremonialne całowanie i dotykanie czołem ikon, co wyglądało nieszczerze i sztucznie. A na dodatek „czołem dotykał nie płyty, a swojego bukietu – sterylnego, sprawdzonego. Wiązanka temu właśnie służyła, aby mógł ją podłożyć i w ten sposób imitować pokłon i dotyk. Bo on się brzydzi dotykania takich rzeczy. I boi się” – napisał dziennikarz Siergiej Parchomienko. 

Odbyło się też zadziwiające spotkanie z trzema przedstawicielkami Matek Biesłanu, od lat domagających się bezowocnie m.in. wyjaśnienia okoliczności tragedii i ukarania winnych. Putin zrobił kobietom wykład: powiązał czeczeńskich terrorystów ze współczesnymi neonazistami, jak nazwał tych, którzy weszli na rosyjskie terytorium od strony Ukrainy. „To ci sami wrogowie i ta sama walka, którą wygramy”. Ta próba sklejenia czeczeńskiego terroryzmu sprzed dwudziestu lat z wojną na Ukrainie jest jednym z najbardziej niedorzecznych konceptów propagandowych. Ale przecież wypaczanie pojęć jest znakiem firmowym wodza – jego słowa to prawda objawiona, niepodlegająca dyskusji. 

(...)

Wróćmy jeszcze do spotkania z matkami Biesłanu. Opublikowane na stronie internetowej Kremla nagranie trwa niespełna pięć minut. To nieskładna wypowiedź Putina, który cały czas pokasłuje, chrząka w piąstkę, wodzi wzrokiem po ścianach. Ani razu nie spogląda siedzącym naprzeciw kobietom w oczy.
 
W relacji brakuje fragmentu spotkania, gdy zostały dopuszczone do głosu matki zabitych dzieci. Przypomniały, że Putin w 2005 r. obiecał im wszechstronne śledztwo i „całą prawdę”. Putin był zdumiewająco otwarty – wyznał, że nie ma pojęcia, dlaczego postępowanie utknęło w martwym punkcie. Rodziny zainteresowane wyjaśnieniem okoliczności tragedii odesłał do szefa Komitetu Śledczego, Aleksandra Bastrykina. Powiedzieć, że to cynizm, to nic nie powiedzieć. Czynności śledcze od samego początku były sterowane z Kremla i nastawione na zatarcie śladów haniebnych błędów władz.

tygodnikpowszechny.pl


Tym, co zaskoczyło ich po drugiej stronie granicy, była duża liczba betonowych umocnień, zbudowanych przez armię rosyjską. „Widać, że budowę umocnień potraktowali bardzo serio. Nie poprzestali na ziemiankach i okopach, tylko wylali to wszystko z betonu. Kiedy nasi weszli do obwodu kurskiego, zobaczyli tam betonowe miasteczka fortyfikacyjne. Są one bardzo trudne do zdobycia w walce” – podkreśla jeden z żołnierzy.

pap.pl


Skala wojny na Ukrainie uniemożliwia którejkolwiek ze stron rozwiązanie wojny w jednej zdecydowanej kampanii. ISW opublikowało niedawno książkę „Ukraina i problem przywracania manewru we współczesnej wojnie”, w której dr Frederick W. Kagan i dr Kimberly Kagan zauważyli, że zarówno Ukraina, jak i Rosja mają zdolność do ustanawiania głębokich pozycji obronnych i rezerw, które zapobiegną jakiejkolwiek pojedynczej kampanii od osiągnięcia strategicznych celów wojny, zanim osiągnie ona kulminację. Zdolność Rosji i Ukrainy do wygenerowania wystarczającej siły bojowej do obsadzenia ciągłych pozycji obronnych bez otwartych flanek i ustalenia głębokości taktycznej w znaczących punktach linii frontu zmusiła obie strony do podejmowania bitew penetracyjnych, które są tak kosztowne, że ich późniejsza eksploatacja jest często niewykonalna. (W rzeczywistości Ukraina wykorzystała flankę, którą Rosjanie pozostawili otwartą w obwodzie kurskim, ale Rosja ma wystarczającą siłę bojową, aby osłonić swoje granice, jeśli tak zdecyduje, kosztem realizacji innych celów). Rosja i Ukraina zazwyczaj potrafią ustawić pozycje obronne w pewnej odległości z tyłu i dostatecznie ustabilizować linię frontu nawet w przypadku udanej penetracji i eksploatacji. Skuteczny projekt kampanii ukraińskiej i rosyjskiej wymaga zatem przezorności i planowania wielu kolejnych operacji, z których każda wyznacza warunki dla kolejnej operacji. Rzadko jednak którakolwiek ze stron była w stanie prowadzić kolejne operacje bez przerwy, ponieważ przerwy operacyjne lub zmniejszone tempo operacyjne dały drugiej stronie wojującej możliwość zakwestionowania i przejęcia inicjatywy.

Prezydent Rosji Władimir Putin i rosyjskie dowództwo wojskowe prawdopodobnie postrzegają utrzymanie inicjatywy obejmującej cały teatr działań jako strategiczny imperatyw wygrania wojny na wyniszczenie z Ukrainą, a zarówno ukraińskie natarcie na obwód kurski, jak i rosyjskie wysiłki ofensywne we wschodniej Ukrainie będą miały wpływ na to, czy siły zbrojne Rosji mogą utrzymać inicjatywę w krótkim okresie. Siły rosyjskie przejęły inicjatywę obejmującą cały teatr działań w listopadzie 2023 r. i od tego czasu prowadzą konsekwentne operacje ofensywne na całej wschodniej i północno-wschodniej Ukrainie w ramach kampanii mającej na celu rozciągnięcie sił ukraińskich i uniemożliwienie Ukrainie zgromadzenia zasobów niezbędnych do przeciwstawienia się tej inicjatywie. Wojsko rosyjskie nie podejmowało w ostatnich miesiącach nowej operacji ofensywnej na dużą skalę, aby utrzymać stałe tempo ofensywy na Ukrainie, zwłaszcza w obwodzie donieckim, a Putin i rosyjskie dowództwo wojskowe zgodzili się, że wielomiesięczne walki będą kontynuowane co doprowadzi do marginalnych zysków taktycznych. Putin sformułował teorię zwycięstwa na Ukrainie, która zakłada, że ​​siły rosyjskie będą mogły kontynuować stopniowe, pełzające natarcie w nieskończoność, uniemożliwiając jednak Ukrainie prowadzenie skutecznych, operacyjnie znaczących operacji kontrofensywnych. Putin prawdopodobnie ocenia, że ​​tak długo, jak Rosja będzie w stanie utrzymać inicjatywę i uniemożliwić Ukrainie prowadzenie operacyjnie znaczących operacji kontrofensywnych, Rosja może w dłuższej perspektywie zadać Ukrainie zdecydowane straty, przewyższając jednocześnie zachodnią pomoc bezpieczeństwa dla Ukrainy i ukraińskie wysiłki na rzecz zmobilizowania większej liczby osób gospodarki i ludności Ukrainy dla wysiłeku wojennego.

Ukraińskie wtargnięcie do obwodu kurskiego tymczasowo umożliwiło siłom ukraińskim przejęcie inicjatywy na polu bitwy w jednym sektorze linii frontu i rozpoczęcie kwestionowania inicjatywy Rosji obejmującej cały teatr działań. Rosyjskie wojsko wydaje się próbować utrzymać ofensywną presję w obwodzie donieckim, zwłaszcza ofensywną operację zajęcia Pokrowska, i prawdopodobnie ma nadzieję, że utrzymujące się tempo ofensywy w obwodzie donieckim przyciągnie wystarczające zasoby ukraińskie do operacji obronnych w tym rejonie, aby zapobiec przejęcia przez Ukrainę inicjatywy dotyczącej pola bitwy w innym miejscu poprzez wykorzystanie szeroko zakrojonych skutków wtargnięcia na obwód kurski. To, że siły rosyjskie priorytetowo traktują operację ofensywną na Pokrowsku, nie oznacza jednak, że Ukraina musi zdecydować się na priorytetowe traktowanie obrony Pokrowska nad wysiłkami gdzie indziej.

Wydaje się, że Putin i rosyjskie dowództwo wojskowe mierzą sukces we wschodniej Ukrainie w kategoriach wyraźnie terytorialnych i prawdopodobnie podejmowali wysiłki mające na celu wywarcie szerszej presji operacyjnej wyłącznie w celu wspierania wysiłków na rzecz osiągnięcia określonych celów terytorialnych. Siły rosyjskie dążą obecnie do zajęcia wszystkich obwodów donieckiego i ługańskiego, a rosyjska armia prawdopodobnie mierzy powodzenie rosyjskich operacji ofensywnych na wschodniej Ukrainie na podstawie tego, jak bardzo przybliżają one siły rosyjskie do tego celu. ISW od dawna ocenia, że ​​rosyjskie wysiłki mające na celu zajęcie Chasiv Jar lub zepchnięcie sił ukraińskich ze wschodniego brzegu rzeki Oskił w obwodzie charkowskim realizują cele istotne pod względem operacyjnym, ale zamiast tego siły rosyjskie w coraz większym stopniu priorytetowo traktują wysiłki mające na celu zajęcie Pokrowska i posunięcie się na zachód i południowy zachód miasta Donieck, cel o stosunkowo mniejszym znaczeniu operacyjnym. Siły rosyjskie mogą skupiać się na nacieraniu na tych obszarach, ponieważ te odcinki frontu dają szansę na większe zdobycze terytorialne i ponieważ obszary te pozwalają siłom rosyjskim zbliżyć się do granic obwodu donieckiego. Siły rosyjskie próbowały wywrzeć ogólnokrajową presję na siły ukraińskie, podobną do tej, jaką Ukraina wywiera obecnie na Rosję poprzez najazd na obwód kurski, ale Putin i rosyjskie dowództwo wojskowe starali się jedynie wykorzystać tę presję do realizacji ograniczonych celów terytorialnych i zrezygnowali z dążenia do celów o większym znaczeniu operacyjnym lub szerszych prób generowania bardziej znaczących efektów w całym teatrze.

Ukraińscy urzędnicy wskazali, że operacja Ukrainy w obwodzie kurskim nie ma długoterminowych celów terytorialnych, lecz ma na celu wywarcie nacisku operacyjnego i strategicznego na siły rosyjskie na całym teatrze działań. Ukraińscy urzędnicy publicznie oświadczyli, że Ukraina nie jest zainteresowana utrzymaniem terytorium obwodu kurskiego w dłuższej perspektywie i ma na celu częściowo ochronę przed rosyjskimi atakami, zmuszając jednocześnie siły rosyjskie do przerzucenia sił z innego miejsca teatru działań i komplikując rosyjską logistykę. Na obszarze, z którego Ukraina rozpoczęła najazd na obwód kurski, nie ma dostrzegalnych, operacyjnie istotnych celów terytorialnych, a Ukraina nie przeznaczyła zasobów na operację niezbędną do realizacji faktycznie istotnych operacyjnie celów terytorialnych w dalszej części obwodu kurskiego, takich jak zajęcie Kurska. Sukcesu ukraińskiego najazdu nie należy zatem oceniać w kontekście terytorium rosyjskiego zajętego przez siły ukraińskie.

Ukraińska operacja w obwodzie kurskim wygenerowała już operacyjną i strategiczną presję na siły rosyjskie na całym teatrze działań, a kolejne fazy walk w Rosji prawdopodobnie wygenerują jeszcze większą presję na Putina i rosyjską armię. Ukraińskie wtargnięcie do obwodu kurskiego skłoniło armię rosyjską do przerzucenia jak dotąd na linię frontu w obwodzie kurskim aż 11 batalionów z obwodu kurskiego i czterech rosyjskich grup sił w innych miejscach teatru działań. Urzędnicy amerykańscy podobno powiedzieli „New York Times” w artykule opublikowanym 15 sierpnia, że ​​Rosja przeznaczyła rezerwy dla obwodu kurskiego, które w przeciwnym razie wykrzystałaby do stłumienia ofensywnych operacji we wschodniej Ukrainie w nadchodzących miesiącach. Przesunięcie sił rosyjskich i zaangażowanie elementów rezerw operacyjnych pozwoliło siłom rosyjskim spowolnić początkowo szybkie zyski Ukrainy w obwodzie kurskim i zacząć ograniczać zasięg ukraińskiego najazdu. Powstrzymanie jest jednak jedynie pierwszą i prawdopodobnie najmniej wymagającą zasobów fazą rosyjskiej reakcji w obwodzie kurskim. Putin i Kreml niemal na pewno podejmą próbę odzyskania terytorium Rosji w obwodzie kurskim, które zajęły siły ukraińskie, ponieważ utrzymująca się ukraińska okupacja terytorium Rosji byłaby strategicznym ciosem dla trwających od kilkudziesięciu lat wysiłków Putina na rzecz scementowania dziedzictwa rosyjskiej stabilności, bezpieczeństwa i odrodzenia geopolitycznego.

(...)

Siły rosyjskie nie będą w stanie utrzymać inicjatywy na całej wschodniej Ukrainie w nieskończoność, a kulminacja rosyjskich działań ofensywnych stworzy siłom ukraińskim możliwości dalszego kwestionowania tej inicjatywy. Posiadanie przez Rosję inicjatywy obejmującej cały teatr działań pozwoliło jej określić miejsce, czas, intensywność i wymogi walk na Ukrainie, a siły rosyjskie wykorzystały te korzyści do określenia tempa ofensywy na Ukrainie, co pozwoliło rosyjskiemu wojsku przeprowadzić więcej trwałych wysiłków ofensywnych i w dużej mierze uniknąć kulminacji. Siły rosyjskie podejmowały długotrwałe wysiłki mające na celu utworzenie rezerw strategicznych i operacyjnych przed latem 2024 r. w celu wsparcia trwających wysiłków ofensywnych, a rosyjska armia prawdopodobnie wydała i przeznaczyła wiele z tych rezerw do operacji ofensywnych na całej wschodniej i północno-wschodniej Ukrainie wiosną 2024 r. oraz w ciągu tego lata. Ukraińska inwazja na obwód kurski i zwiększony priorytet Rosji, jakim jest utrzymanie tempa działań ofensywnych w obwodzie donieckim, prawdopodobnie w większym stopniu obciążą pozostałe rezerwy operacyjne Rosji i prawdopodobnie zaczną wpływać na zdolność Rosji do utrzymywania konsekwentnych działań ofensywnych na całym teatrze działań. Dalsze przerzuty Rosji do obwodu kurskiego dodatkowo osłabiłyby zdolność Rosji do utrzymywania działań ofensywnych w północno-wschodniej i wschodniej Ukrainie, chociaż siły rosyjskie z większym prawdopodobieństwem zaczną ograniczać aktywność ofensywną na odcinkach frontu o niższym priorytecie, niż będą to robić w równym stopniu na całej linii frontu.

Rosyjska operacja ofensywna mająca na celu zajęcie Pokrowska jest symbolem rosyjskiego podejścia do wojny na Ukrainie, które obejmuje wojnę pozycyjną w celu stopniowego pełzającego natarcia i ma na celu wygranie wojny na wyniszczenie. Rosyjskie dowództwo wojskowe zleciło Centralnemu Zgrupowaniu Sił zidentyfikowanie i wykorzystanie słabości linii obronnej Ukrainy po zajęciu Awdijwki przez Rosję w połowie lutego 2024 r. Zmechanizowane elementy Centralnego Zgrupowania Sił dokonały znaczącego przełomu taktycznego na północny zachód od Awdijwki w połowie kwietnia 2024 r., wykorzystując wyczerpane i słabo wyposażone siły ukraińskie, a rosyjskie dowództwo wojskowe w dalszym ciągu inwestowało dodatkową siłę roboczą z rosyjskich rezerw operacyjnych, aby zapobiec kulminacji działań ofensywnych na wschód od Pokrowska przez kilka miesięcy. Siły rosyjskie stosowały konsekwentnie intensywną presję ofensywną na całym froncie wschodnim i południowo-wschodnim od Pokrowska oraz oportunistycznie wykorzystywały słabości obrony Ukrainy, aby posuwać się w tym kierunku, a rosyjskie dowództwo wojskowe tolerowało znaczne straty w sile roboczej w zamian za natarcie około dwóch kilometrów kwadratowych dziennie (w sumie około 406 kilometrów kwadratowych) w rejonie pokrowskim w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Siły rosyjskie w kierunku Pokrowska skupiły się na frontalnych atakach piechoty z małej wioski na małą wioskę w drodze do stopniowego zbliżania się do Pokrowska i czasami spędzały tygodnie, próbując zająć małe wioski w okolicy bez prób natarcia manewrem.

(...)

Wtargnięcie Ukrainy do obwodu kurskiego pokazuje, jak siły ukraińskie mogą wykorzystać wojnę manewrową, aby zrównoważyć przewagę rosyjskiej siły roboczej i sprzętu. Jak niedawno oceniła ISW, siły rosyjskie zajęły w sumie 1175 kilometrów kwadratowych terytorium na całym ukraińskim teatrze działań w ciągu siedmiu miesięcy od stycznia do lipca 2024 r. Dla kontrastu ISW zaobserwowała twierdzenia, że ​​operacja Ukrainy w obwodzie kurskim objęła obszar około 800 kilometrów kwadratowych w ciągu sześciu dni od 6 do 12 sierpnia, a według stanu na 17 sierpnia osiągnęła głębokość około 28 kilometrów. Ponownie, wielkość obszar zajęty przez siły ukraińskie nie jest wskaźnikiem powodzenia tej operacji – ma tu na celu pokazanie, że manewr przywracania może przynieść znacznie szybszy postęp niż wojna pozycyjna. Początkowe ukraińskie wtargnięcie do obwodu kurskiego zaatakowało w dużej mierze nieprzygotowane, niewyposażone i bezzałogowe rosyjskie pozycje obronne wzdłuż granicy, ale Ukraina w dalszym ciągu wykorzystywała manewry, aby poczynić szybkie postępy w obwodzie kurskim po rozmieszczeniu rosyjskich posiłków w tym obszarze. Użycie manewru przez Ukrainę w obwodzie kurskim służy jako przykład tego, jak ukraińskie manewry w połączeniu z zaskoczeniem operacyjnym mogą skutkować porównywalnymi korzyściami w znacznie krótszych okresach czasu przy mniejszej sile roboczej i sprzęcie. Z kolei przedłużająca się wojna pozycyjna tylko pogłębi niedobory zasobów Ukrainy, a przedłużająca się wojna zwiększy koszty dla Ukrainy i jej partnerów. Frederick i Kimberly Kagan zauważyli, że wyzwanie polegające na przywróceniu wojnie manewru operacyjnego pozostaje głównym problemem dla obu stron na operacyjnym poziomie wojny, a zdolność Ukrainy do osiągnięcia szybkiego manewru w obwodzie kurskim sugeruje, że siły ukraińskie przyswoiły sobie wnioski z ostatnich miesięcy wojny pozycyjnej, która może w przyszłości pomóc Ukrainie wykorzystać wojnę manewrową.

understandingwar.org

czwartek, 22 sierpnia 2024



Kreml lekceważy nastroje społeczne, które nawet w obliczu przekroczenia „czerwonych linii” i zaatakowania terytorium Rosji nie rozkołysały się. Nie widać (przynajmniej na razie) przejawów masowej frustracji czy niepokoju. W kilku miastach Rosji odbyły się akcje solidarności z mieszkańcami obwodu kurskiego. Polegały one na zapaleniu świec, ułożonych w napis „Kursk. Jesteśmy z wami”. O chęci niesienia pomocy czy deklaracjach przyjmowania pod swój dach ludzi ewakuowanych z przygranicznych miejscowości nie słychać. Każdy śpi pod swoją kołderką i nie chce się nią dzielić.

Profesor Władimir Pastuchow z University College London zauważa: „Niepokoi mnie to, że widzę oszalałych ludzi, którzy czują, że są pozostawieni sami sobie, którym jest po prostu źle, chłodno, głodno, ciężko. Ale jednocześnie nie widzę w ich oczach przejawów myślenia. To, na co ich stać, to apelować: »Towarzyszu Stalin, chcemy wam opowiedzieć o naszych nieszczęściach« (…) W ich mózgach nie powstaje łańcuch przyczynowo-skutkowy. Nawet nie potrafią powiedzieć, że wojna to rzecz fatalna”.

(...)

Na jeszcze jeden ciekawy aspekt społecznej reakcji na wydarzenia w obwodzie kurskim zwraca uwagę dziennikarz i bloger Aleksandr Pluszczew: „Ani władze, ani ludzie w swojej masie nie postrzegają tego jako wkroczenia wroga, raczej traktują to jak klęskę żywiołową. Gdzie oddziały partyzanckie, gdzie masowy akces ochotników do armii, choćby z zaatakowanych terenów? Nic takiego się nie dzieje. Ewakuacja, pomoc humanitarna, tyle. Wkroczenie Sił Zbrojnych Ukrainy to coś w rodzaju powodzi. Dlaczego tak się dzieje? Czy ludzie nie identyfikują się z tą wojną? Nie uważają jej za swoją? A może nie przejawiają inicjatywy bez nakazu naczalstwa? A może uważają, że państwo ma obowiązek ich bronić? Tak powinno być, ale widać, że państwo rosyjskie nie poczuwa się do tego. Nawet jeśli odbije domy tych, którzy zostali ewakuowani, to w taki sposób, że nie zostanie kamień na kamieniu”.

tygodnikpowszechny.pl

środa, 21 sierpnia 2024



W ostatnich trzech dekadach Baku realizowało swoje strategiczne cele w opozycji do Moskwy – m.in. zbudowało silne stosunki polityczne ze Stambułem, rozwinęło sektor energetyczny w oparciu o Zachód i efektywnie zmarginalizowało do niedawna sojuszniczą wobec Rosji Armenię. Seria sukcesów militarnych w konflikcie z Ormianami o Górski Karabach w latach 2020–2023 pozwoliła mu przywrócić integralność terytorialną, rozwiązać główny problem bezpieczeństwa i wymusić – m.in. kosztem interesów Kremla – radykalną rewizję porządku regionalnego, a tym samym wzmocnić swoją pozycję międzynarodową. Z drugiej strony Azerbejdżan nadal jest silnie powiązany politycznie i gospodarczo z Rosją i pozostaje z nią w ścisłym dialogu. W konflikcie z Armenią skutecznie stara się o rosyjską akceptację i wsparcie dla własnej polityki, rozgrywa napięcia między Moskwą i Erywaniem oraz poszukuje nowego porządku regionalnego akceptowalnego dla Kremla. Współpraca z nim pozwala mu także balansować zależność od Turcji oraz poczucie zagrożenia ze strony Iranu (zwiększone m.in. przez bliskość z Izraelem i konsekwencje konfliktu w Strefie Gazy), jak również kapitalizować problemy gospodarcze Rosji związane z sankcjami.

Pierwsza od 2018 r. podróż Putina do Azerbejdżanu odbyła się w cieniu ukraińskiej operacji wojskowej w obwodzie kurskim. Świadczy to zarówno o wadze wizyty (nadano jej – po raz pierwszy – charakter wizyty państwowej), jak i o chęci zbagatelizowania przez Moskwę niebezpieczeństwa i zademonstrowania kontroli nad sytuacją. Wymierną motywacją dla Rosjan są kwestie gospodarcze, na co wskazuje skład ich delegacji (znaleźli się w niej m.in. szefowie państwowych koncernów Gazprom i Rosnieft’ oraz ministrowie transportu i rozwoju gospodarczego). W sferze gazowej Azerbejdżan partneruje FR jako rynek zbytu i potencjalny kontrahent przy realizacji eksportu do UE. Uzyskanie możliwości sprzedaży nowych wolumenów surowca – czy to bezpośrednio na azerbejdżański rynek wewnętrzny, czy w ramach transakcji swapowych – przyniosłoby Gazpromowi korzyści, szczególnie istotne ze względu na obecne trudności finansowe.

Moskwie zależy ponadto na rozbudowie INSTC, który ułatwiłby jej dostęp do rynków bliskowschodnich i azjatyckich oraz stanowił opcję alternatywną względem istniejących szlaków. Zacieśniając współpracę z Baku, chce także zabezpieczyć swoją pozycję na Kaukazie Południowym poprzez uczestnictwo w azerbejdżańsko-armeńskim procesie pokojowym oraz wywierać presję na Erywań (relacje między obiema stolicami są w poważnym kryzysie). Przy pomocy Azerbejdżanu Kreml próbuje też w większym stopniu oddziaływać na napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w kontekście irańskim (6 sierpnia w Baku gościł wracający z Teheranu sekretarz Rady Bezpieczeństwa FR Siergiej Szojgu), oraz na Turcję, z którą rywalizuje w regionie.

Kolejne spotkanie Ilham Alijew–Władimir Putin (poprzednie odbyło się w Rosji w kwietniu br.) i pozytywny przekaz z niego płynący potwierdzają intensywną współpracę pomiędzy stronami oraz ich wolę podtrzymania ścisłego dialogu i kompromisowego rozwiązywania istniejących problemów. Baku nie jest zainteresowane pośrednictwem Moskwy (ani innych aktorów) w negocjacjach z Erywaniem, a także ma świadomość ryzyka związanego z rosyjską polityką na Kaukazie i kosztów rozwijania kooperacji gospodarczej (w tym gazowej) z FR czy wagi jej współpracy z Iranem. Brak wiążących efektów rozmów pomiędzy przywódcami świadczy o znacznych rozbieżnościach między oboma państwami. Silne napięcia angażujące kluczowych dla Baku partnerów (m.in. uwikłanie Turcji i Izraela w konflikt w Gazie, kryzys polityczny w Gruzji, problemy samej Rosji) pozwalają zakładać, że przebierze ono postawę ostrożną i wyczekującą, w tym zdecyduje się na neutralizowanie zagrożeń i kapitalizowanie relacji z Moskwą. Ze strony Rosji również należy spodziewać się dalszego konsekwentnego testowania pól współdziałania z Azerbejdżanem pod kątem potencjalnych zysków (m.in. gospodarczych) oraz punktowania i rozgrywania problemów regionalnych, przed którymi stoi Baku.

osw.waw.pl


Działania rosyjskie w Donbasie nabrały przyspieszenia i w ciągu niespełna tygodnia wojska agresora znacząco zmniejszyły dystans dzielący je od Pokrowska, będącego głównym celem natarcia. Od pozycji rosyjskich w rejonie miejscowości Krasnyj Jar i Krutyj Jar do tego miasta pozostaje niespełna 10 km, a do sąsiadującego z nim Myrnohradu – 4 km. Nacierając na szerokim froncie, wyszły też na wschodnie obrzeża Sełydowego, od którego dzielą je 2 km. Władze centralne i lokalne zaapelowały do mieszkańców tych miast o natychmiastową ewakuację (w największym Pokrowsku pozostało ich 59 tys.), nie wykluczyły przy tym nadania jej w najbliższych dniach charakteru przymusowego (lokalne MSW szacuje, że na ewakuację pozostały najwyżej dwa tygodnie). Na kierunku Pokrowska pod kontrolę rosyjską przeszło kolejnych osiem miejscowości, a znajdujące się pod groźbą odcięcia siły ukraińskie wycofały się z ostatnich pozycji na wschód od Zbiornika Karliwskiego.

Siły ukraińskie stanęły w obliczu konieczności bezpośredniej obrony głównego pozostającego pod ich kontrolą węzła komunikacyjnego w Donbasie. Połączenia kolejowe i drogowe uczyniły z Pokrowska hub, przez który redystrybuowane są dostawy do wszystkich głównych rejonów działań w Donbasie, od Wełykiej Nowosiłki do Siewierska. Utrata bądź zablokowanie tego miasta sprawi, że wojska ukraińskie w południowo-zachodniej i północnej części obwodu będą musiały być zaopatrywane trasami okrężnymi z różnych kierunków (w przypadku zgrupowania północnego z centrum w Słowiańsku i Kramatorsku przez obwód charkowski, a południowego – drogami lokalnymi z obwodu dniepropetrowskiego). Lokalnym węzłem komunikacyjnym jest także leżące 12 km na południe od Pokrowska Sełydowe, którego zajęcie otworzyłoby przed Rosjanami możliwość odcięcia sił ukraińskich operujących na zachód od Doniecka.

Siły rosyjskie zajęły Nju-Jork i kierują się dalej na północ, co grozi oskrzydleniem Torećka od południowego zachodu. Rosjanie zajęli również kolejne pozycje na wschodnich obrzeżach Torećka od strony zajętego wcześniej Zaliznego i Piwnicznego, którego północno-zachodnia część pozostaje pod kontrolą ukraińską. Dochodzą sprzeczne informacje o działaniach rosyjskich w samym Torećku, do którego – według części źródeł – Rosjanie próbowali wkroczyć od wschodu jednocześnie trzema głównymi drogami. Zagrożone odcięciem jednostki ukraińskie wycofały się z worka pomiędzy Nju-Jorkiem a Zaliznem, opuszczając ostatni w tym rejonie odcinek linii obrony ustanowionej w 2014 r. Nieznaczne postępy Rosjanie poczynili też na pozostałych kierunkach w Donbasie (z wyjątkiem względnie spokojnego rejonu Wełykiej Nowosiłki), a także w obwodach ługańskim i charkowskim.

osw.waw.pl