wtorek, 20 sierpnia 2024



GEN. PAUL NAKASONE: Czwarty lutego, oglądam Olimpiadę, obserwuję spotkanie Prezydenta Putina i Prezydenta Xi w Pekinie. Myślę sobie: "Ciekawe, czy prezydent Putin zdradzi mu sekret, że zamierza dokonać inwazji na Ukrainę?". Oczywiście dziś wiemy, że Chińczycy twierdzą, że nic tam o tym nie mówiono — moja myśl jest taka: "Ciekawe, jak dobra jest to naprawdę przyjaźń?".

AMB. JOHN SULLIVAN: W tygodniu od poniedziałku 7 lutego, od wczesnego rana do późnego wieczora, odbyła się seria spotkań Komitetu Deputowanych, Komitetu Dyrektorów. Na szczeblu zastępców skupiono się bardziej specjalistycznie na naszych ambasadach w Kijowie i Moskwie — ich bezpieczeństwie, operacjach i tak dalej. Trzeba na to nałożyć zbliżającą się wojnę z faktem, że już teraz byliśmy pomniejszoną misją w Rosji, z niedoborem personelu z powodu tak zwanej wojny wizowej, która trwała od lat.

(...)

LIZ TRUSS: 10 lutego pojechałam do Moskwy. Rozmawialiśmy o tym z naszymi sojusznikami — że wszyscy spróbujemy odwiedzić Moskwę i zrobić wszystko, co w naszej mocy, by spróbować przekazać wiadomość, że nie będzie zgody na żadną inwazję na Ukrainę, że Rosja będzie postrzegana jako parias, będzie izolowana, będzie izolowana dyplomatycznie, zostanie objęta sankcjami. Moja wizyta była częścią tego ogólnego celu, aby przekazać to przesłanie, które nie zostało usłyszane.

Nadal istnieją znaki zapytania, do jakiego stopnia Ławrow należy do wewnętrznego kręgu w Rosji, a do jakiego nie, ale w tym momencie wszyscy uznaliśmy, że warto zrobić wszystko, co w naszej mocy, ponieważ cena za zaniechanie tego jest tak wysoka. Spotkałam się z Ławrowem już wcześniej, dwukrotnie, znałam rodzaj propagandy, która wychodzi z każdego spotkania z nim.

To była moja pierwsza wizyta w Moskwie i to, co mnie naprawdę uderzyło, to fakt, że w porównaniu z Kijowem, który odwiedziłam niedługo potem, w Moskwie panował zwyczajny porządek. Nie wiedziałby pan, że cokolwiek się dzieje. Ministerstwo Spraw Zagranicznych również. Ławrow całkowicie zaprzeczył, że były jakiekolwiek plany. To były zwykłe słowa o tym, że "bezpieczeństwo Rosji jest zagrożone", które słyszałam już wiele razy. Zwykła normalność była dziwna, biorąc pod uwagę okoliczności. To było surrealistyczne.

(...)

JAKE SULLIVAN: Cała nasza strategia, jeśli chodzi o podejście publiczne, polegała na tym, by upewnić się, że [Rosjanie] nas nie wyprzedzą. Rozmawialiśmy z prezydentem i jego gabinet bezpieczeństwa narodowego zgodził się, że powinienem wyjść i powiedzieć: "Uważamy, że to się dzieje i to bardzo szybko". Zdecydowanie nie chcieliśmy, by doszło do sytuacji, w której spędzimy dwa miesiące na przygotowywaniu gruntu pod to, co może się wydarzyć, a potem zostaniemy zaskoczeni, gdy zaczną jechać czołgi.

EMILY HORNE: Zdecydowaliśmy, że Jake wyjdzie do dziennikarzy z rzeczniczką Białego Domu Jen [Psaki] następnego dnia i zrobi kilka rzeczy: Po pierwsze, miał bardzo, bardzo wyraźnie powiedzieć, że wszyscy Amerykanie lub osoby o podwójnym obywatelstwie w Ukrainie muszą natychmiast wyjechać i że kawaleria nie przyjdzie na ratunek Amerykanom po rozpoczęciu inwazji. To z pewnością była lekcja wyniesiona z Afganistanu: Nie można przesadzić z przekazem i trzeba to powiedzieć bardzo wyraźnie, nawet ryzykując wywołanie lekkiej paniki.

Ukraińcy nie byli zadowoleni z tego komunikatu, ale nie mieliśmy wyboru, biorąc pod uwagę to, co widzieliśmy. Nowe sformułowanie, które Jake użył na konferencji prasowej 11 lutego, brzmiało: "Znajdujemy się w oknie, w którym w każdej chwili może rozpocząć się inwazja".

(...)

GEN. PAUL NAKASONE: 11 lutego powołałem do życia naszą grupę zadaniową w NSA i Cyber Command, działającą 24 godziny na dobę, ponieważ wiedzieliśmy, że inwazja nadejdzie wkrótce.

DEREK CHOLLET: Prezydent zadzwonił do Putina, sekretarz do Ławrowa, prezydent do Żeleńskiego. Podjęto szereg działań mających na celu podjęcie ostatniej próby opóźnienia, a być może uniknięcia, tej nieuchronnej już wówczas inwazji. I rzeczywiście sprawy przesunęły się o mniej więcej tydzień.

GEN. MARK MILLEY: Wiem, że to była ogromna ilość dyplomacji. Sekretarz Austin, sekretarz Blinken, Jake Sullivan, ja, sam prezydent starali się odwieść Rosję od działania i ostrzec ją, że jeśli to zrobi, to będą konsekwencje.

DEREK CHOLLET: Były wielokrotne próby — nie tylko z naszej strony. Były inne kraje, Francuzi, Niemcy, inni angażowali Putina. Nikt nic nie osiągnął.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Dzwoniłem do mojego odpowiednika w Rosji kilka razy. Powiedział tylko, że przeprowadzają ćwiczenia. Rozmawiałem z nim dwa tygodnie przed inwazją i powiedziałem: "To straszny błąd strategiczny. Naraża Europę na niebezpieczeństwo. To oczywiście będzie miało tragiczne konsekwencje dla Ukrainy. Dla Rosji będzie to niezwykle krwawa sprawa. Popełnia pan ogromny błąd strategiczny." 

(...)

JOHN KIRBY: Od samego początku tej sprawy uzbroili energię, uzbroili żywność, ale próbowali również uzbroić informacje, a my byliśmy bardzo sprawni i bardzo zwinni w przestrzeni informacyjnej, próbując odebrać im tę możliwość.

DEREK CHOLLET: Myślę, że udało nam się wejść do głowy [Putina].

(...)

AMB. JOHN SULLIVAN: Było kilka przypadków, w których widzieliśmy potencjalną operację fałszywej flagi [czyli operację, w której napastnik udaje kogoś innego; najbardziej znaną tego typu operacją był atak Niemców przebranych za polskich żołnierzy na niemiecką stację radiową w Gliwicach w przededniu II wojny światowej] ze strony rządu rosyjskiego — kilka bomb samochodowych, które wybuchły przed siedzibami władz lokalnych w Donbasie. W więcej niż jednym przypadku z wyprzedzeniem ujawniliśmy, co będzie rosyjską prowokacją i być może wpłynęliśmy na brak jej sukcesu.

(...)

JAKE SULLIVAN: Myśl, że w Europie będzie wielka wojna lądowa, ze wszystkimi efektami, jakie to może wywołać, była dla mnie, dla całego zespołu, a zwłaszcza dla prezydenta, ogromnym ciężarem. Bardzo trudno było zasnąć.

(...)

JAKE SULLIVAN: Według analizy wywiadu Rosja bardzo szybko osiągnie znaczne korzyści w terenie. Kijów może szybko upaść. Nie chodziło tylko o presję związaną z rozpoczęciem wojny. To była presja, że Rosja brutalnie, bezwzględnie odniesie sukces. Wiele z naszych planów było planowaniem najgorszych scenariuszy, co zawsze psychologicznie stawia człowieka w trudnej sytuacji, ponieważ ciągle myśli się o najgorszych rzeczach, które mogą się wydarzyć.

GEN. MARK MILLEY: To bardzo duże siły konwencjonalne — 100 tys., 200 tys. lub więcej, rozmieszczone w wielu armiach polowych. Miały zaatakować na wielu drogach podejścia z Rosji do Ukrainy.

Zamierzali osiągnąć sukces w ciągu około sześciu tygodni. Uważamy, że właśnie to zamierzali zrobić — obalić rząd, zająć stolicę, zabić lub schwytać Zełenskiego w ciągu kilku dni, a następnie w ciągu około sześciu tygodni dotrzeć do Dniepru. Wszystko to przed Paradą Zwycięstwa w maju, żeby ogłosić zwycięstwo tzw. specjalnej operacji wojskowej.

Była to zakrojona na szeroką skalę inwazja konwencjonalna, w którą zaangażowano ogromną ilość sił operacji specjalnych i FSB [rosyjskiej tajnej policji, która dysponuje również siłami zbrojnymi], by wykonać specjalne misje w całej Ukrainie. Był też ciężki komponent powietrzny, rakiety itp., wojna elektroniczna i cybernetyczna — wszystko to razem złożyło się na tę inwazję na dużą skalę. Widzieliśmy, jak to wszystko się łączy.

(...)

MATTHEW MILLER: Myślę, że nie wiedzieliśmy wtedy — i być może do dziś nie wiemy — ile było rzeczywistego sceptycyzmu ze strony [Zełenskiego], a ile robienia dobrej miny, by nie dopuścić do rozpadu gospodarki i kryzysu uchodźczego. Sceptycyzm, że Ukraińcy nie robili wystarczająco dużo, aby przygotować się z wyprzedzeniem... Myślę, że pierwsze dni wojny obaliły ten pogląd.

GEN. MARK MILLEY: Ukraińcy pod sam koniec — prawdopodobnie około dwóch tygodni wcześniej — naprawdę zaczęli mobilizować swój kraj do walki. Weszli na pełne obroty. Wszyscy mężczyźni i wiele kobiet uczyli się używać broni, min, granatów ręcznych, materiałów wybuchowych i innych rzeczy. Nastąpiła również znaczna mobilizacja Ukraińców do wojska — rezerwistów — i nastąpiła zmiana rozmieszczenia sił ukraińskich w miejscach, w których miały się toczyć działania wojenne.

Zaczęła się duża ewakuacja ludności cywilnej z terenów, które miały być linią frontu, nastąpił prawdziwy wysyp działań dyplomatycznych, a także decyzje społeczności międzynarodowej — większość krajów wycofała swoje ambasady z Kijowa. To wielka, wielka decyzja. Kiedy zaczynają się dziać takie rzeczy, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że wojna jest coraz bliżej.

JAMES HOPE: Pod koniec stycznia zaczęliśmy ściągać rodziny pracowników. W tym tygodniu, 10 lutego, pojawiło się wiele naprawdę mocnych oświadczeń publicznych. 12 lutego rozpoczęliśmy tak zwany "zarządzony wyjazd", czyli zasadniczo wszyscy pracownicy, którzy nie są niezbędni, wyjechali, ewakuowali się. Przenieśliśmy się do Lwowa w zachodniej Ukrainie. Dwa lub trzy dni później ambasada została zamknięta, a reszta osób, które pozostały w Kijowie, przeniosła się do Lwowa i tam działaliśmy przez około tydzień. Potem ewakuowaliśmy się do południowo-wschodniej Polski na kilka dni przed 24 lutego. To był dość chaotyczny okres.

onet.pl/Politico


DALEEP SINGH: Zacząłem szkicować pakiet — zacząć wysoko, zostać wysoko. Zaczynamy na samym szczycie drabiny eskalacji i kontynuujemy eskalację nacisku z najszerszą koalicją, jaką możemy stworzyć.

(...)

DALEEP SINGH: Wiedziałem, że musimy wywołać ekonomiczny szok i przerażenie. To oznaczało nałożenie sankcji na największe rosyjskie banki i bank centralny. Wiedzieliśmy, że kolejną słabością Rosji jest brak dostępu do najnowocześniejszych technologii — półprzewodników, technologii kwantowych, biotechnologii i innych technologii niezbędnych Putinowi do modernizacji armii i utrzymania inwazji, ale także do dywersyfikacji źródeł wzrostu gospodarczego.

My i partnerzy z Zachodu kontrolujemy wyżyny najnowocześniejszych technologii, więc to był drugi warunek. Trzecim warunkiem było obniżenie z czasem statusu Rosji jako głównego dostawcy energii — to było trudne, ponieważ chcieliśmy zminimalizować jej dochody z eksportu energii, a jednocześnie utrzymać stałe dostawy ropy na świecie.

Czwarty był taki — patrzcie w 2014 r., gdy nie wygraliśmy narracji w Rosji — że tym razem zajmiemy fizyczne aktywa kleptokracji, jachty, wypasione samochody i luksusowe apartamenty. Nie dlatego, że myśleliśmy, że właściciele tych aktywów wpłyną na Putina, ale miało to być pokazanie zwykłym Rosjanom, że od bardzo dawna są okradani.

Ostatnim elementem było to, że metodycznie wyrzucimy Rosję z międzynarodowego porządku gospodarczego. Rosja korzystała z dobrodziejstw i przywilejów bycia pełnoprawnym członkiem Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zlikwidujmy te przywileje; zlikwidujmy jej status kredytobiorcy o klasie inwestycyjnej; zredukujmy ją do małej, odizolowanej gospodarki pariasów.

Chodziło o to, że każdy z tych pięciu elementów będzie się wzajemnie wzmacniał i z czasem będzie wywierał coraz większy wpływ, w połączeniu ze wszystkim innym, co robiliśmy.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Istnieją wskaźniki, które może pan określić jako zawodowy żołnierz, a które oddzielają rzeczywistość od ćwiczeń, pewne rzeczy robi się podczas ćwiczeń, których nie robi się w przypadku inwazji, a pewne rzeczy robi się podczas inwazji, których nie robi się podczas ćwiczeń — w dużej mierze jest to logistyka, szpitale, namioty, ewakuacja, krew, mobilizacja lekarzy i pielęgniarek oraz personelu medycznego, a także znaczne ilości amunicji i jej magazynowanie.

Jeżeli przeprowadza pan ćwiczenia i ma pan 200 tys. żołnierzy, to jest to bardzo kosztowne. To bardzo dużo pieniędzy. Przygotowują to we wrześniu, październiku, a potem nagle okazuje się, że w listopadzie ci ludzie nadal są w terenie? W grudniu pytasz więc: Co oni robią? Nikt nie ćwiczy tak długo, co to są więc za ćwiczenia?

(...)

VICEADM. FRANK WHITWORTH: Były nadal bardzo dobrze wyszkolone oczy, które widziały ćwiczenia, a inwazji nie widziały.

(...)

AMB. MICHAEL CARPENTER: Pomyśleliśmy: "OK, skoro jest kryzys bezpieczeństwa europejskiego, to porozmawiajmy o tym. Zidentyfikujmy rosyjskie obawy i zobaczmy, czy jest sposób, aby je rozwiązać za pomocą dyplomacji".

Polska objęła przewodnictwo w OBWE 1 stycznia 2022 r., więc natychmiast udałem się na wizytę do polskiego ministra spraw zagranicznych, by porozmawiać o aspekcie dyplomatycznym. Był bardzo otwarty, a następnie rozpoczął proces zwany Odnowionym Europejskim Dialogiem Bezpieczeństwa. Rosja w zasadzie odmówiła zaangażowania się i wtedy stało się jasne, że Kreml tak naprawdę od początku nie był zainteresowany dyplomacją. Był nastawiony na wojnę.

Wszystkie jego rzekome obawy — wszystko, co podawał do publicznej wiadomości — było tak naprawdę zasłoną dymną. Całkowicie odwrócili się od dyplomacji, którą proponowaliśmy na forum OBWE, dyplomacji, którą proponowano w imieniu NATO, a także dwustronnych rozmów z Rosjanami. Nie mieliśmy im nic do zaoferowania, bo oni nawet nie chcieli rozmawiać.

(...)

GEN. PAUL NAKASONE: W styczniu Agencja Bezpieczeństwa Narodowego wydaje zalecenia dotyczące bezpieczeństwa cybernetycznego na poziomie nieobjętym klauzulą tajności, by ostrzegać o tym, co widzimy od naszych partnerów na Ukrainie, a także dostarczać dalszych informacji o tym, czego możemy się spodziewać w Stanach Zjednoczonych. To jedna z rzeczy, o których cały czas myślę: "Jakie są nasze słabe punkty?". Współpracując z FBI i Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego zastanawiamy się, co przeciwnik, w tym przypadku Rosjanie, może nam zrobić? To była naprawdę ciężka praca. Takie rozmowy toczyły się każdego dnia.

ANNE NEUBERGER: Kluczowe agencje — Departament Energii, Ministerstwo Skarbu, Agencja Ochrony Środowiska — wszystkie zaprosiły swoich kluczowych partnerów z sektora prywatnego, a my przekazywaliśmy im niejawne informacje na temat zagrożeń, które widzieliśmy, i stale informowaliśmy ich o aktualnych wydarzeniach oraz naciskaliśmy, by robili więcej. Na przykład NERC, która jest regulacyjnym ramieniem Departamentu Energii, wydała komunikat dotyczący określonych praktyk i zażądała od firm odpowiedzi, co zrobiły.

BILL BURNS: Spotkałem się z Zełenskim w połowie stycznia, by przedstawić najnowsze informacje wywiadowcze, jakie posiadaliśmy na temat rosyjskich planów inwazji, która w tym momencie zaostrzyła się i miała nastąpić bezpośrednio po przekroczeniu granicy z Białorusią — w stosunkowo niewielkiej odległości od Kijowa — w celu zajęcia Kijowa, zlikwidowania reżimu i ustanowienia tam prorosyjskiego rządu. Z dużą ilością szczegółów, w tym na przykład o tym, że Rosja zamierza zająć lotnisko na północny zachód od Kijowa o nazwie Hostomel i wykorzystać je jako platformę do sprowadzenia sił, by przyspieszyć zajęcie Kijowa.

(...)

ANTONY BLINKEN: Widziałem się z ministrem spraw zagranicznych Ławrowem w Genewie pod koniec stycznia, 21, ponieważ byliśmy zdecydowani wyczerpać wszystkie dyplomatyczne możliwości. W Genewie było niesamowicie wietrznie — nigdy w życiu nie widziałem Jeziora Genewskiego bardziej wzburzonego, jak ocean, na którym panuje silny sztorm. Nawiązałem do tego i powiedziałem: "Wiesz, mamy obowiązek sprawdzić, czy możemy uspokoić morze — uspokoić jezioro". Ławrow w sposób nietypowy skupił się na swoich punktach, nie było zbyt wielu wypowiedzi, co nie jest u niego typowe.

Chciałem sprawdzić, czy istnieje jakiś ostateczny sposób na przełamanie się i zaproponowałem, abyśmy po spotkaniu spędzili trochę czasu sami z naszymi zespołami. Usiedliśmy na krzesłach w odległości około metra od siebie. Zapytałem go: "Proszę mi powiedzieć, co pan próbuje zrobić? Co tu się właściwie dzieje? Czy naprawdę chodzi o pana rzekome obawy o bezpieczeństwo? Czy też chodzi o coś teologicznego, czyli o przekonanie Putina, że Ukraina nie jest niepodległym państwem i musi zostać podporządkowana Rosji? Jeśli chodzi o to pierwsze, jeśli rzeczywiście z pana perspektywy chodzi o obawy o bezpieczeństwo Rosji, to jesteśmy winni spróbować porozmawiać o nich i o naszych własnych głębokich obawach o bezpieczeństwo w związku z tym, co robi Rosja, ponieważ musimy zapobiec wojnie. Ale jeśli chodzi o to drugie, jeśli chodzi o ten głęboko błędny pogląd, że Ukraina nie jest samodzielnym krajem, a pan jest zdecydowany podporządkować ją Rosji, to cóż, nie ma o czym rozmawiać." Nie mógł lub nie chciał udzielić mi prostej odpowiedzi.

(...)

MATTHEW MILLER, specjalny doradca, Rada Bezpieczeństwa Narodowego, Biały Dom: Zostałem zatrudniony pod koniec stycznia, by pomóc w zarządzaniu koncentracją prac rządu na Ukrainie. Pamiętam pierwszy telefon, jaki otrzymałem. Yohannes Abraham — szef sztabu Rady Bezpieczeństwa Narodowego — powiedział: "Proszę posłuchać, nie mogę nic zdradzić i nie mogę ujawnić danych wywiadowczych USA, ale wszystko, co przeczytacie w prasie, naszym zdaniem wydarzy się lada dzień". Moim zadaniem było koordynowanie komunikacji i stosunków z władzami ustawodawczymi w tej jednej sprawie — zdając sobie sprawę, że rząd to duże miejsce, wielu ludzi, a jednym z najtrudniejszych wyzwań w przypadku tak dużego, szybko postępującego kryzysu jest to, że jedna ręka wie, co robi druga. Była świadomość, że sprawy wejdą na zupełnie inny poziom.

(...)

LIZ TRUSS: Logika groźby nałożenia sankcji i ich wprowadzenia w momencie inwazji była taka, że był to środek odstraszający. A jeśli już się nałożyło sankcje, to co to za środek odstraszający? Myślę, że gdy spojrzy się wstecz, to właśnie brak znaczących działań w 2014 r. — lub wcześniej — był problemem. Prawdopodobnie jesienią 2021 r. mogło być już za późno.

(...)

EMILY HORNE: Były rzeczy, które widzieliśmy w danych wywiadowczych, które różniły się od tych z kwietnia, a które były bardzo niepokojące. Jedną z nich, o której zaczęliśmy mówić publicznie w połowie stycznia, było to, że Rosjanie budowali szpitale polowe; sprowadzali na granicę zapasy krwi. To nie są działania, które podejmuje się w ramach ćwiczeń. Widzieliśmy, że siły podchodzą do granicy, budują tymczasową infrastrukturę — jak baraki i drogi — a następnie wycofują się. To były ruchy przygotowawcze, które sygnalizowały, że to nie są ćwiczenia.

LAURA COOPER: 24 stycznia 8500 amerykańskich wojskowych zostało postawionych w stan podwyższonej gotowości, a następnie, od 2 lutego, rozmieszczaliśmy siły w Niemczech, w Polsce. 2 lutego przenieśliśmy szwadron Strykerów z Niemiec do Rumunii, a 12 lutego wysłaliśmy do Polski dodatkowe 3000 osób. W trakcie rozmieszczania tych sił, a także w okresie poprzedzającym te rozmieszczenia, prowadziliśmy bardzo intensywną dyplomację z naszymi sojusznikami — rozmawialiśmy z naszymi sojusznikami ze wschodniej flanki, aby upewnić się, że rozumieją oni, iż traktujemy zobowiązanie wynikające z Artykułu 5 dotyczące ich bezpieczeństwa jako święte.

onet.pl/Politico

poniedziałek, 19 sierpnia 2024



Armin Papperger, dyrektor zarządzający Rheinmetall AG, powiedział o wynikach firmy: „Supercykl wyraźnie przyspiesza. Tylko w drugim kwartale 2024 r. nasza sprzedaż wzrosła o około 50 procent, a nasz wynik wzrósł ponad dwukrotnie. Pozytywne efekty marży znacznie zwiększają naszą rentowność. Dzięki pozytywnemu rozwojowi we wszystkich obszarach jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia naszych rocznych celów”.


Papperger przyznał, że to co się obecnie dzieje na rynku broni w Europie jest wyjątkowe.

„Nigdy nie widzieliśmy takiego wzrostu. Oczekujemy również rocznego wzrostu sprzedaży o około dwa miliardy euro w nadchodzących latach. Ten bardzo pozytywny rozwój jest możliwy tylko dlatego, że wcześniej zainwestowaliśmy i realizujemy plan strategiczny od 2014 r czyli od momentu kiedy Krym został zaatakowany (przez Rosję - red). Znacząco zwiększyliśmy moce produkcyjne, dokonaliśmy przejęć, a teraz dodatkowo budujemy nowe zakłady w takich krajach jak Litwa, Węgry, Rumunia i Ukraina. Przyszłościowe partnerstwa na kluczowych rynkach również przybliżają nas do naszego celu, jakim jest zostanie światowym liderem przemysłu obronnego” – dodał Papperger.

rp.pl


— To wielki problem dla Rosji, Putina, establishmentu Kremla i dla całej armii, która nie ma rezerw zdolnych do walki manewrowej z tak walczącymi siłami zbrojnymi Ukrainy. To nie jest już okop, do którego można wsadzić kogokolwiek, ale trzeba mieć już wojsko, które ma świadomość taktyczną i potrafi walczyć w nieprzygotowanym terenie z pojawiającymi się zagrożeniami — zaznacza ppłk rez. Korowaj, przypominając, że bój spotkaniowy i bój manewrowy należą do najwyższej klasy sztuki rzemiosła wojskowego i trzeba się do niego odpowiednio przygotować pod względem dowódczym, ale też logistycznym, by odpowiednio manewrować siłami.

— To jest skomplikowany proces, do którego jak widzimy, Ukraińcy są dobrze przygotowani, który realizują od prawie dwóch tygodni z powodzeniem. Rosjanie muszą rzucać tam, co popadnie, budując doraźne linie obrony, by Ukraińcy nie przeciekali im przez palce. Nie mają pomysłu na obronę, podczas gdy Ukraińcy nie atakują silnych elementów, ale je objeżdżają i szukają słabszych punktów, a te mocniejsze zostawiają wyspecjalizowanym jednostkom – zaznacza ppłk rez. Korowaj.

Zdaniem eksperta kluczowe w zdobywaniu przez Ukrainę przewagi nad Rosją są możliwości walki elektronicznej. —Nie ma zbyt dużo filmów pokazujących niszczenie ukraińskiej artylerii, bo jest ona pod bardzo dużym parasolem obrony radio-elektronicznej, która uniemożliwia ataki ze strony rosyjskich dronów — wyjaśnia ekspert i wskazuje na statystyki. Ukraina może pochwalić się ok. 1000 przelotów dronami na dobę, podczas gdy Rosjanie między 300 a 500. Dzięki temu to Ukraińcy mają lepszy widok (online) i mogą szybciej reagować, dokąd wysłać swoje siły.

(...)

— Rosja chce ściągnąć jak najwięcej jednostek, by zbudować punkty oporu i kupić sobie trochę czasu, by wzmocnić się na pozycjach. Walczą z czasem, co odbywa się także kosztem jeńców, którzy zbierają Ukraińcy. Czas i środki tracą także, natrafiając i atakując ukraińskie himarsy lub elementy obrony przeciwlotniczej, które okazują się być stworzonymi przez Ukraińców makietami. Ona mają za zadanie zespamować rosyjskie rozpoznanie. Z tej perspektywy nie wygląda to dla armii rosyjskiej najlepiej – zaznacza ekspert, dodaje przy tym, że jest jednak jedno "ale".

— Zauważyłem, że we wschodniej części wyłomu w obwodzie kurskim będą prawdopodobnie przemieszały się elementy rosyjskiej 47 dywizji pancernej z 1. Armii Pancernej. Ona bardziej nadaje się na atakowanie niż na obronę, bo ma więcej czołgów niż piechoty, więc do tej pory stała w oddali w pogotowiu. Czołgi są jeszcze na tyłach, ale prawdopodobnie Rosjanie użyli już tej 47. dywizji pancernej, by ruszyć z kierunku Biełaja i Sudży — mówi Onetowi ppłk rez. Korowaj, kreśląc linię przemieszczania się dywizji od miejscowości Sudża w kierunku południowo-wschodnim wzdłuż rzeki Psel aż do Biełaja.

— Prawdopodobnie Rosjanie będą chcieli wykonać uderzenie na osi Biełaja-Sudża. Jedno ramię uderzenia będzie szło na północ od rzeki, a drugie na południe od rzeki. W ten sposób chcą zwinąć ukraińskie uderzenie, dojść do Sudży i przejąć kontrolę nad drogą Sudża-Kursk. Jeśli tę drogę będą kontrolować, ukraińska ofensywa będzie zakończona. W ciągu najbliższych dni przekonamy się, czy Rosjanie będą w stanie to zrobić — zaznacza ekspert.

Dodaje, że marsz Rosjan w kierunku miejscowości Sudża będzie długi, a jeśli towarzyszyć mu będzie ostrzał ukraińskich dronów i himarsów, zakończy się tragicznie. Dlatego Rosji zależy, by jak najbardziej osłabić te elementy ukraińskiej ofensywy. — Stąd od kilku dni obserwujemy, jak rosyjskie lotnictwo niszczy ukraińskie środki rażenia przeciwlotniczego czy himarsy, uderzając w okolicę miejscowości Sumy.

onet.pl

niedziela, 18 sierpnia 2024



Z powodu niedoborów kadrowych rosyjskie dowództwo wojskowe wysłało żołnierzy z Sił Powietrzno-Kosmicznych do obrony obwodu kurskiego zaatakowanego przez wojska ukraińskie — poinformował w niedzielę portal Ważnije Istorii.

"Do obrony obwodu kurskiego wysłano siły powietrzne, z których utworzono oddział strzelców zmotoryzowanych. Żołnierzy tych ściągnięto m.in. z oddziałów ciężkich bombowców i stacji mających ostrzegać w przypadku ataku nuklearnego" - napisali rosyjscy dziennikarze śledczy.

Pułk strzelców zmotoryzowanych utworzono w maju lub czerwcu jako grupę osłony granicznej. W skład jednostki weszli inżynierowie, mechanicy, pracownicy punktów radiolokacyjnych i kilku oficerów załogi lotniczej — podał rosyjski portal.

W tekście podkreślono, że oddział poniósł już straty osobowe w trakcie walk z Ukraińcami na terenie Rosji.

onet.pl

sobota, 17 sierpnia 2024



W marcu 2024 r. po raz kolejny odwiedziłem moje dawne miejsce zamieszkania — Szanghaj. Nie poznałem tego niegdyś tak dynamicznego i kosmopolitycznego miasta. Międzynarodowe lotnisko Pudong było opustoszałe, mimo że zostało otwarte 1 października 1999 r. jako prestiżowy budynek z okazji 50. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej. Puste były również promenady i centra handlowe.

Powrót Xi do ideologii komunistycznej uderzył w gospodarkę tak samo mocno, jak ekstremalny lockdown podczas koronawirusa. Renmin Guangchang — "Plac Ludowy" w sercu miasta — również był pusty. W strefach dla pieszych co sto metrów stał policjant, migający czerwono-niebieski radiowóz, a nawet cały policyjny autobus. Wszędzie były kamery monitorujące — czasami po pięć w jednym miejscu. Żaden kąt nie pozostawał poza kontrolą.

Dawniej tak rozmowni taksówkarze podczas podróży milczeli lub zdawkowo odpowiadali na niewinne pytania dotyczące polityki i gospodarki. — Nie wolno nam rozmawiać o decyzjach centralnego kierownictwa — powiedział mi jeden. — Policja, policja, wszędzie policja — dodał drugi. — Nawet jeśli nic nie robią, tworzy to atmosferę strachu.

Partia obawia się wszelkich zgromadzeń ludzi. Nawet altanki dające cień, które są szczególnie popularne wśród osób starszych, są obecnie w wielu miejscach zakazane. — Niedawno poszedłem na Plac Ludowy z grupą wycieczkową i zatrzymała nas policja. Powiedzieli, że to demonstracja, tylko dlatego, że niosłem flagę, aby turyści mogli mnie zobaczyć — powiedział przewodnik.

onet.pl/Die Welt

piątek, 16 sierpnia 2024



Ukraiński żołnierz walczący w rejonie Pokrowska powiedział 15 sierpnia, że siły rosyjskie mają przewagę piechoty 10 do 1 na tym obszarze i przeprowadzają ataki piechoty od wschodu do zachodu każdego dnia. Inny ukraiński żołnierz stwierdził, że siły rosyjskie znajdują się mniej niż sześć kilometrów od Sełydowe, które znajduje się na południowy wschód od Pokrowska, co jest zgodne z oceną ISW dotyczącą rosyjskich postępów na tym obszarze.

Władze ukraińskie przyspieszają ewakuację Pokrowska we wschodniej Ukrainie, do którego "w szybkim tempie" zbliżają się Rosjanie — podała w piątek agencja AP.

Geolokalizacja z 14 i 15 sierpnia wskazywała, że siły rosyjskie posunęły się naprzód w Grodiwce na wschód od Pokrowska, Mykołajiwce na południowy wschód od Pokrowska, prawdopodobnie zajęły też miejscowości Żełanne i Orliwkę. Rosyjskie źródła twierdziły, że siły rosyjskie posunęły się naprzód w pobliżu i w obrębie Żurawki, które znajduje się południowy wschód od Pokrowska.

onet.pl


Rosja nie zwróci się do sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) w obliczu zajęcia przez Ukrainę terytoriów w obwodzie kurskim, ponieważ to godziłoby w jej wizerunek i świadczyło o przyznaniu się Władimira Putina do słabości — pisze portal Radia Swoboda.

Portal cytuje wypowiedź Konstantina Zatulina, deputowanego do Dumy Państwowej i pierwszy zastępca przewodniczącego Komitetu Dumy ds. Wspólnoty Niepodległych Państw, Integracji Euroazjatyckiej i Stosunków z Rodakami, który powiedział, że Rosja nie ma zamiaru zwracać się o pomoc do ODKB. — Byłoby dziwne, gdyby Rosja, która jest głównym krajem w ODKB prosiła kogoś o pomoc na swoim terytorium. Kogo zamierzacie sprowadzić, by pomógł Rosji w obwodzie kurskim? Kazachów? A może Ormian? (...) Proszę nie zadawać głupich pytań — powiedział Zatulin, odpowiadając na pytania dziennikarzy o możliwość zwrócenia się o pomoc do ODKB.

Kazachski analityk polityczny Dimasz Ałżanow powiedział, że Moskwa wie, że członkowie ODKB nie udzielą jej pomocy, a słowami deputowanego Zatulina Dumy Kreml wysyła wiadomość, że nie ma zamiaru zwracać się do sojuszu o pomoc. — Putin rozpoczął tę wojnę  i wie, że członkowie ODKB go nie poprą. Zwrócenie się o pomoc i odmowa jej otrzymania byłoby dla niego druzgocące (...) Państwa ODKB nie biorą udziału w tej wojnie. Nawet dla Białorusi taka decyzja niesie poważne ryzyko dla przetrwania reżimu, nie wspominając o Kazachstanie i innych krajach Azji Centralnej. Udział sił ODKB jest możliwy jedynie w charakterze misji pokojowej po zawieszeniu broni i odpowiedniej decyzji ONZ — powiedział Ałżanow.

onet.pl

czwartek, 15 sierpnia 2024



Rosja dostosowuje się, jeśli ma na to czas. Rosja nie zmienia się jednak szybko, częściowo ze względu na awersję Putina do ryzyka. Adaptacja zajęła Putinowi miesiące po nieudanej trzydniowej inwazji w 2022 r. Kontynuował realizację swoich maksymalistycznych celów na Ukrainie przy użyciu niewystarczającej siły i zarządził mobilizację dopiero po rozgromieniu sił rosyjskich z obwodu charkowskiego we wrześniu 2022 r. Zajęło Putinowi rok, zanim zaczął wprowadzać rosyjską gospodarkę w stan pełnej wojny. Podobnie Kreml z opóźnieniem zareagował na ofensywę na kierunku kurskim. (...)

Jego najodważniejsze posunięcia wynikały z przemyślanych przygotowań, które Zachód często ignorował lub przeoczał. Dekada rosyjskich działań informacyjnych na Ukrainie poprzedziła hybrydową operację Kremla na wschodniej Ukrainie w 2014 roku. Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę na pełną skalę dopiero po ponownym umocnieniu władzy przez Putina zmianami w konstytucji w 2020 r. i normalizacji obecności wojskowej Rosji na Białorusi w 2021 r., o którą Kreml zabiegał od lat. Podejmując kluczowe decyzje wojskowe, Putin wykazał się wyrachowanym podejściem i często niechęcią do ryzyka. Zamiast uznać potrzebę powszechnej mobilizacji Putin zadeklarował mniejszą, mniej kosztowną politycznie częściową mobilizację we wrześniu 2022 roku. Decyzja ta ostatecznie doprowadziła do tego, że Putin podciął potencjał mobilizacyjny Rosji.

Putin stawał w obliczu prawdziwego ryzyka w chwilach, gdy stawiał czoła ciągłej presji. Sukcesy ukraińskiego pola walki jesienią 2022 roku wywołały histerię w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, gdyż militarne upokorzenie kontrastowało z próbą Putina kreowania obrazu „wielkiej Rosji”. Kolejne wstrząsy związane z wycofywaniem się Rosji z obwodu charkowskiego i chersońskiego doprowadziły do ​​podziałów w nacjonalistycznej bazie Putina i położyły podwaliny pod spór pomiędzy nieżyjącym już finansistą PMC Wagnera Jewgienijem Prigożynem a rosyjskim establishmentem wojskowym, który ostatecznie doprowadził do buntu Prigożyna w 2023 roku. Szok wywołany tymi porażkami skłonił także Putina do podjęcia znaczących zmian retorycznych, przedstawiając wojnę Rosji na Ukrainie jako przedłużającą się wojnę przeciwko NATO i Zachodowi, a nie Ukrainie.

Gdyby Zachód pośpieszył z pomocą wojskową dla Ukrainy i planował kolejne operacje po klęsce Rosji w bitwie pod Kijowem wiosną 2022 roku lub nawet po kulminacji rosyjskiej ofensywy w Siewierodoniecku latem 2022 roku, Ukraina byłaby bliżej trwałego pokoju niż obecnie.

Wręcz przeciwnie, zachodni inkrementalizm w zapewnianiu pomocy wojskowej zakłócił dynamikę pola bitwy Ukrainy i zapewnił Rosji potrójną przewagę: szansę dla sił rosyjskich na dogłębne zbudowanie swojej obrony, co monumentalnie skomplikowało ukraińską kontrofensywę 2023 /na Zaporożu - red./; szansa dla Kremla na przejęcie narracji na arenie międzynarodowej; oraz zmniejszenie presji wewnętrznej na Putina.

Inkrementalizm Stanów Zjednoczonych i chęć telegrafowania swoich decyzji zmniejszyły skuteczność amerykańskiej polityki.  Opóźnienia w podejmowaniu decyzji przez USA dały Rosji czas na opracowanie środków zaradczych wobec zdolności USA. Rosja wykorzystuje zakłócanie EW i GPS, aby zmniejszyć skuteczność amerykańskich naziemnych systemów dalekiego zasięgu. Wysyłanie wiadomości przez Stany Zjednoczone na temat wewnętrznych debat o ograniczeniach nałożonych na Ukrainę na użycie amerykańskiej broni, daje Kremlowi czas na odizolowanie Rosji od szkód. Rosja przeniosła zasoby powietrzne znajdujące się w zasięgu ATACMS do baz lotniczych położonych dalej od Ukrainy, aby chronić je przed potencjalną zmianą polityki USA wobec Ukrainy. Szok wywołany wykorzystaniem przez Ukrainę nowych zdolności będzie prawdopodobnie miał większe skutki, jeśli Zachód przestanie ogłaszać lub ujawniać swoje decyzje dotyczące dostarczenia Ukrainie zaawansowanych zdolności, ponieważ rosyjska armia powoli zmienia swoje stanowisko w obliczu nowych zagrożeń.

Rosja jest zależna od woli innych bardziej, niż wielu ludzi zdaje sobie sprawę. W dużej mierze zdolność Rosji do podtrzymania wojny na Ukrainie nie jest wrodzona i dlatego jest bezbronna. Kreml zdobył część swoich możliwości siłą, manipulacją lub eksploatacją zachodnich zasobów i sanktuariów. Rosja jest uzależniona od bazy na Białorusi, aby zaatakować Ukrainę od północy. Rosja jest uzależniona od zagranicznych szlaków handlowych i pośredników w przemycaniu towarów objętych sankcjami. Rosja jest zależna od zagranicznych maszyn i komponentów do produkcji zaawansowanej broni. Rosja jest zależna od Korei Północnej i Iranu, jeśli chodzi o kompensowanie niedoborów materiałowych. Rosja jest zależna od „flot cieni”, jeśli chodzi o transport energii. Rosja jest zależna od zachodnich mediów, jeśli chodzi o rozpowszechnianie fałszywych narracji. Rosja jest zależna od ciągłej woli Stanów Zjednoczonych, aby zapewnić Rosji bezpieczną przestrzeń, z której może bezkarnie uderzyć Ukrainę – bez odwetu Ukrainy za pomocą systemów dalekiego zasięgu dostarczonych przez USA. Kreml jest uzależniony od dalszego wyboru Zachodu, aby nie wydalać kremlowskich agentów wpływów i dochodów, takich jak rosyjski państwowy operator nuklearny Rosatom.

Przede wszystkim Kremlowi zależy na akceptacji przez Zachód sfabrykowanych przez Rosję twierdzeń na temat rzeczywistości, które często powodują, że Zachód wyciąga wnioski, które służą interesom Rosji, a nie naszym. Kluczowymi przykładami są fałszywe twierdzenia, że Rosja ma prawo do samodzielnie określonej strefy wpływów, a zatem prawo do robienia, co chce z osobami znajdującymi się w tej strefie – łącznie z inwazją – bez żadnych konsekwencji. Innym przykładem jest fałszywe twierdzenie, że jakiekolwiek zapewnienie Ukrainie zaawansowanego potencjału wojskowego stanowi czerwoną linię, która doprowadzi do eskalacji nuklearnej, w związku z czym Stany Zjednoczone powinny de facto przyznać weto jakiemukolwiek mocarstwu nuklearnemu w sprawie amerykańskiej polityki bezpieczeństwa narodowego. Strategia Kremla na Ukrainie w nieproporcjonalnym stopniu zależy od akceptacji tych założeń przez Zachód, co czyni Rosję podatną na zmiany w zachodnim postrzeganiu. Zależności rosyjskie dają Zachodowi możliwości wykorzystania lub zlikwidowania zdolności Rosji do kontynuowania wojny z Ukrainą.

Rosja nie może z dnia na dzień wysysać potencjału od innych. Zabezpieczenie zdolności za pomocą manipulacji lub siły oraz przekształcenie partnerstw w potencjał wymaga czasu. Zmuszenie Białorusi do tego, aby stała się de facto rosyjską bazą wojskową, zajęło Putinowi co najmniej sześć lat. Rozpoczęcie wspólnej produkcji UAV z Iranem w Tatarstanie zajęło Rosji miesiące. Rosja jest bezbronna wobec przeciwnika, który jest w stanie przewidzieć i zakłócić działania Kremla, zanim Kreml będzie w stanie przekształcić je w potencjał wojenny.

(...)

Wiele relacji Rosji nie ma trwałych fundamentów i może się rozpaść, jeśli „partnerzy” dostrzegą stratę Rosji. Wykazanie, że zwycięstwo Rosji nie jest nieuniknione, będzie miało złożony wpływ na zdolność Rosji do kontynuowania wojny. Chiny wspierają Rosję w tej wojnie, ale nie zapewniły Rosji otwarcie pomocy wojskowej. Chiny zachowują się w sposób wyważony, który prawdopodobnie nie poprze mocno propozycji, która może przegrywać. Kreml alienuje nawet swoich bliskich partnerów. Kremlowscy propagandyści i urzędnicy grożą Armenii i Kazachstanowi, jeśli którekolwiek z nich odwróci się od Rosji. Armenia dystansuje się od Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym pod przywództwem Rosji (OUBZ), ponieważ Rosja okazała się nierzetelnym partnerem, gdy nie udało jej się obronić Armenii przed atakiem Azerbejdżanu w 2023 r. Zagrożone są także rosyjskie partnerstwa o charakterze czysto transakcyjnym. Zdolność Rosji do zapewnienia wartości, takiej jak niezawodny eksport sprzętu wojskowego, będzie jeszcze bardziej spadać, jeśli Zachód szybciej wyczerpie rosyjski potencjał. Pomoc Rosji w szybszej przegranej na Ukrainie prawdopodobnie przyspieszy proces dystansowania się innych państw od Kremla.

(...)

Kreml podważa przyszłe zdolności Rosji.  (...) Rosja spala znaczną część swojego sprzętu w pogoni za ograniczonymi korzyściami taktycznymi. Rosyjska baza przemysłowa obronna (DIB) i wsparcie „partnerskie” mogą prawdopodobnie wesprzeć rosyjską strategię stopniowego zdobywania pola bitwy w perspektywie krótkoterminowej. Jednakże zdolność rosyjskiego DIB do konsekwentnego wspierania obecnego tempa działań Rosji lub do pełnego wykorzystania rosyjskich rezerw siły roboczej nie jest oczywista. Polityka Kremla podważa podstawy rosyjskiej produkcji obronnej, w tym stabilność makroekonomiczną i siłę roboczą. Z drugiej strony Zachód może zwiększyć swój wielki, ukryty potencjał wsparcia Ukrainy. Perspektywa trwałego wsparcia USA dla Ukrainy, obejmującego zwiększenie amerykańskiej produkcji obronnej i pomoc Ukrainie w odzyskaniu inicjatywy na polu bitwy, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla strategii stopniowych zysków Putina. (...)

Kontrola Putina nad Rosją jest silna, ale opiera się na słabościach i sprzecznych strukturach. Putin od lat jednoczy rosyjskie społeczeństwo i swój reżim wokół tych, którzy chcą podporządkować się jego programowi. Putin jest w coraz większym stopniu zależny od tych, którzy wspierają jego reżim i wojnę (rosyjscy nacjonaliści), tych, którzy chcą walczyć z Ukrainą z powodów ideologicznych, finansowych lub innych (mobilizowalna siła Rosji) i tych, którzy chcą chronić reżim (aparat represji Kremla). Nieudany bunt Prigożyna w 2023 r. i ofensywa Kurska na Ukrainie w 2024 r. obnażyły ​​słabości rosyjskiego bezpieczeństwa wewnętrznego. Inwazja Rosji na Ukrainę również wprowadziła nowe podziały i pogłębiła stare podziały. Wzmocnienie pozycji ksenofobicznych ultranacjonalistów w połączeniu z ukierunkowaniem Kremla na nieetnicznych Rosjan w celu mobilizacji zaostrza napięcia etniczne w Rosji. Rosnący ultranacjonalizm – którego Putin potrzebuje, aby podtrzymać wojnę – jak na ironię stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zasadniczo imperialnych sposobów rządzenia Rosją przez Putina poprzez jego wieloletnie wysiłki mające na celu przedstawienie Rosji (nawet jeśli fałszywie) jako inkluzywnej, wieloetnicznej i wielowyznaniowej federacji. Brutalność powracających żołnierzy rosyjskich, z których wielu to skazani przestępcy, powoduje napięcia w społeczeństwie rosyjskim w postaci powtarzających się przypadków przemocy żołnierzy wobec ludności cywilnej, a nawet przemocy cywilnej wobec powracających żołnierzy.

Strategia Putina – jak dotąd skuteczna – polega na kontrolowanej akumulacji ryzyka. Liczył, że Rosja pochłonie ogromne koszty, a Putin skrupulatnie ograniczył kilka wybranych ryzyk związanych ze stabilnością reżimu. Na przykład Kreml od lat systematycznie zacieśnia kontrolę nad przestrzenią informacyjną w Rosji. Putin oferuje wysokie rekompensaty finansowe dla rosyjskich żołnierzy zmobilizowanych, kontraktowych i ochotniczych, aby zapewnić, że rosyjskie społeczeństwo pozostanie posłuszne wobec rosnących żądań Kremla dotyczących poświęceń. Putinowska strategia kontrolowanej akumulacji ryzyka sprawdzała się przez dwadzieścia pięć lat, częściowo dzięki zdolności rosyjskiego społeczeństwa do akceptowania coraz gorszej rzeczywistości. (...)

Podejście Putina polegające na ograniczaniu ryzyka może nadal działać, wymaga jednak od Putina ciągłego zarządzania znaczną częścią ryzyka. Takie podejście jest podatne na ataki przeciwnika, który może stworzyć warunki nadwyrężające zdolność Putina do zarządzania ryzykiem i pozbawiające Kreml czasu na normalizację gorszej rzeczywistości w Rosji.

(...)

Kreml jest świadomy swoich słabych punktów i zachodnich możliwości ich wykorzystania. Głównym wysiłkiem Putina w jego wojnie z Ukrainą było zapewnienie, że zachodnia polityka wobec Ukrainy nigdy nie osiągnie trwałości ani tempa. Amerykańska polityka kontrolowanej eskalacji dała Putinowi właśnie to: środowisko, w którym nigdy nie jest rzucane wyzwanie Rosji z taką szybkością w czasie i przestrzeni, aby koszty i ryzyko przekroczyły zdolność Kremla do zarządzania nimi.

Wytrwałość i dynamika Stanów Zjednoczonych są kluczem do pozbawienia Rosji zdolności do kontynuowania wojny przeciwko Ukrainie.  Skuteczna kampania miałaby na celu degradację, zakłócenie i zniszczenie zdolności i źródeł zdolności Kremla do podtrzymywania wojny na Ukrainie na różnych teatrach i w wielu obszarach w sposób, który pozbawiłby Kreml czasu na przystosowanie i odtworzenie tej zdolności. (...) Stany Zjednoczone i ich partnerzy mogą odzyskać kontrolę nad tempem wojny i zmusić Kreml do stawienia czoła rosnącym naciskom, bez łatwych sposobów ich zrównoważenia. Rosyjski potencjał można sprowadzić do jego prawdziwych rozmiarów, pozbawiając Kreml jego sanktuariów i sieci bezpieczeństwa.

understandingwar.org


Rosyjska armia ponosi obecnie największe straty od początku wojny i kurczy się szybciej, niż rekrutuje nowych żołnierzy — powiedziały Bloombergowi trzy źródła zbliżone do Kremla i rosyjskiego ministerstwa obrony. Według osoby zaznajomionej z sytuacją władze regionalne są w stanie zmobilizować nie więcej niż jedną trzecią żołnierzy kontraktowych z kwot ustalonych przez Moskwę.

Obecna sytuacja może zmusić władze do rozważenia nowej mobilizacji — podały dwa źródła Bloomberga. Według jednego z nich może to wynikać z potrzeby rotacji jednostek na froncie. Jego zdaniem już pod koniec roku Moskwa może ogłosić pobór do wojska.

Analizy brytyjskiego wywiadu wojskowego i wpisy rosyjskich "korespondentów wojennych" dają obraz niewiarygodnych kosztów, jakie ponosi Rosja w związku z działaniami wojennymi w obwodach donieckim i charkowskim.

Wywiad brytyjskiego ministerstwa obrony donosi, że w maju i czerwcu rosyjska armia traciła 35 tys. żołnierzy miesięcznie — chodzi o zabitych i rannych. W lipcu liczba ofiar w siłach zbrojnych Kremla spadała, ale w sierpniu ponownie wzrosła. Wspomniani specjaliści szacują, że rosyjska armia może tracić ponad tysiąc żołnierzy dziennie. Innymi słowy — straty poniesione przez nią w ciągu czterech miesięcy mogą sięgać ok. 140 tys. osób.

Mimo to Rosja nie zmniejsza presji na ukraińskie pozycje na Donbasie. Naciera tam mimo ofensywy Sił Zbrojnych Ukrainy na obwód kurski. Tam armia Putina, pomimo jego rozkazów i oświadczeń o ogromnych stratach ukraińskich, jak dotąd nie była w stanie stawić poważnego oporu. Z różnych doniesień wynika, że Kreml ściągnął nawet do tego obwodu najemników Grupy Wagnera z Afryki.

(...)

Tymczasem mobilizacja nowych rekrutów do rosyjskiej armii przebiega opornie, o czym świadczy m.in. stały wzrost wypłat za udział w wojnie. W Moskwie żołnierz kontraktowy za pierwszy rok służby może obecnie otrzymać 5,2 mln rubli (ok. 220 tys. 540 zł) — oczywiście jeśli przeżyje. W lipcu mer Moskwy Siergiej Sobianin obiecał 1,9 mln rubli (ok. 80 tys. 582 zł) za samo tylko podpisanie kontraktu, oprócz 600 tys. rubli (ok. 25 tys. 447 zł) rocznie wypłacanych przez moskiewski rząd (do tego dochodzi wynagrodzenie wypłacane przez ministerstwo obrony).

Wskaźnikiem problemów z rekrutacją do armii może być też fakt, że wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew, który regularnie chwalił się, że do wojska zaciąga się tysiąc osób dziennie lub więcej, ostatnio przestał wypowiadać się na ten temat.

Jak donosi Bloomberg, presja ze strony Kremla na wypełnienie ustalonych limitów rekrutacji jest tak duża, że aby je wypełnić, bogatsze regiony starają się zachęcać do rekrutacji mieszkańców biedniejszych części kraju.

Brak "świeżych" sił i ogromne straty na froncie sprawiają, że rosyjskiej armii coraz trudniej jest trzymać się obecnej strategii powolnego, ale wytrwałego posuwania się naprzód — powiedziała agencji osoba zaznajomiona z sytuacją. Dodała, że z powodu niedoboru żołnierzy rosyjskie kierownictwo nie omawia już planów zdobycia Kijowa i innych miast.

Temat niedoboru żołnierzy jest jednym z głównych tematów "blogerów wojennych". Anastazja Kaszewarowa jakiś czas temu mówiła o "niedostatecznie leczonych rannych o kulach, bez oczu, z ciężkimi ranami", którzy są wysyłani z powrotem na front. "Nie ma ludzi. Liczba ofiar jest wysoka. Dla tych, którzy nie rozumieją — FIZYCZNIE NIE MA LUDZI DO ATAKOWANIA. Żywe siły zostały wyczerpane" — napisał Wojenkor Kotenok.

onet.pl/The Moscow Times


Według danych jednolitego punktu obsługi kontraktów od połowy lata 2023 r. do początku sierpnia 2024 r. zainteresowanie umowami z ministerstwem obrony Federacji Rosyjskiej spadało. W sierpniu 2023 r. na udział w wojnie zgodziło się ponad 3 tys. osób, a w czerwcu 2024 r. — nieco ponad 1 tys.

Jednak decyzja mera Moskwy Siergieja Sobianina o zwiększeniu płatności za podpisanie kontraktu do 1,9 mln rubli (według aktualnego kursu 81 tys. zł) od 1 sierpnia trzykrotnie zwiększyła liczbę chętnych na wojnę.

(...)

Ci, którzy chcą podpisać kontrakt, są wysyłani na wojnę pod przykrywką pracowników instytucji budżetowych. Wynika to z faktu, że wszystkie organizacje budżetowe mają kwoty na rekrutację kontraktową.

Zawarcie kontraktu zajmuje cały dzień: osoba najpierw wypełnia kwestionariusz i wniosek, następnie podpisuje umowę z jedną z państwowych instytucji budżetowych, a potem przechodzi badania lekarskie i udaje się do centrum szkoleniowo-metodycznego ministerstwa obrony. Kilka dni później ochotnicy wyjeżdżają do jednostek wojskowych.

Korespondent Wierstki usłyszał w punkcie selekcji, że formalnie kontrakt obowiązuje przez rok, ale w rzeczywistości będzie trwał do końca wojny. "Jak dotąd żaden z chłopców nie został zwolniony" — podsumował jeden z pracowników.

onet,pl