GEN. PAUL NAKASONE: Czwarty lutego, oglądam Olimpiadę, obserwuję spotkanie Prezydenta Putina i Prezydenta Xi w Pekinie. Myślę sobie: "Ciekawe, czy prezydent Putin zdradzi mu sekret, że zamierza dokonać inwazji na Ukrainę?". Oczywiście dziś wiemy, że Chińczycy twierdzą, że nic tam o tym nie mówiono — moja myśl jest taka: "Ciekawe, jak dobra jest to naprawdę przyjaźń?".
AMB. JOHN SULLIVAN: W tygodniu od poniedziałku 7 lutego, od wczesnego rana do późnego wieczora, odbyła się seria spotkań Komitetu Deputowanych, Komitetu Dyrektorów. Na szczeblu zastępców skupiono się bardziej specjalistycznie na naszych ambasadach w Kijowie i Moskwie — ich bezpieczeństwie, operacjach i tak dalej. Trzeba na to nałożyć zbliżającą się wojnę z faktem, że już teraz byliśmy pomniejszoną misją w Rosji, z niedoborem personelu z powodu tak zwanej wojny wizowej, która trwała od lat.
(...)
LIZ TRUSS: 10 lutego pojechałam do Moskwy. Rozmawialiśmy o tym z naszymi sojusznikami — że wszyscy spróbujemy odwiedzić Moskwę i zrobić wszystko, co w naszej mocy, by spróbować przekazać wiadomość, że nie będzie zgody na żadną inwazję na Ukrainę, że Rosja będzie postrzegana jako parias, będzie izolowana, będzie izolowana dyplomatycznie, zostanie objęta sankcjami. Moja wizyta była częścią tego ogólnego celu, aby przekazać to przesłanie, które nie zostało usłyszane.
Nadal istnieją znaki zapytania, do jakiego stopnia Ławrow należy do wewnętrznego kręgu w Rosji, a do jakiego nie, ale w tym momencie wszyscy uznaliśmy, że warto zrobić wszystko, co w naszej mocy, ponieważ cena za zaniechanie tego jest tak wysoka. Spotkałam się z Ławrowem już wcześniej, dwukrotnie, znałam rodzaj propagandy, która wychodzi z każdego spotkania z nim.
To była moja pierwsza wizyta w Moskwie i to, co mnie naprawdę uderzyło, to fakt, że w porównaniu z Kijowem, który odwiedziłam niedługo potem, w Moskwie panował zwyczajny porządek. Nie wiedziałby pan, że cokolwiek się dzieje. Ministerstwo Spraw Zagranicznych również. Ławrow całkowicie zaprzeczył, że były jakiekolwiek plany. To były zwykłe słowa o tym, że "bezpieczeństwo Rosji jest zagrożone", które słyszałam już wiele razy. Zwykła normalność była dziwna, biorąc pod uwagę okoliczności. To było surrealistyczne.
(...)
JAKE SULLIVAN: Cała nasza strategia, jeśli chodzi o podejście publiczne, polegała na tym, by upewnić się, że [Rosjanie] nas nie wyprzedzą. Rozmawialiśmy z prezydentem i jego gabinet bezpieczeństwa narodowego zgodził się, że powinienem wyjść i powiedzieć: "Uważamy, że to się dzieje i to bardzo szybko". Zdecydowanie nie chcieliśmy, by doszło do sytuacji, w której spędzimy dwa miesiące na przygotowywaniu gruntu pod to, co może się wydarzyć, a potem zostaniemy zaskoczeni, gdy zaczną jechać czołgi.
EMILY HORNE: Zdecydowaliśmy, że Jake wyjdzie do dziennikarzy z rzeczniczką Białego Domu Jen [Psaki] następnego dnia i zrobi kilka rzeczy: Po pierwsze, miał bardzo, bardzo wyraźnie powiedzieć, że wszyscy Amerykanie lub osoby o podwójnym obywatelstwie w Ukrainie muszą natychmiast wyjechać i że kawaleria nie przyjdzie na ratunek Amerykanom po rozpoczęciu inwazji. To z pewnością była lekcja wyniesiona z Afganistanu: Nie można przesadzić z przekazem i trzeba to powiedzieć bardzo wyraźnie, nawet ryzykując wywołanie lekkiej paniki.
Ukraińcy nie byli zadowoleni z tego komunikatu, ale nie mieliśmy wyboru, biorąc pod uwagę to, co widzieliśmy. Nowe sformułowanie, które Jake użył na konferencji prasowej 11 lutego, brzmiało: "Znajdujemy się w oknie, w którym w każdej chwili może rozpocząć się inwazja".
(...)
GEN. PAUL NAKASONE: 11 lutego powołałem do życia naszą grupę zadaniową w NSA i Cyber Command, działającą 24 godziny na dobę, ponieważ wiedzieliśmy, że inwazja nadejdzie wkrótce.
DEREK CHOLLET: Prezydent zadzwonił do Putina, sekretarz do Ławrowa, prezydent do Żeleńskiego. Podjęto szereg działań mających na celu podjęcie ostatniej próby opóźnienia, a być może uniknięcia, tej nieuchronnej już wówczas inwazji. I rzeczywiście sprawy przesunęły się o mniej więcej tydzień.
GEN. MARK MILLEY: Wiem, że to była ogromna ilość dyplomacji. Sekretarz Austin, sekretarz Blinken, Jake Sullivan, ja, sam prezydent starali się odwieść Rosję od działania i ostrzec ją, że jeśli to zrobi, to będą konsekwencje.
DEREK CHOLLET: Były wielokrotne próby — nie tylko z naszej strony. Były inne kraje, Francuzi, Niemcy, inni angażowali Putina. Nikt nic nie osiągnął.
(...)
GEN. MARK MILLEY: Dzwoniłem do mojego odpowiednika w Rosji kilka razy. Powiedział tylko, że przeprowadzają ćwiczenia. Rozmawiałem z nim dwa tygodnie przed inwazją i powiedziałem: "To straszny błąd strategiczny. Naraża Europę na niebezpieczeństwo. To oczywiście będzie miało tragiczne konsekwencje dla Ukrainy. Dla Rosji będzie to niezwykle krwawa sprawa. Popełnia pan ogromny błąd strategiczny."
(...)
JOHN KIRBY: Od samego początku tej sprawy uzbroili energię, uzbroili żywność, ale próbowali również uzbroić informacje, a my byliśmy bardzo sprawni i bardzo zwinni w przestrzeni informacyjnej, próbując odebrać im tę możliwość.
DEREK CHOLLET: Myślę, że udało nam się wejść do głowy [Putina].
(...)
AMB. JOHN SULLIVAN: Było kilka przypadków, w których widzieliśmy potencjalną operację fałszywej flagi [czyli operację, w której napastnik udaje kogoś innego; najbardziej znaną tego typu operacją był atak Niemców przebranych za polskich żołnierzy na niemiecką stację radiową w Gliwicach w przededniu II wojny światowej] ze strony rządu rosyjskiego — kilka bomb samochodowych, które wybuchły przed siedzibami władz lokalnych w Donbasie. W więcej niż jednym przypadku z wyprzedzeniem ujawniliśmy, co będzie rosyjską prowokacją i być może wpłynęliśmy na brak jej sukcesu.
(...)
JAKE SULLIVAN: Myśl, że w Europie będzie wielka wojna lądowa, ze wszystkimi efektami, jakie to może wywołać, była dla mnie, dla całego zespołu, a zwłaszcza dla prezydenta, ogromnym ciężarem. Bardzo trudno było zasnąć.
(...)
JAKE SULLIVAN: Według analizy wywiadu Rosja bardzo szybko osiągnie znaczne korzyści w terenie. Kijów może szybko upaść. Nie chodziło tylko o presję związaną z rozpoczęciem wojny. To była presja, że Rosja brutalnie, bezwzględnie odniesie sukces. Wiele z naszych planów było planowaniem najgorszych scenariuszy, co zawsze psychologicznie stawia człowieka w trudnej sytuacji, ponieważ ciągle myśli się o najgorszych rzeczach, które mogą się wydarzyć.
GEN. MARK MILLEY: To bardzo duże siły konwencjonalne — 100 tys., 200 tys. lub więcej, rozmieszczone w wielu armiach polowych. Miały zaatakować na wielu drogach podejścia z Rosji do Ukrainy.
Zamierzali osiągnąć sukces w ciągu około sześciu tygodni. Uważamy, że właśnie to zamierzali zrobić — obalić rząd, zająć stolicę, zabić lub schwytać Zełenskiego w ciągu kilku dni, a następnie w ciągu około sześciu tygodni dotrzeć do Dniepru. Wszystko to przed Paradą Zwycięstwa w maju, żeby ogłosić zwycięstwo tzw. specjalnej operacji wojskowej.
Była to zakrojona na szeroką skalę inwazja konwencjonalna, w którą zaangażowano ogromną ilość sił operacji specjalnych i FSB [rosyjskiej tajnej policji, która dysponuje również siłami zbrojnymi], by wykonać specjalne misje w całej Ukrainie. Był też ciężki komponent powietrzny, rakiety itp., wojna elektroniczna i cybernetyczna — wszystko to razem złożyło się na tę inwazję na dużą skalę. Widzieliśmy, jak to wszystko się łączy.
(...)
MATTHEW MILLER: Myślę, że nie wiedzieliśmy wtedy — i być może do dziś nie wiemy — ile było rzeczywistego sceptycyzmu ze strony [Zełenskiego], a ile robienia dobrej miny, by nie dopuścić do rozpadu gospodarki i kryzysu uchodźczego. Sceptycyzm, że Ukraińcy nie robili wystarczająco dużo, aby przygotować się z wyprzedzeniem... Myślę, że pierwsze dni wojny obaliły ten pogląd.
GEN. MARK MILLEY: Ukraińcy pod sam koniec — prawdopodobnie około dwóch tygodni wcześniej — naprawdę zaczęli mobilizować swój kraj do walki. Weszli na pełne obroty. Wszyscy mężczyźni i wiele kobiet uczyli się używać broni, min, granatów ręcznych, materiałów wybuchowych i innych rzeczy. Nastąpiła również znaczna mobilizacja Ukraińców do wojska — rezerwistów — i nastąpiła zmiana rozmieszczenia sił ukraińskich w miejscach, w których miały się toczyć działania wojenne.
Zaczęła się duża ewakuacja ludności cywilnej z terenów, które miały być linią frontu, nastąpił prawdziwy wysyp działań dyplomatycznych, a także decyzje społeczności międzynarodowej — większość krajów wycofała swoje ambasady z Kijowa. To wielka, wielka decyzja. Kiedy zaczynają się dziać takie rzeczy, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że wojna jest coraz bliżej.
JAMES HOPE: Pod koniec stycznia zaczęliśmy ściągać rodziny pracowników. W tym tygodniu, 10 lutego, pojawiło się wiele naprawdę mocnych oświadczeń publicznych. 12 lutego rozpoczęliśmy tak zwany "zarządzony wyjazd", czyli zasadniczo wszyscy pracownicy, którzy nie są niezbędni, wyjechali, ewakuowali się. Przenieśliśmy się do Lwowa w zachodniej Ukrainie. Dwa lub trzy dni później ambasada została zamknięta, a reszta osób, które pozostały w Kijowie, przeniosła się do Lwowa i tam działaliśmy przez około tydzień. Potem ewakuowaliśmy się do południowo-wschodniej Polski na kilka dni przed 24 lutego. To był dość chaotyczny okres.
onet.pl/Politico