Oprócz dziwnych zmian wśród założycieli i właścicieli największych rosyjskich platform rozliczeniowych można również przypomnieć o długoletnim i nienagannie działającym systemie wzajemnych kompensacji, który ukształtował się już w pierwszych miesiącach po wybuchu wojny.
Nie ma problemu z przekazaniem walizki rubli w Moskwie i otrzymaniem jej w Berlinie lub Nowym Jorku w dolarach lub euro tego samego wieczoru, z prowizją w wysokości 2-4 proc. (nikt nie marzy o 10 proc. na tym rynku). Dziennikarze śledczy nie raz i nie dwa pisali o tym, jak dużą skalę mają takie transakcje, przeprowadzane z wykorzystaniem kryptowalut lub bez.
Prawdopodobnie to właśnie szybki rozwój tego rynku ukrywa rozbieżności rzędu dziesiątek miliardów dolarów, tak wyraźnie widoczne na przykładzie perypetii obliczeniowych i statystyk handlowych.
Rosja, jak wiemy, szybko staje się nawet nie szarą, ale czarną strefą finansową. Chiny, o których wiele się teraz mówi, nie są bynajmniej jedynym przykładem. Wszyscy zapewne słyszeli o dziesiątkach miliardów petrodolarów "wiszących" w Indiach, ale jednocześnie nie przeszkadza to rosyjskim dostawom węglowodorów do tego kraju nie maleć (co więcej, według indyjskich władz w czerwcu osiągnęły one kolejny rekord).
Jeszcze ciekawszy jest przykład Korei Północnej. Według różnych szacunków zachodnich ekspertów Rosja otrzymała z tego kraju w latach 2023-2024 od 1 do 4,8 mln pocisków artyleryjskich (i, bardzo możliwe, znaczną ilość innych towarów wojskowych) — ale niedawno północnokoreańskie służby statystyczne oświadczyły, że przychody z eksportu za 2023 r., które znacznie wzrosły w porównaniu z 2022 r., wyniosły... 1,23 mld dol. (ok. 4 mld 880 mln zł).
Innymi słowy, koszt jednego pocisku (którego produkcja w Rosji kosztuje 700-800 dol., czyli ok. 2 tys. 770-3 tys. 200 zł, a w Europie kupuje się go za niekiedy 6 tys. euro, czyli ok. 26 tys. zł) wynosi w tym przypadku od 60 do 200 dol. (ok. 240-800 zł), co wygląda zupełnie nierealnie.
Oznacza to również, że żadne tradycyjne schematy płatności nie dominują już w relacjach między przyjaznymi państwami — a co za tym idzie, że zachodnie sankcje wobec banków w dużej mierze działają na próżno.
Polityka sankcji miała zabić rosyjską gospodarkę i zerwać jej więzi z globalnym światem. To ostatnie zostało w dużej mierze osiągnięte — ale z jednym zastrzeżeniem: zniszczono tylko sformalizowane i przejrzyste kontakty.
Zamiast pompować ropę i gaz rurociągami, pojawiły się floty cienia, które nielegalnie transportują ropę oraz gaz. Ugruntowane rozliczenia bankowe zostały zastąpione przez firmy kupowane w darknecie, kryptowaluty i wzajemne kompensacje na zasadzie zaufania; starannie przestrzegane prawa własności intelektualnej zostały zastąpione przez ich szalejącą kradzież.
The Moscow Times