(…) Późnym wieczorem w piątek, 3 listopada 2017 r., zespół inżynierów rozszedł się po wszystkich dziewięciu piętrach Ritza i przystąpił do wymiany zamków w drzwiach 200 pokojów. Usunięto zasłony z okien i wymontowano drzwi do łazienek. Kilka dużych apartamentów zarezerwowanych zwykle dla biznesmenów i książąt zostało przebudowanych na sale przesłuchań.
Do hotelu Ritz-Carlton, oryginalnie zaplanowanego jako kwatera dla odwiedzających Arabię Saudyjską dygnitarzy, prowadzi aleja palm. Jadąc nią, premierzy i prezydenci obcych krajów mogą podziwiać imponującą pałacową fasadę. Teren, na którym stoi budynek, należy w całości do dworu królewskiego. To 21 hektarów przepychu ze starannie utrzymanymi trawnikami i zacienionym dziedzińcem otoczonym sześćsetletnimi drzewami oliwnymi sprowadzonymi z Libanu.
Wieczorem 3 listopada hotel przejęła jednak grupa oficerów wywiadu i pracowników kancelarii dworu królewskiego. Ochroniarze zajęli stanowiska na każdym piętrze i przy wszystkich wyjściach. Obsłudze hotelu polecono wyprosić dotychczasowych rezydentów i odwołać przyszłe rezerwacje.
– W związku z nieprzewidzianą wizytą przedstawicieli miejscowych władz i potrzebą wprowadzenia podwyższonego stopnia bezpieczeństwa nie jesteśmy w stanie przyjmować nowych gości, do odwołania – wyjaśnił recepcjonista pewnemu przedsiębiorcy, który miał zabukowany pokój na termin odległy o zaledwie kilka dni.
Przed świtem do Ritza zaczęli zjeżdżać goście zupełnie innego rodzaju.
Wielu spośród internowanych kilka pierwszych nocy spędziło w salce konferencyjnej, z której byli od czasu do czasu wyprowadzani pod zbrojną eskortą do łazienki. Ponieważ ochroniarze na ogół kończyli przeszukiwanie po skonfiskowaniu jednego telefonu komórkowego, niektórzy więźniowie zdołali przemycić zapasowe aparaty ukryte w zawojach tradycyjnych szat zwanych thobami.
Zdjęcia zrobione potajemnie pierwszego dnia po przybyciu do hotelu ukazują zrezygnowanych mężczyzn leżących na cienkich materacach pod tanimi kolorowymi kocami. Patrząc na nich, mało kto domyśliłby się, że byli to jedni z najpotężniejszych ludzi w świecie arabskim: niedoszli następcy tronu, miliarderzy, ministrowie, książęta.
Część z nich skrywała sekrety, które należało siłą wydobyć na światło dzienne. Niemal wszyscy posiadali ogromne majątki, według nowych władz Królestwa Arabii Saudyjskiej zdobyte przez dziesięciolecia działań korupcyjnych.
Przez kilka pierwszych dni aresztowano przeszło 50 osób. W kolejnych tygodniach w Ritzu i innych podobnych miejscach w Rijadzie "zameldowało się" kolejne 300.
Za zatrzymania odpowiadała tajna dotąd komisja antykorupcyjna powołana do życia królewskim dekretem. Saudyjski prokurator generalny oświadczył, że pragnie odzyskać 100 mld dol. wyprowadzonych ze skarbu państwa w ciągu kilkudziesięciu lat na drodze korupcji i kradzieży.
Choć aresztowania najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w kraju przeprowadzano w imieniu króla Salmana, stał za nimi szósty syn władcy, Muhammad. Jeszcze trzy lata wcześniej nie słyszeli o nim nawet najpilniejsi obserwatorzy Bliskiego Wschodu. Teraz świeżo upieczony książę koronny przebojem zdobywał nie tylko Arabię Saudyjską, ale i świat.
(...)
Nigdy wcześniej w sposób tak gwałtowny nie utraciło fortun tylu miliarderów, tytanów finansjery, który – jak się zdawało – byli w stanie swym bogactwem poruszyć niebo i ziemię. Patrząc z perspektywy roku 2020, gdy większość zatrzymanych została już uwolniona, a do skarbca Arabii Saudyjskiej napłynęły aktywa warte dziesiątki mld dol., jasne się wydaje, że był to oficjalny debiut Muhammada ibn Salmana.
onet.pl