czwartek, 4 lipca 2024



Niedawno na firmamencie pojawił się niejaki Giennadij Rakitin. (...) Poezja Rakitina najwidoczniej trafiła w oczekiwania odbiorców, bo Z-poeta ma na swojej stronie w mediach społecznościowych wielu wielbicieli, w tym około stu deputowanych Dumy Państwowej.

Czymże Rakitin zasłużył na uwagę przedstawicieli klasy politycznej? Co ich zachwyciło? Zacharow cytuje m.in. wiersz „Lider”, poświęcony prezydentowi Rosji. Oto fragment:

Ты как садовник, что в своем саду
Плоды трудов тяжелых пожинает.
Народ ликует, флаги в высоту
Взметнулись. Время тихо наступает.

[w skrócie – pean pod adresem wodza, który jak ogrodnik zbiera żniwo swych wielkich zamysłów i pracy, a naród w zachwycie podnosi w górę sztandary].

23 lutego zacytował ten utwór profil „SWO [specjalna operacja wojskowa]. Cytaty Władimira Putina. Rosja” w serwisie społecznościowym Vkontakte mający 112 tysięcy subskrybentów. Najwidoczniej utwór i jego wymowa przypadły do gustu publice, bo post zebrał ponad 500 lajków, przeczytało go 24 tys. odbiorców. Jak wyjaśnia Zacharow, to kreatywny przekład wiersza „Fuhrer” Eberharda Wolfganga Möllera, członka NSDAP, zdeklarowanego nazisty.

Cały profil Rakitina pełen jest przeróbek twórczości nazistowskich niemieckich wierszokletów z lat trzydziestych XX wieku. Jak pisze Zacharow: „Różnica pomiędzy niemieckim oryginałem a twórczością Rakitina tkwi jedynie w detalach: zamiast Niemcy jest Rosja albo Donbas, a taki np. nieznany żołnierzy, co poległ na polu bitwy, stał się bezimiennym bojownikiem CzWK Wagner”. I żaden z deputowanych i innych wielbicieli utworów Rakitina nie podniósł larum, że poeta szerzy nazistowskie hasła i idee. Wręcz przeciwnie – wyrażano aplauz. Wiersze Z-poety trafiały na konkursy poezji patriotycznej, czytano je na festiwalach i z dużym powodzeniem szerowano w mediach społecznościowych. Rakitin został nawet laureatem konkursu poezji patriotycznej im. Twardowskiego – doszedł do półfinału, otrzymał dyplom.

Tak naprawdę poeta Giennadij Rakitin nie istnieje. Jego profil w Vkontakte został założony przez grupę antywojennych aktywistów. Zdjęcie nobliwego starszego pana wygenerowała sztuczna inteligencja. Na profilu Rakitin przedstawia się jako 49-letni absolwent wydziału filologii MGU. Niewiele szczegółów. Nikt go nie widział, nikt nie ściskał prawicy. Mimo to cały szwadron putinowskich polityków wzruszył się wierszami i ruszył z wiwatami – wśród subskrybentów figurują m.in. senatorowie Dmitrij Rogozin i Andriej Kliszas, deputowani Dumy Państwowej, m.in. Dmitrij Kuzniecow i Nina Ostanina (łącznie 95 deputowanych i 28 senatorów), a także doradczyni Putina ds. kultury Jelena Jampolska, najwidoczniej świetnie zorientowana w delikatnej materii poetyckiej.

28 czerwca Rakitin opublikował na swoim profilu wiersz:

Геннадий долго издевался
Над z-стихами на стене,
В итоге х*й нарисовал он
Войне.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Węgierski premier Viktor Orban pojechał wczoraj /02.06.2024/ do Kijowa. To jego pierwsza wizyta na Ukrainie od początku rosyjskiej napaści. I w ogóle pierwsza od 12 lat. Ostatni raz Orban odwiedzał… Wiktora Janukowycza.  Do tej pory Orban nie tylko unikał spotkań z Wołodymyrem Zełenskim, ale i regularnie krytykował ukraińskie władze. Za rzekome eskalowanie wojny, rzekomą roszczeniową postawę,  upór w odrzucaniu idei negocjacji z Rosją na warunkach Moskwy i wreszcie za upór wobec rozszerzania praw węgierskiej mniejszości na ukraińskim Zakarpaciu.

Jednak w relacjach Kijowa i Budapesztu od kilku miesięcy coś zaczęło się dziać.

Na początku roku Peter Szijjarto, węgierski minister spraw zagranicznych, spotkał się w Użhorodzie ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Dmytro Kułebą, a co ważniejsze, również z Andrijem Jermakiem, szarą eminencją i szefem Biura Prezydenta Zełenskiego. W kwietniu doszło w Brukseli do kolejnego spotkania szefów dyplomacji Ukrainy i Węgier. Po tym brukselskim spotkaniu Szijjarto wystosował zadziwiająco optymistyczną opinię o polepszaniu się relacji węgiersko-ukraińskich. Kilka dni temu podczas unijnego szczytu w Brukseli Orban nieoczekiwanie podszedł do Zełenskiego i odbył z nim okraszoną emocjonalnymi gestami rozmowę w cztery oczy. Publicznie. Takie rozmowy nie są jednak przypadkowe, a starannie reżyserowane przez dyplomatów. I wreszcie Orban wybrał się do Kijowa. Jako szef rządu kraju, który właśnie objął na pół roku prezydencję w Radzie UE.

belsat.eu


Paradę przyjęli stojący na czerwonym dywanie zastępca szefa administracji dzielnicy „Partyzacki Rajon” Ludmiła Filippowicz i kierownik Wydziału Oświaty Weranika Rudaja.

Na czele był przedszkolak w mundurze milicjanta, jadący na stojąco w policyjnym samochodzie elektrycznym. Kiedy mijał stające na podium urzędniczki, stanął na baczność i pozdrowił je.

Za nim maszerowały już pieszo grupy przedszkolaków ubranych w mundury różnych służb bezpieczeństwa. Organizatorzy podkreślili, że uczestnicy „reprezentowali wszystkie możliwe rodzaje wojsk”. Wśród nich były dzieci w mundurach sił specjalnym milicji, których funkcjonariusze zachowywali się szczególnie brutalnie podczas tłumienia protestów. Zastąpili naszywkę „OMON” naszywką „Orlęta”.

Organizatorów szczególnie zachwyciła grupa przedszkolaków z pluszowymi psami w kamizelkach z naszywkami „Służba kynologiczna”.

Jeden z oddziałów dzieci przemaszerował z portretami weteranów II wojny światowej na patykach. To nawiązanie do organizowanej w Rosji propagandowej akcji „Nieśmiertelny pułk”

Parada zakończyła się wspólnym odśpiewaniem hymnu narodowego. Zdaniem władz dzielnicy akcja pokazała, że „nasi najmłodsi obywatele wyrastają na prawdziwych patriotów, nieskończenie kochających swoją ojczyznę”.

belsat.eu


We wtorek, w przeddzień oficjalnego Święta Niepodległości Białorusi, rocznicy wypędzenia przez Armię Czerwoną  wojsk III Rzeszy z Mińska w 1944 r. Alaksandr Łukaszenka wygłosił przemówienie w Pałacu Republiki w Mińsku. Jego fragment zamieścił kanał Telegramu „Pul Pierwogo” .

Łukaszenka poskarżył się, że polskie władze wykorzystują temat kryzysu migracyjnego do „wywarcia presji” na Białoruś.

– Nasi „przyjaciele”, nasi najbliżsi sąsiedzi – kierownictwo Polski – są w tej kwestii szczególnie uparci. Nawet posunęli się do tego… Prezydent Duda udał się do Xi Jinpinga: „Niech pan wykorzysta swoje wpływy na Łukaszenkę, na Putina, aby powstrzymali tę migrację” – stwierdził.

Po raz kolejny obarczył winą za kryzys migracyjny Zachód, który rzekomo zaprosił migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Przypomniał, że przed wprowadzeniem sankcji Białoruś współpracowała w tej kwestii z Zachodem i istniała umowa o readmisji.

– Potem to wszystko odrzucili: „Nie potrzebujemy tego”. OK, jak nie to nie. A ja tego potrzebuję? Czy mam na tym kawałku ziemi wybudować szambo? Nie będziemy ich powstrzymywać – powiedział.

Łukaszenka nie wspomniał jednak, że UE nigdy nie zrezygnowała ze współpracy granicznej z Białorusią. A umowa o readmisji została zerwana przez władze białoruskie.

– Powiedziałem od razu: nie będziemy ich łapać. Naszym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa naszym ludziom. Chyba nie zauważyliście, żeby ktoś szczególnie przeszkadzał nam w życiu – ci biedacy, ludzie z dziećmi, którzy uciekają ze Wschodu – powiedział Łukaszenka.

Niedawno organizacja byłych białoruskich mundurowych poinformowała, że grupy migrantów atakujących polską granicę przechodzą przeszkolenie w strukturach powiązanych z białoruskimi władzami.

Według nieoficjalnych informacji radia RMF FM już kilka dni temu do Mińska kanałami dyplomatycznymi popłynął sygnał, że Polska nie będzie dłużej tolerować presji migracyjnej oraz przetrzymywania w więzieniu polskiego dziennikarza i działacza społecznego Andrzeja Poczobuta.

Według stacji zapadła decyzja o wprowadzeniu bardzo szczegółowych kontroli w wielkim terminalu celnym na granicy z Białorusią – w Małaszewiczach w Lubelskiem. Jest to jedna główna z bram wjazdowych dla towarów płynących ze Wschodu w tym z Chin.

belsat.eu


(…) Późnym wieczorem w piątek, 3 listopada 2017 r., zespół inżynierów rozszedł się po wszystkich dziewięciu piętrach Ritza i przystąpił do wymiany zamków w drzwiach 200 pokojów. Usunięto zasłony z okien i wymontowano drzwi do łazienek. Kilka dużych apartamentów zarezerwowanych zwykle dla biznesmenów i książąt zostało przebudowanych na sale przesłuchań.

Do hotelu Ritz-Carlton, oryginalnie zaplanowanego jako kwatera dla odwiedzających Arabię Saudyjską dygnitarzy, prowadzi aleja palm. Jadąc nią, premierzy i prezydenci obcych krajów mogą podziwiać imponującą pałacową fasadę. Teren, na którym stoi budynek, należy w całości do dworu królewskiego. To 21 hektarów przepychu ze starannie utrzymanymi trawnikami i zacienionym dziedzińcem otoczonym sześćsetletnimi drzewami oliwnymi sprowadzonymi z Libanu.

Wieczorem 3 listopada hotel przejęła jednak grupa oficerów wywiadu i pracowników kancelarii dworu królewskiego. Ochroniarze zajęli stanowiska na każdym piętrze i przy wszystkich wyjściach. Obsłudze hotelu polecono wyprosić dotychczasowych rezydentów i odwołać przyszłe rezerwacje.

– W związku z nieprzewidzianą wizytą przedstawicieli miejscowych władz i potrzebą wprowadzenia podwyższonego stopnia bezpieczeństwa nie jesteśmy w stanie przyjmować nowych gości, do odwołania – wyjaśnił recepcjonista pewnemu przedsiębiorcy, który miał zabukowany pokój na termin odległy o zaledwie kilka dni.

Przed świtem do Ritza zaczęli zjeżdżać goście zupełnie innego rodzaju.

Wielu spośród internowanych kilka pierwszych nocy spędziło w salce konferencyjnej, z której byli od czasu do czasu wyprowadzani pod zbrojną eskortą do łazienki. Ponieważ ochroniarze na ogół kończyli przeszukiwanie po skonfiskowaniu jednego telefonu komórkowego, niektórzy więźniowie zdołali przemycić zapasowe aparaty ukryte w zawojach tradycyjnych szat zwanych thobami.

Zdjęcia zrobione potajemnie pierwszego dnia po przybyciu do hotelu ukazują zrezygnowanych mężczyzn leżących na cienkich materacach pod tanimi kolorowymi kocami. Patrząc na nich, mało kto domyśliłby się, że byli to jedni z najpotężniejszych ludzi w świecie arabskim: niedoszli następcy tronu, miliarderzy, ministrowie, książęta.

Część z nich skrywała sekrety, które należało siłą wydobyć na światło dzienne. Niemal wszyscy posiadali ogromne majątki, według nowych władz Królestwa Arabii Saudyjskiej zdobyte przez dziesięciolecia działań korupcyjnych.

Przez kilka pierwszych dni aresztowano przeszło 50 osób. W kolejnych tygodniach w Ritzu i innych podobnych miejscach w Rijadzie "zameldowało się" kolejne 300.

Za zatrzymania odpowiadała tajna dotąd komisja antykorupcyjna powołana do życia królewskim dekretem. Saudyjski prokurator generalny oświadczył, że pragnie odzyskać 100 mld dol. wyprowadzonych ze skarbu państwa w ciągu kilkudziesięciu lat na drodze korupcji i kradzieży.

Choć aresztowania najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w kraju przeprowadzano w imieniu króla Salmana, stał za nimi szósty syn władcy, Muhammad. Jeszcze trzy lata wcześniej nie słyszeli o nim nawet najpilniejsi obserwatorzy Bliskiego Wschodu. Teraz świeżo upieczony książę koronny przebojem zdobywał nie tylko Arabię Saudyjską, ale i świat.

(...)

Nigdy wcześniej w sposób tak gwałtowny nie utraciło fortun tylu miliarderów, tytanów finansjery, który – jak się zdawało – byli w stanie swym bogactwem poruszyć niebo i ziemię. Patrząc z perspektywy roku 2020, gdy większość zatrzymanych została już uwolniona, a do skarbca Arabii Saudyjskiej napłynęły aktywa warte dziesiątki mld dol., jasne się wydaje, że był to oficjalny debiut Muhammada ibn Salmana.

onet.pl


Z nieprawidłowościami dot. Funduszu Sprawiedliwości łączy się kolejny problem PiS. W środę sejmowa komisja regulaminowa pozytywnie zaopiniowała wniosek o zgodę na uchylenie immunitetu Marcina Romanowskiego. Posłowi Suwerennej Polski i byłemu wiceministrowi sprawiedliwości prokuratura chce postawić 11 zarzutów, w tym działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Tajne głosowanie poprzedziła kilkugodzinna dyskusja oraz wystąpienie prokuratorów, którzy przedstawili szczegóły stawianych politykowi zarzutów. Immunitet stracił już Michał Woś. W obu przypadkach chodzi o nieprawidłowości dotyczące środków z FS. Woś miał być zaangażowany w przekazanie pieniędzy z Funduszu na zakup oprogramowania Pegasus. Z nieoficjalnych doniesień w mediach wynika, że w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości zarzuty może usłyszeć też Dariusz Matecki. 

- Sprawa uchylania immunitetów ma wpływ na nastroje w partii, ale niekoniecznie negatywny. Bardziej bym spodziewał się konsolidacji środowiska. Bez względu na kwestie merytoryczne stojące za uchyleniem immunitetów politykom Zjednoczonej Prawicy, Kaczyński może podgrzewać mit o atakach na jego ugrupowanie - "zaczęło się od Wąsika i Kamińskiego, teraz chcą wsadzać kolejnych". Mity są ważne w polityce - komentuje Bartosz Rydliński.

gazeta.pl

środa, 3 lipca 2024



- Na jakie ustępstwa Kijów musiałby się zgodzić, żeby w takiej sytuacji podpisać zawieszenie broni lub traktat pokojowy? - dopytuję.

- Putin nie stawia warunków, by Wołodymyr Zełenski przyszedł na Kreml w worku pokutnym i ukorzył się przed nim. Chce czterech ukraińskich obwodów, które "przyłączył" do Rosji: chersońskiego, zaporoskiego, donieckiego i ługańskiego. Zależy mu też na zobowiązaniu Ukrainy, że nie wstąpi do NATO i że nie będzie rozwijała swojej armii. Gdyby te warunki zostały przyjęte, w Ukrainie zaczęłoby się polityczne trzęsienie ziemi. Przez część społeczeństwa Zełenski zostałby uznany za zdrajcę - mówi.

- A co z Putinem? Chyba nie uznałby: "Dobrze, mam, co chciałem. Jestem spełnionym staruszkiem. Odpuszczam"?

- Nie, zrobiłby to, w czym jest najlepszy. Czyli podjąłby próbę zakulisowego osadzenia swoich ludzi w Ukrainie, którzy sprzyjaliby jego interesom. To funkcjonowało przecież przez lata. Oczywiście, wojna wiele zmieniła, społeczeństwo jest na to teraz bardziej wyczulone, ale moim zdaniem taki scenariusz nadal jest możliwy. Gdyby został zrealizowany, Rosja dostałaby oddech, którego potrzebuje.

- Oddech przed marszem na Zachód?

- Wiem, że to scenariusz kreślony przez wielu zachodnich polityków i ekspertów, ale uważam go za mało prawdopodobny. Kreml potrzebuje wiele czasu, żeby odbudować swoje siły zbrojne i by znów uwierzyć w ich potencjał. Bo Putin widział, jak jego armia załamała się w 2022 roku i przestał ufać jej możliwościom bojowym. Ma świadomość, że dzisiaj wygrywa tylko dlatego, że nie zważa na to, ilu Rosjan ginie na froncie. Musi pokonać Ukrainę, bo inaczej jego życie, nie tylko polityczne, byłoby zagrożone. Na Kremlu nie wybaczyliby mu przegranej. Ale nawet jeśli uda mu się wygrać, to zdaje sobie sprawę, że jego wojsko nie poradzi sobie z siłami Zachodu.

- Ile czasu Putin potrzebuje, by jego armia się podniosła?

- Moim zdaniem od 10 do 15 lat. Natomiast mówimy o operacji militarnej, a przecież Rosja jest dobra w kreowaniu innych zagrożeń, których bardziej powinniśmy się spodziewać. To na przykład ataki cybernetyczne i dywersyjne na infrastrukturę krytyczną, ale też przeciąganie na swoją stronę zachodnich polityków oraz partii. Putinowi chodzi bardziej o destabilizowanie sytuacji w Europie, a nie o wysyłanie czołgów - stwierdza Mariusz Cielma.

(...)

A co musiałoby się stać, żeby Kijów wygrał wojnę i jak wtedy wyglądałby jej koniec? Mój rozmówca daje prostą odpowiedź: z Zachodu musiałby popłynąć "potok sprzętu", a na front "potok Ukraińców". Nic jednak nie zapowiada, żeby stało się to w tym roku.

- Zachód nadal ma problem z uznaniem, że jest stroną w tej wojnie. Nie chodzi o to, by zaczął wysyłać na front żołnierzy, ale by w o wiele większym stopniu wsparł Ukrainę. Na razie podtrzymuje wojnę, ale nie tak, żeby Kijów ją wygrał, tylko by jej nie przegrał, a to różnica. USA mają kilka tysięcy czołgów Abrams, a przekazały Ukrainie jedynie trzydzieści. Czy więc dalej uznają, że to ich wojna? Wątpliwe. Podobnie jest z Europą, która wysyła do Ukrainy głównie to, co jest dla niej zbędne. Dania, Holandia, Norwegia oddają jej myśliwce F-16, bo przesiadają się na lepsze F-35. Kijów dostaje pociski do wyrzutni Patriot czy HIMARS, ale ich starsze wersje. To za mało, by zmienić obraz tej wojny - tłumaczy analityk.

- Załóżmy, że Zachód przestawia swój przemysł na wojenną produkcję, wysyła do Ukrainy "potok sprzętu", a tam odradza się nadzieja na zwycięstwo i zaczyna płynąć "potok ludzi" na front. Co dalej? - pytam.

- Kijów jest w stanie przekonać Kreml do negocjacji na swoich warunkach, z których główny mówi o zachowaniu najechanych ziem. Wysyła więc sygnał: "Rozmawiajmy teraz, bo potem będzie tylko gorzej". To ten sam komunikat, który właściwie już teraz może wysłać Moskwa do Kijowa, bo ma nad nią przewagę na froncie. Ukraińscy wojskowi mówią, że znaleźli się w punkcie krytycznym, ale za pół roku mogą marzyć, by do niego wrócić. Bo niewykluczone, że będzie dużo gorzej. W obu scenariuszach nie widzę jednak żadnego spektakularnego końca wojny ani jednoznacznego zwycięstwa którejś ze stron - stwierdza.

- A możliwe jest, że NATO wejdzie do Ukrainy, by pokonać rosyjskiego niedźwiedzia?

- Trudno mi sobie to wyobrazić. Myślę, że to nieprzekraczalna granica. Zwłaszcza teraz, gdy Rosja jest silniejszą stroną w tej wojnie. Oczywiście, mówię o jawnym wejściu na front żołnierzy NATO, bo jego siły specjalne od dawna są zapleczu tej wojny. Nie tyle atakują Rosjan, co zabezpieczają tyły i realizują programy szkoleniowe dla ukraińskiej armii. Otwarte wkroczenie Sojuszu Północnoatlantyckiego byłoby możliwe, gdyby rosyjskie wojsko popadło w kryzys. Ale wtedy NATO byłoby już niepotrzebne w Ukrainie.

- Czyli teraz wojna toczy się po myśli Putina, a optymistyczny dla Kijowa scenariusz się oddala?

- Z pewnością Putin ma więcej powodów do optymizmu, co pewnie daje mu poczucie ulgi, bo ta wojna to walka o jego przetrwanie. Wie, że jesienią Donald Trump znów może zamieszkać w Białym Domu. A wtedy może zacząć naciskać na Ukrainę, by dogadała się z Rosją i jakoś jej ustąpiła. Więc nie zdziwiłbym się, gdyby Putin mówił teraz do swoich wojskowych: "Róbcie swoje na froncie. Odbierajcie Ukraińcom ziemie kilometr po kilometrze. Dam wam wszystko, co mogę wycisnąć z magazynów i z Korei Północnej. A o reszcie porozmawiamy za kilka miesięcy" - podsumowuje Mariusz Cielma.

tokfm.pl


O świcie w maju 2020 r. francuska policja nalot na senną wioskę pod Paryżem zakończyła trwające 26 lat obławy na jednego z najbardziej znanych uciekinierów z ludobójstwa w Rwandzie. W październiku 2022 r. 89-letni Felicjan Kabuga stanął przed sądem w Hadze za przestępstwa bez przedawnienia: ludobójstwo, bezpośrednie i publiczne podżeganie do ludobójstwa oraz spisek w celu popełnienia ludobójstwa, a także inne naruszenia praw człowieka. Prokuratorzy podkreślili jego rolę jako założyciela okrytej złą sławą stacji radiowej w Rwandzie, nazywając te dehumanizujące media kluczową przyczyną ludobójstwa.

Na początku czerwca nowe wydarzenia w Hadze przypomniały kluczowym rosyjskim propagandystom, w tym jednemu z byłych prezydentów Rosji, że pewnego dnia mogą spotkać się z podobnymi zarzutami. Zgodnie z art. 15 Statutu Rzymskiego koalicja organizacji pozarządowych wspólnie złożyła formalny komunikat do Biura Prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) z prośbą o wszczęcie śledztwa w sprawie sześciu obywateli Rosji zaangażowanych w propagandę państwową. Warto zauważyć, że w skład tej koalicji wchodziły grupy międzynarodowe i ukraińskie, a także jedna rosyjska organizacja pozarządowa.

W komunikacie wezwano MTK do przeprowadzenia dochodzenia wobec Rosjan pod kątem kryminalnej mowy nienawiści. Oskarżeni to Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji i obecny wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa; Władimir Sołowjow, popularny gospodarz rosyjskiej państwowej telewizji Rossija-1 ; Margarita Simonyan, redaktor naczelna „Russia Today” ; Dmitrij Kiselow, szef państwowego konsorcjum medialnego Rossiya Segodnya ; oraz Siergiej Mardan, popularny gospodarz programów telewizyjnych i radiowych. W komunikacie wymieniono także Aleksieja Gromowa, pierwszego zastępcę szefa sztabu Biura Wykonawczego Prezydenta, podając jego rolę w wydaniu nakazu lub niezapobiegnięciu ponad 300 przykładom przestępczego podżegania do przemocy w okresie od 24 lutego 2022 r. do 24 lutego 2024 r. 

Ta inicjatywa jest prawdopodobnie spóźniona. Odkąd ponad dwa lata temu rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę na pełną skalę, rosyjskie podmioty państwowe i państwowe są oskarżane o popełnianie codziennej litanii przerażających okrucieństw wobec Ukraińców. W takim kontekście kuszące jest przeoczenie retoryki stojącej za tymi działaniami, ale wojna rosyjsko-ukraińska ilustruje niebezpieczeństwa płynące z ignorowania gróźb ze strony wpływowych osobistości rosyjskich mediów. Wiele rosyjskich mediów od lat otwarcie telegrafuje eliminacyjną retorykę skierowaną przeciwko Ukraińcom, przygotowując grunt pod największy atak militarny w Europie od czasów II wojny światowej. Ich ciągłe groźby wobec istnienia Ukrainy i innych krajów zachodnich stanowią bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego.  

Od 2022 r. coraz bardziej oczywiste staje się, że wysoce wyrafinowana machina propagandowa Rosji wymaga nowatorskich rozwiązań prawnych i politycznych. Wciąż pojawiają się nowe niebezpieczne i rozproszone platformy służące do podżegania Rosji do podżegającego języka i innych form dezinformacji. Oprócz tego rodzaju konwencjonalnej propagandy, która jest najbardziej znana, rosyjscy aktorzy rozpowszechniają obecnie publiczne podburzanie i bardziej subtelną dezinformację za pośrednictwem mediów społecznościowych, farm botów, gier wideo, filmów i zmanipulowanych treści (w tym deepfakes ). Prawo międzynarodowe nie obejmuje jeszcze każdej z tych kategorii, ponieważ starsze ramy prawne koncentrują się na historycznym rozumieniu propagandy w starszych formatach medialnych.

Rzeczywistość ta stwarza poważne wyzwania dla każdego, kto pragnie chronić grupy ofiar przed okrucieństwami. Prawo międzynarodowe, w tym Konwencja Narodów Zjednoczonych o ludobójstwie , zabrania wszelkich środków bezpośredniego i publicznego rozpowszechniania podżegania. Mimo to wyrafinowane sieci platform propagandowych w Rosji utrudniają przestrzeganie tych przepisów. W miarę narastania tych wyzwań, rosyjskie techniki kształtowania podświadomej dehumanizacji wciąż ewoluują. To sprzyjanie kaskadowej radykalizacji w społeczeństwie rosyjskim może okazać się nawet bardziej skuteczne niż jednorazowe wezwania do przemocy, a jednocześnie być trudniejsze do wyśledzenia i ścigania.

Wyraźnie widać pewne wysiłki Rosji mające na celu wyprzedzenie odpowiedzialności sądowej. Nawet władze rosyjskie poczuły się zobowiązane odpowiedzieć na wezwanie rosyjskiego dziennikarza Antona Krawoskiego do utopienia ukraińskich dzieci w rzece (za te komentarze został zawieszony w RT, choć komisja śledcza stwierdziła później , że nie popełnił żadnego przestępstwa). Po tych wydarzeniach część rosyjskich propagandystów stała się zauważalnie ostrożniejsza, maskując swoją retorykę aluzjami i metaforami. Mimo to nawet ta „ukryta retoryka” często spełnia wymogi prawne dotyczące podżegania i innej propagandy przestępczej. 

atlanticcouncil.org

wtorek, 2 lipca 2024



W ciągu ostatniego tygodnia Rosjanie kontynuowali działania zaczepne w Donbasie, w wolnym tempie wypierając Ukraińców z pozycji położonych na zachód i północ od Oczeretynego. Głównym celem atakujących w tym rejonie jest przecięcie trasy Pokrowsk–Konstantynówka, stanowiącej jeden z głównych szlaków zaopatrzeniowych dla zgrupowania ukraińskiego w obwodzie donieckim. Aktualnie droga ta jest oddzielona od wysuniętych pozycji rosyjskich o ok. 6 km, co czyni ją przejezdną, lecz leży ona w zasięgu ognia artylerii lufowej. Drugi, bardziej dalekosiężny cel rosyjskiej operacji w rejonie Oczeretynego to oskrzydlenie zgrupowania ukraińskiego, broniącego się w rejonie Nju-Jorku i Torećka w oparciu o fortyfikacje wybudowane wzdłuż linii rozgraniczenia z 2014 r.

W ostatnich dniach Rosjanie ponawiają także próby wyparcia Ukraińców z pozycji pod Torećkiem. Udało im się nieznacznie poprawić swoje położenie w rejonie wsi Piwdenne. Aktualnie agresor intensywnie ostrzeliwuje Torećk, Nju-Jork i okoliczne miejscowości, które do niedawna funkcjonowały względnie normalnie, był tam m.in. dostęp do energii elektrycznej i sieci komórkowej.

Trwają intensywne walki w rejonie Czasiw Jaru. Celem Rosjan jest zajęcie ostatnich ukraińskich punktów oporu, położonych na przedpolu tego miasta, na wschodnim brzegu kanału Doniec–Donbas. Samo miasto znajduje się pod intensywnymi ostrzałami artyleryjskimi, m.in. z użyciem pocisków termobarycznych wystrzeliwanych z systemów typu TOS.

W ostatnich dniach czerwca Ukraińcom udało się wypchnąć Rosjan z części pozycji, położonych w okolicy wsi Terny i Jampoliwka oraz w sąsiednich lasach nad Dońcem (pogranicze obwodów donieckiego i ługańskiego na północnym brzegu tej rzeki). Sukcesy te mają wyłącznie lokalny, taktyczny charakter, pozwalają jednak stabilizować front w tym rejonie i krzyżują rosyjskie plany w zakresie wypchnięcia sił ukraińskich za linię rzeki Żerebeć.

W ciągu ubiegłego tygodnia Rosjanie dokonali tylko jednego zmasowanego ataku powietrznego. W nocy z 26 na 27 czerwca użyli jednego pocisku hipersonicznego Kindżał, pięciu pocisków manewrujących różnych typów i 23 dronów uderzeniowych Shahed 131/136. Ukraińska obrona powietrzna zadeklarowała zestrzelenie wszystkich celów z wyjątkiem pocisku Kindżał. Poza tym agresor przeprowadził kilka punktowych uderzeń rakietowych, m.in. 29 czerwca na centrum miasta Wilnianśk w obwodzie zaporoskim, w wyniku którego zginęło siedmiu cywilów, w tym troje dzieci. 1 lipca doszło do ataku rakietowego na lotnisko wojskowe w Mirhorodzie. Strona rosyjska zadeklarowała zniszczenie bądź uszkodzenie kilku ukraińskich myśliwców Su-27.

Rosjanie intensywnie ostrzeliwali i bombardowali obszary przyfrontowe i przygraniczne. 30 czerwca – wskutek użycia kierowanych bomb lotniczych – zniszczony został terminal Nowej Poczty w Charkowie, a jedna osoba zginęła.

30 czerwca „The Washington Post” opublikował artykuł, w którym opisano 38 przypadków upadku rosyjskich bomb lotniczych na terenie obwodu biełgorodzkiego od kwietnia 2023 do kwietnia 2024 r. Dane te świadczą o problemach technicznych rosyjskiego lotnictwa i o ograniczonej celności bomb, używanych często przeciwko ukraińskim miastom położonym za linią frontu.

Nowy rodzaj wojsk w ukraińskich siłach zbrojnych. 25 czerwca prezydent Ukrainy zatwierdził decyzję Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony „O utworzeniu sił systemów bezzałogowych jako odrębnego rodzaju wojsk w strukturze Sił Zbrojnych Ukrainy”. Zgodnie z założeniami ma to zwiększyć zdolności armii w zakresie wykorzystania powietrznych, morskich i lądowych systemów bezzałogowych i zrobotyzowanych.

27 czerwca kapitan Robert Browdi „Madziar” poinformował o przekształceniu w pułk 414 Samodzielnego Batalionu Uderzeniowych Systemów Bezzałogowych. Jest to kolejny etap rozwoju tej struktury, powstałej w drodze ewolucji z niewielkiego oddziału ochotniczego, który wiosną 2022 r. rozpoczął eksperymentalne użycie dronów cywilnych na polu walki. Prawie wszyscy żołnierze pułku – na czele z dowódcą, w cywilu biznesmenem z branży rolniczej – są ochotnikami, którzy przed 24 lutego 2022 r. nie służyli zawodowo w wojsku. Oddział „Madziara” wykazuje się bardzo dużą efektywnością na polu bitwy. Od kilku miesięcy znajduje się w strukturze 30 Korpusu Piechoty Morskiej; działa nad dolnym Dnieprem oraz – od połowy maja – częściowo też w obwodzie charkowskim.

(...)

Migranci zarobkowi na front. 27 czerwca szef rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin oświadczył, że w wyniku obław zatrzymano ponad 30 tys. osób, które w ostatnich latach otrzymały obywatelstwo rosyjskie i unikały poboru do wojska. Jak dotąd do jednostek wojskowych skierowano ponad 10 tys. takich migrantów, większość z nich ma być zaangażowana w budowę fortyfikacji.

Białoruś eskaluje napięcie. 29 czerwca zastępca Dowódcy Sił Operacji Specjalnych Białorusi pułkownik Wadzim Łukaszewicz oświadczył, że sytuację na granicy białorusko-ukraińskiej „charakteryzuje rosnące napięcie”. Wskazał, że Ukraina przemieszcza wojsko w rejony przygraniczne, w tym systemy artylerii rakietowej. Dzień później szef białoruskiego Sztabu Generalnego Pawieł Murawiejka dopuścił użycie taktycznej broni nuklearnej w sytuacji, kiedy zostanie zagrożona suwerenność i niepodległość Białorusi. Wojowniczą narrację Mińska wsparł rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow, który 1 lipca oświadczył, że przemieszczenie jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy do granicy z Białorusią niepokoi władze Rosji. W odpowiedzi rzecznik ukraińskiej służby granicznej Andrij Demczenko stwierdził, że wszelkie ukraińskie działania na granicy z Białorusią mają na celu ochronę przed agresywnymi działaniami wroga, m.in. poprzez budowę nowych fortyfikacji.

Kolejne umowy o współpracy w sferze bezpieczeństwa. 27 czerwca Ukraina podpisała umowę o współpracy w sferze bezpieczeństwa z Litwą. Wilno potwierdziło, że będzie się starać co roku zapewnić Kijowowi wsparcie finansowe w zakresie bezpieczeństwa i obrony w wysokości 0,25% rocznego PKB (dzień wcześniej litewska Rada Bezpieczeństwa Państwa podjęła decyzję w tej sprawie). Wskazano, że w 2024 r. litewska pomoc wojskowa dla Ukrainy sięgnęła już blisko 80 mln euro, w tym 35 mln euro przeznaczono na sfinansowanie czeskiej inicjatywy zakupów amunicji artyleryjskiej.

Tego samego dnia Ukraina zawarła z Estonią umowę o współpracy w zakresie bezpieczeństwa i długoterminowego wsparcia. W dokumencie potwierdzono, że wsparcie wojskowe Tallinna dla Kijowa wyniesie w br. ponad 100 mln euro. Podkreślono potrzebę zapewnienia utrzymania tego samego poziomu pomocy w kolejnych latach, czyli co najmniej 0,25% PKB rocznie w latach 2024–2027.

W Brukseli podpisano również dokument Wspólne zobowiązania w zakresie bezpieczeństwa Ukrainy i Unii Europejskiej. Ukraina w tym roku otrzyma finansowanie z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF) w wysokości 5 mld euro – z przeznaczeniem na pomoc wojskową, w tym szkolenia. Dodatkowo 24 czerwca Rada UE zezwoliła na przeznaczenie pierwszej transzy zysków od zamrożonych rosyjskich aktywów (1,4 mld euro) na zakup nowego uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW) dla Ukrainy. W konkluzjach szczytu z 27 czerwca Rada Europejska wyraziła oczekiwanie, że do pierwszych wypłat dojdzie już tego lata. Ponadto UE potwierdziła przekazanie 50 mld euro na cele cywilne w latach 2024–2027 (7,9 mld euro zostało już wypłaconych) z Instrumentu na rzecz Ukrainy. W umowie zapowiedziano m.in. rozwój współpracy przemysłów obronnych państw UE z ukraińskimi firmami zbrojeniowymi, przeciwdziałanie zagrożeniom w cyberprzestrzeni i walkę z dezinformacją. Podkreślono, że UE zapewni strategiczne doradztwo i praktyczne wsparcie dla wysiłków reformatorskich zgodnie z międzynarodowymi zasadami dobrych rządów i praw człowieka. Ukraina zobowiązała się do przyjęcia i skutecznego wdrożenia takich reform. Zwrócono uwagę, że strony zintensyfikują działania na rzecz zapobiegania nielegalnemu obrotowi bronią i materiałami wybuchowymi.

Kijów zawarł już 20 umów o kooperacji w sferze bezpieczeństwa – z Wielką Brytanią, Niemcami, Francją, Danią, Kanadą, Włochami, Holandią, Finlandią, Łotwą, Hiszpanią, Belgią, Portugalią, Szwecją, Norwegią, Islandią, USA, Japonią, Litwą, Estonią i Unią Europejską.

osw.waw.pl

poniedziałek, 1 lipca 2024



Według "Financial Times" wszystko zależy od wyników drugiej tury wyborów, która została zaplanowana na 7 lipca. Wówczas Zjednoczenie Narodowe może nie zdobyć wystarczającej liczby mandatów, by powołać rząd. "Ale lekcja z pierwszej tury jest taka, że centrum we Francji nie utrzymało się pomimo żarliwych apeli Macrona o poparcie. Być może dzieje się tak dlatego, że dla milionów wyborców to sam Macron jest w dużej mierze problemem" - podkreślił brytyjski dziennik. 

Podobnego zdania jest "The Guardian", który zwrócił uwagę, że dla obecnego prezydenta Francji nie ma dobrego scenariusza. Jeżeli w przyszłym tygodniu partia Le Pen zwycięży i utworzy rząd, Macron "będzie musiał podzielić się władzą". Z kolei jeżeli tej większości nie uzyska, będzie miał "zawieszony" parlament niezdolny do stworzenia jakiejkolwiek większości, a co za tym idzie do rządzenia.

"Sueddeutsche Zeitung" ocenił, że wynik wyborów parlamentarnych we Francji jest "gorzką porażką dla Macrona". "Miał on nadzieję na powiększenie względnej większości swoich centrowych sił w izbie niższej dzięki przedterminowym wyborom. Teraz wydaje się to niezwykle mało prawdopodobne" - napisał niemiecki dziennik i podkreślił, że "jeżeli żaden z obozów nie zdobędzie w drugiej turze wyborów bezwzględnej większości, Francję czekają trudne negocjacje w celu utworzenia koalicji".

"Zagranie Macrona polegające na zarządzeniu przedterminowego głosowania po dotkliwej porażce z partią Le Pen w wyborach europejskich przyniosło spektakularne odwrotne skutki" - ocenił "The Daily Telegraph". Niedzielny wynik opisał jako "polityczne trzęsienie ziemi", które "po raz pierwszy od czasu współpracy reżimu Vichy z nazistowskimi Niemcami postawiło Francję na krawędzi przywództwa skrajnej prawicy". 

(...)

Najwięcej do powiedzenia w kwestii wyborów miał jednak francuski dziennik "Le Figaro". "Emmanuel Macron miał wszystko lub prawie wszystko: Pałac Elizejski i trzy lata przed sobą. Większość, z pewnością względna, ale mimo wszystko większość. Wąską, ale zaskakująco solidną bazę wyborczą. Nadszarpnięty wizerunek osobisty, ale niepodważalny autorytet. W Pałacu Elizejskim traci wszystko" - napisano w tekście przedstawiającym "aspekty kryzysu reżimu". Dziennik zarzucił Macronowi lekkomyślność, a jego strategię, która polegała na podzieleniu lewicy i odizolowaniu prawicy ocenił jako "szaloną".

Macron "chciał oddać głos narodowi". A więc "naród przemówił i to masowo - nigdy wcześniej nie było tak dużej frekwencji" - podkreślił "Le Figaro". Jak przyznał dziennik, we Francji zaczyna malować się "zupełnie nowy pejzaż polityczny", który przekłada się na swoistego rodzaju dylemat moralny nie tylko dla rządzących, ale także wyborców. Zdaniem francuskiego medium niektóre elementy programu prawicowej partii Le Pen mogą "budzić niepokój", jednak po przeciwnej stronie (skrajna prawica LFI) znajduje się: "islamo-lewica" oraz "klasowa nienawiść" i "antysemityzm". "To, co się odbywa, to nie dramat - co oznaczałoby walkę dobra ze złem. To jest w ścisłym sensie tego słowa - tragedia, gdy przeznaczenie, które każe wam wybierać, oferuje wam same złe wybory" - podkreślił "Le Figaro".

gazeta.pl

czwartek, 27 czerwca 2024



19 czerwca Rosjanie uderzyli od strony Gorłówki w kierunku Torećka, gdzie przebiegał ostatni w Donbasie nienaruszony jeszcze przez nich odcinek linii rozgraniczenia wojsk z 2014 r. W ciągu kilku dni przełamali pierwsze linie umocnień przeciwnika – wyszli na obrzeża stanowiących część aglomeracji torećkej Drużby i Piwnicznego (Kirowego) i zajęli leżącą pomiędzy nią a Gorłówką miejscowość Szumy. Torećk jako bezpośrednie zaplecze tego odcinka frontu stał się celem ataków lotniczych i ostrzału artyleryjskiego, co legło u podstaw decyzji o przyspieszonej ewakuacji jego mieszkańców. Postępy agresora na pozostałych odcinkach frontu w Donbasie, gdzie trwają najbardziej zacięte starcia, nie przyniosły znaczących zmian sytuacji – obrońcy wciąż utrzymują się w zachodniej części tzw. mikrorejonu Kanał w Czasiw Jarze, na obrzeżach Nowoołeksandriwki (według niektórych źródeł Rosjanie mieli odepchnąć siły ukraińskie i kontynuują natarcie w kierunku trasy Pokrowsk–Konstantynówka) oraz w północnej części Krasnohoriwki.

Ukraińcy kontratakowali w rejonie wsi Łypci na północ od Charkowa oraz na obrzeżach Wołczańska, gdzie uzyskali nieznaczne zdobycze terenowe. Z kolei w północnej części tego miasta kolejne rejony przeszły pod kontrolę najeźdźców. Próbę odbicia utraconych w maju terenów obrońcy podjęli po zapewnieniu sobie znacznej przewagi liczebnej nad agresorem – ich zgrupowanie szacowane jest obecnie na ok. 40 tys. żołnierzy wobec 10 tys. wojskowych wroga. Brak widocznych postępów i straty ponoszone przez siły ukraińskie w kolejnych szturmach na pozycje przeciwnika przyczyniły się jednak do otwartego wybuchu niezadowolenia. Jego wyrazem było złożenie 23 czerwca przez szefa sztabu brygady „Azow” Bohdana Krotewycza wniosku do Państwowego Biura Śledczego Ukrainy o ściganie wyższego rangą dowódcy, który „zabił więcej ukraińskich żołnierzy niż jakikolwiek generał rosyjski”. Zajmująca się kwestiami wojskowymi deputowana rządzącej partii Sługa Narodu Mariana Bezuhła ujawniła, że chodzi o mianowanego na dowódcę Połączonych Sił armii ukraińskiej w lutym br. generała Jurija Sodola. Miał on wcześniej wykazać się nieudolnością w Mariupolu, Krynkach, Awdijiwce i Oczeretynem. 24 czerwca wieczorem prezydent Wołodymyr Zełenski odwołał go i powołał na jego miejsce generała Andrija Hnatowa (obaj wywodzą się z piechoty morskiej, Hnatow uchodzi za protegowanego Sodola).

Najeźdźcy przeprowadzili kolejne – na mniejszą niż wcześniej skalę – ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną. 19 czerwca drony agresora uszkodziły instalacje energetyczne w obwodach kirowohradzkim i lwowskim (we Lwowie trafiony został też instytut naukowo-doświadczalny), dzień później rakiety i bezzałogowce – w dniepropetrowskim (w tym w Dnieprze), donieckim (trafiono elektrownię cieplną w Słowiańsku), kijowskim i winnickim, a 22 czerwca – w lwowskim i zaporoskim. W ostatnim z ataków uszkodzony miał zostać także Narodowy Instytut Techniczny Ropy i Gazu w Iwano-Frankiwsku. Na bezpośrednim zapleczu obrońców Rosjanie ponownie zintensyfikowali uderzenia na Charków, na który kierowane bomby lotnicze spadały w okresie 19–25 czerwca co najmniej raz dziennie (ataków nie odnotowano tylko 20 czerwca), przy czym 22 czerwca ofiarami byli cywile – dwie osoby zginęły, a 53 zostały ranne. Rakiety najeźdźców trzykrotnie uderzyły w Odessę i jej okolice (21, 22 i 24 czerwca) i dwukrotnie w Krzywy Róg (21 i 22 czerwca), gdzie najprawdopodobniej celami były magazyny wojskowe, jak również w lotniska w Mirhorodzie w obwodzie połtawskim (19 czerwca) i Wasylkowie w obwodzie kijowskim (23 czerwca). Ogółem od wieczora 18 czerwca do rana 25 czerwca agresor miał wykorzystać 51 rakiet, z których obrońcy deklarowali zestrzelenie 20. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych po raz kolejny ogłosiło stuprocentową skuteczność w zwalczaniu dronów Shahed (miało ich zostać zniszczonych 40), lecz w swoich sprawozdaniach nie uwzględniło lokalnych informacji o trafieniach i użyciu przez wroga większej liczby shahedów.

20 czerwca Rosjanie prawdopodobnie po raz pierwszy wykorzystali najcięższą, trzytonową bombę lotniczą M-54 (FAB-3000) w wersji z naprowadzanym modułem szybującym (ros. UMPK). Zaatakowano punkt dyslokacji sił przeciwnika w Łypciach na północ od Charkowa. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych oznajmiło, że do czasu zbadania szczątków nie jest w stanie potwierdzić tej informacji. W kolejnych dniach pojawiły się materiały filmowe z dwóch innych przypadków użycia FAB-3000 z UMPK. Produkcja tego wagomiaru bomb miała zostać wznowiona w Rosji w lutym br.

21 czerwca doszło do kolejnego zmasowanego ataku ukraińskich dronów na Krym i Kraj Krasnodarski, jednak nie potwierdzono, aby przyniósł on znaczące efekty. Rosjanie oświadczyli, że zestrzelili 114 dronów kamikadze (w tym 70 nad Krymem) oraz zniszczyli sześć dronów nawodnych. W trakcie odpierania ataku agresor zestrzelił własny śmigłowiec Ka-29, którego zadanie polegało na wykrywaniu i niszczeniu bezzałogowców nawodnych. Według strony ukraińskiej atakowane były rafinerie Afipska, Ilska, Krasnodarska i Astrachańska oraz stacje radiolokacyjne i obiekty walki radioelektronicznej. Jedyne potwierdzone trafienie odnotowano na lotnisku w Jejsku w Kraju Krasnodarskim – zdjęcia satelitarne wykazały uszkodzenia budynku koszar i pobliskiego hangaru. Natomiast według ukraińskiego Dowództwa Marynarki Wojennej na poligonie 726. Centrum Szkolenia Obrony Powietrznej w Kraju Krasnodarskim zniszczony został magazyn mieszczący 120 shahedów. Skuteczniejszy był przeprowadzony dzień wcześniej atak na obiekty rosyjskiej infrastruktury paliwowej. Doszło do pożaru zbiornika w rafinerii Afipskiej oraz dwóch zbiorników w płatonowskiej bazie paliwowej w obwodzie tambowskim, a także do uszkodzenia budynku i magazynu w enemskiej bazie paliwowej w Adygei.

W rezultacie nieudanego ukraińskiego ataku na Krym 23 czerwca jeden z pocisków ATACMS z głowicą kasetową eksplodował na wysokości plaży w okolicy Sewastopola, najprawdopodobniej wskutek zadziałania rosyjskiej obrony powietrznej. Zgodnie z lokalnymi danymi rosyjskimi zginęły cztery osoby, a 153 zostały ranne. Jedynym efektem wojskowym uderzenia były ślady pożarów na otwartym terenie Centrum Łączności Kosmicznej (40. Kompleksu Dowódczo-Pomiarowego Wojsk Powietrzno-Kosmicznych FR) koło Eupatorii. Moskwa postanowiła wykorzystać to wydarzenie do propagandowego uderzenia w Stany Zjednoczone, co spotkało się z odporem Waszyngtonu. Jego przedstawiciel stwierdził, że Kijów i tak minimalizuje straty wśród ludności cywilnej – nieporównywalnie względem Rosji. W zachodnich mediach (m.in. „The Times”) pojawiły się wątpliwości, czy duża liczba ofiar cywilnych w miejscu wypoczynku nie wpłynie na ponowne ograniczenie przez Zachód swobody wykorzystania przez stronę ukraińską przekazanego jej uzbrojenia.

osw.waw.pl