niedziela, 23 czerwca 2024



Wołczańsk dzieli się na dwie części rzeką Wołczją. W mniejszej, północnej części miasta znajdują się osiedla bloków mieszkalnych, budynki administracyjne i obiekty przemysłowe. Południowa część to głównie sektor prywatny. Linia frontu przechodzi w północnej części miasta, gdzie Siły Zbrojne Ukrainy stopniowo wypychają Rosjan z zabudowy.

W ostatnich dniach w centrum uwagi znalazła się sytuacja w Wołczańskim Zakładzie Agregatów, położonym właściwie na brzegu rzeki. Według źródeł ukraińskich otoczono tam do 400 żołnierzy rosyjskich. Ukraińscy wojskowi piszą, że Rosjanie próbują uwolnić okrążony personel wojskowy, ale ponoszą straty i nie mogą osiągnąć swoich celów – wszystkie podejścia do strefy przemysłowej są pod ostrzałem. W tym samym czasie lotnictwo ukraińskie kontynuuje uderzenia w teren zakładu kierowanymi bombami lotniczymi.

Ze strony rosyjskiej pierwszy o okrążeniu Sił Zbrojnych Rosji w fabryce agregatów napisał 14 czerwca korespondent wojskowy Anatolij Radow, następnie usunął swój post z Telegrama. Już następnego dnia zaprzeczył swojemu pierwotnemu komunikatowi, stwierdzając, że w rzeczywistości nie doszło do okrążenia („ZSU tymczasowo zablokowały logistykę”), a wieczorem 15 czerwca problem został rozwiązany. Co prawda, ​​​​w niedzielę znowu zasugerował, że Rosjanie na terenie zakładu napotkali problemy. O „trudnej sytuacji na terenie zakładu agregatów” pisze także kanał telegramowy „Rybar” powiązany z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej.

Według ukraińskiego DeepState, który 16 czerwca po południu podsumował dotychczasowe wyniki walk o fabrykę agregatów, Rosjanie od ponad miesiąca przebywają w strefie przemysłowej, gdzie przybyli w pierwszych dniach bitwy o Wołczańsk. Trasy do zakładu znajdują się od początku czerwca pod ogniem Sił Zbrojnych Ukrainy, a zaopatrywanie okopanych tam Rosjan wiąże się ze stratami i nie zawsze jest możliwe.

Równolegle z walkami miejskimi w Wołczańsku Rosjanie kontynuują umacnianie nowej linii obronnej po ukraińskiej stronie granicy – w odległości około 4 km od ukraińskich pozycji. Siły Zbrojne Ukrainy uderzają w sprzęt budowlany, ale sieć fortyfikacji stale rośnie.

Według ukraińskich żołnierzy walczących w obwodzie charkowskim, rosyjska ofensywa pomogła uzyskać pozwolenie na używanie zachodniej broni precyzyjnej do ataków na obszary przygraniczne na terytorium Rosji. O ile na początku rosyjskiej ofensywy polowe obozy, dowództwo i składy amunicji znajdowały się wystarczająco blisko strefy działań bojowych, co pozwalało skutecznie koordynować przebieg operacji wojskowej i szybko dostarczać niezbędne zaopatrzenie, to teraz Rosjanie zmuszeni są przenosić je dziesiątki kilometrów w głąb własnego terytorium. Co więcej, skupiska sprzętu i żołnierzy są teraz rażone także po rosyjskiej stronie granicy, co również nie pozwala Siłom Zbrojnym Rosji na gromadzenie sił w bezpośredniej bliskości strefy działań bojowych.

belsat.eu


Tego lata wiele barów w Moskwie pękało w szwach. Imprezy techno (na przykład zeszłotygodniowy festiwal Sigma), a także duże festiwale muzyczne (takie jak Outline i Signal, zaledwie kilka godzin jazdy od stolicy) gromadziły tysiące ludzi. Moskiewskie festiwale filmowe są nie mniej popularne.

Wojna już dawno zeszła na dalszy plan dla znacznej części obywateli. Wyjątkiem są ci, którzy zostali bezpośrednio wcieleni do walki — powiedział Denis Wołkow, szef niezależnej agencji sondażowej Levada Center. — Życie toczy się jak zwykle. W Moskwie widać ludzi, którzy jedzą na mieście, relaksują się, restauracje i teatry są pełne — powiedział portalowi The Moscow Times Wołkow.

W każdy weekend w stolicy odbywa się około 40 imprez w klubach nocnych — powiedział jeden z organizatorów, który poprosił o anonimowość, aby wypowiedzi na temat wojny nie wpłynęły na jego zarobki.

Choć liczba wydarzeń spadła, a imprezy odbywają się obecnie około półtora do dwóch razy rzadziej niż przed wojną, to rosyjskie życie nocne zdaje się kwitnąć. — Wielu naszych artystów wyjechało, a sporo międzynarodowych gwiazd zbojkotowało Rosję — powiedział organizator.

(...)

— Widzimy teraz, że liczba wydarzeń rośnie, ponieważ wiele osób wraca do Rosji — powiedział organizator imprez. Dodał, że brak obecności muzyków z zagranicy "pomimo niefortunnych okoliczności stworzył nowe możliwości dla rosyjskich artystów".

Wielu imprezowiczów powtórzyło jego pogląd. — Życie imprezowe zmieniło się w tym sensie, że kluby przestały zapraszać niektórych zagranicznych artystów, ale to daje naszym utalentowanym chłopakom świetną okazję do wyrażenia siebie — powiedziała Daria.

onet.pl/The Moscow Times


Zdobycie niemal wymarłego miasta, niegdyś zamieszkałego przez 12 tys. osób, nie powinno stanowić specjalnego wyzwania dla liczniejszej i lepiej uzbrojonej armii rosyjskiej. Jednak 10 tygodni później atak zatrzymał się, a wykrwawieni Rosjanie zdobyli może kilkadziesiąt budynków na przedmieściach Czasiw Jaru.

Co gorsza dla Rosjan, ukraiński kontratak na południe od Czasiw Jaru w ostatnich dniach wypchnął siły okupacyjne z wioski Kliszcziwka, jednego z południowych przyczółków sił rosyjskich, które próbują otoczyć Czasiw Jar.

Ukraińska obrona Chasiw Jaru, dowodzona przez 41. i 67. Brygadę Zmechanizowaną, 56. Brygadę Zmotoryzowaną i 5. Brygadę Szturmową, a także 241. brygadę obrony terytorialnej, przeszła najśmielsze oczekiwania. Jeszcze pod koniec maja ukraińska grupa analityczna Frontelligence Insight przewidywała, że Czasiw Jar „ostatecznie zostanie utracony na rzecz sił rosyjskich”.

Chociaż nadal może się to zdarzyć, obecne trendy nie wyglądają dobrze dla Rosjan atakujących Czasiw Jar. Ich wyczucie czasu było nietrafione.

Na początku kwietnia ukraińskim brygadom rozpaczliwie brakowało amunicji - głównie z powodu Republikanów w Kongresie USA, blokujących dalszą pomoc dla Ukrainy. - Nasza artyleria milczała - powiedział Kyiv Independent żołnierz 5. Brygady Szturmowej o imieniu Dmytro.

W tym samym czasie 67. Brygada Zmechanizowana, broniąca wówczas najbardziej wrażliwej dzielnicy Czasiw Jaru po odsłoniętej wschodniej stronie Kanału Donbas, topniała. Urzędnicy z Ministerstwa Obrony w Kijowie zidentyfikowali głębokie dysfunkcje w sztabie dowodzenia brygady, co skłoniło resort do rozformowania brygady, a następnie jej odbudowy - proces ten trwał tygodnie.

Dwa miesiące temu ukraiński garnizon w Czasiw Jarze był słaby. Jego obrona przeciwlotnicza była tak niewystarczająca, że rosyjskie odrzutowce szturmowe Su-25 mogły latać w odległości zaledwie kilku kilometrów od miasta, aby wystrzelić swoje rakiety - co byłoby praktycznie samobójstwem dla ich pilotów zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Na niebie roiło się od rosyjskich dronów FPV.

W pierwszych tygodniach walk w kwietniu, rosyjski 1. Korpus Armijny i sąsiednie jednostki posunęły się kilka kilometrów na północ i południe od Czasiw Jaru, ostatecznie zajmując Kliszcziwkę i Iwaniwske. Aby zdobyć tę ostatnią wioskę, Rosjanie zaatakowali ukraińską kompanię za pomocą dronów FPV i zabili lub ranili 80 proc. z jej 70 żołnierzy.

Ale potem wszystko się zmieniło. Pod koniec kwietnia przychylni Rosji Republikanie ustąpili i 24 kwietnia prezydent USA Joe Biden podpisał ustawę o nowej pomocy dla Ukrainy w wysokości 61 mld dol. W ciągu kilku dni ogromne partie amerykańskiej amunicji znalazły się w drodze na Ukrainę.

Wkrótce Rosjanie pogorszyli swój błąd. Zamiast wzmocnić swoje siły na wschodzie, 10 maja rozpoczęli ofensywę na północy Ukrainy. To Dzień Zwycięstwa w Rosji, rocznica podczas której Rosjanie świętują pokonanie nazistowskich Niemiec przez Związek Radziecki w II wojnie światowej.

Północne zgrupowanie sił rosyjskich natarło na ukraińskie brygady zmechanizowane. Od tego czasu północne pole bitwy stało się śmiertelną pułapką dla rosyjskiej piechoty.

Walki w Czasiw Jarze i jego okolicach trwały nadal. Ale po raz pierwszy od tygodni żadna ze stron nie miała znaczącej przewagi ogniowej. Ukraińcy mieli naturalną przewagę nad atakującymi armiami. Mogli okopać się i czekać na wzgórzu, podczas gdy Rosjanie musieli opuścić względne bezpieczeństwo własnych okopów i bunkrów i przejść przez nisko położony otwarty teren.

Las wokół kanału zapewnia pewną osłonę przed wszechobecnymi ukraińskimi dronami. Ale przekroczenie samego kanału oznacza opuszczenie lasu i przebiegnięcie przez jeden z dwóch mostów lądowych przecinających kanał.

To właśnie przy tych mostach lądowych ukraińskie drony i artyleria masakrują atakujących Rosjan. Kiedy niektórzy Rosjanie szukali schronienia w szerokich rurach wodociągowych, ukraińskie drony zrzucały granaty przez otwory w rurach.

onet.pl/Forbes

sobota, 22 czerwca 2024



Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) skrytykowało sprzeciw Korei Południowej i Japonii wobec rosyjsko-północnokoreańskiej umowy o partnerstwie strategicznym i bezpośrednio powiązało umowę z inicjatywą prezydenta Rosji Władimira Putina „Eurazjatycka architektura bezpieczeństwa”. 21 czerwca południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap podała, że ​​źródła rządowe Korei Południowej poinformowały, że Korea Południowa może wysłać na Ukrainę pociski artyleryjskie kal. 155 mm i nieokreślone systemy obrony powietrznej po tym, jak 20 czerwca dyrektor bezpieczeństwa narodowego Korei Południowej Chang Ho-jin oświadczył, że Korea Południowa odpowie do porozumienia rosyjsko-północnokoreańskiego poprzez ponowne rozważenie swojej polityki uniemożliwiającej wysyłanie pomocy na Ukrainę. 21 czerwca południowokoreańskie MSZ wezwało ambasadora Rosji w Korei Południowej Georgija Zinowjewa, aby wezwać Rosję do zaprzestania współpracy wojskowej z Koreą Północną. Zinowjew oskarżył Koreę Południową o próbę „grożenia i szantażowania” Rosji oraz o to, że współpraca Rosji z Koreą Północną nie jest skierowana przeciwko żadnemu innemu krajowi oraz stwierdził, że współpraca rosyjsko-północnokoreańska pomaga wzmocnić stabilność na Półwyspie Koreańskim. Dyrektor Departamentu Trzeciego ds. Azji rosyjskiego MSZ Ludmiła Worobiowa spotkała się 21 czerwca z dyrektorem Departamentu Europy japońskiego MSZ Masashi Nakagome w związku z wprowadzeniem nowej rundy japońskich sankcji wobec Rosji. Rosyjskie MSZ stwierdziło, że japońskie sankcje stanowią „kolejny krok w kierunku całkowitego zniszczenia” stosunków rosyjsko-japońskich, które według rosyjskiego MSZ są najniższe w historii. Rosyjskie MSZ stwierdziło, że Rosja odpowie na sankcje „ostrymi i bolesnymi środkami zaradczymi”. Rosyjskie MSZ w odpowiedzi na protesty Nakagome dotyczące strategicznego partnerstwa rosyjsko-północnokoreańskiego przedstawiło inicjatywę Putina z 14 czerwca na rzecz stworzenia „nowej ogólnokontynentalnej architektury bezpieczeństwa” w Eurazji.

understandingwar.org


- Nie grozimy bronią nuklearną. Mamy doktrynę nuklearną, która mówi, że użycie takiej broni jest możliwe w przypadku zagrożenia suwerenności i integralności terytorialnej kraju, w wyjątkowych przypadkach. Nie sądzę, aby taki przypadek miał miejsce. I nie ma takiej potrzeby. Ale doktryna jest żywym instrumentem i nie wykluczamy wprowadzenia pewnych zmian. W razie potrzeby przeprowadzimy testy nuklearne, ale na razie nie ma takiej potrzeby – powiedział Putin na sesji plenarnej Międzynarodowego Petersburskiego Forum Ekonomicznego.

- Jeśli dojdzie do wymiany nuklearnej, nie daj Boże, wszyscy powinni zdać sobie sprawę, że Rosja ma system wczesnego ostrzegania przed atakami rakietowymi. Mają go również Stany Zjednoczone – mówił przywódca Rosji. I podkreślił: „Nie ma innego tak rozwiniętego systemu na świecie. Europa nie ma takiego systemu, jest mniej lub bardziej bezbronna pod tym względem”.

Putin chwalił się też rosyjską taktyczną bronią jądrową: „Jest trzy lub cztery razy potężniejsza niż bomby użyte przez Amerykanów w Hiroszimie i Nagasaki”. I znów wyraźnie pogroził Europie: „Mamy jej wielokrotnie więcej niż kontynent europejski. Nawet jeśli Amerykanie przywiozą swoją ze Stanów Zjednoczonych, Europejczycy będą musieli pomyśleć dwa razy”. - Jeśli ci, z którymi będziemy wymieniać takie uderzenia, nie będą istnieć - czy Amerykanie zaangażują się w tę wymianę uderzeń już na poziomie broni strategicznej? Bardzo w to wątpię. Nadal zakładam, że nie dojdzie do wymiany ciosów. Nie mamy potrzeby myśleć na ten temat i prosiłbym, aby nie wspominać o takich rzeczach na próżno – powiedział Putin.

strefaobrony.pl


Informacji o tej istotnej decyzji udzielił w trakcie czwartkowej konferencji prasowej rzecznik Amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, John Kirby. Zgodnie z jego słowami, USA - mając świadomość, że fakt ten odbije się na terminach dostaw dla innych krajów - musiały podjąć „trudną, ale konieczną decyzję” o spriorytetyzowaniu dostaw pocisków przeciwlotniczych dla Ukrainy. Zgodnie ze słowami Kirby'ego państwo to znajduje się obecnie w „kluczowym momencie konfliktu” i musi dysponować wystarczającą ilością pocisków, aby skutecznie odpierać kolejne rosyjskie ataki rakietowe.

Kontynuując odpowiedzi na pytania, rzecznik Rady Bezpieczeństwa dodał, że efekty „przesunięcia priorytetów” dostaw powinny być widoczne za kilka miesięcy, gdy do Ukrainy zaczną trafiać pociski prosto z linii produkcyjnych amerykańskich firm.  Warto dodać, że zgodnie z udzielonymi w trakcie konferencji informacjami, krajem którego dostawy nie zostaną opóźnione jest Republika Taiwanu.

Ogłoszona w czwartek decyzja jest częścią szerszej i trwającej od kilku miesięcy inicjatywy, która ma zaowocować istotnym i pilnym wzmocnieniem naziemnego komponentu ukraińskiej obrony powietrznej. Komponent ten, wyposażony głównie w posowieckie systemy S-300 i Buk udowodnił w pierwszych miesiącach i latach inwazji swoją wysoką skuteczność, niszcząc kilkadziesiąt rosyjskich statków powietrznych wielu typów i uniemożliwiając rosyjskim siłom powietrznym uzyskanie swobody działań nad ukraińskim niebem.

Jednocześnie jednak, wraz z kolejnymi atakami lotniczo-rakietowymi systematycznie malała ilość pocisków przeciwlotniczych pozostająca w dyspozycji ukraińskich SZ. Fakt ten pociągnął za sobą konieczność dostawy zachodnich systemów przeciwlotniczych średniego (Patriot i SAMP/T) oraz krótkiego (IRIS-T SLM, NASAMS, Aspide) zasięgu. Wykazały się one bardzo wysoką skutecznością w odpieraniu rosyjskich ataków. Sam system Patriot, chroniący między innymi Kijów, zgodnie ze słowami ukraińskich żołnierzy i polityków, wielokrotnie udowodnił, że jest „najnowocześniejszym systemem obrony powietrznej na świecie”.

Problemem ukraińskiej obrony powietrznej nie była jednak sama jakość, ale też ilość systemów obrony powietrznej. Stosunkowo nieliczne zachodnie zestawy nie były w stanie osłonić ukraińskiej infrastruktury krytycznej oraz rozwiniętych wojsk. Z tego powodu kolejne rosyjskie ataki skutkowały systematycznym niszczeniem sieci elektroenergetycznej, jak tez kolejnymi skutecznymi uderzeniami na pozycje obronne wojsk lądowych.

Obecnie ukraińskie SZ dysponują 3-4 zespołami ogniowymi systemu Patriot, przekazanymi przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Uzupełnia je jeden, przekazany wspólnie przez Francję i Włochy, system SAMP/T będący produkowanym w Europie odpowiednikiem Patriota. W odpowiedzi na apele strony ukraińskiej, w najbliższych miesiącach do naszego wschodniego sąsiada trafić mają kolejne systemy tej klasy. Dostatecznie po jednym systemie zadeklarowały USA, Niemcy i Rumunia, z kolei Holandia rozpoczęła inicjatywę mającą zaowocować skompletowaniem z udziałem kilku krajów NATO kolejnego zestawu. Całość pakietu uzupełnia z kolei deklaracja Włoch, które zobowiązały się samodzielne przekazać zespół ogniowy SAMP/T.

Powyższe dostawy pozwolą podwoić „stan posiadania” ukraińskiej obrony powietrznej. Brakującym elementem, który zapewni im odpowiednią skuteczność jest duży zapas pocisków rakietowych i właśnie to zagwarantować ma amerykańska decyzja o przekierowaniu produkcji pocisków na potrzeby Ukrainy. 

strefaobrony.pl


Według powołującego się na dochodzenie hiszpańskich służb El Debate osobą, z którą Wawiłowa utrzymywała regularne kontakty, był Josep Lluis Alay, bliski doradca Carlesa Puigdemonta.

Ze śledztwa wynika, że to właśnie Wawiłowa zapoczątkowała relacje pomiędzy ludźmi Kremla a separatystami ze wspólnoty autonomicznej Katalonii dążącymi do oderwania tego regionu od Hiszpanii.

Alay, nazywany w Hiszpanii „prawą ręka Puigdemonta”, kontaktował się z Wawiłową m.in. w związku z tłumaczeniami jej książek na język hiszpański.

El Debate przypomina, że działająca przez lata „pod przykrywką” agentka rosyjskiej SWR zleciła najbliższemu doradcy Puigdemonta przetłumaczenie swoich trzech książek. Gazeta twierdzi, że tłumaczenie książek mogło być jedynie przykrywką dla kontaktów doradcy byłego premiera Katalonii oraz agentki rosyjskiej SWR.

Alay, jak wynika z dochodzenia „Voloh”, doskonale wiedział kim jest Wawiłowa, gdyż utrzymywał z nią relacje po tym, jak w 2010 r. została ona deportowana z USA do Rosji w ramach wymiany ujętych szpiegów. Wawiłowa i jej mąż znaleźli się bowiem w grupie 10 osób wymienionych za byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala (który po latach był celem rosyjskiego zamachu w Wielkiej Brytanii z użyciem broni masowego rażenia. Zginęła wtedy postronna obywatelka Wielkiej Brytanii).

Wawiłowa vel Tracey Folley i jej mąż Andriej Biezrukow vel Donald Heathfield byli tzw. „nielegałami” (czy też „śpiochami”), rosyjskimi szpiegami udającymi Amerykanów dzięki fałszywej tożsamości. 

belsat.eu/PAP/elpais.com

20 czerwca Władimir Putin złożył oficjalną wizytę w Wietnamie, gdzie spotkał się z czołowymi politykami: prezydentem, premierem, sekretarzem generalnym rządzącej Komunistycznej Partii Wietnamu oraz przewodniczącym parlamentu. Przeprowadzono też rozmowy w rozszerzonym składzie, w których po stronie rosyjskiej uczestniczyło wielu ministrów (przemysłu, transportu, energetyki, wiceminister obrony), szefów państwowych agencji (ds. wojskowo-technicznej współpracy z zagranicą i inwestycji) oraz dyrektorzy koncernów (Rosoboroneksportu, Zarubieżniefti, Novateku, Rosatomu, banku WEB). Podpisano polityczną deklarację oraz szereg dokumentów międzyresortowych i biznesowych, w większości o charakterze niewiążących memorandów. Spółka Zarubieżnieft’ uzyskała licencję na zagospodarowanie kolejnego złoża w wietnamskiej strefie ekonomicznej na szelfie Morza Południowochińskiego (tzw. Blok 11-2).

Hanoi jest tradycyjnie bliskim partnerem politycznym Moskwy. Postsowiecką elitę rosyjską i komunistyczną elitę wietnamską łączy przede wszystkim pamięć o poparciu, jakiego ZSRR konsekwentnie udzielał Komunistycznej Partii Wietnamu w trakcie konfliktów w Indochinach w zasadzie przez cały okres od 1945 r. do drugiej połowy lat 80. (kolejno przeciwko Francji, Wietnamowi Południowemu, Stanom Zjednoczonym, Kambodży i Chinom). Szczególnie silne były więzi w dziedzinie współpracy wojskowo-technicznej. Wietnamskie siły zbrojne wyposażano niemal wyłącznie w sprzęt radziecki i rosyjski, a pewna liczba wietnamskich oficerów szkoliła się w Rosji. Po Chinach, Japonii i Korei Południowej Wietnam jest najważniejszym partnerem handlowym FR w regionie Azji Wschodniej i Azji Południowej.

Komentarz

Wizytę Putina należy interpretować jako próbę nadania nowej dynamiki w relacjach bilateralnych i powstrzymania Hanoi przed dalszym prozachodnim dryfem, który w dużym stopniu wynika z jego obaw przed rosnącą potęgą i asertywnością ChRL (z którą Wietnam toczy spór dotyczący rozgraniczenia szelfu i wysp na Morzu Południowochińskim). W ostatnich latach Moskwa – mimo ogłoszonego na początku drugiej dekady XX wieku zwrotu na Wschód – zaniedbała stosunki z Hanoi. Putin ostatni raz odwiedził Wietnam w 2017 r., jeszcze przed atakiem Rosji na Ukrainę stagnacji ulegały obroty handlowe (szczególnie na tle spektakularnego wzrostu wymiany obu partnerów z Chinami). Po rosyjskiej inwazji spadły one z ok. 7 mld dolarów w 2021 r. do poniżej 5 mld w 2022 r., a w 2023 r. wzrosły o zaledwie 8%. Nadal nie zrealizowano umowy z 2017 r. o zbudowaniu przez Rosatom w Wietnamie centrum badań jądrowych.

Spowolnienie we współpracy rosyjsko-wietnamskiej było widoczne w sferze wojskowo-technicznej. Według danych SIPRI wartość wietnamskiego importu z Rosji zmniejszała się gwałtownie mniej więcej od roku 2018, a Wietnam zaczął otwarcie deklarować wolę dywersyfikacji źródeł importu broni. Spadek ten wynikał także z braku gotowości Hanoi do łamania amerykańskich sankcji obejmujących współpracę z rosyjskim sektorem obronnym. Wietnam tymczasem zaczął aktywnie rozwijać relacje gospodarcze z Zachodem i polityczno-strategiczne – ze Stanami Zjednoczonymi.

Wizyta miała w dużym stopniu wymiar polityczno-propagandowy. Obie strony dołożyły starań, aby stworzyć wrażenie bezproblemowych stosunków i woli obu państw do pogłębiania współpracy we wszystkich sferach. Strona rosyjska wyraziła uznanie dla „wyważonego i obiektywnego” stanowiska Hanoi wobec agresji Rosji na Ukrainę, a Wietnam zadeklarował poparcie dla inicjatyw międzynarodowych Moskwy mających de facto antyzachodnie ostrze (Wielkie Partnerstwo Eurazjatyckie, budowa systemu bezpieczeństwa w Azji na zasadzie pozablokowej i niepodzielnego bezpieczeństwa, „depolityzacja” Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, walka z „rewizjonizmem historycznym” dotyczącym II wojny światowej itd.).

Wizyta nie przyniosła (poza licencją dla Zarubieżniefti) konkretnych rezultatów w postaci umów, które mogłyby zdynamizować współpracę ekonomiczną czy wojskową (mimo obecności w rosyjskiej delegacji aż trzech oficjeli odpowiedzialnych za kwestie współpracy wojsko-technicznej). Już po odbyciu rozmów z przedstawicielami władz, na spotkaniu z wietnamskimi absolwentami radzieckich i rosyjskich uczelni, Putin przyznał, że istnieją poważne trudności we wzajemnych rozliczeniach, i ujawnił, że Hanoi odmawia obsługi samolotów pasażerskich zachodniej produkcji, z których korzystają rosyjskie linie lotnicze. Jednocześnie de facto zarzucił stronie wietnamskiej brak woli politycznej do stworzenia efektywnego mechanizmu rozliczeń. Wątpliwe jest, aby Hanoi zmieniło swoją dotychczasową ostrożną politykę wobec łamania sankcji, biorąc pod uwagę znaczenie dynamicznie rozwijających się więzi gospodarczych Wietnamu z Zachodem (36 mld dolarów inwestycji zagranicznych) i konieczność szukania amerykańskiego wsparcia w obliczu chińskiej potęgi.

osw.waw.pl

piątek, 21 czerwca 2024



W dniach 18–19 czerwca Władimir Putin złożył oficjalną wizytę w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD). W skład rosyjskiej delegacji weszli dwaj wicepremierzy (odpowiedzialni za sektor energetyczny i przemysł obronny), ministrowie: obrony, spraw zagranicznych, transportu i zdrowia, wiceminister obrony oraz gubernator graniczącego z ChRL Kraju Nadmorskiego. Oprócz rozmów Putina z liderem KRLD Kim Dzong Unem odbyło się też spotkanie w rozszerzonym składzie. Podpisano trzy dokumenty: międzypaństwowy Układ o wszechstronnym partnerstwie strategicznym oraz dwa międzyrządowe porozumienia – o budowie mostu drogowego przez graniczną rzekę Tumen i o współpracy w dziedzinie ochrony zdrowia, kształcenia medycznego i nauki.

Układ o strategicznym partnerstwie zawiera klauzulę o niezwłocznym udzieleniu „wojskowej i innej pomocy przy użyciu wszystkich dostępnych sił” – zgodnie z art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych – w wypadku gdy druga strona znajdować się będzie w stanie wojny w konsekwencji agresji zbrojnej. Ponadto zamieszczono w nim zobowiązanie do niepodpisywania z państwami trzecimi umów, które naruszałyby suwerenność i bezpieczeństwo drugiego sygnatariusza, oraz do podjęcia wspólnych działań w celu wzmocnienia zdolności obronnych stron. Dokument zobowiązuje FR i KRLD do zwiększenia handlu, stwarzania sprzyjających warunków współpracy gospodarczej w kwestiach celnych i finansowych oraz stymulowania wzajemnych inwestycji. Putin w trakcie wizyty, jak również w opublikowanym dzień przed nią artykule dla północnokoreańskiego dziennika odnotował z wdzięcznością poparcie, jakiego Korea Północna udziela Rosji w wojnie z Ukrainą, wyrażał się z uznaniem o antyamerykańskiej polityce Pjongjangu i obarczał całą winą za napięcia na Półwyspie Koreańskim Stany Zjednoczone. Zapowiedział, że Moskwa sprzeciwia się przedłużaniu reżimu sankcyjnego ONZ wobec KRLD.

Komentarz

Podpisanie układu o partnerstwie strategicznym – a zwłaszcza włączenie do niego klauzuli o wzajemnej pomocy wojskowej na wypadek agresji – ma poważne konsekwencje. Oznacza intensyfikację współpracy wojskowo-technicznej, co niewątpliwie przełoży się na zwiększenie dostaw północnokoreańskiego wyposażenia i amunicji dla armii rosyjskiej walczącej przeciwko Ukrainie. Pośrednio świadczy o tym obecność w delegacji FR wicepremiera odpowiedzialnego za przemysł zbrojeniowy i – obok ministra obrony – zajmującego się zaopatrzeniem sił zbrojnych wiceministra tego resortu. Jednocześnie podpisanie układu wiąże się z tym, że Rosja będzie wspierać modernizację technologiczną armii północnokoreańskiej, a zwłaszcza jej komponentu rakietowego, kosmicznego i – prawdopodobnie – nuklearnego. To zaś przyczyni się do podniesienia zagrożenia militarnego dla Korei Południowej i stacjonujących w tym państwie (z którym Stany Zjednoczone są związane sojuszem obronnym) sił amerykańskich. Co więcej, można założyć, że porozumienie wojskowe z Rosją zachęci północnokoreański reżim do eskalowania napięcia i zwiększenia gotowości do zachowań niosących ze sobą niebezpieczeństwo pełnoskalowego konfliktu na Półwyspie Koreańskim. Niewątpliwie podpisanie tego dokumentu pokazuje, że Moskwa uważa, iż wybuch takiego konfliktu byłby dla niej korzystny, a co najmniej jest gotowa ponieść jego ryzyko.

Porozumienie należy również uznać za przypieczętowanie radykalnego zwrotu Kremla od Zachodu ku Azji w sferze nie tylko polityki zagranicznej, lecz także kształtowania tożsamości Rosji. Warto w tym miejscu przypomnieć, że FR odziedziczyła po Związku Radzieckim pochodzące z 1961 r. porozumienie z KRLD, które zawierało też zapisy o wzajemnej pomocy wojskowej. Moskwa klauzulę tę wypowiedziała jednak w 1996 r. Nawet pod koniec lat 90., gdy rosyjski establishment polityczny był już głęboko rozczarowany relacjami z Zachodem (za symboliczny przełom można uznać sprzeciw wobec interwencji zbrojnej NATO w Kosowie), pomysł antyzachodniego sojuszu z Koreą Północną zgłaszały jedynie środowiska stanowiące absolutny margines polityczny i intelektualny. Do samego pełnoskalowego ataku FR na Ukrainę w lutym 2022 r. KRLD w rosyjskim dyskursie politycznym traktowano jako przykład tego, czym Rosja nie chciałaby się stać – nawet w sytuacji konfliktu z Zachodem. Zacieśnienie więzi z Pjongjangiem i towarzysząca temu retoryka Kremla doskonale pasują do rozwijanej przezeń ideologicznej koncepcji cywilizacyjnego zerwania z tradycją zachodnią i budowania antyzachodniego sojuszu „tradycyjnych cywilizacji”.

Skład rosyjskiej delegacji świadczy o tym, że w wymiarze praktycznym strony będą poszerzały współpracę przede wszystkim w sferach wojskowo-technicznej, energetyki, ochrony zdrowia oraz zamierzają dążyć do rozbudowania połączeń komunikacyjnych. Warto zwrócić uwagę, że formalnie Rosja nadal przestrzega sankcji ONZ nałożonych na KRLD. W związku z tym oficjalne obroty handlowe między nimi – mimo dziewięciokrotnego wzrostu w 2022 r. i ponownego podniesienia się o połowę w 2023 r. – osiągnęły zaledwie 35 mln dolarów rocznie. Należy jednak przypuszczać (co pośrednio potwierdza zawetowanie przez Rosję w zeszłym roku prac grupy ekspertów ONZ zajmującej się monitorowaniem restrykcji wymierzonych w Koreę Północną), że w rzeczywistości wymiana jest znacznie wyższe. Niemniej ewentualny rozwój tej współpracy będzie miał większe znaczenie dla KRLD niż dla Rosji.

Wizyta Putina w Korei Północnej i zawarte porozumienia staną się dla Moskwy narzędziem presji polityczno-psychologicznej na Zachód. Tworzą bowiem zagrożenie wzrostem regionalnej i globalnej niestabilności, a jednocześnie służą lansowaniu tezy, że północnokoreańskie zasoby ułatwią Rosji przedłużenie wojny z Ukrainą lub nawet przyczynią się do zwycięstwa agresora. W ten sposób zwiększają presję na polityczną regulację konfliktu na warunkach Moskwy. Ponadto są instrumentem zastraszania azjatyckich sojuszników USA bezpośrednio lub pośrednio wspierających Ukrainę (politycznie, finansowo lub dostawami amunicji) – Japonii, a szczególnie Korei Południowej – co podnosi koszty i ryzyka takiej ich polityki.

Zwraca uwagę powściągliwa reakcja Pekinu na zawarcie przez Moskwę i Pjongjang układu o partnerstwie strategicznym. Należy założyć, że Putin poinformował chińskiego lidera o zamiarze podpisania takiego dokumentu podczas ostatniej wizyty w Pekinie w kwietniu. Dla Chin konsekwencje tego porozumienia są niejednoznaczne. Z jednej strony pomoże ono Rosji prowadzić wojnę na Ukrainie i będzie stanowić dodatkowy problem dla Waszyngtonu, co leży w interesie Pekinu. Z drugiej jednak – zwiększone ryzyko eskalacji na Półwyspie Koreańskim mogłoby doprowadzić do pełnoskalowego konfliktu w regionie Azji Północno-Wschodniej z udziałem Stanów Zjednoczonych, czego ChRL chciałaby obecnie uniknąć.

osw.waw.pl


Filipińsko-chińskie morskie przepychanki mają miejsce w archipelagu wysp Spratlay na Morzu Południowochińskim. Konkretnie rafy Ayungin, na której spoczywa stary filipiński (ex-amerykański) okręt desantowy Sierra Madre. Został tam umieszczony w 1999 roku, aby wzmocnić filipińską obecność w okolicy, po tym jak kilka lat wcześniej Chińczycy zaczęli budowę swojej nielegalnej placówki wojskowej (początkowo nazywanej "schronieniem dla rybaków") na pobliskim atolu Mischief Reef. Aktualnie na rdzewiejącym i rozpadającym się kadłubie na zmianę przebywają w spartańskich warunkach kilkuosobowe grupy filipińskich marynarzy. Ich jedyną funkcją jest być i trwać, aby utrudnić Chińczykom zawłaszczenie rafy. Ci nie podejmują bezpośrednich ataków na Sierra Madre, jednak już od ponad dekady próbują sabotować misje zaopatrzeniowe i wymianę obsady filipińskiej placówki.

17 czerwca doszło do kolejnego tego rodzaju starcia. Filipińczycy wysłali do Sierra Madre jedną większą łódź i kilka mniejszych półsztywnych. Chińczycy czekali z ponad dwukrotnie liczniejszymi siłami, do tego ich jednostki były większe. Według relacji filipińskiego wojska chińska straż wybrzeża używała taranowania, aby zmusić ich łodzie do zmiany kursu i niepłynięcia ku Sierra Madre. Jedna z nich miała zostać wzięta w kleszcze przez dwie chińskie jednostki, jej silniki celowo uszkodzono, po czym doszło do abordażu. Chińczycy mieli dokonać bezprawnego przeszukania i zagrabienia części broni oraz wyposażenia filipińskich marynarzy.

Pomimo wszystko część jednostek Filipin dotarła do burty Sierra Madre i rozpoczęła przeładunek. Chińczycy nie dali za wygraną i zaatakowali je przy pomocy kilku swoich łodzi półsztywnych. Na filipińskich nagraniach widać, jak dochodzi do taranowania, przepychania i prób odholowywania. Można też zobaczyć, że chińscy marynarze grożą siekierą, kiedy Filipińczyk próbuje odwiązać linę, która służyła do odholowywania jego łodzi. Jeden z filipińskich załogantów został ugodzony ostrym przedmiotem w ramię i musiał zostać opatrzony. Według Filipin został ugodzony nożem przywiązany do bambusa i używanym jak prosta dzida. Filipińczycy nagrali też, jak jeden z Chińczyków dziurawi gumowaną burtę ich jednostki przy pomocy noża. Widać też, jak bosakami po prostu kradną plecaki i torby z pokładów filipińskich łodzi. Do tego Chińczycy próbowali utrudniać nagrywanie wydarzeń przy pomocy silnych świateł stroboskopowych i puszczali z głośników wysoki dźwięk.

(...)

Chiny stosują jednak strategię faktów dokonanych i wykorzystują swoją siłę. Od lat 90. sztucznie powiększyły kilka wcześniej bezludnych lub tylko okresowo zamieszkanych wysepek i raf, przeobrażając je w bazy wojskowe. Część z lotniskami i stanowiskami obrony przeciwlotniczej oraz brzegowej. Używają ich jako podstawy do wysuwania żądań co do kontroli nad okolicznymi wodami. Do prób ich egzekucji używają przede wszystkim sił Straży Wybrzeża, która jest bardzo rozbudowaną i dobrze wyposażoną organizacją paramilitarną. Jej największe jednostki są rozmiarów porównywalnych do amerykańskich niszczycieli typu Alreigh Burke. Łączna liczba oceanicznych i przybrzeżnych jednostek patrolowych jest szacowana na prawie 300 sztuk. Dodatkowo i tak już bardzo silna Straż Wybrzeża jest wspierana przez tak zwaną Milicję Morską. To kolejna paramilitarna organizacja, która używa nieuzbrojonych zaadoptowanych lub specjalne budowanych jednostek cywilnych do zadań patrolowych, a raczej hybrydowych. Zadaniem milicji jest głównie dbanie o chińskie interesy na spornych wodach. Dokładna liczba jednostek tej formacji nie jest znana, ale jest szacowana na 300-400 na Morzu Południowochińskim.

Państwa spierające się z Chinami o kontrolę nad tymże morzem nie dysponują porównywalnymi środkami. Brunei, Filipiny, Indonezja, Malezja, Tajwan i Wietnam muszą więc prowadzić skomplikowaną grę ze swoim znacznie większym zaborczym sąsiadem. Trudną zwłaszcza z tego powodu, że Chiny są dla każdego z tych państw kluczowym partnerem gospodarczym. Chińczycy dysponują więc nie tylko znaczną przewagą siły na morzu, ale też narzędziami presji gospodarczej. Większość unika więc zaogniania stosunków z Chinami i stara się nie doprowadzać do incydentów. Okresowo dochodzi jednak do okresów napięć, zwłaszcza z udziałem Filipin oraz Wietnamu, które są relatywnie najbardziej dotknięte chińskimi zakusami.

gazeta.pl


Według "Handelsblatt" jest udokumentowane, że Scholz (wówczas jako minister finansów) wielokrotnie lobbował w USA, aby zapobiec nałożeniu sankcji na Nord Stream 2. Szczególnie u sekretarza skarbu Stevena Mnuchina, który za rządów Donalda Trumpa był odpowiedzialny za kwestię sankcji. Scholz miał już w 2020 roku zaproponować poufnie zainwestowanie miliarda euro z pieniędzy niemieckich podatników w terminale do przeładunku skroplonego gazu ziemnego na północnym wybrzeżu Niemiec. Warunkiem było zniesienie przez USA sankcji nałożonych na Nord Stream 2.

"Notatka z Ministerstwa Gospodarki z września 2020 r. potwierdza teorię, że terminale LNG były dla Scholza jedynie środkiem do celu. (…) Zwraca uwagę, że ‘ani kwestie finansowania nie zostały ostatecznie wyjaśnione, ani nie udzielono wszystkich zezwoleń na budowę terminali'. Notatka pokazuje również, że Scholz najwyraźniej chciał przeforsować swoją tajną umowę bez zgody niemieckiego parlamentu jako ustawodawcy budżetowego" – pisze "Handelsblatt".

Jak przypomina, zabiegi Scholza okazały się bezcelowe, ponieważ administracja Trumpa odrzuciła propozycję umowy. "Biały Dom ogłosił, że nie da się nabrać na 'bzdury' niemieckiego rządu" – czytamy.

Po nieudanym zabiegu Scholza do akcji wkroczyła Manuela Schwesig, która zgodziła się na utworzenie fundacji z rosyjskim koncernem energetycznym Gazprom, jedynym właścicielem Nord Stream 2 AG. Fundacja Ochrony Klimatu i Środowiska MV miała rzekomo zajmować się ochroną klimatu, ale w rzeczywistości jej głównym celem było ominięcie amerykańskich sankcji nałożonych na Nord Stream 2. Plan się udał, przynajmniej początkowo. Departament Stanu USA uznał pod koniec 2021 r., że fundacja jest instytucją rządową, wobec której obowiązuje zwolnienie z sankcji. Restrykcjami nie został też objęty należący do fundacji statek, który dokończył prace.

"Handelsblatt" opisuje również decydującą rolę innego socjaldemokraty, ówczesnego szefa MSZ, obecnego prezydenta Niemiec Franka-Waltra Steinmeiera. Choć przyznał on po inwazji Rosji na Ukrainę, że jego poparcie dla Nord Stream było "oczywistym błędem", to dokumenty odsłaniają, jego wielkie zaangażowanie na rzecz budowy gazociągu. W "katalogu środków na rzecz politycznego wsparcia Nord Stream 2" z 2016 roku, opracowanym przez biuro Steinmeiera "wschodnioeuropejscy przeciwnicy gazociągu zostali w nim oskarżeni o kierowanie się niskimi pobudkami" – czytamy.

(..)

Zdaniem "Handelsblatt" cała trójka polityków, Scholz, Schwesig i Steinmeier, zamknęła rozdział dotyczący Nord Stream 2. Jednak poseł Zielonych Felix Banaszak apeluje o powołanie komisji śledczej w Bundestagu. "Dlaczego wielka koalicja (za czasów Angeli Merkel była to CDU/CSU i SPD – red.) najwyraźniej chciała szybko przeforsować Nord Stream 2 przy wsparciu Scholza tuż przed dojściem do władzy obecnej koalicji? Czy chodziło o przedstawienie faktu dokonanego nowym partnerom koalicyjnym, Zielonym i FDP, którzy są krytyczni wobec projektu?" – pyta w rozmowie z dziennikiem Banaszak.

Gazeta podkreśla, że SPD nie jest jak dotąd zainteresowana rozliczeniem się ze sprawą Nord Stream 2. Także obecna opozycyjna CDU woli zachować milczenie. "Była kanclerz Angela Merkel, były minister gospodarki Altmeier i politycy CDU z Meklemburgii-Pomorza Przedniego są tak samo zaangażowani w aferę jak Steinmeier, Scholz i Schwesig" – konkluduje "Handelsblatt".

gazeta.pl/Deutsche Welle