czwartek, 13 czerwca 2024



Doniesienia z Rosji wskazują, że wzrost stymulują głównie działania wojenne, które generują popyt na towary i usługi militarne. Do tego dochodzą dotacje, które stabilizują gospodarkę, a także agresywna polityka państwa. "Rosyjska gospodarka stopniowo staje się zmilitaryzowana" — napisali w maju eksperci z londyńskiego think tanku Centre for Economic Policy Research (CEPR).

"Niektóre sektory i regiony stały się beneficjentami nowej, wojennej gospodarki Rosji" — stwierdzili.

Według badaczy od jesieni 2022 r. do wiosny 2024 r. produkcja w branżach związanych z wojną wzrosła o 60 proc. W tym samym czasie produkcja w innych sektorach pozostała na tym samym poziomie. Na redystrybucji bogactwa korzystają niektóre z najbiedniejszych regionów Rosji.

"Wojna zaoferowała wielu ludziom wyższą mobilność społeczną, która nie była możliwa w poprzednich dziesięcioleciach reintegracji Rosji z globalną gospodarką" — napisali badacze CEPR, odnosząc się do upadku Związku Radzieckiego.

Według raportu Banku Finlandii opublikowanego w styczniu gospodarstwa domowe w regionach, w których wzrosła rekrutacja wojskowa, od początku wojny odnotowały wyższe depozyty. Badanie wykazało, że od sierpnia 2022 r. do sierpnia 2023 r. w biednych regionach, w których więcej mężczyzn bierze udział w wojnie, depozyty bankowe wzrosły o ok. 30 proc. — przewyższając 20-procentowy wzrost w innych częściach kraju.

Ekonomista rozmawiający z Radiem Wolna Europa powiedział, że wzrost zamożności może utrudnić Kremlowi wycofanie się z wojny, ponieważ oznaczałoby to również spowolnienie produkcji związanej z wojskiem. Jak powiedział ekonomista Andriej Jakowlew z Centrum Studiów Rosyjskich i Euroazjatyckich Davisa na Uniwersytecie Harvarda, żołnierze z biednych regionów, którzy są teraz na linii frontu, mogą doświadczyć spadku dochodów, ponieważ po powrocie do domu będą mieli niewiele perspektyw.

(...)

Rosyjska armia oferuje żołnierzom kontraktowym ogólnokrajową premię wpisową w wysokości 195 tys. rubli, czyli 8,9 tys. zł, natomiast pensje zaczynają się od 210 tys. rubli miesięcznie (ponad 9,4 tys. zł). Dla porównania, według obliczeń Bloomberga, pracownicy stosunkowo dobrze opłacanego rosyjskiego sektora paliwowo-gazowego otrzymali w pierwszych dwóch miesiącach roku średnio ok. 125 tys. 200 rubli miesięcznego wynagrodzenia (niecałe 6 tys. zł).

businessinsider.com.pl


Gazprom po dziesięciu latach przeniósł siedzibę z Moskwy do Petersburga, do centrum biurowego Łachta Centr. Tamtejsza siedziba Gazpromu kosztowała 1,8 mld dolarów. Ta suma to jedna trzecia straty zanotowanej przez tę firmę w 2023 roku w wysokości 6 mld dolarów, wynikającą z utraty rynku w Europie. Udział Gazpromu na rynku sięgał w 2021 roku 40 procent, by spaść do 8 procent w 2024 roku. Przenosiny Gazpromu do Petersburga pozwolą mu sprzedać nieruchomości w Moskwie w celu wspomożenia budżetu.

Prezydent Władimir Putin powiedział po wizycie w Łachta Centr, że nie rozumie odejścia Europy od gazu z Rosji. – Nie ma w tym formalnej logiki. Nawet tego nie rozumiem. Mówią z góry: Europa nie powinna otrzymywać gazu. Dobrze, w porządku. My przetrwamy, Gazprom to przetrwa. Jednak nie jest to Wam potrzebne. Musicie kupować LNG dostarczany przez ocean w kosmicznych cenach – powiedział Putin w odniesieniu do odejścia Niemiec od gazu rosyjskiego.

biznesalert.pl

środa, 12 czerwca 2024



Zdecydowanym zwycięstwem może cieszyć się populistyczno-prawicowa AfD. Choć nie osiągnęła wyniku 20%, tak jak wróżono to jeszcze na początku roku, to po licznych skandalach wokół czołowych kandydatów - Maksymiliana Kraha i Petra Bystrona – zarząd partii może uznać wynik blisko 16% za niemały sukces. Tym samym AfD wyraźnie wyprzedza trzy partie rządzącej koalicji sygnalizacji świetlnej. Współprzewodniczący partii, Tino Chrupalla, określił zajęcie drugiego miejsca jako „historyczne”. Bardzo silne poparcie wśród wyborców, również tych najmłodszych, jednoznacznie wskazuje, że nawet największe kontrowersje wewnątrz partii i niejasne powiązania niektórych jej prominentnych członków z autorytarnymi państwami zdają się być zupełnie nieistotne dla ich elektoratu.

AfD osiągnęła wyraźną dominację na wschodnich terenach Niemiec. Sprawne oko zauważy, że granica okręgów, w których wygrała skrajna prawica, kończy się wraz z granicą, którędy przebiegał podział na Niemcy Wschodnie i Zachodnie.

Przed AfD teraz kolejne zadanie. Mimo wysokiego wyniku wyborczego analitycy wskazują, że partia może nie tak łatwo budować sojusze w unijnym parlamencie. A wszystko przez serię skandalów z udziałem jej głównego kandydata w wyborach, Maksymilanem Krahem. W kwietniu niemiecka policja aresztowała jednego z jego doradców parlamentarnych pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Chin. Następnie niemiecka prokuratura w Dreźnie wszczęła wstępne dochodzenie w sprawie oskarżeń dotyczących przyjmowania przez Kraha niejasnych korzyści finansowych z Rosji i Chin. Czarę goryczy przelała jego banalna wypowiedź dla „La Repubblica” o członkach nazistowskiej SS, którzy, w jego przekonaniu, niekoniecznie wszyscy byli przestępcami. Wypowiedź ta została odebrana jako próba wybielenia zbrodniczej organizacji. Po tych słowach kierownictwo partii zdecydowało wykreślić Kraha z listy wyborczej i usunąć go z zarządu partii. Na te zdarzenie zareagowała także frakcja Tożsamość i Demokracja (ID) w Parlamencie Europejskim, która zadecydowała o wykluczeniu wszystkich dziewięciu europosłów niemieckiej prawicowej partii. Nie jest zatem jasne, do której frakcji dołączy teraz AfD.

Według doniesień medialnych obecnie czołowy szef delegacji AfD w Brukseli, zastępca przewodniczącego AfD w Turyngii René Aust, zamierza przeprowadzić rozmowy na temat wznowienia współpracy spróbować ponownie dołączyć do ID. Przywódcy partii mają nadzieję, że usunięcie Kraha z delegacji zachęci Le Pen do ponownego przemyślenia tej kwestii, zważywszy na to, że to ona miała decydujący głos w tej sprawie a jej Zjednoczenie Narodowe również jest częścią prawicowej frakcji.

energetyka24.com


Oceniając zachodnie uzbrojenie Gołubcow w pierwszej kolejności chwalił bomby GBU-39. Wskazywał on na małą średnicę tych bomb, przez co „ich zestrzelenie za pomocą broni przeciwlotniczej jest prawie niemożliwe”. Podkreślił dodatkowo, że ze względu na stosunkowo małą wagę, jeden samolot może zabrać kilka bomb GBU-39 uzyskując możliwość atakowanie kilku celów jednocześnie przy prawie stuprocentowej celności.

Podobnie wysokie oceny uzyskała francuska bomba inteligentna AASM-250 Hammer. Uzbrojenie to pozwoliło zmienić sposób wykorzystania samolotów Su-25, które według Gołubcowa nie powinny być już więcej uzbrajane w amunicję niekierowaną. Samoloty te były oczywiście wcześniej wykorzystywane do zadań szturmowych, m.in. po dostarczeniu przez kraje zachodnie dużej ilości rakiet Zuni. Ale ich zapas już się skończył, „nie ma ich na świecie, a wznowienie produkcji z punktu widzenia zmiany taktyki prowadzenia działań wojennych jest niepraktyczne”.

Ukraińskie samoloty Su-25 są więc modernizowane i teraz można z nich używać „z powodzeniem” m.in. rakietowe bomby kierowane Hammer. Generał Gołubcow ujawnił, że jak na razie dotrzymywana jest oficjalna obietnica krajów zachodnich, by Ukraina otrzymywała 50 takich bomb miesięcznie. Jednak przyznał, że ta liczba już została zwiększona i to nawet powyżej 300 miesięcznie (dzięki wzrastającej produkcji).

Ukraiński generał bardzo dobrze ocenił także rakiety manewrujące Storm Shadow i Scalp EG, przyznając się przy tym, że niektóre z nich są zestrzeliwane. Jednak Ukraińcy nauczyli się z nich lepiej korzystać, m.in. poprzez dobieranie „tras nieoczekiwanych dla Rosjan” oraz równoległe stosowanie: rakiet antyradarowych HARM, dronów, rakiet wabików ADM-160 MALD („wyczerpujących rosyjski system obrony powietrznej, odwracając jego uwagę od prawdziwych rakiet, które docierają do celów”), a nawet artylerię (np. system HIMARS) i systemy walki radioelektronicznej („które tłumią systemy obrony w pobliżu linii bitwy, aby nasze rakiety mogły przejść”).

Szczególnie przydatne w tego rodzaju atakach są dla Ukraińców pociski HARM. Początkowo zaskoczyły one Rosjan i w pierwszym tygodniu użycia zniszczyły 40% ich systemów obrony powietrznej. Później rosyjskie wojska zaczęły wyłączać swoje radary w czasie ataku, co jednak i tak jest sukcesem. Taka „cisza radiowa” ułatwia bowiem przebicie się przez obronę przeciwlotniczą właściwym środkom napadu powietrznego.

(...)

Ale Ukraińcy mają jeszcze kilka innych przeszkód na drodze do zdobycia panowania w powietrzy. Najważniejszą z nich jest nadal niedostateczna ilość uzbrojenia precyzyjnego przekazywanego im przez kraje zachodnie. Niewątpliwym przełomem w tej dziedzinie będzie wprowadzenie, własnych ukraińskich kierowanych bomb lotniczych. Co ważne ich testy mają się rozpocząć już za kilka tygodni.

Ukraińscy inżynierowie poszli tu „najprostszą” i najtańszą drogą decydując się na opracowanie zestawu konwersyjnego (podobnego do rosyjskiego UMPK i amerykańskich JDAM i JDAM-ER) dostosowującego standardowe bomby lotnicze do atakowania celów lotem szybującym z naprowadzaniem GPS. Najtrudniejsze prace były związane z opracowaniem optymalnego kształtu skrzydeł, modułu sterującego oraz systemu naprowadzania, odpornego na zakłócanie radioelektroniczne przeciwnika.

(...)

Ukraińcy nie mogli przy tym skopiować rosyjskiego zestawu konwersyjnego UMPK (chociaż zdobyli już jego najważniejsze elementy), ponieważ nie mogą sobie pozwolić na taką taktykę działania, jaką stosują Rosjanie. W ich przypadku samoloty – nosiciele bomb kierowanych wznoszą się po prostu w powietrze na wysokość ponad 10 tysięcy metrów (by zapewnić wystarczający zasięg), cały czas pozostając pod silną osłoną myśliwców (np. Su-35S i MiG-31BM) oraz naziemnej obrony przeciwlotniczej.

Wyprodukowanie przez Ukraińców własnych zestawów konwersyjnych da ogromne oszczędności. Zachodnie bomby szybujące są bowiem bardzo drogie, zabierając sporą część pieniędzy przeznaczonych na pomoc dla Ukrainy. Przykładem tego problemu jest AASM-250 Hammer, który obecnie ma kosztować około 120 tysięcy euro (cena ta ma jednak spaść do 80 tysięcy euro). Bomby JDAM są tańsze, ponieważ kosztują od 20-36 tysięcy USD.

Trzecim problemem sił zbrojnych Ukrainy jest brak odpowiedniej ilości samolotów bojowych. Generał Gołubcow przyznał, że „samoloty Su-35 czy MiG-31 mają znacznie większy potencjał niż samoloty, które obecnie mamy w służbie”. W tym przypadku ogromną zmianą na plus będzie pojawienie się w ukraińskim lotnictwie zachodnich statków powietrznych. Gołubcow nie chciał jednak ujawnić, kiedy w ich kraju zaczną działać bojowo pierwsze F-16. Zaznaczył jednak, że ta informacja jest tak naprawdę ważna tylko dla Rosjan i oni pierwsi odczują na własnej skórze, że F-16 są już na Ukrainie.

defence24.pl

wtorek, 11 czerwca 2024



W wyborach do Parlamentu Europejskiego (PE) w Niemczech zwyciężyła chadecja (CDU/CSU), zdobywając 30,0% głosów (+1,1 p.p. wobec 2019 r.). Drugie miejsce zajęła AfD, uzyskując 15,9% (+4,9). Spadek poparcia odnotowały partie koalicyjne: na SPD głosowało 13,9% (-1,9) wyborców, na Zielonych – 11,9% (-8,6), na FDP – 5,2% (-0,2). Startujący po raz pierwszy Związek Sahry Wagenknecht (BSW) otrzymał 6,2% głosów.

W wyborach do PE w RFN nie obowiązuje próg wyborczy, co umożliwia wejście małych partii. Ugrupowanie Die Linke otrzymało 2,7% głosów (-2,8), Wolni Wyborcy – 2,7% (+0,5), Volt – 2,6% (+1,9), Die PARTEI – 1,9% (-0,5), Partia Ochrony Zwierząt (Die Tierschutzpartei) – 1,4% (bz.). Z poparciem nieprzekraczającym 1% do PE weszli również (zdobywając po jednym mandacie) przedstawiciele Partii Ekologiczno-Demokratycznej (ÖDP), Niemiecka Partia Rodzin oraz Partia Postępu (PdF).

(...)

Zwycięstwo CDU/CSU wynika zarówno ze skutecznej kampanii wyborczej, nowego, konserwatywnego programu partii, wyciszenia wewnętrznych sporów, jak i ze słabości partii rządzących. Chadecja pod wodzą Friedricha Merza konsekwentnie opowiada się przy tym za znacznym ograniczeniem migracji, co było głównym tematem wyborczym (zob. Powrót do konserwatyzmu: nowy program CDU). Obywatele postrzegają CDU jako partię kompetentną w kwestiach bezpieczeństwa i gospodarki (obawy o utratę dobrobytu były jednym z głównych problemów podnoszonych w kampanii). Rezultat wyborów wzmocnił CDU przed wrześniowymi elekcjami w landach wschodnich, gdzie największym rywalem chadeków będzie AfD.

Sukces AfD wynika z dominacji tego ugrupowania na wschodzie Niemiec – od wielu miesięcy prowadzi ono tam w sondażach (zob. Próba generalna: strategie powstrzymywania AfD). O jego sile świadczą także zwycięstwa w wyborach komunalnych odbywających się w części landów razem z wyborami do PE. Partia ta wygrała w większości wschodnioniemieckich powiatów. W głosowaniu europejskim poparło ją prawie 30% uprawnionych w byłym NRD. Wynik tylko nieznacznie osłabiły afery związane z głównymi kandydatami ugrupowania; do wzrostu poparcia przyczyniły się natomiast zabójstwo policjanta dokonane przez imigranta w Mannheim na kilka dni przed wyborami oraz głosy najmłodszych wyborców. W grupie wiekowej 16–24 lat AfD (obok CDU) jest najchętniej wybieraną partią. Swoim antyimigranckim przesłaniem przekonała ona m.in. 620 tys. wcześniejszych wyborców CDU i 580 tys. wyborców SPD. BSW również uzyskał bardzo wysokie poparcie, zwłaszcza w landach wschodnich, gdzie z AfD mogą współpracować. Dzięki charyzmatycznej liderce BSW odebrał głosy wszystkim partiom, z czego najwięcej SPD (520 tys.) i Die Linke (410 tys.).

osw.waw.pl


Wojska rosyjskie kontynuują natarcie na kilku kierunkach w szerokim łuku na zachód od Doniecka. Ich działania wskazują na zamiar przecięcia trasy Pokrowsk–Konstantynówka, która stanowi główną linię komunikacyjną łączącą siły ukraińskie na zachodzie i północy obwodu donieckiego. Po wkroczeniu do Nowoołeksandriwki Rosjanie znaleźli się niespełna 8 km od tej trasy, co zwiększyło możliwości jej ostrzału, a tym samym utrudnia przemieszczanie ukraińskich jednostek i zaopatrzenia pomiędzy głównymi rejonami obrony. Siły agresora posuwają się wzdłuż autostrady M04 z Doniecka do Dniepru, po zajęciu wsi Netajłowe rozpoczęły walki o Karliwkę. Z kolei wyparcie obrońców z Paraskowijiwki umożliwiło im przystąpienie do szturmu Kostiantyniwki, węzłowej miejscowości na trasie Wuhłedar–Marjinka. Pod kontrolą rosyjską znalazła się praktycznie cała południowa część Krasnohoriwki.

Pod presją agresora i groźbą oskrzydlenia od północy siły ukraińskie wycofały się z części tzw. mikrorejonu Kanał w Czasiw Jarze. Jednostki rosyjskie rozpoczęły także ataki na mikrorejon Nowyj po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas, jednakże nie udało im się uchwycić przyczółka. Rosjanie zajęli również ponownie Staromajorśke na południe od Wełykiej Nowosiłki, którego odzyskanie stanowiło apogeum ubiegłorocznej ukraińskiej ofensywy w zachodniej części obwodu donieckiego.

Na większości nowo utworzonego odcinka frontu w rejonie Charkowa siły rosyjskie de facto przeszły do obrony. Głównym rejonem walk pozostaje Wołczańsk, gdzie Ukraińcy wciąż utrzymują przyczółek w północnej części miasta. Strona ukraińska przedstawia sprzeczne informacje o sytuacji w obwodzie chersońskim, w którym najprawdopodobniej doszło do wycofania obrońców z przyczółków na lewym brzegu Dniepru, m.in. z Krynek. Operujące tam jednostki zostały przerzucone na front w rejonie Charkowa.

Obserwowane w ostatnich tygodniach postępy rosyjskie stanowią bezpośrednią konsekwencję przerzucenia części sił ukraińskich z dotychczasowych kierunków działań w rejon Charkowa. Konieczność rozproszenia wysiłku została jednak częściowo zrekompensowana zintensyfikowanymi dostawami uzbrojenia i amunicji (głównie z USA), dzięki którym na najbardziej zagrożonych odcinkach obrońcy odzyskali względną swobodę w zakresie prowadzenia ognia artyleryjskiego. W dalszym ciągu brak też oznak, by agresor tworzył na którymś z kierunków zgrupowanie ofensywne, mogące zdyskontować osiągane sukcesy taktyczne w skali operacyjnej.

(...)

Rheinmetall i spółka Ukraiński Przemysł Obronny uruchomiły pierwszą halę „remontu i produkcji broni pancernej”, o czym 10 czerwca poinformował Ukroboronprom. Mają w niej być remontowane i serwisowane pojazdy wojskowe przekazane armii ukraińskiej przez Niemcy, m.in. bojowe wozy piechoty Marder. Cięższe uzbrojenie (głównie czołgi Leopard) w dalszym ciągu będzie naprawiane poza Ukrainą, m.in. w Polsce. Brak informacji, czy w przedsięwzięciu będą uczestniczyli pracownicy Rheinmetallu – na podobieństwo działających na Ukrainie od dwóch lat przedsiębiorstw Polskiej Grupy Zbrojeniowej, zajmujących się serwisowaniem i bieżącym remontem uzbrojenia przekazanego przez Polskę.

11 czerwca Departament Stanu USA poinformował, że Stany Zjednoczone zniosły zakaz dostaw broni dla 12. Brygady Sił Specjalnych „Azow” Gwardii Narodowej Ukrainy. Dotychczasowe ograniczenia wynikały z zakazu przekazywania amerykańskiej pomocy wojskowej zagranicznym jednostkom wojskowym, o których wiadomo, że dopuściły się poważnych naruszeń praw człowieka. W oświadczeniu Departament Stanu stwierdził, że „nie znalazł żadnych dowodów” na takie naruszenia (w 2014 r. amerykańscy urzędnicy wskazali, że niektórzy z organizatorów pułku wyznawali poglądy rasistowskie, ksenofobiczne i ultranacjonalistyczne).

osw.waw.pl

— Rosjanie prowadzą z nami grę. Niszczymy systemy radarowe i wyrzutnie systemów obrony powietrznej S-300 i S-400 na okupowanym Krymie. Zamiast tego okupanci próbują znaleźć te systemy gdzie indziej i sprowadzić je z powrotem na półwysep przez most krymski — powiedział Selezniow w wywiadzie dla Espreso TV.

— To, co wydarzyło się ostatniej nocy, to zakrojona na szeroką skalę operacja Sił Zbrojnych Ukrainy — dodał wojskowy. Według ukraińskiego pułkownika okupanci nie mogą ukryć lokalizacji i ruchu systemów obrony powietrznej na okupowanym Krymie.  

— ATACMS pracowały nad okupantami na Krymie. To fakt dokonany — stwierdził wojskowy.

W nocy 10 czerwca rosyjskie dywizja systemów przeciwlotniczych S-300 została zaatakowana w pobliżu miejscowości Chornomorske. Do eksplozji doszło też w Eupatorii, gdzie znajduje się kolejna dywizja S-300.

Do eksplozji doszło również w innych częściach Krymu. Także w nocy 10 czerwca Siły Obronne Ukrainy z powodzeniem zaatakowały rosyjską dywizję rakiet przeciwlotniczych S-400 w pobliżu miejscowości Dżankoj. Doszło tam do kolejnych wybuchów. Miejscowość ta znana jest z rosyjskiego lotniska wojskowego.

onet.pl

Białoruska grupa monitoringu ByPol powiadomiła, że władze rosyjskie podejmują decyzje o podziale przybywających do Moskwy i Mińska nielegalnych migrantów z Azji i Afryki. Część z nich jest kierowana do Ukrainy do udziału w działaniach bojowych. Inni są wykorzystywani dla wywołania kryzysu migracyjnego na granicy z Polską i krajami bałtyckimi.

Instruktorzy oddziału specjalnego białoruskich wojsk granicznych - tak zwanej "służby akcji aktywnych" - ćwiczą migrantów w centrum "Dynama" na terenie bazy wojskowej Urucze w okolicy Mińsku. Migranci trenują używanie materiałów wybuchowych, orientację w lesie oraz przełamywanie ogrodzenia na granicy. Po sformowaniu grup z 10-12 osób migranci są transportowani do strefy przygranicznej i rozmieszczani w strażnicach pograniczników.

Grupa ByPol poinformowała także o prowokacji na granicy białorusko-polskiej 28 maja, kiedy został ranny polski żołnierz 21-letni Mateusz Sitek. Wojskowy zmarł 6 czerwca na skutek odniesionych obrażeń.

Zadaniem grupy migrantów było rozstawienie min przeciwpiechotnych po polskiej strony granicy w celu oskarżenia Polski w używaniu min przeciwko migrantom. Żołnierze polscy udaremnili jednak przeprowadzenie tej części operacji i zaczęli wypierać migrantów za linię granicy. Wtedy jeden z nich pchnął nożem żołnierza polskiego. Niezależni analitycy białoruscy nie wykluczają, że żołnierz został zraniony przez funkcjonariusza służb specjalnych Białorusi lub Rosji, który dowodził grupą migrantów. Dla podobnych zadań są dobierani funkcjonariusze swoim wyglądem podobni do azjatyckich migrantów.

gazeta.pl

"Scholz pociągnął swoją partię w dół", a jego koalicja ledwo się trzyma – uważa z kolei komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung" ("FAZ"). Sprawy mogą się jeszcze bardziej skomplikować po jesiennych wyborach do landtagów. Rząd Olafa Scholza nie może nawet być zadowolony z dużej frekwencji wyborczej. Zaledwie po dwóch i pół roku Niemcy dali do zrozumienia "postępowej koalicji", że mają dość jej polityki i kłótni – pisze "FAZ". Socjaldemokraci "promowali Scholza jako siłę napędową", a "on pociągnął partię, ale jeszcze bardziej w dół".

Zarówno w SPD, jak i u Zielonych (którzy również odnotowali duże straty) "wielu wciąż nie zrozumiało, że triumfalny postęp prawicowych populistów i ekstremistów w Europie nie może zostać powstrzymany jedynie przez zapory ogniowe, za których budowę odpowiedzialne są wyłącznie partie liberalno-konserwatywne". Nie wszyscy też Niemcy głosujący na AfD dążą do zupełnie innej politycznej Europy. Jednak wielu z nich chce Europy i Niemiec, które – zaczynając od swoich granic – nie poddają się" – pisze Berthold Kohler w "FAZ". I zaznacza, że jest mało prawdopodobne, aby Scholz poszedł w ślady Macrona (i rozwiązał parlament – red.). Także chadecja CDU/CSU, która nawołuje koalicję do kapitulacji, zdaje się jeszcze uważać, że kanclerz Scholz mógłby przetrwać wotum nieufności. A zatem trzy partie koalicyjne będą kontynuować rządy "w różnych kierunkach" i jeszcze bardziej się spierać – pisze "FAZ".

Tabloid "Bild" pyta z kolei: "Czy kanclerz z SPD w ogóle widzi, co się w Niemczech dzieje?". SPD osiągnęła w wyborach europejskich niecałe 14 proc. "W obliczu tej katastrofy można by pomyśleć, że najwyżsi rangą towarzysze będą w stanie alarmu. Że wszystko jest analizowane. Jednak nie!" – pisze dziennik. I pyta: "Droga SPD, w jakim świecie żyjesz?". Zdecydowana większość społeczeństwa (76 proc.) jest zdania, że rząd kierowany przez SPD "nie rządzi skutecznie" i tylko co czwarty Niemiec jest zadowolony z kanclerza, a "prawdopodobnie najbardziej gorzkie jest to, że setki tysięcy wyborców SPD odchodzi do AfD" – czytamy. "Bild" podaje, że 570 tys. osób, które jeszcze w 2019 r. głosowały na SPD, zagłosowało teraz na "samozwańczą Alternatywę dla Niemiec".

"Trzeba ostro powiedzieć, że »walka z prawicą«, którą SPD ogłasza co kilka tygodni, przekształciła się w walkę z własnymi wyborcami" – pisze "Bild", przywołując wyniki sondażu, które wskazują, iż znaczny odsetek wyborców SPD martwi się albo o wzrost przestępczości, albo wpływ islamu w Niemczech, albo o napływ obcych. "Jeśli SPD się nie obudzi, Niemcy czeka niemiłe przebudzenie w nadchodzących wyborach parlamentarnych" – komentuje "Bild". Obecnie SPD nie jest bowiem "bastionem przeciwko prawicy", jak lubi o sobie mówić, tylko akceleratorem dla AfD.

onet.pl/Deutsche Welle

poniedziałek, 10 czerwca 2024


1 czerwca autorka z Anastazja Kaszewarowa w 12 punktach zgrabnie wykpiła największe tezy rosyjskiej propagandy.
  • Nasi urzędnicy przynoszą nam światło
  • Biełgorod jest najbezpieczniejszym miastem w Rosji.
  • "Car Armata" (historyczna broń eksponowana obecnie na Kremlu — red.) to najlepszy MLRS (nowoczesna wyrzutnia rakietowa) na świecie.
  • Nie ma czerwonych linii — są tylko w twojej głowie.
  • Wszyscy żołnierze wyjechali na wakacje.
  • Rosja ma najlepszą edukację.
  • Czukotka jest najgęściej zaludnionym terytorium.
  • Nasze państwo jest gotowe zapewnić pracę i wsparcie młodym mamom, to kobiety, które są po prostu niezdrowe i nie chcą rodzić.
  • Makaron za 30 rubli to najlepsze jedzenie dla rodziny.
  • Flota Czarnomorska jest najbardziej niezatapialna.
  • W Ministerstwie Obrony jest kilka osób, które kradną, a reszta nie wiedziała. Reszta to święci, zostali oszukani, ale są patriotami. Mają dzieci.
  • Kijów już byśmy zajęli, po prostu nie jest nam potrzebny.
onet.pl


W pierwszych dniach siły rosyjskie przejęły kontrolę nad kilkoma przygranicznymi wioskami, posunęły się w kierunku Wochańska, wkroczyły do miasta i rozpoczęły walki miejskie. Kilka czynników odegrało rolę we wczesnych sukcesach rosyjskich sił zbrojnych.

Po pierwsze, ukraińskie fortyfikacje obronne na północ od Charkowa nie zostały prawidłowo zbudowane. Podczas gdy brak fortyfikacji w "szarej strefie" bezpośrednio przy granicy można wytłumaczyć niebezpieczeństwem budowy w pobliżu rosyjskich pozycji, "smocze zęby" ułożone obok dróg na tyłach dają wyobrażenie o poziomie struktur obronnych zbudowanych przez lokalną administrację wojenną.

Stwierdzono również brak gotowości i odporności sił ukraińskich w tym sektorze. Według ukraińskiego Państwowego Biura Śledczego dowództwo 125 Brygady Obrony Terytorialnej zaniedbało koordynację swoich wysiłków obronnych. Niektóre jednostki nawet opuściły swoje pozycje, co wymagało interwencji sił drugiego szczebla w celu powstrzymania rosyjskiego natarcia. Sytuację pogorszyła nagła i powszechna awaria terminali komunikacji satelitarnej Starlink, potencjalnie będąca wynikiem rosyjskiej taktyki wojny elektronicznej.

Innym istotnym czynnikiem umożliwiającym rosyjski sukces w sektorze charkowskim były narzucone z zewnątrz ograniczenia polityczne, które uniemożliwiły AFU atakowanie terytorium Rosji przy użyciu broni dostarczanej przez zachodnich partnerów Kijowa.

Chociaż (niedawno zniesione) ograniczenie miało rzekomo na celu zapobieganie eskalacji konfliktu, zapewniło stronie rosyjskiej przewagę taktyczną: tylne obszary jej ugrupowania "Północ", a także pozycje artyleryjskie i operatorzy dronów, znajdują się po rosyjskiej stronie granicy. To skutecznie ograniczyło ukraińskie możliwości prowadzenia wojny przeciwbateryjnej. W rezultacie rosyjska broń, w szczególności amunicja "Lancet", mogła bezkarnie atakować ukraińskie pozycje artyleryjskie wokół Charkowa.

Ukraińskie kierownictwo wojskowo-polityczne bardzo poważnie potraktowało operację w obwodzie charkowskim. Wołodymyr Zełenski odłożył wizyty zagraniczne, a dowódcę zgrupowania operacyjno-taktycznego "Charków" zastąpił zastępca szefa Sztabu Generalnego Mychajło Drapaty.

Według ukraińskiego korespondenta wojskowego Jurija Butusowa gen. Drapaty zdołał skutecznie wykorzystać przydzielone mu rezerwy, zatrzymując rosyjską ofensywę w maksymalnej odległości 10 km od granicy. Najwyraźniej w stabilizacji frontu pomógł również niedobór sprzętu w samym rosyjskim zgrupowaniu "Północ" — o czym świadczy stosunek strat i chaotyczne działania rosyjskich grup piechoty.

(...)

Tylko w drugiej połowie maja w Charkowie doszło do ataków na centrum rekreacyjne, w których zginęło co najmniej sześciu cywilów, drukarnię, w wyniku których zniszczono 50 tys. książek i zginęło siedmiu pracowników, a także hipermarket budowlany, w którym zginęło co najmniej 18 kupujących i pracowników. Incydenty te stanowią tylko kilka z godnych uwagi ataków w Charkowie i okolicach, ponieważ lokalne władze donoszą o ofiarach cywilnych takich ataków niemal każdego dnia.

onet.pl/The Insider