poniedziałek, 10 czerwca 2024


Podczas gdy Rosja przez lata zwiększała eksport głównie ropy naftowej, gazu i metali — zwłaszcza po aneksji Krymu w 2014 r. — Chiny zwiększyły eksport wysokiej jakości technologii, samochodów, sprzętu i elektroniki. To właśnie na tych towarach z Pekinu Moskwa polega od początku wojny — po tym, jak Zachód przestał je dostarczać. Zwrot Rosji w kierunku Chin doprowadził nawet do ograniczenia jej możliwości logistycznych — Moskwa musi teraz dużo inwestować w ich rozbudowę.

Tymczasem Chiny nie wykładają żadnych pieniędzy. Jak mówi Igor Lipsic, współzałożyciel Moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej, Pekin wykorzystuje fakt, że Rosjanie są odizolowani, aby wprowadzić swoje towary na nowy rynek, który "jest im praktycznie podawany na tacy". — W przeciwieństwie do Europejczyków Chińczycy raczej jednak nie zainwestują za wiele w Rosji.

Przed 2022 r. prawie tego nie robili. Najnowsze dostępne dane Rosyjskiego Banku Centralnego pokazują, że wartość chińskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Rosji na koniec 2021 r. wyniosła zaledwie 3,3 mld dol. (ok. 13,2 mld zł). To mniej niż 1 proc. wszystkich BIZ w Rosji.

Odsetek ten jest w rzeczywistości wyższy, ponieważ chińskie pieniądze napływają również za pośrednictwem stref offshore — pisze Janis Kluge z Berlińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa w dogłębnej analizie rosyjsko-chińskich stosunków gospodarczych. Stwierdza jednak, że mimo to "chińskie firmy nadal niechętnie inwestują w Rosji".

Jaki jest tego powód? Rosyjski rynek jest dla nich zbyt mały, zbyt nieatrakcyjny i niesie ze sobą zbyt wysokie ryzyko — chińskie firmy nie mają tam doświadczenia. Rosja tradycyjnie nie jest również miejscem produkcji na eksport. A od 2022 r. istnieje dodatkowe ryzyko — związane z wtórnymi sankcjami ze strony Zachodu.

Kluge uważa, że od początku wojny Pekin nie zainicjował ani jednego dużego projektu inwestycyjnego w Rosji. "Brak chińskich inwestycji jest rozczarowujący dla Moskwy, która liczyła na większe chińskie zaangażowanie po tym, jak zachodnie firmy masowo ją opuściły".

Najbardziej widać to w sektorze motoryzacyjnym. W nim Chińczycy w końcu zajęli miejsce Europejczyków. Według statystyk Stowarzyszenia Europejskich Przedsiębiorstw w Moskwie sprzedaż nowych samochodów w Rosji wzrosła o 86 proc. — do 333 tys. sztuk w pierwszym kwartale 2024 r.

Chińczycy eksportują swoje pojazdy do północnego sąsiada, ale nie są skłonni do większych inwestycji. — W sektorze motoryzacyjnym Chińczycy co najwyżej będą montować importowane komponenty w Rosji — mówi ekonomista Lipsic.

Na dobre i na złe Chińczycy przyczyniają się również do procesu, który Władisław Inoziemcew — dyrektor Moskiewskiego Centrum Badań nad Społeczeństwami Postindustrialnymi — uważa za jeden z największych problemów Rosji: deindustrializacji. Chodzi o branże takie jak sektor motoryzacyjny czy lotnictwo cywilne, które żyły dzięki zachodnim inwestorom. — Chiny nie zastąpią tutaj Zachodu, ponieważ nie będą budować fabryk w Rosji. Wiele dobrze rozwiniętych w Rosji sektorów umrze — mówi.

Mało tego — Chińczycy nie tylko nie czynią oczekiwanych przez Rosjan inwestycji w ich kraju, ale nawet wycofują się z istniejących. Niektóre chińskie firmy technologiczne, takie jak Huawei, od 2018 r. budowały silniejsze więzi z Rosją, ponieważ było w tym kraju wystarczająco dużo specjalistów IT. Po rozpoczęciu wojny w Ukrainie drastycznie zmniejszyły jednak swoje zaangażowanie w Moskwie.

onet.pl/Die Welt

niedziela, 9 czerwca 2024



Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Mashovets zauważył 8 czerwca, że ​​część ze zgłoszonych 30.000 personelu, który Rosja generuje co miesiąc, przybywa na front w ramach wymiany i wzmocnienia sił bojowych oraz że rosyjskie wysiłki w zakresie tworzenia sił pozwoliły siłom rosyjskim na utworzenie jedynie ograniczonych rezerw operacyjnych i strategicznych. Maszowiec podał, że średnio każde rosyjskie zgrupowanie operacyjne otrzymuje co miesiąc od 1000 do 1500 żołnierzy w zastępstwie lub wzmocnieniu, a może otrzymać 2000, jeśli ugrupowanie będzie odpowiedzialne za wzmożone działania ofensywne. Na Ukrainie i w jej pobliżu działa sześć operacyjnych rosyjskich grup sił, co oznacza, że ​​Mashovets sugeruje, że siły rosyjskie będą co miesiąc otrzymywać łącznie od 6.000 do 12.000 nowego personelu bojowego. Liczba ta nie jest sprzeczna z raportami Ukrainy i Rosji ze stycznia i kwietnia 2024 r., że Rosja rekrutuje 30.000 nowego personelu miesięcznie, ponieważ duża liczba nowego personelu będzie pełnić role wsparcia bojowego i wsparcia służb bojowych lub później po szkoleniu przejmie role w zakresie broni bojowej. Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył 7 czerwca, że ​​w 2024 roku Rosja przyjęła dotychczas 160.000 nowego personelu, co jest liczbą w miarę zgodną z doniesieniami, że rosyjskie wojsko rekrutuje około 30.000 pracowników miesięcznie. Siły rosyjskie wykorzystały swoją inicjatywę obejmującą cały teatr działań, aby określić tempo walk na Ukrainie w ostatnich miesiącach, które wydaje się generować straty w przybliżeniu równe lub nieco mniejsze niż liczba nowo utworzonych sił. Ta ostrożna równowaga pomiędzy stratami rosyjskimi a nowo utworzonymi siłami wymaga jednak, aby siły rosyjskie nie intensyfikowały znacząco działań ofensywnych przez dłuższy czas. Ta równowaga staje się jeszcze bardziej wąska, jeśli weźmiemy pod uwagę straty i generowanie nowych sił wyłącznie dla rosyjskiego personelu bojowego. ISW zaobserwowało w ostatnich miesiącach „pulsowanie” rosyjskich operacji ofensywnych na froncie, podczas których siły rosyjskie na przemian wzmagały ataki i zmniejszały tempo operacyjne, aby uzupełnić straty. Dostępność nowego personelu bojowego jest prawdopodobnie jednym z kilku czynników decydujących o tym, czy siły rosyjskie zdecydują się na zmianę zintensyfikowanych operacji ofensywnych.

Maszowiec stwierdził, że w ciągu ostatnich sześciu do ośmiu miesięcy (mniej więcej od października 2023 r. do czerwca 2024 r.) siły rosyjskie zgromadziły co najwyżej 60 tys. personelu rezerw operacyjnych i strategicznych. Siły rosyjskie prawdopodobnie nie przeszkoliły ani nie wyposażyły ​​odpowiednio tych rezerw, które wcześniej wykorzystywały głównie jako zasoby siły roboczej do uzupełniania personelu i wzmacniania zaangażowanych jednostek prowadzących ciężkie ataki piechoty z okazjonalnymi ograniczonymi atakami zmechanizowanymi. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​jest mało prawdopodobne, aby planowane rosyjskie rezerwy na poziomie operacyjnym i strategicznym były gotowe do działania jako siły penetracyjne pierwszego rzutu lub siły eksploatacyjne drugiego rzutu, zdolne do przeprowadzania skutecznych połączonych ataków zbrojnych na dużą skalę. Te zgłoszone ograniczone rezerwy rosyjskie na poziomie operacyjnym i strategicznym prawdopodobnie będą niewystarczające, aby wesprzeć jednoczesne wysiłki ofensywne na dużą skalę w kilku kierunkach. Rosyjskie dowództwo wojskowe będzie prawdopodobnie musiało wybrać jeden główny wysiłek podczas spodziewanej letniej ofensywy, jeśli zamierza utrzymać te rezerwy w operacji ofensywnej na dużą skalę.

(...)

Według doniesień długoletnia szefowa rosyjskiego banku centralnego Elwira Nabiullina stanowi siłę równoważącą wśród doradców ekonomicznych prezydenta Rosji Władimira Putina pomimo nacisków na rosyjskich urzędników, aby jednoznacznie wspierali długoterminowe wysiłki wojenne na Ukrainie.  Bloomberg  podał 7 czerwca, że ​​były szef Rosyjskiej Służby Rynków Finansowych i były zastępca szefa Banku Centralnego Oleg Vyugin oświadczyli, że Nabiullina zna Putina od lat i ma „wyłączne prawo” mówić Putinowi, „co mu się nie podoba” ze względu na poglądy Putina /który traktuje - red./ ją jako prostą i wolną od korupcji. Bloomberg  poinformował, że Nabiullina balansuje na granicy rosyjskiego ministra finansów Antona Siłuanowa, który opowiada się za takim kształtowaniem budżetu Rosji, aby zapewnić zwycięski wysiłek wojenny Rosji, a także byłym pomocnikiem gospodarczym i nowym zastępcą szefa sztabu Kremla Maksymem Oreszkinem, który przedstawia wojnę rosyjską jako globalną konflikt z Zachodem. Bloomberg zacytował wysokiego rangą urzędnika rządowego, który stwierdził, że Nabiullina wyraża obawy dotyczące skutków niedoborów siły roboczej w Rosji spowodowanych wojną oraz „napęcznienia” budżetu w związku z wysokimi wydatkami na obronę. W wideo, które wyciekło 2 marca 2022 r., Nabiullina mówi o swoim nadmiernym skupieniu się na rosyjskiej gospodarce po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę na pełną skalę i obawach związanych z większymi wyrzeczeniami wewnętrznymi.[36]  Bloomberg  poinformował, że Putin zaczął w niektórych przypadkach unieważniać Nabiullinę, ale ocenił, że jest mało prawdopodobne, aby Putin usunął ją w dającej się przewidzieć przyszłości[37].  Bloomberg  powołuje się na anonimowe źródła, które mówią, że Putin chce uniknąć zwalniania personelu w sposób, który mógłby zostać odebrany jako destabilizujący lub odbywający się pod presją.

Nabiullina jest szczególnie godna uwagi, ponieważ wcześniej łagodziła gospodarcze skutki geopolitycznych ambicji Putina i podobno próbowała zrezygnować ze swojego stanowiska w maju 2022 r. w opozycji do inwazji na Ukrainę na pełną skalę. 31 maja „The  Economist” podał, że Nabiullina zapewniła stabilność rubla po aneksji Krymu przez Putina w 2014 r. i że w 2022 r. obawiała się, że jej rezygnacja doprowadzi do aresztowań jej zastępców w Banku Centralnym. The Economist podał, że Nabiullina w dużej mierze opowiadała się za reformami rynków regulacyjnych, ale już na początku swojej kariery, pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku, nauczyła się, że rosyjska gospodarka jest w stanie znieść tylko określone zmiany. „The  Economist” zauważył, że po zdobyciu władzy pod rządami Putina podjęła odpowiednie działania, wdrażając pewne zmiany regulacyjne w istniejącym rosyjskim systemie gospodarczym, a od lutego 2022 r. skupiła się na minimalizowaniu wpływu gospodarczego wojny na Ukrainie na rosyjskie społeczeństwo.  (...) możliwość szczerej rozmowy z Putinem na temat wpływu wojny na rosyjską gospodarkę jest szczególnie znacząca, biorąc pod uwagę niedawne wysiłki Putina mające na celu usunięcie wszelkich urzędników, którzy stracili przychylność Putina lub w inny sposób postrzegani są jako nielojalni wobec Putina i jego wysiłków wojennych. Putin był ostatnio zajęty łagodzeniem wewnętrznych obaw dotyczących gospodarki Rosji i próbował przedstawić problemy gospodarcze Rosji w pozytywny sposób, przy czym być może będzie bardziej skłonny tolerować szczerość Nabiulliny, a nawet doceniać jej uczciwość, biorąc pod uwagę jej osiągnięcia w zakresie stabilności.

understandingwar.org


W lutym Bloomberg, pisał, że pomimo licznych sankcji, Rosja ma możliwość otrzymania zabronionej sankcjami technologii zbrojeniowej z Europy. Prawie jedna czwarta tzw. towarów wysoko przetworzonych i podwójnego przeznaczenia (cywilno-wojskowego) o wartości 450 mln euro, które w pierwszych dziewięciu miesiącach 2023 roku przybyły do ​​Rosji z UE, została wysłana bezpośrednio z Europy. Resztę Moskwa sprowadziła przez kraje trzecie.

„Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Serbia i Chiny, a także sąsiedzi Rosji, w tym Uzbekistan, Kazachstan, Kirgistan i Armenia, znalazły się wśród krajów zaangażowanych w handel z obejściem unijnych sankcji. Chociaż dowody sugerują, że bezpośredni oficjalny handel UE z Rosją towarów podwójnego naznaczenia spadł po wybuchu wojny, eksport tych towarów ze Wspólnoty do krajów trzecich gwałtownie wzrósł, aby w pełni wypełnić tę lukę” - pisze agencja.

Od tego czasu sytuacja się jednak zmieniła. Pod wpływem Białego Domu banki krajów łamiących sankcje w tym tureckie i chińskie, zaczęły coraz bardziej szczegółowo kontrolować transakcje. Amerykanie zagrozili im utratą dostępu do rynku finansowego USA, jeżeli dalej będą wspierać rosyjską wojnę. Wzrosły więc wymagania, a czas oczekiwania na realizację przelewu wydłużył się kilkukrotnie. Wiele rosyjskich firm czeka na zamówione towary po kilka miesięcy. Jest też coraz więcej odmów obsługi transakcji.

rp.pl


Masowe migracje pracownicze Tadżyków mają charakter systemowy. W latach 2000–2022 transfery pieniężne od migrantów odpowiadały średnio ponad 31% wartości PKB kraju. W 2022 r. wyniosły 5,3 mld dolarów (skok z 2,9 mld w 2021 r.), a w 2023 r. osiągnęły rekordowe 5,7 mld – były równe niemal połowie tadżyckiego PKB w całym roku. Tym samym Tadżykistan stał się krajem, w którym udział transferów od migrantów względem wartości tego wskaźnika jest najwyższy na świecie. Według Banku Światowego w 2023 r. ponad 40% tamtejszych gospodarstw domowych utrzymywało się z dochodów z migracji.

Od ćwierćwiecza Tadżycy migrują przede wszystkim do Rosji, skąd w 2023 r. pochodziło 80% przekazów pieniężnych. Ich wyjazdy przybrały charakter regularny – ok. 0,8–1,2 mln mieszkańców 10-milionowego Tadżykistanu wyjeżdża za pracą do dużych miast rosyjskich głównie sezonowo (trzy czwarte wyjazdów). O bliskim związku z FR na poziomie społeczno-kulturowym świadczy fenomen podwójnego obywatelstwa. Od lipca 2019 do czerwca 2023 r. rosyjski paszport przyznano 452 tys. Tadżyków.

Zamach PI-Ch w Krasnogorsku (...) i fakt, że większość zatrzymanych i oskarżonych to Tadżycy, pokazują ciemną stronę migracji. Przejawia się ona m.in. w trudnościach w adaptacji do rosyjskiej rzeczywistości, wynikających z oderwania od swoich krewnych i społeczności („przeciętny” tadżycki migrant w FR to młody mężczyzna pochodzący z obszaru wiejskiego). Tadżycy żyją przeważnie w izolacji od tamtejszego społeczeństwa, a także są silnie narażeni na przemoc i korupcję ze strony przedstawicieli państwa, co stwarza pole do ich radykalizacji. Nakłada się na to negatywny stosunek części Rosjan do migrantów zarobkowych – 26% respondentów badania Centrum Lewady z 2022 r. uważało, że FR powinna zakazać wjazdu do kraju przybyłym za pracą z Azji Centralnej.

Po zamachu z marca br. atmosfera społeczna wokół tadżyckich migrantów w Rosji pogorszyła się. Niewątpliwie wpłynęła na to dehumanizacja, w tym przyzwolenie na torturowanie, zatrzymanych za jego dokonanie. Wzrostowi presji na migrantów towarzyszyły indywidualne akty ksenofobii oraz działania ze strony instytucji państwa, np. zwlekanie w wydawaniu zezwoleń na pracę, zwiększenie liczby deportacji, wprowadzenie zakazów wykonywania niektórych profesji (m.in. taksówkarza) w kilkunastu rosyjskich regionach. Postawiło to przed rządzącymi i społeczeństwem Tadżykistanu pytanie o utrzymanie dotychczasowej skali migracji do FR, a także skłoniło władze w Duszanbe do przyjęcia relatywnie asertywnej postawy wobec Moskwy. Polegała ona m.in. na skądinąd trafnym podważaniu przez tadżyckie MSZ udziału w zamachu części podejrzanych oraz krytykowaniu przezeń rosyjskiej „nieprzemyślanej kampanii informacyjnej” po wydarzeniu. Zaleciło ono też swoim obywatelom powstrzymanie się od podróży do Rosji (27 kwietnia). Do resortu spraw zagranicznych wezwano również ambasadora FR, aby wyrazić zaniepokojenie z powodu masowych odmów wjazdu do Rosji Tadżykom (29 kwietnia). Odbyły się także rozmowy telefoniczne na ten temat między szefami dyplomacji (30 kwietnia) i prezydentami obu państw­ (3 maja). Ponadto w Tadżykistanie aresztowano dziewięć osób mających powiązania z zatrzymanymi w FR oraz wzmożono już uprzednio silną kontrolę nad sferą religii i obyczajowości.

osw.waw.pl

sobota, 8 czerwca 2024



Z wyliczeń Bain & Company wynika, że koszt produkcji pocisków artyleryjskich ponoszony przez Zachód jest czterokrotnie wyższy niż w Rosji.

"Średni koszt produkcji pocisku 155 mm – a więc typu amunicji produkowanego przez kraje NATO – wynosi średnio około 4000 dol. za sztukę (...). Dla porównania koszt produkcji w Rosji to około 1000 dol. za pocisk kal. 152 mm używany przez rosyjskie siły zbrojne" - wynika z raportu.

- Produkcja jest droższa, ponieważ jest bezpieczniejsza, procesy produkcji są bardziej skompilowane, bardziej precyzyjne, ale ładunki spalają równomiernie, co powoduje, że mają większą moc rażenia - tłumaczy analityk OSW.

Dodatkowo konkurencja na rynku winduje cenę. - Mamy zglobalizowany rynek dostaw w krajach NATO. Producenci w poszczególnych krajach muszą zaspokajać potrzeby różnych odbiorców. W efekcie gigantyczny wzrost produkcji przełożył się na ceny. Producenci prześcigają się o komponenty, których możliwości produkcji są ograniczone – wskazuje Jacek Tarociński.

Dlatego Kijów zabiega o dostawy także z innych kierunków - Korei Płd., Australii, Pakistanu i Indii.

(...)

Rosja na razie wyprzedza Zachód w tempie produkcji pocisków artyleryjskich. Ma to dla niej znaczenie propagandowe. Jednak zdaniem analityka OSW porównywanie potencjałów produkcji pocisków Rosji i Zachodu mija się z celem.

- Mówimy o dwóch różnych strategiach. Państwa NATO nie stawiają na artylerię w takim stopniu, jak Rosja. Te zadania pełni lotnictwo: F-16, Eurofightery czy Rafale. Bomby lotnicze są znacznie bardziej precyzyjne i mają większe zasięgi. Trzeba jednak zaznaczyć, że materiały wybuchowe do bomb lotniczych produkowane są w tych samych zakładach co pociski artyleryjskie 155 mm. Dlatego ich również dotyczy problem kosztów i możliwości produkcyjnych - ocenia Tarociński.

Pociski jednak mają bardzo istotne znacznie dla Kijowa. - Ukraina nie ma tego lotnictwa i przez pokolenia jeszcze mieć nie będzie. Dlatego też musi opierać swoje działania na artylerii - zaznacza ekspert.

- Minimalne zapotrzebowanie Ukrainy to milion pocisków kalibru 155 mm rocznie oraz milion innych: kalibru 105 mm czy rosyjskich 122 mm, 152 mm. Przez dwa lata wojny Zachód pomagał wypełnić te minimalne potrzeby. Jeśli Ukraina ma przejąć inicjatywę, prowadzić natarcie, aby odzyskiwać terytorium, musi budować rezerwy, te potrzeby więc będą się podwajać czy nawet potrajać – szacuje Jacek Tarociński.

money.pl


"Prezydent Rosji ogłosił 7 czerwca swoją teorię zwycięstwa w Ukrainie, która zakłada zdolność rosyjskich sił do stopniowego, pełzającego natarcia, uniemożliwienia stronie ukraińskich skutecznych kontrnatarć i wygrania wojny na wyniszczenie" – podkreśla ISW w najnowszym raporcie, analizując wystąpienie Władimira Putina.

Rosyjski polityk oświadczył, że w Rosji nie ma potrzeby ogłaszania nowej mobilizacji, ponieważ Moskwa nie dąży do szybkiego osiągnięcia swoich celów w Ukrainie.

Oświadczył on, że siły rosyjskie próbują "wyprzeć" siły ukraińskie z "tych terenów, które powinny być pod rosyjską kontrolą".

Według niego obecne wysiłki mobilizacyjne rosyjskich władz (określane przez ekspertów jako kryptomobilizacja) pozwoliły zrekrutować w 2024 r. 160 tys. ludzi.

Jak pisze ISW, ocena Putina, że stopniowe natarcie umożliwi osiągnąć Rosji założone cele, jest oparta na założeniu, że siły ukraińskie nie będą zdolne do wyzwolenia istotnych terenów zajmowanych przez Rosję, a wojska agresora będą w stanie stopniowo prowadzić natarcie i osiągać zdobycze taktyczne, pomimo ogromnych strat.

ISW przytacza oceny zachodnich wywiadów, według których Putin uważa, iż zachodnie wsparcie dla Ukrainy się skończyło, a ostatnie miesiące opóźnień w dostawach utwierdziły go w tym przekonaniu. Według ISW omawiane wypowiedzi Putina potwierdzają, że jego ocena zdolności Ukrainy oraz postrzeganie ograniczeń zachodniego wsparcia będzie go stymulować do kontynuowania niekończących się pełzających operacji ofensywnych, jeśli nie da się działać szybciej.

"Putinowska teoria zwycięstwa opiera się na rosyjskiej zdolności do przeczekania i przezwyciężenia obiecanej przez Zachód pomocy dla Ukrainy oraz ukraińskich wysiłków na rzecz mobilizacji gospodarki i społeczeństwa" – pisze ISW.

Kluczowe dla tej "teorii" jest, w ocenie think tanku, założenie, że Zachód opuści Ukrainę albo z własnej woli, albo w reakcji na perswazje Rosji, co wcale nie jest przesądzone.

"Zachód musi proaktywnie zapewnić siłom ukraińskim niezbędny sprzęt i uzbrojenie w ilości, czasie i z regularnością, potrzebnymi do operacji, które uwolnią znaczne części okupowanych terenów i podważą przekonanie Putina, że może stopniowo zdobywać Ukrainę" — ocenia ISW.

ISW ostrzega, że Zachód nie może ulec rosyjskiemu strategicznemu wysiłkowi, skierowanemu na zniszczenie zaangażowania Zachodu na rzecz przetrwania Ukrainy i musi pamiętać, że ukraińskie zwycięstwo było i jest możliwe pod warunkiem zaangażowania Zachodu.

ISW odnotowuje również, że Putin "pośrednio dał do zrozumienia", że ukraińskie ataki na terytorium Rosji przy użyciu zachodniej broni nie przekraczają "czerwonych linii", które skutkowałyby eskalacją nuklearną.

onet.pl


Próbowaliśmy zbadać środowisko, które sprzyja temu /Rosji - red./ w sferze politycznej, medialnej i eksperckiej. W rezultacie zidentyfikowaliśmy szeroką gamę grup sprzeciwiających się wsparciu dla Ukrainy: od zwolenników Trumpa blokujących ustawy w Kongresie USA po prorosyjskiego działacza medialnego Tuckera Carlsona, konserwatywnych ekspertów i komentatorów, działaczy lewicowych i komunistów. Sprawdziliśmy także, jakie są ich powiązania i kto z nich współpracuje z Rosją. Nasza baza danych obejmuje 469 osób i organizacji, ale nie jest to wyczerpująca lista wszystkich osób sprzeciwiających się wsparciu USA dla Ukrainy. Odzwierciedla jedynie najgłośniejsze głosy w przestrzeni publicznej.

Twardogłowi konserwatyści uzasadniają wezwania do zaprzestania wspierania izolacjonistycznej Ukrainy, twierdząc, że USA nie mają żadnego interesu w tej wojnie, że wkład USA w NATO i bezpieczeństwo europejskie jest zbyt duży oraz że rząd powinien skupić się na sprawach wewnętrznych, a nie na problemach globalnych. Tymczasem lewica nawołuje do pokoju, argumentując, że Zachód powinien zaprzestać wsparcia militarnego dla Ukrainy, aby to osiągnąć. Cel ten jednoczy lewicę, prawicę i tych, którzy nie mają jasnego stanowiska ideologicznego, ale współpracują z Rosjanami. Doskonale wpisuje się to w cel Rosji, która nie może okupować Ukrainy, dopóki Zachód zapewni wsparcie militarne i finansowe.

Przeanalizowaliśmy i odrzuciliśmy także najczęstsze argumenty przeciwników wspierania Ukrainy w USA i ustaliliśmy, które z nich wpisują się w narracje promowane przez rosyjską propagandę na całym świecie. Należą do nich roszczenia takie jak:
  • Rewolucja Godności z 2014 r. była zamachem stanu wspieranym przez rząd USA, który ostatecznie doprowadził do wojny rosyjsko-ukraińskiej.
  • Rosja zaatakowała Ukrainę w związku z ekspansją NATO na wschód.
  • Stany Zjednoczone nie powinny pomagać Ukrainie unikając wywołania III wojny światowej.
  • Wojna rosyjsko-ukraińska to konflikt lokalny, którego nie należy globalizować poprzez wspieranie Ukrainy i w którym USA nie mają żadnego interesu.
  • Wojna rosyjsko-ukraińska to walka tradycyjnych wartości chrześcijańskich z upadającym Zachodem.
  • Na Ukrainie nazizm jest tolerowany.
  • Pomoc amerykańska jest defraudowana, ponieważ Ukraina jest całkowicie skorumpowana.
  • Ukraina nie jest w stanie pokonać Rosji i przegra na polu bitwy, więc nie ma sensu jej pomagać.
  • USA powinny wydawać pieniądze na rozwiązywanie problemów swoich obywateli, a nie na ratowanie Ukraińców.
texty.org.ua

piątek, 7 czerwca 2024



Analiza fundamentalna spółek, czyli wyciąganie wniosków z ich sprawozdań finansowych, to kluczowa umiejętność inwestorów indywidualnych oraz zarządzających funduszami inwestycyjnymi. Jest to przy tym bardzo trudna sztuka – większość zarządzających i inwestorów nie uzyskuje lepszych wyników niż szeroki rynek, choć zdarzają się tacy, np. Benjamin Graham czy Warren Buffet, którzy dzięki analizie fundamentalnej dorobili się fortuny. Opłaty za zarządzanie w funduszach inwestycyjnych są jednak na tyle wysokie (nawet 3-4% kapitału w skali roku) a wyniki nieprzekonujące, że coraz większą popularnością cieszą się fundusze pasywne (tzw. ETFy), które wyłącznie replikują wyniki indeksów giełdowych. Nie starają się uzyskać lepszej stopy zwrotu dla swoich inwestorów, ale oferują im w zamian niskie opłaty za zarządzanie.

Niedługo na rynku pojawi się trzecia kategoria funduszy. Aktywnie zarządzane, ale nie przez kosztownych analityków finansowych, lecz przez sztuczne inteligencje o niewygórowanych oczekiwaniach płacowych. Niedawno ukazało się ciekawe badanie o tym, jak w analizie sprawozdań finansowych radzi sobie popularny GPT 4.0. Zadaniem sztucznej inteligencji było określenie, czy w kolejnym okresie sprawozdawczym badana spółka odnotuje wzrost czy spadek przychodów. To bardzo trudna prognoza (i zarazem kluczowa dla wyceny spółek), gdyż przychody firm obarczone są bardzo dużym szumem informacyjnym (przypominają błądzenie losowe) i profesjonalni analitycy osiągają jedynie 52-57% trafnych wskazań, czyli niewiele więcej od rzutu monetą. Nieco lepiej radzą sobie wyspecjalizowane modele statystyczne (regresje logistyczne i sieci neuronowe) – osiągają niespełna 60% trafności. A jak rodzi sobie niewyspecjalizowany GPT 4.0? Przy prostym pytaniu niezbyt imponująco: 52%. Ale jeśli dodatkowo poprosi się to go o skorzystanie z konkretnego wzorca rozumowania (tzw. Chain-of-Thought prompting), to jego trafność skacze do 60%.

Oznacza to, że GPT 4.0 mógłby założyć swój własny fundusz inwestycyjny i zaoferować inwestorom strategię kupowania spółek, których przychody wg jego szybkiej oceny będą rosnąć i sprzedawania na krótko tych spółek, których przychody będą spadać. (...) Taka strategia ma sporą szansę wygenerować nieco wyższą stopę zwrotu niż szeroki rynek akcji (jak sugeruje backtesting) za ułamek kosztów aktywnie zarządzanych funduszy.

Nie od dziś wiadomo, że generatywne sztuczne inteligencje są bardzo dobre w zapamiętywaniu dużych korpusów tekstów i operowaniu językiem – sami pisaliśmy o tym, że dorównują ludziom w analizie umów prawnych (a są przy tym dużo szybsze i tańsze). Okazuje się, że ich rozumienie liczb i umiejętności operowania nimi, czyli kluczowe kompetencje w analizie sprawozdań finansowych firm również jest bardzo dobre. Już samo to rozszerza znacznie zakres prac, jakie będą w stanie wykonywać, co potwierdza intuicję, że sztuczne inteligencje będą miały ogromny wpływ na gospodarkę. 

pekao.com.pl


Na Petersburskim Forum Gospodarczym zostało zaprezentowane drzewo genealogiczne Władimira Putina. Pierwszą osobą wspomnianą w rekonstrukcji jest Nikita (bez nazwiska), chłop z guberni twerskiej, żyjący na początku XVII wieku, gdy datuje się początek dynastii Romanowów. Ze szczególnym pietyzmem podkreślają to rosyjskie media, sugerując, że ów Nikita był „człowiekiem pierwszego z Romanowów”. Kolejne pokolenia Putinów to także chłopi żyjący w tym regionie. Rozrysowanie gałęzi rodowego drzewa zamówił kuzyn Władimira, Aleksandr Putin, autor książki „Ród prezydenta W.W. Putina”. Prac podjęła się firma Christian, specjalizująca się w odtwarzaniu historii rodzin na podstawie zachowanych dokumentów archiwalnych.

Ciekawostką jest to, że na rycinie przedstawiającej ród Putinów nie znalazło się miejsce dla współczesnych krewnych – brakuje wszystkich, którzy urodzili się po 1950 roku. Nie ma zatem np. córek Władimira Władimirowicza. Ale za to obie – i Katerina Tichonowa, i Maria Woroncowa – osobiście wystąpią podczas forum z prezentacją swoich projektów.

Informacje o członkach rodziny Władimira Putina są utajnione – zapewne na polecenie samego prezydenta, który uzasadnia taką ostrożność względami bezpieczeństwa. Zamiast faktów do wiadomości publicznej podawane są legendy, czasem przedstawiane osobiście przez Putina, a potem utrwalane przez usłużne media.

(...)

W Twerze badania nad genealogią rodu Putinów trwały od wielu lat. Miejscowi historycy lansowali odkrywczą tezę, że Władimir Putin pochodzi w linii prostej od Rurykowiczów (nie mylić z dynastią Romanowów) – opisałam to niezwykłe zjawisko w „Twerskich korzeniach” na blogu „17 mgnień Rosji”.

Historyk Nikołaj Gajdukow na łamach gazety „Karawan + Ja” dowodził: „Nie można zostać prezydentem tak po prostu. Ponadto Władimir Putin jest związany więzami rodzinnymi z ziemią twerską. W średniowieczu Twer był siedzibą władzy książęcej. Na ziemi twerskiej jest obecna symbolika Rurykowiczów, a to wszystko wchodzi w duchową genealogię Putina. Zresztą mówimy również o genealogii krwi”.

(...)

Twerscy badacze z każdą publikacją nabierali wiatru w żagle i ogłaszali kolejne rewelacje: na przykład taką, że Władimir Putin pochodzi od księcia Michała Jarosławowicza Twerskiego, świętego męża, kanonizowanego przez Cerkiew prawosławną. Dowody? Wystarczy tylko spojrzeć na zdjęcie Putina i portret księcia: kubek w kubek, taka sama łysinka, takie same uduchowione oczy, taki sam rasowy nos (zaiste). Tak na marginesie: żadne wizerunki księcia się nie zachowały, a te, które znamy, zostały „napisane” po śmierci Michała Jarosławowicza, ikony świętych zaś „pisze się”, nie odwzorowując podobieństwa fizycznego, lecz duchowość, świętość.

(...)

Ale wróćmy z historycznej wycieczki do czasów obecnych – czasów intensywnego budowania kultu Putina. Wśród rytuałów kremlowskiego dworu ważne miejsce zajmują ceremonie wręczania nagród i odznaczeń. W Związku Sowieckim były nagrody Leninowska i Stalinowska, które przyznawano naukowcom, architektom, inżynierom czy pisarzom za wybitne zasługi dla budowy socjalizmu, Putin natomiast osobom zasłużonym dla budowy putinizmu przyznaje gwiazdy Bohatera Rosji i ordery „Za Zasługi dla Ojczyzny”.

Taki właśnie order I stopnia otrzymała z rąk Putina podczas uroczystości na Kremlu 30 maja trenerka Irina Winer. Winer zasługi ma niepodważalne – trenuje (choć przeciwnicy mówią, że raczej tresuje) zawodniczki w trudnej i pięknej dyscyplinie: gimnastyce artystycznej. Była m.in. trenerką Aliny Kabajewej, mistrzyni olimpijskiej, wielokrotnej mistrzyni Europy i świata (jak powtarzają od lat znawcy prywatnego życia moskiewskiej socjety – Kabajewa to konkubina Putina i matka jego nieślubnych dzieci). Irina Winer jest zaangażowaną putinistką, należy do partii Jedna Rosja, w przeszłości była też mężem zaufania Putina. Znana jest z brutalnych metod treningowych, używa ciętego języka nie tylko wobec swoich wychowanek, ale także na forum międzynarodowym. Za nieetyczne wypowiedzi po przegranej rosyjskiej ekipy na igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2020 r. została czasowo zawieszona przez Międzynarodową Federację Gimnastyki Artystycznej. Gdy okazało się, że w nadchodzących igrzyskach rosyjska kadra nie będzie miała prawa do występu pod flagą państwową, a możliwy jest jedynie start indywidualnych sportowców w statusie neutralnym, Winer w firmowym stylu nazwała potencjalnych olimpijczyków „ekipą kloszardów, pozbawionych flagi, hymnu i kibiców”.

(...)

Irinie Winer zawtórował Stas Michajłow, wyrobnik estrady, uwielbiany przez niezliczone zastępy spragnionych ciepła rosyjskich niewiast za rzewne piosenki obiecujące prawdziwe uczucie. Michajłow odebrał odznaczenie i tak się wzruszył, że też poniosło go na boskie orbity: „Cała władza pochodzi od Boga. Niech Bóg będzie z panem, niech Bóg będzie z naszym krajem, niech Bóg będzie z nami. A jeśli Bóg z nami, to kto jest przeciwko nam? Jesteśmy z panem, zwycięstwo będzie nasze” (...). Michajłow być może naoglądał się propagandowych programów telewizyjnych, które w dużej obfitości lansują hasło „Jesteśmy Rosjanami, z nami Bóg” i używają słynnego cytatu z radiowego wystąpienia Wiaczesława Mołotowa z 22 czerwca 1941 roku, zapewniającego o przyszłym zwycięstwie w wojnie z faszyzmem. To częsty chwyt propagandowy: zmiksowanie prawosławia i sowieckiej doktryny.

tygodnikpowszechny.pl

czwartek, 6 czerwca 2024



Za niewielkie sukcesy taktyczne Rosja zapłaciła wysoką cenę krwi, a przy tym straciła dużo ciężkiego sprzętu. "Rosyjskie straty w Charkowie i okolicach były ekstremalne" — pisze Phillips O'Brien, ekspert ds. strategii na Uniwersytecie St Andrews w Szkocji. "Kontynuując ofensywę, Rosjanie narazili swoje wojska i sprzęt, znacznie zwiększając liczbę ofiar".

Według brytyjskiego ministerstwa obrony maj mógł być dla Rosjan najcięższym okresem pod względem ofiar od początku wojny. Średnio dziennie ginęło lub odnosiło rany 1,2 tys. rosyjskich żołnierzy.

Według brytyjskich szacunków całkowite straty Moskwy w tej wojnie wynoszą obecnie pół miliona żołnierzy. — Rosyjskie wojsko zostało zdziesiątkowane. Nie piszcie dosłownie, ale zostało cholernie zdziesiątkowane — powiedział prezydent USA Joe Biden w niedawnym wywiadzie dla magazynu "Time".

Rosyjska ofensywa na Charków pociągnęła jednak za sobą jeszcze jedną konsekwencję, która prawdopodobnie będzie znacznie poważniejsza dla dalszego przebiegu wojny niż skromne rosyjskie zdobycze terytorialne. Obnażyła absurdalność ograniczeń w użyciu zachodniej broni. Do niedawna Ukraina mogła atakować rosyjskie wojska dopiero wtedy, kiedy przekroczyły jej granicę, a tym samym — uderzyły w pierwszą linię jej obrony.

Dlatego też wiele państw zachodnich, w tym USA i Niemcy, w dużej mierze zniosło te ograniczenia. Od tego czasu rosyjskie wojsko znalazło się pod ciężkim ostrzałem w obwodzie białogrodzkim.

W poniedziałek Ukraińcom najwyraźniej udało się zlikwidować rosyjski system obrony powietrznej S300/400, który Rosjanie wykorzystywali do bombardowania Charkowa — a także mobilny system radarowy Kasta-2E2. Odkąd Ukraińcom zezwolono na atakowanie rosyjskich systemów rakietowych i artyleryjskich na rosyjskiej ziemi, ostrzał Charkowa znacznie stracił na sile.

"Rozmieszczenie zachodnich systemów obrony powietrznej i zniesienie zachodnich ograniczeń zakazujących Ukrainie atakować cele wojskowe na terytorium Rosji za pomocą broni dostarczanej przez Zachód jest czynnikiem pozwalającym Ukrainie odeprzeć rosyjskie bomby szybujące i ataki rakietowe na Charków" — pisze Instytut Badań nad Wojną.

Fakt, że użycie zachodniej broni było ograniczone do okupowanego terytorium Ukrainy, był jednym z największych ograniczeń Ukraińców. Jego zniesienie najpewniej zmieni oblicze tej wojny. Ponowny atak Rosji na Charków stanie się mrzonką.

Według O'Briena rosyjska ofensywa w okolicy tego miasta to "taktyczne zero, która wywołuje strategiczną katastrofę".

— Według wszystkich standardów strategii wojskowej ofensywa w Charkowie była jak dotąd wielką porażką Rosjan — dodaje.

Moskwa po raz kolejny nie doceniła determinacji Zachodu. Ten zniósł ograniczenia w wykorzystywaniu broni dostarczanej Ukrainie, mimo nuklearnego wywijania szabelką przez Moskwę.

Była to kolejna czerwona linia, którą wyznaczył reżim Putina, i którą Zachód przekroczył z powodu rosyjskiej eskalacji. Jedną z cech tej wojny jest to, że Zachód dokonuje jakościowych skoków w swoim wsparciu dla Ukrainy tylko wtedy, gdy Kijów napotyka poważne trudności na froncie.

W ostatnich tygodniach nastąpił kolejny taki skok jakościowy, którego konsekwencje stają się powoli widoczne. Chodzi o dostarczenie przez Amerykanów Ukrainie znacznych zapasów pocisków ATACMS o zasięgu ok. 300 km. Zmieniają one również charakter wojny, zwłaszcza na okupowanym przez Rosję Krymie i do pewnego stopnia w Donbasie.

(...)

Ukraińcy używają teraz zarówno ATACMS, jak i własnych dronów, aby niszczyć rosyjską obronę powietrzną na Krymie, uderzać w bazy lotnicze i niszczyć krytyczne linie zaopatrzeniowe i składy paliwa ważne dla działań wojennych.

Brytyjski strateg wojskowy Lawrence Freedman powiedział The Economist, że Krym jest słabym punktem Rosji, ponieważ ma ona tam zbyt wiele elementów do obrony. Na półwyspie Ukraina może wywierać realną presję na Putina w celu uzyskania rosyjskich ustępstw w jakichkolwiek negocjacjach. Celem Ukrainy jest więc przekształcenie Krymu z atutu w obciążenie dla Putina.

onet.pl/Die Welt


Rynek długu rządowego nie wierzył, że Andriej Biełousow pomoże uniknąć pułapki zimnowojennych wydatków wojskowych. Komentarze, że nominacja ekonomisty na ministra obrony pomoże ustabilizować udział kompleksu wojskowo-przemysłowego w PKB i zapobiec destabilizacji sektora prywatnego, miały uspokoić oczekiwania inflacyjne i dać rynkowi wiarę w zdrowe konserwatywne nastawienie przyszłej polityki fiskalnej. Rynek odebrał ten sygnał inaczej.

"Prawdopodobnie odebrał nominację jako sygnał, że konflikt zbrojny okaże się bardziej długotrwały i będzie wymagał większej restrukturyzacji gospodarczej, niż się spodziewano" — stwierdził kanał Cold Calculation na platformie Telegram.

Najwyraźniej Rosjanie nie mogą uciec od dostosowania systemu finansowego i gospodarczego do pragnienia reżimu, aby wojna nie miała końca. Zbyt skomplikowana żonglerka różnymi parametrami zmęczyła maszynę zarządzającą. Nadszedł czas, aby uprościć proces zarządzania państwem poprzez obniżenie standardu życia grup niewojskowych i zwiększenie opodatkowania przemysłu cywilnego.

onet.pl/The Moscow Times