sobota, 8 czerwca 2024



Z wyliczeń Bain & Company wynika, że koszt produkcji pocisków artyleryjskich ponoszony przez Zachód jest czterokrotnie wyższy niż w Rosji.

"Średni koszt produkcji pocisku 155 mm – a więc typu amunicji produkowanego przez kraje NATO – wynosi średnio około 4000 dol. za sztukę (...). Dla porównania koszt produkcji w Rosji to około 1000 dol. za pocisk kal. 152 mm używany przez rosyjskie siły zbrojne" - wynika z raportu.

- Produkcja jest droższa, ponieważ jest bezpieczniejsza, procesy produkcji są bardziej skompilowane, bardziej precyzyjne, ale ładunki spalają równomiernie, co powoduje, że mają większą moc rażenia - tłumaczy analityk OSW.

Dodatkowo konkurencja na rynku winduje cenę. - Mamy zglobalizowany rynek dostaw w krajach NATO. Producenci w poszczególnych krajach muszą zaspokajać potrzeby różnych odbiorców. W efekcie gigantyczny wzrost produkcji przełożył się na ceny. Producenci prześcigają się o komponenty, których możliwości produkcji są ograniczone – wskazuje Jacek Tarociński.

Dlatego Kijów zabiega o dostawy także z innych kierunków - Korei Płd., Australii, Pakistanu i Indii.

(...)

Rosja na razie wyprzedza Zachód w tempie produkcji pocisków artyleryjskich. Ma to dla niej znaczenie propagandowe. Jednak zdaniem analityka OSW porównywanie potencjałów produkcji pocisków Rosji i Zachodu mija się z celem.

- Mówimy o dwóch różnych strategiach. Państwa NATO nie stawiają na artylerię w takim stopniu, jak Rosja. Te zadania pełni lotnictwo: F-16, Eurofightery czy Rafale. Bomby lotnicze są znacznie bardziej precyzyjne i mają większe zasięgi. Trzeba jednak zaznaczyć, że materiały wybuchowe do bomb lotniczych produkowane są w tych samych zakładach co pociski artyleryjskie 155 mm. Dlatego ich również dotyczy problem kosztów i możliwości produkcyjnych - ocenia Tarociński.

Pociski jednak mają bardzo istotne znacznie dla Kijowa. - Ukraina nie ma tego lotnictwa i przez pokolenia jeszcze mieć nie będzie. Dlatego też musi opierać swoje działania na artylerii - zaznacza ekspert.

- Minimalne zapotrzebowanie Ukrainy to milion pocisków kalibru 155 mm rocznie oraz milion innych: kalibru 105 mm czy rosyjskich 122 mm, 152 mm. Przez dwa lata wojny Zachód pomagał wypełnić te minimalne potrzeby. Jeśli Ukraina ma przejąć inicjatywę, prowadzić natarcie, aby odzyskiwać terytorium, musi budować rezerwy, te potrzeby więc będą się podwajać czy nawet potrajać – szacuje Jacek Tarociński.

money.pl


"Prezydent Rosji ogłosił 7 czerwca swoją teorię zwycięstwa w Ukrainie, która zakłada zdolność rosyjskich sił do stopniowego, pełzającego natarcia, uniemożliwienia stronie ukraińskich skutecznych kontrnatarć i wygrania wojny na wyniszczenie" – podkreśla ISW w najnowszym raporcie, analizując wystąpienie Władimira Putina.

Rosyjski polityk oświadczył, że w Rosji nie ma potrzeby ogłaszania nowej mobilizacji, ponieważ Moskwa nie dąży do szybkiego osiągnięcia swoich celów w Ukrainie.

Oświadczył on, że siły rosyjskie próbują "wyprzeć" siły ukraińskie z "tych terenów, które powinny być pod rosyjską kontrolą".

Według niego obecne wysiłki mobilizacyjne rosyjskich władz (określane przez ekspertów jako kryptomobilizacja) pozwoliły zrekrutować w 2024 r. 160 tys. ludzi.

Jak pisze ISW, ocena Putina, że stopniowe natarcie umożliwi osiągnąć Rosji założone cele, jest oparta na założeniu, że siły ukraińskie nie będą zdolne do wyzwolenia istotnych terenów zajmowanych przez Rosję, a wojska agresora będą w stanie stopniowo prowadzić natarcie i osiągać zdobycze taktyczne, pomimo ogromnych strat.

ISW przytacza oceny zachodnich wywiadów, według których Putin uważa, iż zachodnie wsparcie dla Ukrainy się skończyło, a ostatnie miesiące opóźnień w dostawach utwierdziły go w tym przekonaniu. Według ISW omawiane wypowiedzi Putina potwierdzają, że jego ocena zdolności Ukrainy oraz postrzeganie ograniczeń zachodniego wsparcia będzie go stymulować do kontynuowania niekończących się pełzających operacji ofensywnych, jeśli nie da się działać szybciej.

"Putinowska teoria zwycięstwa opiera się na rosyjskiej zdolności do przeczekania i przezwyciężenia obiecanej przez Zachód pomocy dla Ukrainy oraz ukraińskich wysiłków na rzecz mobilizacji gospodarki i społeczeństwa" – pisze ISW.

Kluczowe dla tej "teorii" jest, w ocenie think tanku, założenie, że Zachód opuści Ukrainę albo z własnej woli, albo w reakcji na perswazje Rosji, co wcale nie jest przesądzone.

"Zachód musi proaktywnie zapewnić siłom ukraińskim niezbędny sprzęt i uzbrojenie w ilości, czasie i z regularnością, potrzebnymi do operacji, które uwolnią znaczne części okupowanych terenów i podważą przekonanie Putina, że może stopniowo zdobywać Ukrainę" — ocenia ISW.

ISW ostrzega, że Zachód nie może ulec rosyjskiemu strategicznemu wysiłkowi, skierowanemu na zniszczenie zaangażowania Zachodu na rzecz przetrwania Ukrainy i musi pamiętać, że ukraińskie zwycięstwo było i jest możliwe pod warunkiem zaangażowania Zachodu.

ISW odnotowuje również, że Putin "pośrednio dał do zrozumienia", że ukraińskie ataki na terytorium Rosji przy użyciu zachodniej broni nie przekraczają "czerwonych linii", które skutkowałyby eskalacją nuklearną.

onet.pl


Próbowaliśmy zbadać środowisko, które sprzyja temu /Rosji - red./ w sferze politycznej, medialnej i eksperckiej. W rezultacie zidentyfikowaliśmy szeroką gamę grup sprzeciwiających się wsparciu dla Ukrainy: od zwolenników Trumpa blokujących ustawy w Kongresie USA po prorosyjskiego działacza medialnego Tuckera Carlsona, konserwatywnych ekspertów i komentatorów, działaczy lewicowych i komunistów. Sprawdziliśmy także, jakie są ich powiązania i kto z nich współpracuje z Rosją. Nasza baza danych obejmuje 469 osób i organizacji, ale nie jest to wyczerpująca lista wszystkich osób sprzeciwiających się wsparciu USA dla Ukrainy. Odzwierciedla jedynie najgłośniejsze głosy w przestrzeni publicznej.

Twardogłowi konserwatyści uzasadniają wezwania do zaprzestania wspierania izolacjonistycznej Ukrainy, twierdząc, że USA nie mają żadnego interesu w tej wojnie, że wkład USA w NATO i bezpieczeństwo europejskie jest zbyt duży oraz że rząd powinien skupić się na sprawach wewnętrznych, a nie na problemach globalnych. Tymczasem lewica nawołuje do pokoju, argumentując, że Zachód powinien zaprzestać wsparcia militarnego dla Ukrainy, aby to osiągnąć. Cel ten jednoczy lewicę, prawicę i tych, którzy nie mają jasnego stanowiska ideologicznego, ale współpracują z Rosjanami. Doskonale wpisuje się to w cel Rosji, która nie może okupować Ukrainy, dopóki Zachód zapewni wsparcie militarne i finansowe.

Przeanalizowaliśmy i odrzuciliśmy także najczęstsze argumenty przeciwników wspierania Ukrainy w USA i ustaliliśmy, które z nich wpisują się w narracje promowane przez rosyjską propagandę na całym świecie. Należą do nich roszczenia takie jak:
  • Rewolucja Godności z 2014 r. była zamachem stanu wspieranym przez rząd USA, który ostatecznie doprowadził do wojny rosyjsko-ukraińskiej.
  • Rosja zaatakowała Ukrainę w związku z ekspansją NATO na wschód.
  • Stany Zjednoczone nie powinny pomagać Ukrainie unikając wywołania III wojny światowej.
  • Wojna rosyjsko-ukraińska to konflikt lokalny, którego nie należy globalizować poprzez wspieranie Ukrainy i w którym USA nie mają żadnego interesu.
  • Wojna rosyjsko-ukraińska to walka tradycyjnych wartości chrześcijańskich z upadającym Zachodem.
  • Na Ukrainie nazizm jest tolerowany.
  • Pomoc amerykańska jest defraudowana, ponieważ Ukraina jest całkowicie skorumpowana.
  • Ukraina nie jest w stanie pokonać Rosji i przegra na polu bitwy, więc nie ma sensu jej pomagać.
  • USA powinny wydawać pieniądze na rozwiązywanie problemów swoich obywateli, a nie na ratowanie Ukraińców.
texty.org.ua

piątek, 7 czerwca 2024



Analiza fundamentalna spółek, czyli wyciąganie wniosków z ich sprawozdań finansowych, to kluczowa umiejętność inwestorów indywidualnych oraz zarządzających funduszami inwestycyjnymi. Jest to przy tym bardzo trudna sztuka – większość zarządzających i inwestorów nie uzyskuje lepszych wyników niż szeroki rynek, choć zdarzają się tacy, np. Benjamin Graham czy Warren Buffet, którzy dzięki analizie fundamentalnej dorobili się fortuny. Opłaty za zarządzanie w funduszach inwestycyjnych są jednak na tyle wysokie (nawet 3-4% kapitału w skali roku) a wyniki nieprzekonujące, że coraz większą popularnością cieszą się fundusze pasywne (tzw. ETFy), które wyłącznie replikują wyniki indeksów giełdowych. Nie starają się uzyskać lepszej stopy zwrotu dla swoich inwestorów, ale oferują im w zamian niskie opłaty za zarządzanie.

Niedługo na rynku pojawi się trzecia kategoria funduszy. Aktywnie zarządzane, ale nie przez kosztownych analityków finansowych, lecz przez sztuczne inteligencje o niewygórowanych oczekiwaniach płacowych. Niedawno ukazało się ciekawe badanie o tym, jak w analizie sprawozdań finansowych radzi sobie popularny GPT 4.0. Zadaniem sztucznej inteligencji było określenie, czy w kolejnym okresie sprawozdawczym badana spółka odnotuje wzrost czy spadek przychodów. To bardzo trudna prognoza (i zarazem kluczowa dla wyceny spółek), gdyż przychody firm obarczone są bardzo dużym szumem informacyjnym (przypominają błądzenie losowe) i profesjonalni analitycy osiągają jedynie 52-57% trafnych wskazań, czyli niewiele więcej od rzutu monetą. Nieco lepiej radzą sobie wyspecjalizowane modele statystyczne (regresje logistyczne i sieci neuronowe) – osiągają niespełna 60% trafności. A jak rodzi sobie niewyspecjalizowany GPT 4.0? Przy prostym pytaniu niezbyt imponująco: 52%. Ale jeśli dodatkowo poprosi się to go o skorzystanie z konkretnego wzorca rozumowania (tzw. Chain-of-Thought prompting), to jego trafność skacze do 60%.

Oznacza to, że GPT 4.0 mógłby założyć swój własny fundusz inwestycyjny i zaoferować inwestorom strategię kupowania spółek, których przychody wg jego szybkiej oceny będą rosnąć i sprzedawania na krótko tych spółek, których przychody będą spadać. (...) Taka strategia ma sporą szansę wygenerować nieco wyższą stopę zwrotu niż szeroki rynek akcji (jak sugeruje backtesting) za ułamek kosztów aktywnie zarządzanych funduszy.

Nie od dziś wiadomo, że generatywne sztuczne inteligencje są bardzo dobre w zapamiętywaniu dużych korpusów tekstów i operowaniu językiem – sami pisaliśmy o tym, że dorównują ludziom w analizie umów prawnych (a są przy tym dużo szybsze i tańsze). Okazuje się, że ich rozumienie liczb i umiejętności operowania nimi, czyli kluczowe kompetencje w analizie sprawozdań finansowych firm również jest bardzo dobre. Już samo to rozszerza znacznie zakres prac, jakie będą w stanie wykonywać, co potwierdza intuicję, że sztuczne inteligencje będą miały ogromny wpływ na gospodarkę. 

pekao.com.pl


Na Petersburskim Forum Gospodarczym zostało zaprezentowane drzewo genealogiczne Władimira Putina. Pierwszą osobą wspomnianą w rekonstrukcji jest Nikita (bez nazwiska), chłop z guberni twerskiej, żyjący na początku XVII wieku, gdy datuje się początek dynastii Romanowów. Ze szczególnym pietyzmem podkreślają to rosyjskie media, sugerując, że ów Nikita był „człowiekiem pierwszego z Romanowów”. Kolejne pokolenia Putinów to także chłopi żyjący w tym regionie. Rozrysowanie gałęzi rodowego drzewa zamówił kuzyn Władimira, Aleksandr Putin, autor książki „Ród prezydenta W.W. Putina”. Prac podjęła się firma Christian, specjalizująca się w odtwarzaniu historii rodzin na podstawie zachowanych dokumentów archiwalnych.

Ciekawostką jest to, że na rycinie przedstawiającej ród Putinów nie znalazło się miejsce dla współczesnych krewnych – brakuje wszystkich, którzy urodzili się po 1950 roku. Nie ma zatem np. córek Władimira Władimirowicza. Ale za to obie – i Katerina Tichonowa, i Maria Woroncowa – osobiście wystąpią podczas forum z prezentacją swoich projektów.

Informacje o członkach rodziny Władimira Putina są utajnione – zapewne na polecenie samego prezydenta, który uzasadnia taką ostrożność względami bezpieczeństwa. Zamiast faktów do wiadomości publicznej podawane są legendy, czasem przedstawiane osobiście przez Putina, a potem utrwalane przez usłużne media.

(...)

W Twerze badania nad genealogią rodu Putinów trwały od wielu lat. Miejscowi historycy lansowali odkrywczą tezę, że Władimir Putin pochodzi w linii prostej od Rurykowiczów (nie mylić z dynastią Romanowów) – opisałam to niezwykłe zjawisko w „Twerskich korzeniach” na blogu „17 mgnień Rosji”.

Historyk Nikołaj Gajdukow na łamach gazety „Karawan + Ja” dowodził: „Nie można zostać prezydentem tak po prostu. Ponadto Władimir Putin jest związany więzami rodzinnymi z ziemią twerską. W średniowieczu Twer był siedzibą władzy książęcej. Na ziemi twerskiej jest obecna symbolika Rurykowiczów, a to wszystko wchodzi w duchową genealogię Putina. Zresztą mówimy również o genealogii krwi”.

(...)

Twerscy badacze z każdą publikacją nabierali wiatru w żagle i ogłaszali kolejne rewelacje: na przykład taką, że Władimir Putin pochodzi od księcia Michała Jarosławowicza Twerskiego, świętego męża, kanonizowanego przez Cerkiew prawosławną. Dowody? Wystarczy tylko spojrzeć na zdjęcie Putina i portret księcia: kubek w kubek, taka sama łysinka, takie same uduchowione oczy, taki sam rasowy nos (zaiste). Tak na marginesie: żadne wizerunki księcia się nie zachowały, a te, które znamy, zostały „napisane” po śmierci Michała Jarosławowicza, ikony świętych zaś „pisze się”, nie odwzorowując podobieństwa fizycznego, lecz duchowość, świętość.

(...)

Ale wróćmy z historycznej wycieczki do czasów obecnych – czasów intensywnego budowania kultu Putina. Wśród rytuałów kremlowskiego dworu ważne miejsce zajmują ceremonie wręczania nagród i odznaczeń. W Związku Sowieckim były nagrody Leninowska i Stalinowska, które przyznawano naukowcom, architektom, inżynierom czy pisarzom za wybitne zasługi dla budowy socjalizmu, Putin natomiast osobom zasłużonym dla budowy putinizmu przyznaje gwiazdy Bohatera Rosji i ordery „Za Zasługi dla Ojczyzny”.

Taki właśnie order I stopnia otrzymała z rąk Putina podczas uroczystości na Kremlu 30 maja trenerka Irina Winer. Winer zasługi ma niepodważalne – trenuje (choć przeciwnicy mówią, że raczej tresuje) zawodniczki w trudnej i pięknej dyscyplinie: gimnastyce artystycznej. Była m.in. trenerką Aliny Kabajewej, mistrzyni olimpijskiej, wielokrotnej mistrzyni Europy i świata (jak powtarzają od lat znawcy prywatnego życia moskiewskiej socjety – Kabajewa to konkubina Putina i matka jego nieślubnych dzieci). Irina Winer jest zaangażowaną putinistką, należy do partii Jedna Rosja, w przeszłości była też mężem zaufania Putina. Znana jest z brutalnych metod treningowych, używa ciętego języka nie tylko wobec swoich wychowanek, ale także na forum międzynarodowym. Za nieetyczne wypowiedzi po przegranej rosyjskiej ekipy na igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2020 r. została czasowo zawieszona przez Międzynarodową Federację Gimnastyki Artystycznej. Gdy okazało się, że w nadchodzących igrzyskach rosyjska kadra nie będzie miała prawa do występu pod flagą państwową, a możliwy jest jedynie start indywidualnych sportowców w statusie neutralnym, Winer w firmowym stylu nazwała potencjalnych olimpijczyków „ekipą kloszardów, pozbawionych flagi, hymnu i kibiców”.

(...)

Irinie Winer zawtórował Stas Michajłow, wyrobnik estrady, uwielbiany przez niezliczone zastępy spragnionych ciepła rosyjskich niewiast za rzewne piosenki obiecujące prawdziwe uczucie. Michajłow odebrał odznaczenie i tak się wzruszył, że też poniosło go na boskie orbity: „Cała władza pochodzi od Boga. Niech Bóg będzie z panem, niech Bóg będzie z naszym krajem, niech Bóg będzie z nami. A jeśli Bóg z nami, to kto jest przeciwko nam? Jesteśmy z panem, zwycięstwo będzie nasze” (...). Michajłow być może naoglądał się propagandowych programów telewizyjnych, które w dużej obfitości lansują hasło „Jesteśmy Rosjanami, z nami Bóg” i używają słynnego cytatu z radiowego wystąpienia Wiaczesława Mołotowa z 22 czerwca 1941 roku, zapewniającego o przyszłym zwycięstwie w wojnie z faszyzmem. To częsty chwyt propagandowy: zmiksowanie prawosławia i sowieckiej doktryny.

tygodnikpowszechny.pl

czwartek, 6 czerwca 2024



Za niewielkie sukcesy taktyczne Rosja zapłaciła wysoką cenę krwi, a przy tym straciła dużo ciężkiego sprzętu. "Rosyjskie straty w Charkowie i okolicach były ekstremalne" — pisze Phillips O'Brien, ekspert ds. strategii na Uniwersytecie St Andrews w Szkocji. "Kontynuując ofensywę, Rosjanie narazili swoje wojska i sprzęt, znacznie zwiększając liczbę ofiar".

Według brytyjskiego ministerstwa obrony maj mógł być dla Rosjan najcięższym okresem pod względem ofiar od początku wojny. Średnio dziennie ginęło lub odnosiło rany 1,2 tys. rosyjskich żołnierzy.

Według brytyjskich szacunków całkowite straty Moskwy w tej wojnie wynoszą obecnie pół miliona żołnierzy. — Rosyjskie wojsko zostało zdziesiątkowane. Nie piszcie dosłownie, ale zostało cholernie zdziesiątkowane — powiedział prezydent USA Joe Biden w niedawnym wywiadzie dla magazynu "Time".

Rosyjska ofensywa na Charków pociągnęła jednak za sobą jeszcze jedną konsekwencję, która prawdopodobnie będzie znacznie poważniejsza dla dalszego przebiegu wojny niż skromne rosyjskie zdobycze terytorialne. Obnażyła absurdalność ograniczeń w użyciu zachodniej broni. Do niedawna Ukraina mogła atakować rosyjskie wojska dopiero wtedy, kiedy przekroczyły jej granicę, a tym samym — uderzyły w pierwszą linię jej obrony.

Dlatego też wiele państw zachodnich, w tym USA i Niemcy, w dużej mierze zniosło te ograniczenia. Od tego czasu rosyjskie wojsko znalazło się pod ciężkim ostrzałem w obwodzie białogrodzkim.

W poniedziałek Ukraińcom najwyraźniej udało się zlikwidować rosyjski system obrony powietrznej S300/400, który Rosjanie wykorzystywali do bombardowania Charkowa — a także mobilny system radarowy Kasta-2E2. Odkąd Ukraińcom zezwolono na atakowanie rosyjskich systemów rakietowych i artyleryjskich na rosyjskiej ziemi, ostrzał Charkowa znacznie stracił na sile.

"Rozmieszczenie zachodnich systemów obrony powietrznej i zniesienie zachodnich ograniczeń zakazujących Ukrainie atakować cele wojskowe na terytorium Rosji za pomocą broni dostarczanej przez Zachód jest czynnikiem pozwalającym Ukrainie odeprzeć rosyjskie bomby szybujące i ataki rakietowe na Charków" — pisze Instytut Badań nad Wojną.

Fakt, że użycie zachodniej broni było ograniczone do okupowanego terytorium Ukrainy, był jednym z największych ograniczeń Ukraińców. Jego zniesienie najpewniej zmieni oblicze tej wojny. Ponowny atak Rosji na Charków stanie się mrzonką.

Według O'Briena rosyjska ofensywa w okolicy tego miasta to "taktyczne zero, która wywołuje strategiczną katastrofę".

— Według wszystkich standardów strategii wojskowej ofensywa w Charkowie była jak dotąd wielką porażką Rosjan — dodaje.

Moskwa po raz kolejny nie doceniła determinacji Zachodu. Ten zniósł ograniczenia w wykorzystywaniu broni dostarczanej Ukrainie, mimo nuklearnego wywijania szabelką przez Moskwę.

Była to kolejna czerwona linia, którą wyznaczył reżim Putina, i którą Zachód przekroczył z powodu rosyjskiej eskalacji. Jedną z cech tej wojny jest to, że Zachód dokonuje jakościowych skoków w swoim wsparciu dla Ukrainy tylko wtedy, gdy Kijów napotyka poważne trudności na froncie.

W ostatnich tygodniach nastąpił kolejny taki skok jakościowy, którego konsekwencje stają się powoli widoczne. Chodzi o dostarczenie przez Amerykanów Ukrainie znacznych zapasów pocisków ATACMS o zasięgu ok. 300 km. Zmieniają one również charakter wojny, zwłaszcza na okupowanym przez Rosję Krymie i do pewnego stopnia w Donbasie.

(...)

Ukraińcy używają teraz zarówno ATACMS, jak i własnych dronów, aby niszczyć rosyjską obronę powietrzną na Krymie, uderzać w bazy lotnicze i niszczyć krytyczne linie zaopatrzeniowe i składy paliwa ważne dla działań wojennych.

Brytyjski strateg wojskowy Lawrence Freedman powiedział The Economist, że Krym jest słabym punktem Rosji, ponieważ ma ona tam zbyt wiele elementów do obrony. Na półwyspie Ukraina może wywierać realną presję na Putina w celu uzyskania rosyjskich ustępstw w jakichkolwiek negocjacjach. Celem Ukrainy jest więc przekształcenie Krymu z atutu w obciążenie dla Putina.

onet.pl/Die Welt


Rynek długu rządowego nie wierzył, że Andriej Biełousow pomoże uniknąć pułapki zimnowojennych wydatków wojskowych. Komentarze, że nominacja ekonomisty na ministra obrony pomoże ustabilizować udział kompleksu wojskowo-przemysłowego w PKB i zapobiec destabilizacji sektora prywatnego, miały uspokoić oczekiwania inflacyjne i dać rynkowi wiarę w zdrowe konserwatywne nastawienie przyszłej polityki fiskalnej. Rynek odebrał ten sygnał inaczej.

"Prawdopodobnie odebrał nominację jako sygnał, że konflikt zbrojny okaże się bardziej długotrwały i będzie wymagał większej restrukturyzacji gospodarczej, niż się spodziewano" — stwierdził kanał Cold Calculation na platformie Telegram.

Najwyraźniej Rosjanie nie mogą uciec od dostosowania systemu finansowego i gospodarczego do pragnienia reżimu, aby wojna nie miała końca. Zbyt skomplikowana żonglerka różnymi parametrami zmęczyła maszynę zarządzającą. Nadszedł czas, aby uprościć proces zarządzania państwem poprzez obniżenie standardu życia grup niewojskowych i zwiększenie opodatkowania przemysłu cywilnego.

onet.pl/The Moscow Times


Należy przy tym pamiętać, że aktywne systemy obrony nie zastąpią solidnego opancerzenia. Stanowią uzupełnienie na podobnej zasadzie jak inne rozwiązania: systemy przeciwpożarowe, izolowane magazyny amunicji, wykładziny przeciwodłamkowe itp. w ramach szerszego, warstwowego systemu ochrony, który w anglosferze określa się „cebulką przeżywalności” (ang. Survivability Onion). Jak zwykle wszelkie zapowiedzi o końcu broni pancernej okazały się fałszywe. Trend jest jednoznaczny – broń pancerna ewoluuje, a na nowe zagrożenie albo zostaną dostosowane znane już rozwiązania, albo powstaną nowe metody ochrony.

defence24.pl

środa, 5 czerwca 2024



Gdy na Węgrzech mają się odbyć wybory, Viktor Orban chętnie kolportuje skrajne teorie spiskowe. W tych dniach krótko przed wyborami do Parlamentu Europejskiego narracja węgierskiego premiera brzmi tak: centrala Unii Europejskiej w Brukseli jest kupiona przez amerykańskiego miliardera giełdowego pochodzenia żydowsko-węgierskiego, George’a Sorosa. Ten zaś realizuje plan wysłania Europejczyków na wojnę z Rosją. Po ich śmierci na polu bitwy kontynent mają zasiedlić miliony imigrantów spoza Europy. Naród węgierski przestałby wtedy istnieć.

Ten obraz nakreślił Viktor Orban w sobotę, 1 czerwca 2024 r., podczas tak zwanego "marszu pokoju" w Budapeszcie – manifestacji jego zwolenników tydzień przed wyborami europejskimi. W swoim przemówieniu powiedział, że będą to wybory historyczne, które rozstrzygną o wojnie i pokoju na kontynencie. Swój rząd określił mianem jedynego w UE, który działa na rzecz pokoju. Jego zdaniem istnieje jednak szansa, że w wyborach zwyciężą "siły pokoju". Hasło bojowe Orbana to: "Zdobądźmy Brukselę! No migration, no gender, no war!"

onet.pl/Deutsche Welle


Minister Sikorski pytany w Białymstoku o rządowe plany utworzenia tzw. strefy buforowej przy części granicy z Białorusią w Podlaskiem mówił, że pytanie o to, czy taka strefa jest potrzebna, powinno być skierowane do MSWiA i do Straży Granicznej.

– Niewątpliwie jesteśmy celem operacji hybrydowej, to jest naprawdę coś, co się zmieniło w ostatnich kilku miesiącach – zaznaczył.

– Wiemy, kto za tą operacją stoi i wiemy jaki jest jej cel. Celem jest pokazanie całej Europie, że zewnętrzna granica UE nie jest kontrolowana po to, żeby wywołać efekt polityczny – wzmocnić skrajną prawicę, która obiecuje, że Unię Europejską rozwali od środka. Do tego nie wolno nam dopuścić – powiedział szef MSZ.

Pytany o kryzys humanitarny związany z nielegalną migracją z Białorusi do Polski zastrzegł, że “nie ma prawa ludzkiego do zamieszkania gdzie się chce”.

– Bo gdyby tak było, niepotrzebne byłyby wizy, paszporty, straże graniczne i tak dalej. Państwa, albo grupy państw, tak jak UE, mają prawo do kontrolowania granicy – mówił Sikorski.

belsat/PAP


Odnotowuje się pierwsze przypadki ostrzeliwania z systemów HIMARS stanowisk rosyjskiej obrony przeciwlotniczej w okolicy Biełgorodu. W ostatnich dniach USA i kilka innych państw zachodnich wydało zgodę na ograniczone użycie przekazanej przez nie broni do zwalczania celów wojskowych znajdujących się w obwodach biełgorodzkim i kurskim.

W nocy z 29 na 30 oraz z 30 na 31 maja Ukraińcy przeprowadzili serię kombinowanych ataków na Krym i Kraj Krasnodarski z użyciem pocisków balistycznych ATACMS, pocisków manewrujących Neptun oraz powietrznych i morskich dronów uderzeniowych. Uszkodzona została m.in. infrastruktura portowa w Cieśninie Kerczeńskiej, w tym terminal naftowy w porcie Kawkaz oraz promy „dublujące” most Krymski, a także elementy sieci energetycznych na lądzie. Ataki te są kolejnym elementem ukraińskiej operacji, której celem jest sparaliżowanie Krymu jako zaplecza logistycznego armii rosyjskiej na południu Ukrainy.

Dzięki uruchomieniu pomocy amerykańskiej w ostatnich tygodniach częściowo zażegnano ostry kryzys amunicyjny w ukraińskiej artylerii, przy czym pociski są cały czas racjonowane i nie można mówić o pełnym zaspokojeniu potrzeb frontu. Wydaje się, że lepsza sytuacja panuje w zakresie amunicji kalibru 155 mm, niemniej nadal odczuwalny jest znaczny deficyt pocisków do kalibrów sowieckich (122 i 152 mm). Według czeskiego MSZ w czerwcu na front mają dotrzeć pierwsze transporty amunicji artyleryjskiej zakupionej w ramach koordynowanej przez Pragę międzynarodowej koalicji. Dostawy te mają objąć partie od 50 tys. do 100 tys. pocisków miesięcznie. Jeżeli zapowiedzi te okażą się prawdziwe, to – przy uwzględnieniu pomocy innych państw i produkcji ukraińskiej – artyleria Sił Zbrojnych Ukrainy będzie miała zapewnioną minimalną ilość amunicji pozwalającą na skuteczne prowadzenie obrony w drugiej połowie 2024 r.

30 maja Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy poinformowało, że do wojska wstąpiło 775 skazanych. Do sądów wpłynęło ponad 2,4 tys. wniosków o zwolnienie warunkowe z odbycia kary w zamian za odbycie służby wojskowej, z których ok. 75% rozpatrzono pozytywnie. Wcześniej resort sprawiedliwości potwierdził, że chęć mobilizacji wyraziło przeszło 4 tys. osadzonych.

2 czerwca ukraiński resort obrony podał, że ok. 1,5 mln Ukraińców podlegających służbie wojskowej zaktualizowało swoje dane osobowe w komisjach wojskowych. Ponad 400 tys. zarejestrowanych uzyskało odroczenie, zostało zarezerwowanych przez zakłady pracy lub uznanych za niezdolnych do służby wojskowej.

(...)

28 maja ukraiński wywiad wojskowy (HUR) poinformował, że Rosjanie intensyfikują rekrutację najemników mających walczyć na Ukrainie. Obejmuje ona państwa Afryki Środkowej, w szczególności Rwandę, Burundi, Kongo i Ugandę. Najemnikom oferuje się 2 tys. dolarów za podpisanie kontraktu, 2,2 tys. dolarów miesięcznego wynagrodzenia, ubezpieczenie medyczne oraz rosyjski paszport dla żołnierza i członków jego rodziny.

(...)

28 maja w Lizbonie prezydent Wołodymyr Zełenski i premier Portugalii Luís Montenegro podpisali porozumienie o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Wsparcie wojskowe Lizbony wyniesie w br. co najmniej 126 mln euro. Portugalia potwierdziła też udział w koalicji państw szkolących ukraińskich pilotów na myśliwcach F-16, w koalicji na rzecz bezpieczeństwa morskiego, a także w programie pozyskiwania amunicji dużego kalibru.

31 maja podczas szczytu ukraińsko-nordyckiego w Sztokholmie prezydent Ukrainy i premier Szwecji Ulf Kristersson podpisali porozumienie o współpracy w sferze bezpieczeństwa. Szwedzka pomoc finansowa wojskowa i cywilna na lata 2022–2026 sięgnie co najmniej 9,2 mld euro. Szwecja będzie w dalszym ciągu przyczyniać się do odbudowy Ukrainy oraz wspierać jej reformy i przygotowania do przyszłego członkostwa w UE i NATO.

Tego samego dnia podobny dokument został podpisany z Norwegią. Do końca br. Oslo przekaże co najmniej 1,2 mld euro pomocy wojskowej. Łączne wsparcie finansowe w latach 2023–2027 wyniesie 6,4 mld euro. Zgodnie z umową Norwegia wraz ze swoimi sojusznikami wspomoże Ukrainę w rozwijaniu jej potencjału w zakresie nowoczesnych samolotów bojowych i zwiększaniu zdolności morskich na Morzu Czarnym i Morzu Azowskim.

Jeszcze jedną umowę o współpracy w sferze bezpieczeństwa Kijów zawarł z Islandią. Kraj ten zobowiązał się do zapewnienia Ukrainie wszechstronnego i długoterminowego wsparcia gospodarczego, humanitarnego i obronnego, a także do promowania jej przyszłego członkostwa w UE i NATO. W latach 2024–2028 Islandia będzie corocznie przekazywać Kijowowi co najmniej 26 mln euro. Reykjavík zobowiązał się do dalszego dostarczania zaopatrzenia i sprzętu wojskowego z państw NATO na Ukrainę czarterowanymi samolotami transportowymi.

Ukraina zawarła już 15 umów o współpracy w sferze bezpieczeństwa – z Wielką Brytanią, Niemcami, Francją, Danią, Kanadą, Włochami, Holandią, Finlandią, Łotwą, Hiszpanią, Belgią, Portugalią, Szwecją, Norwegią i Islandią.

osw.waw.pl