środa, 8 maja 2024


Eksperci podkreślają, że gospodarka Rosji, pomimo sankcji i izolacji międzynarodowej, wykazuje zdolność do adaptacji, głównie poprzez przekierowanie handlu i zwiększenie produkcji przemysłowej związanej z działaniami wojennymi. Jednak długoterminowe perspektywy rosyjskiej gospodarki pozostają niepewne, z uwagi na trwającą stagnację, rosnącą inflację oraz spadek konkurencyjności na arenie międzynarodowej.

Tomasz Mądry w osobnym artykule analizuje skuteczność zachodnich restrykcji. W tym wypadku Rosja wykazała zdolność do adaptacji i przeorganizowania swoich kanałów handlowych, utrzymując poziom importu na równi z rokiem 2021. Mimo wprowadzenia ograniczeń, które miały osłabić rosyjską gospodarkę przez izolację od handlu z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują na 12-procentowy wzrost importu rosyjskiego w ujęciu rocznym, osiągając wartość około 285 miliardów USD.

Jak zauważa autor analizy, rosyjska reakcja na sankcje objawia się przede wszystkim przeniesieniem handlu z Europy do Azji, gdzie głównymi partnerami stają się Chiny, Turcja i Kazachstan. Import z Chin osiągnął rekordową wartość prawie 30 miliardów USD w II kwartale 2023 roku, co stanowi prawie podwojenie w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku. Eksport z Turcji i Kazachstanu do Rosji wzrósł odpowiednio o 150 proc. i 200 proc., co podkreśla zmianę w kierunkach handlowych Rosji i stanowi dowód na efektywność strategii omijania sankcji.

PIE podkreśla też, że Rosja wykorzystuje również innowacyjne metody omijania sankcji handlowych, w tym reeksport przez kraje trzecie. Firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych eksportują swoje produkty do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, takich jak Kirgistan, Armenia i Kazachstan, skąd towary te trafiają do Rosji. To zjawisko znacząco zwiększyło średni miesięczny eksport do Kirgistanu, z Polski wzrastając nawet o 1800 proc., z Niemiec o 1200 proc., a z Rosji o 870 proc. pod koniec 2023 roku.

money.pl

"To pierwszy taki przypadek od początku wojny. NATO w sposób bardzo poufny i bez oficjalnych komunikatów ustaliło co najmniej dwie czerwone linie, po których mogłaby nastąpić bezpośrednia interwencja w konflikt na Ukrainie" - pisze "La Repubblica". Według włoskiej gazety interwencja NATO mogłaby nastąpić w dwóch przypadkach: jeśli do wojny w rosyjsko-ukraińskiej włączy się Białoruś lub jeśli Rosja zaatakuje któryś z krajów bałtyckich (Estonię, Litwę lub Łotwę), Polskę albo Mołdawię. "Sojusz nie byłby skłonny tolerować takiej agresji" - podkreśla "La Repubblica".

Co ważne, w tej chwili NATO nie ma planów operacyjnych, które przewidywałyby wysłanie żołnierzy do Ukrainy. Jednak "La Repubblica" donosi o 100 tys. wojskowych, którzy są gotowi interweniować, jeśli Kreml włączy do wojny kraje trzecie. "Politycy z głębokim zaniepokojeniem śledzą rozwój rosyjskiej ofensywy w Donbasie. Hipoteza o militarnym upadku wojsk Zełenskiego nie jest już wykluczona. Dlatego tak ważne jest, aby zachodni przywódcy przesłali Władimirowi Putinowi jasny sygnał: co innego wniknąć w głąb terytoriów wschodnich, a co innego zdobyć stolicę lub zaangażować w wojnę państwa trzecie. Innymi słowy: Ukraina nie może przegrać, a Sojusz Atlantycki jest gotowy do bezpośredniej interwencji, aby uniknąć upadku Kijowa" - informuje włoska gazeta.

Ewentualna reakcja Zachodu przebiegałaby jednak stopniowo. W pierwszej kolejności zmobilizowane zostałyby siły powietrzne, natomiast wojska lądowe stanowiłyby jedynie ostateczność w przypadku możliwej eskalacji - donosi "La Repubblica".

gazeta.pl

Przedstawiciele wywiadów uważają, że Federacja Rosyjska zintensyfikowała przygotowywanie ukrytych eksplozji, podpaleń i zniszczeń infrastruktury na terytorium Europy - bezpośrednio i poprzez podstawione osoby.

Z ocen agencji wywiadowczych trzech europejskich krajów, z którymi zapoznał się "Financial Times", wynika, że istnieją przesłanki wskazujące na przygotowanie bardziej agresywnych i skoordynowanych działań dywersyjnych. Aby zwiększyć czujność, funkcjonariusze wywiadu coraz częściej zgłaszają zagrożenie.

- powiedział w zeszłym miesiącu szef niemieckiego Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) Thomas Haldenwang. Przedstawiciel rządu jednego z europejskich państw powiedział, że informacje o rosyjskim sabotażu przekazują też służby bezpieczeństwa NATO.

W piątek norweska służba bezpieczeństwa policji (PST) ujawniła, że agenci rosyjskiego wywiadu pracowali w zachodniej części kraju. Ich zdaniem Kreml może przygotowywać sabotaż przeciwko obiektom infrastruktury krytycznej. W Niemczech zatrzymano ostatnio dwóch obywateli pochodzenia rosyjskiego podejrzanych o szukanie celów dla sabotażu przeciwko niemieckiemu wsparciu dla Ukrainy.

W Wielkiej Brytanii pod koniec kwietnia dwóch mężczyzn oskarżono o wzniecenie pożaru w magazynie z pomocą dla Ukrainy. Brytyjscy prokuratorzy twierdzą, że mężczyźni pracowali dla rosyjskiego rządu. W Szwecji natomiast służby bezpieczeństwa badają wykolejenia pociągów. Podejrzewa się, że mogło dojść do sabotażu. 

gazeta.pl

wtorek, 7 maja 2024


Handel Moskwy z jej kluczowymi partnerami handlowymi, takimi jak Turcja i Chiny, tąpnął w pierwszym kwartale 2024 roku. Stało się to po tym, jak USA zajęły jasne stanowisko wobec międzynarodowych banków, dzięki którym Rosja mogła nabywać produkty kluczowe dla jej działań wojennych - wskazuje "Financial Times".

Chodzi o amerykańskie rozporządzenie z 2023 r., którego skutki widać dziś jak na dłoni.

USA zagroziły zagranicznym bankom, że stracą dostęp do amerykańskiego systemu finansowego, jeśli będą ułatwiać znaczące transakcje mające związek z przemysłem obronnym Rosji.

"Amerykańskie rozporządzenie wykonawcze, które zostało wdrożone pod koniec 2023 roku, zmusiło pożyczkodawców do odstąpienia od współpracy z rosyjskimi kontrahentami oraz do unikania transakcji w wielu walutach" - informuje brytyjski dziennik.

- Rosji jest coraz trudniej uzyskać dostęp do usług finansowych, które są niezbędne do nabycia tych towarów - powiedziała "Financial Times" Anna Morris, zastępca asystenta sekretarza ds. globalnych w Departamencie Skarbu USA.

Naszym celem jest utrudnienie przepływu tych pieniędzy, zwiększenie kosztów dla Rosjan - dodała.

Brytyjski dziennik zauważa, że obecnie, aby obejść te ograniczenia, potrzebna jest sieć pośredników, którzy pomagają uniknąć kontroli. Dotyczy to nawet tych transakcji, które nie mają nic wspólnego z rosyjską machiną wojenną.

To niejedyne problemy, jakie napotyka Rosja. Urzędnicy i finansiści zauważają, że rosną koszty konwersji walut i prowizji od wspomnianych transakcji.

- Z miesiąca na miesiąc jest coraz trudniej. Minie sześć miesięcy i w zasadzie nie będziesz w stanie nic zrobić. Skończy się to przekształceniem Rosji w Iran - powiedział dziennikowi starszy rosyjski inwestor, nawiązując do surowych sankcji finansowych nałożonych na Teheran.

Co i gdzie kupuje Putin? M.in. produkty przeznaczone głównie do użytku cywilnego, ale uznane za kluczowe dla działań wojennych, np. mikrochipy. Eksport z Turcji do Rosji towarów "o wysokim priorytecie", takich jak właśnie mikrochipy, gwałtownie wzrósł po inwazji na Ukrainę. Według Trade Data Monitor w 2023 r. jego wartość sięgnęła 586 mln dol.

Jednak w pierwszym kwartale 2024 r. turecki eksport do Rosji spadł o jedną trzecią rok do roku do 2,1 mld dol.

money.pl

Xi Jinping kończy dzisiaj wizytę we Francji. Emmanuel Macron ugościł go z pełnym francuskim blichtrem, ale żadna ilość brokatu czy pasztetu z wątróbki nie przykryje braku treści w tej wizycie. Owszem podpisano szereg porozumień o współpracy, które pozostaną puste. Niektóre francuskie firmy podpiszą jakieś kontrakty, które i tak by podpisały, bo przecież Chińczycy nie będą teraz kupować samolotów Boeinga, a ich rodzima konstrukcja jest jeszcze daleka od dojrzałości – inna sprawa, że nie poleci bez zachodnich technologii. Prawdziwym kuriozum były zapewnienia Xi Jinping, że Chiny nie dostarczają Rosji broni i będą dokładniej przyglądać się sprzedaży produktów podwójnego zastosowania cywilno-wojskowego. Jeden udaje, że nie będzie wspierał Putina, a drugi udaje, że mu wierzy. Po co więc taka wizyta?

Dla Xi Jinping jest ważna, ponieważ każde spowolnienie procesu de-riskingu daje czas gospodarce ChRL na zwiększenie własnej niezależności i pogłębienie uzależnienia Europy od ChRL. Strategicznym celem Pekinu jest neutralizacja UE jako potencjalnego partnera i sojusznika Waszyngtonu przeciwko ChRL. Po to jest też m.in. de facto sojusz z Moskwą. Rosja szachująca Europę jest dla Chin najlepszym zabezpieczeniem, aby Europa siedziała cicho. Po co to jednak Macronowi?

Nie, nie uważam, żeby prezydent Francji był naiwny. Po prostu funkcjonuje w określonym cyklu politycznym i zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego będą dla niego bardzo istotne. Aby odzyskać poparcie i szanse na skuteczne rządzenie musi odzyskać inicjatywę polityczną. Stąd szereg jego inicjatyw i głośnych wystąpień w ostatnich miesiącach. Dlatego też musi udawać, że wierzy Xi Jinpingowi, kiedy ten mówi, że nie będzie wspierał rosyjskiej wojny wobec Ukrainy, mimo że codziennie pojawiają się kolejne raporty wskazujące, że to chińska pomoc pozwala rosyjskiemu przemysłowi zbrojeniowemu utrzymać produkcję. Po prostu wyborcy tego oczekują. Wyborcy chcą w to wierzyć. Wyborcy oczekują cudu, że nic się nie zmieni. Wyborcy, chcą uwierzyć, że jak Francja sprzeda trochę wołowiny z kością lub bez kości do Chin, to już wszystko będzie dobrze. Wyborcy nie chcą słyszeć, że świat się zmienia, że czekają nas wstrząsy i już nie wrócimy do strefy komfortu. Dlatego Macron się uśmiecha i potakuje.

Problemem będzie, kiedy jednak do Pekinu poleci – prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu – Putin i też się razem z Xi nieźle uśmieją.

zawielkimmurem.net

poniedziałek, 6 maja 2024


Zacznijmy od końca (przynajmniej chronologicznie), a więc od cotygodniowego raportu z amerykańskiego rynku pracy. Po kilku miesiącach bardzo pozytywnych zaskoczeń kwietniowe „payrollsy” srodze rozczarowały. Raport BLS pokazał tylko 175 tys. nowych etatów w sektorach pozarolniczych, co było rezultatem znacznie poniżej rynkowego konsensusu (245 tys.) oraz wyniku sprzed miesiąca (315 tys.). Jeszcze słabiej wypadło badanie aktywności zawodowej (BAEL), które wskazało na śladowy wręcz przyrost liczby pracujących (tylko o 25 tys. mdm), któremu towarzyszył przyrost 63 tys. bezrobotnych i 94 tys. biernych zawodowo. Poniżej oczekiwań wypadła także dynamika płac, które podniosły się tylko o 3,9% wobec oczekiwanych 4,0% oraz 4,1% w marcu.

Reakcja Wall Street na ten raport była jednak bardzo pozytywna. S&P500 podczas piątkowej sesji zyskał ponad 1% w myśl zasady „im gorzej, tym lepiej”. Spekulowano, że słabszy rynek pracy może złagodzić postawę decydentów Rezerwy Federalnej, którzy w majowym komunikacie otwarcie przyznali, że „w ostatnich miesiącach nie było dalszego postępu w kierunku 2-procentowego celu Komitetu”.

A propos samego Fedu to zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami 1 maja pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale od czerwca rozpocznie „taperowanie” programu ilościowego zacieśnienia polityki monetarnej (QT). Złośliwi dodaliby, że zgodnie ze styczniowymi oczekiwaniami rynku bylibyśmy właśnie po drugiej obniżce stopy funduszy federalnych. Na te jednak Powell i jego ekipa nie mogą sobie pozwolić, ponieważ inflacja CPI od początku roku rośnie zamiast maleć. Kolejne odczyty tego wskaźnika zaskakują ekonomistów, którzy jeszcze pół roku temu gremialnie obstawiali kontynuację procesów dezinflacyjnych. Te jednak utknęły na odległych przedpolach 2-procenbtowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej i utrzymują się w przedziale 3-4%.  

Główny problem inflacyjny w USA drzemie teraz w sektorze usług, gdzie presja inflacyjna pozostaje uporczywie silna. W marcu ceny w tej kategorii (po wyłączeniu usług dostaw energii) poszły w górę aż o 0,5% mdm i 5,4% rdr. W tym kontekście fatalnie wypadł kwietniowy raport ISM dla sektora usługowego, który pokazał bardzo silne przyspieszenie wzrostu cen. Subindeks cenowy wzrósł z 53,4 pkt. do 59, pkt.

Po pierwsze jest to wzrost bardzo duży. Po drugie do bardzo wysokiego poziomu. Jest to więc dobitny sygnał, że procesy inflacyjne w amerykańskim sektorze usług mają się lepiej niż dobrze. A to niedobrze. Zwłaszcza dla inwestorów, którzy w wycenach spółek z indeksu S&P500 ujęli już wyraźnie niższe od obecnych stopy procentowe w Fedzie. Te jednak nie za bardzo mogą zostać obniżone, ponieważ inflacja jest uporczywa i zbyt wysoka. Powell i spółka mają więc związane ręce i nie za bardzo mogą zrealizować życzenia Wall Street.  

(...)

Na tym nie koniec nie najlepszych wiadomości z największej gospodarki świata. Rozczarował bowiem odczyt indeksu ISM dla sektora wytwórczego, gdzie w kwietniu odnotowano spadek do 49,2 pkt. z 50,3 pkt. w marcu. Czyli także w przemyśle mamy spadek poniżej granicy 50 punktów. Także tu dała o sobie znać silna presja cenowa, obrazowana skokowym wzrostem subndeksu cen płaconych (z 55,8 pkt. do 60,9 pkt.).

Poniżej oczekiwań zaprezentowała się też ankieta JOLTS mierząca liczbę nieobsadzonych wakatów. Wynik za marzec to 8,488 mln wobec 8,813 mln w lutym. Ekonomiści spodziewali się odczytu na poziomie 8,686 mln. Marcowy wynik był zatem aż o 200 tys. etatów niższy od rynkowego konsensusu. To sygnał, że amerykański rynek pracy zaczyna słabnąć. Prawdopodobnie pod presją relatywnie wysokich stóp procentowych oraz wygasania efektów postcovidowego boomu w sektorze usług, w ramach którego Amerykanie przez poprzednie dwa lata realizowali odroczony popyt na szeroko pojętą rozrywkę.

Ekonomiści lubią powtarzać, że jedne słabsze dane (w tym momencie za kwiecień) nie muszą oznaczać zmiany dotychczasowych tendencji. A te są (były?) takie, że po gospodarczym boomie z lat 2020-22 amerykańska gospodarka nie zaliczy „twardego lądowania”. Co więcej, od zeszłorocznej jesieni w modzie jest teoria „no landing” – czyli braku jakiegokolwiek spowolnienia gospodarczego wywołanego restrykcyjną polityką monetarną Fedu. Byłby to pierwszy taki przypadek od 30 lat i dopiero druga taka sytuacja w ostatnim półwieczu.

bankier.pl

1 maja Stany Zjednoczone rozszerzyły sankcje wobec Rosji o kolejne 29 osób fizycznych i 250 firm zarejestrowanych w FR i państwach trzecich. Wśród nich znalazły się:
  • podmioty zaangażowane we wsparcie działań wojennych Rosji (ok. 150, w tym 16 z Chin, Turcji, Kirgistanu i Malezji) – są to przede wszystkim firmy z sektora zbrojeniowego (np. dwie spółki córki Rosatomu), ale także przetwórczego, technologicznego i transportowego;
  • podmioty zaangażowane w realizację dostaw do Rosji nitrocelulozy, wykorzystywanej do produkcji prochu (14 firm, w tym dwie z Chin);
  • 10 podmiotów zaangażowanych we wsparcie rosyjskiego programu rozwoju broni biologicznej i chemicznej;
  • podmioty zaangażowane w obchodzenie istniejących już restrykcji; sankcjami objęto ponad 60 podmiotów, w tym 35 z Azerbejdżanu, Belgii, Chin, Turcji, ze Słowacji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich; w większości są to firmy logistyczne, które zdołały stworzyć całe łańcuchy dostaw elektroniki i podzespołów do Rosji, np. na potrzeby zakładów Kamaz – producenta samochodów opancerzonych dla armii – bądź dostarczające komponenty dla rosyjskich projektów LNG;
  • osoby powiązane ze śmiercią Aleksieja Nawalnego – na listę sankcyjną wpisani zostali trzej przedstawiciele służby więziennej FR, w tym dyrektor kolonii karnej nr 3, w której zmarł opozycjonista.
Konsekwencją umieszczenia na listach sankcyjnych Waszyngtonu jest całkowity zakaz współpracy amerykańskich firm z karanymi podmiotami oraz zamrożenie należących do nich aktywów w USA. Rozszerzając ograniczenia, administracja amerykańska przypomniała o istniejącej procedurze skreślenia z list. Jak zaznaczono, celem sankcji nie jest karanie, ale doprowadzenie do pozytywnej zmiany postępowania karanych podmiotów.

30 kwietnia Senat Stanów Zjednoczonych przegłosował także ustawę wprowadzającą embargo na import nisko wzbogaconego uranu z Rosji (LEU, low-enriched uranium). Dokument – zaaprobowany przez Izbę Reprezentantów w grudniu 2023 r. – wymaga podpisu prezydenta, spodziewanego w najbliższym czasie. Zakaz ma zacząć obowiązywać po 90 dniach od wejścia w życie dokumentu. Do 1 stycznia 2028 r. Departament Energii może jednak warunkowo zezwalać na dostawy z Rosji, jeśli z braku alternatywnych źródeł surowca zagrożona byłaby ciągłość pracy elektrowni jądrowych w USA. Wejście w życie ustawy odblokuje również środki finansowe w wysokości 2,7 mld dolarów na wsparcie rozwoju produkcji paliwa jądrowego w USA, które Kongres wydzielił dla sektora na początku bieżącego roku. Ustawa ma obowiązywać do 2040 r.

Komentarz

Stany Zjednoczone regularnie rozszerzają restrykcje w związku z rosyjską agresją na Ukrainę. Obecnie na listach sankcyjnych Waszyngtonu znajduje się przeszło 4,5 tys. podmiotów, przy czym jednorazowo największa ich liczba (ponad 550) została dopisana w lutym 2024 r. W ostatnich miesiącach administracja USA coraz częściej obejmuje restrykcjami podmioty z państw trzecich zaangażowane we wspieranie Rosji w obchodzeniu sankcji. Dotyczy to zwłaszcza dostaw technologii i elektroniki na potrzeby sektora zbrojeniowego. Jak pokazują dotychczasowe doświadczenia, instrument ten jest dość skuteczny w przerywaniu łańcuchów dostaw do FR towarów objętych sankcjami. W ostatnich miesiącach Waszyngtonowi udało się m.in. znacznie ograniczyć obsługę rosyjskich podmiotów przez banki z Turcji i Chin. Walka z obchodzeniem sankcji jest jednak żmudnym procesem, gdyż miejsce objętych nimi firm dość szybko zajmują nowe podmioty, które tworzą kolejne schematy unikania restrykcji.

Na uwagę zasługuje fakt wpisania na listę sankcyjną kolejnych podmiotów zaangażowanych w projekt gazowy Arktyczny LNG 2, realizowany przez koncern Novatek (jego współwłaściciel Giennadij Timczenko jest blisko związany z Władimirem Putinem). Mimo wprowadzonych wcześniej restrykcji, m.in. na dostawy technologii, a następnie objęcia w 2023 r. sankcjami USA zarządzającej zakładem spółki Arctic LNG 2, udało się jej rozpocząć w grudniu 2023 r. produkcję gazu skroplonego, jednak nie zdołała ona dotychczas wyeksportować ani jednej tony surowca. Z obsługi tego projektu wycofały się bowiem firmy, które miały zapewnić mu flotę metanowców (...). Kolejne amerykańskie restrykcje wobec projektu świadczą o determinacji Waszyngtonu, by zahamować rozwój tego obiektu, a w szerszej perspektywie – całego rosyjskiego sektora LNG.

Warto zauważyć, że na listę sankcyjną wpisano – razem z zarządzanymi przez nią statkami – singapurską firmę Red Box Energy Services Pte Ltd, która kontynuowała świadczenie usług dla Novateku jeszcze w br., co stanowiło złamanie amerykańskich sankcji. Dostarczyła ona za pomocą swoich statków moduły technologiczne, które wykorzystano w Rosji do konstrukcji linii produkcyjnej przeznaczonej dla Arktycznego LNG 2. Podmiot ten wchodzi w strukturę holenderskiej Red Box Group, która współpracowała z rosyjskim sektorem LNG pomimo wprowadzenia w 2022 r. zachodniego embarga technologicznego. Objęcie sankcjami singapurskiej firmy można odczytać jako sygnał ostrzegawczy Amerykanów dla innych zachodnich spółek, które kontynuują współpracę z Rosjanami i naruszają reżim sankcyjny.

Jak pokazują śledztwa dziennikarskie, w proces obchodzenia sankcji bardzo często zaangażowane są zachodnie firmy, choć na razie dość rzadko podlegają one karom za niestosowanie się do obowiązujących ograniczeń. Należy przy tym podkreślić, że nie we wszystkich państwach omijanie sankcji uznawane jest za przestępstwo (stosowna dyrektywa UE została przyjęta dopiero w połowie kwietnia br., państwa członkowskie mają 12 miesięcy na jej implementację, (...)). Rzadko też zachodnie firmy obejmowane są sankcjami wtórnymi przez USA. Waszyngton stara się przede wszystkim, aby dobrowolnie wycofały się one z łamania restrykcji, co zwiększa skuteczność takich działań. Administracja amerykańska próbuje także zniechęcić firmy z państw trzecich do wspierania Rosji, oferując im możliwość skreślenia z list sankcyjnych. Pod koniec kwietnia ograniczenia zdjęto m.in. z tureckiej firmy spedycyjnej i należącego do niej tankowca, które wcześniej ukarano za łamanie limitu cenowego na eksportowaną z Rosji ropę. Podmioty te mają jednak świadomość, że ich działalność będzie obserwowana przez Waszyngton, a recydywa może okazać się dla nich bardzo dotkliwa w skutkach.

Przegłosowanie przez Kongres ustawy zakazującej importu nisko wzbogaconego uranu to poważny cios w rosyjski sektor energetyczny, pozwalający na kolejną redukcję dochodów eksportowych FR. Rosja jest największym zagranicznym dostawcą paliwa jądrowego do USA, przypada na nią 24% surowca wykorzystywanego przez ponad 90 komercyjnych reaktorów w Stanach Zjednoczonych (amerykańscy producenci odpowiadają za ok. 27% dostaw). W 2023 r. USA sprowadziły z Rosji paliwo jądrowe o rekordowej wartości 1,2 mld dolarów. Wstrzymanie importu z FR doprowadzi zapewne do wzrostu cen wzbogaconego uranu, co jednak podniesie konkurencyjność cenową amerykańskiej produkcji i przyczyni się do dalszego rozwoju branży w USA. Embargo nie powinno przy tym stanowić zagrożenia dla funkcjonowania reaktorów w Stanach, amerykańskie firmy gromadziły bowiem zapasy paliwa ze względu na możliwe jego wprowadzenie. Waszyngton zwiększył również wsparcie dla rodzimych producentów – w kwietniu administracja potwierdziła wyprodukowanie po raz pierwszy przez amerykański zakład w Ohio blisko 100 kilogramów wydajniejszego paliwa (HALEU, high-assay low-enriched uranium), którego rynek jest do tej pory zmonopolizowany przez Rosatom. Wprowadzenie zakazu importu surowca przez USA może okazać się także impulsem do podjęcia podobnej decyzji przez Unię Europejską. Dyskusje wśród państw członkowskich na ten temat trwają już od ponad roku. Warto jednak zaznaczyć, że fakt pogłębiania kooperacji w sferze jądrowej pomiędzy Węgrami a Rosją zmniejsza prawdopodobieństwo wprowadzenia tego rodzaju zakazów na poziomie unijnym.

osw.waw.pl

Rosyjskie instytucje, m.in. szkoły i wojsko, oraz media wzmacniają przekonanie, że Rosja jest wielką potęgą i że nie ma politycznej alternatywy dla obecnej władzy. Ponadto wydaje się, że obecnej władzy udało się „znieczulić”  pokolenie młodych Rosjan na politykę, tłumiąc i dyskredytując jej krytyków, faktycznie likwidując niezależne media. Konsekwencją tego jest powstanie apolitycznego pokolenia jednocześnie optymistycznie nastawionego co do swojej osobistej przyszłości.

Paramilitarne organizacje młodzieżowe finansowane przez państwo odnotowały gwałtowny wzrost liczby członków. Junarmia (Wszechrosyjskie Narodowe Stowarzyszenie Patriotyczne i Ruch Społeczny „Młoda Armia”) zwiększyła swoją liczebność i według oficjalnych statystyk liczy ponad milion członków. Celem, jaki sobie stawia, jest szkolenie przyszłych żołnierzy oraz propagowanie i wpajanie wartości patriotycznych i historycznych. Do tego dochodzi nowopowstały „Pierwszy Ruch” organizacja nawiązująca do masowej organizacji „Pionierów „ z czasów sowieckich. Liczba członków na koniec 2023 roku według oficjalnych danych wyniosła około 4,7 mln osób. Ian Garner autor „Z Generation: Into the Heart of Russia’s Fascist Youth z Centrum Polityki Międzynarodowej i Obronnej na Queen’s University w Ontario w Kanadzie w swym wywiadzie dla serwisu internetowego czasopisma New Lines Institute stwierdza wręcz że: „rosyjska młodzież prawdopodobnie zmierza w kierunku nacjonalizmu, ideologicznego spojrzenia na świat i nazywam ich faszystowską młodzieżą. Czy uważam, że każdy młody człowiek w Rosji jest szalejącym faszystą i ludobójcą? Absolutnie nie. Ale jest to kierunek, w którym popycha ich polityka kulturalna, polityka państwowa i duża liczba tych, których nazwalibyśmy obojętnymi gapiami”.

Wyniki sondażu Chicago Council on Global Affairs są swoistym „sprowadzeniem na ziemię” dla tych, którzy uważali, że poparcie młodzieży dla polityki Putina jest jedynie tworem propagandy. Socjolog Lew Gudkow, dyrektor naukowy Centrum Lewady, który od 1988 roku bada nastroje w rosyjskim społeczeństwie w swej wypowiedzi dla serwisu Euronews.com zwraca uwagę że „zanikło w nim (rosyjskim społeczeństwie - red.) pojęcie o przeszłości, a młodzi ludzie, którzy dorastali pod rządami obecnego przywódcy kraju, prawie nic nie wiedzą o czasach ZSRR”. Natomiast objęcie władzy przez Putina spowodowało że „z jednej strony gospodarka rynkowa naprawdę zaczęła działać. Wprowadzono niezbędne reformy. Z drugiej, cena ropy gwałtownie wzrosła, co pozwoliło państwu na wypłatę dodatkowych premii, wsparcie grup słabszych społecznie i to natychmiast stworzyło bazę do poparcia dla Putina”. Zwraca też jednocześnie uwagę na fakt ze  „zaczęła odradzać się świadomość imperialna, a wraz z nią militaryzm, nastroje antyzachodnie i izolacjonizm”.

Rosjanie urodzeni pod koniec lat 80. i w latach 90. dorastali i wychowywali się na opowieściach swoich rodziców, którzy przeżywali powtarzające się wstrząsy: przejście z komunizmu do pierestrojki Gorbaczowa; rozpad Związku Sowieckiego, wielokrotne krachy finansowe, które zniszczyły ich oszczędności; masowe bezrobocie; dwie wojny czeczeńskie. Młodzi Rosjanie, w przeciwieństwie do starszych pokoleń, dorastają już w erze smartfonów i sieci społecznościowych, co daje im dostęp do szerszego zakresu informacji niż te prezentowane w państwowych mediach. Mimo to przyjęli jednak lansowaną przez państwo ideologię narodowo-imperialną. Nie bez znaczenia są też wprowadzone przez Putina reformy społeczne i ekonomiczne, takie jak podniesienie emerytur, inwestycje w edukację i opiekę zdrowotną, infrastrukturę oraz prawa socjalne mające na celu zachęcenie rodzin do posiadania dzieci. Nie mają traumatycznych  doświadczeń z czasów sowieckich i z niczym nie mogą porównać swojej obecnej sytuacji. Co może być zaskakujące wojna z Ukrainą - w przeciwieństwie do wojny w Afganistanie - nie wywołała żadnego wstrząsu pokoleniowego. W protestach antywojennych biorą udzielał nieliczne wyjątki i to nie tylko z obawy o realne ryzyko represji ze strony władz, ale przede wszystkim dlatego, że młodzi Rosjanie uważają Ługańsk, Donbas, Krym za ziemie rosyjskie. Równoczesne społeczeństwo w Rosji przyzwyczaiło się do „wojskowej operacji specjalnej”, jak oficjalnie określa się toczącą się wojnę.

Denis Wołkow (Dyrektor Centrum Lewady) w komentarzu dla „Forbesa” stwierdza, że Rosjanie przyzwyczaili się już do myśli, że konflikt szybko się nie zakończy. Na taką ocenę wpływa fakt, że większość Rosjan nie jest w niego bezpośrednio zaangażowana. Wyjątek stanowi krótki okres, kiedy częściowa mobilizacja wstrząsnęła społeczeństwem rosyjskim, kiedy to ze względu na niejasno sformułowane kryteria wielu uważało, że do poboru może zostać powołany każdy. Jednocześnie ocena własnej sytuacji ekonomicznej (zarówno obecnej, jak i przyszłej) przez respondentów, praktycznie nie zmieniła się od lutego do kwietnia 2022 roku. Innymi słowy, ludzie przeżyli początkowo szok, ale sytuacja ustabilizowała się na tyle szybko, że niewielu odczuło, że ich własna sytuacja gospodarcza uległa drastycznemu pogorszeniu.

Szybka reakcja rządu mająca na celu ustabilizowanie systemu bankowego prawdopodobnie odegrała kluczową rolę w utrzymaniu sytuacji pod kontrolą. Symptomatyczne jest to, że wielu Rosjan utożsamia swój kraj z rządzącym nim reżimem politycznym i uważa, że wspieranie działań państwa jest ich obowiązkiem. Większość z nich cechuje się apatią i po prostu biernie „przeważnie wspiera” to, co robi reżim, czekając, aż „to wszystko” się skończy. Ta część populacji popadła w apatię: jej stan można określić jako „wyuczoną obojętność”. W oczach takich ludzi Putin jest prawowitym przywódcą, więc jego „specjalna operacja wojskowa” też musi taka być. Jednocześnie od lata 2022 r. zaobserwowano długo utrzymującą się tendencję do bardziej pozytywnej oceny sytuacji przez uczestników badań. Powodem wydają się być podwyżki płacy minimalnej, emerytur i dopłat, które weszły w życie 1 czerwca 2022 roku, a także duże dopłaty dla „uczestników specjalnej operacji wojskowej” (dotacje te mają być skorygowane o inflację na początku przyszłego roku - red.). Jak niedawno ujęła to jedna z respondentek w odpowiedzi na otwarte pytanie, dlaczego życie stało się lepsze: Mój syn jest na wojnie, wysyła pieniądze do domu”. Na to też wskazywali respondenci pod koniec ubiegłego roku, uzasadniając, dlaczego ich zdaniem kraj zmierza we właściwym kierunku”. Oznacza to, że w dużej mierze spójność opinii publicznej w Rosji z rosyjską władzą w latach 2022–2023 została osiągnięta dzięki znaczącym transferom socjalnym rządu na rzecz społeczeństwa. Rosyjska świadomość zbiorowa utknęła pomiędzy dwoma sprzecznymi poglądami: „trzeba dokończyć to, co zaczęliśmy. Straciliśmy już zbyt wiele, aby teraz przestać, wystarczy tylko zwycięstwo” (taki pogląd wyraża około jedna trzecia zwolenników dalszej walki) w porównaniu do „zbyt wielu naszych chłopców umiera, jest zbyt wiele ofiar po obu stronach”

Pomimo, że rosyjskie społeczeństwo jest już zmęczone „specjalną operacją wojskową”, istnieją różne poglądy na temat zakończenia walk. Problem w tym, że przeciętny Rosjanin uważa, że jego obowiązkiem jest popieranie tego, co państwo uważa za moralne i słuszne. Wyjaśnia to wzrost poparcia dla praw represyjnych i restrykcyjnych. Mówi o tym sondaż Centrum Lewady pt. „Masowe postrzeganie <>” ze stycznia 2023r. Co więcej, według sondażu przeprowadzonego w maju 2023 r. dwie trzecie respondentów stwierdziło, że w większym lub mniejszym stopniu poprze przyjaciela lub członka rodziny, który zdecydowałby się pójść i walczyć. 53 proc. procent nie aprobuje zachowania osób opuszczających kraj, aby uniknąć poboru do wojska - to kolejny przejaw odzwierciedlenie poczucia obowiązku. (...).

Równocześnie, pomimo trwającej wojny jedynie 9 proc. Rosjan według sondażu przedstawionego 11 kwietnia 2024 roku przez Centrum Lewady chciałoby zamieszkać za granicą. Dla porównania, w połowie lutego 2022 r. taką chęć deklarowało 19 proc. badanych. Wśród najmłodszych Rosjan takich osób jest nieco więcej, ale i tutaj liczba osób pragnących wyemigrować w ciągu trzech lat spadła ponad trzykrotnie i wynosi 15 proc.

Andriej Kolesnikow z Carnegie Russia Eurasia Center w swoich tekstach na stronach Carnegie Endowment for International Peace zwraca uwagę na znamienny fakt, że w 2020 r. w Rosji przeprowadzono referendum w sprawie zmiany konstytucji, co umożliwiło Putinowi ponowne kandydowanie w tym roku i dało możliwość utrzymania się u władzy nawet do 2036 roku. Głosowanie za poprawkami do ustawy zasadniczej kraju było w rzeczywistości kolejnym rodzajem „wyborów”. To ono ostatecznie ukształtowało w pełni władzę Putina, który 24 lutego 2022 r. zainicjował „operację specjalną”. Siergiej Ławrow w trakcie swej konferencji prasowej w styczniu 2024 mógł więc stwierdzić, że ”Specjalna operacja wojskowa zjednoczyła nasze społeczeństwo w bezprecedensowy sposób i ułatwiła oczyszczenie  z ludzi, którzy nie czuli się Rosjanami, dumnymi z rosyjskiej historii i rosyjskiej kultury.”

Alexey Levinson socjolog, kierownik działu badań społeczno-kulturowych Centrum Lewady w swym wywiadzie dla „The Bell” zwraca uwagę na fakt, że społeczeństwo rosyjskie, w przeciwieństwie do społeczeństwa wielu innych krajów, zostało stworzone przez państwo, a nie odwrotnie.(…) Dlatego tak ważną postacią jest ten, kto rządzi państwem.”

W Rosji nie ma tradycji oddolnych masowych protestów, a w jej  społeczeństwie brakuje instytucji zdolnych do skutecznego organizowania oporu i nigdy ich nie było. Dla Rosjan wyjście na ulice jest postrzegane raczej jako symboliczny gest, niż funkcjonalne narzędzie oporu wobec władzy. Należy też wziąć pod uwagę, że jak pisał rosyjskojęzyczny portal „Ważne Historie”,  Ogólne Centrum Częstotliwości Radiowych (GRFC) monitoruje każdy protest, w którym Rosjanie wychodzą na ulice, aby wyrazić swoje poglądy. Nawet najmniejsze zgromadzenie niezadowolonych obywateli w Rosji trafi do „Raportów o występowaniu nastrojów protestacyjnych w sieciach społecznościowych”, które sporządzane są przez pracowników GRFC i przesyłane do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Administracji Prezydenta, FSB i Prokuratury Generalnej.

Ponadto, w rosyjskiej zbiorowości zdecydowanie przeważa myślenie kolektywne nad indywidualizmem, a pojęcie własnej sprawczości, które determinuje przeciwstawienie się władzy, jest zupełnie czymś obcym. Jednostka jest niczym, a wspólnota – wszystkim. Kolektywizm jest immamentną częścią rosyjskiego DNA kulturowego. Jeśli prześledzimy historię Rosji to możemy stwierdzić, że nigdy masowe oddolne ruchy protestu czy oporu nie zmieniły władzy. Większość z nich była inspirowana lub wynikała z konfliktów w obozie władzy. Były to zazwyczaj zwykłe bunty, których powodzenie zależało od tego, jak się zachowa się część armii. Żaden z nich nie spowodował wyłonienia oddolnych liderów, którzy byliby w stanie samodzielnie pokierować protestem.

Z tej racji, obecnie wszelkie analizy zakładające, że w Rosji w wyniku oddolnej presji społecznej - nawet spowodowanej wojną - dojdzie do zmiany władzy są jedynie pobocznymi życzeniami, a nie realną oceną rzeczywistości. Zwraca uwagę na to m.in. Aleksandar Đokić, serbski politolog i analityk pracujący dla „Nowej Gazety”, który w swym artykule z czerwca ub.r. dla serwisu internetowego telewizji „Euronews” cytuje znamienne słowa rosyjskiego filozofa Piotra Czaadajewa : „Nigdy nie działaliśmy w porozumieniu z innymi narodami. Nie jesteśmy częścią żadnej z wielkich rodzin rodzaju ludzkiego; nie jesteśmy ani Zachodu, ani Wschodu i nie mamy tradycji żadnego z nich”. Uważa wręcz że: ”Putin nie narzucał swojej woli społeczeństwu rosyjskiemu. Większość z nich pragnęła, aby postać taka jak Putin – przywódca o twardej ręce wywodzący się z aparatu bezpieczeństwa – przywróciła porządek z chaosu lat 90., pomogła państwu wstać z kolan i przywróciła mu utraconą chwałę  (…)  W Rosji nie będzie znaczących protestów, dopóki elity, przynajmniej w części, nie odwrócą się od Putina i nie wezwą ludzi na ulicę.”

defence24.pl

niedziela, 5 maja 2024


– Decyzja Kremla o umieszczeniu Zełenskiego, Pawluczuka i Poroszenki na rosyjskiej liście poszukiwanych jest (także) prawdopodobnie częścią rosyjskiej operacji informacyjnej “Majdan 3” i szerszych działań Kremla mających na celu zdyskredytowanie obecnego i poprzednich prozachodnich rządów ukraińskich, które powstały po ukraińskiej rewolucji Euromajdanu w 2014 roku, a także dyplomatyczną izolację Ukrainy – podkreślili autorzy dokumentu.

Ocenili jednocześnie, że działania Moskwy to również kontynuacja jej wysiłków na rzecz rozciągnięcia jurysdykcji Rosji na suwerenne kraje europejskie i posowieckie.

– Rosyjskie MSW już wcześniej umieściło wielu urzędników z krajów członkowskich NATO – w tym z Estonii, Łotwy i Litwy – na rosyjskiej liście poszukiwanych za rzekome łamanie różnych rosyjskich przepisów federalnych w krajach członkowskich NATO. ISW nadal ocenia, że wysiłki Kremla zmierzające do zapewnienia jurysdykcji Rosji mają na celu ustanowienie warunków informacyjnych, uzasadniających ewentualną przyszłą rosyjską agresję na państwa NATO – głosi raport ISW.

belsat.eu/PAP

– Dziś Putin stanowi egzystencjalne zagrożenie dla nas wszystkich. Jeśli Putin odniesie sukces na Ukrainie, to na tym nie poprzestanie. Perspektywa utworzenia marionetkowego rządu w Kijowie, tak jak to miało miejsce na Białorusi, kiedy wojska rosyjskie znajdą się na granicy Polski, a Rosja zacznie kontrolować 44 procent światowego rynku zbóż to coś, o czym Europejczycy powinni wiedzieć – ostrzegł Borrell.

Według niego Europejczycy planowali stworzyć wokół siebie krąg przyjaciół, ale skończyło się na kręgu ognia, który rozciąga się od krajów Sahelu po Bliski Wschód i od Kaukazu po obecną wojnę na Ukrainie.

Dyplomata zauważył, że system międzynarodowy, który powstał po zimnej wojnie, już nie istnieje. Stany Zjednoczone utraciły status hegemona, a zatem wielostronny porządek, który wyłonił się po 1945 r., traci swoje podwaliny. Borrell dodał, że w takich warunkach istnieje realne zagrożenie, że Europa w jej dzisiejszej postaci może zniknąć, dlatego Europejczycy muszą działać natychmiast.

– Przede wszystkim musimy dokonać jasnej oceny zagrożenia ze strony Rosji, to właśnie Rosja jest uważana za największe egzystencjalne zagrożenie dla Europy. Być może nie wszyscy w Radzie Europejskiej się z tym zgadzają, ale większość popiera ten pomysł. Rosja stanowi dla nas zagrożenie egzystencjalne i my, oceniając to ryzyko, musimy mieć oczy szeroko otwarte – podkreślił polityk.

Według Borrella pod przywództwem rosyjskiego dyktatora Władimira Putina Federacja Rosyjska powróciła do imperialistycznego rozumienia świata. Dyplomata uważa, że to właśnie Putin przywrócił imperialną Rosję z czasów carskich i imperium sowieckiego – i marzy o jej dawnej wielkości i wpływach.

– To była Gruzja w 2008 r. To był Krym w 2014 r. Nie widzieliśmy lub nie chcieliśmy widzieć ewolucji Rosji pod rządami Putina. Mimo że sam Putin ostrzegał nas na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w 2007 r. Ważne jest, abyśmy ponownie przeczytali to, co Putin powiedział w 2007 roku podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium, i czego – obawiam się – nikt nie chciał usłyszeć ani zrozumieć – przypomniał wysoki przedstawiciel UE.

Borrell podkreślił, że Europa wypracowała model relacji oparty na współpracy i wzajemnej zależności gospodarczej. W samej Unii Europejskiej był to ogromny sukces, który pozwolił na 70 lat pokoju między krajami Europy.

– Europejczycy byli przekonani, że taka wzajemna zależność może doprowadzić także do zmian politycznych w Rosji, a nawet w Chinach. Jednak takie przekonanie było błędne i do takich zmian nie doszło. W zderzeniu z rosyjskim autorytaryzmem wzajemna zależność nie przyniosła pokoju. Wręcz przeciwnie, przerodziło się w uzależnienie w szczególności od paliw kopalnych, a to uzależnienie zamieniło się w broń – cytuje agencja wypowiedź dyplomaty.

belsat.eu/east24.info

Według danych systemu ETS w ubiegłym roku nasza gospodarka ze stacjonarnych instalacji (bez lotnictwa, dla którego jeszcze nie ma danych) wyemitowała zaledwie 114,8 mln ton CO2 (zweryfikowane emisje), czyli o aż 38 proc. mniej rok do roku (-69,3 mln ton). Dla porównania w szczycie w 2007 r. było to 210 mln ton, a jeszcze w 2018 r. — 200 mln.

(...)

Jak sprawdziliśmy w danych ETS, najwięcej ilościowo ograniczyliśmy w "spalaniu paliw" czyli energetyce i motoryzacji, gdzie zmniejszono emisje o 38 proc. czyli o aż 54,5 mln ton. Największe zmiany procentowe dotyczą: polskich hut żelaza (-95 proc. rdr), producentów papieru (-91 proc.), wełny mineralnej (-81 proc.), producentów szkła (-72,5 proc.), przetwórców metali żelaznych (-71 proc.). To nie tylko efekt instalacji środowiskowych u producentów, ale też zwijania produkcji wyżej wymienionych z Polski w wyniku drogiej energii elektrycznej i gazu.

Najwięcej CO2 emituje spalanie paliw w energetyce i motoryzacji (90 mln ton w 2023 r., o -54,5 mln ton rdr) i produkcja cementu (8,5 mln ton, o 2,7 mln ton mniej rdr). Produkcja prądu z najbardziej emisyjnego węgla brunatnego spadła w ub.r. o 26,3 proc. rdr, a z trochę mniej emisyjnego węgla kamiennego — o 13,8 proc. Rosła natomiast produkcja energii elektrycznej z: paneli fotowoltaicznych (+42 proc. rdr), wody (+25 proc.) i wiatru (+18 proc.), a największy procentowo przyrost odnotowały wodne elektrownie szczytowo-pompowe, które służą za magazyny energii (+70 proc.). W ubiegłym roku w polskiej energetyce prąd z elektrowni na węgiel brunatny stanowił 20,5 proc., a z takich na węgiel kamienny — 42,6 proc. Dla porównania rok wcześniej te wskaźniki wynosiły odpowiednio: 26,3 proc. i 46,5 proc.

Sztab i prętów walcowanych na gorąco wyprodukowano w Polsce w 2023 r. o 20,8 proc. mniej rdr, rur stalowych o 10,2 proc. mniej, wyrobów płaskich walcowanych ze stali o 14,3 proc. mniej, papieru i tektury -11,8 proc., worków i torb z papieru -25 proc., pudełek papierowych -11 proc., papieru toaletowego -7,3 proc., wełny mineralnej -29,3 proc., szyb zespolonych -19,1 proc., a butelek ze szkła bezbarwnego o 19,4 proc. mniej rdr.

businessinsider.com.pl