Szczyt społecznej piramidy zajmują Władimir Putin i starannie wyselekcjonowani ludzie z jego najbliższego otoczenia. Również członkowie jego rodziny. Ich życie i majątki są ściśle chronioną tajemnicą. Od czasu do czasu dziennikarzom śledczym udaje się zajrzeć za kulisy i dotrzeć do informacji o jachtach, rezydencjach, winnicach i innych przejawach zamiłowania do luksusu członków klasy panującej.
(...)
Na wojnie w sposób pośredni lub bezpośredni zarabiają również czołowi przedstawiciele elity biznesowej. Jak wynika z materiałów publikowanych przez „Forbesa”, na liście najbogatszych ludzi planety – których majątki szacowane są na co najmniej miliard dolarów – znalazło się 125 Rosjan (w zeszłym roku było 110). Łączna wartość majątków rosyjskich miliarderów w ciągu roku zwiększyła się z 505 do 576,8 mld USD. Sankcje sobie, a interesy sobie. Z gry na warunkach ustanowionych przez Kreml (pełne podporządkowanie władzy politycznej, realizowanie jej interesów, dzielenie się zyskami) wyłamały się nieliczne jednostki – rosyjski świat biznesu popiera Putina, nie ryzykuje podejmowania samodzielnej gry, zgrzyta zębami na nowe ograniczenia, ale zagryza uzdę i ciągnie rydwan władcy dalej. Żadnych niepotrzebnych ruchów, żadnych deklaracji politycznych, zwłaszcza tych krytycznych wobec państwa. Pieniądze lubią ciszę. Nawet gdy tuż obok rozrywają się pociski, biznes tego nie komentuje.
Pierwsze miejsce wśród najbogatszych Rosjan zajął Wagit Alekpierow – 28,6 mld, firma Łukoil; kolejne: rodzina Michelsonów – 27,4 mld, firma Novatek; Władimir Lisin – 26,6 mld, metalurgia, przewozy; rodzina Mordaszowów – 25,5 mld, ropa, gaz, bankowość, wydobycie złota itd.; Władimir Potanin – 23,7 mld, firma Nornikiel, holding Interros (pełna lista tutaj). Od lat te same nazwiska, raz trochę w górę, raz trochę w dół, w zależności od zwyżki lub spadku notowań na giełdzie.
Ale jest wyjątek. Na ósmym miejscu został sklasyfikowany z majątkiem 15,5 mld dolarów Paweł Durow, założyciel i właściciel komunikatora Telegram – Durow mieszka za granicą i nie przynależy do „rodzinki” putinowskich krezusów, obsługujących interesy Kremla. Ostatnio udzielił wywiadu Tuckerowi Carlsonowi, amerykańskiemu lobbyście (temu, który w lutym przeprowadził głośny wywiad z Putinem). W rozmowie wyjaśnił: „Zaproponowano mi dwa warianty: albo podporządkować się wymaganiom władz, albo wyjechać z kraju. Wybrałem drugi wariant”. Durow odciął się od rosyjskiego państwa, które, jego zdaniem, wywiera ogromny nacisk na sferę biznesu.
Zejdźmy z polityczno-biznesowych wyżyn, by zlustrować to, co się dzieje z tymi, co nie mają szans na wpisanie na listę „Forbesa”. Osią, wokół której obraca się życie wielu Rosjan, jest wojna. Jednym podcięła skrzydła i zmusiła do wyjazdu z kraju, innym dała zajęcie i uchyliła okienko niewielkich, bo niewielkich, ale jednak możliwości zmian. Motywacją dla wielu z tych, którzy sami zgłaszają się, by iść powojować z Ukrainą, są pieniądze wypłacane przez ministerstwo obrony. Ludzie z prowincji, niemający przez lata pracy albo zarabiający niewiele, podpisują kontrakty, aby zarobionymi na krwi środkami spłacić kredyt albo kupić wymarzony samochód.
Nie wszystkim udaje się zrealizować marzenia. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji. Kobieta z Ałtaju skarży się, że za odszkodowanie za śmierć starszego syna, który zginął na ukraińskim froncie, nie udało się zrobić remontu rozwalającego się domu: wystarczyło tylko na wymianę okien. Miejscowi urzędnicy odwiedzają kobietę, ściskają jej rękę, na ścianie domu przymocowali tablicę pamiątkową na cześć poległego. Ale mówią, że pomóc z remontem nie mogą: w lokalnym budżecie nie ma na to pieniędzy. „W lokalnym budżecie są pieniądze tylko na zapewnienie mieszkań dzieciom urzędników” – dopowiada komentator. Nadzieją matki jest młodszy syn: „Może gdy pójdzie walczyć, to zarobi chociaż na wymianę dachu”.
tygodnikpowszechny.pl



