niedziela, 7 kwietnia 2024


Głównym powodem rewizji dotychczasowej logiki działania PI-Ch /Państwa Islamskiego Chorasanu/ jest zapewne drastyczny spadek potencjału organizacji po umocnieniu się w Afganistanie talibów po 2021 r. Dodatkowy – jak się wydaje – impuls do wprowadzenia zmian dała destabilizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie po wybuchu konfliktu w Gazie (październik 2023 r.). Pierwsza okoliczność zmusza PI-Ch do szukania oparcia i budowy własnej pozycji poza Afganistanem. Druga przyniosła perspektywę aktywizacji islamskich radykałów oraz ich sympatyków i sponsorów[3]. W efekcie nastąpiło ożywienie PI (zamachy terrorystyczne) za granicą, które daje nadzieję na zwiększenie jego rangi oraz wzrost zainteresowania donatorów i ochotników.

Tylko w ostatnich miesiącach PI-Ch – zgodnie z własnymi deklaracjami i oficjalną linią władz – przeprowadziło ataki na dużą skalę: w irańskim Kermanie przy okazji obchodów rocznicy śmierci Ghasema Solejmaniego (3 stycznia, 94 ofiary śmiertelne) oraz na katolicki kościół w Stambule (28 stycznia, jeden zabity), wreszcie – wzięło odpowiedzialność za atak na Crocus City Hall w Krasnogorsku (22 marca, co najmniej 139 ofiar śmiertelnych). Każdy z nich wpisuje się w priorytety ideologiczne ugrupowania: Iran jest państwem szyickim, wszystkie zaatakowane kraje zwalczają obecnie PI w Syrii lub Afganistanie oraz na własnym terenie, wszystkie należą też do grona pogańskich lub heretyckich wrogów kalifatu.

Pośrednim wskaźnikiem aktywności PI-Ch jest skala aresztowań podejrzanych o związki z nim. Miały one miejsce m.in. w Iranie (seria latem 2023 r.), Niemczech (lipiec/sierpień 2023 r., a następnie w grudniu 2023 r. – planowany zamach w Kolonii – i marcu 2024 r. – planowany atak na szwedzki parlament), Rosji (m.in. likwidacja dwóch Kazachów oskarżanych o przygotowanie ataków na moskiewską synagogę w przededniu zamachu z 22 marca), a zwłaszcza Turcji (od czerwca 2023 r. aresztowano 692 osoby podejrzane o związki z PI i PI-Ch, w tym 40 po zamachu w Krasnogorsku).

Ataki przeprowadzone przez PI-Ch budziły i budzą pewne wątpliwości co do realnej odpowiedzialności ugrupowania za nie. Według oficjalnej linii Iranu i Rosji działania organizacji miałyby być inspirowane przez USA i Izrael (zamach w Kermanie) oraz USA i Ukrainę (zamach w Krasnogorsku). Dopuszcza się scenariusz, w którym odpowiedzialność za drugą z tych tragedii ponoszą struktury siłowe FR – byłaby ona przejawem zaostrzającej się rozgrywki w ścisłych elitach państwa. W przypadku tego ataku szczególne wątpliwości rodzą: łatwość, z jaką do niego doszło, profesjonalizm sprawców w jego trakcie kontrastujący z ich rażącą nieporadnością podczas ucieczki, dyskusyjne okoliczności ich schwytania, dowody na uczestnictwo w ataku osób przedstawianych jako terroryści czy wiarygodność zeznań składanych w efekcie (sfilmowanych) tortur. Część alternatywnych teorii dotyczących zamachów ma charakter skrajnie polityczny i propagandowy, inne opierają się na trudnych lub niemożliwych do udowodnienia spekulacjach. Żadna z nich nie neguje jednoznacznie choćby instrumentalnego udziału PI-Ch w atakach w Kermanie, Stambule i – zasadniczo – Krasnogorsku. Nie da się natomiast przesądzać o szczegółach tych wydarzeń. Niezmiennie realna pozostaje ewentualność rozgrywania czy kanalizowania działalności organizacji lub wspierania jej przez służby specjalne graczy zewnętrznych. Niełatwo jednak podważyć wzrost ambicji i sprawczości PI-Ch oraz jego „sukces” polityczny i wizerunkowy w kręgach radykalnego islamu.

(...)

Obecną sytuację wyróżnia nadreprezentacja wśród zamachowców PI-Ch Tadżyków (oprócz nich sporadycznie zatrzymywano Uzbeków, Kazachów, Kirgizów czy Turkmenów). Samo zaangażowanie przedstawicieli regionu w ruchy radykalne nie jest nowością. Na stosunkowo ograniczoną skalę radykalizm islamski ujawnił się w Azji Centralnej przy okazji m.in. wojny domowej w Tadżykistanie (1992–1997), aktywności Islamskiego Ruchu Uzbekistanu i Islamskiej Unii Dżihadu oraz sporadycznych zamachów terrorystycznych w tej części świata (ich ostatnia fala miała miejsce w 2016 r.). Od 2 tys. do 5 tys. osób z regionu było zaangażowanych w Państwo Islamskie oraz pokrewne organizacje w latach 2011–2019 w Syrii i Iraku. Ludzie stamtąd pochodzący przeprowadzali ataki terrorystyczne w USA (2013), Turcji (2015, 2016, 2017), Szwecji i Rosji (2017) oraz uczestniczyli w przygotowaniach do udaremnionych zamachów w RFN. Radykalny islam miał w Azji Centralnej podglebie kulturowe i społeczno-polityczne – wydawał się jedną z odpowiedzi na złą sytuację gospodarczą i autorytarny charakter tamtejszych reżimów – lecz nigdzie nie nabrał dojrzałej formy i nie zyskał szerszej akceptacji społecznej. Istotnymi elementami ograniczającymi jego rozwój niezmiennie pozostawały silny w Azji Centralnej konserwatyzm społeczny oraz obsesyjne wyczulenie na ten problem i rozbudowany aparat bezpieczeństwa miejscowych reżimów.

Specyfika problemu – co skutecznie wykorzystuje PI-Ch – wydaje się leżeć w masowych migracjach zarobkowych z regionu, zwłaszcza do Rosji. Paradoksalnie to właśnie tam radykalizują się m.in. Tadżycy. Kraj ten zapewnia łatwiejszy dostęp do treści radykalnych, brak tam tradycyjnych elementów kontroli społecznej, ekstremizmowi przychodzi też w sukurs frustracja związana z wyobcowaniem i trudnościami z adaptacją do nowego środowiska. Poważnym problemem pozostaje poczucie dyskryminacji ze strony rosyjskich władz i struktur siłowych oraz miejscowej ludności. Zaostrzył się on po agresji FR na Ukrainę – migranci są przymuszani do służby wojskowej w siłach zbrojnych albo wysyłani na terytoria okupowane. Jak dotąd niemal wszyscy centralnoazjatyccy zamachowcy zradykalizowali się właśnie w czasie pobytu w Rosji. Na mniejszą skalę problem dotyczy Turcji, która również stanowi cel migracji zarobkowych (lecz tam w większym stopniu udają się przedstawiciele turkijskich narodów regionu), a przy tym jest eksponowana na wpływ ekstremistów z Syrii i Iraku oraz Europy Zachodniej. Tadżycy i ich sąsiedzi wydają się świadomie wytypowani przez PI-Ch jako grupa wyalienowana i sfrustrowana, podatna zarówno na skrajną wersję islamu, jak i na wizję doraźnych korzyści finansowych, a zarazem dostępna kulturowo i językowo dla tadżyckich (i uzbeckich) kadr organizacji w Afganistanie.

osw.waw.pl

sobota, 6 kwietnia 2024


Konwój Damiana był zgłoszony?

Konwój World Central Kitchen był konwojem uzgodnionym z Izraelem. Miał trasę uzgodnioną z izraelskimi władzami. Konwój poruszał się po tzw. strefie zdemilitaryzowanej. Każdy samochód miał wyraźne oznakowanie, że jest transportem pomocy humanitarnej. To, co jest kluczowe i co należy poruszyć to, dlaczego akurat WCK znalazło się w Strefie Gazy? To między innymi wynik ograniczenia działalności agendy ONZ UNRWA. Po tym WCK stało się głównym dostawcą doraźnej pomocy humanitarnej w Strefie Gazy. Była to jedyna organizacja, która dostarczała pomoc drogą morską z Cypru. To, co się wydarzyło, doprowadziło do tego, że ta organizacja musiała się z tego wycofać. Na ten moment każdy kolejny transport WCK został anulowany, a statki zawrócono.

To jak dostarczyć tam pomoc humanitarną?

Inne kanały są w zasadzie zablokowane. Wjazd od strony Izraela jest niemożliwy. Izrael nie wpuszcza nawet dziennikarzy do Strefy. Od drugiej strony jest przejście w Rafah, przejście z Egiptem, które w teorii jest otwarte dla pomocy humanitarnej, ale przecież to jedno jedyne otwarte przejście, więc ono też ma swoje ograniczenia logistyczne. Gęstość transportu jest ograniczona. Usprawiedliwiona jest ścisła kontrola, ale w praktyce też spowalnia cały proces przedostania się do Strefy Gazy. Dlatego są państwa, które zdecydowały się zrzucać pomoc humanitarną drogą lotniczą. Robi to m.in. Jordania i USA. Wydaje się to absurdalne, bo są to kraje będące w dobrych relacjach z Izraelem, mają oficjalne relacje dyplomatyczne, współpracują w zakresie bezpieczeństwa, a nie mogą przerzucić pomocy drogą lądową, skoro wybierają zrzucanie jej na spadochronach. UNRWA została zmarginalizowana, w to miejsce weszła WCK, ale teraz się wycofała, więc zobaczymy, co będzie w przyszłości. Jest to alarmujące pytanie, jak mieszkańcy Strefy Gazy będą zaopatrywani w żywność? Od wielu tygodni głodują. Głód stanie się powszechnym zjawiskiem w Strefie Gazy. Być może kraje, które finansowały UNRWA, zdecydują się na alternatywną formę pomocy.

defence24.pl


A czy widziała pani czwartkowy komentarz Roberta Mazurka, w którym ujawnił, że po zakończeniu wywiadu ambasador Liwne nawrzeszczał na niego? Rozjuszyć dyplomatę miało przytoczenie pani wypowiedzi o tym, że jest on osobą prorosyjską i patrzy na Polskę przez "putinowskie okulary".

Nie to powinno go rozjuszyć. Sam w licznych wypowiedziach dla rosyjskich mediów, jeszcze, gdy był dyplomatą na placówce w Moskwie, wielokrotnie opowiadał, jak ważna jest dla niego w życiu zawodowym i prywatnym Rosja, w której się urodził. Nierzadko podkreślał, że jego ojciec i członkowie rodziny służyli w Armii Czerwonej. Mówił o swoim wzruszeniu, gdy obserwował paradę zwycięstwa na Placu Czerwonym i patrzył na czołg T-34, ponieważ to wywoływało w nim wspomnienie ojca. I ja rozumiem, że rosyjskie dziedzictwo jest dla niego ważne, a więc jest na tym punkcie wyczulony. Lecz kiedy redaktor Mazurek rzucał mu w twarz mój komentarz, to nie sądzę, że powinien być dotknięty, w końcu to żadna tajemnica…

… i też nie powinno być traktowane jako obelga, skoro jest to coś, do czego sam się odwołuje.

Myślę, że asertywny na polu zawodowym ambasador może być wrażliwą osobą, skoro reaguje tak emocjonalnie. Jego rosyjskie korzenie to fakt, do którego chętnie przyznawał się w rosyjskich mediach. To jasne, że to, co było atutem na placówce w Moskwie, w Warszawie jest balastem. Pan ambasador popełnia błąd, czyniąc z tego temat tabu. Nie byłoby to takim obciążeniem, jeśli tylko potrafiłby z równym profesjonalizmem i zaangażowaniem budować dialog z Polakami. Warto spróbować zrozumieć społeczeństwo i państwo, w którym mieszka już ponad dwa lata, wykazać odrobinę dobrej woli, tak jak wykazywał ją w Rosji. Tam podkreślał, jak bardzo zależy mu na budowie dobrych relacji z Rosją. Tymczasem w wywiadzie w Kanale Zero redaktor Mazurek wyciągał z niego siłą pochwałę Polski. Ta była tak ogólnikowa, że aż trudno w nią uwierzyć.

Ponadto nie pierwszy raz zarzuca mu się antypolonizm. Tym trudniejszy do zaakceptowania w naszym kraju, że nasączony jest prorosyjskim sentymentem. Jak na przykład tym na tle historycznym. To jego słowa cytowały rosyjskie media, w których przyznawał, że patrzy na historię "podobnie jak Władimir Putin". Problem w tym, że my w Polsce dobrze wiemy, że historia jest bronią Kremla zakłamującą pamięć zbiorową, w tym w stosunku do Polski.

Pamiętajmy wreszcie, że ambasador Liwne został wysłany do Warszawy przez rząd Lapida-Bennetta, czyli koalicję nieunikającą konfrontacji na linii z Warszawą.

Nasuwa się pytanie: czy Izrael w ogóle chce mieć dobre stosunki z Polską?

Pażiwiom uwidim [poczekajmy, a zobaczymy], jak mówią Rosjanie. Piłeczka jest po stronie partnera izraelskiego. Może premier Netanjahu zdecyduje się odwołać ambasadora Liwnego do kraju, bo na przykład uzna, że odcinek polski wymaga jednak zainwestowania w osobę, która będzie posiadać cień umiejętności Szewacha Wajsa. Może też kompletnie być to bez znaczenia i ambasador Liwne pozostanie w Warszawie. Wtedy warto się przyglądać, czy zmieni swoje praktyki, zapanuje nad antypolonizmem i przestanie doszukiwać się wszędzie przejawów antysemityzmu.

Po wezwaniu do MSZ ambasador opublikował w mediach społecznościowych przeprosiny. Oświadczenie zostało napisane po angielsku. Zastanawiam się, czy naprawdę nie można było, skoro to gest tak bardzo oczekiwany przez polską opinię publiczną, napisać tego po polsku.

Zakładam jednak, że w takim razie przekaz skierowany jest na zewnątrz. Jego brzmienie jest dyplomatyczne i widocznie ma uspokoić emocje. Warto też zwrócić uwagę, że odsyła w nim do materiałów Sił Obronny Izraela dotyczących aktualnych ustaleń w sprawie ataku na konwój wolontariuszy. Pamiętajmy jednak, że strona polska domaga się rzetelnego śledztwa, warto więc nalegać na udział w dochodzeniu lub jego umiędzynarodowienie. W przeciwnym razie skazani będziemy na dowody, które dostarczy nam IDF, bez prawa oceny ich rzetelności.

(...)

Czy Rosjanie będą chcieli wykorzystać – a może już wykorzystują – to kolejne w ostatnich latach zaognienie stosunków polsko-izraelskich? A może, z uwagi na ofensywę w Ukrainie i po ataku terrorystycznym w Crocus City Hall, skupiają się teraz na innych sprawach?

Rosjanie bardzo uważnie przyglądają się kryzysowi w relacjach polsko-izraelskich, bardzo szczegółowo raportują to, co się aktualnie dzieje. Mamy komentarze agencji informacyjnych, dzienników związanych z Kremlem, a także komentarze w mediach społecznościowych. Przypominają sylwetkę ambasadora, w tym fakt, że jest synem oficera Armii Czerwonej. Z ich perspektywy jego nominacja do Warszawy była przejawem złośliwego chichotu historii, który parskał w twarz Polakom.

Czy Izrael widzi rosyjski antysemityzm?

Rosja ciągle jest uważana za bardzo ważne państwo dla Izraela pod względem bezpieczeństwa. Stąd mimo silnej amerykańskiej presji, zwłaszcza od inwazji Rosji na Ukrainę, Jerozolima nie zdecydowała się zejść z płotu i jednoznacznie stanąć po stronie ofiary rosyjskiej agresji, a tym samym wolnego i demokratycznego świata.

Wydawałoby się, że skoro kilka tygodni temu na forum ONZ skrajnie krytycznie wobec Rosji wypowiedział się przedstawiciel Izraela przy tej organizacji, to można liczyć na realną zmianę w stosunku do Moskwy. Bynajmniej. Na razie pozostaje ona w sferze deklaracji, a jeśli jakaś jednak zaszła, to jest trudna do odnotowania.

A co z rosyjskim antysemityzmem? Czy Izrael dostrzega w ogóle taki problem?

Co ciekawe, po tym, jak Izraelczycy doświadczyli po 7.10 kampanii dezinformacyjnych ze strony Kremla, zaczynają wyraźniej dostrzegać antysemityzm Rosji. Ciągle jednak nie przekłada się to na zmianę na poziomie politycznym. Pamiętajmy, że zmiana świadomości to długi proces, dajmy więc im czas. A skróci się on im więcej będzie przypadków szału antysemickiego, jak ostatnio w Machaczkale, na Północnym Kaukazie. (...)

W Machaczkale byli to muzułmanie, rosyjscy obywatele, którzy przez słowiańskich Rosjan też są dyskryminowani.

To prawda. Rosja ma wiele nieprzepracowanych problemów. Antysemityzm to raz. Rasizm i ksenofobia to dwa. To, że oficjalnie jest inaczej, wynika wyłącznie z faktu, że jest społeczna akceptacja dyskryminacji na wielu płaszczyznach. Takich incydentów się po prostu najczęściej nie raportuje …

… podobnie jak innych incydentów na tle rasowym, etnicznym, religijnym…

… tak, ponieważ jest na nie przyzwolenie. Rosja to kraj o tradycji największych pogromów Żydów i ojczyzna "Protokołów mędrców Syjonu". Do tego dochodzi brak uświadamiających kampanii społecznych, czego efektem jest fakt, że rosyjscy Żydzi uznają chuligaństwo za wybryki niewarte reagowania. Przekonanie to potwierdzają badania opinii publicznej, a także empiria. Nie dziwią wiec takie combo-wpadki, jak wydarzenia z Nowokuzniecka z marca 2018 r., gdzie na pomniku przyjaźni rosyjsko-ormiańskiej wandale wymalowali swastykę, lecz pomyliliPoza muzułmańskimi republikami, które w sposób naturalny sympatyzują z Palestyną, wśród Rosjan, powiedzmy, prawosławnych czy etnicznie słowiańskich antysemityzm również jest obecny.

Oczywiście. Z tym, że antysemityzm muzułmanów ma swoją specyfikę. Lecz znacznie groźniejszy, bo systemowy, jest ten propagowany przez Cerkiew Prawosławną. Nie zapominajmy, że nie jest ona w istocie niezależnym wyznaniem, bo znacznie bardziej przypomina "ministerstwo religii" Kremla. A ten teorie spiskowe traktuje jak broń informacyjną. Zresztą już dawno zachodni eksperci zauważyli, że częścią wojny informacyjnej Rosji jest infekowanie teoriami spiskowymi, negacjonizmu, "zastąpienia" rasy białej przez imigrantów, czy globalnego spisku elit liberalno-żydowskich. alfabet ormiański z hebrajskim.

Po stronie rosyjskiej padło też wiele obelg wobec Wołodymyra Zełenskiego ze względu na jego żydowskie pochodzenie.

Dokładnie tak.

Kiedy więc w niedawnym zamachu na City Hall Crocus pod Moskwą władze próbowały wiązać terrorystów z ISIS-Chorasan z Ukrainą, dziennikarze pytali sekretarza prasowego Kremla, Dmitrija Pieskowa, w jaki sposób można połączyć żydowskiego prezydenta Ukrainy, neonazistowski reżim w Kijowie i terroryzm islamski. Na co ten odpowiadał: "Cóż, to [jest] specyficzny Żyd".

onet.pl


Według ukraińskiego serwisu armyrecognition.com, dowódcy Pentagonu — których zadaniem jest utrzymanie amerykańskich zapasów i dotrzymanie obietnicy Białego Domu o wspieraniu Ukrainy "tak długo, jak to konieczne" - w obliczu impasu w Kongresie zwrócili się do producentów w Turcji, aby zapobiec zbliżającemu się deficytowi amerykańskich pocisków 155 mm.

Artykuł wymienia turecką firmę państwową Roketsan i turecką rządową agencję badawczą Tubitak jako głównych producentów w Ankarze, którzy obecnie realizują amerykańskie zamówienia na pociski.

Stany Zjednoczone w ostatnich miesiącach zakupiły już 116 tys. pocisków artyleryjskich "od tureckiej firmy, z perspektywami na dodatkowe zakupy", a także trinitrotoluen (TNT) i nitroguanidynę, kluczowe chemikalia do materiałów wybuchowych i miotających, czytamy w raporcie.

Amerykańsko-turecki projekt współpracy w zakresie amunicji zakłada duże tureckie inwestycje w amerykańską produkcję pocisków, a turecka firma Rekon do 2025 r. zbuduje trzy nowe linie produkcyjne w Teksasie, wytwarzając ok. 30 proc. wszystkich 155-milimetrowych pocisków artyleryjskich produkowanych w Stanach Zjednoczonych, czytamy w raporcie.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan i jego amerykański odpowiednik Joe Biden mają spotkać się w Białym Domu 9 maja br. Szczegóły amerykańsko-tureckiego wspólnego projektu produkcji amunicji zostaną prawdopodobnie ogłoszone właśnie wtedy, czytamy w artykule.

onet.pl/Kyiv Post


Swego rodzaju oddolną próbę wywalczenia sobie praw i podmiotowości – albo w ramach Rzeczypospolitej, albo przeciwko niej – stało się długotrwałe powstanie kozackie zainicjowane w 1648 r. przez Bohdana Chmielnickiego. Samego „Chmiela” Nowak diagnozuje jako absolutnie niereformowalnego wroga Lachów, a wszelkie próby kompromisu z nim uznaje za z góry skazane na niepowodzenie. Nie omieszkuje także wskazać na to, że był zbrodniarzem i krwawym oprawcą ruskiego ludu, więc żaden z niego materiał na ukraińskiego bohatera narodowego.

Po Chmielnickim jednak do znaczenie wśród starszyzny kozackiej zdarzyło się dochodzić osobom bardziej skłonnym do kompromisu z królem i Rzecząpospolitą. Najbardziej emblematyczną próbą w tym kierunku pozostaje ugoda hadziacka w 1658 r.

W historiografii polskiej występuje tendencja do romantyzowania tego układu, który, gdyby zrealizowany, miałby doprowadzić, jeśli nie de iure, to de facto, do powstania Rzeczypospolitej Trojga Narodów, w której ruski, prawosławny naród kozacki (bynajmniej jeszcze nie ukraiński) stałby się trzecim równoprawnym podmiotem obok katolickich Polaków i Litwinów. O to, że do tego nie doszło, zwykło się oskarżać polski Sejm, który kierując się egoizmem stanowym miał zaprzepaścić szansę na tak postępowe i trwałe rozwiązanie kwestii kozackiej.

Na rozpalone takimi perspektywami głowy Nowak wylewa kubeł zimnej wody: „Unię hadziacką odrzucili, wbrew utrwalonej u nas legendzie historycznej, nie Polacy, biskupi katoliccy, czy pazerna na majątki szlachta, ale Kozacy. W każdym razie większość z nich prędko wystąpiła przeciw zgodzie z Lachami. Zbyt prędko, by unia miała szansę się utrwalić […] Nakładały się na to oczywiście głębsze, historyczne powody i morze „krwi pobratymczej”, rozlanej zwłaszcza tak świeżo, w kozacko-polskiej wojnie ostatnich 12 lat. Czy mogło być inaczej? Zostajemy z tym pytaniem.

klubjagiellonski.pl


Jak informuje Bloomberg, Intel wkrótce otrzyma od rządu zamówienie na produkcję zaawansowanych półprzewodników na potrzeby programów wojskowych i wywiadowczych. Umowa z Intelem ma zostać zawarta jeszcze w tym miesiącu na okres 3 lat, a w jej ramach najważniejsze dla armii i służb USA procesory będą wytwarzane w fabrykach Intela przez jego dział Intel Foundry Services. Poza nadchodzącymi zamówieniami Intel ma też otrzymać dodatkowe wsparcie w wysokości 3,5 miliarda dolarów na rozwój swoich fabryk.

Fundusze będą pochodzić z projektu „Bezpieczna enklawa ”, powiązanego z szerszą transzą funduszy w ramach amerykańskiej ustawy CHIPS.

twojepc.pl


Financial Times poinformował właśnie, że Chiny oficjalnie zakazały używania procesorów Intela i AMD w rządowych urządzeniach. Chińskie ministerstwo przemysłu wydało listę procesorów, systemów operacyjnych i baz danych uznanych za bezpieczne i niezawodne - stosowanie oprogramowania i sprzętu spoza tej listy w komputerach rządowych jest zakazane. Lista obejmuje oprogramowanie i sprzęt produkowany wyłącznie przez chińskie firmy, i na próżno szukać na niej procesorów Intela i AMD - są tam tylko jednostki pochodzące np. od Huawei i Loongson. Zdaniem ekspertów wprowadzony zakaz ma pobudzić rozwój oprogramowania komputerowego i procesorów produkowanych przez chińskie firmy.

Nowe przepisy zostały wprowadzone jeszcze w styczniu bez specjalnego rozgłosu. Według ekspertów jest to dalszy etap wojny technologicznej z USA - Chiny od lat dążą do budowy własnego, niezależnego ekosystemu technologicznego.

Co ciekawe przepisy uderzą nie tylko w firmy amerykańskie, ale też część chińskich producentów komputerów, dotychczas wytwarzających komputery z procesorami Intela i AMD. Odnotują one spadek sprzedaży i będą musiały przygotować nowe modele komputerów oparte wyłącznie o chińskie procesory i oprogramowanie.

twojepc.pl

piątek, 5 kwietnia 2024



Trzy pojazdy należące do konwoju humanitarnego zorganizowanego przez World Central Kitchen zostały w poniedziałek zbombardowane przez Izraelskie Siły Obronne, mimo że były wyraźnie oznakowane i poruszały się po ustalonej wcześniej z władzami Izraela "bezpiecznej" trasie. W wyniku nalotu zginęło siedmiu przedstawicieli World Central Kitchen - trzech Brytyjczyków, Australijczyk, Palestyńczyk, Amerykanin (posiadający również kanadyjski paszport) oraz obywatel Polski - Damian Soból. Konwój został zaatakowany trzykrotnie w odstępie paru minut na odległości jednego kilometra. Organizacja podjęła decyzję o czasowym wstrzymaniu swoich działań humanitarnych w Strefie Gazy.

Śmierć przedstawicieli World Central Kitchen obiła się ogromnym echem w krajach sojuszniczych Izraela. Jednocześnie poniedziałkowy atak na konwój blednie wobec skali zbrodni przeciw ludzkości dokonywanych przez wojska izraelskie w Strefie Gazy.

(...)

Jak donosi izraelski dziennik Haaretz, armia izraelska stworzyła wewnętrzne dokumenty, które wytyczyły w Strefie Gazy "strefy śmierci". Żołnierze IDF (Israel Defence Forces - Siły Obrony Izraela) mieli dostać rozkazy, żeby strzelać do wszystkich osób znajdujących się w ich granicach (które oczywiście nie są znane nikomu poza wojskiem Izraela). Informatorzy Haaretzu - służący w siłach zbrojnych Izraela - twierdzą, że dużą część spośród "9 tysięcy bojowników Hamasu" zabitych oficjalnie przez IDF stanowili cywile, którzy po prostu nieświadomie znaleźli się w "strefach śmierci".

(...)

Sam Biden ignoruje wezwania dotyczące powiązania dalszego wsparcia finansowego dla Izraela z doprowadzeniem przez rząd Netanjahu do zawieszenia broni. Jest też przeciwny użyciu innych instrumentów nacisku (jak np. sankcji albo wspomnianych ograniczeń w zakresie eksportu amerykańskiej broni do Izraela). Wręcz przeciwnie - w ostatnich dniach Biały Dom autoryzował przekazanie wojskom izraelskim kolejnych paru tysięcy bomb MK84 (wybuch jednej pozostawia w ziemi krater o głębokości 11 metrów) oraz jest w końcowej fazie podpisywania umowy z Izraelem dotyczącej sprzedaży 50 myśliwców F-15.

Zdaniem Białego Domu takie kroki doprowadziłyby do całkowitego załamania relacji z Izraelem i sprawiłoby, że Stany Zjednoczone nie byłyby w stanie skutecznie wywierać presji na Izrael w sprawie chronienia ludności cywilnej w Strefie Gazy.

Próby wyjaśnienia podejścia Białego Domu podjął Aaron David Miller, były urzędnik Departamentu Stanu, który brał udział w negocjacjach pokojowych między Izraelem a Palestyną w czasie prezydentury Billa Clintona.

W rozmowie na łamach New Yorkera Miller przekonuje, że bez presji ze strony administracji Bidena, Izrael nie dopuszczałby do Strefy Gazy jakiejkolwiek pomocy humanitarnej. Zdaniem Millera wynika to z tego, że zarówno izraelska klasa polityczna jak i ogromna większość społeczeństwa jest kompletnie obojętna na los mieszkańców Strefy Gazy i okrucieństwo izraelskiego wojska. Dotyczy to nie tylko Netanjahu, ale także wszystkich polityków, którzy mogliby go zastąpić na stanowisku premiera.

gazeta.pl


Zdziwienie może również wzbudzić poziom technologiczny zastosowanych w rakiecie podzespołów elektronicznych. Co ciekawe, porównując rodzaj i wielkości chipów (np. od komputera pokładowego BAGET-64-02), zwrócono uwagę, że Rosjanie w ostatnim czasie musieli zmienić dostawców na innych zagranicznych producentów, jak również zaczęli wykorzystywać mikroukłady starszych generacji. Ukraińcy uważają to za dowód skuteczności działania sankcji nałożonych na Federację Rosyjską przez kraje zachodnie.

Największą zaletą rakiet Ch-101 jest ich duża liczebność. Według ukraińskich sił powietrznych, od 24 lutego 2022 roku Rosjanie użyli już około 1500 rakiet manewrujących Ch-101 i Ch-55/555. Ponad 1100 miało przy tym zostać zestrzelonych, co świadczy o małej odporności rosyjskiego uzbrojenia tego rodzaju - nawet na starsze systemy obrony przeciwlotniczej.

Na szczęście przy takim zużyciu amunicji Rosjanom mogło pozostać nie więcej niż 150 rakiet Ch-101, co wystarczy na cztery intensywne naloty. Dodatkowo w Rosji, m.in. ze względu na sankcje, nie udało się przyśpieszyć produkcji tego uzbrojenia. Ukraińcy przypuszczają, że lotnictwo strategiczne rosyjskich sił powietrznych może otrzymać w 2024 roku ,zgodnie z planami Minoborony, nieco ponad 167 rakiet Ch-101 w wersji Izdelije 504AP. Inne źródła mówią jednak o tym, że produkowano już w ubiegłym roku 400 rakiet rocznie.

defence24.pl


Należące do Rosniefti zakłady petrochemiczne w Samarze stały się celem akcji ukraińskich dronów w ostatnią sobotę /23.03.2024 - red./. Wybuchł pożar, który wymusił wstrzymanie pracy jednej z dwóch głównych jednostek rafineryjnych (CDU-5), co spowodowało utratę połowy mocy produkcyjnych – oficjalnie przyznał to gubernator regionu Dmitrij Azarow w rozmowie z agencją Interfax. Szacowana strata: dzienny przerób zmniejszony o 70 tys. baryłek, a zakład ten to tylko 29. pod względem wielkości rafineria Rosji, odpowiedzialna za około 1,4 proc. całkowitej produkcji benzyny i oleju napędowego oraz nieco ponad 2,5 proc. oleju opałowego. Niewiele? Nieco wcześniej ukraińskie drony uderzyły jednak między innymi w rafinerie w Riazaniu (przerób: prawie 6 proc. całej produkcji rosyjskiej; spadek produkcji szacunkowo o 70 proc.), Niżnym Nowogrodzie (NORSI, należąca do koncernu Łukoil, zapewniająca aż 11 proc. całkowitej rosyjskiej produkcji zwykłej benzyny, ponad 6 proc. oleju napędowego i nieco ponad 5 proc. oleju opałowego, a także 7,5 proc. paliwa lotniczego – tu zmniejszenie produkcji związane z wyłączeniem głównej jednostki destylacji ropy naftowej AVT-6 dotyczy obecnie ponad połowy normalnych mocy produkcyjnych), a także w szereg mniejszych zakładów w Nowoszachtyńsku, Syzraniu, Słowiańsku czy Kałudze. Celem ataku – najprawdopodobniej jednak w tym przypadku nieskutecznego – były też gigantyczne zakłady w Kiriszy w obwodzie leningradzkim, jedne z dwóch największych w kraju.

energetyka24.com

czwartek, 4 kwietnia 2024



Prezydent Rosji Władimir Putin w dalszym ciągu wygłaszał sensacyjne oświadczenia w ramach trwającej rosyjskiej kampanii refleksyjnej kontroli, której celem jest powstrzymanie od dalszego udzielania zachodniej pomocy wojskowej Ukrainie i odwrócenie uwagi od rosnących sił rosyjskich występujących przeciwko NATO.  Putin podczas wizyty w rosyjskim 344. Centrum Zatrudnienia Bojowego i Przekwalifikowania Pilotów Lotnictwa Armii Krajowej w dniu 27 marca powtórzył podstawowe truizmy i kilka szablonowych narracji mających na celu odwrócenie uwagi zachodnich decydentów nieistotnymi i zmęczonymi rosyjskimi groźbami, prawdopodobnie próbując opóźnić ważne decyzje i wpłynąć na nie w sprawie dodatkowej zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy i przeciwdziałania rosyjskiemu zagrożeniu wobec NATO. Putin twierdził, że Rosja „nie ma agresywnych zamiarów” wobec państw NATO i że Rosja „nie robiłaby niczego na Ukrainie”, gdyby nie „zamach stanu na Ukrainie i późniejsze działania wojenne w Donbasie”. Putin jest po raz kolejny zaszczepiając w krwiobieg mediów międzynarodowych fałszywą narrację, że Zachód i NATO są odpowiedzialne za inwazję Rosji na Ukrainę. Kreml rutynowo fałszywie oskarża kraje zachodnie o zorganizowanie zamachu stanu na Ukrainie w 2014 r., a Ukrainę o przemoc wobec rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu w celu odwrócenia odpowiedzialności za wojnę na Ukrainie i manipulowania zachodnim postrzeganiem zamiarów i możliwości Rosji.

Putin odrzucił twierdzenia, że ​​Rosja chce zaatakować inne kraje, w tym Polskę, kraje bałtyckie i Czechy, jako „kompletny nonsens”, dodając, że Rosja broni ludności zamieszkującej rosyjskie „historyczne terytoria” na Ukrainie. Zaprzeczanie przez Putina coraz bardziej agresywnej postawie Rosji wobec wschodniej flanki NATO przypomina twierdzenia Kremla, że ​​siły rosyjskie nie dokonają inwazji na Ukrainę na przełomie 2021 i 2022 r. (w tym aż do przedednia inwazji na pełną skalę) – jak to sformułował Kreml opóźniać i powstrzymywać wszelkie przygotowania do przeciwstawienia się rosyjskiemu zagrożeniu. Zaprzeczanie przez Putina imperialistycznym aspiracjom Rosji jest także niezgodne z jego własną definicją „rosyjskiego świata” („Russkij Mir”) – koncepcją ideologiczną i geograficzną obejmującą wszystkie dawne terytoria Rusi Kijowskiej, Królestwa Moskiewskiego, Imperium Rosyjskiego , Związku Radzieckiego i współczesnej Federacji Rosyjskiej. Koncepcja „rosyjskiego świata” pozwala Putinowi uważać wszelkie terytoria, którymi kiedyś rządził reżim rosyjski lub jak twierdził, że jest pod jego rządami, za „historyczne terytoria” Rosji, do których zaliczają się Polska i państwa bałtyckie. Putin może zdecydować się na „ochronę” ludzi, których Kreml określa jako rosyjskich „rodaków”, na tych rzekomych „terytoriach historycznych” w wybranym przez siebie momencie, poprzez powielanie podobnych narracji, których używał podczas inwazji na Ukrainę.

(...)

Wysocy rangą urzędnicy rosyjscy nasilają obwinianie ormiańskich przywódców za ofiary, w miarę jak Armenia w dalszym ciągu dystansuje się od stosunków w zakresie bezpieczeństwa z Rosją po tym, jak Kreml porzucił Armenię na pastwę losu po utracie Górskiego Karabachu.  Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow stwierdził 28 marca, że ​​przywódcy Armenii świadomie przyczyniają się do pogorszenia stosunków rosyjsko-ormiańskich, wymyślając daleko idące preteksty i zniekształcając ostatnie trzy i pół roku historii. Ławrow następnie oskarżył przywódców Armenii o zniesławienie rosyjskiej straży granicznej, rosyjskiego personelu wojskowego w 102. bazie wojskowej Rosji w Giumri w Armenii oraz kierowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) „jako całości”. Ławrow stwierdził także, że misja Unii Europejskiej (UE) w Armenii „zamienia się w misję NATO”. Coraz bardziej krytyczne wypowiedzi Ławrowa sugerują, że Kreml prawdopodobnie przygotowuje ostrzejszą i bardziej skoordynowaną reakcję, w miarę jak Armenia będzie nadal podejmować działania mające na celu dystansowanie się z Rosji i sygnalizuje zainteresowanie wzmocnieniem stosunków z Zachodem.

understandingwar.org