sobota, 6 kwietnia 2024



A czy widziała pani czwartkowy komentarz Roberta Mazurka, w którym ujawnił, że po zakończeniu wywiadu ambasador Liwne nawrzeszczał na niego? Rozjuszyć dyplomatę miało przytoczenie pani wypowiedzi o tym, że jest on osobą prorosyjską i patrzy na Polskę przez "putinowskie okulary".

Nie to powinno go rozjuszyć. Sam w licznych wypowiedziach dla rosyjskich mediów, jeszcze, gdy był dyplomatą na placówce w Moskwie, wielokrotnie opowiadał, jak ważna jest dla niego w życiu zawodowym i prywatnym Rosja, w której się urodził. Nierzadko podkreślał, że jego ojciec i członkowie rodziny służyli w Armii Czerwonej. Mówił o swoim wzruszeniu, gdy obserwował paradę zwycięstwa na Placu Czerwonym i patrzył na czołg T-34, ponieważ to wywoływało w nim wspomnienie ojca. I ja rozumiem, że rosyjskie dziedzictwo jest dla niego ważne, a więc jest na tym punkcie wyczulony. Lecz kiedy redaktor Mazurek rzucał mu w twarz mój komentarz, to nie sądzę, że powinien być dotknięty, w końcu to żadna tajemnica…

… i też nie powinno być traktowane jako obelga, skoro jest to coś, do czego sam się odwołuje.

Myślę, że asertywny na polu zawodowym ambasador może być wrażliwą osobą, skoro reaguje tak emocjonalnie. Jego rosyjskie korzenie to fakt, do którego chętnie przyznawał się w rosyjskich mediach. To jasne, że to, co było atutem na placówce w Moskwie, w Warszawie jest balastem. Pan ambasador popełnia błąd, czyniąc z tego temat tabu. Nie byłoby to takim obciążeniem, jeśli tylko potrafiłby z równym profesjonalizmem i zaangażowaniem budować dialog z Polakami. Warto spróbować zrozumieć społeczeństwo i państwo, w którym mieszka już ponad dwa lata, wykazać odrobinę dobrej woli, tak jak wykazywał ją w Rosji. Tam podkreślał, jak bardzo zależy mu na budowie dobrych relacji z Rosją. Tymczasem w wywiadzie w Kanale Zero redaktor Mazurek wyciągał z niego siłą pochwałę Polski. Ta była tak ogólnikowa, że aż trudno w nią uwierzyć.

Ponadto nie pierwszy raz zarzuca mu się antypolonizm. Tym trudniejszy do zaakceptowania w naszym kraju, że nasączony jest prorosyjskim sentymentem. Jak na przykład tym na tle historycznym. To jego słowa cytowały rosyjskie media, w których przyznawał, że patrzy na historię "podobnie jak Władimir Putin". Problem w tym, że my w Polsce dobrze wiemy, że historia jest bronią Kremla zakłamującą pamięć zbiorową, w tym w stosunku do Polski.

Pamiętajmy wreszcie, że ambasador Liwne został wysłany do Warszawy przez rząd Lapida-Bennetta, czyli koalicję nieunikającą konfrontacji na linii z Warszawą.

Nasuwa się pytanie: czy Izrael w ogóle chce mieć dobre stosunki z Polską?

Pażiwiom uwidim [poczekajmy, a zobaczymy], jak mówią Rosjanie. Piłeczka jest po stronie partnera izraelskiego. Może premier Netanjahu zdecyduje się odwołać ambasadora Liwnego do kraju, bo na przykład uzna, że odcinek polski wymaga jednak zainwestowania w osobę, która będzie posiadać cień umiejętności Szewacha Wajsa. Może też kompletnie być to bez znaczenia i ambasador Liwne pozostanie w Warszawie. Wtedy warto się przyglądać, czy zmieni swoje praktyki, zapanuje nad antypolonizmem i przestanie doszukiwać się wszędzie przejawów antysemityzmu.

Po wezwaniu do MSZ ambasador opublikował w mediach społecznościowych przeprosiny. Oświadczenie zostało napisane po angielsku. Zastanawiam się, czy naprawdę nie można było, skoro to gest tak bardzo oczekiwany przez polską opinię publiczną, napisać tego po polsku.

Zakładam jednak, że w takim razie przekaz skierowany jest na zewnątrz. Jego brzmienie jest dyplomatyczne i widocznie ma uspokoić emocje. Warto też zwrócić uwagę, że odsyła w nim do materiałów Sił Obronny Izraela dotyczących aktualnych ustaleń w sprawie ataku na konwój wolontariuszy. Pamiętajmy jednak, że strona polska domaga się rzetelnego śledztwa, warto więc nalegać na udział w dochodzeniu lub jego umiędzynarodowienie. W przeciwnym razie skazani będziemy na dowody, które dostarczy nam IDF, bez prawa oceny ich rzetelności.

(...)

Czy Rosjanie będą chcieli wykorzystać – a może już wykorzystują – to kolejne w ostatnich latach zaognienie stosunków polsko-izraelskich? A może, z uwagi na ofensywę w Ukrainie i po ataku terrorystycznym w Crocus City Hall, skupiają się teraz na innych sprawach?

Rosjanie bardzo uważnie przyglądają się kryzysowi w relacjach polsko-izraelskich, bardzo szczegółowo raportują to, co się aktualnie dzieje. Mamy komentarze agencji informacyjnych, dzienników związanych z Kremlem, a także komentarze w mediach społecznościowych. Przypominają sylwetkę ambasadora, w tym fakt, że jest synem oficera Armii Czerwonej. Z ich perspektywy jego nominacja do Warszawy była przejawem złośliwego chichotu historii, który parskał w twarz Polakom.

Czy Izrael widzi rosyjski antysemityzm?

Rosja ciągle jest uważana za bardzo ważne państwo dla Izraela pod względem bezpieczeństwa. Stąd mimo silnej amerykańskiej presji, zwłaszcza od inwazji Rosji na Ukrainę, Jerozolima nie zdecydowała się zejść z płotu i jednoznacznie stanąć po stronie ofiary rosyjskiej agresji, a tym samym wolnego i demokratycznego świata.

Wydawałoby się, że skoro kilka tygodni temu na forum ONZ skrajnie krytycznie wobec Rosji wypowiedział się przedstawiciel Izraela przy tej organizacji, to można liczyć na realną zmianę w stosunku do Moskwy. Bynajmniej. Na razie pozostaje ona w sferze deklaracji, a jeśli jakaś jednak zaszła, to jest trudna do odnotowania.

A co z rosyjskim antysemityzmem? Czy Izrael dostrzega w ogóle taki problem?

Co ciekawe, po tym, jak Izraelczycy doświadczyli po 7.10 kampanii dezinformacyjnych ze strony Kremla, zaczynają wyraźniej dostrzegać antysemityzm Rosji. Ciągle jednak nie przekłada się to na zmianę na poziomie politycznym. Pamiętajmy, że zmiana świadomości to długi proces, dajmy więc im czas. A skróci się on im więcej będzie przypadków szału antysemickiego, jak ostatnio w Machaczkale, na Północnym Kaukazie. (...)

W Machaczkale byli to muzułmanie, rosyjscy obywatele, którzy przez słowiańskich Rosjan też są dyskryminowani.

To prawda. Rosja ma wiele nieprzepracowanych problemów. Antysemityzm to raz. Rasizm i ksenofobia to dwa. To, że oficjalnie jest inaczej, wynika wyłącznie z faktu, że jest społeczna akceptacja dyskryminacji na wielu płaszczyznach. Takich incydentów się po prostu najczęściej nie raportuje …

… podobnie jak innych incydentów na tle rasowym, etnicznym, religijnym…

… tak, ponieważ jest na nie przyzwolenie. Rosja to kraj o tradycji największych pogromów Żydów i ojczyzna "Protokołów mędrców Syjonu". Do tego dochodzi brak uświadamiających kampanii społecznych, czego efektem jest fakt, że rosyjscy Żydzi uznają chuligaństwo za wybryki niewarte reagowania. Przekonanie to potwierdzają badania opinii publicznej, a także empiria. Nie dziwią wiec takie combo-wpadki, jak wydarzenia z Nowokuzniecka z marca 2018 r., gdzie na pomniku przyjaźni rosyjsko-ormiańskiej wandale wymalowali swastykę, lecz pomyliliPoza muzułmańskimi republikami, które w sposób naturalny sympatyzują z Palestyną, wśród Rosjan, powiedzmy, prawosławnych czy etnicznie słowiańskich antysemityzm również jest obecny.

Oczywiście. Z tym, że antysemityzm muzułmanów ma swoją specyfikę. Lecz znacznie groźniejszy, bo systemowy, jest ten propagowany przez Cerkiew Prawosławną. Nie zapominajmy, że nie jest ona w istocie niezależnym wyznaniem, bo znacznie bardziej przypomina "ministerstwo religii" Kremla. A ten teorie spiskowe traktuje jak broń informacyjną. Zresztą już dawno zachodni eksperci zauważyli, że częścią wojny informacyjnej Rosji jest infekowanie teoriami spiskowymi, negacjonizmu, "zastąpienia" rasy białej przez imigrantów, czy globalnego spisku elit liberalno-żydowskich. alfabet ormiański z hebrajskim.

Po stronie rosyjskiej padło też wiele obelg wobec Wołodymyra Zełenskiego ze względu na jego żydowskie pochodzenie.

Dokładnie tak.

Kiedy więc w niedawnym zamachu na City Hall Crocus pod Moskwą władze próbowały wiązać terrorystów z ISIS-Chorasan z Ukrainą, dziennikarze pytali sekretarza prasowego Kremla, Dmitrija Pieskowa, w jaki sposób można połączyć żydowskiego prezydenta Ukrainy, neonazistowski reżim w Kijowie i terroryzm islamski. Na co ten odpowiadał: "Cóż, to [jest] specyficzny Żyd".

onet.pl


Według ukraińskiego serwisu armyrecognition.com, dowódcy Pentagonu — których zadaniem jest utrzymanie amerykańskich zapasów i dotrzymanie obietnicy Białego Domu o wspieraniu Ukrainy "tak długo, jak to konieczne" - w obliczu impasu w Kongresie zwrócili się do producentów w Turcji, aby zapobiec zbliżającemu się deficytowi amerykańskich pocisków 155 mm.

Artykuł wymienia turecką firmę państwową Roketsan i turecką rządową agencję badawczą Tubitak jako głównych producentów w Ankarze, którzy obecnie realizują amerykańskie zamówienia na pociski.

Stany Zjednoczone w ostatnich miesiącach zakupiły już 116 tys. pocisków artyleryjskich "od tureckiej firmy, z perspektywami na dodatkowe zakupy", a także trinitrotoluen (TNT) i nitroguanidynę, kluczowe chemikalia do materiałów wybuchowych i miotających, czytamy w raporcie.

Amerykańsko-turecki projekt współpracy w zakresie amunicji zakłada duże tureckie inwestycje w amerykańską produkcję pocisków, a turecka firma Rekon do 2025 r. zbuduje trzy nowe linie produkcyjne w Teksasie, wytwarzając ok. 30 proc. wszystkich 155-milimetrowych pocisków artyleryjskich produkowanych w Stanach Zjednoczonych, czytamy w raporcie.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan i jego amerykański odpowiednik Joe Biden mają spotkać się w Białym Domu 9 maja br. Szczegóły amerykańsko-tureckiego wspólnego projektu produkcji amunicji zostaną prawdopodobnie ogłoszone właśnie wtedy, czytamy w artykule.

onet.pl/Kyiv Post


Swego rodzaju oddolną próbę wywalczenia sobie praw i podmiotowości – albo w ramach Rzeczypospolitej, albo przeciwko niej – stało się długotrwałe powstanie kozackie zainicjowane w 1648 r. przez Bohdana Chmielnickiego. Samego „Chmiela” Nowak diagnozuje jako absolutnie niereformowalnego wroga Lachów, a wszelkie próby kompromisu z nim uznaje za z góry skazane na niepowodzenie. Nie omieszkuje także wskazać na to, że był zbrodniarzem i krwawym oprawcą ruskiego ludu, więc żaden z niego materiał na ukraińskiego bohatera narodowego.

Po Chmielnickim jednak do znaczenie wśród starszyzny kozackiej zdarzyło się dochodzić osobom bardziej skłonnym do kompromisu z królem i Rzecząpospolitą. Najbardziej emblematyczną próbą w tym kierunku pozostaje ugoda hadziacka w 1658 r.

W historiografii polskiej występuje tendencja do romantyzowania tego układu, który, gdyby zrealizowany, miałby doprowadzić, jeśli nie de iure, to de facto, do powstania Rzeczypospolitej Trojga Narodów, w której ruski, prawosławny naród kozacki (bynajmniej jeszcze nie ukraiński) stałby się trzecim równoprawnym podmiotem obok katolickich Polaków i Litwinów. O to, że do tego nie doszło, zwykło się oskarżać polski Sejm, który kierując się egoizmem stanowym miał zaprzepaścić szansę na tak postępowe i trwałe rozwiązanie kwestii kozackiej.

Na rozpalone takimi perspektywami głowy Nowak wylewa kubeł zimnej wody: „Unię hadziacką odrzucili, wbrew utrwalonej u nas legendzie historycznej, nie Polacy, biskupi katoliccy, czy pazerna na majątki szlachta, ale Kozacy. W każdym razie większość z nich prędko wystąpiła przeciw zgodzie z Lachami. Zbyt prędko, by unia miała szansę się utrwalić […] Nakładały się na to oczywiście głębsze, historyczne powody i morze „krwi pobratymczej”, rozlanej zwłaszcza tak świeżo, w kozacko-polskiej wojnie ostatnich 12 lat. Czy mogło być inaczej? Zostajemy z tym pytaniem.

klubjagiellonski.pl


Jak informuje Bloomberg, Intel wkrótce otrzyma od rządu zamówienie na produkcję zaawansowanych półprzewodników na potrzeby programów wojskowych i wywiadowczych. Umowa z Intelem ma zostać zawarta jeszcze w tym miesiącu na okres 3 lat, a w jej ramach najważniejsze dla armii i służb USA procesory będą wytwarzane w fabrykach Intela przez jego dział Intel Foundry Services. Poza nadchodzącymi zamówieniami Intel ma też otrzymać dodatkowe wsparcie w wysokości 3,5 miliarda dolarów na rozwój swoich fabryk.

Fundusze będą pochodzić z projektu „Bezpieczna enklawa ”, powiązanego z szerszą transzą funduszy w ramach amerykańskiej ustawy CHIPS.

twojepc.pl


Financial Times poinformował właśnie, że Chiny oficjalnie zakazały używania procesorów Intela i AMD w rządowych urządzeniach. Chińskie ministerstwo przemysłu wydało listę procesorów, systemów operacyjnych i baz danych uznanych za bezpieczne i niezawodne - stosowanie oprogramowania i sprzętu spoza tej listy w komputerach rządowych jest zakazane. Lista obejmuje oprogramowanie i sprzęt produkowany wyłącznie przez chińskie firmy, i na próżno szukać na niej procesorów Intela i AMD - są tam tylko jednostki pochodzące np. od Huawei i Loongson. Zdaniem ekspertów wprowadzony zakaz ma pobudzić rozwój oprogramowania komputerowego i procesorów produkowanych przez chińskie firmy.

Nowe przepisy zostały wprowadzone jeszcze w styczniu bez specjalnego rozgłosu. Według ekspertów jest to dalszy etap wojny technologicznej z USA - Chiny od lat dążą do budowy własnego, niezależnego ekosystemu technologicznego.

Co ciekawe przepisy uderzą nie tylko w firmy amerykańskie, ale też część chińskich producentów komputerów, dotychczas wytwarzających komputery z procesorami Intela i AMD. Odnotują one spadek sprzedaży i będą musiały przygotować nowe modele komputerów oparte wyłącznie o chińskie procesory i oprogramowanie.

twojepc.pl

piątek, 5 kwietnia 2024



Trzy pojazdy należące do konwoju humanitarnego zorganizowanego przez World Central Kitchen zostały w poniedziałek zbombardowane przez Izraelskie Siły Obronne, mimo że były wyraźnie oznakowane i poruszały się po ustalonej wcześniej z władzami Izraela "bezpiecznej" trasie. W wyniku nalotu zginęło siedmiu przedstawicieli World Central Kitchen - trzech Brytyjczyków, Australijczyk, Palestyńczyk, Amerykanin (posiadający również kanadyjski paszport) oraz obywatel Polski - Damian Soból. Konwój został zaatakowany trzykrotnie w odstępie paru minut na odległości jednego kilometra. Organizacja podjęła decyzję o czasowym wstrzymaniu swoich działań humanitarnych w Strefie Gazy.

Śmierć przedstawicieli World Central Kitchen obiła się ogromnym echem w krajach sojuszniczych Izraela. Jednocześnie poniedziałkowy atak na konwój blednie wobec skali zbrodni przeciw ludzkości dokonywanych przez wojska izraelskie w Strefie Gazy.

(...)

Jak donosi izraelski dziennik Haaretz, armia izraelska stworzyła wewnętrzne dokumenty, które wytyczyły w Strefie Gazy "strefy śmierci". Żołnierze IDF (Israel Defence Forces - Siły Obrony Izraela) mieli dostać rozkazy, żeby strzelać do wszystkich osób znajdujących się w ich granicach (które oczywiście nie są znane nikomu poza wojskiem Izraela). Informatorzy Haaretzu - służący w siłach zbrojnych Izraela - twierdzą, że dużą część spośród "9 tysięcy bojowników Hamasu" zabitych oficjalnie przez IDF stanowili cywile, którzy po prostu nieświadomie znaleźli się w "strefach śmierci".

(...)

Sam Biden ignoruje wezwania dotyczące powiązania dalszego wsparcia finansowego dla Izraela z doprowadzeniem przez rząd Netanjahu do zawieszenia broni. Jest też przeciwny użyciu innych instrumentów nacisku (jak np. sankcji albo wspomnianych ograniczeń w zakresie eksportu amerykańskiej broni do Izraela). Wręcz przeciwnie - w ostatnich dniach Biały Dom autoryzował przekazanie wojskom izraelskim kolejnych paru tysięcy bomb MK84 (wybuch jednej pozostawia w ziemi krater o głębokości 11 metrów) oraz jest w końcowej fazie podpisywania umowy z Izraelem dotyczącej sprzedaży 50 myśliwców F-15.

Zdaniem Białego Domu takie kroki doprowadziłyby do całkowitego załamania relacji z Izraelem i sprawiłoby, że Stany Zjednoczone nie byłyby w stanie skutecznie wywierać presji na Izrael w sprawie chronienia ludności cywilnej w Strefie Gazy.

Próby wyjaśnienia podejścia Białego Domu podjął Aaron David Miller, były urzędnik Departamentu Stanu, który brał udział w negocjacjach pokojowych między Izraelem a Palestyną w czasie prezydentury Billa Clintona.

W rozmowie na łamach New Yorkera Miller przekonuje, że bez presji ze strony administracji Bidena, Izrael nie dopuszczałby do Strefy Gazy jakiejkolwiek pomocy humanitarnej. Zdaniem Millera wynika to z tego, że zarówno izraelska klasa polityczna jak i ogromna większość społeczeństwa jest kompletnie obojętna na los mieszkańców Strefy Gazy i okrucieństwo izraelskiego wojska. Dotyczy to nie tylko Netanjahu, ale także wszystkich polityków, którzy mogliby go zastąpić na stanowisku premiera.

gazeta.pl


Zdziwienie może również wzbudzić poziom technologiczny zastosowanych w rakiecie podzespołów elektronicznych. Co ciekawe, porównując rodzaj i wielkości chipów (np. od komputera pokładowego BAGET-64-02), zwrócono uwagę, że Rosjanie w ostatnim czasie musieli zmienić dostawców na innych zagranicznych producentów, jak również zaczęli wykorzystywać mikroukłady starszych generacji. Ukraińcy uważają to za dowód skuteczności działania sankcji nałożonych na Federację Rosyjską przez kraje zachodnie.

Największą zaletą rakiet Ch-101 jest ich duża liczebność. Według ukraińskich sił powietrznych, od 24 lutego 2022 roku Rosjanie użyli już około 1500 rakiet manewrujących Ch-101 i Ch-55/555. Ponad 1100 miało przy tym zostać zestrzelonych, co świadczy o małej odporności rosyjskiego uzbrojenia tego rodzaju - nawet na starsze systemy obrony przeciwlotniczej.

Na szczęście przy takim zużyciu amunicji Rosjanom mogło pozostać nie więcej niż 150 rakiet Ch-101, co wystarczy na cztery intensywne naloty. Dodatkowo w Rosji, m.in. ze względu na sankcje, nie udało się przyśpieszyć produkcji tego uzbrojenia. Ukraińcy przypuszczają, że lotnictwo strategiczne rosyjskich sił powietrznych może otrzymać w 2024 roku ,zgodnie z planami Minoborony, nieco ponad 167 rakiet Ch-101 w wersji Izdelije 504AP. Inne źródła mówią jednak o tym, że produkowano już w ubiegłym roku 400 rakiet rocznie.

defence24.pl


Należące do Rosniefti zakłady petrochemiczne w Samarze stały się celem akcji ukraińskich dronów w ostatnią sobotę /23.03.2024 - red./. Wybuchł pożar, który wymusił wstrzymanie pracy jednej z dwóch głównych jednostek rafineryjnych (CDU-5), co spowodowało utratę połowy mocy produkcyjnych – oficjalnie przyznał to gubernator regionu Dmitrij Azarow w rozmowie z agencją Interfax. Szacowana strata: dzienny przerób zmniejszony o 70 tys. baryłek, a zakład ten to tylko 29. pod względem wielkości rafineria Rosji, odpowiedzialna za około 1,4 proc. całkowitej produkcji benzyny i oleju napędowego oraz nieco ponad 2,5 proc. oleju opałowego. Niewiele? Nieco wcześniej ukraińskie drony uderzyły jednak między innymi w rafinerie w Riazaniu (przerób: prawie 6 proc. całej produkcji rosyjskiej; spadek produkcji szacunkowo o 70 proc.), Niżnym Nowogrodzie (NORSI, należąca do koncernu Łukoil, zapewniająca aż 11 proc. całkowitej rosyjskiej produkcji zwykłej benzyny, ponad 6 proc. oleju napędowego i nieco ponad 5 proc. oleju opałowego, a także 7,5 proc. paliwa lotniczego – tu zmniejszenie produkcji związane z wyłączeniem głównej jednostki destylacji ropy naftowej AVT-6 dotyczy obecnie ponad połowy normalnych mocy produkcyjnych), a także w szereg mniejszych zakładów w Nowoszachtyńsku, Syzraniu, Słowiańsku czy Kałudze. Celem ataku – najprawdopodobniej jednak w tym przypadku nieskutecznego – były też gigantyczne zakłady w Kiriszy w obwodzie leningradzkim, jedne z dwóch największych w kraju.

energetyka24.com

czwartek, 4 kwietnia 2024



Prezydent Rosji Władimir Putin w dalszym ciągu wygłaszał sensacyjne oświadczenia w ramach trwającej rosyjskiej kampanii refleksyjnej kontroli, której celem jest powstrzymanie od dalszego udzielania zachodniej pomocy wojskowej Ukrainie i odwrócenie uwagi od rosnących sił rosyjskich występujących przeciwko NATO.  Putin podczas wizyty w rosyjskim 344. Centrum Zatrudnienia Bojowego i Przekwalifikowania Pilotów Lotnictwa Armii Krajowej w dniu 27 marca powtórzył podstawowe truizmy i kilka szablonowych narracji mających na celu odwrócenie uwagi zachodnich decydentów nieistotnymi i zmęczonymi rosyjskimi groźbami, prawdopodobnie próbując opóźnić ważne decyzje i wpłynąć na nie w sprawie dodatkowej zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy i przeciwdziałania rosyjskiemu zagrożeniu wobec NATO. Putin twierdził, że Rosja „nie ma agresywnych zamiarów” wobec państw NATO i że Rosja „nie robiłaby niczego na Ukrainie”, gdyby nie „zamach stanu na Ukrainie i późniejsze działania wojenne w Donbasie”. Putin jest po raz kolejny zaszczepiając w krwiobieg mediów międzynarodowych fałszywą narrację, że Zachód i NATO są odpowiedzialne za inwazję Rosji na Ukrainę. Kreml rutynowo fałszywie oskarża kraje zachodnie o zorganizowanie zamachu stanu na Ukrainie w 2014 r., a Ukrainę o przemoc wobec rosyjskojęzycznych mieszkańców Donbasu w celu odwrócenia odpowiedzialności za wojnę na Ukrainie i manipulowania zachodnim postrzeganiem zamiarów i możliwości Rosji.

Putin odrzucił twierdzenia, że ​​Rosja chce zaatakować inne kraje, w tym Polskę, kraje bałtyckie i Czechy, jako „kompletny nonsens”, dodając, że Rosja broni ludności zamieszkującej rosyjskie „historyczne terytoria” na Ukrainie. Zaprzeczanie przez Putina coraz bardziej agresywnej postawie Rosji wobec wschodniej flanki NATO przypomina twierdzenia Kremla, że ​​siły rosyjskie nie dokonają inwazji na Ukrainę na przełomie 2021 i 2022 r. (w tym aż do przedednia inwazji na pełną skalę) – jak to sformułował Kreml opóźniać i powstrzymywać wszelkie przygotowania do przeciwstawienia się rosyjskiemu zagrożeniu. Zaprzeczanie przez Putina imperialistycznym aspiracjom Rosji jest także niezgodne z jego własną definicją „rosyjskiego świata” („Russkij Mir”) – koncepcją ideologiczną i geograficzną obejmującą wszystkie dawne terytoria Rusi Kijowskiej, Królestwa Moskiewskiego, Imperium Rosyjskiego , Związku Radzieckiego i współczesnej Federacji Rosyjskiej. Koncepcja „rosyjskiego świata” pozwala Putinowi uważać wszelkie terytoria, którymi kiedyś rządził reżim rosyjski lub jak twierdził, że jest pod jego rządami, za „historyczne terytoria” Rosji, do których zaliczają się Polska i państwa bałtyckie. Putin może zdecydować się na „ochronę” ludzi, których Kreml określa jako rosyjskich „rodaków”, na tych rzekomych „terytoriach historycznych” w wybranym przez siebie momencie, poprzez powielanie podobnych narracji, których używał podczas inwazji na Ukrainę.

(...)

Wysocy rangą urzędnicy rosyjscy nasilają obwinianie ormiańskich przywódców za ofiary, w miarę jak Armenia w dalszym ciągu dystansuje się od stosunków w zakresie bezpieczeństwa z Rosją po tym, jak Kreml porzucił Armenię na pastwę losu po utracie Górskiego Karabachu.  Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow stwierdził 28 marca, że ​​przywódcy Armenii świadomie przyczyniają się do pogorszenia stosunków rosyjsko-ormiańskich, wymyślając daleko idące preteksty i zniekształcając ostatnie trzy i pół roku historii. Ławrow następnie oskarżył przywódców Armenii o zniesławienie rosyjskiej straży granicznej, rosyjskiego personelu wojskowego w 102. bazie wojskowej Rosji w Giumri w Armenii oraz kierowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) „jako całości”. Ławrow stwierdził także, że misja Unii Europejskiej (UE) w Armenii „zamienia się w misję NATO”. Coraz bardziej krytyczne wypowiedzi Ławrowa sugerują, że Kreml prawdopodobnie przygotowuje ostrzejszą i bardziej skoordynowaną reakcję, w miarę jak Armenia będzie nadal podejmować działania mające na celu dystansowanie się z Rosji i sygnalizuje zainteresowanie wzmocnieniem stosunków z Zachodem.

understandingwar.org


22 marca miał miejsce największy od początku wojny atak na ukraińską infrastrukturę elektroenergetyczną. Rosja użyła 151 rakiet oraz dronów. Podobnie jak w przypadku ostrzałów w czasie poprzedniego sezonu grzewczego głównymi celami były obiekty generacji energii elektrycznej (zarówno cieplnej, jak i wodnej) oraz stacje rozdzielcze. W wyniku ataku doszło do zniszczenia największej na Ukrainie Dnieprzańskiej Elektrowni Wodnej (DEW) w Zaporożu (choć tama pozostała nieuszkodzona). Koncern DTEK, który odpowiada za ok. 70% produkcji prądu w elektrowniach cieplnych, poinformował, że utracił prawie 50% mocy generacyjnych w tym segmencie. Z kolei w Charkowie zniszczono największą elektrociepłownię (TEC-5) i wszystkie stacje transformatorowe. W celu utrzymania stabilności sieci operator Ukrenerho wprowadził wyłączenia awaryjne w siedmiu obwodach oraz zwrócił się o pomoc awaryjną z Polski, Słowacji i Rumunii.

Na mniejszą skalę ostrzały kontynuowano w kolejnych dniach, m.in. w Krzywym Rogu, obwodach odeskim i mikołajowskim. Według stanu na 27 marca wciąż nie udało się przywrócić dostaw energii dla wszystkich odbiorców. Szczególnie trudna sytuacja występuje w Charkowie, gdzie prace naprawcze pozwalające na przywrócenie dostępu do prądu wszystkim mieszkańcom mają zająć do dwóch tygodni – pod warunkiem, że nie dojdzie do nowych ostrzałów. Ponadto, po raz pierwszy od początku rosyjskiej agresji, zaatakowany został podziemny magazyn gazu. Zgodnie z komunikatem Naftohazu nie wpłynęło to jednak na funkcjonowanie systemu przesyłowego.

Komentarz

Głównym problemem dla Ukrainy jest utrata znacznej części mocy bilansujących, które pozwalają regulować ilość energii elektrycznej dostarczanej do sieci w celu zrównaniu popytu i podaży w ciągu doby. Elektrownie atomowe, będące podstawą generacji prądu (ponad 50% produkcji), mają bardzo ograniczone możliwości w tym zakresie. Funkcję bilansowania pełnią elektrownie cieplne, w większości należące do DTEK, oraz elektrownie wodne. W tej sytuacji utrata DEW (1,5 GW mocy zainstalowanych) oraz blisko połowy generacji DTEK stanowi poważne wyzwanie dla operatora sieci. Częściowo rolę stabilizującą może odgrywać import z krajów sąsiedzkich (po rosyjskim ataku osiągnął rekordowy poziom od początku br. – zob. wykres). W przypadku wzrostu konsumpcji energii elektrycznej latem prawdopodobny jest jednak powrót do planowych wyłączeń prądu dla ludności, jak miało to miejsce zimą ub.r.

Choć atak nie doprowadził do tak dużych problemów w sieci jak w październiku czy listopadzie 2022 r. (zob. Rosja destabilizuje system energetyczny Ukrainy), to zniszczenia należy uznać za bardzo dotkliwe. Są bowiem na tyle duże, że ponowne uruchomienie DEW i TEC-5 w najbardziej optymistycznym wariancie będzie możliwe nie wcześniej niż za rok. W przypadku TEC-5 skala zniszczeń będzie stanowiła wyzwanie przed kolejną zimą, gdyż elektrociepłownia ta jest głównym źródłem ogrzewania dla znacznej części Charkowa. Jednocześnie warto zaznaczyć, że ukraińskie działania zabezpieczające obiekty infrastruktury przed ostrzałami (zob. Ukraina: przygotowania systemu elektroenergetycznego do rosyjskich ataków) okazały się niewystarczające w obliczu masowego ataku, choć gdyby nie one, to z pewnością zniszczenia byłyby o wiele większe.

Wbrew rachubom ukraińskich władz i wywiadu wojskowego aż do 22 marca Rosjanie nie przeprowadzali masowych ostrzałów infrastruktury energetycznej w sezonie grzewczym 2023/2024. Wcześniej miały wprawdzie miejsce pojedyncze przypadki trafień, lecz głównym celem były obiekty wojskowe oraz przemysłowe. Moment ataku był zaskakujący, gdyż pod koniec marca – w związku z wyższymi temperaturami – obciążenie sieci jest mniejsze niż w okresie dużych mrozów, a tym samym ryzyko wywołania blackoutu maleje. Nie można wykluczyć, że ostrzały to rodzaj zemsty za ukraińskie ataki z ostatnich tygodni na rafinerie w Rosji.

osw.waw.pl


Spłonęło nie tylko miejsce koncertu, ale także koncepcja całkowitej kontroli rosyjskich władz nad sytuacją w sieciach społecznościowych. Rozdźwięk jest taki, że przeciętny czytelnik, słuchacz i widz nie jest w stanie wyrobić sobie spójnego zdania na temat tego, co zostało zrobione, przez kogo, dlaczego i jakie mogą być tego konsekwencje. A czy ma taką potrzebę?

Miliony ludzi, niestety, mają dość niejasnych emocji wywoływanych przez teksty — raporty, zeznania, komentarze i oświadczenia; zdjęcia, martwe ciała i spalone pokoje; filmy, gardła poderżnięte przez terrorystów, uszy odcięte zatrzymanym, nieartykułowane tadżyckie bełkotanie.

To są masowi odbiorcy. A ci, którzy kształtują ich nastroje i postawy, wiedzą o tym. Podobnie jak to, co z nimi robią. Nie zawsze z powodzeniem. Ale robią.

(...)

Brak reakcji na powtarzające się ostrzeżenia o możliwych atakach ze strony niesojuszników w najbliższej przyszłości nie został jeszcze przez nikogo wyjaśniony. Oświadczenia wrogów (tj. ISIS) — były ignorowane. Jednak okrutne kary zostały ogłoszone szeroko i to na najwyższym szczeblu.

A także — wytyczane są szlaki prowadzące na Ukrainę, są uporczywie wydeptywane. Mówi się o "oknach na granicy", rzekomo otwartych dla wycofujących się bojowników przez ich "odpowiednie kontakty" w tym kraju. Kijów stanowczo zaprzecza wszelkim oskarżeniom związanym z atakiem na Crocus: Ukraina jest zajęta usuwaniem gruzów i przywracaniem sieci energetycznej, która została zakłócona przez niedawny zmasowany atak rakietowy Kremla.

Tymczasem ISIS przyznało się do ataku — dwukrotnie w ciągu jednego dnia. A dokładniej, jego Prowincja Chorasan z bazą w Afganistanie. I to twierdzenie ma dość bogate i przekonujące tło — Biały Dom złożył kondolencje Rosjanom i potępił atak. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i prezydent Izraela Icchak Herzog wyrażają współczucie rodzinom ofiar i narodowi Federacji Rosyjskiej, surowo potępiając atak terrorystyczny. Podobnie Rada Bezpieczeństwa ONZ. Podobnie Hamas. I Huti. I talibowie. I Hezbollah.

Ciekawe, że 19 godzin po samobójstwie w Crocus City Hall prezydent Rosji Władimir Putin, który niedawno gościł w Moskwie przedstawicieli palestyńskich organizacji terrorystycznych, wezwał świat do walki z międzynarodowym terroryzmem. I (powtarzam) bezpośrednio wskazał Ukrainę jako współwinną zbrodni.

Po południu 23 marca serwis Meduza i kilka innych mediów poinformowało, że rosyjskie media państwowe i lojalne wobec Kremla zostały poinstruowane, by w każdy możliwy sposób podkreślać możliwy "ukraiński ślad" w doniesieniach o ataku terrorystycznym. Narracja ta została natychmiast powtórzona przez często cytowaną w Moskwie, trzeciorzędną francuską postać Floriana Philippota, który niedawno wzywał do obalenia prezydenta Macrona.

(...)

Prokremlowski bloger Rasskazow chwali się, że ucho podejrzanego terrorysty zostało odcięte przez subskrybenta jego kanału. Podczas gdy zasoby internetowe powiązane z ISIS publikują nagrania strzelanin i ścięć w Crocusie. Tymczasem poszukiwany na całym świecie polityczny agent Małofiejew, finansista szowinistycznego serwisu informacyjnego Cargrad, zapewnia, że "masakra rosyjskich cywilów została zorganizowana i sfinansowana przez CIA i ukraińskie służby bezpieczeństwa".

Podczas gdy Cargrad histerycznie obwinia urzędników za "handel hurtowy i detaliczny ojczyzną, inni eksperci zadają trudne pytania.

Wśród nich jest ekspert wojskowy Siergiej Auslender: "Dlaczego służby specjalne już opublikowały wideo z przesłuchania terrorysty, który nie wygląda bardziej na terrorystę niż ja wyglądam jak Mike Tyson? Z operacyjnego punktu widzenia jest to całkowicie niedopuszczalne. Teraz wszyscy zleceniodawcy terrorystów wiedzą, kto został złapany i mają czas, by zniknąć".

Jak to się stało, że strzelcy nie zmienili samochodu? Przecież wszystko na obwodnicy Moskwy jest pokryte kamerami. Rozpoznanie kogoś zajmuje 20 min. Gdyby zostali przekazani do najbliższego punktu kontrolnego, nie przejechaliby dalej. Zwłaszcza że wieczorem wszędzie są straszne korki. Jak więc tak łatwo przelecieli aż do obwodu briańskiego — 350 km dalej?

"Nie ma sensu nawet mówić o "oknie" na granicy z Ukrainą, gdzie jest teraz więcej wojska i wszelkiego rodzaju organów ścigania niż drzew. O wiele łatwiej byłoby przenieść się na wschód, gdzie granica z Kazachstanem jest całkowicie dziurawa i upierdliwa" — uważa Auslender.

Jak to się stało, że pracownicy migrujący z Azji Środkowej, którzy nie mówią po rosyjsku, ale mają rosyjskie obywatelstwo, za namową tajemniczych "mentorów" zabili dziesiątki ludzi i spalili Crocus bez przeszkolenia, a służby specjalne Federacji Rosyjskiej ich nie powstrzymały?

Dlaczego niektóre władze dały im rosyjskie paszporty, mimo że nie mówią po rosyjsku? A może nie było żadnych paszportów, jak napisała 24 marca gazeta "Izwiestia" i kilka innych publikacji?

Przy okazji wspomniano o "możliwym udziale nie tylko ukraińskich, ale i zachodnich służb specjalnych w tragedii", "broni dostarczonej prawdopodobnie z terytorium Ukrainy lub ze strefy specjalnej operacji wojskowej" i "rekrutach", którzy mogli zostać "wynajęci przez ukraińskich nazistów". W ten sposób niejasne dotąd emocje wielu konsumentów informacji otrzymują jasny kierunek, zamieniając podejrzenia w oskarżenia.

Ale co w tym takiego skomplikowanego? Nic — zwłaszcza po słowach kremlowskiego propagandzisty Sołowiowa, że za atakiem stoją "nie islamiści, a służby specjalne Ukrainy". I propagandzistki Simonjan, według której "to nie ISIS, to chochły [pogardliwe określenie Ukraińców]." Przekształcenie Ukrainy w irracjonalne zło jest dobrze znaną, dobrze znaną fabułą. A teraz dzielni chłopcy w rosyjskiej armii piszą na bombach: "Za Crocusa", a Aleksander Dugin na swoim kanale Telegram szuka w spalonym centrum handlowym śladów Mosadu.

Oczywiste jest, że słowa takie jak "prawdopodobnie" i "być może" giną w powodzi oskarżeń, podobnie jak pytania: dlaczego siły bezpieczeństwa przybyły na miejsce masakry dopiero godzinę później, podczas gdy policja uciekła, gdy tylko rozpoczęła się strzelanina?

Dlaczego po ataku terrorystycznym okazało się, że pomimo zapewnień właścicieli Crocusa większość wentylacji pożarowej została wyłączona, a wiele hydrantów nie działało?

Dlaczego służby specjalne Federacji Rosyjskiej i inne władze nie posłuchały ostrzeżeń zagranicznych partnerów?

onet.pl/The Moscow Times