czwartek, 22 lutego 2024



W ciągu ostatniego miesiąca na Ukrainie odnotowano dwa ataki na przedstawicieli mediów krytycznych wobec władzy, a organy ścigania wciąż w pełni nie wyjaśniły ich okoliczności. 14 stycznia grupa pięciu mężczyzn próbowała włamać się do mieszkania dziennikarza śledczego Jurija Nikołowa, który w styczniu 2023 r. ujawnił aferę korupcyjną w resorcie obrony (zob. Ukraina: seria dymisji z korupcją w tle). Sprawcy na drzwiach jego domu umieścili napisy nazywające go „zdrajcą”, „prowokatorem” oraz „uchylantem” (termin używany do określenia osób, które unikają mobilizacji). Z kolei 16 stycznia w Internecie pojawiły się nagrania ukazujące, jak pracownicy serwisu śledczego Bihus.Info piją alkohol i zażywają narkotyki podczas zabawy sylwestrowej. Dwa dni wcześniej redakcja tego portalu opublikowała artykuł oskarżający bliskie otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o tworzenie wokół niego bańki informacyjnej. Oba zdarzenia wywołały na Ukrainie krytykę ze strony opozycji oraz środowisk dziennikarskich. Mer Kijowa Witalij Kliczko zarzucił władzom niszczenie demokracji, a parlamentarna komisja ds. wolności słowa wezwała Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) do znalezienia i ukarania sprawców. Organizacje dziennikarzy wskazały, że presja na media zaczyna przypominać czasy byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Aby ograniczyć straty wizerunkowe, 17 stycznia Zełenski oznajmił, że wywieranie jakichkolwiek nacisków na media jest niedopuszczalne i polecił SBU zbadanie okoliczności incydentów. 

Cztery dni później dwóch podejrzanych o próbę włamania do mieszkania Nikołowa przyznało, że najście na jego dom uzgodnili z osobą, która powoływała się na powiązania z SBU. 5 lutego serwis Bihus.Info opublikował rezultaty własnego śledztwa dotyczącego inwigilacji swoich dziennikarzy: na podstawie nagrań z monitoringu część sprawców zidentyfikowano jako funkcjonariuszy SBU. 31 stycznia prezydent zdymisjonował kierującego nimi dyrektora jednego z departamentów Romana Semenczenkę. Odpowiedzialność za aferę wziął na siebie szef SBU Wasyl Maluk, który tłumaczył, że funkcjonariusze prowadzili działania na rzecz ujawnienia osób posiadających bądź rozprowadzających narkotyki, dopuścili się jednak nieuprawnionego opublikowania materiałów z obserwacji.

osw.waw.pl


Siły rosyjskie niemal po raz pierwszy od ponad półtora roku kampanii na Ukrainie prowadzą spójną, wieloosiową operację ofensywną w dążeniu do ważnego operacyjnie celu. Perspektywy tej ofensywy w sektorze Charków-Ługańsk nie są jasne, ale jej projekt i wstępne wykonanie wskazują na zauważalne zmiany w rosyjskim podejściu na szczeblu operacyjnym. Rosyjskie wysiłki mające na celu  przejęcie  stosunkowo małych miast i wsi we wschodniej Ukrainie od wiosny 2022 roku generalnie nie zapewniły istotnych operacyjnie celów, chociaż te rosyjskie operacje doprowadziły do ​​walk na dużą skalę i znacznych strat ukraińskich i rosyjskich. Siły rosyjskie prawdopodobnie realizowały podczas ofensywy zima-wiosna 2023 cele o większym znaczeniu operacyjnym, ale wysiłek ten został źle zaprojektowany i wykonany, a brak znaczących postępów uniemożliwia wyciągnięcie jednoznacznych wniosków na temat zamierzonych celów. Do tej pory rosyjskie ofensywy albo skupiały duże masy żołnierzy przeciwko pojedynczym celom (takim jak Bachmut i Awdijewka), albo składały się z wielokrotnych ataków wzdłuż osi natarcia, które były zbyt odległe, aby mogły się wzajemnie wspierać i/lub rozbieżne. Z kolei obecna rosyjska ofensywa w sektorze Charków-Ługańsk obejmuje ataki na czterech równoległych osiach, które wzajemnie się wspierają w dążeniu do wielu celów, które łącznie prawdopodobnie wygenerowałyby znaczące zyski operacyjne. Warto dokładnie rozważyć projekt tej ofensywnej operacji, niezależnie od jej wyniku, jako możliwy przykład zdolności rosyjskiego dowództwa do wyciągania wniosków z poprzednich niepowodzeń na poziomie operacyjnym i poprawiania ich. Nie wydaje się jednak, aby rosyjskie wyniki taktyczne w tym sektorze uległy istotnej poprawie w porównaniu z wcześniejszymi rosyjskimi niedociągnięciami taktycznymi, co może równie dobrze doprowadzić do ogólnej porażki nawet tego lepiej zaprojektowanego przedsięwzięcia.

understandingwar.org

środa, 21 lutego 2024



"Sytuację pogarszają dumpingowe wręcz ceny rosyjskiej pszenicy" - pisze wrp.pl. Z kolei RMF FM informuje o funduszach spekulacyjnych, które grają na dalszą przecenę. Niskie ceny wynikają też z nadprodukcji zboża w Europie. Nadwyżki zboża ma Rosja, a eksport chce prowadzić Ukraina, która nie może sprzedawać tyle, ile by chciała do krajów afrykańskich. Te mają problemy finansowe i za zboże nie mogą płacić już więcej. To z kolei poskutkowało wojną cenową między Rosją, Ukrainą i krajami UE, której efektem są dramatycznie niskie ceny zboża. 

Ale skąd w ogóle na rynku wzięły się nadwyżki zboża? Tę kwestię, jak i całe zamieszanie ze zbożem wytłumaczył politolog Miłosz Wiatrowski-Bujacz na swoim instagramowym koncie milosz.miedzy.innymi. Według eksperta Rosja przez europejskie embargo miała nadwyżki gazu, które przeznaczyła na produkcję tanich nawozów i "radykalne" zwiększenie swojego eksportu produktów rolnych. Przez to tanie rosyjskiej zboże zalało cały świat, co pociągnęło za sobą spadek cen. Polscy rolnicy z kolei mieli nadwyżki, bo za namową ministra rolnictwa za rządów PiS nie sprzedawali swoich zapasów. Henryk Kowalczyk zapewniał ich bowiem, że ceny zboża wzrosną. To natomiast jeszcze bardziej spotęgowało problemy z nadwyżkami zboża w Polsce. 

gazeta.pl


Jak wynika z raportu IEEFA, zapotrzebowanie na gaz ziemny w Europie spadło o 20 proc. od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. W 2023 r. kraje europejskie zużyły w sumie 452 mld m sześc. tego paliwa i jest to poziom najniższy od 10 lat. Największa redukcja popytu w latach 2021-2023 miała miejsce w Niemczech (-17,6 mld m sześc.), Włoszech (-14,4 mld m sześc.) i Wielkiej Brytanii (-14,2 mld m sześc.). Na dalszych miejscach znalazły się: Holandia (-10,9 mld m sześc.), Turcja (-9,7 mld m sześc.), Francja (-8,6 mld m sześc.) i Hiszpania (-4,8 mld m sześc.).

Eksperci tłumaczą, że spadki te są wynikiem kilku czynników. Przede wszystkim po inwazji Rosij na Ukrainę wszystkie kraje podjęły działania w kierunku zwiększenia efektywności energetycznej, by obniżyć swoją zależność od rosyjskich surowców. Do tego doszły rekordowo wysokie ceny gazu, sterowane przez Rosję oraz wysokie temperatury, które obserwowaliśmy w całej Europie.

— Dwa lata po inwazji Rosji na Ukrainę europejski system energetyczny jest bardziej zdywersyfikowany i bardziej odporny. Kryzys został w pewnym stopniu opanowany, środki zwiększające efektywność zostały przyznane, a liczba instalacji odnawialnych źródeł energii i pomp ciepła się zwiększa. Dzięki temu Stary Kontynent jest gotowy do dalszego zmniejszania zapotrzebowania na gaz — komentuje Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w Europie IEEFA.

(...)

Nie tylko Polska, ale także inne kraje europejskie zwiększyły zakupy gazu skroplonego, który może przypływać na Stary Kontynent statkami z różnych stron świata. Z raportu wynika, że od lutego 2022 r. uruchomiono w Europie osiem terminali importowych i rozbudowano cztery istniejące obiekty. Według zapowiedzi do 2030 r. zacznie działać kolejnych 13 projektów.

IEEFA szacuje, że kraje UE wydały ponad 170 mld euro na import LNG w latach 2022 i 2023. Główni eksporterzy tego paliwa do Europy to USA (75,15 mld euro), Rosja (23,84 mld euro) i Katar (23,80 mld euro).

Autorzy raportu podają, że import rosyjskiego LNG w latach 2021-2023 wzrósł o 11 proc. pomimo spadającego zapotrzebowania na gaz. Aż 80 proc. rosyjskiego LNG, które przypłynęło do Europy, trafiło do Hiszpanii, Francji i Belgi. Kraje UE wydały w 2023 r. 8,09 mld euro na zakup gazu skroplonego z Rosji.

Według IEEFA Europa zbliża się do szczytowego zapotrzebowania na LNG. Think tank prognozuje, że popyt na LNG w Europie nieznacznie wzrośnie do 2025 r., a następnie będzie stale spadał do 2030 r. w związku z prognozowanym spadkiem zapotrzebowania na gaz. Eksperci obawiają się więc, że planowane nowe terminale importowe utkną w martwym punkcie.

"Europejskie zapotrzebowanie na LNG nie przekroczy 135 mld m sześc. w 2030 r., pozostawiając potencjalną lukę w wysokości ok. 265-270 mld m sześc. niewykorzystanych mocy" — czytamy w raporcie.

businessinsider.com.pl

wtorek, 20 lutego 2024



Zaskakująco wysoki wzrost przeciętnego wynagrodzenia pozwolił ekonomistom Pekao wysnuć hipotezę, że w efekcie bardzo dużej podwyżki płacy minimalnej w górę mogły pójść w pewnej mierze też te nieco wyższe pensje - tak, aby zaspokoić oczekiwania pracowników zarabiających więcej. To jedno z ważniejszych zjawisk na polskim rynku pracy w ostatnich latach - spłaszczanie siatek płac. Duże podwyżki płacy minimalnej w ostatnich latach sprawiły, że zmniejszały się różnice między osobami zarabiającymi "najniższą krajową" a tymi z trochę wyższymi wynagrodzeniami. Nierzadko zdarza się, że niewykwalifikowani pracownicy mają nieodległe stawki wynagrodzeń od osób, które kwalifikacje mają wyraźnie wyższe - specjalistyczne kursy, wyższe wykształcenie itd. Sporą część z tej - stosując kolarską nomenklaturę - ucieczki w końcu wchłonął peleton. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że o ile w 2021 r. płacę minimalną dostawało około 1,6 mln osób, o tyle w 2024 r. już 3,6 mln. 

(...)

W styczniowych danych padł jeszcze jeden rekord. Otóż gdyby zestawić skok średniego wynagrodzenia o 12,8 proc. rok do roku ze styczniową inflacją 3,9 proc., to okazałoby się, że realny wzrost wyniósł aż 8,6 proc. Tak mocno przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw nie urosło w ujęciu realnym od kwietnia 2008 r. Słowem, średnio rzecz biorąc Polacy tak mocno na swojej pracy nie wzbogacili się pod względem realnej wartości ich zarobków od blisko 16 lat! Jeszcze do niedawna realne wynagrodzenia w Polsce spadały, dziś po tej sytuacji nie tylko nie ma już śladu, ale pensje nadrobiły inflacyjne straty z naddatkiem. Przynajmniej średnio rzecz biorąc, bo jeśli ktoś - odpukać - nie dostał podwyżki przez ostatnie dwa lata, to przez inflację jest "w plecy" o ponad 20 procent.

gazeta.pl

poniedziałek, 19 lutego 2024



Wojna rosyjsko-ukraińska jest najnowszym konfliktem w długiej historii wojen narodowowyzwoleńczych, zapoczątkowanej wojną o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Konflikt ten należy także do długiego szeregu wojen, którym towarzyszył schyłek i rozpad światowych imperiów, poczynając od imperiów hiszpańskiego, otomańskiego i austro-węgierskiego po kolonialne imperia brytyjskie, francuskie, holenderskie, belgijskie i portugalskie. Wiemy, jak zakończyły się te wojny: uzyskaniem politycznej suwerenności przez byłe kolonie z równoczesnym przekształceniem się dawnych imperialnych metropolii w postimperialne państwa narodowe.

Dzięki powstrzymaniu rosyjskiej agresji, mobilizacji sił własnych i połowy świata w obronie suwerenności i terytorialnej integralności Ukraina obroniła swoje dalsze istnienie jako niezależnego państwa, a Ukraińcy pozostali wolnym narodem. Wojna, często określana mianem rosyjskiej wojny na Ukrainie lub wojny Rosji przeciwko Ukrainie, stała się w rzeczywistości wojną rosyjsko-ukraińską, w której siły najeźdźcy natrafiły na opór nie tyle oddziałów partyzanckich, ile silnej regularnej armii. Państwo ukraińskie dowiodło, że jest w stanie przetrwać i funkcjonować w warunkach toczącej się wojny w stopniu, któremu w historii wojen toczonych w XX w. dorównać mogłoby niewiele państw położonych w jej sąsiedztwie.

Wiele wskazuje na to, że naród ukraiński wyjdzie z tej wojny bardziej zjednoczony i bardziej pewny własnej tożsamości niż kiedykolwiek w swojej nowożytnej historii. Co więcej, skuteczny opór stawiony przez Ukrainę rosyjskiej agresji stanie się czynnikiem inicjującym proces budowy rosyjskiego państwa narodowego. Rosja i jej elity nie mają teraz innego wyboru, jak tylko na nowo zdefiniować tożsamość własnego państwa, rozstając się nie tylko z nawiązującą do carskiej przeszłości imperialną ideologią, ale także z anachronicznym modelem rosyjskiego narodu, składającego się z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Płacąc ogromną cenę w postaci zniszczeń materialnych i krwi swoich obywateli, Ukraina kończy epokę rosyjskiej dominacji na znacznym obszarze Europy Wschodniej i rzuca Moskwie wyzwanie dla jej pretensji do prymatu w pozostałej części przestrzeni postradzieckiej.

Konsekwencje wojny rosyjsko-ukraińskiej dały się odczuć w regionach świata odległych od granic byłych posiadłości Romanowów i czerwonych komisarzy. Ukraina przetrwała rosyjską inwazję i obroniła się dzięki bezprecedensowej solidarności społeczności międzynarodowej, która udzieliła rządowi i narodowi ukraińskiemu politycznego, ekonomicznego i militarnego wsparcia na skalę niewidzianą od dekad. Dla wielu przyjaciół Ukrainy jej zmagania z Rosją okazały się nie tylko największą i najbardziej śmiercionośną wojną w Europie od zakończenia II wojny światowej, ale także pierwszym od czasów zwycięstwa nad nazizmem poważnym konfliktem zbrojnym, który w wymiarze moralnym cechuje się niewielką gamą szarości. Wojna rosyjsko-ukraińska jest pierwszą "dobrą wojną" od zakończenia światowego konfliktu z lat 1939–1945, w którym od samego początku było jasne, kto był agresorem, a kto ofiarą, kto był złoczyńcą, a kto bohaterem, i po której stronie chciałoby się być.

Rosyjska agresja na Ukrainę przekształciła się w wojnę dziewiętnastowieczną pod względem ideologicznym, toczoną przy użyciu dwudziestowiecznej taktyki i z wykorzystaniem broni z XXI w.

Jej ideologiczne przesłanki wywodziły się z wizji ekspansji terytorialnej, która charakteryzowała epokę rosyjskiego imperializmu. Jej strategia została przez Kreml zapożyczona z podręczników armii radzieckiej pochodzących z czasów II wojny światowej i okresu powojennego, a jej najważniejszymi cechami jest nie tylko zastosowanie precyzyjnie naprowadzanych pocisków rakietowych, ale także wywiad satelitarny i prowadzona przez obie strony i w różnym zakresie wojna w cyberprzestrzeni. Od samego początku wojna rosyjsko-ukraińska stworzyła dla świata niebezpieczeństwo związane z technologią nuklearną. Zajęcie przez rosyjskie wojska w pierwszych dniach otwartego konfliktu kompleksu nieczynnej elektrowni jądrowej w Czarnobylu i funkcjonującej elektrowni atomowej w Zaporożu stworzyło bezpośrednie zagrożenie skażeniem radioaktywnym dla części Europy i Bliskiego Wschodu, a także stało się wyzwaniem dla zapewnienia bezpieczeństwa instalacji nuklearnych w całym świecie.

Dla wielu obserwatorów rosyjska inwazja na Ukrainę i mobilizacja Zachodu oraz jego sojuszników do walki z agresją przywiodła na myśl skojarzenia z okresem zimnej wojny. Istotnie, wojna rosyjska-ukraińska spowodowała, że odżyły dawne animozje, odrodziły się słabnące sojusze i odnowiły dawne linie podziałów. Leksykon zimnowojennych pojęć i zimnowojenna perspektywa postrzegania sytuacji posłużyły do opisu i zrozumienia nowego globalnego konfliktu. Nie ma jednak wątpliwości, że pomimo licznych historycznych paraleli współczesny świat wkracza w nową erę. Pokojowa dywidenda, która się pojawiła wraz z zakończeniem zimnej wojny, została w ciągu ostatnich 30 lat w pełni rozdysponowana, jeśli nie roztrwoniona. Świat powracał do epoki rywalizacji supermocarstw na skalę niewidzianą od upadku muru berlińskiego w 1989 roku.

Wojna rosyjsko-ukraińska, jak żadne inne wydarzenie, podkopała fundamenty pozimnowojennego porządku, uruchamiając procesy, które mogą doprowadzić do ukształtowania się nowego porządku międzynarodowego.

Jednobiegunowemu światu, zdominowanemu przez Stany Zjednoczone, który zastąpił wcześniejszy radziecko-amerykański dwubiegunowy porządek międzynarodowy, nigdy nie brakowało krytyków i skłonnych do rzucenia mu wyzwania wrogów. Pojawili się oni wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego, ale na pierwszy plan wysunęli się na początku XXI wieku. W ich grupie znalazły się zarówno państwa, jak i pozarządowi aktorzy międzynarodowej sceny politycznej. Radykalny islam, na czele którego stanęli przywódcy wywodzący się z różnych środowisk, począwszy od Al-Kaidy po Państwo Islamskie w Iraku i Lewancie, napędzał bunt przeciwko amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie.

Nacjonalizm w połączeniu z postawami antyzachodnimi i krucjatą na rzecz obrony "tradycyjnych wartości" stworzyły podstawy do otwartego kwestionowania porządku międzynarodowego przez działania coraz bardziej totalitarnej Rosji i subtelne wyzwania rzucane przez nadal komunistyczne Chiny, których przywódcy nauczyli się wprawdzie obracać na swoją korzyść ustalony już porządek, ale mimo to zamierzają zastąpić Stany Zjednoczone w roli jego lidera i strażnika, co pozwoliłoby im określać zasady jego funkcjonowania.

Pożądanym idealnym porządkiem międzynarodowym, którego ukształtowania chcą wszyscy przeciwnicy istniejącego systemu, jest świat wielobiegunowy, oparty nie tyle na zasadzie suwerenności państw, wywodzącej się jeszcze z czasów pokoju westfalskiego [Pokój zawarty w 1648 r. kończący wojnę trzydziestoletnią – przyp. tłum.] , ile na modelu zakładającym istnienie wielkich mocarstw, z których każde ma własną strefę wpływów. Powrót do świata podzielonego na strefy wpływów, który miał się rzekomo ukształtować w 1945 r. na mocy decyzji konferencji jałtańskiej, stał się postulatem zgłaszanym zarówno przez Moskwę, jak i Pekin. Jak na ironię, pogląd głoszący, że na konferencji jałtańskiej ustanowiono strefy wpływów, jest błędny. Podczas obrad tej konferencji prezydent Franklin D. Roosevelt nie tylko odrzucił koncepcję kształtowania porządku światowego opartą na wyznaczaniu stref wpływów, lecz także zakwestionował roszczenia Stalina do sprawowania wyłącznej kontroli nad krajami Europy Wschodniej.

Po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone oparły się temu wyzwaniu, odmawiając uznania przestrzeni poradzieckiej za wyłączną strefę wpływów Rosji oraz Morza Południowochińskiego za akwen kontrolowany przez Chiny. Rosyjska inwazja na Gruzję w 2008 r., a następnie wojna z Ukrainą, która doprowadziła do aneksji Krymu i utworzenia marionetkowych państewek w ukraińskim regionie Donbasu, spowodowały przeobrażenie czysto dyplomatycznego i ekonomicznego konfliktu Rosji z Zachodem w konflikt militarny. Stany Zjednoczone nie od razu zareagowały adekwatnie do zagrożenia, ponieważ były zbyt zajęte prowadzeniem wojen na Bliskim Wschodzie lub próbami wycofania się z nich i jedynym środkiem, jakiego mogły użyć, by przeciwstawić się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję ustalonemu porządkowi międzynarodowemu, były sankcje ekonomiczne.

Fatalnie przeprowadzone wycofanie sił amerykańskich z Afganistanu w 2021 r. wpłynęło na wykreowanie obrazu Stanów Zjednoczonych jako państwa niezdecydowanego i znacznie osłabionego, co zachęciło Putina do użycia siły przeciwko Ukrainie. Jednak wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu umożliwiło Stanom Zjednoczonym podjęcie rękawicy rzuconej przez Rosję. Zakrojona na wielką skalę inwazja Putina na Ukrainę w lutym 2022 r. i co ważniejsze, zacięty opór Ukraińców dały Amerykanom czas i możliwość zmobilizowania własnych i międzynarodowych zasobów do przeciwstawienia się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję nie tylko przy użyciu znacznie bardziej restrykcyjnych sankcji, ale również poprzez udzielenie wsparcia militarnego Ukrainie.

Amerykańska reakcja na agresję Rosji na Ukrainę wykazała, że Stany Zjednoczone dzięki użyciu instrumentów finansowych oraz ekonomicznych nadal są w stanie utrzymać dominującą pozycję w świecie poprzez ożywienie istniejących sojuszy, tworzenie nowych, jak również poprzez zapobieganie tworzeniu się sojuszy konkurencyjnych. Do walki z rosyjską agresją udało się Waszyngtonowi stworzyć groźną koalicję, wykorzystując w tym celu wsparcie ze strony Wielkiej Brytanii oraz państw wschodniej flanki NATO, z Polską na czele. Koalicja ta zdołała nakłonić do przyłączenia się do wspólnego wysiłku na rzecz powstrzymania Rosji nawet państwa tradycyjnie niechętne polityce antyrosyjskiej, w tym przede wszystkim Niemcy, Francję i Włochy. Decyzja Finlandii i Szwecji o ubieganie się o członkostwo w NATO umocniła wpływy amerykańskie w Europie, które stały się silniejsze niż przed wybuchem wojny.

Wojna z Ukrainą pogrzebała nadzieje Rosji na uzyskanie statusu jednego z globalnych ośrodków nowego wielobiegunowego świata, którego wizje od lat dziewięćdziesiątych snuli rosyjscy politycy i dyplomaci. Ujawniła ona słabości nie tylko przereklamowanej rosyjskiej armii, ale również ekonomicznego potencjału państwa.

W tym kontekście decyzja Finlandii i Szwecji o przystąpieniu do NATO jawi nam się nie tylko jako reakcja na zagrożenie z strony zbrodniczego reżimu Putina, ale również jako wyraz uświadomienia sobie, że znacznie osłabiona Rosja nie jest w stanie przeciwstawić się ich działaniom.

Z drugiej strony, Rosja pozostała bez sojuszników. Rosjanom udało się zmusić białoruskiego autorytarnego przywódcę Aleksandra Łukaszenkę, którego w 2020 r. uratowali przed buntem własnego narodu, by udostępnił rosyjskim wojskom terytorium swojego państwa do ataku na Ukrainę, ale nie udało się im go przekonać do przystąpienia do wojny. Jeszcze mniejsze wsparcie Putin uzyskał ze strony państw członków Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, sojuszu wojskowego pod przywództwem Rosji, składającego się z byłych republik radzieckich: Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Poza obszarem byłego Związku Radzieckiego głównym dyplomatycznym osiągnięciem Rosji było zawarcie sojuszu z Iranem i uzyskanie neutralności Turcji, która, korzystając z okazji, jaką stanowiła dla niej izolacja i osłabienie Rosji, ugruntowała swoją pozycję regionalnego mocarstwa i zasięg wpływów wykraczający poza obszar Bliskiego Wschodu.

Chiny nałożyły ograniczenia na umowę o "nieograniczonej" współpracy z Rosją w ciągu kilku tygodni od jej podpisania. Władze w Pekinie, mimo że w publicznych oświadczeniach deklarowały, iż podzielają obawy Rosji w związku z postawą NATO w Europie, udzieliły Rosji jedynie ograniczonego wsparcia politycznego oraz ekonomicznego i według najlepszej aktualnej wiedzy nie zapewniły jej żadnego wsparcia militarnego. Taka postawa umożliwiła Chinom dalsze czerpanie korzyści z istniejącego porządku międzynarodowego i unikanie finansowych i ekonomicznych sankcji amerykańskich, które mogłyby zakłócić międzynarodowy handel i zaszkodzić chińskiej gospodarce. Chiny nie mogły nie niepokoić się oczywistą słabością rosyjskiego partnera, ale jeszcze bardziej niepokoił je zdecydowany powrót Stanów Zjednoczonych na arenę międzynarodową oraz nowy duch jedności, który się pojawił w relacjach pomiędzy państwami członkowskimi UE oraz pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i UE. Chiny, jak żadne inne państwo, uzyskały teraz najdogodniejszą możliwość, aby stać się największym beneficjentem wojny toczącej się w Ukrainie i wrogości między Rosją i Zachodem, którą stworzył ten konflikt.

Wojna rosyjsko-ukraińska wzniosła polityczny i ekonomiczny "chiński mur" między Europą i Rosją, który stawał się coraz wyższy, w miarę jak Stany Zjednoczone i Unia Europejska coraz bardziej odwracały się od importu rosyjskiej ropy i gazu. Chiny natychmiast zaczęły czerpać korzyści ekonomiczne, jakie niosła ze sobą zapoczątkowana przez państwa europejskie polityka dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych i reorientacja rosyjskiego eksportu tych surowców na wschód. Korzyści z tej zmiany stały się jeszcze większe, gdy Rosja, dążąc do pozyskania chińskiego rynku, z którego wpływy miały zastąpić utracone dochody w Europie, znalazła się w trudnym położeniu do wynegocjowania korzystnych dla siebie cen ropy i gazu. W ten sposób Chiny nie zyskają silnego rosyjskiego sojusznika w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale będą miały dostęp do taniej ropy i gazu, co tę rywalizację będzie napędzać.

Biorąc pod uwagę prawdopodobne geopolityczne osłabienie Rosji, o ile nie możliwość implozji, i jej rosnące uzależnienie od rynków wschodnich, jak również narastające zbliżenie między Europą i Stanami Zjednoczonymi, wojna na Ukrainie przyczyniła się do polaryzacji układu sił politycznych w świecie spowodowanej rywalizacją dwóch supermocarstw, Stanów Zjednoczonych i Chin, oraz grupujących się wokół nich dwóch obozów państw. W tym układzie Zachód odbudowuje swój sojusz z okresu zimnej wojny, wzmocniony obecnie przez nowych członków z Europy Wschodniej, kraje bałtyckie i skandynawskie, podczas gdy na Wschodzie pojawiła się tendencja do odradzania się chińsko-rosyjskiego sojuszu z lat pięćdziesiątych XX wieku, najbardziej niebezpiecznego etapu zimnej wojny.

W tej odradzającej się konfiguracji, po stronie Zachodu przywódczą rolę nadal odgrywają Stany Zjednoczone, natomiast po stronie Wschodu doszło do istotnej zmiany – przywództwo przeszło obecnie w ręce Chin, Rosja zaś stała się uboższym i bardziej nierozważnym członkiem sojuszu, wchodząc w rolę, w której niegdyś występował jej chiński sojusznik. W tej sytuacji Ukraina staje się na mapie nowymi Niemcami z okresu zimnej wojny. Jej terytorium jest podzielone nie tylko pomiędzy dwa państwa, ale pomiędzy dwie globalne strefy wpływów i dwa bloki ekonomiczne. I tak jak w przeszłości część państw pozostaje poza tymi dwoma blokami.

Wśród nich na wyróżnienie zasługują zwłaszcza Indie, które na razie zachowują status państwa niezaangażowanego, ale biorąc pod uwagę ich trudne stosunki z Chinami, w przyszłości najprawdopodobniej będą zmuszone do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Istnieją wyraźne oznaki tego, że odwrócenie się Rosji od Zachodu nie jest przejściowym zjawiskiem. Jeśli się jednak weźmie pod uwagę niepewność, jaką nacechowane są stosunki Rosji z jednej strony z Europą i Stanami Zjednoczonymi, a z drugiej z Chinami, to trudno jest stwierdzić, czy jest to trwały trend, czy też stan przejściowy. Stosunki rosyjsko-chińskie w okresie zimnej wojny nie były ani proste, ani łatwe, ich charakter wahał się w przedziale od bliskiego sojuszu na początku lat pięćdziesiątych XX w., poprzez okres konfrontacji w latach sześćdziesiątych, kiedy to ZSRR groził Chinom atakiem z użyciem broni jądrowej, po nawiązanie specjalnych stosunków między Ameryką i Chinami w latach siedemdziesiątych.

Rywalizacja technologiczna między Rosją i Chinami, współzawodnictwo obu krajów o wpływy w Azji Centralnej, nigdy niezapomniane przez Chiny roszczenia do części rosyjskiej Syberii, w połączeniu z napływem chińskich obywateli na te rzadko zamieszkane 473 obszary, zapowiadają możliwość wystąpienia w przyszłości tarć, a nawet wybuchu konfliktu między oboma mocarstwami. Ale niezależnie od tego, czy Rosja ostatecznie opowie się po stronie jednego z wyłaniających się ośrodków mocarstwowości, czy drugiego, ogólny trend zmian zmierzających w kierunku ukształtowania się dwubiegunowego porządku świata prawdopodobnie nie ulegnie zmianie.

Światowy porządek opierający się na dominacji Stanów Zjednoczonych, który funkcjonował rankiem 24 lutego 2022 r., kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę, przetrwał okres naporu agresora, ale przedłużająca się wojna rosyjsko-ukraińska wykazała, jak nigdy wcześniej, że istnieje nieuchronna tendencja do jego transformacji. Zamiast jednak świata wielobiegunowego, na który miała nadzieję Rosja, konflikt na Ukrainie wydaje się zapowiadać powrót do świata dwubiegunowego, podobnego do tego, jaki istniał w okresie zimnej wojny, aczkolwiek tym razem jego ośrodkami nie będą Waszyngton i Moskwa, lecz Waszyngton i Pekin.

Serhij Plokhy "Rosja-Ukraina. Największy konflikt XXI wieku"

niedziela, 18 lutego 2024



Pod osłoną dronów, komandosów i elitarnej 3. Brygady Szturmowej, 110. Brygada Zmechanizowana armii ukraińskiej wycofała się w piątek z Awdijiwki tym samym kończąc brutalną czteromiesięczną bitwę o ruiny miasta

Obrona Awdijiwki przez 110. Brygadę mogła kosztować ją większość jej przedwojennych sił liczących około 2 tys. osób. Jednak rosyjską armię kosztowała znacznie więcej.

W szturmie na Awdijiwkę, przemysłowe miasto osiem kilometrów na północny zachód od okupowanego przez Rosjan Doniecka, wzięło udział nie mniej niż 12 brygad z rosyjskich 2. i 41. połączonych armii.

Wygląda na to, że większość z tych brygad straciła przeważającą część swoich ludzi. W sumie rosyjskie ofiary — zabici i ranni — w Awdijiwce i okolicach mogą przekroczyć 30 tys. osób. W końcu, według amerykańskich analityków, 13 tys. Rosjan zostało zabitych lub rannych wokół miasta w ciągu zaledwie pierwszych sześciu tygodni 16-tygodniowej bitwy.

Wiele wskazuje na to, że wycofujący się Ukraińcy mogli oddać ostatnie poważne strzały w bitwie, celując w trzy rosyjskie myśliwce bombardujące, które najwyraźniej szykowały się do nalotu bombowego na ukraińską 110. Brygadę i sąsiednie jednostki.

Gdy na początku soboty niedobitki 110. Brygady uciekały na zachód, mijając jednostki osłaniające na skraju Awdijiwki, bateria rakiet ukraińskich sił powietrznych zestrzeliła co najmniej jeden — a prawdopodobnie kilka — rosyjskich myśliwców bombardujących Suchoj 100 km na wschód od Awdijiwki.

Na nagraniu widać tylko jeden z rosyjskich samolotów rozbijających się w pobliżu miasta Dyakove. Jednak dowódca ukraińskich sił powietrznych gen. broni Mykoła Oleszczuk twierdzi, że jego oddziały zestrzeliły trzy samoloty: jednoosobowy Sukohi Su-35 i dwa dwuosobowe Su-34.

Aby udowodnić rzekome zestrzelenia, Oleszczuk opublikował zrzut ekranu cyfrowej mapy wyświetlającej awaryjne radiolatarnie czterech rosyjskich lotników, którzy prawdopodobnie katapultowali się ze swoich uszkodzonych samolotów. "Jak widać, system działa!" napisał Oleszczuk.

Dla Ukraińców, którzy przeżyli kampanię w Awdijiwce, zestrzelenia miały wymiar osobisty. Rosyjskie Suchoje bezlitośnie bombardowały 110. Brygadę przez wiele tygodni. Odrzutowce zbliżały się do Awdijiwki od wschodu, wznosiły się wysoko i — z odległości 40 km — zrzucały naprowadzane satelitarnie bomby KAB. Niektóre z nich ważyły półtorej tony.

"Według różnych szacunków, od 37 do 42 bomb KAB zostało zrzuconych na Awdijiwkę w ciągu jednego dnia w tym tygodniu" - poinformowała 15 lutego ukraińska grupa analityczna Frontelligence Insight. "Pomimo swojej niedokładności, te wysoce niszczycielskie bomby powodują rozległe szkody ze względu na swój ładunek wybuchowy, prowadząc do uszkodzenia lub zniszczenia pobliskich budynków".

"Avdiivka to kraina KAB", napisał żołnierz 3. Brygady Szturmowej Egor Sugar. "Wygląda na to, że jest to największa liczba bomb lotniczych na takim kawałku ziemi w całym okresie istnienia ludzkości"

onet.pl/Forbes

Najpierw kilka słów o epizodzie z Borysem Nadieżdinem. Można założyć, że odpowiedzialni za przeprowadzenie „wyborów” urzędnicy Kremla dopuścili na wstępnym etapie polityka spoza grupy trzymającej władzę, aby uwiarygodnić przekaz o rzeczywistej alternatywie dla Putina. Bez akceptacji ludzi zawiadujących przygotowaniami do marcowego spektaklu nikt nie może się samodzielnie wspiąć na scenę. 

Na samym początku kampanii przekonała się o tym regionalna aktywistka i dziennikarka Jekatierina Duncowa. Po tym jak wygłosiła kilka słów krytyki pod adresem Putina i jego agresywnej polityki, ujęła się za niesłusznie skazanymi opozycjonistami i oznajmiła, że jest przeciwko wojnie, została wezwana do prokuratury, a konto, na którym chciała gromadzić pieniądze na kampanię, zostało zablokowane. Już w grudniu 2023 r. Centralna Komisja Wyborcza (CKW) oznajmiła, że złożone przez Duncową dokumenty zawierają liczne błędy, i odmówiła zgody na rejestrację, nie dopuszczając jej tym samym nawet do zbierania podpisów. Prokremlowskie tuby propagandowe hałaśliwie obszczekały Duncową, a posądzenie jej (bez żadnych dowodów) o korzystanie z pomocy finansowej emigracyjnego opozycjonisty i miliardera Michaiła Chodorkowskiego ostatecznie przypieczętowało los śmiałej kandydatki. I Duncowa zniknęła ze sceny. (...)

Nadieżdin wszedł do gry miękko, bez ostrych wypowiedzi. Ale nawet niekonfrontacyjne sformułowania dotyczące chęci zakończenia wojny w Ukrainie czy uwolnienia opozycjonistów siedzących w łagrach wystarczyły, by zaktywizować tę część elektoratu, która nie chce głosować na Putina. Pod sztabami Nadieżdina ustawiły się długie kolejki ludzi pragnących złożyć podpis na listach poparcia (na marginesie: kolejek pod sztabami Putina nikt na oczy nie widział; do CKW przywieziono pudła zawierające podobno 2 mln podpisów, niektórzy spekulowali, że pudła były puste).

Zdjęcia kolejek „za Nadieżdina” trafiły nie tylko do rosyjskich, ale i światowych mediów i ożywiły zainteresowanie nudnym oficjalnym przedstawieniem. Popularność polityka rosła, on sam z każdym dniem się rozkręcał – m.in. udzielał wywiadów, w których opowiadał się za zakończeniem wojny. Zebrał ponad 200 tys. podpisów w całym kraju. Do rejestracji w charakterze kandydata wystarczy 100 tys. i tyle ich złożono. Przy dopuszczalnym limicie 5 proc. nieważnych podpisów CKW zakwestionowała 15 proc., czasem pod mocno naciąganymi powodami. Np. literówka w nazwie miasta Rostów nad Domem (zamiast Donem) wystarczyła, aby taki podpis wyeliminować.

Klamka zapadła: Nadieżdin nie wystartuje. Decydenci odpowiedzialni za bezkolizyjny przebieg „wyborów” wolą nie ryzykować – ranking niszowego polityka zaczął zbyt szybko i zbyt niepokojąco rosnąć. Zamawiane przez jego sztab sondaże dawały mu nawet 10 proc. poparcia. Pozostali kandydaci nie stanowią zagrożenia dla założonych w planie 80 proc. dla Putina.

(...)

Kto zajmie opuszczone przez Nadieżdina miejsce „tego drugiego”? 10 lutego związana z Kremlem sondażownia WCIOM opublikowała pierwszy ranking kandydatów: listę otwiera Władimir Putin z 75-procentowym poparciem, na drugim miejscu znajduje się Władisław Dawankow z partii Nowi Ludzie z 5-procentowym poparciem, dwie pozostałe pozycje zajęli bezbarwni koncesjonowani kandydaci z ramienia Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (Leonid Słucki) i Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (Nikołaj Charitonow) – po 4 procent.

tygodnikpowszechny.pl

sobota, 17 lutego 2024


Jeśli Putin zwracał się do amerykańskich, a konkretniej republikańskich elit, to co miał im ciekawego do powiedzenia? W dużym skrócie Putin stwierdził, że są pewne procesy naturalne jak to, że słońce świeci. I takim procesem jest wybijanie się różnych krajów – na przykład zrzeszonych w BRICS – z ich ludzkim i gospodarczym potencjałem oraz ich aspiracje do odpowiadającego ich ambicjom statusu międzynarodowego. Polityka USA jest głupia, krótkowzroczna, może Stany nie najgorzej sobie radzą gospodarczo w ostatnich latach, ale dolar jako waluta międzynarodowych rozliczeń to porażka, zresztą wystarczy spojrzeć na Rosję, która w minionym roku miała najlepsze w Europie wskaźniki gospodarcze mimo sankcji i restrykcji. Czas amerykańskiej dominacji się kończy, pytanie do tamtejszych elit brzmi zatem, czy chcą twardego, czy miękkiego lądowania? Rosja może pomóc z miękkim, jest gotowa na dialog. Po prostu idźcie po rozum do głowy, zacznijcie szanować nasz kraj i nasze interesy.

(...)

Ale nie, Putin uważa, że Rosja przyszłość już wygrała, a USA ją przegrały, więc nie potrzebuje mizdrzyć się do Trumpa, ograniczając się tylko do stwierdzenia, że owszem, zna go. Dużo wylewniejszy był wobec Georga W. Busha, a kiedy ostatni raz rozmawiał z Bidenem, nawet nie pamięta. Carlsona, Amerykanina z krwi i kości, zaskoczyło, że ktoś może nie pamiętać rozmowy z samym prezydentem USA, ale Putin z uśmiechem odparł, że ma dużo spraw na głowie, nie o wszystkim musi pamiętać.

krytykapolityczna.pl

W Rosji, owszem, giną ludzie, którzy nie wywodzą się z kręgu opozycji, ale są to co najwyżej menadżerowie zarządzający majątkiem elity. Rosyjska elita władzy jest tak silnie powiązana więzami biznesowymi, rodzinnymi, zawodowymi i koleżeńskimi, że mordowanie — tak jak to czynił Stalin w stosunku do swoich współpracowników — ludzi z kręgu jest de facto wykluczone. Putin jest mordercą, ale ani nie morduje na taką skalę jak Stalin, ani nie ma też takiej swobody w mordowaniu jak Stalin. Takich jak Aleksiej Nawalny mordować oczywiście może, bo ich los nikogo w elicie nie obchodzi.

Inaczej niż Stalin Putin musi co jakiś czas przeprowadzać — będące oczywiście całkowitą fikcją — ale jednak pro forma odbywające się — wybory. Śmierć Nawalnego to swego rodzaju baner reklamowy w ramach kampanii wyborczej, w której Putin musiał przypomnieć ludowi i elicie, kto jest carem (Stalin przypominać nie musiał).

onet.pl

Były prezydent USA Donald Trump musi zapłacić 354,9 mln dolarów kary za zawyżenie swojego majątku w celu wprowadzenia w błąd pożyczkodawców - orzekł w piątek nowojorski sąd. Na Trumpa został też nałożony trzyletni zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w korporacjach działających w Nowym Jorku.

W akcie oskarżenia przeciwko Donaldowi Trumpowi i jego firmom stwierdzono, że polityk miał zawyżać majątek netto o 3,6 miliarda dolarów rocznie przez dekadę. Miało to na celu oszukanie bankierów, którzy mieli w ten sposób oferować lepsze warunki pożyczki. Oprócz byłego prezydenta USA, na ławie oskarżonych zasiedli jego dwaj synowie: Don Junior i Eric. Na nich sąd nałożył kary w wysokości po 4 mln dolarów.

Jak wskazuje Reuters, sędzia Arthur Engoron stwierdził w orzeczeniu, że Donald Trump i inne osoby oskarżone w tej sprawie "nie potrafią przyznać się do błędu, jaki popełniły". "Ich całkowity brak skruchy i wyrzutów sumienia graniczy z patologią" - dodał. Agencja przypomina też, że podczas składania zeznań w listopadzie Trump przyznał, że wartości niektórych jego nieruchomości były niezgodne z rzeczywistością. Zaznaczał jednak, że to banki powinny być bardziej staranne.

"Ten werdykt jest oczywistą niesprawiedliwością - prostą i oczywistą. Jest to kulminacja wieloletniego, podsycanego politycznie polowania na czarownice, którego celem było 'pokonanie Donalda Trumpa'. (...) Niezliczone godziny zeznań dowiodły, że nie było żadnego wykroczenia, żadnego przestępstwa i żadnej ofiary" - skomentowała na portalu X Alina Habba, prawniczka Donalda Trumpa. Jednocześnie wyraziła nadzieję, że sąd apelacyjny uchyli ten wyrok.

"Pozwólcie, że wyjaśnię jedną rzecz: nie chodzi tylko o Donalda Trumpa - jeśli ta decyzja się utrzyma, będzie to sygnał dla każdego Amerykanina, że Nowy Jork nie jest już otwarty dla biznesu" - podkreślała Habba.

Były prezydent USA Donald Trump musi zapłacić 354,9 mln dolarów kary za zawyżenie swojego majątku w celu wprowadzenia w błąd pożyczkodawców - orzekł w piątek nowojorski sąd. Na Trumpa został też nałożony trzyletni zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w korporacjach działających w Nowym Jorku.

gazeta.pl/IAR