poniedziałek, 19 lutego 2024



Wojna rosyjsko-ukraińska jest najnowszym konfliktem w długiej historii wojen narodowowyzwoleńczych, zapoczątkowanej wojną o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Konflikt ten należy także do długiego szeregu wojen, którym towarzyszył schyłek i rozpad światowych imperiów, poczynając od imperiów hiszpańskiego, otomańskiego i austro-węgierskiego po kolonialne imperia brytyjskie, francuskie, holenderskie, belgijskie i portugalskie. Wiemy, jak zakończyły się te wojny: uzyskaniem politycznej suwerenności przez byłe kolonie z równoczesnym przekształceniem się dawnych imperialnych metropolii w postimperialne państwa narodowe.

Dzięki powstrzymaniu rosyjskiej agresji, mobilizacji sił własnych i połowy świata w obronie suwerenności i terytorialnej integralności Ukraina obroniła swoje dalsze istnienie jako niezależnego państwa, a Ukraińcy pozostali wolnym narodem. Wojna, często określana mianem rosyjskiej wojny na Ukrainie lub wojny Rosji przeciwko Ukrainie, stała się w rzeczywistości wojną rosyjsko-ukraińską, w której siły najeźdźcy natrafiły na opór nie tyle oddziałów partyzanckich, ile silnej regularnej armii. Państwo ukraińskie dowiodło, że jest w stanie przetrwać i funkcjonować w warunkach toczącej się wojny w stopniu, któremu w historii wojen toczonych w XX w. dorównać mogłoby niewiele państw położonych w jej sąsiedztwie.

Wiele wskazuje na to, że naród ukraiński wyjdzie z tej wojny bardziej zjednoczony i bardziej pewny własnej tożsamości niż kiedykolwiek w swojej nowożytnej historii. Co więcej, skuteczny opór stawiony przez Ukrainę rosyjskiej agresji stanie się czynnikiem inicjującym proces budowy rosyjskiego państwa narodowego. Rosja i jej elity nie mają teraz innego wyboru, jak tylko na nowo zdefiniować tożsamość własnego państwa, rozstając się nie tylko z nawiązującą do carskiej przeszłości imperialną ideologią, ale także z anachronicznym modelem rosyjskiego narodu, składającego się z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Płacąc ogromną cenę w postaci zniszczeń materialnych i krwi swoich obywateli, Ukraina kończy epokę rosyjskiej dominacji na znacznym obszarze Europy Wschodniej i rzuca Moskwie wyzwanie dla jej pretensji do prymatu w pozostałej części przestrzeni postradzieckiej.

Konsekwencje wojny rosyjsko-ukraińskiej dały się odczuć w regionach świata odległych od granic byłych posiadłości Romanowów i czerwonych komisarzy. Ukraina przetrwała rosyjską inwazję i obroniła się dzięki bezprecedensowej solidarności społeczności międzynarodowej, która udzieliła rządowi i narodowi ukraińskiemu politycznego, ekonomicznego i militarnego wsparcia na skalę niewidzianą od dekad. Dla wielu przyjaciół Ukrainy jej zmagania z Rosją okazały się nie tylko największą i najbardziej śmiercionośną wojną w Europie od zakończenia II wojny światowej, ale także pierwszym od czasów zwycięstwa nad nazizmem poważnym konfliktem zbrojnym, który w wymiarze moralnym cechuje się niewielką gamą szarości. Wojna rosyjsko-ukraińska jest pierwszą "dobrą wojną" od zakończenia światowego konfliktu z lat 1939–1945, w którym od samego początku było jasne, kto był agresorem, a kto ofiarą, kto był złoczyńcą, a kto bohaterem, i po której stronie chciałoby się być.

Rosyjska agresja na Ukrainę przekształciła się w wojnę dziewiętnastowieczną pod względem ideologicznym, toczoną przy użyciu dwudziestowiecznej taktyki i z wykorzystaniem broni z XXI w.

Jej ideologiczne przesłanki wywodziły się z wizji ekspansji terytorialnej, która charakteryzowała epokę rosyjskiego imperializmu. Jej strategia została przez Kreml zapożyczona z podręczników armii radzieckiej pochodzących z czasów II wojny światowej i okresu powojennego, a jej najważniejszymi cechami jest nie tylko zastosowanie precyzyjnie naprowadzanych pocisków rakietowych, ale także wywiad satelitarny i prowadzona przez obie strony i w różnym zakresie wojna w cyberprzestrzeni. Od samego początku wojna rosyjsko-ukraińska stworzyła dla świata niebezpieczeństwo związane z technologią nuklearną. Zajęcie przez rosyjskie wojska w pierwszych dniach otwartego konfliktu kompleksu nieczynnej elektrowni jądrowej w Czarnobylu i funkcjonującej elektrowni atomowej w Zaporożu stworzyło bezpośrednie zagrożenie skażeniem radioaktywnym dla części Europy i Bliskiego Wschodu, a także stało się wyzwaniem dla zapewnienia bezpieczeństwa instalacji nuklearnych w całym świecie.

Dla wielu obserwatorów rosyjska inwazja na Ukrainę i mobilizacja Zachodu oraz jego sojuszników do walki z agresją przywiodła na myśl skojarzenia z okresem zimnej wojny. Istotnie, wojna rosyjska-ukraińska spowodowała, że odżyły dawne animozje, odrodziły się słabnące sojusze i odnowiły dawne linie podziałów. Leksykon zimnowojennych pojęć i zimnowojenna perspektywa postrzegania sytuacji posłużyły do opisu i zrozumienia nowego globalnego konfliktu. Nie ma jednak wątpliwości, że pomimo licznych historycznych paraleli współczesny świat wkracza w nową erę. Pokojowa dywidenda, która się pojawiła wraz z zakończeniem zimnej wojny, została w ciągu ostatnich 30 lat w pełni rozdysponowana, jeśli nie roztrwoniona. Świat powracał do epoki rywalizacji supermocarstw na skalę niewidzianą od upadku muru berlińskiego w 1989 roku.

Wojna rosyjsko-ukraińska, jak żadne inne wydarzenie, podkopała fundamenty pozimnowojennego porządku, uruchamiając procesy, które mogą doprowadzić do ukształtowania się nowego porządku międzynarodowego.

Jednobiegunowemu światu, zdominowanemu przez Stany Zjednoczone, który zastąpił wcześniejszy radziecko-amerykański dwubiegunowy porządek międzynarodowy, nigdy nie brakowało krytyków i skłonnych do rzucenia mu wyzwania wrogów. Pojawili się oni wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego, ale na pierwszy plan wysunęli się na początku XXI wieku. W ich grupie znalazły się zarówno państwa, jak i pozarządowi aktorzy międzynarodowej sceny politycznej. Radykalny islam, na czele którego stanęli przywódcy wywodzący się z różnych środowisk, począwszy od Al-Kaidy po Państwo Islamskie w Iraku i Lewancie, napędzał bunt przeciwko amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie.

Nacjonalizm w połączeniu z postawami antyzachodnimi i krucjatą na rzecz obrony "tradycyjnych wartości" stworzyły podstawy do otwartego kwestionowania porządku międzynarodowego przez działania coraz bardziej totalitarnej Rosji i subtelne wyzwania rzucane przez nadal komunistyczne Chiny, których przywódcy nauczyli się wprawdzie obracać na swoją korzyść ustalony już porządek, ale mimo to zamierzają zastąpić Stany Zjednoczone w roli jego lidera i strażnika, co pozwoliłoby im określać zasady jego funkcjonowania.

Pożądanym idealnym porządkiem międzynarodowym, którego ukształtowania chcą wszyscy przeciwnicy istniejącego systemu, jest świat wielobiegunowy, oparty nie tyle na zasadzie suwerenności państw, wywodzącej się jeszcze z czasów pokoju westfalskiego [Pokój zawarty w 1648 r. kończący wojnę trzydziestoletnią – przyp. tłum.] , ile na modelu zakładającym istnienie wielkich mocarstw, z których każde ma własną strefę wpływów. Powrót do świata podzielonego na strefy wpływów, który miał się rzekomo ukształtować w 1945 r. na mocy decyzji konferencji jałtańskiej, stał się postulatem zgłaszanym zarówno przez Moskwę, jak i Pekin. Jak na ironię, pogląd głoszący, że na konferencji jałtańskiej ustanowiono strefy wpływów, jest błędny. Podczas obrad tej konferencji prezydent Franklin D. Roosevelt nie tylko odrzucił koncepcję kształtowania porządku światowego opartą na wyznaczaniu stref wpływów, lecz także zakwestionował roszczenia Stalina do sprawowania wyłącznej kontroli nad krajami Europy Wschodniej.

Po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone oparły się temu wyzwaniu, odmawiając uznania przestrzeni poradzieckiej za wyłączną strefę wpływów Rosji oraz Morza Południowochińskiego za akwen kontrolowany przez Chiny. Rosyjska inwazja na Gruzję w 2008 r., a następnie wojna z Ukrainą, która doprowadziła do aneksji Krymu i utworzenia marionetkowych państewek w ukraińskim regionie Donbasu, spowodowały przeobrażenie czysto dyplomatycznego i ekonomicznego konfliktu Rosji z Zachodem w konflikt militarny. Stany Zjednoczone nie od razu zareagowały adekwatnie do zagrożenia, ponieważ były zbyt zajęte prowadzeniem wojen na Bliskim Wschodzie lub próbami wycofania się z nich i jedynym środkiem, jakiego mogły użyć, by przeciwstawić się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję ustalonemu porządkowi międzynarodowemu, były sankcje ekonomiczne.

Fatalnie przeprowadzone wycofanie sił amerykańskich z Afganistanu w 2021 r. wpłynęło na wykreowanie obrazu Stanów Zjednoczonych jako państwa niezdecydowanego i znacznie osłabionego, co zachęciło Putina do użycia siły przeciwko Ukrainie. Jednak wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu umożliwiło Stanom Zjednoczonym podjęcie rękawicy rzuconej przez Rosję. Zakrojona na wielką skalę inwazja Putina na Ukrainę w lutym 2022 r. i co ważniejsze, zacięty opór Ukraińców dały Amerykanom czas i możliwość zmobilizowania własnych i międzynarodowych zasobów do przeciwstawienia się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję nie tylko przy użyciu znacznie bardziej restrykcyjnych sankcji, ale również poprzez udzielenie wsparcia militarnego Ukrainie.

Amerykańska reakcja na agresję Rosji na Ukrainę wykazała, że Stany Zjednoczone dzięki użyciu instrumentów finansowych oraz ekonomicznych nadal są w stanie utrzymać dominującą pozycję w świecie poprzez ożywienie istniejących sojuszy, tworzenie nowych, jak również poprzez zapobieganie tworzeniu się sojuszy konkurencyjnych. Do walki z rosyjską agresją udało się Waszyngtonowi stworzyć groźną koalicję, wykorzystując w tym celu wsparcie ze strony Wielkiej Brytanii oraz państw wschodniej flanki NATO, z Polską na czele. Koalicja ta zdołała nakłonić do przyłączenia się do wspólnego wysiłku na rzecz powstrzymania Rosji nawet państwa tradycyjnie niechętne polityce antyrosyjskiej, w tym przede wszystkim Niemcy, Francję i Włochy. Decyzja Finlandii i Szwecji o ubieganie się o członkostwo w NATO umocniła wpływy amerykańskie w Europie, które stały się silniejsze niż przed wybuchem wojny.

Wojna z Ukrainą pogrzebała nadzieje Rosji na uzyskanie statusu jednego z globalnych ośrodków nowego wielobiegunowego świata, którego wizje od lat dziewięćdziesiątych snuli rosyjscy politycy i dyplomaci. Ujawniła ona słabości nie tylko przereklamowanej rosyjskiej armii, ale również ekonomicznego potencjału państwa.

W tym kontekście decyzja Finlandii i Szwecji o przystąpieniu do NATO jawi nam się nie tylko jako reakcja na zagrożenie z strony zbrodniczego reżimu Putina, ale również jako wyraz uświadomienia sobie, że znacznie osłabiona Rosja nie jest w stanie przeciwstawić się ich działaniom.

Z drugiej strony, Rosja pozostała bez sojuszników. Rosjanom udało się zmusić białoruskiego autorytarnego przywódcę Aleksandra Łukaszenkę, którego w 2020 r. uratowali przed buntem własnego narodu, by udostępnił rosyjskim wojskom terytorium swojego państwa do ataku na Ukrainę, ale nie udało się im go przekonać do przystąpienia do wojny. Jeszcze mniejsze wsparcie Putin uzyskał ze strony państw członków Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, sojuszu wojskowego pod przywództwem Rosji, składającego się z byłych republik radzieckich: Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Poza obszarem byłego Związku Radzieckiego głównym dyplomatycznym osiągnięciem Rosji było zawarcie sojuszu z Iranem i uzyskanie neutralności Turcji, która, korzystając z okazji, jaką stanowiła dla niej izolacja i osłabienie Rosji, ugruntowała swoją pozycję regionalnego mocarstwa i zasięg wpływów wykraczający poza obszar Bliskiego Wschodu.

Chiny nałożyły ograniczenia na umowę o "nieograniczonej" współpracy z Rosją w ciągu kilku tygodni od jej podpisania. Władze w Pekinie, mimo że w publicznych oświadczeniach deklarowały, iż podzielają obawy Rosji w związku z postawą NATO w Europie, udzieliły Rosji jedynie ograniczonego wsparcia politycznego oraz ekonomicznego i według najlepszej aktualnej wiedzy nie zapewniły jej żadnego wsparcia militarnego. Taka postawa umożliwiła Chinom dalsze czerpanie korzyści z istniejącego porządku międzynarodowego i unikanie finansowych i ekonomicznych sankcji amerykańskich, które mogłyby zakłócić międzynarodowy handel i zaszkodzić chińskiej gospodarce. Chiny nie mogły nie niepokoić się oczywistą słabością rosyjskiego partnera, ale jeszcze bardziej niepokoił je zdecydowany powrót Stanów Zjednoczonych na arenę międzynarodową oraz nowy duch jedności, który się pojawił w relacjach pomiędzy państwami członkowskimi UE oraz pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i UE. Chiny, jak żadne inne państwo, uzyskały teraz najdogodniejszą możliwość, aby stać się największym beneficjentem wojny toczącej się w Ukrainie i wrogości między Rosją i Zachodem, którą stworzył ten konflikt.

Wojna rosyjsko-ukraińska wzniosła polityczny i ekonomiczny "chiński mur" między Europą i Rosją, który stawał się coraz wyższy, w miarę jak Stany Zjednoczone i Unia Europejska coraz bardziej odwracały się od importu rosyjskiej ropy i gazu. Chiny natychmiast zaczęły czerpać korzyści ekonomiczne, jakie niosła ze sobą zapoczątkowana przez państwa europejskie polityka dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych i reorientacja rosyjskiego eksportu tych surowców na wschód. Korzyści z tej zmiany stały się jeszcze większe, gdy Rosja, dążąc do pozyskania chińskiego rynku, z którego wpływy miały zastąpić utracone dochody w Europie, znalazła się w trudnym położeniu do wynegocjowania korzystnych dla siebie cen ropy i gazu. W ten sposób Chiny nie zyskają silnego rosyjskiego sojusznika w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale będą miały dostęp do taniej ropy i gazu, co tę rywalizację będzie napędzać.

Biorąc pod uwagę prawdopodobne geopolityczne osłabienie Rosji, o ile nie możliwość implozji, i jej rosnące uzależnienie od rynków wschodnich, jak również narastające zbliżenie między Europą i Stanami Zjednoczonymi, wojna na Ukrainie przyczyniła się do polaryzacji układu sił politycznych w świecie spowodowanej rywalizacją dwóch supermocarstw, Stanów Zjednoczonych i Chin, oraz grupujących się wokół nich dwóch obozów państw. W tym układzie Zachód odbudowuje swój sojusz z okresu zimnej wojny, wzmocniony obecnie przez nowych członków z Europy Wschodniej, kraje bałtyckie i skandynawskie, podczas gdy na Wschodzie pojawiła się tendencja do odradzania się chińsko-rosyjskiego sojuszu z lat pięćdziesiątych XX wieku, najbardziej niebezpiecznego etapu zimnej wojny.

W tej odradzającej się konfiguracji, po stronie Zachodu przywódczą rolę nadal odgrywają Stany Zjednoczone, natomiast po stronie Wschodu doszło do istotnej zmiany – przywództwo przeszło obecnie w ręce Chin, Rosja zaś stała się uboższym i bardziej nierozważnym członkiem sojuszu, wchodząc w rolę, w której niegdyś występował jej chiński sojusznik. W tej sytuacji Ukraina staje się na mapie nowymi Niemcami z okresu zimnej wojny. Jej terytorium jest podzielone nie tylko pomiędzy dwa państwa, ale pomiędzy dwie globalne strefy wpływów i dwa bloki ekonomiczne. I tak jak w przeszłości część państw pozostaje poza tymi dwoma blokami.

Wśród nich na wyróżnienie zasługują zwłaszcza Indie, które na razie zachowują status państwa niezaangażowanego, ale biorąc pod uwagę ich trudne stosunki z Chinami, w przyszłości najprawdopodobniej będą zmuszone do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Istnieją wyraźne oznaki tego, że odwrócenie się Rosji od Zachodu nie jest przejściowym zjawiskiem. Jeśli się jednak weźmie pod uwagę niepewność, jaką nacechowane są stosunki Rosji z jednej strony z Europą i Stanami Zjednoczonymi, a z drugiej z Chinami, to trudno jest stwierdzić, czy jest to trwały trend, czy też stan przejściowy. Stosunki rosyjsko-chińskie w okresie zimnej wojny nie były ani proste, ani łatwe, ich charakter wahał się w przedziale od bliskiego sojuszu na początku lat pięćdziesiątych XX w., poprzez okres konfrontacji w latach sześćdziesiątych, kiedy to ZSRR groził Chinom atakiem z użyciem broni jądrowej, po nawiązanie specjalnych stosunków między Ameryką i Chinami w latach siedemdziesiątych.

Rywalizacja technologiczna między Rosją i Chinami, współzawodnictwo obu krajów o wpływy w Azji Centralnej, nigdy niezapomniane przez Chiny roszczenia do części rosyjskiej Syberii, w połączeniu z napływem chińskich obywateli na te rzadko zamieszkane 473 obszary, zapowiadają możliwość wystąpienia w przyszłości tarć, a nawet wybuchu konfliktu między oboma mocarstwami. Ale niezależnie od tego, czy Rosja ostatecznie opowie się po stronie jednego z wyłaniających się ośrodków mocarstwowości, czy drugiego, ogólny trend zmian zmierzających w kierunku ukształtowania się dwubiegunowego porządku świata prawdopodobnie nie ulegnie zmianie.

Światowy porządek opierający się na dominacji Stanów Zjednoczonych, który funkcjonował rankiem 24 lutego 2022 r., kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę, przetrwał okres naporu agresora, ale przedłużająca się wojna rosyjsko-ukraińska wykazała, jak nigdy wcześniej, że istnieje nieuchronna tendencja do jego transformacji. Zamiast jednak świata wielobiegunowego, na który miała nadzieję Rosja, konflikt na Ukrainie wydaje się zapowiadać powrót do świata dwubiegunowego, podobnego do tego, jaki istniał w okresie zimnej wojny, aczkolwiek tym razem jego ośrodkami nie będą Waszyngton i Moskwa, lecz Waszyngton i Pekin.

Serhij Plokhy "Rosja-Ukraina. Największy konflikt XXI wieku"

niedziela, 18 lutego 2024



Pod osłoną dronów, komandosów i elitarnej 3. Brygady Szturmowej, 110. Brygada Zmechanizowana armii ukraińskiej wycofała się w piątek z Awdijiwki tym samym kończąc brutalną czteromiesięczną bitwę o ruiny miasta

Obrona Awdijiwki przez 110. Brygadę mogła kosztować ją większość jej przedwojennych sił liczących około 2 tys. osób. Jednak rosyjską armię kosztowała znacznie więcej.

W szturmie na Awdijiwkę, przemysłowe miasto osiem kilometrów na północny zachód od okupowanego przez Rosjan Doniecka, wzięło udział nie mniej niż 12 brygad z rosyjskich 2. i 41. połączonych armii.

Wygląda na to, że większość z tych brygad straciła przeważającą część swoich ludzi. W sumie rosyjskie ofiary — zabici i ranni — w Awdijiwce i okolicach mogą przekroczyć 30 tys. osób. W końcu, według amerykańskich analityków, 13 tys. Rosjan zostało zabitych lub rannych wokół miasta w ciągu zaledwie pierwszych sześciu tygodni 16-tygodniowej bitwy.

Wiele wskazuje na to, że wycofujący się Ukraińcy mogli oddać ostatnie poważne strzały w bitwie, celując w trzy rosyjskie myśliwce bombardujące, które najwyraźniej szykowały się do nalotu bombowego na ukraińską 110. Brygadę i sąsiednie jednostki.

Gdy na początku soboty niedobitki 110. Brygady uciekały na zachód, mijając jednostki osłaniające na skraju Awdijiwki, bateria rakiet ukraińskich sił powietrznych zestrzeliła co najmniej jeden — a prawdopodobnie kilka — rosyjskich myśliwców bombardujących Suchoj 100 km na wschód od Awdijiwki.

Na nagraniu widać tylko jeden z rosyjskich samolotów rozbijających się w pobliżu miasta Dyakove. Jednak dowódca ukraińskich sił powietrznych gen. broni Mykoła Oleszczuk twierdzi, że jego oddziały zestrzeliły trzy samoloty: jednoosobowy Sukohi Su-35 i dwa dwuosobowe Su-34.

Aby udowodnić rzekome zestrzelenia, Oleszczuk opublikował zrzut ekranu cyfrowej mapy wyświetlającej awaryjne radiolatarnie czterech rosyjskich lotników, którzy prawdopodobnie katapultowali się ze swoich uszkodzonych samolotów. "Jak widać, system działa!" napisał Oleszczuk.

Dla Ukraińców, którzy przeżyli kampanię w Awdijiwce, zestrzelenia miały wymiar osobisty. Rosyjskie Suchoje bezlitośnie bombardowały 110. Brygadę przez wiele tygodni. Odrzutowce zbliżały się do Awdijiwki od wschodu, wznosiły się wysoko i — z odległości 40 km — zrzucały naprowadzane satelitarnie bomby KAB. Niektóre z nich ważyły półtorej tony.

"Według różnych szacunków, od 37 do 42 bomb KAB zostało zrzuconych na Awdijiwkę w ciągu jednego dnia w tym tygodniu" - poinformowała 15 lutego ukraińska grupa analityczna Frontelligence Insight. "Pomimo swojej niedokładności, te wysoce niszczycielskie bomby powodują rozległe szkody ze względu na swój ładunek wybuchowy, prowadząc do uszkodzenia lub zniszczenia pobliskich budynków".

"Avdiivka to kraina KAB", napisał żołnierz 3. Brygady Szturmowej Egor Sugar. "Wygląda na to, że jest to największa liczba bomb lotniczych na takim kawałku ziemi w całym okresie istnienia ludzkości"

onet.pl/Forbes

Najpierw kilka słów o epizodzie z Borysem Nadieżdinem. Można założyć, że odpowiedzialni za przeprowadzenie „wyborów” urzędnicy Kremla dopuścili na wstępnym etapie polityka spoza grupy trzymającej władzę, aby uwiarygodnić przekaz o rzeczywistej alternatywie dla Putina. Bez akceptacji ludzi zawiadujących przygotowaniami do marcowego spektaklu nikt nie może się samodzielnie wspiąć na scenę. 

Na samym początku kampanii przekonała się o tym regionalna aktywistka i dziennikarka Jekatierina Duncowa. Po tym jak wygłosiła kilka słów krytyki pod adresem Putina i jego agresywnej polityki, ujęła się za niesłusznie skazanymi opozycjonistami i oznajmiła, że jest przeciwko wojnie, została wezwana do prokuratury, a konto, na którym chciała gromadzić pieniądze na kampanię, zostało zablokowane. Już w grudniu 2023 r. Centralna Komisja Wyborcza (CKW) oznajmiła, że złożone przez Duncową dokumenty zawierają liczne błędy, i odmówiła zgody na rejestrację, nie dopuszczając jej tym samym nawet do zbierania podpisów. Prokremlowskie tuby propagandowe hałaśliwie obszczekały Duncową, a posądzenie jej (bez żadnych dowodów) o korzystanie z pomocy finansowej emigracyjnego opozycjonisty i miliardera Michaiła Chodorkowskiego ostatecznie przypieczętowało los śmiałej kandydatki. I Duncowa zniknęła ze sceny. (...)

Nadieżdin wszedł do gry miękko, bez ostrych wypowiedzi. Ale nawet niekonfrontacyjne sformułowania dotyczące chęci zakończenia wojny w Ukrainie czy uwolnienia opozycjonistów siedzących w łagrach wystarczyły, by zaktywizować tę część elektoratu, która nie chce głosować na Putina. Pod sztabami Nadieżdina ustawiły się długie kolejki ludzi pragnących złożyć podpis na listach poparcia (na marginesie: kolejek pod sztabami Putina nikt na oczy nie widział; do CKW przywieziono pudła zawierające podobno 2 mln podpisów, niektórzy spekulowali, że pudła były puste).

Zdjęcia kolejek „za Nadieżdina” trafiły nie tylko do rosyjskich, ale i światowych mediów i ożywiły zainteresowanie nudnym oficjalnym przedstawieniem. Popularność polityka rosła, on sam z każdym dniem się rozkręcał – m.in. udzielał wywiadów, w których opowiadał się za zakończeniem wojny. Zebrał ponad 200 tys. podpisów w całym kraju. Do rejestracji w charakterze kandydata wystarczy 100 tys. i tyle ich złożono. Przy dopuszczalnym limicie 5 proc. nieważnych podpisów CKW zakwestionowała 15 proc., czasem pod mocno naciąganymi powodami. Np. literówka w nazwie miasta Rostów nad Domem (zamiast Donem) wystarczyła, aby taki podpis wyeliminować.

Klamka zapadła: Nadieżdin nie wystartuje. Decydenci odpowiedzialni za bezkolizyjny przebieg „wyborów” wolą nie ryzykować – ranking niszowego polityka zaczął zbyt szybko i zbyt niepokojąco rosnąć. Zamawiane przez jego sztab sondaże dawały mu nawet 10 proc. poparcia. Pozostali kandydaci nie stanowią zagrożenia dla założonych w planie 80 proc. dla Putina.

(...)

Kto zajmie opuszczone przez Nadieżdina miejsce „tego drugiego”? 10 lutego związana z Kremlem sondażownia WCIOM opublikowała pierwszy ranking kandydatów: listę otwiera Władimir Putin z 75-procentowym poparciem, na drugim miejscu znajduje się Władisław Dawankow z partii Nowi Ludzie z 5-procentowym poparciem, dwie pozostałe pozycje zajęli bezbarwni koncesjonowani kandydaci z ramienia Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (Leonid Słucki) i Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (Nikołaj Charitonow) – po 4 procent.

tygodnikpowszechny.pl

sobota, 17 lutego 2024


Jeśli Putin zwracał się do amerykańskich, a konkretniej republikańskich elit, to co miał im ciekawego do powiedzenia? W dużym skrócie Putin stwierdził, że są pewne procesy naturalne jak to, że słońce świeci. I takim procesem jest wybijanie się różnych krajów – na przykład zrzeszonych w BRICS – z ich ludzkim i gospodarczym potencjałem oraz ich aspiracje do odpowiadającego ich ambicjom statusu międzynarodowego. Polityka USA jest głupia, krótkowzroczna, może Stany nie najgorzej sobie radzą gospodarczo w ostatnich latach, ale dolar jako waluta międzynarodowych rozliczeń to porażka, zresztą wystarczy spojrzeć na Rosję, która w minionym roku miała najlepsze w Europie wskaźniki gospodarcze mimo sankcji i restrykcji. Czas amerykańskiej dominacji się kończy, pytanie do tamtejszych elit brzmi zatem, czy chcą twardego, czy miękkiego lądowania? Rosja może pomóc z miękkim, jest gotowa na dialog. Po prostu idźcie po rozum do głowy, zacznijcie szanować nasz kraj i nasze interesy.

(...)

Ale nie, Putin uważa, że Rosja przyszłość już wygrała, a USA ją przegrały, więc nie potrzebuje mizdrzyć się do Trumpa, ograniczając się tylko do stwierdzenia, że owszem, zna go. Dużo wylewniejszy był wobec Georga W. Busha, a kiedy ostatni raz rozmawiał z Bidenem, nawet nie pamięta. Carlsona, Amerykanina z krwi i kości, zaskoczyło, że ktoś może nie pamiętać rozmowy z samym prezydentem USA, ale Putin z uśmiechem odparł, że ma dużo spraw na głowie, nie o wszystkim musi pamiętać.

krytykapolityczna.pl

W Rosji, owszem, giną ludzie, którzy nie wywodzą się z kręgu opozycji, ale są to co najwyżej menadżerowie zarządzający majątkiem elity. Rosyjska elita władzy jest tak silnie powiązana więzami biznesowymi, rodzinnymi, zawodowymi i koleżeńskimi, że mordowanie — tak jak to czynił Stalin w stosunku do swoich współpracowników — ludzi z kręgu jest de facto wykluczone. Putin jest mordercą, ale ani nie morduje na taką skalę jak Stalin, ani nie ma też takiej swobody w mordowaniu jak Stalin. Takich jak Aleksiej Nawalny mordować oczywiście może, bo ich los nikogo w elicie nie obchodzi.

Inaczej niż Stalin Putin musi co jakiś czas przeprowadzać — będące oczywiście całkowitą fikcją — ale jednak pro forma odbywające się — wybory. Śmierć Nawalnego to swego rodzaju baner reklamowy w ramach kampanii wyborczej, w której Putin musiał przypomnieć ludowi i elicie, kto jest carem (Stalin przypominać nie musiał).

onet.pl

Były prezydent USA Donald Trump musi zapłacić 354,9 mln dolarów kary za zawyżenie swojego majątku w celu wprowadzenia w błąd pożyczkodawców - orzekł w piątek nowojorski sąd. Na Trumpa został też nałożony trzyletni zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w korporacjach działających w Nowym Jorku.

W akcie oskarżenia przeciwko Donaldowi Trumpowi i jego firmom stwierdzono, że polityk miał zawyżać majątek netto o 3,6 miliarda dolarów rocznie przez dekadę. Miało to na celu oszukanie bankierów, którzy mieli w ten sposób oferować lepsze warunki pożyczki. Oprócz byłego prezydenta USA, na ławie oskarżonych zasiedli jego dwaj synowie: Don Junior i Eric. Na nich sąd nałożył kary w wysokości po 4 mln dolarów.

Jak wskazuje Reuters, sędzia Arthur Engoron stwierdził w orzeczeniu, że Donald Trump i inne osoby oskarżone w tej sprawie "nie potrafią przyznać się do błędu, jaki popełniły". "Ich całkowity brak skruchy i wyrzutów sumienia graniczy z patologią" - dodał. Agencja przypomina też, że podczas składania zeznań w listopadzie Trump przyznał, że wartości niektórych jego nieruchomości były niezgodne z rzeczywistością. Zaznaczał jednak, że to banki powinny być bardziej staranne.

"Ten werdykt jest oczywistą niesprawiedliwością - prostą i oczywistą. Jest to kulminacja wieloletniego, podsycanego politycznie polowania na czarownice, którego celem było 'pokonanie Donalda Trumpa'. (...) Niezliczone godziny zeznań dowiodły, że nie było żadnego wykroczenia, żadnego przestępstwa i żadnej ofiary" - skomentowała na portalu X Alina Habba, prawniczka Donalda Trumpa. Jednocześnie wyraziła nadzieję, że sąd apelacyjny uchyli ten wyrok.

"Pozwólcie, że wyjaśnię jedną rzecz: nie chodzi tylko o Donalda Trumpa - jeśli ta decyzja się utrzyma, będzie to sygnał dla każdego Amerykanina, że Nowy Jork nie jest już otwarty dla biznesu" - podkreślała Habba.

Były prezydent USA Donald Trump musi zapłacić 354,9 mln dolarów kary za zawyżenie swojego majątku w celu wprowadzenia w błąd pożyczkodawców - orzekł w piątek nowojorski sąd. Na Trumpa został też nałożony trzyletni zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w korporacjach działających w Nowym Jorku.

gazeta.pl/IAR

czwartek, 15 lutego 2024


Obserwator Finansowy: Jaka jest kondycja niemieckiego rolnictwa? Czy dochody tamtejszych rolników spadają? Według raportu Bundesregierung na temat polityki rolnej z 2023 r., w ciągu ostatniej dekady w Niemczech upadało średnio dziesięć gospodarstw rolnych dziennie…

Stephan von Cramon-Taubadel: Proces zmiany strukturalnej w niemieckim rolnictwie trwa od wielu dekad. To jest potężna, złożona przemiana. Po II wojnie światowej na terenie RFN istniało około 2 mln gospodarstw rolnych, dziś jest ich około 250 tys. Co roku ich liczba spada o około 3 proc. Dzieje się to bez względu na to, co robi rząd. Ten może być zielony, czerwony, jakikolwiek, a zmiana i tak postępuje.

Głównymi siłami napędzającymi to zjawisko są czynniki demograficzne oraz technologiczne. Niemałą rolę ogrywają także ogólna majętność społeczeństwa oraz zarobki w innych branżach. Powiedźmy sobie szczerze, że generalnie w rolnictwie nie zarabia się jakoś świetnie, a przy tym to jest dość skomplikowany biznes wymagający poświęceń.

Prognozy niektórych niemieckich banków rolnych zakładają, że tempo spadku liczby gospodarstw przyspieszy. Do 2040 r. w Niemczech ma ich zostać około 100 tys.

Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że istnieje takie zjawisko? Ale z punktu widzenia gospodarki jako całości, to zjawisko ma głęboki sens, jest w pewnym sensie usprawiedliwione.

obserwatorfinansowy.pl

W okolicy Bachmutu batalion Pereswiet znalazł się we wrześniu 2023 r. (wcześniej jednostka walczyła w okolicach Doniecka).

— Wymyślają zadania na bieżąco — twierdzi Jewgienij Nikołajenko. — Pędziliśmy na Ukraińców, ale tam nie docieraliśmy, bo powstrzymywała nas ich artyleria — i nie było się gdzie schować. Szliśmy na ślepo z karabinami maszynowymi, ale nawet ich nie potrzebowaliśmy: bo po prostu tam nie docieraliśmy.

W ostatnich miesiącach Pereswiet próbował zdobyć fortyfikację wznoszącą się na zachód od Kliszczijiwki, tzw. Łysią Górę. Wioska jest kontrolowana przez Siły Zbrojne Ukrainy, ale wojska rosyjska w grudniu 2023 r. zdobyły wschodnia część wzniesienia. Od tego czasu trwają tam ciężkie walki — ten odcinek frontu jest często nazywany "najgorętszym miejscem" na całym kierunku.

Jewgienij Nikołajenko opisuje to miejsce w następujący sposób: — To pole o szerokości około półtora kilometra, gdzie widać cię ze wszystkich stron — a dookoła kratery po pociskach. Jak na Księżycu. Ukraińcy miażdżą tam [pociskami], atakują pociskami z góry, rozsypują na ziemi mnóstwo "sztuczek" — "płatków" i "żarówek" (petarda ze specjalnym wypełnieniem, jak się na nią nadepnie, urywa nogę). Biegasz między nimi jak wiewiórka.

Po tym dodaje: — Co 10 sekund dochodzi tam do ostrzału z użyciem broni kasetowej, do tego w grę wchodzą moździerze. Przy tym wszystkim musisz siedzieć na otwartym polu — wszystko dlatego, że przełożeni już wcześniej donieśli, że Pereswiet zdobył tam przyczółek. Mówiliśmy: "nigdy wcześniej tam nie byliśmy! A oni na to: "no to teraz tam będziecie". I wysłali nas.

Według Nikołajenki straty w 3 Korpusie Armijnym, w skład którego wchodzi Pereswiet, mogą sięgać 80 proc. stanu osobowego. Oznacza to, że można mówić o tysiącach zabitych (Meduzie nie udało się niezależnie potwierdzić tej informacji).

— 3 Korpus to w ogóle ludobójstwo. Tylko na "Łysej Górze" zginęło ponad tysiąc naszych ludzi. Wszędzie tam leżą kawałki ich szczątków, nikt ich nie zbiera. Niektóre zwłoki są już wysuszone jak mumie. Są też jednak świeższe trupy. Stare leżą na nowych. Nikt ich k**wa nie potrzebuje — mówi Nikołajenko.

— Od września [2023 r.] nie wolno ich zabierać. Gdy ktoś próbuje, krzyczą: "nie zwracaj na nie uwagi, idź dalej!". Nie wstyd wam, k**wa, za siebie? Dlaczego zbieracie tam kupę trupów? Zabierzcie je, k**wa! Do cholery, tam leży człowiek. Jest już wysuszony, pod jego ubraniem znajdują się same kości. Trup z zegarkiem na ręku — dodaje. — Przychodzisz tu po to, by umrzeć. By dołączyć do kolekcji.

onet.pl

wtorek, 13 lutego 2024


Podobne ahistoryczne bzdury Putin przedstawił m.in. w eseju, który opublikował latem 2021 r. Pisał w nim, że "Rosjanie i Ukraińcy" są "jednym narodem", ponieważ "Rosjanie, a także Ukraińcy i Białorusini" są "spadkobiercami starożytnej Rosji, która była największym państwem w Europie". To "państwo" miał założyć książę Ruryk w 862 r.

W IX w. w Europie nie było państwowości w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Istniały feudalne struktury, które opierał się na powiązaniach między jednostkami na różnych szczeblach władzy.

Co więcej, Ruryk prawdopodobnie nie był etnicznym Rosjaninem, ale Waregiem — wodzem wikingów. Tak przynajmniej opisuje go staroruska "Kronika Nestora", główne źródło historyczne mówiące o powstaniu Nowogrodu i Rusi Kijowskiej.

Carlson nie znał tych faktów.

Następnie Putin przeniósł się w swojej opowieści do połowy XVII w. "Teraz opowiem wam, co wydarzyło się później" — powiedział. Stwierdził, że ludzie, którzy w tym okresie "rządzili tą częścią terytorium Rosji" (chodziło mu o dzisiejszą Ukrainę — red.) zwrócili się do Moskwy, która się nimi "zaopiekowała".

W tym momencie Putin kazał podać sobie teczkę.

"Żebyś nie myślał, że zmyślam. Dam ci te dokumenty" — powiedział, wręczając folder najwyraźniej zawierający kopie listów od kozackiego przywódcy Bohdana Chmielnickiego.

Przywódca kozackiego powstania w 1648 r. zaproponował ówczesnemu władcy Moskwy Aleksemu I sojusz. Car zgodził się, a Kozacy dnieprzańscy oraz ludność Kijowa i innych miast przysięgli mu wierność (wydarzenie to przeszło do historii jako ugoda perejasławska — red.). Rezultatem była trwająca kilka lat wojna rosyjsko-polska.

W rzeczywistości było to powstanie kozackie przeciwko zwierzchnictwu Rzeczypospolitej. W słowach Putina brzmiało to jednak zupełnie inaczej. W jego narracji Chmielnicki poprosił o przejście "pod silną rękę moskiewskiego cara". Dla Putina był to decydujący krok na drodze do rzekomego zjednoczenia wszystkich "rosyjskich" narodów.

Ten przykład pokazuje, jak działa polityka historyczna Putina. Wyszukuje on wydarzenia z przeszłości, które rzekomo pasują do jego imperialistycznego nacjonalizmu, zamazuje ich kontekst, a następnie udaje, że istnieją dowody, które potwierdzają tę zniekształconą interpretację.

Jego hasła wygłoszone podczas rozmowy z Tuckerem Carlsonem wpisują się w ten schemat. Putin stwierdził na przykład, że naród ukraiński był tylko wymysłem austriackiego sztabu generalnego pod koniec XIX w., który miał "osłabić potencjalnego wroga", czyli Rosję.

Takie fakty, jak choćby takie jak trzy rozbiory Polski: z 1771, 1793 i 1795 r., które zmusiły Polaków do podporządkowania się moskiewskim carom, a także Prusom i Habsburgom, w narracji Putina kompletnie nie istnieją.

Szczególnie zawiłe były wygłoszone przez Putina tyrady na temat II wojny światowej. Według niego winę za jej wybuch ponosi odrodzone w 1918 r. państwo polskie. Szef Kremla oskarżył Warszawę o to, że najpierw "kolaborowała" z Hitlerem, a następnie odmówiła zgody na przemarsz wojsk radzieckich do zachodniej granicy Polski w 1938 r. Jego zdaniem miały one pomóc Czechosłowacji zaatakowanej przez Trzecią Rzeszę (chodził o układ monachijski zezwalający Hitlerowi na aneksję części tego kraju — red).

O pakcie Hitlera ze Stalinem Putin wspomniał tylko pokrótce. Stwierdził, że oddał on Rosji "część terytorium" Polski — w tym wspomniał o zachodniej Ukrainie. Dzięki temu — zdaniem Putina —"Rosja, która wówczas nazywała się ZSRR, odzyskała swoje historyczne terytoria".

Nie raczył przyznać, że był to czwarty, szczególnie brutalny podział Polski.

onet.pl/Die Welt

poniedziałek, 12 lutego 2024


Na wiecu wyborczym w Karolinie Południowej Donald Trump zrelacjonował jego spotkanie z "prezydentem dużego kraju". Według słów Trumpa ten prezydent miał go zapytać, czy USA obroniłyby kraj przed rosyjską agresją, gdyby ten nie płacił wystarczających pieniędzy na obronność. "Odpowiedziałem: nie, nie broniłbym was. A nawet zachęcałbym, żeby [Rosjanie — red.] robili, co im się podoba. Musicie płacić, musicie płacić rachunki" – powiedział wtedy Trump. Te słowa wywołały oburzenie w Polsce i w całej Europie.

Wypowiedź Trumpa wymaga pewnego objaśnienia. Kiedy republikański kandydat na prezydenta USA mówi o "płaceniu", to nie chodzi mu o jakieś wyimaginowane liczby, ale bardzo konkretne kwoty, które zostały określone na 27. szczycie NATO w Walii w 2014 r. W tzw. Planie gotowości zapisano wtedy, że państwa członkowskie sojuszu Atlantyckiego powinny zwiększyć wydatki na obronę do 2 proc. PKB w ciągu 10 lat.

Nie dość, że właśnie mija 10 lat od szczytu w Walii, to od dwóch lat na naszym kontynencie trwa najkrwawszy konflikt od czasów II wojny światowej. Europejskie gospodarki powinny na pełnych obrotach pompować pieniądze w swoje przemysły obronne, aby te produkowały jak największe ilości broni. Wydatki na obronność od dawna powinny być znacznie wyższe niż owe 2 proc. ustalone w Walii. A jak wygląda sytuacja?

Europejskie państwa graniczące z Rosją, Białorusią i Ukrainą w komplecie wypełniają warunek 2 proc. PKB na obronność. W tym gronie najlepiej stoi Polska z 3,9 proc. PKB na te cele. Jeśli jednak chodzi o resztę krajów, to 2 proc. PKB przekraczają jedynie Wielka Brytania i Grecja. Największa europejska gospodarka, Niemcy, są poziomie 1,6 proc. i oficjalnie przyznają, że Bundeswehra znajduje się w kiepskim stanie i może będzie gotowa do wojny za pięć lat. Inne duże kraje kontynentu oscylują wokół niemieckiej liczby.

onet.pl

niedziela, 11 lutego 2024


Oświadczenie MSZ ws. 10 kłamstw prezydenta Władimira Putina nt. Polski i Ukrainy, których nie prostował Tucker Carlson (wywiad z dnia 8 lutego 2024 r.)

1. Polska współpracowała/kolaborowała z hitlerowskimi Niemcami.

Przed II wojną światową polska dyplomacja starała się utrzymywać dobrosąsiedzkie relacje z Niemcami. Nie było mowy o wejściu Polski w jakikolwiek sojusz militarny z Hitlerem. Polska w okresie międzywojennym znajdowała się między dwoma agresywnymi sąsiadami: Niemcami i Rosją, które nie uznawały w praktyce prawa narodu polskiego do samodzielnego państwa. W Berlinie w 1934 roku została podpisana polsko-niemiecka deklaracja o niestosowaniu przemocy, która miała gwarantować rozwiązywanie sporów środkami pokojowymi. Ale wcześniej, w 1932 roku, podpisany został analogiczny pakt o nieagresji z ZSRS.

2. Polacy zmusili Hitlera do rozpoczęcia z nimi II wojny światowej. Dlaczego II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku właśnie od Polski? Była niechętna do współpracy. Hitlerowi nie pozostało nic innego w realizacji swoich planów [jak] zacząć od Polski.

II RP odrzuciła żądania Hitlera, a także propozycję sojuszu polsko – niemieckiego wymierzonego w ZSRS. To hitlerowskie Niemcy i władze sowieckie 23 sierpnia 1939 roku podpisały porozumienie przeciwko Polsce (tzw. pakt Ribbentrop – Mołotow), które umożliwiło Niemcom przeprowadzenie agresji na Polskę 1 września 1939 roku. Rosja sowiecka i hitlerowskie Niemcy zgodnie współpracowali do czerwca 1941 roku.

3. Polska stała się ofiarą polityki prowadzonej wobec Czechosłowacji, ponieważ na mocy słynnych protokołów Ribbentrop-Mołotow część tych terytoriów przypadła Rosji, w tym Zachodnia Ukraina.

Polska nie brała udziału, ani nie była stroną Układu Monachijskiego (30 września 1938 roku), który de facto mocno ograniczał suwerenność Czechosłowacji. Polskie żądania dotyczące Zaolzia zostały wysunięte po podpisaniu Układu Monachijskiego.

4. W ten sposób Rosja, pod nazwą Związku Radzieckiego, powróciła na swoje historyczne terytoria.

ZSRS wcielił tereny wschodnie II RP w wyniku agresji zbrojnej (17 września 1939 roku) w momencie kiedy Polska walczyła z inwazją niemiecką. Był to cios w plecy zadany polskiemu państwu. Przeprowadzone przez Sowietów tzw. referenda ludowe na polskich kresach zostały przeprowadzone w atmosferze terroru i fałszerstw. Lwów oraz tereny ówczesnych województw lwowskiego i stanisławowskiego (dzisiejsza Zachodnia Ukraina) nigdy nie należały do Imperium Rosyjskiego. Wileńszczyzna również nie była historycznie częścią Rosji.

5. Ukraina to de facto sztuczny twór stworzony przez Lenina i Stalina.

Współczesna Ukraina jako państwo powstała dzięki ukraińskiemu ruchowi narodowemu. Bolszewicy jej nie stworzyli a jedynie podbili część jej terytorium czyniąc z niej jedną z radzieckich republik. Ukraina powstała dzięki woli samych Ukraińców.

6. Lewy brzeg Dniepru, łącznie z Kijowem, to historycznie ziemie rosyjskie.

Kijów – był stolicą historyczną Rusi, a Moskwa wówczas nie istniała. W 1991 roku Ukraina stała się niepodległym państwem z międzynarodowo uznanymi granicami.

7. Idea Ukraińców jako odrębnej nacji pojawiła się w Polsce.

Proces samookreślenia się Ukraińców jako odrębnej grupy etnicznej odbywał się równolegle z analogicznymi procesami zachodzącymi w XIX-wiecznej Europie. Nikt sztucznie nie „wymyślił” narodu ukraińskiego.

8. Na terytorium Ukrainy tworzono bazy NATO.

Na terytorium Ukrainy nie ma baz NATO.

9. W Ukrainie dwukrotnie doszło do zamachów stanu, których celem było sztuczne zerwanie więzi z Rosją.

W Pomarańczowej Rewolucji naród ukraiński nie zgodził się na fałszerstwa wyborcze. Organizacja kolejnej tury głosowania pozwoliła wyłonić prezydenta Wiktora Juszczenkę, który faktycznie zdobył większość głosów. Po Rewolucji Godności w wyborach prezydenckich demokratycznie zwyciężył prezydent Petro Poroszenko.

10. W 2014 roku Moskwa zmuszona była wziąć Krym w obronę ponieważ był zagrożony.

W 2014 roku nie było żadnego zagrożenia dla Krymu. Rewolucja Godności doprowadziła do zmiany władzy pokojowo, na drodze demokratycznych wyborów. Rosyjskie „zielone ludziki” pojawiły się na Krymie by zdestabilizować sytuację w Ukrainie. 

gov.pl