poniedziałek, 18 grudnia 2023


Grzegorz Sroczyński: "Jeśli Putin zdobędzie Ukrainę, nie zatrzyma się na niej i zaatakuje jakieś państwo NATO" - mówi prezydent Joe Biden. "Musimy się przygotować na bardzo złe wiadomości" – mówi sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Z kolei Donald Trump - który prowadzi w sondażach - zapowiada, że dogada się z Putinem, by "Rosja coś przejęła" i przerwie "niekończący się strumień środków dla Ukrainy". Co my właściwie tu w Polsce mamy robić z tak ponurymi komunikatami?

Robert Kuraszkiewicz: Nie możemy panikować. To nie jest bardzo ważne dla przebiegu wojny, czy wygra Trump. 

Jak to nie jest? On grozi, że się na to wszystko wypnie.

Jeśli w ogóle wygra, to za rok. A dla wojny najważniejsze, czy USA i Unia Europejska teraz w ciągu najbliższych paru tygodni przegłosują kolejne miliardowe pakiety wsparcia dla Ukrainy. Stawiam straszną tezę, że Putin może tę wojnę wygrać tylko w 2024 roku. Później wyczerpią się elementy rosyjskiej przewagi finansowo-gospodarczej. Teraz Putin ma wrażenie, że odzyskał kontrolę nad wojną.

Ma wrażenie, czy odzyskał?

Z wierzchu jest nieźle, ale potencjał Rosji się wyczerpuje.

Już to słyszałem cały rok od poważnych zachodnich publicystów. A potem okazuje się, że PKB Rosji mimo sankcji urósł, tak samo dochody z ropy.

Okej. Putinowi rzeczywiście udało się wykorzystać dziury w sankcjach, a gospodarka Rosji przestawiona na tory wojenne sprawia wrażenie, jakby się odbiła. Nawet pensje tam rosną, pieniądze płyną do zaniedbanych regionów, gdzie ruszyła produkcja wojenna. Ale to się będzie wyczerpywać, bo Putin nie ma zapasów. Naprawdę to teraz decydują się losy wojny i przyszłość Europy. Bez tej decyzji finansowej - gdyby Zachód uchwalił jedynie jakąś pomoc humanitarną i jakieś drobnostki w uzbrojeniu - mniej więcej w marcu 2024 roku nastąpi implozja państwa ukraińskiego. Ukraina jest obecnie utrzymywana z pieniędzy Zachodu i nie ma zdolności prowadzenia wojny, jeśli jej budżet nie będzie nadal finansowany przez nas. Koniec kropka. Jeśli finansowanie się skończy, Ukraina nie ma szans wytrzymać na froncie.

Skoro wszyscy wiedzą, że bez pomocy Ukraina szybko padnie, to jak to możliwe, że trwają tak idiotyczne targi wokół kolejnych pakietów? W USA o nowe pieniądze dla Ukrainy kłótnia w Kongresie trwa od tygodni i końca nie widać. Zełenski błaga, a Biden rozkłada ręce.

To kolejny dowód na to, że Ukraina i los Europy nie są traktowane jako pierwszorzędna sprawa dla USA. Bo gdyby tak było, nie mielibyśmy tego rodzaju wahań i pomoc dla Ukrainy nie byłaby elementem partyjnej gry. Co republikanie chcą wytargować od Bidena w zamian za zgodę na 60 mld dolarów dla Kijowa? Zaostrzenie polityki migracyjnej i rozbudowę muru na granicy z Meksykiem. Gdyby Ukraina rzeczywiście była priorytetem, nie byłoby takich targów. To oczywiście nie oznacza, że los Europy jest błahy dla USA, chodzi mi raczej o to, że na mapie amerykańskich priorytetów globalnych stanowimy ważne miejsce, ale już nie krytyczne. I z tego należy w Polsce wyciągnąć wnioski.

Wnioski jakie?

Dbajmy o sojusz z Ameryką, ale musimy zrozumieć, że najważniejsze dla Polski są kwestie europejskie. Bo niezależnie od stanu relacji polsko-amerykańskich, albo się uzbroimy i wzmocnimy jako Europa, albo tego parasola amerykańskiego i tak nie wystarczy w przyszłości.

Bo Trump go zwinie?

Nie. Trump jedynie kanalizuje wszystkie nasz lęki, łatwo mówić: "O rety, znów przyjdzie Trump". A tymczasem jakaś forma wycofania się Ameryki z Europy i tak będzie - z Trumpem czy bez niego. Ameryka i tak zwróci oczy gdzie indziej. Obecne konflikty w Kongresie właśnie to pokazują.

Czyli co dokładnie z tego dla nas wynika?

Że klucz do realizacji polskich interesów narodowych leży teraz w Unii Europejskiej, a nie w Stanach. Polska przez kilkaset lat - myślę o Pierwszej Rzeczpospolitej - była ryglem przeciwko ekspansji rosyjskiej na kontynencie. Potem nasze państwo upadło, rygiel zniknął i Rosja szła dalej na Zachód. Krajom Europy Zachodniej warto to przypominać.

Że jesteśmy ryglem?

Byliśmy. Dzisiaj tego nie powtórzymy. Nawet gdyby pisowskie plany wielkiej armii zostały zrealizowane, to i tak ta armia nie będzie miała zdolności obrony Europy przed Rosją. Do ochrony przed Rosją służą struktury europejskie - lepsze czy gorsze - ale nic innego nie ma. W Europie nastąpił przełom polegający na tym, że główne państwa Zachodu, takie jak Niemcy i Francja, zdają już sobie sprawę, że jeśli Rosji się nie powstrzyma, to ona zawsze będzie destabilizowała Europę. Całą Europę, nie tylko jej wschód. Będzie niszczyła europejską gospodarkę i konkurencyjność europejskich towarów. Mówiąc brutalnie: jeśli Ukraina przegra i stanie się państwem upadłym tuż przy granicach Unii, to destabilizacja będzie nieustanna i będzie generować koszty, a niemieckie towary przestaną być konkurencyjne na świecie. W polskim interesie leży wspieranie właśnie takiej argumentacji: nie chodzi tylko o Ukrainę, nie chodzi tylko o polskie bezpieczeństwo, bezpieczeństwo państw nadbałtyckich, chodzi o całą Europę, bo jeśli nie zbudujemy stabilnej granicy na wschodzie i stabilnej Ukrainy, to projekt europejski nieustannie będzie podlegał erozji przez Rosję, a gospodarka całego kontynentu będzie się nieustannie osuwać.

(...)

A wariant negatywny na 2024 rok jest jaki? Nie udaje się uzyskać zgody na nowy pakiet pomocy w USA, tak samo w Europie, bo Węgrzy blokują, Kijów nie dostaje wsparcia, w marcu czy w połowie roku następuje implozja Ukrainy, Rosjanie przełamują linie na froncie i co? Idą dalej z buta do Polski? Do państw bałtyckich?

Spokojnie. Nie idą. W perspektywie krótkiej - kilku lat - taki wariant uważam za nieprawdopodobny. Nie mają siły. W tym fatalnym wariancie rozwoju wypadków można zakładać, że Rosjanie zajmą większą część Ukrainy, a reszta stanie się państwem upadłym i celowo niestabilnym. Będziemy musieli też przyjąć wiele milionów imigrantów. Rosjanie wiedzą, że nie mają zdolności okupowania całej Ukrainy, zajmą tereny na wschód od Dniepru, a reszta państwa ukraińskiego stanie się nieprzewidywalnym kadłubkiem.

Gdzie szaleją watażkowie, którzy co chwilę będą wymyślać jakieś prowokacje, przekraczać granicę Polski, strzelać w jakimś miasteczku i wracać do siebie. A Putin będzie mówił: ojej, to nie ja. 

Mniej więcej.

Gdyby jednak miało dojść do wojny Rosji z NATO to kiedy?

Nie wiem. Gdybym teraz coś powiedział, to byłaby bardziej wróżba niż prognoza. Odpowiem inaczej: nie znoszę przedstawiania Putina jako szaleńca w bunkrze. To jest ktoś, z kim się w niczym nie zgadzam, zbrodniarz wojenny, ale jednocześnie to człowiek, który myśli na chłodno. Gdyby Ukraina padła w przyszłym roku, to późniejszy rozwój wypadków będzie funkcją bieżącej sytuacji, a nie gotowego już teraz planu. Putin myśli o sobie w kategoriach cara, który chce odbudować imperium rosyjskie jako równorzędne państwo w koncercie mocarstw. I tak będzie grał, jak mu sytuacja pozwoli. Jeśli wojska rosyjskie odsapną, odbudują siłę, a jednocześnie pojawi się jakaś wyraźna dezorganizacja w NATO czy w Unii Europejskiej, to być może Kreml podejmie ryzyko akcji na przykład w Estonii - tam przecież jest dużo "pokrzywdzonych Rosjan", których można bronić. Ale nie uważam, żeby to był scenariusz podstawowy.

Dlaczego?

Bo to nie jest tak, że Europa nic nie robi. My oczywiście strasznie tu na wszystko narzekamy, media Zachodu nieustannie są krytyczne, ale dzieje się sporo. Będziemy to oceniać za kilka lat, na ile się zrealizują programy zbrojeniowe, które są wdrażane. Media komentują, że za wolno, za mało, ale procesy inwestycyjne w Unii zostały uruchomione, a zbrojeniówka działa tak, że kilka lat trzeba, żeby się rozruszała. Więc nie jest prawdą, że czekamy z założonymi rękami, chociaż takie pisanie jest teraz modne w publicystyce.

Czyli kiedy major Fiszer z "Polityki" twierdzi, że Rosjanie po zdobyciu Ukrainy natychmiast pójdą dalej i zatrzymają się dopiero na linii Wisły, to przesadza?

Nie zakładam takiego scenariusza.

Ale jeśli wybory w USA wygra Trump, to leżymy?

Zostawmy już tego Trumpa, bo on stał się istnym chochołem. Na pewno leżymy, jeśli w ciągu paru tygodni nie zostanie podjęta decyzja o finansowym wsparciu Ukrainy. To by radykalnie ograniczyło zdolność Kijowa do prowadzenia wojny. Jeśli nawet w listopadzie 2024 wygra Trump, to zanim obejmie urząd, będzie styczeń 2025.

A najważniejszy dla Ukrainy i tak jest 2024 rok?

Tak. Jeśli będzie wsparcie, to oni ustoją, a Rosja zacznie słabnąć. I stanie się to, zanim ewentualnie Trump zdąży namieszać. Natomiast nawet jeśli Biden wygra drugą kadencję, to Europa i tam musi wymyśleć mechanizm zwalczania Rosji bardziej samodzielnie. 

Bez Ameryki?

Nie bez Ameryki! To nie są zero-jedynkowe schematy. Przy innej obecności Ameryki, mniejszej. To nie jest tak, że Amerykanie zabiorą zabawki i znikną, ale po prostu będą mniej się angażować.

Trump mówi, że właśnie zabierze zabawki.

Dużo rzeczy mówi, a potem nie robi. Powtórzę: Europa tak czy inaczej przestaje być krytycznym miejscem dla interesów amerykańskich niezależnie od tego, kto wygra wybory prezydenckie. To oczywiście może falować, Amerykanie mogą tu być mniej lub bardziej zaangażowani, ale jest różnica między ważnym miejscem a krytyczny miejscem. Bliski Wschód w latach 90. był przez Stany traktowany jako region krytyczny dla bezpieczeństwa, a dzisiaj Bliski Wschód jest dla Amerykanów ważnym elementem gospodarki światowej. I dlatego są tam obecni. Co się zmieniło? Ameryka stała się w pełni niezależna energetycznie. Odkryli łupki, mają z tych łupków gaz, w październiku tego roku osiągnęli historyczny rekord produkcji 14 mln baryłek dziennie ropy naftowej. Żaden kraj na świecie tyle nigdy nie produkował, ani Rosja, ani Arabia Saudyjska do takich liczb się nie zbliżyły. Bliski Wschód z całą tą swoją ropą już nie jest miejscem krytycznym dla USA. I Europa też już nie jest.

Przecież wszyscy żeście pisali - zajmujący się polityką międzynarodową i geopolityką - że Amerykanie patrzą na wojnę w Ukrainie jak na zastępcze starcie z Chinami. I dlatego jest to dla nich takie ważne.

Owszem. Amerykanie tak na to patrzyli, ale w jakimś sensie efekt osłabienia Rosji i sygnału dla Chin już osiągnęli. Rosja dzisiaj jest strategicznie dużo słabsza, coraz bardziej uzależniona od innych i to jest odczytywane we wszystkich stolicach świata. Kiedy Rosja proponuje krajom Azji Centralnej swoje warunki w sprawie gazociągów, to oni tego nie przyjmują, bo mają zaplecze chińskie i mogą Rosję lekceważyć. Nawet dla Iranu Rosja jest czymś innym niż jeszcze niedawno, stan relacji się zmienił, z Arabią Saudyjską podobnie, dzisiaj to Putin tam przyjeżdża dowiedzieć się, jak ma być, a nie odwrotnie, to nie on mówi, jak ma być. I to jest globalna nauczka dla innych.

Kraje agresywne dostały sygnał, że takie zachowanie jak Putina nie popłaca?

Na razie. Bo wiedzą, że korzystna sytuacja Rosji jest fałszywa, a na pewno chwilowa. Putin rzeczywiście ustał, nie padł, poradził sobie z sankcjami, ale jest zależny od całego szeregu okoliczności. Wystarczy, że jeden element układanki wypadnie mu z rąk.

Jaki na przykład element?

Na przykład Arabia Saudyjska przestanie walczyć o wysoką cenę ropy na światowych rynkach. Oni zawsze wpadali w taki cykl decyzji, że kiedy z powodu wysokich cen tracili rynek, to potem przesuwali wajchę i obniżali ceny. Dzisiaj ropa jest po 74 dolarów - mówię o ropie brent - i Saudowie tego pilnują, ale jeżeli gospodarka chińska nie ruszy z kopyta, nie zacznie zasysać więcej surowców, a nic nie wskazuje, żeby w Chinach miało nadejść wielkie odbicie gospodarki, jeśli jednocześnie nie będzie nowych kryzysów globalnych, które zagrożą rynkom surowcowym, to cena będzie miała tendencję obniżkową i Putin przestanie zarabiać.

No ale przecież właśnie trwa kryzys na Bliskim Wschodzie.

To zabrzmi niepięknie, ale kryzys na Bliskim Wschodzie wszyscy już zaakceptowali. Rozeznali się, że żaden wielki gracz się w to nie włączy, bo gdyby ktoś miał się włączyć, już by to nastąpiło. Plan Hamasu się nie udał. Wywołali spodziewaną reakcję Izraela, ale mimo obrazów ginących ludzi i ofiar cywilnych, świat arabski nie poszedł na wojnę, mocarstwa regionalne nic nie zrobiły. Na szczycie Ligii Arabskiej wydusili z siebie coś w stylu, że Żydów oczywiście dobrze byłoby zabić, no ale co my możemy zrobić. Więc cena ropy nie będzie szaleć i nabijać Rosji funduszy na wojnę.

Co kombinują Niemcy?

Chyba sami nie wiedzą. Nie wolno lekceważyć ani obśmiewać zmian, które w Niemczech zachodzą. PiS się w takim obśmiewaniu specjalizował, że ten cały ich "Zeitenwende", czyli "punkt zwrotny" zadeklarowany przez kanclerza Scholza i inwestycje w obronę przed Rosją, to totalny niewypał. Tak nie jest. Niemcy konsekwentnie idą w kierunku zbrojeń i chcą, żeby Ukraina zwyciężyła i była częścią Europy.

Już nie wrócą do współpracy z Rosją? Nie będzie już gadania, że biznes jak zwykle?

Nie. Strategiczna podstawa uzależnienia Niemiec od Rosji zniknęła na zawsze. Tego nie ma.

Bo gazu z Rosji nie ma?

Oczywiście. Z powodu ewolucji na rynkach gazu i rozwoju technologii LNG w 2025 roku pojawi się nadpodaż globalna gazu skroplonego, zostanie oddanych kilka wielkich inwestycji, więc ceny gazu wysyłanego statkami do Europy będą spadać. Również niemieckie elity przestawiły się mentalnie, więc dawny stan stosunków niemiecko-rosyjskich nie wróci. Z naszej polskiej perspektywy Niemcy przez dekady trzymały się fatalnie błędnego założenia, że współpraca z Rosją to czynnik pokoju i stabilizacji w Europie. To się zmieniło, Niemcy się z tym pożegnali, co prawda Angela Merkel na emeryturze głośno tego nie przyzna, ale chyba nawet ona przyjęła tę zmianę do wiadomości. Natomiast to nie znaczy, że w Niemczech wszystko gra. Oni mają wielki kłopot z budową nowego modelu gospodarczego po odcięciu od tanich rosyjskich surowców, nie bardzo wiedzą, jak wyjść z tej sytuacji, dyskutują o powrocie do energetyki atomowej, ale to wielki znak zapytania, jak oni wybrną z tych kłopotów i rozruszają swoją wielką gospodarkę. I nie ma tu drugiego dna, że oni coś kombinują, ukrywają przed resztą Europy. Po prostu sami nie wiedzą.

W "Nowej Konfederacji" napisał pan o Niemcach tak: "W kontekście wojny na Ukrainie Niemcy stosują swoją starą praktykę. Najpierw niechętnie robią to, co muszą, a następnie, jeśli jakiś proces uważają za nieunikniony, starają się go kształtować zgodnie z własnym interesem i zdefiniowanymi oczekiwaniami. Tak było w przypadku wprowadzenia euro czy – na mniejszą skalę – z KPO. Teraz Niemcy zauważyli, że wojna na Ukrainie może być elementem, który pozwoli im zbudować Unię bardziej zgodną z własnymi wyobrażeniami".

No tak. Bardziej zgodną z własnym wyobrażeniami, czyli bardziej scentralizowaną.

I co dalej? Polska prawica - nie tylko pisowska, ale też konserwatywna część PO - dokładnie tego się boi, że Niemcy przy okazji chapną jeszcze więcej władzy w Unii.

Owszem. I jako konserwatysta też nie podskakuję z radości. Tyle że okoliczności się radykalnie zmieniły. Projekt europejski jest obecnie podstawowym narzędziem, które może rozwiązać sytuację na Ukrainie korzystnie dla Polski. I nie będzie to żaden "Izrael europejski" w postaci sojuszu Ukraina-Ameryka, ani żaden sojusz polsko-ukraińsko-amerykański, jak się marzyło PiS-owi, to od początku było myślenie nierealne. Jedynym realnym modelem trwałego rozwiązania problemu ukraińskiego jest - powtórzę - wzmocniona Unia Europejska, a w związku z tym niezbędna jest jakaś konsolidacja polityki europejskiej, jakaś reforma i jakaś centralizacja. I, oczywiście, Niemcy razem z Francuzami to wykorzystują. Zacytuję jednego z doradców prezydenta Macrona: "My Francuzi zawsze myśleliśmy, że istnieje sprzeczność między rozszerzeniem Unii a pogłębieniem integracji. Ukraina pokazała, że można osiągnąć pogłębienie przez rozszerzenie".

(...)

Czyli główna pańska rada dla polskich elit byłaby taka, żebyśmy zrozumieli, że klucz do rozwiązania sytuacji w Ukrainie leży w Europie?

Tak. A nie w USA. Trump nam to tylko wyostrzył, ale w jakimś sensie można go traktować jako szansę: skoro za rok grozi nam powrót Trumpa, to tym bardziej wzmocnijmy Europę i tym bardziej rozmawiajmy z Niemcami, jak uprawnić struktury unijne.

Bo nie żyjemy w świecie sprzed 24 lutego 2022 roku, kiedy można było uprawiać konserwatywne myślenie - wspólne dla PO i PiS - że Unia ma być luźna, inaczej Niemcy nam na głowę wejdą?

Klucz naszego bezpieczeństwa leży w Europie, a nie w USA - o to mi cały czas chodzi. I najlepiej byłoby dla Polski, jeśli wykorzystamy tę paskudną sytuację do wzmocnienia naszej pozycji w Europie. Co nas wzmocni? Kooperacja z głównymi państwami. A jakie są te główne? Wiadomo. Dawniej można było mówić: Niemcom nie ufajmy, bo oni kolaborują z Putinem, budują Nord Stream, nie idźmy z nimi w różnych sprawach, bo nas zdradzają. I to była częściowo prawda. Ale teraz ta podstawa nieufności zniknęła. Nie ma już niemieckiej kolaboracji z Rosją. Można oczywiście nieustannie im to wypominać i pokazywać, jak bardzo mieliśmy rację - my, Polacy! - część naszej klasy politycznej uwielbia to robić, ale to nie ma wiele sensu i po jakimś czasie zaczyna tylko irytować resztę klubu. Siadając dziś do układania się z Niemcami nie siadamy już z krajem, który jest rozsadnikiem rosyjskich interesów w Europie, tylko z krajem, który przejrzał na oczy. Trzeba więc wciągnąć Niemcy w stabilizację Europy Środkowo-Wschodniej najsilniej jak się da. Oczywiście warto pamiętać, że Niemcy mają wpisany w swój sposób działania egoizm, czyli zbyt często uważają, że co dla nich dobre, jest też dobre dla wszystkich. I to nie zniknie.

(...)

Jest pan pesymistą czy optymistą?

Jeśli chodzi o przebieg wojny? Optymistą.

Za pięć lat gdzie będziemy?

Zakładam, że Rosja zostanie wypchnięta z Europy.

Wypchnięta z Ukrainy? Z całej?

Jeśli Ukraina potrafiłaby dojść do Morza Azowskiego, to Zachód i tak by wymuszał odpuszczenie Krymu czy Donbasu, to jest ten element dealu z Rosją, który Zachód byłby w stanie zaakceptować w każdej chwili. Amerykanie zakładali, że teraz - na jesieni i w zimie - będą już trwać rozmowy pokojowe, tylko problem, że Ukraińcy osiągnęli tak mało w swojej ofensywie, że plan upadł. Horyzont końca wojny obejmował koniec tego roku, miała być już nowa układanka polityczna.

I to byłoby fair? Oddać Krym i Donbas?

Byłoby to realne politycznie i byłoby sukcesem Ukrainy, bo dawałoby możliwość budowy samodzielnego państwa ukraińskiego zdolnego do rozwoju i wejścia do Unii, a potem do NATO.

gazeta.pl

niedziela, 17 grudnia 2023


Władimir Putin nie wykazuje żadnych oznak refleksji, co do skutków, jakie ponosi Rosja w wywołanej przez niego wojnie. Widać to było szczególnie w czasie prezydenckiej konferencji prądowej, która została zorganizowana 14 grudnia 2023 roku w Gostinym Dworie w Moskwie. Jest to okresowo organizowane spotkanie z dziennikarzami i „przypadkowymi” obywatelami będącymi na miejscu, jak również „spontanicznie” łączącymi się poprzez Internet. Pytania były zresztą zbierane przez dwa tygodnie i tak wybierane, by dać pretekst do propagandowej oceny sytuacji w Rosji i na świecie.
Putin w trybie „bez pytań” zaczął od wyjaśnień jak Federacja Rosyjska „kwitnie” w wyniku wojny. Potwierdził przede wszystkim, że w gospodarce istnieje w Rosji duży margines bezpieczeństwa, który nie tylko daje poczucie pewności, ale również pozwala iść naprzód. Taki margines zapewniają według niego:
  • duża konsolidacja społeczeństwa rosyjskiego;
  • stabilność systemu finansowego i gospodarczego kraju;
  • zwiększenie możliwości rosyjskiego komponentu bezpieczeństwa: armii i agencji bezpieczeństwa.
Putin był wyraźnie przygotowany na to pytanie, mając konkretne cyfry na potwierdzenie swojej opinii. Wskazał m.in. na:
  • wzrost produktu krajowego brutto, który do końca 2023 ma wynieść 3,5 procent (w 2022 roku było to 2,1 procent);
  • nadal dużą inflację (od 7,5 do 8%) z pocieszeniem, że „Bank Centralny i rząd podejmują niezbędne środki” (m.in. poprzez podniesienie głównej stopy procentowej);
  • wzrost produkcji przemysłowej w skali roku do 3,6%, a w przemyśle wytwórczym do 7,5%;
  • wzrost zysku przedsiębiorstw o 24%;
  • dochód rosyjskich banków wynoszący ponad 3 biliony rubli (ok. 33 miliardy USD);
  • wzrost płac realnych o 8% i planowany wzrost płacy minimalnej o 18%;
  • spadek bezrobocia do 2,9%;
  • spadek długu publicznego z 46 do 32 miliardów dolarów;
  • zmniejszenie prywatnego zadłużenia zagranicznego z 337 miliardów dolarów do 297 miliardów dolarów (co według Putina oznacza, że spłata długów „przebiega rytmicznie, często nawet przed terminem”);
  • wzrost średniego wieku życia Rosjan, który w 2021 roku wynosił 70,06 lat, w 2022 roku – 72,73 lat a w 2023 ma wynieść 74 lata. 
defence24.pl

piątek, 15 grudnia 2023


Kreml w dalszym ciągu forsował operację informacyjną, zgodnie z którą Ukraina nie miałaby innego wyboru, jak tylko poddać się maksymalistycznym żądaniom Rosji, gdyby Zachód zaprzestał dostarczania Ukrainie pomocy wojskowej, i ożywił narrację o „czerwonej linii”, którą rutynowo promował bezpośrednio przed rozpoczęciem działań inwazji na pełną skalę. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził 13 grudnia, że ​​sytuacja militarna i polityczna staje się dla Ukrainy coraz bardziej niekorzystna i że „reżim kijowski naprawdę dobrze wie”, co musi zrobić, aby rozwiązać tę sytuację. Pieskow dodał, że ukraińscy urzędnicy również doskonale wiedzą, gdzie Ukraina „przekroczyła czerwone linie”. Wyraźne użycie przez Pieskowa ram „czerwonych linii” jest bezpośrednim nawiązaniem do retoryki ultimatum stosowanej na przełomie 2021 i 2022 r., którą Kreml próbował zmusić Zachód do poświęcenia suwerenności Ukrainy i stworzenia warunków dla rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę. Oświadczenie Pieskowa prawdopodobnie ma na celu obwinienie Ukrainy za to, że nie negocjowała na ekstremistycznych warunkach Rosji, aby zdecydowanie sprzymierzyć się z Rosją i pozbawić się suwerennego prawa do swobodnego wyboru własnych sojuszy i partnerstw – co jest głównym żądaniem, które Kreml forsował w swoich ultimatum pod koniec 2021 roku. ISW oceniła 13 grudnia, że ​​Kreml zaczął w coraz większym stopniu forsować operacje informacyjne dotyczące granic i terytoriów Ukrainy, aby nakłonić społeczność międzynarodową do porzucenia kluczowych elementów suwerenności Ukrainy: jej integralności terytorialnej określonej w 1991 r. oraz prawa do tworzenia sojuszy i partnerstw międzynarodowych jego wybór.

Kreml forsuje dodatkowo operację informacyjną, której celem jest przekształcenie spersonalizowanych ataków na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i obecnych ukraińskich przywódców w uogólnione ataki na którykolwiek prozachodni rząd Ukrainy. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa sugerowała 12 grudnia, że ​​zastąpienie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przez Zachód – co jest w całości rosyjską operacją informacyjną – ostatecznie nie „zmieni sytuacji w konflikcie ukraińskim”, ponieważ ukraińscy urzędnicy są nie są postaciami „niezależnymi” i są zachodnimi „marionetkami”. Narracja, że ​​Ukraina jest zachodnim „państwem marionetkowym”, jest dla Kremla standardem, ale ewoluująca narracja, która rozpoczęła się od dziwacznych rosyjskich twierdzeń, że Zachód przygotowywał się do zastąpienia Zełenskiego, stwarza teraz Rosji warunki do odrzucenia legitymacji każdego ukraińskiego rządu, który nie jest prorosyjski. Propaganda Kremla często fałszywie przedstawiała Zełenskiego jako obecnego inicjatora rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę, a nowa kampania informacyjna będzie wspierać wysiłki Kremla na rzecz domagania się jego prawa do określenia, który ukraiński rząd jest akceptowalnym partnerem do negocjacji. 

understandingwar.org

środa, 13 grudnia 2023


Według doniesień społeczność wywiadowcza Stanów Zjednoczonych 12 grudnia podzieliła się z Kongresem odtajnioną oceną wywiadu, w której wywiad amerykański ocenił, że rosyjskie operacje ofensywne na wschodniej Ukrainie mają na celu osłabienie zachodniego wsparcia dla Ukrainy, ale przyniosły jedynie ciężkie straty rosyjskie i brak znaczących operacyjnie zysków na rosyjskim polu bitwy. (...) Rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Andrienne Watson stwierdziła, że ​​od rozpoczęcia operacji ofensywnych w październiku 2023 r. siły rosyjskie poniosły ponad 13.000 ofiar i straciły 220 wozów bojowych wzdłuż osi Awdijiwka-Nowopawliwka (kierunek Awdijewka przez zachodni obwód doniecki). Dodala ponadto, że Rosja zdaje się wierzyć, że militarny „impas” w okresie zimowym osłabi poparcie Zachodu dla Ukrainy i da siłom rosyjskim przewagę pomimo wysokich strat rosyjskich i utrzymujących się w Rosji niedoborów wyszkolonego personelu, amunicji i sprzętu. ISW oceniło, że siły rosyjskie próbują odzyskać inicjatywę na poziomie teatru działań na Ukrainie co najmniej od połowy listopada 2023 roku i obecnie prawdopodobnie zaangażowały się w operacje ofensywne na wielu sektorach frontu w okresie najtrudniejszych warunków pogodowych sezonu jesienno-zimowego, starając się przejąć i utrzymać inicjatywę.

Siły rosyjskie mogą prowadzić kosztowne operacje ofensywne w czasie niesprzyjającym manewrom naziemnym, aby zgrać potencjalną zmianę inicjatywy na polu bitwy z toczącymi się na Zachodzie rozmowami na temat dalszego wsparcia dla Ukrainy. Siły rosyjskie rozpoczęły 10 października szeroko zakrojoną ofensywę w celu zajęcia Awdijiwki, a następnie zintensyfikowały lokalne operacje ofensywne w innych częściach wschodniej Ukrainy, podczas gdy siły ukraińskie zaczęły z własnej woli ograniczać operacje kontrofensywne. Rosyjskie dowództwo wojskowe nie zdecydowało się czekać z przygotowaniami do działań ofensywnych później tej zimy lub wiosną 2024 roku ze względu na zmniejszenie tempa ukraińskich kontrofensyw, jak to miało miejsce między udanymi ukraińskimi kontrofensywami latem i jesienią 2022 roku a nieudaną rosyjską ofensywą na zimę-wiosnę 2023 r. Decyzja rosyjskiego dowództwa wojskowego o rozpoczęciu działań ofensywnych jesienią 2023 roku mogła być oportunistyczną reakcją na dostrzegalne osłabienie poparcia Zachodu dla Ukrainy. Nasilenie zachodnich dyskusji na temat kontynuacji pomocy wojskowej dla Ukrainy po stosunkowo udanych rosyjskich operacjach obronnych w obwodzie zaporoskim było przewidywalne i mogło zostać uwzględnione w obliczeniach rosyjskiego dowództwa. Kreml organizuje od dawna operacje informacyjne mające na celu odstraszenie zachodniej pomocy bezpieczeństwa dla Ukrainy, a rosyjskie dowództwo mogło stwierdzić, że te operacje informacyjne przynoszą coraz większe korzyści i że rosyjskie wysiłki wojskowe mające na celu przejęcie inicjatywy mogą wywołać dalsze zachodnie debaty na temat pomocy dla Ukrainy.

Siły rosyjskie rutynowo przeprowadzały operacje wojskowe na Ukrainie, których celem było kształtowanie zachowań Zachodu, zamiast osiągania celów operacyjnych na polu bitwy, a ocena wywiadu USA, że trwające rosyjskie operacje ofensywne nie mają bezpośredniego celu operacyjnego i wojskowego, jest całkowicie wiarygodna. Siły rosyjskie nie przejęły jeszcze inicjatywy na całej Ukrainie, ale siły rosyjskie mogą próbować realizować bezpośredni cel operacyjny, jeśli przejmą inicjatywę. (...)

Wywiad USA ocenił także, że wojna na Ukrainie zdewastowała przedwojenną armię rosyjską, choć Rosja częściowo zrekompensowała te straty i w dalszym ciągu przygotowuje się do długiej wojny na Ukrainie. Odtajniona ocena wywiadu stwierdzała, że ​​siły rosyjskie straciły 87 procent całkowitej liczby przedwojennych żołnierzy lądowych w czynnej służbie i dwie trzecie czołgów znajdujących się na wyposażeniu przed 24 lutego 2022 r. Odtajniona ocena wywiadu podaje, że siły rosyjskie straciły 315.000 z 360.000 personelu, 2.200 z 3.500 czołgów i 4.400 z 13.600 bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych, które brały udział w inwazji na Ukrainę na pełną skalę. Z oceny wynikało, że pod koniec listopada 2023 roku rosyjskie siły lądowe utraciły ponad jedną czwartą przedinwazyjnych zapasów sprzętu wojskowego, co zmniejszyło złożoność i skalę rosyjskich działań ofensywnych na Ukrainie. 

Rosyjscy przywódcy podjęli jednak szeroko zakrojone działania w zakresie generowania sił, aby zrównoważyć straty w sile roboczej, a we wrześniu 2023 r. ukraiński wywiad podał, że siły rosyjskie liczyły na okupowanej Ukrainie 420.000 personelu. Częściowa mobilizacja rozpoczęła się we wrześniu 2022 r., a trwające rosyjskie wysiłki w zakresie kryptomobilizacji najprawdopodobniej zrównoważyły ​​rosyjskie straty zgłaszane przez wywiad USA, chociaż nowy rosyjski personel prawdopodobnie ma mniejsze zdolności bojowe niż ten, którego zastąpił. Rosyjskie dowództwo wojskowe prowadzi także długoterminowe wysiłki w zakresie restrukturyzacji i ekspansji w celu utworzenia rezerw strategicznych i przygotowania się na potencjalną przyszłą wojnę konwencjonalną na dużą skalę przeciwko NATO, chociaż krótko- i średnioterminowe zapotrzebowanie Ukrainy na siłę roboczą prawdopodobnie osłabi te wysiłki. Rosja stopniowo mobilizuje swoją bazę przemysłu obronnego (DIB), aby zaradzić stratom materiałowym na Ukrainie i podtrzymać przedłużający się wysiłek wojenny, choć nic nie wskazuje na to, aby Rosja poczyniła znaczące postępy w kompensowaniu strat w pojazdach opancerzonych na Ukrainie.

understandingwar.org

poniedziałek, 11 grudnia 2023


Maciej Miłosz: Właśnie wróciłeś z Ukrainy. Jak oceniasz sytuację na froncie?

Konrad Muzyka: Po nieudanej ukraińskiej kontrofensywie Rosjanie okrzepli i powoli przejmują inicjatywę. To dotyczy prawie całego frontu, od obwodu charkowskiego przez Donbas aż do Zaporoża. Wyjątkiem jest sytuacja w obwodzie chersońskim gdzie od ok. dwóch miesięcy Ukraińcy prowadzą operację na lewym brzegu Dniepru. Ale jednostki, które biorą w niej udział od czerwca, walczyły w zachodniej części obwodu donieckiego i były częścią oddziałów wydzielonych do ukraińskiej kontrofensywy. One miały zaledwie parę tygodni na odbudowanie zdolności i przygotowanie się do nowych działań. Ci żołnierze są w ciągłym boju w zasadzie od pół roku i są mocno zmęczeni, tak więc ich zdolności do działań muszą być ograniczone. Poza tym Ukraińcy nie mają możliwości by te jednostki znacząco wspierać.

Jeśli mówimy o wojskach ukraińskich, to intensywność działań na pewno spadła, po kontrofensywie ich zdolności ofensywne są wyczerpane. Obecnie do przeprowadzenia ataków na rosyjskie okopy brygady jednorazowo są w stanie wydzielić tylko jednostki wielkości plutonu, może dwóch, a więc kilkudziesięciu żołnierzy. Oni mają wsparcie artylerii, ale te spadki intensywności ostrzału są olbrzymie, to jest kilkadziesiąt procent mniej niż latem.

Od miesięcy front się praktycznie nie przesuwa, zmiany są marginalne.

Z obu stron są okopy, ta linia rozgraniczenia ma od kilkudziesięciu do kilkuset metrów. Jedna i druga armia stara się atakować te umocnienia, ale nasycenie środkami rozpoznawczymi z obu stron jest tak duże, że efektywne przemarsze większych kolumn mają miejsce tylko w nocy. Jeśli Ukraińcy prowadzą jakiekolwiek ataki na pozycje rosyjskie to robią to przed brzaskiem, gdy nasycenie dronami jest mniejsze. Atakują przed świtem, zajmują okop i muszą mieć ze sobą odpowiednią ilość zaopatrzenia: wody, jedzenia, amunicji by przetrwać w tym okopie przez kilkanaście godzin aż do czasu gdy zajdzie słońce. Wówczas ktoś będzie mógł do nich podejść lub podjechać i przekazać nowe zaopatrzenie. Próba przedostania się do tego okopu w ciągu dnia spotka się z rosyjskim ostrzałem artyleryjskim bądź użyciem środków przeciwpancernych albo dronów.

Cofnijmy się trochę w czasie – dlaczego kontrofensywa się nie powiodła?

Nie ma na to prostej odpowiedzi, czynników jest dużo. Po pierwsze, Ukraińcy wybrali do ataku miejsce, które dziś jest najbardziej ufortyfikowane w Europie. Pola minowe, okopy, nasycenie artylerią było ogromne, a Ukraińcy nie byli organizacyjnie w stanie przeprowadzić dużego ataku, który doprowadziłby do znaczącego przełamania rosyjskich linii na Zaporożu. Po drugie, oni nigdy nie prowadzili tego typu operacji, dlatego trudności pojawiły się też na poziomie prowadzenia operacji i dowodzenia. Sztaby nie były w stanie skutecznie przeprowadzić skoordynowanego ataku.

Problemem było też to, że wojsko ukraińskie rozproszyło swoje siły, część była zaangażowana pod Bachmutem, część wydzielona do zachodniej doniecczyzny, a ta największa została skierowana na oś w kierunku Tokmaku. Rozproszenie było za duże i niepotrzebne. Pojawiły się też trudności ze szkoleniem, zarówno po stronie NATO, jak i Ukraińców. Oni mówią, że Sojusz nie rozumie obecnej wojny, wszechobecności dronów rozpoznawczych oraz intensywności wykorzystania artylerii.

A Rosjanie?

Oni do tej kontrofensywy przygotowali się bardzo dobrze. Przez sześć miesięcy fortyfikowali swoje linie na Zaporożu, a Ukraińcy się wtedy skupiali na obronie Bachmutu. Gdyby część tamtych sił i środków obrońców była przekierowana na południe, tak by utrudnić Rosjanom tworzenie fortyfikacji jest bardzo prawdopodobne, że ta kontrofensywa wyglądałaby inaczej. To nie jest tak, że te tysiące kilometrów linii fortyfikacyjnych pojawiło się z dnia na dzień, to był długotrwały proces, który Ukraińcy obserwowali, ale nie byli go w stanie przerwać.

Jak radzą sobie teraz?

Ich trwająca już od miesiąca ofensywa pod Awdijiwką jest działaniem typowym dla szefa sztabu Federacji Rosyjskiej generała Gierasimowa. Ono polega na ciągłym posyłaniu do walki kolejnych oddziałów, to są kolejne fale, jeden oddział za drugim, itd. Ta operacja została poprzedzona bardzo dobrym rozpoznaniem, ma wsparcie dużych sił lotniczych i rakietowych, na ten kierunek została też przekierowana duża ilość środków artyleryjskich. Żadnego większego uzysku terytorialnego Rosja nie osiągnęła, ale Ukraińcy są w tym rejonie już bardzo mocno wykrwawieni.

Dwa tygodnie temu Wall Street Journal opisywał, historię jednej z ukraińskich kompanii wyposażonej w bojowe wozy piechoty Bradley. Owa kompania rozpoczęła kontrofensywę mając 120 żołnierzy. Obecnie służy w niej 20, wliczając rezerwowych, którzy zostali wcieleni w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Reszta jest albo martwa, ranna, lub została przeniesiona do innych zdań niż szturmowe.

Ale Awdijiwki bronią.

Ukraińcy w rejonie Awdijiwiki stosują tę samą taktykę co Rosjanie na Zaporożu, czyli bronią się do przodu. Jak Rosjanie zajmują teren, to automatycznie Ukraińcy kontratakują. To jest już wojna na wyczerpanie, Ukraińcy nie chcą w tym rejonie się cofać i płacą za to bardzo wysoką cenę. W tym artykule był przykład dowódcy kompanii, który po otrzymaniu rozkazu kontratakowania zajętego przez Rosjan okopu odmówił jego wykonania, ponieważ stwierdził, że ta operacja jest bez sensu i wiąże się z bardzo dużym ryzykiem. Atak mimo to miał miejsce. Na 36 wysłanych tam żołnierzy 17 poniosło śmierć. Ten sposób obrony się nie sprawdzi. Ukraińcy nie mogą walczyć na wyczerpanie z Rosją.

Jak wyglądają rosyjskie zapasy sprzętu?

W Rochan Consulting szacujemy, że obecna intensywność działań może być utrzymana przez Rosjan przez kolejne dwa – trzy lata. Oni produkują nowe czołgi, remontują stare, które składowali i te, które są uszkadzane na Ukrainie. Do tego dochodzi duży wzrost produkcji amunicji artyleryjskiej oraz olbrzymie dostawy dronów produkowanych w Rosji, ale też w Iranie czy Chinach. Prawdopodobnie rosyjski przemysł zbrojeniowy osiągnie szczyt możliwości produkcji w 2024 r. Nie wiemy jak długo on będzie trwał, jak długo rosyjska gospodarka to wytrzyma, ponieważ obecnie 40 proc. całego budżetu federalnego Rosji jest alokowane na sektor bezpieczeństwa czyli armię i wewnętrzne organy bezpieczeństwa. Prawdopodobnie to nie jest do utrzymania w średnim terminie pięciu czy dziesięciu lat.

Jednak pogłoski o tym, że ich gospodarka wpadnie w zapaść okazały się mocno przedwczesne.

Obecny deficyt budżetowy Rosji to zaledwie 1 proc. PKB. Gospodarka, która miała się przez sankcje popaść w ruinę, najpewniej w tym roku zanotuje 2-procentowy wzrost PKB. Po roku od nałożenia sankcji Federacja Rosyjska wyszła z kryzysu ekonomicznego. To oczywiście jest okupione dużym kosztem społecznym, ale to nie jest istotne, gdyż przekaz propagandowy jest jasny: Rosjanie walczą o przetrwanie i dlatego muszą być gotowi do poświęceń i wyrzeczeń w imię wojny z Zachodem, która właśnie ma miejsce. Nawet jeśli widzimy sytuacje, gdy rosyjscy żołnierze protestują, to trzeba pamiętać, że oni nie robią tego dlatego, bo nie chcą walczyć. Oni po prostu narzekają na brak odpowiedniego sprzętu i szkolenia.

Jak w tym kontekście wygląda kwestia dostaw uzbrojenia dla Ukrainy z Zachodu?

W marcu wskazywałem, że właśnie jesteśmy w szczytowym okresie tych dostaw i to się niestety sprawdziło. Obecnie w Europie nie ma takiej ilości sprzętu, która mogłaby wspomóc Ukraińców w przeprowadzeniu ofensywy w nadchodzącym roku. Wydaje się, że Stany Zjednoczone też nie przekażą Ukrainie takiej liczby wozów czy transporterów opancerzonych by móc utworzyć nowe brygady lub doposażyć stare. Pocieszeniem może być to, że część tego sprzętu, który Ukraińcy otrzymali w ostatnich miesiącach nie została wykorzystana w boju albo nie została zniszczona.

Dostawy z Zachodu są obecnie bardzo ograniczone, to bardzo widać szczególnie w zakresie amunicji 155 mm. One nie dość, że są małe to jeszcze nieregularne, co bardzo utrudnia planowanie działań nawet na poziomie taktycznym. Problemem jest też to, że nie ma planów co zrobić dalej. Jesteśmy trochę w błędnym kole. Zachód czeka, aż Ukraińcy przedstawią plany na kolejny rok, a oni czekają na informacje na jaki sprzęt mogą liczyć i na podstawie tego chcą planować co robić w kolejnym roku. Dlatego ciężko przewidywać co się wydarzy.

forsal.pl

7 grudnia kancelarie premiera Armenii Nikola Paszyniana i prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa poinformowały we wspólnym oświadczeniu, że w wyniku prowadzonych rozmów osiągnięto porozumienie co do konkretnych kroków mających na celu wzmocnienie wzajemnego zaufania. Jako gesty dobrej woli strony zapowiedziały zwolnienie jeńców wojennych (32 ormiańskich i 2 azerbejdżańskich) oraz wzajemne poparcie dla swoich kandydatów we władzach najbliższej Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu.

Armenia i Azerbejdżan wezwały również społeczność międzynarodową, aby wsparła ich wysiłki na rzecz wypracowania w najbliższym czasie dodatkowych środków zaufania pomiędzy obiema stronami. W ocenie autorów oświadczenia „zaistniała historyczna szansa na osiągnięcie w regionie długo oczekiwanego pokoju”. W dokumencie podkreślono, że Armenia i Azerbejdżan potwierdzają wolę normalizacji wzajemnych relacji, zwieńczonej traktatem pokojowym opartym na szacunku dla suwerenności i integralności terytorialnej.

Wspólne oświadczenie zostało wysoko ocenione na Zachodzie. Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel nazwał je istotnym przełomem w relacjach Baku i Erywania, przyjmując ze szczególnym zadowoleniem zwolnienie jeńców i „bezprecedensowe otwarcie w dialogu politycznym”. Zaznaczył przy tym, że taki pogłębiony dialog jest kluczowym celem prowadzonego pod auspicjami UE procesu pokojowego i wezwał liderów obydwu państw do jak najszybszego sfinalizowania traktatu pokojowego. W podobnym duchu wypowiedzieli się wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell oraz rzecznik Departamentu Stanu USA Matthew Miller. Rosyjskie MSZ przyjęło oświadczenie „z zadowoleniem”.

Komentarz

Zbrojna likwidacja przez Azerbejdżan samozwańczej republiki Górskiego Karabachu i towarzyszący temu exodus całej ludności ormiańskiej we wrześniu br. (...), doprowadziły do zawieszenia oficjalnych kontaktów między przedstawicielami Erywania i Baku oraz do faktycznego zamrożenia trwającego od 2021 r. procesu pokojowego. Nie doszło do planowanych wcześniej spotkań Alijewa i Paszyniana w Grenadzie, przy okazji szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej (5 października), ani w Biszkeku, na marginesie szczytu WNP (13 października). Równolegle do zamrożenia dialogu na najwyższym szczeblu Azerbejdżan wzmocnił presję na Armenię w kwestii odblokowania szlaków transportowych mających łączyć go z eksklawą w Nachiczewanie (tzw. korytarz zangezurski) i m.in. eskalował żądania w sporach granicznych z Armenią. Tym samym realna stawała się groźba ataku Azerbejdżanu na suwerenne terytorium Armenii (...). Jednocześnie istniały przesłanki świadczące o tym, że cały czas prowadzone są rozmowy nieoficjalne, o których opinia publiczna nie jest informowana – co przy okazji oświadczenia zostało potwierdzone.

Wiele wskazuje na to, że negocjacje przedstawicieli administracji Alijewa i Paszyniana toczyły się pod egidą, a przynajmniej przy jakimś wsparciu UE. Mogą o tym świadczyć zarówno częste wizyty wysokich rangą armeńskich i azerbejdżańskich urzędników w Brukseli, jak i entuzjastyczna reakcja unijna na wspólne oświadczenie ze strony Michela (oraz znacznie bardziej powściągliwa – Moskwy). Jeśli istotnie tak było – choć w oświadczeniu nie ma mowy o pośrednikach, a o wsparcie proszona jest społeczność międzynarodowa – prawdopodobne jest, że ewentualne porozumienie pomiędzy Armenią a Azerbejdżanem może zostać zawarte pod patronatem UE. Musiałoby to jednak nastąpić w ciągu najbliższych miesięcy (w czerwcu 2024 r. odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, które pociągną za sobą zmiany w UE na kluczowych stanowiskach). Unia przejęła od Moskwy inicjatywę w procesie pokojowym od przełomu 2021 i 2022 r. i wydaje się, że traktowana jest przez obie strony jako najmniej kontrowersyjny i budzący najwięcej zaufania „broker”. Baku nie akceptuje włączenia do rozmów w formacie brukselskim jedynie prezydenta Francji, która otwarcie wspiera Armenię – w wyniku kontrowersji na tym tle nie doszło do szczytu w Grenadzie. Porozumieniem żyrowanym przez Moskwę nie jest z kolei zainteresowana Armenia – na październikowy szczyt WNP do Biszkeku Paszynian nie przyjechał (...).

Mimo że wspólne oświadczenie wydaje się przełamywać trwający impas i należy je uznać za daleko idące i dające nadzieję na porozumienie, sukces procesu pokojowego nie jest przesądzony. Dokumentu nie podpisali liderzy obu państw, nie jest też zapowiedziane żadne kolejne spotkanie na szczycie. Z pewnością jednak w chwili obecnej oddala się groźba kolejnej wojny – zwłaszcza w kontekście wspomnianego w oświadczeniu kontynuowania rozmów. Bardzo możliwe, że w ciągu nadchodzących miesięcy w relacjach pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem dojdzie do przesilenia, w ramach którego bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zawarcie traktatu pokojowego i nawiązanie relacji dyplomatycznych (po czym nastąpiłaby z pewnością normalizacja relacji Armenii i Turcji). Wciąż jednak nie można też całkowicie wykluczyć wariantu wojennego, tj. „przebicia” przez Azerbejdżan korytarza do eksklawy Nachiczewanu i starć granicznych. Jakiekolwiek (szybkie) rozstrzygnięcie – przedstawione jako sukces Baku – będzie Alijewowi potrzebne w kontekście rozpisanych na 7 lutego 2024 r. przedterminowych wyborów prezydenckich (ogłoszono to także 7 grudnia). Ma on prawo wystartować w nich po raz kolejny – liczba kadencji nie jest w Azerbejdżanie ograniczona. 

osw.waw.pl

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa podkreśliła, że ​​maksymalistyczne cele Rosji na Ukrainie nie uległy zmianie, powtarzając żądanie Kremla dotyczące pełnej kapitulacji politycznej Ukrainy i akceptację przez Kijów żądań militarnych i terytorialnych Rosji, zamiast sugerować jakąkolwiek chęć poważnych negocjacji. W pisemnym wywiadzie dla AFP z 9 grudnia Zacharowa stwierdziła, że ​​„kompleksowe, trwałe i sprawiedliwe rozwiązanie” na Ukrainie może nastąpić jedynie wtedy, gdy Zachód przestanie „pompować siły zbrojne Ukrainy bronią”, a Ukraina zda rzekomo należące do Rosji ukraińskie terytorium Ukrainy i „wycofa swoje wojska”, prawdopodobnie z terytorium Ukrainy, które Rosja twierdzi, że anektowała. Zacharowa podkreśliła utrzymujące się od dawna twierdzenia Kremla, że ​​Rosja najechała Ukrainę w celu „demilitaryzacji”, „denazyfikacji” i „zapewnienia praw obywatelom rosyjskojęzycznym” na Ukrainie. Kreml konsekwentnie używa terminu „denazyfikacja” jako hasła oznaczającego usunięcie wybranego rządu Ukrainy i zastąpienie go takim rządem, który Kreml uważa za akceptowalny, czyli zmianą reżimu. „Demilitaryzacja” w oczywisty sposób pozostawiłaby Ukrainę na stałe na łasce Rosji. W komentarzach Zacharowej wyraźnie widać, że początkowe cele rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę, określone przez prezydenta Rosji Władimira Putina 24 lutego 2022 roku, nie uległy zmianie i że Putin nie zamierza kończyć wojny, chyba że jego maksymalistyczne cele zostałyby osiągnięte. 

(...)

Kreml w dalszym ciągu wyraża coraz bardziej antyizraelskie stanowisko w sprawie wojny między Izraelem a Hamasem, pomimo udawania zainteresowania rolą neutralnego arbitra w konflikcie. (...) Prezydent Rosji Władimir Putin i premier Izraela Benjamin Netanjahu odbyli 10 grudnia rozmowę telefoniczną, która trwała 50 minut i skupiała się głównie na wojnie Izrael–Hamas. Putin zauważył, że w Strefie Gazy panuje „katastrofalna sytuacja humanitarna” i podkreślił, że unikanie konsekwencji dla ludności cywilnej przy przeciwdziałaniu zagrożeniom terrorystycznym jest tak samo ważne, jak odrzucanie i potępianie terroryzmu. Komentarze Putina są godne odnotowania w świetle zniszczeń, jakie rosyjska inwazja na Ukrainę przyniosła tamtejszej ludności cywilnej, oraz celowych wysiłków Rosji mających na celu zadanie cierpień ukraińskiej ludności cywilnej poprzez ataki na infrastrukturę energetyczną w okresie zimowym. Putin podobno powtórzył początkowe retoryczne stanowisko Kremla w sprawie wojny Izrael–Hamas, twierdząc, że Rosja jest gotowa złagodzić cierpienia ludności cywilnej i deeskalować konflikt. W ostatnich tygodniach Putin coraz bardziej odchodził od tej bardziej neutralnej retoryki na rzecz znacznie bardziej antyizraelskiego stanowiska, w szczególności twierdząc, że wojna prowadzi do „eksterminacji ludności cywilnej w Palestynie”. Netanjahu podobno wyraził niezadowolenie ze stanowiska Rosji wobec Izraela, które rosyjscy urzędnicy sformułowali w Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) i innych organizacjach wielostronnych. Netanjahu skrytykował także Rosję za „niebezpieczną współpracę” z Iranem, zwłaszcza po spotkaniu Putina z prezydentem Iranu Ibrahimem Raisim w Moskwie 7 grudnia. Putin prawdopodobnie chciał złagodzić obawy Izraela dotyczące rosyjskiego wsparcia dla Hamasu i pogłębiania rosyjsko-irańskiego partnerstwa w dziedzinie bezpieczeństwa, ale izraelska i rosyjska retoryka otaczająca rozmowę sugeruje, że Putinowi prawdopodobnie się to nie udało. 

(...)

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow podczas przemówienia na Forum w Doha 10 grudnia odwołał się do historycznych zwycięstw militarnych Rosji i ZSRR, próbując bagatelizować rosyjskie straty na Ukrainie i degradację zdolności wojskowych Rosji. Ławrow twierdził, że akcja militarna „rozpętana przez USA rękami Ukrainy” jedynie wzmocniła Rosję i twierdził, że zjawisko to można porównać do rzekomego wzrostu siły Rosji po zwycięstwach militarnych nad Napoleonem w XIX w. i Hitlerem w czasie II wojny światowej. Ławrow odwołał się do tych fałszywych analogii historycznych, aby zminimalizować straty Rosji na Ukrainie i zapewnić, że Rosja nadal będzie w stanie pokonać Zachód w hipotetycznej konfrontacji, tak jak imperium rosyjskie i Związek Radziecki walczyły z mocarstwami europejskimi w poprzednich kosztownych wojnach. 

understandingwar.org

sobota, 9 grudnia 2023


Na północny zachód od Bachmutu siły agresora wyparły obrońców z ostatnich terenów odzyskanych przez nich w trakcie prowadzonej od czerwca kontrofensywy. Wyszły tam na obrzeża wsi Bohdaniwka, flankującej od północnego wschodu Czasiw Jar. Na południowy zachód od Bachmutu Rosjanie odzyskali kontrolę nad wzniesieniem dominującym nad Kliszczijiwką, z której północnej części wojska ukraińskie się wycofały. Nieznaczne postępy odnotowali także na północ od Awdijiwki oraz na obrzeżach tego miasta, w okolicach Kombinatu Koksochemicznego oraz na południe od Orichiwa, gdzie odzyskali część utraconych w trakcie ukraińskiej kontrofensywy terenów w rejonie miejscowości Robotyne i Werbowe. Siły ukraińskie bez większego powodzenia kontratakowały na południe od Orichiwa i na zachód od Kreminnej. Powstrzymały natomiast kolejne ataki wroga w Marjince oraz na północny wschód od Kupiańska, gdzie główne walki toczą się o Syńkiwkę. Na lewym brzegu Dniepru obrońcy podjęli kolejną próbę poszerzenia przyczółku w miejscowości Krynky, skutecznie blokując próby jego likwidacji przez Rosjan. Zgodnie z przekazem ukraińskiego Sztabu Generalnego aktywność agresora utrzymuje się na wysokim poziomie, oscylującym wokół 90 szturmów na dobę. W porównaniu z poprzednimi tygodniami najeźdźcy zmniejszyli presję w Marjince, a do największej liczby ataków dochodzi w rejonach Awdijiwki (6 grudnia odnotowano tam 34 szturmy przeciwnika), Bachmutu i na zachód od Kreminnej.

(...)

Komentarz

Wojna ponownie weszła w okres przewagi agresora. Od czasu obserwowanego od września stopniowego odzyskiwania inicjatywy w wymiarze taktycznym Rosjanie przejęli ją też w skali operacyjno-strategicznej. Przejawia się to nie tylko w utrzymującej się w ostatnich tygodniach wzmożonej aktywności na większości kierunków i powolnym, acz systematycznym wypieraniu obrońców z zajmowanych przez nich pozycji, lecz także w zaktywizowaniu grup dywersyjno-rozpoznawczych w północno-wschodnich rejonach Ukrainy.

W rosyjskich działaniach nie widać obecnie problemów obserwowanych w 2022 r., zwłaszcza spowodowanych złym funkcjonowaniem logistyki. Okrzepnięcie i rozbudowa potencjału agresora nie są jednak czynnikiem decydującym. Najistotniejsze przyczyny przejścia armii ukraińskiej do defensywy to zmniejszenie wsparcia wojskowego z Zachodu oraz zmęczenie wojną żołnierzy (niektórych jednostek nie rotowano de facto od ponad roku) i społeczeństwa, przekładające się na postępujący spadek możliwości mobilizacyjnych. Oba te czynniki są jednak niezależne od siebie. Zmniejszenie zachodniego wsparcia może natomiast pogłębić negatywne tendencje po stronie ukraińskiej, za których katalizator należy uznać fiasko letniej kontrofensywy. 

osw.waw.pl

– Nie ma już żadnych wątpliwości co do prawicowo-ekstremistycznej orientacji AfD w Saksonii – powiedział Dirk-Martin Christian, prezes Urzędu Ochrony Konstytucji w Dreźnie. Po Turyngii i Saksonii-Anhalcie jest to trzeci land, który w ten sposób sklasyfikował miejscowe struktury partii. W Saksonii poprzedzono tę decyzję czteroletnią obserwacją.

– Po szeroko zakrojonym procesie kontroli prawnej doszliśmy do wniosku, że struktury AfD w Saksonii należy zaklasyfikować jako obiekt obserwacji. W ciągu czterech lat intensywnej kontroli zarejestrowaliśmy dużą liczbę oświadczeń i postulatów, w szczególności od wyższych urzędników i przedstawicieli wybranych przez partię i stowarzyszenia okręgowe, czyli od osób reprezentujących ugrupowanie. W sumie dowodzą one ponad wszelką wątpliwość, że tutejszy oddział AfD realizuje antykonstytucyjne cele – podsumował Christian.

– Miejscowe struktury AfD mogą być niejednorodne pod względem personalnym, ale pod względem treści i programu charakter całego oddziału partii w landzie jest zdominowany i kształtowany przez tak zwany obóz solidarnościowo-patriotyczny pochodzący z dawnej frakcji Der Fluegel ("Skrzydło"). Jego duchowym przywódcą jest prawicowy ekstremista Bjoern Hoecke – powiedział szef organu.

Dodał, że prawicowo-ekstremistyczne wypowiedzi czołowych funkcjonariuszy i przedstawicieli są przyjmowane w partii bez krytycznej refleksji – a na pewno publicznie się od nich nie odcina. Ugrupowanie jawi się światu zewnętrznemu jako "monolityczny blok".

Z raportu Urzędu Ochrony Konstytucji w Saksonii wynika, że liczne wypowiedzi działaczy miejscowych struktur AfD są skierowane przeciwko podstawowym zasadom wolności i porządku demokratycznego.

"W odniesieniu do imigracji oddział partii głosi politykę tak zwanego etnopluralizmu, będącego znakiem rozpoznawczym prawicowego ekstremizmu. Zakłada on nabywanie niemieckiego obywatelstwa wyłącznie na podstawie kryteriów etniczno-biologicznych lub kulturowych" – napisali autorzy raportu.

Jest to jednak niezgodne z niemiecką konstytucją.

W raporcie czytamy dalej, że w debacie na temat migracji partia reprezentuje typowe stanowiska nacjonalistyczne. Czołowi przedstawiciele partii w Saksonii regularnie używają w dyskursie publicznym ideologicznych terminów z prawicowej sceny ekstremistycznej, takich jak "wielka wymiana" (teoria spiskowa sugerująca, że elity realizują scenariusz zmian demograficznych mających doprowadzić do zastąpienia etnicznych Europejczyków przez osoby o innym niż biały kolorze skóry, zwłaszcza z krajów muzułmańskich – red.) czy "Umvolkung" (repopulacja, zmiana etnicznego składu społeczeństwa – red.).

Wzywają również do "remigracji" migrantów (powrót do dawnego miejsca zamieszkania – red.)

Wrogość AfD wobec islamu i muzułmanów wyraża się w szczególności w tym, że migranci płci męskiej ze świata arabskiego są publicznie zniesławiani i dyskryminowani. – W ten sposób struktury AfD w landzie nieustannie podsycają obawy i niechęć wobec obcokrajowców w społeczeństwie – dodał Christian.

Saksoński oddział AfD wykorzystuje także powszechnie antysemickie hasła i teorie spiskowe, popularne również wśród prawicowych ekstremistów i członków ruchu Obywateli Rzeszy.

Czołowi przedstawiciele regionalnych struktur AfD nie głoszą antysemityzmu wprost, ale ukrywają go pod różnymi eufemizmami, takimi jak choćby "międzynarodowa elita finansowa" – czytamy dalej w raporcie Urzędu Ochrony Konstytucji w Saksonii.

Dostarcza on również dowodów na agitację lokalnych struktur AfD przeciwko porządkowi politycznemu Republiki Federalnej Niemiec. Urząd ogłosił, że rozpoczęła się ona w czasie walki państwa z pandemią i wciąż trwa. Zarówno instytucje państwowe, jak i ich przedstawiciele byli i nadal są publicznie zniesławiani i ośmieszani.

"Oddział AfD w Saksonii nie jest zainteresowany obiektywną dyskusją na temat sytuacji politycznej, ale ogólną degradacją naszej demokracji" – piszą autorzy raportu.

W wyborach do władz Saksonii w 2019 r. AfD otrzymała 27,5 proc. głosów. W najnowszym sondażu uzyskała 33 proc. i dogoniła Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną Niemiec (CDU).

onet.pl

piątek, 8 grudnia 2023


Siły rosyjskie mogą ponosić straty na całym froncie ukraińskim w tempie zbliżonym do tempa, w jakim Rosja obecnie generuje nowe siły. Rzecznik Dowództwa Ukraińskich Sił Lądowych podpułkownik Wołodymyr Fityo oświadczył 7 grudnia, że ​​siły rosyjskie straciły w listopadzie 2023 r. prawie 11.000 żołnierzy (prawdopodobnie zabitych lub wykluczonych z walki z powodu kontuzji) w kierunkach Kupiańsk, Łyman i Bachmut. Tempo operacyjne w kierunkach Kupiańska, Łymana i Bachmuta jest obecnie niższa niż w kierunku Awdijiwki. Odnotowane straty sugerują, że liczba ofiar rosyjskich w rejonie Awdijówki może być jeszcze wyższa, biorąc pod uwagę wyższe tempo działań operacyjnych. Ukraińscy urzędnicy informowali wcześniej, że siły rosyjskie straciły 5.000 żołnierzy zabitych i rannych w pobliżu Awdijiwki i Marinki (na zachód od Doniecka) między 10 a 26 października, kiedy siły rosyjskie przeprowadziły dwie fale ciężko zmechanizowanych ataków, aby zająć Awdijiwkę. Siły rosyjskie przeprowadzają obecnie masowe ataki piechoty w celu zajęcia Awdijiwki w pozornej próbie zachowania pojazdów opancerzonych pomimo ryzyka jeszcze większych strat w sile roboczej. Ukraińscy urzędnicy w szczególności wskazali, że rosyjskie wysiłki obronne również skutkują znacznymi ofiarami – według doniesień siły ukraińskie zabiły ponad 1.200 rosyjskich pracowników i raniły ponad 2.200 osób na wschodnim (lewym) brzegu obwodu chersońskiego w okresie od 17 października do 17 listopada. Siły ukraińskie kontynuują kontrofensywę w zachodnim obwodzie zaporoskim i prawdopodobnie zadają podobne straty broniącym się siłom rosyjskim na tym odcinku frontu. ISW nie może potwierdzić podanych przez Ukrainę danych dotyczących ofiar rosyjskich ofiar, a wiarygodne dane dotyczące ofiar rosyjskich na Ukrainie nie są dostępne. Jeśli dane podawane przez Ukrainę są w zasadzie dokładne, sugerują, że rosyjskie operacje na Ukrainie są ogólnie bardzo wyczerpujące i że wysokie rosyjskie straty nie są jedynie wynikiem najbardziej kosztownych rosyjskich operacji ofensywnych w pobliżu Awdijwki.

Rosyjscy i ukraińscy urzędnicy podali, że rosyjskie wysiłki w zakresie kryptomobilizacji generują około 20.000 do 40.000 pracowników miesięcznie, co stanowi wskaźnik, który może być niższy niż obecny wskaźnik ofiar wypadków w Rosji na Ukrainie. Wiosną i latem 2023 r. ukraińscy urzędnicy podali, że Rosja rekrutuje miesięcznie około 20.000 pracowników w ramach działań związanych z kryptomobilizacją. Ukraińscy urzędnicy podają, że rosyjskie zgrupowanie sił wzdłuż frontu obwodu charkowsko-ługańskiego mniej więcej nie uległo zmianie od lata 2023 roku, co sugeruje, że zaangażowanie nowego personelu w ten obszar kompensuje rosyjskie straty, ale nie zwiększa siły tego ugrupowania. Zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew twierdził wcześniej, że rosyjskie wojsko zwerbowało 42.000 żołnierzy między 9 listopada a 1 grudnia. Ukraińskie dane dotyczące rosyjskich ofiar na froncie sugerują, że miesięczne straty w Rosji mogą przekroczyć 20.000 miesięcznych poborów i może być nawet bliski znacznie wyższej wartości Miedwiediewa. Rosyjskie operacje na Ukrainie skłoniły ostatnio rosyjskie dowództwo wojskowe do szybkiego skierowania na Ukrainę nowo utworzonych i słabszych formacji w celu wzmocnienia sektorów frontu, utrudniając długoterminowe wysiłki na rzecz utworzenia rezerw operacyjnych i strategicznych oraz restrukturyzacji rosyjskich sił lądowych. Dane dotyczące zarówno rekrutacji, jak i ofiar prawdopodobnie zmieniają się w ciągu roku, a wszystkie dostępne dane są prawdopodobnie przesadzone. Podane liczby odpowiadają jednak warunkom obserwowanym na polu bitwy, a także innym ukraińskim doniesieniom, że rosyjskiej armii udało się utrzymać obecny poziom personelu na Ukrainie pomimo podobno dużej liczby nowych rekrutów. Wysokie straty rosyjskie prawdopodobnie uniemożliwią siłom rosyjskim pełne uzupełnienie i odtworzenie istniejących jednostek na Ukrainie oraz utworzenie nowych rezerw operacyjnych i strategicznych, jeśli rosyjskie wysiłki w zakresie tworzenia sił będą kontynuowane na obecnym poziomie, podczas gdy rosyjskie wojsko będzie kontynuować działania. Wydaje się jednak, że Rosja jest w stanie w dalszym ciągu absorbować takie straty i uzupełniać je nowymi rekrutami, o ile prezydent Władimir Putin będzie chciał i był w stanie ponieść wewnętrzne konsekwencje.

understandingwar.org

czwartek, 7 grudnia 2023


Nowe dane Ukraine Support Tracker Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej (IfW Kiel) dotyczące wsparcia dla Ukrainy pokazują, że Zachód staje się "zmęczony wojną", pisze w czwartek portal RND. "Widzimy 87-procentowy spadek nowych zobowiązań pomocowych" - powiedział ekspert IfW Pietro Bomprezzi w rozmowie z portalem.

Porównano okres od sierpnia do października z tym samym okresem ubiegłego roku. O ile w ubiegłym roku pomoc wyniosła w tym czasie 16 miliardów euro, o tyle od sierpnia do października br. wyniosła zaledwie 2 miliardy euro, pisze RND. Oznacza to, że wsparcie spadło do najniższego poziomu od początku wojny.

Spadek pomocy dla Ukrainy dotyczy wszystkich obszarów: wsparcia humanitarnego, finansowego i wojskowego. "Ale największy spadek obserwujemy w pomocy wojskowej" - mówi Bomprezzi. Powołuje się na brak nowych pakietów pomocowych ze strony USA, które do tej pory dostarczyły Ukrainie więcej broni niż ktokolwiek inny. Wewnętrzny spór polityczny w USA blokuje obecnie większe pakiety pomocowe.

"Kolejny wniosek z analizy danych: Ukraina jest coraz bardziej zależna od kilku głównych darczyńców", czytamy. Oprócz USA i Niemiec są to na przykład kraje skandynawskie. "Spośród 42 krajów, które wspierają Ukrainę, mniej niż połowa ogłosiła nowe pakiety pomocowe w ostatnich miesiącach. Unia Europejska i Stany Zjednoczone również nie złożyły prawie żadnych nowych zobowiązań", czytamy.

"Sytuacja jest poważna" - powiedział RND polityk partii Zielonych Anton Hofreiter. Ostrzega, że "grozi nam popełnienie tych samych błędów, co przed 24 lutego 2022 roku".

Zbyt wiele osób zakłada, że Putin jest skłonny do negocjacji, choć nic na to nie wskazuje. Wraz ze swoimi europejskimi partnerami Niemcy muszą szybko i kompleksowo zamówić systemy uzbrojenia z przemysłu obronnego, których Europa i Ukraina potrzebują do obrony. "Kanclerz Scholz i minister obrony Pistorius powinni przestać nieustannie poklepywać się po plecach za to, co do tej pory osiągnęli" - pisze RND.

PAP