środa, 1 listopada 2023



„My, Egipcjanie, jesteśmy gotowi poświęcić miliony istnień ludzkich, aby nikt nie zbliżył się do ziarenka naszego piasku” - tak premier wyraził chęć ochrony Synaju Północnego za wszelką cenę. Rząd egipski jest zaniepokojony potencjalnym masowym eksodusem Palestyńczyków, którzy być może będą musieli wybierać między pozostaniem w centrum izraelskich bombardowań a opuszczeniem Strefy Gazy.

onet.pl


W piątek /27.10/ zmarł nagle na zawał serca były premier Li Keqiang (2013-2023). W całych Chinach ludzie oddają cześć zmarłemu składając kwiaty, czasami w nieoczekiwanych miejscach, jak most, który kiedyś otwierał. Niemniej władze starają się ograniczyć te spontaniczne wybuchy żałoby, także w mediach społecznościowych. Może to się wydawać dziwne, ponieważ pozornie reżim powinien być zadowolony z pośmiertnej popularności jednego z przywódców. Z perspektywy Pekinu to jednak niebezpieczny przejaw cichego protestu.

Aby zrozumieć ten fenomen trzeba się cofnąć w czasie. W 1976 roku doszło na placu Tiananmen do tzw. Incydentu 5 kwietnia (四五天安门事件). 4-5 kwietnia na placu w tradycyjnym dniu żałoby, Festiwalu Qingming zgromadziły się tłumy, aby zaprotestować przeciwko usuwaniu oznak żałoby po zmarłym wcześniej w tym samym roku premierze Zhou Enlai. W rzeczywistości ostentacyjna żałoba była wtedy jedyną formą wyrażenia sprzeciwu przeciwko władzom centralnym z Bandą Czworga na czele, za której przeciwnika uchodził Zhou Enlai. Z kolei w 1989 roku śmierć Hu Yaobang, byłego sekretarza generalnego, uznawanego za liberała, który został zmuszony do przejścia na emeryturę przez Deng Xiaoping w 1987 roku wywołała ogólnokrajowe demonstracje i zapoczątkowała okupację placu Tiananmen przez studentów, którzy domagali się demokratyzacji. Dzisiaj pamiętają o tym nie tylko władze, ale też wielu Chińczyków. Dlatego spontaniczny wybuch żałoby po byłym premierze, wywodzącym się z innej frakcji partyjnej, jest traktowany przez jedną i drugą stronę jako sposób wyrażenia sprzeciwu wobec Xi Jinping.

Pierwsze oznaki pojawiły się w Hefei, rodzinnym mieście byłego premiera w prowincji Anhui. W Zhengzhou, w centralnej prowincji Henan, gdzie Li pracował przez siedem lat jako gubernator prowincji, a następnie sekretarz partii prowincji, ludzie ustawili portret w centrum miasta. W Szanghaju kilku artystów zostało zatrzymanych przez policję, w szczególności mężczyzna przebrany za girlandę z napisem „głębokie kondolencje” i inny przebrany za znak drogowy z napisem „Jestem w Szanghaju. Chcę, żebyś umarł” – Li Keqiang zmarł w Szanghaju. Bardziej tradycyjne oznaki żałoby pojawiają się w całym kraju. Xi Jinping musi sobie zdawać sprawę, że Chińczycy w ten sposób wyrażają swoje niezadowolenie, a ono narasta wraz z pogarszająca się sytuacją gospodarczą – lepsze wskaźniki makroekonomiczne nie przekładają się na sytuację mas. Do tego dochodzi pamięć o strategii „zero COVID” i konsekwencjach jej nagłego porzucenia, jak i ogólny wzrost represyjności systemu w ostatniej dekadzie.

zawielkimmurem.net

wtorek, 31 października 2023


Jak czytamy, Zełenski był „zły” po wizycie w USA. Jeden z cytowanych anonimowo ludzi z otoczenia prezydenta mówi, że wręcz czuje się zdradzony przez swoich zachodnich sojuszników.

– Zostawili go bez środków do zwycięstwa w wojnie, tylko do tego, żeby ją przetrwać – mówi.

Inny cytowany anonimowo urzędnik administracji prezydenta twierdzi, że teraz Zełenski „przychodzi, słucha wiadomości, wydaje polecenia i wychodzi”. Jak napisał Time opierając się na takich relacjach, po ponad półtora roku pełnowymiarowej wojny Zełenski „utracił blask swojego optymizmu, poczucie humoru i chęć ożywiania atmosfery na posiedzeniach gabinetu wojennego”.

Główną przyczyną niezadowolenia ma być właśnie obniżenie poziomu wsparcia Ukrainy przez zagranicznych partnerów. Time twierdzi, że nawet wizyta w USA w żaden sposób nie przyczyniła się do jego „ożywienia”.

Cytowane są wyniki sondażu agencji Reuters przeprowadzonego krótko po wizycie Zełenskiego. Wynika z nich, że obecnie tylko 41 proc. Amerykanów chce, żeby Kongres dostarczał więcej broni Kijowowi. A w lipcu, gdy zaczynała się ukraińska kontrofensywa na południu i wschodzie, wskaźnik ten wynosił 65 proc. Ponadto w artykule podkreślono, że wraz z rozpoczęciem wojny na Bliskim Wschodzie między Izraelem a Hamasem jeszcze trudniej jest Ukrainie zwracać na świecie uwagę na swoją sytuację.

Time zwraca również uwagę na to, że w administracji USA zmienił się stosunek do samego Zełenskiego jako polityka. Podczas zeszłorocznej wizyty Wołodymyra Zełenskiego w USA, jak przypomina się w artykule, Amerykanie wysłali po niego specjalny wojskowy samolot, a jego przemówienie w Kongresie zostało nagrodzone owacjami. Obecnie sytuacja się zmieniła. Kwestia pomocy Ukrainie stała się bowiem jedną z głównych kości niezgody w debatach nad budżetem USA. A przecież w 2024 roku w USA odbędą się wybory prezydenckie i praktycznie już zaczęła się kampania.

Jeden z doradców miał nawet doradzać Zełenskiemu odłożenie wyjazdu do USA, bo atmosfera była zbyt napięta. Na miejscu rzeczywiście okazało się, że w związku z taką, a nie inną atmosferą wokół Ukrainy i Zełenskiego oraz w związku ze specyficznym układem sił w amerykańskim Senacie i Izbie Reprezentantów, prezydentowi Ukrainy nie pozwolono ponownie wystąpić z przemówieniem na Kapitolu.

Jak czytamy, podczas rozmów w Kongresie Zełenski został bezpośrednio spytany, co stanie się, jeśli USA nie dostarczą Ukrainie pomocy. Time cytuje odpowiedź Zełenskiego: – Stanie się to, że przegramy.

Jednakże z tekstu wynika, że mimo tej sytuacji jak i niepowodzeń na polu bitwy Zełenski nie ma zamiaru przerywać działań bojowych, zgadzać się na rozejm i rozmowy o jakiejś formie pokoju, czy też zawieszenia broni. Wprost przeciwnie, jego wiara w ostateczne zwycięstwo Ukrainy nad Rosję miała wzrosnąć do takiego stopnia, że aż niepokoi to jego doradców.

– Jest niewzruszona, graniczy z mesjanizmem. Oszukuje siebie. Nie mamy wariantów. Nie wygrywamy. Ale spróbuj mu to powiedzieć – mówi jedno ze źródeł Time w administracji prezydenta Ukrainy.

Na okładce magazynu zacytowane są słowa Zełenskiego: – Nikt nie wierzy w nasze zwycięstwo tak jak ja. Nikt.

belsat.eu

Sytuacja w rejonach walk nie uległa zasadniczej zmianie. Rosjanie umocnili się na północno-wschodnich obrzeżach kombinatu koksochemicznego, będącego głównym bastionem ukraińskiego oporu w Awdijiwce, z kolei Ukraińcy – w zachodniej części miejscowości Krynky na lewym brzegu Dniepru (na zachód od Nowej Kachowki). Nie przyniosły też znaczących rezultatów ataki i kontrataki stron na pozostałych kierunkach działań w rejonie Kupiańska, Bachmutu (siły ukraińskie podjęły kolejną próbę przerwania rosyjskiej obrony wzdłuż linii kolejowej Bachmut–Gorłówka), Wełykiej Nowosiłki i Orichiwa. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego intensywność starć spadła z 60–70 na dobę (27–29 października) do 36 (30 października), a największą aktywność Rosjanie mają przejawiać w rejonie Marjinki, gdzie szturmują 15–20 razy dziennie. 30 października rzecznik zgrupowania wojsk Tauryda Ołeksandr Sztupun powiadomił, że w rejonie Awdijiwki agresor zgromadził 40 tys. żołnierzy i 300 czołgów. Tego samego dnia o znacznym wzmocnieniu wrogiego zgrupowania w rejonie Bachmutu informował dowódca ukraińskich Wojsk Lądowych generał Ołeksandr Syrski. Przyznał on, że Rosjanie przeszli tam od obrony do działań zaczepnych.

(...)

Również 27 października w kilku miastach ukraińskich (m.in. Kijowie, Lwowie, Tarnopolu, Chmielnickim, Dnieprze, Zaporożu, Krzywym Rogu, Odessie) odbyły się pikiety z udziałem rodzin żołnierzy, które domagały się przeprowadzenia sprawiedliwej mobilizacji, zwiększenia rotacji w walczących oddziałach oraz demobilizacji po upływie 18 miesięcy służby w czasie trwania wojny. Nie występowano przy tym z hasłami antywojennymi czy pokojowymi. Pikiety przebiegły w spokojnej atmosferze i brało w nich udział przeważnie po kilka–kilkanaście osób. Ich uczestniczki zwróciły także uwagę na brak odpowiedzi prezydenta Ukrainy na petycję złożoną przed dwoma miesiącami, w której postulowano wprowadzenie instytucji urlopu dla poratowania zdrowia zmobilizowanych żołnierzy, którzy na służbie w okresie wojny spędzą 18 miesięcy.

Komentarz

(...)

Na Ukrainie coraz częściej podnoszony jest temat zmęczenia żołnierzy oraz konieczności zwiększenia rotacji walczących oddziałów i rozszerzenia mobilizacji o młodsze roczniki (poniżej 27. roku życia) i mieszkańców dużych miast, gdzie łatwiej o uzyskanie wyłączenia. Na trudności związane z brakami kadrowymi, zwłaszcza w brygadach piechoty, zwracają już uwagę w wywiadach dla mediów nawet dowódcy kompanii i batalionów. Problem ten jest poważny i wymaga podjęcia w najbliższych miesiącach niepopularnych decyzji przez kierownictwo wojskowe i polityczne Ukrainy, niemniej dotychczas nie przybrał charakteru otwartego kryzysu społecznego. Na razie rodziny żołnierzy rzadko uciekają się do publicznych protestów, a te nie cieszą się większą popularnością. Jak dotąd nie doszło też na Ukrainie do eskalacji przemocy na tym tle, porównywalnej chociażby z antymobilizacyjnymi protestami na północnym Kaukazie we wrześniu 2022 r. 

osw.waw.pl

29 października w stolicy północno-kaukaskiej republiki Dagestanu – Machaczkale – doszło do antyizraelskich i antysemickich zamieszek. Tłum opanował port lotniczy oraz wdarł się na płytę lotniska w poszukiwaniu obywateli Izraela mających przylecieć bezpośrednim rejsem z Tel Awiwu. W trakcie rozruchów rannych zostało 20 osób. Władze regionalne, wyraźnie zaskoczone przebiegiem i intensywnością wydarzeń, zapowiedziały surowe ukaranie sprawców. W ciągu 24 godzin od zamieszek zidentyfikowano 150 ich uczestników i zatrzymano ponad 80 osób. Wszczęto też sprawę karną, prowadzoną pod nadzorem przewodniczącego Komitetu Śledczego FR Aleksandra Bastrykina. Siły bezpieczeństwa objęły ochroną dagestańskie synagogi, a serwis Telegram zablokował rzekomo administrowany z Ukrainy kanał Poranek Dagestanu, który miał nawoływać do przemocy wobec Żydów. Muzułmańscy przywódcy religijni Kaukazu Północnego potępili antysemickie wystąpienia.

Szturm na lotnisko zbiegł się z szeregiem wystąpień antyizraelskich w części północnokaukaskich republik Federacji Rosyjskiej, zamieszkałych w większości przez ludność muzułmańską. W Nalczyku – stolicy Kabardo-Bałkarii – podpalono powstający ośrodek kultury żydowskiej. W Czerkiesku – stolicy Karaczajo-Czerkiesji – odbyły się antyżydowskie i propalestyńskie wiece. W dagestańskim Chasawjurcie mieszkańcy otoczyli hotele, w których rzekomo mieli przebywać uchodźcy z Izraela. W reakcji na zamieszki w poniedziałek 30 października zwołano specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa FR (rutynowo zbiera się w piątki). Na jego początku Władimir Putin wygłosił utrzymane w emocjonalnym tonie przemówienie w całości poświęcone analizie rozruchów. Postawił w nim tezę o amerykańskiej inspiracji zamieszek (rzekomo dokonanej rękami ukraińskich służb specjalnych), oskarżając przy tym wprost Waszyngton i Kijów o cyniczne podsycanie nastrojów antysemickich w celu destabilizacji i rozbicia państwa rosyjskiego. W swoim wystąpieniu Putin wprost połączył wojnę na Ukrainie (jakoby prowadzoną przez USA rękami Ukrainy) z wojskowymi działaniami Izraela w strefie Gazy. W jego interpretacji obydwa konflikty (Rosji z Ukrainą i Izraela z Palestyńczykami) zostały sprowokowane przez Stany Zjednoczone, które poprzez swoje wsparcie zarówno dla Ukrainy, jak i Izraela stają się ich głównym uczestnikiem.

Komentarz

Źródeł antyizraelskich wystąpień na Kaukazie Północnym należy dopatrywać się w kilku czynnikach. Oprócz prezentowanych przez muzułmańską ludność regionu solidarności z Palestyną i niechęci do Izraela w kontekście wojny na Bliskim Wschodzie, rolę w zaognieniu nastrojów antysemickich odegrał również Ramzan Kadyrow. Przywódca Czeczenii intensywnie pozycjonował się w ostatnim czasie jako obrońca praw muzułmanów i islamu oraz jednoznacznie opowiedział się po stronie Palestyny, potępiając zarazem Izrael. Liderzy pozostałych północnokaukaskich republik, mimo deklarowanej sympatii dla Palestyny, zachowali powściągliwość. Szczególnie podatny na wybuch radykalnych nastrojów okazał się Dagestan – region wieloetniczny, z liczącą się fundamentalistyczną mniejszością salaficką, trapiony problemami społeczno-gospodarczymi i działalnością islamistycznych komórek terrorystycznych. Napięcia wewnętrzne w republice objawiały się już wcześniej m.in. w postaci silnych jak na Rosję protestów przeciw mobilizacji wojskowej (2022) oraz wieców i blokowania dróg ze względu na przerwy w dostawach wody i prądu (lato 2023). Sytuację zaostrzyła dodatkowo nieadekwatna reakcja władz regionalnych, które w połowie października nie zezwoliły na przeprowadzenie w Machaczkale wiecu poparcia dla Palestyny. Ten odbył się jednak nielegalnie, jego uczestnicy zostali zatrzymani, a ci w wieku poborowym otrzymali wezwania do wojskowej komendy uzupełnień.

Do wybuchu antysemickich zamieszek w Dagestanie przyczyniła się antyizraelska i propalestyńska narracja rosyjskich mediów propagandowych, które od kilku tygodni traktują konflikt na Bliskim Wschodzie jako temat priorytetowy. Przekaz mediów jest jednoznacznie propalestyński i krytyczny wobec Izraela, a miejscami nabiera charakteru czysto antysemickiego. Z uwagi na wysoki poziom nacjonalizmu i ksenofobii w społeczeństwie rosyjskim, co systematycznie odnotowują badania socjologiczne, ksenofobiczne treści głoszone przez kremlowskie media padają na podatny grunt społeczny, zwłaszcza w muzułmańskich regionach Kaukazu Północnego, gdzie ludność solidaryzuje się z Palestyńczykami, a nawet Hamasem. Na te sympatie nakładają się silne resentymenty antyzachodnie, zwłaszcza antyamerykańskie, podsycane przez kremlowskie media. Głoszą one, że konflikt na Bliskim Wschodzie i atak Izraela na Gazę są tylko kolejnym, po Ukrainie, frontem tej samej wojny, jaką „elity amerykańskie i ich satelici” (słowa Putina) prowadzą przeciwko wszystkim państwom, które nie chcą podporządkować się ich słabnącej hegemonii. W wojnie tej głównym przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych jest walcząca o wyzwolenie świata spod jarzma zachodniego neokolonializmu Rosja, zaś zarówno Izrael, jak i Ukraina są jedynie narzędziami Waszyngtonu. Rosja jest więc naturalnym sojusznikiem i obrońcą Palestyńczyków, a prowadzona przez nią wojna na Ukrainie jest jednocześnie wojną o wyzwolenie Palestyny.

(...)

osw.waw.pl


Za każdym razem, gdy na Bliskim Wschodzie wybucha wojna, amerykański think tank Middle East Media Research Institute jest ważnym źródłem informacji dla tych, którzy nie mówią biegle po arabsku. Pracownicy organizacji tłumaczą m.in. na język angielski ważne wywiady z Bliskiego Wschodu. To zapewnia wgląd w argumentację przedstawicieli świata muzułmańskiego.

W dzisiejszych czasach szczególnie ważne jest spojrzenie na to, co członkowie Hamasu mają do powiedzenia na temat mieszkańców Gazy, którymi rządzili autorytarnie przez 16 lat. Godny uwagi, bo niezwykle krytyczny, jest wywiad dziennikarza z kimś w rodzaju "szefa spraw zagranicznych" Hamasu — Chalidem Maszalem — dla saudyjskiej stacji "al-Arabija".

Dziennikarz prowadzący rozmowę skonfrontował Maszala z faktem, że mieszkańcy Gazy nie mieli nic do powiedzenia w sprawie ataku Hamasu na Izrael, a teraz muszą ponosić jego konsekwencje.

- Rosjanie poświęcili 30 mln ludzi podczas II wojny światowej, aby uwolnić się od ataku Hitlera. Wietnamczycy poświęcili 3,5 mln ludzi, dopóki nie pokonali Amerykanów. Afgańczycy poświęcili miliony męczenników, aby pokonać ZSRR, a następnie USA. Naród algierski poświęcił 6 mln męczenników w ciągu 130 lat. Naród palestyński jest taki sam jak inne narody. Żadnego narodu nie da się wyzwolić bez poświęcenia — odpowiedział Chalid Maszal.

Przedstawiciel Hamasu nie wspomina, że izraelscy żołnierze i osadnicy opuścili Strefę Gazy w 2005 r. Wystarczy jednak spojrzeć na statut Hamasu, by wiedzieć, co oznacza dla Maszala "wyzwolenie".

Chodzi o zniszczenie państwa Izrael i zabicie wszystkich Żydów w Izraelu lub wypędzenie ich z regionu.

Oświadczenie Maszala ujawnia również, że Hamas jest w pełni gotowy poświęcić miliony Palestyńczyków dla własnej ideologicznej sprawy. Bez względu na to, jak beznadziejne może być ostateczne zwycięstwo nad Izraelem, który przecież posiada broń nuklearną.

Przywódca Hamasu Ismail Hanija w wysłanym do mediów nagraniu jeszcze wyraźniej mówi o ofiarach wśród Palestyńczyków.

- Mówiłem to już wcześniej i powtarzam to teraz: krew kobiet, dzieci i osób starszych. My potrzebujemy tej krwi, aby obudziła w nas determinację, aby obudziła w nas siłę i napędzała do dalszego działania — mówi Ismail Hanija.

(...)

W wywiadzie dla rosyjskiego kanału propagandowego Mousa Mohammed Abu Marzook członek biura politycznego Hamasu, został zapytany, dlaczego organizacja terrorystyczna zbudowała 500 km tuneli pod Strefą Gazy, ale nie ma bunkrów do ochrony ludności cywilnej.

Marzook wyjaśnił, że tunele służą wyłącznie celom wojskowym. Powiedział również, że jego zdaniem "ochrona cywilów nie jest zadaniem rządu Hamasu". "Wszyscy wiedzą, że 75 proc. ludzi w Strefie Gazy to uchodźcy. To ONZ jest odpowiedzialne za ich ochronę" — powiedział Marzook i dodał, że to "Izrael, jako okupant, musi zrobić wszystko, aby wyżywić ludność".

Jest to interesujący pogląd, biorąc pod uwagę fakt, że Izrael nie rządzi Strefą Gazy od 2005 r. i że Hamas faktycznie sprawuje tam władzę od 2007 r. Przez te lata pobierał od mieszkańców podatki, żądał od nich także pieniędzy na ochronę i otrzymywał setki milionów dolarów rocznie z zagranicy.

onet.pl/Die Welt

Siły rosyjskie w dalszym ciągu używają jednostek szturmowych „Storm-Z”, składających się głównie z rekrutowanych więźniów, w wysoce wyniszczających frontalnych atakach dowodzonych przez piechotę. Rzecznik ukraińskiej Grupy Sił Tawrijsk, pułkownik Oleksandr Sztupun, oświadczył 30 października, że ​​siły rosyjskie przygotowują się do przeprowadzenia „ataków mięsnych” (w żargonie potocznym określającym ataki frontalne dowodzone przez piechotę) w pobliżu Awdijewki i szkolą jednostki szturmowe „Szturm-Z” do przyszłych ataków bez sprzętu. Rosyjski milbloger rzekomo służący w kierunku Awdijki twierdził, że „ataki mięsne” mają miejsce wtedy, gdy rosyjskie siły piechoty atakują bez wsparcia artyleryjskiego w celu stłumienia ukraińskich pozycji ogniowych. Milblogger twierdził, że kiedy dwa pułki rosyjskie przeprowadzają ramię w ramię „ataki mięsne”, połączenie obszarów odpowiedzialności obu pułków pozostaje niezabezpieczone i podatne na ukraińskie kontrataki. Inny rosyjski milbloger twierdził, że oddziały szturmowe „Szturmu-Z” w kierunku Awdijówki i na południowej flance Bachmuta są często niszczone po kilku dniach aktywnych działań i tracą średnio 40-70 procent swojego personelu. Milblogger skrytykował słabe wyszkolenie jednostek „Storm-Z” przez wojsko rosyjskie oraz niechęć przełożonych do uwzględniania propozycji dowódców „Storm-Z” przy przydzielaniu im misji bojowych. Milbloger stwierdził, że jednostki „Storm-Z” są często wprowadzane do bitwy przed przeprowadzeniem rozpoznania lub nawiązaniem połączeń z sąsiednimi jednostkami i zazwyczaj mają trudności z ewakuacją rannych bez osłony artyleryjskiej, co prowadzi do większych strat. Obaj milbloggerzy zwrócili uwagę na brak odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego dla rosyjskich ataków i kontrataków. Jeden z milblogerów stwierdził, że czynniki te przyczyniają się do tego, że jednostki „Storm-Z” zamieniają się w „śmieci”, zanim osiągną jakiekolwiek znaczące rezultaty. 

understandingwar.org


"Przyjeżdża zbyt wielu ludzi. Musimy w końcu deportować na dużą skalę tych, którzy nie mają prawa przebywać w Niemczech" — oświadczył niedawno kanclerz Niemiec Olaf Scholz w wywiadzie dla tygodnika "Der Spiegel". Surowe spojrzenie kanclerza na okładce gazety podkreśla powagę jego deklaracji.

Takie niejednoznaczne przesłanie ze strony szefa rządu jest w Niemczech postrzegane jako punkt zwrotny w krajowej debacie na temat migracji. Pod wieloma względami mocny język Scholza odzwierciedla jednak głębszą i długo dojrzewającą zmianę w niemieckiej polityce.

To koniec ery "Willkommenskultur" — niemieckiej "kultury gościnności".

W czerwcu Scholz pomógł przeforsować ważne porozumienie w sprawie migracji, mające na celu zmianę procedur azylowych Unii Europejskiej. Nowo zaproponowane zasady mają umożliwić UE tworzenie centrów dla migrantów na jej zewnętrznych granicach.

(...)

Niedawno rząd Scholza przedstawił projekt ustawy, która ułatwia deportacje poprzez zwiększenie maksymalnej długości aresztu przed deportacją i uproszczenie procedury wydalania skazanych przestępców, a także ustanowienie tymczasowych kontroli na granicach wewnętrznych w celu ograniczenia nielegalnej migracji.

Scholz zdystansował się również od decyzji o zapewnieniu wsparcia finansowego organizacjom pozarządowym prowadzącym operacje poszukiwawczo-ratownicze na Morzu Śródziemnym, podkreślając, że fundusze zostały zatwierdzone przez parlament, a nie przez jego rząd.

Tak drastyczne odejście od słynnej Willkommenskultur z 2015 r., kiedy to Niemcy tłumnie gromadzili się na dworcach kolejowych, aby powitać syryjskich uchodźców, jest w dużej mierze spowodowane wysokim poziomem migracji w ostatnich latach.

Niemcy od dawna są krajem, do którego zgłasza się najwięcej osób ubiegających się o azyl w UE. Liczba przypadków poszukiwań ochrony humanitarnej w Niemczech wzrosła o 1,14 mln w latach 2021-2022, co stanowi jeden z najwyższych wzrostów rok do roku od 2007 r., kiedy to niemiecki Federalny Urząd Statystyczny zaczął raportować te dane.

Trend ten utrzymał się w tym roku, a w połączeniu z nadchodzącą recesją i napiętymi zasobami na poziomie lokalnym, doprowadził do tektonicznej zmiany w niemieckiej opinii publicznej. 44 proc. Niemców uważa obecnie migrację za najważniejszy problem stojący przed krajem.

Jednocześnie prawie dwie trzecie wyborców jest niezadowolonych z rządu koalicyjnego, a sondaże wskazują, że ksenofobiczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) ugruntowała swoją pozycję drugiej co do wielkości partii w Niemczech.

(...)

Debatę zmieniła eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. W wyniku złożonego splotu wydarzeń wojna w Strefie Gazy skłoniła wielu Niemców do zakwestionowania wcześniej nienaruszalnej polityki imigracyjnej. W rezultacie polaryzacja ustąpiła miejsca politycznemu konsensusowi.

Zamordowanie przez Hamas około 1,5 tys. izraelskich cywilów zszokowało znaczną część niemieckiej opinii publicznej, lecz nie całe społeczeństwo. Znaczna część niemieckiej populacji imigrantów, często mająca powiązania z Bliskim Wschodem i mieszkająca na obszarach miejskich znajdujących się w niekorzystnej sytuacji, miała radykalnie odmienną ocenę i sympatie.

Od czasu ataku z 7 października niemieckie Federalne Stowarzyszenie Departamentów Badań nad Antysemityzmem zarejestrowało ponad 200 antysemickich incydentów w Niemczech, w tym podpalenie synagogi. W berlińskiej dzielnicy Neukolln islamskie stowarzyszenie zyskało rozgłos za rozdawanie słodyczy na ulicy, aby w ten sposób uczcić brutalność Hamasu.

onet.pl/Project Syndicate

poniedziałek, 30 października 2023



Wszystko to zmieniło się w 2023 r. Zadowolenie pracowników branży technologicznej gwałtownie spadło, plasując się na równi z pracownikami sektora finansowego i konsultingowego — branż, które często konkurują o tę samą pulę wysoko wykształconych i poszukiwanych talentów. W anonimowych społecznościach internetowych, na przykład Glassdoor's Fishbowl, w mediach społecznościowych skoncentrowanych na pracy, takich jak Linkedin, a nawet w wewnętrznych grupach Slack, daje się wyczuć rosnący niepokój wśród klasy technologicznej. Kiedy się czyta anonimowe i częściowo anonimowe narzekania i wskazówki społeczności Glassdoor, staje się jasne, że wielu zwolnionych inżynierów i świeżych absolwentów kierunków związanych z naukami ścisłymi ma trudności ze znalezieniem pracy. Zgłaszają się więc do pracy na dostępniejszych stanowiskach, a w niektórych przypadkach obniżają swoje oczekiwania dotyczące wynagrodzenia i satysfakcji z pracy.

Jeden z analityków danych w grupie Glassdoor #JobsInTech napisał niedawno: "Nie mogę uwierzyć, jak trudno było w tym roku znaleźć pracę. Od 1 czerwca składałem podania o pracę na ponad 600 stanowiskach, odbyłem kilka rozmów kwalifikacyjnych, ale nie udało mi się przejść dalej. To mnie dobija". Pewien kierownik projektów wyraził podobnie swoją frustrację: "Szukam pracy od ponad roku. 25 lat w IT. Wysłałem ponad 900 zgłoszeń. Moja stawka spadła o połowę. Czy mam się po prostu poddać i zmienić zawód?". Te często ponure nastroje ostro kontrastują ze świetlanymi widokami na przyszłość wynikającymi z oficjalnych danych rynku pracy dla szerzej pojmowanej gospodarki.

Istnieje wiele wyjaśnień tej nagłej zmiany nastrojów — od rosnących stóp procentowych po wahania na giełdzie. Jednak gorzka prawda jest taka, że wiele problemów branży technologicznej wynika z faktu zarzucenia pierwotnego zwyczaju słuchania tego, co się dzieje na pierwszej linii. Kultura współpracy w firmach technologicznych nie tylko uszczęśliwiała pracowników, ale także pomagała tworzyć lepsze produkty dla klientów. Narastanie warstw zarządzania bez dodawania pracowników znających się na technologii, którzy tworzą podstawowe produkty, doprowadziło do stworzenia zabetonowanego środowiska obciążającego pracowników. Jeśli branża technologiczna chce wrócić do żywej strefy innowacji, produktywności i zadowolenia w miejscu pracy, kadra kierownicza musi wznowić rozmowy z pracownikami pierwszej linii, którzy tworzą ich produkty – inaczej ryzykuje utratę tego, co czyniło Dolinę Krzemową tak pożądanym miejscem.

(...)

Kilka znanych firm technologicznych zajęło bezkompromisowe stanowisko w celu ograniczenia wzrostu kosztów wynagrodzeń i egzekwowania obowiązku pracy w biurze. W maju Microsoft ogłosił, że pracownicy pełnoetatowi nie otrzymają w tym roku podwyżek, a Amazon powiadomił pracowników niechętnych do powrotu do biura, że ich praca może być zagrożona. Tegoroczne zimowe i wiosenne zwolnienia mocno przerzedziły niektóre zespoły, a zbliżające się zagrożenie ze strony generatywnej sztucznej inteligencji wywołuje obawy o pewność zatrudnienia wśród pracowników, którzy od dawna widzieli się jako zwycięzców w nieustającym wyścigu między człowiekiem a maszyną.

To zjawisko w gospodarce zaczyna ciążyć. Pomimo w dużej mierze idealnych danych o zatrudnieniu, rynek pracy w branży technologicznej stał się wyraźnie słabym obszarem. Możliwości zatrudnienia gwałtownie się skurczyły w co najmniej dwóch znanych społecznościach technologicznych — California Bay Area i Austin w Teksasie — gdzie lokalna stopa bezrobocia wzrosła o ponad pół punktu procentowego w ciągu ostatniego roku, co jest typowym sygnałem zbliżającej się recesji. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych składanych przez pracowników sektora informatycznego podwoiła się w porównaniu z rokiem ubiegłym, a pomijając pandemię, obecnie znajduje się na najwyższym poziomie od 2013 r.

(...)

U podstaw obecnego złego samopoczucia branży technologicznej leży starzejąca się kultura korporacyjna. Dane Glassdoor dotyczące zadowolenia pracowników ujawniają dwie duże zmiany, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku lat. Poprzedzały one pandemię COVID-19, ale z jej powodu uległy przyspieszeniu.

Po pierwsze, skłonność do "zarządzania" technologią. W ciągu ostatnich pięciu lat stosunek pracowników pierwszej linii do menedżerów pogorszył się — co oznacza, że na każdego "twórcę" w branży technologicznej przypada więcej menedżerów niż wcześniej. Na początku tego roku, przed zwolnieniami mającymi na celu spłaszczenie hierarchii organizacyjnych, liczba miejsc pracy na pierwszej linii była mniej więcej taka sama jak w przededniu pandemii, podczas gdy liczba stanowisk kierowniczych była o 9% wyższa. W całej gospodarce w 2018 i 2019 r. na jednego menedżera przypadało średnio 6,6 pracownika pierwszej linii, ale po pandemii stosunek ten spadł do 6 do 1.

Wprawdzie trend ten nie jest wyjątkowy dla branży technologicznej – widać go również w branżach takich jak finanse i opieka zdrowotna – stanowi jednak wyraźny kontrast z uprzednią, płaską hierarchią w firmach, które napędzały boom technologiczny w latach 90-tych, i jest szokującą zmianą dla pracowników przyzwyczajonych do prostszej drogi na szczyt. Oczywiście wielu menedżerów ds. technologii wykonuje również zadania personelu pierwszej linii, takie jak kodowanie lub analiza danych, a niektórzy kierownicy zarządzają procesami, a nie ludźmi (na przykład kierownicy ds. transportu). Możliwe, że wraz z przemianą firm technologicznych w bardziej złożone organizacje, potrzeba więcej warstw zarządzania. Zasadniczo jednak rezultat jest jednak taki sam: ludzie tworzący produkty są coraz bardziej oddaleni od osób podejmujących strategiczne decyzje.

Po drugie, dla nikogo nie jest tajemnicą fakt, że najlepsze stanowiska w branży technologicznej niekoniecznie mają z techniką cokolwiek wspólnego. Pracownicy dużych firm technologicznych, którzy w ankietach Glassdoor wskazują najwyższą satysfakcję z pracy, nie pracują w dziedzinach technicznych ani konstruktorskich, takich jak inżynieria czy nauki ścisłe. O ile stanowiska niezwiązane z naukami ścisłymi i technicznymi — na przykład w zakresie zasobów ludzkich i marketingu — mogą się przyczyniać do powstawania innowacji technologicznych, i często tak się dzieje, częściej jednak skupiają się na wspieraniu podstawowej technologii.

(...)

Nieuniknioną prawdą jest, że praca w najbardziej znanych firmach technologicznych stała się bardzo podobna do pracy w innych sektorach gospodarki: wysokie wynagrodzenie zwykle wiąże się z bardziej wymagającym harmonogramem i dłuższymi dniami pracy (a często "weekendami pracy"). Ta ewolucja nie jest niczym niezwykłym — to ścieżka wydeptana przez poprzednie pokolenia innowatorów tej branży. Z czasem innowacyjne firmy rosną, osiągają stabilność i wpadają w rutynę. Tytani technologiczni poprzednich pokoleń — od Ford Motor Company w latach dwudziestych XX wieku po Intel w latach dziewięćdziesiątych — niegdyś wprowadzali innowacje w miejscu pracy, z chwilą jednak, gdy stali się podstawą globalnej gospodarki, zmienili się w nudnych korporacyjnych gigantów.

onet.pl


A potem następuje pierwszy pocałunek, który w dużym stopniu decyduje o tym, co stanie się dalej. Podczas całowania oprócz dopaminy uwalnia się także oksytocyna, a to wywołuje uczucie przyjemności. Nie znaczy to jednak automatycznie, że wszystko jest w porządku. Niedawne obszerne badanie wykazało, że połowa kobiet, które były zainteresowane partnerem ze względu na wygląd, zmieniało zdanie po kilku pierwszych pocałunkach. Zaledwie piętnaście procent pań deklarowało chęć uprawiania seksu z mężczyzną, z którym się jeszcze nie całowały, podczas gdy większość mężczyzn nie miało nic przeciwko seksowi z partnerką, której śliny jeszcze nie posmakowali. Możemy wytłumaczyć tę rozbieżność różnicą w rodzaju i stężeniu hormonów w ślinie mężczyzn i kobiet. Dzięki estrogenom (związanym z cyklem miesięcznym) w ślinie kobieta może przekazać informacje na temat swoich dni płodnych. Podczas owulacji ślina zawiera na przykład więcej cukrów, zatem pocałunki są słodsze – w sensie dosłownym. Mężczyźni, którzy dostają do powąchania zapach z pochwy i spod pach kobiet z owulacją, po godzinie mają w ślinie więcej testosteronu, co zwiększa ich ochotę na seks. W obu przypadkach wymiana śliny w pocałunku może stanowić podświadomą zachętę do rozmnażania.

Wydaje się zatem, że kobiety używają pocałunków jako narzędzia pomagającego znaleźć odpowiedniego partnera. Ta ewolucyjna sztuczka działa tak: kobieta instynktownie wybiera mężczyznę, który najlepiej pasuje do niej genetycznie, tak aby mogli mieć jak najwięcej zdrowych dzieci. Geny wybranka będą odmienne od jej własnych, bo dzięki temu potomstwo będzie silniejsze. Natura posługuje się feromonami do łączenia dobrze pasujących genetycznie profili.

Widzimy tu wspaniałą współpracę układu rozrodczego, hormonów i mózgu, choć wydaje się, że tabletki antykoncepcyjne zaburzają właściwy – z punktu widzenia feromonów – wybór partnera. Niestety nie wiemy jeszcze dokładnie, jak to się dzieje. A co ze skutkami wszechobecnych reklam zapachów doprowadzających do szaleństwa, żelu pod prysznic o zapachu marakui czy dezodorantów działających przez czterdzieści osiem godzin? Takie trendy sprawiają, że porządne wywąchanie chmury feromonów staje się niemożliwe. Całe szczęście, że nie czujemy już zapachu naszego sąsiada z zatłoczonego pociągu w godzinach szczytu, ale czy to równoważy skutki zwichrowanych decyzji przy wyborze partnera? Hasło "Odstawienie dezodorantu zmniejsza liczbę rozwodów" świetnie wyglądałoby jako nagłówek w gazecie, ale w rzeczywistości sprawa jest dużo bardziej złożona. Cechy charakteru są oczywiście znacznie ważniejsze niż kryjąca się pod nimi biologia.

onet.pl

niedziela, 29 października 2023


W Czerkiesku, stolicy Republiki Karaczajo-Czerkieskiej miał miejsce antyizraelski wiec. Jednym z haseł demonstracji był zakaz wpuszczania do Rosji obywateli Izraela. W Nalczyku, w Kabardo-Bałkarii, podpalono powstający ośrodek kultury żydowskiej. Pierwsze skrzypce w antysemickich nagonkach odgrywa prorosyjski przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow. Na jego kontach w runecie pojawiają się antyizraelskie hasła. Żołnierzy Izraelskich Sił Obronnych (Cahal) nazywa „terrorystami i faszystami”, którzy dokonują „ludobójstwa muzułmanów”. Gubernator Dagestanu stara się uspokoić nastroje w typowo sowiecki sposób, nazywając protestujących „pasjonatami” i deklarując, że „nasz naród łączy się w modlitwie z Palestyną”.

(...)

Co ciekawe, awantura na lotnisku w Machaczkale zbiega się z wizytą delegacji Hamasu w Moskwie, którą oprotestował ambasador Izraela. Jak podaje agencja AP po spotkaniu z przedstawicielami rosyjskiej władzy, członkowie delegacji Hamasu spotkali się w rosyjskiej stolicy z wysłannikami Iranu.

defence24.pl