poniedziałek, 16 października 2023



W ataku terrorystycznym palestyńskiego Hamasu przeprowadzonym 7 października na tereny przygraniczne Strefy Gazy zginęły setki osób. Hamas zaskoczył izraelskie wojsko oraz służby, a jego bojownicy przedostali się przez graniczny mur i zaatakowali kibuce (osiedla) zlokalizowane w okolicy. Dla mieszkańców zaczęła się gehenna.

Tortury, gwałty, obcięte głowy czy wyłupione oczy, obcięte palce i kończyny. Takie obrazki zastali żołnierze oraz policjanci w miejscach, które oczyszczono z terrorystów. Ci nie zamierzali brać jeńców i nie mieli litości dla cywilów: kobiet, starców, dzieci. Ich bestialstwo przekracza wszelkie granice. Doświadczeni biegli są w szoku.

Podczas identyfikacji ofiar Hamasu opisywane są makabryczne zbrodnie zamachowców.

W Izraelu doszło do masakry na niespotykaną skalę i nie chodzi tylko o liczbę ofiar - tak wielu Izraelczyków nie zginęło jednego dnia od czasu II wojny światowej - ale też o bestialstwo terrorystów. Nad wieloma ofiarami znęcano się tak strasznie, że zespół identyfikacyjny nie rozpoznałby ciał, nawet gdyby dobrze znał zabitych.

- Nie mam słów żeby opisać ciężarną kobietę, której rozcięto brzuch i wyciągnięto dziecko - powiedział portalowi "Politico" Israel Weiss, pracujący przy identyfikacjach były naczelny rabin wojskowy. Eksperci widzieli też poćwiartowane ciała. Zdekapitowanych ludzi, dzieci z obciętymi głowami. Zwłoki wielokrotnie postrzelone w głowę.

(...)

Bilans ataku terrorystów z Hamasu na Izrael jest porażający. Kancelaria premiera Izraela poinformowała, że na terytorium Izraela zginęło ponad 1400 osób, w większości cywilów. Eksperci twierdzą, że z takimi obrażeniami, jakie oglądają teraz, wcześniej stykali się tylko w materiałach historycznych traktujących o nazistowskich zbrodniach.

o2.pl

niedziela, 15 października 2023


Od przejęcia władzy w 2000 r. Władimir Putin współpracował już z poprzednimi przywódcami Chin – Jiang Zeminem (sekretarzem generalnym KPCh do 2002 r.) oraz Hu Jintao, szefem partii w latach 2002–2012, kiedy doszło m.in do uregulowania sporów o przebieg granicy chińsko-rosyjskiej. Dopiero jednak relacje z Xi Jinpingiem stały się katalizatorem obecnej współpracy chińsko-rosyjskiej. Obaj po raz pierwszy na najwyższym szczeblu spotkali się podczas szczytu APEC na Bali w 2013 r. Ich współpraca intensyfikowała się wraz z zacieśnianiem relacji chińsko-rosyjskich, ale również coraz większym doświadczeniem politycznym przywódcy ChRL. Od 2012 r. Xi i Putin spotkali się ponad 40 razy, a intensywność tych kontaktów rosła wraz z rywalizacją Chin z USA i Rosji z Zachodem.

Postać Putina i jego autorytarne metody rządzenia wzbudzały w elitach chińskich podziw. Z uznaniem oceniano pomysły odbudowy światowej pozycji Rosji, krytykę rozpadu ZSRR czy też negatywną retorykę skierowaną do USA. Przed aneksją Krymu w 2014 r. ChRL była świadoma priorytetowego podejścia Putina i jego środowiska biznesowo-politycznego do relacji z Europą, a także obaw przed zwiększaniem zależności od Chin. Wiedziała jednak, że nawet coraz silniejsza Rosja nie ma możliwości, aby stać się realnym zagrożeniem gospodarczym dla Chin. Stąd pozytywna, ale ostrożna recepcja polityki Putina i relacji dwustronnych, w których priorytetem były negocjacje korzystnych cenowo dostaw surowców energetycznych i sprzętu wojskowego do ChRL. Nie bez znaczenia był też rozwój współpracy regionalnej w ramach BRICS czy Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW).

Zaangażowanie Rosji w agresję na Gruzję w 2008 r. i aneksję ukraińskiego Krymu w 2014 r. oceniano w Chinach jako nadmierną (i niekorzystną dla interesów ChRL), ale jednak dopuszczalną reakcję na zagrożenia dla bezpieczeństwa Rosji ze strony USA. Przekonanie o antyrosyjskim spisku USA, które wykorzystywały wpływy m.in. na Ukrainie, stawało się stopniowo istotnym elementem myślenia chińskiego aparatu władzy na temat sytuacji w Europie Wschodniej w kontekście relacji z Rosją. Ostrożność w podejściu do polityki Putina była elementem m.in. pierwotnej koncepcji Inicjatywy Pasa i Szlaku, ogłoszonej przez Xi w Kazachstanie w 2013 r. Rosja słusznie uważała, że elementem inicjatywy ma być powstanie kontrolowanych przez Chiny projektów komunikacyjnych w Azji Centralnej, które mogłyby stać się konkurencją dla jej inicjatyw gospodarczych (np. Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, EUG) oraz Kolei Transsyberyjskiej.

Wraz z narastającą rywalizacją chińsko-amerykańską i poczuciem zbieżności celów z Putinem i rządzoną przez niego Rosją w ChRL dochodziło do zbliżania stanowisk. Tuż przed aneksją Krymu przewodniczący Xi był gościem Putina podczas igrzysk olimpijskich w Soczi, gdzie komplementował go jako „dobrego gospodarza”. Rosja stała się kluczowym partnerem w narracji o realizacji Pasa i Szlaku, a Chiny podkreślały komplementarność tej inicjatywy z EUG. Zwieńczeniem procesu zbliżenia stała się deklaracja z lutego 2022 r. i wsparcie w niej przez ChRL rosyjskich postulatów dotyczących architektury bezpieczeństwa w Europie, a później ciągłość współpracy podczas rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Obecnie chiński aparat władzy wychodzi z założenia, że utrzymanie stabilnych rządów Putina leży w długookresowym interesie ChRL. Nie widzi też dla niego alternatywy w rosyjskich elitach. To dlatego Xi Jinping w 2023 r. w pierwszą wizytę po wyborze na trzecią kadencję na stanowisku przewodniczącego ChRL pojechał do Moskwy i tam publicznie wyraził poparcie dla ponownego wyboru Putina w kolejnych wyborach prezydenckich (choć ten jeszcze nie ogłosił swojej kandydatury). Podkreślał też wagę współpracy obu państw stojących przed wyzwaniami na forum globalnym „pierwszymi takimi od 100 lat”. Wyraźnie wskazał na Putina jako gwaranta tej współpracy. Wzmocnieniu pozycji rosyjskiego przywódcy w aparacie władzy służy też przyzwolenie ChRL na zaangażowanie wspierającego Putina środowiska biznesowego w projekty realizowane we współpracy z Chinami. Już w 2014 r. Putin – podczas podpisania w Pekinie kontraktu gazowego – przedstawił Xi oligarchę Giennadija Timczenkę jako swojego „przedstawiciela” w Chinach, a już rok później firma Timczenki, SIBUR, sprzedała część udziałów chińskiemu koncernowi SINOPEC.

Charakterystycznym elementem relacji Xi–Putin jest korelacja wydarzeń związanych z rosyjską agresją na Ukrainę z bezpośrednimi spotkaniami obu polityków. Trudna do udowodnienia, ale możliwa podczas tych rozmów koordynacja działań (a przynajmniej wymiana informacji) pozwala Xi utrwalać zależność Rosji od Chin, jednocześnie umożliwiając Putinowi realizację części rosyjskich celów. Po spotkaniu na olimpiadzie w Pekinie w lutym 2022 r. rozpoczęła się wojna, 30 września – po spotkaniu, które miało miejsce 15 września 2022 r. w trakcie SZoW w Samarkandzie – Putin ogłosił aneksję okupowanych terytoriów ukraińskich, a po zeszłorocznych rozmowach podczas szczytu G20 w Indonezji doszło do zapowiedzi (później zrealizowanej) rozmieszczenia rosyjskiej broni atomowej na Białorusi.  

Przekonanie chińskich władz o znaczeniu Putina dla stabilizacji systemu politycznego Rosji (i zainwestowany w te relacje kapitał polityczny i finansowy) uległo zachwianiu w konsekwencji próby puczu Grupy Wagnera (25 czerwca br.). Oficjalna reakcja była powolna i stonowana. 26 czerwca minister spraw zagranicznych ChRL Qin Gang spotkał się z rosyjskim wiceministrem, ale szczegółów rozmowy nie ujawniono. Tego samego dnia rzecznik MSZ stwierdził, że bunt jest wewnętrzna sprawą Rosji, a Chiny wspierają dążenie jej władz do stabilizacji sytuacji. 26 sierpnia MSZ ChRL jednym zdaniem potwierdził, że wie o śmierci Prigożyna. Tak ostrożne komunikaty wskazują, że ChRL była zaskoczona wydarzeniami w Rosji i czekała na rozwiązanie sytuacji, starając się oszczędnie wspierać Putina, ale też wykorzystać sytuację do wzmocnienia własnej narracji na temat relacji między państwem a siłami zbrojnymi. Oświadczenie Prigożyna o korupcji w rosyjskiej armii nie zostało ocenzurowane w chińskich mediach, a w komentarzach ekspertów wskazywano na nadmierne zaufanie Putina wobec Grupy Wagnera i sił zbrojnych generalnie. Pojawiły się głosy ekspertów, że rosyjski przywódca powinien wziąć przykład z doświadczenia KPCh i jej kontroli nad armią, a także nielegalności w ChRL prywatnych firm wojskowych. Sama próba puczu (jako wyraz nadmiernego zaufania władz do wojskowych) mogła dodatkowo wpłynąć na obecne działania Xi Jinpinga dyscyplinujące siły zbrojne ChRL – m.in. dymisje dowódców wojsk rakietowych czy kampanie edukacyjne poświęcone przewodniej roli ideologii KPCh.

pism.pl

Przebieg wojny z Ukrainą, zamiast do umocnienia władzy Putina i utorowania mu drogi do kolejnej kadencji, doprowadził do osłabienia jego systemu władzy. Aneksja Krymu w 2014 r. umocniła autorytet Putina. Nie tylko jako prezydenta, ale jej rzeczywistego przywódcy oraz kapitana „Drużyny”, sprawującej władzę w Rosji i będącej faktycznym źródłem jej legitymizacji. Autorytet ten został nadwątlony przeprowadzoną w latach 2008–2012 żonglerką na stanowiskach prezydenta i premiera Rosji oraz powrotem Putina na urząd prezydenta w 2012 r. Były prezydent Dmitrij Miedwiediew, który niejako zastępował Putina na stanowisku prezydenta Rosji przez jedną kadencję, zajął z kolei jego miejsce na stanowisku premiera. Lekceważenie, jakie „Drużyna” Putina okazała procedurom demokratycznym, i brak szacunku dla nastrojów społecznych wywołały autentyczny protest i masowe demonstracje w Moskwie na placu Błotnym. Putin po raz pierwszy w życiu doświadczył masowego społecznego niezadowolenia. Aneksja ukraińskiego Krymu pomogła mu odzyskać autorytet, ale także stworzyła zachętę dla sięgania po agresję zbrojną w celu jego wzmocnienia. Precedens ten mógł też zaprogramować myślenie Putina o wojnie jako instrumencie służącym przedłużeniu jego władzy w Rosji. Decydując się na wznowienie wojny z Ukrainą, Putin liczył, że pomoże mu ona wzmocnić jego pozycję jako kapitana „Drużyny” i autorytet naturalnego przywódcy Rosji w pierwszej połowie XXI w.

Ale plan się nie udał. Pomysł na krótką zwycięską wojnę nie wypalił, a koniec kadencji Putina jako prezydenta Rosji zbliża się nieubłaganie. Bunt Prigożyna należy interpretować właśnie w tym kontekście. Jego przebieg, warunki zakończenia oraz tragiczna śmierć inicjatorów świadczą o trwającej w Rosji walce o władzę i toczących się „negocjacjach” nad warunkami przedłużenia kontraktu politycznego, którego elementem jest sprawowanie urzędu prezydenta Rosji przez Putina. Zwycięska wojna z Ukrainą miała mu w tych negocjacjach pomóc. Klęska, jakiej Rosja doświadczyła na Ukrainie, znacznie skomplikowała jego sytuację. O ile przyszłość Rosji nie zależy wyłącznie od wyniku wojny, to polityczna przyszłość Putina jest z nim związana. Decyzja o wznowieniu wojny z Ukrainą była jego decyzją osobistą. Putin, na oczach milionów Rosjan, publicznie stłumił debatę na temat jej sensowości i szans powodzenia. Ograniczył wpływ ewentualnych jej krytyków na debatę w tej sprawie, albo wymuszając subordynację, albo wtrącając ich do więzienia, jak w przypadku Nawalnego i Kara-Murzy. Gdyby wojna Putina z Ukrainą zakończyła się zwycięstwem, czyli instalacją w Kijowie prorosyjskiego reżimu, w rodzaju tego funkcjonującego w sąsiedniej Białorusi, przedłużenie funkcjonowania ustroju putinowskiego na dotychczasowych warunkach byłoby kwestią rozstrzygniętą. Ustrój ten opierał się na prostym „podziale pracy” w „Drużynie”. Do Putina należała pełnia władzy politycznej, podczas gdy inni jej członkowie mogli poprawiać swój status majątkowy w zamian za uwzględnianie udziału dla Putina. Fiasko obliczonej na to „operacji specjalnej” spowodowało jednak naruszenie tej umowy. Koszty tego fiaska w sposób nieproporcjonalny zaczęli ponosić beneficjenci ustroju putinowskiego, którzy nie mieli udziału we władzy ani wpływu na decyzję o wojnie z Ukrainą, ale w jej wyniku musieli zrezygnować z korzystania ze swoich zgromadzonych w ciągu 23 lat fortun, rezydencji w Londynie, Paryżu, Davos czy na Lazurowym Wybrzeżu. Ta sytuacja wymusza wręcz renegocjacje warunków umowy wewnątrz „Drużyny” i kontraktu, na którym opiera się ustrój putinowski.

Na Kremlu „władza jest definiowana jako udana intryga zmierzająca do jej przechwycenia” – napisał w 2014 r. Gleb Pawłowski o putinowskim systemie władzy. Termin „intryga” nawiązuje do kultury dworskiej. Nie oddaje więc specyfiki ustroju politycznego Rosji ukształtowanego na początku XXI w., który z dworem i jego kulturą ma niewiele wspólnego. Z pewnością więcej w nim znajdziemy elementów typowych dla rosyjskich służb specjalnych z ich sowiecką proweniencją, zintegrowanych z więzienno-mafijnymi zwyczajami. Formalny, konstytucyjny porządek prawny i jego atrybuty władzy są wprawdzie polityczną fasadą, ale nigdy nie były bez znaczenia. To one odmierzają czas procesów politycznych w Rosji i pomagają ustalić polityczną hierarchię. To sprawia, że są przedmiotem politycznej konkurencji i pożądania.

Z punktu widzenia metody wyłaniania przywódcy ustrój putinowskiej Rosji ma charakter hybrydowy. Organizuje się wybory prezydenckie, ale to, kto w nich startuje i wygrywa, jest wynikiem wcześniejszego, niejawnego porozumienia politycznego w ramach głównych ośrodków władzy rzeczywistej. Tak jest co najmniej od przełomu 1999 i 2000 r., gdy wybory te wygrał Putin. Taki zaś rezultat wyborów był konsekwencją wcześniejszego kontraktu między kończącym swoją drugą kadencję prezydentem Borysem Jelcynem i dyrektorem Federalnej Służby Bezpieczeństwa pułkownikiem Władimirem Putinem. Umowa przewidywała, że Putin, w zamian za nietykalność osobistą i gwarancję nienaruszalności zgromadzonego przez siebie i swoją rodzinę majątku, zostanie następcą Jelcyna – to znaczy najpierw urzędujący prezydent mianuje go premierem rządu, a następnie udzieli mu poparcia jako kandydatowi w wyborach prezydenckich. Umowa została dotrzymana, nie było niespodzianek: w marcu 2000 r. pułkownik Putin wygrał wybory prezydenckie.

Zanim jednak do tego doszło, 20 grudnia 1999 r. w siedzibie FSB na Łubiance odbyło się okolicznościowe spotkanie z okazji Dnia Czekisty. Tym razem uroczystość z udziałem najwyższych rangą i najbardziej zasłużonych „czekistów” zaszczycił urzędujący premier Rosji, płk Putin.

„Drodzy towarzysze – zwrócił się do zebranych. – Chciałbym zameldować, że grupa agentów FSB, których wysłaliście do pracy pod przykrywką w rządzie, wykonała pierwszą część swojej misji”. Uczestniczący w tym przyjęciu oficer FSB wspominał: „Wiedzieliśmy, że druga część misji to zostanie prezydentem i mianowanie byłych kolegów z KGB na najwyższe stanowiska rządowe”. Putin zapewnił zgromadzonych na sali oficerów, że nie zapomni o nich, gdy wykona misję i przejmie władzę w Rosji.

„Nie ma byłych agentów” – zakończył Putin, nadając nowe znaczenie żartowi popularnemu wśród oficerów KGB. Tak więc Putin przejął władzę w Rosji nie w rezultacie pałacowej intrygi, ale operacji specjalnej. To operacje specjalne są więc charakterystycznym elementem ustrojowym putinowskiej Rosji. Władza w Rosji to możliwość ich planowania i egzekucji. Wojna z Ukrainą miała być operacją specjalną gwarantującą Putinowi kolejną kadencję. Jej fiasko będzie więc miało dla Rosji konsekwencje ustrojowe – w końcu Rosja Putina to system zbudowany na udanej operacji specjalnej polegającej na przechwyceniu władzy. System będzie się musiał więc dostosować do nowej sytuacji, w którym reguły jego działania zdefiniuje operacja nieudana. Putin będzie dążył do odzyskania politycznej kontroli nad procesem politycznym prowadzącym do przedłużenia jego władzy. Ale nigdy wcześniej nie był tak osłabiony politycznie – a im dłużej trwa wojna z Ukrainą, tym będzie słabszy. Zaś jego polityczni konkurenci wcale nie muszą być zainteresowani w pomaganiu mu, aby tę wojnę wygrał. Skoro chciał się za jej pomocą umocnić, to dlaczego mają mu w tym pomagać? Bunt Prigożyna był więc prawdopodobnie zaproszeniem do negocjacji nowych warunków współpracy w ramach stworzonego przez Putina i jego „Drużynę” systemu władzy. Rozstrzygnięcie będzie musiało nastąpić w najbliższych miesiącach, w każdym razie przed marcem przyszłego roku, gdy będzie musiał się dokonać wybór nowego prezydenta Rosji. Trwa wiec wyścig z czasem. Nawet jeśli Putin liczy, że zwycięstwo z Ukrainą spowoduje zamieszanie polityczne związane z kampanią wyborczą w Stanach Zjednoczonych, to ze względu na wewnątrzpolityczny zegar w Rosji nie będzie miał tyle czasu, aby móc je ewentualnie zdyskontować na swoją korzyść. Dla Putina wojna zakończyła się fiaskiem i trwa już za długo. Im dłużej zaś trwa, tym bardziej degraduje się jego autorytet. Ten obrót wydarzeń nie musi napawać troską wszystkich uczestników procesów politycznych w Rosji. Zwłaszcza tych zainteresowanych zmianą politycznych reguł, jeśli nie przywództwa.

pism.pl


Większość liderów świata arabskiego uznaje Hamas za przedłużenie destabilizujących wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie, ale jednocześnie sprzyja aspiracjom państwowym Palestyńczyków. Podejście to znalazło odzwierciedlenie w ich reakcjach na wydarzenia. Jedynymi państwami regionu, które jednoznacznie potępiły atak Hamasu (dopiero, gdy pojawiły się detale dotyczące losów ofiar), były Zjednoczone Emiraty Arabskie i Bahrajn. W pozostałych przypadkach krytyka ograniczyła się do wyrażenia sprzeciwu wobec ataków na cywilów. Towarzyszyło jej jednak podkreślenie, że obie strony powinny przestrzegać prawa międzynarodowego, krytyka oblężenia Gazy, wskazywanie na trwające od lat izraelskie prowokacje oraz nawoływania do wdrożenia rozwiązania dwupaństwowego, by trwale zakończyć konflikt.

Najmniej krytyczne wobec Hamasu (nie licząc gloryfikującego go stanowiska reżimu syryjskiego) były władze Algierii i Kataru, które opisują atak jako efekt wieloletnich naruszeń praw Palestyńczyków przez Izrael i konsekwencję braku perspektyw zakończenia okupacji Palestyny.

Egipskie władze prowadziły rozmowy na temat możliwości zakończenia eskalacji z regionalnymi przywódcami, w tym prezydentem Palestyny Mahmudem Abbasem, administracją USA i sekretarzem generalnym ONZ. W związku z całkowitym zamknięciem granicy między Strefą Gazy a Izraelem Egipt będzie miał ponadto kluczowe znaczenie dla przekazania ludności Gazy koniecznej pomocy humanitarnej, żywności i wody. Dokonane przez Izrael bombardowania palestyńskiej strony przejścia granicznego w Rafah uniemożliwiły jednak przekazanie przygotowanego przez Egipt we współpracy z Jordanią konwoju, m.in. ze sprzętem medycznym, lekami i żywnością. Podczas rozmów doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Jake’a Sullivana z przedstawicielami Egiptu i Izraela Egipt odrzucił możliwość otwarcia granic dla uchodźców z Gazy mimo nacisków USA, podkreślając, że mogłoby to zagrozić prawu Palestyńczyków do zachowania swojej ziemi. Przywódcy Egiptu postrzegają ponadto potencjalny napływ uchodźców z Gazy jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Wraz ze wzrostem liczby ofiar oblężenia Gazy rośnie ryzyko, że wspierany przez Iran libański Hezbollah dołączy do walk przeciwko Izraelowi, by utrzymać wizerunek głównego aktora tzw. osi oporu wobec Izraela. Szanse na to zwiększy też zapowiadana lądowa inwazja Izraela na Strefę Gazy. Przemawia za tym także wzrost napięć na południowej granicy Libanu w ostatnich miesiącach. Kryzys polityczny i gospodarczy w Libanie wpłynął jednocześnie na spadek poparcia dla Hezbollahu, a rozprzestrzenienie się walk na terytorium tego państwa mogłoby wpłynąć na izolację ugrupowania na wewnętrznej scenie politycznej.

By ograniczyć ryzyko ataku ze strony Hezbollahu, Izrael zbombardował lotniska w Damaszku i Aleppo, skąd docierały dostawy irańskiej broni. Utrudni to także potencjalne działania innych wspieranych przez Iran milicji operujących w Syrii, szczególnie w świetle doniesień o rosnącej obecności bojowników i sił reżimu Asada w pobliżu wzgórz Golan.

Wzrosło także napięcie w Jordanii, gdzie co najmniej 50% społeczeństwa ma palestyńskie korzenie. Relacje z Izraelem pogarszały się od czasu, gdy władzę przejęły tam skrajnie prawicowe partie nawołujące m.in. do wyburzenia meczetów w Jerozolimie, nad którymi pieczę sprawuje jordańska rodzina królewska. 13 października w Ammanie miały miejsce propalestyńskie demonstracje, które zgromadziły tysiące osób.

Katar, który ma bliskie relacje z Hamasem, zaangażował się w mediacje na temat wymiany więźniów, jednak dotychczas Izrael odrzuca możliwość negocjacji z Hamasem. Monarchia zgodziła się też zablokować 6 mld dol., które miały zostać uwolnione dla Iranu w związku z wymianą więźniów z USA. Ma to jej pozwolić utrzymać neutralny wizerunek, a co za tym idzie – zwiększyć szansę na odegranie istotnej roli w mediacjach dotyczących rozwiązania konfliktu.

Arabia Saudyjska także usiłuje włączyć się w mediacje. Jej priorytetem jest uniknięcie zmonopolizowania kwestii palestyńskiej przez Iran. Dlatego w swoim stanowisku odniosła się do izraelskiej okupacji jako przyczyny ataku Hamasu, a cztery dni po ataku Muhammad bin Salman, książę koronny Arabii Saudyjskiej, odbył blisko godzinną rozmowę z prezydentem Iranu Ibrahimem Raisim.

Prezydent Emiratów Muhammad bin Zaid rozmawiał m.in. z prezydentem Egiptu i premier Włoch Giorgią Meloni, by podkreślić potrzebę działań dyplomatycznych na rzecz deeskalacji w Gazie. ZEA – dzięki rozwijającym się relacjom z Izraelem, a także jednoznacznie krytycznej polityce wobec organizacji islamistycznych – są tym państwem arabskim, które może być postrzegane przez Izrael jako najmniej stronnicze. Stanowiska zarówno Hamasu, jak i Izraela wskazują jednak, że dotychczas nie ma przestrzeni na rozmowy o zawieszeniu broni.

pism.pl

sobota, 14 października 2023


To pierwsza tak poważna rosyjska próba działań ofensywnych od końca zimy. Do ataku ruszyły całe kolumny ciężkiego sprzętu w stylu niewidzianym od ataków na Wuhłedar ponad pół roku temu. Skończyły w podobnym stylu. W znakomitej większości rozbite ogniem Ukraińców.

Uderzenie rozpoczęło się 10 października rano, w ten wtorek. Wyszło z dwóch kierunków, ewidentnie obliczone na wzięcie Awdijiwki w kleszcze i jej okrążenie. To ogromne niezrealizowane pragnienie Rosjan już od ponad roku. Awdijiwka jest cierniem w ich boku właściwie od początku inwazji. Ukraińcy silnie ufortyfikowali to miasto i jego okolice w latach 2015-2022. Jest ich najbliższym okupowanego Doniecka dużym punktem oporu. Według Rosjan Awdijiwka i jej okolice służą Ukraińcom jako baza do prowadzenia terrorystycznego ostrzału centrum tegoż miasta. Jej zdobycie i odepchnięcie dalej ukraińskiego wojska jest więc potrzebą propagandową, albo wręcz ambicjonalną. Dla tych, którzy wierzą w terrorystyczne ostrzały Ukraińców, potrzeba jest dodatkowo moralna. Ukraińskie wojsko jak na złość nie chce jednak oddać Awdijiwki. Pomimo niezliczonych prób i dziesiątek tysięcy zabitych w atakach.

Rosjanie zyskali dotychczas tyle, że miasto jest okrążone w połowie. Jeszcze na początku wojny wiosną 2022 roku udało im się przełamać ukraińskie linie obronne kilkanaście kilometrów dalej na północ w rejonie miejscowości Werchniotorećke. Zostali zatrzymaniu na kolejnej linii i do dzisiaj praktycznie nie mieli dalszych postępów, ale dzięki pierwszemu sukcesowi stworzyli północny nawis nad Awdijiwką. Od południa nie mieli takich sukcesów, zdołali jedynie posunąć się o około 2,5 kilometra w linii prostej z terenu lotniska w Doniecku, mijając wsie Optyne i Wodziane. Ukraińcy w sierpniu odrzucili ich tam na około kilometr, pozbawiając wielu bardzo krwawo okupionych zdobyczy. Występ, w którym jest Awdijiwka, ma w efekcie około 10 kilometrów szerokości u nasady.

Teraz Rosjanie bardzo starają się go zwęzić lub zamknąć. Nagrania z ukraińskich dronów pokazują niewidziane od dawna duże kolumny sprzętu opancerzonego, próbującego 10 października rano uderzać z rejonu Werchniotorećkie na zachód, przez linię kolejową ku wsi Stepowe, oraz na północ z Opytne i Wodziane. Wcześniej, w nocy z 9 na 10 października Ukraińcy donosili o gwałtownej nawale artyleryjskiej, niewidzianej na froncie już od wielu miesięcy. Wyjątkowo silnemu ostrzałowi Awdijiwki i całej okolicy towarzyszyły równie wyjątkowo silne naloty. Rosjanie ewidentnie chcieli wyrządzić maksymalne szkody obrońcom siedzącym na dobrze ufortyfikowanych pozycjach.

Skuteczność intensywnego ostrzału miała być jednak ograniczona. Sami rosyjscy blogerzy (zwłaszcza ochotnik o pseudonimie Murz, który walczy w Donbasie od 2014 roku) pisali o żałosnej celności artylerii ze względu na zużycie luf i kiepskiej jakości amunicję z nowej wojennej produkcji. Efektem miało być tak zwane "oranie pól", a nie celny ostrzał ukraińskich punktów oporu. Jakieś szkody musiały być jednak nieuniknione przy takim natężeniu ognia. Większe wyrządziły na pewno naprowadzane bomby lotnicze, które miały spadać wyjątkowo gęsto.

Niezależnie od tego ukraińska obrona wytrzymała pierwsze silne ataki Rosjan. Rosyjskie kolumny wpadały w tradycyjne zasadzki w postaci pól minowych osłanianych przez zespoły z wyrzutniami rakiet przeciwpancernych. Swoje dokładała ukraińska artyleria. Ukraińcy twierdzą, że czegoś takiego nie widzieli od dawna, może nawet od początku wojny. Dziesiątkowane masy czołgów i bojowych wozów piechoty próbujących pchać się naprzód wąskimi trasami.

Oficjalne ukraińskie statystyki rosyjskich strat bojowych opublikowane 11 października wyglądały wręcz nieprawdopodobnie. Od miesięcy jest to zazwyczaj od kilku do może kilkunastu czołgów i innych pojazdów opancerzonych dziennie. Tak tego dnia zaraportowano jednak 34 czołgi i 91 innych pojazdów opancerzonych. 12 października odpowiednio 42 i 44. Następnego dnia 26 i 49. Razem oznacza to 102 czołgi i 184 inne pojazdy opancerzone. Nawet jeśli przyjmiemy te liczby za umiarkowanie wiarygodne, jako oficjalny przekaz walczącej strony, po czym podzielimy przez dwa, to i tak uzyskujemy niezwykle wysokie straty jak na trzy dni walk. Poziom niewidziany od pierwszej fazy wojny zimą i wiosną 2022 roku. Dodatkowo Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie stracili w tych trzech dniach niemal trzy tysiące ludzi. Nawet przy podobnych założeniach jak powyżej, to i tak oznacza bardzo wysoki poziom strat.

Jak ucierpieli Ukraińcy, tego nie sposób powiedzieć. Tak jak jest dużo nagrań rosyjskich ataków oraz strat, tak prawie nie ma tych przedstawiających straty ukraińskie. Ukraińcy piszą, że sytuacja jest trudna, bo Rosjanie rzucili do ataku naprawdę duże siły. Ma być jednak pod kontrolą. Nie ma dowodów na jakieś istotne postępy Rosjan w terenie. Na południowym kierunku szara strefa może powiększyła się o kilometr. Na północnym Rosjanie prawdopodobnie posunęli się kilkaset metrów naprzód i zbliżyli się do linii kolejowej, będącej osią ukraińskiej obrony. W samej Awdijiwce zacięte dwudniowe walki o dużą hałdę górującą nad północną częścią miasta miały się skończyć porażką Rosjan. Za wcześnie jeszcze na ogłaszanie pełnego sukcesu Ukraińców w obronie, jednak jak na trzy dni ataków o takiej skali, to zyski Rosjan są zupełnie niewspółmierne do strat.

Choć wszystko wskazuje na nieudaną rosyjską operację, to sam fakt zorganizowania tak dużego ataku mówi wiele o stanie ich wojska. W sytuacji kiedy bronią się na Zaporożu i w rejonie Bachmutu oraz próbują atakować na północy w rejonie Swatowe i Kupiańska, byli w stanie zgromadzić naprawdę poważne siły do uderzenia na Awdijiwkę. Oznacza to, że nie ma mowy o wyczerpywaniu się rosyjskich rezerw, albo o gonieniu resztką sił. Rosyjskie dowództwo musiałoby być po prostu głupie, żeby koncentrować takie zasoby (nie tylko ludzi i sprzęt, ale też amunicję do artylerii) do ataku na Awdijiwkę, gdyby w innych punktach zapalnych frontu sytuacja była bliska załamaniu. Rosjanie muszą się więc czuć względnie komfortowo, aby ryzykować coś takiego. Rzucając duże siły do ataku na Awdijiwkę najpewniej liczą też na zmuszenie Ukraińców do wzmocnienia tego odcinka. Czyli zabrania sił z tych, gdzie trwają ukraińskie działania ofensywne (Zaporoże i Bachmut). Być może Rosjanie będą próbowali zrobić z Awdijiwki drugi Bachmut, czyli miejsce do wyczerpywania zasobów Ukraińców w wyniszczających walkach o częściowo okrążone miasto. Rosyjskie siły w tym rejonie są najgorszej jakości na całym froncie, straty nie będą więc czymś bardzo bolesnym. Tak samo jak w Bachmucie jesienią i zimą, gdzie do wyniszczających walk pchano w znacznej mierze byłych więźniów i poborowych, po trupach których szli naprzód żołnierze z elitarnych oddziałów powietrznodesantowych i najlepsi najemnicy grupy Wagnera.

(...)

gazeta.pl

środa, 11 października 2023



Ostatnie dni to okres intensywnych walk pomiędzy Izraelem a bojownikami Hamasu. Do prowadzenia działań wojennych są wykorzystywane różne rodzaje broni. W ostatnim czasie na serwisie X (dawniej Twitter) pojawiły się informacje, wskazujące na wykorzystywanie przez Siły Powietrzne Izraela bomb niekierowanych M117. Źródła opisują, że broń jest używana przez izraelskie wojsko do walki w Strefie Gazy, lecz na obszarach gdzie nie ma ludności cywilnej.

Warto podkreślić, że bomby M117 są amerykańskiej produkcji i zostały skonstruowane na początku lat 50. XX wieku. Dziennikarz Babak Taghavee zwraca także uwagę na fakt, że Izrael posiada obecnie tysiące tego rodzaju bomb. M117 to lotnicze środki bojowe o masie 340 kg, które są wykorzystywane od wielu lat przez amerykańską armię (obecnie głównie dla ciężkich bombowców np. B-52), a także były używane masowo podczas wojny w Korei, Zatoce Perskiej oraz w Wietnamie.

M117 to bomby ogólnego przeznaczenia, które mogą być używane w kilku różnych konfiguracjach. Urządzenie detonujące stanowią dwa zapalniki: nosowy i ogonowy.

defence24.pl

Najnowsze wyniki badań opinii publicznej, zleconych przez administrację Władimira Putina, potwierdziły, że na okupowanym przez Rosję Półwyspie Krymskim szybko narastają nastroje antyrosyjskie - poinformował ukraiński rządowy portal wojskowy Centrum Narodowego Sprzeciwu.

Konsekwencją tego sondażu było wezwanie na rozmowy do Moskwy okupacyjnego namiestnika Krymu Siergieja Aksjonowa. Gubernator tłumaczył się, że przyczyną takiego stanu rzeczy są problemy ekonomiczne, a wysokie ceny podstawowych produktów żywnościowych i lekarstw to skutek zachodnich sankcji nałożonych na Rosję. W rzeczywistości pogorszenie warunków życia na Krymie wynika jednak z przeorientowania całej gospodarki półwyspu na potrzeby wojskowe, związane z rosyjską inwazją na Ukrainę - czytamy na łamach serwisu.

Przykładowo, niedobór niektórych medykamentów to konsekwencja tego, że opieka lekarska świadczona jest na Krymie głównie rannym rosyjskim żołnierzom. Mobilizacja na wojnę z Ukrainą doprowadziła tam natomiast do poważnego deficytu siły roboczej. W sektorze rolnym ten deficyt wynosi już 77 proc. - oznajmił rządowy portal.

onet.pl

Oficjalne stanowisko w sprawie ataku terrorystycznego Hamasu na terytorium Izraela zajęło jak dotąd jedynie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej. 7 października rzeczniczka resortu Maria Zacharowa wyraziła „bardzo poważne zatroskanie gwałtownym zaostrzeniem sytuacji w strefie konfliktu palestyńsko-izraelskiego” i wezwała strony do natychmiastowego zawieszenia broni, rezygnacji z przemocy i zorganizowania przy pomocy społeczności międzynarodowej rokowań w celu ustanowienia pokoju na Bliskim Wschodzie. Za eskalację pośrednio obwiniła sam Izrael, wskazując, że stanowi ona „bezpośrednią konsekwencję chronicznego niewypełniania odpowiednich rezolucji ONZ i jej Rady Bezpieczeństwa”. Wprost oskarżyła też Zachód, który w jej ocenie de facto blokuje pracę tzw. kwartetu międzynarodowych pośredników (Rosja, Stany Zjednoczone, Unia Europejska, ONZ).

7 października minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow rozmawiał telefonicznie ze swoim odpowiednikiem z Egiptu Samihem Szukrim. Według rosyjskiego komunikatu ministrowie wyrazili „głębokie zatroskanie gwałtownym zaostrzeniem sytuacji” i „wezwali do natychmiastowego zawieszenia broni i zorganizowania rozmów palestyńsko-izraelskich w oparciu o normy prawa międzynarodowego i istniejące postanowienia ONZ i Rady Bezpieczeństwa”. 9 października rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zasugerował, że w uderzeniu na Izrael Hamas użył zachodniej broni przekazanej wcześniej Ukrainie.

Rozpoczęty 7 października atak bojowników Hamasu na Izrael był głównym tematem rosyjskich programów informacyjnych i publicystycznych. Wydarzenia wokół Izraela relacjonowano obszernie i emocjonalnie, odsuwając na dalszy plan sytuację na froncie ukraińskim. W narracji kładziono nacisk na to, aby nie opowiadać się jednoznacznie po żadnej ze stron oraz przedstawiać racje i straty „symetrycznie”. Wskazywano równocześnie, że odpowiedzialność za atak spoczywa na Zachodzie, który rzekomo okazywał pomoc Hamasowi. Narrację dotyczącą Izraela wykorzystano też do wybielania działań Rosji, wskazując, że nigdy nie dokonywała ona zbrodni wobec sąsiadów.

Komentarz

W oficjalnej reakcji Moskwy zwraca uwagę kilka elementów. Po pierwsze, zabrakło potępienia ataku Hamasu na Izrael, w tym mordów popełnionych na cywilach. Po drugie, Rosja de facto przypisała winę ofierze ataku (Izraelowi) poprzez zwrócenie uwagi na jego szerszy kontekst, tj. blokowanie przez Izrael procesu tworzenia niezależnego państwa palestyńskiego. Po trzecie, stanowisko rosyjskie cechuje pozorna symetria w traktowaniu obu stron: do zawieszenia broni wezwano w momencie, kiedy działania bojowe toczyły się jeszcze na terytorium Izraela. Wreszcie Moskwa próbuje wykorzystywać konflikt do skłonienia Zachodu do podjęcia wspólnych z Rosją działań dyplomatycznych („kwartet pośredników”). Tym samym Zachód miałby uznać, że Rosja jest „niezbędnym partnerem” w procesie uregulowania konfliktu bliskowschodniego. Stworzyłoby to sytuację, w której Moskwa mogłaby próbować uzależniać swoje współdziałanie w kwestii rozwiązania czy złagodzenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego od osłabienia zachodniej pomocy dla Ukrainy.

Rosyjskie wezwania do deeskalacji i zaprzestania działań zbrojnych należy uznać za nieszczere i czysto wizerunkowe. Otwarta wojna między Izraelem a rządzoną przez Hamas Gazą przynosi Moskwie liczne korzyści, gdyż bardzo utrudnia, o ile nie uniemożliwia, proces normalizacji relacji między Jerozolimą a państwami arabskimi (zwłaszcza Arabią Saudyjską). Po pierwsze, napaść Hamasu stwarza dodatkowy problem dla Waszyngtonu, odciągając jego środki (pomoc finansowa, dostawy sprzętu, zaangażowanie polityczne) od wsparcia Ukrainy. Po drugie, ułatwia to Rosji torpedowanie zachodnich prób wpłynięcia na państwa arabskie, aby w konflikcie Moskwa–Kijów zajęły bardziej przychylne Ukrainie stanowisko i – w efekcie – ograniczyły współpracę ekonomiczną i polityczną z Rosją. Jednoznaczne poparcie przez USA Izraela powoduje wzmocnienie pozycji Kremla w państwach arabskich i całym świecie muzułmańskim. Po trzecie, w sytuacji rosnącego zagrożenia Izrael będzie jeszcze mniej skłonny niż dotychczas do porzucenia obecnego, de facto neutralnego stanowiska wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej. Co więcej, Moskwa może liczyć, że w Jerozolimie wzrośnie zainteresowanie zakończeniem wojny w Europie, nawet na warunkach rosyjskich. Celem Izraela byłoby bowiem zyskanie politycznego poparcia Rosji, a jednocześnie doprowadzenie do neutralizacji konfliktu, który odciąga uwagę i środki Waszyngtonu od pomocy Izraelowi. Wszystko to sprawia, że Moskwa jest żywotnie zainteresowana podtrzymaniem, a nawet rozlaniem się konfrontacji izraelsko-palestyńskiej i przekształceniem jej w regionalną wojnę Izraela z arabskimi radykałami popieranymi przez Iran.

Dla rosyjskiej propagandy możliwość przekierowania uwagi widzów na temat inny niż wojna Ukrainie jest niewątpliwie korzystna – w społeczeństwie rosyjskim dostrzec bowiem można znużenie wojną oraz rozczarowanie brakiem sukcesów na froncie. Obecne w przekazie obwinianie Zachodu o przyczynienie się do ataku Hamasu oraz zgodne przewidywania ekspertów dotyczące rozlania się konfliktu na cały Bliski Wschód obliczone są na wywarcie presji na Zachód i wymuszenie przyśpieszenia zakończenia wojny na Ukrainie na rosyjskich warunkach.

osw.waw.pl

wtorek, 10 października 2023


Pod koniec sierpnia Rosjanie – znajdujący się wówczas w trudnej sytuacji po udanych atakach ukraińskich w rejonie Robotynego i Werbowego – skoncentrowali na skrzydłach ugrupowania przeciwnika dwie dywizje desantowo-szturmowe (7 i 76), ściągnięte z innych odcinków frontu. Ich zadaniem była w pierwszej kolejności stabilizacja rosyjskiej linii obrony, a w drugiej – wyprowadzenie uderzeń na podstawę wyjściową ukraińskiego natarcia (rejon Nowodanyliwka–Mała Tokmaczka–Biłohirja). Pierwszy z tych celów został osiągnięty kosztem znacznych strat w szeregach tych jednostek – natarcie Ukraińców zostało zahamowane, zwłaszcza na odcinku na wschód od Nowoprokopiwki (ich grupy szturmowe utkwiły tam na przedpolu panującej nad okolicą linii wzgórz). Rosjanom nie udało się natomiast rozwinąć uderzenia i wypchnąć przeciwnika z zajętego latem obszaru. Wydaje się, że ich głównym celem na najbliższe tygodnie będzie utrzymanie za wszelką cenę umocnionych pozycji w rejonie Kopani–Nowoprokopiwka–Werbowe, które z racji ukształtowania terenu pozwalają na posiadanie kontroli ogniowej nad obszarem, z którego wychodzą ukraińskie szturmy.

osw.waw.pl

Myślę, że zbliża się moment, w którym produkcja państw NATO osiągnie taki poziom, który pozwoli na jednoczesne trwałe wsparcie Ukrainy i odbudowę własnych zdolności; ważne jednak, by NATO budowało też zdolności działań na całym świecie - powiedział PAP brytyjski minister ds. sił zbrojnych James Heappey.

Heappey pytany w rozmowie z PAP o brytyjskie siły rozmieszczane w na wschodniej flance NATO, zwrócił uwagę na działania Wielkiej Brytanii wspierające państwa przekazujące swoje uzbrojenie Ukrainie, w tym Polskę, która przekazała Ukrainie m.in. myśliwce Mig-29 oraz wiele czołgów T-72; w ich miejsce latem do Polski trafiła kompania brytyjskich czołgów Challenger 2, a dla wsparcia uszczuplonych polskich sił powietrznych – myśliwce Typhoon.

Jak tłumaczył minister, celem jest przekazywanie Ukrainie przede wszystkim takiego uzbrojenia, które szybko i skutecznie może być wykorzystane przez ukraińskich żołnierzy – w tym przede wszystkim poradzieckiego sprzętu wciąż używanego przez państwa centralnej Europy. "Jeżeli decydujecie się ten sprzęt przekazać, to was wspieramy i jesteśmy gotowi wypełniać powstałe w ten sposób luki. (…) Będziemy to robić tak długo, jak trzeba" – oświadczył.

"Rozumiemy, że mamy obecnie czas, w którym wsparcie Ukrainy jest trudne. Stało się trudne, ponieważ wydolność produkcji sprzętu i amunicji na Zachodzie wciąż jest w procesie rozbudowy, a osiągnięcie jej pełnej mocy może zająć jeszcze parę, może nawet paręnaście miesięcy. W międzyczasie zapasy wielu państw zostały po prostu wymiecione. Teraz musimy więc działać razem, by zminimalizować ryzyko związane z przekazywaniem kolejnych partii sprzętu. Gdy dojdziemy do miejsca, w którym wydajność produkcji w Europie będzie wystarczająca zarówno do odbudowania naszych zapasów, jak i nieprzerwanego wsparcia dla Ukrainy, będzie to punkt przełomowy – bo wsparcie Ukrainy będzie wtedy zbalansowane, a przez to trwałe. Myślę, że ten moment się zbliża" – podkreślił minister.

onet.pl/PAP

Uwięziony były rosyjski oficer i zagorzały nacjonalista Igor Girkin powtórzył swoje wcześniejsze twierdzenia, że ​​rosyjska armia będzie w dalszym ciągu prowadzić strategiczną obronę, aby zamrozić linie frontu przed wyborami prezydenckimi w Rosji w marcu 2024 r. Żona Girkina opublikowała 9 października list, który Girkin podobno napisał 29 września, w którym Girkin omawiał obecny stan wojny i swoje prognozy działań Rosji. Girkin nieustannie twierdzi, że określona frakcja w rosyjskim przywództwie opowiada się za zamrożeniem obecnej linii frontu na Ukrainie i sprzeciwia się innej frakcji, która opowiada się za kontynuacją rosyjskich operacji ofensywnych i usprawnieniem wysiłków wojennych w kraju. Girkin stwierdził, że ma „na 99 procent” pewność, że Kreml podejmie decyzję o „zamrożeniu linii frontu” do czasu wyborów prezydenckich w Rosji w marcu 2024 roku. Girkin stwierdził, że siły rosyjskie prawdopodobnie będą nadal prowadzić strategiczną obronę na istniejących liniach frontu i skupiać się na zapobieganiu ukraińskim przełomom lub „wrażliwym sukcesom operacyjnym”. Girkin stwierdził ponadto, że wszelkie działania rządu rosyjskiego mające na celu wzmocnienie rosyjskiej armii przed wyborami prezydenckimi w 2024 r. prawdopodobnie pogorszyłyby sytuację społeczną, gospodarczą i wewnętrzną w Rosji. Girkin twierdził także, że przed wyborami władze rosyjskie prawdopodobnie będą stopniowo zwiększać represje wewnętrzne.

understandingwar.org