piątek, 22 września 2023


Ukraina składa skargę na Polskę do WTO. Minister rolnictwa Robert Telus grozi Ukrainie, że zablokujemy jej ścieżkę do Unii Europejskiej. Wołodymyr Zełenski stwierdza, że związana ze zbożem sytuacja to "thriller". W słabo skrywanej aluzji do Polski mówi też, że "niektórzy pomagają przygotowywać scenę dla moskiewskiego aktora". Spotkanie Andrzeja Dudy i Zełenskiego w Nowym Jorku zostaje odwołane. Premier Mateusz Morawiecki ogłasza, że "nie będziemy już dozbrajać Ukrainy". Ambasador Ukrainy zostaje wezwany do MSZ w związku z wypowiedzią Zełenskiego "o tym, jakoby część państw UE pozorowała solidarność, jednocześnie pośrednio wspierając Rosję".

W tym samym czasie ukraiński prezydent występuje w ONZ, gdzie przekonuje, że Niemcy powinny zostać stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i nazywa ich jednym z "kluczowych gwarantów globalnego pokoju i bezpieczeństwa". Niemiecki minister rolnictwa krytykuje Polskę, twierdząc, że jest ona solidarna z Ukrainą "w niepełnym wymiarze godzin", a minister obrony ogłasza nowy, wielomilionowy pakiet pomocy wojskowej dla Kijowa. Minister spraw zagranicznych Niemiec jedzie do Waszyngtonu, by rozmawiać z administracją Bidena m.in. o przyszłej odbudowie Ukrainy.

W Polsce reakcją na ten potok wydarzeń z ostatnich dni jest zazwyczaj niedowierzanie, czasem zakłopotanie lub złość, najczęściej — niezrozumienie. Ten bliżej nieokreślony stan polskiego ducha najlepiej wyraził prezydencki minister Marcin Przydacz, który, komentując wypowiedź Zełenskiego, stwierdził, że "to są słowa zdumiewające i niesprawiedliwe". Jak dodał, "to przecież Polska przez wiele ostatnich miesięcy odgrywała kluczową rolę w tej polityce wsparcia państwa ukraińskiego".

(...)

I to właśnie w Niemczech prezydent Zełenski szuka zrozumienia dla swojej sprawy, bo to najbardziej mu się opłaca. Tak się składa, że spośród wszystkich państw europejskich to w Berlinie mógł uzyskać i uzyskiwał najwięcej. Nawet jeżeli nie otrzymywał wszystkiego, na co liczył.

Ta orientacja na Berlin wynika z bardzo prostej kalkulacji: wojna zakończy się nie na polu bitwy, tylko w gabinetach politycznych. Przyszłość Ukrainy i całego naszego regionu zasadniczo określą warunki podyktowane w Waszyngtonie, w Pekinie, w Moskwie, w Berlinie czy w New Delhi, a nie rakiety długiego zasięgu albo myśliwce.

Politycy w Kijowie dobrze wiedzą, że w dyskusjach gabinetowych kluczową rolę w Europie odgrywają Niemcy — a nie Polska. Dobrze wiedzą też, że kraj, który pozostaje w fatalnych relacjach z Berlinem i Brukselą, nie może odgrywać żadnej poważnej i odpowiedzialnej roli w polityce europejskiej. Dobrze wiedzą, że kiedy będą się decydowały losy ich państwa, to przy stole ze światowymi mocarstwami będą siedzieć Niemcy, a nie Polacy. I dlatego Ukraina stawiała, stawia i nadal będzie stawiać na Berlin.

onet.pl

środa, 20 września 2023


19 września w południe Azerbejdżan rozpoczął wymierzoną w nieuznawaną Republikę Górskiego Karabachu „lokalną operację antyterrorystyczną”, tj. zmasowane ataki powietrzne i artyleryjskie na instalacje militarne w parapaństwie oraz działania lądowe o trudnym do określenia zakresie. W godzinach popołudniowych ich intensywność miała ulec zmniejszeniu. Według komunikatu resortu obrony celem operacji jest zniszczenie sił zbrojnych karabaskich Ormian i Republiki Armenii odpowiedzialnych za działania dywersyjne przeciwko Azerbejdżanowi, a docelowo przywrócenie porządku konstytucyjnego w niekontrolowanym regionie. O rozpoczęciu operacji mieli być poinformowani członkowie dowództwa rosyjskiego kontyngentu sił rozjemczych oraz obserwatorzy tureccy stacjonujący w Górskim Karabachu (a także minister obrony Turcji). Armenia odrzuciła zarzuty o obecność wojskową w Górskim Karabachu, zaś premier Nikol Paszynian w orędziu do narodu potępił atak i ostrzegł przed czystkami etnicznymi. Zapewnił, że Armenia nie da się wciągnąć w konflikt, oraz przestrzegł przed groźbą organizacji przewrotu w kraju.  

Rosyjskie siły rozjemcze pozostały bierne. MSZ FR wezwało obie strony do dialogu, oferując swoje pośrednictwo, a w rosyjskich mediach pojawiło się wiele głosów dystansujących się od władz Armenii. Z kolei tureckie Ministerstwo Obrony oraz media wyraziły pełne poparcie dla działań Baku. Do natychmiastowego powrotu do dialogu wezwał przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Według niepotwierdzonych informacji wolę debaty o konflikcie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ wyraziła Francja. 

Komentarz 

Stan zawieszenia wokół Górskiego Karabachu utrzymywał się od zwycięskiej dla Azerbejdżanu wojny w 2020 r. – siły ormiańskie zostały wówczas rozbite, a terytorium parapaństwa zmniejszone o około dwie trzecie. Zawieszenie broni nadzorowały siły rosyjskie (do 2 tys. żołnierzy) i obserwatorzy tureccy z mandatem na pięć lat. Wpływy Armenii zostały ograniczone do minimum. Zarówno Armenia, jak i Górski Karabach były poddawane silnej presji ze strony Azerbejdżanu, forsującego korzystne dla siebie rozwiązanie konfliktu, w przypadku Górskiego Karabachu zmierzające do całkowitej likwidacji jego odrębności. W ostatnich miesiącach presja polityczna, militarna oraz efektywna blokada komunikacyjna pomiędzy Armenią a Górskim Karabachem doprowadziła do daleko posuniętej erozji struktur karabaskich. Władze Armenii konsekwentnie dystansują się od Górskiego Karabachu, pozostają jednak pod presją obaw o przyszłość ormiańskiej społeczności i dziedzictwa kulturowego. Erywań jest także zaangażowany w prowadzony przy mediacji UE i USA proces normalizacji relacji z Azerbejdżanem, który wiąże się z próbami poluzowania zależności od Rosji.  

Atak Azerbejdżanu na znacznie osłabiony w ostatnich miesiącach Górski Karabach wydaje się mieć na celu dalsze zniszczenie potencjału militarnego tamtejszych Ormian, a w wariancie maksymalnym – odzyskanie kontroli nad całym regionem. Jest też kolejnym elementem presji na Erywań w celu całkowitego odcięcia się Armenii od parapaństwa i przyjęcia optymalnych dla Baku warunków pokojowych. Okolicznością, która wydaje się sprzyjać Baku, są narastające napięcia między Rosją a Armenią, które mogą uzasadniać dotychczasową bierność rosyjskiego kontyngentu w Górskim Karabachu, a potencjalnie budować osamotnienie Erywania i jego skłonność do ustępstw w procesie pokojowym.  

Rozwój sytuacji w Górskim Karabachu pozostaje trudny do prognozowania. Wciąż realny jest wariant szybkiego wyhamowania walk, po dalszym osłabieniu militarnym i politycznym Ormian. Efektem tego byłaby dalsza erozja struktur parapaństwowych, zapewne exodus ludności i szybkie przeforsowanie korzystnego dla Baku rozwiązania politycznego. Nie można jednak wykluczyć próby całkowitego rozbicia Karabachu i przejęcia nad nim bezpośredniej kontroli. To jednak uderzałoby w prestiż Rosji i albo groziło eskalacją konfliktu, albo zapowiadało próbę rewizji porządku w regionie rekompensującego Rosji straty w Górskim Karabachu (taki wariant bez wątpienia uwzględniałby także Turcję). W obu wariantach scenariusze utrzymania się odrębności Górskiego Karabachu są bardzo ograniczone, a ryzyko masowego exodusu ludności ormiańskiej z parapaństwa wysokie wobec uzasadnionej nieufności do Azerbejdżanu. 

Eskalacja w Górskim Karabachu niebezpiecznie destabilizuje sytuację w Armenii. Pomimo zmęczenia społecznego problemem parapaństwa i przyzwolenia na proces pokojowy z Azerbejdżanem Górski Karabach pozostaje niezmiernie wrażliwym tematem, co stwarza duże pole do krytykowania władz (wraz z atakami z 19 września doszło do protestów antyrządowych w Erywaniu). Choć nadal silny jest zawód związany z biernością Rosji i instrumentalnym traktowaniem przez nią Armenii, to Moskwa pozostaje tradycyjnym punktem odniesienia w wymiarze bezpieczeństwa – wątek rosyjski i karabaski łączy opozycję ormiańską odsuniętą od władzy przez Paszyniana w efekcie protestów społecznych w 2018 r. Oba wątki stwarzają ogromne pole do destabilizacyjnych działań Moskwy, otwarcie niechętnej Paszynianowi, i pokusę odzyskania kontroli nad Armenią, co zrekompensowałoby potencjalne straty w Górskim Karabachu. Sytuacja wokół Górskiego Karabachu i Armenii pozostaje najbardziej dynamicznym elementem procesu rewizji porządku regionalnego na Kaukazie Południowym, który uległ przyspieszeniu po inwazji Rosji na Ukrainę. 

osw.waw.pl

niedziela, 17 września 2023


Pod względem gospodarczym Rosja przechodzi bardzo osobliwy kryzys. Podczas gdy obywatele przestali marzyć o dostatniejszej przyszłości, reżim wciąż jest bogaty. Moskwa może liczyć na miliardy dolarów wpływów z eksportu, które będą zasilać jej kasy w kolejnych latach.

Nawet w wyjątkowo słabej pierwszej połowie 2023 r. Rosja wciąż mogła liczyć na zyski w wysokości ponad 200 mld dol. (niemal 900 mld zł), czyli więcej niż dość, aby pokryć swoje potrzeby importowe.

Nawet gdyby limit cen ropy grupy G7 działał idealnie, Moskwa nadal mogłaby oczekiwać przychodów z eksportu w wysokości około 400 mld dol. rocznie. Dopóki popyt na światowych rynkach ropy pozostaje wysoki, Zachód nie ma zbyt dużego pola manewru. Aby to zmienić, musiałoby nastąpić poważne globalne spowolnienie gospodarcze.

Rosyjski przemysł jest nadal w pełni zależny od zachodnich technologii, ale pomimo sankcji jest w stanie importować wiele istotnych komponentów, które są Moskwie potrzebne do produkcji broni.

Chiny przyszły Moskwie z pomocą, przekazując Rosji duże ilości zachodnich towarów podwójnego zastosowania, takich jak półprzewodniki. Pewna część nowo wyprodukowanej rosyjskiej broni stała się mniej wyrafinowana, ale nie to jest głównym problemem, tylko konieczność szybkiego zwiększenia zdolności produkcyjnych.

Znalezienie maszyn do budowy nowych linii produkcyjnych w wyniku sankcji stało się trudniejsze, ale rosyjska produkcja nie została zduszona przez ogólny brak komponentów lub materiałów.

Kolejnym elementem składającym się na obraz rosyjskiego kryzysu jest poważny niedobór siły roboczej. Jest on spowodowany długoterminowym kryzysem demograficznym, który dodatkowo wzmogły negatywne skutki mobilizacji i emigracji wielu wykwalifikowanych pracowników.

Zmniejszenie liczby dostępnych pracowników powinno sprawić, że Rosjanie zyskaliby dostęp do większej liczby wolnych miejsc pracy i wyższych wynagrodzeń. Niemal wszyscy mieszkańcy większych miast Rosji są już obecnie zatrudnieni, a standardy życia są niższe niż przed wojną i wciąż będą nadal spadać, ponieważ rząd przedkłada produkcję broni nad wydatki socjalne.

Jednak z punktu widzenia wielu Rosjan nadal istnieją pewne szanse na osobisty rozwój lub odniesienie sukcesu, które sprawiają, że ignorują oni politykę i skupiają się na karierze i życiu rodzinnym.

Oznacza to również, że zastanowią się dwa razy nad wyrażeniem swojego niezadowolenia, ponieważ nadal mają coś do stracenia.

Wraz z wojną pojawiła się większa cenzura i surowsze represje. Niektórzy z najbardziej aktywnych członków rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego opuścili kraj lub zostali uwięzieni. Wojna pogłębiła społeczną izolację Rosjan, którzy muszą teraz ostrożnie wyrażać swoje opinie na temat Ukrainy, nawet wśród przyjaciół i kolegów.

Wojna skutecznie zdyscyplinowała także rosyjskich urzędników wyższego szczebla. Nawet technokraci, którzy byli wyraźnie zszokowani, gdy rozpoczęła się inwazja na pełną skalę, teraz martwią się głównie o uniknięcie rosyjskiej porażki.

W nowej rzeczywistości stworzonej przez wojnę postrzegają Putina jako największą szansę na zbiorowe przetrwanie.

I dlatego: Nie ma prawie żadnych scenariuszy postputinowskiej, powojennej Rosji, które przemówiłyby do tych cynicznych elit.

Zbrodnie wojenne, zniszczenia i śmierć, które Rosja przyniosła Ukrainie, są nieodwracalne.

Obok kwestii ukraińskich terytoriów, które Rosja jednostronnie zaanektowała, to właśnie one uniemożliwią dojście do kompromisu lub przywrócenie stosunków z Zachodem i zniesienie sankcji przez bardzo długi czas.

Rosja została niemal całkowicie odizolowana na arenie międzynarodowej, a nakaz aresztowania Putina wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny poważnie ogranicza międzynarodową mobilność prezydenta.

Putin nie ma innego wyjścia, jak tylko prosić przywódców znacznie mniej rozwiniętych krajów, takich jak Korea Północna i Iran, o pomoc w dostarczaniu amunicji i dronów.

Jednak duża grupa krajów zdecydowanie sprzeciwia się całkowitej izolacji Rosji. Wzrosło również zainteresowanie forami dyplomatycznymi obejmującymi Rosję, takimi jak BRICS.

Co ważniejsze, Rosja otrzymuje wsparcie gospodarczą z różnych stron: Chiny pomagają Rosji uzyskać dostęp do zachodnich technologii, zaś cięcia w produkcji ropy naftowej ogłoszone przez Arabię Saudyjską są dla Moskwy dobrodziejstwem. Ruch Arabii sprawił, że dochody Moskwy utrzymują się na wysokim poziomie.

Wreszcie, sam rosyjski reżim nadal jest bardzo zaniepokojony swoją stabilnością i wydaje się unikać podejmowania dodatkowego ryzyka. Podobnie jak podczas okresu po aneksji Krymu w 2014 r., Moskwa po fazie eskalacji i mobilizacji może przejść w tryb bardziej zachowawczego funkcjonowania.

Tym samym dałaby sobie czas na wzmocnienie gospodarki i wojska, jednocześnie próbując znormalizować niektóre stosunki zagraniczne. Im dłużej Moskwa przeciąga wojnę, tym bardziej prawdopodobny staje się scenariusz, że uwaga świata skieruje się gdzie indziej.

Rosja drastycznie zwiększyła wydatki na swoje siły zbrojne, akceptując wynikający z tego wzrost zadłużenia i inflacji. Kreml powstrzymał się jednak przed pełną militaryzacją swojej gospodarki, wydając mniej niż 10 proc. PKB na siły zbrojne. Putin wydaje się dbać o to, aby jego system nie został przeciążony.

Żaden z opisanych powyżej czynników nie gwarantuje długoterminowej stabilności politycznej w Rosji.

Putin z pewnością popełni błędy, tak jak miało to miejsce w przeszłości. Reżimu Kremla nie cechuje przejrzystość. Nie da się więc trafnie przewidzieć, jak długo rosyjski system pozostanie stabilny w obliczu obecnych wyzwań.

Zachód nie powinien jednak ignorować możliwości, że Putin nadal będzie trwał u władzy za pięć lub 10 lat. Rosja może również stopniowo pokonywać wąskie gardła w produkcji broni. Taki scenariusz może być bardzo groźny dla całej Europy, a tym bardziej dla Ukrainy.

W dłuższej perspektywie ciągła eskalacja pozostaje paliwem, na którym opiera się putinizm.

Putin widzi Rosję w kontekście egzystencjalnej walki z Zachodem — wojna w Ukrainie jest tylko jedną bitwą. Gdyby Rosja miała środki do walki, armia nadal maszerowałaby na Kijów.

Jeśli straty ludzkie i gospodarcze związane z wojną Rosji w Ukrainie będą rosły, mogą one doprowadzić do jeszcze głębszego zakorzenienia nastrojów antyzachodnich w społeczeństwie.

W opinii Rosjan, którzy wierzą w państwową propagandę, to Zachód podtrzymuje wojnę, a Rosja jedynie się broni i chroni swe społeczeństwo.

Dlatego też Zachód nie może uśpić swojej czujności i liczyć na słabość lub niestabilność Rosji. Zamiast tego musi pilnie podwoić obecne wysiłki i opracować długoterminową strategię powstrzymywania Rosji.

onet.pl

sobota, 16 września 2023


13 września siły ukraińskie przeprowadziły kombinowany atak na rosyjskie obiekty w Sewastopolu i operującą na Morzu Czarnym korwetę rakietową „Wasilij Bykow”, wykorzystując do niego nawodne drony kamikadze i pociski manewrujące Storm Shadow. W rezultacie uderzenia rakiet w stocznię remontową w Sewastopolu uszkodzone zostały przebywające w suchym doku okręty – desantowy „Mińsk” (atak zniszczył górną część nadbudówki wraz ze znajdującymi się na niej instalacjami) oraz podwodny „Rostow-na-Donu” (ucierpiała dziobowa część kadłuba). Rosjanie powiadomili o unieszkodliwieniu siedmiu z 10 pocisków Storm Shadow i trzech bezzałogowców (wszystkich użytych). Kolejnej doby ukraińskie nawodne drony kamikadze zaatakowały bliźniaczą korwetę „Siergiej Kotow”. Najeźdźcy donosili o zniszczeniu wszystkich pięciu dronów, z kolei Zarząd Komunikacji Strategicznej armii ukraińskiej informował, że zaatakowano dwie korwety i „są pewne uszkodzenia” (nie potwierdza tego dostępny materiał filmowy). 14 września Ukraińcy przeprowadzili także kombinowany atak na zgrupowanie obrony powietrznej wroga w rejonie Eupatorii na Krymie, początkowo wykorzystując drony kamikadze (Rosjanie deklarowali zestrzelenie wszystkich 11), a następnie uderzając dwiema rakietami Neptun. Zgodnie z pierwszym komunikatem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy trafione zostały wyrzutnie „S-300/400”, niemniej później w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej mówiono wyłącznie o systemach S-400. Najprawdopodobniej zniszczona została co najmniej jedna z wyrzutni.

13 września rosyjskie drony kamikadze ponownie zaatakowały porty Reni i Izmaił w delcie Dunaju. Doszło do zniszczenia kolejnych obiektów infrastruktury przyportowej, a siedem osób zostało rannych. Kilka bezzałogowców uderzyło też w cele w obwodzie sumskim. Według informacji zbiorczej Sztabu Generalnego armii ukraińskiej obrońcy mieli zestrzelić 35 z 47 atakujących dronów Shahed-136/131. Następnej doby rosyjskie drony kamikadze uderzyły w obwodach dniepropetrowskim (m.in. w miasto Dniepr), zaporoskim i sumskim, a ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało unieszkodliwienie 17 z 22 wykorzystanych przez agresora „szahedów”. Z kolei 15 września celem ataku były obwody chmielnicki i winnicki, a obrona powietrzna miała zestrzelić wszystkie 17 bezzałogowców. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego częstotliwość ataków rakietowych zmniejszyła się – z siedmiu 12 września (po południu i wieczorem tego dnia celem uderzeń było Zaporoże, m.in. rakieta Iskander trafiła w obiekt infrastruktury) do dwóch na dobę w kolejnych dniach.

(...)

„The New York Times”, powołując się na wysoko postawionych urzędników amerykańskich, opublikował 13 września materiał o znaczącym wzroście rosyjskiej produkcji zbrojeniowej. Zachodnie sankcje miały wpłynąć na spowolnienie wytwarzania, głównie rakiet, w ciągu pierwszego półrocza od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji na Ukrainę. Pod koniec 2022 r. ponownie zaczęło ono jednak nabierać tempa, a Rosjanie nauczyli się obchodzić restrykcje i sprowadzają niezbędne komponenty przez państwa trzecie (wymieniono Armenię i Turcję). Produkcja uzbrojenia w Rosji miała przekroczyć wskaźniki przedwojenne. Oprócz rakiet jako przykład podano czołgi, których wcześniej mogła ona wytworzyć rocznie 100, a obecnie 200. Rosjanie mają też zbliżać się do poziomu umożliwiającego produkcję 2 mln sztuk amunicji artyleryjskiej rocznie – dwukrotnie więcej niż przed wojną. Rozmówcy gazety podkreślili przy tym, że to nadal dużo mniej, niż wynosi zużycie pocisków, które w 2022 r. sięgnęło 10 mln. Następnego dnia podobny materiał zamieścił Business Insider – powołując się na wysokiego urzędnika estońskiego resortu obrony, wskazano w nim, że aktualnie Rosja wytwarza siedmiokrotnie więcej amunicji artyleryjskiej niż USA i Europa łącznie. W tekście podkreślono, że rosyjska produkcja kosztuje dużo mniej niż zachodnia, ale dostarczane wyposażenie jest gorszej jakości.

(...)

Komentarz

Uderzenie na doki stoczni remontowej w Sewastopolu jest przede wszystkim sukcesem wizerunkowym. W odróżnieniu od sierpniowych ataków na lotnisko w Pskowie, a wcześniej bazę Floty Czarnomorskiej w Noworosyjsku atakowane obiekty nie stanowiły obecnie dla Ukraińców zagrożenia, a potwierdzony stopień zniszczeń podważa doniesienia o nieopłacalności naprawy (choć biorąc pod uwagę praktykę funkcjonowania rosyjskiego przemysłu stoczniowego, remonty mogą potrwać kilka lat). Atak nie miał też związku z działaniami prowadzonymi przez siły ukraińskie na południu, co pozwala przyjąć, że jego głównym celem było podniesienie morale. Przeprowadzone 13 i 14 września uderzenia na inne obiekty na Krymie i Morzu Czarnym po raz kolejny potwierdziły, że Ukraińcom coraz trudniej jest osiągać sukces w bezpośrednim ataku na siły wroga w głębi operacyjnej (poza rejonami walk i bezpośrednim zapleczem agresora). Z drugiej strony działania te ponownie udowodniły, że Rosjanie nie są przygotowani do odparcia uderzeń na nieatakowane wcześniej cele, jak również na zastosowanie przez siły ukraińskie nowej taktyki, mimo że sami stosują podobną – wykorzystują drony do uaktywnienia systemów obrony powietrznej, w które następnie uderzają rakietami.

osw.waw.pl

piątek, 15 września 2023


Pod koniec sierpnia Gazprom opublikował sprawozdanie finansowe dotyczące I półrocza br. Według komunikatu dochód netto koncernu wyniósł 296,2 mld rubli (3,1 mld dolarów), co stanowi wyjątkowo niską wartość na tle ostatniej dekady (z wyłączeniem 2020 r., gdy trwała pandemia COVID-19). W ujęciu rocznym spadek jest drastyczny głównie ze względu na rekordowe wpływy, jakie osiągnięto w roku 2022. Wówczas Gazprom zanotował w I półroczu dochód netto w wysokości 2,5 bln rubli, co wynikało z niezwykle wysokich cen surowca. Niemniej również w porównaniu ze średnim poziomem wpływów w I półroczach lat 2018–2022, wynoszącym ponad 996 mld rubli, tegoroczny dochód uległ znacznej, bo ok. 70-procentowej redukcji.

W sprawozdaniu umieszczono także dane dotyczące zadłużenia koncernu, które wyniosło ponad 6 bln rubli. Dla porównania w analogicznym okresie ub.r. było to 5 bln rubli. Według komunikatu Gazpromu jest to „komfortowy” poziom długu. Firma posiada bowiem wystarczającą płynność finansową, aby na bieżąco spłacać swoje zobowiązania krótkoterminowe.

Komentarz

Odnotowanie przez Gazprom tak niskiego poziomu dochodów nie stanowi zaskoczenia. Spadek dochodu netto wynika przede wszystkim z utraty znacznej części rynku europejskiego na skutek politycznej decyzji o redukcji eksportu gazu do krajów UE. W I półroczu br. do odbiorców unijnych przesłano ok. 12,6 mld m3 gazu, co oznacza redukcję przesyłu o ok. 75% względem analogicznego okresu ub.r. Według szacunków uwzględniających obecny poziom dostaw realizowanych w kierunku zachodnim „utracony” w bieżącym roku wolumen może wynieść ok. 120 mld m3 względem wielkości przesyłanych w roku 2021. Na sytuację finansową Gazpromu negatywny wpływ mają też zwiększenie obciążeń fiskalnych (m.in. obowiązujący w latach 2023–2025 dodatkowy podatek od wydobycia w wysokości 600 mld rubli rocznie), wdrażanie kosztownego programu inwestycji infrastrukturalnych (m.in. gazyfikacja regionów Federacji Rosyjskiej), a także relatywnie niskie w tym roku ceny surowca na globalnym rynku. Dodatkowo wprowadzenie przez rosyjskie władze rozliczeń rublowych w przypadku sprzedaży gazu do tzw. państw nieprzyjaznych ogranicza dostęp Gazpromu do zagranicznych walut, co pogarsza jego sytuację finansową. W omawianym okresie wskaźnik wolnych przepływów pieniężnych (free cash flow) był ujemny, co oznacza malejący inwestycyjny potencjał spółki.

W odróżnieniu od sytuacji z 2020 r., kiedy to rosyjski rząd w związku z pandemią zaangażował się we wspieranie Gazpromu, w obecnej sytuacji nie należy się spodziewać państwowej pomocy dla koncernu – świadczy o tym konsekwentna polityka bilansowania budżetu kosztem sektora naftowo-gazowego. Trudności firmy są jednak częściowo łagodzone przez dewaluację rubla. Co więcej, działalność spółki córki koncernu – Gazprom Niefti, zajmującej się wydobyciem i sprzedażą ropy naftowej – także pomaga poprawić wskaźniki finansowe dzięki pozyskiwaniu przez nią obcej waluty przy rosnącej cenie surowca.

Spadek dochodów eksportowych Gazpromu ma być kompensowany również kosztem konsumenta wewnętrznego. W lipcu br. Federalna Służba Antymonopolowa (FSA) podjęła decyzję o podniesieniu hurtowych taryf gazowych dla wszystkich kategorii odbiorców surowca w Rosji. Opłaty mają zostać podwyższone dwukrotnie – o 8% w lipcu 2024 r. oraz o kolejne 8% rok później. Podobna podwyżka – w wysokości 8,5% – miała miejsce w grudniu ub.r. Według FSA środki pochodzące ze zmiany taryf mają zostać przeznaczone na programy inwestycyjne, tj. gazyfikację kraju oraz renowację istniejącej infrastruktury przesyłowej. Gazprom wciąż domaga się także uwolnienia hurtowych cen surowca dla odbiorców przemysłowych, co mogłoby stanowić kolejne źródło finansowania programu unowocześnienia sieci gazociągowej. Niewykluczone, że w przypadku utrzymywania się niesatysfakcjonujących wyników finansowych przez kolejne lata koszty inwestycji koncernu – zarówno tych realizowanych w Rosji, jak i dotyczących połączeń eksportowych – zostaną w jeszcze większym stopniu przerzucone na odbiorców wewnątrzkrajowych.

Ewentualne odbudowanie pozycji Gazpromu na rynku europejskim stanowi w najbliższych latach perspektywę mało realną ze względu na przeszkody infrastrukturalne i polityczne. Są nimi uszkodzenia obu nitek Nord Streamu 1 oraz jednej Nord Streamu 2, a także niejasna przyszłość przesyłu przez Ukrainę po wygaśnięciu w grudniu 2024 r. umowy tranzytowej zawartej w 2019 r. między Gazpromem a ukraińskim Naftohazem. Widoczny jest bowiem brak woli Kijowa do zawarcia kolejnego długoterminowego porozumienia w tej sprawie. Wreszcie – obecnie rosyjskie sankcje uniemożliwiają wznowienie przesyłu przez gazociąg Jamał–Europa. W przypadku ich zniesienia wątpliwe będzie natomiast zainteresowanie odbiorców importem gazu z Rosji tą trasą. W tej sytuacji od 2025 r. pewnym lądowym szlakiem eksportowym do UE pozostanie europejska nitka TurkStreamu o przepustowości 15,75 mld m3 gazu rocznie. Przedstawiciele koncernu oraz rosyjskich władz wydają się być świadomi tych wyzwań, o czym świadczy forsowana przez nich koncepcja przekierowania dostaw na wschód.

Gazprom oraz władze Rosji deklarują zamiar odbudowy pozycji koncernu za pomocą zwiększenia jego udziału na rynkach tureckim i azjatyckim. W 2022 r. Turcja stała się głównym pozaeuropejskim rynkiem zbytu dla rosyjskiego gazu (przesłano wówczas 21,6 mld m3 surowca). Ankara promuje przy tym ideę stworzenia w kraju „hubu gazowego” (zob. Turecki sen o hubie. Polityka gazowa Ankary w czasie wojny), zaś dostawcą surowca w tej koncepcji miałaby być też Rosja, co sugeruje możliwość zwiększenia importu. O przekierowywaniu dostaw na wschód świadczy również rosnący eksport do Chin. Przesył błękitnego paliwa za pośrednictwem gazociągu Siła Syberii-1 stopniowo wzrasta, co ma zaowocować przesłaniem 22 mld m3 gazu w br. (to o prawie 7 mld m3 więcej niż w roku ubiegłym). Dodatkowo w październiku br. Gazprom rozpocznie także eksport gazu do Uzbekistanu (2,8 mld m3 rocznie) i nie wyklucza przy tym podniesienia tego wolumenu w przyszłości. Rosjanie sygnalizują też chęć zawarcia podobnego kontraktu z Kazachstanem.

Eksport poza UE umożliwi jednak w najbliższych latach jedynie częściowe zamortyzowanie spadku dochodów koncernu i uniknięcie jeszcze głębszej redukcji eksportu. Odbudowanie w pełni przedwojennej pozycji Gazpromu poprzez zwiększenie sprzedaży do Turcji i Azji stoi pod znakiem zapytania ze względu na widoczne już dziś istotne ograniczenia. W związku z dobrze rozbudowaną infrastrukturą importową i kontraktami zawartymi z wieloma światowymi dostawcami stały wzrost dostaw rosyjskich na rynek turecki wydaje się nieoczywisty. W ubiegłym roku dostawy z Rosji do Turcji były o 18% niższe niż w 2021 r., natomiast w okresie od stycznia do sierpnia br. – według słów Władimira Putina – wyniosły ponad 10 mld m3, co stanowi spadek względem analogicznego okresu ub.r. o blisko 40%. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę tę redukcję oraz wzrost eksportu do ChRL, odbiorca chiński ma szanse jeszcze w tym roku stać się głównym rynkiem zbytu dla Gazpromu. Istniejące połączenie poprzez gazociąg Siła Syberii-1 pozwoli jednak na przesyłanie do 38 mld m3 rocznie od 2025 r., kiedy to osiągnie on pełną przepustowość. Zwiększenie eksportu do wielkości pozwalającej na zastąpienie utraconego rynku europejskiego gazochłonnym kierunkiem chińskim jest natomiast niemożliwe nawet w wypadku – wciąż nieprzesądzonego – powodzenia projektów budowy nowych połączeń zgodnie z zamiarami Rosjan. Osobną kwestię stanowi także faktyczne zapotrzebowanie ChRL na import rosyjskiego gazu w ilościach sygnalizowanych przez Rosję, tj. 98 mld m3 rocznie od 2030 r. (...). Niepewne pozostaje też zapotrzebowanie na duże wolumeny rosyjskiego gazu wśród odbiorców w Azji Centralnej. Co więcej, osłabiona pozycja negocjacyjna Gazpromu może pozwolić również importerom na wynegocjowanie atrakcyjnych formuł cenowych, co dodatkowo uszczupli dochody koncernu.

Budowa nowych połączeń umożliwiających eksport surowca do Azji i Turcji wymaga pokaźnych środków finansowych, które w sytuacji malejących dochodów koncernu mogą być trudne do wygospodarowania. Dotyczy to nie tylko kierunku chińskiego, lecz także pozostałych rynków, które są przez Rosjan przedstawiane jako ważne w kontekście przekierowania surowca z zachodu na wschód. W wypadku faktycznego wdrażania tej koncepcji realizacja niezbędnych projektów infrastrukturalnych prawdopodobnie zwiększyłaby zadłużenie całego koncernu. W razie braku poprawy wskaźników finansowych mogłoby się okazać, że Gazprom będzie zmuszony do rezygnacji z któregoś z planowanych szlaków, a ograniczenia infrastrukturalne uniemożliwią przesył surowca w wielkości pozwalającej koncernowi na znaczącą poprawę swojej pozycji finansowej. Deklarowany przez jego przedstawicieli zamiar głębszego wejścia na rynek LNG – który mógłby stanowić źródło dodatkowego dochodu – nie zostanie zaś urzeczywistniony w średnim horyzoncie czasowym ze względu na m.in. przeszkody infrastrukturalne i technologiczne.

osw.waw.pl

czwartek, 14 września 2023


Mariia Tsiptsiura, Onet: Anthony Blinken przyjechał do Kijowa. Jak oceniasz tę wizytę? Co takiego wymagało osobistego spotkania?

Mychajło Szejtelman: To ciekawe, jak zmieniły się nasze poglądy. Rok temu, gdy Blinken przyjechał do Kijowa, był to ogromny sukces Ukraińców. Każda wizyta jednej z głównych osób w państwie była odbierana jako bardzo inspirująca. A czy pamiętasz, kiedy przyjechał Joe Biden, jakie było święto?

Kiedy Blinken jechał pociągiem, na Kijów przyleciały dziesiątki rosyjskich rakiet. Przybył do miasta, w którym można umrzeć. Dlatego każda dzisiejsza wizyta światowego przywódcy w Ukrainie jest sygnałem wsparcia.

Nie widzę żadnych oznak, że przyjechał do Kijowa, żeby kogoś nakłonić do negocjacji z wrogiem, jak pisano w mediach. Myślę, że to rosyjska propaganda. W końcu nie ma ku temu obiektywnych powodów. USA w dalszym ciągu wspierają Ukrainę, dostawy broni idą zgodnie z planem. Pentagon podaje bardzo konkretne liczby, ile broni i amunicji może wyprodukować i dostarczyć do Ukrainy. To wszystko plany długoterminowe. I to zachowanie USA pokazuje, że są one gotowe do walki jeszcze przez długi czas.

Dlaczego więc Blinken przyjechał do Kijowa?

Myślę, że są dwa tajne tematy, które chciał omówić osobiście. Temat numer jeden — próby handlu bronią między Koreą Północną i Rosją. Ten zakup nie jest procesem jednodniowym. Stany Zjednoczone podejmują ogromne wysiłki, aby temu zapobiec. I myślę, że w Kijowie omawiano alternatywne opcje. Jakiej broni można użyć do zbilansowania zakupu Federacji Rosyjskiej w Korei, jeśli tak się stanie. Może chodzić na przykład o zaopatrzenie Ukrainy w rakiety ATACMS dalekiego zasięgu lub coś poważniejszego, o czym jeszcze nie rozmawialiśmy.

A tematem numer dwa jest wizyta Erdogana w Rosji. W końcu jest on pierwszym zachodnim przywódcą, który osobiście spotkał się z Putinem po wybuchu wojny na pełną skalę. Za zamkniętymi drzwiami, podczas negocjacji, prezydent Turcji mógł zobaczyć coś, o czym nie wiemy.

Z tego spotkania może wnieść konkretne informacje na temat Putina, w tym na temat jego zdrowia psychicznego. Przecież teraz przywódca Rosji wygląda jeszcze bardziej na osobę niezdrową psychicznie niż wcześniej. Erdogan zna Putina od dawna. Potrafi ocenić jego stan. I przynieść nowe informacje.

Po rozmowach Erdogan oświadczył, że wojna będzie kontynuowana. Ale nie wiemy, dlaczego to powiedział. Z powodu niektórych słów Putina lub niektórych jego działań. Ale Erdogan wie. I Blinken wie. A teraz Zełenski też o tym wie.

onet.pl

środa, 13 września 2023



Cezary Gmyz z TVP podważył fakt, że Niemcy informowały w swoich mediach o beatyfikacji. "Żadne, powtarzam żadne medium w Niemczech nie informuje dziś o beatyfikacji rodziny Ulmów. Na projekcji filmu Mariusza Polisa w Instytucie Pileckiego w Berlinie nie pojawił się ani jeden niemiecki dziennikarz. Strategia przemilczania. Polacy nie mogą być ofiarami" - stwierdził dziennikarz TVP w mediach społecznościowych. Minister kultury Piotr Gliński zauważył wpis pracownika TVP i odniósł się do stawianej w nim tezy, uderzając w opozycję. "Redaktor Cezary Gmyz pisze, że w mediach niemieckich ani słowa o beatyfikacji Ulmów. Panie przewodniczący Tusk, może jakiś komentarz? Interwencja? Nie wstyd Panu?" - napisał polityk PiS.

Internauci nie przeszli obojętnie wobec podania przez ministra niesprawdzonej informacji. Pojawiły się komentarze, w których zamieszczono zrzuty ekranu potwierdzające fakt, że niemieckie media informowały o beatyfikacji Ulmów. Co więcej, doniesienia relacjonowała w tej sprawie także Polska Agencja Prasowa. "Ale to dziwne, że PAP już pisze coś, co w stoi w sprzeczności z tezą Cezarego Gmyza i jeszcze podaje to Polska Press" - skomentował korespondent Radia ZET Daniel Bociąga i załączył artykuł. Warto przypomnieć, że Polska Press, została wykupiona w 2020 roku przez państwową spółkę PKN Orlen.

W sprawie wypowiedzieli się również inni dziennikarze. W jednej z wypowiedzi przywołano europosła PiS, który w ostatnim czasie stwierdził, że zagrożenie dla Polski "ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu" oraz poruszył inne kwestie dotyczące Unii Europejskiej. "A Zdzisław Krasnodębski nie dał rady zainterweniować?" - napisał dziennikarz TVN24 Dawid Rydzek. Do kwestii Niemiec informujących o beatyfikacji odniósł się także dziennikarz WP. "W co najmniej kilku niemieckich mediach jest dziś o sprawie Ulmów. Na stronie głównej DW jest wysoko tekst o tym z wczoraj. No ale nie jestem ministrem kultury, więc mogłem sobie pozwolić na dwuminutowe zweryfikowanie faktów" - napisał Patryk Słowik.

Jak informowaliśmy w artykule wyżej, Józef i Wiktoria Ulmowie z Markowej na Podkarpaciu zostali beatyfikowani 10 września. Niemieccy żołnierze zamordowali ich wraz z siedmiorgiem dzieci 24 marca 1944 roku. Powodem było udzielenie pomocy Żydom, którzy także zginęli w wyniku egzekucji. Wydarzenie ma historyczne znaczenie, ponieważ po raz pierwszy beatyfikacji dostąpiła cała rodzina.

gazeta.pl

wtorek, 12 września 2023


W ciągu kilku ostatnich dni siły ukraińskie zintensyfikowały działania ofensywne na południowy wschód od Wełykiej Nowosiłki w obwodzie donieckim i osiągnęły nieznaczne powodzenie w okolicach miejscowości Nowomajorśke. Na południowy zachód od Bachmutu udało im się z kolei wyprzeć agresora z Andrijiwki (na południe od Kliszczijiwki). Rosyjska obrona w tym rejonie ma się obecnie opierać na linii kolejowej Bachmut–Gorłówka. 10 września wiceminister obrony Hanna Malar poinformowała o zajęciu przez wojska ukraińskie Opytnego na południowy zachód od Awdijiwki, aczkolwiek doniesienia o sytuacji w tej miejscowości pozostają niejasne (w poprzednich miesiącach był to jeden ze stosunkowo spokojnych odcinków frontu).

Na południowy zachód od Wełykiej Nowosiłki najeźdźcy odepchnęli wojska ukraińskie od wsi Pryjutne, co pośrednio potwierdził Sztab Generalny armii ukraińskiej, informując o utrzymaniu obrony w rejonie Riwnopila (7 km na północ od Pryjutnego). Według części źródeł siły agresora miały też skutecznie kontratakować w okolicach Orichiwa, dzięki czemu odzyskały fragment terenu na północny zachód od wsi Werbowe. Utrzymali także zajęte w poprzednich dniach tereny w zachodniej części Marjinki – pod kontrolą ukraińską pozostaje kilka kwartałów w zachodniej części miasta. Na pozostałych kierunkach podejmowane przez obie strony akcje ofensywne nie przyniosły istotnych zmian.

11 września Malar podsumowała ukraińskie postępy w minionym tygodniu. Na południu (w rejonie odpowiedzialności operacyjno-strategicznego zgrupowania wojsk Tauryda) obrońcy mieli odzyskać kolejne 4,8 km2 terenu, w tym 1,5 km2 w rejonie Robotyne–Werbowe (lokalne dowództwo oceniło głębokość wdarcia w pozycje agresora na 1 km), co zwiększyło wyzwolony od 4 czerwca obszar do 256,5 km2. W okolicach Bachmutu zdobycze ukraińskie oceniono na 2 km2, a łącznie od rozpoczęcia ofensywy – na 49 km2. Malar podkreśliła, że „w niektórych miejscach przełamana została pierwsza linia obrony” i „nasze wojska idą dalej”. Tego samego dnia rzecznik zgrupowania wojsk Tauryda Ołeksandr Sztupun ocenił, że „na obecnym etapie kontrofensywy” siły ukraińskie posuwają się o 50–200 metrów na dobę.

Do ukraińskich doniesień o przełamaniu pierwszej linii obrony wroga 8 września odniósł się wywiad wojskowy Estonii, według którego Siłom Zbrojnym Ukrainy prawdopodobnie udało się przerwać przedni skraj obrony w obwodzie zaporoskim, jednak nie dotarły one jeszcze do głównych umocnień jej pierwszej linii. Zdaniem Estończyków Rosjanie przerzucili na zagrożony odcinek wzmocnienia z innych kierunków i zreorganizowali obronę, w związku z czym wydaje się mało prawdopodobne, aby Ukraińcom udało się wkrótce osiągnąć sukces operacyjny. 10 września przewodniczący amerykańskiego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Mark Milley zaakcentował, że Ukraińcy walczą i konsekwentnie posuwają się naprzód, lecz prawdopodobnie zostało im jeszcze tylko 30–45 dni odpowiedniej do takich działań pogody, a z nastaniem jesieni ich możliwości manewrowania zostaną ograniczone.

10 września głównymi celami ataków rosyjskich dronów kamikadze były Kijów i obwód kijowski, gdzie w jednym z rejonów miało dojść do uszkodzenia obiektu infrastruktury, natomiast większość szkód w mieście i okolicach miały spowodować odłamki. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych donosiło o zestrzeleniu 26 z 33 użytych przez agresora dronów Shahed-136/131. Rosyjskie rakiety (według ukraińskiego Sztabu Generalnego łącznie pięć) uderzyły tego dnia w Kramatorsk oraz Szyroke i Trudowe w obwodzie zaporoskim. 11 września celem połączonego ataku z wykorzystaniem bezzałogowców i rakiet był Krzywy Róg. Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało zniszczenie wszystkich 12 dronów Shahed-136/131, poinformowało też o użyciu przez najeźdźców pocisków Ch-59 i przeciwradiolokacyjnych Ch-31P. Później rzecznik dowództwa Jurij Ihnat dodał, że większość z nich nie osiągnęła celu, a według Sztabu Generalnego przeciwnik miał tego dnia wystrzelić łącznie 10 rakiet. Ponadto dwa drony Shahed-136/131 uderzyły w cele w obwodzie czernihowskim. Strona rosyjska donosiła z kolei o kolejnych nieudanych ukraińskich atakach z wykorzystaniem bezzałogowców (na Krymie oraz w obwodach biełgorodzkim i kurskim).

10 września zastępca szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Wadym Skibicki oznajmił, że siły wroga skoncentrowane na terytoriach czasowo okupowanych wraz z Krymem liczą ponad 420 tys. ludzi (wyliczenie nie obejmuje Gwardii Narodowej i służb specjalnych). Wskazał, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy do armii rosyjskiej zmobilizowano 310 tys. żołnierzy, a tamtejszy kompleks przemysłowo-obronny próbuje zwiększyć wysiłki na rzecz utrzymania płynnych dostaw uzbrojenia i amunicji. Najeźdźcy wykorzystują dostarczane rakiety natychmiast, czego dowodem ma być użycie w majowym ataku na Krzywy Róg pocisków wytworzonych w kwietniu br. Skibicki podkreślił, że powstrzymanie rosyjskich ataków wymaga „zneutralizowania” produkcji komponentów wykorzystywanych do celów wojskowych. W tym celu wezwał on do prowadzenia konsekwentnej polityki sankcyjnej, uniemożliwienia dostaw przez kraje, które nie przystąpiły do restrykcji, oraz niszczenia rosyjskich zakładów zbrojeniowych. Według danych HUR wzdłuż granicy z Ukrainą ma obecnie być rozwiniętych 46 wyrzutni systemu Iskander.

11 września ukraiński Sztab Generalny oświadczył, że „w związku z katastrofalnymi stratami” w najbliższym czasie w Rosji i na okupowanych terytoriach Ukrainy rozpocznie się masowa przymusowa mobilizacja, która obejmie od 400 tys. do 700 tys. osób. W Moskwie i Petersburgu liczba powołanych ma być niewielka – większość rekrutów ma pochodzić z rosyjskich regionów. Planowane ma być także zmobilizowanie 40 tys. Czeczenów, którzy uzupełnią jednostki zaporowe na tyłach wojsk agresora. Sztab podkreślił, że jedyna szansa na przeżycie dla zrekrutowanych rosyjskich żołnierzy to poddanie się obrońcom. Tego samego dnia zastępca szefa HUR stwierdził, że Moskwa nie zaryzykuje ogłoszenia kolejnej masowej mobilizacji ze względu na zbliżające się tam wybory. Oznajmił, że w tym roku w ramach uzupełniania strat zmobilizowano 90–100 tys. Rosjan i nie ma potrzeby podejmowania działań na większą skalę. Podkreślił jednak, że w Rosji miały zostać stworzone mechanizmy umożliwiające masową mobilizację, która może zostać przeprowadzona w późniejszym okresie. Moskwa ma ponadto kontynuować nabór do służby kontraktowej, zaplanowany według Skibickiego w 2023 r. na ok. 400 tys. osób. Do jej podjęcia mają być zachęcani żołnierze z mobilizacji i poborowi (w br. ma ich być 240 tys.), głównie korzystnymi warunkami finansowymi.

W dniach 8–10 września Rosjanie przeprowadzili „wybory” do władz regionalnych na terytoriach okupowanych. Podali, że frekwencja w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej wyniosła 72,53%, w obwodzie zaporoskim – 66,83%, w tzw. Donieckiej Republice Ludowej – 74%, a w obwodzie chersońskim – 62,23%. Dane te są niewiarygodne, a samo głosowanie było de facto operacją specjalną realizowaną pod nadzorem rosyjskich służb.

W trakcie „wyborów” na terenach okupowanych siły ukraińskie przeprowadziły kilka ataków mających zakłócić ich przebieg. 9 września grupa dywersyjna zniszczyła w Nowej Kachowce samochód przewożący karty do głosowania. Zakłócono też nadawanie telewizji na Krymie, emitując film wzywający do bojkotu wyborów. Tego samego dnia ukraińskie drony zniszczyły lokal wyborczy w miejscowości Kamionka Dnieprzańska w obwodzie zaporoskim, a dzień wcześniej – w Berdiańsku. Do kolejnego ataku bezzałogowców na punkt wyborczy doszło we wsi Skelky w rejonie wasylowskim obwodu zaporoskiego. Ukraińskie służby specjalne zidentyfikowały ponad 3,5 tys. kolaborantów i ich rosyjskich nadzorców, którzy brali udział w organizowaniu nielegalnego głosowania.

(...)

W zachodnich mediach pojawiły się materiały sugerujące, że Waszyngton de facto podjął już decyzję o przekazaniu Kijowowi systemów balistycznych bardzo krótkiego zasięgu (do 300 km) ATACMS. 11 września prezydent Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla CNN stwierdził, że spodziewa się otrzymania ich już jesienią. W reakcji na jego wypowiedź rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller oznajmił, że stanowisko USA w sprawie dostarczenia ATACMS-ów na Ukrainę nie zmieniło się – Stany Zjednoczone w dalszym ciągu rozpatrują tę kwestię.

Komentarz

Doniesienia Sztabu Generalnego i wywiadu armii ukraińskiej o kolejnej fali mobilizacji w Rosji wskazują, że celem obu instytucji jest przede wszystkim dezinformacja. Przy tak dalece posuniętej rozbieżności przekazu nie można wykluczyć, że służby rywalizują ze sobą na poziomie informacyjnym. Prawdopodobnie jest to jednak świadome działanie (zwłaszcza że HUR również niejednokrotnie donosił o rzekomo planowanej przez Rosjan kolejnej masowej mobilizacji). Spośród tych dwóch narracji za bardziej odpowiadający rzeczywistości należy uznać przekaz HUR, szczególnie jeśli uwzględni się faktyczny zanik sytuacji obserwowanych po porażce pierwszej fazy rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie – z przypadkami grupowych decyzji o zwolnieniu ze służby włącznie. Udział w tzw. specjalnej operacji wojskowej postrzega się obecnie w Rosji przede wszystkim jako okazję do zarobku. Z tego względu wciąż jest niezwykle atrakcyjny zwłaszcza dla mieszkańców biedniejszych regionów (szeregowy kontraktowy otrzymuje na początku służby żołd o równowartości 2 tys. dolarów, bez uwzględnienia okolicznościowych jednorazowych wypłat). Stabilność naboru utrzymywana jest dzięki zachowaniu względnej dobrowolności udziału w wojnie (zmobilizowani rezerwiści i poborowi nie trafiają na Ukrainę, jeśli nie podpiszą kontraktu).

(...)

osw.waw.pl

W ostatnich dniach za pomocą licznych gestów i wypowiedzi premiera Nikola Paszyniana Armenia demonstracyjnie zdystansowała się od Rosji oraz sojuszu z nią, a także zasygnalizowała wolę zbliżenia z Zachodem. 3 września w wywiadzie dla włoskiego dziennika „la Repubblica” Paszynian stwierdził, że poleganie w sferze bezpieczeństwa na Moskwie jako jedynym partnerze było „strategicznym błędem” i dopiero teraz kraj próbuje dywersyfikować swoją politykę. 5 września premier odwołał stałego przedstawiciela Armenii przy Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) i nie powołał jego następcy. Towarzyszyło temu nagłośnienie informacji o zaplanowanych na 11–20 września na terytorium kraju armeńsko-amerykańskich ćwiczeniach wojskowych „Eagle Partner 2023”. Do antyrosyjskich kroków można zaliczyć również: niewpuszczenie do kraju szefa Rosyjskiego Towarzystwa Przyjaźni i Współpracy z Armenią; wizytę żony Paszyniana w Kijowie – wraz z transportem pomocy humanitarnej, pierwszym wysłanym przez Armenię na Ukrainę od wybuchu wojny; skierowanie do ratyfikacji przez parlament Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK, przyjęcie go zobowiązuje Armenię do zatrzymania prezydenta Władimira Putina i wydania go Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w Hadze na podstawie wystawionego nakazu aresztowania).

Komentarz

Relacje armeńsko-rosyjskie zaczęły się ochładzać po II wojnie karabaskiej (jesień 2020 r.). Wprawdzie Moskwa uratowała stronę ormiańską przed ostateczną klęską i całkowitą utratą kontroli nad Górskim Karabachem, doprowadzając do zawieszenia broni, niemniej potem nie chciała bądź nie była w stanie zareagować na azerbejdżańskie ataki na pozycje Ormian nie tylko w Górskim Karabachu, lecz także w samej Armenii (np. we wrześniu 2022 r.), choć była do tego zobowiązana na mocy dwustronnych umów sojuszniczych i w ramach OUBZ. Rosja zachowuje też bierność wobec trwającej od grudnia blokady korytarza laczyńskiego, łączącego Górski Karabach z Armenią (zob. Bez statusu, bez Ormian? Perspektywy Górskiego Karabachu w unitarnym Azerbejdżanie). Rozczarowany taką postawą Erywań zaczął dystansować się zarówno od OUBZ (w styczniu odwołał wszystkie zaplanowane u siebie tegoroczne ćwiczenia Organizacji), jak i od samej Moskwy. Wyraźnym sygnałem korekty kursu tamtejszych władz względem Rosji był wywiad, którego na początku czerwca br. Paszynian udzielił telewizji CNN. Powiedział w nim, że w wojnie rosyjsko-ukraińskiej Armenia nie jest sprzymierzeńcem Moskwy. Posunięcia Erywania wpisują się w ewolucję nastawienia armeńskiego społeczeństwa do Rosji – w kolejnych badaniach coraz mniejszy odsetek respondentów uważa ją za sojuszniczkę Armenii. Według sondażu International Republican Institute z wiosny br. 10% respondentów oceniło wzajemne stosunki obu państw jako bardzo dobre, a 40% – jako raczej dobre. Jednocześnie 15% pytanych uznało je za bardzo złe, a 34% – za raczej złe.

O skali kryzysu świadczy też oficjalna reakcja Rosji na wypowiedzi i działania władz Armenii. Obejmuje ona zwłaszcza ostre w tonie oświadczenia rosyjskiego MSZ – m.in. rzeczniczka resortu poinformowała, że Moskwa poprosiła Erywań o wyjaśnienia w sprawie planów ratyfikacji Rzymskiego Statutu. Z kolei po odwołaniu przedstawiciela Armenii przy OUBZ i ogłoszeniu ćwiczeń z Amerykanami jeden z rosyjskich wiceministrów ostrzegł, że „zbliżenie z NATO raczej nie przyniesie nikomu pozytywnych rezultatów w kwestii zapewnienia sobie bezpieczeństwa”. 8 września do MSZ wezwano ambasadora Armenii, któremu wręczono notę protestacyjną oraz w twardy sposób przedstawiono stanowisko Moskwy w sprawie „serii nieprzyjaznych kroków”, które miały poczynić armeńskie władze. W mediach społecznościowych wśród zbliżonych do Kremla komentatorów nasilają się ataki na Armenię i personalne napaści na Paszyniana.

Tłem dla obecnego kryzysu jest zaostrzenie się napięć wokół kontrolowanej przez Ormian części Górskiego Karabachu (nad którym Moskwa, poprzez swoje siły pokojowe, sprawuje faktyczny protektorat). Od początku września Baku demonstracyjnie koncentruje wokół enklawy – i przy granicy z Armenią – swoje siły zbrojne, zaś przyjmująca coraz ostrzejsze formy blokada korytarza laczyńskiego pogarsza sytuację humanitarną w parapaństwie. Okoliczności te przyspieszają proces dekompozycji i erozji struktur władzy: do dymisji podał się przywódca „Republiki Górskiego Karabachu” Araik Harutiunian; 9 września wybrano jego następcę – Samwela Szachramaniana; pojawiają się informacje o ewakuowaniu do Armenii rodzin wyższych urzędników.

W wymiarze taktycznym prozachodnie gesty Paszyniana mają na celu zwrócenie uwagi UE, USA i zachodnich stolic na sytuację w i wokół Armenii oraz uzyskanie ich doraźnej pomocy politycznej w konfrontacji z Azerbejdżanem. Obecna na miejscu od początku roku cywilna obserwacyjna misja unijna (European Union Mission in Armenia, EUMA) wpływa na stabilizację w regionie i zwiększa polityczne koszty ewentualnych operacji militarnych Azerbejdżanu na armeńskim terytorium. Podobnie stabilizującą i wzmacniającą rolę odgrywa zaangażowanie UE i USA w proces normalizacji relacji między Armenią i Azerbejdżanem. Perspektywa aktywniejszego zaangażowania Zachodu w Armenii i jej sąsiedztwie pozostaje jednak dyskusyjna wobec ograniczonych środków i skupiania uwagi na wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Tym bardziej przedwczesne wydają się spekulacje na temat realnego zastąpienia Rosji przez Zachód w roli strategicznego partnera Armenii.

Biorąc pod uwagę nieufność, z jaką Moskwa traktuje Paszyniana od początku jego rządów w 2018 r., a także ciężar jego antyrosyjskich oświadczeń, powrót do dobrych czy nawet poprawnych relacji dwustronnych bez zmiany władzy w Erywaniu lub/i w Moskwie wydaje się niemożliwy. Otwarte pozostaje pytanie, czy Rosja gotowa jest podjąć działania na rzecz odsunięcia Paszyniana od władzy, zwłaszcza że byłoby to obarczone wysokim ryzykiem (wobec uwikłania Rosji w wojnę na Ukrainie) i groziłoby kosztami związanymi z potencjalną destabilizacją Kaukazu. Nie można jednak wykluczyć, że Moskwa podjęłaby to ryzyko w przypadku dalszej eskalacji napięć w Górskim Karabachu bądź wokół niego. Gdyby na przykład doszło do exodusu karabaskich Ormian do Armenii – niemającej obecnie w zasadzie żadnych instrumentów wpływu na parapaństwo – wówczas z całą pewnością znaczna część uciekinierów obarczyłaby winą za tę sytuację Paszyniana i pojawiłyby się żądania jego ustąpienia. Stworzyłoby to Rosji sposobność, by wesprzeć siły antyrządowe, np. poprzez zaangażowanie przebywającego w Górskim Karabachu Rubena Wardaniana, rosyjskiego oligarchy pochodzenia ormiańskiego, który na przełomie 2022 i 2023 r. pełnił tam funkcję szefa rządu.

osw.waw.pl


Prawo i Sprawiedliwość opublikowało w poniedziałek rano w swoich mediach społecznościowych kolejny spot wyborczy z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Kilkudziesięciosekundowy materiał zatytułowany jest "Dzwoni Kanclerz Niemiec…". Jarosław Kaczyński odbiera telefon od rzekomego przedstawiciela ambasady Niemiec. Aktor grający przedstawiciela niemieckiej placówki dyplomatycznej łamaną polszczyzną informuje prezesa PiS, że chciałby go połączyć z kanclerzem w sprawie wieku emerytalnego w Polsce. - Uważamy, że powinien być taki, jak za pana premiera Donalda Tuska - mówi głos na nagraniu.

W odgrywanej scenie prezes PiS odpowiada: "Proszę przeprosić pana kanclerza, ale to Polacy w referendum zdecydują w tej sprawie. Nie ma już Tuska i te zwyczaje się skończyły". Jarosław Kaczyński następnie się rozłącza i odkłada telefon na biurko. 

gazeta.pl

poniedziałek, 11 września 2023



"Już po stu dniach w sklepach będzie taniej, ludzie będą mieli więcej i w każdy domu będzie lepiej". Czy powiedział to Lepper? Nie, to sobotni Donald Tusk. Platformiane "sto konkretów na sto dni" to rzecz naprawdę ambitna, są tam sprawy, których nie udało się załatwić przez niemal całą III RP. Na przykład konkret nr 32 mówi jasno, że "dzięki odblokowanym środkom unijnym zwiększymy dostępność lekarzy geriatrów", a wszystko to - podkreślam - w sto dni. Geriatrów w Polsce brak i nie udało się tego załatwić równo przez 1452 dni Ewie Kopacz, przez 1305 dni Bartoszowi Arłukowiczowi, przez 135 dni Marianowi Zembali, przez 785 dni Konstantemu Radziwiłłowi, przez 954 dni Łukaszowi Szumowskiemu oraz przez 1079 dni Adamowi Niedzielskiemu. Od 2004 roku geriatria w polskich dokumentach i ministerialnych planach jest traktowana jako "dziedzina priorytetowa" (bo w tym samym roku wchodziliśmy do Unii i w ramach perfumowania się wypadało takie prospołeczne kawałki w różne miejsca powpisywać), a jednocześnie liczba lekarzy geriatrów wciąż spadała. W 2019 roku tę specjalizację wybrało w całym kraju - uwaga! - dwóch rezydentów, w 2020 roku trzech, a w 2021 roku - jeden. Jeśli Platforma po objęciu władzy rozwiąże problem w sto dni (być może przy pomocy tego samego Arłukowicza), chyba trzeba będzie to uznać za cud i ogłosić narodową pielgrzymkę do miejsca urodzenia Przewodniczącego Tuska.

gazeta.pl