wtorek, 1 sierpnia 2023


Zawieszona 17 lipca przez Rosję Czarnomorska Inicjatywa Zbożowa (Black Sea Grain Initiative) przyczyniła się do realizacji inicjatywy Zboże z Ukrainy (Grain from Ukraine), w ramach której Ukraina dostarczyła według ONZ setki tysięcy ton zboża do głodujących krajów Afryki i Azji (250 tys. ton do Etiopii i Jemenu, 130 tys. do Afganistanu, ponad 50 tys. ton do Somalii). W zamian rosyjski przywódca obiecał dostarczyć w ciągu najbliższych miesięcy po 25-50 tys. ton zboża do państw utrzymujących dobre stosunki z Rosją: Burkina Faso, Zimbabwe, Mali, Somalii, Republiki Środkowoafrykańskiej i Erytrei.

W piątek spotkał się z nim prezydent RPA Cyril Ramaphosa, który otwarcie powiedział, że Afryka nie potrzebuje jałmużny Rosji dla wybranych państw, ale możliwości handlu z Ukrainą.

– Mówił pan o zbożu. Zaproponowaliśmy realizację Inicjatywy Zbożowej Morza Czarnego, mówiliśmy o potrzebie otwarcia Morza Czarnego, powiedzieliśmy, że chcielibyśmy, aby Morze Czarne było otwarte na światowe rynki. I nie przyjechaliśmy tu prosić o jakieś „dary” dla kontynentu afrykańskiego. Oczywiście rozumiemy, że wielkodusznie zdecydowaliście się bezpłatnie dostarczać zboże niektórym krajom afrykańskim, które borykają się z pewnymi trudnościami. Traktujemy to z wielkim szacunkiem, zauważamy to. Jednak nie to jest naszym głównym celem tutaj, nie jest to naszym głównym zadaniem, osiągnięcie pewnych dostaw tego rodzaju – powiedział prezydent Republiki Południowej Afryki.

Prezydent RPA podkreślił, że afrykańscy liderzy chcieliby usłyszeć reakcję Putina na ich propozycje.

Podczas sobotniej konferencji prasowej Władimir Putin odniósł się do afrykańskich postulatów. Między innymi stwierdził, że zawieszenie ognia nie jest w tym momencie możliwe. 

– Ukraińskie wojska nacierają, są w ataku. Realizują zakrojoną na szeroką skalę ofensywę strategiczną. Jak można apelować do nas o zawieszenie ognia? Nie możemy przecież wstrzymać ogień, gdy na nas nacierają – powiedział. 

Zaraz potem rosyjski przywódca zapewnił, że przeciwnik został na Ukrainie “wszędzie zatrzymany i odrzucony”.

Według niego “Rosja nigdy nie odmawiała rozmów pokojowych”, jednak władze Ukrainy “uchwaliły dekret, który zabrania prowadzenia negocjacji”. Nie dodał, że zakaz dotyczy rozmów z nim samym, a nie Rosją jako taką. 

Putin poruszył też najważniejszy temat Szczytu Rosja – Afryka: kwestię eksportu zboża z Ukrainy drogą morską do państw trzeciego świata. 17 lipca Rosja nie przedłużyła wynegocjowanego w ubiegłym roku porozumienia zbożowego, które zakładało eksport żywności z Ukrainy pod kontrolą ONZ.

– Gdy ogłosiliśmy, że wychodzimy z umowy zbożowej, ceny na światowym rynku trochę wzrosły, odrobinę. To oznacza, że nasze firmy więcej zarobią, czyli zbierzemy większe podatki. A skoro zbierzemy większe podatki, to podzielimy się częścią naszego dochodu z najbiedniejszymi państwami i dostarczymy im pewną ilość żywności bezpłatnie – powiedział Putin, dodając, że “nie będzie to sobie na szkodę”.

Gospodarz Kremla zauważył też, że w portach państw bałtyckich przetrzymywane są rosyjskie nawozy mineralne, zatrzymane tam w ramach sankcji za inwazję na Ukrainę. 

– Jesteśmy gotowi oddać je bezpłatnie państwom, które ich potrzebują. Ale nie pozwalają nam na to – pożalił się. 

Winą za światowy wzrost cen żywności obarczył z kolei nie napaść Rosji na sąsiada, ale to, że “Zachód zaczął jak odkurzacz skupować żywność na świecie podczas pandemii i ceny wzrosły”. 

Według niego plan pokojowy wobec Ukrainy i umowa zbożowa nie są ze sobą związane. Podkreślił, że Rosja będzie mogła wrócić do umowy zbożowej dopiero, gdy jej żądania zostaną zrealizowane.

belsat.eu

Niemiecko-rosyjska wojna dyplomatyczna nabiera tempa. Kilka tygodni temu Niemcy opuścić musiała 50-osobowa grupa rosyjskich dyplomatów zajmujących się szpiegostwem. Rosja wydaliła więc z początkiem maja kilkudziesięciu niemieckich dyplomatów. Ograniczono też do 350 osób liczbę wszystkich pracujących w Rosji niemieckich funkcjonariuszy, w tym nauczycieli oraz pracowników organizacji pozarządowych. Decyzja obowiązuje od czwartku. Na to Berlin odpowiedział zamknięciem czterech z pięciu rosyjskich konsulatów w RFN, co ma nastąpić do końca tego roku. Trwa oczekiwanie na odpowiedź Moskwy.

– To nie my zaczęliśmy. Niemcy prowadzą politykę wrogą wobec Rosji – oświadczyła Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ.

W Berlinie nikt nie ma złudzeń, że eskalacja dyplomatycznych ciosów ze strony Rosji jest widocznym przejawem postępującego rozczarowania Moskwy z narastającej pomocy militarnej okazywanej Ukrainie przez Berlin.

Minęły już czasy, gdy Niemcy w zachowawczy sposób traktowały prośby Kijowa o broń w pierwszych miesiącach wojny. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Niemcy rozkręcają się powoli, ale trudno im zarzucić brak konsekwencji.

Wartość zaprezentowanego z okazji niedawnej wizyty prezydenta Zełenskiego w Berlinie pakietu pomocy sięga 2,7 mld euro w tym roku. W perspektywie kilku najbliższych lat mowa jest o 11 mld euro. Lista dostaw obejmuje nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej IRIS-T SLM, z których dwa już dostarczono. Jest to broń niebędąca nawet jeszcze na uzbrojeniu Bundeswehry. Do tego 30 dalszych leopardów starszej generacji, 18 155-mm haubic kołowych, 15 zestawów przeciwlotniczych gepard, setka wozów bojowych, amunicja i wiele innych sprzętów.

– Tym samym Niemcy konkurują z Wielką Brytanią o pierwsze miejsce wśród krajów europejskich dostarczających najwięcej broni do Ukrainy. Momentem przełomowym była trudna decyzja niemieckiego rządu w sprawie przekazania leopardów. Od tego momentu wszystko jest prostsze – mówi „Rzeczpospolitej” Rafael Loss z European Council on Foreign Relations (ECFR). Nie wyklucza, że Berlin zgodzi się także na wysłanie Ukrainie pocisków manewrujących Taurus będących odpowiednikami brytyjskich Storm Shadow przekazanych już na ukraiński front. Jednak pociski Taurus mają zasięg nawet 500 km i są precyzyjną bronią, groźną szczególnie dla zaplecza rosyjskiej armii okupacyjnej.

– Rosja jest prawdopodobnie zaskoczona taką determinacją Niemiec. Można założyć, że w okresie poprzedzającym wojnę i na jej początku liczono na to, że Niemcy będą słabym ogniwem na Zachodzie, które może osłabić reakcję UE i NATO. Tymczasem zaangażowanie Berlina na rzecz Ukrainy nie tylko nie maleje, ale rośnie. To, że Niemcy zwiększyły dostawy broni na Ukrainę, jest przede wszystkim konsekwencją nowej oceny sytuacji geopolitycznej będącej znów konsekwencją reorientacji polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, a nie wyrazem skruchy za popełnione w przeszłości błędy – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Kai-Olaf Lang, ekspert berlińskiej fundacji Wissenschaft und Politik.

Słabą pociechą dla Moskwy mogą być pojawiające się w niemieckich mediach artykuły wzywające do rozliczenia Niemiec za politykę wobec Rosji, gdyż zachęciła Kreml do agresji. Nie mają one jednak wpływu na decyzje rządu.

rp.pl

poniedziałek, 31 lipca 2023


W sumie to można wykazać pewną prawidłowość dotyczącą picia w Rosji.

To znaczy?

Administracja pije mniej niż armia. A armia pije mniej niż flota. Miałem okazję to oglądać podczas pięciu lat służby w Petersburgu, miejscu stacjonowania rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Bywałem na armijnych przyjęciach i miałem okazję to oglądać z bliska. Flota była zawsze znacznie bardziej pijana, mniej unikała alkoholu.

Tradycyjnie w dniu Świętego Mikołaja śniadanie wydawał rokrocznie metropolita petersburski - w parafii Świętego Mikołaja, dedykowanej dla garnizonu Floty Bałtyckiej. Na te przyjęcie przechodziły różne kategorie gości: dygnitarze świeccy, korpus dyplomatyczny, elita floty i garść wojskowych lądowych. Do tego duchowieństwo. I alkohol lał się od rana. Potrafi sobie pani to wyobrazić? W głowie stołu siedzi zacny, kulturalny i dobrze wychowany - siwy jak gołąbek - ówczesny metropolita i uczestniczy w zabawie, bo oszczędnie pije koniak Hennessy.

Zresztą to był przez lata najważniejszy zachodni napój dla rosyjskich elit. To była dla nich marka, która świadczyła o światowości, europejskości. I ten metropolita sączący go łyczkami, a cała elita pije i ryczy jak niedźwiedzie. Regularnie zacząłem bywać w Rosji w latach 70. A więc jak łatwo policzyć na palcach - mamy już piątą dekadę moich kontaktów z tym krajem. Pamiętam, jak piło się w latach 70. Pamiętam, jak się piło w latach 90. Im było w Rosji spokojniej, tym mniej się piło. Im więcej w elitach było obaw, niepokoju i niepewności, tym więcej. 

wp.pl

Premier Mateusz Morawiecki poinformował w sobotę, że ok. 100 najemników z grupy Wagnera "przesunęło się w kierunku Przesmyku Suwalskiego niedaleko Grodna na Białorusi".

- Będą pewnie przebrani za białoruską straż graniczną i będą pomagali nielegalnym imigrantom przedostać się na nasze terytorium, zdestabilizować Polskę, ale przypuszczalnie będą się też starali przeniknąć do nas, udając nielegalnych imigrantów, a to stwarza dodatkowe ryzyka - powiedział.

Słowa te odbiły się szerokim echem. Na swoim kanale na Telegramie zareagował na nie szef grupy najemników Jewgienij Prigożyn. "Premier Morawiecki bardzo się wystraszył ruchu wagnerowców w kierunku granic Polski, ale wyciągnął pochopne wnioski" - czytamy we wpisie na jego kanale.

wp.pl

Jakie wnioski możemy wyciągnąć odnośnie artylerii lufowej i rakietowej po ponad roku walk na Ukrainie? Poza tym, że nie ma czegoś takiego jak nieograniczone zapasy amunicji.

Dlaczego „poza tym" – to jeden z najważniejszych naszych wniosków! (śmiech). Faktycznie, tych wniosków jest już sporo. (...), takich jak zmiany sprzętowe, zmiany w taktyce artylerii, problemy związane z amunicją, wnioski z użycia dronów/BSL czy rozpoznania artyleryjskiego. Z pewnością nie wyczerpaliśmy tematu, a wojna się jeszcze nie skończyła...

Trudno wskazać te „najważniejsze", bo na wojnie nie wolno zaniedbywać niczego. To jest, jak słusznie podkreśla wielu obserwatorów – wojna na deficyty: niedocenienie jakiegoś obszaru otwiera szanse przeciwnikowi.

Zwróćmy jednak uwagę na kilka spraw w zakresie artylerii lufowej i rakietowej:

1) Nadchodzi koniec artylerii licznej („masowej"), ale przestarzałej. Rodzi się artyleria nowa – nieliczna, ale mobilna i rozśrodkowana, dalekonośna, z amunicją precyzyjną, strzelająca w punkt.

2) Problem zużycia luf i amunicji zakończy wkrótce żywot ukraińskiej (a także stosowanej jeszcze w państwach NATO) poradzieckiej artylerii lufowej kalibru 122 i 152 mm. Natomiast z powodu braku amunicji tych kalibrów na światowych rynkach, nikt już nie kupi nic od Rosji, nawet ich najnowocześniejszych dział typu Malwa, Magnolia czy Koalicja.

3) Lepiej mieć mniej artylerii, ale na najwyższym światowym poziomie i z dużą ilością amunicji, aniżeli dużo systemów z minimalną ilością pocisków. Swoiste kuriozum stanowi pod tym względem przykład ukraińskich HIMARS-ów: dopóki jest ich mało, to tym trudniej je namierzyć i zniszczyć...

4) Wniosek dla państw NATO jest jeden: konieczne jest posiadanie maksymalnie 2-3 systemów artylerii samobieżnej i 1-2 systemów artylerii ciągnionej oraz jednolitej 155 mm amunicji do wszystkich tych systemów. Jakie ma to znaczenie na współczesnym polu walki dobitnie pokazuje konieczność remontu ukraińskich dział oraz brak kompatybilności niektórych rodzajów amunicji do nich.

5) Głównym zagrożeniem dla artylerii stają się rozpoznawcze BSL-e i drony-kamikaze przeciwnika. Wielką rolę w tej walce odgrywać więc będzie ochrona ugrupowania bojowego jednostek artylerii, w tym obrona przeciwlotnicza i przeciwdronowa. Jednocześnie zastosowanie dronów do rozpoznania pozwala artylerii na nieszablonowe podejście do wykonywania zadań ogniowych.

6) Traci na znaczeniu szybkostrzelność dział, albowiem zwiększa ona zużycie amunicji, natomiast zyskuje mobilność i celność.

7) Nowoczesna amunicja precyzyjna może przywrócić do służby nawet te środki ogniowe, które uważano dotąd za nieperspektywiczne (vide M109, FH-70, TRF-1 idt.), a nawet uczynić z nich bardzo dobre działa.

8) Jeśli nie stać nas na sprzęt drogi i wyrafinowany, to musi być nas stać na sprzęt tani i masowy. Takie są dzisiaj drony. Taka z pewnością, niech mi święta Barbara wybaczy – nie jest współczesna artyleria...

defence24.pl




Lekarz pracujący w Kemerowie, w regionie syberyjskim, głęboko dotkniętym powracającymi z wojny w Ukrainie rannymi, ujawnia, w jakim stanie trafiają do niego rosyjscy żołnierze. Większość jest po amputacjach, zmaga się z problemami z narkotykami i alkoholem. Mają poważne problemy psychiczne.

- Oczekuje się, że każdy z pracujących lekarzy będzie leczył od 200 do 250 takich osób każdego miesiąca - powiedział. Stwierdził, że lekarze odchodzą w związku z ogromną presją, która jest na nich wywierana. Dodał, że wielu nie popiera wojny.

- Urazy, zespół stresu pourazowego - to wszystko jest oczywiście problemem, którym trzeba się zająć, ale moim zdaniem głównym problemem są uzależnienia - podkreślił. - Mówiąc wprost, wielu z tych, którzy wrócili (z wojny), to albo alkoholicy, albo częściej narkomani - dodał.

Lekarz stwierdził, że uzależnienie powoduje głównie amfetamina. - To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane pod względem perspektyw leczenia i późniejszej socjalizacji - uważa.

Lekarz ostrzegł, że "prawie co druga osoba", powracająca z krwawej wojny Putina, przyznaje się do używania środków psychostymulujących. Opowiedział o przypadku jednego z Rosjan, który walczył wśród wagnerowców. Stał się na tyle agresywny, że zaczął znęcać się nad żoną. Ta wniosła pozew o rozwód.

Inny lekarz opowiedział: "Wrócili z wojny. Nauczyli się zabijać. Ich psychika uległa zmianie, w tym przez narkotyki". - Co więcej, wielu z nich szło na wojnę nie po to, by walczyć, ale po to, by jak najszybciej wydostać się z aresztu śledczego lub kolonii karnej. Teraz, przepraszam za ostre słowa, to są zwierzęta - dodał.

wp.pl

niedziela, 30 lipca 2023


Wydaje się, że segmenty rosyjskiej prowojennej ultranacjonalistycznej przestrzeni informacyjnej skupiają się wokół narracyjnych wysiłków Kremla, by przedstawić ukraińską kontrofensywę jako porażkę, coraz bardziej wyolbrzymiając ukraińskie straty i pisząc mniej o stratach i wyzwaniach Rosji, niż /to było/ wcześniej. Wybitni rosyjscy blogerzy coraz częściej błędnie przedstawiają ukraińskie operacje kontrofensywne jako serię nieudanych ukraińskich ataków na całej linii styku. Blogerzy szeroko powielili materiał filmowy z 29 lipca, twierdząc, że pokazuje on pojedynczy rosyjski czołg pokonujący całą ukraińską kompanię pojazdów opancerzonych, jakby zdarzenie miało miejsce niedawno, ale materiał filmowy pochodzi z 7 czerwca i pokazuje rosyjskie jednostki artyleryjskie uderzające w kolumnę ukraińską. Źródła rosyjskie wcześniej rozpowszechniały stary materiał filmowy, aby potwierdzić twierdzenia, że ​​siły ukraińskie ponoszą znaczne straty w postaci pojazdów opancerzonych, a wzmocnienie materiału filmowego z 29 lipca wskazuje, że rosyjskie źródła celowo wzmacniają stary materiał filmowy, aby wesprzeć narrację Kremla.  Prezydent Władimir Putin stwierdził niedawno, że siły ukraińskie straciły 39 pojazdów opancerzonych w ciągu kilku dni walk w zachodnim obwodzie zaporoskim, co jest godną uwagi odmianą w jego wyolbrzymianiu ukraińskich strat podczas ukraińskiej kontrofensywy. ISW oceniało wcześniej, że Kreml prawdopodobnie zmienia swoją politykę relacjonowania wojny, aby bagatelizować możliwości udanej ukraińskiej kontrofensywy i promować siebie jako skutecznego kierownika działań wojennych. Rosyjscy blogerzy nadal donoszą o lokalnych postępach Ukrainy i niektórych problemach z rosyjskimi operacjami obronnymi, ale szersze ramy operacyjne ukraińskiej kontrofensywy w prowojennej rosyjskiej przestrzeni informacyjnej są zgodne z prawdopodobną zmianą w postrzeganiu kontrofensywy przez Kreml.

Wybrani rosyjscy blogerzy mogą kształtować swój obraz szerszej ukraińskiej kontrofensywy w obawie przed karą Kremla po aresztowaniu wybitnego prowojennego krytyka Igora Girkina. Rosyjskie źródło poufne informowało 28 lipca, że ​​źródła w administracji prezydenckiej stwierdziły, że Kreml ostatnio zachęcał powiązanych z Kremlem blogerów, aby ogólnie ograniczyli relacje z wojny na Ukrainie i publikowali bardziej pozytywne treści na tematy związane z dumą nacjonalistyczną. ISW nie zaobserwowało, aby powiązani z Kremlem blogerzy ograniczali swoje relacje z wojny, chociaż powiązani z Kremlem blogerzy zaczęli dobitniej argumentować, że ukraińska kontrofensywa jest porażką. Aresztowanie wybitnych krytyków rosyjskich wysiłków wojennych na Ukrainie, takich jak Girkin, wraz z trwającymi wysiłkami rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) w celu skonsolidowania kontroli nad rosyjską przestrzenią informacyjną, mogą skłonić wybranych blogerów milowych do dostosowania ich obrazu wojny do bardziej kremlowskiego niż zwykle.

Zdolność Kremla do stworzenia bardziej spójnej narracji o wojnie w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej pozostaje niepewna, a kolejne porażki Rosji lub znaczące sukcesy Ukrainy mogą zakłócić postępy Kremla w tych wysiłkach. Segmenty rosyjskiej przestrzeni informacyjnej nadal narzekają na problemy systemowe w rosyjskich wysiłkach wojennych na Ukrainie, a wielu rosyjskich blogerów prawdopodobnie zmieniłoby kurs w swoim przedstawianiu ukraińskiej kontrofensywy w przypadku znacznych zdobyczy Ukrainy. Społeczność milbloggerów nadal jest wysoce reaktywna i motywowana najistotniejszymi tematami oburzenia, a wielu milbloggerów prawdopodobnie zrezygnowałoby z prób dostosowania się do komunikatów Kremla na temat wojny w przypadku, gdyby kontrowersje dotyczące rosyjskiej porażki wywołały ponowny intensywny gniew wobec przywództwa wojska rosyjskiego. Spójnie wzmocniona i niekwestionowana kremlowska narracja dotycząca sytuacji taktycznej i operacyjnej na Ukrainie utrudniłaby precyzyjne opisywanie realiów pola walki, zwłaszcza w przypadku braku bardziej szczegółowych relacji ze strony ukraińskiej.

(...)

Siły rosyjskie podobno przeprowadziły rotację taktyczną w zachodnim obwodzie zaporoskim 29 lipca. Rosyjski bloger twierdził, że siły rosyjskie wykorzystały rzekomą przerwę w ukraińskich atakach naziemnych w pobliżu Robotyne, z powodu złej pogody, do przeprowadzenia szkolenia inżynieryjnego i nieokreślonego wymuszonego obrotu sił. Chociaż milblogger nie podał szczegółów rotacji, siły rosyjskie prawdopodobnie przeprowadziły rotację taktyczną w miejscu z inną jednostką tej samej formacji, zamiast skierować nowe jednostki na ten obszar, jak ostatnio zrobiły to siły ukraińskie. Wybitny rosyjski bloger opublikował 29 lipca materiał filmowy, twierdząc, że pokazuje elementy 292 Pułku Artylerii Samobieżnej (19 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych, Południowy Okręg Wojskowy) działające na kierunku Zaporoże. Inny blogger opublikował materiał filmowy wskazujący, że bliżej nieokreślone jednostki rosyjskiej 810. Brygady Piechoty Marynarki Wojennej Gwardii (Flota Czarnomorska) nadal działają w pobliżu Robotyne. 19. Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych i 810. Brygada Piechoty Marynarki Wojennej bronią tego obszaru od początku kontrofensywy.

understandingwar.org

20 lipca Ministerstwo Skarbu USA ogłosiło sankcje wobec czterech kirgiskich firm: Kargo Line, GTME Technologii, Progres Lider i RM Design and Development. Jak czytamy w oświadczeniu ministerstwa, firmy te reeksportowały komponenty elektroniczne i inne technologie, w tym towary podwójnego zastosowania dla rosyjskiego sektora obronnego.

Dane kirgiskiego Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że wszystkie cztery firmy zostały założone w zeszłym roku, a dwie z nich – Kargo Line i Progres Lider – tego samego dnia, 25 marca.

Tymczasem premier Kirgistanu Akylbek Żaparow oświadczył, że „zostaną podjęte dalsze środki mające na celu zapewnienie, że towary objęte sankcjami nie przekroczą granicy Kirgistanu i nie trafią tam, gdzie obowiązują sankcje”.

Kirgiski Państwowy Komitet Bezpieczeństwa Narodowego poinformował, że rozpoczął dochodzenie w sprawie prywatnych firm zaangażowanych w reeksport towarów objętych sankcjami. Zapewniono, że przedsiębiorstwa państwowe nie dopuszczają się „niewłaściwych działań”, a prywatne firmy mogły nie wiedzieć, jaki podmiot jest ostatecznym odbiorcą produktów.

Dane Narodowego Komitetu Statystycznego Kirgistanu pokazują, że w ostatnim czasie kraj ten gwałtownie zwiększył zarówno całkowity import towarów (z 2,4 mld dolarów w 2020 roku do 7,4 mld dolarów w 2022 roku), jak i eksport do Rosji (z 257 mln dolarów w 2020 roku do prawie 1 mld dolarów w 2022 roku).

Na uwagę zasługuje również prawie sześciokrotny wzrost importu do Kirgistanu z Chin. Dlatego nie dziwi na przykład informacja o zajęciu w Kazachstanie partii chińskich dronów przewożonych tranzytem z Kirgistanu do Rosji. Ładunek został zatrzymany, ponieważ przewoźnik nie posiadał specjalnej licencji.

Kolejny ciekawy aspekt: w 2021 roku Kirgistan w ogóle nie eksportował detonatorów elektrycznych do Rosji, ale w 2022 roku wyeksportował takie towary na sumę 882 tys. dolarów. Tak samo wygląda kwestia „innych części samolotów, śmigłowców lub dronów”. W 2021 roku – zero, w 2022 roku – eksport na sumę 1,6 mln dolarów.

Ponadto Kirgistan zaczął dostarczać do Rosji „inne  półprzewodnikowe urządzenia światłoczułe” (są to na przykład fotodetektory i czujniki podczerwieni): w roku poprzedzającym rosyjską pełnowymiarową agresję – zero, w 2022 – eksport w wysokości 302 tys. dolarów. Na uwagę zasługuje również dostawa mikroprocesorów: ponownie zero eksportu w roku 2021 i eksport za 613 tys. dolarów w roku 2022.

belsat.eu

Maria Tsiptsiura, Onet: Naprawdę odczułam różnicę w emocjach ludzi w Kijowie między pierwszym a drugim uderzeniem w most Kerczeński. Kiedy stało się to po raz pierwszy, byliśmy szczęśliwi, ale pojawiły się obawy, jak zareaguje Federacja Rosyjska. Po drugim uderzeniu dominowała opinia, że Rosja nie może w żaden sposób odpowiedzieć. W końcu Ukraina i tak jest codziennie bombardowana. Nie czułam u ludzi strachu ani zwątpienia. Czy była różnica w postrzeganiu ataków na most Kerczeński na Krymie?

Refat Czubarow: Zwolennicy Rosji wpadli w jeszcze większą histerię. Wszystko tam było. Domagali się od kierownictwa Federacji Rosyjskiej uderzenia w ośrodki decyzyjne w Kijowie. Takich apeli było wiele. Miejscowy krąg krymskich kolaborantów bardziej niż ktokolwiek inny wierzył w zapewnienia Kremla, że naloty na Krym to przekroczenie czerwonych linii. A szantaż i groźby płynące z Moskwy w sprawie półwyspu miejscowi kolaboranci potraktowali bardzo poważnie.

I nagle widzą: pierwsze uderzenie na most, drugie uderzenie na most, atak na kwaterę główną Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej w Sewastopolu. Zarówno ci kolaboranci, jak i społeczność światowa po drugim uderzeniu byli przekonani i widzieli, że Rosja nie jest zdolna do realizacji swoich gróźb i szantażu, w tym w sprawie użycia broni nuklearnej. Przecież przed tymi uderzeniami Kreml mówił, że wkroczenie na Krym zmusi ich do wykorzystania wszystkich możliwości. Oni tego nie zrobili. I nie zrobią.

onet.pl

Jak donosi "Financial Times", ukraińscy żołnierze ostrzeliwują Rosjan pod Bachmutem amunicją, którą Moskwa zakupiła od Korei Północnej. Chodzi o pociski wystrzeliwane z samobieżnych wyrzutni rakietowych Grad. Początkowo Ukraińcy nie chcieli przyznać się do pochodzenia pocisków. Jednak zdradził je informacje zawarte na tabliczkach znamionowych. Dziennikarzom udało się zauważyć, że oznaczenia nie przypominają tych z innych ukraińskich pocisków kal. 122 mm, a zamiast tego są bardzo podobne do północnokoreańskich.

Dowódca jednej z ukraińskich baterii artylerii Rusłan powiedział w rozmowie z "Financial Times", że północnokoreańska amunicja nie jest szczególnie lubiana przez jego podkomendnych. Wiele z nich nie wybucha lub dziwnie zachowuje się w locie. Większość pocisków została wyprodukowana w latach 1980-1990.

Ukraińscy żołnierze powiedzieli, że rakiety zostały "przejęte" ze statku przez "przyjazny" kraj, zanim zostały dostarczone na Ukrainę. Odmówili podania dalszych szczegółów.

komputerswiat.pl

Irina Garina: Czy Siergiej Szojgu pojechał prosić Koreańczyków o broń i amunicję? Czy może Rosja ma jakieś inne powody, by wykazywać zainteresowanie KRLD?

Fiodor Tierticki: Myślę, że główny powód jest dyplomatyczny. Nie wiem, czy coś podpiszą, czy będą jakieś dostawy i na jaką skalę, ale jest jeden czynnik, którego wiele osób nie bierze pod uwagę: Rosjanom towarzyszy delegacja chińska i rosyjska polityka wobec Korei Północnej jest dość ostrożna.

Sprowadza się do tego, że Kreml zawsze wspiera Chiny, choć udaje, że realizuje całkowicie niezależną linię, która przypadkowo pokrywa się z linią Chin. W rzeczywistości Szojgu udał się na wspólną imprezę — z okazji 70. rocznicy zakończenia wojny koreańskiej. Korea Północna twierdzi, że wygrała tę wojnę.

Zdaje się, że rosyjskie delegacje nie latały wcześniej na te obchody?

Owszem, wcześniej Rosji tam nie było. Rosyjska ambasada zwykle nie uczestniczyła w takich ideologicznych wydarzeniach. Nie jeżdżą też na dzień założenia partii, ale jeżdżą na dzień założenia państwa, ponieważ jest to święto państwowe bez ideologii.

Czyli Szojgu pojechał tam, bo są tam Chińczycy i bez nich by tam nie pojechał.

Kreml może być obrażony na Koreę Południową z powodu wizyty południowokoreańskiego prezydenta w Kijowie, a to jest sygnał: patrzcie, nie jesteśmy z was zadowoleni.

Jest jeszcze jedna kwestia. Nawet jeśli Szojgu po prostu tam pojedzie, zobaczy show i wróci, sam fakt wizyty pojawi się już we wszystkich raportach analitycznych różnych krajów i organizacji.

Wszelkiego rodzaju ministerstwa spraw zagranicznych napiszą: Szojgu odwiedził, najprawdopodobniej rozmawiali o kwestiach wojskowych, Rosja ma wpływy w Korei Północnej. Tylko dlatego, że Szojgu wsiadł do samolotu, Kreml zwiększył swoje znaczenie dyplomatyczne.

A kto chce być tak postrzegany? Korea?

Kreml chce. Polityka zawsze była taka: pokażmy, że jesteśmy bardzo wpływowym mocarstwem, a potem można to na coś wymienić. Oczywiście wszystko zmieniło się wraz z wybuchem wojny i ta doktryna mogła się zmienić. Ale taka była doktryna od czasów późnego Gorbaczowa do 2022 r. W rzeczywistości nikt nie pomaga Korei Północnej.

Z wyjątkiem Chin.

Dokładnie tak: z wyjątkiem Chin. Dysponuję statystykami dotyczącymi bilansu handlowego Korei Północnej z Chinami, Rosją i innymi krajami

Chiny są zdecydowanie na pierwszym miejscu.

Zgadza się.

A Rosja, myślę, że jest blisko końca.

Czterdziesta pierwsza. Współpraca gospodarcza między KRLD a Rosją prawie nie istnieje. Obliczyłem: to 0,006 proc. poziomu obrotów z Chinami.

Koreańczycy z Północy są jak wiemy mistrzami dyplomacji. Ale teraz wydaje się, że trafiła kosa na kamień. Jest tam rosyjski ambasador Aleksander Macegora, człowiek znający się na rzeczy. Koreańczycy z Północy przychodzą do niego i próbują swoich sztuczek: tak bardzo was wspieramy, tak bardzo chcemy się z wami przyjaźnić — na wszystkich frontach, a Krym jest wasz i w ogóle wszystko, co mówicie, jest wasze.

To w nadziei, że Moskwa uśmiechnie się i powie: skoro tak, to zatrzymajcie to, to i to. Ale zamiast "prezentów" mówi się im również, jakimi są wspaniałymi ludźmi. Przez cały 2014 r., po Krymie i Donbasie, Pjongjang zabiegał o względy Moskwy, ale najwyraźniej otrzymywał tylko uśmiechy.

A co chce otrzymać KRLD?

Pomoc gospodarczą. KRLD chce żywności, chce ropy, chce po prostu pieniędzy. Najlepiej dużo pieniędzy. Koreańczycy z Północy są ludźmi bardzo dobrze zaznajomionymi z międzynarodowym czarnym rynkiem. Oczywiście mogliby napisać listę zasobów dla swojego przemysłu, ale myślę, że zasada tutaj jest taka: daj nam wszystko i więcej, a my to odsprzedamy. No dalej, Rosjanie, jazda. W Związku Radzieckim to robili — wy też.

Okazuje się, że nadeszła ich najlepsza godzina: w końcu Rosjanie mogą czegoś od nich potrzebować. Prawdopodobnie broni.

Więc coś może się wreszcie zmienić. Ale kiedy w przypadku Korei Północnej wydaje się, że coś się zmieni, nadal tak nie jest. Tak było przez ostatnie 20 lat, ale to nie znaczy, że tak będzie teraz.

Oto konkretne rozmowy na temat tego, czego potrzebuje Rosja, które można już rozpocząć. Czy Korea Północna, gdzie brakuje żywności, ma broń w takiej formie i ilości, że może się nią dzielić?

Tak, oczywiście. Choć gospodarka cywilna Korei Północnej jest w potwornym stanie, poziom życia jest tam niższy niż w Tadżykistanie.

Ale pod względem wszystkiego, co ma związek z wojną, Korea Północna jest dość potężnym krajem. Na przykład Północnokoreańska Armia Ludowa ma więcej personelu niż rosyjskie siły zbrojne.

Pomimo faktu, że populacja Korei Północnej jest sześć razy mniejsza.

Służą oni w armii przez siedem lub osiem lat. I to po bardzo dużej liberalizacji, ponieważ wcześniej było to 10-11 lat. W latach 2015-2016 do wojska zaczęto wcielać kobiety.

Gdzie trenują i doskonalą swoje umiejętności bojowe?

Służba w armii KRLD to nie tylko szkolenie, to także, warunkowo, pomoc w kolektywnym gospodarstwie rolnym. Jednostki elitarne oczywiście znajdą miejsca do szkolenia, ale jeśli służysz w zwykłej kompanii piechoty, to z reguły jest to mobilizacja do pracy.

Teoretycznie taka armia powinna być zainteresowana szkoleniem w warunkach prawdziwej wojny. Czy mogą się dogadać z Szojgu, żeby północnokoreańscy "ochotnicy" walczyli w Ukrainie?

Generał w Korei Północnej za takie pomysły zakończyłby karierę. Wszystkie pogłoski o tym, że północnokoreańscy "ochotnicy" pojadą na front, są całkowicie sprzeczne z ideologią państwową.

Jak to? Nie można iść walczyć?

To śmiertelnie niebezpieczne dla reżimu. Bo kiedy ktoś opuszcza kraj, nie ma już nad nim kontroli. Poznaje świat i obserwuje. To zawsze jest bardzo złe, ale jest szczególnie złe, jeśli ta osoba jest wojskowym. Ponieważ wojskowy ma broń i strzela.

Jeśli spojrzeć na historię, Koreańczycy z Północy bardzo niechętnie wysyłają swoje wojska do udziału w jakichkolwiek konfliktach. Pamiętam, że wysłali pilotów podczas wojny w Wietnamie. Ile lat minęło od tego czasu?

Zasadniczo dla Korei Północnej nie ma znaczenia, czy Kijów zostanie zajęty. To ważne dla Putina, a Kim Dzong Una nie obchodzi to w najmniejszym stopniu. I nikt tam nie podejmie ryzyka w imię nie wiadomo czego, otwierając tak bardzo granice dla wojska.

Zadaniem Korei Północnej jest zbudowanie "żelaznej kurtyny" na tyle, na ile to możliwe, aby wszyscy wiedzieli o świecie zewnętrznym tylko to, co mówią ich przełożeni, a oni mają siedzieć cicho i nie wychylać się.

Rozumiem, że z tego samego powodu raczej nie zgodzą się na wysyłanie koreańskich robotników do fabryk wojskowych w Rosji?

Nie sądzę. Najwyżej mogą wysłać pracowników na zajęte terytoria, żeby coś tam odbudowali. W każdym razie mówiło się o tym, to możliwe.

No tak, nie zobaczą tam nic dobrego i ideologicznie niebezpiecznego.

Być może już zdecydowali, że wysyłanie ludzi nawet tam jest zbyt niebezpieczne. Północnokoreańscy robotnicy chętnie jeździli do Rosji, ponieważ rosyjskie płace były dla nich ogromne, ale tam starano się ich kontrolować tak bardzo, jak to możliwe. I nadal jest to niebezpieczne, ponieważ w porównaniu z Koreą Północną, każdy inny kraj jest otwartym społeczeństwem.

Rosja, na przykład, ma internet. Tak, jest on cenzurowany, ale istnieją sieci VPN. A w Korei Północnej w ogóle nie ma internetu jako takiego.

Czytałam, że nieautoryzowany dostęp do informacji w Korei Północnej jest karany śmiercią. Czy to prawda?

W kodeksie karnym jest to kilka lat w obozach. Chociaż, jeśli masz pecha, możesz zostać zastrzelony. Ogólnie rzecz biorąc sąd ludowy nie może skazać na śmierć, a jedynie na długoterminowe więzienie. Ale jeśli ktoś trafi do północnokoreańskiego obozu, to prawdopodobieństwo, że tam umrze, jest dość wysokie. Warunki są tam straszne.

A jeśli oficera bezpieczeństwa goni statystyka, nie ma sumienia i zbytnio cię nie lubi, może od razu postawić cię przed plutonem egzekucyjnym.

Czego Rosja może jeszcze zażądać od KRLD w zamian za żywność?

Teoretycznie Rosja może chcieć pocisków artyleryjskich. Artyleria stanowi bardzo dużą część północnokoreańskiej armii. Przed wprowadzeniem broni nuklearnej artyleria była główną siłą odstraszającą. Jestem teraz w Seulu, granica z Koreą Północną jest oddalona o 70 km. Jeśli to porównać, to tak jak niemiecka armia pod Moskwą w 1941 r.

Mamy tu "Niemcy pod Moskwą" nieprzerwanie od 1953 r. Rozmieszczona jest tam duża grupa artylerii, która otwiera ogień, gdy tylko coś zobaczy. A ponad połowa naszego kraju mieszka w stolicy i na jej przedmieściach, więc ich artyleria oczywiście wyrządza wiele szkód. Jeśli spojrzeć na strukturę sztabu generalnego KRLD, ich strukturę dowodzenia, można zobaczyć, jak dużą rolę odgrywa tam artyleria.

Ponadto mają bardzo dobrze rozwinięty przemysł wojskowy. Jedną z ich doktryn jest zasada równoczesnego rozwoju gospodarczego: około połowa powinna należeć do przemysłu cywilnego, a połowa do wojskowego. W ich lokalnym slangu nazywa się to: "druga gospodarka". Duża część fabryk wojskowych znajduje się pod ziemią i produkuje się tam pociski.

A ponieważ Koreańska Armia Ludowa została kiedyś stworzona przez Związek Radziecki, sporo amunicji jest kompatybilna z rosyjską bronią. Tak więc obraz tutaj się uzupełnia.

W jednym z postów Grupy Wagnera na Telegramie wspomniano, że Koreańczycy z Północy zaopatrują "nas", czyli najwyraźniej wagnerowców, w amunicję. Ci ludzie są trochę nieogarnięci, więc spokojnie mogliby zdradzić coś tajnego. Ale nie widziałem dowodów, takich jak na przykład w przypadku irańskich dronów.

A KRLD zawsze temu zaprzeczała: mówią, że nie dajemy Rosji żadnej broni.

Właśnie. Zaprzeczenie. Pisali bardzo agresywne raporty na ten temat. Nie mogę powiedzieć z całą pewnością, że kłamali, ale nie zostało to udowodnione.

Co Chiny sądzą o takim układzie — broń za żywność? Chiny są dość zazdrosne o kontakty KRLD.

To najważniejszy czynnik, który może wpłynąć na wszystko. Chiny absolutnie nie potrzebują wzrostu rosyjskich wpływów w KRLD. Chiny uważają, że jest to ich strefa, ich lenno.

Jeśli Xi Jinping będzie za bardzo flirtował z Łukaszenką, Putinowi też się to nie spodoba. Jedyna różnica polega na tym, że Xi jest znacznie silniejszą postacią niż Putin i naprawdę niebezpiecznie jest go wkurzyć.

Myślę więc, że jeśli coś zostanie tam osiągnięte, to najpierw zostanie to dziesięć razy uzgodnione z chińskimi towarzyszami. Tak, aby towarzysz Xi w żaden sposób nie pomyślał niczego złego.

Jak dotąd wszystkie próby KRLD dotarcia do Moskwy kończyły się fiaskiem. Kreml idzie śladem Chin i kiedy Pekin zatwierdza sankcje wobec KRLD, Moskwa natychmiast je zatwierdza. Był tylko jeden wyjątek: kiedy pod naciskiem Rosji rezolucja Rady Bezpieczeństwa przesunęła o rok termin deportacji pracowników.

Teraz rozumiem, w jaki sposób rezolucje zakazujące Korei posiadania określonej broni mogły powstać w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Rosja nie zawetowała, bo Chiny nie chciały?

Realistycznie rzecz biorąc, to nie pięciu członków RB ONZ musi się zgodzić, ale dwóch — USA i Chiny. Rosja zagłosuje tak samo jak Chiny, a Anglia i Francja zagłosują tak samo jak USA.

Dlaczego w KRLD jest taki problem z żywnością, dlaczego cały czas panuje tam głód? Dostali przecież najbardziej rozwinięte i żyzne terytoria po wojnie koreańskiej.

KRLD dostała tereny rozwinięte przemysłowo, ale nie żyzne. Południe zawsze było agrarne, a Północ zawsze była przemysłowa. Przed 1945 r., tj. pod rządami Japończyków, większość przemysłu koncentrowała się na Północy.

Po pierwsze dlatego, że było tam mniej ziemi uprawnej. Po drugie, Japończykom wygodniej było prowadzić wojnę z Chinami. Produkowali więc broń na północy, a następnie przez Mandżurię wieźli ją na front i tam zabijali chińskich żołnierzy. A dlaczego jest to dziś w takim stanie — to długa historia.

Ale dlaczego mają tak źle? Przecież ciężko pracują, prawda?

Ponieważ Kim Il Sung był ignorantem w dziedzinie ekonomii. Jego celem było przejęcie Korei Południowej, a ponieważ nie udało mu się to w wojnie koreańskiej, chciał się zemścić. Uważał model stalinowski za model idealny. I kochał go bardziej niż samego Stalina. W archiwach jest taki dialog między Stalinem a Kim Il Sungiem.

W 1952 r. Stalin mówi: "Towarzyszu Kim Il Sung, powinniście trochę poluzować śruby i zacząć handlować z krajami kapitalistycznymi". A Kim odpowiada: "Z całym szacunkiem, towarzyszu Stalin, nie, tylko przemysł ciężki".

Gospodarka KRLD w mniejszym lub większym stopniu istniała tylko wtedy, gdy była sponsorowana przez kraje zewnętrzne. Głównie ZSRR i Chiny.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych KRLD nauczyło się doić jednych i drugich podczas sowiecko-chińskiego konfliktu: Moskwie mówili, że pójdą do Pekinu, a Chińczykom grozili, że pójdą do Sowietów. Pomoc płynęła więc szeroko. Skończyło się to po zimnej wojnie. Potem ZSRR powiedział, że nie da nic więcej Koreańczykom Północnym, a oni pokłócili się z Chinami, kiedy te uznały Koreę Południową, bo Kim Il Sung pomyślał, że został zdradzony.

Nóż w plecy.

W rezultacie w latach 90. w KRLD zapanował głód. Potem zaczął pojawiać się czarny rynek, "szara strefa" gospodarki, którą uznano, a następnie przykręcono śrubę, co pozwoliło jakoś utrzymać gospodarkę na powierzchni do 2020 r.

Potem pojawił się koronawirus, a Koreańczycy z Północy zareagowali w typowy dla siebie sposób: zamknęli kraj w kokonie. I jeszcze nie wyjęli go z tego kokonu, tj. wszystkie środki koronawirusowe mające na celu izolację kraju są utrzymywane. Istnieje pesymistyczna hipoteza, że jeśli rząd dokręcił śruby, to już ich nie odkręci. Pesymiści wśród moich kolegów uważają, że tak właśnie będzie w KRLD.

Skąd wezmą pociski do dzielenia się? A zresztą — skąd wiadomo, że faktycznie mają broń?

Nikt nie wie na pewno, ile jej mają ani co mają.

Właśnie. Według ich własnych danych mają pierwszą armię na świecie i wygrywają mistrzostwa w piłce nożnej. Dlaczego uważamy, że mają pociski?

Na pewno mają pociski, ich przemysł został stworzony do tego od najdawniejszych lat. Ogromny postęp, jaki poczynili w dziedzinie rakiet, jest tego pośrednim dowodem.

Pamiętam anegdoty z lat dziewięćdziesiątych o północnokoreańskich rakietach zawsze spadających do morza, o północnokoreańskich hakerach piszących listy "czy mógłbyś sam sformatować swój dysk, ponieważ chcemy złamać twój komputer, ale nie wiemy jak".

Teraz mają takich hakerów, że organizują największe ataki na świecie, a rakiety latają tak, że według USA mogą absolutnie uderzyć w Kalifornię, a nawet Waszyngton i Nowy Jork.

Osobliwością gospodarki planowej jest to, że prawie nic w niej nie działa, z wyjątkiem tych sektorów, które szef wskaże palcem, takich jak wojsko. Potrzebowali artylerii tylko dlatego, że dziadek ich obecnego przywódcy chciał przejąć Południe. Myślę więc, że do pewnego stopnia powinni ją mieć.

Czy będzie to zależało od stanowiska Chin? To znaczy, jeśli Chiny na to pozwolą, będą pociski, jeśli nie pozwolą, to "nie damy wam nawet karabinu"?

Dokładnie tak, bardzo precyzyjnie to pani sformułowała: w zasadzie wszystkie negocjacje Szojgu i Kima będą zależały od stanowiska Chin. Pal licho rozmowy o suwerenności, czy to w Pjongjangu, czy w Moskwie. Co więcej, to właśnie konsekwentnie prochińskie stanowisko Moskwy odegra tutaj rolę.

KRLD może sobie pozwolić na lekceważenie chińskiej woli, są pewni, że Chińczycy i tak udzielą pomocy, nigdzie się nie ruszą, bo Chiny potrzebują KRLD jako kraju buforowego. W ten sam sposób przyszli z pomocą podczas wojny koreańskiej, chociaż Mao zgodził się dosłownie w ostatniej chwili. Tu o wszystkim zadecydują Chiny, ale nie wiemy, jak potoczą się te negocjacje.

onet.pl/Nowa Gazieta