piątek, 14 lipca 2023


Popow twierdzi, że powodem jego zwolnienia był konflikt z przełożonymi, którym nie podobały się jego wypowiedzi na temat sytuacji na froncie w Ukrainie. Tak zapewne było, bo Popow wprost oskarżył swoich przełożonych o zdradę armii. Nie wymienił ministra obrony Siergieja Szojgu, ale powiedział, że został usunięty na rozkaz ministra.

— Nasza armia nie mogła być penetrowana od frontu przez ukraińskie wojsko, ale zostaliśmy uderzeni od tyłu przez naszego szefa, który zdradziecko i podle zrekapitulował armię w najtrudniejszym momencie — podkreślił generał. Z kontekstu jego wypowiedzi wynika, że ma na myśli szefa Sztabu Generalnego gen. Walerija Gierasimowa.

— Była trudna sytuacja, kiedy trzeba było albo milczeć i mówić to, co przełożeni chcieli usłyszeć, albo nazywać rzeczy po imieniu. W imię was i w imię moich poległych w walce kolegów nie miałem prawa kłamać, więc nakreśliłem wszystkie problematyczne kwestie w armii w zakresie pracy bojowej i wsparcia" — tak opisał sytuację Popow w odezwie do żołnierzy 58. Armii.

Generał nazwał głównym problemem i "tragedią" rosyjskiej armii brak artylerii. Według niego skutkuje to masową śmiercią i obrażeniami rosyjskich żołnierzy.

Popow nie sprecyzował, co stanie się z nim dalej. Zaznaczył, że czeka na rozkaz od przełożonych dotyczący jego dalszych losów.

"Bunt trwa" — tak na przemówienie gen. Popowa zareagował analityk polityczny Stanisław Biełkowski. "Generał dywizji Iwan Popow, właśnie usunięty przez Szojgu z dowództwa 58 Armii, oskarża kierownictwo rosyjskiego Ministerstwa Obrony / Sztabu Generalnego Rosyjskich Sił Zbrojnych o zdradę. Inny były dowódca 58. Armii — generał, deputowany Dumy Państwowej Andriej Guruljow — swobodnie publikuje tę sprawę. Obserwujemy, śledzimy" — napisał na swoim kanale Telegram.

Guruljow ujawnił fakt zawieszenia Popowa. Generał i poseł opublikował w Telegramie odezwę do żołnierzy 58. Armii. Popow twierdzi, że o swej dymisji dowiedział się właśnie z wystąpienia swego dawnego dowódcy, dopiero potem dostał oficjalną informację z rosyjskiego MON.

onet.pl

Pierwsza faza jest rodzajem taktycznego preludium. W szachach mówi się o otwarciu. Ukraina wciąż znajduje się w fazie odkrywania, a nie w trybie pełnego ataku. Staje się to jasne, gdy zapytasz żołnierzy na froncie. — Nasza brygada otrzymała rozkaz ataku i zdobycia określonych celów — mówi Iwan. — Rosjanie wysłali nowe oddziały do wzmocnienia, a nasze zadanie dobiegło końca.

Oznacza to, że chociaż walki będą kontynuowane, 35. Brygada nie będzie nacierać z całą siłą. Linie pozostają stabilne, a potencjał zagrożenia nową ukraińską ofensywą w tym sektorze będzie nadal utrzymywany.

Jest jasne, że ostatni atak w tym regionie był tylko manewrem taktycznym mającym na celu przetestowanie rosyjskiej odpowiedzi i związanie wojsk. Inne ukraińskie posunięcia wzdłuż linii frontu również mogły być ukierunkowane na ten cel, zwłaszcza że często są one przeprowadzane tylko siłami batalionu i brygady.

Rosyjski Sztab Generalny jest oczywiście tego świadomy i "stale przesuwa jednostki w różnych kierunkach", jak wyjaśnił w zeszłym tygodniu Walerij Szerszeń, rzecznik ukraińskiego Dowództwa Południowego.

Wydaje się, że Kijów i Moskwa grają w grę w kotka i myszkę. Momentum leży po stronie Ukrainy, która atakuje na co najmniej czterech odcinkach frontu. Jedyne, co pozostaje Rosji w odpowiedzi, to dodawanie personelu w ukraińskich punktach ataku. Pytanie tylko, jak długo rosyjskie wojska będą w stanie się utrzymać. Tygodnie, a może miesiące?

— Wciąż jesteśmy w fazie testowania — mówi Iwan. Ukraińcy wciąż szukają słabych punktów Rosjan, "a to może potrwać tygodnie, a może miesiące. Nikt tego nie wie". Iwan podkreśla, że większość sił ukraińskiej armii nie została jeszcze rozmieszczona i nie wiadomo, kiedy i gdzie uderzą.

To prawda, do tej pory Kijów aktywował tylko ułamek jednostek przeznaczonych do kontrofensywy. Czekają one daleko za linią frontu. Byliśmy w jednej z baz tych sił.

Namioty żołnierzy są ukryte w lesie. Czołgi i inne pojazdy wojskowe stoją między drzewami pod siatkami maskującymi. Koszary są stale zagrożone rosyjskimi rakietami dalekiego zasięgu.

— Wielka ofensywa nie odbędzie się jutro ani pojutrze — mówi 37-letni oficer prasowy jednostki, i uśmiecha się. Przed wojną przez 10 lat pracował jako dziennikarz.

Zanim rozpocznie się atak na pełną skalę, należy najpierw wyeliminować rosyjskie linie zaopatrzeniowe, składy amunicji i paliwa. Procedura przypomina zeszłoroczną ofensywę na Chersoń. Wówczas Ukraina przez trzy miesiące ostrzeliwała logistykę rosyjskiej armii daleko za frontem.

onet.pl/Die Welt

Ekspert budżetowy niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (partia CDU) uważa planowanie finansowe Niemiec za wielki blef — zarówno wobec niemieckiej opinii publicznej, jak i NATO.

— Opowieść o osiągnięciu celu dwóch procent to bajka, ponieważ w obecnej sytuacji może to stać się możliwe tylko dzięki wielu sztuczkom i transferom. To nie wzmocni Bundeswehry w dłuższej perspektywie, wręcz przeciwnie — narazi ją na dramatyczne ryzyko finansowe w nadchodzących latach — stwierdził Ingo Gaedechens.

Polityk CDU powiedział, że jedynym celem niemieckiego rządu jest sprawienie, aby kanclerz i minister obrony dobrze prezentowali się w opinii publicznej do końca okresu legislacyjnego. Potem, jego zdaniem, "wszystkie finansowe tamy pękną". Jeśli specjalny fundusz zostanie wykorzystany najpóźniej do 2027 r., zgodnie z obecnymi planami, pozostaną tylko pieniądze na utrzymanie Bundeswehry na prowizorycznych zasadach. Niemcy nie będą już w stanie kupować nowej broni ani finansować przyszłościowych badań.

Luka między budżetem obronnym a dwuprocentowym celem musiałaby zostać zlikwidowana z dnia na dzień za pomocą wysokiej, dwucyfrowej sumy wielu miliardów euro, co – zdaniem Gaedechensa – "może się udać tylko dzięki ogromnym cięciom we wszystkich innych obszarach, takich jak choćby wydatki socjalne".

Gaedechens nie wierzy, że następny rząd będzie miał siłę, aby to zrobić i uważa za bardziej prawdopodobne, że "Bundeswehra zostanie porzucona", a tym samym stanie się "największą ruiną inwestycyjną w republice". Byłoby wtedy wiele starych i nowych systemów uzbrojenia — ale nie byłoby pieniędzy na ich zrównoważoną eksploatację.

(...)

W siłach lądowych obiecano wystawienie w 2025 r. w pełni wyposażonej i zdolnej do szybkiego rozmieszczenia dywizji liczącej około 15 tys. żołnierzy i kolejnej w 2027 r. Na krótko przed szczytem niemiecki minister obrony Boris Pistorius zobowiązał się również, że Niemcy wystawią w Litwie liczącą ponad 4 tys. żołnierzy brygadę, która miałaby tam stacjonować na stałe.

Ponieważ spotkanie w Wilnie ma przede wszystkim wysłać Rosji sygnał gotowości obronnej ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego, kalkulacje niemieckiego rządu prawdopodobnie się sprawdzą. Wysiłki Niemiec będą chwalone przez sojuszników.

Pozostaje jednak pytanie – czy człowiek odpowiedzialny za organizację strategii wojskowej NATO również będzie pod wrażeniem niemieckich wysiłków? Mowa o Christopherze Cavolim, czterogwiazdkowym generale armii USA, a od 2022 r. najwyższym dowódcy NATO w Europie.

— Cavoli naprawdę dobrze zna Europę. Rozumie historię, a tym samym obecny kontekst, zna języki europejskie — powiedział w wywiadzie dla "Die Welt" Philip Reeker, szef Wydziału Europy w Departamencie Stanu USA w latach 2019-2021.

— Jego zadaniem jest nie tylko udzielanie porad wojskowych sojusznikom, lecz także ocena gotowości państw członkowskich NATO — stwierdził Reeker.

Cavoli może dostrzec sztuczki niemieckiego rządu, który myśli w perspektywie krótkoterminowej. Przykładowo fundusz 100 mld euro przeznaczony na niemieckie zbrojenia w ujęciu realnym — ze względu na odsetki i inflację — realnie w najlepszym przypadku wynosi od 75 do 80 mld euro.

(...)

— Rosja pozostanie znaczącym i nieprzewidywalnym zagrożeniem dla interesów USA i Europy w dającej się przewidzieć przyszłości. Obecna wojna nie osłabiła znacząco rosyjskich sił powietrznych, marynarki wojennej, sił kosmicznych, cybernetycznych ani strategicznych — stwierdził generał podczas przesłuchania w Kongresie USA pod koniec kwietnia. Dodał również, że Rosja "z dużym prawdopodobieństwem rozwinie swoją przyszłą armię jako jeszcze większe i bardziej zdolne siły lądowe".

Oficjalnie kwestie te nie odegrają żadnej roli na nadchodzącym szczycie NATO. Za zamkniętymi drzwiami sprawy mogą jednak wyglądać inaczej.

— Nie rozumiemy, dlaczego wdrażanie zmian jest tak powolne. Wydaje się również, że Berlin nadal nie traktuje poważnie celu NATO zobowiązującego do wydawania dwóch procent PKB na wydatki zbrojeniowe — stwierdził niedawno jeden z wysokich rangą urzędników Kongresu USA. To właśnie ta powolność we wdrażaniu reform budzi wśród sojuszników nieufność co do tego, czy niemiecki rząd rzeczywiście spełni swoje obietnice.

onet.pl/Die Welt

czwartek, 13 lipca 2023


Takie działania jak ciepłe powitanie przez Erdogana prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Stambule 7 lipca prowadzą do spekulacji, że Turcja stara się przywrócić bliższe relacje z Europą i Stanami Zjednoczonymi po kilku latach zacieśniania współpracy z Moskwą — ocenia amerykański dziennik.

"W Rosji, gdzie dobre stosunki prezydenta Władimira Putina z Erdoganem są ważną walutą geopolityczną, poczucie, że Erdogan może zwracać się w stronę bliższej, bardziej kooperatywnej relacji z liderami Zachodu wydaje się prowokować niemal tak wiele niepokojów, jak pomysł dołączenia Szwecji do NATO, nasuwając pytanie, czy wojna Rosji podważyła jedną z najbardziej cenionych przez Moskwę relacji" — pisze "Washington Post".

Jak uważa dziennik, krytyka Moskwy pod adresem Ankary jest zwykle ostrożna, jednak przedstawiciele rosyjskich władz i "twardogłowi nacjonaliści z żalem potępili Erdogana, podczas gdy rosyjskie media wolnego nurtu pytały, czy turecki lider podejmuje się trwałego, fundamentalnego zwrotu oddalenia się od Rosji".

Wyraźna zmiana w tonie Erdogana była ewidentna w czasie ubiegłotygodniowej wizyty Zełenskiego w Turcji, pierwszej od początku rosyjskiej inwazji, kiedy turecki przywódca wyraził wsparcie dla niepodległości Ukrainy i powiedział, że zasługuje ona na członkostwo w NATO. Kilka dni później, jego ruch, by odblokować wejście Szwecji do NATO, stał się wielkim ciosem strategicznym dla Rosji, która uważa odstraszanie NATO od przyjmowania nowych członków za punkt centralny swojej polityki bezpieczeństwa jeszcze od lat 90. — zauważa "Washington Post".

Jednocześnie jednak Erdogan i Putin "współdzielą pragnienie zagrożenia dominacji Zachodu, co jest kluczowe dla wizerunku Putina jako lidera prowadzącego wojnę przeciw Ukrainie w celu uratowania świata od hegemonii USA i chciwych zachodnich elit" — zauważa amerykańska gazeta.

Wieści o kontrakcie między Turcją a Ukrainą dotyczącym współpracy w sektorach o znaczeniu strategicznym, w tym w zakresie produkcji dronów, jaki został podpisany przez Zełenskiego i Erdogana w zeszłym tygodniu, rozsierdziły Kreml — dodaje "Washington Post".

"Turcja stopniowo i konsekwentnie kontynuuje przemianę z kraju neutralnego w nieprzyjacielski" w kontekście wojny Rosji przeciwko Ukrainie — stwierdził Wiktor Bondariew, szef komisji obrony i bezpieczeństwa w Radzie Federacji, izbie wyższej rosyjskiego parlamentu. Rosyjski analityk Siergiej Markow uznał, że decyzja Erdogana o przekazaniu internowanych na terytorium Turcji obrońców zakładów Azwostal w Mariupolu w ręce Zełenskiego "wywołała falę szoku w Rosji", ponieważ Moskwa uważa ich za "symbol ukraińskiego neonazizmu i zbrodni wojennych wobec rosyjskiej ludności". Pragmatyczne relacje między Moskwą a Ankarą będą kontynuowane, "ale bez zaufania między przywódcami" — ocenił Markow.

Jak twierdzi "Washington Post" potencjalnie bardziej martwiący dla Moskwy powinien być zeszłotygodniowy komentarz przedstawiciela ukraińskiego Sztabu Generalnego generała Ołeksija Hromowa o tym, że Ukraina oczekuje, iż otrzyma od Turcji samobieżne haubicoarmaty T-155 Firtina. Turcja nie potwierdziła jak dotąd tego transferu. Jeśli Turcja przekaże Ukrainie haubicoarmaty "oznaczałoby to zmianę jakościową, jaka zaszła w Turcji w zakresie polityki wobec rosyjsko-ukraińskiego konfliktu" — uznał rosyjski dziennik "Niezawisimaja Gazieta".

Specjalistka w zakresie spraw międzynarodowych Evren Balta ze stambułskiego Uniwersytetu Ozyegina stwierdziła, że jest "za wcześnie, aby powiedzieć, czy Turcja kieruje się obecnie w stronę Zachodu", a w jej opinii raczej dostosowuje się do zmieniających się okoliczności, w tym do potrzeby przyciągnięcia inwestycji do ogarniętego kryzysem ekonomicznym kraju. Obecnie "potrzeby tureckiej polityki zagranicznej i strukturalne potrzeby tureckiej gospodarki się zmieniły" — uznała Balta.

Washington Post/PAP

"Skoro NATO to nie Amazon, to i my nie jesteśmy Netfliksem. Ale jeśli odłożymy emocje na bok, to w Wilnie otrzymaliśmy od NATO maksimum tego, co obecnie było rzeczywiście możliwe" — napisała wicepremier w mediach społecznościowych.

"Nazywając rzeczy po imieniu, na Zachód wpływają obawy dotyczące rosyjskiej broni jądrowej i powiększenia się geograficznego zasięgu wojny" — dodała.

"My musimy robić swoje. Odbijemy swoją ziemię i swoją wolność w dowolnym przypadku, bo drogi powrotnej nie mamy. Przystąpienie Ukrainy do NATO jest nieuniknione, bo w końcu tak wyjdzie dla wszystkich taniej" — podsumowała wicepremier.

PAP

"To bezprecedensowe i absurdalne, gdy nie są ustalone ramy czasowe ani dla zaproszenia, ani dla członkostwa Ukrainy w NATO. Wydaje się, że nie ma gotowości, by zaprosić Ukrainę do NATO, ani uczynić ją członkiem Sojuszu" - napisał we wtorek, pierwszego dnia szczytu w Wilnie, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. "NATO zgodziło się w 2008 roku, że Ukraina stanie się członkiem. Ale sojusz nie powiedział, jak i kiedy może to nastąpić. Teraz, w drodze do Wilna, otrzymaliśmy sygnały, że pewne sformułowania są dyskutowane bez Ukrainy" - przekazał zawiedziony prezydent Ukrainy. Zełenski podsumował wpis stwierdzeniem, że "niepewność jest słabością". "I będę o tym otwarcie dyskutował na szczycie" - zapewnił ukraiński lider. Ostra wypowiedź Zełenskiego nie wszystkim na Zachodzie się jednak spodobała.

Cytowany przez "The Guardian" sekretarz obrony Wielkiej Brytanii Ben Wallace stwierdził, że Ukraina traktuje swoich zachodnich sojuszników, jakby byli magazynem firmy Amazon. - Czy nam się to podoba, czy nie, ludzie chcą widzieć odrobinę wdzięczności - powiedział Wallace, gdy zapytano go o komentarz ukraińskiego przywódcy. - Czasami przekonujesz kraje, aby oddały własne zapasy [amunicji - red.]. Czasami musisz przekonać ustawodawców w USA. Trzeba przekonywać wątpiących polityków, że warto - powiedział. Jak stwierdził, przedstawicielom Kijowa mówił to już wcześniej. - Powiedziałem im to w ubiegłym roku, gdy jechałem 11 godzin pociągiem, aby dostać listę [broni - red.]: Nie jestem Amazonem - stwierdził.

W podobnym tonie wypowiedział się Jake Sullivan, amerykański doradca ds. bezpieczeństwa. Jak podkreślił, "Amerykanie zasługują na wdzięczność". Podkreślał, że Stany Zjednoczone intensywnie pracują na rzecz wsparcia ukraińskich żołnierzy i przypominał o dostarczanym Ukrainie sprzęcie. (...)

Z kolei Bloomberg podaje nieoficjalnie, że we wtorek w Wilnie, podczas kolacji przywódców państw NATO, gdy Joe Biden udał się do hotelu, inni przywódcy mówili Zełenskiemu, że "ma ochłonąć i spojrzeć na pełen obraz sytuacji". Agencja podaje, że przywódcy krajów sojuszniczych szukali w Wilnie "języka, który wskazywałby na postęp i mógłby być sprzedany Ukrainie jako postęp", ale w najmniejszym stopniu nie przybliżałby ich do wciągnięcia w wojnę z Rosją. Bloomberg podaje ponadto, że to Stany Zjednoczone i Niemcy nie chciały konkretnych obietnic dla Ukrainy. Wcześniejszy projekt komunikatu NATO miał zawierać bardziej konkretną ścieżkę ewentualnego przystąpienia Ukrainy do Sojuszu. Pod wpływem Scholza i Bidena zmiany miały nastąpić tuż przed początkiem szczytu.

gazeta.pl

środa, 12 lipca 2023



Turecki prezydent od tygodni negocjuje swoje warunki przystąpienia Szwecji do NATO, wywierając presję na kurdyjskich aktywistów w Sztokholmie, domagając się od Waszyngtonu myśliwców F-16, a następnie wycofuje się na kilka godzin przed kluczowymi rozmowami mediacyjnymi prowadzącymi do szczytu NATO i stawia nowy warunek prosto z kapelusza — ustępstwa w procesie akcesyjnym Turcji do UE.

Wszystko to, a następnie, tego samego wieczoru, wyraża zgodę na przystąpienie Szwecji do NATO. Nie osiągnąwszy niczego istotnego w kwestii UE! Po co więc to wszystko? Czy turecki prezydent działa bez zastanowienia, czy też cała ta strategia jest w jakiś sposób genialna?

— Erdogan jest całkiem dobrym negocjatorem — mówi Yasar Aydin, ekspert z Centrum Studiów nad Turcją w Berlinie. — Chciał podbić cenę za swoją zgodę i chciał zademonstrować swoim ludziom: Spójrzcie, nie poddam się tak łatwo, będę negocjował do ostatniej sekundy, uzyskam najlepszy możliwy wynik dla Turcji.

Przewodniczący Rady UE Charles Michel napisał na Twitterze po rozmowie z Erdoganem w poniedziałek wieczorem, że on i Turcja "przedyskutowali sposoby przywrócenia współpracy i nadania naszym stosunkom nowej energii".

To bardzo słaby sygnał w porównaniu z tym, do czego wzywał Erdogan, a mianowicie, że UE powinna utorować drogę do członkostwa Turcji, tak jak Ankara mogłaby utorować drogę do członkostwa Szwecji w NATO. Mimo wszystko Erdogan po raz kolejny opuścił boisko jako zwycięzca.

Prezydent USA Joe Biden mniej więcej przyznał mu rację w sprawie myśliwców, a UE nieco się przesunęła. Erdogan zażądał wiele i coś osiągnął. To wystarczy, by usłyszał oklaski w domu. Ale co ten rodzaj polityki oznacza dla przyszłości stosunków Turcji z Zachodem? W końcu Erdogan właśnie rozpoczął trzecią kadencję i będzie rządził przez najbliższe lata.

— Jeśli chodzi o przystąpienie do UE, nie należy spodziewać się przełomu — mówi Aydin. — W odpowiedzi na żądania Erdogana kanclerz Olaf Scholz jasno stwierdził przecież, że członkostwo Szwecji w NATO i przystąpienie Turcji do UE nie mogą być ze sobą powiązane. A przede wszystkim Erdogan musiałby wprowadzić demokratyczne zmiany i reformy, które zagroziłyby jego własnej władzy, takie jak niezależne sądownictwo, wolność dla członków opozycji i niezależnych umysłów, takich jak opozycyjny polityk Selahattin Demirtas i mecenas Osman Kavala, którego uwolnienia zażądał Europejski Trybunał Praw Człowieka. Erdogan nie ustąpi w tych kwestiach.

Oczywiście, prezydent wie, że nie ma możliwości przystąpienia do UE na tych warunkach. A Europejczycy nie mają obecnie żadnego istotnego powodu, by promować członkostwo Turcji. Chodzi o coś innego: — W obliczu katastrofalnej sytuacji tureckiej gospodarki Erdogan potrzebuje współpracy technologicznej i inwestycji z Europy. Dlatego też zwraca się w stronę Europejczyków. Z kolei UE potrzebuje Turcji jako partnera w polityce migracyjnej i mediatora wobec Rosji w wojnie w Ukrainie.

Ta trójstronna relacja między Turcją, Zachodem i Rosją powinna determinować przyszłą politykę prezydenta Erdogana. Hazardzista Erdogan kontynuuje więc swoją dość udaną grę między Wschodem a Zachodem. — W tej chwili Rosja jest osłabiona — mówi Aydin. — Erdogan może sobie pozwolić na oszukiwanie Putina, na przykład przyjmując ukraińskiego prezydenta Zełenskiego i pozwalając mu na podróż do domu z pięcioma dowódcami pułku Azow.

— Nie będzie już wyraźnej orientacji zachodniej, do której dążył Erdogan w latach 2003-2006 — mówi Aydin. Turecki prezydent będzie nadal manewrował między blokami i starał się jak najlepiej wykorzystać każdą sytuację.

Oznacza to jednak kryzysy, ponieważ próbując wykorzystać geopolityczne warunki pogodowe, prezydent czasami wdaje się w przedziwne przygody i zależności. Na przykład w Libii udzielił wsparcia wojskowego uznawanemu przez społeczność międzynarodową rządowi Fayeza al-Sarraja przeciwko rebelianckiemu generałowi Khalifie Haftarowi. Przyniosło mu to polityczne zwycięstwo nad Francją i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które poparły Haftara, ale zwrot był nieproporcjonalny do nakładów finansowych.

Erdogan najechał Syrię, by walczyć z kurdyjską PKK. Ale to też było kosztowne, a teraz Erdogan musi rozmawiać z prezydentem Syrii Baszirem Al-Asadem, aby mógł pozbyć się przynajmniej części z 3 mln uchodźców w swoim kraju. Do tego potrzebuje Rosji. Gra Erdogana staje się coraz bardziej skomplikowana, ale na tę grę jest skazany.

Niektórzy obserwatorzy uważają, że trzecia kadencja będzie ostatnią kadencją Erdogana i że prezydent teraz się uspokoi. Ale opanowanie i przewidywalność są trudne do pogodzenia z jego stylem polityki. I dlaczego w ogóle miałaby to być jego ostatnia kadencja? Za cztery lata prezydent będzie miał 73 lata. Niektórzy mogą uważać, że to dobry wiek na emeryturę, nie wiemy jednak, czy Erdogan myśli w ten sam sposób. Skromność nigdy nie była jedną z jego wybitnych cech.

onet.pl/Die Welt

wtorek, 11 lipca 2023


Przede wszystkim współczesna technologia pozwala obserwować pole walki z "bezprecedensową dokładnością", a sztuczna inteligencja jest w stanie identyfikować cele i priorytety szybko i precyzyjnie.

Jednak zachodnie armie nie są jeszcze dostosowane do optymalnego wykorzystania takich technologii, zaś tempo działania sił zbrojnych USA dostosowane jest do potrzeb "czołgów lub śmigłowców", ale "zbyt wolne, by dotrzymać tempa cyber (technologii)" - mówi T.J. Holland z XVIII Korpusu Sił Powietrznych USA.

Druga lekcja z walki z rosyjskim agresorem jest taka, że armia, by przetrwać, musi umieć się rozproszyć, kryć i nieustannie pozostawać w ruchu. Kamuflaż "jest z powrotem w modzie", kwatery główne powinny być małe, często przemieszczane i muszą koniecznie maskować swoje sygnały radiowe. Jeden z brytyjskich rozmówców "Economista" zwraca uwagę, że ukraińscy żołnierze, którzy w dramatycznych warunkach nauczyli się minimalizować swój ślad elektroniczny, nie włączają swoich telefonów komórkowych nawet podczas szkoleń na angielskiej wsi.

Po trzecie: technologia pozwala na zbieranie informacji i podejmowanie decyzji wojskowym coraz niższej rangi. Ukraiński żołnierz posiadający aplikację Delta, terminal Starlink i dron kamikadze może zadecydować o uderzeniu w ważny cel, co do niedawna byłoby tylko w gestii wysokiej rangi dowódców. Decydującym wydarzeniem pierwszego dnia rosyjskiej agresji było strącenie pierwszego samolotu bojowego najeźdźcy, czego "prawdopodobnie dokonała jedna osoba z telefonem, (pociskiem) Stinger i dronem" - mówi brytyjski generał Chris Barry.

Te zmiany na polu walki poważnie skomplikują logistykę, zmuszą siły zbrojne do zmian w rekrutacji i szkoleniach, tak by położyć nacisk na inicjatywę i wiedzę techniczną. Kiedyś armie koncentrowały siły, aby osiągnąć masę krytyczną. Teraz będą musiały działać w sposób zdecentralizowany, a logistycy będą musieli dostarczyć żywność, leki i pomoc medyczną do bardzo wielu małych oddziałów.

Jest też czwarta lekcja - pisze "Economist". - Jeśli obie strony konfliktu dysponują technologią na podobnym poziomie, to nadal ta armia, która jest mniejsza i nie jest w stanie uzupełniać strat, przekona się, że "żadna doza cyfrowej magii i taktycznego myślenia nie jest w stanie jej uratować".

PAP

Kilka dni po "buncie" Prigożyna do Libii udał się rosyjski wysłannik, by spotkać się z Khalifą Haftarem, samozwańczym generałem, rządzącym na dużym obszarze tego kraju. Jego przesłanie było uspokajające: ponad 2000 bojowników, techników, agentów politycznych i administratorów grupy Wagnera pozostanie w kraju, informuje gazeta.

- Nie będzie żadnych problemów. Mogą nastąpić pewne zmiany na szczycie, ale mechanizm pozostanie ten sam: ludzie w terenie, ludzie z pieniędzmi w Dubaju, kontakty i zasoby zaangażowane w Libii - powiedział wysłannik Haftarowi. - Nigdzie się nie wybieramy - dodał.

(...)

Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, zapewnił w zeszłym tygodniu, że bojownicy Grupy Wagner rozmieszczeni na kontynencie nie zostaną wycofani. W wywiadzie dla Russia Today Ławrow obiecał, że "instruktorzy" i "prywatni najemnicy wojskowi" pozostaną w Republice Środkowej Afryki i w Mali, dwóch krajach, w których Grupy Wagnera prowadzi największe działania.

Najbardziej rozwinięte operacje handlowe Grupa Wagnera prowadzi w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie jest obecna od 2018 r., a przybyła, by wzmocnić reżim prezydenta Faustina-Archange'a Touadery, który walczył z ofensywą rebeliantów. Wagnerowcy rządzą tam kopalniami złota, produkują piwo i napoje spirytusowe, uzyskali też koncesję na eksploatację lasów deszczowych na południu kraju.

Wydobyciem i handlem złotem Grupa Wagnera zajmuje się również w Sudanie, choć działania te zostały trochę ograniczone z powodu walk wewnętrznych w tym kraju. Wagnerowcy nie angażują się tam w starcia zbrojne, lecz skupiają na wydobyciu, przetwórstwie i sprzedaży kruszcu za granicę w porozumieniu z Siłami Szybkiego Reagowania (RSF), jedną ze stron domowego konfliktu, której wagnerowcy dostarczają też broń.

Najmniejsze zyski z handlu złotem wagnerowcy mają w innym państwie Afryki Subsaharyjskiej, w Mali, jednak władze USA uważają, że rząd tego kraju zapłacił Prigożynowi ponad 200 milionów dolarów za "utrzymanie porządku" w kraju, co miało wpływ na wycofanie misji pokojowej ONZ z tego kraju.

Destabilizujący wpływ Grupy Wagnera na afrykańskie reżimy jest już widoczny - zauważa "The Guardian". W Republice Środkowoafrykańskiej wysocy rangą urzędnicy domagali się zapewnienia, że Rosja będzie nadal wspierać kampanię prezydenta Touadery na rzecz zmiany konstytucji, aby umożliwić mu trzecią kadencję na stanowisku prezydenta. Referendum ma się odbyć w przyszłym miesiącu.

"The Guardian" poinformował też, że Grupa Wagnera działa także (choć z różnym natężeniem) w Kenii, Mozambiku, Burkina Faso, Gwinei Równikowej, Demokratycznej Republice Kongo, Zimbabwe, RPA oraz na Madagaskarze.

PAP

Wojska ukraińskie kontynuują działania zaczepne na froncie zaporoskim. W ostatnich dniach walki koncentrowały się w okolicy wsi Robotyne, gdzie pododdziały 47. i 65. Brygady Zmechanizowanej od ponad miesiąca próbują sforsować linię obrony rosyjskiej 42. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych. Ukraińcy nie zanotowali istotnego postępu również na południe od Wełykiej Nowosiłki, przy czym punkt ciężkości ich natarcia znajdował się w ostatnich dniach w okolicach Pryjutnego. Według źródeł rosyjskich atakujący używają na tych kierunkach głównie niewielkich grup szturmowych piechoty (w sile plutonu–kompanii), wspieranych ogniem pojedynczych czołgów i bojowych wozów piechoty. Ciężkie walki toczą się pod Bachmutem, gdzie oddziały ukraińskie atakują skrzydła rozciągniętego zgrupowania rosyjskiego – napotykają tam jednak twardy opór i nie dokonują przełamania pozycji przeciwnika. Kluczowe odcinki natarcia to pas Kurdiumiwka–Andrijiwka–Kliszczijiwka oraz wieś Berchiwka (odpowiednio na południe i na północ od Bachmutu).

Najeźdźcy utrzymują inicjatywę na odcinku frontu rozciągającym się od granicy państwowej do Dońca (pogranicze obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego). Oddziały ze składu 1. Armii Pancernej, 11. Korpusu Armijnego, 2., 20. i 41. Armii oraz zgrupowania wojsk powietrznodesantowych atakują pozycje ukraińskie, próbując w całości opanować drogę Kupiańsk–Swatowe oraz osiągnąć linię rzeki Żerebeć od Makijiwki do ujścia. Najcięższe walki toczyły się w ostatnich dniach w okolicach wsi Nowoseliwśke i Torśke oraz w lasach nad Dońcem, lecz nie przyniosły one Rosjanom istotnych zysków terenowych. Bezskutecznie atakowali oni także pozycje obrońców w Donbasie, przede wszystkim w Marjince oraz w okolicach Awdijiwki.

W ciągu ostatnich czterech dni zmalała intensywność ataków agresora na cele położone w głębi Ukrainy. W nocy z 7 na 8 lipca obrona przeciwlotnicza zadeklarowała zestrzelenie pięciu dronów Shahed 136/131, jednak kilka innych trafiło w nieznane obiekty położone w obwodach dniepropetrowskim i kirowohradzkim. W nocy z 10 na 11 lipca Rosjanie wystrzelili 28 dronów, z których 26 mieli zestrzelić Ukraińcy. Głównym celem ataku był port zbożowy w Odessie, gdzie dwa drony trafiły w budynki administracyjne (spośród 24 skierowanych na ten obszar), a odłamki miały spowodować zapłon terminali zbożowych. Według lokalnych źródeł agresor użył także rakiet S-300 do uderzenia na Zaporoże (7 lipca) oraz Mikołajów (10 lipca). Nie zanotowano przy tym żadnego ataku dokonanego za pomocą pocisków balistycznych i manewrujących. Ze względu na rosnącą aktywność rosyjskiej artylerii, moździerzy oraz grup dywersyjnych 10 lipca władze obwodu sumskiego zadecydowały o przymusowej ewakuacji ludności cywilnej w pięciokilometrowej strefie nadgranicznej.

(...)

Komentarz

Na froncie zaporoskim Ukraińcy konsekwentnie prowadzą działania zaczepne, polegające na atakowaniu Rosjan niewielkimi pododdziałami szturmowymi wspieranymi przez broń pancerną. Jak się wydaje, głównym celem dowództwa ukraińskiego na tym etapie operacji nie jest posuwanie się do przodu za wszelką cenę, lecz systematyczne osłabianie oddziałów piechoty przeciwnika na pierwszej linii, niszczenie jego artylerii, punktów dowodzenia i logistyki. Wykorzystując doświadczenia z ofensywy w obwodzie chersońskim z ubiegłego roku, Ukraińcy będą dążyli do zaatakowania osłabionego wroga w dogodnym dla siebie miejscu i czasie. Aktualnie zgrupowanie rosyjskie na froncie o długości ponad 150 km (liczonej od Wasyliwki do Wuhłedaru) składa się z rozciągniętych w pierwszej linii czterech armii (58., 35., 5. i 36.), przy czym nie posiada ono silnych odwodów, które mogłyby zostać wykorzystane do wyprowadzenia kontrnatarcia w wypadku przerwania frontu przez Ukraińców. Rezerwy rosyjskie na froncie zaporoskim złożone są w tym momencie z kilku brygad, z których znaczna część znajduje się już w rejonie walk.

Decyzja o przekazaniu przez USA artyleryjskich pocisków kasetowych DPICM Kijowowi wzbudziła kontrowersje w gronie państw zachodnich. Stany Zjednoczone, Ukraina, Rosja nie są sygnatariuszami Konwencji o zakazie użycia amunicji kasetowej z 2008 r., której stroną jest szereg państw Sojuszu. Prezydent Joe Biden zaznaczył jednocześnie, że decyzję spowodowały niedobory pocisków artyleryjskich po stronie zarówno ukraińskiej, jak i amerykańskiej. Dostarczanie DPICM będzie trwało jedynie do momentu, aż Pentagon uzupełni swoje zapasy klasycznej amunicji artyleryjskiej i znów będzie mógł wysyłać jej więcej Ukrainie. Proces ten może zająć nawet parę miesięcy. Pojedynczy artyleryjski pocisk kasetowy 155 mm DPICM zawiera 88 podpocisków, które rozpraszają się na obszarze ok. 200 m oraz są zdolne obszarowo zwalczać piechotę i cele opancerzone (pancerz do 4 cm).

Uwolnienie internowanych w Turcji żołnierzy pułku Azow należy uznać za duży sukces prezydenta Ukrainy, który wykazał, że jest zdolny doprowadzić do zerwania niejawnych porozumień z Rosją w kwestii przetrzymywania jeńców. Kluczowe było w tej sprawie pozyskanie osobistego wsparcia ze strony prezydenta Erdoğana prowadzącego asertywną politykę wobec Moskwy. W wymiarze wewnętrznym Zełenski umocnił wizerunek skutecznego polityka dbającego o los każdego ukraińskiego żołnierza.

osw.waw.pl

Turcja zrezygnowała ze sprzeciwu wobec przystąpienia Szwecji do NATO. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zgodził się na przekazanie szwedzkiego wniosku do zatwierdzenia w parlamencie — powiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg w poniedziałek wieczorem, tuż przed szczytem NATO w Wilnie.

W ten sposób Turcja dokonała zwrotu. Wcześniejsza decyzja Erdogana była nową przeszkodą na drodze Sztokholmu do członkostwa w NATO. Turcja blokowała przyjęcie Szwecji, argumentując, że ​​kraj na północy Europy nie angażuje się w walkę z kurdyjskimi grupami, które przez tureckie władze są postrzegane jako ekstremistyczne. W poniedziałek na dzień przed szczytem Stoltenberg podjął ostatnią próbę mediacji.

Szwecja przez długi czas pozostawała neutralna militarnie. Po ataku Rosji na Ukrainę jej podejście się jednak zmieniło i kraj ten, podobnie jak Finlandia, złożył wniosek o członkostwo w NATO. Helsinki mogły przystąpić do Sojuszu Północnoatlantyckiego już w kwietniu. Wniosek Szwecji został jednak zablokowany przez Turcję i Węgry.

W czwartek szef gabinetu węgierskiego premiera Viktora Orbana zadeklarował, że Węgry nie będą blokować szwedzkich starań. "Zakończenie procesu ratyfikacji pozostaje teraz już tylko kwestią techniczną" – wyjaśnił minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto na Facebooku. Stanowisko Węgier jest jasne: rząd popiera wejście Sztokholmu do Sojuszu Atlantyckiego.

Stoltenberg nie powiedział, kiedy parlament turecki ratyfikuje przystąpienie Szwecji do NATO. Erdogan obiecał, że zrobi to jak najszybciej. Kolejne posiedzenie tureckiego parlamentu planowane jest na dziś, co oznacza, że ​​przynajmniej w teorii decyzja może zostać podjęta jeszcze w trakcie trwającego szczytu w Wilnie. Jeśli węgierski parlament również dokona ratyfikacji wystarczająco szybko, Szwecja mogłaby oficjalnie zostać wkrótce 32. członkiem NATO.

onet.pl