sobota, 8 lipca 2023


Rozmieszczenie prawie całego rosyjskiego Wschodniego Zgrupowania Sił i rozległych elementów SMD na linii frontu w południowej Ukrainie sugeruje, że rosyjska obrona na południu Ukrainy może być krucha. Z raportu Mashovetsa wynika, że ​​jedyne rezerwy, jakie rosyjskie wojsko utrzymuje na południu Ukrainy, to pododdziały 29. Armii Połączonej – najmniejszej połączonej armii Wschodniego Okręgu Wojskowego, która ma tylko jedną brygadę manewrową: 36. Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych. Elementy 36. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych brały udział w bitwie o Kijów na początku 2022 r. i walczyły pod Vuhledar na początku 2023 r., w związku z czym prawdopodobnie uległy degradacji. 

(...)

Rosja tymczasowo, przynajmniej częściowo, odłączyła się od globalnego internetu podczas testu swojego systemu „suwerennego internetu” w nocy z 4 na 5 lipca. Rosyjskie media państwowe RBK powołały się na źródła telekomunikacyjne, które twierdziły, że Rosja pomyślnie przeprowadziła nocny test systemu Suwerennego Internetu. Podobno test uniemożliwił Rosjanom dostęp do popularnych zachodnich usług, w tym Google i Wikipedii, zachowując jednocześnie dostęp do rosyjskich usług internetowych. Test prawdopodobnie odłączył niektóre rosyjskie służby rządowe, w tym Koleje Rosyjskie oraz rosyjski federalny organ nadzoru weterynaryjnego i rolniczy Rosselchoznadzor. Rosyjscy operatorzy telekomunikacyjni Megafon i Beeline również zgłaszali awarie podczas testu. Kontynuowane testy i rozwój „suwerennego internetu” wskazują, że Kreml kontynuuje długofalowe starania o odizolowanie Rosji od wpływów Zachodu i sfery globalnej, co prawdopodobnie będzie miało konsekwencje wykraczające poza przestrzeń informacyjną. Rosyjska gospodarka prawdopodobnie znacząco odczułaby przedłużającą się izolację od Internetu, ponieważ duża część handlu międzynarodowego opiera się na globalnym Internecie.

understandingwar.org

Nie sądzę, by nieformalne rozmowy byłych dyplomatów z Siergiejem Ławrowem na temat wojny w Ukrainie odbywały się na polecenie Białego Domu i administracji - powiedział PAP Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Jak dodał, pojawienie się doniesień o tych kontaktach tuż przed szczytem NATO w Wilnie budzi jego podejrzenia.

Fried odniósł się w ten sposób w rozmowie z PAP do doniesień NBC News o tym, że trójka byłych amerykańskich oficjeli, a obecnie członków Rady ds. Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations, CFR), odbyła w kwietniu w Nowym Jorku potajemne rozmowy z szefem rosyjskiej dyplomacji, mające wybadać grunt pod potencjalne negocjacje nt. zakończenia wojny na Ukrainie.

Zdaniem Frieda, wieloletniego dyplomaty i obecnie eksperta think-tanku Atlantic Council, trójka członków CFR - odchodzący prezes Richard Haass, Thomas Graham i Charles Kupchan - nie cieszy się szczególnymi wpływami wewnątrz administracji, ani nie jest wiarygodna dla Ukraińców.

- Być może mieli jakieś rozmowy z Ukraińcami - mam taką nadzieję. Ale nie mogę sobie wyobrazić, by to były osoby, które potrafiliby wynegocjować układ, który byłby zaakceptowany przez Ukraińców - oni nie są uważani za przychylnych Kijowowi, ani wiarygodnych w oczach Ukraińców. Myślę też, że z pewnością nie działali oni w imieniu administracji Bidena - ocenia Fried.

onet.pl

piątek, 7 lipca 2023


Jedną z najistotniejszych tajemnic wojny w Ukrainie jest to, ile Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) nie wie o prawdziwych intencjach Władimira Putina i Wołodymyra Zełenskiego - pisze w piątek amerykański "Newsweek".

Dziennikarze tygodnika przeprowadzili trzymiesięczne śledztwo, w trakcie którego rozmawiali z kilkunastoma analitykami i pracownikami wywiadu. Z rozmów wynika, że działania amerykańskiego wywiadu rozciągnięte są obecnie na tyle sfer, że objęcie ich w ramach jednej agencji, jest po prostu niemożliwe.

W ocenie tygodnika ukraiński prezydent stał się prawdziwym mistrzem w politycznym rozgrywaniu konfliktu tak, by uzyskiwać to, na czym mu zależy. Chociaż główne reguły gry wyznacza mu Waszyngton, to kontrola Ukraińców nie jest dla Stanów Zjednoczonych prosta. "Ukraiński prezydent zaakceptował to, że Kijów nie może zaatakować Rosji na jej terytorium. W trakcie trwania wojny Ukraińcy już jednak wielokrotnie sygnalizowali, że nie do końca chcą się podporządkować" - pisze "Newsweek".

Po dokładnej analizie okazuje się, że takich sytuacji było więcej - od operacji specjalnych za granicą ukraińsko-rosyjską, przez uderzenia na strategiczne magazyny w Rosji czy atak dronów na Kreml. Zdaniem "Newsweeka" Zełenski poczuł, że może wygrać ten konflikt, a Ukraińcy testują, jak daleko mogą się posunąć w swoich akcjach ofensywnych bez narażania się na gniew sojuszników.  

"Newsweek" zwraca uwagę, że prawdziwe problemy dla CIA spowodowały informacje, iż to Amerykanie stoją za atakami na Nord Stream. USA nie udało się ustalić źródła tej plotki, a Ukraina zaprzeczyła zaangażowaniu pomimo podejrzeń amerykańskiego wywiadu. - Nie mamy nic wspólnego z nieszczęściem na Bałtyku i nie mamy żadnych informacji o grupach sabotażowych - powiedział główny doradca Zełenskiego, nazywając wszelkie spekulacje ''zabawnymi teoriami spiskowymi''.

Drugim problemem amerykańskiego wywiadu jest fala tajemniczych zgonów osób wysoko postawionych w hierarchii biznesowo-politycznej i sabotażu obiektów przemysłowych w Rosji. USA nie potrafią ustalić, na ile w te działania zaangażowani byli Ukraińcy przy ewentualnej aprobacie samego Zełenskiego. Jednocześnie jednak śledczy przyznają, że cześć śmierci mogła być efektem wewnętrznych porachunków wśród rosyjskiej elity. 

"Newsweek" zwraca też uwagę na rolę Polski, która stała się obecnie dla USA szczególnie istotnym krajem. Z informacji tygodnika wynika, że CIA w ścisłej współpracy z polskimi służbami koordynuje kontakty z Ukraińcami i działania sił specjalnych 20 krajów. "Polska pomaga Stanom Zjednoczonym w utrzymaniu sieci szpiegowskiej, za co otrzymuje ważne informacje" - czytamy. Efektem zacieśnienia współpracy na linii Warszawa-Waszyngton, były wydarzenia z 15 listopada, gdy w Przewodowie spadł pocisk. Tygodnik jest zdania, że Amerykanie obserwowali wówczas ślad termiczny każdej odpalanej w trakcie trwania konfliktu rakiety. Od razu mieli więc pewność, że pocisk S-300 wystrzelono z ukraińskiej wyrzutni i taka informacja została przekazana Andrzejowi Dudzie.

"Moim skromnym zdaniem CIA nie rozumie natury państwa ukraińskiego i lekkomyślnych frakcji, które tam istnieją" - stwierdził anonimowo polski urzędnik w rozmowie z ''Newsweekiem". Podkreślił, że przekonanie Kijowa do powstrzymania się od eskalacji konfliktu będzie bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.

gazeta.pl

Strategia wspierania środowisk emigracji politycznej powinna być dostosowana do specyfiki funkcjonowania rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego na emigracji (rozproszenie w różnych krajach, ważna rola współpracy transgranicznej). Oznacza to przede wszystkim potrzebę wykazania się dużą elastycznością oraz koordynowania podejmowanych aktywności między państwami  członkowskimi i instytucjami UE. Każde państwo przyjmujące zdobywa obecnie nieco odmienne doświadczenie w pracy z rosyjskimi emigrantami, zatem komunikacja i kooperacja pozwoliłyby na unikanie zbędnego dublowania działań czy lepsze rozpoznawanie słabych i mocnych stron  poszczególnych programów pomocowych. Odrębnym wyzwaniem jest określenie roli UE 
we wspieraniu aktywistów zamieszkujących w krajach trzecich, takich jak Gruzja, Armenia czy Turcja, gdzie koordynowanie posunięć z lokalnymi rządami jest mało prawdopodobne lub niemożliwe.

Strategię wsparcia należy oprzeć na dwóch kluczowych zasadach. Po pierwsze, zachodni donatorzy powinni być otwarci na nowe wartościowe inicjatywy i młode pokolenie aktywistów. Obecnie problemem pozostaje pomaganie od lat tym samym, dobrze znanym osobom i grupom, najlepiej rozpoznawalnym na Zachodzie, ale niekoniecznie zdolnym do najefektywniejszej działalności. Bardziej zobiektywizowane podejście, skoncentrowane na wspieraniu nie tyle ludzi czy organizacji, co konkretnych inicjatyw, będzie wymagało rozległej i aktualizowanej na bieżąco wiedzy o sytuacji w Rosji i w środowiskach emigracyjnych. Po drugie, należy wzmocnić kontakty i współpracę między rosyjskimi aktywistami a społeczeństwami obywatelskimi krajów przyjmujących, w tym poprzez wspólną realizację projektów (co dodatkowo pogłębi wiedzę rosyjskich partnerów na temat merytorycznego i finansowego know-how w zakresie zarządzania projektami unijnymi). 

W obliczu dużej liczby funkcjonujących obecnie organizacji i inicjatyw założonych przez rosyjskich emigrantów wyzwaniem będzie zaprojektowanie zachodniego wsparcia (organizacyjnego, prawnego i finansowego) w taki sposób, żeby z jednej strony wspomagać różnorodność (szczególnie potrzebną w sektorze medialnym), a z drugiej – uniknąć nadmiernego rozproszenia ograniczonych środków. Należy liczyć się z tym, że wsparcie będzie potrzebne przez długi okres i że będzie kosztowne, jeśli ma przynieść odpowiednie rezultaty (np. dobry jakościowo produkt medialny). 

Niezależnie od potencjału i entuzjazmu aktywistów, ale też stopnia efektywności rosyjskich inicjatyw, priorytetem dla zachodnich podmiotów pozostanie pomoc dla Ukrainy. Jednocześnie dostępne środki będą się zapewne kurczyć, przede wszystkim z uwagi na koszty wojny i odwrotu od handlu z FR dla europejskich budżetów. Podmioty rosyjskie będą zatem musiały ostro ze sobą konkurować, redukując koszty administracyjne i podnosząc jakość swojej oferty. Niezbędne będzie stopniowe przeorientowanie części z nich, zwłaszcza mediów, na biznesowy model funkcjonowania (optymalnie w ciągu  najbliższego roku lub dwóch nadchodzących lat), co może się okazać bardzo trudne (o przyczynach wspomniano wyżej).

(...)

Jednym z kluczowych kierunków wsparcia jest zwiększenie obecności i rozpoznawalności rosyjskich środowisk demokratycznych i antywojennych w przestrzeni publicznej krajów przyjmujących.  Strategicznym celem powinno być upowszechnianie informacji o aktywności „innej Rosji” – przede wszystkim, by przełamać obecny w wielu krajach mit, że społeczeństwo rosyjskie jest prokremlowskim monolitem i że strategia wobec FR powinna z konieczności stanowić kontynuację dotychczasowych prób porozumienia się z dyktaturą. W tym zakresie bardzo wiele będzie zależało od tychże środowisk – na ile będą one w stanie zaprezentować wymierne rezultaty swojej pracy oraz na ile będą zjednoczone i przedstawią spójną wizję swojej dalszej działalności i własne pomysły na przyszłość kraju.

Rosyjskie społeczeństwo obywatelskie za granicą wciąż znajduje się na wczesnym etapie samoorganizacji, choć widać już pierwsze efekty odbudowy działalności poszczególnych organizacji i projektów relokowanych z FR. Powstaje też wiele nowych inicjatyw, niemniej otwarte pozostaje pytanie, ile z nich przetrwa kolejne lata, zwłaszcza że konkurencja o wsparcie i rozpoznawalność – zarówno w Rosji, jak i w krajach przyjmujących – będzie bardzo duża. Szczególnie dobrze ze skutkami emigracji poradziły sobie niezależne media, które dość szybko odzyskały słuchaczy i widzów przejściowo utraconych w związku z relokacją. Widać również pierwsze próby jednoczenia środowisk emigracyjnych, choć jest zbyt wcześnie, by oceniać ich efektywność.

Skala emigracji politycznej z Rosji i rosnąca represyjność reżimu putinowskiego wymagają skoordynowanego wsparcia Zachodu dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego. Wsparcie to powinno być traktowane nie tylko jako pomoc humanitarna dla represjonowanych, lecz przede wszystkim jako realizacja strategii na rzecz przyszłych przemian politycznych w Rosji. Ponieważ agresywny, rewizjonistyczny kurs Kremla wynika w znacznej mierze z logiki wewnątrzpolitycznej ewolucji reżimu, jedyną szansą na trwałą stabilizację otoczenia międzynarodowego FR jest liberalizacja systemu politycznego w okresie postputinowskim. I choć społeczeństwo obywatelskie nie odegra decydującej roli w doprowadzeniu do niej (kluczowe będą działania podejmowane przez elity polityczne pod naciskiem Zachodu), to może stanowić ważne zaplecze dla wdrażania reform, również dzięki nabytej w krajach przyjmujących wiedzy na temat rozwiązań demokratycznych.

Raport OSW - Rosyjska emigracja w RFN

Po niecałych dwóch miesiącach przerwy centrum uwagi znów staje się Bachmut. Ukraińcy zwiększyli skalę ataków na flankach zrujnowanego miasta i ewidentnie chcą zagrozić Rosjanom jego częściowym okrążeniem. To najpewniej element gry mającej sprawić, że popełnią oni jakiś poważny błąd.

Gry będącej niezwykle ważnym elementem trwających od miesiąca działań ofensywnych Ukraińców. Obie strony nie zaangażowały jeszcze do walk swoich głównych odwodów, czyli sił trzymanych w pewnej odległości za frontem, gotowych do użycia w kluczowych momentach, które mogą zadecydować o wyniku aktualnej rundy walk. Ukraińcy ewidentnie starają się skłonić Rosjan do popełnienia błędu w gospodarowania tymi oddziałami.

Taki wniosek można wysnuwać na bazie dwóch faktów. Po pierwsze według szacunków właściwie wszystkich obserwatorów tego konfliktu, Ukraińcy do swoich operacji ofensywnych trwających od początku czerwca zaangażowali około 1/3 swoich dostępnych sił. Nie licząc tych, które cały czas były na froncie i walczyły. Można to ocenić po tym, jakie oddziały pojawiają się na nagraniach z walk i w oficjalnych komunikatach. Oceny co do Rosjan są mniej jednoznaczne, jednak wydaje się bardziej niż prawdopodobne, że oni też do tej pory nie zaangażowali swoich głównych odwodów. Do reagowania na ukraińskie ataki mieli używać głównie takich lokalnych.

Drugi fakt jest taki, że Ukraińcy od początku czerwca wywierają mocną presję nie w jednym punkcie, ale w kilku. I zmieniają punkt ciężkości. Tak, żeby utrudnić Rosjanom ocenę, gdzie może nastąpić decydujące uderzenie przy użyciu tych 2/3 ukraińskich brygad stojących w odwodzie. Do niedawna najbardziej aktywny kierunek zaporoski, teraz wydaje się ustępować znaczeniem rejonowi Bachmutu. Ukraińcy wywierają mocną presję na flankach miasta. W samych ruinach walki są sporadyczne i głównie ograniczają się do ostrzału artyleryjskiego. Choć w ostatnich dniach Ukraińcy mieli zbliżyć się do południowo-zachodniego krańca miasta, w rejonie dużych ogródków działkowych.

Znacznie intensywniejsze walki toczą się kilka kilometrów dalej na południe w rejonie wsi Kliszczijiwka. Znajduje się ona u podnóży wzgórz, dominujących nad całą okolicą. Rosjanie wdarli się na nie pod koniec zimy. Teraz Ukraińcy prawie całkowicie je odbili. Od kilku dni trwa wymiana ciosów na ich samym krańcu tuż przed wsią. To Ukraińcy zajmują teren, to są wyrzucani przez rosyjski kontratak, to jest on niszczony przez ukraińską artylerię i kontrkontratak. Aktualnie Rosjanie mają nadal się trzymać ostatnich umocnień przed wsią. Skala walk nie jest jednak duża, bo mowa o odcinku frontu długim na mniej niż 10 km, na którym działania są prowadzone zazwyczaj grupami od kilkunastu do kilkudziesięciu żołnierzy, wspieranych z dystansu przez wozy opancerzone i artylerię. Starcia są jednak bardzo intensywne i trwają tak już od wielu dni. Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie codziennie rzucają do walki nowy kilkudziesięcioosobowy pododdział, który następnego dnia jest na tyle przetrzebiony, że potrzeba następnego.

Podobne walki toczą się na północ od miasta, z centrum w rejonie wsi Berchiwka i położonych obok wzgórz kontrolowanych przez Rosjan. Ukraińcy atakują tam już od wielu tygodni ze zmiennym natężeniem. Aktualnie ma ono być w tych górnych wartościach. Ukraińskie wojsko regularnie notuje postępy, ale są one drobne. Ze standardowej w tej fazie wojny kategorii jeden zagajnik albo jeden opornik (pozycja umocniona). Sytuacja Rosjan, dodatkowo okładanych celnym i dość intensywnym ogniem ukraińskiej artylerii, ma być jednak trudna. W ciągu ostatniego tygodnia pojawił się szereg doniesień o kierowaniu w rejon Bachmutu posiłków. Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie mają tam już około 50 tysięcy ludzi, czyli 1/3 sił na całym froncie wschodnim, przez który rozumiany jest odcinek od Bachmutu po granicę z Rosją na północy.

(...)

gazeta.pl

czwartek, 6 lipca 2023


Wrażliwość Rosjan na inflację wynika z dwóch okoliczności.

Po pierwsze — to doświadczenie XX w., które w jakiś sposób zapisało się w pamięci rodzinnej niemal każdego Rosjanina. W ciągu ostatniego stulecia oszczędności poddanych imperium dewaluowały czterokrotnie — z powodu I wojny światowej i rewolucji, kolektywizacji i industrializacji, II wojny światowej oraz przejścia do gospodarki rynkowej pod koniec lat 80. i na początku lat 90. XX w.

Z drugiej strony ważną rolę odgrywają tu również wspomnienia pierwszych dziesięciu lat Federacji Rosyjskiej, z jej wyniszczającym i ciągłym wzrostem cen.

Od samego początku reżim Putina działał wbrew tym wspomnieniom i obawom. Jego poddani cieszyli się dwiema dekadami stosunkowo łagodnej inflacji. Inwazja na Ukrainę była jednak przez większość rozumiana jako początek zupełnie nowej ery. Intuicja sugerowała, że era stabilnych cen wkrótce się skończy.

Tak się jednak nie stało. W pierwszych tygodniach panika cenowa wydawała się zbyt silna i wyprzedzała wydarzenia. Jednak w maju 2022 r. inflacja gwałtownie zwolniła, a w czerwcu ceny zaczęły spadać. Jesienią inflacja powróciła, ale do końca wiosny 2023 r. jej tempo było śmiesznie niskie. Wydawało się, że nic nie ma wpływu na rosyjskie ceny konsumpcyjne — ani bojkoty importu i eksportu, ani obniżka cen ropy o połowę w ciągu roku od czerwca 2022 r., ani spadek wartości rosyjskiej waluty.

Obraz byłby mniej paradoksalny, gdybyśmy pamiętali, że rosyjska polityka finansowa jest kontynuowana od ponad 30 lat. Ci, którzy obecnie rządzą, pochodzą z tego samego kręgu, który był u steru gospodarki na początku lat 90. Tłumienie wzrostu cen było ich priorytetem od samego początku.

Można zapamiętać lata 90. jako czas nurkującego rubla, można też zapamiętać je jako dekadę niemal nieprzerwanego spowolnienia inflacji. W 1992 r. wskaźnik cen konsumpcyjnych był 26 razy wyższy, w 1995 r. 2,3 razy wyższy, w 1998 r. 84 proc. wyższy, w 1999 r. 36 proc. wyższy, a w 2000 r. 20 proc. wyższy.

Pod koniec lat 90. polityka finansowa Federacji Rosyjskiej była już dość kompetentna i zrównoważona, jednak gospodarka musiała się jeszcze do niej przyzwyczaić. Inflacja spadała powoli, jakby z opóźnieniem. Mając to na uwadze, można założyć, że w dobie wojny z Ukrainą i zerwania z Zachodem odreagowanie starych zasad również nie nastąpi z dnia na dzień, a ceny nie pójdą od razu w górę.

Jednak po 24 lutego 2022 r. indeks cen rósł o 2 proc. lub więcej co tydzień. W kwietniu 2022 r. roczna stopa inflacji konsumenckiej wzrosła do 17,8 proc. Nie było ku temu żadnych warunków wstępnych, poza obawami ludzi. Rosjanie zachowywali się tak, jak myśleli, że powinni się zachowywać, gdy wybuchnie wojna — spieniężali depozyty, kupowali cukier, sól, herbatę, kawę, zapałki, kaszę gryczaną, makaron, lekarstwa, proszki do prania. Firmy, zgodnie z tą samą logiką, czekały na niedobory i konfiskaty, więc albo podniosły ceny, albo ukryły towary.

Kompetentne działania rządowych finansistów i technokratów uratowały jednak reżim. Widząc, że nie będzie kartek, zamrożenia depozytów rublowych i konfiskat, ludzie mniej lub bardziej się uspokoili.

Dalsze przedłużające się zawieszenie inflacji wydawało się zastanawiające. W kwietniu 2023 r. wskaźnik cen konsumpcyjnych wyniósł zaledwie 2,3 proc. w ujęciu rocznym. W krajach, które nie prowadzą wojny i mają bardziej komfortową sytuację, taki poziom byłby uważany za bardzo niski.

Kilka czynników połączyło się w Rosji w paradoksalny sposób. Szokujące załamanie importu spowodowane zachodnim bojkotem zostało zrównoważone spadkiem aktywności konsumenckiej. Rosjanie, oszołomieni wydarzeniami, zaopatrzyli się w artykuły gospodarstwa domowego, a dobra były kupowane znacznie rzadziej. W niektórych miesiącach 2022 r. zakupy były o 10 proc. niższe niż w 2021 r.

W 2023 r. aktywność zakupowa zaczęła rosnąć, zwłaszcza w pierwszym kwartale. Jednak nawet teraz pozostaje ona na poziomie z 2014 r.

Wycofanie się globalnych marek z rosyjskich rynków krajowych ma nie tylko negatywne konsekwencje dla Rosjan. Rządowy think tank CMACP uważa koniec "przepłacania za markę" — zastępowanie "markowych" produktów produktami o podobnych właściwościach konsumenckich, ale niemarkowymi — za ważną korzyść dla Rosji.

Prokremlowski ośrodek badawczy raportuje również wzrost podaży na rosyjskich rynkach towarów, które miały być eksportowane, ale zostały objęte zachodnim embargiem. A nadwyżka rubli w gotówce, zamiast zawyżać ceny w metropolii, wyraźnie napłynęła na podbite terytoria.

Wszystko to razem zapewniło paradoksalne zatrzymanie inflacji w kraju objętym wojną i sankcjami.

(...)

onet.pl/The Moscow Times

Ciężar odpierania ukraińskiej kontrofensywy ponoszą formacje wojskowe ściągane z całej Rosji, co podkreśla do jakiego stopnia wojna zaburzyła ustaloną strategię obronną tego kraju - przekazało w czwartek brytyjskie ministerstwo obrony.

Jak wskazano w codziennej aktualizacji wywiadowczej, w obwodzie zaporoskim, na południu Ukrainy, silnie umocnionych linii broni 58. Armia Ogólnowojskowa, która zwykle zabezpiecza niestabilny rosyjski region Kaukazu, a w okolicach Wełykiej Nowosiłki front utrzymują, 5. Armia Ogólnowojskowa i piechota morska, które rutynowo stacjonują 7000 km dalej jako równowaga dla potęgi Chin.

Z kolei wokół Bachmutu, na wschodzie Ukrainy, obrona jest obecnie w dużej mierze tworzona przez pułki powietrznodesantowe stacjonujące zwykle w zachodniej Rosji, które zwykle działają jako elitarne siły szybkiego reagowania w przypadku napięć z NATO.

"Sposób, w jaki Rosja akceptuje ryzyko w całej Eurazji, podkreśla, jak wojna zaburzyła ustaloną strategię narodową Rosji" - uważa brytyjski resort obrony.

onet.pl

Według NBC, która powołuje się na czterech byłych i dwóch obecnych przedstawicieli administracji, w kwietniu z Ławrowem spotkali się m.in. były dyplomata i szef ośrodka Center for Foreign Relations (CFR) Richard Haass, ekspert ds. Europy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w gabinecie Obamy Charles Kupchan oraz ekspert od spraw rosyjskich, były dyplomata Thomas Graham. Wszyscy to członkowie CFR.

Podczas rozmowy w Nowym Jorku miały zostać poruszone najbardziej drażliwe tematy, w tym "los kontrolowanych przez Rosję terytoriów, których Ukraina może nigdy nie wyzwolić". Miała być to jednak tylko jedna z szeregu rozmów toczących się głównie między byłymi oficjelami z USA i "prominentnymi Rosjanami" bliskimi Kremla.

Spotkania te miały na celu utrzymać kanały komunikacji z Rosją oraz wybadać grunt pod potencjalne przyszłe negocjacje dotyczące pokoju. Wśród rozmówców była też była wiceszefowa Pentagonu Mary Beth Long. Według NBC doszło do nich za wiedzą, lecz nie z polecenia administracji Bidena. Uczestnicy rozmów z Ławrowem zdali z nich relację Białemu Domowi.

NBC News komentuje, że do spotkań dochodzi na tle sygnałów, że USA i ich sojusznicy chcieliby, by Rosja i Ukraina jesienią podjęły negocjacje po zakończeniu ukraińskiej kontrofensywy. Telewizja wskazuje m.in. na niedawne doniesienia o potajemnej wizycie szefa CIA Billa Burnsa w Kijowie, podczas której dyrektor agencji miał omawiać z prezydentem Ukrainy plany kontrofensywy i rozpoczęcia negocjacji z Rosją.

Uczestnicy rozmów z Ławrowem, Haass i Kupchan, opublikowali w kwietniu na łamach pisma "Foreign Affairs" artykuł, w którym wzywali do zwiększenia pomocy wojskowej Ukrainie, by zwiększyć szanse jej ofensywy, lecz jednocześnie do podjęcia rozmów pokojowych z Rosją po jej zakończeniu. Nakreślony przez nich scenariusz mówi o wprowadzeniu zawieszenia broni, które prawdopodobnie zamieniłoby wojnę w zamrożony konflikt, na kształt tego na Półwyspie Koreańskim.

Jak zaznacza NBC, choć nieoficjalne rozmowy z udziałem osób spoza władz — tzw. Track II diplomacy — mają długą historię i tradycję, to w kontekście wojny na Ukrainie wywołują podziały w środowisku ekspertów. Telewizja cytuje m.in. byłego ambasadora USA w Moskwie Michaela McFaula, który stwierdził, że wątpliwe jest, by można znaleźć po stronie rosyjskiej odpowiednich rozmówców mających dostęp do Putina. Dodał też, że prowadzenie takich rozmów podważa deklarację prezydenta Bidena: "nic o Ukrainie bez Ukrainy".

onet.pl

Przed napaścią na Ukrainę za dolara płacono w Rosji od 70 do 80 rubli, w pierwszych dniach wojny wybuchła panika i kurs dolara podskoczył nawet do 120 rubli, potem jednak interweniował rosyjski bank centralny, nakładając szereg restrykcji na rosyjskie banki. Do tego doszły sankcje w praktyce odcinające moskiewski rynek od reszty świata. W efekcie okazało się, że podaż rubla zniknęła, bo nie ma kto go sprzedawać, więc przez parę kolejnych miesięcy jego notowania w sposób sztuczny znacząco się umocniły. Od tamtej pory jednak bank centralny stopniowo wycofuje się z restrykcji, tak więc rubel znowu traci na wartości. W ostatnich dniach ten trend nabrał większego tempa i znów jesteśmy na poziomach, które widzieliśmy tylko w czasie paniki pierwszych dni wojny. Tyle że teraz żadnej paniki nie ma.

Wzrost kursu dolara powyżej 90 rubli przykuwa uwagę także dlatego, że niedawno jeden z rosyjskich wicepremierów mówił, że optymalny dla Rosji przedział notowań to 80 do 90 rubli za dolara. Wypowiedź ta nie musiała być szczera, chodziło w niej o przekonanie opinii publicznej o tym, że wcześniejsze osłabienie waluty z okolic 60 do 80 rubli za dolara wcale nie musi być złe dla rosyjskiej gospodarki. Teraz jednak kurs opuścił już przedział narysowany przez rosyjskiego polityka tą bardziej niepokojącą stroną.

Bloomberg cytuje analityków, którzy twierdzą, że za ostatnią słabością rubla mogą stać słabsze wpływy z eksportu ropy i gazu, ponieważ surowce te tanieją, a także być może w jakimś stopniu ucieczka kapitału z Rosji za granicę w reakcji na niedawny, krótkotrwały bunt Prigożyna.

Swoją drogą, w kontekście wojny ciekawe jest też to, że rosyjski rubel od miesięcy powoli, ale systematycznie traci nie tylko do amerykańskiego dolara, ale też do ukraińskiej hrywny.

businessinsider.com.pl

(...) siły ukraińskie rozpoczęły skoordynowaną serię ataków mających na celu degradację rosyjskiej logistyki i naziemnych linii komunikacyjnych (GLOC) w całym teatrze działań. Szef sztabu obrony Wielkiej Brytanii, admirał Sir Antony David Radakin, oświadczył 4 lipca, że ​​siły ukraińskie prowadzą operację „głodzenia, rozciągania i uderzania” sił rosyjskich w celu przełamania rosyjskich linii obronnych. Szeroko zakrojona seria uderzeń na rosyjskie GLOC i logistykę byłaby odpowiednim elementem takiej strategii i częściowo przypomina kampanię przechwytywania, jaką siły ukraińskie przeprowadziły w ramach kontrofensywy chersońskiej. ISW wcześniej oceniło, że siły ukraińskie wydają się skupiać na tworzeniu asymetrycznego gradientu wyniszczenia, który chroni ukraińską siłę roboczą kosztem wolniejszego tempa zdobyczy terytorialnych, jednocześnie stopniowo zużywając rosyjską siłę roboczą i sprzęt. Ewentualna kampania przechwytywania na Ukrainie wspierająca ten wysiłek miałaby kumulatywne skutki, a jej wyniki nie byłyby od razu widoczne.

(...)

Rosja może stawiać na pierwszym miejscu produkcję niektórych rodzajów uzbrojenia i sprzętu ze względu na ograniczenia rosyjskiej bazy przemysłowej przemysłu obronnego (DIB). Hromow poinformował, że Rosja może wyprodukować 100 pocisków w ciągu miesiąca, w tym do 10 pocisków Iskander, 30 pocisków Kalibr /wersja z morza/ i do 60 pocisków manewrujących. Hromow stwierdził, że Rosja jest w stanie utrzymać to tempo produkcji niektórych systemów uzbrojenia dzięki zintensyfikowanym całodobowym działaniom w wojskowych przedsiębiorstwach przemysłowych i unikaniu sankcji. Hromow stwierdził, że spółka akcyjna Grupy Kałasznikow, Zakłady Mechaniczne Iżewsk w Iżewsku w Republice Udmurckiej wyprodukowała masowo 900 dronów Lancet w bliżej nieokreślonym czasie, z czego 850 zostało już użytych przez siły rosyjskie na Ukrainie. (...) Rosyjscy blogerzy po raz kolejny zaczęli twierdzić, że siły rosyjskie borykają się obecnie z niedoborami amunicji artyleryjskiej w niektórych sektorach frontu na Ukrainie. (...) Nie jest jasne, dlaczego Rosja jest w stanie utrzymać produkcję bardziej złożonych systemów, które wymagają komponentów bardziej objętych zachodnimi sankcjami, takich jak pociski rakietowe, podczas gdy walczy o produkcję prostszych rodzajów sprzętu i amunicji. Rosyjscy urzędnicy mogą przedkładać produkcję pocisków i amunicji krążącej nad pojazdami opancerzonymi i pociskami artyleryjskimi, chociaż takie nadanie priorytetu nie powinno od razu ograniczać produkcji tych innych systemów i amunicji w normalnych warunkach. Możliwe, że wąskie gardła lub ograniczenia organizacyjne lub kapitał ludzki w rosyjskim DIB zmuszają rosyjskich urzędników do wyboru, które systemy i uzbrojenie mają być produkowane w tempie zbliżonym do tego, czego wymagają rosyjskie operacje na Ukrainie.

understandingwar.org

środa, 5 lipca 2023


Oprócz szumu pralki nie słychać prawie nic. Tylko ptaki ćwierkają radośnie w wysokich krzakach, a z oddali dobiega grzmot artylerii. Jest też świeżo zaparzona kawa na wygodnej ławce w autobusie, który został przerobiony na pralnię. Ukryty jest pod drzewami i zamaskowany długimi gałęziami. Mała idylla w środku wojny.

Żołnierze ukraińskiej 68. Brygady piorą tu swoje mundury, ale mogą też wziąć prysznic na tyle pojazdu. W warunkach polowych to rzadki luksus. — Z tego miejsca nie mogę dokładnie określić, gdzie strzelają działa — mówi po niemiecku dowódca kompanii Wołodymyr Roweński, po czym częstuje się czekoladowym ciastkiem.

46-letni inżynier przez długi czas mieszkał z rodziną w Niemczech, a później w Szwajcarii. Natychmiast po rozpoczęciu wojny w lutym 2022 r. wrócił do Ukrainy: — Pamiętam dobrze, byłem w elektrowni wodnej w górach, gdzie pracowałem, gdy dowiedziałem się o rosyjskiej inwazji, i od razu wyjechałem do Ukrainy.

Roweński jest dowódcą kompanii liczącej łącznie 100 ludzi. Na tym stanowisku nie jesteś predestynowany do tego, by stać się sławnym. Ale kapitan ukraińskiej armii i jego jednostka trafili na pierwsze strony gazet, ponieważ zaledwie kilka dni po rozpoczęciu kontrofensywy Kijowa w czerwcu i obrazach zniszczonych czołgów Leopard i pojazdów Bradley, Roweński i jego oddział nagle byli w stanie przekazać pozytywne wiadomości.

Bojownicy zdobyli bowiem Błahodatne, miejsce na granicy obwodów donieckiego i zaporoskiego. W tym rejonie kontratak rozpoczęła 35. Brygada Morska. — Nie jesteśmy jednostką przeznaczoną do ofensywy, jak 35. Brygada — wyjaśnia z uśmiechem Roweński. —Moja kompania powinna się zajmować tylko wsparciem.

Ostatecznie jednak żołnierze Roweńskiego nie osłaniali żadnej z flanek, ale stanęli w centrum ukraińskiego natarcia. — Podjęliśmy decyzję o zdobyciu Błahodatnego samodzielnie, bez konsultacji — wyjaśnia kapitan, który zaczyna dostrzegać siwe włosy wyrastające z jego pełnej czarnej brody. — Musieliśmy działać szybko, w przeciwnym razie Rosjanie by nas zaatakowali.

Główna bitwa trwała trzy dni, po czym cel został osiągnięty. — Wyzwoliliśmy miejscowość, a także zdobyliśmy rosyjski skład broni — mówi Roweński. W ręce ukraińskich żołnierzy wpadł ogromny skład min, karabinów maszynowych, pocisków moździerzowych i innej amunicji. Dowódca kompanii stracił w ataku ośmiu ludzi, a dwa z pięciu amerykańskich opancerzonych wozów bojowych Maxpro zostały zniszczone. Rosyjska armia użyła śmigłowców szturmowych i bomb szybujących, które bardzo precyzyjnie trafiły w cele.

— Kratery miały średnicę sześciu metrów i głębokość do pięciu metrów — relacjonuje dowódca kompanii, popijając filiżankę kawy. Mimo wszystko jednostka zrobiła ważny krok naprzód. Ukraińskie siły zbrojne były w stanie zająć inne miasta na tym odcinku frontu i odzyskać obszar o łącznej powierzchni 200 km kw.

Tymczasem Roweński i jego kompania wycofali się z obszaru ofensywy i powrócili w pobliże Wuhledaru. Tam 68. Brygada od miesięcy chroni linie obrony przed rosyjskimi atakami.

Kapitan nagle przerywa rozmowę, ponieważ musi odpowiedzieć na wiadomość radiową. — Rosjanie atakują jedną z naszych pozycji i muszę dokładnie wiedzieć, co się tam dzieje — mówi z przepraszającym spojrzeniem.

Samodzielny wysiłek Roweńskiego w Błahodatnem nie przyniósł żadnej nagany. Oficer zapewnia, że inicjatywa jest mile widziana w ukraińskiej armii, o ile istnieje realny plan i duża szansa na sukces. — Na wojnie musisz być elastyczny i być w stanie działać szybko — dodaje. Z wojskami rosyjskimi jest inaczej. Muszą mieć zatwierdzone wszystkie działania, a poza tym działają tylko na rozkaz przełożonych. To sprawia, że ich reakcja jest stosunkowo powolna.

— W Błahodatnem było dużo walk od domu do domu, co utrudniało użycie naszej własnej artylerii — mówi Roweński. — Musiała działać bardzo precyzyjnie, by nie trafić własnych żołnierzy.

Naprzeciwko kompanii Roweńskiego stała jednostka z niesławnego Sztorm-Z, specjalnych sił bojowych rosyjskiej armii, które rekrutowali skazańców i wysyłali ich do walki bez odpowiedniego przeszkolenia. Niektórzy z tych przestępców trafili do ukraińskiej niewoli.

— Ale większość wrogów została zabita i ranna — mówi Roweński, robiąc krótką pauzę. Widać, że jest dumny ze swojego sukcesu. Ale nie tyle z osobistej próżności, ile z powodów strategicznych. "Dla mnie osobiście nic się nie zmieniło, ale nasza udana operacja była częścią wojny na wyniszczenie — mówi. — Rosjanie muszą zastąpić żołnierzy nowymi, a także sprowadzić dodatkowe oddziały w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

Akcja kompanii Roweńskiego pomogła odciążyć ukraińskie siły w Bachmucie, Zaporożu i innych sektorach frontu.

Oczywiście Roweński zdaje sobie sprawę z krytycznych komentarzy ze strony państw europejskich, sceptycyzmu wobec ukraińskiego kontrataku, który dla wielu obserwatorów postępuje zbyt wolno i w którym utracono już czołgi Leopard i inne systemy uzbrojenia z Zachodu. — Przełamanie pierwszej linii obrony jest najważniejsze i najtrudniejsze — wyjaśnia dowódca kompanii. — Tam jest najwięcej żołnierzy i są oni dobrze uzbrojeni.

Kolejne linie są już łatwiejsze do zdobycia. Ponadto mają przyczółek dla artylerii i nowych operacji. Roweński całkowicie zgadza się ze swoim głównodowodzącym, Wałerijem Załużnym, który niedawno powiedział, że łatwo jest oceniać działania ukraińskiej armii przed telewizorem.

Zdaniem Roweńskiego ukraińskie siły wciąż testują rosyjskie linie obronne, zmuszając je do przemieszczania wojsk i obserwując ich reakcje. — Po każdej bitwie analizujemy i wysyłamy wyniki do najwyższego dowództwa — mówi kapitan.

Z pewnością istnieją plany przebicia się gdzieś wzdłuż linii frontu. — Jednak prawdopodobnie dopiero za kilka tygodni lub miesięcy stanie się jasne, gdzie to będzie — uważa Roweński. Ukraina nie jest pod presją czasu: — Lato może być najlepszym czasem na atak, ale mamy czas do grudnia.

Niektórzy międzynarodowi eksperci wojskowi postrzegają Wuhłedar jako geograficzny punkt ciężkości nadchodzącej kontrofensywy Kijowa. Z tego górniczego miasta w obwodzie donieckim jest najkrótsza odległość między terytorium kontrolowanym przez Ukrainę a rosyjskim Mariupolem nad Morzem Azowskim. Atak na miasto portowe przerwałby most lądowy Rosji na Krym, a tym samym zniszczył jeden z ważnych celów wojennych Kremla.

— Nie chcę komentować tej możliwości — mówi ze śmiechem Roweński. — Trasa może być najkrótsza, ale na pewno nie najłatwiejsza.

Jego zdaniem rosyjskie fortyfikacje w regionie Wuhłedaru są jeszcze bardziej masywne niż te w Chersoniu i Zaporożu. — Oczywiście wszystko można zrobić. Pytanie tylko, za jaką cenę i czy warto.

onet.pl/Die Welt