Pierwszy ostrzał Szebiekina, miasta położonego około 30 km od Biełgorodu i 6 km od granicy z Ukrainą, rozpoczął się w październiku 2022 r. Pocisk uderzył w centrum handlowe Galeria, zabijając dwie osoby i raniąc 14. Według rozmówców Bieregu w Szebiekinie już wtedy niektórzy mieszkańcy miasta myśleli o ucieczce.
Wśród nich była Aljona (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa): po jesiennym ostrzale spakowała swoje rzeczy i wyjechała razem z rodzicami. Trzy dni później wrócili jednak w nadziei, że ostrzał ustanie.
— W pierwszych dniach ostrzału, kiedy nie był on jeszcze tak intensywny, ludzie chowali się w łazienkach, piwnicach, korytarzach z powodu [poczucia] niepewności — wspomina Aljona. — Ale stopniowo mieszkańcy przyzwyczaili się do tego. Zazwyczaj pociski trafiały w te same obszary. Czasami zdarzały się wyjątki, ale wszyscy wierzyli, że im się nic nie stanie.
Intensywność jesiennego ostrzału była jednak nieporównywalna z tym, co zaczęło się wiosną 2023 r., wyjaśnia Nikita, inny mieszkaniec Szebiekina: — Teraz walą co chwila, a kiedyś, przez dwa lub trzy tygodnie nie było ani jednego grzmotu, nic.
Ostrzał był postrzegany przez każdego inaczej. Sam Nikita mówi, że jego "uczucia i emocje" z powodu ataków wydają się "wyłączone": — Może ciało chce cię przed tym uchronić, żebyś się nie denerwował.
Rodzice Nikity — którzy również mieszkają w Szebiekinie — wręcz przeciwnie, byli bardzo zdenerwowani. — Przy każdym ostrzale dzwonili i pytali: "Wszystko w porządku, jesteś w domu? Zostań w domu, nigdzie nie idź!" — wspomina. Tak samo reagowali niektórzy przyjaciele i znajomi.
Stopniowo ostrzał miasta stawał się coraz częstszy. W maju 2023 r. władze Biełgorodu zgłosiły 130 ostrzałów. W kwietniu było ich 42, a wcześniej zwykle około dwóch tuzinów miesięcznie.
"Kiedy zaczęli mówić o ukraińskim kontrataku, napięcie wzrosło, a w ostatnich dniach wiosny zrobiło się już straszne — mówi Nikita.
Nowa, potężna seria ostrzałów rozpoczęła się 26 maja. Do 31 maja ludzie zaczęli masowo uciekać z miasta.
— O trzeciej nad ranem 31 maja obudził mnie dźwięk nadlatującego samolotu. Nigdy wcześniej nie słyszałem tak głośnego hałasu. Od razu pobiegłem na korytarz. Rano okazało się, że pocisk uderzył w centrum miasta — wspomina Aljona. W tym ataku cztery osoby zostały ranne.
Po tym wydarzeniu Aljona zdecydowała się wyjechać po raz drugi. Pakowanie odbyło się w pośpiechu. Ze względu na to, że nie wiedzieli jeszcze, gdzie będą mieszkać, musieli zostawić kota. Aljona miała nadzieję, że wróci po niego później.
Według mieszkańców, z którymi rozmawiał Biereg, nie było mowy o systematycznej ewakuacji zorganizowanej przez władze. Mieszkańcy uciekali się na własną rękę: autobusem, taksówką, samochodem sąsiadów. — Opuszczanie miasta jest zawsze przerażające, ponieważ pociski często trafiają w drogi — komentuje Aljona. — Ale pozostanie w mieście było jeszcze straszniejsze.
Wszyscy rozmówcy Bieregu, którzy opuścili miasto przed 1 czerwca, opuszczali Szebiekino przekonani, że wkrótce wrócą do domu, chociaż w niektórych obszarach bombardowania już uszkodziły infrastrukturę: domy często nie miały prądu ani wody, a usługi telefonii komórkowej były przerywane.
(...)
W nocy 1 czerwca miasto zostało ponownie ostrzelane. Podczas tych ataków akademik i budynek lokalnej administracji zostały częściowo zniszczone, osiem osób zostało rannych. Po tym wydarzeniu miejscowi uruchomili w mediach społecznościowych hashtag #SzebiekinoToRosja, mając nadzieję na zwrócenie uwagi federalnych mediów i urzędników na sytuację w mieście. Hasztag był umieszczany pod postami i zdjęciami pokazującymi następstwa ostrzału.
"Kto z szbk [Szebiekina] może powiedzieć, gdzie jest cicho?" — zapytał na jednym z lokalnych czatów mieszkaniec miasta, któremu udało się wyjechać na krótko przed nasileniem ostrzału. "Najciszej jest w Moskwie, to ich nie dotyczy" — odpowiedział mu inny mieszkaniec.
(...)
Ale wydostanie się z miasta było teraz trudniejsze niż w poprzednich dniach: transport publiczny stał, mieszkańcy pisali na czatach, że kierowcy boją się iść do pracy. Ci, którzy nie mieli własnych samochodów, liczyli na ewakuację, której władze regionalne nie ogłaszały.
— Cały czas bombardowali. Nie rozumiem, dlaczego w takiej sytuacji miasto nie zostało ewakuowane wcześniej — mówi Ilja. Jemu udało się wydostać z miasta dzięki wojsku — "jeździli po mieście i zbierali wszystkich".
(...)
Wyjazd do Szebiekina, nawet na krótką chwilę — na przykład po zwierzęta domowe, zapomniane rzeczy lub dokumenty — jest dziś dużym problemem: od wieczora 2 czerwca władze oficjalnie zamknęły dostęp do miasta, blokując drogi. Według rozmówców Beieregu wojsko niechętnie robi wyjątki nawet dla tych, którzy są gotowi podjąć wszelkie ryzyko — ale czasami porozumienie z nimi jest nadal możliwe.
Na przykład Jelena najpierw odwiozła swoje dzieci, a później wróciła do miasta, by zabrać starszego ojca i psa. Dla zwierzęcia dni spędzone pod ostrzałem były bardzo stresujące. — Ciągle wymiotuje, nie wiem, co z tym zrobić, szukamy lekarza — mówi.
Według niej po mieście chodzą szabrownicy: — Pracowałam w supermarkecie, nasze drzwi zostały wyłamane, na rynku splądrowano wszystkie sklepy z telefonami komórkowymi. W mieście panuje chaos.
Jelena mówi, że do końca nie mogła uwierzyć, że jej miasto może znaleźć się w takiej sytuacji. — Mieliśmy nadzieję, że będą nas chronić, choćby nawet wagnerowcy lub kadyrowcy... Ale nikt się nami nie przejmuje. Wcześniej wydawało się, że wojna jest gdzieś daleko, ale teraz nie wiemy, co robić — przyznaje. (...)
onet.pl










