Federację Rosyjską, w ciągu kilkudziesięciu lat od rozpadu ZSRR, charakteryzowano najróżniejszymi definicjami: od demokracji suwerennej, po demokrację fasadową, oligarchię, kleptokrację, autorytaryzm po totalitaryzm. Wydaje się jednak, że żadna z podręcznikowych definicji nie wyczerpuje w pełni fenomenu systemu polityczno-gospodarczego, który jest skutkiem objęcia władzy przez Władymira Putina.
To nie jest państwo, które funkcjonuje w oparciu o prawo, ustawy i procedury, ale na podstawie niejasnych związków, gabinetowe porozumienia, w których rozsądza jedna osoba. Proces legislacyjny jest następstwem decyzji, a zasady zmieniają się, bez względu na potrzeby społeczne. Warto może zastanowić się, czy przypadkiem nie jest to po prostu państwo, oparte nie na współczesnych zasadach organizacji społeczeństwa, ale opanowane przez wąską grupę osób, używających go do realizacji własnych, indywidualnych celów.
Rosja lat 90., po rozpadzie ZSRR, w społecznym odbiorze jest współczesnym unaocznieniem frustracji Wielkiej Smuty: powszechna bieda i chaos, odarcie z blichtru drugiego mocarstwa świata, PKB jak w latach powojennych, 250-proc. inflacja, brak perspektyw, przestępczość. Z drugiej strony – afery, skandale, prywatyzacja państwowych firm i wyrastające znikąd bajeczne fortuny.
W 1992 roku wystartowała powszechna prywatyzacja. W wyniku pierwszego etapu, tzw. małej prywatyzacji znaczna część małych przedsiębiorstw trafiła początkowo w ręce pracowników, a wkrótce dyrektorów i menedżerów. Do 1994 r. sprywatyzowano do 70 proc. małych przedsiębiorstw handlowych, zakładów masowego żywienia i usług. To zachłyśniecie się przedsiębiorczością doprowadziło do powstania grupy „nowych Rosjan”, zalążka klasy średniej.
Kolejnym etapem była prywatyzacja kuponowa, uważana za niesprawiedliwą i nieuczciwą, która doprowadziła do wzbogacenia się wąskiej grupy, tzw. „czerwonych dyrektorów”. W 1994 r., metodą kuponową, sprywatyzowano „Gazprom” za 250 mln dol. Trzy lata później, spółka, która weszła na giełdę, wyceniona została 160 razy wyżej.
W 1995 r. przeprowadzono aukcje pożyczek, mających uzupełnić skarb państwa, pod zastaw dużych firm: Jukos, Norylsk Nikiel, Sibnieft. Ponieważ rząd pożyczek nie spłacał – akcje trafiły do rąk kredytorów, głównie bankierów, czyli tych, którzy wykorzystali koniunkturę końca pieriestrojki do wzbogacenia się i stworzyli własne banki. W ten sposób wyrosły fortuny Borysa Berezowskiego, Michaiła Chodorkowskiego, Romana Abramowicza i innych.
Procesy gospodarcze lat 90. XX w. najlepiej skomentował Borys Bieriezowski, jeden z ówczesnych, najbardziej wyrazistych oligarchów, konstruktor wielu decyzji gospodarczych i politycznych. Powiedział on: „Staliśmy się bogaci, dlatego, że wcześniej niż inni zrozumieliśmy, że zaczęły się nowe czasy”. Jego drugie powiedzenie dobrze charakteryzuje klimat wczesnego kapitalizmu w Rosji: „Należy prywatyzować nie fabrykę, a jej dyrektora”.
Borys Bieriezowski był jednym z głównych aktorów nieformalnej grupy najbogatszych Rosjan, określanej terminem „Siemibankirszczina”. Było to bezpośrednie nawiązanie do „Siemibojarszcziny”, czyli rządu siedmiu rosyjskich bojarów, którzy podczas Wielkiej Smuty (1598–1613) zawiesili swoje spory i wystąpili wspólnie przeciwko wojskom polskim.
Prawie 400 lat później siedmiu bankierów, pomimo znaczących różnic, zdecydowało się na współdziałanie i współfinansowanie kampanii Borysa Jelcyna, któremu bardzo realnie zagroził lider partii komunistycznej Giennadij Ziuganow. Roman Abramowicz, Borys Bieriezowski, Michaił Chodorkowski, Siergiej Pugaczow, Michaił Fridman, Władimir Potanin, Aleksander Smoleński i Władimir Winogradow zrzucili się na kampanię Jelcyna, by utrzymać w ten sposób wpływy.
Pojęcia „Siemibankirszczina” użył 14 listopada 1996 r. dziennikarz i dysydent Andriej Fadin, w artykule „Siedmiu bankierów jako nowa rosyjska wersja siedmiu bojarów” dla opiniotwórczej „Obszcziej Gaziety”. Fadin, wskazując na siedmiu głównych graczy politycznych powołał się na wywiad Borysa Bierezowskiego z listopada 1996 r. dla „Financial Times”, w którym wymienił on siedem osób kontrolujących 50 proc. rosyjskiej gospodarki i wspólnie wpływających na najważniejsze decyzje w Rosji.
O „Siemibankirszczynie” napisał też Aleksander Sołżenicyn w opublikowanej w 1998 r. pracy „Rosja w zapaści”: (…)Nieco później pojawiło się Siedmiu Bankierów, którzy bezpośrednio konspirowali, by przejąć kontrolę nad najwyższą władzą w Rosji. (Prawie 50 proc. rosyjskiej gospodarki jest już w ich rękach, a będzie jeszcze więcej. Według najnowszych danych 15 największych firm i banków kontroluje 70 proc. gospodarki kraju.)”.
Dzięki porozumieniu bankierów, pomimo, iż stan zdrowia Borysa Jelcyna pogarszał się zauważalnie, udało mu się odnieść zwycięstwo nad Ziuganowem i utrzymać władzę. Nie dotrwał jednak do końca swojej kadencji – 31 grudnia 1999 r. ustąpił ze stanowiska i za namową tzw. Familii (rodzina Jelcyna oraz kluczowi oligarchowie) wskazał jako swojego następcę Władymira Putina, wówczas premiera.
W ten sposób, pomimo bizantyjskich bogactw i nieograniczonej władzy, złota era oligarchów zakończyła się relatywnie szybko, po niespełna dekadzie. Z tej wielkiej siódemki, dzierżącej według samego Bierezowskiego 50 proc. rosyjskiej gospodarki, pozycję zachowali jedynie Abramowicz, Potanin i Fridman. Bierezowski i Winogradow nie żyją, a pozostali, po różnych perypetiach życiowych, znaleźli się poza polityką i to naprawdę z wielkimi pieniędzmi.
Zmiana gospodarza na Kremlu, która miała zagwarantować trwałość pojelcynowskiego ładu, ten właśnie ład wywróciła do góry nogami. Przekazanie rządów wywodzącemu się z KGB klerkowi z Sankt Petersburga uruchomiło szereg zmian systemowych w FR.
Wbrew obiegowej opinii, Putin, obejmując stanowisko prezydenta po schorowanym Jelcynie, nie był wyłącznie małoznaczącym, anonimowym urzędnikiem. Był z wykształcenia prawnikiem, kagiebistą z 17-letnim stażem, ukształtowanym ideowo technokratą i liderem grupy gotowej do przejęcia państwa.
Po krótkotrwałym i niepłodnym antrakcie w NRD, został zaufanym współpracownikiem, a potem zastępcą mera Petersburga Anatolija Sobczaka, swojego byłego wykładowcy. To znaczący okres w życiu Putina, gdyż właśnie tam, jako przewodniczący Komitetu ds. kontaktów zagranicznych, przeprowadził kilka dużych operacji biznesowych i nawiązał szereg nowych znajomości, w tym z np. Rudolfem Ritterem, szefem firmy SPAG, którego niemiecka BND oskarżała o pranie pieniędzy dla rosyjskich grup przestępczych i współpracę z kolumbijskim kartelem.
Gdy Sobczak powołał Putina na swojego zastępcę, ten zachował też stanowisko w Komitecie. Podobnie zresztą, gdy po przegranych przez Sobczaka wyborach znalazł się w Moskwie w administracji Jelcyna, nadzorował zarządzanie własnością zagraniczną Prezydenta FR, czyli całym mieniem zagranicznym, pozostawionym po ZSRR – najpierw jako zastępca, a potem jako szef. W połowie 1998 r. został dyrektorem FSB, w marcu 1999 r. sekretarzem Rady Bezpieczeństwa, w sierpniu wicepremierem i następnie premierem.
obserwatorfinansowy.pl