poniedziałek, 13 lutego 2023


Jak podkreśla "The New York Times", Kreml zaczyna mieć problem z Jewgienijem Prigożynem i jego aktywnością medialną w ostatnich dniach. Proputinowski analityk polityczny Siergiej Markow powiedział gazecie, że Moskwa obawia się "nieprzewidywalnego" szefa Grupy Wagnera.

Jak przekazał, Kreml zabronił państwowej telewizji "nadmiernie promować Prigożyna i Grupę Wagnera". Markow nie wyjaśnił jednak, kto dokładnie stał za pismem wysłanym do mediów. Wiadomo, że pochodzi ono od "przywództwa". - Najwyraźniej nie chcą go wprowadzać do sfery politycznej, ponieważ jest taki nieprzewidywalny. Trochę się go boją - zaznaczył analityk.

Jak zaznacza "NYT", po dołączeniu wagnerowców do wojny Jewgienij Prigożyn stał się symbolem bezwzględności, bezwstydności i bezprawia. Kiedy okazało się, że plan Władimira Putina się nie sprawdził, a Rosja nie zdobyła Kijowa w ciągu kilku dni, szef Grupy Wagnera rozpoczął objazd po więzieniach w poszukiwaniu osób, które mógłby zrekrutować do swojej formacji. W ten sposób pozyskał ok. 50 tys. ludzi. 

Prigożyn chwali się zdobyczami swoich najemników w Ukrainie, podczas gdy rosyjski minister obrony ponosi porażki, a armia Rosji - ogromne straty na froncie. Co więcej, szef Grupy Wagnera nazwał dowódców wojska "klaunami", a jego "żołnierze" nagrali wideo, na którym krytykowali Walerija Gierasimowa, szefa rosyjskiego sztabu generalnego, za niedostarczenie amunicji. Sam Prigożyn powiedział również, że "trudno jest usłyszeć problemy z frontu, kiedy siedzi się w ciepłym biurze".

W styczniu biznesmen po raz pierwszy wszedł do pierwszej dziesiątki najczęściej wymienianych w prasie osób, minister obrony Siergiej Szojgu natomiast z niej wypadł.

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej odcięło już Grupę Wagnera od możliwości werbowania poborowych. Zresztą sam jej założyciel mówił mediom, że zaprzestał już rekrutacji więźniów. Zaprzeczył, jakoby miał używać ich jako mięso armatnie. Oznajmił też, że ma "zerowe" ambicje polityczne. W mediach społecznościowych sam przedstawia się jako przywódcę z czasów wojny, walczącego ze skorumpowanymi urzędnikami i oligarchami, którzy woleliby przypodobać się Zachodowi.

gazeta.pl

Siły ukraińskie wprowadziły do działań na kierunkach Kreminnej i Wuhłedaru nowe jednostki, dzięki czemu udało im się powstrzymać natarcie wroga i częściowo wyprzeć go na wcześniej zajmowane pozycje. Na większości odcinków linii styczności, na których toczą się walki, presja rosyjska wymusza jednak na obrońcach stopniowe wycofywanie się. Jednostki agresora posuwają się w głąb pozycji przeciwnika w tempie kilkuset metrów, rzadziej kilku kilometrów, na dobę. Ich natarcie w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego miało skutkować osiągnięciem przeprawy na Oskole na wysokości Dworicznej (na północ od Kupiańska). Według Ukraińców w sąsiadującej z nią przez rzekę Hrianykiwce wciąż mają trwać starcia.

Głównym rejonem walk pozostają okolice Bachmutu, gdzie najcięższe boje wciąż toczą się o kontrolę nad najważniejszymi trasami na zachód (w kierunku Konstantynówki i dalej Kramatorska) i północny zachód (autostrada M03 w kierunku Słowiańska). Rosjanie mieli także bezskutecznie ponawiać natarcia w rejonie miasta Czasiw Jar, gdzie próbują przeciąć ostatnią drogę zaopatrzenia Bachmutu. Według lokalnego dowództwa ukraińskiego 10 lutego miała tam miejsce rekordowa liczba 54 starć, a artyleria wroga ostrzeliwała pozycje obrońców 124 razy. 11 lutego doszło również do największej liczby rosyjskich ostrzałów – 424 – na odcinku frontu pomiędzy Kreminną a Łymanem. Szczególnie ciężkie starcia mają trwać na podejściach do rzeki Żerebeć w okolicy Torśkego (12 km na wschód od Łymanu). Najeźdźcy mieli też wznowić natarcie w rejonie Hulajpola w obwodzie zaporoskim, zostali jednak zatrzymani na zachód od miasta.

10 lutego agresor przeprowadził kolejny (według operatora sieci Ukrenerho – czternasty) atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę energetyczną, do której niszczenia wykorzystał także drony kamikadze i artylerię. Trafione zostały hydroelektrownie, elektrociepłownie oraz podstacje i linie energetyczne wysokiego napięcia w sześciu regionach na wschodzie, południu i zachodzie kraju. Największe zniszczenia odnotowano w obwodach charkowskim, chmielnickim, dniepropetrowskim i zaporoskim. W podsumowaniu ataku Sztab Generalny zakomunikował, że wróg użył łącznie 106 rakiet, w tym 74 pocisków manewrujących, z których obrońcy mieli zestrzelić 61, oraz 28 dronów Shahed-136, z których zneutralizowano 22. Armia ukraińska poinformowała o naruszeniu przez rosyjską rakietę przestrzeni powietrznej Rumunii, lecz rumuński resort obrony nie potwierdził tego doniesienia.

Rosjanie ponawiali ataki rakietowe na zaplecze logistyczne wojsk przeciwnika w północno-zachodniej części obwodu donieckiego oraz na obiekty przemysłowe w Charkowie. 11 lutego przeprowadzili ponadto uderzenie rakietowe (odpalanymi z Krymu pociskami Oniks) na nadbrzeżne okolice Odessy. Pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych są także nieprzerwanie atakowane przez artylerię i lotnictwo agresora. Od kilku do kilkunastu razy na dobę najeźdźcy ostrzeliwują Chersoń i okoliczne miejscowości, rejon nikopolski oraz nadbrzeżną część obwodu mikołajowskiego. Po raz pierwszy od ponad pół roku bomby spadły również na Wyspę Wężową. Artyleria ukraińska uderzyła z kolei na zaplecze sił wroga w Melitopolu i okolicach Mariupola, a do kolejnego aktu dywersji miało dojść w rosyjskim obwodzie biełgorodzkim.

Resort obrony Litwy oświadczył, że na Ukrainę dotarła pierwsza partia automatycznych armat przeciwlotniczych 40 mm Bofors L/70. Zapowiedział też przekazanie 36 kompleksów artyleryjsko-rakietowych (nie wskazano typu) do zwalczania dronów. Indyjska prasa podała, że na początku lutego Pakistan wysłał na Ukrainę 10 tys. rakiet niekierowanych 122 mm do wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Grad. Szefowa resortu obrony Holandii oznajmiła, że Berlin nie zgodził się na dostarczenie Kijowowi 18 dzierżawionych przez jej armię czołgów Leopard 2A6. Z kolei Szwajcaria miała nie wyrazić zgody na przekazanie Ukrainie przez Hiszpanię dwóch armat przeciwlotniczych 35 mm.

W połowie lutego Niemcy mają rozpocząć przyspieszone szkolenie ukraińskich czołgistów. Sześcio–ośmio-tygodniowy kurs ma im umożliwić nabycie podstawowych umiejętności z zakresu obsługi czołgów Leopard 2A6 oraz ich współdziałania z bojowymi wozami piechoty Marder. Zgodnie z planem pierwsze ukraińskie leopardy mają trafić na front pod koniec marca. Grupa tamtejszych wojskowych przybyła do Belgii, gdzie w ramach misji szkoleniowej Unii Europejskiej (EUMAM Ukraine) mają się nauczyć wykorzystywać podwodne drony rozpoznawcze.

9 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski – po wcześniejszych rozmowach z premierem Wielkiej Brytanii w Londynie oraz prezydentem Francji i kanclerzem Niemiec w Paryżu – złożył wizytę w Brukseli. W wystąpieniu w Parlamencie Europejskim ponowił apel o przyspieszenie dostaw uzbrojenia – systemów artyleryjskich dalekiego zasięgu, amunicji, czołgów i myśliwców. Oficjalnie poprosił także Słowację o przekazanie Kijowowi posowieckich samolotów myśliwskich MiG-29. Przedstawiciele władz tego kraju potwierdzili rozpoczęcie dialogu w tej sprawie, lecz podkreślają, że armia słowacka od dłuższego czasu nie wykorzystuje już migów i nie dysponuje częściami zamiennymi do nich. Bratysława zapowiedziała również rozpoczęcie rozmów na ten temat w ramach UE i negocjacji z KE odnośnie do pokrycia poniesionych przez Słowację kosztów wsparcia wojskowego dla Ukrainy. O złożeniu przez Kijów oficjalnego zapytania o możliwość przekazania mu maszyn F-16 powiadomiła z kolei minister obrony Holandii. W drodze powrotnej do ojczyzny Zełenski spotkał się w Rzeszowie z prezydentem Polski. Omówiono problematykę bezpieczeństwa w regionie oraz wskazano na konieczność dalszych wspólnych działań na rzecz wsparcia militarnego armii ukraińskiej.

Ukraiński państwowy koncern zbrojeniowy Ukroboronprom poinformował o rozpoczęciu wspólnie z jednym z krajów NATO produkcji grantów moździerzowych 120 mm. Ujawnione w ostatnich tygodniach porozumienia o współpracy zbrojeniowej wskazują na Czechy. Ukraiński przemysł obronny kooperuje też ze swoimi odpowiednikami w Polsce i na Słowacji.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow ocenił 11 lutego, że siły rosyjskie mają problemy z przeprowadzeniem dużej ofensywy. Komentując oświadczenie wiceministra spraw zagranicznych FR Siergieja Wierszynina, który stwierdził, że Moskwa jest rzekomo gotowa do negocjacji z Kijowem „bez warunków wstępnych”, oznajmił, że najeźdźcy próbują realizować projekt „Drugiej Ukrainy”. Przewiduje on popularyzowanie tzw. rozwiązania koreańskiego, zakładającego ustanowienie nowej linii rozgraniczenia, która pozwoli im utrzymać anektowane terytoria. Tego samego dnia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) potwierdził, że wróg zamierza w najbliższych tygodniach zintensyfikować wysiłki militarne we wschodniej Ukrainie, choć nie oznacza to operacji ofensywnych na dużą skalę. HUR oświadczył także, że przeciwnik przygotowuje się do drugiej fali mobilizacji, ale będzie ona opóźniona ze względu na brak wystarczającej ilości nowoczesnego sprzętu i liczby oficerów oraz przedłużające się szkolenia wcielonych do wojska. Również 11 lutego minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow stwierdził, że siły rosyjskie utraciły dominację na Morzu Czarnym, desant w rejonie Odessy nie jest obecnie możliwy, a miasta bronią m.in. rakietowe systemy przeciwokrętowe Harpoon.

Zgodnie z informacjami brytyjskiego wywiadu wojskowego szef tzw. grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn pod naciskiem Ministerstwa Obrony FR przerwał nabór najemników w zakładach karnych. Jednym z powodów było przypisywanie sobie przez niego sukcesów na froncie. Rekrutację mają przy tym utrudniać doniesienia o tragicznych realiach walk na Ukrainie. Brytyjczycy wskazali także, że pomimo skoncentrowania sił w Donbasie kluczowe znaczenie dla Rosjan ma też utrzymanie obrony w rejonie Zaporoża. Agresor miał wzmocnić fortyfikacje w centralnej części obwodu z obawy, że potencjalny przełom dokonany przez przeciwnika postawiłby pod znakiem zapytania bezpieczeństwo „mostu lądowego” łączącego region rostowski z Krymem.

Nie cichną spekulacje na temat dalszych losów ukraińskiego ministra obrony. 11 lutego Mariana Bezuhła z frakcji Sługa Narodu potwierdziła, że przygotowano projekt zmian legislacyjnych pozwalających powołać na tę posadę czynnego wojskowego. Sygnalizuje to, że wciąż rozważa się nominowanie na to stanowisko obecnego szefa wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa. Od 2018 r., zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem, ministrem obrony może być tylko cywil.

Na Ukrainie trwa operacja antykorupcyjna. 10 lutego Państwowe Biuro Śledcze i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeszukały pomieszczenia wykorzystywane przez Państwową Służbę Celną w Kijowie, we Lwowie, w Tarnopolu, Czerniowcach i Odessie. Według wstępnych danych proceder przynosił budżetowi państwa straty w wysokości 10 mld hrywien (ok. 280 mln dolarów) miesięcznie. Z kolei 11 lutego prezydent Zełenski odwołał Rusłana Dziubę ze stanowiska zastępcy dowódcy Gwardii Narodowej odpowiedzialnego za pion logistyki. Nie podano powodów tego posunięcia, lecz niewykluczone, że może być ono związane z ujawnianymi aferami korupcyjnymi dotyczącymi zakupów dla formacji wojskowych.

Komentarz

Zgodnie ze swoimi zapowiedziami władze w Kijowie nie planują poddania Bachmutu, a armia ukraińska podejmuje szeroko zakrojone działania na rzecz utrzymania linii obrony w Donbasie. Skierowane dotychczas do rejonów walk wzmocnienia pozwoliły jednak tylko na lokalne ustabilizowanie linii frontu, zaś starcia pomiędzy Kreminną a Łymanem wskazują, że na tym kierunku może mieć ono charakter krótkotrwały. Do względnego utrwalenia pozycji stron doszło natomiast w rejonie Wuhłedaru, gdzie po początkowych sukcesach agresor nie jest w stanie przełamać linii obrony na południowych i wschodnich obrzeżach miasta, a wyłom na zachód od niego (w kierunku Bohojawłenki) został zlikwidowany przez siły ukraińskie. W rejonie Bachmutu Ukraińcom nie udało się zatrzymać wroga – uporczywa obrona tylko go spowalnia. Kwestią otwartą pozostaje rozwój sytuacji w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego – tu najeźdźcy zanotowali postępy na północ od Kupiańska. Osiągnięcie przeprawy w rejonie Dworicznej otworzyłoby przed nimi możliwość przeniesienia starć na zachodni brzeg rzeki Oskoł i dalej, w głąb obwodu charkowskiego bez konieczności wyprowadzania uderzenia z terytorium Rosji.

osw.waw.pl

niedziela, 12 lutego 2023


24 lutego 2022 r. Rosja rozpoczęła pełnoskalową agresję na Ukrainę, aby zrealizować cele, których nie była w stanie osiągnąć mimo aneksji Krymu w 2014 r. i wywołania konfliktu na wschodzie państwa. Jej zamiarem było zdobycie Kijowa, obalenie ukraińskich władz i przejęcie politycznej kontroli nad całym państwem. Wypowiedzi przedstawicieli rosyjskich władz, w tym Władimira Putina, oraz sposób prowadzenia wojny (liczne przypadki mordowania cywilów, gwałty i masowe deportacje dzieci) wskazują, że cele oficjalnie określone jako tzw. denazyfikacja i demilitaryzacja zakładały całkowite rozbrojenie Ukrainy i likwidację ukraińskiej tożsamości narodowej, a przez to stworzenie warunków do całkowitego podporządkowania Ukrainy. Dążenia te wpisują się w szerszy plan strategiczny Rosji, jakim jest utrzymanie strefy wpływów na większości obszaru byłego ZSRR.

Rosyjskie ultimatum postawione Stanom Zjednoczonym i NATO w grudniu 2021 r. określiło także cele polityczne wobec państw zachodnich: rezygnację z polityki otwartych drzwi do NATO, wycofanie wojsk USA i NATO na pozycje sprzed 1997 r. oraz prawnie wiążące ograniczenie zdolności Sojuszu do prowadzenia misji kolektywnej obrony na jego wschodniej flance. Poprzez utworzenie strefy o obniżonych gwarancjach bezpieczeństwa (strefy buforowej) na części terytorium NATO Rosja mogłaby skuteczniej wpływać na politykę państw regionu, realizować cele strategiczne i wzmacniać stabilność reżimu.

Jak dotąd rosyjskie działania militarne na Ukrainie nie pozwoliły na osiągnięcie pierwotnych celów. Rosja nie była w stanie zdobyć Kijowa i przeprowadzić zmiany władzy na Ukrainie. Głównymi przyczynami niepowodzeń były zdecydowany opór Ukrainy, zła ocena sytuacji przez rosyjskie przywództwo, złe dowodzenie, problemy logistyczne spotęgowane korupcją i niskie morale wojska. Kluczowe znaczenie miało też wsparcie, jakie Ukraina otrzymała od części wspólnoty międzynarodowej. USA i UE nałożyły na Rosję dotkliwe sankcje, wymierzone w sektor gospodarczy i energetyczny i mające utrudnić Rosji prowadzenie wojny oraz wpłynąć na kalkulacje elity władzy. Sankcje uderzyły ponad 170 rosyjskich firm i ponad 1300 osób (oligarchów i polityków). Państwa zachodnie zamroziły część rosyjskich rezerw (300 mld z ponad 600 mld dol.) i zaczęły ograniczać import rosyjskich surowców energetycznych, aby trwale zmniejszyć uzależnienie od dostaw z tego kierunku. Część restrykcji już spowolniła rosyjską gospodarkę. Według różnych szacunków w 2022 r. PKB Rosji zmniejszyło się z 2,3% do 5,6%.

Część państw zajęła też majątki polityków i oligarchów na Zachodzie o łącznej wartości 19 mld euro i powołała specjalne zespoły, które zajmują się poszukiwaniem majątków osób objętych sankcjami. Ograniczono im możliwość wjazdu na teren UE i innych państw. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała wykorzystanie skonfiskowanych majątków do odbudowy Ukrainy, a także powołanie specjalnego trybunału do osądzenia rosyjskich zbrodni wojennych.

Ukraina otrzymała sprzęt i uzbrojenie od USA i kilkudziesięciu innych państw o wartości ok. 35 mld dol., w tym systemy artyleryjskie, transportery opancerzone, czołgi i miliony sztuk amunicji. Dzięki takiemu wsparciu była w stanie zadać Rosji wysokie straty, szacowane nawet na ponad 100 tys. zabitych i rannych, i przejść do kontrofensywy, po której odzyskała ok. 40% z okupowanych wcześniej przez Rosję terytoriów. Wyszła też z propozycją „sprawiedliwego pokoju”, który wśród warunków wstępnych wymienia przywrócenie pełnej integralności terytorialnej Ukrainy, gwarancje bezpieczeństwa, kary dla zbrodniarzy wojennych i odszkodowania za poniesione straty.

Początkowe niepowodzenia i reakcja państw zachodnich zmusiły Rosję do korekty planów. Putin ogłosił aneksję czterech ukraińskich regionów: ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego, i podjął działania, które mają wzmocnić zdolność do prowadzenia wojny w długiej perspektywie. W tym celu ogłosił częściową mobilizację obejmującą 300 tys. osób, rozpoczął przestawianie gospodarki na produkcję wojenną i zapowiedział reformę sił zbrojnych, w tym zwiększenie ich liczebności z obecnego 1 mln do 1,5 mln żołnierzy. Próbuje też zacieśniać współpracę z Chinami i Iranem oraz sojusz z Białorusią. Rosja odrzuca plan pokojowy Ukrainy i jako warunek wstępny negocjacji pokojowych wskazuje konieczność uznania strat terytorialnych w postaci zaanektowanych terytoriów. Rosyjska armia kontynuuje ataki na ukraińską infrastrukturę krytyczną, aby pozbawić mieszkańców dostaw prądu i ogrzewania, wywołać kryzys humanitarny i osłabić wolę społeczeństwa do obrony. Poprzez zwiększanie kosztów dla państw wspierających Ukrainę (kryzys energetyczny, napływ uchodźców, wydatki związane z odbudową kraju, groźba użycia broni jądrowej oraz eskalacji konfliktu na terytorium NATO) próbuje też wpłynąć na zmianę ich polityki i skłonić je do uznania nowego status quo.

Polityczna stabilność i przyszłość rosyjskiego reżimu, jak również samego Putina, nierozerwalnie związała się z przebiegiem „specjalnej operacji wojskowej” i decyzjami rosyjskiego kierownictwa dotyczącymi jej prowadzenia. Można wyodrębnić trzy główne warianty rozwoju sytuacji.

Wariant 1 – konsolidacja reżimu

Zgodnie z tym wariantem rozwoju wydarzeń dotychczasowe niepowodzenia na froncie nie będą miały negatywnego wpływu na stabilność rosyjskiego reżimu i jego zdolność do prowadzenia wojny. Rosyjska propaganda skutecznie przekonuje społeczeństwo, że problemy Rosji na Ukrainie są wynikiem zaangażowania tzw. kolektywnego zachodu, NATO, stosuje też dezinformację nt. obecności zachodnich wojsk na Ukrainie. Władze ukrywają skalę niepowodzeń, oferują wysokie odszkodowania za odniesione rany lub śmierć na polu walki (równowartość 43,5 tys. dol. dla rannych, 174 tys. dol. dla rodzin poległych) i zaostrzają kary za krytykę wojny. Mimo niezadowolenia części społeczeństwa z mobilizacji (aby uniknąć wcielenia do wojska, z kraju mogło wyjechać nawet kilkaset tysięcy osób) większość opinii publicznej popiera „specjalną operację wojskową” na Ukrainie. We wrześniu 2022 r., kiedy została ogłoszona mobilizacja, poparcie to spadło z 80% do 72% i utrzymywało się na takim poziomie w kolejnych tygodniach. Dane te tylko nieznacznie odbiegają od oficjalnych sondaży poparcia dla Putina, które we wrześniu spadło do 77%, ale w listopadzie ponownie miało wzrosnąć do 80%.

Rosyjskie władze będą ograniczać negatywne efekty sankcji dla gospodarki, zwiększając eksport surowców m.in. do Indii i Chin, podnosząc podatki dla rodzimych firm oraz wykorzystując rezerwy z Narodowego Funduszu Dobrobytu o wartości 170 mld dol. do pokrycia deficytu budżetowego. Przedstawiciele politycznej i biznesowej elity będą też zmniejszać skuteczność sankcji poprzez wykorzystywanie luk prawnych oraz przepisywanie swoich majątków na członków rodzin. Grupy interesów, na których opiera się reżim (elity biznesowe – oligarchia, sektory siłowe – tzw. siłowiki), będą bronić stabilności systemu, który wciąż gwarantuje im dobrobyt i bezpieczeństwo, nawet jeśli ponoszą pewne straty związane z prowadzeniem wojny. Reżim może też liczyć na poparcie przywódcy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, patriarchy Cyryla, który przedstawia wojnę jako obronę rosyjskich wartości.

Przedłużająca się wojna nie będzie wywoływać istotnych napięć w ramach istniejącego systemu politycznego. W Rosji nie istnieje na tyle silna i zorganizowana opozycja, aby mogła wykorzystać wojnę do podważenia legitymizacji władzy i systemu opartego na otwarcie prokremlowskich partiach lub koncesjonowanej opozycji. Były prezydent i zaufany człowiek Putina Dmitrij Miedwiediew, który kieruje największą partią polityczną Jedna Rosja, nadaje ton agresywnej retoryce wojennej i konsoliduje to ugrupowanie. Pozostałe partie albo otwarcie wspierają wojnę (np. prokremlowskie Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji i Sprawiedliwa Rosja), albo ostrożnie się od niej dystansują (Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej). Krytyka prowadzenia działań militarnych pozostaje ściśle kontrolowana. Jej celem nie jest bezpośrednio Putin, tylko minister obrony Siergiej Szojgu, szef sztabu generalnego Walerij Gierasimow czy inni dowódcy wojskowi. W ten sposób reżim może stwarzać pozory otwartej debaty i skuteczniej kontrolować społeczne emocje. Krytyka dotyczy też raczej nieskuteczności operacji wojskowej i zbyt łagodnego podejścia do ukraińskich obrońców, niż decyzji o jej prowadzeniu.

Zaostrzanie represji, które mają zagwarantować utrzymanie poparcia dla reżimu, będzie stopniowo przekształcać Rosję z państwa o systemie autorytarnym, w którym są ograniczone wolności, ale obywatele nie muszą aktywnie wspierać polityki rządzących, w system totalitarny, który takiego wsparcia oczekuje. Podsycanie poczucie zagrożenia związanego z groźbą porażki na Ukrainie będzie prowadzić do konsolidacji elity władzy i społeczeństwa i ułatwiać reżimowi długotrwałe prowadzenie wojny.

Dzięki powołaniu specjalnej Rady Koordynacyjnej i zwiększeniu wydatków na zbrojenia Rosja przestawi produkcję przemysłową na tryb wojenny. Ponieważ zwiększenie produkcji zbrojeniowej może zająć kilkanaście miesięcy, dla Rosji kluczowe będzie uzyskanie wsparcia militarnego z innych państw, takich jak Chiny, Korea Północna, Białoruś czy Iran. Chociaż Rosja została odcięta od zachodnich technologii wykorzystywanych przez wojsko, będzie polegać np. na większym imporcie półprzewodników z Chin. Dzięki rozmieszczeniu ok. 12 tys. żołnierzy na Białorusi będzie mogła wykorzystać białoruskie wojsko do zwiększenia skali i tempa szkolenia swoich rekrutów. Postępująca integracja z Białorusią ułatwi też prowadzenie ofensywy z terytorium tego państwa oraz wywieranie presji na reżim Łukaszenki, aby przyłączył się do takich działań. Jeżeli ze względu na wysokie straty konieczne będzie przeprowadzenie kolejnej mobilizacji na dużą skalę, rosyjskie władze mogą ogłosić stan wyjątkowy oraz zamknąć granice, aby powstrzymać exodus poborowych. Rosja będzie wzmacniała zdolność do obrony okupowanych terytoriów oraz do podjęcia ofensywy, aby zrealizować swoje cele strategiczne. Będzie także próbowała odbudować swój potencjał, aby uzyskać zdolność do grożenia państwom zachodnim eskalacją konfliktu poprzez ataki na terytorium NATO.

Wariant 2 – kontrolowana zmiana przywództwa

Mimo że Rosja próbuje przeciwdziałać sankcjom, będą one utrudniały funkcjonowanie rosyjskim politykom i biznesmenom oraz ich rodzinom na Zachodzie. Przedłużająca się wojna, ewentualne postępy ukraińskiej kontrofensywy, koszty związane z sankcjami, a przede wszystkim groźba utraty kontroli nad okupowanymi terytoriami, zwłaszcza Krymem, będą prowadzić do niekontrolowanej krytyki Putina i zwiększać napięcia w elicie władzy.

Wobec odczuwalnych skutków wprowadzonego pod koniec 2022 r. embarga na rosyjską ropę, której sprzedaż zapewniała ok. 40% wpływów do budżetu, dojdzie do głębszego spowolnienia gospodarczego w Rosji. Pogłębią się problemy budżetowe Rosji, co wymusi na rosyjskim rządzie szybsze wykorzystanie rezerw z Narodowego Funduszu Dobrobytu. Rosja może nie posiadać niezbędnych środków na modernizację sił zbrojnych, prowadzenie wojny oraz utrzymanie wydatków socjalnych na dotychczasowym poziomie. Przedłużający się konflikt będzie też utrudniał kontrolowanie nastrojów społecznych. Do rosyjskiego społeczeństwa będzie docierało coraz więcej informacji o porażkach na froncie, fatalnych warunkach panujących w rosyjskich siłach zbrojnych oraz niekompetencji dowódców wojskowych i politycznych. Pierwsza fala mobilizacji wzbudziła niepokój społeczny niespotykany od 2001 r. (47% Rosjan odczuwało lęk). Kolejne fale będą zwiększać niezadowolenie z postępów na froncie i sytuacji wewnętrznej w państwie.

Aby zmniejszyć napięcia i nie dopuścić do niekontrolowanej walki o władzę, Putin może zgodzić się na przeprowadzenie przedterminowych wyborów, które wyłoniłyby wiarygodnego następcę w ramach istniejącego systemu politycznego (może też poczekać do najbliższych wyborów planowanych na 2024 r.). Jego zwycięstwo, wsparte manipulacjami wyborczymi, ułatwiłoby rozładowanie społecznych napięć i utrzymanie kontroli nad armią oraz innymi grupami interesów. Dałoby też pretekst do wyjścia z propozycją rozmów pokojowych z Ukrainą. W sierpniu ub.r. takie rozmowy popierało 44%, we wrześniu 48%, a w październiku 57% Rosjan. Zmiana na szczytach władzy i oferta rozmów pokojowych z Ukrainą byłyby przedstawiane jako szansa na poprawę relacji z Zachodem. Rosja prezentowałaby otwartość na negocjacje bez warunków wstępnych jako ustępstwo, oczekując w zamian zniesienia części sankcji nałożonych przez Zachód. Zaproponowana przez rosyjskie władze inicjatywa pokojowa miałaby przede wszystkim zapobiec utracie kolejnych terytoriów, poprawić sytuację gospodarczą, uspokoić nastroje społeczne i zmniejszyć napięcia wewnątrz elity władzy. Dzięki ustabilizowaniu sytuacji wewnętrznej Rosja zyskałaby niezbędną pauzę strategiczną, a także miałaby czas na odbudowę potencjału i podjęcie kontrofensywy w dogodnym momencie.

Wariant 3 – destabilizacja wewnętrzna

Groźba militarnej klęski na Ukrainie, zwłaszcza po długotrwałej i kosztownej wojnie, może być dla rosyjskiego społeczeństwa sygnałem, że rosyjskie władze utraciły mandat do sprawowania swoich funkcji. Spowodowałaby też wzrost ryzyka buntu wśród dowódców wojskowych, którzy do dyspozycji mieliby coraz gorzej wyszkolonych żołnierzy i coraz gorszej jakości sprzęt. Upadek mitu niezwyciężonej Rosji dodatkowo podważałby morale wojska i zwykłych obywateli. W konsekwencji mogłoby dojść do radykalnego spadku poparcia dla Putina i fali protestów społecznych domagających się rozliczenia winnych porażki. Wewnętrzne spory w elitach władzy miałyby również swoje odzwierciedlenie w grupach o charakterze biznesowo-administracyjnym, na poziomie lokalnym w poszczególnych podmiotach Federacji.

W takiej sytuacji, na tle silnej fali protestów, mogłoby dojść do wzrostu napięcia na tle narodowościowym. Najbardziej narażone byłyby na nie północnokaukaskie podmioty Federacji, doświadczone m.in. skutkami dwóch wojen w Czeczenii, oraz te regiony, które w największym stopniu odczuły skutki wojny – zarówno społeczne, jak i gospodarcze. Przedstawiciele mniejszości etnicznych stanowią znaczny odsetek wśród poborowych, chociaż często decydują się na służbę ze względów finansowych i osobistych (jak np. tradycja rodzinna).

Jednak nawet silne napięcia na tle narodowościowym nie stanowiłyby istotnego zagrożenia dla spójności Federacji Rosyjskiej. W przeważającej części jej podmiotów etniczni Rosjanie stanowią większość. Mniejszością są jedynie na Kaukazie Północnym, w kilku regionach Centralnej Rosji i niektórych na Syberii, ale tam większość mieszkańców ma negatywne doświadczenia związane z rozpadem ZSRR i chaosem lat 90. XX w. Mieszkańcy tych regionów pozostają też pod silnym oddziaływaniem mediów i reżimowej propagandy, która przeciwdziałałaby tendencjom secesyjnym.

Niezależnie od skali protestów w państwie mieszkańcy większości regionów byliby też przeciwni secesji ze względów politycznych i ekonomicznych. Z ich perspektywy silna władza centralna jest niezbędna, aby zapewnić kontrolę nad słabą i skorumpowaną administracją lokalną, i tylko silne władze będą w stanie rozliczyć nieudaną kampanię wojenną. Secesja oznaczałaby też jeszcze większą zapaść gospodarczą większości podmiotów Federacji, ponieważ regiony pozostają uzależnione od wsparcia z budżetu centralnego, które np. w przypadku Czeczenii odpowiada aż za 80% lokalnego budżetu. Aby zapewnić funkcjonowanie administracji i służb publicznych (edukacja, transport, służba zdrowia), wiele regionów musi korzystać z kredytów i pożyczek z budżetu centralnego. Pod koniec marca 2022 r. ich zadłużenie wynosiło niemal 2,5 bln rubli (36 mld dol.). W najbliższych latach, ze względu na negatywne efekty sankcji i niechęć inwestorów do zakupu obligacji regionalnych, można spodziewać się wzrostu tego rodzaju długów. Nawet najbogatsze regiony, gdzie wydobywane są surowce energetyczne (np. jamalsko-nieniecki okręg autonomiczny czy obwód magadański) nie byłyby w stanie przetrwać jako niezależne państwa, ponieważ są uzależnione od Moskwy i rządu centralnego, który zarządza infrastrukturą przesyłową i transportową.

Regiony są też zależne od władz centralnych w kwestiach utrzymania porządku publicznego, stąd też bez wsparcia Moskwy mogą nie być w stanie samodzielnie poradzić sobie ze wzrostem przestępczości (w tym najcięższych przestępstw dokonywanych przez byłych żołnierzy). W interesie lokalnych władz i mieszkańców pozostanie zatem utrzymanie silnej władzy centralnej.

Utrzymanie stabilności wewnętrznej będzie również głównym celem władz centralnych, stąd też będą one tłumiły wszelkie próby buntu społecznego – zarówno metodami siłowymi, jak i ekonomicznymi. Rosjanie mają też w pamięci trudny okres lat 90. XX w. (tzw. jelcynowską smutę), co także będzie czynnikiem ograniczającym radykalizację społeczną. Tym samym nawet przedłużający się konflikt na Ukrainie najprawdopodobniej nie spowoduje długotrwałego i głębokiego kryzysu państwa rosyjskiego.

Wnioski i rekomendacje

Przy utrzymaniu obecnych tendencji związanych z wojną w Ukrainie (impas militarny, zdolność do minimalizowania skutków sankcji przez Rosję) najbardziej prawdopodobnym wariantem rozwoju sytuacji politycznej w Rosji jest konsolidacja reżimu. Rosja nie zrezygnuje ze swoich celów strategicznych, będzie wzmacniać zdolność do prowadzenia długotrwałej wojny i mimo nałożonych na nią sankcji spróbuje odbudować swój potencjał. Pozwoli to utrzymać system polityczny w państwie, co pogłębi tendencje autorytarne władz wobec obywateli, ale również ugruntuje antyzachodni kurs w polityce bezpieczeństwa FR. Jest to wariant najbardziej niekorzystny dla Ukrainy i państw udzielających jej wsparcia. Niezależnie od tego, czy Rosja będzie się uważać za wygraną, czy za przegraną w tym konflikcie, będzie długofalowym zagrożeniem dla Ukrainy, NATO i UE.

Przedłużanie się konfliktu może utrudniać utrzymanie pomocy na dotychczasowym poziomie i prowadzić do nasilenia presji na ustępstwa wobec Rosji (np. zniesienie części sankcji i uznanie strat terytorialnych przez Ukrainę). W takiej sytuacji istniałoby wysokie ryzyko, że Rosja w dogodnym dla siebie momencie (np. zaangażowania USA w Indo-Pacyfiku) podejmie ponowną próbę podporządkowania sobie Ukrainy. Mogłaby również nasilić zagrożenia dla NATO, aby wymusić ustępstwa w sprawie utworzenia strefy buforowej w Europie Środkowej i Wschodniej, co zwiększałoby ryzyko bezpośredniej konfrontacji między Rosją a NATO.

Szanse na kontrolowaną zmianę na szczytach władzy lub wyjście z propozycją rozmów pokojowych, zgodnie z wariantem drugim, pojawiłyby się dopiero w sytuacji zagrożenia dla stabilności politycznej reżimu. Celem podejmowanych przez reżim działań byłoby jednak uzyskanie pauzy strategicznej, która miałaby pozwolić na ustabilizowanie sytuacji wewnętrznej. Również w tym wariancie Rosja nie zrezygnowałaby ze swoich celów strategicznych i po odbudowie swojego potencjału mogłaby wznowić ofensywę w dogodnym dla siebie momencie w przyszłości.

Najmniej prawdopodobny jest wariant trzeci, w którym reżim nie jest w stanie kontrolować napięć społecznych i politycznych, przez co dochodzi do destabilizacji państwa. Mimo to groźby rozpadu Federacji Rosyjskiej, utraty kontroli nad bronią jądrową lub wzmocnienia pozycji Chin będą w niektórych państwach wykorzystywane jako argumenty przeciwko wywieraniu zbyt dużej presji na Rosję i ograniczenia wsparcia militarnego dla Ukrainy.

Ponieważ wariant konsolidacji reżimu i długofalowego zagrożenia ze strony Rosji jest najbardziej prawdopodobny, Sojusz – zgodnie ze strategią przyjętą w Madrycie – powinien zwiększyć zdolność do obrony wschodniej flanki i wygrania ewentualnego konfliktu z Rosją. Kluczowym elementem polityki NATO i UE będzie zwalczanie zagrożeń hybrydowych, rozbudowanie zdolności przemysłu obronnego i szybkie inwestycje w sprzęt, uzbrojenie i amunicję na potrzeby zarówno obrony i odstraszania, jak i wsparcia dla Ukrainy.

W interesie Ukrainy i wspierających ją państw jest niedopuszczenie do impasu militarnego, który mógłby przerodzić się w długotrwały konflikt na wyczerpanie. Ukraina powinna uzyskać międzynarodowe wsparcie umożliwiające jej odzyskanie integralności terytorialnej metodami militarnymi. Uzyskując zdolność do wyparcia rosyjskich wojsk ze wschodu państwa oraz odzyskania kontroli nad Krymem, mogłaby zagrozić legitymizacji rosyjskiego reżimu. Dopiero w obliczu groźby, że nie uda się ukryć przed społeczeństwem rozmiarów klęski, rosyjskie władze mogą się zdecydować na konstruktywne podjęcie negocjacji z Ukrainą. Nawet jeżeli będzie to jedynie próba uzyskania pauzy strategicznej, to ukraińskie zdolności obronne, międzynarodowe sankcje oraz wiarygodne odstraszanie ze strony NATO mogą zmusić Rosję do uznania, że podporządkowanie Ukrainy stało się nierealne. Byłby to pierwszy krok do korekty rosyjskiej polityki bezpieczeństwa i rezygnacji z prób osiągania celów politycznych poprzez agresję militarną.

pism.pl

sobota, 11 lutego 2023


Jeszcze nie doszło do planowanej przez Kreml ofensywy w Ukrainie, a już płaci on za nią ogromną cenę. Eksperci szacują, że w ostatnich dniach Rosja poniosła największe straty osobowe od momentu rozpoczęcia wojny — niezależne media badające rosyjskie straty musiały ogłosić nabór na ochotników. Po raz pierwszy nie mają wystarczającej liczby osób do przetwarzania napływających raportów o zgonach.

Problemy kadrowe Mediazony (rosyjskie niezależne media) to tylko jeden z wielu wskaźników, pokazujących, że Rosja ponosi w Ukrainie coraz większe ofiary. Związane jest to niewątpliwie z intensyfikacją działań przed planowaną ofensywą. Przy takim tempie strat może jednak zabraknąć jej sił, by przeprowadzić większy atak.

— W ciągu ostatnich dwóch-trzech tygodni zauważyliśmy, że liczba raportów [o zabitych żołnierzach] zaczęła rosnąć — powiedział "The Moscow Times" dziennikarz Mediazony Maksym Litawrin.

— Nie oznacza to, że wszyscy ci ludzie zginęli w tym czasie, ale wzrost jest związany z intensyfikacją działań na frontach — dodał.

Kreml nie podaje oficjalnych danych dotyczących ofiar — co sprawia, że jakakolwiek dokładna ocena strat ludzkich Rosji w wojnie w Ukrainie jest niezwykle trudna. Analitycy, którzy rozmawiali z "The Moscow Times", uważają jednak, że w ostatnich tygodniach prawdopodobnie nastąpił gwałtowny wzrost liczby rosyjskich żołnierzy poległych w Ukrainie.

Mediazona, która wykorzystuje źródła publiczne do tworzenia bazy danych o zabitych żołnierzach, poinformowała 27 stycznia, że jej pracownicy potwierdzili śmierć 876 rosyjskich żołnierzy w ciągu ostatnich 10 dni.

Szkolenie wojskowe rosyjskich rekrutów powołanych do służby wojskowej w ramach częściowej mobilizacji, 21 października 2022 r.
Według grupy współpracującej w tym zakresie z rosyjską redakcją BBC był to "jeden z najwyższych wskaźników" dla całej wojny.

— Po prostu nie mamy wystarczająco dużo czasu, aby przetworzyć informacje — powiedział Litawrin zapytany, dlaczego Mediazona szuka teraz więcej ochotników.

Rosja zintensyfikowała atak na Bachmut we wschodniej Ukrainie — epicentrum obecnych walk — co prawdopodobnie przyczyniło się do wzrostu liczby ofiar.

Po miesiącach śmiertelnych walk artyleryjskich, w tym tygodniu Rosja zaczęła zbliżać się do okrążenia tego w dużej mierze zniszczonego miasta. Niektóre raporty sugerują, że walki w pobliżu miasta Wuhłedar na ukraińskim Zaporożu również przyniosły Rosji duże straty.

(...)

Wydaje się, że strategia Rosji w Bachmucie polega na powolnym przełamywaniu ukraińskiej obrony, wykańczaniu przeciwników i zadawaniu im strat, aż nie będą mieli innego wyboru, jak wycofać się.

Prawdopodobnie Ukraina również poniosła ciężkie straty w zimowych walkach.

— Niedawne ataki na Bachmut i pobliskie miejscowości przyniosły duże straty — powiedział izraelski ekspert wojskowy David Sharp, dodając, że głównymi przyczynami wysokiego wskaźnika śmiertelności było złe wyszkolenie walczących i niekompetencja wojskowa.

— Żołnierze są źle wyszkoleni, a sam proces wycofywania się i towarzyszącej mu osłony nie został dobrze opracowany — powiedział dziennikarzom "The Moscow Times".

"New York Times" podał w zeszłym tygodniu, powołując się na wysokich rangą urzędników amerykańskich, że walki wokół Bachmutu spowodowały, że rosyjskie dane o ofiarach śmiertelnych "wystrzeliły w powietrze".

Obok rosyjskiej armii w Bachmucie rozmieszczono również dziesiątki tysięcy najemników z Grupy Wagnera — w tym ochotników rekrutowanych w rosyjskich więzieniach. Zakłada się, że wiele z ostatnich ofiar stanowili właśnie oni — grupa zasłynęła z ryzykownych ataków piechoty.

Igor Girkin, emerytowany pułkownik FSB i były dowódca prorosyjskich bojówek w Donbasie, który jest obecnie jednym z głośniejszych krytyków rosyjskich działań wojennych, nazwał jednostki Grupy Wagnera "batalionami śmierci".

Jak donosił "The New York Times" pod koniec stycznia, zdjęcia satelitarne pokazywały, że cmentarz najemników Grupy Wagnera w południowym regionie Krasnodaru w Rosji w ciągu dwóch miesięcy powiększył się siedmiokrotnie.

Analitycy przestrzegali jednak przed wyciąganiem zbyt śmiałych wniosków z ograniczonych publicznie dostępnych danych o rosyjskich ofiarach.

Według Rusłana Lewiewa, założyciela grupy śledczej Confict Intelligence Team, nie da się dokładnie powiedzieć, ilu rosyjskich żołnierzy zginęło w ostatnich tygodniach.

— Nie możemy określić tego za pomocą publicznie dostępnych źródeł — powiedział "The Moscow Times".

Uważa się, że baza danych opracowana przez Mediazonę i rosyjską redakcję BBC, opierająca się na doniesieniach prasowych i mediach społecznościowych, również nie nadąża za wydarzeniami na polu bitwy, co utrudnia dokładne określenie wzrostu liczby zgonów.

W zeszłym tygodniu media te poinformowały, że od początku wojny w Ukrainie potwierdziły śmierć 13 tys. 30 rosyjskich żołnierzy. Uważa się jednak, że prawdziwa liczba zmarłych jest znacznie wyższa.

W piątek Kijów stwierdził, że w wyniku działań wojennych zginęło prawie 136 tys. rosyjskich żołnierzy.

Ostatnia oficjalna liczba ofiar śmiertelnych została podana przez Rosję we wrześniu — minister obrony Siergiej Szojgu powiedział wówczas, że w Ukrainie zginęło 5937 rosyjskich żołnierzy.

onet.pl/The Moscow Times

"Nagrania z nieudanego rosyjskiego ataku w pobliżu miejscowości Wuhłedar w obwodzie donieckim stały się najnowszym punktem zapalnym w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej" - twierdzą analitycy Instytutu Studiów nad Wojną. Zdaniem amerykańskiego think tanku w efekcie znów uaktywnili się wojenni blogerzy, którzy od dawna krytykują rosyjski sztab generalny za nie dość - ich zdaniem - stanowcze decyzje dotyczące działań ofensywnych na froncie.

"Blogerzy wykorzystali materiał filmowy, aby zacząć krytykować rosyjskie kierownictwo wojskowe. Rosyjscy blogerzy twierdzą, że dowódcy, którzy w listopadzie 2022 roku kierowali atakami 155. Brygady Morskiej na Pawliwkę, teraz odpowiadają za szturm na Wuhłedar. Twierdzą, że dowódcy wciąż popełniają te same kosztowne błędy. Jeden z rosyjskich blogerów twierdził, że generał broni Rustam Muradow, dowódca Wschodniej Grupy Sił, jest odpowiedzialny za rosyjskie porażki taktyczne w okolicach Wuhłedaru" - czytamy w codziennym raporcie Instytutu Studiów nad Wojną.

Zdaniem jego autorów blogerzy celowo bagatelizują słabe wyszkolenie nowo zmobilizowanych, aby winę za niepowodzenia na froncie zrzucić na ich dowódców. Analitycy sądzą, że chodzi o to, by przenieść odpowiedzialność za niepowodzenia rosyjskiej armii podczas wojny w Ukrainie z całego wojska jako instytucji na jednostki.

gazeta.pl

Obecnie największą aktywność bojową Rosjanie wykazują na dwóch teatrach działań – pod wspomnianą Kreminną (północ) oraz pod Wuhłedarem (południe). To drugie uderzenie skończyło się kolejną klapą, ponieważ w otwartym polu Ukraińcy zmasakrowali pełzające w kierunku Wuhłedaru nieporadne kolumny zmechanizowane Rosjan. To wszelako na północy odnotowano największą koncentrację rosyjskich pododdziałów. Analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Anna Maria Dyner, powołując się na dane ukraińskiego wywiadu, stwierdziła, że Rosjanie mogli skoncentrować nawet 326 tys. żołnierzy. Oznaczałoby to większe zgrupowania wojsk niż w godzinach poprzedzających frontalną rosyjską inwazję 24 lutego 2022 roku.

Czy na północny odcinek frontu podciągnęli faktycznie aż tyle wojska? Na ten moment tego nie widać. Bezsprzecznie faktem jest, że w obwodzie ługańskim i na zapleczu północnego odcinka frontu Rosjanie wzmocnili rosyjskie zgrupowanie. Ponadto w obwodzie ługańskim rozpoczęła się akcja odłączania Internetu mobilnego, więc uprawdopodobnia to maskowanie większej koncentracji mas wojska. Przypomnijmy, że od września 2022 roku nie odwieszono tzw. częściowej mobilizacji w Rosji i „branka" miała wynieść ok. 300 tys. powołanych pod broń. Połowa z nich była wysyłana do „łatania" linii frontu, druga połowa miała być szkolona – oznacza to 150 tys. żołnierzy-mobików, których Rosja trzymała jako „rezerwę". Do obwodu ługańskiego via Białoruś miała w ostatnich miesiącach liczna akcja przerzucania wojskowych eszelenów. Jaki etat ma rosyjska armia na północy zobaczymy w toku walk.  

Co wiemy? Dowództwo rosyjskie rzuciło do operacji ofensywnych wzdłuż linii Swatowe-Kreminna pododdziały kilku dywizji regularnej armii. Są to elementy: 144. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych oraz 3. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (Zachodni Okręg Wojskowy) oraz pułk 90. Dywizji Pancernej Centralnego Okręgu Wojskowego. Wspierają je elementy 76. Dywizji Powietrznodesantowej i część wojsk Południowego Okręgu Wojskowego. Ponadto w odwodzie Rosjanie mają trzymać w ługańskiem pododdziały 2. Dywizji Zmechanizowanej z 1. Armii Pancernej Zachodniego Okręgu Wojskowego. Oznacza to zaangażowanie doborowych jednostek (doborowych jak na bilans rocznej kampanii pełnej frontowych porażek). To pod Kreminną Rosjanie stracili pierwszy w tej wojnie pojazd BMPT Terminator, co wskazuje, że uderzenie wsparli nowoczesną bronią. W mozolnej ofensywie Rosjanie osiągają pomniejsze miejscowości powiększając „wybrzuszenie" linii frontu na wysokości Kreminnej. Na celownik Rosjanie wzięli na pewno: Łyman, Słowiańsk, Siwiersk oraz Kupiańsk. W poprzedniej analizie przedstawiłem Państwu, jakie akcje oskrzydlające oraz próby utworzenia kotła (próba okrążenia zgrupowania ukraińskiego) mogą podejmować. Wygląda na to, że Siły Zbrojne Ukrainy są na plany Kremla dobrze przygotowane. Co prawda, walki na północy nie przyjęły tak niekorzystnego dla Rosjan obrotu jak pod Wuhłedarem – gdzie sami rosyjscy eksperci nazywają to kompromitacją Moskwy, ale Rosjanie są zatrzymywani. Inicjatywa operacyjna jest w rękach Rosji, ale Ukraińcy oparli swoją obronę o przegrody terenowe – wzgórza, rzeki oraz inne cieki wodne – trzymając z daleka Rosjan od kluczowych węzłów logistycznych na zapleczu frontu. Rosyjska ofensywa jest, ale na szczęście, nie ma wymiaru „blitzkriegu" i pogromu wojsk ukraińskich.

defence24.pl

piątek, 10 lutego 2023


Wiele wskazuje na to, że Rosjanie mają plany ograniczone do Donbasu i wschodniego krańca Ukrainy. Ukraińcy twierdzą, że zauważone koncentracje rosyjskiego wojska wskazują na uderzenia najdalej na zachód w rejonie Charkowa na północy i Mariupola na południu. Oznacza to prawdopodobnie powtórkę próby okrążenia i zniszczenia ukraińskich sił w Donbasie, którą Rosjanie już raz podjęli wiosną ubiegłego roku.

Do piątku przed południem główne rosyjskie siły nie są jeszcze zaangażowane w walkę. Nie rozpoczęły się żadne nowe uderzenia. Jedynie doszło do nasilenia działań, które Rosjanie prowadzili już od dni, tygodni lub wręcz miesięcy. Można to najpewniej traktować jako próbę ściągnięcia możliwie dużych ukraińskich sił na front, aby ograniczyć rozmiar dostępnych rezerw albo jako próbę wybadania bojem pozycji obronnych Ukraińców, przed skierowaniem głównych sił na wykryte słabe punkty. Elementem przygotowań mogą być też wzmożone ataki rakietowe na ukraińską infrastrukturę, które trwają od piątku rano.

Niezależnie od tego najcięższe walki ciągle toczą się w rejonie Bachmutu, gdzie atakują w coraz większym stopniu regularnie rosyjskie oddziały, a nie nieregularna organizacja Wagnera. Ta ostatnia po poniesieniu ciężkich strat w ciągu ostatnich miesięcy przestała być zdolna do prowadzenia szerzej zakrojonych działań. Brakuje kolejnych chętnych do brania udziału w szaleńczych frontalnych atakach na Ukraińców, ponieważ wieści o niskich szansach przeżycia rozprzestrzeniły się po rosyjskich więzieniach i rekrutacja grupy Wagnera doznała zawału. Rosyjskie dowództwo najwyraźniej postanowiło pomimo tego osiągnąć sukces pod Bachmutem za wszelką cenę i rzucono na ten odcinek znaczne siły wojska regularnego.

Rosyjskie postępy w rejonie miasta są wyraźne. Celem jest okrążenie Bachmutu i odcięcie go od zaplecza, co albo zmusi Ukraińców do wycofania się, albo zamknie część ich oddziałów w okrążeniu i skaże na zniszczenie. W ciągu ostatniego tygodnia największy sukces Rosjanie odnieśli na północ od Bachmutu, w rejonie wsi Błahodatne położonej obok zdobytego w styczniu Sołedaru. Udało im się przełamać ukraińską obronę opartą o linię kolejową, rzeczkę Bachmutka i niskie wzniesienia za nimi. Ukraińcy rzucili do zablokowania tego wyłomu trzymane w odwodzie elementy 30 Brygady Zmechanizowanej. Do momentu jak zostali zatrzymani, Rosjanom udało się wbić na kilka kilometrów w głąb i dotrzeć w rejon drogi M-03, która nie jest już jednak od dawna używana do zaopatrywania Bachmutu.

Sukces w rejonie Błahodatne oznacza znaczne pogorszenie sytuacji obrońców położonej bliżej Bachmutu wsi Paraskowiwka, którą teraz Rosjanie mogą atakować z obu flank. W praktyce będzie to najpewniej oznaczać stopniowe zwijanie ukraińskiej obrony na północ od miasta i dalsze wychodzenie na jego tyły. Podobnie dzieje się na południu, gdzie ponawiane silne uderzenia zaprowadziły Rosjan na przedpole wsi Iwaniwskie, ostatniej przeszkody przed ostatnią dobrą drogą zaopatrzeniową do miasta. Ciężkie walki toczą się też w samym Bachmucie, głównie w jego północno-wschodnich dzielnicach. Rosjanie mają tam pewne postępy, ale powolne. Ukraińcy regularnie kontratakują, kiedy tylko przeciwnik posunie się do przodu. Jednak ogólnie sytuacja obrońców miasta nieustannie się pogarsza. Tak jak pisaliśmy wcześniej, bez istotnego ukraińskiego przeciwdziałania, ewakuacja Bachmutu może stać się koniecznością jeszcze w lutym.

Jednocześnie Rosjanie istotnie wzmocnili presję dalej na północ, w rejonie Siwerska i Kreminnej. Na razie bez sukcesów, choć walki miejscami są intensywne, ale nie są to jeszcze ataki zakrojone na dużą skalę. Niezależnie od tego oznaczające dla Rosjan straty, w tym takie symboliczne. W lasach w rejonie Kreminnej Ukraińcy zniszczyli jeden z nielicznych rosyjskich wozów wsparcia ogniowego Terminator, który jest po stronie rosyjskiej traktowany jako coś szczególnego, głównie z tego powodu, że żadne inne państwo czegoś takiego nie zbudowało. Nie, ponieważ to trudne, ale po prostu relacja koszt/możliwości takich pojazdów jest dyskusyjna.

Ukraińcy na całym tym odcinku frontu ewidentnie przeszli do defensywy po wielu miesiącach bycia stroną aktywną, wywierającą presję na Rosjan. Na szczęście Ukraińców mają oni do dyspozycji dobrą linię obrony opartą o rzekę Żerebiec, sztuczne zbiorniki wodne w jej biegu oraz wzgórza na zachodnim brzegu i ruiny wiosek na wschodnim. Do tego atak jest zawsze trudniejszy niż obrona, a Rosjanie już wiele razy pokazali, że mają problemy z kompetentnym dowodzeniem.

Nie brakuje też sugestii, że Rosjanie będą atakować w rejonie położonego dalej na północ Kupiańska, strategicznego miasta nad rzeką Oskił. Po miesiącach ciszy toczą się tam coraz bardziej intensywne walki, ale na razie nie ma wielu konkretnych informacji.

Nic wyraźnie nowego nie dzieje się też w rejonie samego Doniecka. Nieustannie trwają walki w okolicy kluczowych Awdijiwki oraz Marinki, ale z identycznym skutkiem jak od miesięcy. Rosyjski atak, kontakt z ukraińskimi obrońcami, straty, wycofanie i od początku. Przebieg linii frontu nie zmienił się istotnie od miesięcy. Z rosyjskich źródeł napływają teraz wieści, że około dwóch tygodni temu w rejonie Awdijiwki też miał się zacząć jakiś poważniejszy atak w rodzaju tego dalej na południe w pobliżu Wuhłedaru. Miał być jednak tak źle zaplanowany, zorganizowany i przeprowadzony, że Ukraińcy prawie bez strat własnych zniszczyli dwie kompanie (do około 200 ludzi) Rosjan, a pozostałe w odwodzie pododdziały odmówiły wejścia do walki. Wszystko skończyło się tak szybko, że nie zrobiło się o tym głośno.

Nieco inaczej rozwinęły się walki w rejonie wspomnianego Wuhłedaru w obwodzie donieckim. Rosjanie próbują tam nacierać już ponad dwa tygodnie. Niezmiennie kończy się to dla nich tak samo, czyli katastrofalnie. Ukraińcy praktycznie nie oddali terenu i zadają Rosjanom ciężkie straty, dokumentowane nagraniami z dronów. Rosyjskie natarcia czołgów i bojowych wozów piechoty są rozbijane przy pomocy kombinacji min, artylerii oraz rakiet przeciwpancernych. Od początku walk straty można swobodnie liczyć w dziesiątkach pojazdów i setkach, jeśli nie ponad tysiącu zabitych oraz rannych. Pomimo tego do ataku są kierowane kolejne pododdziały, stopniowo ściągane w rejon walk w miejsce tych wykrwawionych. W awangardzie całej tej lokalnej ofensywy mają iść teoretycznie elitarne brygady piechoty morskiej (głównie 155 z Floty Pacyfiku). Jeśli tak wygląda więc efektywność najlepszych rosyjskich oddziałów w zetknięciu z dobrą ukraińską obroną, to można mówić o dobrym prognostyku na najbliższe tygodnie.

gazeta.pl

5 lutego weszły w życie decyzje Rady Europejskiej o embargu na import do UE rosyjskich produktów naftowych i jednoczesne objęcie ich pułapem cenowym (price cap) w odniesieniu do państw trzecich. Limit ustanowiono na 100 dolarów za baryłkę w przypadku lekkich (tj. bardziej przetworzonych) frakcji – np. oleju napędowego czy benzyny, sprzedawanych z premią w stosunku do surowej ropy – i 45 dolarów za baryłkę w przypadku frakcji cięższych – np. mazutu. Oznacza to, że europejskie podmioty nadal będą mogły transportować drogą morską do państw trzecich produkty naftowe z Rosji w cenach kontraktowych nie wyższych niż podane powyżej, a także świadczyć wszelkie usługi związane z ich przesyłem (pomoc techniczną, pośrednictwo czy usługi finansowe) – zgodnie z szóstym pakietem sankcyjnym UE z czerwca 2022 r. miały być one całkowicie zabronione. Jednocześnie zdecydowano, że pułap nie będzie obowiązywał w 55-dniowym okresie przejściowym w odniesieniu do statków przewożących rosyjskie produkty naftowe, które były załadowane do 5 lutego, a zostaną rozładowane przed 1 kwietnia 2023 r.

Pułap cenowy uzgodniono przy ścisłej współpracy wszystkich państw G7 oraz Australii. Podobne ograniczenia – zakaz importu i limit cenowy – obowiązują już od 5 grudnia 2022 r. w stosunku do rosyjskiej surowej ropy. Zachodnia koalicja zapowiedziała przegląd wysokości obowiązującego limitu na ten surowiec (aktualnie to 60 dolarów za baryłkę) w połowie marca br.

Komentarz

•  Ustalenie limitów cenowych na rosyjską surową ropę i produkty naftowe miało przeciwdziałać destabilizacji globalnego rynku i nie dopuścić do nagłego wzrostu ich cen w związku z wprowadzeniem unijnego embarga. W konsekwencji dochody budżetowe Rosji miały się zmniejszyć. Pierwsze efekty obowiązywania embarga i limitu cenowego na surową ropę demonstrują, że zakładane cele zostały osiągnięte. Światowe ceny ropy naftowej od początku grudnia utrzymują się na tym samym poziomie (baryłka marki Brent kosztuje 80–85 dolarów, jest nawet o ok. 20 dolarów tańsza niż w sierpniu), zaś według Ministerstwa Finansów FR średnia cena rosyjskiej ropy marki Urals w styczniu br. wyniosła niespełna 50 dolarów za baryłkę i była o ponad 40% niższa niż przed rokiem (najniższa cena od grudnia 2020 r.). W efekcie dochody FR z sektora naftowego skurczyły się w styczniu br. o prawie 44% r/r (zob. wykres), a rząd musiał sięgnąć po rezerwy z Funduszu Dobrobytu Narodowego (FDN), aby zrekompensować budżetowi brakujące prawie 55 mld dolarów. Zgodnie z rosyjskimi prognozami w lutym do kasy państwa może nie wpłynąć kolejnych 108 mld rubli dochodów naftowo-gazowych. Jeżeli cena ropy Urals utrzyma się na poziomie 50 dolarów za baryłkę, to deficyt może wzrosnąć o 2 bln rubli – do 5 bln rubli (równowartość 70 mld dolarów po obecnym kursie), gdyż skalkulowano go przy założeniu średniej ceny ropy na poziomie 70 dolarów za baryłkę.

•  Mimo kurczących się wpływów do budżetu FR (łączne dochody w styczniu wyniosły niespełna 1,4 bln rubli, tj. 35% mniej niż w analogicznym okresie ub.r.) władze dynamicznie zwiększają wydatki. W styczniu rząd wydał ponad 3,1 bln rubli, tj. o prawie 60% więcej niż przed rokiem i ponad 10% nakładów zaplanowanych na cały 2023 r. Sugeruje to, że deficyt może jeszcze wzrosnąć. Dzięki posiadanym rezerwom i petrodolarom uzyskanym w 2022 r. Kreml wciąż dysponuje środkami, aby sfinansować wydatki w bieżącym roku, lecz utrzymanie ich na tak wysokim poziomie w kolejnych latach będzie dużym wyzwaniem. Dla przykładu na koniec grudnia 2022 r. wartość płynnych środków FDN wynosiła 6,1 bln rubli. Ponadto sukcesywnie rosną obciążenia nakładane na biznes, zwłaszcza na sektor energetyczny. Rząd zapowiedział też zmianę od 1 marca br. metodologii ustalania średniej ceny ropy Urals, będącej podstawą opodatkowania koncernów naftowych. Z doniesień wynika, że może być ona w dużej mierze regulowana przez władze (obecnie opiera się na rynkowych szacunkach agencji Argus), co jeszcze zwiększy koszty sektora.

•  Jak dotąd rosyjskie firmy naftowe nie odczuły w pełni wymierzonych w nie zachodnich restrykcji. Przede wszystkim z unijnego embarga na import ropy ciągle wyłączone są dostawy rurociągami (płynie ona do Polski, Czech, na Słowację i Węgry) oraz morzem do Bułgarii (co wynika z trudności w alternatywnym zaopatrzeniu tego kraju). Ponadto dzięki wysokim cenom surowca w pierwszym półroczu 2022 r. koncerny uzyskały znaczne dochody, które rekompensowały jego niższą wartość pod koniec roku. Na razie Rosja utrzymuje wysoką produkcję ropy (w 2022 r. odnotowano nawet jej wzrost o 2%, do 535 mln ton). Surową ropę przekierowano zwłaszcza do Indii, Chin i Turcji. Z kolei produkty naftowe (głównie olej napędowy) do 5 lutego wciąż trafiały w dużych ilościach do państw unijnych, które robiły ich zapasy przed wprowadzeniem sankcji. Ponadto rosyjskie firmy zwiększały ich dostawy do krajów afrykańskich i Turcji.

•  Według rosyjskich danych w 2021 r. FR wyeksportowała ponad 144 mln ton produktów naftowych (ok. 60% z nich stanowiły lekkie frakcje), z czego do UE trafiało ok. 60% (niespełna 15% zapotrzebowania wspólnoty). Odcięcie tamtejszych produktów naftowych od unijnego rynku może okazać się zatem poważnym problemem, ponieważ ich przekierowanie do alternatywnych odbiorców napotyka wiele barier. Przede wszystkim skomplikowana jest ich logistyka (potrzeba wielu małych tankowców, lekkie frakcje nie powinny być ładowane na jednostki wcześniej przewożące mazut, żeby nie uległy zanieczyszczeniu itp.), co czyni ich transportowanie na duże odległości mało opłacalnym. Wyzwaniem będzie także znalezienie nowych odbiorców. Na rynku azjatyckim, z którym Kreml wiąże duże nadzieje, panuje silna konkurencja i wątpliwe, żeby najwięksi gracze (Chiny i Indie) dopuścili do niego rosyjskie olej napędowy czy benzynę, a dostarczanie tam mazutu może okazać się nierentowne. Afryka czy Turcja nie będą zaś najprawdopodobniej w stanie wchłonąć całości eksportu. Zapewne Rosja postara się więc zwiększać dostawy surowej ropy do państw spoza Zachodu, skąd produkty naftowe trafią do Europy. W ten sposób koncerny spróbują ograniczyć spadek wydobycia (prognozowany na 5–7% w 2023 r.). Uderzy to jednak w rosyjskie rafinerie – m.in. szacuje się, że produkcja diesla zmaleje o ok. 12%. Dodatkowo zakłady te w większości nie zostały zmodernizowane i wytwarzają duże ilości niskoprzetworzonych surowców, z którymi nie będą miały co zrobić.

•  Niewątpliwe rosyjskie firmy – tak jak dotychczas – będą próbowały obchodzić zachodnie sankcje. Z licznych śledztw dziennikarskich wynika, że wykorzystują one w tym celu „szarą” flotę tankowców (jej właściciele pozostają nieznani), ukrywają pochodzenie surowca poprzez korzystanie z wielu pośredników, mieszają różne rodzaje ropy czy przeładowują ją na otwartym morzu. Niewątpliwie dzięki tym procederom część rosyjskiego surowca udaje się dostarczyć do państw zachodnich lub przetransportować z pomocą unijnych firm mimo przekroczenia limitu cenowego. Jak pokazują wyniki budżetu, obchodzenie restrykcji nie jest raczej masowe. Mechanizmy te skutkują bowiem zwiększeniem kosztów dostaw i wymuszają wyższe upusty, co ogranicza zarobki Moskwy, ale pozwala bogacić się pośrednikom.

osw.waw.pl

Opozycyjni wobec Władimira Putina dziennikarze śledczy w „runecie" (rosyjskich mediach społecznościowych) poinformowali, że tzw. Grupa Wagnera ma być wcielana w skład regularnej rosyjskiej armii i traci swój „niezależny status". Przypomnijmy, że prywatna wojskowa firma powiązana z Kremlem była obecna, w zasadzie, na wszystkich wojnach Władimira Putina. Wagnerowcy pilnowali rosyjskiej geopolityki w Syrii, Afryce (od Mali do Republiki Środkowoafrykańskiej) oraz na wschodniej Ukrainie. Z najemnego pułku w liczbie ok. 2 tys. kontraktorów rozrosła się dziesięciokrotnie do niezależnego politycznie korpusu z etatem ponad 20 tys. najemników. Pojawiają się także źródła o liczbie 50 tys. wagnerowców, ale traktuję ją jako sumę wszystkich wagnerowców (w tym hospitalizowanych, trenowanych, rekrutowanych), a nie frontowego korpusu. Bardziej prawdopodobne jest to, że na bachmuckim odcinku frontu zaangażowano korpus bojowy równorzędny dwóm dywizjom. W wagnerowskim korpusie obowiązuje specyficzna hierarchia. Na jednego wagnerowskiego kontraktora ma przypadać czterech „zeków", czyli wyciągniętych z kolonii karnych i więzień kryminalistów. Ci ostatni są tzw. „jednorazową piechotą", czyli pierwszym rzutem do przeprowadzania zwiadu bojem. Drastyczny wzrost liczebności tzw. Grupa Wagnera zawdzięcza masowej akcji rekrutacji wśród kryminalistów.

W bitwie bachmuckiej zginęło 4 tysiące wagnerowców, a 10 tys. zostało rannych. Oznacza to 14 tys. wyeliminowanych z walki (pamiętajmy, że wśród rannych są osoby objęte amputacjami albo nawet ciężko ranne, które nie przeżyją w szpitalu, a przy poziomie rosyjskiej medycyny pola walki i panującym na froncie warunkom atmosferycznym nawet mniejsze kontuzje wykluczają z boju i przedłużają rekonwalescencję). A w tej statystyce nie ujęto jeńców. Oznacza to wykluczone z walk przynajmniej 70 proc. stanu osobowego frontowego korpusu. Nie przez przypadek pod Bachmut zaczęto podciągać regularne jednostki Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, które zastępują wagnerowców. Bitwa, która była priorytetem rosnącego w polityczne wpływy Prigożyna została zaczęta wagnerowskimi rękami, ale w tej chwili – gdy Rosjanie wdarli się do wschodniej części miasta – jest prowadzona rosyjskim wojskiem. Tak wysokie straty oznaczają w praktyce eliminację korpusu z walki, chociaż w tym wypadku główną ideą użycia korpusu złożonego z kryminalistów było użycie go jako „armatniego mięsa". Póki co nie osiągnięto strategicznego celu w postaci zajęcia Bachmutu, ale z pewnością zrealizowano koncepcję użycia „jednorazowej piechoty". Gdy padał Sołedar, Jewgienij Prigożyn fotografował się ze swoimi najemnikami i chełpił zwycięstwem. Uznawano to za sukces. W praktyce jednak ma to polityczne implikacje, z których Prigożyn nie do końca wychodzi zwycięsko (podobnie jak jego ludzie, których ciała masowo zaległy na polach „ziemi niczyjej" pod Bachmutem).

Ważnym czynnikiem jest to, że Bachmutu jednak wagnerowcy nie zdobyli. Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej w politycznym konflikcie są „koterią", która musi dokończyć operację po Prigożynie. W walkach frakcji na Kremlu Prigożyn pod Bachmutem wcale ostatecznie nie zyskał. Triumfalne zdobycie miasta mogło być argumentem – Sołedar to za mało. Prigożyn krytykował rosyjski resort obrony, że jego ludzie są przez rosyjskie wojsko dyskryminowani, że nie mają zaopatrzenia oraz broni. W rosyjskich mediach społecznościowych był to popularny argument, ponieważ gołym okiem widać siermięgę rosyjskiej logistyki polowej . Przetrzebiony, zredukowany z dwóch dywizji, do dwóch brygad, wagnerowski korpus po miesiącach walk musi przedstawiać nędzny obraz, więc jego przetrwanie jest uzależnione od rosyjskiego dowództwa wojskowego.

Mianowanie generała Walerija Gierasimowa głównodowodzącym wojsk inwazyjnych oraz odwołanie gen. Sergieja Surowikina – człowieka Prigożyna oznacza, że takiej a nie innej formy wchłaniania tzw. Grupy Wagnera możemy się spodziewać. Gierasimow jako „mózg" inwazji był między wierszami krytykowany przez frakcję Prigożyn-Kadyrow, choć głównie to Sergiej Szojgu stał -ich zdaniem- się winowajcą rosyjskich klęsk. Szojgu wciąż pozostaje ministrem obrony, a mianowanie Gierasimowa oznacza utrzymanie go przy politycznym „życiu" na Kremlu.

Brak zrealizowania operacyjnego celu, ogromne straty, polityczne osłabienie w postaci odwołania Surowikina sprawiły, że – co wskazuje agencja UNIAN – Gierasimow oczekuje od Prigożyna, że ten się ukorzy i sam zaproponuje włączenie w plany Sztabu Generalnego zrzekając się swojej wojennej autonomii. Użycie wagnerowców na froncie jest korzystne dla Moskwy, która ma problem z branką „rekrutów" na front. Pustoszeją więzienia, a front jest „łatany" jakimkolwiek wojskiem. Kreml nie zrezygnuje z tej praktyki bo wysyłanie „zeków" do walki ma w Rosji dlugą tradycję. Problem w tym, że Prigożyn nie ma tyle broni, amunicji i chętnych kontraktorów, by odbudować swój korpus jak miało to miejsce w roku 2022. Nawet jeżeli uzupełni straty to jest zdany na łaskę krytykowanego przez niego Szojgu. A na przełomie roku, na fali wzrostu wpływów Prigożyna na Kremlu, media spekulowały nawet czy nie zastąpi on Władimira Putina.

defence24.pl

Rosja straciła na Ukrainie około połowy wszystkich swoich czołgów — przekazała asystent sekretarza obrony USA ds. bezpieczeństwa narodowego Celeste Wallander. Dodała jednak, że spodziewa się, iż Rosja pozostanie znaczącym zagrożeniem militarnym przez dłuższy czas

Podczas rozmowy w think-tanku Center for New American Security (CNAS) Wallander mówiła, że "konwencjonalne, zwłaszcza lądowe siły Rosji w Europie, zostały znacząco zdegradowane. Prawdopodobnie straciła połowę swoich zasobów czołgów albo zniszczonych w walce, albo przejętych przez Ukraińców. Około 80 proc. lądowych zasobów wojskowych jest poświęcona na inwazję Ukrainy" — wyliczała.

Zaznaczyła jednak, że mimo sankcji osłabiających produkcję rosyjskiego sektora zbrojeniowego Rosja jest w stanie "zapchać dziury" dzięki współpracy z Iranem, jej siły powietrzne i morskie pozostają stosunkowo nienaruszone i ma do dyspozycji głębokie rezerwy ludzkie.

"Jak powiedział jeden z moich kolegów, Rosja jest doraźnym zagrożeniem, ale dolegliwością chroniczną. Więc nie spuszczamy z oczu tego faktu, że nawet jeśli Rosja stoi w obliczu strategicznej klęski na Ukrainie, pozostanie militarnie znaczącym przeciwnikiem i musimy odpowiednio przystosować do tego rozmiar naszych planów" — dodała.

Podkreśliła, że to, jak powinna wyglądać struktura sił NATO na wschodniej flance, jest obecnie przedmiotem prac przed lipcowym szczytem Sojuszu w Wilnie.

PAP

3 lutego premier Norwegii Jonas Gahr Store wraz z ministrami obrony narodowej i finansów poinformowali, że Oslo zakupi 54 czołgi Leopard 2A7 z opcją na kolejne zamówienie 18 wozów w przyszłości. Całościowego kosztu kontraktu, który obejmuje też szkolenie i części zamienne, nie ujawniono, choć poinformowano, że nie przekroczy on 1,769 mld euro. Dostawy zaplanowano na lata 2026–2031. Podjęta decyzja jest rezultatem wieloletniego przetargu i testów porównawczych niemieckiego czołgu Leopard z koreańskim K2 Black Panther. Nowe maszyny całkowicie zastąpią dotychczas używane w norweskich wojskach lądowych wozy tego typu.

Komentarz

•  Norwegia posiada 52 czołgi Leopard 2A4NO, które w 2001 r. odkupiła od Holandii – 36 z nich pozostaje w służbie, a 16 zmagazynowano jako rezerwę. Znajdują się one na wyposażeniu dwóch norweskich batalionów (po 18 wozów) w Setermoen na północy kraju i w Rena na północ od Sztokholmu, które operują w ramach jedynej brygady wojsk lądowych tamtejszych sił. Zakup nowych pojazdów był krytykowany przez norweskiego  szefa obrony generała Eirika Kristoffersena, który wskazywał, że środki finansowe na ten cel powinno się przeznaczyć na pozyskanie nowych śmigłowców (Norwegia zrezygnowała z NH90 i potrzebuje ich następcy) oraz artylerii rakietowej dalekiego zasięgu. Jego sprzeciw wywołał dyskusje w środowisku eksperckim na temat roli i potrzeby utrzymywania czołgów w Norweskich Siłach Zbrojnych. W przypadku potencjalnej wojny z Rosją brak wojsk pancernych oznaczałby w dużym stopniu uzależnienie możliwości obrony oraz odbijania własnego terytorium od potencjału militarnego Szwecji, Finlandii i innych sojuszników.

•  Testy porównawcze pokazały, że zarówno K2, jak i Leopard 2A7 spełniają norweskie wymagania techniczne. Silną stroną koreańskiej oferty było szybkie rozpoczęcie dostaw, które mogłyby być uruchomione już w br. Za takim wyborem przemawiała także dotychczasowa współpraca z tym państwem. W 2017 r. Norwegia zamówiła tam 24 armatohaubice K9, które już trafiły do służby, a w 2022 r. zakontraktowała kolejne cztery. Na czołgi z RFN Norweskie Siły Zbrojne będą musiały poczekać dłużej, ponieważ ich producent – niemiecka firma KMW – ma ograniczone moce produkcyjne. W latach 2023–2025 dostarczy ona 44 Leopardy 2A7HU zakontraktowane w 2018 r. przez Węgry, a z uwagi na brak dużych zamówień KMW nie opłaca się zwiększać rocznego wolumenu produkcji. Berlin miał jednak zaoferować lepsze warunki współpracy dwustronnej w dziedzinie przemysłu, logistyki i wsparcia eksploatacji, choć ich szczegółów nie ujawniono. Decyzja Oslo o zakupie czołgów Leopard 2A7 wynika również z szerszego kontekstu. Leopardy (w różnych wersjach) są bowiem używane przez Szwecję, Finlandię i Danię, co oznacza, że wybranie innej platformy zmniejszyłoby interoperacyjność norweskich wojsk lądowych z bezpośrednimi sojusznikami w regionie nordyckim.

•  Dalsze wzmacnianie norwesko-niemieckich relacji w dziedzinie bezpieczeństwa było istotnym powodem decyzji Oslo, które współpracowało dotąd z Berlinem głównie w obszarze marynarek wojennych obu państw. W 2019 r. Norwegia zamówiła cztery okręty podwodne 212CD produkowane przez niemiecki TKMS (pierwszy z nich ma wejść do służby w 2029 r.). Z kolei w 2021 r. RFN nabyła nieujawnioną liczbę norweskich pocisków przeciwokrętowych NSM dla swoich fregat typu F124 i F125. Ze względu na obawy o bezpieczeństwo infrastruktury energetycznej na norweskim szelfie po sabotażu na gazociągach Nord Stream 1 i 2 od jesieni 2022 r. niemiecka marynarka wojenna zaangażowała się – wraz z Wielką Brytanią – we wzmożone patrolowanie akwenu Morza Północnego. W listopadzie 2022 r. Oslo i Berlin zaproponowały utworzenie centrum koordynacji ochrony infrastruktury podwodnej w NATO. Ponadto Norwegia stała się w 2022 r. – po odcięciu dostaw przez Rosję – kluczowym eksporterem gazu do RFN. Co więcej, Niemcy importują także norweską ropę. Oba kraje uzupełniają partnerstwo energetyczne o nowe obszary (szerzej zob. Niemiecko-norweski sojusz energetyczny).

•  Późne rozpoczęcie dostaw nowych czołgów oznacza, że Norwegia nie będzie mogła bez utraty własnego potencjału szybko przekazać Ukrainie znacznej liczby Leopardów 2A4NO. Decyzję o przystąpieniu do międzynarodowej koalicji na rzecz udostępnienia tych wozów Kijowowi rząd norweski ogłosił 26 stycznia, jednak do tej pory nie określił zakresu swojego udziału. W tej sprawie trwają jeszcze konsultacje między resortem obrony a siłami zbrojnymi. Z ciężkiego uzbrojenia dla Kijowa Oslo przekazało do tej pory 22 samobieżne armatohaubice M109A3GN, a ponadto – wraz z Niemcami i Danią – finansuje zakup 16 słowackich armatohaubic Zuzana 2. Norwegia dostarczyła też trzy wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe M270 MLRS Wielkiej Brytanii (do modernizacji), co umożliwiło oddanie takiej samej liczby brytyjskich wyrzutni Ukrainie.

osw.waw.pl