poniedziałek, 16 stycznia 2023


Istnieje błędne przekonanie o możliwościach militarnych Rosji i jej opcjach przejęcia inicjatywy w toczącej się wojnie. Wielu komentatorów jest zdania, że armia rosyjska może wykorzystać przeprowadzoną niedawno częściową mobilizację i rozpocząć nową, dużą ofensywę, aby zakończyć wojnę na swoich warunkach. Ofensywa ta mogłaby ruszyć z Białorusi, co zagrażałoby bezpośrednio Kijowowi i doprowadziłoby do kapitulacji Ukrainy. Jednak przegląd rosyjskiego wojska, a do tego obecny już na froncie mróz, skutecznie uniemożliwiają Putinowi realizację jego planów. Koncepcja masowego powrotu Rosjan do Kijowa jest całkowicie nierealna.

Większość ludzi wierzących w te pomysły ma niewielkie pojęcie o zmianach, jakie dotknęły rosyjską armię w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy. A to nie tylko kwestia strat bojowych i spadku morale z powodu niepowodzeń wojskowych. Zmieniła się sama natura sił lądowych. W efekcie Putin nie ma wojska zdolnego do działań ofensywnych.

Nie oznacza to, że armia rosyjska została pokonana. Nie została. Oznacza to, że nie ma ona wiarygodnej zdolności do przeprowadzania poważnych ataków i zdobywania dużych terytoriów. Ogranicza się do utrzymania tego, co posiada i przeprowadzania lokalnych ataków destrukcyjnych — czego jesteśmy obecnie świadkami.

Armia rosyjska, która w lutym ubiegłego roku zaatakowała Ukrainę, składała się z około 200 tys. żołnierzy zawodowych, wspieranych przez kolejne 50 tys. poborowych i znaczną liczbę stosunkowo nowoczesnych wozów bojowych. To w zasadzie cały potencjał operacyjny, na jaki Federacja Rosyjska mogła sobie pozwolić w ramach jednej kampanii.

Rosyjski generał Walerij Gierasimow starał się atakować, ale napotkał gigantyczne problemy personalne. Zawodowa armia Rosji, której większość ekspertów przypisywała dobry poziom wyszkolenia bojowego, po prostu już nie istnieje.

Nie ma ostatecznie potwierdzonych danych o rosyjskich ofiarach. Oficjalne źródła ukraińskie mówią o ponad 100 tys. zabitych. Może to być zawyżona liczba, ale prawdopodobnie nie aż tak bardzo — zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę niezależnie potwierdzone straty wozów bojowych, które są oszałamiające.

Mówiąc o personelu, musimy pamiętać, że na każdego żołnierza zabitego w akcji przypada co najmniej dwóch ciężko rannych lub utraconych w wyniku pojmania, dezercji lub zwolnienia. Oznacza to, że nawet jeśli ukraińskie dane o rosyjskich stratach są przesadzone, bardzo niewielu z tych zawodowych żołnierzy, którzy wtargnęli do Ukrainy w lutym, walczy tam do dzisiaj.

Większość z nich została zabita lub okaleczona. Pozostali prawdopodobnie awansowali na wyższe stopnie, aby wypełnić stanowiska oficerów i objąź dowództwo nad zmobilizowanymi rekrutami.

Być może niektóre elitarne zmechanizowane bataliony spadochronowe nadal są obsadzone przez większość żołnierzy kontraktowych. Grupy najemników, takie jak Grupa Wagnera, są z natury "profesjonalne". Cała rosyjska armia powróciła jednak do czegoś, co można nazwać zmobilizowanym tłumem poborowym. Używam terminu "tłum" celowo, ze względu na charakter "częściowej mobilizacji", której byliśmy świadkami.

Sytuacja jest jeszcze bardziej tragiczna, gdy zwrócimy uwagę na zasoby materialne.

Federacja Rosyjska, choć duża, ma PKB znacznie niższy od włoskiego, a każdy budżet wojskowy – jakkolwiek zawyżony – musi zaczynać od tej fundamentalnej podstawy.

Biorąc pod uwagę fakt, że wydatki wojskowe Rosji są zbliżone do wydatków Wielkiej Brytanii, ale armia rosyjska jest 20 razy większa i dysponuje potencjałem odstraszania nuklearnego równym amerykańskiemu, widzimy, że dostępne pieniądze są zdecydowanie niewystarczające do utrzymania tak dużej armii. Gdy tylko dodamy do tego korupcję, staje się jasne, że dostępne zasoby od początku były skąpe.

To, co Kreml miał na początku, zostało poważnie dotknięte przez zachodnie sankcje, więc wojskowa produkcja przemysłowa drastycznie spadła, a rezerwy okazały się w dużej mierze niewarte zachodu.

Stopniowo profesjonalna i wyposażona armia, którą Rosja wystawiła w lutym ubiegłego roku, przekształciła się w słabo wyposażoną i źle wyszkoloną hordę zdemoralizowanych rekrutów, wspieraną przez niewystarczające, przestarzałe wozy bojowe i dowodzoną przez niezadowolonych oficerów wywodzących się z szeregów i mających niewielkie wykształcenie przywódcze.

Taka armia po prostu nie nadaje się do prowadzenia działań ofensywnych na wrogim terytorium. Tym bardziej, gdy jej przeciwnicy dysponują większą liczbą żołnierzy, lepszym wyszkoleniem i dowództwem oraz jeszcze nowocześniejszym sprzętem. Do tego dochodzi jeszcze kwestia motywacji.

No i problemy logistyczne — Rosjanom brakuje sprzętu kołowego do przemieszczania zapasów — głównie amunicji artyleryjskiej, więc muszą polegać w dużej mierze na kolei. Ukraińscy generałowie starannie zaplanowali swoje działania tak, aby uniemożliwić je najeźdźcom, dlatego obecnie kolej łącząca Rostów z Donieckiem jest jedyną koleją zdolną do wspierania działań ofensywnych na terytorium Ukrainy.

Każda ofensywa z terytorium Białorusi jest uzależniona od jednej białoruskiej linii kolejowej, obsadzonej przez przyjazny Ukrainie białoruski personel. I widzieliśmy w marcu ubiegłego roku, jak bardzo było to skuteczne.

Rosyjska armia wciąż żyje i ma się dobrze. Ma po swojej stronie liczby i odporność dużego narodu, który ją wspiera. Może też skutecznie utrzymywać swoją linię przez wiele kolejnych miesięcy. Zachodnie rządy i władze ukraińskie mogą mieć żywotny interes w przedstawianiu tego kraju jako bliskiego nowego ataku — w celu zyskania zwiększenia zachodnich dostaw wojskowych. Armia Kremla nie jest jednak w stanie prowadzić ofensywy: ani dziś, ani za kilka miesięcy.

onet.pl/Kyiv Post

niedziela, 15 stycznia 2023


Wiele wskazuje, że czystki tak naprawdę już się zaczęły. Na money.pl pisaliśmy o tajemniczych zgonach rosyjskich menedżerów. Od rozpoczęcia inwazji na Ukrainę zginęli wiceprezes Gazprombanku czy były główny księgowy koncernu gazowego Novatek. Ważne postacie rosyjskiego biznesu wypadają przez okna lub rzekomo popełniają samobójstwa.

Majątki oligarchów są dla Putina bardzo istotne. Oligarchowie są mu bezpośrednio podporządkowani, ale z drugiej strony toczy się wewnątrz gra interesów. Wypadanie przez okna, z łodzi i seryjni "samobójcy" dają krezusom do myślenia. To przypomina "Rodzinę Soprano" i opowieść o rozpadzie struktur mafijnych. W Rosji nazywa się to pachanatem i regułą więziennego rozkładu. Jak ktoś tonie, to zamiast solidarności topi się go jeszcze bardziej. Ten młot Prigożyna to zapowiedź twardych represji. Zginął nawet redaktor naczelny "Komsomolskiej Prawdy", nazywanej "ulubioną gazetą Władimira Putina" - podkreśla dr Morawiecki.

Oligarchowie mogą jednak stać się wrogami ludu. Rosyjska prasa już nawołuje do "przyjęcia nowego prawa w trybie pilnym. […] Chodzi o pozbawienie aktywów oligarchów, którzy próbują wyprowadzić środki z kraju".

(...)

Wojna z Ukrainą jest święta. To walka z "szatanem i zgniłym Zachodem", z "LGBT i nekrofilią". Boskie namaszczenie wojsk rosyjskich i samego Władimira Putina miało potwierdzić samotne "świętowanie" Bożego Narodzenia przez dyktatora.

Dr Morawiecki przytacza słowa religioznawcy Romana Łunkina: "Putin przywitał Boże Narodzenie w domowej świątyni wielkich kniaziów przeszłości. […] W czasie wojny nasi władcy zawsze zwracali się ku prawosławiu. Tak uczynił Dmitrij Donski, tak czynił Stalin. Tak zrobił i Putin. Tegoroczne Boże Narodzenie to czas, gdy wypełniła się symfonia Cerkwi i władzy. W tym samym momencie europejscy politycy dali upust swej antychrześcijańskiej dzikości. To jednak jeszcze bardziej wzmocniło rosyjską symfonię władzy i Kościoła".

(...)

W takich warunkach tworzy się nowy porządek i kończy się też "Rosja postsowiecka" - jak donosi rządowa agencja Ria Novosti.

"Po okresie przejściowym nadszedł czas budowania, po samozwańcach i zdrajcach nadszedł czas tych, co nie oddzielają się od ludu. Bo są z ludu. […] Nowa elita wykuwa się nie tylko na froncie. Wykuwa się ona w świecie po 24 lutego. Nie nadeszło jeszcze radykalne uzdrowienie społeczeństwa, ale jest ono nieuchronne. […] I dokona się ono w śmiertelnej powadze: hedonizm, konsumpcjonizm, hołdowanie rozrywce, struganie głupca, słabość duchowa, kłanianie się obcym bożkom, całe te postsowieckie wakacje się skończyły. Wszystko się skończyło w roku 2022" - czytamy w agencji.

money.pl

W lipcu 2022 r. do kolonii karnej numer 11 w Niżnym Nowogorodzie przybyli werbownicy z Grupy Wagnera. To w tej kolonii Kowyrzin odbywał karę. Werbownicy zabrali stamtąd grupę więźniów. Najwyraźniej w ten sposób Kowyrzin znalazł się na froncie i zginął na początku sierpnia.

W grudniu tablica pamiątkowa z jego nazwiskiem pojawiła się na fasadzie szkoły nr 11 w Saratowie, gdzie się uczył. Mówi się, że chorąży został odznaczony medalem „Za odwagę” i zginął podczas „operacji specjalnej”. Uchwałę o umieszczeniu znaku pamiątkowego podpisała burmistrz Saratowa Łada Mokrousowa.

Wiceprzewodniczący Saratowskiej Dumy Obwodowej – noszący tytuł Bohatera Rosji – Aleksandr Jankłowicz podczas uroczystości odsłonięcia tablicy podkreślił wagę umieszczania tego rodzaju upamiętnień, gdyż nie tylko utrwalają pamięć o bohaterach, ale są także integralną częścią patriotycznej edukacji młodego pokolenia.

Nie wiadomo, czy Kowyrzin został ułaskawiony przez prezydenta Rosji przed pójściem na front, jak obiecał w koloniach założyciel Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn.

Według rosyjskiego serwisu BBC tablica ta była pierwszą tablicą upamiętniającą więźnia walczącego w szeregach Grupy Wagnera oficjalnie zainstalowaną przez władze rosyjskie.

belsat.eu/BBC/Saratovmer.ru

sobota, 14 stycznia 2023


Proces przemieszczania sprzętu i wojska między Białorusią a Rosją jest dość nietypowy. Na Białoruś przyjeżdżają konwoje wojskowe z całej Rosji: z obwodu moskiewskiego, niżnonowogrodzkiego, kostromskiego, czelabińskiego, omskiego i woroneskiego. Wyjeżdżają wyłącznie do regionów graniczących z Ukrainą.

Według grupy Biełaruski Hajun, monitorującej ruch wojsk rosyjskich na Białorusi, do połowy listopada Białoruś przekazała armii rosyjskiej 211 jednostek sprzętu wojskowego, w tym: co najmniej 98 czołgów T-72A, 40 BMP-2, 20 BMP-2 bez wież i 54 ciężarówki Ural. Jest to białoruski sprzęt stacjonujący dotąd w 969. bazie rezerwy czołgów w Urzeczu pod Mińskiem i 288. bazie rezerwy pojazdów w Starych Drogach.

Pojazdy trafiały na stacje kolejowe w graniczących z Ukrainą rosyjskich obwodach rostowskim i biełgorodzkim. Ministerstwo Obrony Białorusi podało, że pojazdy są wysyłane do Rosji w celu modernizacji, ale jest to mało prawdopodobne, ponieważ czołgów T-72A nie da się modernizować do nowszej wersji. Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że wysłano je prosto na wojnę.

Wywóz sprzętu wznowiono na początku 2023 roku, a obecnie pojazdy są wywożone wraz z rosyjskimi żołnierzami. 7 stycznia ze stacji Leśna (obwód brzeski na Białorusi) do stacji Podgornoje (obwód woroneski w Rosji) wyjechał konwój składający się z 25 wagonów platformowych z pojazdami kołowymi i gąsienicowymi, trzech wagonów krytych z amunicją i dziewięciu wagonów osobowych (około 450 żołnierzy).

11 stycznia ze stacji Czepina (obwód witebski na Białorusi) do stacji Rossosz (obwód woroneski w Rosji) wyjechał konwój wojskowy z ośmioma wagonami osobowymi (około 400 żołnierzy), trzema wagonami krytymi z amunicją i 37 wagonami platformowymi z pojazdami kołowymi i gąsienicowymi.

Obwód woroneski graniczy z obwodem ługańskim. Można więc założyć, że zarówno żołnierze, jak i sprzęt wojskowy zostanie wysłany do wzmocnienia frontu w okolicach Swatowego i Kreminnej, gdzie ukraińskie siły zbrojne od kilku miesięcy nacierają na rosyjskie pozycje.

Do tego należy dodać obserwowany w ostatnim miesiącu intensywny ruch wojsk rosyjskich na terenie samej Białorusi. Mieszkańcy zauważają rosyjski sprzęt i żołnierzy w coraz większej ilości miejsc. Bardzo trudno jest jednak określić logikę tego ruchu. W dniach 20-22 grudnia miał miejsce przypadek, gdy rosyjskie konwoje dosłownie jeździły między stacjami, bez rozładunku na żadnej ze stacji.

Grupa monitorująca Biełaruski Hajun tłumaczy te ruchy przegrupowaniem i rotacją rosyjskich sił, które przechodzą szkolenie na białoruskich poligonach z pomocą białoruskich instruktorów. Część rosyjskich zmobilizowanych żołnierzy przyjeżdża na szkolenie na Białoruś, a inni po szkoleniu jadą na front w obwodzie ługańskim lub donieckim.

– Prowadzenie rotacji wojsk rosyjskich wskazuje na to, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się ofensywy Rosji z terytorium Białorusi. Białoruś w tym przypadku pełni funkcję bazy szkoleniowej dla zmobilizowanych obywateli Rosji – podkreśla Biełaruski Hajun.

Ta wersja ma jednak jeden słaby punkt: przepływy sprzętu i wojska z Białorusi do Rosji i z Rosji do Białorusi nie są jednakowe.

Jeśli kierować się danymi kanału telegramowego białoruskich kolejarzy belzhd_live i grupy monitorującej Biełaruski Hajun, to okazuje się, że tylko w styczniu na Białoruś przyjechały co najmniej 173 wagony ze sprzętem, 19 wagonów z amunicją i 2800 rosyjskich żołnierzy. A Białoruś opuściło: 62 wagony ze sprzętem, sześć wagonów z amunicją i około 850 żołnierzy. Czyli przybyło 2,5 razy więcej sprzętu i prawie 3,5 razy więcej żołnierzy niż wyjechało.

Biorąc pod uwagę dane z trzech miesięcy, okazuje się, że na Białoruś przerzucono około 13,8 tys. wojskowych, ale tylko około 850 z nich opuściło kraj. A więc, jeśli to rzeczywiście rotacja, to dotyczy ona tylko niewielkiej części rosyjskich wojsk na Białorusi.

Jeśli chodzi o sprzęt, to sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo nie zawsze udaje się dotrzeć do informacji o rodzaju przemieszczanej techniki. Najprawdopodobniej pierwsze konwoje wojsk rosyjskich, które przyjechały na Białoruś w październiku, nie zawierały żadnego ciężkiego sprzętu. Białoruś przekazywała jednak swój sprzęt armii rosyjskiej.

Natomiast w grudniu na Białoruś dotarło co najmniej sześć konwojów sprzętu wojskowego. W większości były to ciężarówki marki Ural: w grudniu na Białoruś przyjechało ich więcej, niż wyjechało w październiku.

W konwojach znalazł się też ciężki sprzęt – co najmniej 13 czołgów T-72B3. To wyraźnie mniej niż to, co Białoruś przekazała Rosji w październiku (98 jednostek T-72A), ale jakość sprzętu też jest inna. T-72B3 to współczesna modyfikacja czołgu T-72 (na Białorusi było ich tylko kilkadziesiąt), a T-72A to jeden z najstarszych modeli czołgów (Białoruś posiada spore ilości tych pojazdów).

Analitycy amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW) nazywają obecne działania Rosjan na kierunku białoruskim „operacją informacyjną”, której celem jest zatrzymanie części Sił Zbrojnych Ukrainy na północy kraju. Eksperci uważają nową inwazję na Ukrainę ze strony Białorusi za mało prawdopodobny scenariusz.

Biełaruski Hajun twierdzi, że Rosja próbuje wszystkich zmylić:

– Ruchy rosyjskich sił zbrojnych drogą kolejową wskazują na chęć wprowadzenia w błąd i dezorientacji co do dalszych planów rosyjskiego zgrupowania wojskowego stacjonującego na Białorusi.

Jeśli celem jest rzeczywiście zmylenie przeciwnika, to wiele wyjaśnia: zarówno ruch sprzętu między Białorusią a Rosją, jak i fakt, że rosyjscy wojskowi „jeżdżą” między stacjami wewnątrz Białorusi.

Inną kwestią jest to, co taki ruch miałby ukryć? Czy przerzucenie rosyjskich wojsk w rejony graniczące z Ukrainą ma przekonać wszystkich, że Rosja uważa Białoruś tylko za bazę szkoleniową? Czy też przeniesienie rosyjskich wojsk na Białoruś ma na celu stworzenie pozorów przygotowania ofensywy na Kijów? Na te pytania na razie nie można dać odpowiedzi.

belsat.eu

"Grupa Wagnera przewozi ciała swoich zabitych z pomocą zwykłych ciężarówek. Stosowne zamówienia (na usługi) pojawiają się na portalach branżowych »praktycznie codziennie«" – poinformował w czwartek wieczorem kanał Ostorożno, Nowosti w Telegramie.

Autorzy przywołują treści zamówień, które znaleźli w internecie: "Waga — 6 ton, objętość – 82 m sześc. Ładunek 200 (tak w Rosji określa się ciała zabitych żołnierzy — PAP)".

W treści opisywanego zamówienia wskazano trasę – z Rostowa nad Donem na południu Rosji do podmoskiewskiej Bałaszychy. Zaznaczono, że musi to być samochód chłodnia. Opłata to 60 tys. rubli gotówką (niecałe 4 tys. zł).

Rozmówcy z firmy Disawtotrans, która składa zamówienia w imieniu zleceniodawców, mieli powiedzieć Ostorożno, Nowosti, że "cynkowe ładunki pojawiają się prawie codziennie". Zleceniodawcą opisywanego zamówienia miała być według nich Grupa Wagnera.

PAP

Dokumenty strategiczne USA od lat wyznaczają Chiny jako głównego rywala Waszyngtonu, uważając Rosję za zagrożenie "ostre", lecz doraźne. Według części komentatorów i polityków na prawicy USA powinny przenieść swoją uwagę i środki do Azji. Zdaniem Wessa Mitchella, byłego pracownika administracji Donalda Trumpa i założyciela Marathon Initiative — inicjatywy przygotowującej strategię USA na rywalizację z Chinami — stanowcza polityka wobec Rosji i Chin nie muszą się wykluczać.

— W mojej ocenie, Stany Zjednoczone i nasi sojusznicy mają szansę, by zyskać wielką przewagę w rywalizacji z Rosją i Chinami pomagając Ukrainie wygrać wojnę. Według mnie pożądaną strategią byłoby, by najpierw Rosja została definitywnie pokonana, a potem zwrócić naszą pełną uwagę na Chiny — mówi Mitchell.

Jak dodaje, wspieranie oporu Ukrainy jest w interesie USA z szeregu powodów.

— Po pierwsze, w ten sposób Ukraina wzmacnia swoje zdolności odstraszania i powstrzymania kolejnych rosyjskich ataków. Po drugie, Rosjanie stają się osłabieni gospodarczo i militarnie na jakiś czas, a Europejczycy — jeśli dotrzymają swoich zobowiązań — wzmocnią swoją obronność. Z czasem, to ułatwiłoby poświęcenie większości naszych wysiłków w kierunku Azji, bez konieczności martwienia się o ten drugi teatr działań — ocenia.

Mitchell zgadza się jednocześnie z tymi, którzy twierdzą, że USA nie stać na rywalizację na dwóch frontach i powinna być wyczulona na zagrożenie płynące z Chin także w krótkim terminie. Wobec czego — jego zdaniem — nie powinna na tyle angażować sił w Europie, by dać Chinom okazję do interwencji w Tajwanie.

— Problem polega na tym, że mamy skończoną ilość najważniejszych rodzajów amunicji. Wojna powinna podziałać na Stany Zjednoczone jako impuls, by uporządkować własną produkcję zbrojeń, im szybciej, tym lepiej. I powinien to być impuls dla Europejczyków, aby zrobili to samo — powiedział.

Pytany o to, jak wojna w Ukrainie może wpłynąć na kalkulacje i interesy ChRL, Mitchell ocenia, że choć problemy swojego sojusznika są dla Pekinu kłopotliwe w krótkim terminie, w dłuższej perspektywie Chiny mogą na tym skorzystać.

— W krótkiej perspektywie, Putin stał się potężnym problemem dla Xi. Pamiętajmy, że strategią dyplomatyczną Chin było pokazywanie się jako konstruktywna siła na świecie. Długo nad tym pracowali, skupiali się na relacjach handlowych. A tu mamy gościa, który niedawno siedział obok prezydenta [Xi] w loży honorowej na igrzyskach w Pekinie jako jego najlepszy przyjaciel i który teraz grozi wojną jądrową, a jego wojska dokonują barbarzyńskich tortur — mówi Mitchell.

Jak dodaje, rosyjska inwazja jest też z perspektywy Chin niewygodna także z powodu czasu jej podjęcia. Według dokumentów chińskich władz będą one gotowe do skutecznej inwazji na Tajwan dopiero za pięć lat.

— Cóż, jeśli Putin ruszył na Ukrainę teraz, zamiast za pięć lat, i nie koordynuje tego z Chińczykami, pozbawia ich to czynnika rozpraszającego uwagę Zachodu i wojny na dwa fronty — mówi były dyplomata.

To, co może jego zdaniem działać na korzyść ChRL, to dalsze uzależnienie Rosji od Chin. Wskazuje tu na przykład rozbudowy rosyjskiej infrastruktury gazowej w kierunku Chin.

— Samo to może rozwiązać chiński dylemat Cieśniny Malakka — problem polegający na tym, że duża część dostaw ropy i gazu przepływa przez tę cieśninę, która podczas wojny mogłaby zostać zablokowana przez marynarkę wojenną USA — mówi Mitchell.

Jak dodaje, inną korzyścią będzie wzrost wpływów Chin na państwa Azji Środkowej, dotychczas będących sojusznikami Rosji.

— Już podczas ostatniego szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie było bardzo jasne, że przywódcy Azji Środkowej czują już znacznie mniej respektu przed Rosją. Cóż, te wpływy w nieunikniony sposób pójdą bardziej w stronę Chin — ocenia.

PAP

Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) ogłosiło 13 stycznia, że ​​rosyjskie wojska zajęły Soledar w obwodzie donieckim wieczorem 12 stycznia. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło, że siły rosyjskie mogą teraz utworzyć „kocioł” wokół Bachmuta i zagrozić ukraińskim liniom zaopatrzeniowym biegnącym na południowy zachód od Soledaru, które wspierają ukraińskie wojska w mieście. Rosyjskie MON w szczególności pochwaliło lotnictwo szturmowe i wojskowe, oddziały rakietowe i artyleryjskie oraz rosyjskie siły powietrznodesantowe za zajęcie Soledaru, nie uznając udziału Grupy Wagnera w walkach o miasto. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow utrzymywał, że sytuacja wokół Soledaru jest trudna i zaznaczył, że nie jest jasne, czy siły rosyjskie kontrolują osadę w tym czasie. W tym samym czasie inni ukraińscy wojskowi poinformowali, że w nocy z 12 na 13 stycznia siły ukraińskie kontynuowały walki w Soledarze. Siły ukraińskie mogą nadal zajmować niektóre pozycje na północno-zachodnich granicach Soledaru, ale jest mało prawdopodobne, aby kontrolowały znaczne terytorium w samej osadzie. ISW oceniło 12 stycznia, że ​​siły rosyjskie prawdopodobnie zdobyły Soledar 11 stycznia, ale jest mało prawdopodobne, aby takie zwycięstwo zapowiadało rychłe rosyjskie okrążenie Bachmuta.

Ogłoszenie wywołało znaczny sprzeciw w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej z powodu braku uznania przez rosyjskie Ministerstwo Obrony udziału Grupy Wagnera w zdobyciu Soledar. Sześć godzin później rosyjskie Ministerstwo Obrony wydało kolejne ogłoszenie, w którym uznało ochotników Wagnera i oddziały szturmowe za uczestników bitwy o Soledar i zauważyło, że rosyjskie Ministerstwo Obrony otrzymało liczne zapytania dotyczące pierwotnego upamiętnienia wybranych sił rosyjskich. Rosyjskie MON próbowało usprawiedliwić lekceważenie Wagnera, twierdząc, że rosyjska „heterogeniczna grupa wojsk” wykonała „wspólny plan” w kierunku Soledar i przypisała atak na obszary mieszkalne siłom Wagnera. Finansista Wagnera, Jewgienij Prigożyn, niejasno odpowiedział na pominięcie Wagnera przez rosyjskie Ministerstwo Obrony, stwierdzając, że nie może komentować sytuacji i zauważając, że pytania dziennikarzy w tej sprawie ujawniają ich zaniepokojenie upamiętnieniem „heroicznego zdobycia Soledaru” przez Wagnera.

Finansista Wagnera, Jewgienij Prigożyn, stworzył warunki do takiej reakcji, osobiście odwiedzając Soledar na kilka dni przed jego schwytaniem i zabierając swoją kadrę blogerów powiązanych z Wagnerem, aby upamiętnić codzienne postępy sił Wagnera na rosyjskich platformach społecznościowych. Prigożyn prawdopodobnie próbował uprzedzić ogłoszenie 12 stycznia, oskarżając bezimiennych biurokratów i urzędników państwowych o „nieustanne próby kradzieży zwycięstwa prywatnej firmie wojskowej Wagnera” i umniejszanie jej zasług. Milbloggerzy niezależni lub powiązani z Wagnerem wygenerowali następnie serię krytyki, wzywając rosyjskie Ministerstwo Obrony za fałszywe przedstawienie rzekomego schwytania Soledara.

Ogłoszenie rosyjskiego MON zwróciło uwagę na istniejący konflikt między Grupą Wagnera a rosyjskim MON – dynamikę, którą ISW wcześniej zaobserwowała i oceniła. Kilku prominentnych blogerów – w tym związanych z Kremlem – stwierdziło, że za zamkniętymi drzwiami i w przestrzeni informacyjnej toczy się konflikt między rosyjskim MON a Prigożynem. Niektórzy zauważyli, że Prigożyn przezwyciężył celowo niejasną retorykę rosyjskiego MON, zmuszając rosyjskie MON, a co za tym idzie Kreml, do zakończenia wieloletniej polityki powstrzymywania się od uznania Wagnera i jego wysiłków wojennych. Z kolei powiązany z Kremlem bloger twierdził, że Prigożyn i rosyjskie Ministerstwo Obrony w równym stopniu próbują podkopywać się nawzajem i oskarżył Prigożyna o odmowę uznania rosyjskich sił zbrojnych za siły uczestniczące na polu bitwy.

Były rosyjski oficer i wybitny głos nacjonalistyczny, Igor Girkin, potępił „ostry konflikt” między tradycyjnym dowództwem wojskowym a nieoficjalnymi siłami (odnosząc się do Wagnera) w czasie wojny i stwierdził, że rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu i szef rosyjskiego Sztabu Generalnego Walerij Gierasimow dąży do rozwiązania prywatnych firm wojskowych, takich jak Wagner, i włączenia ich elementów do struktury Ministerstwa Obrony. Girkin stwierdził, że Soledar ujawnił poważny dylemat prezydenta Rosji Władimira Putina, którego wrobił w możliwość zintensyfikowania wysiłków w celu uspokojenia zarówno rosyjskiego MON, jak i Prigożyna; podwojenia po obu stronach ryzyka utraty poparcia dla jego wojny; lub zostanie arbitrem i naczelnym wodzem.

Prigożyn prawdopodobnie chce wykorzystać zwycięstwo w Soledarze jako narzędzie przetargowe do podniesienia swojej władzy w Rosji. Późniejsza wzmianka rosyjskiego MON o siłach Wagnera w odpowiedzi na publiczne oburzenie sygnalizuje znaczące zwycięstwo Prigożyna, umacniając go jako kluczowego aktora w tej wojnie. Reznikow stwierdził, że Prigożyn potrzebował zwycięstwa w Soledarze, by udowodnić Putinowi, że jego siły są lepsze od armii konwencjonalnej. Prigożyn opublikował również pytanie dziennikarza dotyczące jego rzekomego zbliżającego się spotkania z Putinem w celu omówienia zwycięstwa w Soledarze, wyróżniając to pytanie wśród szeregu innych podobnych pytań dotyczących jego odpowiedzi na oświadczenie rosyjskiego MON. Prigożyn powiedział dziennikarzowi, aby przeczytał jego oryginalne oświadczenie w sprawie Soledaru, zamiast „robić bzdury”, pomimo jego komentarza stwierdzającego, że pytania dotyczące wykluczenia Wagnera przez rosyjskie Ministerstwo Obrony „będą wymagały odpowiedzi, ale nie teraz”. Prigozhin, który w przeszłości celowo używał niejasnych wiadomości, zauważył również, że wszyscy wkrótce zrozumieją, dlaczego wstrzymał się od komentarza. (...)

Putin może podejmować kroki w celu kultywowania kadry milbloggerów lojalnych wobec Putina i rosyjskiego MON, aby podważyć wysiłki Prigożyna, by się wywyższyć. Przewodniczący Centralnego Komitetu Wykonawczego Partii Jednej Rosji Aleksander Sidyakin, parlamentarzysta Dumy Państwowej Jednej Rosji Artem Turowyj oraz szef Donieckiej Republiki Ludowej i sojusznik Putina Denis Puszylin spotkali się 13 stycznia z kilkoma blogerami. Ci starsi sojusznicy Putina wręczyli grupie ponad 10 blogerów milowych – w tym Aleksandrowi Sładkowowi i dziennikarzowi pracującemu dla Wargonzo – oficjalne podziękowania podpisane przez sekretarza Rady Generalnej Partii Jedna Rosja Andrieja Turczaka. To ostatnie wydarzenie w serii wysiłków Kremla zmierzających do kultywowania więzi z wybranymi blogerami. ISW wcześniej oceniało, że Kreml podjął wysiłki w celu dokooptowania Sladkova, głównego blogera Wargonzo Semena Pegova i innych blogerów, którzy byli gotowi sprzedać się w zamian za prestiż polityczny.

understandingwar.org

piątek, 13 stycznia 2023


Walczące w Sołedarze zgrupowania obu stron są wyczerpane dwutygodniowymi, intensywnymi walkami prowadzonymi w bardzo trudnych warunkach. Temperatura spadała poniżej -15°C, odnotowano liczne przypadki odmrożeń, a nawet śmierci rannych z wychłodzenia. W dużo gorszej sytuacji byli Rosjanie, którzy atakowali umocnione pozycje ukraińskie w mieście, gdzie piwnice i kopalnie soli umożliwiały obrońcom zorganizowanie wypoczynku i zaopatrzenia. Ponadto wyposażenie indywidualne w oddziałach rosyjskich, kluczowe przy tak dużych mrozach, jest gorsze niż w brygadach ukraińskich walczących w Sołedarze.

Ukraińcy liczą się z oddaniem Sołedaru. Ewentualne opanowanie prawie całego miasta, zamieszkanego przed wojną przez ok. 10 tys. osób, będzie dla Rosjan sukcesem tylko w skali taktycznej, w dodatku okupionym bardzo dużymi stratami. Należy pamiętać, że walki o miasto trwają pół roku – w sierpniu atakujący zajęli obiekty przemysłowe w południowo-wschodniej jego części i od tego czasu przesunęli się do przodu o ok. 5 km. Najeźdźcy najprawdopodobniej nie dysponują obecnie rezerwami zdolnymi do przerwania obrony ukraińskiej i wyjścia na skrzydła i tyły zgrupowań walczących pod Bachmutem i Siewierskiem. Sukcesem jest wyjście z centrum Sołedaru większości ukraińskich jednostek w sposób zorganizowany, z zachowaniem wartości bojowej przez broniące miasto 46. i 77. brygady aeromobilne, które wymagają jednak wycofania na tyły dla odpoczynku i uzupełnienia strat.

Zapowiedź przekazania przez Polskę kompanii czołgów Leopard 2 to początek długiego procesu, którego końcowym efektem może być sformowanie ukraińskiej brygady pancernej liczącej ok. 100 wozów tego typu. W pierwszej kolejności wymagana jest zgoda Niemiec na reeksport sprzętu na Ukrainę, a następnie zadeklarowanie przez inne państwa gotowości do przekazania kolejnej partii czołgów. W przypadku spełnienia tych dwóch warunków do rozwiązania pozostaną skomplikowane kwestie związane z wyszkoleniem załóg i organizacją zaplecza logistycznego, co w najbardziej sprzyjających okolicznościach potrwa kilka miesięcy.

Wyznaczenie Gierasimowa na dowódcę zgrupowania wojsk walczących przeciwko Ukrainie jest decyzją o charakterze politycznym, mającą wykluczyć możliwość uzyskania przez Surowikina pozycji zasłużonego dowódcy, mogącego aspirować do najwyższych stanowisk. Świadczy też o tym, że jego nominacja jesienią na szefa operacji na Ukrainie stanowiła wybieg taktyczny obliczony na osłabienie negatywnych ocen ze strony środowisk nacjonalistycznych, którym nie podoba się sposób prowadzenia wojny. Surowikina osobiście popierali wszakże właściciel tzw. grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn i lider Czeczenii Ramzan Kadyrow, posuwający się do bezpośredniej krytyki Sztabu Generalnego i jego szefa, co obniżało autorytet najwyższych rosyjskich wojskowych. W wymiarze wojskowym przejęcie kontroli nad operacją przeciwko Ukrainie przez szefa Sztabu Generalnego ma służyć uporządkowaniu systemu dowodzenia i poprawie koordynacji działań rodzajów wojsk. W wymiarze propagandowym wskazuje zaś na gotowość Kremla do wzmożenia posunięć ofensywnych na Ukrainie.

osw.waw.pl

Oglądając imprezę sylwestrową w rosyjskiej telewizji, można ulec wrażeniu przeniesienia się do legendarnego filmu Aleksieja Bałabanowa z 2007 roku Ładunek 200. W jednym pokoju psychopatyczny kapitan policji więzi przykutą kajdankami do łóżka i pojoną samogonem dziewczynę. Patrzy, jak się wije, gwałcona przez brudnego menela, aż w końcu wrzuca jej do łóżka trupa narzeczonego, który zginął w Afganistanie. W drugim pokoju matka kapitana, jakby w mieszkaniu nie było zapachu nieboszczyka ani wyjącej za ścianą dziewczyny, całymi dniami ogląda sowieckie festiwale piosenki estradowej. (Przypomnienie dla młodszych: piosenki estradowej słuchali wasi dziadkowie i babcie w czasach PRL-u, np. podczas Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu).

Po 16 latach od premiery Ładunku 200 metafora Bałabanowa pozostaje aktualna. W Ukrainie płoną zgliszcza, giną dzieci i gwałcone są kobiety, Rosją rządzi psychopata, który niby zamienił pagony KGB na garnitur, ale wciąż terroryzuje, znieczula, zobojętnia, spycha w otchłań siebie i Rosjan. A w noc sylwestrową w telewizji elita się bawi. Żeby chociaż zaprosili przebrzmiałe Black Eyed Peas. Ale nie. Wchodzimy w 2023 rok, a rosyjska elita bawi się przy sowiecko-włoskiej piosence estradowej. Tańczy.

(...)

Jeśli istnieje stopniowalność nekrofilii, to sylwestrowa noc nie stanowi jej ostatecznej formy. To zaledwie nekropląsy. Impreza rodziny Addamsów. Władimir Putin podniósł nekrofilię do rangi polityki państwowej. Zaproponował walczącym w Ukrainie żołnierzom – w zdecydowanej większości rekrutującym się z niższych warstw społecznych – niezliczone ulgi finansowe, wypłatę 12-krotnie przewyższającą płacę minimalna (którą na starcie otrzymują np. pielęgniarki i nauczyciele), a na wypadek śmierci odszkodowania dla ich rodzin, za które te kupiłyby mieszkanie w Warszawie bez zaciągania kredytu.

Putin wykreował zatem sytuację, w której śmierć Rosjanina na wojnie będzie dla jego bliskich nie tragedią, lecz drogą wyjścia z biedy. Dźwignią awansu społecznego i odskocznią do lepszego życia. W ten sposób śmierć stała się składową rosyjskiej gospodarki, życia rodzinnego i społecznego, a nade wszystko nowym spoiwem umowy społecznej między kremlowską autorytarną władzą a rosyjskimi nieobywatelami. To nic innego jak nekropolityka czy wręcz nekrosakralizacja rosyjskiej władzy, ponieważ ta ostania wciąga na sztandary państwowe przysięgę „póki śmierć nas nie rozłączy”, wymagając, by Rosjanie traktowali ją jak najbardziej dosłownie.

Doskonale zjawisko to opisał laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2021 roku Dmitrij Muratow, redaktor naczelny „Nowoj Gaziety”. Przed kilkoma miesiącami w wywiadzie dla wideoblogera Jurija Dudzia mówił:

„Państwo podeszło do tej kwestii niezwykle kompetentnie. Wypłaca Rosjanom miliony rubli, dzięki czemu ich inwestycja w śmierć okazuje się nadzwyczaj opłacalna. Teraz w każdym mieście ludzie powtarzają: «No tak, jest wojna, ale przecież płacą za to pieniądze!». […] Żołnierz kontraktowy z regionu władimirskiego dostaje 300 tysięcy rubli, a u siebie w fabryce 25–30 tysięcy”.

Dudź dopytywał: „Czyli dzięki temu Putin utrzymał poparcie i zagłuszył śmierć ludzi, a dodatkowo uczynił z wojny drabinę awansu społecznego?”.

„Absolutnie! Cerkiew stworzyła projekt pod nazwą «śmierć w zamian za odpuszczenie grzechów». Państwo z kolei otworzyło szczodrą aukcję zatytułowaną «śmierć jako rodzinny fundusz inwestycyjny». Jeśli człowiek zginie, jego rodzina otrzyma tyle pieniędzy, ile on zarabiałby przez ćwierć wieku”.

Dmitrij Muratow przeszacował, ale nieznacznie. Szeregowy żołnierz otrzymuje miesięcznie 195 tysięcy rubli (ok. 12 tysięcy złotych), a zmobilizowani więźniowie 100 tysięcy rubli. Pensja wzrasta wraz z podniesieniem rangi wojskowej. Dlatego oficerowie mogą zarabiać 300 tysięcy rubli i więcej, a po masowych stratach rosyjskiej armii i wciąż prowadzonej mobilizacji oficerem niższej rangi można zostać dość szybko. Walczącym w Ukrainie przysługują dodatkowo regionalne bonusy, np. na Czukotce jednorazowo dodatkowe 300 tysięcy rubli, a w Nienieckim Okręgu Autonomicznym darmowa działka. Federalna Służba Komornicza zawiesiła ściąganie długów od zmobilizowanych, a na początku grudnia banki zatwierdziły wakacje kredytowe dla 100 tysięcy z nich. W wielu regionach status zmobilizowanego oznacza priorytetowy dostęp dla członków rodziny do przedszkoli, żłobków i opieki zdrowotnej. Władza złożyła też obietnice na przyszłość: zwolnienie z podatku dochodowego oraz status „weterana operacji wojennych” po powrocie do domu, co zapewni różnorakie ulgi, chociażby 50-procentowe zniżki na opłaty mieszkaniowe i komunalne.

Najważniejsze w putinowskim projekcie „śmierć to dopiero początek” są odszkodowania. 3 miliony rubli (185 tysięcy złotych) przysługuje za odniesione rany. W przypadku śmierci państwo początkowo wypłacało bliskim poległego żołnierza 7,4 miliona rubli, a od marca 2022 roku w wyniku dekretu Putina 12 milionów rubli (740 tysięcy złotych). W Polsce wystarczyłoby to na 40-, 50-metrowe mieszkanie w Warszawie, Krakowie, Gdańsku lub Wrocławiu i 50-, 70-metrowe w mniejszych miastach. Albo na całkiem dobry nowy samochód – rodzinną Toyotę, BMW czy Mercedesa klasy E – i jeszcze ponad połowa by została na kilka wyjazdów do Kataru i Argentyny, ewentualnie na oszczędności dla dziecka, by wyjechało na studia, nauczyło się angielskiego, chińskiego czy hiszpańskiego. Lub na otwarcie własnej firmy.

Wariacji jest sporo, zasadniczo chodzi o to, że jeśli „twój chłop” zginie – bo „twoja baba” sporadycznie – a ty masz głowę na karku, dzięki odszkodowaniu wsiadasz do windy i jedziesz kilka pięter z Nędzowa Małego w górę hierarchii społecznej, do lepszego życia. A jeśli jeszcze „twój chłop” był bezrobotnym alkusem, robił awantury, bił żonę i dzieci, to przecież nie tylko ogromna ulga i jedna pijacka gęba do wykarmienia mniej. To wysoka stopa wzrostu inwestycji, której dokonało za ciebie państwo. Co wtedy czujesz, ale nie mówisz głośno?

Putinowi niech będą dzięki.

W Polsce putinowskie programy wywołują pogardę i niedowierzanie, które zawiera się w stwierdzeniu: „I tak nie zapłacą”. Ale to bardziej przypuszczenia niż fakty, a kto wie czy nie myślenie życzeniowe. Bo owszem, „Nowaja Gazieta Europe” w reportażu z 11 listopada opisywała bunt żołnierzy z Czuwaszi, którzy początkowo nie otrzymywali wypłat, ponieważ władze regionalne przeczesywały budżet, by zdecydować, komu zabrać, żeby dać zmobilizowanym (w wyniku buntu pieniądze dla żołnierzy się znalazły). Russkaja Slużba BBC także w listopadzie donosiła o przypadkach niewypłacania 195 tysięcy rubli, ale nie było to działanie systemowe. Dziennikarze BBC pisali również, że aby otrzymać pieniądze i ulgi, trzeba podpisać kontrakt na co najmniej rok, więc część rosyjskich prawników sądzi, że jeśli państwo odeśle kogoś przed terminem albo Putin ogłosi wcześniej demobilizację, żołnierze nie dostaną pieniędzy. Ani „Nowaja Gazieta” i BBC, ani portale The Bell czy Meduza nie donosiły jednak o masowym, zorganizowanym procederze niewypłacania żołnierzom honorariów i odszkodowań.

(...)

Putin przecież odrestaurowuje imperium. Dlatego ustanawia gospodarkę wojenną i ani myśli przestać pompować w nią pieniądze. Co więcej, w nosie ma, czy zapłacą za to rosyjskie dzieci i wnuki, czy za 5–10 lat w miejscu państwowego budżetu będzie ziać czarna dziura, a na rachunkach państwowych będzie hulać porywisty wiatr. Come on, trwa pełnoskalowa wojna o imperium! I Putin zamierza ją kontynuować, o czym mówi bez ogródek. Wprost do kamery, kilka razy w tygodniu. On już nie kalkuluje zysków i strat, tylko przerzuca koszty wojny na budżety regionów, klasę średnią i przedsiębiorstwa. Do machiny wojennej potrzebuje jako tako zmotywowane mięso armatnie, więc nie bardzo może sobie pozwolić na powszechne i ostentacyjne złamanie swojej nekrofilskiej umowy społecznej.

Poza tym w putinowskiej nekropolityce chodzi tak samo o kotlety armatnie, jak o wizję i obietnicę. O psychospołeczną nadbudowę. Nawet jeśli państwo nie wypłaci ani rubla – choć to mało prawdopodobne – Putin wręcza Rosjanom do ręki kupon totolotka, mówiąc: Nie bójcie się i wyślijcie swojego Mężczyznę na wojnę (słowo „Mężczyzna” propaganda odmienia przez wszystkie przypadki). Może przeżyje, a może nie, dla was i tak każdy wariant jest dobry: albo zwycięska walka za wielką Rosję, albo śmierć bohatera i bilet wstępu do lepszego życia. A jeśli się wam poszczęści, dostaniecie jedno i drugie: urwana ręka to 3 miliony, a – co tu dużo mówić – miejsca w przedszkolu same się nie znajdą, podobnie jak same nie opłacą się woda, gaz i wywóz śmieci. To jak będzie? I biedniejsza część ludzi nie ucieknie za granicę, tylko zaryzykuje na takiej samej zasadzie, na jakiej sprzedaje się jedną nerkę z nadzieją, że ta druga posłuży jeszcze długie lata.

Można trywialnie skonstatować, że wakacje kredytowe, milionowe odszkodowania i 195 tysięcy rubli to zabieg gwarantujący Putinowi poparcie, dopóki nie wyschną pieniądze z budżetu. I będzie to prawda, ale bardzo powierzchowna. Putninowska nekropolityka to łamanie Rosjanom kręgosłupa (lub, jak sami by powiedzieli, łamanie przez kolano). Formalnie odbywa się na zasadach rynkowych. 

(...)

Na głębszym poziomie nekropolityka i nekrosakralizacja władzy to kolejny etap patologizacji Rosjan przez ich własne państwo. Państwo się tobą zaopiekuje, może nawet poprawi twój los, jeśli oddasz mu w nieograniczone użytkowanie członka swojej rodziny. Powracają dobrze znane z historii układy: faraon–niewolnik, Talib–kobieta, chłop–możnowładca, farmer i jego indyki przed świętem dziękczynienia; władza jeszcze zobaczy, który trafi na stół. Rosjanie godzą się z tym, że państwo wedle uznania rozporządza życiem i zdrowiem najbliższych im osób: wyśle na samobójczą misję, oddeleguje do sprzątania szpitali polowych albo zrzuci żołnierzy bez spadochronu, jeśli zajdzie taka konieczność. A przy tym władza wmawia Rosjanom, że nie powinni, a właściwie nie mają prawa narzekać, krzyczeć i protestować, bo byłaby to niewdzięczność. Przecież hajsy się zgadzają, a NNW jest wysokie.

Pytacie w listach, dlaczego Rosjanie są tacy bezwolni, tacy posłuszni? Jeśli masz złamany kręgosłup, ty i twoi bliscy stanowicie teatralne rekwizyty władzy, to przystosowujesz się, bierzesz wszystko, co przyniesie los, zwłaszcza hajsy i NNW. Bo osiągnąłeś harmonię wewnętrzną nieobywatela.

Nie ma już nic skończył się tlen
Nakurwiam zen, nakurwiam zen.

new.org.pl

BiznesAlert.pl: Wiele państw Zachodnich w ostatnich tygodniach podjęło decyzje o wsparciu na rzecz armii ukraińskiej. Wśród tych nowych form pomocy są np. transportery opancerzone, wozy wsparcia ogniowego czy nawet czołgi. Skąd wynika ta zmiana podejścia Zachodu? 

Jarosław Wolski: Powód jest banalny. Po prostu powoli kończy się wyposażenie produkcji sowieckiej, które dotychczas masowo przekazywaliśmy. Nie chodzi tutaj tylko o czołgi, ale też transportery opancerzone, systemy artyleryjskie czy inne pojazdy wsparcia. I nie mówię tutaj tylko i wyłącznie o samym sprzęcie. Coraz większym problemem jest organizowanie części zamiennych do tych pojazdów, które trafiły już na Ukrainę. Na światowym rynku uzbrojenia trudno dziś dostać elementy, które są potrzebne do serwisowania czołgów czy innych pojazdów, będących obecnie na wyposażeniu armii ukraińskiej. Część z producentów takich podzespołów, np. Indie czy Iran, w pierwszej kolejności wolą reeksportować je do Rosji niż na Ukrainę. To jest pierwszy powód.

Drugi powód jest bardziej złożony. Ukraińcy w 2022 roku stracili bezpowrotnie, czyli w sposób nie pozwalający na odremontowanie danego sprzętu, około 530 czołgów. To stanowi około 60 procent stanu wyjściowego kadrowej armii ukraińskiej z lutego 2022 roku. To bardzo poważne straty sprzętowe. Te straty były przez ostatni rok uzupełniane w głównej mierze dostawami z Zachodu oraz tym, co udało się pozyskać z porzuconego sprzętu rosyjskiego.

Z Polski na Ukrainę trafiło około 270 maszyn, ponad setka trafiła z innych krajów, w przypadku czołgów ex-rosyjskich udało się pozyskać i wcielić do służby około 150 maszyn. Stan zatem wyszedł na równo, nawet z pewnym okładem, ponieważ w tym czasie sformowano nowe związki taktyczne w ramach ukraińskich sił zbrojnych, czyli tzw. korpus rezerwowy w składzie trzech brygad pancernych i pięciu zmechanizowanych.

Ta ilość nie pozwala jednak w pełni uzupełnić kolejnych związków taktycznych formowanych w ramach armii ukraińskiej, a formowanych jest około 10 nowych brygad, ale nie pozwala to na uzupełnienie strat ponoszonych w walce. Obecny sprzęt ciężki pozwala na uformowanie około 35 brygad, w których walczy około 200 tys. żołnierzy. Cała armia ukraińska liczy obecnie ponad 750 tys. ludzi. Widzimy tu dysproporcję, której nie da się uzupełnić w krótkim czasie, a zwłaszcza jeżeli mówimy o tym sprzęcie, który pamięta czasy Związku Sowieckiego. Licząc dzisiaj ze sprzętem opancerzonym (od czołgów po patrolowe pojazdy kołowe) otrzymanym z Zachodu, trafiło na Ukrainę ponad 1500 sztuk maszyn, co pozwoliło uzupełnić straty 27 „kadrowych” brygad oraz rozwiać korpus rezerwowy. Niestety dla dziesięciu nowo formowanych brygad brakuje sprzętu ciężkiego, zaś z 30 brygad Obrony Terytorialnej zaledwie sześć ma odpowiednie wyposażenie. Łącznie zatem sprzętu jest dla około 300 tys. żołnierzy.

Rosjanie cały czas atakują i mimo potwornych strat, sami zadają je Ukraińcom…

Tak, Rosjanie stosują strategię na wyniszczenie materiałowe. To jest prawdziwy powód, dlaczego z taką determinacją i takim uporem atakują Bachmut i Soledar. Przy czym pamiętajmy, że ich pojmowanie strat jest całkiem odmienne od naszego, cywilizowanego, zachodniego. Rosjanie rzucają szereg jednostek, słabo przeszkolonych i zdemotywowanych po to, aby zadawać jak najwięcej strat Ukraińcom. Te straty dla strony ukraińskiej są bardzo bolesne. Rosja w tym czasie szkoli swoje jednostki rezerwowe, formowane w Rosji a składające się ze zmobilizowanych żołnierzy, oraz odbudowuje potencjał sprzętowy.

Po drugie, taka taktyka powoduje wiązanie zasadniczych sił ukraińskich, które w innych okolicznościach byłyby skierowane do prowadzenia kolejnych kontrofensyw w innych obszarach Ukrainy. Dzisiaj muszą one stanowić odwód w Donbasie i brać udział w ciężkich walkach. Rosjanie narzucają inicjatywę prowadzenia wojny, która jest kosztowna dla obu stron. Z tym, że jedna ze stron w ogóle nie liczy się z nimi. Podobna taktyka była już zastosowana na łuku Dońca, kiedy Rosjanie szturmowali Popasną, Liman, i Siewierodonieck. Gdyby nie dostawy HIMARSów, które zdziesiątkowały rosyjską logistykę, armia ukraińska dzisiaj miałaby znacznie mniejszy potencjał bojowy niż ma.

To niestety przygnębiająca rzeczywistość, którą obserwujemy na wschodzie Ukrainy, o której u nas mało się mówi, obawiając się bycia posądzonym o defetyzm.

Czy Ukraina jest w stanie szybko zaadaptować u siebie sprzęt od Zachodu? Czy nie jest za późno? 

Odpowiem tak. Po pierwsze, Niemcy najpierw muszą wyrazić zgodę na dostawę Leopardów. To co teraz się dzieje, to próba przekonania Niemców do dania zielonego światła. Druga kwestia jest bardziej skomplikowana. Do Leopardów w wersji A4 nie ma już części zamiennych. Nie są one produkowane. Stąd też m.in. decyzja o polskiej modernizacji Leopardów 2 A4 do wersji 2PL. Podobnie postępują inne kraje, użytkujące tą wersje czołgów. Nawet zatem jeżeli będzie zielone światło na dostawy A4 na Ukrainę, to ja zadam pytanie: A skąd części zamienne, kamery termalne, systemy stabilizacji, radiostacji i innych systemów, których nie ma już praktycznie od 7-8 lat? Uważam, że szybciej na Ukrainie zobaczymy Challanger 2 z Wielkiej Brytanii niż Leopardy.

Co z załogami?

Tu jest jeszcze gorzej. W NATOwskim standardzie szkolenia czołgistów szacuje się, że trening indywidualny załóg czołgów zajmuje co najmniej rok. I to przy szkoleniu z wykorzystaniem trenażerów, symulatorów itp. Dalsze szkolenie zgrywające na poziomie batalionów zajmuje kolejny rok. I mówimy tu o szkoleniu czołgistów z doświadczeniem. Wyszkolenie nowego, “zielonego” czołgisty według pancerniaków – instruktorów zajmuje cztery lata. Tyle zajmuje wyszkolenie żołnierza, który ma biegle posługiwać się sprzętem. Ukraińcy niestety nie mają lepszej bazy szkoleniowej niż Rosjanie. Stąd konieczność wysyłania tych żołnierzy na szkolenia do Polski, Wielkiej Brytanii czy innych państw. Brak odpowiedniej bazy szkoleniowej jest jedną z przyczyn braku odpowiedniego rozrostu armii ukraińskiej.

Skoro jest nacisk na Niemców w sprawie Leopardów, czemu decyzji o wysłaniu czołgów nie podejmują Amerykanie? Choćby czołgi rodziny M60, których w składach jest tysiące. 

M60 to czołg na poziomie technologicznym T-62M przywracanych w Rosji. Po drugie, o ile Rosjanie takich czołgów są w stanie przywrócić rocznie ponad 250 sztuk, o tyle Amerykanie na M60 dawno postawili krzyżyk i tam naprawdę bardzo źle wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o części zamienne. Jest więc prawdopodobne, że Amerykanie fizycznie nie byliby w stanie dostarczyć i obsłużyć odpowiedniej ilości czołgów tego typu. W ogóle, jest mało czołgów na Zachodzie, jeżeli chodzi o realia takiego konfliktu, który widzimy na Ukrainie.

Tylko Amerykanie mają odpowiedni zasób mobilizacyjny M1 Abrams. Więc albo oni zaczną niebawem dostarczać te typy maszyn, albo Ukraińcom zaczną się kończyć czołgi pod koniec obecnego roku. Dlatego Ukraina nie może toczyć wojny materiałowej i dlatego NATO stara się przekazać Ukrainie zdolności do atakowania Rosjan w obszarach przynoszących skokowe porażenie sił rosyjskich, ale z minimalnymi stratami własnymi – np. rażenie logistyki, sztabów, etc.

biznesalert.pl

Michał Nowak: Jak oceniasz stan zawodowej ukraińskiej armii na tle armii rosyjskiej? Co jest Twoim zdaniem przewagą a co słabością obu stron?

Mariusz: W porównaniu z tym, jak wyglądała ukraińska armia w 2014 roku, różnica jest gigantyczna. Nie chodzi tylko o sprzęt, ale o samo podejście, sposób szkolenia, świadomość wojny XXI wieku. Ukraińcy umieją improwizować, działać w sposób nietypowy, przez co cały czas zaskakują betonową strukturę rosyjskiej armii. Nawet to, że pracują na sprzęcie z całego świata zmusza ich wręcz do dokładniejszych szkoleń.

Ruska armia to horda – mają wielkie zasoby ludzkie, mają sporo sprzętu, przez długi czas dominowali artylerią i lotnictwem. Mają oczywiście również bardzo dobre wyposażenie i profesjonalistów, którzy znają się na swojej pracy, ale większość to mięso armatnie, bezmyślne. Są natomiast bezwzględni, co pokazują od początku tej wojny, zwłaszcza w stosunku do cywilów. Dla nich nie ma żadnych świętości. Pod Kijowem wjechali BWP na teren katolickiej parafii, rozwalając bramę, wypili wino mszalne, pokradli jakieś pozłacane klamki. O tych pokradzionych pralkach już nawet nie warto mówić, bo każdy widział nagrania. Jednak na dziś rosyjska armia jest coraz bardziej wyczerpana i widać, że mają ogromny problem, żeby zmienić strategię, bo przez długi czas ich dominacja opierała się wyłącznie na przewadze artyleryjskiej.

MN: Jak odbierane są informacje o mobilizacji prowadzonej w Rosji? Czy traktujecie ją jako dopływ mięsa armatniego, czy też szykujecie się na ciężkie walki?

M: I jedno, i drugie. Wszyscy szykują się na ciężkie walki do końca tego roku i być może jeszcze cięższe po zimie. Jednak ogólne nastawienie jest takie, że im ich więcej, tym łatwiej będzie nam w nich strzelać. Strachu w nikim mobilizacja nie wywołała.

(...)

MN: Jak wyglądają stosunki między polskimi ochotnikami a ukraińskimi żołnierzami? Miałeś może do czynienia na froncie z formacjami ochotniczymi ukraińskich nacjonalistów? Czy wspólna walka pozwoliła odrzucić zaszłości historyczne?

M: Miałem dużo styczności z różnymi ukraińskimi nacjonalistami, zarówno z formacji ochotniczych, jak i z regularnej armii, to mogę się tu szerzej wypowiedzieć. Mówiąc szczerze, nie miałem nigdy nieprzyjemności z tym związanych, paradoksalnie znacznie łatwiej było mi się z nimi dogadać. Po pierwsze czuło się, że motywacja jest w nas podobna, że podobnie chcemy aktywnie walczyć. W przypadku osób mobilizowanych nie zawsze było tak samo wyraźne. Po drugie nie było w ich myśleniu takich post-sowieckich naleciałości, które zwłaszcza dla Polaka będą strasznie nieznośne. Ogólnie jeśli chodzi o nacjonalistów ukraińskich, to ich jest naprawdę wiele „rodzajów” i od jednego można usłyszeć pochwałę Bandery, od innego krytykę. Ale to właśnie od nacjonalistów słyszałem najwięcej „ciepłych słów” – dla nich wojna z Rosją jest częścią większej historii, historii, która ma swoje korzenie w historii I Rzeczypospolitej. Ogólnie ze sporym podziwem podchodzili również do naszego państwa, do tego, że produkujemy swoje karabiny (zresztą to tutaj GROTy przechodzą realny test bojowy), że kupujemy Abramsy, ogólnie było w nich takie myślenie, że Polska „dba o swój interes”, a Polacy są dumnym narodem.

Jeśli chodzi o naszą wspólną historię, to najlepsze słowa usłyszałem od pewnego pułkownika z symbolem ukraińskich nacjonalistów na ramieniu (tryzub z mieczem), zresztą powiedział mi to po polsku: „Kiedy poznałem naszą historię, zrozumiałem jedno – jeśli Polacy i Ukraińcy walczyli, to zawsze wygrywała Moskwa”. Rozmawiałem z wieloma o tym, co wydarzyło się na Wołyniu, nigdy też nie musiałem się kryć ze swoją opinią na temat Bandery, Szuchewycza itp. I zauważyłem jedno – szczerością zdobywa się szacunek.

Zresztą tutaj to wcale nie jest takie oczywiste, że ktoś mówi, że Bandera to bohater i jest nacjonalistą, bo równie dobrze może być liberałem. Rosjanie nazywali Ukraińców „banderowcami” w formie obelgi od czasów sowieckich i dlatego, tak na przekór, wielu z nich chętnie się z tym dziś obnosi. To widać, bo często ci sami ludzie w zasadzie nie byli w stanie nic o Banderze powiedzieć. Ale oczywiście nie można rozmawiać tylko o tym, co było złe w naszej historii, bo tak samo prawdziwe są momenty chwalebne. Jak pisał polski przedwojenny nacjonalista, który z członkami OUN siedział w Berezie Kartuskiej (specjalnie zapisałem sobie te słowa): „Łączy nas krew wspólnie przelana nad rzeką Worsklą, pod Grunwaldem, Kłuszynem i Chocimiem, ostatnio pod Kijowem. Dzielą nas Żółte Wody, Beresteczko, Humań. Dzieli nas moskiewski i pruski srebrnik”. Dziś możemy dopisać Wołyń i Małopolskę Wschodnią, ale też Charków, Chersoń, Izium i Bachmut i te słowa będą tak samo prawdziwe. Dla nacjonalistów ważne było też to, że Polacy nie mówią po rosyjsku, nie mówią „w języku okupanta”, w odróżnieniu od wielu ich własnych rodaków, zwłaszcza starszego pokolenia.

(...)

MN: Co cię zaskoczyło na froncie? Czy tak sobie wyobrażałeś sytuację przed przyjazdem?

M: Pełnoskalowa wojna – artyleria, lotnictwo, ostrzały rakietowe, czołgi. To jest coś, na co nie byli przygotowani nawet ludzie, którzy mieli doświadczenie ani z wojny od 2014 roku, ani zagraniczni ochotnicy, którzy mieli doświadczenie np. z Syrii czy Afganistanu. Powiedzmy sobie szczerze, Europa nie widziała czegoś takiego pewnie od drugiej wojny światowej.

Przewaga wroga, zwłaszcza w początkowym okresie, była duża, później wraz ze wsparciem zachodnim nasza strona mogła zyskać przewagę. Nie bez powodu Bayraktar, Javelin czy HIMARS to słowa, które zna pewnie dzisiaj każde ukraińskiego dziecko i pewnie zresztą tak nazwało swojego psa. Ten sprzęt naprawdę robi tu ogromną robotę i bez niego wojna byłaby znacznie cięższa. No i nie oszukujmy się, Ukraina to teraz ogromny poligon doświadczalny, bo dopiero tutaj ten sprzęt przechodzi realne testy. Jest jeszcze skala okrucieństwa Rosjan, która w XXI wieku jest dla większości ludzi niewyobrażalna, ale jeśli ktoś zna historię, to w ogóle się temu nie dziwi. Rosja zawsze była tak samo agresywna, okrutna i ślepa na śmierć, nawet swoich własnych ludzi.

(...)

MN: Już tak na koniec zapytam, jak teraz wygląda sytuacja? Czy zmobilizowani rosyjscy żołnierze zmienili sytuację na froncie? Obserwujemy właściwie dwa gorące odcinki – Bachmut i Kreminna/Swatowo. Pod tym pierwszym przebić przez ukraińską obronę nie mogą się Rosjanie, ale na drugim odcinku to Ukraińcy zostali zatrzymani. Kiedy Twoim zdaniem sytuacja może ulec zmianie i na czyją korzyść?

M: Szczerze mówiąc, oba te odcinki wydają mi się celowym zamrażaniem walk, więc nie będzie miało aż takiego znaczenia kto gdzie się przebije. Nie będą to moim zdaniem pozycje bronione za wszelką cenę. Jeśli chodzi o mobilizowanych Rusków, to dopiero zobaczymy, wszyscy tu na to czekamy.

MN: Wiele mówi się teraz o szerokich operacjach ofensywnych, do których przygotują się obie strony. Kto Twoim zdaniem uderzy pierwszy, kiedy i na jakim kierunku?

M: Tutaj też można sobie tylko spekulować, bo to są tak naprawdę szczelnie chronione informacje wywiadowcze. Logiczne kierunki wydają się dwa – dla Rosjan to ponowny atak od strony Białorusi, dla Ukrainy to uderzenie na Zaporoże, żeby odciąć drogę lądową z Krymu na Donbas. Wszystko będzie też zależało od pogody, bo np. zajść na Ukrainę od północy bez mrozów o tej porze roku to duży problem, tam wszędzie są bagna. Ale tak jak mówię, to są z mojej strony czyste spekulacje. Pół roku przygotowywaliśmy się i czekaliśmy na kontrofensywę na Chersoń, po czym dla wszystkich zaskoczeniem był blitzkrieg na Izium, a sam Chersoń wzięto bez walki. Trzeba być gotowym i czekać na decyzje dowództwa. Myślę, że w tym roku Rosjanie dopiero poczują, co to są poważne straty.

nlad.pl