piątek, 13 stycznia 2023


Walczące w Sołedarze zgrupowania obu stron są wyczerpane dwutygodniowymi, intensywnymi walkami prowadzonymi w bardzo trudnych warunkach. Temperatura spadała poniżej -15°C, odnotowano liczne przypadki odmrożeń, a nawet śmierci rannych z wychłodzenia. W dużo gorszej sytuacji byli Rosjanie, którzy atakowali umocnione pozycje ukraińskie w mieście, gdzie piwnice i kopalnie soli umożliwiały obrońcom zorganizowanie wypoczynku i zaopatrzenia. Ponadto wyposażenie indywidualne w oddziałach rosyjskich, kluczowe przy tak dużych mrozach, jest gorsze niż w brygadach ukraińskich walczących w Sołedarze.

Ukraińcy liczą się z oddaniem Sołedaru. Ewentualne opanowanie prawie całego miasta, zamieszkanego przed wojną przez ok. 10 tys. osób, będzie dla Rosjan sukcesem tylko w skali taktycznej, w dodatku okupionym bardzo dużymi stratami. Należy pamiętać, że walki o miasto trwają pół roku – w sierpniu atakujący zajęli obiekty przemysłowe w południowo-wschodniej jego części i od tego czasu przesunęli się do przodu o ok. 5 km. Najeźdźcy najprawdopodobniej nie dysponują obecnie rezerwami zdolnymi do przerwania obrony ukraińskiej i wyjścia na skrzydła i tyły zgrupowań walczących pod Bachmutem i Siewierskiem. Sukcesem jest wyjście z centrum Sołedaru większości ukraińskich jednostek w sposób zorganizowany, z zachowaniem wartości bojowej przez broniące miasto 46. i 77. brygady aeromobilne, które wymagają jednak wycofania na tyły dla odpoczynku i uzupełnienia strat.

Zapowiedź przekazania przez Polskę kompanii czołgów Leopard 2 to początek długiego procesu, którego końcowym efektem może być sformowanie ukraińskiej brygady pancernej liczącej ok. 100 wozów tego typu. W pierwszej kolejności wymagana jest zgoda Niemiec na reeksport sprzętu na Ukrainę, a następnie zadeklarowanie przez inne państwa gotowości do przekazania kolejnej partii czołgów. W przypadku spełnienia tych dwóch warunków do rozwiązania pozostaną skomplikowane kwestie związane z wyszkoleniem załóg i organizacją zaplecza logistycznego, co w najbardziej sprzyjających okolicznościach potrwa kilka miesięcy.

Wyznaczenie Gierasimowa na dowódcę zgrupowania wojsk walczących przeciwko Ukrainie jest decyzją o charakterze politycznym, mającą wykluczyć możliwość uzyskania przez Surowikina pozycji zasłużonego dowódcy, mogącego aspirować do najwyższych stanowisk. Świadczy też o tym, że jego nominacja jesienią na szefa operacji na Ukrainie stanowiła wybieg taktyczny obliczony na osłabienie negatywnych ocen ze strony środowisk nacjonalistycznych, którym nie podoba się sposób prowadzenia wojny. Surowikina osobiście popierali wszakże właściciel tzw. grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn i lider Czeczenii Ramzan Kadyrow, posuwający się do bezpośredniej krytyki Sztabu Generalnego i jego szefa, co obniżało autorytet najwyższych rosyjskich wojskowych. W wymiarze wojskowym przejęcie kontroli nad operacją przeciwko Ukrainie przez szefa Sztabu Generalnego ma służyć uporządkowaniu systemu dowodzenia i poprawie koordynacji działań rodzajów wojsk. W wymiarze propagandowym wskazuje zaś na gotowość Kremla do wzmożenia posunięć ofensywnych na Ukrainie.

osw.waw.pl

Oglądając imprezę sylwestrową w rosyjskiej telewizji, można ulec wrażeniu przeniesienia się do legendarnego filmu Aleksieja Bałabanowa z 2007 roku Ładunek 200. W jednym pokoju psychopatyczny kapitan policji więzi przykutą kajdankami do łóżka i pojoną samogonem dziewczynę. Patrzy, jak się wije, gwałcona przez brudnego menela, aż w końcu wrzuca jej do łóżka trupa narzeczonego, który zginął w Afganistanie. W drugim pokoju matka kapitana, jakby w mieszkaniu nie było zapachu nieboszczyka ani wyjącej za ścianą dziewczyny, całymi dniami ogląda sowieckie festiwale piosenki estradowej. (Przypomnienie dla młodszych: piosenki estradowej słuchali wasi dziadkowie i babcie w czasach PRL-u, np. podczas Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu).

Po 16 latach od premiery Ładunku 200 metafora Bałabanowa pozostaje aktualna. W Ukrainie płoną zgliszcza, giną dzieci i gwałcone są kobiety, Rosją rządzi psychopata, który niby zamienił pagony KGB na garnitur, ale wciąż terroryzuje, znieczula, zobojętnia, spycha w otchłań siebie i Rosjan. A w noc sylwestrową w telewizji elita się bawi. Żeby chociaż zaprosili przebrzmiałe Black Eyed Peas. Ale nie. Wchodzimy w 2023 rok, a rosyjska elita bawi się przy sowiecko-włoskiej piosence estradowej. Tańczy.

(...)

Jeśli istnieje stopniowalność nekrofilii, to sylwestrowa noc nie stanowi jej ostatecznej formy. To zaledwie nekropląsy. Impreza rodziny Addamsów. Władimir Putin podniósł nekrofilię do rangi polityki państwowej. Zaproponował walczącym w Ukrainie żołnierzom – w zdecydowanej większości rekrutującym się z niższych warstw społecznych – niezliczone ulgi finansowe, wypłatę 12-krotnie przewyższającą płacę minimalna (którą na starcie otrzymują np. pielęgniarki i nauczyciele), a na wypadek śmierci odszkodowania dla ich rodzin, za które te kupiłyby mieszkanie w Warszawie bez zaciągania kredytu.

Putin wykreował zatem sytuację, w której śmierć Rosjanina na wojnie będzie dla jego bliskich nie tragedią, lecz drogą wyjścia z biedy. Dźwignią awansu społecznego i odskocznią do lepszego życia. W ten sposób śmierć stała się składową rosyjskiej gospodarki, życia rodzinnego i społecznego, a nade wszystko nowym spoiwem umowy społecznej między kremlowską autorytarną władzą a rosyjskimi nieobywatelami. To nic innego jak nekropolityka czy wręcz nekrosakralizacja rosyjskiej władzy, ponieważ ta ostania wciąga na sztandary państwowe przysięgę „póki śmierć nas nie rozłączy”, wymagając, by Rosjanie traktowali ją jak najbardziej dosłownie.

Doskonale zjawisko to opisał laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2021 roku Dmitrij Muratow, redaktor naczelny „Nowoj Gaziety”. Przed kilkoma miesiącami w wywiadzie dla wideoblogera Jurija Dudzia mówił:

„Państwo podeszło do tej kwestii niezwykle kompetentnie. Wypłaca Rosjanom miliony rubli, dzięki czemu ich inwestycja w śmierć okazuje się nadzwyczaj opłacalna. Teraz w każdym mieście ludzie powtarzają: «No tak, jest wojna, ale przecież płacą za to pieniądze!». […] Żołnierz kontraktowy z regionu władimirskiego dostaje 300 tysięcy rubli, a u siebie w fabryce 25–30 tysięcy”.

Dudź dopytywał: „Czyli dzięki temu Putin utrzymał poparcie i zagłuszył śmierć ludzi, a dodatkowo uczynił z wojny drabinę awansu społecznego?”.

„Absolutnie! Cerkiew stworzyła projekt pod nazwą «śmierć w zamian za odpuszczenie grzechów». Państwo z kolei otworzyło szczodrą aukcję zatytułowaną «śmierć jako rodzinny fundusz inwestycyjny». Jeśli człowiek zginie, jego rodzina otrzyma tyle pieniędzy, ile on zarabiałby przez ćwierć wieku”.

Dmitrij Muratow przeszacował, ale nieznacznie. Szeregowy żołnierz otrzymuje miesięcznie 195 tysięcy rubli (ok. 12 tysięcy złotych), a zmobilizowani więźniowie 100 tysięcy rubli. Pensja wzrasta wraz z podniesieniem rangi wojskowej. Dlatego oficerowie mogą zarabiać 300 tysięcy rubli i więcej, a po masowych stratach rosyjskiej armii i wciąż prowadzonej mobilizacji oficerem niższej rangi można zostać dość szybko. Walczącym w Ukrainie przysługują dodatkowo regionalne bonusy, np. na Czukotce jednorazowo dodatkowe 300 tysięcy rubli, a w Nienieckim Okręgu Autonomicznym darmowa działka. Federalna Służba Komornicza zawiesiła ściąganie długów od zmobilizowanych, a na początku grudnia banki zatwierdziły wakacje kredytowe dla 100 tysięcy z nich. W wielu regionach status zmobilizowanego oznacza priorytetowy dostęp dla członków rodziny do przedszkoli, żłobków i opieki zdrowotnej. Władza złożyła też obietnice na przyszłość: zwolnienie z podatku dochodowego oraz status „weterana operacji wojennych” po powrocie do domu, co zapewni różnorakie ulgi, chociażby 50-procentowe zniżki na opłaty mieszkaniowe i komunalne.

Najważniejsze w putinowskim projekcie „śmierć to dopiero początek” są odszkodowania. 3 miliony rubli (185 tysięcy złotych) przysługuje za odniesione rany. W przypadku śmierci państwo początkowo wypłacało bliskim poległego żołnierza 7,4 miliona rubli, a od marca 2022 roku w wyniku dekretu Putina 12 milionów rubli (740 tysięcy złotych). W Polsce wystarczyłoby to na 40-, 50-metrowe mieszkanie w Warszawie, Krakowie, Gdańsku lub Wrocławiu i 50-, 70-metrowe w mniejszych miastach. Albo na całkiem dobry nowy samochód – rodzinną Toyotę, BMW czy Mercedesa klasy E – i jeszcze ponad połowa by została na kilka wyjazdów do Kataru i Argentyny, ewentualnie na oszczędności dla dziecka, by wyjechało na studia, nauczyło się angielskiego, chińskiego czy hiszpańskiego. Lub na otwarcie własnej firmy.

Wariacji jest sporo, zasadniczo chodzi o to, że jeśli „twój chłop” zginie – bo „twoja baba” sporadycznie – a ty masz głowę na karku, dzięki odszkodowaniu wsiadasz do windy i jedziesz kilka pięter z Nędzowa Małego w górę hierarchii społecznej, do lepszego życia. A jeśli jeszcze „twój chłop” był bezrobotnym alkusem, robił awantury, bił żonę i dzieci, to przecież nie tylko ogromna ulga i jedna pijacka gęba do wykarmienia mniej. To wysoka stopa wzrostu inwestycji, której dokonało za ciebie państwo. Co wtedy czujesz, ale nie mówisz głośno?

Putinowi niech będą dzięki.

W Polsce putinowskie programy wywołują pogardę i niedowierzanie, które zawiera się w stwierdzeniu: „I tak nie zapłacą”. Ale to bardziej przypuszczenia niż fakty, a kto wie czy nie myślenie życzeniowe. Bo owszem, „Nowaja Gazieta Europe” w reportażu z 11 listopada opisywała bunt żołnierzy z Czuwaszi, którzy początkowo nie otrzymywali wypłat, ponieważ władze regionalne przeczesywały budżet, by zdecydować, komu zabrać, żeby dać zmobilizowanym (w wyniku buntu pieniądze dla żołnierzy się znalazły). Russkaja Slużba BBC także w listopadzie donosiła o przypadkach niewypłacania 195 tysięcy rubli, ale nie było to działanie systemowe. Dziennikarze BBC pisali również, że aby otrzymać pieniądze i ulgi, trzeba podpisać kontrakt na co najmniej rok, więc część rosyjskich prawników sądzi, że jeśli państwo odeśle kogoś przed terminem albo Putin ogłosi wcześniej demobilizację, żołnierze nie dostaną pieniędzy. Ani „Nowaja Gazieta” i BBC, ani portale The Bell czy Meduza nie donosiły jednak o masowym, zorganizowanym procederze niewypłacania żołnierzom honorariów i odszkodowań.

(...)

Putin przecież odrestaurowuje imperium. Dlatego ustanawia gospodarkę wojenną i ani myśli przestać pompować w nią pieniądze. Co więcej, w nosie ma, czy zapłacą za to rosyjskie dzieci i wnuki, czy za 5–10 lat w miejscu państwowego budżetu będzie ziać czarna dziura, a na rachunkach państwowych będzie hulać porywisty wiatr. Come on, trwa pełnoskalowa wojna o imperium! I Putin zamierza ją kontynuować, o czym mówi bez ogródek. Wprost do kamery, kilka razy w tygodniu. On już nie kalkuluje zysków i strat, tylko przerzuca koszty wojny na budżety regionów, klasę średnią i przedsiębiorstwa. Do machiny wojennej potrzebuje jako tako zmotywowane mięso armatnie, więc nie bardzo może sobie pozwolić na powszechne i ostentacyjne złamanie swojej nekrofilskiej umowy społecznej.

Poza tym w putinowskiej nekropolityce chodzi tak samo o kotlety armatnie, jak o wizję i obietnicę. O psychospołeczną nadbudowę. Nawet jeśli państwo nie wypłaci ani rubla – choć to mało prawdopodobne – Putin wręcza Rosjanom do ręki kupon totolotka, mówiąc: Nie bójcie się i wyślijcie swojego Mężczyznę na wojnę (słowo „Mężczyzna” propaganda odmienia przez wszystkie przypadki). Może przeżyje, a może nie, dla was i tak każdy wariant jest dobry: albo zwycięska walka za wielką Rosję, albo śmierć bohatera i bilet wstępu do lepszego życia. A jeśli się wam poszczęści, dostaniecie jedno i drugie: urwana ręka to 3 miliony, a – co tu dużo mówić – miejsca w przedszkolu same się nie znajdą, podobnie jak same nie opłacą się woda, gaz i wywóz śmieci. To jak będzie? I biedniejsza część ludzi nie ucieknie za granicę, tylko zaryzykuje na takiej samej zasadzie, na jakiej sprzedaje się jedną nerkę z nadzieją, że ta druga posłuży jeszcze długie lata.

Można trywialnie skonstatować, że wakacje kredytowe, milionowe odszkodowania i 195 tysięcy rubli to zabieg gwarantujący Putinowi poparcie, dopóki nie wyschną pieniądze z budżetu. I będzie to prawda, ale bardzo powierzchowna. Putninowska nekropolityka to łamanie Rosjanom kręgosłupa (lub, jak sami by powiedzieli, łamanie przez kolano). Formalnie odbywa się na zasadach rynkowych. 

(...)

Na głębszym poziomie nekropolityka i nekrosakralizacja władzy to kolejny etap patologizacji Rosjan przez ich własne państwo. Państwo się tobą zaopiekuje, może nawet poprawi twój los, jeśli oddasz mu w nieograniczone użytkowanie członka swojej rodziny. Powracają dobrze znane z historii układy: faraon–niewolnik, Talib–kobieta, chłop–możnowładca, farmer i jego indyki przed świętem dziękczynienia; władza jeszcze zobaczy, który trafi na stół. Rosjanie godzą się z tym, że państwo wedle uznania rozporządza życiem i zdrowiem najbliższych im osób: wyśle na samobójczą misję, oddeleguje do sprzątania szpitali polowych albo zrzuci żołnierzy bez spadochronu, jeśli zajdzie taka konieczność. A przy tym władza wmawia Rosjanom, że nie powinni, a właściwie nie mają prawa narzekać, krzyczeć i protestować, bo byłaby to niewdzięczność. Przecież hajsy się zgadzają, a NNW jest wysokie.

Pytacie w listach, dlaczego Rosjanie są tacy bezwolni, tacy posłuszni? Jeśli masz złamany kręgosłup, ty i twoi bliscy stanowicie teatralne rekwizyty władzy, to przystosowujesz się, bierzesz wszystko, co przyniesie los, zwłaszcza hajsy i NNW. Bo osiągnąłeś harmonię wewnętrzną nieobywatela.

Nie ma już nic skończył się tlen
Nakurwiam zen, nakurwiam zen.

new.org.pl

BiznesAlert.pl: Wiele państw Zachodnich w ostatnich tygodniach podjęło decyzje o wsparciu na rzecz armii ukraińskiej. Wśród tych nowych form pomocy są np. transportery opancerzone, wozy wsparcia ogniowego czy nawet czołgi. Skąd wynika ta zmiana podejścia Zachodu? 

Jarosław Wolski: Powód jest banalny. Po prostu powoli kończy się wyposażenie produkcji sowieckiej, które dotychczas masowo przekazywaliśmy. Nie chodzi tutaj tylko o czołgi, ale też transportery opancerzone, systemy artyleryjskie czy inne pojazdy wsparcia. I nie mówię tutaj tylko i wyłącznie o samym sprzęcie. Coraz większym problemem jest organizowanie części zamiennych do tych pojazdów, które trafiły już na Ukrainę. Na światowym rynku uzbrojenia trudno dziś dostać elementy, które są potrzebne do serwisowania czołgów czy innych pojazdów, będących obecnie na wyposażeniu armii ukraińskiej. Część z producentów takich podzespołów, np. Indie czy Iran, w pierwszej kolejności wolą reeksportować je do Rosji niż na Ukrainę. To jest pierwszy powód.

Drugi powód jest bardziej złożony. Ukraińcy w 2022 roku stracili bezpowrotnie, czyli w sposób nie pozwalający na odremontowanie danego sprzętu, około 530 czołgów. To stanowi około 60 procent stanu wyjściowego kadrowej armii ukraińskiej z lutego 2022 roku. To bardzo poważne straty sprzętowe. Te straty były przez ostatni rok uzupełniane w głównej mierze dostawami z Zachodu oraz tym, co udało się pozyskać z porzuconego sprzętu rosyjskiego.

Z Polski na Ukrainę trafiło około 270 maszyn, ponad setka trafiła z innych krajów, w przypadku czołgów ex-rosyjskich udało się pozyskać i wcielić do służby około 150 maszyn. Stan zatem wyszedł na równo, nawet z pewnym okładem, ponieważ w tym czasie sformowano nowe związki taktyczne w ramach ukraińskich sił zbrojnych, czyli tzw. korpus rezerwowy w składzie trzech brygad pancernych i pięciu zmechanizowanych.

Ta ilość nie pozwala jednak w pełni uzupełnić kolejnych związków taktycznych formowanych w ramach armii ukraińskiej, a formowanych jest około 10 nowych brygad, ale nie pozwala to na uzupełnienie strat ponoszonych w walce. Obecny sprzęt ciężki pozwala na uformowanie około 35 brygad, w których walczy około 200 tys. żołnierzy. Cała armia ukraińska liczy obecnie ponad 750 tys. ludzi. Widzimy tu dysproporcję, której nie da się uzupełnić w krótkim czasie, a zwłaszcza jeżeli mówimy o tym sprzęcie, który pamięta czasy Związku Sowieckiego. Licząc dzisiaj ze sprzętem opancerzonym (od czołgów po patrolowe pojazdy kołowe) otrzymanym z Zachodu, trafiło na Ukrainę ponad 1500 sztuk maszyn, co pozwoliło uzupełnić straty 27 „kadrowych” brygad oraz rozwiać korpus rezerwowy. Niestety dla dziesięciu nowo formowanych brygad brakuje sprzętu ciężkiego, zaś z 30 brygad Obrony Terytorialnej zaledwie sześć ma odpowiednie wyposażenie. Łącznie zatem sprzętu jest dla około 300 tys. żołnierzy.

Rosjanie cały czas atakują i mimo potwornych strat, sami zadają je Ukraińcom…

Tak, Rosjanie stosują strategię na wyniszczenie materiałowe. To jest prawdziwy powód, dlaczego z taką determinacją i takim uporem atakują Bachmut i Soledar. Przy czym pamiętajmy, że ich pojmowanie strat jest całkiem odmienne od naszego, cywilizowanego, zachodniego. Rosjanie rzucają szereg jednostek, słabo przeszkolonych i zdemotywowanych po to, aby zadawać jak najwięcej strat Ukraińcom. Te straty dla strony ukraińskiej są bardzo bolesne. Rosja w tym czasie szkoli swoje jednostki rezerwowe, formowane w Rosji a składające się ze zmobilizowanych żołnierzy, oraz odbudowuje potencjał sprzętowy.

Po drugie, taka taktyka powoduje wiązanie zasadniczych sił ukraińskich, które w innych okolicznościach byłyby skierowane do prowadzenia kolejnych kontrofensyw w innych obszarach Ukrainy. Dzisiaj muszą one stanowić odwód w Donbasie i brać udział w ciężkich walkach. Rosjanie narzucają inicjatywę prowadzenia wojny, która jest kosztowna dla obu stron. Z tym, że jedna ze stron w ogóle nie liczy się z nimi. Podobna taktyka była już zastosowana na łuku Dońca, kiedy Rosjanie szturmowali Popasną, Liman, i Siewierodonieck. Gdyby nie dostawy HIMARSów, które zdziesiątkowały rosyjską logistykę, armia ukraińska dzisiaj miałaby znacznie mniejszy potencjał bojowy niż ma.

To niestety przygnębiająca rzeczywistość, którą obserwujemy na wschodzie Ukrainy, o której u nas mało się mówi, obawiając się bycia posądzonym o defetyzm.

Czy Ukraina jest w stanie szybko zaadaptować u siebie sprzęt od Zachodu? Czy nie jest za późno? 

Odpowiem tak. Po pierwsze, Niemcy najpierw muszą wyrazić zgodę na dostawę Leopardów. To co teraz się dzieje, to próba przekonania Niemców do dania zielonego światła. Druga kwestia jest bardziej skomplikowana. Do Leopardów w wersji A4 nie ma już części zamiennych. Nie są one produkowane. Stąd też m.in. decyzja o polskiej modernizacji Leopardów 2 A4 do wersji 2PL. Podobnie postępują inne kraje, użytkujące tą wersje czołgów. Nawet zatem jeżeli będzie zielone światło na dostawy A4 na Ukrainę, to ja zadam pytanie: A skąd części zamienne, kamery termalne, systemy stabilizacji, radiostacji i innych systemów, których nie ma już praktycznie od 7-8 lat? Uważam, że szybciej na Ukrainie zobaczymy Challanger 2 z Wielkiej Brytanii niż Leopardy.

Co z załogami?

Tu jest jeszcze gorzej. W NATOwskim standardzie szkolenia czołgistów szacuje się, że trening indywidualny załóg czołgów zajmuje co najmniej rok. I to przy szkoleniu z wykorzystaniem trenażerów, symulatorów itp. Dalsze szkolenie zgrywające na poziomie batalionów zajmuje kolejny rok. I mówimy tu o szkoleniu czołgistów z doświadczeniem. Wyszkolenie nowego, “zielonego” czołgisty według pancerniaków – instruktorów zajmuje cztery lata. Tyle zajmuje wyszkolenie żołnierza, który ma biegle posługiwać się sprzętem. Ukraińcy niestety nie mają lepszej bazy szkoleniowej niż Rosjanie. Stąd konieczność wysyłania tych żołnierzy na szkolenia do Polski, Wielkiej Brytanii czy innych państw. Brak odpowiedniej bazy szkoleniowej jest jedną z przyczyn braku odpowiedniego rozrostu armii ukraińskiej.

Skoro jest nacisk na Niemców w sprawie Leopardów, czemu decyzji o wysłaniu czołgów nie podejmują Amerykanie? Choćby czołgi rodziny M60, których w składach jest tysiące. 

M60 to czołg na poziomie technologicznym T-62M przywracanych w Rosji. Po drugie, o ile Rosjanie takich czołgów są w stanie przywrócić rocznie ponad 250 sztuk, o tyle Amerykanie na M60 dawno postawili krzyżyk i tam naprawdę bardzo źle wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o części zamienne. Jest więc prawdopodobne, że Amerykanie fizycznie nie byliby w stanie dostarczyć i obsłużyć odpowiedniej ilości czołgów tego typu. W ogóle, jest mało czołgów na Zachodzie, jeżeli chodzi o realia takiego konfliktu, który widzimy na Ukrainie.

Tylko Amerykanie mają odpowiedni zasób mobilizacyjny M1 Abrams. Więc albo oni zaczną niebawem dostarczać te typy maszyn, albo Ukraińcom zaczną się kończyć czołgi pod koniec obecnego roku. Dlatego Ukraina nie może toczyć wojny materiałowej i dlatego NATO stara się przekazać Ukrainie zdolności do atakowania Rosjan w obszarach przynoszących skokowe porażenie sił rosyjskich, ale z minimalnymi stratami własnymi – np. rażenie logistyki, sztabów, etc.

biznesalert.pl

Michał Nowak: Jak oceniasz stan zawodowej ukraińskiej armii na tle armii rosyjskiej? Co jest Twoim zdaniem przewagą a co słabością obu stron?

Mariusz: W porównaniu z tym, jak wyglądała ukraińska armia w 2014 roku, różnica jest gigantyczna. Nie chodzi tylko o sprzęt, ale o samo podejście, sposób szkolenia, świadomość wojny XXI wieku. Ukraińcy umieją improwizować, działać w sposób nietypowy, przez co cały czas zaskakują betonową strukturę rosyjskiej armii. Nawet to, że pracują na sprzęcie z całego świata zmusza ich wręcz do dokładniejszych szkoleń.

Ruska armia to horda – mają wielkie zasoby ludzkie, mają sporo sprzętu, przez długi czas dominowali artylerią i lotnictwem. Mają oczywiście również bardzo dobre wyposażenie i profesjonalistów, którzy znają się na swojej pracy, ale większość to mięso armatnie, bezmyślne. Są natomiast bezwzględni, co pokazują od początku tej wojny, zwłaszcza w stosunku do cywilów. Dla nich nie ma żadnych świętości. Pod Kijowem wjechali BWP na teren katolickiej parafii, rozwalając bramę, wypili wino mszalne, pokradli jakieś pozłacane klamki. O tych pokradzionych pralkach już nawet nie warto mówić, bo każdy widział nagrania. Jednak na dziś rosyjska armia jest coraz bardziej wyczerpana i widać, że mają ogromny problem, żeby zmienić strategię, bo przez długi czas ich dominacja opierała się wyłącznie na przewadze artyleryjskiej.

MN: Jak odbierane są informacje o mobilizacji prowadzonej w Rosji? Czy traktujecie ją jako dopływ mięsa armatniego, czy też szykujecie się na ciężkie walki?

M: I jedno, i drugie. Wszyscy szykują się na ciężkie walki do końca tego roku i być może jeszcze cięższe po zimie. Jednak ogólne nastawienie jest takie, że im ich więcej, tym łatwiej będzie nam w nich strzelać. Strachu w nikim mobilizacja nie wywołała.

(...)

MN: Jak wyglądają stosunki między polskimi ochotnikami a ukraińskimi żołnierzami? Miałeś może do czynienia na froncie z formacjami ochotniczymi ukraińskich nacjonalistów? Czy wspólna walka pozwoliła odrzucić zaszłości historyczne?

M: Miałem dużo styczności z różnymi ukraińskimi nacjonalistami, zarówno z formacji ochotniczych, jak i z regularnej armii, to mogę się tu szerzej wypowiedzieć. Mówiąc szczerze, nie miałem nigdy nieprzyjemności z tym związanych, paradoksalnie znacznie łatwiej było mi się z nimi dogadać. Po pierwsze czuło się, że motywacja jest w nas podobna, że podobnie chcemy aktywnie walczyć. W przypadku osób mobilizowanych nie zawsze było tak samo wyraźne. Po drugie nie było w ich myśleniu takich post-sowieckich naleciałości, które zwłaszcza dla Polaka będą strasznie nieznośne. Ogólnie jeśli chodzi o nacjonalistów ukraińskich, to ich jest naprawdę wiele „rodzajów” i od jednego można usłyszeć pochwałę Bandery, od innego krytykę. Ale to właśnie od nacjonalistów słyszałem najwięcej „ciepłych słów” – dla nich wojna z Rosją jest częścią większej historii, historii, która ma swoje korzenie w historii I Rzeczypospolitej. Ogólnie ze sporym podziwem podchodzili również do naszego państwa, do tego, że produkujemy swoje karabiny (zresztą to tutaj GROTy przechodzą realny test bojowy), że kupujemy Abramsy, ogólnie było w nich takie myślenie, że Polska „dba o swój interes”, a Polacy są dumnym narodem.

Jeśli chodzi o naszą wspólną historię, to najlepsze słowa usłyszałem od pewnego pułkownika z symbolem ukraińskich nacjonalistów na ramieniu (tryzub z mieczem), zresztą powiedział mi to po polsku: „Kiedy poznałem naszą historię, zrozumiałem jedno – jeśli Polacy i Ukraińcy walczyli, to zawsze wygrywała Moskwa”. Rozmawiałem z wieloma o tym, co wydarzyło się na Wołyniu, nigdy też nie musiałem się kryć ze swoją opinią na temat Bandery, Szuchewycza itp. I zauważyłem jedno – szczerością zdobywa się szacunek.

Zresztą tutaj to wcale nie jest takie oczywiste, że ktoś mówi, że Bandera to bohater i jest nacjonalistą, bo równie dobrze może być liberałem. Rosjanie nazywali Ukraińców „banderowcami” w formie obelgi od czasów sowieckich i dlatego, tak na przekór, wielu z nich chętnie się z tym dziś obnosi. To widać, bo często ci sami ludzie w zasadzie nie byli w stanie nic o Banderze powiedzieć. Ale oczywiście nie można rozmawiać tylko o tym, co było złe w naszej historii, bo tak samo prawdziwe są momenty chwalebne. Jak pisał polski przedwojenny nacjonalista, który z członkami OUN siedział w Berezie Kartuskiej (specjalnie zapisałem sobie te słowa): „Łączy nas krew wspólnie przelana nad rzeką Worsklą, pod Grunwaldem, Kłuszynem i Chocimiem, ostatnio pod Kijowem. Dzielą nas Żółte Wody, Beresteczko, Humań. Dzieli nas moskiewski i pruski srebrnik”. Dziś możemy dopisać Wołyń i Małopolskę Wschodnią, ale też Charków, Chersoń, Izium i Bachmut i te słowa będą tak samo prawdziwe. Dla nacjonalistów ważne było też to, że Polacy nie mówią po rosyjsku, nie mówią „w języku okupanta”, w odróżnieniu od wielu ich własnych rodaków, zwłaszcza starszego pokolenia.

(...)

MN: Co cię zaskoczyło na froncie? Czy tak sobie wyobrażałeś sytuację przed przyjazdem?

M: Pełnoskalowa wojna – artyleria, lotnictwo, ostrzały rakietowe, czołgi. To jest coś, na co nie byli przygotowani nawet ludzie, którzy mieli doświadczenie ani z wojny od 2014 roku, ani zagraniczni ochotnicy, którzy mieli doświadczenie np. z Syrii czy Afganistanu. Powiedzmy sobie szczerze, Europa nie widziała czegoś takiego pewnie od drugiej wojny światowej.

Przewaga wroga, zwłaszcza w początkowym okresie, była duża, później wraz ze wsparciem zachodnim nasza strona mogła zyskać przewagę. Nie bez powodu Bayraktar, Javelin czy HIMARS to słowa, które zna pewnie dzisiaj każde ukraińskiego dziecko i pewnie zresztą tak nazwało swojego psa. Ten sprzęt naprawdę robi tu ogromną robotę i bez niego wojna byłaby znacznie cięższa. No i nie oszukujmy się, Ukraina to teraz ogromny poligon doświadczalny, bo dopiero tutaj ten sprzęt przechodzi realne testy. Jest jeszcze skala okrucieństwa Rosjan, która w XXI wieku jest dla większości ludzi niewyobrażalna, ale jeśli ktoś zna historię, to w ogóle się temu nie dziwi. Rosja zawsze była tak samo agresywna, okrutna i ślepa na śmierć, nawet swoich własnych ludzi.

(...)

MN: Już tak na koniec zapytam, jak teraz wygląda sytuacja? Czy zmobilizowani rosyjscy żołnierze zmienili sytuację na froncie? Obserwujemy właściwie dwa gorące odcinki – Bachmut i Kreminna/Swatowo. Pod tym pierwszym przebić przez ukraińską obronę nie mogą się Rosjanie, ale na drugim odcinku to Ukraińcy zostali zatrzymani. Kiedy Twoim zdaniem sytuacja może ulec zmianie i na czyją korzyść?

M: Szczerze mówiąc, oba te odcinki wydają mi się celowym zamrażaniem walk, więc nie będzie miało aż takiego znaczenia kto gdzie się przebije. Nie będą to moim zdaniem pozycje bronione za wszelką cenę. Jeśli chodzi o mobilizowanych Rusków, to dopiero zobaczymy, wszyscy tu na to czekamy.

MN: Wiele mówi się teraz o szerokich operacjach ofensywnych, do których przygotują się obie strony. Kto Twoim zdaniem uderzy pierwszy, kiedy i na jakim kierunku?

M: Tutaj też można sobie tylko spekulować, bo to są tak naprawdę szczelnie chronione informacje wywiadowcze. Logiczne kierunki wydają się dwa – dla Rosjan to ponowny atak od strony Białorusi, dla Ukrainy to uderzenie na Zaporoże, żeby odciąć drogę lądową z Krymu na Donbas. Wszystko będzie też zależało od pogody, bo np. zajść na Ukrainę od północy bez mrozów o tej porze roku to duży problem, tam wszędzie są bagna. Ale tak jak mówię, to są z mojej strony czyste spekulacje. Pół roku przygotowywaliśmy się i czekaliśmy na kontrofensywę na Chersoń, po czym dla wszystkich zaskoczeniem był blitzkrieg na Izium, a sam Chersoń wzięto bez walki. Trzeba być gotowym i czekać na decyzje dowództwa. Myślę, że w tym roku Rosjanie dopiero poczują, co to są poważne straty.

nlad.pl

czwartek, 12 stycznia 2023


Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) ogłosiło 11 stycznia, że szef Sztabu Generalnego Armii gen. Walerij Gierasimow przejmie stanowisko dowódcy teatru działań w ramach gruntownej przebudowy rosyjskiej struktury dowodzenia na wojnę na Ukrainie. Rosyjskie MON oficjalnie ogłosiło Gierasimowa dowódcą Połączonego Zgrupowania Sił i wyznaczyło trzech zastępców pod dowództwem Gierasimowa: poprzedni dowódca teatru działań na Ukrainie, od 8 października do 11 stycznia, generał armii Siergiej Surowikin, głównodowodzący sił powietrznych; Generał Armii Oleg Saliukow, Naczelny Dowódca Wojsk Lądowych; oraz generał pułkownik Aleksiej Kim, zastępca szefa rosyjskiego Sztabu Generalnego. Surowikin służył jako dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych od października 2017 r. i dowodził „Południową” grupą sił na Ukrainie od czerwca do października 2022 r., zanim został mianowany generalnym dowódcą teatru działań. Salukow pełnił funkcję głównodowodzącego rosyjskich wojsk lądowych od 2014 r.

Publiczne ogłoszenie tej restrukturyzacji przez rosyjskie Ministerstwo Obrony określiło zmianę jako konieczną zarówno do poprawy rosyjskiego dowodzenia i kontroli, jak i do zintensyfikowania rosyjskich operacji na Ukrainie. W oficjalnym odczytaniu mianowania MON czytamy, że zmiany te zostały dokonane w związku „z rozszerzeniem skali zadań rozwiązywanych w ramach realizacji [specjalnej operacji wojskowej], koniecznością zorganizowania ściślejszego współdziałania służb i rodzajów Sił Zbrojnych, a także podniesienie jakości wszelkiego rodzaju wsparcia oraz skuteczności dowodzenia i kontroli”. Oficjalnie ogłoszone, wskazują, że Kreml zamierza mianować Gierasimowa jako istotną zmianę – zarówno w faktycznym prowadzeniu wojny, jak i w kształtowaniu roli rosyjskiego MON. (...)

Mianowanie Gierasimowa na dowódcę teatru prawdopodobnie przyspieszy dwa wysiłki Kremla: próbę poprawy rosyjskiego dowodzenia i kontroli dla decydującego wysiłku wojskowego w 2023 r. oraz polityczny ruch mający na celu wzmocnienie rosyjskiego Ministerstwa Obrony przeciwko wyzwaniom ze strony rosyjskich blogerów i siłowików, takich jak finansista Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn, którzy skrytykowali prowadzenie wojny przez Kreml.

Nominacja Gierasimowa ma na celu wsparcie zamierzonego zdecydowanego rosyjskiego wysiłku wojskowego w 2023 r., prawdopodobnie wznowienia rosyjskich operacji ofensywnych. Putin wielokrotnie demonstrował, że źle rozumie możliwości sił rosyjskich i nie porzucił swoich maksymalistycznych celów wojennych na Ukrainie. Putin mógł mianować Gierasimowa, najwyższego rangą oficera w rosyjskiej armii, na następcę szeregu dowódców teatrów działań w celu nadzorowania dużej ofensywy, którą Putin – prawdopodobnie błędnie – uważa, siły rosyjskie mogą przeprowadzić w 2023 r. ISW wcześniej oceniało, że siły rosyjskie zdają się przygotowywać się do zdecydowanego wysiłku zbrojnego, być może w obwodzie ługańskim. ISW przewidział również najniebezpieczniejszy przebieg działań (MDCOA) nowej rosyjskiej inwazji z Białorusi na północną Ukrainę, chociaż pozostaje to najgorszy scenariusz w obrębie stożka prognozy. Trwające wysiłki rosyjskie w zakresie generowania sił mają prawdopodobnie na celu wsparcie jakiejś formy dalszych operacji ofensywnych, a Gierasimow, który zatwierdził i nie odrzucił katastrofalnego rosyjskiego planu wojennego z lutego 2022 r., raczej nie zacznie teraz stawiać oporu Putinowi. Putin może alternatywnie (lub dodatkowo) dostrzegać groźbę dalszych ukraińskich działań kontrofensywnych w 2023 roku i postawić na Gierasimowa w celu wzmocnienia sił rosyjskich przed tymi prawdopodobnymi atakami.

Wyniesienie Gierasimowa i rosyjskiego MON nad Surowikina, faworyta Prigożyna i frakcji siłowików - jest wysoce prawdopodobne, że była to po części decyzja polityczna mająca na celu przywrócenie prymatu rosyjskiego MON w wewnętrznej rosyjskiej walce o władzę. Rosyjskie MON i frakcja siłowików, często publicznie reprezentowana przez finansistę Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna, przez cały 2022 r. spierali się o prowadzenie przez Rosję wojny na Ukrainie. Od końca 2022 roku Prigożyn coraz bardziej krytykuje prowadzenie wojny przez rosyjskie MON. Igor Girkin, były dowódca rosyjskich bojowników w Donbasie i prominentny bloger, mocno sugerował, że poprze usunięcie prezydenta Rosji Władimira Putina z urzędu w swojej najbardziej bezpośredniej krytyce wobec Putina z 10 stycznia. Surowikin, poprzedni dowódca teatru na Ukrainie, był ulubieńcem opinii publicznej Prigożyna, a ukraiński wywiad donosił, że Surowikin jest rywalem rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu. Nie jest jasne, dlaczego Putin pośrednio zdegradował Surowikina na korzyść Gierasimowa, w przeciwieństwie do poprzednio zastąpionych rosyjskich dowódców teatru działań, których obwiniano o niepowodzenia na polu bitwy. Awans Gierasimowa jest prawdopodobnie po części politycznym posunięciem mającym na celu osłabienie wpływów zasadniczo anty-MONowskich siłowików i sygnał dla Prigożyna i innych aktorów do ograniczenia krytyki MON.

Wyniesienie Gierasimowa przez Putina i mocno krytykowane rosyjskie Ministerstwo Obrony może skłonić siłowików jak Prigożyn, aby dalej dzielić rosyjską przestrzeń informacyjną i sprzeciwiać się prowadzeniu wojny przez Kreml. Prigożyn nieustannie promuje Grupę Wagnera kosztem reputacji rosyjskiego MON i może podwoić swoje krzykliwe reklamy w rosyjskich mediach społecznościowych i powiązanych z państwem placówkach, aby potwierdzić wyższość swoich sił. Centralizacyjne wysiłki Gierasimowa mogą dodatkowo napotkać opór ze strony Prigożyna i innych aktorów pragnących zachować swoje prywatne udziały w wojnie na Ukrainie. Prigożyn mógł wiedzieć o decyzji Putina o ponownym mianowaniu dowódców i próbował uprzedzić tę wiadomość, wzmacniając informacje o wysiłkach Wagnera w celu zajęcia Soledaru w ciągu ostatnich kilku dni, aby odnieść zwycięstwo. (...)

Jest mało prawdopodobne, aby Gierasimow szybko ożywił i zreformował sposób prowadzenia przez Rosję wojny na Ukrainie, aby osiągnąć maksymalistyczne cele Putina. Gierasimow podpisał się pod fundamentalnie błędnymi początkowymi planami inwazji Putina przed 24 lutego i w dużej mierze zniknął w zapomnieniu po upadku wadliwych początkowych założeń planowania Rosji. Gierasimow raczej nie spełni nierealistycznych oczekiwań Putina co do jego wyników. (...) Gierasimow prawdopodobnie będzie przewodniczył zdezorganizowanej strukturze dowodzenia, nękanej endemicznymi, uporczywymi i samonapędzającymi się niepowodzeniami, które w dużej mierze uruchomił w swojej początkowej roli przed inwazją na Ukrainę.

Niezdolność rosyjskiej bazy przemysłowej do zaradzenia niedoborom amunicji utrudni rosyjskim siłom prowadzenie operacji ofensywnych we wschodniej Ukrainie w 2023 r.  Amerykańscy i ukraińscy urzędnicy powiedzieli CNN 10 stycznia, że dzienna stopa ostrzału artyleryjskiego Rosji spadła w niektórych obszarach o 75%, co jest historycznie niskim poziomem od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę 24 lutego 2022 r. Urzędnicy ci zauważyli, że siły rosyjskie mogą racjonować pociski artyleryjskie w wyniku kurczących się zapasów lub mogą ponownie oceniać swoją taktykę. Rzecznik Wschodniej Grupy Sił Ukrainy Serhij Czerewaty stwierdził, że siły rosyjskie wcześniej wyczerpały swoje rezerwy pocisków artyleryjskich kal. 122 mm i 152 mm oraz inne rezerwy latem 2022 r., zakładając, że nadmierny ostrzał artyleryjski doprowadzi do szybszych rezultatów. Cherevaty zauważył, że siły rosyjskie muszą teraz przenosić dodatkowe pociski z tylnych terenów w Rosji i kupować dodatkową amunicję z innych krajów, aby przeciwdziałać takim niedoborom, co skutkuje zmniejszoną szybkostrzelnością.

Źródła rosyjskie coraz częściej przyznają również, że rosyjskie niedobory amunicji i zaopatrzenia zdecydowanie utrudniają postęp rosyjskich sił zbrojnych. Wybitny rosyjski bloger (i członek grupy roboczej ds. mobilizacji prezydenta Rosji Władimira Putina) stwierdził w federalnym programie telewizyjnym, że rosyjskie wysiłki w zakresie generowania sił, takie jak mobilizacja, nie są wystarczające, zauważając, że sukces Rosji na linii frontu zależy od jej gospodarki i przemysłu wojskowo-przemysłowego złożony. ISW wcześniej oceniało, że kremlowskie kampanie generowania sił raczej nie wpłyną w decydujący sposób na przebieg wojny, jeśli Rosja nie rozwiąże swoich fundamentalnych problemów związanych z zaopatrzeniem jej działań wojennych na Ukrainie.

Siły rosyjskie nie zdobyły jeszcze w pełni Soledaru pomimo niedawnych rosyjskich postępów, a ewentualne zdobycie Soledaru raczej nie umożliwi siłom rosyjskim schwytania Bachmutu. (...) Rosyjskie twierdzenia o rosyjskich postępach w Soledarze nadal wywołują dyskusję wśród rosyjskich źródeł na temat prawdopodobieństwa zdobycia Bakhmuta przez siły rosyjskie. Niektóre rosyjskie źródła zaczęły dyskutować o nieprawdopodobnym upadku obecnej ukraińskiej linii frontu i wycofaniu się Ukrainy aż do Słowiańsk i Kramatorsk. Rosyjska dyskusja o rychłym zdobyciu Bachmutu i upadku ukraińskich linii obronnych jest oderwana od obecnej rzeczywistości operacyjnej w tym rejonie, gdzie siły rosyjskie są dalekie od odcięcia ukraińskich naziemnych linii komunikacyjnych (GLOC) potrzebnych do okrążenia Bakhmutu.

Prezydent Rosji Władimir Putin podobno udzielił tajnych i zapobiegawczych ułaskawień rosyjskim skazańcom walczącym z Grupą Wagnera na Ukrainie, potencjalnie jeszcze bardziej wzmacniając Wagnera do bezkarnego działania na teatrze działań wojennych. Członkini Rosyjskiej Rady Praw Człowieka Ewa Merkaczewa powiedziała w rozmowie z RIA Novosti 9 stycznia, że więźniowie zrekrutowani przez Grupę Wagnera do walki na Ukrainie otrzymają ułaskawienie, zanim zostaną zwolnieni z kolonii karnych w celu rozmieszczenia. Zgodnie z rosyjskim kodeksem karnym i art. 89 rosyjskiej konstytucji tylko prezydent Rosji może udzielić ułaskawienia. Merkaczewa stwierdziła, że prezydencki dekret o ułaskawieniu skazanych, którzy brali udział w walkach na Ukrainie, zawiera informacje, które zgodnie z obowiązującym rosyjskim ustawodawstwem stanowią tajemnicę państwową. Prigożyn wcześniej ogłosił ułaskawienie pierwszej grupy powracających z Grupy Wagnera 5 stycznia, a ISW zauważyło wówczas, że Prigożyn nie ma prawnego upoważnienia na mocy rosyjskiego prawa konstytucyjnego lub karnego do samodzielnego udzielania takich ułaskawień. (...)

Prewencyjne ułaskawienia przez prezydenta prawdopodobnie jeszcze bardziej napędzają rekrutację Grupy Wagnera w koloniach karnych i umożliwiają bojownikom Wagnera działanie z dużym stopniem bezkarności na Ukrainie. Obietnica prawnego ułaskawienia za działalność przestępczą prawdopodobnie zachęca skazanych do podpisywania umów z Grupą Wagnera, wiedząc, że jeśli przeżyją operacje na Ukrainie, zostaną zwolnieni z powrotem do rosyjskiego społeczeństwa z czystymi kartotekami. ISW zauważyło wcześniej, że bojownicy Grupy Wagnera rekrutowani z więzień są wysyłani na linię frontu na Ukrainie głównie jako zużywalna siła i często wykazują niewiarygodnie luźną dyscyplinę na teatrze działań. (...) Gwarancja prawna Putina, carte blanche dla bojowników Wagnera, prawdopodobnie pozwoli Prigożynowi wykorzystać obietnicę ułaskawienia do kierowania wysiłkami rekrutacyjnymi, tym samym użyczając więcej nieprzeszkolonego i nieprofesjonalnego personelu jako siły niszczącej, która często dopuszcza się okrucieństw.

understandingwar.org

Początkowo posiedzenie rządu Federacji Rosyjskiej, w którym uczestniczył Władimir Putin, przebiegało spokojnie. Prezydent Rosji wywoływał po kolei poszczególnych ministrów, a ci relacjonowali, które polecenia Putina zrealizowali, a nad którymi jeszcze pracują. Putinowi szczególnie nie spodobały się słowa wicepremiera Denisa Manturowa, który pokrętnie tłumaczył opóźnienia w swoich projektach. 

Zadaniem Denisa Manturowa miało być przyspieszenie produkcji sprzętu lotniczego. Wicepremier tłumaczył, że z uwagi na możliwości produkcyjne, a przede wszystkim dostępność silników do samolotów, sprawa ta nie została jeszcze całkowicie załatwiona. Manturow zapewnił jednak, że "dokłada wszelkich starań" by przyspieszyć produkcję. Dla Putina jednak starania i próby nie są wystarczające, ponieważ nie widzi żadnego efektu pracy polityka. 

Putin wstawił się też za przedsiębiorcami, którzy według niego nie rozumieją zamiarów Ministerstwa Obrony. Prezydent Rosji chce, by jasno powiedziano im, że muszą zatrudnić kolejnych ludzi i zwiększyć moce produkcyjne. By to zrobić jednak, muszą wiedzieć, ile sprzętu zamówi od nich resort obrony. Mnaturow bronił się, że liczba zamówień na 2023 rok została już wszędzie potwierdzona. 

- Ponadto, jak wspominałem, przedsiębiorstwa zaciągnęły kredyty. Mowa tu przede wszystkim o śmigłowcach. Mamy więc rozpisane wszystkie moce produkcyjne zarówno na rok bieżący, jak i przyszły - bronił się rosyjski wicepremier. To stanowisko jeszcze bardziej zdenerwowało Putina. 

- Dopóki nie mają umów, nie wiedzą co i w jaki sposób będą robić. Proszę o przyspieszenie tej pracy. Przedsiębiorstwa nie mają kontraktów na 2023 rok. Denisie, przygotowałeś projekt, ale nie ma umów. Mówię ci. Skończmy już spotkanie. O czym mamy tu z tobą rozmawiać? Wiem, że w przedsiębiorstwach nie ma umów, mówili mi to dyrektorzy. Dlaczego udajesz głupca? Kiedy będą kontrakty? - mówił mocno podirytowany prezydent Rosji. 

Putin następnie zażądał, by Manturow rozwiązał tę kwestię w ciągu miesiąca. Ten jednak tylko przekonywał, że "postara się" zrobić wszystko, co w jego mocy. Starania najwyraźniej także nie spodobały się Putinowi, który wymaga w tej sprawie działań. - Nie, nie staraj się dawać z siebie wszystkiego, ale zrób to w ciągu miesiąca - powiedział rozzłoszczony Putin.

gazeta.pl

Następstwa ukraińskiego ataku HIMARS na rosyjską bazę w Makiejewce w obwodzie donieckim 31 grudnia nadal obniżają rosyjskie morale. Ukraińska Główna Dyrekcja Wywiadu (GUR) udostępniła przechwycone 10 stycznia nagranie rosyjskiego żołnierza, który twierdzi, że siły rosyjskie straciły ponad 600 żołnierzy w ataku na Makiejewkę, zamiast deklarowanej przez rosyjskie Ministerstwo Obrony liczby 63 zgonów. Żołnierz stwierdził, że władze rosyjskie celowo minimalizowały liczbę zabitych Rosjan w obawie, że liczba ta może wywołać zamieszki. Rosyjska cywilna grupa Rada Matek i Żon opublikowała apel kobiety, która twierdziła, że nie była w stanie skontaktować się ze swoimi trzema zmobilizowanymi synami, którzy podobno służyli w Makiejewce w Doniecku podczas ukraińskiego uderzenia HIMARS. (...) Pułkownik Alexander Vdovin, oficer poboru do wojska w Samarze, odmówił ujawnienia listy, twierdząc, że zagraniczne agencje wywiadowcze mogą z niej skorzystać. Uderzenie w Makijewkę wywołało niezadowolenie w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej i wywołało dalsze obwinianie rosyjskiego dowództwa wojskowego za słabe wyszkolenie, rozproszenie i dyscyplinę personelu, jak wcześniej informowała ISW.

W rosyjskiej przestrzeni informacyjnej pojawiła się 11 stycznia wiadomość o rosyjskim zmobilizowanym żołnierzu Aleksandrze Leszkowie, skazanym na pięć i pół roku kolonii karnej za konfrontację z dowódcą, podsycając dalszą dyskusję na temat odpowiedzialności rosyjskiego dowództwa za  wadliwe szkolenie i problemy personalne. Źródła rosyjskie ponownie rozesłały listopadowe nagranie, na którym Leszkow konfrontuje się ze swoim dowódcą z powodu złego wyszkolenia i awarii sprzętu po tym, jak 11 stycznia pojawiła się wiadomość, że Garnizonowy Sąd Wojskowy Odincowo oskarżył i skazał Leszkowa. Jeden z wybitnych rosyjskich blogerów  odpowiedział na wiadomość o skazaniu, stwierdzając, że żołnierzy nie należy obwiniać za problemy spowodowane brakiem kompetencji ich dowódców i nadmiarem bezczynności. (...) Milblogger doszedł do wniosku, że Leszkow nie jest wrogiem państwa za krytykę swojego dowódcy i że znacznie gorzej byłoby ignorować to, co się dzieje i patrzeć, jak nic się nie zmienia. Inny wybitny rosyjski bloger stwierdził, że państwo rosyjskie popełniło zbrodnie przeciwko rosyjskim żołnierzom, w tym niepłacenie im żołdu i "wysyłanie poborowych na front bez odpowiedniego przeszkolenia lub wyposażenia". (...)  Rosyjski bloger milowy i członek Rosyjskiej Komisji Praw Człowieka Aleksander „Sasza” Kots wezwał również do ścigania władz rosyjskich i biurokratów wojskowych, którzy skrzywdzili zmobilizowany personel, wydając airsoftowe kamizelki „kuloodporne”, nie szkolili ich do walki, którzy nie zapobiegli Makijewce, i którzy chwalili się zdolnościami wywiadowczymi, których nie było.

Prezydent Władimir Putin omówił środki dalszej integracji terytoriów okupowanych z Federacją Rosyjską na wideospotkaniu z Gabinetem Ministrów Rosji 11 stycznia. Putin omówił problemy pojawiające się na terytoriach okupowanych i podkreślił, że Rosja musi promować inwestycje i wspierać lokalny biznes na terenach okupowanych, a także angażować terytoria okupowane w narodowe projekty państwowe. Putin twierdził, że cywile na terytoriach okupowanych muszą w pełni zrozumieć wartość przystąpienia do Federacji Rosyjskiej i że ich życie zmieni się na lepsze, przyznając, że obecnie życie na terytoriach okupowanych jest trudne.

11 stycznia rosyjscy urzędnicy dyskutowali o środkach mających na celu dalszą integrację terytoriów okupowanych z rosyjskim systemem pomocy społecznej. 11 stycznia rosyjska wicepremier Tatiana Golikowa omówiła pomoc społeczną dla terytoriów okupowanych. Golikowa oświadczyła, że ​​rosyjski Fundusz Społeczny pracuje nad dokonaniem niezbędnych płatności dla mieszkańców na terenach okupowanych po tym, jak władze okupacyjne wprowadziły 1 stycznia rosyjską płacę minimalną na terenach okupowanych. Golikova stwierdziła również, że fundusz płac dla pracowników państwowych na terytoriach okupowanych wzrósł od 1 stycznia o 20 proc. Golikova oświadczyła, że ​​kobiety w ciąży i rodziny z dziećmi otrzymają jednorazowy zasiłek bez zaświadczeń o dochodach, a mieszkańcy okupowanych terytoriów otrzymają kapitał macierzyński i rodzinny - jest to metoda wsparcia rosyjskiego państwa dla rodzin z więcej niż jednym dzieckiem, sugerująca, że ​​rosyjscy urzędnicy starają się zachęcić obywateli terytoriów okupowanych do zwiększenia liczby ludności. Szef Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL) Leonid Pasecznik ogłosił 11 stycznia, że ​​po formalnym przystąpieniu ŁRL do Federacji Rosyjskiej Rosja odnowiła 100 szkół, 20 szpitali i 500 km dróg. Pasecznik zapowiedział wprowadzenie kapitału macierzyńskiego w obwodzie ługańskim 11 stycznia i stwierdził, że rosyjscy urzędnicy przykładają dużą wagę do dzieci na terenach okupowanych.  (...)

(...)

Rosyjskie władze okupacyjne nadal stosują środki przymusu w celu konsolidacji kontroli gospodarczej nad okupowanymi terytoriami. Szef administracji okupacyjnej Chersoniu Władimir Saldo oświadczył 11 stycznia, że ​​rosyjska Federalna Służba Podatkowa grozi zakazaniem przedsiębiorcom z obwodu chersońskiego prowadzenia działalności gospodarczej, jeśli nie zgłoszą swoich przedsiębiorstw do rosyjskiej ewidencji podatkowej. Siły rosyjskie i władze okupacyjne intensyfikują działania zmierzające do wykrycia ewentualnej działalności partyzanckiej na terenach okupowanych. Ukraiński Sztab Generalny poinformował 11 stycznia, że ​​siły rosyjskie eskalują działania mające na celu wzmocnienie kontroli reżimu w obwodzie chersońskim i regularnie sprawdzają telefony komórkowe i inną własność mieszkańców.

understandingwar.org

Patrząc na Rosję łatwo zapomnieć, że to nie jest normalne państwo w naszym rozumieniu tego słowa. (...) Rosja to państwo, w którym władzę dzierżą ludzie ze styku świata służb bezpieczeństwa i mafii. Standardowe dla swoich światów metody rywalizacji o władzę i wpływy przenieśli na poziom państwowy. Państwo nie stanowi wartości samej w sobie, ale jest łupem, o który nieustannie trzeba walczyć. Niekoniecznie mając na uwadze jego dobrostan, czy los obywateli.

Patrząc przez taki pryzmat, łatwiej zrozumieć to, co się obecnie dzieje wokół wojska i Grupy Wagnera. - Prigożin to żaden rywal Putina. Nawet nie koncesjonowana opozycja wewnętrzna, ale po prostu narzędzie. Bat na wojsko i generałów - mówi Kuczyński. W systemie władzy Rosji zagrożeniem dla Putina nie jest głos obywateli. Jest głos tych, którzy mają realną siłę. Któż ma największą brutalną siłę w państwie? Wojsko. Co się dzieje z wojskiem w dobie wojny i intensywnej militaryzacji? Jego siła, znaczenie i wpływy rosną. Może i na froncie idzie mu znacznie gorzej, niż się spodziewano, ale to nie zmienia faktu, że wewnętrznie dysponuje wielką siłą, funduszami i są od niego zależne miliony ludzi. Trzymanie wojska w ryzach było bólem głowy już dla carów, a potem pierwszych sekretarzy. Teraz jest dla Putina.

(...)

Do dzisiaj wzajemna wrogość Prigożyna i wojska tylko wzrosła. Adekwatnie do wzrostu roli Grupy Wagnera w wojnie. Z jakąś elitarną formacją najemniczą to już od dawna nie ma nic wspólnego. Teraz to trudna do sklasyfikowania organizacja paramilitarna, rekrutująca masowo zwykłych ochotników, jak i więźniów, dysponująca własną ciężką bronią, a nawet lotnictwem. Jej liczebność jest szacowana na 30-40 tysięcy ludzi. Walczy niemal wyłącznie w rejonie Bachmutu, od miesięcy nie mogąc zdobyć miasta. Jak twierdzi wiązany z FSB kanał OCZK-OGPU (jedna z nazw radzieckich służb bezpieczeństwa) na Telegramie, właśnie z tego powodu Prigożyn nakazał nadzwyczajne rzucenie wszystkiego, co tylko się dało do szturmu na pobliski Sołedar. Zdobycie tego mniej ważnego miasta ma dać mu kartę przetargową w rozgrywkach na Kremlu o nowe środki dla swojej organizacji, mocno wyczerpanej walkami o Bachmut.

Na froncie krajowym Prigożyn jest uznawany za sojusznika Ramzana Kadyrowa, putinowskiego rzeźnika i namiestnika Czeczenii. Człowieka, który jednoznacznie określa się człowiekiem Putina i systematycznie atakuje rosyjskie wojsko za nieudolność. - Obaj nie istnieją bez Putina - mówi Kuczyński. Ich głównymi rywalami jest duet ministra obrony Siergieja Szojgu i Szefa Sztabu Generalnego Walerija Gierasimowa oraz szerzej rosyjska generalicja. Prigożyn i Kadyrow nie szczędzą im krytyki i to często obelżywej. Obaj regularnie zrzucają winę za wszelkie niepowodzenia frontowe na generalicję i Szojgu. Ci wprost nie odpowiadają, ale jest ewidentne, że nie śpią. Świadczą o tym ostatnie ruchy kadrowe.

(...)

Ten konflikt będzie tylko narastał, co jest czymś pozytywnym dla Ukraińców. Nie ma to jak konflikty i wewnętrzne walki w obozie wroga. - Nie należy jednak traktować Prigożyna jako kogoś, kto będzie rzucał wyzwanie Putinowi i próbował sięgnąć po władzę. To jest człowiek, który wszystko traktuje wyłącznie biznesowo. Nie ma żadnej ideologii i wizji, tylko budowanie wizerunku i wpływów - opisuje Kuczyński. Dodaje, że Prigożyn ma za dużo potężnych wrogów, aby móc zaistnieć samodzielnie. - Nie lubi go choćby FSB, pomimo współpracy przy tworzeniu Grupy Wagnera. Nie podoba się im jego przestępcza przeszłość i masowe werbowanie więźniów. Dodatkowo FSB jest na noże z Kadyrowem - tłumaczy. Prigożyn ma też potężnego przeciwnika w postaci niechętnego mu pierwszego zastępcy szefa kremlowskiej administracji, Siergieja Kirijenki. Wielce wpływowej persony, określanej jako jednego z potencjalnych następców Putina. - To nie jest tak, że dzięki swojej aktywności frontowej Prigożyn nagle zyskał jakieś ogromne wpływy na Kremlu i może zawalczyć o najwyższą władzę. Moim zdaniem to, co on teraz robi, to buduje sobie pozycję, która pozwoli mu przetrwać ewentualny upadek Putina i zachować wpływy, albo wręcz głowę - stwierdza Kuczyński.

gazeta.pl

W Naddniestrzu, na obszarze około 200 km długości i do 30 km szerokości, do dziś stacjonuje prawie 2 tys. rosyjskich żołnierzy. Na północy, w pobliżu wsi Cobasna, znajduje się jeden z największych składów broni w Europie; przechowuje się tu około 20 tys. ton amunicji i sprzętu ze starych rosyjskich zapasów. Chociaż Rosja oficjalnie zobowiązała się w 1999 r. do wycofania stąd wojsk i broni w ciągu kilku lat, nigdy nie dotrzymała tej obietnicy.

Przez ponad 30 lat Naddniestrze było "czarną dziurą" w Europie, jak mówi raport Parlamentu Europejskiego z 2002 r. Gospodarczo region utrzymywał się na powierzchni dzięki pieniężnym transferom z Moskwy, a także przemytowi, handlowi ludźmi i praniu pieniędzy. Swój wkład wniosła również Ukraina: Po 1992 r. ukraińskie i rosyjskie elity gospodarcze stworzyły wokół Naddniestrza łańcuch przemytniczy, który gospodarczo wzmocnił ten region i uniemożliwił mołdawskim władzom ekonomiczną kontrolę nad separatystycznym regionem. Stopniowo jednak także skorumpowane mołdawskie elity zaangażowały się w brudne interesy.

Przez ponad trzy dekady gospodarka Naddniestrza była zależna od nielegalnego przepływu towarów do i z Odessy oraz innych portów Morza Czarnego. System ten powstał już w latach 90., gdy pierwszy "prezydent" samozwańczej separatystycznej republiki Naddniestrza, Igor Smirnow, został przyjęty z wielką pompą przez ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmę. Zapewne nie bez powodu: zięć Kuczmy podobno był właścicielem jednej z największych firm stalowych w Naddniestrzu. Przez lata także inni politycy w Kijowie byli kuszeni możliwością robienia "interesów" z separatystami z Tyraspola za plecami Kiszyniowa.

Po latach Kijów przyznaje, że ma wobec Mołdawii moralny dług za tolerowanie przez dziesięciolecia "czarnej dziury" Naddniestrza, a nawet czerpanie z niej zysków. Prorządowa prasa w Kijowie sugeruje, że ewentualna klęska Rosji w wojnie z Ukrainą powinna oznaczać również likwidację prorosyjskiego Naddniestrza. Po wielu latach przymykania oczu przez władze Ukrainy i Mołdawii na nielegalne praktyki Naddniestrza i czerpania korzyści przez przedstawicieli obu państw, rosyjska wojna przeciwko Ukrainie zmieniła wszystko, jak pisze ukraiński dziennikarz Siergiej Sidorenko w gazecie "Europejska Prawda". Uważa, że Ukraina zdawała sobie sprawę, że Naddniestrze stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Rozpoczęcie wojny 24 lutego 2022 r. skłoniło władze ukraińskie do uszczelnienia czołgami naddniestrzańskiego odcinka granicy mołdawsko-ukraińskiej. To zahamowało przemyt, a separatystyczny reżim w Tyraspolu niemal histerycznie skarży się na "blokadę gospodarczą" i wzywa Rosję do ratowania Naddniestrza. Na razie bezskutecznie; wizja separatystów, którzy liczyli na szybkie zajęcie Ukrainy przez Rosjan i aneksję Naddniestrza, nie ziściła się z powodu oporu ukraińskiej armii.

Republika Mołdawii solidaryzuje się z Ukrainą w tej wojnie, pomaga ukraińskim uchodźcom i jest głęboko przekonana, że w ten sposób znalazła się po właściwej stronie historii. Władze państwowe w Kiszyniowie są jednak zdania, że konflikt naddniestrzański należy rozwiązać wyłącznie metodami pokojowymi, tak by szkody nie poniosły proeuropejskie dążenia Mołdawii. Prezydent Mołdawii Maia Sandu oświadczyła, że Mołdawia musi zostać członkiem UE do końca tej dekady.

"Krwawa agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę wzmocniła u Mołdawian chęć uniknięcia wojny za wszelką cenę. To najprostsza odpowiedź na rozpowszechniony w Ukrainie pomysł, że siły ukraińskie powinny pomóc Mołdawii pozbyć się separatyzmu i Rosjan w Naddniestrzu. Nie ma okoliczności, w których Kiszyniów zgodziłby się na działania sił ukraińskich na swoim terytorium" – pisze Sidorenko, dodając, że Kijów to zrozumiał.

Rząd w Kiszyniowie ustalił rekordowy budżet na obronę na rok 2023. Poczynione zostaną szerokie inwestycje w zabezpieczenie przestrzeni powietrznej. Ponadto Mołdawia otrzyma z Niemiec transportery opancerzone Piranha.

Mimo to jednak mołdawskie kierownictwo nie tylko chce uniknąć konfrontacji militarnej z Naddniestrzem, ale obecnie unika nawet scenariusza nacisku ekonomicznego na separatystyczny reżim w Tyraspolu. "Wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi. Nie powinniśmy nią kolebać" – mówił niedawno mołdawski wicepremier ds. reintegracji Oleg Serebrian.

Powodem jest uzależnienie Mołdawii od dostaw energii elektrycznej z elektrowni Cuciurgan, która znajduje się w Naddniestrzu. Ta z kolei jest zasilana rosyjskim gazem, który dostarczany jest z Kiszyniowa do Tyraspola. To, co wygląda jak absurdalna rzeczywistość, czyli jakby Mołdawia wspierała i finansowała separatyzm, jest jednak koniecznością; bez prądu z Cuciurganu w kraju zapanowałaby ciemność.

onet.pl/Deutsche Welle

środa, 11 stycznia 2023


Rosyjskie media poinformowały 10 stycznia, że generał pułkownik Aleksandr Łapin, były dowódca Centralnego Okręgu Wojskowego (CMD) i sił rosyjskich we wschodnim obwodzie charkowskim i północnym obwodzie donieckim, został mianowany szefem sztabu rosyjskich wojsk lądowych. Rosyjski outlet URA, powołując się na niezidentyfikowane źródła rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON), poinformował, że Łapin przejął od generała pułkownika Wasilija Tonkoszkurowa stanowisko szefa sztabu rosyjskich sił lądowych 9 stycznia. Nie jest jasne, dlaczego Tonkoshkurov został usunięty z tego stanowiska i jaka będzie jego kolejna rola. Chociaż oficjalne źródła Kremla i MON nie potwierdziły tego twierdzenia, było ono szeroko rozpowszechniane i traktowane jako fakt wśród komentatorów wojskowych w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Nominacja Łapina dotyczy w szczególności stanowiska szefa sztabu rosyjskich sił lądowych (znanych również jako armia rosyjska), a nie całych rosyjskich sił zbrojnych. Generał armii Walerij Gierasimow prawdopodobnie pozostanie szefem Sztabu Generalnego  Sił Zbrojnych Rosji. Szef Sztabu Sił Zbrojnych FR nie jest dowódcą frontowym i choć konkretne obowiązki Łapina (w obecnie rozdrobnionej rosyjskiej strukturze dowodzenia) są niejasne, jest mało prawdopodobne, aby bezpośrednio dowodził wojskami na Ukrainie.

Poprzednia rola Łapina jako dowódcy „Centralnej” grupy sił rosyjskich na Ukrainie i dowódcy Rosyjskiego Centralnego Okręgu Wojskowego (CMD) była pełna kontrowersji po udanej kontrofensywie ukraińskiej, która odzyskała duże połacie terytorium we wschodnim obwodzie charkowskim i północnym obwodzie donieckim we wrześniu 2022 r. Rosyjskie MON potwierdziło nominację Łapina na dowódcę zgrupowania „Central” 24 czerwca 2022 r. i zauważyło, że jest on odpowiedzialny za operacje w rejonie Siewierodonieck-Łysyczańsk i prawdopodobnie w szerszym rejonie przygranicznym obwodu ługańsko-donieckiego. Lapin otrzymał 4 lipca medal „Bohatera Rosji” za rolę w zdobyciu przez Rosję Łysyczańska. Łapin był także dowódcą odpowiedzialnym za Łyman w obwodzie donieckim i spotkał się z ostrą krytyką prominentnych głosów w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej za rzekomą odpowiedzialność za ogromne straty rosyjskie po udanych ukraińskich kontrofensywach w połowie września 2022 r., które zepchnęły siły rosyjskie od Charkowa do granicy obwodu ługańskiego. Po katastrofalnej utracie przez Rosję większości obwodu charkowskiego i krytycznej osadzie Lyman, Kreml podobno usunął Łapina zarówno z dowództwa ugrupowania „Central”, jak i z CMD. Reakcja prowojennej przestrzeni informacyjnej, na postrzegane niepowodzenia Łapina w dowodzeniu, służyła jako katalizator rozłamu między frakcją kierowaną przez przywódcę Czeczenii Ramzana Kadyrowa i finansistę Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna – silovików — i rosyjskiego establishmentu Ministerstwa Obrony, o którym milbloggerzy powszechnie twierdzili, że reprezentowany jest przez Lapina. Zdecydowana i ostra krytyka Łapina ze strony Kadyrowa w tamtym czasie pokazała, że frakcja siłowików uważała się za zasadniczo sprzeczną z konwencjonalnym rosyjskim MON i powiązanymi elementami.

Mianowanie Łapina na szefa sztabu armii może służyć jako przeciwwaga dla rosnącego znaczenia siłowików. Zarówno Prigożyn, jak i Kadyrow dysponują w dużej mierze prywatnymi siłami zbrojnymi (czeczeńskimi bojownikami Kadyrowa i Grupą Wagnera Prigożyna) i wykorzystują zdobycze osiągnięte przez te siły, aby promować się politycznie, jak często informowała ISW. W miarę jak antymonowskie głosy zyskują na znaczeniu i poparciu w całej rosyjskiej prowojennej przestrzeni informacyjnej, która postrzega tę frakcję jako ogólnie bardziej kompetentną, zmotywowaną i skuteczną niż rosyjskie MON, rosyjskie dowództwo wojskowe może dążyć do odbudowy i wzmocnienia reputacji Łapina, ustanowienia rosyjskiego MON jako kompetentnego i zorganizowanego aparatu wojennego oraz zrównoważenia rosnących wpływów frakcji Kadyrow-Prigożyn. Do tego, biorąc pod uwagę, że szef sztabu armii rosyjskiej pełni raczej rolę nadzorcy logistycznego i organizacyjnego niż stanowiska dowodzenia, rosyjskie Ministerstwo Obrony może wykorzystać nominację Łapina do postawienia zobowiązania do solidnej /reformy/ struktury rosyjskich sił lądowych w odpowiedzi na ciągłą krytykę skuteczności armii rosyjskiej. Podczas gdy Kreml czasami dystansował się, a nawet obwiniał rosyjskie Ministerstwo Obrony za niepowodzenia militarne na Ukrainie, Kreml ma żywotny interes we wzmacnianiu publicznego postrzegania skuteczności MON. (...)

Nominacja Łapina może alternatywnie sugerować, że rosyjskie MON w coraz większym stopniu musi obsadzać ważne stanowiska kierownicze wcześniej zhańbionymi - lub przynajmniej mocno krytykowanymi publicznie - generałami. Były dowódca Rosyjskiego Wschodniego Okręgu Wojskowego (EMD), generał pułkownik Aleksander Czajko, który dowodził nieudanymi rosyjskimi próbami zdobycia Kijowa we wczesnych fazach wojny, został następnie dowódcą rosyjskich sił zbrojnych w Syrii po tym, jak został zastąpiony po charkowskiej kontrofensywie. Generał pułkownik Andriej Sierdiukow, były dowódca rosyjskich sił powietrznodesantowych (WDW), który podobno został zwolniony z powodu słabych wyników rosyjskich spadochroniarzy, teraz wydaje się zastępować Czajko na stanowisku dowódcy rosyjskiego zgrupowania w Syrii. Wydaje się, że rosyjskie Ministerstwo Obrony wykorzystuje zhańbionych wcześniej i niepopularnych oficerów generalnych do pełnienia innych ról dowódczych, niezwiązanych z linią frontu, co sugeruje, że istnieje systemowy brak generałów bardziej odpowiednich na te stanowiska.

Wiadomość o nominacji Łapina spowodowała dalsze schizmy w już podzielonej prowojennej rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Były dowódca bojowników i wybitny bloger milowy Igor Girkin stwierdził, że nowa rola Łapina musi być „nieporozumieniem”, ponieważ siły rosyjskie pod dowództwem Łapina poniosły poważne straty w obwodzie charkowskim. Girkin doszedł do wniosku, że Lapin reprezentuje „chamską” próbę Ministerstwa Obrony, aby zademonstrować ich niewrażliwość. Powiązana z Grupą Wagnera grupa Telegram twierdziła, że Lapin był również odpowiedzialny za katastrofalną przeprawę przez rzekę Biłohoriwka 5 maja 2022 r., a dodatkowo obwiniła Lapina za utratę Lymana. Inni milbloggerzy odpowiedzieli bardziej neutralnie lub nawet pozytywnie, z jednym sugerującym, że to nie Lapin, ale generał porucznik Roman Berdnikov był odpowiedzialny za utratę Lymana. Prokremlowski bloger przypisał Lapinowi stabilizację frontu po upadku rosyjskich operacji w obwodzie charkowskim.  Brak zgody co do tego, kto dowodził frontem koło Łymanu, wśród rosyjskiej społeczności milbloggerów, dodatkowo wskazuje na zagmatwany stan rosyjskiego łańcucha dowodzenia. Nowa rola Lapina prawdopodobnie pogłębi podział między silowików i stowarzyszonych z nimi milblogerów, a milblogerów którzy historycznie byli bardziej przychylni Kremlowi i rosyjskiemu MON. Ta decyzja prawdopodobnie otworzy rosyjskie Ministerstwo Obrony na większą krytykę jego intencji i możliwości, zamiast zająć się tymi obawami. 

understandingwar.org

Siły rosyjskie zajęły dużą część Sołedaru, ale nie kontrolują w pełni miasta, w którym wciąż ma dochodzić do starć. Według części źródeł pozostałe w nim wojska ukraińskie (większość miała się wycofać) znalazły się w okrążeniu. Trwają walki o miejscowości wzdłuż linii kolejowej i drogi Bachmut–Siewiersk (od Krasnej Hory, przez zachodnie obrzeża Sołedaru, po Rozdoliwkę). Agresor naciera we wschodniej części Bachmutu, dąży też do oskrzydlenia Kliszczijiwki – ostatniej pozostającej pod kontrolą przeciwnika miejscowości na południe od niego.

Działania zbrojne toczą się też na południe i wschód od Siewierska, północny zachód od Gorłówki oraz w szerokim łuku na zachód od Doniecka, gdzie areną najcięższych starć pozostaje Marjinka. Rosjanie podejmowali próby natarcia na zachód od Wuhłedaru, na zachód i północ od Kreminnej oraz na północ od Kupiańska (w rejonie Dworicznej). W zachodniej części obwodu donieckiego oraz na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego miały także operować ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Według doniesień lokalnych najeźdźcy mają rozbudowywać trzy linie umocnień wokół Melitopola – w kierunku Chersonia, Wasyliwki (Zaporoża) i Berdiańska. Pozycje obronne mają również powstawać w centrum miasta oraz pomiędzy nim a okupowanym Krymem.

Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują ostrzał i bombardowania pozycji i zaplecza sił ukraińskich wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych. 9 stycznia okolice Hulajpola w obwodzie zaporoskim miały być ostrzeliwane rekordowe 360 razy. Głównymi celami poza rejonami walk pozostają Chersoń, Nikopol i Oczaków wraz z okolicami. Kolejne rakiety spadły na Kramatorsk, Konstantynówkę, Charków i Łyman.

Czechy przygotowują do dostarczenia Ukrainie kolejną partię czołgów T-72. Rząd Szwecji potwierdził natomiast zamiar przekazania armatohaubic 155 mm na platformie samochodowej Archer (stanowią one odpowiednik francuskich dział CAESAR). Dostawę niewielkiej partii czołgów Challenger 2 (10 sztuk, co stanowiłoby wyposażenie jednej kompanii) rozważa rząd brytyjski, jednak decyzji w tej sprawie jeszcze nie podjęto. Według Politico Waszyngton ma rozpatrywać możliwość włączenia do jednego z kolejnych pakietów wsparcia wojskowego kołowych transporterów opancerzonych Stryker. W styczniu Pakistan ma dostarczyć Kijowowi (przez Gdańsk) – w zamian za obsługę pakistańskich śmigłowców przez przedsiębiorstwo Motor Sicz – 159 kontenerów z amunicją kalibru 155 mm i komponentami (m.in. ładunkami) do wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych. Według Foreign Policy od listopada 2022 r. Turcja przekazuje Ukrainie amunicję kasetową z czasów zimnej wojny.

Resort obrony Kanady poinformował o zamiarze zakupu dla armii ukraińskiej amerykańskiego systemu obrony powietrznej NASAMS. Z kolei Pentagon zawarł kontrakt o wartości 40 mln dolarów na dostawę 14 rakietowych zestawów przeciwlotniczych VAMPIRE (pierwsze cztery miałyby zostać przekazane najwcześniej latem). Problemem pozostaje amunicja do samobieżnych dział przeciwlotniczych Gepard – minister obrony Hiszpanii oznajmiła, że Szwajcaria nie wyraża zgody na reeksport licencjonowanego przez nią uzbrojenia.

11 stycznia dzięki pośrednictwu władz tureckich doszło do rozmów rzeczników praw obywatelskich Ukrainy i Rosji w Ankarze. W zdawkowym komunikacie podano, że Dmytro Łubiniec i Tatiana Moskalkowa omówili liczne kwestie humanitarne i sprawy związane z udzielaniem obywatelom obu państw pomocy z zakresu praw człowieka. Strony miały się też wymienić konkretnymi propozycjami na temat wypracowania formuły uwolnienia więźniów, w tym cywilów.

Gruzja odrzuciła prośbę Kijowa o systemy rakietowe Buk przekazane jej przez Ukrainę podczas wojny w 2008 r. Decyzję uargumentowano tym, że systemów tych nie ofiarowano, lecz zostały one zakupione. Wniosek Kijowa obejmował również sugestię dostaw systemów przeciwpancernych Javelin dostarczonych wówczas Gruzinom przez Stany Zjednoczone.

Szef administracji wojskowej obwodu kijowskiego Ołeksij Kułeba przeprowadził inspekcję pozycji obronnych w okolicach stolicy. Kontrolowano stanowiska strzeleckie i wyposażenie polowej infrastruktury mieszkalnej. Kułeba podkreślił, że umacnianie pozycji wiąże się z doniesieniami o dużej aktywności sił wroga na Białorusi. Z kolei dowódca obrony Kijowa Ołeksandr Pawluk stwierdził, że część uzbrojenia i sprzętu wojskowego docierających z Rosji na Białoruś pochodzi z magazynów długoterminowego składowania. Zadanie doprowadzenia ich do stanu pozwalającego na eksploatację na polu walki powierzono białoruskim zakładom remontowym. Służba Graniczna Ukrainy potwierdziła zaś, że nadal nie odnotowuje się wzrostu napięcia na granicy z Białorusią.

11 stycznia Policja Narodowa Ukrainy poinformowała, że od początku wojny wszczęto 2,3 tys. postępowań karnych w sprawach o kolaborację. Oskarżenia obejmują wiele rodzajów przestępstw – od wspierania agresora w sieciach społecznościowych, przez usprawiedliwianie inwazji, po zajmowanie stanowisk we władzach okupacyjnych.

Komentarz

Opanowanie przez siły rosyjskie (żołnierzy Wojsk Powietrzno-Desantowych i najemników z tzw. grupy Wagnera) Sołedaru oraz ich wyjście na północ od Bachmutu, przecinające jego komunikację z Siewierskiem i grożące odcięciem głównej linii komunikacyjnej (autostrady M03) ze Słowiańskiem, postawią obrońców w trudnej sytuacji. Choć walki w Sołedarze oraz o kontrolę nad drogą i linią kolejową Bachmut–Siewiersk wciąż trwają, to za mało prawdopodobne należy uznać, by Ukraińcy w najbliższym czasie zdołali odzyskać utracone pozycje i dłużej utrzymać się na wschód od rzeki Bachmutki. Wymagałoby to znaczącego wzmocnienia zgrupowania na tym kierunku kosztem innych rejonów działań.

Objęcie omawianego obszaru kontrolą agresora oraz umocnienie się Rosjan w rejonie Kliszczijiwki i na zachód od Kreminnej spowodują, że oskrzydlone zostaną zarówno Bachmut, jak i zgrupowanie ukraińskie w rejonie Siewierska. Oskrzydlenie Bachmutu nie przesądza jednak o upadku tego miasta, które nadal dysponuje kontrolowanymi przez obrońców połączeniami w kierunku zachodnim z Kramatorskiem (główne przez Konstantynówkę oraz drogą lokalną przez Czasiw Jar). Działania najeźdźców będzie także utrudniał pas wzniesień na zachodnim brzegu Bachmutki – stanowią one dogodne pozycje do obrony.

Nie można wykluczyć, że w najbliższym czasie – w obliczu niemożności poczynienia dalszych postępów – Rosjanie przeniosą główny ciężar walk na południe i północ od rejonu Bachmutu, uderzając odpowiednio na Konstantynówkę i Łyman. Mało prawdopodobne są natomiast rozwinięcie przez agresora powodzenia i atak w kierunku Słowiańska wzdłuż autostrady M03, jako że w rejonie Bachmutu nie ma aktualnie dużego zgrupowania uderzeniowego. Należy przyjąć, że siły rosyjskie będą kontynuowały działania na dotychczasowej zasadzie, starając się stopniowo wypierać przeciwnika z zajmowanych przez niego pozycji w miejscach, w których udało im się przerwać jego obronę.

osw.waw.pl