poniedziałek, 26 grudnia 2022


Ostatecznie to Rosja i Zachód mogą i powinny być partnerami, a nie Rosja i Chiny. Jest gotowa infrastruktura: liczne ropociągi i gazociągi, rozbudowane połączenia kolejowe, dogodne porty. Rosja i Zachód stoją przed wspólnymi wyzwaniami ze strony Chin, których gospodarka znacznie przewyższyła Rosję i grozi – z czasem – wyprzedzeniem także Ameryki. Bogaci i potężni Rosjanie, zwłaszcza urzędnicy państwowi, mogą podążać za prochińską linią Władimira Putina, ale zazwyczaj mają swoje domy w Londynie i Nowym Jorku, a nie w Szanghaju; ich pieniądze są w Szwajcarii i na Cyprze, a nie w Chinach; a ich dzieci uczęszczają do Eton i Harvardu, a nie do Uniwersytetu Tsinghua.

Pomysł, że Rosja mogłaby w najbliższym czasie nawiązać normalne stosunki z Zachodem, nie jest dziś powszechnie rozpowszechniony. Eugene Rumer i Andrew Weiss przekonywali, że wymagałoby to „magicznego myślenia”, aby wierzyć, że „w jakiś sposób Rosja rozwiąże problemy Zachodu, wprowadzając radykalne zmiany w swoim wewnętrznym porządku politycznym lub zastępując dobrze ugruntowaną markę wyrachowanego oportunizmu w polityce zagranicznej” (...). Za relacjami chińsko-rosyjskimi, jak zauważa Siergiej Radczenko, przemawiają pewne niepodważalne czynniki: nie są hierarchiczne, żadna ze stron nie oczekuje od drugiej przyjęcia jej ideologii (poza autorytaryzmem i antyamerykanizmem), a od obu krajów można oczekiwać, że „ciężko pracują, aby uniknąć tarć”, ponieważ „rozumieją… że są sobie przeznaczeni, aby być sąsiadami”.

(...) Autorzy przedstawiają kontrowersyjny przypadek, ale tylko pod warunkiem, że połączymy Federację Rosyjską, trójjedyną całość składającą się z narodu, terytorium i rządu, z Putinem, jej obecnym władcą. Jest to błąd w rodowodzie. W 2014 roku Wiaczesław Wołodin, były zastępca szefa sztabu Putina, powiedział„Nie ma Putina, nie ma Rosji”. Jednak gdy tylko Rosja jako kraj zostanie odróżniona od Putina jako człowieka, ich argumenty zaczynają się chwiać. Wtedy staje się jasne, że Xi Jinping może być przyjacielem Putina, ale nie jest przyjacielem Rosji. Raczej Xi wykorzystywał Rosję do wykonywania wielu swoich antyzachodnich brudnych robótek – kosztem Rosji – a Zachód nieumyślnie pomagał Xi, osłabiając Rosję z korzyścią dla Chin. Dziś bardziej trafne byłoby zatem stwierdzenie „nie Xi, nie Putin”. Rosja natomiast lepiej poradziłaby sobie, sprzymierzając się z Zachodem.

To, czy Rosja, czy Ukraina zwycięży w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, jest kwestią otwartą, ale jedno wydaje się jasne: jak dotąd wielkim geopolitycznym zwycięzcą są Chiny. Nie oddając ani jednego strzału, nie wydając renminbi ani nie poświęcając żołnierza, wyrwała znaczną zniżkę na rosyjską ropę i jest gotowa wycisnąć z Kremla dalsze lukratywne ustępstwa, gdy rosyjskie wojska giną na Ukrainie, a rosyjska gospodarka ugina się pod zachodnimi sankcjami.

Rosja otrzymuje drony z Iranu i pomoc logistyczną z Białorusi, ale z Chin dostała niewiele więcej niż ramię, na którym Putin może się wypłakać. Politykę Xi wobec Rosji można podsumować jako dużo gadania, mało działania. To prawda, że Xi ma powody, by być ostrożnym: obawia się łamania amerykańskich i europejskich sankcji, przynajmniej w zbyt rażący sposób. Jednak Xi ma również dyskretny powód, dla którego nie oferuje Rosji pomocy materialnej. Coraz słabsza Rosja będzie miała „niewielki wybór, jak akceptować niekorzystne warunki w negocjacjach handlowych, wspierać chińskie stanowiska na forach międzynarodowych... a nawet ograniczać [swoje] stosunki z innymi krajami”.

Ponieważ eksport ropy i gazu przynosi większość rosyjskich dochodów państwowych, chińskie zaangażowanie w odpowiednie rosyjskie gałęzie przemysłu daje wgląd w prawdziwą naturę chińskiego stosunku do Rosji.

W 2021 r. Europa importowała około 10 razy więcej rosyjskiego gazu niż Chiny i pomimo obecnie zmniejszonego przepływu gazu na zachód, wolumen kierowany na wschód do Chin raczej nie wzrośnie w najbliższym czasie. Po prostu nie ma wystarczającej przepustowości rurociągu. Teoretycznie więcej gazu mogłoby być przepompowywane głównym istniejącym gazociągiem z Rosji do Chin (Siła Syberii 1 lub „PS1”), ponieważ nie działa on na pełnych obrotach z powodu problemów technicznych na jednym z dwóch wschodniosyberyjskich pól gazowych. Trudności te nie zostaną jednak rozwiązane w najbliższej przyszłości. Zachodnie i chińskie firmy, dysponujące niezbędną gotówką i know-how, w dużej mierze zaprzestały pracy na Syberii z powodu sankcji, gdy Rosja najechała Ukrainę.

Innym sposobem na zwiększenie przepływu gazu przez PS1 byłoby podłączenie go do złóż zachodniosyberyjskich i Półwyspu Jamalskiego. O takim połączeniu, ałtajskim gazociągu transsyberyjskim (znanym też jako Siła Syberii 2 lub „PS2”), mówi się już od dawna, ale według niedawnego raportu o rosyjskiej gospodarce „idea Trans- Rurociągu Syberyjskiego została po raz pierwszy zablokowana przez Chiny w następstwie aneksji Krymu, biorąc pod uwagę [niechęć Chin] do płacenia wyższych europejskich cen za gaz”. Oczywiście Chiny mogłyby zmienić zdanie i zacząć finansować PS2, ale rezultatem prawie na pewno byłyby kary umowne dla Rosji. Jedyny inny środek transportu gazu – statkiem – jest niewykonalny w świetle ograniczonych możliwości Rosji w zakresie skroplonego gazu ziemnego. W rezultacie stosunkowo mało rosyjskiego gazu poszło, płynie lub prawdopodobnie trafi do Chin.

Ropa, która przynosi Rosji około trzy razy większe dochody niż gaz, przedstawia zupełnie inną historię. Ropa naftowa jest znacznie mniej zależna od rurociągów niż gaz, ponieważ można ją transportować także koleją i cysternami. W ostatnich latach Chiny importowały tylko około jednej trzeciej rosyjskiej ropy, która trafiała do Europy, chociaż udział Chin ostatnio wzrasta. Ale jest pewien problem: marża zysku Rosji.

Chiny kupują obecnie ropę Urals po cenie 35 USD za baryłkę w dół od referencyjnej ceny ropy Brent. Biorąc pod uwagę obecną cenę Brent wynoszącą około 85 USD za baryłkę i relatywnie wysokie koszty produkcji w Rosji wynoszące 40-45 USD za baryłkę, marża zysku przed kosztami wysyłki wynosi zaledwie 5-10 USD za baryłkę. Biorąc pod uwagę znaczne koszty transportu do Azji, Rosja prawdopodobnie właśnie wychodzi na zero ze sprzedaży ropy do Chin.

Ograniczenia wolumenowe na gaz i rabat 35 dolarów za baryłkę ropy oznaczają, że „Chiny nie będą w stanie odrobić strat Rosji na rynkach europejskich”. „Zwrot na Wschód” Putina w odniesieniu do węglowodorów wiąże się ze znacznymi kosztami. Oprócz twardych negocjacji Chin w sprawie cen surowców, wydaje się również, że istnieje zbyt wiele „strategicznej nieufności między dwoma krajami”, aby pozwolić im na wykorzystanie nawet dostępnych możliwości, a tym bardziej na tworzenie nowych. Wysokie rosyjskie oczekiwania co do bezpośrednich inwestycji zagranicznych z Chin po prostu „nie zmaterializowały się”. Zamiast „bawić się z Europą, angażując się w Chiny, Rosja jest ogrywana przez Chiny ”.

W rzadkiej chwili szczerości po spotkaniu z Xi w Samarkandzie 15 września 2022 r. Putin zauważył , że „nasi chińscy przyjaciele są twardymi negocjatorami”. To może być najbliższe przyznanie się Putina do słabości i wiele wyjaśnia, co Xi może widzieć w Putinie. Jak ujął to Alexander Gabuev , starszy członek Carnegie Endowment for International Peace, „zdobywanie tanich [rosyjskich] towarów i projektów broni jest dobre dla [Pekinu], a odejście reżimu Putina oraz mało prawdopodobna perspektywa prozachodniego rządu w Rosji to straszny koszmar dla Chin”.

Jeśli wierzyć sondażom , Putin zachował znaczną część swojej popularności w Rosji, pomimo niepowodzeń na Ukrainie i pogarszającej się sytuacji gospodarczej Rosji. Ale to nie znaczy, że uszczęśliwia kogokolwiek w Rosji. Rosyjskie wojsko zostało upokorzone. Prawdopodobnie dziesiątki tysięcy rosyjskich żołnierzy zginęło, a jeszcze więcej wróciło do domu rannych. Tak zwana „częściowa mobilizacja” Putina przekonała setki tysięcy rosyjskich mężczyzn do ucieczki z kraju. Służby bezpieczeństwa zostały zdyskredytowane za nieudaną ocenę gotowości Ukraińców do walki. Bogaci Rosjanie widzieli, jak wiele ich majątków zostało zablokowanych, a ich jachty skonfiskowane. Wysoka inflacja i wyjazd z Rosji ponad 1000 zachodnich firm bezlitośnie uciska rosyjską klasę średnią. Stopa ubóstwa prawdopodobnie podwoi się lub potroi. Wniosek wydaje się nieunikniony: Putin nie uszczęśliwia nikogo w Rosji, nawet siebie.
 
Chociaż wielu Rosjan obwinia Zachód, a nie Putina, za napiętą sytuację w Rosji, słabnąca zdolność Putina do obrony interesów kogokolwiek poza nim samym i jego reżimem rodzi pewne drażliwe pytania. Czy to możliwe, że nie jest tak silny, jak twierdzi? Czy jego ukraińskie nieszczęście nie osłabiło zdolności Rosji do samoobrony? Kilku rosyjskich urzędników miejskich, w rzadkim pokazie sprzeciwu , niedawno postawiło właśnie taki zarzut. Czy to możliwe, że interesy Putina nie są zbieżne z interesami całego kraju?

W 1242 roku Aleksander Newski zmierzył się z Krzyżakami na zachodzie i Mongołami na wschodzie. Wybrał walkę z Teutonami w bitwie pod lodem, ale podporządkował się Mongołom. W zamian za uległość Newski otrzymał lukratywną synekurę. Przez ponad dwadzieścia lat zbierał podatki dla Mongołów od swoich rosyjskich poddanych, którzy zrządzeniem losu przez ponad dwa stulecia delektowali się subtelnymi radościami mongolskich rządów. Niektórzy Rosjanie nazywają te lata panowania jarzmem mongolsko-tatarskim .

Dziś, 780 lat później, Putin podąża śladami Newskiego. Podczas gdy Zachód zdecydowanie wolałby obalenie Putina, Chiny uważają go za całkiem odpowiedniego do swoich celów, które są dwojakie. Po pierwsze, pozwolić Rosji wykonać większość brudnej roboty Chin, niszcząc Zachód, zwłaszcza Stany Zjednoczone. Po drugie, odciąć Rosję od jej zachodnich partnerów handlowych, tak aby Rosja była zmuszona sprzedawać Chinom surowce z dużymi dyskontami. To wyjaśnia, dlaczego Xi lubi mieć do czynienia z Putinem: jest dobry dla Chin. Putin natomiast woli mieć do czynienia z Xi niż z Zachodem, ponieważ Xi oferuje Putinowi wsparcie moralne, choć mało merytoryczne, w zamian za zniżki na rosyjską energię. To jest złe dla Rosji.

Nawet najbardziej zamglony fanatyk Kremla musi zrozumieć, że stosunki rosyjsko-chińskie to, jak wyjaśnili Dmitrij Alperowicz i Siergiej Radczenko, „nie między równymi sobie, ale między suplikantem a dobroczyńcą”. Uświadomienie sobie tego może spowodować, że Kreml „przemyśli swoje dążenie do złowrogiej antyzachodniej polityki i powstrzyma swoją agresywność” i zwróci się z powrotem na Zachód. Kilka lat temu przedstawiłem ten argument dwóm dobrze poinformowanym ludziom, z których jeden jest obecnie bardzo wysokim urzędnikiem CIA, a drugi wybitnym komentatorem politycznym i byłym oficerem rosyjskiego wywiadu. Obaj mieli tę samą odpowiedź, której sedno brzmiało: „Nie wstrzymuj oddechu!” Rzeczywiście, konsensusem potem było, że „może minąć wiele lat, zanim rosyjscy przywódcy przyjmą mniej konfrontacyjną postawę wobec Zachodu”. Było to jednak przed napaścią Putina na Ukrainę.

Rzadko kiedy można przewidzieć, kiedy dany reżim upadnie, ale szanse Putina na utrzymanie się przy władzy musiały gwałtownie spaść w ostatnich miesiącach. Przegrana, która miała być krótką, szybką, zwycięską wojną, może mieć poważne konsekwencje dla Rosji. Klęska cara Mikołaja I w wojnie krymskiej doprowadziła do zniesienia pańszczyzny za czasów Aleksandra II. Upokorzenie cara Mikołaja II w wojnie rosyjsko-japońskiej zaowocowało rewolucją 1905 r., a jego nieudany wysiłek w I wojnie światowej przygotował grunt pod rewolucję rosyjską. Nieprzemyślany wypad Leonida Breżniewa do Afganistanu przyczynił się, według większości relacji, do upadku Związku Radzieckiego. Wiele może również zależeć od wyniku tak zwanej „specjalnej operacji wojskowej” Putina na Ukrainie.

Wojna rosyjsko-ukraińska wyostrza pewne wewnętrzne sprzeczności putinizmu. Jak długo Rosjanie będą tolerować przywódcę, który doprowadził ich kraj do katastrofalnej, krwawej przygody zagranicznej? Kto porzucił lukratywne układy z Zachodem na rzecz wyzyskujących układów ze Wschodem? Kto już nawet nie udaje, że traktuje swoje głosy poważnie? Kto żyje na potęgę kosztem swojego kraju? Kto, krótko mówiąc, nie dostarcza dóbr ludności cywilnej? Te pytania są otwarte i pozostaną otwarte, dopóki Rosjanie nie zdecydują. George Kennan miał rację, kiedy powiedział , że „nie ma nic mniej zrozumiałego dla obcokrajowców” niż „sposoby, w jakie ludzie posuwają się ku godności i oświeceniu w rządzeniu”.

Tak długo, jak Putin pozostaje u władzy, słuszne i właściwe jest, aby Zachód stosował środki przymusu w celu podważenia jego zdolności do zagrażania sąsiadom Rosji i obalenia zachodnich instytucji. Byłoby jednak niemądre i szkodliwe dla Zachodu, gdyby podżegał do instrumentalizacji i eksploatacji Rosji przez Chiny, podczas gdy prawdziwym problemem Zachodu (i Rosji) jest Putin i putinizm, a ostatecznym celem (i Rosji) powinno być zobaczenie, jak Rosja ewoluuje w rodzaj kraju, który Kennan w 1951 roku uważał za znośny na świecie. Trzy kryteria Kennana „nowej Rosji” są dziś tak samo aktualne, jak siedemdziesiąt jeden lat temu (niestety, tak niewiele się zmieniło!). Miał nadzieję na „tolerancyjny, komunikatywny i szczery” rosyjski rząd, który „powstrzymałby się od tej dość jasnej granicy, poza którą leży totalitaryzm” i „powstrzymałby się od nakładania opresyjnego jarzma na inne narody”.

Zachód nie powinien opuszczać kija, gdy Rosja nadal prowadzi wojnę z Ukrainą, ale zawsze musi pamiętać, że kij jest wymierzony w Putina i jego reżim, a nie w naród rosyjski. Skoordynowany wysiłek należy dążyć do zachęcenia narodu rosyjskiego do „przynajmniej wyobrażenia sobie przyszłości, w której Rosja jest wpływowym, niezależnym graczem na arenie światowej, dążącym do pokojowego i zyskownego współistnienia z Zachodem”. Równocześnie Zachód powinien także zaproponować potencjalnym następcom Putina soczystą marchewkę, gdyż to im należy zaoferować „zjazd”, aby Rosja mogła „niejako ponownie włączyć się w światowy system handlowo-inwestycyjny co przyniesie korzyści Rosjanom”. Mogliby na przykład odzyskać zajęte jachty, odwiedzić swoje dzieci w Eton i Harvardzie i cieszyć się wszystkimi korzyściami płynącymi z reintegracji z zachodnimi prawnymi systemami finansowymi – pod warunkiem, że najpierw wyrzekną się swojego fałszywego proroka, który poprowadził Rosję w dół drogi do wasalstwa i zubożenia. Rosja i Zachód mają wszystko do zyskania; tylko Putin może przegrać.

fpri.org

niedziela, 25 grudnia 2022


Putin spodziewał się, że wojna na Ukrainie będzie szybka, popularna i zwycięska. Przez wiele miesięcy starał się pogodzić z tym, co zamiast tego stało się kosztownym grzęzawiskiem, i znalazł się w izolacji i nieufności na szczycie struktury władzy, która miała wzmocnić jego wojowniczy światopogląd i chronić go przed zniechęcającymi wiadomościami.

Według osób zaznajomionych z sytuacją, przez całe lato delegacje ekspertów wojskowych i producentów broni pojawiały się na spotkaniach prezydenckich, kwestionując, czy Putin rozumie rzeczywistość na polu bitwy. I chociaż od tego czasu Putin dołożył wszelkich starań, aby uzyskać jaśniejszy obraz wojny, mówią, że prezydent pozostaje otoczony administracją, która zaspokaja jego przekonanie, że Rosja odniesie sukces, pomimo rosnących ofiar ludzkich i ekonomicznych.

„Ludzie wokół Putina chronią się sami” – powiedziała Ekaterina Vinokurova, członkini jego starannie dobranej rady praw człowieka, dopóki Putin nie usunął jej w listopadzie. „Mają głębokie przekonanie, że nie powinni denerwować prezydenta”.

Wynikające z tego błędy ukształtowały katastrofalną inwazję Rosji na Ukrainę – od pierwszych dni, kiedy Putin myślał, że jego żołnierze zostaną powitani kwiatami, po niedawne upokarzające wycofanie się na północnym wschodzie i południu. Z biegiem czasu pan Putin, który nigdy nie służył w wojsku, stał się tak ostrożny wobec własnej struktury dowodzenia, że wydawał rozkazy bezpośrednio na linię frontu.

Ten artykuł opiera się na wielomiesięcznych wywiadach z obecnymi i byłymi rosyjskimi urzędnikami oraz osobami bliskimi Kremlowi, którzy szeroko opisywali odizolowanego przywódcę, który nie mógł lub nie chciał uwierzyć, że Ukraina z powodzeniem stawia opór. Prezydent, jak powiedzieli ci ludzie, spędził 22 lata na konstruowaniu systemu, który miał mu schlebiać, wstrzymując lub osładzając zniechęcające punkty danych.

Urzędnicy amerykańscy powiedzieli, że mają trudności ze znalezieniem osoby z Kremla, która zarówno ma wpływ na Putina, jak i nie jest uwikłana w jego narrację o rosyjskich żalach. Prezydent coraz częściej mówi o Rosji w kategoriach niemal religijnych, jako o 1000-letniej cywilizacji toczącej świętą walkę, która naprawi historyczne krzywdy i wyniesie go do panteonu zdobywców carskich przywódców, takich jak Piotr Wielki.

Chociaż kontakty między USA a Rosją mają miejsce prawie codziennie, czy to za pośrednictwem ich ambasad, Pentagonu czy CIA, rozmowy te stały się ograniczone, powiedzieli amerykańscy urzędnicy, którzy stwierdzili, że niektórzy z najbliższych sojuszników Putina są jeszcze bardziej twardogłowi niż sam autorytarny przywódca.

Według byłego oficera rosyjskiego wywiadu oraz obecnych i byłych urzędników rosyjskich, Putin budzi się codziennie około 7 rano i słucha pisemnej odprawy na temat wojny, z informacjami starannie skalibrowanymi, aby podkreślić sukcesy i zbagatelizować niepowodzenia.

Od dawna odmawia korzystania z internetu w obawie przed inwigilacją cyfrową, jak powiedzieli rosyjscy i amerykańscy urzędnicy, co czyni go bardziej zależnym od dokumentów informacyjnych opracowanych przez ideologicznie zorientowanych doradców.

Aktualizacje pola walki mogą dotrzeć na biurko Putina po kilku dniach, przez co często są nieaktualne, mówią osoby zaznajomione z tą sprawą. Dowódcy pierwszej linii podlegają Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB), następcy KGB, która redaguje raporty dla ekspertów Rady Bezpieczeństwa, którzy przekazują je sekretarzowi Rady Nikołajowi Patruszewowi, arcyjastrzębiowi, który pomógł przekonać Putina do inwazji Ukraina. On z kolei przekazuje raporty panu Putinowi.

(...)

Zdaniem osób zaznajomionych z tą sprawą, przez miesiące strużka rosyjskich urzędników, prorządowych dziennikarzy i analityków próbowała osobiście przekazać swojemu prezydentowi informacje o tym, jak przebiega jego inwazja.

Kiedy jeden z długoletnich ankieterów skontaktował się z biurem Putina w sprawie sondażu wykazującego niższe niż oczekiwano poparcie społeczne wkrótce po inwazji, jego biuro odpowiedziało, używając imienia i drugiego imienia Putina: „Władimir Władimirowicz nie potrzebuje być zdenerwowanym w tej chwili”, według osoby zaznajomionej z wymianą.

W lipcu, gdy dostarczone przez Amerykanów, naprowadzane satelitarnie rakiety HIMARS zaczęły uderzać w składy logistyczne rosyjskiej armii, Putin wezwał około 30 liderów biznesu z firm obronnych do swojej rezydencji w Nowo-Ogariowie pod Moskwą, (...). Po trzech dniach kwarantanny i trzech testach PCR kierownictwo siedziało na końcu długiego drewnianego stołu i słuchało, jak Putin opisuje wysiłek wojenny, który uważa za sukces. Powiedział im, że Ukraińcy są zmotywowani do walki tylko dlatego, że według ludzi ich armia strzela do dezerterów.

Następnie Putin zwrócił się do szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji Walerija Gierasimowa, który powiedział, że rosyjska broń skutecznie trafia w cele, a inwazja przebiega zgodnie z planem. Producenci broni opuścili spotkanie z poczuciem, że Putinowi brakuje jasnego obrazu konfliktu.

(...)

We wrześniu grupa rosyjskich dziennikarzy wojskowych i blogerów – wszyscy zagorzali zwolennicy wojny – spotkała się z prezydentem przez ponad dwie godziny i wyszła z takim samym wrażeniem, jak twierdzą osoby zaznajomione ze sprawą.

W tym miesiącu Putin spotkał się w Uzbekistanie z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem i delikatnie zapewnił go, że Rosja ma wojnę pod kontrolą, (...). Wojska rosyjskie opuściły setki mil kwadratowych terytorium w tym samym tygodniu.

Przed transmitowanym w telewizji spotkaniem Putina z radą praw człowieka, doradca prezydenta i przewodniczący Rady Walerij Fadiejew oraz inni członkowie rady zachęcali grupę, aby nie poruszała takich tematów, jak użycie przez Rosję sił najemnych w celu wzmocnienia swoich wojsk - według pani Vinokurovej i innego byłego członka rady, który został usunięty trzy tygodnie przed posiedzeniem.

"Powiedziano nam, że naszym zadaniem jest tylko rozmawianie z prezydentem o dużych sprawach, a nie o drobnych sprawach czy sprawach prywatnych" – powiedziała Vinokurova.

Pan Fadiejew potwierdził, że rada wspólnie postanowiła nie poruszać tematu sił najemników, ale powiedział, że nie ma zakazu poruszania tego tematu. Powiedział, że pytania są wcześniej omawiane z administracją prezydenta, ale powiedział, że pomysł, by organy państwowe filtrowały informacje dla prezydenta, był "kompletnym nonsensem".

Aby otrzymywać to, co uważa za surowe informacje z frontu, Putin zwerbował cztery najpopularniejsze prowojenne głosy w rosyjskich mediach społecznościowych, mieszankę dziennikarzy telewizji państwowej, korespondentów wojennych i prokremlowskich propagandzistów, którzy zajmują się wojskiem. Zgodnie z prezydenckim dekretem opublikowanym w tym miesiącu na stronie internetowej Kremla, influencerzy mają za zadanie pomóc nowej kierowanej przez Kreml grupie roboczej w przygotowaniu miesięcznego raportu na temat postępów w mobilizacji rosyjskich wojsk.

Od marca, kiedy inwazja Putina zaczęła wyraźnie słabnąć, zachodni przywódcy byli zdumieni tym, jak przywódca tak wyjątkowo zajęty statusem Ukrainy i przywróceniem potęgi wojskowej Rosji mógł tak bardzo nie docenić siły Ukrainy i źle zinterpretować własną.

Niektórzy sojusznicy Putina przyznają, że informacje docierające do prezydenta były błędne i przypisują niepowodzenia militarne złemu planowaniu urzędników państwowych. Konstantin Zatulin, starszy prawodawca z rządzącej partii Jedna Rosja, która popiera wojnę, powiedział w wywiadzie, że prezydent "postąpił z niepełnym zrozumieniem sytuacji i pod pewnymi względami nie do końca poprawnie".

Powiedział, że planiści wojenni "wyraźnie nie docenili siły wroga i przecenili własną".

W 2008 roku Putin potrzebował zaledwie kilku dni, aby przejechać przez ponad jedną piątą Gruzji, a w 2014 roku zająć ukraiński półwysep Krym – operacja, którą przeprowadził jego minister obrony Siergiej Szojgu, i /którą/ Pan Gierasimow wraz z rosyjską agencją wywiadu zagranicznego SVR i innymi odradzali.

Prezydent Rosji uznał operację krymską za osobisty triumf. Jego wewnętrzny krąg stopniowo skurczył się do najbardziej jastrzębich doradców, którzy zapewniali Putina, że siły rosyjskie zajmą Kijów w ciągu kilku dni.

"Prawdopodobnie zapomniał, że będąc agentem KGB okłamywał swojego szefa" – powiedział Indrek Kannik, były szef analizy estońskiego wywiadu zagranicznego.

System samooszukiwania powstawał przez dziesięciolecia, powiedział Borys Bondariew, zawodowy dyplomata, który po inwazji zrezygnował z długoletniego stanowiska w stałej misji Rosji przy ONZ w Genewie.

Powiedział, że dyplomaci w misji nauczyli się podczas dwudziestoletnich rządów Putina, by karmić Moskwę historią, którą chciała usłyszeć.

Młodsi urzędnicy i wyżsi dyrektorzy wiedzieli, że aby zdobyć pochwały i awanse, powinni wyolbrzymiać dobre wieści i bagatelizować złe, z obawy przed zmartwieniem "papy", przezwiska  Putina, którym kiedyś nazywano rosyjskich carów.

Pan Bondariew, doradca misji ds. kontroli zbrojeń, widział, że sankcje nałożone przez Zachód na Rosję w 2014 r. miały o wiele poważniejszy wpływ, niż rozumieli przywódcy tego kraju. Produkcja dronów w Rosji zależała od komponentów europejskich i amerykańskich. Inżynieria lotnicza zaopatrywała się w artykuły tak podstawowe jak nylon z Zachodu.

Jak wspominał, kiedy Bondariew poruszył tę kwestię z kolegami, którzy mogli zaalarmować o potencjalnym wpływie na gotowość wojskową Rosji, został odstrzelony. "Powiedzieli: nie, nie będzie żadnych konsekwencji" – wspomina. "Potem przyszły konsekwencje".

(...)

Dyplomaci przesłali aktualizacje do Moskwy w depeszach zapisanych 14-punktową czcionką, każdy wiersz o 1,5 odstępu od następnego. Dobre wieści zwykle dominowały na pierwszej stronie każdego depeszy, a niechętne ustępstwa wobec niepowodzeń spadały do kilku następnych.

"Topisz te nieprzyjemne prawdy w morzu wielu, wielu komplementów" – powiedział Bondariew.

(...)

Ziarno zbytniej pewności siebie Putina wobec Kijowa zostało zasiane w 2014 r., kiedy jego najstarsi planiści wojenni odradzali mu zajmowanie Krymu.

Prozachodni protestujący pokonali policję w centrum Kijowa, co skłoniło przyjaznego Moskwie prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza do ucieczki. Putin wezwał swoich szefów ochrony na Kreml na całonocną operację eksfiltracji Janukowycza do Rosji.

Tuż przed wschodem słońca Putin powiedział swoim pracownikom, że postanowił zająć Krym, półwysep w większości rosyjskojęzyczny (...).

Inwazja przyniesie odwrotny skutek, ostrzegał Putin minister obrony i doradcy. Ale prezydent, przekonany, że zachodni wrogowie Rosji chcą wyrwać Ukrainę z orbity Rosji, odrzucił ich rady, według osób zaznajomionych ze sprawą.

Po szybkim i niemal bezkrwawym zwycięstwie jego notowania w sondażach przekroczyły 80%. Kreml porównał wielotygodniową operację z bolesną porażką carskiej Rosji w dziewiętnastowiecznej wojnie krymskiej.

Na Ukrainie konflikt osłabił sympatię do Moskwy i pomógł krajowi wykuć wspólną tożsamość narodową. Kijów zreorganizował i rozbudował swoją armię, odrzucając ostatnie pozostałości sowieckiej doktryny, aby naśladować systemy dowodzenia w stylu NATO.

Wygląda na to, że Putin przegapił zmianę.

W 2018 roku Putin, który zaczął mówić o Rosji jako o potędze militarnej równej Stanom Zjednoczonym, wygłosił doroczne przemówienie o stanie związku przed ekranem pokazującym broń nuklearną uderzającą w miejsce, które wyglądało na Florydę. "Nikt nie słuchał Rosji" – powiedział – "Cóż, posłuchacie teraz".

Na Kremlu większość sondaży docierających do Putina była prowadzona przez same tajne służby, czyli FSO, eliminując kontrolowane przez Kreml, ale nominalnie niezależne punkty sondażowe VTsIOM i FOM, których praca ma swoje własne wady, zdaniem osób zaznajomionych z materią. Sondaże FSO omijają administrację Putina i lądują prosto na jego biurku, mówili ludzie.

Pan Putin stawał się coraz bardziej samotny i konsultował się z kurczącą się listą starych sojuszników. Kiedy Siergiej Kirienko, szef polityki wewnętrznej Kremla, zebrał w 2019 roku cały zespół prezydencki, Putin godzinami wykładał im o rosyjskiej suwerenności i swoich poglądach. "Wyszli czując się tak, jakby mówił do siebie" – powiedział doradca polityczny Kremla, który rozmawiał z kilkoma urzędnikami administracji obecnymi na sali.

Kiedy Covid pojawił się w 2020 r., dbający o zdrowie pan Putin wycofał się ze swojej zwykłej rezydencji na przedmieściach Moskwy do odległej posiadłości w pobliżu jeziora Valdai, 250 mil od stolicy, i prezydenckiej letniej rezydencji w Soczi nad Morzem Czarnym.

Tam spędził dłuższy czas ze swoim starym przyjacielem i potentatem medialnym Jurijem Kowalczukiem, który przeszedł kwarantannę w pobliżu, a para teoretyzowała na temat wspólnej idei przywróconej Wielkiej Rosji, według osób znających ten związek.

Inni urzędnicy, w tym rzecznik Pieskow, rozmawiali z Putinem głównie za pośrednictwem ekranów wideo. (...)

W przemówieniu wygłoszonym w kwietniu szef CIA Bill Burns powiedział, że "krąg doradców Putina zawęził się i w tym wąskim kręgu kwestionowanie jego osądu lub niemal mistycznego przekonania, że jego przeznaczeniem jest przywrócenie wpływów Rosji, nigdy nie sprzyjało karierze".

Głównym wśród nich był sekretarz Rady Bezpieczeństwa, pan Patruszew, który pracował z panem Putinem, odkąd ci mężczyźni byli młodymi oficerami KGB w Leningradzie. Patruszew powiedział, że Stany Zjednoczone "wolałyby, żeby Rosja w ogóle nie istniała".

W miarę jak krąg się zacieśniał, Putin popadał w coraz większą paranoję, przekonany, że Stany Zjednoczone rozmieszczają broń nuklearną na Ukrainie, jak powiedzieli amerykańscy urzędnicy zaznajomieni ze sprawą. Panowie Gierasimow i Szojgu, którzy zachowali dostęp do Putina, nie mieli wpływu na złagodzenie jego poglądów, powiedzieli urzędnicy.

W lipcu 2021 roku Putin opublikował liczący 6917 słów esej historyczny o narodzie ukraińskim, napisany w odosobnieniu z panem Kowalczukiem u jego boku.

Pochodzący z Ukrainy biznesmen związany z Kremlem mówił Putinowi to, co chciał usłyszeć. Wiktor Medwedczuk, finansowany przez Rosję polityk, uczynił Putina ojcem chrzestnym swojej córki Darii. Przez lata pan Medwedczuk miał dedykowaną linię do kontaktu z prezydentem – telefon z rosyjskim numerem i bezpieczną aplikacją dzwoniącą, którą Ukraińcy nazywali Kremlowką, w nawiązaniu do Kremla, jak twierdzi Jurij Łucenko, były szef ukraińskiej prokuratury, który podsłuchiwał telefony osób powiązanych z Kremlem w śledztwie w sprawie zestrzelenia malezyjskiego samolotu nad Ukrainą w 2014 roku.

Pan Medwedczuk zapewnił Putina, że Ukraińcy uważają się za Rosjan i powitają najeźdźców kwiatami, powiedziały dwie osoby bliskie Kremlowi.

(...)

Według sekretarza Rady Bezpieczeństwa Ukrainy Ołeksija Daniłowa i osoby bliskiej Kremlowi, FSB manipulowała danymi sondażowymi, aby przekonać Putina, że Ukraińcy chętnie przyjmą rosyjskich żołnierzy. Inne sondaże wydają się być całkowicie sfabrykowane, powiedział Daniłow.

(...)

Według byłego oficera rosyjskiego wywiadu i osoby bliskiej ministerstwu obrony planowanie wojenne spadło bardziej na FSB niż na wojsko. Ministerstwo utrzymywało normalne godziny pracy w tygodniach poprzedzających inwazję, bez poczucia pilności.

Rzecznik Putina, Pieskow; jego minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow; szef sztabu Anton Vaino; i pan Kirienko, szef polityki wewnętrznej, nie byli świadomi planów, według osób zaznajomionych ze sprawą.

(...)

wsj.com

sobota, 24 grudnia 2022


"Dmitrij Rogozin pięć miesięcy czekał, by Kreml uczynił go kuratorem całej Noworosji, a zamiast tego dostał odłamkami w d**ę" - napisał w mediach społecznościowych były wicepremier, obecnie rosyjski opozycjonista Leonid Wołkow.

gazeta.pl

Moskwa ustala warunki dla nowego, najniebezpieczniejszego kierunku działań (MDCOA) – ponownej inwazji na północną Ukrainę, prawdopodobnie wymierzonej w Kijów – co najmniej od października 2022 r. Ta MDCOA może być rosyjską operacją informacyjną lub może odzwierciedlać rzeczywiste intencje rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Obecnie dostępne wskaźniki są ambiwalentne – niektóre zweryfikowane dowody rosyjskiego gromadzenia się na Białorusi mają większy sens w ramach przygotowań do wznowionej ofensywy niż w ramach trwających ćwiczeń i praktyk szkoleniowych, ale nie ma dowodów na to, że Moskwa aktywnie przygotowuje siły uderzeniowe w Białoruś. Obawa przed możliwością, że Putin może realizować ten MDCOA, z pewnością nie jest jedynie ukraińską operacją informacyjną mającą na celu wywarcie nacisku na Zachód, aby dostarczył Kijowowi więcej broni, jak sugerowali niektórzy zachodni analitycy. ISW nadal ocenia, że ​​ponowna rosyjska inwazja na dużą skalę z Białorusi tej zimy jest mało prawdopodobna, ale jest to możliwość, którą należy traktować poważnie.

Prominentni rosyjscy prowojenni blogerzy wzmacniają możliwość MDCOA w okresie zimowo-wiosennym. Były rosyjski dowódca wojskowy Igor Girkin, wybitny krytyczny głos w rosyjskiej przestrzeni milbloggerów, odpowiedział na trwające dyskusje w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej 23 grudnia na temat zdolności Rosji do wznowienia ataku na północno-zachodnią Ukrainę z Białorusi w celu zerwania naziemnych linii komunikacyjnych (GLOC) między Kijowem a Europą. Girkin podzielił MDCOA na dwa możliwe podkierunkowe działania: Rosja może dokonać inwazji z Białorusi w celu zajęcia terytorium lub alternatywnie przeprowadzić operację dywersyjną w celu przyciągnięcia sił ukraińskich z innych części teatru. Girkin argumentował, że rosyjskie wojsko nie może skutecznie przeprowadzić ofensywnej operacji w celu zajęcia terytorium, ale operacja dywersyjna mająca na celu wsparcie rosyjskiej ofensywy w innym miejscu na Ukrainie miałaby sens militarny.

Niektórzy blogerzy spekulują na temat prawdopodobieństwa ponownego rosyjskiego ataku na północną Ukrainę co najmniej od października 2022 r. Prominentny rosyjski kanał Telegram Rybar, którego autor jest obecnie członkiem grupy roboczej ds. mobilizacji Putina, stwierdził 20 października, że ​​krążą pogłoski o "zbliżającej się" rosyjskiej operacji ofensywnej na Lwów, Wołyń, Kijów, Czernihów czy Charków. Inny blogger twierdził 20 października, że ​​połączone siły na Białorusi są zbyt małe, by zaatakować Kijów, ale stwierdził, że nie sprzeciwi się, jeśli siły rosyjskie zaatakują miasto Czernihów.

Zbliżające się spotkanie Putina z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką w Petersburgu w dniach 26-27 grudnia przyspieszy rosyjską operację informacyjną wokół MDCOA, nawet jeśli nie będzie ona bezpośrednio wspierać przygotowań do niej.  Kancelaria Łukaszenki poinformowała, że ​​Putin i Łukaszenka spotkają się podczas spotkania szefów państw Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP) w Petersburgu w dniach 26-27 grudnia. To spotkanie przyspieszy obecną operację informacyjną Kremla na temat MDCOA, tak jak zrobiła to wizyta Putina w Mińsku 19 grudnia, biorąc pod uwagę rosnącą rosyjską obecność wojskową na Białorusi.

Rosyjskie wojsko nadal uruchamia ograniczone wskaźniki MCDOA, wzmacniając operację informacyjną mającą na celu ustalenie wiarygodności MDCOA lub faktyczne przygotowania do wykonania MDCOA. Rosyjskie Ministerstwo Obrony ostentacyjnie ogłosiło 24 listopada, że ​​ma na Białorusi szpital polowy. Ukraiński Sztab Generalny poinformował 23 grudnia, że ​​siły rosyjskie planują rozmieszczenie na Białorusi jeszcze co najmniej jednego szpitala polowego. Szpitale polowe nie są niezbędne do ćwiczeń i mogą świadczyć o przygotowaniu do działań bojowych. Pojawienie się na Białorusi szpitali polowych na początku 2022 roku było jednym z ostatnich wskaźników zaobserwowanych przed rozpoczęciem przez Rosję inwazji na pełną skalę. Rosja nadal rozmieszcza siły na Białorusi w ramach szkolenia. Niektóre rosyjskie czołgi T-90, które podobno trafiły na Białoruś pod koniec grudnia 2022 roku, były obserwowane w kamuflażu zimowym. Wyposażenie czołgów w kamuflaż zimowy nie jest w pełni konieczne do prowadzenia działań szkoleniowych i może wskazywać na przygotowanie do rzeczywistych zimowych działań bojowych. Częścią operacji informacyjnej może być również rozmieszczenie szpitali polowych i przemalowanie czołgów.

Rosyjskie wojsko znacznie wyraźniej stawia jednak warunki do ofensywy w północno-zachodnim obwodzie ługańskim. Ukraiński Sztab Generalny poinformował o 23 grudnia wzmożonym transporcie kolejowym personelu, sprzętu wojskowego i amunicji na tereny walk. Geolokalizowane nagranie opublikowane 23 grudnia pokazuje również pociąg wyładowany rosyjskimi czołgami T-90M i T-62M jadący w kierunku obwodu ługańskiego z obwodu rostowskiego. ISW wcześniej obserwowało siły rosyjskie przenoszące elitarne oddziały powietrznodesantowe i inne elementy, które wcześniej operowały na kierunkach chersońskim i charkowskim, do obwodu ługańskiego. Kreml nadal stawia na pierwszym miejscu zaangażowanie zmobilizowanych ludzi do stabilizacji linii Swatowe-Kremina w stosunku do innych obszarów frontu, takich jak Bachmut, Awdijiwka czy zachodni obwód doniecki. Jest mało prawdopodobne, aby siły rosyjskie zaatakowały przez rzekę Dniepr w obwodzie chersońskim po wycofaniu się z zachodniego Chersoniu, a rosyjskie wysiłki inżynierskie i fortyfikacyjne w obwodzie zaporoskim wskazują, że siły rosyjskie nie dążą do przeprowadzenia tam ofensywy. Kreml mógłby również podjąć próbę rujnującego ataku na południowo-wschodni obwód charkowski z obwodu ługańskiego w celu odzyskania utraconych terytoriów na zachód od rzeki Oskil. Nie jest jasne, czy siły rosyjskie byłyby w stanie skutecznie przeprowadzić taką operację, ponieważ przewaga terenowa ukraińskich obrońców i rosyjskie możliwości ofensywne są bardzo ograniczone.

Wojsko rosyjskie może jednak podjąć próbę przeprowadzenia ataku dywersyjnego na ziemi lub w przestrzeni informacyjnej na północną Ukrainę, prawdopodobnie w celu odwrócenia uwagi sił ukraińskich od obrony w Donbasie lub w połączeniu z ofensywą w Ługańsku lub, co mniej prawdopodobne, gdzie indziej. Szef Głównego Zarządu Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR) Kyryło Budanow oświadczył 23 grudnia, że ​​Rosja próbuje odwrócić siły ukraińskie z południowego wschodu, przygotowując zwód na Białorusi, zaznaczając, że działania militarne na Białorusi są elementem kampanii dezinformacyjnej. Powodzenie rosyjskiego ataku dywersyjnego zależy jednak od zdolności Rosji do przekonania Ukrainy o prawdopodobieństwie groźby głębszej operacji ofensywnej. Ukraińscy wojskowi nadal wskazują, że siły ukraińskie są przygotowane do obrony swoich północnych granic, a zaciekła obrona Ukrainy wokół Bachmuta pokazuje, że siły ukraińskie mogą powstrzymać znacznie większą liczbę rosyjskich napastników.

Prognoza ostrzegawcza MDCOA ISW z 15 grudnia o potencjalnej rosyjskiej ofensywie przeciwko północnej Ukrainie zimą 2023 r. pozostaje najgorszym scenariuszem w stożku prognozy. ISW ocenia obecnie ryzyko rosyjskiej inwazji na Ukrainę z Białorusi jako niskie, ale możliwe. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby siły białoruskie dokonały inwazji na Ukrainę bez rosyjskich sił uderzeniowych. Ukraińscy wojskowi zauważyli, że Rosja nie stworzyła grup uderzeniowych na Białorusi. Rosyjscy blogerzy zauważają również, że Rosja nie naprawiła fundamentalnych błędów w swojej kampanii wojskowej, takich jak brak nowego sprzętu, słabe przywództwo i niewystarczające siły do ​​prowadzenia udanej operacji ofensywnej.

understandingwar.org

Szojgu publicznie przedstawił szereg proponowanych zmian w rosyjskiej polityce obronnej, mających na celu znaczne zwiększenie liczebności rosyjskiej armii. Szojgu zaproponował Rosji ponowne ustanowienie okręgów wojskowych Moskwy i Leningradu, utworzenie nowego korpusu armii i utworzenie 17 nowych dywizji manewrowych. Szojgu zasugerował, aby Rosja utworzyła nowy korpus armii w Karelii, dwie nowe dywizje desantowo-desantowe, trzy nowe dywizje strzelców zmotoryzowanych w okupowanych obwodach chersońskim i zaporoskim oraz rozbudowała siedem istniejących brygad Floty Północnej oraz zachodnich, centralnych i wschodnich okręgów wojskowych do siedmiu nowe dywizje strzelców zmotoryzowanych, jednocześnie rozszerzając pięć istniejących brygad piechoty morskiej do pięciu dywizji piechoty morskiej. Szojgu zaproponował również, aby Rosja utworzyła pięć dywizji artylerii w celu wsparcia okręgów wojskowych. Zaproponował zwiększenie liczebności Sił Zbrojnych FR do 1,5 mln żołnierzy, w tym 695 tys. Rosjan było żołnierzami kontraktowymi), stopniowo podwyższając wiek poboru do służby wojskowej z 18 do 21 lat oraz podnosząc granicę wieku dla poborowych z 27 do 30 lat. Shoigu nie określił harmonogramu dla tych środków.

To nie pierwszy raz, kiedy rosyjskie MON sygnalizuje zamiar cofnięcia reform Sierdiukowa z 2008 r., które w dużej mierze rozwiązały rosyjskie dywizje sił lądowych na rzecz niezależnych brygad. Od 2013 r. rosyjskie MON systematycznie cofa reformy Sierdiukowa, przywracając dywizje manewrowe w rosyjskich okręgach wojskowych.

Jest jednak bardzo mało prawdopodobne, aby Kreml utworzył tak duże siły konwencjonalne w czasie, który ma znaczenie dla wojny Rosji na Ukrainie. Tworzenie podziałów jest kosztowne i wymaga czasu. Na przykład rosyjskiemu wojsku ponad rok zajęło zreformowanie 150 Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (8. Armia Połączonych Sił Zbrojnych) w latach 2016-2017. Rosja nie była w stanie w pełni obsadzić swoich istniejących brygad i pułków przed inwazją na pełną skalę i nie zbudowała w pełni nowej dywizji, którą zapowiedziała w 2020 r. przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę w 2022 r. Gospodarka Rosji znajduje się w recesji, a jej zasoby do generowania zasobów znacznie się zmniejszyły od czasu inwazji Rosji na Ukrainę na pełną skalę. Zdolność szkoleniowa netto Rosji prawdopodobnie spadła od 24 lutego, po części dlatego, że Kreml rozmieścił elementy szkoleniowe do udziału w walkach na Ukrainie, a te elementy szkoleniowe podobno poniosły straty. (...) Rosja wykorzystuje białoruskich trenerów do szkolenia zmobilizowanych sił i prawdopodobnie kontraktowania żołnierzy i poborowych, co wskazuje na ograniczenia rosyjskiej przepustowości szkoleniowej. Rosyjski korpus oficerski został wypatroszony przez straty na tej wojnie.

Propozycje Shoigu mogą być uwerturą do udobruchania społeczności milbloggerów, która zarzuciła Kremlowi, że nie prowadzi poważnie wojny i nie podejmuje działań niezbędnych do jej wygrania. Stawia też warunki informacyjne dla Kremla do przeprowadzenia przyszłych fal mobilizacyjnych pod hasłem obsadzenia tych formacji i/lub znacznego zwiększenia siły militarnej Rosji w dłuższej perspektywie.

Kreml może stworzyć duże konwencjonalne wojsko, zgodnie z wytycznymi, które opisał Szojgu, które byłyby w stanie stanowić nowe i poważne zagrożenie dla NATO, gdyby prezydent Rosji Władimir Putin zdecydował się na fundamentalną zmianę długoterminowej alokacji rosyjskich zasobów strategicznych. Putin zwrócił się bezpośrednio do Szojgu i szefa Sztabu Generalnego Walerija Gierasimowa, stwierdzając, że Rosja nie ma ograniczeń finansowych i musi zapewnić wszystko, czego zażądają rosyjskie siły zbrojne. Chociaż jest mało prawdopodobne, aby Rosja zreformowała duże dywizje, kontynuując inwazję na Ukrainę, porażki militarne Rosji na Ukrainie mogą skłonić Putina do zmiany strategicznej alokacji rosyjskich zasobów dla rosyjskiej armii. Putin może zdecydować o przywłaszczeniu rosyjskich funduszy państwowych w taki sposób, aby Kreml mógł wystawić dużą konwencjonalną armię kosztem wzrostu gospodarczego i komfortu konsumentów, tak jak to zrobili Sowieci. Taki sposób działania kosztowałby zasoby i czas, ale jest możliwy. (...)

Putin i Szojgu pokazali, że Rosja nie jest zainteresowana redukcją wysiłków wojennych ani celów wojennych, pomimo rosnących kosztów dla rosyjskiego społeczeństwa. Putin powtórzył, że Rosja zapewni bezpieczeństwo na wszystkich terytoriach rosyjskich, w tym na terytoriach bezprawnie zaanektowanych na Ukrainie podczas pobytu w Kolegium MON. Putin i Szojgu wielokrotnie odrzucali ideę niezależnej suwerenności Ukrainy i podkreślali potrzebę utrzymania przez Rosję Ukrainy w strefie wpływów Kremla i pokonania ukraińskiego reżimu „nazistowskiego”. Wypowiedzi Putina i Szojgu dodatkowo pokazują, że Kreml zachowuje maksymalistyczne cele wojny na Ukrainie, do których należą: uznanie nielegalnie zaanektowanych terytoriów, zmiana ustroju ukraińskiego rządu pod pretekstem „denazyfikacji”, kontrola politycznego i społecznego charakteru Ukrainy oraz przyznanie przez Zachód pożądanych przez Rosję „gwarancji bezpieczeństwa”.

Powtórzenie celów Putina z 24 lutego wskazuje, że Kreml decyduje się przyjąć ofiary wojny i próbować dążyć do zwycięstwa. Kreml będzie musiał nadal domagać się od swoich obywateli wielkich poświęceń i usprawiedliwiać je, aby realizować te nierealistyczne cele. Szojgu próbował uzasadnić społeczne koszty mobilizacji, przyznając, że mobilizacja była „poważnym sprawdzianem” dla rosyjskiego społeczeństwa, niezbędnym do obrony nowo zdobytych terytoriów na Ukrainie. Putin prawdopodobnie uważa, że gdyby ograniczył swój maksymalistyczny zestaw celów lub zdefiniował mniejsze cele krótkoterminowe, wywołałby powszechne niezadowolenie zarówno ze strony szerszej rosyjskiej opinii publicznej, jak i ultra-nacjonalistycznej prowojennej społeczności za wciągnięcie Rosji w kosztowną wojnę w pogoni za nieadekwatną nagrodą. (...)

Putin i Szojgu podtrzymywali operację informacyjną Kremla, która ma na celu nakłonienie Zachodu do zmuszenia Ukrainy do negocjacji na warunkach rosyjskich. Szojgu zapewnił w swoim przemówieniu, że Kreml jest zawsze otwarty na prowadzenie konstruktywnych, pokojowych negocjacji. Putin i Szojgu prawdopodobnie powtórzyli rosyjskie maksymalistyczne cele w rosyjskim Kolegium MON w czasie, gdy ukraińscy urzędnicy dyskutują o możliwości wznowienia rosyjskiej ofensywy na dużą skalę zimą 2023 r., a na Zachodzie narastają głosy wzywające Ukrainę do rozpoczęcia negocjacji z Moskwa zwiększy presję na Ukrainę, by negocjowała na rosyjskich warunkach. Kreml prawdopodobnie wierzy, że będzie w stanie wymusić na Ukrainie bardziej wyprzedzające ustępstwa, im bardziej maksymalistyczne są deklarowane cele wojny, ponieważ przygotowuje również to, co przedstawia jako kolejną operację ofensywną na dużą skalę.

understandingwar.org

piątek, 23 grudnia 2022


Ukraina zużywa amunicję w tempie "niespotykanym od czasów II wojny światowej", produkując około sześciu tys. pocisków artyleryjskich dziennie. To prowokuje "wyścig zbrojeń" między Rosją a NATO — pisze "The Wall Street Journal".

— Kraje UE nie mają jednak ani potencjału przemysłowego, ani wystarczających zapasów broni, by w dłuższym okresie utrzymać walki artyleryjskie na wielką skalę — mówi Nico Lange, były szef sztabu niemieckiego ministerstwa obrony.

— Rządy od dziesięcioleci tną kontrakty, więc firmy tną linie produkcyjne i ograniczają liczbę pracowników — powiedział Lange. Zdaniem Mortena Brandtzaega, szefa producenta broni Nammo AS, niedobór pocisków związany jest ze zmianą doktryny wojennej NATO. — Zamiast planować bitwy lądowe w stylu II wojny światowej, skupili się na ukierunkowanej wojnie asymetrycznej przeciwko niewyszukanym przeciwnikom — wyjaśnił.

Ukraina zużywa miesięcznie do 40 tys. pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm. Tymczasem kraje UE produkują tylko około 300 tys. takich pocisków rocznie — mówi Michal Strnad, właściciel Czechoslovak Group AS, którego firma produkuje około jednej trzeciej wszystkich pocisków artyleryjskich w Europie.

— Nawet gdyby teraz wojna w Ukrainie się skończyła, Europa będzie potrzebowała nawet 15 lat, aby uzupełnić zapasy przy obecnym tempie produkcji — podkreśla Strnad.

NATO wymaga od państw członkowskich posiadania zapasów amunicji na co najmniej 30 dni działań wojennych. Ale Niemcy mają teraz tylko dwutygodniowy zapas — mówią urzędnicy. Berlin musi wydać 20 mld euro po to, by spełnić wymagania Sojuszu Północnoatlantyckiego. Niemieckie ministerstwo obrony zauważa jednak, że w 2023 r. ma na ten cel tylko nieco ponad 1 mld euro.

Mimo to kilka europejskich firm zamierza w przyszłym roku zwiększyć produkcję pocisków artyleryjskich. Nammo zamierza wyprodukować 10 razy więcej pocisków niż w tym roku, a Czechoslovak Group podwoi produkcję pocisków 155 mm i będzie ich produkować do 100 tys. rocznie. Również niemiecka firma Rheinmetall AG zbuduje nową linię produkcyjną do wytwarzania 35-mm pocisków do systemów obrony powietrznej Gepard, które trafiły do Ukrainy.

Wcześniej analitycy z Royal United Weapons Institute (RUSI) — brytyjskiego think tanku zajmującego się kwestiami bezpieczeństwa — zauważyli, że sukces w wojnie między Rosją a Ukrainą stał się bezpośrednio zależny od zapasów broni i amunicji. — Tempo ostrzału artyleryjskiego było jednak wyższe niż możliwości sił zbrojnych NATO — powiedział ekspert RUSI Nick Reynolds.

Według niego USA tylko do wiosny 2023 r. zwiększą produkcję 155-milimetrowych pocisków artyleryjskich z 14 do 20 tys. Zapotrzebowanie Ukrainy na nie może jednak sięgnąć nawet 100 tys. miesięcznie.

onet.pl

Prezydent Rosji Władimir Putin w ostatniej chwili odwołał swoją pierwszą od 2019 r. wizytę na Uralu, piszą E1.ru i TagilCity, powołując się na źródła w departamencie bezpieczeństwa. Putin miał polecieć do Jekaterynburga 23 grudnia i odwiedzić Urałwagonzawod w Niżnym Tagile, gdzie produkowane są czołgi.

Według TagilCity, prezydent planował zorganizować spotkanie rządu i porozmawiać z pracownikami największej rosyjskiej fabryki czołgów. Przygotowania do wizyty Putina trwały od początku tygodnia: do Jekaterynburga dostarczono prezydencki orszak pięciu sedanów Aurus, z których dwie były limuzynami.

Konwój ćwiczył przejazd ulicami Jekaterynburga, co spowodowało utrudnienia w ruchu w mieście. Teraz, według źródeł E1.ru, samochody są na lotnisku Kolcowo i czekają na odesłanie do Moskwy.

W oczekiwaniu na przyjazd Putina lokalne władze wprowadziły szereg zakazów. 23 grudnia kierowcom komunikacji miejskiej w Jekaterynburgu zabroniono wypuszczania pasażerów, gdy zbliżał się konwój Putina. W Niżnym Tagile zakazano wjeżdżania na ulice wozów szkoleniowych, a w rejonie Dzierżyńskiego, gdzie znajduje się Urałwagonzawod, zlikwidowano choinki. Z kolei pracownikom zakładu zabroniono przemieszczania się między sklepami podczas wizyty Putina.

Od 22 do 24 grudnia nad samym Niżnym Tagilem wprowadzono strefę zakazu lotów. Według agencji informacyjnej Wsie Nowosti prezydent miał odwiedzić tajny hangar nr 130, w którym montowane są czołgi. "Czekiści idą zapanować nad tłumem, organizują imprezę. Lądowisko dla helikopterów jest w przygotowaniu. W samym przedsiębiorstwie śnieg jest usuwany, wszystko jest myte i czyszczone"— podało źródło.

Wcześniej, w związku z wojną w Ukrainie, pracownicy Urałwagonzawodu zostali zobligowani do 12-godzinnego dnia pracy w sześć dni tygodnia, co wywołało niezadowolenie. Pod koniec października na polecenie Putina do zakładu przyjechał wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew. Przeprowadził kontrolę produkcji czołgów i zażądał przyspieszenia wysyłki sprzętu na front, grożąc odpowiedzialnością karną za niewykonanie rozkazu obronnego państwa.

Putin odwołał wszystkie ważne wydarzenia z jego udziałem do końca roku: odmówił dużej konferencji prasowej pod koniec roku, orędzia do Zgromadzenia Federalnego, a także corocznego spotkania z przedstawicielami wielkiego biznesu.

onet.pl

Pod koniec lutego, w rocznicę rosyjskiej inwazji na Ukrainę, władze w Kijowie zamierzają przedstawić swoją propozycję pokojową; będzie to rozwinięcie wcześniejszej 10-punktowej "formuły pokoju", nakreślonej w listopadzie przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego - poinformował dziennik "Wall Street Journal".

Ukraina chciałaby przystąpić do ewentualnych rozmów z Rosją jako państwo, które osiągnęło znaczące sukcesy na froncie. Umożliwiłoby to Kijowowi domaganie się poważnych ustępstw ze strony Moskwy. Dlatego ukraińskie władze zamierzają w najbliższych miesiącach wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną i uzyskać jak najwięcej na polu walki - przekazał w czwartek wieczorem "WSJ" za "oficjelami z USA, Ukrainy i krajów NATO".

Dziesięciopunktowa ukraińska "formuła pokoju" została przedstawiona przez Zełenskiego w listopadzie w wystąpieniu online podczas szczytu G20 na Bali w Indonezji.

Wśród ogólnych postulatów Kijowa znalazły się wówczas: bezpieczeństwo jądrowe, żywnościowe i energetyczne, uwolnienie wszystkich jeńców i deportowanych, realizacja Karty Narodów Zjednoczonych, przywrócenie integralności terytorialnej Ukrainy i ładu światowego, zakończenie działań bojowych, wycofanie rosyjskich wojsk, przywrócenie sprawiedliwości, przeciwdziałanie zbrodniom przeciwko środowisku, niedopuszczenie do eskalacji, a także podpisanie dokumentu o zakończeniu wojny.

Obecnie, pod koniec roku, zarówno Ukraina, jak i Rosja nie stawiają jednak na rozwiązania dyplomatyczne. Przeciwnie - starają się uzyskać zewnętrzne wsparcie przed kolejnymi miesiącami działań zbrojnych. Świadczy o tym nie tylko środowa wizyta Zełenskiego w Waszyngtonie, ale także zrealizowana niemal w tym samym czasie podróż byłego rosyjskiego prezydenta i premiera Dmitrija Miedwiediewa do Pekinu. Wysłannik Putina spotkał się tam z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem - przypomniał "WSJ".

W okresie pomiędzy lutym i kwietniem Moskwa spróbuje przeprowadzić nową ofensywę na Ukrainie. Kreml nie będzie zainteresowany negocjacjami, dopóki nie zaatakuje ponownie i nie sprawdzi, ile może osiągnąć środkami militarnymi - podkreślił amerykański dziennik, powołując się na źródła w "europejskich kręgach dyplomatycznych".

onet.pl

Niemcy, największa gospodarka Europy, odnotowały spadek udziału rosyjskiego gazu w swoim miksie gazowym do ok. 20% w tym roku z 55% w ubiegłym - wynika z danych grupy lobbystów energetycznych BDEW cytowanych przez Bloomberga .

Rosja zaczęła stopniowo ograniczać dostawy gazu przez gazociąg Nord Stream do Niemiec w czerwcu, aż zamknęła gazociąg na początku września, powołując się na niemożność naprawy turbin gazowych dla pompowni z powodu zachodnich sankcji. Później doszło do pamiętnych eksplozji, które uszkodziły oba Nord Streamy.

Niemcy zaczęły się przyglądać importowi LNG i rozpoczęły budowę terminali regazyfikacyjnych, aby móc przyjmować gaz skroplony i zastąpić rosyjski import. Pierwszy taki terminal, pływający terminal importowy LNG, został oficjalnie otwarty w zeszłym tygodniu w Wilhelmshaven na niemieckim wybrzeżu Morza Północnego. Inne terminale LNG są również planowane w Niemczech, które przed inwazją Rosji na Ukrainę niechętnie angażowały się w instalacje do importu LNG – nie posiadały ani jednego mimo powszechności gazoportów w Europie. Po wybuchu wojny Niemcy, Holandia, Finlandia i kraje Europy Południowej pospieszyły z realizacją lub odkurzyły plany budowy pływających terminali LNG, aby mieć wystarczającą zdolność regazyfikacyjną do zastąpienia utraconych ilości gazu z rosyjskich gazociągów. 

Niemcy podpisały również w zeszłym miesiącu umowę z Katarem i ConocoPhillips, na mocy której Katar będzie dostarczał Niemcom skroplony gaz ziemny przez co najmniej 15 lat, począwszy od 2026 roku. Zgodnie z dwoma umowami pomiędzy ConocoPhillips i QatarEnergy, do 2 milionów ton rocznie LNG z Kataru będzie dostarczane do Niemiec przez spółkę zależną będącą w całości własnością ConocoPhillips, która będzie kupować gaz i dostarczać go do terminalu importowego LNG w Brunsbüttel w północnych Niemczech.

Pomimo szybkiej budowy instalacji do importu LNG, Niemcy muszą oszczędzać gaz, jeśli chcą przejść przez tegoroczną zimę bez nadzwyczajnych środków, takich jak racjonowanie - ostrzegał od miesięcy regulator sieci Bundesnetzagentur i inne władze.

Niemcy mogą być zmuszone do podjęcia drastycznych środków, takich jak racjonowanie gazu, jeśli poziom gazu w magazynach spadnie poniżej 40% do 1 lutego przyszłego roku. Niemieckie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa zostały wezwane do ograniczenia ogrzewania, aby zaoszczędzić więcej gazu w związku z nadchodzącą zimą i odcięciem dopływu gazu z Rosji.

energetyka24.com

Jeden miliarder bliski Kremlowi mówi, że potencjalny zysk z przemycanych przedmiotów jest tak wysoki, że towary luksusowe zawsze będą trafiać do kraju, niezależnie od sankcji. Mówi, że latem kupił dwa Maybachy zamiast mercedesa, którego chciał, ale nie mógł go zdobyć. Dodaje, że jeśli pierwszy się zepsuje, drugi może wykorzystać na części.

Inni już dostrzegli nowe możliwości. „Będzie ciężko przez dwa, trzy, cztery lata. Potem się dostosujemy – mówi inny oligarcha objęty sankcjami. „Spójrz na Iran. Wszystko robią sami (...) mają własne łańcuchy dostaw, a jeśli nie mają części zamiennej, to kupują ją na czarnym rynku. Mogą zrobić wszystko. Uczymy się teraz naszych lekcji i ostatecznie tacy będziemy. ”

(...)

W lipcu Putin mianował wieloletniego ministra handlu Denisa Manturowa na wysokie stanowisko w rządzie z mandatem przywrócenia łańcuchów dostaw. Manturow obiecał stać na straży „suwerenności technologicznej” Rosji i uczynić zastąpienie importu „kwestią bezpieczeństwa narodowego”.

Chociaż Manturow później upierał się, że nie oznaczałoby to „całkowitego porzucenia zasad gospodarki rynkowej”, dążenie do zwiększenia produkcji krajowej nieuchronnie doprowadzi do znacznie bardziej brutalnej interwencji państwa, która ograniczy konkurencję, według innego rosyjskiego oligarchy objętego sankcjami.

„Jeśli masz 10 firm produkujących płyty, to nie zadziała. Masz nadmiar podaży i niewystarczającą jakość. Nikt tego nie potrzebuje – mówi oligarcha.

„Zamiast tego musisz upewnić się, że masz tylko kilku producentów. Muszą nadal ze sobą konkurować i wytwarzać produkt wysokiej jakości, ale chcesz uniknąć nadmiernej produkcji. Trzeba być wrażliwym na wielkość i siłę rynku”.

ft.com

Fortyfikacje dorobiły się już przeróżnych nazw. Od linii Putina, przez linię Szojgu (od ministra obrony Sergieja Szojgu), linię Surowikina (generał Siergiej Surowikin, generalny dowódca sił rosyjskich w Ukrainie) po linię Wagnera (od organizacji najemniczej Wanger). Są też mniej pochlebne określenia, przy czym najbardziej parlamentarne to "Gucci linia", co jest ironią pod adresem jej wysokich kosztów budowy i dyskusyjnej praktycznej wartości.

Słowo "linia", choć używane powszechnie na określenie pośpiesznie wznoszonych rosyjskich fortyfikacji, tak naprawdę nie opisuje precyzyjnie rzeczywistości. Nie ma dowodów na istnienie jakiejś wielkiej ciągłej linii umocnień długiej na setki kilometrów. To raczej odniesienie do przykładów historycznych budowli w rodzaju linii Maginota we Francji, Zygfryda w Niemczech czy Stalina w ZSRR (wszystkie zdały się na niewiele). Rosjanie budują teraz raczej liczne punkty umocnione, które na mapie owszem układają się w linie, ale w terenie praktycznie nie stanowią ciągłości. Chodzi o próbę blokowania najbardziej dogodnych kierunków ukraińskich uderzeń, wzdłuż dróg czy pomiędzy jakimiś naturalnymi barierami jak na przykład rzeki. Taka przerywania linia ciągnie się setkami kilometrów.

Idąc po mapie zgodnie ze wskazówkami zegara, pierwsze fortyfikacje są budowane na terytorium Rosji, w obwodach Briańskim, Biełgorodzkim i Kurskim, które graniczą z Ukrainą i gdzie linia kontaktu obu stron stoi na granicy państwowej. Nie toczą się tam żadne intensywne walki, a obie strony trzymają tam symboliczne siły. Rosjanie najwyraźniej wolą się jednak zabezpieczyć albo przynajmniej jakoś uspokoić lokalną ludność, która regularnie jest świadkiem ukraińskich ataków artyleryjskich i działania grup dywersyjnych.

Dalej na godzinie 2-3 mamy już aktywną linię frontu w ukraińskim obwodzie ługańskim. Od granicy z Rosją do rejonu Bachmutu w Donbasie ciągnie się pośpiesznie budowana siłami wojska linia obronna, na której udało się Rosjanom zatrzymać Ukraińców w październiku. Ma kilka warstw, przy czym główna ma się ciągnąć na wschodnim brzegu niewielkiej rzeki Krasna. Obecnie front stoi na wcześniejszej warstwie na zachodnim brzegu, opartej o pasmo niewielkich wzgórz i lasów.

Idąc dalej jesteśmy już w Donbasie. Na zapleczu nieustannie intensywnych walk w rejonie Bachmutu i ciągłej rosyjskiej ofensywy trwa budowa linii obronnych. Ma ona być prowadzona głównie siłami organizacji Wagner, czym ta się otwarcie chwali. Tak jakby obawiano się, że obecna ofensywa na Bachmut i obrona w rejonie Swatowego mogą się skończyć porażką, wobec czego jest tworzona zapasowa linia obronna, na którą można by się w razie czego wycofać. Biegnie daleko na wschód wzdłuż rzeki Doniec, aż po granicę z Rosją. To daleko na za obecną linią frontu, nawet dalej niż linia zawieszenia broni z lat 2015-2022.

Patrząc dalej w Donbasie, od rejonu Bachmutu aż po Donieck, istnieją dobrze rozbudowane fortyfikacje wzniesione podczas zamrożonego konfliktu po 2015 roku. Nic nowego nie trzeba więc budować.

Na godzinie 5-6 jest Zaporoże, gdzie żadnych umocnień wcześniej nie było, więc Rosjanie budują je od początku jesieni na potęgę. W tym rejonie spodziewają się dużej ukraińskiej ofensywy, więc robią co mogą, aby wgryźć się w ziemię. Opisywaliśmy to częściowo we wcześniejszym tekście na temat wydarzeń w tym rejonie. Fortyfikacje są oparte głównie o miejscowości położone do około 50 kilometrów za obecną linią frontu.

Ostatnie miejsce, gdzie Rosjanie budują swoją "linię", to Krym i resztki okupowanego obwodu Chersońskiego. Tak jakby mieli zdecydowanie pesymistyczne prognozy co do swojej możliwości obrony Zaporoża i linii Dniepru. Umocnienia są wznoszone nawet na terenach zagarniętych w 2014 roku, za przesmykami łączącymi Krym z Ukrainą. Pojawiły się zdjęcia bardzo prowizorycznych umocnień stawianych na plażach półwyspu, jakby Rosjanie obawiali się operacji desantowej ukraińskiej floty, która według Kremlowskiej propagandy nie istnieje od pierwszych momentów wojny.

Wszystkie te rosyjskie fortyfikacje łączny jedno: prowizoryczność. Daleko im do przywoływanych na początku linii Maginota czy Zygfryda, które składały się z miejscami wręcz ogromnych podziemnych bunkrów i które wymagały ogromnych ilości betonu, stali, siły roboczej, pieniędzy i lat. Na ich tle te obecne rosyjskie to pośpieszna polowa prowizorka, stawiana na poły siłami wojska, a na poły zmobilizowanych firm cywilnych. Te drugie nawet publicznie ogłaszają nabór chętnych do pracy czy budowie fortyfikacji na terenie tak Rosji, jak i Ukrainy. Jedną z nich jest StrojKom, której nabór został zauważony przez rosyjskie, a potem światowe media w połowie grudnia. Za kilka miesięcy pracy jako kopacz okopów, stawiacz prefabrykowanych "smoczych zębów" i bunkrów, można teoretycznie zarobić równowartość kilku tysięcy dolarów. Żadne doświadczenie nie jest wymagane, tylko znośna forma fizyczna, choć nawet i dla niepełnosprawnych ma się znaleźć zajęcie.

gazeta.pl