czwartek, 8 grudnia 2022


5 grudnia Rosjanie przeprowadzili kolejny atak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy – trafione zostały obiekty w obwodach kijowskim, odeskim i winnickim. Ukraińskie dowództwo przekazało, że z ponad 70 wykorzystanych w ataku rakiet różnych typów zestrzelono przeszło 60. Większość z nich stanowiły pociski manewrujące – Ch-101/Ch-555 odpalane z bombowców strategicznych oraz Kalibr z okrętów operujących na Morzu Czarnym (odpowiednio 38 oraz 22 pociski). O największej liczbie zestrzeleń – 9 z 10 wystrzelonych rakiet – poinformowano w Kijowie.

Rezultatem ataku były awaryjne wyłączenia prądu we wszystkich obwodach Ukrainy, w tym największe w obwodach dniepropetrowskim, donieckim, kijowskim, sumskim i żytomierskim. W stolicy dostaw energii pozbawiona została połowa miasta. Z kolei Odessa jest w całości odcięta od prądu, wody bieżącej i centralnego ogrzewania. 6 grudnia państwowa spółka Ukrenerho oznajmiła, że przywrócenie stanu sprzed ataku potrwa kilka dni. Premier Denys Szmyhal podał, iż w wyniku dotychczasowych rosyjskich uderzeń uszkodzono 35% obiektów ukraińskiej sieci energetycznej, a 70% z nich było atakowanych co najmniej dwukrotnie. Deficyt energii utrzymuje się na poziomie 19% jej aktualnego zużycia.

Celami rosyjskich ataków z wykorzystaniem rakiet i dronów po raz kolejny były Kramatorsk, Krzywy Róg i Zaporoże. Pod permanentnym ostrzałem znajdują się Chersoń i Nikopol oraz rejon Oczakowa. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują także uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach przygranicznych. Ostrzał i bombardowania ukraińskie ograniczają się natomiast do głównych rejonów walk.

Siły rosyjskie wciąż prowadzą natarcie w kierunku zachodnim na południe od Bachmutu. Miały zostać powstrzymane w pobliżu Biłej Hory, 10 km na wschód od Konstantynówki, będącej głównym węzłem komunikacyjnym pomiędzy Donieckiem a Kramatorskiem. W dalszym ciągu trwają walki na południowych obrzeżach Bachmutu i na północny wschód od niego, na wschód od Siewierska, na północ od Awdijiwki oraz na zachód od Doniecka. Siły ukraińskie miały kontratakować w rejonie Bachmutu, Wuhłedaru oraz na pograniczu obwodów donieckiego i zaporoskiego. Zmniejszyła się natomiast intensywność działań na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego.

5 grudnia rosyjskie media poinformowały o atakach na bazy lotnictwa strategicznego Diagilewo k. Riazania i Engels w obwodzie saratowskim. W pierwszej na skutek wybuchu zbiornika paliwa miały zginąć trzy osoby, a cztery zostać ranne. Z kolei w drugiej miało dojść do uszkodzenia dwóch ciężkich bombowców Tu-95MS. Rosyjski resort obrony podał, że doszło do tego w wyniku uderzenia ukraińskich dronów. Dzień później, 6 grudnia, rosyjskie władze lokalne doniosły o ataku ukraińskiego drona na lotnisko w Kursku, w następstwie czego doszło do pożaru składu paliwa, co potwierdzają upublicznione zdjęcia satelitarne.

5 grudnia ukraiński Sztab Generalny poinformował, że na Białorusi przedłużono do 12 grudnia sprawdzian gotowości bojowej tamtejszych sił zbrojnych. Podkreślono, iż nadal nie widać oznak formowania się nieprzyjacielskich grup uderzeniowych na kierunkach wołyńskim i poleskim. 6 grudnia żołnierze jednostek Zachodniego Okręgu Wojskowego FR, wchodzących w skład białorusko-rosyjskiego Regionalnego Zgrupowania Wojsk, kontynuowali szkolenie taktyczne. W jego ramach na jednym z białoruskich poligonów przećwiczono pacyfikację („oczyszczenie”) małej miejscowości, a scenariusz obejmował działania blokadowe. Po uprzednim ostrzale artyleryjskim została ona opanowana i przygotowana do obrony. W odpowiedzi na aktywność szkoleniową po stronie białoruskiej Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły 6 grudnia szkolenie sztabowe w pobliżu granicy, z udziałem m.in. 120. Brygady Obrony Terytorialnej.

5 grudnia dowódca ukraińskich Wojsk Lądowych generał Ołeksandr Syrski przedstawił informację o rezultatach tzw. częściowej mobilizacji w Rosji i celach agresora. Zwerbowanych miało zostać 310 tys. żołnierzy, dzięki czemu armia FR była w stanie odtworzyć utraconą we wcześniejszych działaniach zdolność bojową. W efekcie wzrosło zagrożenie dla wojsk ukraińskich. Dotychczas strona ukraińska formułowała przekaz o niskiej wartości nowo zmobilizowanych rosyjskich żołnierzy, jednak poziom wyszkolenia obecnie kierowanych do walki ma być zdaniem Syrskiego wyższy niż tych, którzy trafiali na front w początkowym okresie wojny.

6 grudnia minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow zapewnił, że na razie nie ma potrzeby rozpoczęcia dodatkowej mobilizacji. Według niego siły ukraińskie dysponują wystarczającą liczbą ludzi również w sektorze bezpieczeństwa. Przyznał, że największym problemem pozostaje niewystarczająca ilość uzbrojenia artyleryjskiego, amunicji, pojazdów opancerzonych, czołgów i samolotów. Odnosząc się do złożonej w Biurze Prezydenta społecznej petycji dotyczącej złagodzenia reżimu mobilizacyjnego, ocenił, że obniżyłoby to zdolności obronne państwa. Ponadto Reznikow wyraził przekonanie, że dostawy czołgów i samolotów bojowych z Zachodu zostaną zrealizowane, przy czym wymaga to wdrożenia rozwiązań technologicznych i logistycznych. Mówiąc o perspektywach otrzymania przez Ukrainę systemów obrony powietrznej Patriot, wskazał, że są one skomplikowane, drogie, a ich produkcja trwa długo. Z kolei minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba przekazał, że strona ukraińska intensywnie zabiega o dostawy amerykańskich czołgów i systemów Patriot, ale rozmowy będą czasochłonne.

6 grudnia Państwowa Służba Graniczna Ukrainy wskazała, że służby białoruskie celowo podejmują próby przerzutu migrantów z Iranu i Pakistanu w celu rozpoznania niedostatecznie chronionych odcinków granicy z Ukrainą. Zebrane informacje mogą być wykorzystane do planowania operacji wojskowych. Podobną aktywność zaobserwowano na granicy z Łotwą. Pod koniec listopada na północnej granicy Ukrainy zatrzymano grupę nielegalnych migrantów z Azji Południowo-Wschodniej, eskortowanych przez pograniczników białoruskich. Strona ukraińska powtórzyła, że liczy się z możliwością skierowania potoku migrantów na Ukrainę w ramach operacji kontrolowanej przez służby białoruskie.

W Rosji podsycana jest atmosfera zagrożenia atakiem sił ukraińskich. Gubernator obwodu biełgorodzkiego zapowiedział rozpoczęcie formowania kilku batalionów „obrony terytorialnej”, które będą rozmieszczone na obszarze przygranicznym. Wcześniej informował, że realne jest zagrożenie wejściem wojsk ukraińskich i okrążenie Biełgorodu.

Komentarz

Ósmy od początku października zmasowany rosyjski atak rakietowy na ukraiński system energetyczny potwierdził, że do wywołania częściowego blackoutu na całym terytorium Ukrainy wystarczy uderzenie w kilka odpowiednio wybranych obiektów. Po 15 listopada do każdego kolejnego ataku Rosjanie wykorzystują mniej rakiet i dronów, a także ograniczają liczbę celów. Mimo to uzyskują porównywalny efekt, tzn. doprowadzają do trwających do kilku dni awaryjnych wyłączeń prądu w większości obwodów. Niemniej nawet bez ponawiania ataków ukraiński system energetyczny został naruszony w stopniu wymuszającym codzienne wielogodzinne wyłączenia dostaw energii. Po uderzeniu 23 listopada Ukraińcy szacowali, że przywrócenie normalnego i całościowego funkcjonowania systemu będzie możliwe dopiero wiosną 2023 r. Każdy następny rosyjski atak oddala jednak tę perspektywę.

Kwestią otwartą pozostaje wiarygodność rosyjskich informacji o atakach na bazy lotnictwa strategicznego. Na podstawie dostępnych zdjęć satelitarnych można potwierdzić jedynie pożar w rejonie lotniska w Kursku. Należy podkreślić, że kilka godzin po nagłośnionych przez Moskwę doniesieniach o ataku samoloty z bazy Engels uczestniczyły jako trzon rosyjskiego ugrupowania w uderzeniu na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Kijów nie zajął dotychczas stanowiska w tej sprawie, z kolei Amerykanie po raz kolejny zadeklarowali, że nie dostarczali i nie dostarczają Ukrainie uzbrojenia umożliwiającego atakowanie miejsc w głębi terytorium Rosji.

Inicjatywa gubernatora Biełgorodu tworzenia batalionów „ochotniczych” świadczy o tym, że pomimo oficjalnego zakończenia tzw. częściowej mobilizacji władze Rosji szukają rozwiązań pozwalających na jej nieoficjalną kontynuację. Oprócz wymiaru militarnego, jakim jest deklarowany już wcześniej zamiar zbudowania umocnień na granicy z Ukrainą, działania te mają służyć dyscyplinowaniu społeczeństwa. Podkreślanie przez władze zagrożenia ofensywą stanowi zabieg mający uzasadniać konieczność dalszej agresji na Ukrainę oraz angażowania ludności cywilnej do wsparcia sił zbrojnych.

osw.waw.pl

środa, 7 grudnia 2022


Eksport rosyjskiej ropy do Europy drogą morską w poprzednim tygodniu spadł do 310 tys. baryłek dziennie — szacuje Bloomberg na podstawie statystyk ruchu tankowców. W porównaniu z poprzednim tygodniem wysyłki spadły o jedną trzecią, w porównaniu z początkiem listopada — o prawie 60 proc., a jeśli porównać do wielkości przed wojną — ponad 5-krotnie.

Polska, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania, Francja, Finlandia, Rumunia i Litwa całkowicie zrezygnowały z rosyjskiej ropy.

Włochy zmniejszyły swój eksport trzykrotnie w porównaniu z początkiem listopada — po tym, jak władze narzuciły zewnętrzne zarządzanie rafinerią Łukoil — jedną z największych w kraju. Bułgaria (125 tys. baryłek dziennie), Chorwacja (mniej niż 100 tys.) i Holandia (100 tys.), gdzie znajduje się największy w UE port morski Rotterdam — mimo wojny nadal kupowały rosyjską ropę.

Od 5 grudnia kraje Unii Europejskiej nałożyły jednak embargo na rosyjskie baryłki, wprowadzając do tego pułap cenowy, zakazujący ubezpieczania tankowców przewożących ropę za cenę powyżej 60 dol. za baryłkę.

— Prezydent Władimir Putin, który rozpoczął wojnę z Ukrainą, "zniszczył swój najważniejszy rynek dla ropy", mówi wiceprezes S&P Global Daniel Yergin. Przed wojną ponad 50 proc. eksportu rosyjskiej ropy drogą morską trafiało do UE — 1,6 mln baryłek dziennie z 3 mln.

To samo dotyczy gazu i węgla — stwierdza Yergin: rosyjscy górnicy od lata objęci są europejskim embargiem i zmuszeni są szukać dróg do Azji, sprzedając surowiec ze stratą. Do tego dostawy rosyjskiego gazu do Europy załamały się niemal pięciokrotnie po tym, jak Gazprom kolejno zamknął gazociąg Jamał-Europa i Nord Stream.

Utrata rynku europejskiego zapowiada Rosji spadek przychodów z eksportu — ostrzega Natalia Orłowa, główna ekonomistka Alfa Banku. Jak dotąd, producentom ropy udało się przekierować do Turcji, Indii i Chin wszystkie surowce odrzucone przez UE, wabiąc klientów rabatami sięgającymi nawet 40 proc.

Teraz sytuacja się jednak zmieniła. Obecnie nawet "flota cieni" złożona z przestarzałych tankowców, którą organizuje sobie Putin, raczej nie pomoże Rosji w utrzymaniu dostaw po zakończeniu embarga, pozostawiając 1,5 mln baryłek ropy i produktów naftowych nieodebranych każdego dnia — ocenił Anoop Singh, szef badań floty tankowców w firmie Braemar.

Ucierpiałby na tym eksport ropy naftowej, a także eksport produktów naftowych, które znacznie trudniej byłoby przesunąć do Azji "ze względu na niski popyt na te towary na rynkach azjatyckich".

Rosyjska gospodarka zarabia obecnie 35-40 mld z eksportu, ale znaczące przychody "będą prawie niemożliwe do utrzymania w horyzoncie 2023 r." — powiedziała Orłowa. — Ropa, gaz i produkty naftowe stanowią około 50 proc. dochodów z eksportu, a ich dynamika "będzie miała poważny wpływ na bilans handlowy Rosji — przewiduje. W przyszłym roku gospodarka Rosji będzie się jeszcze bardziej kurczyć, a PKB może spaść o 6,5 procent, czyli najbardziej od 2009 r. — przewiduje Alfa Bank.

onet.pl/The Moscow Times

Oddział Weresa walczy aktualnie pod Bachmutem. Jak twierdzi ten 34-letni dowódca jednostki K2 54, wydzielonej brygady zmechanizowanej, wróg od dziewięciu miesięcy praktycznie się nie zmienia, wciąż popełnia te same błędy. — Jestem bardzo wdzięczny Rosjanom, że się nie uczą. (...) umierają, przychodzą nowi, przechodzą nad zmarłymi, wspinają się naprzód i umierają ponownie — mówi Weres Ukraińskiej Prawdzie.

Obecnie Ukraińcy w tym rejonie walczą głównie z żołnierzami Grupy Wagnera. Regularne oddziały rosyjskie stoją gdzieś dalej. Zdaniem ukraińskiego dowódcy, Rosjanie zostali rozstawieni bezmyślnie, dlatego ginie ich znacznie więcej. Weres boi się jednak, że wkrótce Ukraińcom zabraknie amunicji. Niedawno próbował nakłonić Rosjan do kapitulacji. Puścił drona z głośnikiem i wygłosił komunikat: "Widzę was wszystkich. Ty leżysz pod drzewem w zielonej kurtce, a ty w czarnych spodniach. Bierzcie ze sobą rannych i wynoście się". Bez skutku. Później próbował drugi raz, też woleli zginąć.

(...)

Kiriło Weres ma w swojej jednostce piechotę, snajperów, strzelców maszynowych, kierowców "mechów", zwiadowców. Ale od każdego wymaga wszechstronności. Muszą umieć wszystko.

Zdaniem ukraińskiego dowódcy Rosjanie są lepsi technologicznie, mają dużo więcej amunicji, lepsze uzbrojenie, Ukraińców "nie stać" np. na 20 strzałów z bliskiej odległości, nie mogą iść na ilość, muszą pomyśleć i zaplanować, jak wygrać z tym, czym dysponują. — Bardzo starannie projektuję operacje. Zmuszam centralę do kalkulacji wszystkiego w taki sposób, aby jak najbardziej zminimalizować straty — mówi Weres.

onet.pl/pravda.com.ua

Kreml bezpośrednio zareagował na rosyjskie pogłoski o drugiej fali mobilizacji, najwyraźniej starając się zapanować nad rosnącym niepokojem społecznym i ponownie scentralizować informacje o wojnie z rosyjskim rządem i jego autoryzowanymi placówkami. Kremlowski sekretarz prasowy Dmitrij Pieskow 6 grudnia wezwał Rosjan do polegania na komunikatach rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) i prezydenta oraz do ignorowania „prowokacyjnych komunikatów” publikowanych na platformach społecznościowych, takich jak Telegram, dotyczących drugiej fali mobilizacji. Wypowiedź Pieskowa ma prawdopodobnie na celu zdyskredytowanie rosnących wpływów zarówno rosyjskiej opozycji, jak i prowojennego Telegramu, które konsekwentnie informują o przesłankach wznowienia przez Kreml mobilizacji w 2023 roku. Prezydent Rosji Władimir Putin intensyfikuje również działania mające na celu uniemożliwienie mobilizowanym mężczyznom i ich rodzinom narzekania na problemy mobilizacyjne. Putin na przykład podpisał ustawę zakazującą zgromadzeń w budynkach rządowych, uniwersytetach, szkołach, szpitalach, portach, dworcach kolejowych, kościołach,

Wydaje się, że Kreml odchodzi od ograniczonego przekazu wojennego, którego używał, aby zmniejszyć obawy ogółu społeczeństwa rosyjskiego o wojnę, prawdopodobnie w celu przygotowania opinii publicznej na przyszłe fale mobilizacji. Obwody biełgorodzki i kurski ogłosiły utworzenie jednostek obrony terytorialnej, narażając na wojnę wielu cywilów pod absurdalnym założeniem groźby ukraińskiego ataku lądowego na rosyjskie regiony przygraniczne. ISW informowało wcześniej, że kremlowscy propagandyści zaczęli wysuwać podobne nieprawdopodobne teorie o ukraińskim zagrożeniu naziemnym dla terytorium Rosji. Urzędnicy moskiewscy rozmieścili nawet reklamy specjalnej operacji wojskowej w całym mieście, którą ISW wcześniej obserwowała tylko w odległych miastach i osadach latem 2022 r., podczas rosyjskich kampanii rekrutacji ochotników. Jednakże, te warunki informacyjne są prawdopodobnie niewystarczające, aby przekonać ogół społeczeństwa rosyjskiego o konieczności dodatkowej mobilizacji, biorąc pod uwagę rozczarowujący odzew na ogłoszenia rekrutacyjne wolontariuszy w okresie letnim. Kreml ryzykuje dalsze nadszarpnięcie swojej wiarygodności, ogłaszając mobilizację, która została przewidziana przez nieoficjalne źródła, ale nie została omówiona przez rosyjskich urzędników. Rosyjscy urzędnicy stoją przed poważnymi wyzwaniami w zakresie równoważenia potrzeb rosyjskich sił zbrojnych, które wymagają entuzjastycznego wsparcia społeczności milbloggerów i kontroli rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.

Decyzja Putina, by zarządzić drugą falę mobilizacji, mobilizację powszechną, a nawet ogłosić formalne wypowiedzenie wojny Ukrainie, nie rozwiąże na krótką metę nieodłącznych ograniczeń rosyjskiej siły militarnej dostępnej dla wojny na Ukrainie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony może jednocześnie szkolić tylko około 130.000 poborowych podczas półrocznego cyklu poborowego w czasie pokoju i boleśnie walczyło o przygotowanie większej liczby zmobilizowanych żołnierzy w krótszym okresie. Ukraiński dowódca wojsk lądowych, generał pułkownik Ołeksandr Syrski, zauważył, że rosyjscy zmobilizowani mężczyźni, którzy teraz przybywają na linię frontu, są lepiej wyszkoleni niż ci zmobilizowani, którzy przybyli na linię frontu natychmiast po wydaniu przez Putina rozkazu częściowej mobilizacji z 21 września. Kreml potrzebował prawie trzech miesięcy na przygotowanie niektórych z tych jednostek, podczas gdy inne źle przygotowane i źle zaopatrzone zmobilizowane elementy przedwcześnie skierował na linię frontu. Wysiłki Kremla w zakresie generowania sił nadal zależą od jego zdolności do inwestowania czasu i zaopatrzenia w swój personel, co jest bardzo sprzeczne z brakiem długofalowego planowania strategicznego na Kremlu.

understandingwar.org

wtorek, 6 grudnia 2022


Ukraińscy urzędnicy wskazali, że siły ukraińskie planują kontynuować działania ofensywne przez nadchodzącą zimę, aby wykorzystać ostatnie sukcesy na polu bitwy i uniemożliwić siłom rosyjskim odzyskanie inicjatywy na polu bitwy. Rzecznik Wschodniej Grupy Sił Zbrojnych Ukrainy Serhij Czerewatyj oświadczył 4 grudnia, że zamarznięty grunt umożliwia posuwanie się ciężkich pojazdów kołowych i gąsienicowych oraz że siły ukraińskie przygotowują takie pojazdy do działań zimowych. Cherevatyi stwierdził również, że niskiej jakości zmobilizowani rekruci i personel Grupy Wagnera rekrutujący się z rosyjskich jeńców są nieprzygotowani do walki zimą. Ukraińskie Ministerstwo Obrony (MON) oświadczyło 20 listopada, że ci, którzy sugerują , że zima, wstrzyma działania wojenne „prawdopodobnie nigdy nie opalali się w styczniu na południowym wybrzeżu Krymu”, sugerując, że siły ukraińskie zamierzają kontynuować kontrofensywę przez nadchodzącą zimę, co przyczyni się w kierunku celu, jakim jest odzyskanie Krymu. Wiceminister obrony Ukrainy Wołodymyr Hawryłow oświadczył 18 listopada, że siły ukraińskie będą kontynuować walkę zimą, ponieważ każda przerwa pozwoli siłom rosyjskim na wzmocnienie ich jednostek i pozycji.

Wyżsi urzędnicy rządowi USA błędnie określają optymalne okno możliwości dla Ukrainy do przeprowadzenia większej liczby kontrofensyw jako wiosnę, a nie zimę, pomimo oświadczeń ukraińskich urzędników, że jest inaczej. Dyrektor ds. Wywiadu Narodowego USA (DNI) Avril Haines oceniła 3 grudnia, że tempo wojny na Ukrainie zwolni w okresie zimowym, aby obie strony mogły się zbroić, uzupełnić zapasy i odbudować, pomimo dowodów na to, że warunki na miejscu sprzyjają wznowieniu ofensywy i pomimo wykazanej tendencji sił ukraińskich do stosunkowo szybkiego inicjowania nowych działań kontrofensywnych po kulminacji poprzedniego wysiłku.

Zdolność Ukrainy do utrzymania inicjatywy wojskowej i kontynuowania rozmachu dotychczasowych sukcesów operacyjnych zależy od kontynuacji przez siły ukraińskie kolejnych operacji w okresie zimowym 2022-2023. Rosja straciła inicjatywę latem 2022 roku po kulminacyjnym momencie ofensywy w Donbasie. Siły ukraińskie zyskały i zachowały inicjatywę od sierpnia 2022 r. i od tego czasu przeprowadzają serię udanych kolejnych operacji: Ukraina wyzwoliła większość obwodu charkowskiego we wrześniu, miasto Chersoń w listopadzie, a obecnie tworzy warunki dla dalszych ukraińskich ataków w innych miejscach tej zimy. Sukcesywne operacje są kluczowym elementem projektu kampanii na Ukrainie. Seria kolejnych ukraińskich operacji kontrofensywnych w obwodach charkowskim i chersońskim pokazuje niezwykłe umiejętności ukraińskiego wojska w zakresie planowania operacyjnego i znajomość mocnych stron radzieckiej sztuki operacyjnej. Radziecka sztuka operacyjna podkreśla, że siły zbrojne mogą osiągnąć swoje strategiczne cele jedynie poprzez skumulowany sukces operacyjny najlepiej przeprowadzając kolejne operacje bez przerw operacyjnych między nimi. Ostatnie oficjalne ukraińskie oświadczenia jasno wskazują, że projekt kampanii Ukrainy ma na celu umożliwienie serii kolejnych operacji w celu pozbawienia Rosji inicjatywy, pokonania rosyjskiej armii i wyzwolenia kolejnych terytoriów Ukrainy.

Warunki pogodowe w zimie 2023 r. prawdopodobnie określą ramy czasowe, w których Ukraina będzie mogła prowadzić wojnę manewrową i kontynuować serię sukcesów operacyjnych z minimalnymi przerwami, które zwiększyłyby ryzyko utraty inicjatywy przez Ukrainę. Jesienny sezon błotny w listopadzie utrudniał wojnę manewrową, jak wcześniej zauważył ISW. Niemniej jednak zarówno Rosja, jak i Ukraina kontynuowały agresywne operacje ofensywne i kontrofensywne przez cały ten błotnisty okres, pomimo niektórych zachodnich przewidywań, że błoto zawiesi operacje. W miarę zbliżania się silnych mrozów pod koniec grudnia, siły ukraińskie będą ponownie mogły wykorzystywać warunki pogodowe. Zima to zwykle najlepszy sezon dla działań zmechanizowanych na Ukrainie, podczas gdy wiosna to koszmar dla walk na Ukrainie. Odwilż powoduje wezbranie rzek i strumieni oraz zamienia pola w morza błota. Siły ukraińskie prawdopodobnie przygotowują się do wykorzystania zamarzniętego terenu do poruszania się łatwiej niż w błotnistych jesiennych miesiącach.

Jeśli sojusznicy i partnerzy Ukrainy nie wesprą sił ukraińskich w przeprowadzeniu tej zimy decydujących operacji kontrofensywnych na dużą skalę – jak można by zinterpretować oświadczenia DNI – to zdolność Ukraińców do prowadzenia wojny manewrowej będzie ograniczona przynajmniej do czasu, kiedy prawdopodobnie nastąpi wiosenne błoto sezon w marcu 2023 r. Taki sposób działania prawdopodobnie doprowadzi do przedwczesnej kulminacji obecnego impetu Ukrainy i zapewni rozbitym siłom rosyjskim cenny trzy-czteromiesięczny okres wytchnienia na odbudowę i przygotowanie się do walki na lepszych podstawach.

understandingwar.org

Polski wojskowy ocenia, że w czasie zimy działania na froncie w Ukrainie zostaną spowolnione. — Nie tylko pogoda będzie o tym decydować. Także ocena Ukraińców co do słabości bądź siły ugrupowań rosyjskich na danym odcinku. Nawet jeżeli pogoda będzie sprzyjająca, Ukraińcy nie podejmą większych działań, atakując tereny ufortyfikowane z dużym nasyceniem wojsk i środków rażenia. Nie zdecydują się na poniesienie znacznych strat. A Rosjanie takie fortyfikacje prowadzą i umacniają swoje pozycje. Nie oczekiwałbym jakieś spektakularnej zimowej ofensywy.

Pułkownik Lewandowski jest przekonany, że w przyszłym roku zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy rzucą na front dużo większe niż obecnie siły, a straty po obu stronach będą znaczne. Rozmówca Onetu uważa, że Rosjanie mają obecnie w Ukrainie dwie armie (nazywa je umownie A i B), a w kraju formują już kolejną, "armię C".

— "Armia A" to są jednostki, które Rosjanie ewidentnie oszczędzają. To są te oddziały, które miały lepszą zdolność bojową i przetrwały w Ukrainie. Na przykład oddziały, które wycofano spod Chersonia — nie widać, by zostały rzucone gdzieś do walki. Raczej odtwarzają swoją zdolność — zwraca uwagę wojskowy.

"Armia B" to w większości pierwszy rzut mobilizacji, który według pułkownika, Rosjanie "ewidentnie skazali na powolne wytracenie". Mowa jest tutaj o 80 tys. żołnierzy, używanych często w roli klasycznej "zapchaj dziury". — Rosjanie rozumują, że to, co przetrwa z tych oddziałów, za kilka miesięcy będzie w miarę wyszkolonymi żołnierzami. A ich stratami za bardzo się nie przejmują.

"Armia C", zdaniem rozmówcy Onetu, to kolejny rzut mobilizacji, który właśnie się szkoli, a na froncie w Ukrainie może pojawić się na wiosnę przyszłego roku. W tym przypadku mowa jest nawet o 200 tys. żołnierzy. — Ta druga fala mobilizacji ma osiągnąć możliwość w miarę zorganizowanego działania dużą masą. To nie będzie poziom rosyjskich jednostek kadrowych, które walczyły na początku tej wojny. Tutaj raczej Rosjanie będą rzucać całe pułki do boju. Ta masa będzie miała za zadanie się przebić, a to przebicie będą wykorzystywały jednostki kadrowe, lepiej zorganizowane — ocenia.

Weteran wojny w Iraku i Afganistanie zwraca uwagę na obecny sposób walki Rosjan w Bachmucie, gdzie od tygodni trwają kolejne natarcia putinowskiej armii. — Tam często na odcinkach walczą niewielkie grupy, od kilku do kilkunastu żołnierzy. Bez broni pancernej. To też sygnał, że Rosjanie zaczęli oszczędzać sprzęt pancerno-zmechanizowany. Takie ataki stosunkowo małymi siłami mają za zadanie prowokować ogień ukraiński, co z kolei prowokuje ogień artylerii rosyjskiej na te wykryte stanowiska ukraińskie. Rosjanie sobie wyliczyli, że nawet jak im tam codziennie ginie 50 żołnierzy na całej linii walk, to im się i tak to opłaca. Bo może stracą kilkadziesiąt, słabo wyszkolonych ludzi, ale swoją artylerią zadadzą podobne straty Ukraińcom.

onet.pl

Mariia Tsiptsiura: A co się stało w samym Chersoniu?

Dmytro, ps. Dagon: Kiedy po raz pierwszy weszliśmy do Chersonia, miejscowi się ukrywali. Zrobiliśmy kilka rund w okolicy, aby ocenić sytuację. A kiedy zatrzymaliśmy się po raz drugi, zaczęliśmy rozmawiać z ludźmi. Wcześniej w jednej wsi miejscowy sołtys był zamykany w piwnicy i torturowany. Kiedy go znaleźliśmy, mężczyzna był ledwo żywy.

Pobiegliśmy do bazy wojskowej, aby upewnić się, że nie ma tam torturowanych cywilów. A kiedy z niej wracaliśmy, miejscowi już zorientowali się, że przyjechało wojsko. I wyszli. Wszystkie ulice były zatłoczone ludźmi.

A co miejscowi mówili o okresie okupacji?

Zatrzymaliśmy się w jednej miejscowości. Przy drodze stało troje dzieci: dwóch chłopców i dziewczynka, mniej więcej w wieku mojej córki. Wtedy mała się rozpłakała i powiedziała: "tak długo na ciebie czekaliśmy, okupanci ciągle nas bili". Moje serce wtedy pękło. Za to, co zrobili naszym dzieciom, zabiłbym ich gołymi rękami.

Był też mężczyzna w wieku ok. 60 lat. Jego sąsiad powiedział okupantowi, że ten ma syna walczącego w armii ukraińskiej. Więc Rosjanie pobili go i zgwałcili. Z kolei pewien ojciec cały czas ukrywał swoje dzieci w piwnicy. Miejscowa ludność była bardzo przestraszona. Nigdy w życiu nie widziałem tak przestraszonych ludzi.

Co Rosjanie po sobie zostawili?

Znaleźliśmy dużo porzuconego sprzętu i broni. Oni nie odeszli, tylko uciekli. Miejscowi powiedzieli nam, że różnica między ucieczką okupantów a naszym wejściem wynosiła około pół godziny. Udało im się np. obejść wieś i zabrać ludziom różne rzeczy: pralki, kuchenki gazowe, lodówki. I położyli to wszystko wzdłuż drogi, najwyraźniej planując przejechać i wszystko zabrać. Ale nie mieli czasu, więc wszystko tak zostawili.

Czy to, co zostawili Rosjanie, nadaje się do użytku?

Różnie. Znaleźliśmy np. samochód, którym przewozili rannych. Wszystko śmierdziało, było całe we krwi, palec leżał na podłodze. Ale był także sprzęt, który został pozornie zniszczony, a nam udało się go naprawić i teraz możemy go spokojnie używać.

Czy brałeś jeńców podczas tej operacji?

Nie, nie musieliśmy. Chociaż w sąsiedniej wiosce wydarzyła się zabawna historia. Tam dzień po wyzwoleniu do sklepu przyszło sześciu Rosjan. Nie wiedzieli, że terytorium zostało już odzyskane przez Ukrainę. I zaczęli wypytywać ekspedientkę w sklepie, dlaczego odważyła się wywiesić ukraińską flagę. Potem wojsko przybyło tam i wzięło ich do niewoli.

onet.pl

poniedziałek, 5 grudnia 2022


Wojna rozpoczęła się od rosyjskich uderzeń lotniczych i rakietowych na cele o znaczeniu strategicznym, przede wszystkim chodziło o zniszczenie ukraińskiego potencjału w zakresie lotnictwa i obrony przeciwlotniczej, ale także centra podejmowania decyzji, zarówno wojskowych jak i politycznych oraz bazy i składy magazynowe. Równolegle w dużej skali użyto środków walki radioelektronicznej, po to aby „oślepić” i zdezorganizować ukraińską obronę. W pierwszej fazie, przez dwa tygodnie po 24 lutego, Moskale właściwie nie atakowali infrastruktury komunikacyjnej. Jak piszą Autorzy raportu, działanie rosyjskich sił zbrojnych było zgodne z ich doktryną wojenną, jednak zwracają oni uwagę na kilka „osobliwości”. Otóż o ile cele o charakterze wojskowym zostały przez Rosjan prawidłowo zidentyfikowane i zaatakowane, co nie oznacza, że zniszczone, to generalnie w pierwszych dniach nie przeprowadzano uderzeń z powietrza na ukraińskie związki taktyczne. Co więcej sposób ataków przy użyciu lotnictwa i sił rakietowych był szczególny – w pierwszy rzędzie uderzano na cele znajdujące się w głębi pozycji ukraińskich, a dopiero później, w drugiej i kolejnych fazach, koncentrowano ogień na celach bliżej linii styczności wojsk. Te dwie „osobliwości” spowodowały, że ukraińskie związki taktyczne wokół Kijowa były właściwie w pierwszych godzinach od rozpoczęcia wojny nie objęte rosyjskimi uderzeniami.

Ponieważ jednak elementy taktyczne były najbardziej mobilne – argumentują Autorzy raportu - to sekwencjonowanie (celów – MB) zmaksymalizowało czas dostępny na przemieszczenie elementów taktycznych.

Co więcej zawiodła u Rosjan aktualizacja celów i ocena skuteczności prowadzonego ognia. Cel trafiony uważano za zniszczony, co otwierało stronie ukraińskiej szerokie pole do stosowania decepcji (oszustw, zmylenia przeciwnika) a także wykorzystania elementu rozśrodkowania sił i tworzenia atrap, celów pozorowanych. Rosjanie nie byli w stanie, nawet mimo posiadania zaawansowanych, kosmicznych, systemów rozpoznania ocenić prawidłowo skali zniszczeń po stronie ukraińskiej, co w efekcie powodowało po ich stronie nadmierne zużycie posiadanych środków walki. Jednak w pierwszych godzinach wojny udało im się uzyskać kontrolę nad ukraińską przestrzenią powietrzną, doprowadzić do „oślepnięcia” w wyniku użycia systemów walki radioelektronicznej obrony powietrznej i zniszczyć znaczną część stacjonarnych systemów, czego nie można powiedzieć o mobilnych. Jak dowodzą Autorzy raportu ukraiński obrona powietrzna przestała działać jako spójny system, skuteczność przechwytywania rosyjskich rakiet wynosiła 12-18 proc. (w drugiej fazie wojny wzrosła do 40-60 proc.), co oznacza, że Moskale byli bliscy zdobycia pełnej kontroli nad ukraińską przestrzenią powietrzną, a właściwie, krótkookresowo, ją mieli. Całkowicie udało się im ją zlikwidować na południu, na Chersońszczyźnie i w okolicach Mikołajowa.

Równolegle Rosjanie przystąpili do niszczenia ukraińskiego systemu dowodzenia. Nie chodzi w tym wypadku wyłącznie o atakowanie sztabów i punktów dowodzenia, choć to też miało miejsce i użyci zostali w tym celu żołnierze rosyjskich jednostek specjalnych. Wszyscy wysocy rangą oficerowie ukraińscy otrzymali w czasie dwóch pierwszych dni wojny sms-y z wezwaniem do zaniechania oporu i zapewnieniami, że cele wojenne Rosji nie dotyczą państwa ukraińskiego a jedynie chodzi o ekipę Zełenskiego. Elementem tej zorganizowanej kampanii był również publiczny apel Putina sformułowany przez niego w drugim dniu wojny i adresowany do ukraińskiego korpusu dowódczego, aby wojskowi obalili ekipę Sługi Narodu i przystąpili do rokowań z Rosją. W tym obszarze Moskale również popełnili błąd, źle oceniając gotowość wyższego dowództwa sił zbrojnych Ukrainy do oporu. Liczyli na powtórzenie reakcji zaobserwowanych w 2014 roku na Krymie, ale ich rachuby okazały się błędne.

Krytyczną słabością rosyjskiej kampanii uderzeniowej była ocena wyrządzonych szkód – piszą Autorzy raportu, a pamiętajmy, że mowa jest o pierwszych 48 godzinach. - Po pierwsze, wydaje się, że rosyjska armia zakładała, że jeśli akcja została zlecona i przeprowadzona to oznacza to skuteczne rażenie celu, chyba że istniały bezpośrednie dowody przeciwne. Wydaje się, że potwierdzenie skuteczności uderzenia w nieproporcjonalnym stopniu opierało się na trzech rodzajach danych: potwierdzeniu od pilotów, że trafili w cel; potwierdzeniu z rosyjskich satelitów, że strona wykazała uszkodzenia; oraz potwierdzeniu z rozpoznania radioelektronicznego (SIGINT), że Ukraińcy zgłosili uderzenie i uszkodzenie sprzętu.

Te braki spowodowały, że w istocie rosyjskie siły zbrojne przeceniły skalę strat ukraińskich w pierwszej fazie wojny i nie doceniły zdolności do odzyskania koordynacji, łączności i w efekcie zdolności bojowej zdezorientowanych i izolowanych w pierwszych godzinach walk formacji ukraińskich. Niedocenienie przeciwnika i przecenienie zadanych mu strat spowodowało też, że dowództwo rosyjskie obrało bardziej ryzykowaną strategię działania, co miało się w kolejnych dniach boleśnie na Moskalach zemścić. Dążąc do złamania woli oporu, do zdezaktywowania (zniszczenia) centrum podejmowania decyzji (administracja Zełenskiego) Moskale rozpoczęli forsowny marsz na wszystkich głównych kierunkach operacyjnych, pozostawiając na swoich tyłach (np. kierunek na Sumy) znaczące siły ukraińskie. Przecenianie skali strat w sprzęcie po stronie ukraińskiej spowodowało też w ciągu pierwszych 72 godzin, że Rosjanie nie spodziewali się oporu w zakresie obrony przeciwlotniczej. W efekcie zachowane przez Ukraińców zdolności w tym zakresie w połączeniu ze sprawnym użyciem przez nich systemów przenośnych (MANPADS) zdezorientowało i zdezorganizowało rosyjskie operacje powietrzne i utrudniło wsparcie dla szybko przemieszczających się sił lądowych. Zła ocena stanu gotowości bojowej przeciwnika skłoniła Rosjan również do użycia w większym niż należało stopniu sił powietrzno-desantowych, które lekko uzbrojone nie nadają się do atakowania bronionych pozycji. To jest właśnie przypadek desantu na lotnisko Hostomel pod Kijowem, które próbowano zając w ataku dwóch fal śmigłowców (każda po 10 maszyn). Dwie maszyny zostały zniszczone przy użyciu systemów przenośnych, co poprawiło morale strony ukraińskiej, a wysadzony desant nie dysponując ciężkim sprzętem został w krótkim czasie zniszczony przez ukraińską artylerię.

Wyjaśnienia wymaga – piszą Autorzy raportu - postępowanie rosyjskich wojsk lądowych w pierwszych trzech dniach wojny, które znacznie odbiegało od przedwojennych oczekiwań, ich rozkazów i doktryny. Ze względów bezpieczeństwa operacyjnego (chęć uzyskania efektu zaskoczenia – przyp. MB) rozkazy zostały rozesłane do większości jednostek dopiero na 24 godziny przed inwazją. W rezultacie rosyjskim żołnierzom brakowało amunicji, paliwa, żywności, map, właściwie nawiązanej łączności i, co najważniejsze, jasnego zrozumienia na poziomie taktycznym, w jaki sposób ich działania wpisują się w ogólny plan.

W tym miejscu eksperci, którzy przygotowali raport formułują też bardzo ciekawą, choć kontrowersyjną tezę. Otóż ich zdaniem „konwencjonalny militarny element inwazji miał raczej służyć bardziej jako wspierająca demonstracja siły niż główny wysiłek, rosyjskim jednostkom nakazano przemieszczać się w kolumnach marszowych i ominąć jednostki ukraińskie. Wielu rosyjskich żołnierzy przybywało do miast bez załadowanej broni. W większości nie spodziewali się ciężkich walk”. Zawiodło też rozpoznanie, rosyjscy dowódcy na szczeblu taktycznym mieli nieaktualne mapy, nie wiedzieli gdzie się znajdują, nie znali przebiegu dróg i topografii terenu. Strona rosyjska, co zadziwiające, nie miała też rozpoznania w zakresie sieci hydrologicznej, co umożliwiło Ukraińcom zorganizowanie oporu, np. przez podniesienie poziomu wody w rzeczce Irpin o 70 cm w wyniku spuszczenia wody ze zbiornika na północ od Kijowa, która stała się w rezultacie trudną do pokonania przeszkodą.

W tym czasie, a mowa o decydujących pierwszych 72 godzinach wojny, dowództwo ukraińskie podjęło 3 decyzje, które okazały się kluczowe dla końcowego wyniku. Po pierwsze, znaczną część ukraińskich sił specjalnych z innych kierunków operacyjnych przerzucono na oś Homelską (prawy brzeg Dniepru). Po drugie udało się ogłosić i przeprowadzić mobilizację. Masowy odzew rezerwistów spowodował, że szybko nowe brygady zmechanizowane zaczęły docierać na linię frontu i stopniowo zmieniać korelację sił, która jednak nadal była zdecydowanie na korzyść Rosjan. Po trzecie zmobilizowani zostali przez dowodzącego obroną Kijowa generała Syrskiego kadeci i kadra szkół wojskowych, co pozwoliło szybko wystawić dodatkowe siły. 1 Brygada Pancerna ukraińskich sił zbrojnych działająca w okolicach Czernichowa, została „ominięta” przez siły rosyjskie i praktycznie otoczona, z pewnością była izolowana, ale nadal utrzymała zdolność bojową, co w kolejnych dniach miało zasadnicze znaczenie. Siły ukraińskie w Donbasie powstrzymywały Moskali, ale głównym celem tych ostatnich, na tej osi, było przede wszystkim wiązanie potencjału ukraińskiego, co się udawało. Na południu Ukrainy Rosjanie działali nie napotykając właściwie większego oporu z którym spotkali się dopiero na przedmieściach Mikołajowa, po tym jak stronie ukraińskiej udało się przegrupować i uporządkować linie obrony. W tej fazie wojny, dla rozwoju wydarzeń w kolejnych dniach, kluczowym okazało się niepowodzenie rosyjskich sił specjalnych, które próbowały wysadzić desant nieopodal Odessy przygotowując większą operację w tym zakresie i przede wszystkim rezultat bitwy o Kijów.

Oceniając generalną sytuację w 72 godziny od rozpoczęcia wojny Autorzy raportu piszą:

Z powyższego należy zauważyć, że Rosjanie osiągnęli zaskoczenie i udało im się doprowadzić do bardzo korzystnego stosunku sił na głównych osiach natarcia. W drugim dniu konfliktu w ukraińskich siłach zbrojnych panował niepokój co do możliwości powstrzymania natarcia z kierunku Homla (prawy brzeg Dniepru).

Aby zrozumieć dlaczego Rosjanie ostatecznie utknęli Autorzy raportu proponują poświęcić więcej uwagi „stanowi psychiki” najeźdźców na poziomie taktycznym, czyli w jednostkach liniowych. Byli oni pozbawieni orientacji w terenie, mieli ograniczoną łączność, systemy dowodzenia nie działały sprawnie a z każdą godziną tężał opór strony ukraińskiej i to w sytuacji kiedy tego oporu miało nie być. Nie tylko nie spodziewali się ciężkich walk, a ich kolumny marszowe zaczęły być coraz częściej skutecznie atakowane, ale również nie otrzymywali nowych rozkazów. Silnie scentralizowana kultura dowodzenia w rosyjskiej armii nie sprzyjała też inicjatywie dowódczej i powodowała zatrzymanie się kolumn w oczekiwaniu na dalsze instrukcje. Jak piszą:

Siły ukraińskie były omijane i często walczyły z kolumnami nieprzygotowanych wojsk rosyjskich. Nawet bez rozkazów od wyższego dowództwa oczywistym było, że bezpośrednie zadania dla tych jednostek na poziomie taktycznym są jasne i nie budzą wątpliwości.

Ukraińscy żołnierze wiedzieli, że mają niszczyć rosyjskie kolumny marszowe, a Rosjanie nie mieli niezbędnych rozkazów i w związku z tym często nie wiedzieli co robić. W efekcie inicjatywę na poziomie taktycznym przechwyciła strona ukraińska.

Trzeciego dnia od rozpoczęcia inwazji strona rosyjska zrozumiała, jak argumentują Autorzy raportu, że ich plany operacyjne nie są realizowane a cała kampania „idzie źle”. Ukraińska obrona przeciwlotnicza odzyskała po pierwszym szoku zdolność do działania, co spowodowało, że wsparcie rosyjskich sił lądowych z powietrza było niedostateczne, opór tężał, na tyłach szybko przemieszczających się kolumn pozostały znaczące siły ukraińskie, które utrzymały zdolność do działania. Nie udało się przechwycić lotniska Hostomel, które miało stać się głównym rosyjskim hubem logistycznym i miejscem z którego operujące siły rosyjskie miały przypuścić przesądzający wyniki wojny szturm na Kijów. Co więcej, ukraińskim jednostkom specjalnym udało się zneutralizować w całości zagrożenie ze strony rosyjskich grup dywersyjnych działających w Kijowie (wg. szacunków było to 3 tys. żołnierzy), który zadaniem było zdobycie budynków rządowych i unieszkodliwienie kierownictwa państwa.

Już szóstego dnia od rozpoczęcia inwazji, jak mówił w wywiadzie dla The Time, generał Załużny bitwa o Kijów była wygrana, choć zmuszenie Rosjan do wycofania się zajęło stronie ukraińskiej jeszcze kilka tygodni. Autorzy raportu, zanim skoncentrowali swoją uwagę na formułowaniu głównych wniosków, w tym tych które z przebiegu kampanii lądowej powinni wyciągnąć dowódcy państw NATO-wskich, napisali, że generał Aleksander Czajka, dowodzący rosyjskim Zgrupowaniem Wschód atakującym z kierunku Homla, kiedy odbudował swoją świadomość sytuacyjną (co stało się dopiero w marcu) stanął wobec dylematu. Albo próbować przebijać się przez umocnione już w tym czasie linie obrony strony ukraińskiej i zdobyć kontrolę nad liniami komunikacyjnymi na zachód od Kijowa, albo wycofać się nie ryzykując okrążenia. Nie był w stanie podciągnąć niezbędnego potencjału artyleryjskiego, a tym dysponowała strona ukraińska, nie był w stanie też uzyskać wsparcia z powietrza. Kijów nie został opanowany „od środka”, zaopatrzenie stawało się coraz trudniejsze, bo opór strony ukraińskiej rósł. Próbował realizować pierwszy scenariusz, ale w obliczu ciężkich strat i ryzyka okrążenia Moskalom pozostało tylko wycofanie się, po to aby uchronić choćby część potencjału wojsk zaangażowanych w atak na kierunku kijowskim. Bitwa o ukraińską stolice była przegrana.

wpolityce.pl

Rosja próbuje wykorzystać pragnienie Zachodu do negocjacji, aby stworzyć dynamikę, w której zachodni urzędnicy czują presję, by pójść na prewencyjne ustępstwa, aby zwabić Rosję do stołu negocjacyjnego. Prezydent Rosji Władimir Putin odbył 2 grudnia godzinną rozmowę telefoniczną z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem, w której Putin fałszywie stwierdził, że zachodnia pomoc finansowa i wojskowa dla Ukrainy stwarza sytuację, w której ukraiński rząd stanowczo odrzuca rozmowy między Moskwą a Kijowem i wzywa Scholza do ponownego rozważenia podejścia Niemiec do wydarzeń na Ukrainie. Scholz stwierdził, że wszelkie dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu na Ukrainie musi obejmować wycofanie wojsk rosyjskich z terytorium Ukrainy. Wezwanie Putin-Scholz korespondowało z uwerturą dyplomatyczną prezydenta USA Joe Bidena z 1 grudnia, w której Biden oświadczył, że jest gotów rozmawiać z Putinem, jeśli prezydent Rosji szuka sposobu na zakończenie wojny, chociaż Biden przyznał, że nie ma natychmiastowych planów, aby to zrobić.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odpowiedział na komentarze Bidena z 2 grudnia, stwierdzając, że Biden wydaje się domagać usunięcia wojsk rosyjskich z Ukrainy jako warunku wstępnego negocjacji i powiedział, że „specjalna operacja wojskowa” będzie kontynuowana. Pieskow dodał, że niechęć Ameryki do uznania nielegalnej aneksji terytoriów ukraińskich przez Rosję znacznie komplikuje poszukiwanie wspólnej płaszczyzny w ewentualnych negocjacjach.

Oświadczenia Putina i Pieskowa dotyczące negocjacji są następstwem wypowiedzi rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa z 1 grudnia w kontekście spotkania Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), powtarzającego dokładnie to samo żądanie, jakie Kreml skierował do USA i NATO przed inwazja 24 lutego. Ławrow powiedział, że rosyjscy urzędnicy będą gotowi do rozmów z zachodnimi urzędnikami, jeśli Zachód wykaże chęć przedyskutowania dokumentów zaproponowanych przez rosyjskich urzędników w grudniu 2021 r. Rosyjskie MSZ opublikowało 17 grudnia 2021 r. projekt swoich żądań „gwarancji bezpieczeństwa” USA i NATO, w których wezwano do obszernej listy ustępstw wobec NATO i zachodnich działań wojskowych w Europie, w tym, jak zauważył wówczas ISW, „moratorium na rozszerzenie NATO, cofnięcie Deklaracji szczytu NATO w Bukareszcie z 2008 r., zgodnie z którą Ukraina i Gruzja mogą zostać członkami NATO, moratorium na zakładanie baz wojskowych na terytorium byłych państw radzieckich i obecnych państw nienależących do NATO, nierozmieszczanie broni uderzeniowej w pobliżu Rosji i wycofanie NATO do pozycji z 1997 r., kiedy podpisano akt założycielski Rosja-NATO”. Na tej podstawie,  odmowy negocjacji ze strony USA i NATO, uruchomiono wojskowe środki techniczne, „specjalną operację wojskową”, która rozpoczęła się tydzień później.

ISW oceniło wcześniej, że retoryka Władimira Putina wskazuje, że nie jest on zainteresowany poważnymi negocjacjami z Ukrainą i zachowuje maksymalistyczne cele wojny. Jest prawdopodobne, że Putin, Ławrow i Pieskow złożyli te oświadczenia dotyczące negocjacji, aby stworzyć wrażenie wśród zachodnich urzędników, że Rosję należy zwabić do negocjacji. Kreml prawdopodobnie zamierza stworzyć dynamikę, w której zachodni oficjele będą oferować Rosji prewencyjne ustępstwa w nadziei, że przekonają Rosję do rozpoczęcia negocjacji bez wymagania w zamian znacznych wstępnych ustępstw od Rosji. Wypowiedzi Putina, Ławrowa i Pieskowa podkreślają, jakie mogą być niektóre z tych pożądanych prewencyjnych ustępstw: zmniejszona pomoc finansowa i wojskowa Zachodu dla Ukrainy, uznanie nielegalnej aneksji terytorium Ukrainy przez Rosję oraz ograniczenie działań wojskowych NATO i Zachodu w Europie. Kreml nieprecyzyjnie wypowiada się też na temat negocjacji, prawdopodobnie po to, by przekonać zachodnich urzędników do rozpoczęcia negocjacji bez jasnego określenia, czy negocjacje zmierzają do zawieszenia broni, procesu pokojowego, czy ostatecznego porozumienia pokojowego.

Rosja skorzystałaby na tymczasowym porozumieniu z Ukrainą i krajami zachodnimi, które stworzy przerwę w działaniach wojennych, co pozwoli Rosji wzmocnić rosyjskie siły zbrojne do przyszłych operacji wojskowych w dążeniu do maksymalizacji celów na Ukrainie. Putin nie okazał jednak zainteresowania takim zawieszeniem broni, a Kreml nadal wysuwa żądania, które są równoznaczne z pełną kapitulacją Zachodu, co sugeruje, że Putin nadal koncentruje się na dążeniu do zwycięstwa militarnego.

Zachodni przywódcy odrzucili starania Kremla i potwierdzili swoje poparcie dla Ukrainy. Biden i prezydent Francji Emmanuel Macron na wspólnej konferencji prasowej 1 grudnia potwierdzili swoje zaangażowanie we wspieranie Ukrainy w jej wojnie z Rosją. Wspólny pokaz poparcia Bidena i Macrona dla Ukrainy i naleganie Scholza na całkowite wycofanie rosyjskich sił z Ukrainy wskazują, że Francja, Niemcy i USA nie są w tej chwili gotowe do zaoferowania Rosji znaczących prewencyjnych ustępstw. Biden dodał, że „pomysł, że Putin kiedykolwiek pokona Ukrainę, jest nie do pojęcia”.

Rosja może próbować wykorzystać swoją skoordynowaną kampanię uderzeń rakietowych na ukraińską infrastrukturę i związaną z tym sytuację humanitarną na Ukrainie, aby zwiększyć presję na zachodnich urzędników, aby zaoferowali prewencyjne ustępstwa. Putin fałszywie stwierdził w rozmowie telefonicznej z Scholzem, że Rosji nie pozostało nic innego, jak przeprowadzać ataki rakietowe na cele na terytorium Ukrainy. Rosja może polegać na spowodowaniu nadmiernego cierpienia ludzkiego, być może w celu wygenerowania kolejnej fali uchodźców, aby wywrzeć presję na zachodnich urzędników, aby zaoferowali prewencyjne ustępstwa, ponieważ rosyjskie wojsko nie było w stanie osiągnąć strategicznego sukcesu.

understandingwar.org

niedziela, 4 grudnia 2022


Zacznijmy od pierwszej i fundamentalnej konkluzji raportu. Rosjanie mogli tę wojnę wygrać tak jak planowali, czyli w ciągu 10 dni rozbijając ukraińskie siły zbrojne, czyniąc je niezdolnymi do prowadzenia zorganizowanego oporu i jednocześnie obezwładnić centrum polityczne państwa. W efekcie po 4 miesiącach od dnia agresji Rosjanie byliby w stanie, o czym świadczą ich dokumenty sztabowe, tak jak planowali, połknąć Ukrainę, kontrolować ją politycznie lub nawet włączyć w skład odnowionego ruskiego miru, jakiejś formy nowego ZSRR. Z naszej perspektywy oznaczałoby to, że już w czerwcu znaleźlibyśmy się w nowej sytuacji geostrategicznej. Graniczylibyśmy z Rosjanami nie tylko w enklawie kaliningradzkiej, ale również na Białorusi i Ukrainie, a na dodatek Moskale mieliby 300 tysięczną armię na naszych granicach (nie licząc sił białoruskich) uskrzydloną odniesionym zwycięstwem. Ten scenariusz był całkowicie realnym przede wszystkim z tego powodu, że Ukraińcy uważali, że główny ciężar rosyjskiej agresji i główna oś uderzenia będzie znajdowała się w Donbasie. Tam dyslokowali gros swoich regularnych sił operacyjnych – „ponieważ główną osią miał być Donbas, w rejonie JFO (połączonej operacji sił zbrojnych – MB) utrzymywano ponad 10 brygad bojowych, stanowiących około połowy sił manewrowych ukraińskiej armii” – piszą Autorzy raportu. Inne kierunki, takie jak m.in. na Chersońszczyźnie czy z okolic białoruskiego Homla, skąd ostatecznie przyszedł najpoważniejszy rosyjski atak uważano za mniej prawdopodobne, co powodowało, że desygnowano tam znacznie mniejsze siły.

Nie było większych formacji wysuniętych do przodu na osi homelskiej – piszą Autorzy - Nie było też żadnych większych jednostek zaangażowanych w obronę podejścia z Krymu, mimo że było to określone w planie obrony narodowej. Przyczyny tego są obecnie przedmiotem dochodzenia. Powstawały oddziały Obrony Terytorialnej, ale, miały tylko lekką broń i nie były jeszcze w pełni zintegrowane z dowództwem wojskowym.

Strona ukraińska przygotowywała się do intensywnej wojny w Donbasie, która miała trwać około 6 tygodni. To na potrzeby starcia takiego rodzaju gromadzono amunicję artyleryjską, która miała wystarczyć na potrzeby intensywnego, ale krótkotrwałego konfliktu. Osobną kwestią jest to, że w wyniku rosyjskiej dywersji po 2015 roku Ukraina straciła w eksplozjach na składach amunicji 210 tys. ton pocisków różnego kalibru (Dla porównania w ciągu 5 lat wojny w Donbasie strona ukraińska zużyła ok. 70 tys. ton amunicji artyleryjskiej). Rosjanom udało się, co podkreślają analitycy, osiągnąć zaskoczenie strategiczne, bo na głównym kierunku uderzenia mieli przewagę, szacowaną przez Autorów raportu, na poziomie 12 do 1. Dlaczego pierwsze uderzenie rosyjskie nie było obezwładniającym? Przede wszystkim z tego względu, że ukraińscy wojskowi jako jedno z podstawowych zagrożeń już na długo przed 24 lutego uważali rosyjskie ataki rakietowe i lotnicze za podstawowe zagrożenia. Mając ograniczone możliwości w zakresie obrony przeciwlotniczej, dużą wagę przywiązywali w związku z tym do rozproszenia, zarówno swego potencjału lotniczego, jak i zasobów magazynowych, tak aby nie można ich było niszczyć pojedynczym obezwładniającym uderzeniem. Rosjanie dążąc do uzyskania efektu zaskoczenia musieli też utrzymać tajemnicę, której podlegali nawet dowódcy wyższych szczebli, co do celów operacyjnych wykonywanych zadań. W efekcie siły nacierające z Białorusi, zdaniem autorów raportu, były słabo wprowadzone w zadania które miały realizować, dowódcy na szczeblu taktycznym nie zdążyli zapoznać się z topograficznymi warunkami w których mieli walczyć, na co nałożyły się braki w wyszkoleniu, scentralizowana kultura dowodzenia i problemy z komunikacją i koordynacją po rosyjskiej stronie. To wszystko osłabiło efekt zaskoczenia, który jednak Rosjanie osiągnęli. Strona ukraińska miała inne atuty. Po pierwsze doświadczenia wojny w Donbasie utwierdziły dowództwo, że artyleria jest i będzie jednym z czynników kluczowych w przyszłej wojnie. W konsekwencji Ukraina sporo inwestowała w modernizację swoich systemów artyleryjskich, a nawet rozbudowała zdolności czołgów T-64 tak, aby mogły one być używane w charakterze mobilnych baterii. Jeśli chodzi o siły pancerne, to Ukraina w dniu wybuchu wojny miała do dyspozycji ok. 900 czołgów, podczas gdy Rosjanie 2 800, do których należy dodać około 400 maszyn, które mieli separatyści z Donbasu.

Różnica w liczbie systemów artylerii rosyjskiej i ukraińskiej nie była tak znacząca na początku konfliktu – dowodzą Autorzy. - 2433 systemy artylerii lufowej przeciwko 1176 i 3547 MLRS przeciwko 1680.

Strona ukraińska z pewnością miała lepiej wyszkolonych artylerzystów, bo w okresie po 2015 roku, na to położono największy nacisk. Mając świadomość nierównowagi z Rosją ukraińscy wojskowi wiedzieli, że muszą działać szybciej, mieć lepszą świadomość sytuacyjną, krócej namierzać cele i szybciej zmieniać swą lokalizacje aby uniknąć ognia kontrbateryjnego. Na to kładziono nacisk w szkoleniu i to się w dużej mierze udało, dlatego amerykańscy wojskowi byli potem zdziwieni jak szybko Ukraińcom udaje się opanować obsługę nowych systemów, zarówno przenośnych jak i bardziej skomplikowanych i zaawansowanych HIMARS-ów. Strona ukraińska dysponowała jeszcze jednym atutem, który paradoksalnie, był wynikiem braku środków. Otóż ograniczenia budżetowe powodowały, że Kijów nie był w stanie po 2015 roku utrzymywać dużych stałych sił w Donbasie. W efekcie rotacja kadrowa w jednostkach liniowych była duża, a to przełożyło się na to, że Ukraina posiadała znaczącą, dobrze wyszkoloną i silnie zmotywowaną rezerwę, którą można było zmobilizować. Rosjanie uważali, że to się nie uda, i w tym względzie popełnili fundamentalny błąd niedocenienia zdolności przeciwnika. Kolejnym atutem, jak się później okazało, strony ukraińskiej było zakorzenione przekonanie dowództwa, iż jednym z najpoważniejszych zagrożeń, czemu trudno będzie zaradzić w związku z brakami sprzętowymi, jest zdolność Rosjan do rażenia celów z dużych odległości, przy zastosowaniu systemów rakietowych. To właśnie z tego powodu duży nacisk tradycyjnie kładziono na rozśrodkowanie sił i środków po stronie ukraińskiej, przygotowanie procedur w tym zakresie, zapasowych stanowisk, magazynów i lotnisk, które na tydzień przed godziną W, zostały uruchomione. Na 7 godzin przed wybuchem wojny, kiedy stało się jasne, że jednym z głównych kierunków rosyjskiego ataku będzie oś z okolic Homla na Kijów, po prawej stronie Dniepru, siły zbrojne Ukrainy podjęły próbę przesunięcia na ten kierunek najbardziej mobilnych jednostek rezerwowych.

W rezultacie – argumentują Autorzy raportu - wiele jednostek ukraińskich nie znajdowało się na wyznaczonych pozycjach obronnych, gdy rozpoczęła się inwazja, zwłaszcza na osiach północnych nie znajdowało się na przygotowanych pozycjach. Przesunięcia z południowej osi w kierunku Kijowa również powodowało, że mniejsza liczba żołnierzy przeznaczona została do utrzymania wybrzeża. Ukraińskie jednostki w trakcie przemieszczania się weszły w kontakt ogniowy, bój spotkaniowy, z wrogiem. Punktem krytycznym jest tutaj to, że wojna zaczęła się od przejęcia przez rosyjskie siły zbrojne inicjatywy na poziomie operacyjnym, ale jej jednostki taktyczne były zaskoczone tym, jakiego rodzaju rozkazy mieli wykonać. Siły zbrojne Ukrainy zostały zaskoczone na poziomie operacyjnym, ale jednostki taktyczne psychicznie i praktycznie przygotowywały się do tej walki przez osiem lat. Interakcja między tymi zmiennymi okazała się decydującą o  wyniku pierwszych 72 godzin walk.

Innymi słowy Rosjanie postawili na efekt zaskoczenia, decepcje operacyjną, nawet za cenę niepełnej świadomości realizowanych zadań na poziomie taktycznym. To okazało się w ostatecznym rachunku błędem, ale trzeba postawić pytanie dlaczego zdecydowali się oni na tak ryzykowną ścieżkę postępowania. Otóż, jak argumentują Autorzy raportu, przeważyły o tym badania, przeprowadzane regularnie przez rosyjski wywiad, ukraińskiej opinii publicznej. Ich wyniki utwierdziły tych którzy decydowali w Rosji o kształcie kampanii, iż społeczeństwo ukraińskie jest w dużej mierze zatomizowane, zniechęcone panującą biedą, apatyczne i niezdolne do wspólnego działania, a przy tym obóz Zełenskiego traci w przyspieszonym tempie poparcie. Uznano, w związku z tym, że system odpornościowy państwa jest słaby, elity niezdolne do narzucenia społeczeństwu woli oporu, co ułatwi zadanie najeźdźcom. Szybkie, krótkie uderzenia miały obezwładnić ukraińskie „centrum podejmowania decyzji”, utrudnić a nawet uniemożliwić koordynacje działań i wywołać kaskadowe załamanie się systemu obrony. Nie atakowano infrastruktury krytycznej, bo w Moskwie uznano, że będzie ona niezbędna aby Rosjanie przy ograniczonych siłach byli w stanie uzyskać kontrolę nad całym krajem, nie uderzano też w cele cywilne, uważano bowiem, iż generalnie społeczeństwo ukraińskie jest przyjaźnie nastrojone wobec Rosji i zmasowane ataki powodowałyby przyspieszoną ewolucję postawy tego rodzaju. To był oczywisty błąd oceny sytuacji, ale rozwój wydarzeń na południu kraju, gdzie w ciągu 12 godzin Rosjanie opanowali przeprawy na Dnieprze pokonując ponad 150 km, pokazał, iż tego rodzaju rachunki nie były pozbawione racjonalności. Przez pierwsze 6 dni wydawało się, że Moskale wygrają wojnę i opanują Ukrainę. Jednak tak się nie stało. Z jakiego powodu? 

wpolityce.pl

Niektóre pozycje ukraińskie są atakowane 7-8 razy na dzień. Żołnierz Batalionu „Swoboda" Gwardii Narodowej Jewhenij Oropaj, w wywiadzie dla Radia NW opisał w jakich warunkach walczą jego towarzysze broni:

Tutaj rzeczywiście jest gorąco, jest wiele szturmów, dużo artylerii, moździerzy i lotnictwa. Nasz wróg na żadnych innych kierunkach, na innych pozycjach, nie szturmował tak zaciekle jak tutaj. To naprawdę trudne [walka na odcinku bachmuckim]. Chłopcy nie zważając jednak na to jak paskudna jest pogoda, wielu chłopaków choruje, nie są po prostu 300-ni [sowiecki termin, którym określało się rannych, do dziś stosowany w SZ FR i SZU], wielu ma gorączkę, siedzą w chłodnych okopach i czekają na uderzenie przeciwnika. Mogę stwierdzić, że z czymś takim jeszcze się nie zetknęliśmy. Ściągnięto tu dużo wojska. Pozycje są zasypane trupami orków [tj. żołnierzy rosyjskich], którzy szturmują dzień za dniem. Bywają sytuacje, gdy pod pozycjami leży 70 do 100 zwłok orków, kolejni podchodzą [do linii ukraińskich] i próbują okopać się pod tymi trupami.

Istotnym wyzwaniem dla obu walczących stron jest również zaopatrzenie oraz przygotowanie do zimy. Jeśli wierzyć słowom Oropaja, jego formacja jest w 90% wyekwipowana, mają dostęp do ciepłej żywności oraz tzw. burżujek, czyli piecyków. Nie był on jednak w stanie potwierdzić czy inne oddziały ukraińskie również znajdują się w tak komfortowej sytuacji. Podkreślił, że słyszał o brakach w ekwipunku w niektórych oddziałach SZU.

(...)

Jak wspomniałem wyżej, Ukraińcy zdobyli niedawno pod Bachmutem tablet należący do jednego z dowódców wagnerowców, którzy są ich głównym, a przynajmniej najgroźniejszym, przeciwnikiem na tym odcinku frontu. Najemnicy dzielą się na dwie kategorie:

I. Kadry – to najbardziej doświadczona część wagnerowców. Są dowódcami oddziałów, sztabowcami, zwiadowcami, logistykami, operatorami artylerii oraz uzbrojenia specjalistycznego. Często są to najemnicy o dość długim „stażu", niektórzy mogli również brać udział w walkach na innych kontynentach (np. w Afryce czy na Bliskim Wschodzie). Dowództwo Grupy Wagnera stara się ich oszczędzać i nie ryzykować nadmiernie ich utratę. Podczas walk pod Bachmutem są rzadko angażowani w bezpośrednie walki czy wysyłani na szczególnie niebezpieczne pozycje. Są świetnie wyposażeni i zmotywowani.

II. „Mięso armatnie" – w skład tej kategorii wchodzą obecnie głównie osoby, które zostały zwerbowane w koloniach karnych (czyli rosyjskich więzieniach). Choć patron finansowy wagnerowców (zarazem ich nieformalny, ale faktyczny dowódca) Jewhenij Prigożyn swego czasu chciał znaleźć w ten sposób głównie rekruta mającego już doświadczenie służby wojskowej oraz zdolnego do mordowania (stąd na jednym z filmów wprost zachęcał morderców by się zgłaszali), ale wydaje się, że w wyniku strat werbowani są mężczyźni o zróżnicowanym doświadczeniu oraz walorach bojowych. Łącznie szeregi Grupy miały zostać wzmocnione w ten sposób o ok. 23 tysiące skazańców, z których jednak dość duży ułamek już zginął. Wydaje się, że obecnie w tej kategorii znajduje się już niewielu ochotników-awanturników spoza kolonii karnych. „Mięso" przechodzić ma 3-tygodniowy okres szkolenia, po czym jest rzucane na front i traktowane niejednokrotnie jako „materiał jednorazowego użytku". Są przeważnie wyposażeni gorzej od kadr, ale lepiej niż tzw. mobiki, czyli poborowi do SZ FR. Morale jest jednak mocno zróżnicowane. Część byłych „zeków" nie ma wielkiej woli do walki, niektórzy (gdy istnieje taka możliwość) poddają się Ukraińcom i składają obszerne relacje przesłuchującym ich przeciwnikom. Wśród „mięsa" dochodzi również do przypadków odmowy wykonania rozkazu, które mają jakoby kończyć się zgładzeniem bojowników, którzy okazali niesubordynację.

Na podstawie zawartości zdobycznego tabletu ustalono, że gdy najemnicy przystępują do wykonania zadania to formują oddziały o różnej liczebności: od 8 do 12 lub od 30 do 50 bojowników. Liczebność jest zależna od celu postawionego przed taką grupą, jej uzbrojenia oraz tego czy składa się z kadr czy „mięsa armatniego". Oddziały liczące 30-50 „muzykantów" są rzecz jasna złożone z najemników tej drugiej kategorii. Grupy mniejsze czasem złożone są z cennych specjalistów, którzy mają obsługiwać np. broń wsparcia.

(...)

Z uwagi na krótki okres szkolenia „mięsa armatniego" oraz dość mały odsetek doświadczonej kadry dowództwo Grupy Wagnera opracowuje bardzo szczegółowo plany swych działań zaczepnych. Dane znajdujące się w zdobycznym tablecie wskazują na to, że nie daje ono dowódcom polowym oraz ich podwładnym swobody działania. Z góry ustalone są pozycje wyjściowe pojedynczych „muzykantów", a nawet trasa ich ataku.

Dlaczego? Zapewne wynika to właśnie z krótkiego przeszkolenia zwerbowanych kryminalistów. Nie wymaga się od nich dużej samodzielności i inicjatywy (poza zabijaniem wroga rzecz jasna). Dowódcy oddziałów szturmowych obserwują ruch swoich podwładnych z dronów komercyjnych, czasem wydając rozkazy „oficerom" będącym na polu walki. Treść rozkazów jest przy tym bardzo lakoniczna.

Jeżeli chodzi o wspomnianą wyżej organizację oddziałów to te liczące 30-50 najemników są przeznaczone głównie do rozpoznania bojem, szturmów oraz kontrataków. Oddziały o mniejszej liczebności również mogą pełnić rolę jednostek szturmowych, ale wydaje się, że częściej są przeznaczane do działań pomocniczych względem formacji o większej liczbie „bagnetów". Jeżeli oddziały liczące 8-12 bojowników są złożone ze specjalistów, to prędzej ich zadaniem będzie np. obsługa broni wsparcia (m.in. moździerze i granatniki automatyczne).

Dowództwo nie liczy się zbytnio ze stratami, zwłaszcza wśród tzw. „mięsa armatniego". Wycofać się samodzielnie mogą jedynie ranni lub bojownicy, którzy otrzymali taki rozkaz od dowódcy. Nawet w przypadku fatalnego obrotu spraw na polu walki, odwrót bez zgody „z góry" jest uznawany za zdradę, a wycofujący się wagnerowcy są rozstrzeliwani (choć nie tak spektakularnie jak widzieliśmy to w przypadku Armii Czerwonej w filmie „Wróg u bram" – swoją drogą, wspomniana scena nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością). Odwrót całego oddziału w przypadku fiaska ataku niejednokrotnie w ogóle nie jest brany pod uwagę. Dlatego najemnicy ponoszą bardzo duże straty nieodwracalne w walkach w rejonie Bachmutu.

(...)

Niektóre ataki wagnerowców kończą się sukcesem. Główne powody zdaniem Jurija Butusowa, ukraińskiego dziennikarza, korespondenta wojennego i redaktora portalu censor.net, są następujące:

a) wykorzystanie nierównego terenu oraz warunków pogodowych by podejść jak najbliżej pozycji ukraińskich;

b) aktywne wykorzystywanie dronów rozpoznawczych do obserwowanie działań podwładnych jak i stanowisk przeciwnika;

c) nie liczenie się ze stratami (przedpole oraz stanowiska Ukraińców są „zasypywane" najemnikami);

d) straty ponosi głównie „mięso armatnie", a doświadczone kadry w znacznie mniejszym stopniu, co nie wpływa znacząco na wartość bojową jednostek;

e) ostrzał pozycji ukraińskich jest bardziej intensywny po nieudanym ataku niż przed nim (Rosjanie mogą wtedy ustalić dokładnie, gdzie obecnie znajdują się stanowiska przeciwnika);

f) skuteczne okazują się takie ostrzały nawet z wykorzystaniem granatników automatycznych i moździerzy 82 mm;

g) kolejne ataki z tego samego dnia są przeprowadzane następnie na te pozycje Ukraińców, które zostaną uznane za najsłabsze;

h) obliczanie sił na zamiary, dowództwo Grupy Wagnera nie stawia swoim podwładnym zbyt ambitnych zadań.

(...)

defence24.pl