niedziela, 4 grudnia 2022


Daria Al Shehabi, dziennik.pl: Wydaje się, że innym możliwym następcą, różniącym się nieco od skrajnie radykalnego Patruszewa, jest Dmitrij Miedwiediew lub ktoś jego pokroju, kto pełniłby rolę marionetki. Czy wykorzystanie znanego na zachodzie Miedwiediewa do załagodzenia konfliktu z NATO jest realne?

Jurij Felsztinski: Cóż, z pewnością nie będzie to Miedwiediew. Miedwiediew jest personalną marionetką Putina, mają zażyłe osobiste relacje. Miedwiediew jest teraz wykorzystywany do straszenia Zachodu. Wygaduje jakieś absolutnie koszmarne rzeczy.

Większość tych gróźb jest wymierzona w Polskę. Czy są w jakikolwiek sposób wiarygodne?

Miedwiediew jest tylko narzędziem do testowania, czy blef lub szantaż działają. Dlatego częściej niż od kogokolwiek innego słyszymy od Miedwiediewa o możliwości użycia broni jądrowej. Władza używa go do sprawdzania reakcji świata. Ale poza tym Miedwiediew jest nikim, sam nic nie znaczy. W pewnym momencie został prezydentem - to prawda, ale tylko dlatego, że Putin chciał zastąpić siebie kimś, kto z całą pewnością po czterech latach odda mu władzę. W ogóle nie traktowałbym go jako postaci, która może go zastąpić.

Powinniśmy się spodziewać, że zobaczymy kogoś z FSB lub osobę, poprzez którą FSB będzie kontrolować sytuację. Nie sądzę, by służby chciały oddać władzę, bo tworzą potężny aparat, istniejący od ponad 100 lat. To jedyna struktura, która przetrwała upadek Związku Radzieckiego. Mamy więc do czynienia z bardzo niebezpiecznymi, wysoko postawionymi ludźmi. Jako instytucja wiedzą, co robią i starają się utrzymać sytuację pod kontrolą. Czy w pewnym momencie utną Putinowi głowę? Jeśli będą uważać, że to może zmienić sytuację na lepsze, to tak, na pewno to zrobią. Myślę, że Putin zdaje sobie z tego sprawę i się tego boi. Po odzyskaniu Chersonia przez Ukraińców, po tym jak Rosja traciła kontrolę na froncie, po całkowitym fiasku mobilizacji, pozycja Putina jest o wiele słabsza. Niestety nie znaczy to wcale, że dla nas i świata stała się ona lepsza.

W ostatnim czasie pojawiły się dwie nowe twarze, które zdobyły względy Putina. Jedną z nich jest Ramzan Kadyrow, a drugą - jak pan wspomniał - Jewgienij Prigożyn.

Obaj oni istnieją tylko tak długo, jak długo Putin jest formalnie prezydentem Rosji. Kadyrow, oczywiście, jest potrzebny, bo dzięki niemu Kreml może kontrolować Republikę Czeczeńską. Jeśli by zniknął, Republika Czeczeńska ogłosiłaby niepodległość. A wraz z nią prawdopodobnie jeszcze dwie republiki. Mam na myśli Dagestan i Inguszetię. Tak więc Kadyrow jest potrzebny i stosunkowo ważny. Nawet jeśli Putin straci władzę, to jest szansa, że Kadyrow przetrwa. W momencie, gdy Kadyrow odejdzie, Kreml będzie miał problem z Czeczenią.

Z Prigożynem to zupełnie inna historia. To człowiek, który pojawił się znikąd, który jest bardzo niekonwencjonalny. Moim zdaniem będzie pierwszą osobą, która tuż po odejściu Putina będzie martwa. Myślę, że w strukturach takich jak ministerstwo obrony, jak GRU (Główny Zarząd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej – PAP), jak FSB, jest bardzo dużo ludzi, którzy naprawdę go nienawidzą. Sposób, w jaki się zachowuje, rujnuje dużą część planów instytucji, które tradycyjnie działają w określonych ramach. A on jest facetem, który próbuje sam decydować o tym, co mu wolno, a czego nie wolno. Nikt go nie wybrał, nie wiadomo skąd się wziął. Przyszedł z zewnątrz i myślę, że bardzo szybko zniknie.

Twierdzi, że jest założycielem i dowódcą Grupy Wagnera.

To prawda. Niemniej jednak jest to prywatna armia stworzona za zgodą Putina, przy finansowym wsparciu państwa. Wydaje się, że to oczywiste, choć wagnerowców powszechnie uważa się za jednostkę prywatną. Jestem przekonany, że ani resort obrony, ani FSB nie są zadowolone z tego, że ktoś z nimi niezwiązany ma zdolną do działania militarnego armię najemników. Myślę, że wiele osób to zwyczajnie irytuje.

Jeśli jedna tych z osób miałaby zastąpić Władimira Putina, która opcja byłaby najbezpieczniejsza, a która najbardziej przerażająca?

Z pewnością nie będzie to ani Miedwiediew, ani Prigożyn. Być może będzie to ktoś z FSB, np. Patruszew. Nie można też całkowicie wykluczyć, że będzie to ktoś spoza FSB, czyli jedna z osób, które były częścią aparatu władzy w ciągu dwudziestu lat rządów Putina. Jednak czy w czasie wojny podjęta zostanie próba zastąpienia go urzędnikiem państwowym? To wątpliwe, ponieważ nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek planował przerwanie inwazji.

Przede wszystkim stało się jasne, że cele operacji rosyjskiej nie uległy zmianie. Oczywiście pierwotnie nie zakładano, że wojna będzie trwała ponad dziewięć miesięcy. To z całą pewnością nie było planowane. Początkowo planowano szybkie przejęcie kontroli na Ukrainie, dotarcie do Mołdawii, a następnie przeniesienie inwazji na państwa bałtyckie. W takim scenariuszu siły konwencjonalne NATO nie byłyby gotowe do walki, ponieważ nie stacjonowały w Europie. Oczywiście nie mogłyby też użyć broni jądrowej, bo doszłoby do wojny nuklearnej na pełną skalę. Tak wyglądała pierwotna koncepcja Kremla i niestety jasne jest, że cele polityczne się nie zmieniły. Nadal są takie same, dlatego nie ma podstaw do negocjacji z Putinem - nadal chce władać wszystkimi terytoriami, które planował przejąć, kiedy rozpętał wojnę.

Ostatnio prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że otrzymał sygnały o gotowości Putina do negocjacji.

Tak jest. Pytanie brzmi tylko, na jakich warunkach? A warunki, które stawia Putin, są bardzo proste. Czy jest gotów przerwać wojnę? Tak, może zrobić to nawet jutro. Pojawia się jednak pytanie, czego chce w zamian. A chce wszystkiego. To jest jedyny warunek, który do tej pory wymienił. Prawda jest taka, że nie da się negocjować z osobą, która w zamian chce zabrać ci wszystko. Dlatego uważam, że ta wojna, nieszczęśliwie dla nas wszystkich, nie zakończy się negocjacjami.

dziennik.pl

sobota, 3 grudnia 2022


Wojska rosyjskie opanowały środkowy odcinek obrony ukraińskiej na zachód od drogi i linii kolejowej Bachmut–Gorłówka oraz zbliżyły się od północnego i południowego wschodu do Siewierska. Bez powodzenia Rosjanie mieli nacierać na południe i wschód od Bachmutu, na zachód od Gorłówki oraz na północ od Awdijiwki. W łuku na zachód od Doniecka siły agresora miały osiągnąć Marjinkę, na której obrzeżach toczą się walki. Obie strony bez powodzenia atakują na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego. W rejonie Kreminnej wojska ukraińskie poszerzyły pas natarcia, dzięki czemu zbliżyły się do miasta od północy. Rosjanie mają się przegrupowywać i umacniać w okupowanej części obwodów chersońskiego i zaporoskiego.

Celami ataków rakietowych najeźdźcy były Dniepr, Mikołajów oraz Zaporoże wraz z jego okolicami. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowały uderzenia na pozycje i zaplecze sił obrońców wzdłuż linii styczności oraz w obszarach przygranicznych. Pod permanentnym ostrzałem znajdują się Chersoń i Nikopol wraz z okolicznymi miejscowościami. Według Sztabu Generalnego Ukrainy Rosjanie znacząco zwiększyli aktywność lotnictwa. W rezultacie ostrzału ukraińskiego miał zostać uszkodzony most kolejowy pomiędzy Melitopolem a Tokmakiem w obwodzie zaporoskim. Melitopol był też po raz kolejny miejscem ukraińskiej dywersji. Prawdopodobnie w jej rezultacie doszło także do pożaru składu paliwa w obwodzie briańskim.

Brytyjski resort obrony przedstawił informację o zmianie taktyki rosyjskiej. Batalionowe grupy taktyczne (BGT), formowane z myślą o działaniach manewrowych, okazały się nieadekwatne do warunków wojny pozycyjnej, a ich główną wadą miała być niedostateczna liczba piechoty. Z kolei decentralizacja artylerii i jej podział pomiędzy poszczególne BGT nie pozwalały Rosjanom w pełni wykorzystać przewagi, jaką dysponuje ona nad armią przeciwnika w sile ognia. Według źródeł ukraińskich Rosjanie odchodzą również od wykorzystania kompanijnych grup taktycznych, w ramach których ataki po uprzednim przygotowaniu artyleryjskim podejmowano siłami 100–150 żołnierzy przy znaczącym wsparciu ciężkich wozów bojowych. Obecnie do natarcia wykorzystywane są grupy na szczeblu plutonu, które liczą 30–40 żołnierzy.

Słowacja poinformowała o przekazaniu Ukrainie 30 bojowych wozów piechoty BMP-1, za które ma otrzymać uzbrojenie z Niemiec. Z Francji dotarła na Ukrainę wieloprowadnicowa wyrzutnia pocisków rakietowych LRU, będąca francuską wersją amerykańskiej M270. Niemcy przekazały m.in. trzy mosty czołgowe Biber, osiem dronów nawodnych i części zapasowe do śmigłowców Mi-24. Berlin zapowiedział także wyremontowanie i dostarczenie Ukrainie wiosną 2023 r. kolejnych siedmiu samobieżnych dział przeciwlotniczych Gepard, które wcześniej przeznaczono do utylizacji. Niemiecki resort obrony zakontraktował ponadto 14 bezzałogowych pojazdów naziemnych (UGV) THeMIS służących do transportu i rozpoznania, które mają dotrzeć na Ukrainę w drugim kwartale przyszłego roku. Kontrakt na dostawę dla armii ukraińskiej sześciu wyrzutni systemu obrony powietrznej NASAMS z terminem realizacji w listopadzie 2025 r. podpisał z kolei Departament Obrony USA. Waszyngton ma obecnie negocjować wcześniejsze dostarczenie Ukrainie systemów NASAMS użytkowanych przez kraje Zatoki Perskiej.

Rzecznik ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych pułkownik Jurij Ihnat ponowił prośby o wsparcie w zakresie wyposażenia obrony powietrznej i zaznaczył przy tej okazji, że dla Ukrainy konieczne jest otrzymanie zachodnich samolotów wielozadaniowych (po raz kolejny wskazał F-15 i F-16). Stwierdził, że pozyskanie myśliwców MiG-29 nie rozwiąże problemów stojących przed ukraińskim lotnictwem, gdyż pod każdym względem ustępują one współczesnym samolotom rosyjskim.

28 listopada minister obrony Ołeksij Reznikow stwierdził, że 97% wszystkich celów, które Rosja zaatakowała od 24 lutego, stanowiły obiekty cywilne. Łącznie zarejestrowano ponad 16 tys. uderzeń rakietowych, w tym 14 tys. w budynki mieszkalne, 250 w obiekty infrastruktury transportowej, ok. 200 w obiekty energetyczne i ponad 500 w obiekty wojskowe. Z kolei 30 listopada głównodowodzący armii ukraińskiej generał Wałerij Załużny poinformował, że od początku wojny jednostki radiotechniczne wykryły ponad 240 tys. celów powietrznych, z których obrońcy mieli zestrzelić blisko 80%.

28 listopada minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba zaapelował o szybkie dostawy transformatorów na potrzeby przywrócenia funkcjonowania systemu energetycznego oraz o większą liczbę generatorów prądotwórczych i systemów obrony powietrznej, bez których kryzys energetyczny będzie trwał. System, choć naprawiany, nadal będzie bowiem niszczony uderzeniami rakietowymi. Premier Denys Szmyhal poinformował, że produkcja energii elektrycznej pokrywa 70% potrzeb konsumpcyjnych, a 30-procentowy deficyt jest korygowany przez ograniczenia zużycia. Zapewnił, że pomimo planowych i awaryjnych wyłączeń prądu będzie można zagwarantować jego dostawy w wymiarze pięciu–sześciu godzin dziennie. 30 listopada prezydent Wołodymyr Zełenski potwierdził, że ok. 6 mln abonentów zostało odłączonych od prądu – dotyczy to głównie Kijowa i okolic oraz obwodów winnickiego, lwowskiego, odeskiego, chmielnickiego i czerkaskiego.

1 grudnia Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (RBNiO) poleciła rządowi, aby zgłosił projekt ustawy o zakazie działalności Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego na Ukrainie (UKP PM), a także by wszczął badanie podstaw prawnych zajmowania przez niego Ławry Peczerskiej w Kijowie. Prezydent Zełenski wezwał wszystkie organy bezpieczeństwa do zintensyfikowania działań na rzecz wykrycia dywersyjnej aktywności rosyjskich służb specjalnych w środowiskach religijnych. 2 grudnia Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kontynuowała rozpoczętą 22 listopada operację kontrwywiadowczą. Przeszukano kolejne obiekty UKP PM w obwodach żytomierskim, rówieńskim i zakarpackim. Podkreślono, że głównym zadaniem jest identyfikacja osób, które mogą być zaangażowane w nielegalne działania na szkodę suwerenności państwowej Ukrainy. Tamtejszy wywiad wojskowy nie wykluczył, że zatrzymani pod zarzutem współpracy z Rosjanami duchowni UKP PM mogą być wymienieni na ukraińskich żołnierzy przebywających w niewoli.

Rosja kontynuuje operację dezinformacyjną wymierzoną przeciwko Polsce i Ukrainie. 30 listopada szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) Siergiej Naryszkin powiedział, że Polska planuje aneksję obwodów lwowskiego, iwanofrankiwskiego i części tarnopolskiego. Według Naryszkina Warszawa jest przekonana, że należy jej się „odszkodowanie” za udzieloną Ukrainie pomoc wojskową i humanitarną, a polskie władze przygotowują się do przeprowadzenia „referendum” na zachodzie państwa ukraińskiego. Doradca szefa Biura Prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak stwierdził, że Rosja – w celu zasiania nieufności między przyjaznymi sobie krajami – nadal propaguje mit o rzekomej gotowości Polski do anektowania części terytorium sąsiada.

Komentarz

Zapowiedź przekazania stronie ukraińskiej kolejnych systemów Gepard wskazuje na coraz mniej poważne traktowanie przez Berlin potrzeb armii ukraińskiej. Dostawy niemieckiego uzbrojenia, zamiast je zabezpieczać, w coraz większym stopniu generują problemy. Do przekazanych już Gepardów permanentnie brakuje amunicji. Wozy z ostatniej partii wyposażono w zaledwie jedną jednostkę ognia, a dostarczenie Ukrainie nabojów 35×228 mm do dział automatycznych Oerlikon GDF, które stanowią uzbrojenie Gepardów, zablokowała na początku listopada Szwajcaria. Z brakiem odzewu spotkał się także ukraiński apel do władz Brazylii, która jest jedynym alternatywnym producentem tej amunicji. Wyjściem z tej sytuacji ma być rozpoczęcie produkcji nabojów 35×228 mm przez hiszpańską firmę Expal Systems S.A., która została przejęta przez niemiecki Rheinmetall (na uruchomienie produkcji potrzeba będzie co najmniej kilku miesięcy).

Amunicja do Geparda nie jest jedynym problemem związanym z niemieckim wsparciem wojskowym dla Ukrainy. W ostatnich tygodniach Kijów zwrócił publicznie uwagę na brak rakiet do systemów IRIS-T. Z kolei armatohaubice samobieżne PzH 2000 wymagają gruntownego remontu ze względu na zużycie i związane z nim uszkodzenia oraz awarie. Zamawiająca te wozy Bundeswehra nie planowała bowiem ich wykorzystania w klasycznych działaniach wojennych, a jedynie w operacjach o niskiej intensywności. Za symptomatyczne należy uznać, że choć Niemcy wzbraniają się przed dostarczeniem Ukrainie czołgów, to zarazem przekazują jej w ostatnim czasie ciągniki do ich przewożenia.

osw.waw.pl

piątek, 2 grudnia 2022


Odporność Rosji na sankcje jest postrzegana w dużej mierze przez pryzmat zdolności do finansowania działań wojennych, wynikającej z dobrego stanu budżetu. W pierwszych pięciu miesiącach 2022 r. budżet Rosji odnotowywał jeden z najlepszych okresów w historii. Dzięki wysokim cenom w eksporcie ropy i gazu nadwyżka na koniec maja osiągnęła blisko 1,5 bln rubli (ok. 25 mld dol.). W następnych czterech miesiącach budżet zaczął jednak odczuwać ciężar coraz większych wydatków i spadających cen surowców energetycznych, co przełożyło się na deficyt w wysokości 120 mld rubli w czerwcu, 888 mld w lipcu, 345 mld w sierpniu i 83 mld we wrześniu. W efekcie nadwyżka po trzech kwartałach zmalała do 54,7 mld rubli.

Budżet w szybkim tempie zmierza w kierunku deficytu, a dzieje się to mimo względnie dobrych wskaźników jego strony dochodowej. Co prawda dochód państwa za dziewięć miesięcy wyniósł 19,74 bln rubli, a więc 10 proc. więcej niż w tym samym okresie w 2021 r., to jednak cały ten przyrost zapewniły przychody ze sprzedaży ropy i gazu, które dzięki okresowo wysokim cenom wzrosły o 37 proc. do 8,51 bln rubli, wobec 6,19 bln rok wcześniej. We wrześniu jednak, podobnie jak w sierpniu, nie było już  widać tej tendencji wzrostowej. Ze sprzedaży i wydobycia ropy i gazu do budżetu wpłynęło 688 mld rubli, a to znaczyło o 4,3 proc. mniej niż we wrześniu 2021 r. (719 mld rubli).

Rosyjska ropa, sprzedawana z 25–30 proc. dyskontem, tanieje już kolejny miesiąc. Średnia cena w okresie 15 maja – 14 czerwca wynosiła 87,49 dolara za baryłkę, w analogicznym okresie lipiec–sierpień było to 83,06 dol., sierpień–wrzesień – 72,65 dol., a wrzesień–październik – 70,2 dol. Według Bloomberga dochody Rosji ze sprzedaży ropy w październiku spadły do najniższego poziomu od lutego. Złożył się na to nie tylko spadek cen, ale również wolumenu dostaw rosyjskiej ropy do krajów Azji. Dostawy do Chin, Indii i Turcji osiągnęły najwyższy poziom w czerwcu i było to 2,2 mln baryłek dziennie. W ciągu czterech miesięcy do 21 października liczba ta spadła o ok. 330 tys. baryłek.

Z innymi dochodami budżetowymi, tzw. oprócz wpływów ze sprzedaży produktów przemysłu nafto-gazowego, sytuacja wygląda znacznie gorzej, minus 4,3 proc. przez pierwsze dziewięć miesięcy i minus 4,1 proc. za wrzesień.

Wchodzenie budżetu w deficyt przy relatywnie dobrych dochodach to efekt znaczącego wzrostu po stronie wydatkowej. Przez dziewięć miesięcy bieżącego roku wydatki wyniosły 19,68 bln rubli. To o 3,39 bln rubli (20,8 proc.) więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. We wrześniu tempo wzrostu wydatków przyspieszyło do 32 proc., z 8,4 proc. w sierpniu. W ciągle aktualizowanym zestawieniu wydatków budżetowych Ministerstwa Finansów na 2022 r. zostały one już zwiększone do 28,45 bln rubli (o 3,7 bln rubli w stosunku do pierwotnych założeń), a nadwyżkę budżetową w wysokości 1,3 bln rubli (0,9 proc. PKB) zamieniono na taki sam deficyt, powiększony następnie do 2 proc. PKB (ok. 3 bln rubli).

Przy obecnych uwarunkowaniach jest to postrzegane jako założenie nadmiernie optymistyczne, a samo rosyjskie ministerstwo finansów nie wyklucza nawet 3,7 proc. deficytu. W budżet uderzą, wcześniej nieuwzględniane, skutki mobilizacji ogłoszonej 21 września (same wypłaty żołdu w obiecanej wysokości, co najmniej 195 tys. rubli miesięcznie dla 300 tys. zmobilizowanych, to wydatek ok. 60 mld rubli miesięcznie) i wielorakie koszty emigracji związanej z mobilizacją, szacowanej na co najmniej 300 tys. (według Forbes 600–700 tys.) wysoko wykwalifikowanych osób, w dużej części z branży IT. Większość rosyjskich emigrantów w 2022 r., od początku inwazji szacunkowo ponad 2 mln, to osoby w wieku produkcyjnym, aktywne zawodowo, o stabilnych dochodach znacznie powyżej średniej, przenoszące się za granicę wraz z firmami i kapitałem.

Przy obecnych uwarunkowaniach dochody budżetowe z sektora ropy i gazu to nawet 50–55 proc. wpływów (w 2021 r. – 34 proc.), a tu perspektywy dla budżetu Rosji są wielce niekorzystne. Eksport gazu na rynek europejski spadł z 350 mln m3 dziennie do 65–70 mln i mamy tu raczej do czynienia ze zjawiskiem nieodwracalnym. To samo dotyczy eksportu ropy i produktów naftowych. Zbliżające się terminy embarga na ich import na rynki UE to sygnały znaczącego zmniejszenia eksportu (i w następstwie produkcji), zwłaszcza  że rynek europejski w 2021 r. absorbował 53,2 proc. (138,2 mln ton) eksportu rosyjskiej ropy i 53,8 proc. (57,5 mln ton) produktów naftowych.

Mimo niskiego poziomu długu publicznego (17 proc. PKB) odcięcie od międzynarodowych rynków finansowych powoduje, że Rosja nie jest w stanie uruchomić zasilania słabnącego budżetu ze źródeł zewnętrznych na znaczącą skalę. Nieudane ostatnie trzy próby rozmieszczenia obligacji rządowych na rynku wewnętrznym wskazują, że sankcje istotnie osłabiły rosyjskie podmioty, w tym w szczególności banki, które dotychczas absorbowały największą ilość rosyjskich papierów dłużnych. Wysycha zatem i to źródło ewentualnego zasilania budżetu.

Budżet musi stawić czoła również innym przeciwnościom, w tym w szczególności silnej pozycji rubla. W budżecie na 2022 r. kurs tej waluty był założony na poziomie 72,1 rubla za dolara. W praktyce wyniósł on 51,16 rubla na koniec czerwca, a 57,41 na koniec września. Ma to niebagatelne znaczenie, gdyż zgodnie z wypowiedzią ministra finansów umocnienie kursu o jeden rubel skutkuje pomniejszeniem wpływów do budżetu o 150 mld rubli w skali roku, a według szacunków analityków IIF zmiana kursu o 10 rubli za dolara powoduje zmianę dochodów budżetowych z ropy naftowej, produktów ropopochodnych i gazu ziemnego o 1,2 proc. PKB.

obserwatorfinansowy.pl

W wyniku trwających od początku października zmasowanych rosyjskich ostrzałów rakietowych doszło do poważnej awarii całego systemu energetycznego Ukrainy. W największym ataku 23 listopada uszkodzono większość elektrowni i elektrociepłowni oraz zniszczono liczne budynki mieszkalne i obiekty służby zdrowia. Przez okres od kilkunastu godzin do kilku dni prądu pozbawiona była znaczna część ośrodków miejskich wraz ze stolicą. Wystąpiły także przerwy w dostawach ciepła i wody, wstrzymana została praca elektrowni atomowych, cieplnych i wodnych, stanął transport kolejowy. Służby energetyczne przywracają funkcjonalność systemu, jednak są to działania prowizoryczne, niegwarantujące jego pełnej stabilności. Również zakres kroków zaradczych władz mających złagodzić dotkliwość ostrzałów dla społeczeństwa, takich jak tworzenie punktów grzewczych na terenie całego kraju, nie przystaje do potrzeb.

Wobec nadchodzących mrozów Ukraina staje na progu katastrofy humanitarnej, a prawdopodobieństwo kolejnych ataków będzie ten kryzys jedynie zaostrzać. Niektórzy przedstawiciele miejskich władz otwarcie mówią o konieczności ewakuacji części mieszkańców na okres zimowy. Dramatyzm sytuacji potwierdza Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która prognozuje, że nawet 2–3 mln Ukraińców opuści swoje domy w poszukiwaniu lepszych warunków schronienia przed zimą. Społeczeństwo staje zatem przed następnym wyzwaniem i w najbliższych miesiącach będzie zmuszone stoczyć prawdziwą walkę o przetrwanie. Wcześniejsze doświadczenia pokazały jednak, że na dotychczasowe rosyjskie ataki i zbrodnie Ukraińcy reagowali przede wszystkim nasileniem postaw patriotycznych i wzmocnieniem wzajemnej solidarności.

Wskutek zmasowanego ataku rakietowego 23 listopada (Rosja wystrzeliła 78 rakiet i dronów, z czego większość stanowiły pociski manewrujące zdolne do precyzyjnego rażenia celów) doszło do czasowego załamania w zasadzie całego ukraińskiego systemu zaopatrzenia w energię. Uszkodzonych i wyłączonych z użytku zostało co najmniej 16 obiektów infrastruktury energetycznej – elektrociepłowni, elektrowni wodnych i podstacji w stolicy oraz w obwodach winnickim, lwowskim, zaporoskim, chmielnickim, połtawskim, a także w Odessie i wielu innych miastach. Od sieci ze względów bezpieczeństwa odłączono wszystkie działające elektrownie atomowe znajdujące się pod kontrolą Kijowa. Ostrzały odbiły się również na połączonej z ukraińską siecią energetyczną Mołdawii – na połowie terytorium tego kraju doszło do wyłączeń prądu. Rosjanie ostrzeliwali nie tylko obiekty energetyczne, lecz także budynki mieszkalne, szpitale, szkoły. W atakach 23 listopada zginęło co najmniej 10 osób, a rannych zostało kilkadziesiąt. Wielu ludzi zostało też bez dachu nad głową.

Służby ratunkowe szybko usuwają uszkodzenia sieci i budynków, jednak w większości są to naprawy prowizoryczne. W istocie działalność całego sektora elektroenergetycznego została zdestabilizowana. Według danych z 29 listopada deficyt mocy wynosi 30%, a dostawy energii ograniczane są we wszystkich regionach (ogłoszone wcześniej harmonogramy wyłączeń stabilizacyjnych nie obowiązują, cały czas mają miejsce awaryjne przerwy w dostawie prądu, m.in. w Kijowie). Sektor energetyczny wymaga ogromnego wsparcia technicznego ze strony Zachodu – potrzeba części zamiennych do remontu obiektów, generatorów prądu, zwiększonych dostaw paliwa. Sytuację dodatkowo komplikuje znaczne prawdopodobieństwo kolejnych uderzeń rakietowych, które będą powodować nowe blackouty.

Następstwem zmasowanych, powtarzających się ostrzałów jest drastyczne pogorszenie i tak już skrajnie trudnych warunków życia w większości ukraińskich miast i wsi. Powtarzające się w ostatnich dwóch miesiącach wyłączenia prądu uderzają w mieszkańców, ale też dezorganizują pracę infrastruktury krytycznej i funkcjonowanie osłabionej gospodarki (przemysłu, sieci handlowych, firm usługowych itd.). Poza przerwami w dostawach prądu dotkliwe dla Ukraińców były zwłaszcza braki wody, przedłużające się nawet ponad dobę. Brak energii, w wielu miejscach trwający po kilkadziesiąt godzin czy wręcz kilka dni, skomplikował funkcjonowanie infrastruktury krytycznej, m.in. szpitali.

Dramatyzm sytuacji potwierdza Światowa Organizacja Zdrowia, która oceniła, że Ukraina stoi wobec bezprecedensowego kryzysu energetycznego oraz perspektywy drastycznego pogorszenia stanu zdrowia fizycznego i psychicznego jej mieszkańców. Według WHO 10 mln obywateli tego kraju zagrożonych jest zaburzeniami psychicznymi, m.in. ostrym stresem, depresją czy zespołem stresu pourazowego (PTSD). Organizacja konstatuje, że ukraińska służba zdrowia przechodzi największy kryzys w historii – jej obiekty zostały ostrzelane łącznie 700 razy, a blackouty uniemożliwiają wykonywanie wielu zabiegów ratujących życie.

Władze starają się niwelować skutki blackoutu: w kraju zorganizowano ok. 4 tys. punktów grzewczych (nazywanych „punktami niezłomności”) – otwartych całą dobę i mieszczących od kilkudziesięciu do 500 osób. Oferują one ogrzewanie, wodę, prąd, Internet i komunikację mobilną, możliwość doładowania urządzeń, ale także leki i paczki żywnościowe. W Kijowie utworzono ok. 160 takich punktów, we Lwowie – 50. Rząd zliberalizował też zasady sprowadzania na Ukrainę generatorów prądu i stacji ładowania (zwolniono je z cła i VAT-u). Jak podał premier Denys Szmyhal, obecnie do kraju importuje się ok. 8,5 tys. takich generatorów dziennie.

Instytucje państwowe próbują adaptować się do warunków kryzysowych i ustalać nowe zasady działania. Narodowy Bank Ukrainy zapowiedział utworzenie wraz z innymi bankami ogólnokrajowej sieci korzystającej z rezerwowych źródeł zasilania (power banking), do której zostanie podłączonych około tysiąca oddziałów różnych banków w całym kraju.

Władze w Kijowie wzmogły zabiegi o zwiększenie wsparcia Zachodu, m.in. o dostawy systemów obrony powietrznej, generatorów prądu i części zamiennych do napraw infrastruktury krytycznej oraz o przekazanie kolejnych środków finansowych i pomocy humanitarnej. Partnerzy Ukrainy odpowiadają na te wezwania, kierując do niej dodatkowe partie generatorów. Parlament Europejski wraz z siecią Eurocities, zrzeszającą ponad 200 europejskich miast, zainicjował kampanię „Generatory nadziei”, w ramach której planuje się wysłanie co najmniej kilkuset takich urządzeń, w tym przemysłowych. Wcześniej, w ramach unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności, 17 krajów członkowskich, w tym Polska, dostarczyło Ukrainie 500 sztuk. Komisja Europejska ma ponadto stworzyć w Polsce „centrum energetyczne”, które będzie koordynować zbieranie pomocy od stron trzecich (w tym z G7) i dostarczać ją na Ukrainę. Wsparcie przekazują także poszczególne państwa: Niemcy miały wysłać co najmniej 2430 generatorów i zadeklarowały 40 mln euro na modernizację ukraińskiego systemu energetycznego, a Niemieckie Towarzystwo Współpracy Międzynarodowej (GIZ) ma zakupić kolejne 1000 generatorów dla ukraińskich gmin. Litwa przeznaczyła 3 mln euro na odbudowę zniszczonej infrastruktury energetycznej i zapowiedziała następne 2 mln euro pomocy. Partię generatorów i lamp na baterie słoneczne o wartości 2,57 mln dolarów dostarczy Japonia. Rząd RP wysłał partię agregatów za kilkadziesiąt milionów złotych, pomagają również liczne polskie miasta.

Władze próbują uspokajać mieszkańców, zapewniając, że w kraju nie dojdzie do całkowitego blackoutu, a możliwe są jedynie wyłączenia okresowe, równoważone przez działania podejmowane przez Ukrenerho i służby energetyczne. Przedstawiciele rządu i Biura Prezydenta podkreślają, że sytuacja jest trudna, lecz pod kontrolą, i zaznaczają, że nie trzeba będzie wyjeżdżać z kraju. W swojej komunikacji strategicznej (m.in. codziennych wystąpieniach) prezydent Wołodymyr Zełenski stara się akcentować hart ducha społeczeństwa i konieczność poświęceń dla zwycięstwa.

O skali kryzysu świadczą jednak wypowiedzi władz samorządowych oraz firm energetycznych. Jeszcze 16 listopada ewakuację części ludności dopuścił mer Iwano-Frankiwska, który zaapelował do mieszkańców, by w miarę możliwości opuścili miasto na zimę (służy ono także jako tymczasowe miejsce pobytu dla ok. 145 tys. uchodźców wewnętrznych). Mer Kijowa ostrzegł natomiast, że nadchodząca zima będzie dla Ukrainy najcięższa od czasów II wojny światowej, i nie wykluczył konieczności ewakuacji części mieszkańców stolicy (później zastrzegał, że chodzi o przeniesienie się na przedmieścia lub do mniejszych miejscowości). Z kolei szef największego koncernu energetycznego DTEK stwierdził, że z uwagi na skalę uszkodzeń linii energetycznych wskazane byłoby opuszczenie kraju przez część obywateli, odciążyłoby to bowiem cały system produkcji i przesyłu oraz usprawniło dostawy prądu na potrzeby wojenne.

Dotychczas Ukraińcy prezentowali niezłomność wobec rosyjskiej agresji, strat i zniszczeń, podkreślając, że nie ma alternatywy dla dalszego zbrojnego oporu. Sondaż Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii z końca października, przeprowadzony już po pierwszych masowych ostrzałach rakietowych, pokazał, że 86% Ukraińców opowiada się za kontynuowaniem walki z agresorem (10% jest za rozmowami z Rosją o wstrzymaniu ognia). Z kolei według badania Gallupa z połowy października 70% respondentów optuje za prowadzeniem walki aż do całkowitego zwycięstwa, oznaczającego również przywrócenie kontroli nad Krymem. Dynamika nastrojów wśród obywateli pokazuje też, że każdy brutalny atak bądź ujawnienie zbrodni rosyjskiej armii jedynie podsyca w społeczeństwie nienawiść do agresora i nie przekłada się na nastroje kapitulanckie. Społeczne morale zostało umocnione także przez sukcesy ukraińskich sił zbrojnych – ugruntowały one przekonanie, że Ukraina jest w stanie tę wojnę wygrać.

Ukraińskie społeczeństwo wykazało się też wielokrotnie zdolnością do elastycznego, kreatywnego i solidarnego reagowania, pozwalającego przetrwać w najtrudniejszych warunkach. Nawet po ostatniej, bezprecedensowej fali ataków rakietowych 23 listopada w sieciach społecznościowych pojawiły się doniesienia, że Ukraińcy oswoili się z ostrzałami i próbują kontynuować normalne życie, niekiedy lekceważąc zasady bezpieczeństwa. Często spotykaną reakcją obywateli jest nie tyle lęk o własną przyszłość, ile wzmożona nienawiść do agresora i determinacja, by przetrzymać tę zimę, postrzeganą jako decydująca próba sił. Zarówno władze (państwowe, miejskie i komunalne), przedsiębiorcy, jak i zwykli mieszkańcy starają się adaptować do zaistniałych warunków, a energooszczędność staje się nową normą: media i portale wypełnione są poradami i wskazówkami w tym zakresie, a sami Ukraińcy prześcigają się w pomysłach, jak najefektywniej oszczędzać prąd.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy postawy te utrzymają się na dłużej i jak wpłynie na nie prawdopodobnie najtrudniejsza zima w historii Ukrainy po 1945 r. Bezprecedensowa skala kryzysu energetycznego stawia państwo ukraińskie wobec perspektywy katastrofy humanitarnej. Może to wywołać m.in. kolejne fale uchodźców – wewnętrznych (opuszczających duże miasta i przenoszących się do mniejszych miejscowości) lub chcących udać się za granicę (mężczyźni w wieku poborowym nadal nie mogą opuszczać kraju). Na razie statystyki przekroczeń granicy z Polską wskazują na niewielki przyrost liczby osób wjeżdżających – w okresie od 15 do 22 listopada było ich 19–22 tys. dziennie, zaś po 23 listopada – 21–25 tys. (przy czym z Polski na Ukrainę każdego dnia wjeżdża ok. 20 tys. ludzi). Niemniej jednak – wobec prawdopodobieństwa kolejnych precyzyjnych ataków rakietowych Rosji na obiekty energetyczne – należy liczyć się z tym, że długotrwałe braki prądu, ciepła i wody w czasie mrozów mogą w najbliższych miesiącach powodować zwiększenie potoków uchodźców, ale też zachwianie nastrojów społecznych, w tym – w wypadku rażącej niezdolności do zapewnienia podstawowych warunków do przetrwania – prowadzić do wzrostu krytycyzmu względem władz Ukrainy.

osw.waw.pl

czwartek, 1 grudnia 2022


Rosyjskie działania wokół Bachmutu wskazują, że siły rosyjskie zasadniczo nie wyciągnęły wniosków z poprzednich kampanii o dużej liczbie ofiar, skoncentrowanych na celach o ograniczonym znaczeniu operacyjnym lub strategicznym. Siły rosyjskie od końca maja nieprzerwanie mobilizują siły bojowe na małych osadach wokół Bachmutu; w ciągu następnych sześciu miesięcy zapewniły sobie jedynie zyski rzędu kilku kilometrów na raz. Jak wcześniej zauważyło ISW, rosyjskie wysiłki natarcia na Bachmut skutkowały ciągłym wyczerpywaniem się rosyjskiej siły roboczej i sprzętu, przygważdżając wojska do stosunkowo nieistotnych osad na tygodnie i miesiące. Ten schemat działań bardzo przypomina poprzednie rosyjskie starania o zajęcie Siewierodoniecka i Łysyczańska na początku wojny. Jak ocenił ISW w czerwcu i lipcu tego roku, siły ukraińskie zasadniczo pozwoliły wojskom rosyjskim skoncentrować wysiłki na Siewierodoniecku i Łysyczańsku, dwóch miastach w pobliżu granicy z obwodem ługańskim o ograniczonym znaczeniu operacyjnym i strategicznym, w celu wykorzystania ciągłej degradacji rosyjskiej siły roboczej i sprzętu w ciągu miesięcy zaciętej walki. Wojska rosyjskie ostatecznie zajęły Łysyczańsk i Siewierodonieck i dotarły do ​​granicy obwodu ługańskiego, ale ten sukces taktyczny przełożył się na znikome korzyści operacyjne, gdy rosyjska ofensywa na wschodzie osiągnęła punkt kulminacyjny. Rosyjskie wysiłki w tej dziedzinie w dużej mierze utknęły w martwym punkcie, podobnie jak osiągnęły one kulminację na początku lipca. Nawet jeśli wojska rosyjskie będą nadal posuwać się w kierunku Bachmutu i w jego obrębie, i nawet jeśli wymuszą kontrolowane wycofanie się Ukraińców z miasta (jak miało to miejsce w Łysyczańsku), sam Bachmut oferuje im niewielkie korzyści operacyjne. Koszty związane z sześciomiesięcznymi brutalnymi, miażdżącymi i opartymi na wyniszczeniu walkami wokół Bachmutu znacznie przewyższają wszelkie korzyści operacyjne, jakie Rosjanie mogą uzyskać dzięki zajęciu Bachmutu. Z drugiej strony rosyjskie ofensywy wokół Bachmuta pochłaniają znaczną część dostępnej siły bojowej Rosji, potencjalnie ułatwiając kontynuację ukraińskich kontrofensyw w innych miejscach.

understandingwar.org

Przywódcy NATO wracają do pomysłu, który został odrzucony w pierwszych dniach wojny: dostarczenia Ukrainie myśliwców MiG-29 lub nawet amerykańskich nadwyżek F-16 - napisał w artykule dla Bloomberga James Stavridis, emerytowany amerykański admirał i były dowódca połączonych sił zbrojnych NATO w Europie.

Stavridis podkreśla, że wraz z nadejściem zimy wojna na Ukrainie będzie miała dwa kluczowe wymiary: lądowy i powietrzny. „Na lądzie nadejście mokrej, deszczowej jesieni i surowej zimy doprowadzi do zmniejszenia liczby operacji. Zarówno Rosja, jak i Ukraina muszą odpocząć i wzmocnić swoje oddziały oraz naprawić sprzęt” – pisze Amerykanin. Przewiduje, że działania bojowe na lądzie mogą być wznowione późną zimą, kiedy zamarznięta ziemia da warunki dla wykorzystania ciężkiego sprzętu.

Były dowódca sił NATO w Europie zwraca też uwagę na problemy Rosji w związku niską motywacją żołnierzy i ucieczką do sąsiednich krajów setek tysięcy Rosjan w obawie przed poborem. „Putin uciekł się do wcielania do wojska przestępców, bezdomnych i pijaków zgarniętych z barów” – dodaje. Z kolei wyzwaniem stojącym przed Ukrainą nie jest motywacja, lecz znacznie mniejsza od rosyjskiej populacja.

(...)

Rosyjska prywatna firma wojskowa, znana jako grupa Wagnera, werbuje na wojnę z Ukrainą bojowników z antyrządowych milicji w Republice Środkowoafrykańskiej; żołnierze zwani Czarnymi Rosjanami są źle traktowani przez dowódców, kilkudziesięciu z nich już zaginęło na froncie - powiadomił amerykański portal Daily Beast.

W lutym, gdy Rosja dokonała inwazji na Ukrainę, około 200 rebeliantów ze środkowoafrykańskiego ugrupowania Unia dla Pokoju (UPC) udało się na szkolenie wojskowe do Moskwy. Następnie połowa z nich wróciła do swojego kraju, natomiast pozostałych wysłano w marcu na front.

Żołnierze z Afryki, którzy przeżyli lub nie zostali uznani za zaginionych, od miesięcy nie otrzymują wynagrodzenia ani nie są w stanie się wyżywić - poinformował serwis za anonimowymi źródłami w antyrządowych środkowoafrykańskich bojówkach.

"Praca z Rosjanami jest bardzo trudna, ponieważ nie ufają żadnemu z nas. Często wożą nas ze sobą po kraju, nawet nie wyjaśniając, dokąd jedziemy. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy w tajemniczy sposób zniknęło około 50 naszych kolegów. Nikt nie wie, gdzie się znajdują, a Rosjanie nie odpowiadają na pytania dotyczące miejsca ich pobytu. (...) Być może nikt nigdy nie pozna prawdy, bo (rosyjskie dowództwo) wszystko robi po kryjomu" - dodało źródło Daily Beast.

(...)

Co najmniej sześć rosyjskich samolotów wojskowych rozbiło się od września z powodu usterek technicznych - poinformował we wtorek portal Jerusalem Post. Cztery z nich to myśliwce używane w inwazji na Ukrainę.

Portal zaznacza, że o ile mniejsze zdziwienie budzą awarie starszych samolotów, takich jak Mig-31 i Su-25, o tyle katastrofa z udziałem bombowca Su-34, który rozbił się w Jejsku, uderzając w budynek mieszkalny, przez co zginęło 15 osób, jest niezrozumiała, ponieważ samolot ten wszedł do użytku dopiero w 2014 roku.

Według eksperta amerykańskiego think tanku RAND Corporation Michaela Bohnerta przyczyną ostatnich katastrof mogą być następstwa sankcji państw zachodnich wobec Rosji, które powodują, że Rosjanom jest coraz trudniej zdobyć części zapasowe i sprzęt niezbędny do bieżącej konserwacji samolotów.

(...)

Wchodzące w życie w czwartek poprawki do rosyjskiej ustawy o agentach zagranicznych posłużą do zapobiegania sprzeciwowi wobec wojnie na Ukrainie, która coraz bardziej wpływa na codzienne życie Rosjan - przekazało w środę brytyjskie ministerstwo obrony.

W codziennej aktualizacji wywiadowczej przypomniano, że w lipcu 2022 r. prezydent Rosji Władimir Putin zatwierdził poprawki do ustawy z 2012 r. o "agentach zagranicznych", która jest szeroko stosowana do represjonowania przeciwników reżimu, a nowe środki mają wejść w życie 1 grudnia.

Wskazano, że ustawa z 2012 roku definiowała "zagranicznych agentów" jako osoby lub organizacje, które otrzymują wsparcie finansowe z zagranicy, a zmiany rozszerzą definicję na te, które są jedynie pod bliżej nieokreślonym "wpływem lub presją" podmiotów zagranicznych.

Ministerstwo sprawiedliwości będzie miało również uprawnienia do publikowania danych osobowych i adresów wskazanych "agentów zagranicznych", prawie na pewno narażając ich na prześladowania.

"Nowe przepisy jeszcze bardziej rozszerzą uprawnienia represyjne dostępne dla państwa rosyjskiego. Jest to kontynuacja trendu od czasu powrotu Putina na urząd prezydenta w 2012 r., który jednak dramatycznie przyspieszył po inwazji na Ukrainę. Kreml prawdopodobnie działa prewencyjnie, aby zapobiec większemu sprzeciwowi w kraju, ponieważ konflikt pozostaje nierozstrzygnięty i coraz bardziej wpływa na codzienne życie Rosjan" - oceniono.

onet.pl

środa, 30 listopada 2022


W trakcie 7 lat swojej ostatniej kadencji Tokajew musi podjąć ważne decyzje w dwóch kluczowych obszarach – polityki zagranicznej i gospodarczej. Wobec zmian w geopolitycznej regionalnej układance koniecznością stała się możliwie szybka dywersyfikacja kierunków polityki zagranicznej, a co za tym idzie również rebalans w polityce gospodarczej i bezpieczeństwa. Już przed wyborami decyzje i kroki podejmowane przez prezydenta wskazywały na realizację trzech trendów: stopniowego, wyważonego i przemyślanego rozluźniania więzi z Rosją, wzmocnienia relacji z Turcją i Chinami oraz nawiązanie współpracy gospodarczej z Unią Europejską.

Zarówno Pekin, jak i Ankara odgrywają fundamentalna rolę gwarantów bezpieczeństwa regionalnego, co ma istotne znaczenie wobec nieobliczalnych decyzji prezydenta Putina. Prezydent Tokajew będzie zapewne grał na rzecz ograniczenia dominacji Chin, bowiem taka zależność może w długim okresie prowadzić do problemów gospodarczych i zepchnięcia Kazachstanu z torów politycznych wiodących do demokratyzacji i zbliżenia z zachodem. Stąd pełna otwartość na aktywne działania Turcji we wzmacnianiu jej pozycji regionalnej oraz częste wizyty władz kazachskich w Brukseli. Ankara jest bardzo istotna z punktu widzenia nowych szlaków dystrybucji po zamknięciu Ukrainy i Rosji. Turcja staje się nie tylko militarnym gwarantem bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czarnym, ale również kluczowym państwem tranzytowym na szlaku do Europy.

Wielowektorowa polityka zagraniczna oparta o związki z USA, UE, Chinami i Turcją jest próbą stworzenie stabilnego, choć niejednolitego systemu bezpieczeństwa. Niemniej, pierwszoplanowym celem jest neutralizacja potencjalnego zagrożenia ze strony Rosji oraz coraz bardziej zauważalnych prób destabilizacji regionu przez skrajnie islamskie ugrupowania w Afganistanie. Dodatkowo w tak skomponowanym układzie żaden z partnerów Kazachstanu nie będzie miał dominującego wpływu na politykę wewnętrzną republiki.

wnp.pl

Jak informowały niezależne rosyjskie media Kreml planował rozpoczęcie nowej mobilizacji w styczniu 2023 roku. Ma ona objąć od 500 tys. do 700 tys. osób. Rosyjski portal Wiorstka cytował przedstawiciela rosyjskiej Dumy. "Rozmowy (na temat powszechnej mobilizacji – Wiorstka) miały miejsce, bo my rozumiemy, wszyscy rozumieją, że problemów z przygotowaniem (rezerwistów - Wiorstka) nie da się rozwiązać w ciągu paru miesięcy. Jest oczywiste, że obecne mobiki (zmobilizowani) się skończą, potrzeba będzie więcej ludzi, a według naszych szacunków – stanie się to jeszcze przed końcem zimy" – pisano tydzień temu.

Po kilku dniach sygnalizowaną w mediach nową datą drugiej fali mobilizacji jest 10 grudnia. Dlaczego Moskwie się spieszy? Pierwsze fala mobilizacji miała objąć 318 tys. rezerwistów. W strachu przed wzięciem w kamasze pospiesznie kraj zaczęli opuszczać młodzi mężczyźni. Jedna tylko Gruzja podała, że po ogłoszeniu 21 września „częściowej" mobilizacji do jej kraju przyjechało 700 tys. osób z Rosji. 600 tysięcy z nich potraktowało kaukaski kraj jako tranzyt w dalszej podróży. Kto posiadał majątek pozwalający mu na wyjazd z kraju ten już nie zostanie zmobilizowany. Co ciekawe, zapewniano przedstawicieli „wrażliwych" profesji, iż nie zostaną powołani. Taka obietnica dotyczyła przedstawicieli strategicznego sektora technologii. Tymczasem na froncie zginął 33-letni Timur Izmaiłow. Miał on pracować nad wdrożeniem kluczowego rosyjskiego systemu płatniczego MIR. Był informatykiem zatrudnionym w sektorze bankowym. Izmaiłow jako przedstawiciel klasy średniej był raczej wyjątkiem od reguły – w większości „mobikami" zostają biedniejsi Rosjanie (lub przedstawiciele innych grup etnicznych zamieszkujących Federację Rosyjską) z prowincji. Każdy zmobilizowany to osoba wyjęta z rynku pracy, więc rosyjska gospodarka będzie z kolejną falą „branki" w jeszcze gorszym stanie. Masa masą, ale jakość tej mobilizacji jest kompromitująca.  

W praktyce okazywało się, że „mobików" wysyłano od razu na front, bez uprzedniego wojennego szkolenia, bez odpowiedniego zaopatrzenia. Przypomnijmy, że w Rosji oczekiwano że po pierwszej fali mobilizacji pojawi się dekret ją zawieszający. Wrześniowa branka miała trwać dwa tygodnie. Tymczasem Moskwa potęguje „branie" w kamasze. Przed powszechną mobilizacją broni zapędy Putina nie sytuacja polityczna, z którą się on nie liczy, ale tragiczna rosyjska logistyka. Takiej masy ludzi Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej nie są w stanie wyekwipować, uzbroić, a następnie przerzucić na front.

Jeszcze na terytorium Rosji trafiają do przepełnionych budynków w złym stanie, bez ogrzewania (a nawet namiotów stojących na otwartej przestrzeni), bez zaplecza sanitarnego. Nie dziwi zatem, że zaczęły się szerzyć choroby wśród zmobilizowanych. Niezależny rosyjski portal SOTA podał, iż wśród „mobików" na poligonie Elanskii, 129 km na wschód od Jekaterynburga, doszło do masowego wybuchu nieznanej "choroby układu oddechowego". Prawdopodobnie chodzi o COVID-19. Stan zdrowia rezerwistów powoływanych na front jeszcze przed dotarciem na miejsce koncentracji jest często kiepski.

W rozmowie z ukraińskimi dziennikarzami tak mobilizację wspominał jeden z "mobików". Jegor, pułk zmechanizowany: „Ostatni raz byłem w wojsku 9 lat temu. Otrzymałem specjalizację: celowniczy BWP-2 (...) Wydawało mi się, że nie kwalifikuję się do mobilizacji, ponieważ nie pozwala mi na to zdrowie. Mam torbiel w mózgu wielkości 6 cm. Mam ataki drgawek (...) Wezwano mnie do działu kadr w miejscu, gdzie pracuję. Tam dwóch mężczyzn, których nie znałem oświadczyło mi że brak stawienia się oznacza karę więzienia. Kazali dzisiaj stawić się w wojenkomacie (...) Na placu apelowym jeden z żołnierzy dostał ataku epilepsji. Widziałem też zmobilizowanego o kulach". Jegor został zmobilizowany dzień po ogłoszeniu decyzji przez Putina. Tydzień później był już w ukraińskiej niewoli. Był na froncie ługańskim.

„Mobicy" są dziesiątkowani jeszcze zanim trafią na pierwszą linię. Pod Zaporożem Ukraińcy zniszczyli 10 jednostek sprzętu wojskowego, dwa magazyny amunicji. Rannych zostało 100 rosyjskich żołnierzy. Łącznie, w ciągu ostatnich dwóch dni Ukraińcy, ostrzelali 11 miejsc koncentracji rosyjskich sił, uzbrojenia oraz sprzętu. Zaplecze wojsk inwazyjnych jest skutecznie rażone ogniem artylerii rakietowej. Jak wyliczył serwis InformNapalm średnia długość życia „mobika" to 12 dni. Na Ukrainę trafiają zazwyczaj po 7 dniach (co wyklucza jakiekolwiek przeszkolenie), ale rekordziści trafiali nawet na front i po 3 dniach. Analitycy serwisu przestudiowali przypadki śmierci zmobilizowanych żołnierzy, więc dane dotyczą tych którzy zginęli na wojnie (nie uwzględniają np. masowego poddawania się „mobików" do niewoli). Podobne estymacje przedstawiają analitycy rosyjskiego niezależnego projektu śledczego Conflict Intelligence Team. Oceniają „średnią długość życia" zmobilizowanych na ok. dwa tygodnie.

Należy pamiętać, że nowa mobilizacja obejmie także mieszkańców okupowanych terytoriów. Rośnie ryzyko, że wbrew Konwencji Genewskiej Rosja powoła pod broń i wyśle na front jako „mięso armatnie" Ukraińców, których na co dzień okupuje.

defence24.pl

Premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego Manuela Schwesig tłumaczy się z powołania fundacji do ochrony Nord Stream 2, który miał zwiększyć zależność Niemiec od gazu rosyjskiego, przez którą cierpią teraz w wyniku kryzysu energetycznego razem z resztą Europy. Sprawa trafiła do sądu.

Schwesig udzieliła wywiadu RND, w którym przekonywała, że mając dzisiejszą wiedzę nie zgodziłaby się na powołanie fundacji „klimatycznej” Stiftung Klimaschutz, która posłużyła do ominięcia sankcji USA i dokończenia budowy gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec.

– Wiele regionów w Niemczech korzystało na gazie rosyjskim, który docierał do Niemiec przez Lubmin w moim landzie – przyznaje Schwesig, odnosząc się do gazociągu Nord Stream 1 wybudowanego w 2011 roku. – W konsekwencji rosyjskiej wojny agresji na Ukrainie, Meklemburgia-Pomorze Przednie zatrzymała współpracę z regionem leningradzkim. Pomagamy wdrożyć embargo naftowe – wylicza Schwesig. – W przyszłości ropa będzie docierać do Schwedt przez Rostock – dodała, odnosząc się do planu porzucenia dostaw rosyjskich w tym zakładzie poprzez budowę nowego ropociągu, o którym pisał BiznesAlert.pl. – Wykorzystamy infrastrukturę Nord Stream  do dostaw LNG i przekazywania ich do pozostałych landów jak Bawaria, a także do Czech – powiedziała Schwesig.

Premier uznała, że fundacja Stiftung Klimaschutz powinna zostać zamknięta. – Zarząd dyrektorów, który zarządzał niezależnie fundacją, miał zadanie prowadzenia biznesu. Zrezygnuje, a rząd federalny podejmie niezbędne kroki, by rozwiązać tę fundację. Jej projekty klimatyczne będą kontynuowane. Środki pozostałe na jej kontach mają zostać wykorzystane do pomocy humanitarnej Ukrainie – zadeklarowała rozmówczyni RND. Odnosi się także do wyroku sądu, który uznał, że owa fundacja musi ujawnić firmy zaangażowane w budowę Nord Stream 2. – To dobrze, że będzie jasność i przejrzystość – oceniła.

– Decyzja za fundacją została przyjęta głosami SPD, CDU i Lewicy bez sprzeciwu w parlamencie landowym. Wówczas jasno tłumaczyliśmy zadania i szanse tej fundacji. To wszystko było przed ostatnimi wyborami landowymi, w których obywatele zajęli jasne stanowisko. To niezwykłe, że CDU, które wówczas zarządzało resortami gospodarki i sprawiedliwości odpowiedzialnymi za nadzór nad fundacją w Meklemburgii teraz próbuje wykorzystać sytuację do polityki partyjnej – powiedziała. Chrześcijańscy demokraci z CDU chcą, aby sprawa Nord Stream 2 była przedmiotem prac komisji śledczej. Dane ujawnione przez sąd mogą pomóc w ustaleniu faktów. Wiadomo już, że wykonanie części budowy przez Klimaschutz Stiftung wynajmującą statek Blue Ship nie pozwoliło zablokować jej sankcjami USA, które nie mogły obejmować podmiotów związanych z rządami sojuszników, jak samorząd Meklemburgii.

(...)

biznesalert.pl

wtorek, 29 listopada 2022


Szczyt ASEAN, na którym spotykają się przywódcy państw Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej, odbył się w listopadzie w Kambodży. Obecny na nim przywódca chińskiego rządu Li Keqiang zwrócił uwagę na nieodpowiedzialność gróźb nuklearnych ze strony Rosji oraz potrzebę zapewnienia, że "broń nuklearna nie będzie używana w sposób, który sugerowali niektórzy" - przekazał wysokiej rangi amerykański urzędnik w rozmowie z Agencją Reutera.

Premier Li Keqiang uczestniczył w szczycie Azji Wschodniej razem z m.in. prezydentem USA Joe Bidenem 13 listopada. Chiński premier zasugerował, że Pekin nie czuje się komfortowo z retoryką nuklearną prowadzoną przez swojego strategicznego partnera, czyli Rosję. Wypowiadał się też na temat polityki Chin wobec Ukrainy - poinformował Agencję Reutera amerykański urzędnik wysokiego szczebla, prosząc o anonimowość. "Niezaprzeczalnie w Pekinie odczuwa się pewien dyskomfort z powodu lekkomyślnej retoryki i działań ze strony Rosji" - przekazał urzędnik. Retoryki Rosji nie pochwala też chiński prezydent Xi Jinping oraz prezydent USA Joe Biden. Gdy Zachód oskarżał Rosję o nieodpowiedzialne oświadczenia w sprawie broni jądrowe, Moskwa twierdziła, że to Zachód prowadzi "prowokacyjną" retorykę.

"Myślę, że niezaprzeczalne jest również to, że Chiny są prawdopodobnie zarówno zaskoczone, jak i trochę zawstydzone sposobem prowadzenia przez Rosję operacji wojskowych" - stwierdził informator Reutersa. Władimir Putin nie odniósł się od czasu szczytu w Kambodży do możliwości użycia broni jądrowej. Przypomnijmy, Chiny są obecnie jednym z największych sojuszników Rosji, a transport rosyjskich surowców do tego kraju wzrósł w ostatnich miesiącach o około 50 proc. Kreml jest więc zależny od Pekinu.

Prezydent Władimir Putin po raz ostatni wspominał o broni jądrowej po ogłoszeniu mobilizacji w Rosji 21 września - zauważa Agencja Reutera. - Jeśli integralność terytorialna naszego kraju jest zagrożona, bez wątpienia użyjemy wszystkich dostępnych środków, aby chronić Rosję i nasz naród, to nie jest blef - zapowiedział wtedy rosyjski prezydent. - W swojej agresywnej antyrosyjskiej polityce Zachód przekroczył każdą granicę. Ci, którzy próbują nas szantażować bronią jądrową, powinni wiedzieć, że wiatrowskaz może się obrócić i skierować w ich stronę" - zagroził wówczas Putin.

gazeta.pl

poniedziałek, 28 listopada 2022


Władimir Sołowjow, jeden z najpłodniejszych rosyjskich propagandystów, potępił w ostrych słowach protesty poborowych i ich rodzin oraz ucieczki przed armią za granicę. Padły oskarżenia o tchórzostwo „gdy ojczyzna jest w niebezpieczeństwie”.

– Mamy tu wojnę! Jesteśmy zabijani! Jesteśmy w stanie wojny z NATO! Szukasz spokoju i chcesz siedzieć pod maminą spódnicą? Ojczyzna w niebezpieczeństwie! Ojczyzna! Nie ma dla człowieka większego męstwa i szczęścia niż oddać życie za ojczyznę i za towarzyszy – stwierdził.

Sołowjow pochwalił siebie samego, bo sam jak uważa, dokonał heroicznego wyboru. Nie opuścił Rosji i nie przeniósł się do swojej wilii we Włoszech i został, gdy jego kraj toczy wojnę.

– Uciekłeś z ojczyzny. I nie waż się wracać. Jesteście sługami nazistowskiego reżimu. Będą ci srali na głowę za to, że jesteś Rosjaninem. I będziesz udawał, że cię nie rozumieją, że jesteś solą rosyjskiej ziemi… Jesteś gównem rosyjskiej ziemi! Jesteś rzygami rosyjskiej ziemi. Rzygi! Nie masz co wracać do mojej ojczyzny, nie jesteś jej godzien. Możesz zarzygany umrzeć pod płotem w wymiocinach, w narkotycznym szaleństwie, w alkoholowym delirium. Nazywasz nas propagandzistami? Tak, jesteśmy patriotami. Nie waż się wracać! – dodał na antenie swojej internetowej audycji, polegającej na wygłaszaniu długich monologów i rozmowie z samym sobą.

(...)

W rosyjskich mediach odnalazł się szop pracz, wykradziony z chersońskiego ZOO przed pośpieszną ewakuacją Rosjan. Zwierzę stało się nowym bohaterem rosyjskiej propagandy i poświęcono mu nawet cały materiał w telewizyjnym dzienniku na kanale Rossija 1.

Oto szop trafił na front, gdzie „służy” w oddziale wojsk desantowo-szturmowych i nawet zdążył założyć swój kanał na Telegramie. Chersońskie zwierzę – a raczej jego opiekunowie – nazywają w nim żołnierzy noszących charakterystyczne podkoszulki w biało-niebieskie pasy mianem „pasiastych braci”. Szop na co dzień ma zajmować się „podnoszeniem bojowego ducha” żołnierzy. Ci zapowiadają, że go na pewno nie oddadzą i nie wymienią. Dla zwierzęcia w internetowym głosowaniu wybrano też imię – Chersoń.

– Chersoń nasz – mówią desantowcy, patrząc z góry na ukraińskich polityków, którzy chcą go wymienić na pomnik Katarzyny II z Odessy – poinformowano.

– Swoich nie zostawiamy. I dlatego szop zostanie u nas i będzie bronić Federacji Rosyjskiej – podkreślił jeden z nich.

(...)

Rosyjskie media uparcie powracają do szukania winnych temu, co stało się na Ukrainie. Według nich bezpośrednią przyczyną całego „zła”, czyli demonstracjom na Majdanie na przełomie lat 2013 i 2014, to efekt działania „amerykańskich sekt chrześcijańskich”.

Rosji wprawdzie daleko do wygrania wojny, jednak w programie Olgi Skabajewej na antenie Rossija 1 rozpoczęto dyskusję na temat tego, co Rosja powinna zrobić z ukraińskimi politykami, którzy w momencie klęski uciekną z kraju. Zaproszony do studia deputowany Andriej Ługowoj, dawniej czynny oficer FSB, a obecnie deputowany do Dumy jest znany z udziału w zabiciu Aleksandra Litwinienki, który zmarł zatruty promieniotwórczym polonem w 2006 r.

Rosyjski polityk kremlowskiej partii LDPR stwierdził, że Wołodymyr Zełenski oraz jego współpracownicy powinni być ścigani po całym świecie i truci. Polecił przeczytać im wspomnienia generała NKWD Pawła Sudopłatowa, który organizował – a czasem też wykonywał – zamachy na „wrogów ZSRR”, m.in. na Lwa Trockiego w Meksyku i szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów OUN Jewhena Konowalca. Jego zdaniem tam mogą znaleźć informacje co do swojego losu.

– Sprawiedliwości powinno stać się zadość. Na szafot po pierwsze powinni pójść Zełenski i jego współpracownicy. Trzeba ich ścigać po całym świecie. Oni oczywiście dostali gwarancje od brytyjskich i amerykańskich służb specjalnych. Jestem przekonany, że każdy z nich ma ukryty dom w Kalifornii, gdzie mają nadzieję spędzić resztę swojego życia. I nie sądzimy, że to życie będzie udane – powiedział.

belsat.eu/vot-tak.tv