niedziela, 27 listopada 2022


Odpowiadając na jedno z pytań matki, która straciła syna na wojnie, Putin przedstawił swoje osobliwe przemyślenia. - W naszym kraju około 30 tys. osób ginie w wypadkach drogowych, tyle samo od alkoholu. Tak czasem jest, niestety, życie się tak układa. Życie jest skomplikowane i różnorodne. Jest bardziej skomplikowane, niż to opisują. Ostatecznie wszyscy jesteśmy w rękach Boga, Allaha czy Chrystusa, jeśli mówimy o tych, którzy wierzą w siły wyższe. Nieważne, jaką religię wyznajemy. Istotne jest to, że wszyscy jesteśmy śmiertelnikami, wszyscy jesteśmy w rękach Boga. I pewnego dnia wszyscy umrzemy, to jest nieuniknione - stwierdził.

- Pozostaje pytanie, jak żyjemy? Z niektórymi nie wiadomo, czy żyją, czy nie. Nie wiadomo, od czego umierają - od wódki czy czegoś innego. Kiedy ich już nie ma, trudno powiedzieć, czy żyli, czy nie - ich życie minęło bez ostrzeżenia. Ale pani syn żył - rozumie mnie pani? Osiągnął cel. Nie stracił życia po nic. Rozumie pani? Jego życie było ważne. Żył, osiągnął to, czego chciał - mówił Putin.

Nie wszystkie matki i rodziny żołnierzy są traktowane przez władze Rosji z taką estymą i wysłuchiwane z uwagą. Rosyjski reżim zablokował strony internetowe "Rady Matek i Żon". Organizacja protestowała przeciwko wojnie w Ukrainie i żądała wstrzymania mobilizacji.

Zablokowania profilu "Rady Matek i Żon" na popularnym w Rosji portalu społecznościowym zażądała Prokuratura Generalna. Wcześniej działaczki tej organizacji zgromadziły się w Petersburgu przed siedzibą sztabu Zachodniego Okręgu Wojskowego, gdzie odczytały petycję skierowaną do władz Rosji. Kobiety zażądały rozpoczęcia rokowań z Kijowem, rezygnacji z wykorzystania broni jądrowej oraz wycofania rekrutów wcielonych do armii z rejonów graniczących z Ukrainą. 

gazeta.pl

Spotkanie w Erywaniu można nazwać "chwilą prawdy" dla organizacji zrzeszającej Armenię, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Rosję i Tadżykistan. Oczekiwania wobec szczytu były niemal apokaliptyczne, aż do zapowiedzi rozwiązania Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) włącznie — struktury, która nie spełniła oczekiwań co najmniej połowy jej członków: Armenii, Kazachstanu i Kirgistanu.

Tak się jednak nie stało. Walizka bez rączki, jak czasem nazywano OUBZ — niewygodna w noszeniu, ale jednocześnie nienadająca się jeszcze do wyrzucenia — przetrwała. Choć sam na marginesie spotkania premier Armenii Nikol Paszynian jego wynik skwitował jednym słowem: fiasko!

Dlaczego? Wszyscy przywódcy, w tym Putin, zostali zaproszeni do Erywania osobiście, a nie online, co jest, szczerze mówiąc, prawdziwym sukcesem. Nie każdy szczyt prezydent Rosji jest gotów zaszczycić swoją obecnością.

Być może dlatego premier Armenii przemawiał tak teatralnie. Trudno byłoby w obecności samego prezydenta Rosji Putina powiedzieć przed całym narodem, że OUBZ nie jest mu już dłużej potrzebna. O ile jednak wcześniej Armenia choć w jakimś stopniu mogła liczyć na pomoc lub choćby sympatię tej organizacji w przeciwstawianiu się agresji Azerbejdżanu, teraz nie można mieć co do tego złudzeń.

Dlatego pomysł Paszyniana, który kończył rok przewodniczenia w OUBZ, aby zorganizować szczyt w Erywaniu, by tak głośno zatrzasnąć drzwi, był z pewnością udany.

Od samego początku szczytu dla wszystkich jego uczestników, przede wszystkim jednak dla samego Paszyniana, było oczywiste, że nie uda się skłonić OUBZ do zajęcia "pryncypialnego stanowiska w sprawie agresji Azerbejdżanu na Armenię". Jak cynicznie, ale obraźliwie trafnie zauważył w przeddzień spotkania w Erywaniu prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew — "Azerbejdżan ma więcej przyjaciół w OUBZ niż Armenia".

W odpowiedzi na to Erywań stwierdził, że Armenia w ogóle nie ma w nim przyjaciół. A potem przypomniał sobie, jak Aleksander Łukaszenko, dotychczasowy ormiański sojusznik OUBZ, tłumaczył, że "Ilham Alijew to nasz człowiek".

Ponieważ nikt w gronie sojuszników nie zamierzał z tym polemizować, lekkomyślnością było oczekiwanie, że dwa główne dokumenty końcowe szczytu w Erywaniu, "Deklaracja" i "Wspólne środki pomocy dla Republiki Armenii", będą odzwierciedlać życzenia gościnnych ormiańskich gospodarzy.

Dlatego Nikol Paszynian publicznie odmówił ich podpisania i skierowano je do rewizji. Kiedy i jak zostaną "sfinalizowane"— nie wiadomo. Wydaje się jednak, że dla opinii publicznej nie będzie to już miało większego znaczenia — fiasko to fiasko, trup to trup.

Oczywiście pojawiło się pytanie: co Ormianie mieli zrobić z tą "walizką" — czy ją trzymać, czy wyrzucić. Ludzie zgromadzeni na ulicach głośno domagali się tego drugiego — opuszczenia OUBZ, tym bardziej że sam premier twierdzi, że nie ma z tego sojuszu większego pożytku.

Tu jednak w grę wchodzi zmysł polityczny przywódcy, który z jednej strony wykazał się jednością z ludem, z drugiej jednak umiejętnie zdystansował się od jego chwilowych frustracji i rozczarowań. Erywań postawił sprawę jasno: przesłanki do opuszczenia OUBZ istnieją, ale na razie kraj się z tym wstrzymuje.

Jakby przypadkowo premier Armenii zwrócił się jednak do aliantów z osobliwym przekazem — nie obwiniajcie mnie, jeśli zwrócimy się o pomoc do innych ważnych światowych ośrodków władzy, powiedzmy na Zachodzie.

Moskwa nie załamała na to rąk i nie wykrzyknęła: "Och, jak możesz!". Zamiast tego Dmitrij Pieskow skomentował pokornie: "to dobrze, nie może być mowy o wystąpieniu Armenii z OUBZ".

onet.pl/The Moscow Times

sobota, 26 listopada 2022


Ostatnie dni to narastający strumień nagrań z ukraińskich dronów, które bombardują wyraźnie apatycznych rosyjskich żołnierzy i najmeników. Tkwiący całymi grupami w jakichś dołach czy okopach, prawie niereagujący na spadające im pod nogi granaty. Nieliczni podejmują próbę ucieczki. Hipotermia, szok i rany po wcześniejszym ostrzale? Trudno powiedzieć, ale wysyp makabrycznych nagrań pokazuje, w jaki sposób bezsensownie giną tysiące Rosjan.

gazeta.pl

Merkel w rozmowie z gazetą stwierdziła, że porozumienie mińskie, które miało zapobiec dalszej eskalacji wojny między Rosją a Ukrainą w 2014 r., miało się "wyczerpać" do 2021 r. Jak zaznaczyła, latem 2021 r. bezskutecznie próbowała wraz z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem zorganizować spotkanie krajów UE z Putinem. W kwestii polityki zagranicznej "nie posunęłaby się wówczas ani o milimetr" – nie tylko jeśli chodzi o Ukrainę, ale też o regiony Naddniestrza, Mołdawii, Gruzji i Abchazji, Syrii oraz Libii.

Merkel uważa, że "podczas negocjacji w Mińsku kupiła czas, który Ukraina mogła wykorzystać do lepszego odparcia rosyjskiego ataku. Teraz jest ona silniejszym, bardziej odpornym krajem". Jest pewna, że gdyby nie to, już wtedy zostałaby opanowana przez wojska Putina – pisze "Spiegel".

Jak podkreśliła Merkel, w swojej ocenie Putina była zgodna z ówczesnym prezydentem USA Barackiem Obamą. "Po aneksji Krymu przez Rosję (w 2014 r.) próbowaliśmy wszystkiego, aby zapobiec dalszym rosyjskim atakom na Ukrainę i szczegółowo skoordynowaliśmy nasze sankcje" – podkreśliła Merkel.

Zdaniem Merkel, rosyjski atak na Ukrainę w lutym 2022 roku zakończył "fazę euforii" w historii. "Dzisiaj mamy do czynienia ze światem, który znów jest pełen komplikacji. Historia się nie powtarza, ale obawiam się, że pewne wzorce powracają. Znika również duch pojednania" – dodała.

Merkel pochwaliła opór Ukraińców, ale przekonywała jednocześnie, że "Niemcy nie powinny być pierwszym krajem, który wysyła najnowocześniejsze czołgi", ponieważ w Rosji "nadal można z Niemcami stworzyć dobrą atmosferę". Jak zaznaczyła, "druzgocące jest to, że niewiele rozwiązań dyplomatycznych się sprawdza, a mimo to nie widać dla nich żadnej realnej alternatywy".

Wyraziła także uznanie dla prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa, który jawnie odmówił poparcia wojnie Putina. "Wydaje mi się, że ten człowiek ma niesamowitą siłę, by przeciwstawić się Rosji" – stwierdziła.

PAP

Rosyjskie media, milbloggerzy i urzędnicy kontynuują próby kształtowania narracji wokół prawdopodobnej drugiej częściowej mobilizacji, jednocześnie zaprzeczając możliwości powszechnej mobilizacji. Rosyjskie media opozycyjne twierdziły, że niezidentyfikowany rosyjski deputowany wysokiej rangi stwierdził, że zmobilizowane siły „wyczerpią się” do końca zimy i pozostawią dziury do załatania przez przyszłą mobilizację. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) poinformowało, że prezydent Rosji Władimir Putin nakazał utworzenie państwowego zasobu informacyjnego zawierającego aktualne informacje o obywatelach Rosji zarejestrowanych w wojsku. Rozwój ten stwarza odpowiednie warunki dla ułatwienia przyszłej fali mobilizacji.

Generalna rosyjska mobilizacja pozostaje niezwykle mało prawdopodobna. Rosyjskie media opozycyjne powołały się na niezidentyfikowane źródło w rosyjskiej administracji prezydenckiej, że Kreml porzucił pomysł powszechnej mobilizacji pod koniec października i zamiast tego przeprowadzi drugą falę mobilizacji. Finansista Grupy Wagnera i szef Republiki Czeczeńskiej Ramzan Kadyrow podobno opowiadał się za stanem wojennym i powszechną mobilizacją, chociaż większość przedstawicieli Kremla była temu przeciwna.

Kreml unika publicznych narracji sugerujących dalszą mobilizację i nieformalnie (ale nie prawnie) zadeklarował zakończenie częściowej mobilizacji w odpowiedzi na niepopularność i nieskuteczną realizację tej polityki, o czym informował wcześniej ISW. Kremlowski sekretarz prasowy Dmitrij Pieskow oświadczył 25 listopada, że ​​zbliżające się orędzie prezydenta Rosji Władimira Putina do Zgromadzenia Federalnego Rosji nie będzie zawierało zapowiedzi mobilizacji. Potajemna mobilizacja i medialne prognozy dotyczące przyszłej mobilizacji są kontynuowane, jak wcześniej donosiło ISW.

Rosyjski rząd stara się zdefiniować odpowiednie kroki eskalacyjne i wymagania dotyczące generowania sił, biorąc pod uwagę status niedawno anektowanych terytoriów. Członek Komitetu Obrony Dumy Rosyjskiej, Wikor Sobolew, stwierdził w wywiadzie opublikowanym 11 listopada, że ​​częściowa mobilizacja spełni wymagania rosyjskie tak długo, jak długo walki będą trwały na terytorium Ukrainy, podczas gdy eskalacja przeciwko terytorium Rosji może wymagać powszechnej mobilizacji. To rozróżnienie jest sprzeczne z oficjalną aneksją przez Rosję okupowanych terytoriów ukraińskich i polityką, że nawet terytorium, które się poddało lub nigdy nie zostało osiągnięte przez siły rosyjskie, jest częścią Rosji.

(...)

Zmobilizowane siły rosyjskie nadal wykazują nieudolność i skrajny nieład. Rosyjskie źródło podało 23 listopada, że ​​zmobilizowani żołnierze na poligonie w centrum Fedoseevki w obwodzie biełgorodzkim przypadkowo zastrzelili siedmioletniego chłopca idącego ze szkoły do ​​domu. Prawdopodobnie oznacza to porażkę Rosji zarówno w zlokalizowaniu poligonu w centrum miejskim, jak i w dzikim strzelaniu poza oczekiwanymi ścieżkami i kierunkami. Rosyjskie źródło poinformowało 24 listopada, że ​​niedawno zmobilizowany sierżant wywiadu przypadkowo zastrzelił innego żołnierza w Tolpino w obwodzie kurskim. Rosyjskie źródło poinformowało 24 listopada, że ​​rosyjski szeregowiec czterokrotnie dźgnął młodszego oficera podczas kłótni na nieokreślony temat.

Skutki mobilizacji nadal powodują krótkoterminowe wyzwania dla rosyjskiego społeczeństwa, a także stwarzają destabilizujące warunki dla rosyjskiego społeczeństwa w perspektywie długoterminowej. Rosyjskie siły zbrojne i prywatne firmy wojskowe (PMC) mobilizują personel medyczny, obiecując wynagrodzenie nawet dziesięciokrotnie wyższe niż przeciętne pensje szpitalne lekarzom, którzy zgodzą się służyć w strefach działań wojennych, a także przeprowadzają wśród żołnierzy szkolenia z podstawowych procedur medycznych. Takie działania sugerują, że rosyjskie siły zbrojne straciły zakontraktowanych lekarzy i/lub poniosły ofiary w stopniu znacznie większym niż oczekiwano lub przewidywano. Ranni rosyjscy żołnierze prawdopodobnie otrzymują gorszą opiekę. Szersze społeczeństwo rosyjskie prawdopodobnie stanie w obliczu niedoboru personelu medycznego w przyszłości, który prawdopodobnie zostanie zaostrzony przez żniwo pandemii COVID-19. Rosyjskie władze mają również trudności z zajęciem się warunkami ekonomicznymi i finansowymi otaczającymi zmobilizowanych. (...) Rosyjskie służby rekrutacyjne stwierdziły, że rekruterzy mają trudności z zatrudnieniem mężczyzn i zauważyły, że co najmniej 300.000 osób poszukujących pracy w wieku produkcyjnym opuściło Rosję od początku mobilizacji.

Rosjanie nadal używają wszelkich środków, aby uniknąć mobilizacji. Sibir Realii doniósł 25 listopada, że ​​mężczyźni na Syberii od początku mobilizacji ustalają ojcostwo w znacznie wyższym stopniu niż zwykle. Rosyjski Sztab Generalny zarządził 4 października, że ​​ojcowie z trojgiem lub więcej dzieci poniżej 16 roku życia nie podlegają mobilizacji. Rosyjskie źródło poinformowało 24 listopada, że ​​zmobilizowani żołnierze na poligonie w Yelan w obwodzie swierdłowskim zawarli porozumienie z lokalnym szpitalem, aby szpital usunął im wyrostki robaczkowe, a następnie zalecił miesięczny okres rekonwalescencji, w którym aktywność fizyczna jest zabroniona. Szpital (...) zidentyfikował do tej pory około 30 przypadków „ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego” u zmobilizowanych żołnierzy.

Rosyjskie morale pozostaje bardzo niskie. Rosyjski portal opozycyjny twierdził, że 250 rosyjskich żołnierzy w Zajcewie odmówiło walki na linii frontu i ukrywa się teraz w piwnicach. Podobno rosyjscy oficerowie weszli do piwnic 21 listopada i wypchnęli 100 żołnierzy na muszce.

understandingwar.org

piątek, 25 listopada 2022


Jacek Gądek: - Rosjanie się cofają w Ukrainie, tracąc ostatnio Chersoń, ale w Azji Centralnej też? I w Europie, i w Azji?

Adam Balcer: - I to zdecydowanie.

Aż tak?

Ten proces zaczął się jeszcze przed wojną. Przez wojnę w Ukrainie problemy ekonomiczne Rosji - a te już są bardzo poważne - będą się szybko pogłębiać, co powoduje, że Rosja coraz bardziej traci zdolność do odgrywania istotnej roli w sąsiednich regionach. Ukraina to sprawa oczywista.

Natomiast warto też spojrzeć na Kazachstan - największą po Rosji gospodarkę wśród państw byłego Związku Radzieckiego. Oczywiście, ten termin "byłego ZSRR" ponad 30 lat po jego rozpadzie brzmi już jak anachronizm. Otóż w zeszłym roku, wedle danych kazachskich, 24 proc. wymiany handlowej z zagranicą to był handel z Rosją, a 18 proc. z Chinami. Po dziewięciu miesiącach jest już po tyle samo - po 18 proc., a tendencja jest ewidentna: Rosja spada, a Chiny rosną jako partner handlowy. W innych krajach regionu jest podobnie. Beneficjentami wojny w Ukrainie w Azji Centralnej będą po pierwsze Chiny.

A po drugie?

Turcja.

Dlaczego?

Pomimo wszystkich poważnych problemów wewnętrznych Turcja jest wyłaniającym się mocarstwem regionalnym, a Rosja czuje jej oddech na plecach, bo Turcja się rozwija, a Rosja zwija. Wystarczy powiedzieć, że PKB Turcji (mierzony parytetem siły nabywczej) to dziś 70 proc. gospodarki Rosji, a już za 10 lat może być niewiele mniejszy.

Turcja jest jedną z największych potęg militarnych w Eurazji. No i jest nierzadko najważniejszym albo ważnym partnerem ekonomicznym prawie wszystkich krajów Europy Wschodniej, Kaukazu Południowego i Azji Centralnej. Turcja oprócz rozwoju relacji dwustronnych, zbudowała trójkąt kaukaski z Gruzją i Azerbejdżanem, i dała nowe życie Organizacji Państw Tureckich. W przyszłości ma potencjał, by oddziaływać na sytuację wewnętrzną w samej Rosji, bo udział „bratnich" narodów muzułmańskich w populacji rosyjskiej w najbliższych dekadach zdecydowanie wzrośnie ze względu na migracje i wyższy przyrost naturalny w tej społeczności. Będą oni stanowić znaczną część mieszkańców kraju. Także turkijskie kraje położone na południe od Rosji mogą być za 10-20 lat znacznie silniejsze niż dzisiaj.  

To tracenie Azji Centralnej, Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego przez Rosję może wpłynąć na postawę Putina wobec Ukrainy już teraz? Może wymusić zakończenie wojny?

Nie. Zresztą proces słabnięcia Rosji w tych regionach zaczął się wcześniej. Zaangażowanie Rosji w wojnę w Ukrainie jest tak ogromne i dotyczy ono tak fundamentalnej dla Kremla kwestii statusu mocarstwa, że Moskwa nie może być w paru miejscach naraz - Rosja wybiera więc wojnę w Ukrainie kosztem wpływów w wielu miejscach w Eurazji.

W Polsce często mówimy o "przestrzeni postsowieckiej", ale ten termin jest coraz bardziej anachroniczny, bo Zachód, Chiny i Turcja wypychają Rosję z tej przestrzeni. Są też rosnący w siłę gracze typu: Iran, Japonia, Indie czy Korea Południowa. Te przetasowania są nierzadko powrotem do sytuacji sprzed ponad 200 czy nawet 100 lat, przed czasami, gdy Rosja zdominowała baseny Morza Czarnego i Kaspijskiego oraz Wielki Step i syberyjski Daleki Wschód.

Ta wojna obnażyła ograniczenia Rosji. Kreml zachowywał się jak King Kong, który ryczy i uderza się w piersi, ale dziś dobrze widać granice jego siły, skoro Rosjanie nie potrafią wygrać wojny z Kijowem, a wręcz ją już przegrywają.

gazeta.pl

23 listopada Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak na obiekty infrastruktury krytycznej Ukrainy. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego łączna liczba uderzeń rakietowych wyniosła 78. Obrońcy mieli zestrzelić 51 z 67 wykorzystanych przez wroga pocisków manewrujących oraz 5 z 10 dronów uderzeniowych Lancet. Głównym celem ataku był Kijów i jego okolice, na które wypuszczono 30 rakiet (20 z nich miało zostać strąconych). Trafiono co najmniej 16 obiektów energetycznych (elektrociepłowni, elektrowni wodnych i podstacji) w Kijowie i ośmiu obwodach. Szczególnie dotkliwy okazał się atak na Wyszogród w obwodzie kijowskim, który spowodował śmierć lub zranienie kilkudziesięciu osób.

Uszkodzenia i wywołane przez nie awaryjne wyłączenia prądu doprowadziły do blackoutu w całym kraju oraz częściowo w połączonej z nim systemem energetycznym Mołdawii. Ze względów bezpieczeństwa od sieci odłączono wszystkie bloki pracujących siłowni jądrowych (Chmielnickiej, Rówieńskiej i Południowoukraińskiej; okupowana Zaporoska Elektrownia Jądrowa już wcześniej została przez Rosjan odłączona od ukraińskiego systemu energetycznego). Wieczorem 24 listopada system zabezpieczał niespełna 50% potrzeb energetycznych kraju, a prądu i bieżącej wody (wodociągi miejskie potrzebują do działania energii elektrycznej) brakowało w 15 obwodach. Jeszcze 25 listopada rano bez prądu pozostawało 50% odbiorców w stolicy, jednak w większości miasta przywrócono już dostawy wody.

(...)

W reakcji na kolejne zniszczenia sieci energetycznych władze w Kijowie oznajmiły 22 listopada, że otworzono ponad 4 tys. tzw. punktów niezłomności. Zapewniają one darmowy dostęp do prądu, wody, środków medycznych czy łączności mobilnej i Internetu. Punkty działają we wszystkich urzędach administracji lokalnej, a także w szkołach, budynkach Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, na pocztach itp. Według prognoz ukraińskiego wywiadu wojskowego wróg będzie kontynuować masowe ataki rakietowe, a na przygotowanie się do kolejnego potrzebuje około tygodnia (rosyjskie rezerwy broni precyzyjnej mają być na wyczerpaniu, poza rakietami do systemów S-300).

24 listopada sekretarz prasowy Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził w ultymatywnym tonie, że Kijów musi spełnić żądania Rosji, aby „przywrócić sytuację do normy”. Powtórzył warunki zawarcia pokoju: uznanie aneksji części terytorium Ukrainy i przeprowadzenie tzw. demilitaryzacji, stanowiącej jedyny sposób „powstrzymania wszelkich możliwych cierpień ludności cywilnej”.

(...)

Komentarz

Przeprowadzony 23 listopada atak na ukraińską infrastrukturę energetyczną był pierwszym, który sprawił, że system zaopatrzenia państwa w prąd w większości przestał funkcjonować. Po raz pierwszy w historii okresowo nie działały wszystkie cztery elektrownie jądrowe. Rosyjskie ostrzały w ostatnich tygodniach nadwyrężyły ukraińską sieć do tego stopnia, że błyskawiczne, lecz jedynie prowizoryczne naprawy nie pozwalają na przywrócenie mu stabilności i pełnej sterowności. Tym samym przy braku możliwości wymiany zniszczonych bądź uszkodzonych obiektów każdy kolejny atak będzie powodował trwający od kilku godzin do kilku dni blackout na znacznych obszarach kraju, a agresor będzie mógł osiągać taki skutek przy użyciu coraz mniejszej liczby rakiet.

Kolejne już oświadczenie Kremla ma charakter brutalnego szantażu. Zgodnie z tym przekazem brak prądu i ciepła w wielu rejonach Ukrainy to efekt działań Kijowa, odmawiającego negocjacji z Moskwą. Potwierdza to, że obecna taktyka sił najeźdźczych ma doprowadzić do klęski humanitarnej, a „oferty pokojowe” są w gruncie rzeczy ultimatum mającym wymusić na władzach napadniętego kraju bezwarunkową kapitulację. Kreml liczy na to, że sparaliżowanie dostaw energii elektrycznej, wody i ogrzewania złamie opór społeczny Ukraińców, co zmusi Zełenskiego do podjęcia rozmów z Kremlem pod pretekstem ograniczenia dewastowania państwa i polepszenia sytuacji bytowej obywateli. Posunięcia Rosjan nie wywołują jednak zmiany stanowiska Kijowa – władze skupiły się na utrzymaniu zdolności do przetrwania okresu zimowego. Rozpatrują przy tym możliwość ewakuacji ludności z większych miast. Na razie nie widać także oznak fermentu społecznego.

Mimo komunikowanej przez Ukraińców stosunkowo wysokiej ogólnej liczby zestrzeleń daje się zaobserwować pogorszenie efektywności obrony powietrznej w rejonie stolicy. W poprzednich atakach przepuszczała ona pojedyncze rakiety, a jej deklarowana skuteczność wynosiła ponad 80% (15 listopada miała strącić blisko 87% wrogich rakiet). W ostatnim ataku spadła ona do niespełna 67%. Kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu jest to rezultatem wypracowania przez Rosjan nowej taktyki uderzeń (odpalania rakiet z bliższej odległości, co daje obrońcom mniej czasu na reakcję), której efektywność widać w rejonach przyfrontowych (ukraińska obrona powietrzna ma tam zestrzeliwać przeciętnie 40% wrogich rakiet, a 17 listopada jej skuteczność wyniosła niespełna 15%), a w jakim wyczerpywania się ukraińskich zapasów przeciwrakiet oraz niszczenia przez agresora tamtejszych systemów obrony powietrznej. Należy podkreślić, że rejonu Kijowa bronią zachodnie systemy NASAMS i IRIS-T, których skuteczność strona ukraińska ocenia na 100%.

osw.waw.pl

czwartek, 24 listopada 2022


14 listopada Federalne Ministerstwo Gospodarki i Ochrony Klimatu (BMWK) wydało zarządzenie dotyczące nacjonalizacji spółki Securing Energy for Europe GmbH (SEFE), która skupia gazowe aktywa Gazpromu w Niemczech i do czerwca działała pod nazwą Gazprom Germania. W kwietniu Berlin przejął kontrolę nad firmą, przekazując ją pod zarząd powierniczy Federalnej Agencji Sieci (BNetzA).

Stan faktyczny, szczegóły operacji oraz uzasadnienie decyzji obszernie przedstawiono w zarządzeniu BMWK opublikowanym w Dzienniku Urzędowym RFN. Stwierdzono w nim, że firma znajduje się w stanie nadmiernego zadłużenia bez perspektyw na poprawę sytuacji. Ponadto ze względu na powiązania właścicielskie firmy z Gazpromem, bieżące ryzyka polityczne oraz niepewną przyszłość część dotychczasowych partnerów biznesowych w kluczowych obszarach (m.in. bankowość, ubezpieczenia) zaczęła odmawiać dalszej współpracy, co zaczęło negatywnie odbijać się na bieżącym funkcjonowaniu spółki i miało grozić paraliżem jej dalszej działalności. W tej sytuacji zatrudniony przez BNetzA (jako podmiot zarządzający) doradca ds. restrukturyzacji zarekomendował przeprowadzenie zmian właścicielskich oraz dokapitalizowanie firmy (potrzeby oszacowano łącznie na 7,7 mld euro). W przeciwnym wypadku SEFE miałoby grozić bankructwo, które ze względu na kluczowe znaczenie firmy na niemieckim rynku gazu stanowiłoby poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zaopatrzenia RFN w energię.

Do nacjonalizacji SEFE wykorzystano instrumenty kapitałowe. Po pierwsze, ze względu na głębokie zadłużenie firmy (straty przewyższyły kapitał własny o ponad 2 mld euro) zarządzono redukcję kapitału zakładowego do zera, dzięki czemu z listy właścicieli usunięto dotychczasowych rosyjskich udziałowców. Po drugie, zarządzono wniesienie nowego wkładu własnego w wysokości 226 mln euro przez nowego udziałowca – należącą do skarbu państwa spółkę Securing Energy For Europe Holding GmbH (SEFEH). 12 listopada Komisja Europejska wyraziła zgodę na przeprowadzenie tej operacji.

Z opublikowanego przez BMWK oświadczenia wynika ponadto, że rząd RFN planuje przekształcenie (niesprecyzowanej) części kredytu udzielonego SEFE przez państwowy bank KfW (łącznie 11,8 mld euro) na kapitał własny spółki. Co więcej, linia kredytowa dla firmy ma zostać zwiększona o 2 mld euro. Planowaną konwersję długu musiałaby zatwierdzić KE. 

SEFE (wcześniej Gazprom Germania) to spółka o kluczowym znaczeniu na niemieckim i – szerzej – europejskim rynku gazu, która dotychczas stanowiła strategiczne aktywa Gazpromu w Europie. Obejmują one infrastrukturę magazynową, m.in. 100% akcji firmy Astora, do której należą duże zbiorniki gazowe w RFN i Austrii. Ponadto SEFE jest współwłaścicielem magazynów Katharina i Etzel w Niemczech, Dambořice (Czechy), Banatski Dvor (Serbia) oraz Bergermeer (Holandia). Co więcej, jest także współwłaścicielem gazowych szlaków przesyłowych w RFN (w tym lądowych odnóg Nord Streamu – NEL i OPAL) oraz ma 49,98% akcji w spółce Gascade Gastransport – właścicielu i operatorze ponad 3 tys. km gazociągów w Niemczech. Wreszcie do SEFE należą ważne firmy działające na rynku handlu gazem, takie jak SEFE Marketing & Trading, SEFE Schweiz, Wingas czy WIEH, które w oparciu o korzystne umowy długoterminowe z Gazpromem dostarczały surowiec do odbiorców końcowych w państwach europejskich. 11 maja rosyjski rząd objął sankcjami SEFE i kontrolowane przez nią podmioty, odcinając je tym samym od dostaw gazu ze wschodu (szerzej zob. Rosja: sankcje na wybrane unijne spółki gazowe). Aby móc realizować swoje zobowiązania kontraktowe, muszą one pozyskiwać surowiec na giełdzie po aktualnych, wielokrotnie wyższych cenach, co generuje poważne straty.

Komentarz

Nacjonalizacja grupy SEFE to kolejny, podjęty po agresji Rosji na Ukrainę, krok w stronę zerwania budowanego przez lata wielopłaszczyznowego sojuszu energetycznego między Berlinem a Moskwą. Dla RFN oznacza ona przede wszystkim odzyskanie pełnej kontroli nad strategicznymi aktywami w obszarze infrastruktury gazowej, zwłaszcza magazynów. W samych Niemczech SEFE kontroluje 28% pojemności tamtejszych zbiorników, w tym największy w Rehden, który przed wybuchem wojny został – jak wszystko na to wskazuje z pobudek politycznych – kompletnie opróżniony.

Z perspektywy Moskwy utrata strategicznych aktywów oznacza z kolei długotrwałe osłabienie wpływów Gazpromu. Gazprom Germania (GG) i powiązane spółki odgrywały kluczową rolę w dostawach rosyjskiego gazu i handlu nim na rynkach niemieckim i europejskim. Gazprom, za pośrednictwem GG, kontrolował przeważającą większość wykorzystywanych przez siebie mocy magazynowych na terenie UE. Sieć spółek służyła koncernowi do realizacji dostaw surowca do odbiorców końcowych w państwach europejskich, w szczególności w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji czy Belgii. Wprawdzie w ostatnich latach wielkość dostaw gazpromowskiego gazu systematycznie się zmniejszała (23 mld m3 w 2019, 21 mld m3 w 2020 r.), niemniej jeszcze w 2018 r. wolumeny dostaw wyniosły 28,4 mld m3. Dodatkowo spółki zależne GG handlowały też surowcem kupowanym na europejskich giełdach. Poprzez GG Gazprom był także udziałowcem w gazowej infrastrukturze przesyłowej na terenie Niemiec. Jak podaje Reuters, GG posiadała w 2020 r. aktywa o łącznej wartości 8,4 mld euro i kapitał własny w wysokości 2,2 mld euro (...).

Nacjonalizacja SEFE jest logiczną konsekwencją działań podejmowanych przez Berlin wobec strategicznych z niemieckiej perspektywy aktywów infrastrukturalnych Gazpromu w RFN po 24 lutego br. Wprowadzenie zarządu powierniczego mogło mieć jedynie charakter tymczasowy, docelowo spółka musiała zostać upaństwowiona, sprzedana lub zwrócona właścicielom. Nacjonalizacja firmy była przygotowywana od wiosny – BMWK już w maju zleciło powołanie spółki SEFEH (obecnie nowego udziałowca SEFE), zaś zamiar wykorzystania instrumentów kapitałowych do przejęcia firmy zasugerowano w czerwcu przy przyznaniu jej wielomiliardowego kredytu przez KfW (szerzej zob. Niemcy: kolejne kroki w przejmowaniu kontroli nad spółką Gazprom Germania). We wrześniu portal Spiegel Online donosił z kolei o skłanianiu się rządu RFN do przejęcia SEFE za pomocą redukcji kapitału zakładowego.
Wiele wskazuje na to, że Berlin wstrzymywał się początkowo z nacjonalizacją SEFE z obawy przed całkowitym odcięciem przez Moskwę dostaw gazu do RFN jako działaniem odwetowym. Zaprzestanie przez Gazprom przesyłu surowca do RFN pod koniec sierpnia mogło być czynnikiem przesądzającym lub przyspieszającym działania (...). Nie bez znaczenia dla momentu podjęcia decyzji były także upływ z dniem 15 grudnia sześciomiesięcznego okresu obowiązywania zarządu powierniczego oraz wola wyjaśnienia i ustabilizowania sytuacji w kluczowej dla funkcjonowania niemieckiego sektora gazowego spółce.

SEFE to kolejna firma w sektorze gazowym RFN, która ma zostać upaństwowiona. Do końca roku ma się zakończyć proces przejęcia Unipera, który jednak – w przeciwieństwie do aktywów Gazpromu – został w pełni uzgodniony z dotychczasowym głównym udziałowcem (...). Nacjonalizacja dwóch największych podmiotów handlujących błękitnym paliwem w RFN oraz posiadających strategiczna aktywa w obszarze infrastruktury gazowej stanowi diametralną zmianę w niemieckim sektorze tego surowca, ponieważ dotychczas był on zdominowany przez podmioty prywatne, w których skarb państwa bezpośrednio nie posiadał udziałów. Po zmianach właścicielskich Berlin zyska nowe możliwości wpływu na firmy. Fakt ten będą chcieli wykorzystać zwłaszcza Zieloni do ukierunkowania działalności spółek na inwestycje w obszary i technologie zgodne z wymogami transformacji energetycznej.

Niejasna pozostaje kwestia odszkodowania dla Gazpromu za utratę skupionych w grupie SEFE aktywów. Zgodnie z ustawą o zapewnieniu zaopatrzenia w energię (Energiesicherungsgesetz), która stanowi podstawę prawną podejmowanych przez Berlin działań, rosyjskiemu koncernowi teoretycznie powinna przysługiwać rekompensata. Jej wysokość nie została określona. Z informacji podanych przez BMWK wynika jednak, że odszkodowanie powinno odpowiadać wartości rynkowej udziałów dotychczasowego właściciela, które – w obliczu fatalnej kondycji finansowej firmy (ujemny kapitał własny) – zostały właśnie zredukowane do zera. Może to sugerować, że Gazprom nie otrzyma żadnej rekompensaty finansowej lub będzie ona miała symboliczny charakter. Na obecnym etapie nie jest jasne, czy i ewentualnie jakie kroki prawne zamierza podjąć strona rosyjska. Gazprom nie skomentował bowiem dotąd działań podejmowanych przez niemieckie władze.

osw.waw.pl

środa, 23 listopada 2022


Wydaje się, że Kreml ustala warunki informacyjne dla ataku pod fałszywą flagą w obwodzie biełgorodzkim w Rosji, prawdopodobnie w celu odzyskania poparcia społecznego dla wojny na Ukrainie. Kremlowscy propagandziści zaczęli wysuwać hipotezy, że siły ukraińskie dążą do inwazji na obwód biełgorodzki, a inne źródła rosyjskie zauważyły, że siły rosyjskie muszą odzyskać kontrolę nad Kupyańskiem w obwodzie charkowskim, aby zminimalizować zagrożenie ukraińskim atakiem. Twierdzenia te od dawna krążyły w społeczności milbloggerów, która krytykowała rosyjskie dowództwo wojskowe za porzucenie pozycji buforowych w Wowczańsku w północno-wschodnim obwodzie charkowskim po wycofaniu się Rosji z regionu we wrześniu. Rosyjscy blogerzy zintensyfikowali również apele do Rosji o odzyskanie wyzwolonych terytoriów w obwodzie charkowskim 22 listopada, twierdząc, że takie środki zapobiegawcze powstrzymają Ukraińców przed przeprowadzeniem operacji szturmowych na kierunkach Kupyańsk i Wowczańsk. Gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow opublikował także materiał filmowy pokazujący budowę fortyfikacji Linii Zasiecznej na granicy ukraińsko-biełgorodzkiej. Finansista Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn wyjaśnił, że Wagner buduje Linię Zasieczną po zmianie jej nazwy z Linii Wagnera, ponieważ „wielu ludzi [w Rosji] nie lubi działalności prywatnej firmy wojskowej Wagner”. Prywatne firmy wojskowe są w Rosji nielegalne.

Rosyjskie twierdzenia o rychłym ukraińskim ataku na obwód biełgorodzki są absurdalne i mają na celu jedynie przestraszyć opinię publiczną, aby poparła wojnę. Ukraina nie ma strategicznego interesu w inwazji na Rosję i nie ma możliwości zrobienia tego na taką skalę. Siły ukraińskie kontynuują wyzwalanie okupowanych osad w zachodnim obwodzie ługańskim po zwycięstwie w północnym obwodzie charkowskim. Poparcie dla bezsensownej rosyjskiej inwazji spada wśród rosyjskich mieszkańców regionów przygranicznych i reszty kraju w wyniku mobilizacji i niepowodzeń militarnych. Rosyjskie media opozycyjne podały, że od końca października krewni zmobilizowanych mężczyzn wzniecili protesty w 15 rosyjskich regionach, z których najbardziej godne uwagi miały miejsce w regionach graniczących z Ukrainą. Rosyjska opozycyjna Meduza, powołując się na dwa anonimowe źródła zbliżone do Kremla, poinformowała, że rosyjska administracja prezydenta przeprowadziła wewnętrzne badanie w różnych regionach, w których wielu wyrażało apatię wobec wojny. Chociaż ISW nie może samodzielnie zweryfikować raportu Meduzy, pojawiające się wezwania do demobilizacji wśród krewnych zmobilizowanych mężczyzn sugerują, że rosyjska propaganda jest /częściowo/ nieskuteczna w przeciwdziałaniu realnym skutkom wojny dla społeczeństwa.

Te niedorzeczne spekulacje na temat fantastycznej ukraińskiej inwazji na Rosję mogą być również częścią starań Kremla o uznanie i uspokojenie prowojennej rosyjskiej społeczności nacjonalistycznej. Rosyjscy blogerzy wielokrotnie zarzucali Kremlowi i rosyjskiemu Ministerstwu Obrony (MON) brak obrony Rosji, w tym nowo anektowanych terytoriów. Jednak Kreml raczej nie będzie w stanie dokonać ponownej inwazji na obwód charkowski, czego domagają się nacjonaliści.

Prigożyn wykorzystuje sianie paniki, w związku z fikcyjną groźbą inwazji ukraińskiej i budową Linii Zasiecznej, aby umocnić swoją władzę w rosyjskich regionach przygranicznych i w Rosji. Urzędnicy obwodu biełgorodskiego wstrzymali wcześniej budowę Linii Wagnera, a rebranding linii wraz z innymi projektami Prigożyna w St. Petersburgu i obwodzie kurskim oznacza, że będzie on nadal umacniał się w Rosji, rzekomo wspierając wojnę rosyjskiego prezydenta Władimira Putina.

Rosyjska armia znacznie uszczupliła swój arsenał precyzyjnych pocisków rakietowych, ale prawdopodobnie nadal będzie w stanie atakować ukraińską infrastrukturę krytyczną na dużą skalę w najbliższej przyszłości. Ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow opublikował 22 listopada dane, z których wynika, że rosyjskie wojsko ma tylko 119 pocisków Iskander, co stanowi 13 procent początkowego arsenału z lutego 2022 roku. Liczby Reznikowa pokazują również, że siły rosyjskie znacznie zubożyły inne kluczowe systemy broni precyzyjnej, mając tylko 229 pocisków Kalibr (45 procent początkowego zapasu z lutego 2022 r.), 150 pocisków Kh-155 (50 procent początkowego zapasu z lutego 2022 r.) oraz 120 pocisków Kh-22/32 (32 procent początkowego zapasu z lutego 2022 r.). Liczby Reznikova pokazują, że siły rosyjskie znacznie wyczerpały również zapasy pocisków 3M-55 „Onyx”, S-300, Kh-101, Kh-35 i Kh-47M2 Kinzhal.

Szef Ukrenergo Wołodymyr Kudrycki oświadczył 22 listopada, że siły rosyjskie uszkodziły prawie wszystkie elektrownie cieplne, duże elektrownie wodne i podstacje Ukrenergo na Ukrainie. Premier Ukrainy Denys Szmyhal oświadczył 18 listopada, że ponad połowa ukraińskiej sieci energetycznej uległa awarii w wyniku rosyjskich ataków rakietowych. Prezes DTEK Maxim Tymczenko wezwał Ukraińców do opuszczenia kraju, jeśli to możliwe, 19 listopada w celu zmniejszenia zapotrzebowania na ukraińską sieć energetyczną, a prezes YASNO Serhij Kowalenko oświadczył 21 listopada, że regularne przerwy w dostawie prądu prawdopodobnie potrwają co najmniej do końca marca 2023 r. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą w stanie nadal zmniejszać ogólną przepustowość ukraińskiej infrastruktury krytycznej w najbliższej przyszłości, biorąc pod uwagę obecny stan ukraińskiej sieci elektroenergetycznej. Wyczerpywanie się rosyjskiego arsenału rakiet precyzyjnych prawdopodobnie uniemożliwi jej jednak przeprowadzanie ataków rakietowych w szybkim tempie. ISW nadal ocenia, że  rosyjskie wojsko nie osiągnie celu, jakim jest degradacja ukraińskiej woli walki poprzez skoordynowaną kampanię przeciwko ukraińskiej infrastrukturze.

Rosyjskie wojsko prawdopodobnie ma problemy z uzupełnieniem swojego arsenału precyzyjnych systemów uzbrojenia. Rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ignat oświadczył 21 listopada, że Rosja ma problemy z dostawami irańskich rakiet do Federacji Rosyjskiej. Ignat spekulował, że zasoby dyplomatyczne, negocjacje lub wpływy innych krajów mogły wpłynąć na zdolność Iranu lub gotowość do zaopatrzenia Rosji w pociski balistyczne. ISW wcześniej oceniało, że Rosja jest coraz bardziej zależna od Iranu w zakresie dostarczania systemów broni o wysokiej precyzji. Ignat poinformował również, że Rosji brakuje niezbędnych komponentów wyprodukowanych za granicą, aby wesprzeć produkcję takiej liczby pocisków, jakiej potrzebuje do kampanii przeciwko ukraińskiej infrastrukturze. Reznikow stwierdził, że od lutego 2022 r. Rosja wyprodukowała 120 pocisków Kalibr i Kh-101 oraz 360 pocisków Kh-35, umożliwiając rosyjskiemu wojsku częściowe zrównoważenie intensywnego użycia tych systemów broni w masowych atakach na ukraińską infrastrukturę. Rosja prawdopodobnie znacząco nadwyrężyła istniejące zdolności swojego przemysłu zbrojeniowego do produkcji tych pocisków.

understandingwar.org

Produkcja gazu ziemnego w Norwegii, która dostarcza około 25 proc. gazu zużywanego w UE i Wielkiej Brytanii, ma wzrosnąć o 8 proc. w 2022 r. w porównaniu z 2021 r. - wynika z najnowszych szacunków rządu.

Tego lata władze Norwegii zatwierdziły wnioski operatorów o zwiększenie produkcji z kilku działających pól gazowych, aby umożliwić wyższą produkcję gazu, gdy kluczowi partnerzy, UE i Wielka Brytania, walczą o dostawy gazu przed zimą. Ministerstwo Energii i Ropy Naftowej zatwierdziło wnioski operatorów na norweskim szelfie i zezwoliło na zwiększenie produkcji gazu z pól Troll, Gina Krog, Duva (w którym udziały ma PGNiG), Oseberg, Åsgard i Mikkel. Ministerstwo wydało również pozwolenie na produkcję na polu gazowym Nova, które ma zostać uruchomione w najbliższej przyszłości. 

Nowe projekty rozwoju ropy i gazu pomogą Norwegii utrzymać stosunkowo wysoki poziom produkcji ropy i gazu do 2030 roku i nadal być stabilnym dostawcą energii do Europy - powiedział w zeszłym miesiącu norweski minister ds. ropy i energii Terje Aasland, komentując projekt budżetu rządu, który przewiduje rekordowo wysokie przychody z ropy w 2023 roku.

energetyka24.com

Karol Byzdra, Energetyka24: Czy Niemcy są przygotowane na nadchodzącą zimę?

Ulrich Lechte, niemiecki poseł do Bundestagu frakcji FDP: Tak, jesteśmy dobrze przygotowani. Nasze magazyny gazu są pełne, a eksperci nie przewidują pogorszenia się sytuacji. Ponadto, od stycznia zacznie obowiązywać hamulec cen gazu, co znacznie odciąży konsumentów.

Jak ocenia Pan działania rządu w walce z kryzysem energetycznym? Czy podjęte do tej pory decyzje są wystarczające? Czy nie są przyjmowane zbyt wolno?

Uważam, że podjęte środki są skuteczne. Do tej pory przedłużyliśmy termin odejścia od energetyki jądrowej, zużycie zarówno energii elektrycznej, jak i gazu znacznie spadło w porównaniu z rokiem poprzednim, co wynika z oszczędności mieszkańców oraz przemysłu. Kryzys energetyczny pokazuje jednak znaczenie rozwoju energii odnawialnej i dywersyfikacji źródeł. Przed nami jeszcze długa droga, ale jestem przekonany, że wyciągnęliśmy właściwe wnioski.

Czy wprowadzenie pułapu na ceny energii poprawi sytuację państwa? Lewica zdecydowanie protestuje przeciwko temu pomysłowi i uważa, że jest to niesprawiedliwość.

Od marca 2023 roku ceny gazu zostaną ograniczone do 12 centów za kilowatogodzinę, jednak limit będzie obowiązywać tylko do wysokości 80 procent ubiegłorocznej konsumpcji. Ponadto w grudniu zostanie udzielona pomoc nadzwyczajna dla odbiorców gazu ziemnego oraz ciepła. Są to niezbędne środki, które uważam za słuszne, biorąc pod uwagę obecną sytuację. Nie jestem zwolennikiem sztywnych limitów, dlatego też jestem wdzięczny naszemu ministrowi finansów, że w 2023 roku wydał decyzję o powrocie do hamulca zadłużenia. Jako członek parlamentu FDP uważam, że stałe dotacje nie mogą być rozwiązaniem na wszystko.

Czy w obliczu kryzysu energetycznego Parlament nie powinien rozważyć przedłużenia okresu eksploatacji elektrowni jądrowej? Zgodnie z ostatnim wnioskiem złożonym CDU/CSU, elektrownie powinny zostać utrzymane co najmniej do 2024 r.

Rezygnacja z energetyki jądrowej jest kwestią uzgodnioną od ponad dziesięciu lat. Do 31 grudnia trzy ostatnie elektrownie jądrowe również powinny zostać wyłączone. Jednakże, aby zapewnić zasilanie tej zimy, podjęto decyzję o pozostawieniu przy działaniu elektrowni Meiler Isar 2, Neckarwestheim 2 i Emsland do 15 kwietnia 2023 roku. Myślę, że to słuszna i ważna decyzja.

Czyli można oczekiwać, że atom pozostanie na dłużej?

Nie mogę poważnie odpowiedzieć na pytanie, jakie będą dalsze losy zimy 2023/24 i czy elektrownie jądrowe pozostaną w eksploatacji. Obecnie oczekuję, że pozostałe trzy siłownie będą nadal działać do 15 kwietnia 2023 roku, a następnie zostaną wyłączone z sieci.

Ostatnie trzy elektrownie jądrowe o łącznej mocy 4 GW dostarczają ok. 5% krajowego zapotrzebowania. Czy po wyłączeniu atomu z sieci można spodziewać się wystraczająco dużo mocy wytwórczych, aby zapewnić Niemcom bezpieczne dostawy energii?

Będzie to zależało od tempa dywersyfikacji naszych źródeł energii, nowych partnerów międzynarodowych i tempa rozwoju energetyki odnawialnej. W ubiegły wtorek, po 194 dniach, ukończono infrastrukturę nowego terminalu LNG w Wilhelmshaven. Również terminal w Lubminie ma zostać podłączony do sieci gazowej i zostać uruchomiony jeszcze w tym roku. Środki te zwiększą nasze możliwości i przyczynią się w znacznym stopniu do bezpieczeństwa dostaw.

Mimo to coraz więcej krajów na świecie zwraca się ku energetyce jądrowej, traktując ją jako bezpieczne źródło taniej energii i rozwiązanie kryzysu energetycznego. Z kolei Niemcy wracają do atomu i uważają to za zagrożenie. Kto ma zatem rację?

Oczywiście widzimy te zmiany. Gdyby jednak Niemcy rozszerzyły w odpowiednim etapie odnawialne źródła energii i wykorzystując np. własne złoża gazu łupkowego, nie musielibyśmy już dziś mówić o atomie. Dopóki jednak nie będziemy mieć własnych stabilnych dostaw energii bazowej i w razie wątpliwości będziemy uzależnieni od importu, energia jądrowa ma rację bytu.

Jak ocenia działalność grupy aktywistów klimatycznych ostatniego pokolenia? Czy dobrym pomysłem jest oblewanie farbą działów sztuki historycznej i blokowanie miasta, aby zwrócić uwagę na kryzys klimatyczny?

Rozumiem intencję, natomiast zdecydowanie odrzucam sposób protestu. Działania grupy aktywistów klimatycznych z „Letzte Genration" prowadzą w ślepy zaułek, a ich bojowość i radykalizm nie służą sprawie.

W całym kraju odbywają się protesty mieszkańców przeciwko wysokim cenom energii i apelom o powrót do Rosji. Czy Berlin przywróci stosunki handlowe po wojnie?

Rosja jako partner energetyczny to już dla Niemiec historia. Nasza wiara w zmianę poprzez handel upadła wraz z wybuchem wojny na Ukrainie 24 lutego 2022 r. W związku z tym nie widzę możliwości powrotu, zwłaszcza pod obecnym przywództwem Władimira Putina i jego elit.

Czy Niemcy i Polska powinny w przyszłości pogłębić współpracę w dziedzinie energii?

Żaden kraj nie może sobie pozwolić na samodzielne działania w zakresie polityki energetycznej. Polska jest naszym sąsiadem i bliskim sojusznikiem, dlatego chciałbym, abyśmy w przyszłości pogłębili naszą współpracę w dziedzinie polityki energetycznej.

energetyka24.com