środa, 12 października 2022


Rosja od poniedziałku ostrzeliwuje największe ukraińskie miasta. W okolicach Kijowa rakiety zostały zestrzelone, ale Moskwa skutecznie uderzyła np. w obwodach lwowskim i winnickim.

Zdaniem dra Marka Kozubela ataki rakietowe to nowa taktyka agresora. - Rosja niemal od początku inwazji ostrzeliwała duże miasta, z wykorzystaniem rakiet balistycznych, manewrujących. Ale te ataki różnią od poprzednich - zastosowano w nich dużą liczbę irańskich dronów-kamikadze. Dodatkowo większą uwagę poświęcono ukraińskiej infrastrukturze krytycznej, czyli np. elektrowniom i wodociągom - mówił (...) historyk dziejów Europy Wschodniej.

Dopytywany, czy to strategia Moskwy na dłużej, potwierdził. - Należy tego oczekiwać; zwłaszcza że wchodzimy w głęboką jesień. A i sami Ukraińcy jeszcze wczesnym latem zastanawiali się, czy jeśli wojna się przeciągnie do zimy, to Rosjanie nie zaczną uderzać na masową skalę w ukraińską infrastrukturę krytyczną - dodał w rozmowie z Adamem Ozgą.

W ocenie gościa TOK FM ostatnie ataki mają jednak znikomą wartość militarną. Inna rzecz, jak dodał, że Rosjanie sięgnęli po zapasy rakiet, które do tej pory były oszczędzane na krytyczny moment walk. - Rosjanie poszli teraz szlakiem Adolfa Hitlera, który w odpowiedzi na zbombardowanie Berlina, jesienią 1940 roku, wydał rozkaz dla Luftwaffe, by podczas bitwy o Anglię skupiła się na bombardowaniu miast i osiedli mieszkalnych. Odpuściła z kolei przemysł rozbrojeniowy i brytyjskie lotniska - zwrócił uwagę.

Innymi słowy, jak podkreślił, Luftwaffe się przebranżowiła - z atakowania celów o charakterze militarnych na cele o charakterze cywilnym. - Tutaj, podczas wojny na Ukrainie, mamy do czynienia z podobną taktyką - zastrzegł.

O nowej taktyce Rosji, (...), świadczyć może także mianowanie na początku października generała Siergieja Surowikina nowym dowódcą rosyjskich wojsk inwazyjnych w Ukrainie.

- To długoletni oficer wojsk lądowych Federacji Rosyjskiej, któremu w 2017 r. dano, w ramach awansu, mundur nowego rodzaju broni - wojsko lotnicze, a dokładnie powietrzno-kosmiczne - mówił dr Marek Kozubel. 

Przypomniał, że Surowikin dał się też poznać jako dowódca oddziałów, które walczyły w Syrii. Na jego koncie były liczne naloty na obiekty cywilne; ataki, które - jak mówił ekspert - były bardzo często nieuzasadnione militarnie.

- Prawdopodobnie on myśli, że teraz spróbuje zastosować taktykę syryjską w odniesieniu do cywili i miast, tyle że na gruncie ukraińskim - podkreślił historyk dziejów Europy Wschodniej. Zastrzegł też, że to element typowego dla Rosjan myślenia: jak będziemy mocniej uderzać w ludność cywilną, to uda się złamać przeciwnika, co przybliży nas do zwycięstwa.  

- Hitler też pod koniec kazał strzelać z rakiet V-1 i V2 na miasta brytyjskie. W żaden sposób nie zmieniło to jednak tego, co się działo na froncie - podsumował rozmówca Adama Ozgi.

tokfm.pl

wtorek, 11 października 2022


W lipcu dolar był najmocniejszy wobec złotego od denominacji z lat 90. Obecnie wciąż znajduje się na wysokich poziomach. Nie tylko polska waluta ma problem z "zielonym". Ten problem dotyczy zarówno jena, euro, jak i np. randa z RPA. Nie mówiąc już o walutach takich krajów jak Pakistan, Czad, Etiopia, Peru, czy Zambia. Słowem, im mocniejszy dolar, tym gospodarki krajów wschodzących muszą liczyć się z większym zadłużeniem w amerykańskiej walucie oraz droższym importem surowców. Dla niektórych państw oznacza to lawinę kłopotów.

Dolar zyskiwał na wartości w ostatnim czasie. Złożyło się na to kilka czynników. "Nastroje inwestycyjne pozostają pod negatywnym wpływem obaw związanych ze zdecydowanymi podwyżkami stóp procentowych przez Fed (amerykański bank centralny - przyp.red.) oraz kryzysem energetycznym w Europie. Awersja do ryzyka na świecie była dodatkowo podsycana przez kolejny lockdown w Chinach, tym razem w rejonie Chengdu. W takich warunkach zyskiwał dolar" - piszą w piątek ekonomiści PKO BP, największego polskiego banku.

Rezerwa Federalna jest zdeterminowana, żeby sprowadzić inflację w USA do celu. W tym celu Fed będzie podwyższał stopy procentowe, co automatycznie umacnia amerykańską walutę. I wygląda na to, że nic nie jest w stanie zaburzyć póki co tej polityki.

- W czerwcu i w lipcu rynek rozgrywał możliwą zmianę postawy ze strony bankierów centralnych w USA, ale ostatnie dane i wypowiedzi utwierdziły nas, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Co więcej, przy najbliższym posiedzeniu jest szansa na podwyższenie prognoz dla podwyżek. Na ten rok bardzo prawdopodobne jest 4 proc., choć jeszcze niedawno mówiono o maksymalnym poziomie 3,5 proc. Co więcej, prognozy powinny pokazać, że w przyszłym roku nie ma szans na obniżki stóp ze strony Fed, choć taki scenariusz perswadował jeszcze niedawno James Bullard, jeden z najbardziej jastrzębich członków amerykańskiego banku centralnego - komentuje położenie dolara z kolei Michał Stajniak, analityk XTB.

Jego zdaniem dopiero pod koniec roku, kiedy okaże się, że kryzys gazowy jednak nie rzucił Europy na kolana i pomimo szantażu Putina dajemy sobie radę, dolar może nieco zejść z piedestału, a euro zacznie się umacniać.

Powyższe argumenty, sprzyjają więc nabieraniu mocy przez dolara. Według Banku Rozrachunków Międzynarodowych kurs wymiany dolara wobec szerokiego koszyka walut, w tym zarówno gospodarek rozwiniętych, jak i wschodzących, znajduje się obecnie na jednym z najwyższych poziomów od czasu opublikowania danych w 1994 roku.

Co ciekawe, porównanie z walutami z samych tylko gospodarek rozwiniętych wskazuje, że dolar jest na dobrej drodze, by stać się najmocniejszy od 1985 r. - czasu, kiedy najbogatsze kraje na globie podpisały porozumienie z hotelu Plaza, w wyniku którego dolar został osłabiony względem jena i marki niemieckiej poprzez kontrolowane wywieranie wpływu na rynki walutowe.

Ekonomiści tym samym ostrzegają, że umacniający się dolar może uderzyć w gospodarkę światową, zwłaszcza w kraje, które borykają się z rosnącym zadłużeniem denominowanym w amerykańskiej walucie. Według Instytutu Finansów Międzynarodowych na koniec marca tego roku zadłużenie sektora publicznego i prywatnego w krajach rozwijających się wzrosło w ciągu roku o około 10 proc. do 98,6 bilionów dolarów.

Z kolei jak wynika z wyliczeń Banku Światowego, dług w krajach wschodzących i rozwijających się wyniósł w 2020 r. już 207 proc. PKB. To oznacza drastyczny wzrost, ponieważ jeszcze w 1970 r. ten dług wynosił 56 proc., a w 2010 r. 119 proc.

Koronawirus tylko zaostrzył ten trend. Jak pisze japoński serwis branżowy Nikkei Asian, po tym, jak banki centralne na całym świecie złagodziły politykę pieniężną, tnąc stopy procentowe do zera, inwestorzy zaczęli szukać wyższych stóp zwrotu w krajach wschodzących. W 2020 r. już jedna czwarta długu publicznego w kluczowych krajach wschodzących była denominowana w walutach obcych. W 2009 r. było to dla porównania zaledwie 15 proc.

Historycznie silny dolar oznaczał kłopoty dla gospodarek wschodzących. Kiedy Stany Zjednoczone stanęły w obliczu gwałtownej inflacji w latach 80., ówczesny przewodniczący Fed Paul Volcker zareagował agresywnym zaostrzeniem polityki monetarnej, która spowodowała gwałtowny wzrost stóp procentowych i dolara. Wywołało to poważne wstrząsy m.in. w Ameryce Południowej.

Później znaczne podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w połowie lat 90. za ówczesnego przewodniczącego Fed Alana Greenspana utorowały drogę do kryzysu walutowego w Meksyku. Z kolei azjatycki kryzys finansowy nastąpił m.in. po tym, jak inwestorzy zaczęli szybko sprzedawać tajlandzkiego bahta i inne waluty powiązane z dolarem, które uważali za mocno przecenione. Tajlandia znalazła się na skraju bankructwa, co spowodowało w tamtej części świata efekt domina.

(...)

Jak czytamy na łamach "Obserwatora Finansowego", od początku pandemii do końca zeszłego roku restrukturyzacja długu, która objęła zobowiązania krajów najuboższych, wyniosła 13 mld dolarów. Niewiele, ale obecnie renegocjacjom w ramach grupy G-20 podlega spłata zadłużenia Czadu, Etiopii i Zambii. Znaczącym krajem, który podpisał niedawno z MFW umowę dotyczącą płatności 45 mld dolarów była Argentyna. Ale lista wrażliwych krajów, które to prawdopodobnie czeka jest o wiele dłuższa. Obejmuje ona m.in. Egipt, Tunezję, Kenię, Etiopię, Laos, Liban, Ekwador oraz Peru.

"Konferencja ONZ ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) zidentyfikowała aż 69 krajów ( 25 w Afryce i Azji, 19 w Ameryce Łacińskiej i obszarze Pacyfiku), które dotknięte zostały jednocześnie wzrostem cen żywności i energii oraz ograniczeniami finansowymi. Przyznać jednak trzeba, że międzynarodowe instytucje finansowe lepiej są obecnie przygotowane do zapobiegania kryzysowi zadłużenia niż miało to miejsce w latach 80-tych ubiegłego wieku, kiedy ograniczyły się raczej do reagowania kiedy już się on pojawił" - pisze w "OF" Mirosław Ciesielski, wieloletni menedżer sektora bankowego.

Według niego występują jednak nowe czynniki, które utrudniają restrukturyzację zadłużenia. "Wierzycielem wielu państw są Chiny, które nie chcą brać udziału w renegocjacjach zadłużenia wobec państw zachodnich i ich instytucji finansowych, a rządy Zachodu zajmują podobną postawę wobec zadłużenia względem Chin. To przedłuża negocjacje i zwiększa koszty restrukturyzacji. Problemem jest też postawa prywatnych wierzycieli, których udział w finansowaniu krajów trzeciego świata rośnie od wielu lat, znacznie przekraczając zaangażowanie rządów" - tłumaczy.

money.pl

USA weszły w 2022 r. ze wzrostem PKB w 2021 r. w wysokości 5,7 proc. (aż 6,9 proc w IV kwartale 2021 r.!), a więc rozpędzoną gospodarką, która właśnie zachłysnęła się wolnością po zduszeniu pandemii COVID-19. Podobnie też inne wysoko rozwinięte kraje Europy Zachodniej odnotowały szybką dynamikę wzrostu. Już wtedy znacznie rosły ceny ropy, gazu i węgla wraz z odradzającym się popytem, ale też z ograniczaniem podaży ze względu na wieloletnie niedofinansowanie sektora wydobywczego węglowodorów. O kryzysie energetycznym możemy jednak mówić za sprawą Rosji Putina dopiero po zakończeniu budowy Nord Stream 2, gdy rosyjski Gazprom drastycznie ogranicza dostawy gazu ziemnego do krajów UE stosując szantaż energetyczny,  gdy 24 lutego 2022 r. rosyjska armia bestialsko zaatakowała suwerenną Ukrainę rozpoczynając wojnę w Europie na niespotykaną od drugiej wojny światowej skalę…

W ciągu niespełna pół roku wojsko rosyjskie traci 80–90 tysięcy zabitych i rannych żołnierzy, a samą Rosję poddano bezprecedensowym sankcjom gospodarczym, łącznie z wyeliminowaniem lokalnych banków z systemu rozliczeń międzynarodowych SWIFT. Dochodzi do nadwyrężenia lub zerwania łańcuchów dostaw wielu surowców i produktów, takich jak ropa i jej pochodne, gaz, nawozy sztuczne, pszenica oraz inne zboża czy też nikiel i pallad, a walczące strony pogrążają się szybko w depresji gospodarczej. Do tego rośnie napięcie między USA a Chinami o niezależny od CHRL Tajwan. Państwo Środka zmaga się zaś z lockdownami w największych ośrodkach przemysłowych, które hamują międzynarodową wymianę handlową, a także głęboką zapaścią na rynku nieruchomości. Można by rzec, że wszystko razem składa się na scenariusz światowego gospodarczego Armagedonu czytaj: globalną stagflację. A jednak Rezerwa Federalna zdaje się dawać radę na polu walki z inflacją, utrzymując jednocześnie niemal pełne zatrudnienie w gospodarce!

Media zachłystują się informacją o spadku inflacji (większym niż oczekiwano) w USA z poziomu 9,1 proc. w czerwcu do 8,5 proc. (rok do roku) w lipcu. Co ważniejsze jednak przedstawiony wykres pokazuje, że inflacja bazowa znajduje się w trendzie spadkowym już od kwietnia 2022 r. Słowem wysokie ceny energii „przelały się” już do innych grup produktów, takich jak między innymi żywność w takim stopniu, że bieżące spadki cen paliw (diesel i benzyna) pomogą jeszcze bardziej zbić dynamikę wzrostu cen w nadchodzących miesiącach. Czy FED może już ogłosić zwycięstwo w walce z inflacją? Nie – w żadnym wypadku!

Inflacja bazowa 5,9 proc. znajduje się dziś prawie na 3-krotnie wyższym poziomie niż cel inflacyjny…, a miesięczne dane mogą okazać się zwodnicze w dłuższym okresie, biorąc pod uwagę gorący rynek pracy i potencjalnie groźną spiralę podwyżek płac. Stąd też comiesięczny cykl znacznych (0,5 do 0, 75 proc.) podwyżek stóp procentowych dalej pozostanie w mocy zwiększając siłę nabywczą dolara amerykańskiego w stosunku do innych walut, a w szczególności w stosunku do euro, jena i juana. Z końcem roku euro do dolara amerykańskiego może znaleźć się na poziomie 0,8 do 0,9 zamiast obecnego kursu bliskiego parytetowi – wg mojej opinii. I to w sytuacji, gdy Europa podoła z zaopatrzeniem w gaz ziemny i energię elektryczną w okresie jesienno-zimowym… Sile dolara amerykańskiego sprzyja ponadto rozwój sytuacji w wojnie Ukrainy z Rosją, jej długotrwały charakter, a jednocześnie osłabienie Rosji Putina oraz szala zwycięstwa przechylająca się powoli na stronę Ukrainy.

Europejski Bank Centralny znalazł się w potrzasku, a polityka monetarna złożona została na ołtarzu zachowania status quo, gdy zamożna Północ (głównie Niemcy) drenuje kieszenie zadłużonego Południa (Włochy, Grecja, Hiszpania). Należności RFN tj. Bundesbanku (Niemiecki Bank Centralny) w systemie rozliczeń Target2 banków centralnych strefy euro sięgają już astronomicznej kwoty 1,2 biliona euro, a dłużnikami pozostają oczywiście Włochy, Hiszpania, Grecja i Portugalia. To swoisty „kaganiec”, który każe politykom Południa „siedzieć cicho”, gdyż rzeczywiste długi ich państw są wiele wyższe niż te oficjalne, choć pilnie skrywane w wadliwie działającym systemie banków centralnych strefy euro.

W tej sytuacji EBC podwyższył w lipcu stopy procentowe o 50 punktów bazowych, tak że stopa depozytowa z minus 0,5 proc. znalazła się na poziomie… 0 proc. i zamierza dokonać kolejnej podwyżek o 0,5 proc. we wrześniu. Trzecia, kolejna z nich, miałaby jednak nastąpić dopiero w marcu 2023 r. i tylko o 0,25 proc. wg zapowiedzi Banku (forward quidance)! Nietrudno oszacować, że główna stopa proc. obowiązująca w strefie euro może być niższa nawet o 300 punktów bazowych niż stopa funduszy Fed w USA na koniec 2022 r. A przecież szantaż gazowy Rosji i zagrożenia związane z wojną w Ukrainie dotyczą w znacznie większym stopniu UE niż USA. O ile zatem USA nie grozi stagflacja, to odpowiedź na tak zadane pytanie w przypadku strefy Euro i UE nie będzie w żadnym przypadku tak prosta i jednoznaczna.

Przeciwnie, strefa euro pozostaje zagrożona zarówno perspektywą recesji gospodarczej jak i wysokiej inflacji ze względu na złą sytuację na rynku energetycznym (rosnące ceny gazu i energii elektrycznej) oraz zagrożenie przerw w dostawach energii (ograniczenie dostaw gazu z Rosji) w okresie jesienno-zimowym, a także po części ze względu na słabość wspólnej waluty oraz związane ręce EBC. Przytoczony wyżej jakże realny scenariusz pozwala zrozumieć, jak dalece EBC znalazł się w potrzasku własnej niemocy i braku siły sprawczej.

Jaką więc prowadzić politykę monetarną? Czy tę odpowiadającą Krajom Bałtyckim ze stopami inflacji powyżej 20 proc.? Czy może taką, która podtrzyma gospodarkę Republiki Włoskiej z poziomem długu publicznego sięgającego 150 proc. PKB? A może punktem odniesienia winno być wysokie bezrobocie w Hiszpanii, które w czerwcu 2022 r. wynosiło wciąż 12,5 proc.?

Odpowiedź jest niezwykle prosta. EBC zrobi wszystko, by nie dopuścić do rozpadu strefy euro i podtrzymać obecny status quo, a takie decyzje ograniczą możliwość walki z inflacją poprzez znaczące podwyżki stóp procentowych. A to może doprowadzić do dalszego niepohamowanego wzrostu cen (jak w Turcji, lecz w tym przypadku przez zaniechanie) i represji finansowej, ale też dotkliwego obniżenia poziomu życia obywateli w krajach Południa i Europy Środkowej, które znalazły się pod reżimem EBC i posługują się wspólną walutą.

obserwatorfinansowy.pl

Mocno zliberalizowany rynek energetyczny Unii Europejskiej stał się łatwym celem dla tak potężnego nagromadzenia kryzysów. Duża swoboda działających na nim podmiotów stała się ciężarem – z handlu energią usunięto bowiem wiele bezpieczników, które pomogłyby wyhamować kryzys. 

Widać to dokładnie na przykładzie mechanizmu tzw. obliga giełdowego, z którym związany jest system merit order. Obligo to kwintesencja liberalizmu: stanowi, że wytworzona przez producentów energia elektryczna musi być sprzedawana na giełdzie, by stworzyć jak największą konkurencyjność. Jednakże na rynku tym panuje swoisty porządek oddawania mocy (czyli właśnie merit order) zależny od ceny generacji energii elektrycznej. Jako pierwsze do sprzedaży przystępują te elektrownie, które generują najtańszy prąd. Obecnie w Unii Europejskiej są to źródła odnawialne. Następne w kolejce są elektrownie węglowe, a na końcu – gazowe. Co ważne, cenę dla całego rynku kształtuje najdroższa jednostka, która sprzedaje wytwarzany przez siebie prąd. I tu tworzy się problem – ze względu na astronomiczne ceny niektórych nośników energii, rynkowa cena prądu w UE może być szalenie wysoka. Będzie to dotkliwe zwłaszcza w czasie zimy. 

W lato, kiedy dni są długie i słoneczne, a wiatr często wieje, moce zainstalowane w źródłach odnawialnych są w stanie zaspokoić sporą część zapotrzebowania na energię. Ewentualne braki są w stanie wypełnić kosztowniejsze, ale stabilne elektrownie węglowe – dzięki temu posiadacze OZE mogą sprzedawać energię drożej niż ją produkują, zarabiając na tym. Tymczasem kupujący prąd nie borykają się ze zbyt wysokimi cenami ze względu na stosunkowo przystępne koszty generacji z węgla.

Jednakże w sezonie zimowym, czyli okresie, w którym zapotrzebowanie na moc jest największe, a produkcja energii z OZE relatywnie niska, do systemu muszą wkraczać (poza węglowymi) również jednostki gazowe – i to one kształtują cenę, bo paliwo do nich jest obecnie ekstremalnie drogie. W ten sposób cała giełda staje się niejako „zakładnikiem" ceny gazu. To odbija się negatywnie na kontraktach.

Na polskiej gospodarce ciążą też unijne uprawnienia do emisji (czyli tzw. EUA), a raczej: ich wysoka cena, która w ostatnich miesiącach stała się tematem wielu kontrowersji. Szereg ekspertów wskazuje, że gwałtowny wzrost notowań tych papierów wartościowych to efekt spekulacji wynikającej z dopuszczenia do kupna uprawnień podmiotów, które nie muszą ich umarzać. 

W założeniu, system ETS miał pełnić rolę stymulującą i wspomagającą transformację energetyczną. Z jednej strony był bodźcem finansowym napędzającym redukcję emisji: spółki działające w określonych sektorach (np. w energetyce) były zobligowane do wykupienia i umorzenia tylu uprawnień do emisji dwutlenku węgla, ile faktycznie emitowały – opłacało się zatem inwestować w bezemisyjne technologie produkcji energii. Z drugiej strony, ETS wspomagał wysiłki transformacyjne państw zasilając ich budżety środkami pochodzącymi ze sprzedaży uprawnień do emisji. Pieniądze te – zgodnie z unijną dyrektywą ETS – miały iść w co najmniej 50% na cele związane z transformacją energetyczną. 

Jednakże w praktyce system stał się dość dużym obciążeniem ze względu na niekontrolowany wzrost cen uprawnień. Od stycznia do grudnia 2021 roku notowania EUA skoczyły z ok. 30 euro za tonę dwutlenku węgla do poziomu ok. 90 euro za tonę. Uprawnienia utrzymywały się na tym poziomie do lutego 2022 roku, kiedy Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę. Następnie spadły na pewien czas, by już w wakacje wrócić na poprzednie pułapy. 

Wielu ekspertów uznało te fluktuacje za efekt spekulacji. Do zamkniętego pierwotnie obrotu uprawnieniami dopuszczono bowiem podmioty finansowe, pozbawione obowiązku umarzania EUA. Uprawnienia stały się zatem dość atrakcyjnym aktywem – wystarczyło ściągnąć z rynku dostatecznie dużą ich ilość, poczekać, aż ceny wzrosną, a następnie sprzedać je z zyskiem spółkom, które musiały je wykupić.

energetyka24.com

poniedziałek, 10 października 2022


9 i 10 października siły ukraińskie kontynuowały działania ofensywne w zachodnim obwodzie ługańskim na wschód od rzeki Oskila w kierunku Swatove i Kreminna, i prawdopodobnie 10 października wyzwoliły ponad 200 kilometrów kwadratowych terytorium w zachodnim obwodzie ługańskim, 9 października zdobyły Stelmachiwkę (17 km na zachód od Svatowe), a szef administracji obwodu Ługańskiego Serhij Haidai potwierdził, że siły ukraińskie wyzwoliły kilka osad na linii rzeki Oskil-Kreminna, w tym Nowolubiwka, Newske, Hrekiwka, Nowojehorówka, Nadiia i Andriiwka. Geolokalizowany materiał bojowy opublikowany 9 października pokazuje ukraińskie siły niszczące rosyjski czołg w Nowoseliwsku 15 km na północny zachód od Swatowe na autostradzie Swatove-Kupyansk. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że 10 października siły ukraińskie bezskutecznie próbowały przebić się przez rzekę Żerebet w pobliżu Makiejewki i Raihorodki (około 12 km na południowy zachód od Swatowe). chociaż ISW nie może zweryfikować tego twierdzenia. Ocena ISW dotycząca linii frontu sił ukraińskich umieszcza siły ukraińskie w promieniu 20 km od zachodniej strony Swatowe.

Siły rosyjskie prawdopodobnie przygotowują obronę w Starobielsku i Swatowe w odpowiedzi na północną kontrofensywę Ukrainy. Rosyjski milblogger poinformował, że Grupa Wagnera wysłała około 1000 pracowników do rosyjskiego zgrupowania sił w Łysychańsku w celu wzmocnienia sektora Ługańska i ustanowienia linii obronnej, która będzie biegła od Łysychańska wzdłuż rzeki Seversky Doniec z powrotem do uznanych na arenie międzynarodowej granic Rosji. Wideo w mediach społecznościowych podobno pokazuje rosyjskie siły w Starobielsku zmuszające studentów do kopania okopów 9 października. Haidai poinformował, że 10 października rosyjskie siły wysadziły przejazdy kolejowe i mostowe w pobliżu Swatove, układają miny i kontynuują przygotowywanie obrony.

understandingwar.org

W godzinach rannych 10 października armia rosyjska rozpoczęła zmasowany atak na obiekty infrastruktury krytycznej (głównie energetycznej) na całym terytorium Ukrainy, z wykorzystaniem różnego typu rakiet oraz tzw. dronów kamikadze dalekiego zasięgu. Celami były: Kijów (zaatakowane zostały obiekty w czterech dzielnicach), Charków, Chmielnicki, Dniepr, Iwano-Frankiwsk, Kropywnycki, Krzemieńczuk, Krzywy Róg, Lwów, Mikołajów, Odessa, Połtawa, Tarnopol, Winnica i Zaporoże oraz mniejsze miejscowości w obwodach charkowskim, chmielnickim, iwanofrankiwskim, kijowskim, kirowohradzkim, połtawskim, sumskim, zaporoskim i żytomierskim. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez premiera Denysa Szmyhala do godziny 11.00 czasu kijowskiego zostało uszkodzonych 11 ważnych obiektów w ośmiu regionach i mieście Kijowie. Według lokalnych doniesień w niektórych dzielnicach Lwowa i Tarnopola wystąpił brak energii elektrycznej, w Charkowie nie ma prądu w całym mieście, w niektórych jego częściach – także bieżącej wody. Mer stolicy Witalij Kliczko zapowiedział tymczasowe wyłączenia prądu w Kijowie i obwodzie kijowskim.

Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych podało, że do godziny 11.40 Rosjanie wystrzelili 80 rakiet, z których 45 miało zostać zestrzelonych. Z 12 dronów Shahed-136 siły ukraińskie miały strącić dziewięć. Siły rosyjskie wykorzystały pociski manewrujące bazowania lądowego, morskiego i przenoszonego drogą powietrzną. W atakach wzięło udział m.in. 11 bombowców strategicznych Tu-95 i Tu-160.

Rankiem 8 października doszło do pożaru i zawalenia się dwóch przęseł jednej z nitek Mostu Krymskiego nad Cieśniną Kerczeńską. Miała do tego doprowadzić eksplozja ciężarówki, w wyniku której zapaliły się także zbiorniki z paliwem przewożone w tym samym czasie sąsiednim mostem kolejowym. Ruch samochodowy wznowiono po kilku godzinach (z wyłączeniem przejazdu prywatnych ciężarówek i autobusów, skierowanego do przeprawy promowej), natomiast ruch kolejowy przywrócono tego samego dnia wieczorem. Przez kilka godzin wstrzymany był również ruch statków przechodzących pomiędzy Morzem Azowskim i Morzem Czarnym. Początkowo sugestie odnośnie do bycia autorem i wykonawcą ataku przekazywała Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, jednak w oficjalnym komunikacie jej przedstawiciel udzielił odpowiedzi wymijającej. Doradca szefa Biura Prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak obarczył odpowiedzialnością stronę rosyjską, a atak przedstawił jako przejaw wewnętrznej rywalizacji pomiędzy cywilnymi i wojskowymi służbami specjalnymi FR.

Począwszy od 5 października głównym celem rosyjskiego ostrzału i bombardowań jest Zaporoże. Miasto atakowane jest kilka razy na dobę, a w okresie do 9 października włącznie śmierć poniosło co najmniej 60 cywili. Nieprzyjacielskie artyleria i lotnictwo kontynuowały także uderzenia na Charków, Mikołajów, Nikopol i Słowiańsk, na mniejsze miejscowości wzdłuż linii styczności i na bezpośrednim zapleczu wojsk ukraińskich oraz w przygranicznych rejonach obwodów czernihowskiego i sumskiego. Ostrzał i bombardowania prowadzone przez obrońców obejmowały głównie pozycje i zaplecze rosyjskie w obwodach chersońskim i ługańskim.

Siły ukraińskie poczyniły postępy na wschodzie, zajmując kolejne miejscowości na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego. Również w obwodzie chersońskim trwało przywracanie przez obrońców kontroli nad miejscowościami w jego północno-zachodniej części, z których wycofały się wojska najeźdźcy. Jednostki rosyjskie zintensyfikowały parcie na Bachmut, dzięki czemu wyszły na jego południowe i północne obrzeża. Niepowodzeniem miały się z kolei zakończyć kolejne próby wrogiego natarcia w rejonie Gorłówki, Awdijiwki, na zachód od Doniecka.

10 października na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa FR Władimir Putin ponownie oskarżył władze w Kijowie o prowadzenie działań o charakterze terrorystycznym. Jako przykłady podał, oprócz uszkodzenia Mostu Krymskiego, trzykrotne ataki na infrastrukturę elektrowni atomowej w Kursku oraz próbę uszkodzenia rurociągu TurkStream. Podkreślił, że dzisiejszy ostrzał Ukrainy jest odpowiedzią na akty terroru, i zapewnił, że ataki będą kontynuowane w przypadku dalszej ukraińskiej aktywności.

8 października pierwszym oficjalnie mianowanym dowódcą sił rosyjskich operujących na Ukrainie został 55-letni Siergiej Surowikin. Jest on doświadczonym wojskowym, jednym z dowódców rosyjskich wojsk w Syrii, zaś od 2017 r. – dowódcą Sił Powietrzno-Kosmicznych. W czerwcu 2022 r. rosyjski resort obrony poinformował, że został on okresowo oddelegowany do dowodzenia siłami rosyjskimi w obwodzie ługańskim. Surowikin jest znany z brutalności w prowadzeniu działań bojowych i nieliczenia się ze stratami ludności cywilnej.

10 października Alaksandr Łukaszenka podczas spotkania z wojskowymi i aparatem bezpieczeństwa stwierdził, że w związku z zaostrzeniem się sytuacji na zachodnich granicach Państwa Związkowego porozumiał się z Rosją w sprawie rozmieszczenia w kraju regionalnego ugrupowania wojsk Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi. Jego rozwinięcie ma trwać już od dwóch dni, a na terytorium Białorusi zostaną rozmieszczone jednostki rosyjskie.

Minister obrony Wiktar Chrenin stwierdził 6 października, że armia białoruska jest gotowa odpowiedzieć na ewentualne prowokacje na granicy państwowej. Podkreślił, że regionalne zgrupowanie wojsk sił zbrojnych Białorusi i Rosji jest gotowe do realizacji zadań związanych z obroną Państwa Związkowego. Dodał, że „przewidywane są działania mające na celu ukrócenie prowokacji wojskowych na pograniczu”. Według Chrenina nie można wykluczyć pojawienia się realnej groźby wywołania konfliktu wewnętrznego na Białorusi w wyniku wrogich działań prowadzonych z terytorium Polski, Litwy, Łotwy i Ukrainy.

Władze białoruskie dementują pojawiające się informacje o możliwości ogłoszenia mobilizacji. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Białorusi Alaksandr Walfowicz przyznał jednak 6 października, że w ramach przeglądu zdolności mobilizacyjnych są powoływani rezerwiści w celu odbycia ćwiczeń trwających od 25 do 30 dni. Według oceny ukraińskiego wywiadu wojskowego Kreml wywiera presję na Łukaszenkę, chcąc go zmusić do aktywnego udziału w agresji: w pobliżu granicy z Ukrainą skoncentrowanych jest sześć batalionowych grup taktycznych armii białoruskiej, a w ich skład wchodzą oddziały zmechanizowane i powietrznodesantowe Sił Operacji Specjalnych. Ukraiński wywiad podkreśla, że wojska rosyjskie wywożą z białoruskich magazynów składowaną tam amunicję artyleryjską (13 transportów kolejowych).

Media niemieckie podały informację o uzgodnieniu pomiędzy krajami UE szczegółów powstania unijnej misji wojskowej wsparcia Ukrainy. Formalna decyzja o powstaniu misji zostanie podjęta przez ministrów spraw zagranicznych w połowie października. UE ma również zwiększyć środki na finansowanie zakupów broni dla Ukrainy z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF, obecnie wydatkowano z niego 2,6 mld euro). W ramach misji w państwach unijnych w najbliższych miesiącach ma zostać przeszkolonych 15 tys. żołnierzy ukraińskich. Mają działać dwa wielonarodowe dowództwa w Polsce i w Niemczech. W Polsce ma funkcjonować grupa instruktorów na poziomie operacyjnym, a szkolenie obejmie: ochronę przed bronią masowego rażenia i cyberatakami, wsparcie medyczne, zabezpieczenie logistyczne, remont uzbrojenia, walki uliczne, artylerię i obronę powietrzną. W Niemczech ma się odbywać szkolenie m.in. w zakresie rozminowania i działań taktycznych. Planowane jest prowadzenie szkoleń także w innych krajach Unii Europejskiej. Niewielkie grupy żołnierzy ukraińskich szkolą się obecnie w zakresie użytkowania systemów obrony przeciwlotniczej IRIS-T oraz Spada Aspide, odpowiednio w Niemczech i Hiszpanii. Pierwsze wyrzutnie armia ukraińska ma otrzymać jeszcze tej jesieni. Ponadto Słowacja przekazała Ukrainie dwie armatohaubice samobieżne 155 mm Zuzana 2, Niemcy – dwa wozy zabezpieczenia technicznego Bergepanzer 2 (na podwoziu czołgu Leopard 1), a Hiszpania – osiem samochodów terenowych, dwa ambulanse i pięć ton środków medycznych.

7 października dowódca połączonych sił armii ukraińskiej gen. Serhij Najew przedstawił informację o obserwowanym wzroście rosyjskiego zaangażowania militarnego na Ukrainie. Łączna liczebność zgrupowania oceniana jest na 162 tys. żołnierzy, a jego trzon stanowi blisko 120 batalionowych grup taktycznych (BGT). Dla porównania na początku agresji liczyło ono niespełna 140 tys. wojskowych i 90 BGT. Według Najewa Rosjanie mają odczuwać braki rakiet do systemów Iskander, Toczka, Smiercz i Uragan (do dwóch ostatnich mają być pozyskiwane z Białorusi; po 24 lutego Rosjanie mieli wywieść z tego kraju 250 wagonów z ponad 10 tys. ton amunicji). Ogólne zmniejszenie zużycia amunicji wiąże się jednak ze skróceniem linii frontu. Dowódca połączonych sił nie wykluczył ponownego uderzenia rosyjskiego na Kijów, jednak ocenia, że przygotowanie do niego zajęłoby obecnie Rosjanom od dwóch do trzech miesięcy. Zaznaczył, że Kijów jest obecnie przygotowany do obrony lepiej niż 24 lutego.

Komentarz

Prowadzone od rana 10 października ataki na obiekty infrastruktury energetycznej na całym terytorium Ukrainy należy traktować jako formę zemsty za uszkodzenie Mostu Krymskiego i sukcesy wojsk ukraińskich. Ataki mają charakter terrorystyczny – niszczone są nie obiekty wojskowe czy miejsca dyslokowania sił ukraińskich, a cele infrastruktury energetycznej, transportowej i obiekty cywilne. W zamyśle Kremla przyjęta taktyka ma wywołać panikę wśród społeczeństwa i zachwiać zaufanie do władz w Kijowie zapewniających o możliwości odniesienia zwycięstwa nad Rosją.

Nie należy wykluczać, że ataki stanowią początek kolejnej fazy operacji, w której Moskwa postanowiła wziąć za zbiorowego zakładnika społeczeństwo ukraińskie. Niszczenie infrastruktury energetycznej niesie negatywne konsekwencje przede wszystkim dla ludności (pogorszenie dostępu do energii elektrycznej i wody), w sposób znikomy zaś wpływa na zdolności militarne Ukrainy. Próba sparaliżowania funkcjonowania państwa może stanowić przygotowanie do zintensyfikowania rosyjskich działań militarnych. Z obserwacji ruchów wojsk wynika jednak, że przynajmniej w najbliższych tygodniach Rosja nie będzie jeszcze gotowa do nowej ofensywy.

Atak na Most Krymski stanowi dla Rosji kolejny znaczący problem wizerunkowy – unaocznia, że Moskwa nie jest w stanie utrzymać stabilnego połączenia z półwyspem (połączenie lądowe jest permanentnie narażone na ukraińskie ataki dywersyjne, zwłaszcza w okolicy Melitopola). Jest także blamażem Rosgwardii, odpowiedzialnej za zabezpieczenie antydywersyjne przeprawy. Za ukraińskim autorstwem ataku, a równocześnie za nieprzygotowaniem strony rosyjskiej do ochrony mostu pod względem innym niż militarny (systemy obrony powietrznej, obserwacji podwodnej etc.), przemawia decyzja o wstrzymaniu ruchu dużych pojazdów prywatnych przez przeprawę. Świadczy ona, że Rosjanie poważnie obawiają się możliwości powtórzenia ataku, w którym mogłaby zostać zniszczona druga nitka mostu.

Mianowanie Siergieja Surowikina na stanowisko dowódcy sił rosyjskich na Ukrainie oznacza, że Kreml postawił na wojskowego niemającego skrupułów do mnożenia ofiar wśród cywili podczas operacji militarnej. Docenione zostało także jego doświadczenie w kierowaniu komponentem sił powietrznych i kosmicznych – Surowikin był odpowiedzialny m.in. za działania lotnictwa strategicznego, w tym samolotów uzbrojonych w broń jądrową. Jego nominacja to też część rosyjskiej operacji psychologicznej wspierającej tezę o możliwości użycia przez Rosję broni nuklearnej.

Rosyjska presja na Białoruś, aby aktywnie włączyła się w agresję na Ukrainie i podejmowała wrogie działania wobec państw NATO, spowodowała, że Łukaszenka został zmuszony do wyrażenia zgody na rozmieszczenie wojsk rosyjskich na terytorium państwa białoruskiego (najprawdopodobniej do kilkunastu tysięcy żołnierzy) pod szyldem wspólnego zgrupowania sił zbrojnych. Jego głównym komponentem będzie armia białoruska, nieznana jest liczba kontyngentu rosyjskiego. Można przyjąć, że zadaniem ugrupowania będzie nie tylko udział w działaniach bojowych na Ukrainie, lecz także zwiększenie sił, które mogłyby zostać potencjalnie użyte przeciwko wschodniej flance NATO.

osw.waw.pl

niedziela, 9 października 2022


- Po ogłoszeniu przez Rosję mobilizacji coraz trudniej jest robić interesy w Rosji – mówi Bildowi Jose Campos Nave, partner zarządzający w firmie konsultingowej Roedl und Partner.

Każdy, kto nie przemyśli teraz swojego biznesu w Rosji, ryzykuje jeszcze większą stratą dla swojej reputacji, niż kilka miesięcy wcześniej - dodaje Nave.

Jak wskazuje "Welt" rosyjski atak na Ukrainę wpędził w duże kłopoty blisko 3,6 tys. niemieckich firm, obecnych wówczas w Rosji. Niektóre z nich, działające na tamtejszym rynku od dziesięcioleci, nagle zostały "rozdarte pomiędzy prawne zobowiązania wobec klientów i pracowników, a moralny imperatyw zerwania wszelkich więzi z ojczyzną podżegacza wojennego - Władimira Putina".

"Korporacje notowane na niemieckiej giełdzie, takie jak Siemens, Deutsche Bank i Deutsche Telekom, całkowicie wycofały się z imperium Putina, nie tylko ze względu na reputację. Wyjechały również firmy handlowe, takie jak Aldi czy Rewe" – wymienia "Welt". Ale w Rosji działa nadal m.in. sieć Metro, argumentując to "odpowiedzialnością za około 10 tys. pracowników" i podkreślając, że od początku wojny nie dokonywano "żadnych rozwojowych inwestycji".

Także wiele niemieckich firm średniej wielkości wciąż pozostaje Rosji. Bjoern Paulsen, partner w kancelarii Noerr, podkreśla, że obawy o dobrą reputację odgrywają dla nich niewielką rolę. - Im mniejsza firma i im bardziej wyspecjalizowana na rynku rosyjskim, tym trudniej jej całkowicie wycofać się z tego kraju - zauważa Paulsen.

Badania Jeffreya Sonnenfelda, profesora ekonomii na Uniwersytecie Yale, pokazują, że "dziesiątki niemieckich firm" nadal prowadzi biznes w Rosji. Na swojej liście, zwanej "Listą wstydu", Sonnenfeld wymienia zachodnie firmy, nadal obecne w Rosji. Nie wiadomo na razie, w jaki sposób zareagują one na dalszą eskalację konfliktu, bowiem starają się unikać jasnych deklaracji.

Presję na te firmy wywołuje nie tylko opinia publiczna, ale coraz częściej ich pracownicy. Przeciwko pozostawaniu swojej firmy na rosyjskim rynku buntowali się pracownicy firmy medycznej Fresenius. Jak wyjaśniał Stephan Sturm, były już szef firmy, "rozumiał impuls pracowników, którzy chcieli dać przykład w obliczu straszliwych zbrodni rosyjskiego reżimu", uznał jednak, że "nie wolno zawieść rosyjskich pacjentów grupy". Fresenius prowadzi w Rosji m.in. 100 stacji dializ dla pacjentów z ciężką chorobą nerek, których leczenie jest "etycznym obowiązkiem".

Sonnenfeld wymienia Fresenius, obok firmy farmaceutycznej Stada, jako przykłady korporacji, które wciąż prowadzą w Rosji "biznes jak zwykle". Stada argumentuje podobnie jak Fresenius, twierdząc, że celem firmy jest "utrzymanie podaży leków dla ludności, niezależnie od jej narodowości".

Jak zauważa "Welt", nie każdy z biznesów nadal działających w Rosji może tłumaczyć się względami etycznymi. Na "liście wstydu" Sonnenfelda znajduje się m.in. największa niemiecka firma zajmująca się utylizacją odpadów: Remondis. Są tam też firmy: ThyssenKrupp i dostawca części motoryzacyjnych Bosch.

ThyssenKrupp zamknął już fabrykę samochodów w podmoskiewskiej Kałudze, wyjaśniając, że ogranicza także ilość pracowników "w innych lokalizacjach w Rosji". Z kolei Bosch tłumaczy, że grupa "bada obecnie opcje dla każdego obszaru biznesowego i lokalizacji".

"Welt" podkreśla, że nie wszystkie firmy zapytane o swoją obecność w Rosji odpowiedziały otwarcie, część z nich udzieliło informacji dopiero po wielokrotnym zapytaniu. "Jedna z firm średniej wielkości podkreślała w piśmie, że wstrzymuje produkcję w Rosji. Dopiero po kolejnym zapytaniu przyznała, że będzie kontynuować sprzedaż w regionie" – dodaje "Welt".

Jak zauważa "Welt" obok opcji "hibernacji" lub wyjścia z rosyjskiego rynku, widoczny staje się nowy trend: niemieckie firmy coraz częściej przenoszą swoją działalność do krajów w bezpośrednim sąsiedztwie Rosji – szczególną popularnością cieszą się Uzbekistan i Kazachstan. "Popyt na te byłe kraje sowieckie wydaje się ogromny. W Kazachstanie na numer identyfikacji podatkowej trzeba teraz czekać kilka miesięcy, tak duże jest zapotrzebowanie" – podkreśla Jose Campos Nave.

money.pl/PAP

Rosyjska armia jak żadna inna w Europie opiera się na kolei, aby przewozić na front żołnierzy, ciężki sprzęt, amunicję, paliwo, części zamienne, żywność i wiele więcej, ponieważ po prostu nie ma wystarczającej liczby ciężarówek.

Rosja była w stanie zaopatrywać swoje wojska na południu jedynie koleją przez most Kerczeński, ponieważ — według Theinera — połączenie między Donieckiem a Melitopolem zostało przerwane w 2014 r., a pozostała część trasy biegnie na południe od Doniecka na obszar będący w zasięgu ukraińskich haubic artyleryjskich.

Jeśli linia kolejowa prowadząca na Krym ulegnie całkowitej awarii, Rosja będzie musiała zaopatrywać swój front drogą wodną z wieloma dodatkowymi stacjami przeładunkowymi między pociągami, statkami i ciężarówkami. Byłoby to bardzo czasochłonne i pracochłonne. Dodatkowo armia rosyjska jest tak zapóźniona, że ​​amunicję i zaopatrzenie wciąż trzeba ładować w dużej mierze ręcznie.

"Armia rosyjska nie używa środków zmechanizowanych do przemieszczania amunicji i zaopatrzenia. Nie ma palet, wózków widłowych ani kontenerów ISO" – pisze Trent Telenko, były ekspert ds. logistyki Departamentu Obrony USA, który na początku konfliktu zwrócił uwagę na przestarzałą logistykę w czasie wojny.

"Jedynym sposobem, w jaki Rosja może dostarczyć 70 tys. żołnierzy na front południowy, jest pociąg przez most Kerczeński" – zgadza się Theiner. "Rosja nie ma ani ciężarówek, ani kierowców, którzy mogliby zaopatrzyć jej południowy front drogą lądową. W końcu kilka milionów litrów paliwa, setki ton amunicji, części zamiennych i żywności musiałyby być przewożone codziennie, a zimą potrzebne byłyby setki ton dodatkowych materiałów grzewczych. Długoterminowa awaria mostu Kerczeńskiego zniszczyłaby zdolność Putina do kontynuowania wojny na południu Ukrainy" — twierdzi Theiner.

onet.pl/Die Welt

Ramzan Kadyrow w chwili śmierci ojca miał niespełna 28 lat. Władimir Putin podjął go na Kremlu trzy godziny po zamachu i złożył hołd jego ojcu. "Był naprawdę bohaterskim człowiekiem" - docenił Achmata Kadyrowa ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej i przyznał pośmiertnie tytuł Bohatera Rosji.

Młody Kadyrow kierował już wtedy czeczeńskimi siłami bezpieczeństwa. Po śmierci ojca został pierwszym zastępcą szefa czeczeńskiego rządu. Aby zostać prezydentem musiał skończyć 30 lat. Taki warunek stawiała ubiegającym się o prezydenturę konstytucja Czeczenii. Ramzan jednak najpierw był premierem Czeczenii (2006-2007) dopiero później przez cztery lata jej prezydentem. Od 5 marca 2011 r. Ramzan Kadyrow nosi tytuł Szefa Republiki Czeczeńskiej.

"Bez względu na to, jak szanowany i długo oczekiwany jest gość, jeśli wychodzi we właściwym czasie, jest jeszcze przyjemniej" - czy tymi słowami Kadyrow chciał pożegnać się z władzą po 15 latach rządzenia?

- To jest takie wyjście z polityki, jak Muktada as-Sadr, który zapowiedział w Iraku odejście na emeryturę, po czym wybuchły protesty na ulicach Bagdadu. Tak naprawdę as-Sadr protestował przeciwko temu, że nie ma wpływu na rząd, a udział w koalicji mają partie proirańskie i w ten sposób podbijał stawkę. To wycofanie było grą va banque, która miała spowodować, że on wraca triumfalnie i kształtuje rząd. W takiej samej logice działa Kadyrow  - tłumaczy Parafianowicz. 

- Taki foch mówiący o odejściu na polityczną emeryturę jest niczym więcej, jak manifestacją niezadowolenia, bo przecież on nie może wprost powiedzieć, że nie uznaje zdolności przywódczych Putina, że kwestionuje to, w jakim kierunku idzie wojna w Ukrainie. Musi to robić naokoło. Tak samo, jak ta zapowiedź, że on przyjedzie do Moskwy, żeby wyjaśnić Putinowi, jak wygląda sytuacja na ziemi, bo on ma różne wątpliwości dotyczące stylu dowodzenia wojną w Ukrainie. To też jest sygnał niezadowolenia, zawoalowany, powiedziany w sposób pośredni. Wszystko po to, żeby w razie porażki wojny w Ukrainie nie można było przyklepać Kadyrowowi, że on nie zgłaszał zastrzeżeń w tej sytuacji - dodaje.

- Co do lojalności Kadyrowa nie należy mieć złudzeń. On jest osobą, która sprawuje władzę w Groznym z nadania Putina, po zamachu na swojego ojca. Jeśli dojdzie do jakichś ruchów na szczytach władzy w Rosji, to on będzie jednym z pierwszych, który się odezwie i który powie, że on zawsze kwestionował błędy, które pojawiły się w Ukrainie. Taka jest natura jego władzy. Władzy, która jest oparta i legitymizowana na czystej sile i przemocy w Czeczenii. To nie jest władza wynikająca z rzeczywistego poparcia młodzieży czy mas czeczeńskich. On sam nie reprezentuje głównego nurtu w islamie na Kaukazie - zwraca uwagę Parafianowicz. Kadyrow jest sufitą, więc nie jest akceptowany przez młodzież czeczeńską. 

- (...) On ma świadomość, że musi prowadzić grę w sposób odpowiedni i zawsze musi mieć patrona na Kremlu, żeby jego władza i fortuna były trwałe. I jeśli tym patronem w przyszłości nie będzie Putin, to musi być ktoś inny i stąd takie lawirowanie i dawanie sygnałów, że on w zasadzie jest świadomy błędów. W sytuacji, gdy błędy w wojnie będą napiętnowane, on będzie mógł pokazać się jako to skrzydło krytyczne - ocenia nagranie i nastawienie Kadyrowa reportażysta, z którym rozmawiamy.

(...)

Jaki cel ma Kadyrow w kwestionowaniu działań rosyjskiej armii? - To zabezpieczenie fortuny, która powstała na uwłaszczeniu się na Czeczenii. To jest klasyczny model dla całej Rosji i niektórych państw byłego ZSRR. W podobny sposób na państwie uwłaszczał się Janukowycz, podobnie próbował w Mołdawii uwłaszczyć się Plahotniuc. Kadyrow jest nie tylko przywódcą politycznym, ale też oligarchą lokalnym, który po prostu ukradł państwo, żeby zbudować fortunę. I ta zapowiedź wycofania się to są pozory, to jest gra, której stawką jest ochrona pieniędzy i wpływów czeczeńskich - nie ma wątpliwości Parafianowicz.

(...)

Zbigniew Parafianowicz zwraca uwagę, że wszystko, co mówi i pisze Kadyrow wynika z tego, że ma świadomość, że Putin oprócz frontu w Ukrainie otworzył drugi front - wewnętrzny. - To walka z generałami, którymi pogardza i pomiata, których porównuje do oddziałów wojsk separatystycznych republik, które są niskiej jakości. I Kadyrow najpewniej zdaje sobie sprawę z tego, że ten drugi front, front wewnętrzny w Rosji, może być bardziej niebezpieczny niż wojna w Ukrainie. Generałowie mogą w końcu powiedzieć "dość". Zdają sobie przecież sprawę z tego, że wojna jest zarządzana ręcznie przez Putina. Putin wojskowym nie jest, jest oficerem KGB, który nie wie, jak taką wojnę prowadzić. W związku z tym generałowie nie czują się odpowiedzialni za porażki i konflikt narasta - podkreśla rozmówca Gazeta.pl.

- Gdzieś w tym wszystkim jest ten nieszczęsny Kadyrow, który musi się do tego wszystkiego jakoś ustosunkować i ewentualnie ułożyć się pomiędzy Putinem a wojskowymi, z którymi Putin wchodzi w konflikt. Oczywiście, wojskowi rosyjscy nie wyjdą publicznie i nie powiedzą: "My się z panem nie zgadzamy, protestujemy. Proszę tę wojnę prowadzić inaczej". Pamiętam czasy Majdanu w Ukrainie w 2014 r., kiedy Janukowycz zwołał odprawę generałów i wojsk wewnętrznych, na której pytał, czy poprą krwawą i radykalną rozprawę z Majdanem. 100 proc. generalicji poparło wszystkie działania Janukowycza i całą politykę wobec Majdanu, a po 10 minutach i wyjściu z tego spotkania, każdy zaczął się pukać w głowę i mówić: "Co ten szaleniec chce zrobić?" I większość wypowiedziała mu posłuszeństwo - przypomina Parafianowicz. 

- Według tej samej logiki może działać spór generalicji rosyjskiej z Putinem. Oni w sposób otwarty nie wypowiedzą posłuszeństwa z uwagi na możliwe represje ze strony FSB czy innej agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, ale mogą po prostu jego działania torpedować coraz bardziej i przyczyniać się w ten sposób do podważania pozycji Putina. A tym samym pozycji Kadyrowa, który jest sklejony od początku tej wojny z Putinem - podkreśla. 

(...)

(Parafianowicz) Przypomina, że pierwsza mobilizacja zasobów ludzkich do wojny w Ukrainie to była przede wszystkim rosyjska prowincja i Kaukaz, czyli tereny, które kontroluje Kadyrow. On z tego zadania nie wywiązał się w sposób satysfakcjonujący, jeśli chodzi o zbieranie ludzi na front. - W tej chwili Kadyrow wykonuje rolę piarowca putinowskiego do tego, żeby budować specyficznie pojęty spin wojenny. Wojna w Czeczenii jest niepopularna. Parafianowicz wyjaśnia, że sam Kadyrow jest popularny jedynie wśród sufickich duchownych i wszystkich klientów, którzy uwłaszczają się razem z nim na Czeczenii. - Jeśli chodzi o młodzież kaukaską, to nie ma wśród niej szerokiego poparcia. To nie jest człowiek, który pociągnie za sobą tłumy na Kaukazie. On furorę robi w Rosji, jako straszak na Zachód. Nie jest tak, że ludzie pójdą za nim w ogień - dodaje. 

Czy wśród wielu zdolności czeczeńskiego przywódcy jest ta, by ułożyć się z ewentualnym następcą Putina? - To jest postać sytuacyjna. Odnajdzie się w sojuszu z każdym na Kremlu, jeśli po stronie tej osoby będzie wola, żeby się ułożyć. Nie widzę powodów, żeby nowy gospodarz Kremla nagle chciał mieć w Kadyrowie przeciwnika. Kadyrow był efektem pewnej inżynierii społecznej, która miała służyć temu, żeby Czeczenia od Federacji Rosyjskiej nie odpadła. I w tym sensie on swoją rolę spełnił. Budując satrapię, spowodował, że Czeczenia w praktyce jest podmiotem niezależnym od Rosji, ale formalnie jest w składzie państwa - mówi nam były korespondent w Iraku i Afganistanie. 

- Kadyrow jest gwarantem względnej stabilności na północnym Kaukazie i Putin postąpiłby nieracjonalnie, gdyby się go pozbył i uczynił sobie z niego przeciwnika. To byłoby otwarcie kolejnego frontu i sporu z osobą umiejscowioną w dość istotnym punkcie Federacji Rosyjskiej - zauważa Parafianowicz.

gazeta.pl

sobota, 8 października 2022


– Pomimo tego, że Rosja dostarczyła Ukrainie tysiące sztuk pozostawionego sprzętu, ukraińscy frontowcy twierdzą, że żołnierzom krytycznie brakuje ciężkiej broni. Czy można powiedzieć, że przekazanie zachodnich czołgów, samolotów i kolejnych systemów ciężkiej artylerii jest tylko kwestią czasu?

To nie ulega wątpliwości. Nawet sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział, że kiedy Rosja zaanektuje terytorium Ukrainy i oświadczy, że to NATO rzekomo ją atakuje, Sojusz odpowie zwiększeniem dostaw broni. Wezwał też innych członków aliansu do rozpoczęcia produkcji broni u siebie, by przekazywać ją Ukrainie.

Należy rozumieć, że mobilizacja jest eskalacją wojny ze strony Putina. On przenosi ją na wyższy poziom. Oczywiście nowa runda konfliktu wymaga nowej jakości i ilości zaopatrzenia. Generalnie Zachód nie uwierzył w blef Putina, który próbował zastraszyć go mobilizacją. Ważne jest to, że gdyby Rosja chciała przygotować siły bojowe – to już latem zaczęłaby przygotowywać infrastrukturę do mobilizacji, czego w zasadzie nie zrobiła. To jest bardzo duży blef.

Co do braku uzbrojenia. W wojnie o takiej skali zawsze brakuje broni. Jeśli jutro dadzą pięć HIMARSów, to będzie ich mało. Jak dadzą sto – to znowu będzie za mało. Bo nie wdrożysz ich jakościowo – do tego potrzeba więcej ludzi, szkoleń itp. Wojna na taką skalę to wojna gospodarek i przemysłów – kto będzie produkował bardziej zaawansowaną broń, która może niszczyć wrogów na odległość. Broń musi nieustannie napływać. Daj tysiąc pojazdów opancerzonych – świetnie, daj kolejne dwa tysiące. I tak dalej, aż do zakończenia wojny, aż wszystkie terytoria zostaną deokupowane.

(...)

– Rosyjskie wojska zaczęły ostatnio aktywnie wykorzystywać dostarczane przez Iran drony kamikadze Shahed-136. Co sobą reprezentują i jakie zagrożenie stanowią dla ukraińskiego wojska?

Irańskie drony Shahed-136, które Rosjanie nazwali Gierań-2 wykonywane są pół-chałupniczo, nawet nie na taśmociągach – z wykorzystaniem technologii podwójnego zastosowania. Pozwolę sobie przypomnieć, że Iran jest objęty sankcjami od dziesięcioleci. Ma dosłownie dwusuwowy silnik przypominający ten od skutera. Sam dron jest dość dużym celem, jest powolny (max. 200 km/h), bardzo głośny – naprawdę buczy jak skuter na niebie – i nie manewruje. W przypadku wykrycia celu, stosunkowo łatwo jest go zestrzelić.

Groźny jest dlatego, że jest tam 15-20 kilogramów materiałów wybuchowych. Jeśli taki dureń gdzieś poleci i wybuchnie, to będzie to kłopotliwe. Poza tym nie jest groźny – nie manewruje, łatwo go zauważyć po prostu patrząc, nie trafia w cele ruchome, tylko stacjonarne. Technologia jest tak naprawdę bardzo prymitywna. Iran szuka jednak rozwiązań militarnych, które będą prymitywne i tanie, ale skuteczne. Teheran zresztą nie przyznał się oficjalnie do przekazania Rosji dronów. Ale to jest zrozumiałe dla każdego.

W przypadku Shahedów trzeba zrozumieć jedną rzecz. Moskwa mogła dostać od 50 do maksymalnie 300 takich maszyn. Iran nie jest w stanie wytłuc ich tysiącami.

(...)

– Kilka dni temu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że jest „zszokowany brakiem pomocy ze strony Izraela”. Tymczasem irańskie drony, według ukraińskiego wywiadu, zostały niedawno wystrzelone w kierunku chasydów w Umanie.

Są informacje, że antydronowe technologie izraelskie dostały się na Ukrainę przez USA i Polskę. Jerozolima była tego świadoma i nie sprzeciwiała się temu. Pojawiło się oficjalne oświadczenie, że Jerozolima nie uzna tzw. referendów i aneksji terytoriów ukraińskich. Stanowisko władz jest jednoznaczne – Izrael popiera integralność terytorialną Ukrainy. Do kraju na leczenie przybyli ostatnio ciężko ranni ukraińscy żołnierze, w większości kalecy. Izrael przyjął ich na ciężkie programy rehabilitacyjne i protetyczne. Oprócz publicznie ogłoszonych projektów, zachodzą różne zakulisowe procesy. Wiemy, że Izrael sprzedaje wszelkiego rodzaju nieśmiercionośne systemy: nawigacyjne, komunikacyjne, termowizory, optykę. Moje osobiste zdanie jest takie, że Izrael powinien bardziej wspierać Ukrainę. Mam nadzieję, że obecna pomoc na tym się nie skończy.

Wołodymyr Zełenski z kolei mówił o oficjalnym stanowisku Izraela. I tak właśnie jest – oczywiście Izrael nie zachowuje się jak władze Polski czy państw bałtyckich. Wynika to z wielu czynników – wyborów w Izraelu, wewnętrznej sytuacji politycznej, zmiany rządu, któremu zwyczajnie nie starcza czasu na Ukrainę, a także kwestii dotyczącej Rosji – która może grać kartą palestyńską, Hezbollahu i Iranu.

belsat.eu

"Dziś o godzinie 6:07 na odcinku drogowym mostu krymskiego od strony półwyspu Taman doszło do eksplozji ciężarówki, w wyniku której zapaliło się siedem zbiorników paliwa pociągu kolejowego jadącego w kierunku Półwyspu Krymskiego. Częściowo zawaliły się dwa przęsła drogowe mostu. Łuk nad żeglowną częścią mostu nie został uszkodzony" - informuje portal RBK (niezależny portal, który cytuje oficjalne komunikaty).

Samozwańcze władze okupowanego Krymu o zdarzenie oskarżyły Ukraińców - podał portal Meduza, powołując na słowa szefa krymskiego parlamentu Władimira Konstantinowa. Konstantinow stwierdził, że szkody spowodowali "ukraińscy wandale". 

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że Władimir Putin polecił powołanie rządowej komisji do zbadania okoliczności zdarzenia. Meduza podaje także, że śledztwo rozpoczął główny departament Komitetu Śledczego Rosji.

Tymczasem ukraiński Interfax i portal Pravda donoszą - powołując się na swoje źródła w organach ścigania - że wysadzenie mostu to wynik specjalnej operacji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. 

gazeta.pl