Ramzan Kadyrow w chwili śmierci ojca miał niespełna 28 lat. Władimir Putin podjął go na Kremlu trzy godziny po zamachu i złożył hołd jego ojcu. "Był naprawdę bohaterskim człowiekiem" - docenił Achmata Kadyrowa ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej i przyznał pośmiertnie tytuł Bohatera Rosji.
Młody Kadyrow kierował już wtedy czeczeńskimi siłami bezpieczeństwa. Po śmierci ojca został pierwszym zastępcą szefa czeczeńskiego rządu. Aby zostać prezydentem musiał skończyć 30 lat. Taki warunek stawiała ubiegającym się o prezydenturę konstytucja Czeczenii. Ramzan jednak najpierw był premierem Czeczenii (2006-2007) dopiero później przez cztery lata jej prezydentem. Od 5 marca 2011 r. Ramzan Kadyrow nosi tytuł Szefa Republiki Czeczeńskiej.
"Bez względu na to, jak szanowany i długo oczekiwany jest gość, jeśli wychodzi we właściwym czasie, jest jeszcze przyjemniej" - czy tymi słowami Kadyrow chciał pożegnać się z władzą po 15 latach rządzenia?
- To jest takie wyjście z polityki, jak Muktada as-Sadr, który zapowiedział w Iraku odejście na emeryturę, po czym wybuchły protesty na ulicach Bagdadu. Tak naprawdę as-Sadr protestował przeciwko temu, że nie ma wpływu na rząd, a udział w koalicji mają partie proirańskie i w ten sposób podbijał stawkę. To wycofanie było grą va banque, która miała spowodować, że on wraca triumfalnie i kształtuje rząd. W takiej samej logice działa Kadyrow - tłumaczy Parafianowicz.
- Taki foch mówiący o odejściu na polityczną emeryturę jest niczym więcej, jak manifestacją niezadowolenia, bo przecież on nie może wprost powiedzieć, że nie uznaje zdolności przywódczych Putina, że kwestionuje to, w jakim kierunku idzie wojna w Ukrainie. Musi to robić naokoło. Tak samo, jak ta zapowiedź, że on przyjedzie do Moskwy, żeby wyjaśnić Putinowi, jak wygląda sytuacja na ziemi, bo on ma różne wątpliwości dotyczące stylu dowodzenia wojną w Ukrainie. To też jest sygnał niezadowolenia, zawoalowany, powiedziany w sposób pośredni. Wszystko po to, żeby w razie porażki wojny w Ukrainie nie można było przyklepać Kadyrowowi, że on nie zgłaszał zastrzeżeń w tej sytuacji - dodaje.
- Co do lojalności Kadyrowa nie należy mieć złudzeń. On jest osobą, która sprawuje władzę w Groznym z nadania Putina, po zamachu na swojego ojca. Jeśli dojdzie do jakichś ruchów na szczytach władzy w Rosji, to on będzie jednym z pierwszych, który się odezwie i który powie, że on zawsze kwestionował błędy, które pojawiły się w Ukrainie. Taka jest natura jego władzy. Władzy, która jest oparta i legitymizowana na czystej sile i przemocy w Czeczenii. To nie jest władza wynikająca z rzeczywistego poparcia młodzieży czy mas czeczeńskich. On sam nie reprezentuje głównego nurtu w islamie na Kaukazie - zwraca uwagę Parafianowicz. Kadyrow jest sufitą, więc nie jest akceptowany przez młodzież czeczeńską.
- (...) On ma świadomość, że musi prowadzić grę w sposób odpowiedni i zawsze musi mieć patrona na Kremlu, żeby jego władza i fortuna były trwałe. I jeśli tym patronem w przyszłości nie będzie Putin, to musi być ktoś inny i stąd takie lawirowanie i dawanie sygnałów, że on w zasadzie jest świadomy błędów. W sytuacji, gdy błędy w wojnie będą napiętnowane, on będzie mógł pokazać się jako to skrzydło krytyczne - ocenia nagranie i nastawienie Kadyrowa reportażysta, z którym rozmawiamy.
(...)
Jaki cel ma Kadyrow w kwestionowaniu działań rosyjskiej armii? - To zabezpieczenie fortuny, która powstała na uwłaszczeniu się na Czeczenii. To jest klasyczny model dla całej Rosji i niektórych państw byłego ZSRR. W podobny sposób na państwie uwłaszczał się Janukowycz, podobnie próbował w Mołdawii uwłaszczyć się Plahotniuc. Kadyrow jest nie tylko przywódcą politycznym, ale też oligarchą lokalnym, który po prostu ukradł państwo, żeby zbudować fortunę. I ta zapowiedź wycofania się to są pozory, to jest gra, której stawką jest ochrona pieniędzy i wpływów czeczeńskich - nie ma wątpliwości Parafianowicz.
(...)
Zbigniew Parafianowicz zwraca uwagę, że wszystko, co mówi i pisze Kadyrow wynika z tego, że ma świadomość, że Putin oprócz frontu w Ukrainie otworzył drugi front - wewnętrzny. - To walka z generałami, którymi pogardza i pomiata, których porównuje do oddziałów wojsk separatystycznych republik, które są niskiej jakości. I Kadyrow najpewniej zdaje sobie sprawę z tego, że ten drugi front, front wewnętrzny w Rosji, może być bardziej niebezpieczny niż wojna w Ukrainie. Generałowie mogą w końcu powiedzieć "dość". Zdają sobie przecież sprawę z tego, że wojna jest zarządzana ręcznie przez Putina. Putin wojskowym nie jest, jest oficerem KGB, który nie wie, jak taką wojnę prowadzić. W związku z tym generałowie nie czują się odpowiedzialni za porażki i konflikt narasta - podkreśla rozmówca Gazeta.pl.
- Gdzieś w tym wszystkim jest ten nieszczęsny Kadyrow, który musi się do tego wszystkiego jakoś ustosunkować i ewentualnie ułożyć się pomiędzy Putinem a wojskowymi, z którymi Putin wchodzi w konflikt. Oczywiście, wojskowi rosyjscy nie wyjdą publicznie i nie powiedzą: "My się z panem nie zgadzamy, protestujemy. Proszę tę wojnę prowadzić inaczej". Pamiętam czasy Majdanu w Ukrainie w 2014 r., kiedy Janukowycz zwołał odprawę generałów i wojsk wewnętrznych, na której pytał, czy poprą krwawą i radykalną rozprawę z Majdanem. 100 proc. generalicji poparło wszystkie działania Janukowycza i całą politykę wobec Majdanu, a po 10 minutach i wyjściu z tego spotkania, każdy zaczął się pukać w głowę i mówić: "Co ten szaleniec chce zrobić?" I większość wypowiedziała mu posłuszeństwo - przypomina Parafianowicz.
- Według tej samej logiki może działać spór generalicji rosyjskiej z Putinem. Oni w sposób otwarty nie wypowiedzą posłuszeństwa z uwagi na możliwe represje ze strony FSB czy innej agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, ale mogą po prostu jego działania torpedować coraz bardziej i przyczyniać się w ten sposób do podważania pozycji Putina. A tym samym pozycji Kadyrowa, który jest sklejony od początku tej wojny z Putinem - podkreśla.
(...)
(Parafianowicz) Przypomina, że pierwsza mobilizacja zasobów ludzkich do wojny w Ukrainie to była przede wszystkim rosyjska prowincja i Kaukaz, czyli tereny, które kontroluje Kadyrow. On z tego zadania nie wywiązał się w sposób satysfakcjonujący, jeśli chodzi o zbieranie ludzi na front. - W tej chwili Kadyrow wykonuje rolę piarowca putinowskiego do tego, żeby budować specyficznie pojęty spin wojenny. Wojna w Czeczenii jest niepopularna. Parafianowicz wyjaśnia, że sam Kadyrow jest popularny jedynie wśród sufickich duchownych i wszystkich klientów, którzy uwłaszczają się razem z nim na Czeczenii. - Jeśli chodzi o młodzież kaukaską, to nie ma wśród niej szerokiego poparcia. To nie jest człowiek, który pociągnie za sobą tłumy na Kaukazie. On furorę robi w Rosji, jako straszak na Zachód. Nie jest tak, że ludzie pójdą za nim w ogień - dodaje.
Czy wśród wielu zdolności czeczeńskiego przywódcy jest ta, by ułożyć się z ewentualnym następcą Putina? - To jest postać sytuacyjna. Odnajdzie się w sojuszu z każdym na Kremlu, jeśli po stronie tej osoby będzie wola, żeby się ułożyć. Nie widzę powodów, żeby nowy gospodarz Kremla nagle chciał mieć w Kadyrowie przeciwnika. Kadyrow był efektem pewnej inżynierii społecznej, która miała służyć temu, żeby Czeczenia od Federacji Rosyjskiej nie odpadła. I w tym sensie on swoją rolę spełnił. Budując satrapię, spowodował, że Czeczenia w praktyce jest podmiotem niezależnym od Rosji, ale formalnie jest w składzie państwa - mówi nam były korespondent w Iraku i Afganistanie.
- Kadyrow jest gwarantem względnej stabilności na północnym Kaukazie i Putin postąpiłby nieracjonalnie, gdyby się go pozbył i uczynił sobie z niego przeciwnika. To byłoby otwarcie kolejnego frontu i sporu z osobą umiejscowioną w dość istotnym punkcie Federacji Rosyjskiej - zauważa Parafianowicz.
gazeta.pl










