sobota, 1 października 2022


Przełamanie frontu nad Dońcem nastąpiło po rozbiciu w rejonie Bałaklei trzech rejonów umocnionych: "Moskwa", "Omsk" i "Piter" (prawdopodobnie kompanijne/batalionowe punkty oporu). W efekcie nastąpiło szybkie okrążenie Bałaklei i wyjście sił uderzeniowych w przestrzeń operacyjną, potem, w wyniku śmiałych działań rajdowych na Kupiańsk i Izium, rozbicie drugorzutowych oddziałów przeciwnika. Walki ograniczały się głównie do dróg i kluczowych miejscowości - większość zniszczonego/porzuconego sprzętu przypada na fazę odwrotu/ucieczki sił rosyjskich, a potem na walkę z podchodzącymi i wchodzącymi do walki z marszu słabymi rezerwami (odwodami).

Szybko okazało się, że rozlokowana w rejonie Iziumu 1. APancGw pozostaje silna jedynie na papierze (elementy 4. i 47. dywizji pancernych, 2. dywizji zmechanizowanej, 27. brygady zmechanizowanej i inne), a grupy taktyczne (kompanijne i batalionowe: KGT i BGT) są wykrwawione, z niskim morale, z dużym odsetkiem sprzętu niesprawnego, częściowo przebywającym w polowych składach remontowych, gdzie zostały przejęte przez Ukraińców.

Rezerwy rzucane na front w okresie I fazy kontruderzenia okazały się zbyt słabe, nie przyczyniły się do zatrzymania ofensywy ani na wschód na Kupiańsk, ani na południowy-wschód na Izium. Do starcia pancernego doszło m.in. 9 września pod wsią Słabuniwka, na drodze Wołchow Jar-Izium, nieco na północ od kluczowego węzła drogowego Wesele. Nacierające elementy 25. BDes-Szt, wsparte czołgami 4. BPanc, przełamywały w tym rejonie obronę grupy taktycznej 47. DPanc (ewentualnie weszły w bój spotkaniowy). Przejęto wówczas m.in. trzy czołgi T-72 (T-72B3M i dwa T-72B3), przy uszkodzeniu jednego eks-polskiego T-72 czwartej brygady.

Część sprzętu została utracona w walce, część porzucona sprawna na drogach odwrotu (np. na drodze Wołchow Jar-Izium), część porzucona w składach remontowych. Siły ukraińskie operowały wzdłuż głównych arterii drogowych w takim tempie, że część jednostek rosyjskich musiała uciekać porzuciwszy ciężki sprzęt (w zasadzie nie organizując jego planowego zniszczenia, część wpadała w zasadzki. Mniejsze pododdziały, bez świadomości sytuacyjnej i łączności, błąkały się w terenie i były "zgarniane" na drogach już kontrolowanych przez siły ukraińskie, pododdziały artylerii i zabezpieczenia nagle znalazły się na linii frontu i uległy rozkładowi. Na wspomnianej drodze Wołchow Jar-Izium uciekające pododdziały pancerno-zmechanizowane, m.in. 26. pułku 47. DPanc, pozostawiły wiele sprawnego lub lekko uszkodzonego sprzętu, w tym np. czołgi T-72B3. Duże ilości sprzętu, pancernego i artylerii, pozostawiono również w rejonie Iziumu, wprost na ulicach.

Przerwanie frontu pod Bałakleją i uderzenie na Kupiańsk i Izium spowodowało załamanie się całego frontu. Zgrupowanie iziumskie zostało zagrożone zniszczeniem, a kiedy siły ukraińskie zaatakowały w rejonie Światohirśk-Łyman, również okrążeniem. Wobec tego zaczęto natychmiastowy odwrót, de facto paniczną ucieczkę, żeby wydostać się z kotła, z zamiarem stabilizacji frontu nad rzeką Oskoł.

Zdolności bojowe utraciło, w różnym stopniu, co najmniej kilka-kilkanaście BGT/KGT, ze składu 1. APancGw i 20. A. W obwodzie charkowskim zidentyfikowano elementy m.in. 288. Brygady Artylerii, 2. Dywizji Zmechanizowanej, 4. Dywizji Pancernej, 252. Pułku Zmechanizowanego 3. DZmech, 59. Pułku Pancernego 144. DZmech, brygad zmechanizowanych 15., 30., 39., 74. i inne jednostki. Były to słabe batalionowe grupy taktyczne (nierzadko ekwiwalent kompanii), albo nawet kompanijne grupy taktyczne (de facto wzmocnione plutony), o niskim składzie osobowym, niskim morale, z częścią sprzętu niesprawnego. Nawet z pozoru elitarne jednostki, np. 4. Kantemirowska Dywizja Pancerna uległy rozkładowi, o czym świadczy m.in. fakt, że przejęto w niezłym stanie przynajmniej kompanię czołgów T-80 z 4. Dywizji Pancernej.

Z jednej strony trwała ucieczka rozbitych grup taktycznych spod Bałaklei i spod Iziumu, które stawiały tylko niewielki opór, z drugiej podciąganie rezerw i kontrataki, mające zatrzymać ukraińskie ataki, gdzieś na linii rzeki Oskoł, nad którą zamierzano odbudować linię frontu. W rejon rzeki Oskoł i lokalnego zbiornika wodnego zaczęto podciągać rezerwy z 2. A i 41. A, które kontratakowały czołowe oddziały ukraińskie, jednakże bez większego powodzenia. Walki toczyły się o przeprawy przez Oskoł (Kupiańsk, Senkowe, Gorochowatka-Borowa), a na południe o Światohirśk, potem Drobyszewe-Łyman żeby jak najdłużej utrzymać kontrolę nad drogą Izium-Oskił-Rubci, którą w kierunku na wschód, wycofywały się elementy 1, APancGw spod Iziuma.

Śmigłowcami Mi-26 zaczęto przerzucać rezerwy pod Kupiańsk, który po kilku dniach walk, 16 września, został zdobyty przez siły ukraińskie. Na odcinek frontu pod Senkowe-Gorochowatka przerzucono 60. batalion zmechanizowany "Weterani", zaciekle broniono się w rejonie Łymanu.

12 września siły ukraińskie przekroczyły rzekę Doniec i jednostki Gwardii Narodowej ("polscy najemnicy", jak stwierdził lider samozwańczej DRL Denis Puszylin. ) zdobyły Swiatohirśk. Siły tzw. "separatystów" wycofały się z miasta, a jego zdobycie, zagroziło odwrotowi zgrupowania iziumskiego - stąd można było uderzyć na północ i przeciąć drogę Oskił-Rubci, zamykając w kotle te siły, które nie zdołały wycofać się spod Iziumu. Jak wiadomo do zamknięcia kotła nie doszło, zgrupowanie iziumskie zdołało się wycofać, tracąc w zasadzie zdolność bojową i porzucając setki jednostek sprzętu.

Nieoczekiwanie na pierwszej linii frontu, na głównych kierunkach ataków SZU, znalazły się oddziały rezerwy bojowej - BARS. Łymanu przez wiele dni bronił kozacki oddział "Kubań" (BARS-16) wsparty artylerią, natomiast Drobyszewo oddział "Ruskij Legion" (BARS-13).

10 września okazało się, że lewa flanka ukraińskiego natarcia uderzyła na północ i północny-wschód rozszerzając operacje na nowe tereny obwodu charkowskiego. SG SZ FR zaczął opowiadać o celowym "przegrupowaniu sił" i w efekcie wycofaniu się z obwodu charkowskiego, również z jego północnej i północno-wschodniej części. Natarcie ukraińskie rozwijało się błyskawicznie, wkrótce wyzwolono cały szereg miejscowości, w tym Wołczańsk, wychodząc na granicę rosyjsko-ukraińską. Na tym obszarze zapewne nie spodziewano się załamania frontu, maskowanego rzekomym "przegrupowaniem sił".

Jak się wydaje, początkowo zgrupowanie operacyjne na ukraińskiej lewej flance miało za zadanie tylko osłonić zgrupowanie atakujące z zachodu na wschód, na Kupiańsk. Rzeczywiście w rejonie Szewczenkowe i Starowyrowka-Hruszewka kontratakowały z marszu rezerwowe siły 18. DZmech 11. KA (jednostka stacjonująca na stałe w Obwodzie Kaliningradzkim) i 144. DZmech 20. A podciągnięte alarmowo w rejon przełamania, w tym z obwodu biełgorodzkiego. Kontrataki te, siłami nie więcej niż kilku słabych batalionowych grup taktycznych (BGT), nie przyniosły efektu, nie były również w stanie zatrzymać wspomnianego natarcia na północny-wschód, na Nowy Burłuk i dalej na Wołczańsk. Warto wspomnieć, że kontrataki wyprowadzano z marszu, bez znajomości położenia sił przeciwnika, również bez wsparcia artylerii.

Jak wspomniano, już około 15-16 września stało się jasne, że linia frontu nad rzeką Oskoł nie zostanie utrzymana, bez dodatkowych rezerw, dlatego siły agresora zaczęły skupiać się na utrzymaniu Łymana i koncentracji nowych sił (odwodów) oraz tych wycofanych spod Iziuma, w rejonie Swatowo. Koncentracja sił w obszarze Swatowo sugerowała, że linia frontu w obwodzie ługańskim będzie przebiegać po linii prostej, z południa na północ, od m. Kreminna-Rubiżne, przez Swatowo, do Pokrowske i Troićkie, ale póki co kontratakowano jeszcze - nieskutecznie - przyczółki nad Oskołem i Dońcem.

Głównym zadaniem na nowo odtwarzanego zgrupowania w rejonie Łyman-Swatowo była stabilizacja linii frontu w północnej Ługańszczyźnie, najlepiej na linii utraconej już linii rzeki Oskoł oraz przywracanie zdolności bojowych wycofanych batalionowych i taktycznych grup bojowych, w dużej części pozbawionych sprzętu ciężkiego.

Z Iziuma wycofano m.in. 60. Samodzielny Batalion Zmechanizowany "Weterani", który 11 września zaczął kontratakować pozycje SZU nad Oskołem, starając się utrzymać przeprawy przez rzekę (w Kupiańsku, pod Senkowe i Gorochowatką).

Rosyjskie zgrupowanie operacyjne w rejonie północnej Ługańszczyzny składało się w połowie września z kilku BGT ze składu 1. APancGw, 20. A (3. lub 144. dywizji) i być może 41. A. Świeże siły podciągano pod Swatowe, przy czym były to często kombinowane a nie jednolite grupy taktyczne. Przykładowo około 12 września pod Swatowo przemieszczono kombinowaną grupę taktyczną w składzie 12 czołgów, 8 BMP i 10 MTLB i BTR.

Drugie zgrupowanie operacyjne, które powstało ad hoc na skutek wycofania się sił agresora z północnego i północno-wschodniego obwodu charkowskiego, głównie 6 Armii, koncentrowało się już nad granicą, w rejonie Biełgorodu. Były to BGT ze składu wycofanej 6.A, ale też 11. KA i prawdopodobnie 20. A. Konstantyn Maszowiec z grupy "Informacyjny Sprotyw" szacował 18 września, że zgrupowanie biełgorodzkie, cały czas wzmacniane, liczyło już wtedy kilka BGT: resztki dwóch brygad zmechanizowanych (138. i 25.) 6. A i 18. DZmech 11. KA (szacunkowo kilka przetrzebionych BGT) oraz kilka KGT z 14. KA, 20. A i 1. APancGw. Zgrupowanie to utrzymuje linię frontu biegnącą wzdłuż granicy rosyjsko-ukraińskiej i odtwarza jednocześnie zdolność bojową.

Jak już wspomniano, aby stabilizować front i podciągnąć odwody pod Swatowo koniecznym było, z punktu widzenia rosyjskiego, jak najdłuższe utrzymanie rejonu Łymana, którego znaczenie z czasem rosło. W połowie września zaczęto wzmacniać organizujące obronę pod Łymanem zgrupowanie taktyczne, min. 2-3 BGT ze składu 2. A. W tym momencie istniało już zagrożenie, że kontynuując ofensywę siły ukraińskie, przez Łyman-Jampil wyjdą wprost na kierunek Kreminna-Rubiżne.

Zwiększyła się intensywność rosyjskiego rozpoznania bezzałogowego, które miało rozpoznać siły i środki przeciwnika na lewym brzegu rzeki Oskoł (zbiornika wodnego), od granicy aż po m. Łozowe. Grupa analityczna "Informacyjny Sprotyw" monitorująca siły agresora szacowała aktywność bezzałogowców nad Oskołem (raport z 18 września) na 65-70 misji (wylotów) na dobę oraz podciąganie w rejon Swatowo pododdziałów inżynieryjno-saperskich (pluton-kompania).

Przez wiele dni udawało się stabilizować front, jednakże 25 września, na północ od Łymana, doszło do przełamania frontu. Ukraińskie natarcie wyszło z rejonu na północ od Światohirśka, zajęto miejscowość Jaćkiwka nad Oskołem i "wbito" się nawet do 20 km na wschód, pochodząc do wsi Ridkodub, na północ od Łymana. Przełamanie utrudniło obronę przeskrzydlonego Łymana, a umożliwiło ewentualne kontynuowanie ofensywy w obwodzie ługańskim wzdłuż Dońca Siewierskiego, do Kreminny i Siewierodoniecka.

28 września stało się jasne, że siły broniące się w rejonie Drobyszewo-Łyman są w operacyjnym okrążeniu, z jedną tylko drogą zaopatrzenia, kontrolowaną ogniowo przez przeciwnika. Nie było żadnych poważnych rezerw, żeby zatrzymać siły ukraińskie, zdobywające kolejne miejscowości i przeskrzydlające Łyman z północy i od wschodu. Nie było również rezerw, żeby utrzymać front nad Oskołem. Biły się tu dwie osłabione BGT 144. DZmech, zmuszone do odwrotu w czasie I fazy ofensywy charkowskiej z rejonu Peczenihy, ale po kilku dniach intensywnych ataków na ukraińskie przyczółki nad Oskołem wykrwawiły się tracąc zdolność bojową. W kolejnych dniach, krok za krokiem, siły rosyjskie wypychane były coraz dalej znad rzeki Oskoł, np. 27 września Jednostka Specjalna HUR "Kraken" zajęła ważny punkt logistyczny, wieś Kupiańsk-Wuzłowyj. Znajduje się tam stacja kolejowa o tej samej nazwie, która jest dużym węzłem kolejowym, zapewniającym połączenia kolejowe ze stacjami Charków, Wałujki, Światohirsk, Biełgoród, Popasna, Kupiańsk-Piwdennyj itd.

W momencie pisania analizy, wg stanu na rano 30 września, siły rosyjskie w rejonie Łymana - dwa bataliony BARS (13. i 16.) oraz elementy wykrwawionego 208. Pułku Strzeleckiego (Mobilizowanej Rezerwy) 2. KA ŁRL - zagrożone zostały okrążeniem. Na tę chwilę brak jest widocznych rezerw, gromadzonych do kontrataku na tym kierunku, w celu deblokady ługańskiego zgrupowania taktycznego. Bijące się w tym rejonie, nieco bardziej na północ, po poniesionych stratach de facto kompanijne, a nie batalionowe, grupy taktyczne 144. DZmech, były/są za słabe by utrzymać front nad Oskołem i zatrzymać ukraińskie natarcie zmierzające do okrążenia Łymana. Utrata Łymana uwolni duże siły ukraińskie i pozwoli na dalsze natarcie na Kreminną-Rubiżne lub nawet na samo Swatowo.

defence24.pl

Na czele Rosgwardii stoi generał armii Wiktor Zołotow. Jest to osoba postrzegana jako ślepo oddana Putinowi, nie wahająca się, gdy wykonać trzeba każdy jego rozkaz. Jego kariera jest wręcz emblematyczna dla współczesnej Rosji. Pochodzi z regionu Riazań z rodziny robotniczej. Pracował jako ślusarz w fabryce ZIL, a po służbie wojskowej, którą odbył w wojskach pogranicza, wstąpił do KGB. Następnie, przez prawie 20 lat, służył w 9. Dyrekcji KGB ZSRR, zajmującej się ochroną najważniejszych dygnitarzy w Związku Sowieckim. W 1991 roku znalazł się w osobistej ochronie Jelcyna. Jego postać widnieje na słynnym zdjęciu przedstawiającym Jelcyna przemawiającego na czołgu w trakcie puczu Janajewa w pobliżu Białego Domu (którego, jak się okazało, nikt nie miał zamiaru atakować). Następnie został wysłany do Petersburga, gdzie postawiono mu nowe zadanie: ochronę Anatolija Sobczaka, ówczesnego mera. Poznał w tym czasie obecnego prezydenta Rosji i stał się jego sparingpartnerem w boksie i judo.

Putin – po odejściu z tzw. rezerwy strategicznej KGB – "nosił teczkę za Sobczakiem" jako jego asystent. W kręgach ówczesnego Petersburga, będącego w tym czasie centrum zorganizowanej przestępczości w Rosji, znany był bardziej jako "Michaił Iwanowicz" (podobnie jak tajemniczy szef z filmu "Brylantowa Ręka", jednej z kultowej komedii w Związku Sowieckim). Biznesmen Dmitrij Skarga – były dyrektor Sovcomflot, od 2006 mieszkający w Wielkiej Brytanii – w 2015 roku udzielił wywiadu dla BBC, podczas którego opisał swoje relacje z Gienadijem Timczenką, kolegą Putina z Petersburga, jednym z największym oligarchów w Rosji. W wąskim kręgu, mówiąc o pochodzeniu swoich miliardów, Timczenko zwykle podnosił palec do góry i wymownie konstatował: "mówią, że to wszystko pieniądze Michaiła Iwanicza, ma wszystko pod kontrolą".

Putin w "okresie petersburskim" nie gardził zwykłymi "wziatkami" (ros. łapówka). Przedsiębiorca Maxim Freidzon (Max Gunsmith), obecnie mieszkający w Izraelu, związany z OPG Tambowskaya, który osobiście znał Putina w latach 90., udzielił obszernego wywiadu Radiu Liberty w maju 2015 roku. Przedstawił on w nim gangsterski Petersburg lat 90., opisał też cechy, jakimi odznaczał się Putin: "fetysz pieniądza" i brak jakichkolwiek ograniczeń moralnych, nawet tych akceptowanych w środowisku przestępczym. Przekazywał mu łapówki za różne usługi poprzez swojego asystenta Lyoshe Millera. Putin miał według niego targować się o każdy procent, a jego patologiczna chciwość zaskoczyła nawet biznesmenów mafijnych. Według niego Putin miał "normalne stosunki robocze" z Władimirem Barsukowem - "Kumarinem", szefem OPG Tambowska na zasadzie wspólnego biznesu. Wywiad ten został następnie usunięty ze wszystkich witryn, na których został opublikowany, nawet z pamięci podręcznych Google i Yandex.

Zołotow w tym czasie nawiązał bliskie relacje z Romą Tsepovem (właściwie Romanem Beilensonem, który zmienił swoje nazwisko w młodości, aby wstąpić do szkoły wojskowo-politycznej), znanym również jako "Roma Producent" – byłym oficerem politycznym w stopniu kapitana wojsk wewnętrznych sowieckiego MSW. Po samouwłaszczeniu zajął się organizacją kontaktów między kasynami a merem Petersburga - Anatolijem Sobczakiem. Prowadził także prywatną firmę ochroniarską Baltik Eskort, zajmującą się wymuszaniem haraczy. Organizował i zapewniał ochronę Sobczakowi i jego rodzinie, Putinowi, a także szefom przestępczości zorganizowanej, w szczególności Aleksandrowi Mayszewowi z Małyszewskiej OPG oraz kilku osobom z Tambowskiej OPG. Według Dmitrija Zapolskiego, zmarłego w sierpniu 2021 roku w niewyjaśnionych okolicznościach w Rydze, rosyjskiego dziennikarza śledczego, autora książki "Putinburg", Roma Tsepov był zaufaną osobą Putina, który używał go jako pośrednika w kontaktach z petersburskimi gangsterami. "Roma jako listonosz krążył między burmistrzem a przywódcami bandytów, przekazywał wzajemne życzenia, pieniądze, ofiary. Tsepow był bliskim przyjacielem Putina" – pisał. Wśród klientów firmy Baltik Eskort znaleźli się także gubernator regionalny Wadim Gustow, firma Pierre Cardin, Ałła Pugaczowa, Walerij Leontiew oraz inne postaci polityki i showbiznesu.

W 1994 roku Tsepow został zatrzymany za nielegalne posiadanie broni i narkotyków, uciekł do Czech. Do kraju wrócił po objęciu prezydentury przez Putina, i był nawet gościem jego ceremonii inauguracyjnej. Utrzymywał także znakomite relacje z ówczesnym zastępcą szefa administracji Putina – Igorem Sieczinem. Organizował również zabójstwa na zlecenie. W 2003 roku, gdy zginął Rusłan Kolyak (z OPG Tambowska), cały jego biznes i majątek trafił do Tsepova, który w jednym z wywiadów prawie otwarcie powiedział o swoim udziale w zbrodni: "mówią, że tak, miałem konflikt z Kolyakiem i byłem pierwszym, który dowiedział się o jego zabójstwie, przed prasą i policją".

Wiktor Zołotow, po odejściu ze służby, pracował właśnie w firmie Tsepowa – Baltik Eskort (będąca de facto prywatną jednostką sił specjalnych), poprzez którą, według Dmitrija Zapolskiego, przejęli całkowicie rynek "kryszy" (haraczy) w Petersburgu. W środowisku petersburskich gangsterów znany był pod pseudonimami "Wasilicz", "Zolotnik" i "Generalissimus".

infosecurity24.pl

piątek, 30 września 2022


W dniach 27–28 września w Moskwie odbyły się rozmowy przedstawicieli resortów obrony Białorusi i Rosji na temat perspektywy współpracy wojskowej. Białoruscy wojskowi poinformowali o ogłoszeniu niezapowiedzianego sprawdzianu gotowości bojowej i mobilizacyjnej 50. Bazy Lotniczej, obsługującej wykorzystywane przez Rosjan lotnisko w Maczuliszczach (obwód miński). Na kolejach białoruskich rozpoczęto zaś kontrolę węzłów komunikacyjnych i stanu urządzeń wyładunkowych. Wcześniej, 21 września, doszło do spotkania sekretarzy rad bezpieczeństwa, które poświęcono kwestiom „wspólnych przedsięwzięć antyterrorystycznych”. 28 września Mińsk zdementował pojawiające się w opozycyjnych mediach pogłoski o przygotowaniach do powszechnej mobilizacji. Jednocześnie w kraju trwa rutynowy pobór rezerwistów.

Od 26 do 29 września w Soczi przebywał Alaksandr Łukaszenka. W trakcie dostępnej dla mediów części spotkania z Władimirem Putinem wsparł on kurs Rosji w polityce zagranicznej i oznajmił, że zachodnie sankcje nie wymuszą ustępstw, a ogłoszona mobilizacja będzie sprawdzianem „lojalności” Rosjan. W następnych dniach strony nie ujawniały żadnych informacji na temat przebiegu rozmów czy ewentualnych ustaleń, jakie przyniosły. 28 września Łukaszenka złożył niespodziewaną wizytę w Abchazji, gdzie podczas spotkania z samozwańczymi władzami stwierdził, że „Abchazji nie da się wymazać z mapy”, i podkreślił potrzebę rozwoju współpracy gospodarczej. Stanowczy protest wobec tej wizyty wyraziła Gruzja, która zagroziła stronie białoruskiej zerwaniem stosunków dyplomatycznych. Krytyczne stanowisko zajęła również UE. Rzecznik Kremla zdementował spekulacje o rzekomym wymuszeniu uznania przez Mińsk Abchazji i wyraził nadzieję, że Białoruś „samodzielnie i we właściwym czasie podejmie odpowiednią decyzję”.

Komentarz

Prawdopodobnie Kreml wywiera coraz większą presję na Łukaszenkę, aby ten – po aneksji okupowanych regionów Ukrainy i zgodnie z doktryną wojenną Państwa Związkowego – potraktował posunięcia armii ukraińskiej jako akt agresji na terytorium FR. De facto oznaczałoby to uznanie przez reżim przyłączenia tych terenów. Dalsze wspieranie rosyjskich działań wojskowych będzie skutkowało utrzymywaniem przez Mińsk armii i struktur siłowych w podwyższonej gotowości. Niewykluczone też, że siły białoruskie udzielą Rosji czynnego wsparcia w przypadku jej ponownej ofensywy z Białorusi (np. wydzielonymi jednostkami wojsk powietrzno-desantowych).

Wizyta Łukaszenki w Soczi nie została wcześniej zapowiedziana przez żadną ze stron. Można założyć, że – zapewne z inicjatywy Rosjan – doszło do pilnych konsultacji w celu uzgodnienia stanowisk w kontekście ogłoszonej w Rosji mobilizacji oraz aneksji okupowanych terytoriów. Długotrwały, wykraczający poza zwyczajowe standardy charakter wizyty i brak jakichkolwiek oficjalnych komunikatów obu służb prasowych skłaniają do spekulacji na temat wzrostu presji Kremla na Łukaszenkę mającej wymusić bezpośrednie zaangażowanie Białorusi w działania wojenne na Ukrainie. Choć oficjalny przekaz Mińska może jedynie maskować rzeczywistość, to na razie nie ma przesłanek potwierdzających zamiar przeprowadzenia na Białorusi mobilizacji. Gdyby do niej doszło, doprowadziłoby to do paniki wśród w większości pacyfistycznie nastawionego społeczeństwa, co bezpośrednio zagroziłoby stabilności reżimu i mogłoby ujawnić podziały w nomenklaturze.

Łukaszenka nie jest gotów do uznania de iure nawet niektórych wspieranych przez Rosję parapaństw, choć zarazem uzna je de facto, np. poprzez rozwój współpracy gospodarczej, co miała podkreślić wizyta w Abchazji. Nadal będzie też unikał bezpośredniego zaangażowania w wojnę, demonstrując jednocześnie swoją lojalność wobec Moskwy. Jej przejawem może być utworzenie na Białorusi liczącego ok. 20 tys. żołnierzy rosyjskiego ugrupowania uderzeniowego. Prawdopodobieństwo podjęcia takiej decyzji zwiększa się po ogłoszeniu mobilizacji w FR. Wzmocniony może również zostać komponent wojsk rakietowych i sił powietrznych, pozwalający na dalsze atakowanie Ukrainy. Nie jest też wykluczone, że realizując politykę „szantażu nuklearnego”, Rosja rozmieści na Białorusi taktyczną broń jądrową.

osw.waw.pl

Według Putina Zachód zawsze czynił zło, a Rosja zawsze czyniła wyłącznie dobro. Zachód w narracji prezydenta Rosji to tyle, co niewolnictwo w przeszłości i chęć uczynienia innych narodów – w tym przede wszystkim Rosjan – niewolnikami w przyszłości. Rosja narody wyzwalała i wyzwala.

Zachód to antywartości, LGBT, gender i… satanizm. Rosja to wartości, dobro, chrześcijaństwo (Władimir Putin cytował nawet Jezusa) i "tradycyjne wartości", w imię których należało zająć np. Chersoń.

Zachód to eksploatacja narodów i kolonializm. Rosja to szacunek dla innych i partnerstwo. Zachód to pogarda nawet dla sojuszników (Niemcy, Japonia i Korea Południowa to państwa wasale USA, a ich elity są niewolnikami, którzy bez sprzeciwu "przełykają chamstwo" Amerykanów). Rosja to państwo, które niesie wolność.

Zachód to zbrodnie (np. "eksperymenty medyczne" na ludziach, które zdaniem Putina prowadzono w Ukrainie). Rosja to humanizm.

onet.pl

Rodzina każdego zmobilizowanego Tuwańczyka otrzyma po baranie, węgiel, 50 kg mąki i dwa worki ziemniaków, oraz „w razie potrzeby” kapustę. Decyzje o tym podjął szef republiki Władisław Chowalyg. Jego służby prasowe informują tymczasem, że rozdano już 91 zwierząt. Ponadto możliwe jest otrzymanie rekompensaty pieniężnej wysokości 5 tys. rubli (ok. 430 zł) na dziecko. Trzeba tylko złożyć wniosek do Ośrodków Ochrony Socjalnej.

29 sierpnia poinformowano, że Tuwa zrealizowała już plan poboru w ramach częściowej mobilizacji. 27 września szef republiki potwierdził informację, że na front wysłano 700 rekrutów. Wczoraj w stolicy republiki Kyzyle odbył się protest przeciwko mobilizacji, podczas którego milicja zatrzymywała uczestniczące w nim kobiety.

belsat.eu

"Rosjanie nie zareagują na ogłoszoną w piątek przez Kreml aneksję okupowanych obwodów Ukrainy tak, jak w 2014 roku. Nie będzie wśród nich entuzjazmu, ani nawet zrozumienia" - ocenił politolog Grigorij Gołosow w wypowiedzi dla rosyjskiej redakcji BBC.

Komentator, który wypowiadał się jeszcze przed oficjalną ceremonią na Kremlu argumentował, że "Krym był obiektem resentymentu w latach 90. XX wieku" wśród Rosjan. Być może pewna część ludności Rosji żywi podobne wyobrażenia, że w obwodach donieckim i ługańskim na wschodzie Ukrainy istnieje chęć przyłączenia do Rosji. W odniesieniu do ukraińskich obwodów chersońskiego i zaporoskiego "nie ma i nigdy nie było" takiej opinii; te regiony "dla mieszkańców Rosji zawsze były częścią Ukrainy" - powiedział politolog.

BBC cytuje także szykanowaną przez władze rosyjskie politolożkę Jekatierinę Szulman, która podkreślała, że po przeprowadzeniu aneksji okupowanych regionów Ukrainy Rosja stanie się "państwem z delegitymizowanymi granicami". W tych nielegalnych granicach znajdą się "fragmenty, które nie tylko nie zostaną uznane de iure przez żaden inny kraj i organizację międzynarodową, ale też nie są kontrolowane de facto przez centralną administrację" - podkreśliła Szulman.

Władimir Putin ogłosił w piątek na Kremlu aneksję okupowanych obwodów Ukrainy do Federacji Rosyjskiej. Powołał się na nielegalne pseudoreferenda na ziemiach ukraińskich, w których ludzie bojąc się o własne życie musieli oddawać głosy. Rosja łamie tym samym prawo międzynarodowe.

Putin wydał w czwartek wieczorem dekrety uznające obwody chersoński i zaporoski za "suwerenne i niepodległe państwa". Decyzję tę ma zatwierdzić rosyjski parlament, a następnie oba terytoria, podobnie jak regiony doniecki i ługański, zostaną anektowane.

PAP/dziennik.pl

czwartek, 29 września 2022


Rosyjscy milbloggerzy dyskutowali 28 września o ukraińskich zdobyczach wokół Lymanu z rosnącym zaniepokojeniem, sugerując, że rosyjskie siły w tym rejonie mogą stanąć w obliczu nieuchronnej porażki. Kilku rosyjskich blogerów i prominentnych korespondentów wojskowych twierdziło, że wojska ukraińskie posuwały się na zachód, północ i północny wschód od Lymanu i pracują nad zakończeniem okrążenia wojsk rosyjskich w Lymanie i wzdłuż północnego brzegu rzeki Siverskyi Doniec w tym obszarze. Rosyjscy miblogerzy stwierdzili, że wojska ukraińskie zagrażają rosyjskim pozycjom i liniom komunikacji, które wspierają ugrupowanie Lyman. Upadek kotła Lyman będzie prawdopodobnie miał duże znaczenie dla rosyjskiego ugrupowania w północnym donieckim i zachodnim obwodzie ługańskim i może pozwolić wojskom ukraińskim zagrozić rosyjskim pozycjom wzdłuż zachodniej granicy obwodu ługańskiego oraz w obszarze Siewierodonieck-Ługańsk.

Rosyjskie przywództwo wojskowe nie zdołało ustalić warunków informacyjnych dla potencjalnie nieuchronnej klęski Rosji w Lymanie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie zajęło się aktualnymi stratami rosyjskimi wokół Lymanu ani nie przygotowało się na upadek tego odcinka frontu, co prawdopodobnie jeszcze bardziej obniży i tak już niskie morale Rosji. Wcześniej rosyjskie władze wojskowe nie stworzyły wystarczających warunków informacyjnych dla rosyjskich strat po pierwszych etapach ukraińskich kontrofensyw w obwodzie charkowskim, niszcząc morale i doprowadzając do paniki wśród sił rosyjskich na osi wschodniej. Późniejszy gniew rosyjskiej nacjonalistycznej przestrzeni informacyjnej prawdopodobnie odegrał rolę w skłonieniu Kremla do nakazu częściowej mobilizacji - w dniach po początkowej kontrofensywie Ukrainy - w przypadkowej próbie wzmocnienia rosyjskich linii.

(...)

Rosyjskie władze nadal wysyłają nowo zmobilizowanych i niedoświadczonych rekrutów, aby bezpośrednio wzmocnić poważnie zdegradowane resztki różnych jednostek, w tym jednostek, które wcześniej uważano za główne konwencjonalne rosyjskie siły bojowe. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że nowo zmobilizowani Rosjanie przybyli w celu wzmocnienia elementów 1. Pułku Czołgów 2. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej w bliżej nieokreślone rejony Ukrainy bez żadnego przeszkolenia. Nagranie z mediów społecznościowych z 27 września pokazuje rosyjskiego żołnierza zmobilizowanego do 1. Pułku Czołgów wyjaśniającego, że zostanie wysłany do walki w obwodzie chersońskim w ciągu dwóch dni bez żadnego podstawowego szkolenia (...). 1. Armia Pancerna Gwardii była uważana za najważniejszą rosyjską siłę zmechanizowaną przed 24 lutego, a fakt, że jej elementy są wzmacniane słabo zdyscyplinowanymi, nieprzeszkolonymi ludźmi, jest zgodny z wcześniejszymi ocenami ISW, że nawet najbardziej elitarne jednostki rosyjskie poniosły znaczne straty na Ukrainie i dlatego są coraz bardziej zdegradowane. Dodanie nowo zmobilizowanych sił do elementów 1. Armii Pancernej Gwardii prawdopodobnie nie zapewni tym jednostkom decydującej siły bojowej.

understandingwar.org

26 września operator lądowej sieci we wschodnich Niemczech Gascade poinformował, że doszło do dużego spadku ciśnienia w gazociągu Nord Stream 2 (NS2) – ze 105 do 7 barów. W godzinach późno popołudniowych wyciek z jednej z nitek NS2 na południowy wschód od Bornholmu w duńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej potwierdziła Dania. Z kolei wieczorem 26 września operator Nord Streamu 1 (NS1) poinformował o spadku ciśnienia w obu nitkach gazociągu. 27 września rano duńskie i szwedzkie służby morskie zidentyfikowały dwa kolejne wycieki, na obu nitkach NS1 (zob. mapa). 28 września pojawiła się wiadomość o odkryciu przez szwedzką straż graniczną czwartego wycieku (a drugiego na NS2), tym razem w wyłącznej strefie ekonomicznej Szwecji. W związku ze skalą wycieków i ich bezprecedensowym charakterem Dania wprowadziła stan podwyższonej gotowości w krajowym sektorze energii. Duńska i szwedzka administracje morskie wprowadziły ograniczenia dla żeglugi i transportu powietrznego (na wysokości do 1000 m n.p.m.) w obszarze do 5 mil morskich od miejsca uszkodzenia. 27 września po południu szwedzka telewizja SVT poinformowała, że dzień wcześniej stacje pomiarowe w Szwecji odnotowały dwie silne podwodne eksplozje w okolicach wycieków z obu gazociągów (jedną z nich o godzinie 2.03, a drugą – o 19.04). Na miejsce incydentów wysłano duńskie, szwedzkie i niemieckie okręty i śmigłowce. Według informacji duńskich sił zbrojnych wycieki widoczne są z daleka, a największy ma średnicę ponad 1 km.

Dania i Szwecja za przyczynę uszkodzenia gazociągów uznają sabotaż i celowe działania. Władze obu tych państw nie chcą jednak wchodzić w dalsze spekulacje (reakcje międzynarodowe – zob. Aneks). Inspekcja uszkodzonych rur będzie możliwa dopiero za około tydzień, kiedy zakończy się wyciek gazu (według Duńskiej Agencji Energii gazociągi powinny opróżnić się samoistnie do najbliższej niedzieli). W trzech nitkach znajdować się miało – zgodnie z duńskimi szacunkami – w sumie 778 mln m3 surowca. Nie wiadomo, czy informacje pomocne w ustaleniu przyczyny uszkodzeń gazociągów zostały zarejestrowane przez zamontowane na NS1 i NS2 zaawansowane systemy monitorujące oraz czy i na jakich zasadach takie dane zostałyby udostępnione przez Gazprom. Jednocześnie dominuje przekonanie, że uszkodzenie obu gazociągów było umyślnym działaniem dywersyjnym. Mało prawdopodobne jest bowiem wystąpienie tego typu przypadkowych incydentów jednego dnia na trzech rurach i w kilku różnych miejscach równocześnie.

Skala uszkodzeń wszystkich trzech nitek jest duża i nie wiadomo, czy można je naprawić, a jeśli tak, to w jakiej perspektywie czasowej. Według doniesień medialnych rośnie prawdopodobieństwo, że zniszczenia NS1 trwale wyłączą ten gazociąg z użytku. W dobrym stanie pozostawać ma natomiast jedna z dwóch nitek rurociągu NS2. W obecnych okolicznościach trudno jednak sobie wyobrazić, by mogła być ona uruchomiona, nawet gdyby istniała taka techniczna możliwość.

Kto za tym stoi?

Dywersję na Nord Streamie należy postrzegać w szerokim kontekście trwającej wojny, determinacji Putina, by osiągnąć sukces, pseudoreferendów aneksyjnych na okupowanych terenach i potężnego konfliktu Rosji z Zachodem. Ten wyraźnie odczuwalny jest również w wymiarze gazowym – handel surowcami energetycznymi stał się obszarem wojny energetycznej, a narastający kryzys na rynkach gazu i energii w Europie wynika w dużej części z wrogich działań Moskwy. Wreszcie: widać koincydencję czasową uszkodzeń NS1 i NS2 z inauguracją Baltic Pipe 27 września (samo rozpoczęcie działania szlaku nastąpi 1 października). Choć awarie nie wydają się zagrażać bezpośrednio polsko-duńsko-norweskiemu gazociągowi, to wystąpiły blisko jego przebiegu w wodach duńskich.

Zgodnie z najbardziej prawdopodobną wersją uszkodzenie rurociągów nastąpiło wskutek celowych zabiegów rosyjskich. Z dostępnych opcji, jakimi w akwenie Morza Bałtyckiego dysponuje FR, za możliwą należy uznać działanie jednostek tamtejszego wywiadu wojskowego. Tezę tę uwiarygadnia udział w budowie rurociągów specjalnych jednostek ratowniczych wyposażonych w specjalistyczny sprzęt podwodny wykorzystywany do działań dywersyjnych. W 2021 r. inspekcję obiektów prowadzili specjaliści z Głównego Zarządu Badań Głębinowych Ministerstwa Obrony Rosji (GUGI / jednostka wojskowa nr 45707) oraz żołnierze z pododdziału dywersji podwodnej z bazy w Bałtyjsku. Ich uczestnictwo w pracach świadczy o tym, że Moskwa uznaje rurociągi za podlegające szczególnej ochronie obiekty o znaczeniu wojskowym  i stara się zagwarantować sobie możliwości ich zniszczenia (np. przez rozmieszczone zawczasu ładunki wybuchowe), m.in. w celu pogorszenia sytuacji gospodarczej w Europie.

Uszkodzenia NS1 i NS2 mogą wskazywać na to, że Rosja już nie tylko wykorzystuje dostawy surowców instrumentalnie, lecz także wysyła sygnał o zagrożeniu bezpieczeństwa europejskiej krytycznej infrastruktury energetycznej. Wybuchy na obu gazociągach wpisywałyby się w realizowaną przez Moskwę konsekwentnie od wielu miesięcy strategię eskalacji relacji gazowych z Europą, której cel to pogłębianie kryzysu energetycznego oraz zwiększanie niepewności i chaosu na rynku. Na tę strategię składały się m.in. decyzje o odcięciu lub znaczącym zmniejszeniu dostaw gazu do wielu odbiorców europejskich (np. Polski, Bułgarii, Danii, Holandii, Niemiec, Francji, Włoch), jak również wstrzymywanie lub ograniczanie przesyłu poszczególnymi szlakami. Uszkodzenie własnej infrastruktury eksportowej w wyłącznych strefach ekonomicznych państw UE i NATO byłoby przy tym działaniem o nowym ciężarze gatunkowym, demonstrującym zdolność i gotowość do atakowania podobnych obiektów (np. takich jak Baltic Pipe) należących do krajów europejskich zaliczanych przez Kreml do tzw. państw nieprzyjaznych.

Taką interpretację wzmacnia przekaz propagandowy kreowany w rosyjskich mediach – uszkodzenia NS1 i NS2 oceniane są w nim jako działania dywersyjne i de facto akt terrorystyczny przypisywany państwom nieprzyjaznym. Tezę o rosyjskim sprawstwie budują też doniesienia medialne sugerujące, że latem USA ostrzegały Niemcy w sprawie możliwych ataków na infrastrukturę energetyczną na Bałtyku. Niedawno także wywiad ukraiński sugerował ryzyko cybernetycznych ataków Rosji na krytyczną infrastrukturę energetyczną Ukrainy i państw wspierających Kijów. Długoterminowe uszkodzenie obu gazociągów może być wykorzystywane przez Gazprom jako okoliczność usprawiedliwiająca (siła wyższa) niewywiązywanie się z zobowiązań kontraktowych w zakresie dostaw gazu do kontrahentów europejskich i ograniczająca ryzyko i wielkość ewentualnych odszkodowań.

Gotowość podjęcia tak radykalnego działania jak atak na własną krytyczną infrastrukturę energetyczną świadczyłaby również o daleko idącej determinacji Rosji do wykorzystywania kwestii gazowych jako instrumentu politycznego. Kreml najprawdopodobniej liczy na to, że wysyłając sygnał o gotowości i zdolności dokonywania tego typu aktów dywersyjnych, doprowadzi do wzrostu zaniepokojenia w państwach UE, a tym samym wpłynie na ograniczenie lub – w optymalnym dla Moskwy wariancie – wstrzymanie wsparcia politycznego i militarnego dla Ukrainy.

Znacznie rzadsze są obecnie sugestie, że uszkodzenie obu gazociągów wymierzone jest w rosyjskie interesy. Trudno też zidentyfikować potencjalnych alternatywnych sprawców. Oskarżenia np. pod adresem USA słychać przede wszystkim ze strony środowisk tradycyjnie prorosyjskich (np. niemieckiej AfD). W tym kontekście pojawiają się wątpliwości związane z tym, że wybuchy i uszkodzenie gazociągów oprócz zysków przynoszą stronie rosyjskiej także straty. Awarie nie zmieniają faktycznej sytuacji, jeśli chodzi o dostawy rosyjskiego gazu do Europy – NS2 nigdy nie uruchomiono, a przesył przez NS1 całkowicie wstrzymano już kilka tygodni wcześniej. Uszkodzenia uniemożliwiają też wykorzystywanie przez Rosję opcji wznowienia eksportu rosyjskiego gazu instrumentalnie w relacjach z poszczególnymi krajami europejskimi, by dzielić UE oraz doprowadzić do złagodzenia sankcji i/lub ograniczenia wsparcia wojskowego dla Ukrainy.

Możliwe konsekwencje

Awarie gazociągów nie będą miały doraźnie większego wpływu na poziom dostaw na europejski rynek gazu, choć wpływają (wraz z innymi działaniami rosyjskimi) na wzrost jego cen na giełdach. Rosyjski surowiec nie płynął do Europy przez NS1 już od końca sierpnia i nic nie wskazywało na to, by miał popłynąć w najbliższym czasie. NS2 natomiast nigdy nie uruchomiono. Jednocześnie uszkodzenie szlaków bałtyckich definitywnie przekreśla perspektywę zwiększenia dostaw z Rosji (przynajmniej tymi trasami) w czasie największego zapotrzebowania na gaz w sezonie zimowym. Jeśli Moskwa nie zdecyduje się na zwiększenie wolumenu dostaw gazociągami ukraińskimi – a wiele wskazuje na to, że może on wręcz spaść – oznaczać to będzie jednoznaczne trudności z dopięciem bilansów gazowych wielu państw UE (w tym Niemiec), szczególnie w przypadku dużych i/lub długotrwałych mrozów. Może to skomplikować już i tak kryzysową sytuację na rynku gazu i wpłynąć na dyskusje nad kolejnymi pakietami restrykcji dotykającymi szeroko rozumianej dziedziny energii (prawdopodobnie państwom UE jeszcze trudniej będzie się porozumieć np. co do objęcia sankcjami dostaw rosyjskiego LNG).

Wyłączenie na dłuższy czas możliwości eksploatacji obu gazociągów pozbawia Rosję ważnego instrumentu w zewnętrznej polityce energetycznej. Celem budowy rurociągów NS1 i NS2 było nie tylko zwiększenie zdolności elastycznego reagowania na zmiany popytowe na europejskim rynku gazowym, lecz przede wszystkim uzyskanie możliwości przekierowywania tranzytu z dotychczas wykorzystywanych magistrali gazowych, w szczególności ze szlaku przez Ukrainę. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie ze strony Moskwy należy się spodziewać dalszej eskalacji działań dotyczących dostaw gazu. 27 września Gazprom zapowiedział, że Rosja może objąć sankcjami ukraiński Naftohaz, jeśli ten będzie kontynuował proces dochodzenia roszczeń od strony rosyjskiej w ramach wszczętego postępowania arbitrażowego. Naftohaz zarzuca Gazpromowi naruszenie zobowiązań dotyczących tranzytu, wynikających z rosyjsko-ukraińskich porozumień z grudnia 2019 r. Ewentualne wciągnięcie Naftohazu na rosyjską listę sankcyjną oznaczałoby dla rosyjskich podmiotów zakaz utrzymywania wszelkich kontaktów handlowych z ukraińskim koncernem, w tym rozliczeń finansowych, a to skutkowałoby z kolei wstrzymaniem tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę.

Uprawdopodobnienie hipotezy o rosyjskiej dywersji znacząco oddali perspektywę ewentualnej odbudowy relacji gazowych i energetycznych z UE. Awaria zwiększy determinację państw europejskich do całkowitego uniezależnienia się od dostaw gazu z Rosji, co przyspieszy i przypieczętuje zapoczątkowany po inwazji na Ukrainę proces dywersyfikacji. Zmniejszenie eksportu rosyjskiego gazu do Europy nie zostanie zrekompensowane w najbliższych latach wzrostem sprzedaży do państw pozaeuropejskich. Ze względu na ograniczenia infrastrukturalne Rosja nie ma bowiem obecnie możliwości przekierowania eksportu surowca na rynki innych państw (w szczególności do Azji).

Awaria strategicznych gazociągów, wybuchy u wybrzeży państw NATO i terytoriów państw UE oraz rosnące przekonanie o tym, że stoi za tym Rosja, będą miały również konsekwencje polityczne i dla bezpieczeństwa. Niewątpliwie przyczyni się to do zwiększenia poczucia zagrożenia w rejonie Morza Bałtyckiego oraz w całej Europie. Przełoży się to m.in. na podwyższenie poziomu monitoringu i ochrony europejskiej infrastruktury krytycznej oraz na pogłębienie koncentracji na fizycznym bezpieczeństwie rynków gazu i energii w UE, a być może także na zwiększenie aktywności NATO w tym obszarze.

Reakcje międzynarodowe

Dania była pierwszym krajem, który zareagował na wycieki gazu z rurociągów NS1 i NS2, gdyż pierwszy z incydentów miał miejsce w duńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na południowy wschód od Bornholmu, a kolejny na NS1 na północny wschód od wyspy. Na miejsce awarii skierowane zostały myśliwce F-16, fregata rakietowa, okręt patrolowy i statek monitoringu ekologicznego; Duńska Administracja Morska wprowadziła ograniczenia dla żeglugi oraz ruchu powietrznego. Wieczorem 27 września premier Mette Frederiksen wraz z ministrami spraw zagranicznych, obrony i energii odbyła konferencję prasową. Wcześniej duński minister spraw zagranicznych konsultował się ze swoimi odpowiednikami ze Szwecji, Niemiec, Norwegii, USA, Finlandii, Polski oraz państw bałtyckich, zaś następnego dnia minister obrony omówił sytuację związaną z awarią gazociągów z sekretarzem generalnym NATO. Według duńskiej premier uszkodzenia gazociągów to nie przypadek, lecz celowe działania, odmówiła jednak spekulacji na temat sprawców, kładąc nacisk na potrzebę międzynarodowej współpracy w celu znalezienia winnych eksplozji. Dania nie uznaje wybuchów w swojej strefie ekonomicznej, które doprowadziły do rozszczelnień gazociągów NS1 i NS2, za atak na duńskie terytorium. W sprawie uszkodzenia gazociągów policja w Kopenhadze wszczęła oficjalne postępowanie. Według duńskiego wywiadu wojskowego nie ma na razie wzrostu zagrożenia dla bezpieczeństwa Danii.

Szwecja, w której strefie ekonomicznej miał miejsce jeden z wycieków na nitce NS1 i jeden na NS2, na północny wschód od Bornholmu, zareagowała na awarie gazociągów, wysyłając w ten rejon samolot patrolowy, a następnie okręt patrolowy Straży Wybrzeża. Sztokholm zidentyfikował dwa wybuchy, które spowodowały uszkodzenia. Według szwedzkiej Narodowej Sieci Sejsmograficznej (SNSN) jedna z eksplozji miała magnitudę 2,3, co równa się odczuwalnemu trzęsieniu ziemi. 27 września na konferencji prasowej premier Magdalena Andersson wraz z ministrami spraw zagranicznych i obrony zwróciła się do społeczeństwa, uspokajając Szwedów i jednocześnie ostrzegając ich przed wrogą dezinformacją. Według niej wybuchy były aktem sabotażu i celowymi działaniami, aczkolwiek nie miały miejsca w szwedzkich wodach terytorialnych. Rząd nie chce spekulować o możliwych powodach awarii. Szwedzka policja bezpieczeństwa (Säpo) prowadzi postępowanie w sprawie podejrzenia sabotażu, który częściowo mógł być skierowany przeciw szwedzkim interesom. Sztokholm wydaje się ściśle koordynować narrację w tej kwestii z Kopenhagą, ponadto konsultował się z rządami Norwegii, Niemiec, Finlandii, USA i z sekretarzem generalnym NATO.

Norwegia zareagowała na uszkodzenia gazociągów NS1 i NS2, podnosząc poziom gotowości ochrony na wszystkich swoich platformach wydobywczych na szelfie kontynentalnym. Decyzja ta została poprzedzona wydanym dzień wcześniej przez norweski Urząd ds. Bezpieczeństwa Naftowego (Petroleumstilsynet) ostrzeżeniem dotyczącym zaobserwowanych niezidentyfikowanych bezzałogowych statków powietrznych w pobliżu platform wydobywczych na norweskim szelfie kontynentalnym i wezwaniem do podwyższonej czujności. Wcześniej norweska gazeta „Stavanger Aftenblad” informowała, że w drugiej połowie września w pobliżu różnych platform wiertniczych należących do spółki Equinor ASA sześciokrotnie zostały zauważone niezidentyfikowane bezzałogowe statki powietrzne. Wszystkie zdarzenia zostały zgłoszone przez Equinor norweskiemu Urzędowi ds. Bezpieczeństwa Naftowego. Wykorzystywanie dronów w strefach bezpieczeństwa platform wiertniczych (500 metrów wokół i powyżej platformy) bez uzyskania wcześniejszych pozwoleń jest w Norwegii karalne.

Wicekanclerz i minister gospodarki i ochrony klimatu Niemiec Robert Habeck stwierdził, że według dostępnych mu informacji awarie gazociągów nie są wynikiem „naturalnych zdarzeń”, lecz celowego sabotażu. Przyznał też, że energetyczna infrastruktura krytyczna w Europie jest potencjalnym celem ataków. Dodał, że niemieckie służby są tego świadome od miesięcy. „Der Spiegel” doniósł, że Berlin był latem ostrzegany przez CIA przed możliwością przeprowadzenia sabotażu na bałtyckie gazociągi. Niemiecka fregata rakietowa Sachsen (F219) była pierwszą dużą jednostką pływającą, która pojawiła się na miejscu awarii, okręt zbadał wszystkie trzy miejsca wycieku. W niemieckich mediach przytaczane są zakulisowe wypowiedzi przedstawicieli rządu i służb wskazujące na to, że tego rodzaju awarie nie mogły być dziełem przypadku, lecz najprawdopodobniej są wynikiem celowego ataku, przy czym ze względu na skomplikowany charakter operacji zdolni do aktów sabotażu podmorskiej infrastruktury mogą być tylko aktorzy państwowi. W debacie publicznej jako potencjalnego sprawcę sabotażu najczęściej wskazuje się Rosję. Sugeruje się, że potencjalnym motywem Moskwy mogła być wola demonstracji zdolności do ataków na energetyczną infrastrukturę krytyczną i próba zastraszenia Zachodu możliwością przeprowadzenia podobnych operacji wobec innych sieci przesyłowych – największe obawy budzi bezpieczeństwo gazociągów na Morzu Północnym. Niemcy mają w związku z tym współpracować ze służbami duńskimi i szwedzkimi w dochodzeniu ws. przyczyn awarii.

Rosja. Wciąż nie pojawiło się oficjalne oświadczenie Gazpromu w sprawie uszkodzeń NS1 i NS2. Spółka Nord Stream AG w wydanym 27 września komunikacie oświadczyła, że uszkodzenia mają bezprecedensowy charakter. Z kolei rzecznik Kremla stwierdził, że należy poczekać na wyniki badań przyczyn awarii, ale nie wykluczył, że uszkodzenia mogły być skutkiem dywersji. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oświadczyła, że uszkodzenia nastąpiły w strefie podlegającej kontroli amerykańskiego wywiadu. Niektóre media uznały, że awaria mogła być wynikiem działań Polski. Uszkodzenie gazociągów było jednym z głównych tematów dnia rosyjskich programów informacyjnych i publicystycznych. Według propagandowej narracji było ono efektem sabotażu, za który odpowiedzialność ponoszą państwa, które w największym stopniu skorzystają z unieruchomienia magistral gazowych, czyli USA, Wielka Brytania, Polska i Ukraina. Na 30 września z inicjatywy Rosji zwołano specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie uszkodzeń NS1 i NS2.

osw.waw.pl

środa, 28 września 2022


W północno-wschodniej części obwodu donieckiego utrzymuje się nietypowa dla działań wojennych sytuacja, w której na przyległym obszarze działania ofensywne podejmują równocześnie obie strony. Niepowodzenie frontalnego ataku Ukraińców na Łyman spowodowało, że dążą oni do okrążenia miasta od północy i wschodu. Z kolei Rosjanie skupiają gros sił w rejonie Bachmutu. Działania obu stron zbiegają się w okolicy Siewierska, przy czym Ukraińcy atakują na północny zachód, natomiast Rosjanie na południowy wschód od miasta, uderzając w przeciwnych kierunkach. Żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać wyraźnej przewagi. Brak znaczących wzmocnień po stronie rosyjskiej pozwala jednak przyjąć, że bardziej prawdopodobny jest sukces działań ukraińskich.

Mobilizacja Kolei Białoruskich może świadczyć o rozpoczęciu przygotowań do przyjęcia transportów wojskowych z Rosji. Działania te mogą sygnalizować, że Moskwa zdecyduje się na odtworzenie rosyjskiego ugrupowania uderzeniowego zagrażającego Ukrainie od północy lub dostarczenie na Białoruś nowej partii systemów rakietowych, umożliwiających intensyfikację ostrzałów. Jednocześnie postawienie w podwyższony stan gotowości Kolei Białoruskich odbywa się w trakcie przedłużającej się już trzeci dzień wizyty Alaksandra Łukaszenki w Soczi. Tematyka i wyniki rozmów z Władimirem Putinem nie zostały upublicznione. Brak oficjalnych komunikatów może świadczyć o tym, że na Łukaszenkę wywierana jest presja mająca zmusić go do uznania aneksji okupowanych terytoriów Ukrainy i do większego zaangażowania Białorusi w konflikt. Przy wykorzystaniu obowiązującej doktryny wojennej Państwa Związkowego Mińsk może zostać zmuszony do uznania działań armii ukraińskiej za akt agresji na terytorium rosyjskie, jak w optyce Moskwy traktowane będą anektowane obszary.

osw.waw.pl

Okazuje się, że wezwanie dostał także rosyjski dziennikarz, a raczej propagandysta Władimir Sołowjow, który na antenie rodzimej stacji Rossija 1, nie krył z tego powodu oburzenia. - Jestem za stary. A wy, skoro jesteście tacy dzielni, dlaczego nie idziecie na front? Idźcie i umierajcie w Donbasie - skomentował.

Głos w studiu zabrała także caryca propagandy - redaktorka naczelna państwowego kanału informacyjnego Russia Today - Margarita Simonyan. Zapytała, ilu ma zostać zmobilizowanych. Jeden z gości w studiu odpowiedział jej, że milion osób. - To zbierzmy wszystkich pedofilów, zboczeńców, ulicznych muzyków, studentów sztuki i ich wyślijmy. Niech oni będą mięsem armatnim - zaproponowała Simonyan. 

gazeta.pl

Rosyjska agencja RIA Novosti opublikowała wyniki nielegalnych referendów na okupowanych terytoriach Ukrainy:

za wejściem samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej do Rosji głosowało 98,69 proc. wyborców;
za wejściem samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej do Rosji — 97,93 proc.;
za wejściem obwodu zaporoskiego do Rosji — 97,81 proc.;
za wejściem obwodu chersońskiego do Rosji — 96,75 proc.

onet.pl/RIA Novosti