wtorek, 20 września 2022


Porażka Kremla w Ukrainie i wycofanie się z obwodu charkowskiego, podobnie jak kilka miesięcy wcześniej spod Kijowa, Czernichowa i Sum, to na razie niepowodzenie operacyjne o ograniczonym oddziaływaniu na globalną politykę Rosji wobec Ukrainy, Europy czy świata. Jednak porażki Moskwy są bacznie obserwowane zarówno przez sprzymierzeńców i klientów Kremla, od Armenii przez Iran, Syrię i Jemen po Libię i Republikę Środkowoafrykańską, jak i rywali czy wrogów, między innymi w Chinach, Gruzji, Azerbejdżanie czy Turcji.

Atak Azerbejdżanu na Armenię może być konsekwencją konstatacji, że słabość Moskwy oznacza bezradność jej klientów. Jeżeli Baku uda się odnieść sukces, to za przykładem Azerbejdżanu wkrótce mogą pójść inne państwa, organizacje czy dyktatorzy funkcjonujący czy utrzymujący się u władzy dzięki wsparciu Kremla. Ich lista jest długa. Przykładem prezydent Syrii Baszar al-Asad, którego reżim uratowała interwencja Moskwy w 2015 roku. Dzięki tej wojnie Rosjanie przetestowali taktykę wymuszania kapitulacji miast poprzez bezwzględne bombardowanie celów cywilnych, a zwłaszcza szpitali, ujęć wody czy elektrowni. Sprawdzoną w Aleppo metodę zastosowali następnie w Mariupolu. W wyniku brutalnego oblężenia, podczas którego zginęło prawdopodobnie ponad 100 tysięcy mieszkańców, Rosjanie zdobyli ruiny, lecz nie złamali oporu Ukraińców tak, jak pomogli złamać antyasadowską rebelię. Teraz, na skutek niepowodzeń w Ukrainie, Moskwa zaczęła wycofywać część wojsk, a w szczególności systemy obrony przeciwlotniczej, z Syrii.

Podobnie z Grupą Wagnera, prywatną armią szkoloną i wyposażaną przez rosyjskie ministerstwo obrony i realizującą politykę Kremla w Syrii, Libii czy w Republice Środkowoafrykańskiej. Otoczeni mitem bezwzględnych i skutecznych superżołnierzy Wagnerowcy również ponoszą ogromne straty w Ukrainie, a ich udział w walkach nie przeważa szali zwycięstwa na korzyść Moskwy.

Zamrożone konflikty, takie jak oderwane od Mołdawii Naddniestrze czy kontrolowane przez prorosyjskich separatystów obszary Gruzji, przez lata były uważane za aktywa Moskwy. Spory, które Rosja mogłaby zaognić w dowolnej chwili, żeby wpływać na politykę w Kiszyniowie, Tbilisi czy destabilizować całe regiony. Teraz może się okazać, że miejsca te są punktami słabości, pasywami, które Kreml musi utrzymywać pomimo braku zaufania oraz zapaści militarnej i gospodarczej. Pytania o przyszłość mogą zacząć sobie zadawać także sojusznicy i sympatycy Rosji w Europie, od Marine Le Pen we Francji przez Matteo Salviniego we Włoszech po Viktora Orbána na Węgrzech. Jeżeli tak się stanie, klęska operacyjna w Ukrainie przerodzi się w globalną porażkę strategiczną porównywalną z upadkiem Związku Radzieckiego i końcem zimnej wojny 30 lat temu. Konsekwencje tego są obecnie trudne do określenia, ale scenariusze zakładające rozpad Federacji Rosyjskiej nie sprawiają wrażenia fantastyki politycznej, jak jeszcze kilka miesięcy temu.

Napaść na Ukrainę może być więc jednym z ostatnich paroksyzmów fantomowych ambicji imperialnych Rosji, a jednocześnie ostatnim aktem zamykającym trzydziestoletni proces rozpadu ZSRR. Cykl domknie się wtedy, kiedy Rosja przegra w Ukrainie i klęska militarna uruchomi lawinę nieodwracalnych zmian tak na zewnątrz, czyli w otoczeniu rosyjskim, jak i wewnątrz kraju.

W Rosji narasta napięcie polityczne, a ono tworzy podglebie do zmian. Z kilku scenariuszy zmiany na szczytach władzy – puczu wojskowych, pałacowego zamachu i masowej rewolucji, żaden nie jest wielce prawdopodobny. Wojskowi są wprawdzie poirytowani brakiem powszechnej mobilizacji, kiepskim uzbrojeniem, mieszaniem się w plany operacyjne prezydenta, bezsprzecznie cywila, jako że oficer FSB nie ma pojęcia o sztuce prowadzenia wojny, nie mają jednak zdolności wypowiedzenia posłuszeństwa Wodzowi Naczelnemu.

Kiedy ostatnio wojskowi brali sprawy państwowe w swoje ręce, skończyło się to kompletną klapą. W 2005 roku generał Władimir Kwaczkow, weteran wojen w Afganistanie i Czeczenii, podzielający popularne w wojsku poglądy imperialne, próbował dokonać zamachu na Anatolija Czubajsa. Jego ludzie zdetonowali ładunek wybuchowy w pobliżu drogi i ostrzelali z karabinu maszynowego samochód z politykiem w środku. Próba się nie powiodła, a Kwaczkow trafił do więzienia. Po uniewinnieniu ponownie trafił do więzienia, tym razem w 2013 roku, za próbę wzniecenia buntu wśród wojskowych, nawoływanie do siłowego obalenia władzy oraz działalność terrorystyczną w ramach Milicji Ludowej Rosji (zdelegalizowanej w 2015 roku). Po kilku latach sąd złagodził mu wyrok, lecz w ubiegłym roku skazał jego współpracowników na 10 i 15 lat kolonii karnej.

Z kolei zamach pałacowy musieliby przeprowadzić nielojalni wobec Putina współpracownicy, którzy mieliby bezpośredni dostęp do prezydenta. Tymczasem Politbiuro, najwęższy krąg zaufanych ludzi, jest wyselekcjonowany, latami sprawdzony i finansowo uzależniony. Siergiej Szojgu nie zostanie Brutusem, choć o tym czczo spekulowano w pierwszych tygodniach wojny. Z Putinem łączy go przyjaźń, wspólne łowienie ryb i zamiłowanie do szamanizmu. Jeśli Szojgu straci stanowisko za porażki na froncie, Putin przesunie go na inny odcinek, bynajmniej mu nie szkodząc. Zresztą na lojalność reszty Politbiura – szefów służb Siergieja Naryszkina (SVR) i Aleksandra Bortnikowa (FSB), a także Nikołaja Patruszewa, szefa Rady Bezpieczeństwa i byłego szefa FSB – także może liczyć.

Najprawdopodobniejszym scenariuszem w obecnych okolicznościach jest przekazanie władzy. Nie będzie ona przypominać tandemu Putin-Miedwiediew, kiedy w latach 2008–2012 Putin piastował stanowisko szefa rządu. Szybko okazało się, że poszła za nim także realna władza, a Dmitrij Miedwiediew miał być „liberalną twarzą” mającą uśpić czujność Zachodu po wojnie z Gruzją. Na co, trzeba przyznać, ten dał się nabrać. Dzisiaj Miedwiediew nie jest brany poważnie pod uwagę. Wprawdzie usilnie stara się być bardziej jastrzębi od turbopatriotów, lecz swoimi komentarzami publicznymi jedynie się ośmiesza i skłania do złośliwych pytań o stan trzeźwości.

Model, który może zostać wykorzystany, już kiedyś przeprowadził sam Władimir Putin, a w zasadzie służby, które za nim stały. W 1999 roku Borys Jelcyn ustąpił po otrzymaniu gwarancji bezpieczeństwa dla siebie i swojej „Familii” (nie było wówczas pewności, czy chodziło dosłownie o jego rodzinę, czy też oligarchów określanych takim właśnie mianem). Jeśli Rosja poniesie militarną klęskę w Ukrainie i nie da się jej przykryć propagandowo, wówczas z perspektywy rządzących elit będzie to najkorzystniejsze rozwiązanie. Pozwoli utrzymać się reżimowi jedynie kosztem odsunięcia na tylni fotel obarczonego porażką Putina. Wymówka zawsze się znajdzie, równie dobrze zdrowotna. Społeczeństwo zapewne usłyszy, że Władimir Władimirowicz zdecydował się podreperować swoje zdrowie gdzieś w zacisznym kurorcie, całkiem możliwe, że w jego ulubionych okolicach Soczi.

Putin pójdzie w odstawku, lecz zanim to nastąpi, być może wyznaczy swojego zastępcę, jak on do wyborów w połowie 2000 roku był pełniącym obowiązki prezydenta Rosji. Stery może przejąć Nikołaj Patruszew, jastrząb wśród kremlowskich jastrzębi, ten, który podszeptywał Putinowi antyzachodnie teorie spiskowe, i czekista, przy którym Putin jest liberałem. Patruszewizm byłby bardzo złą wiadomością dla Zachodu, ponieważ oznaczałby jeszcze bardziej konfrontacyjną politykę Kremla, rządy prawdziwych twardogłowych i autentyczną wrogość wobec Anglosasów.

Przekazanie władzy w ręce Patruszewa mogłoby jednak uspokoić narastającą frustrację rosyjskich mas, a wiec zneutralizować ryzyko milionów na ulicach. Dzisiaj oburzeni nieporadnymi generałami i politykami na Kremlu są po cichu wojskowi, lecz bardzo głośno wypowiadają się środowiska turbopatriotów. Czyli imperialistów, monarchistów, turbo-Słowian, faszystów i neonazistów rosyjskich, a także weteranów wojennych (tzw. Afganów i Czeczenów). Politolog Andriej Piontkowski szacuje ich liczebność na 15% społeczeństwa rosyjskiego, a więc niemało. Bez względu więc na represje, jeśli miliony wściekłych Rosjan wyjdzie protestować, będą żądać nie zakończenia wojny i reform demokratycznych, lecz ukarania winnego klęski Matki Rosji.

Putin ma pewność, że do masowych protestów społecznych może doprowadzić ogłoszenie powszechnej mobilizacji. Czymś innym jest wysyłanie na front Buriatów i biednych chłopaków z rosyjskiej głubinki (ros. prowincji), kontraktnikow (żołnierzy kontraktowych), czyli ochotników, lecz czymś zupełnie innym jest zostać zmuszonym pójść na front.

Powszechna mobilizacja pozwoliłaby wcielić do armii wprost z ulicy, uniwersytetu czy pracy, wyciągnąć siłą z domu. Poza tym pierwszy raz od zakończenia II wojny światowej (wielkiej wojny ojczyźnianej) Rosja znalazłaby się w stanie wojny. Dlatego Putin, wbrew sztabowi generalnemu i swoim doradcom, z uporem decyduje się na półśrodki – dodatkowy pobór, lukratywne jak na Rosję warunki kontraktu wojskowego, zmuszanie gubernatorów do zaciągnięcia swoich regionalnych jednostek, a nawet rekrutację skazańców w koloniach karnych.

Aktualna sytuacja pierwszy raz tworzy bardzo poważne ryzyko dla władzy Putina. Gospodarkę coraz skuteczniej paraliżują sankcje nakładane przez Zachód, cofając ją w rozwoju przynajmniej o pokolenie. Co gorsza, próbując ratować sytuację, Kreml godzi się na wasalizację wobec Chin. Nieprzypadkowo więc jeszcze przed wakacjami, a ostatnio gdy Ukraińcy zaczęli wypierać Rosjan z Donbasu, Putin za pośrednictwem Siergieja Ławrowa sygnalizował gotowość do rozmów z Kijowem. Już wtedy miał świadomość, w jakim kierunku rozwija się sytuacja.

new.org.pl

Rosja przejęła kontrolę nad częściami obwodu charkowskiego od samego początku inwazji, chociaż jej siły okazały się niezdolne do opanowania całego obwodu. Zamiast tego jej obecność w obwodzie ulegała wahaniom, zwłaszcza w okolicach kwietnia, kiedy Ukraińcy odbili część terytorium; na początku września Rosja i jej pomocnicy nadal posiadali około jednej trzeciej obwodu.

Potem nastąpił wrześniowy kontratak Ukrainy. W ciągu czterech dni rosyjska kontrola spadła do 9%. To, co pozostało w ich rękach, wiele zawdzięcza rzece Oskil, która okazała się naturalną granicą, na której siły ukraińskie chętnie się zatrzymały. Innymi słowy, w dniach 8-11 września Siły Zbrojne Ukrainy (UAF) wyzwoliły 10.000 kilometrów kwadratowych swojego terytorium, pas ziemi wielkości Cypru. Jest mało prawdopodobne, by ukraiński Sztab Generalny spodziewał się tak szybkiego tempa postępów i tak wielkiego sukcesu operacyjnego.

Porażka Moskwy w obwodzie charkowskim była w dużej mierze wymuszona przez siebie samą; UAF znakomicie eksponował i wykorzystywał na swoją korzyść słabości rosyjskich sił zbrojnych. Niektóre z tych słabości wynikają z wyborów dokonanych podczas rosyjskiego planowania tej wojny. Ale niektóre były bezpośrednio powiązane z innymi oznakami złego planowania i zbierania danych wywiadowczych w dniach i tygodniach przed rozpoczęciem operacji UAF. Konsekwencje niepostrzymania ukraińskiego natarcia mogą mieć daleko idące konsekwencje nie tylko dla rosyjskiej obecności i aktywności militarnej w północno-wschodniej części Ukrainy, ale także potencjalnie dla wyniku wojny w ogóle.

Niedobory długoterminowe

Rosyjskie Siły Zbrojne wkroczyły na Ukrainę 24 lutego z siłą mlitarną czasu pokoju. Sztab Generalny nie wprowadził dodatkowych środków mobilizacyjnych w celu zwiększenia stanu osobowego w formacjach operacyjnych, zwłaszcza czołgów i jednostek zmechanizowanych. Co gorsza, nie dość, że rosyjskie bataliony obsadziły 70−90% dopuszczalnej siły, to w pewnym momencie Sztab Generalny podjął decyzję o zmniejszeniu liczby żołnierzy, w batalionach zmechanizowanych z 539-461 personelu do około 345. W konsekwencji rosyjska batalionowa grupa taktyczna, która wcześniej liczyła średnio 700-900 ludzi, mogła rozmieścić tylko od 666 do zaledwie 499 ludzi. Wpływa to na ich zdolność do organizowania siły zdolnej do walki, obrony i manewrowania. Zmniejszony personel oznaczał również, że zdobywanie i kontrolowanie terytorium będzie coraz trudniejsze, zwłaszcza jeśli Rosjanie zaczęliby się wykrwawiać; pomimo optymistycznych prognoz, zaczęło się to dziać bardzo wcześnie na początku wojny, zwłaszcza na podejściach do Kijowa od północy.

Według ukraińskiego Sztabu Generalnego od początku wojny rosyjskie siły zbrojne straciły ponad 50.000 ludzi. Nawet zakładając, że liczba ta jest zawyżona o 20% (lub 10.000), i że nie wszystkie straty pochodzą z sił lądowych, Rosja mogła stracić co najmniej 35.000 personelu sił lądowych w ciągu pierwszych sześciu miesięcy wojny. Niektórych z tych strat nie da się zastąpić, nawet w perspektywie średnioterminowej, ponieważ dotyczyły one najlepiej wyszkolonych i wyposażonych rosyjskich jednostek wojskowych, takich jak siły powietrznodesantowe, 1. Armia Pancerna Gwardii czy 200. Brygada Zmechanizowana Floty Północnej.

W konsekwencji, ze względu na straty w sile roboczej i wyposażeniu, Rosja prawdopodobnie nie była w stanie stworzyć batalionowych grup taktycznych i zamiast tego zaczęła rozmieszczać mniej zdolne i mniejsze grupy taktyczne kompanii. W celu zachowania personelu rosyjskie podejście taktyczne polegało na przeprowadzaniu ataków artyleryjskich na pozycje ukraińskie i podejmowaniu zwiadowczej próby przełamania linii obrońców. Gdy ta próba się nie powiodła, ataki artyleryjskie ponownie miałyby na celu złagodzenie obrony, po czym nastąpiłby kolejny atak naziemny i tak dalej. To wysoce nieefektywne podejście zapewnia ograniczone zyski przy wysokich kosztach, zwłaszcza w zakresie sprzętu i siły roboczej. Aby naprawić ten brak w swoich strukturach, rosyjskie dowództwo szukało obszarów, które albo byłyby słabo bronione, albo rozpadłyby się pod silniejszym atakiem. Dokładnie to wydarzyło się w maju pod Popasną: przez miesiąc, siły rosyjskie nie mogły przełamać linii ukraińskich, ale dzięki posiłkom zdołały w ciągu kilku dni odepchnąć wojska ukraińskie 10-20 km na zachód. To samo wydarzyło się w okolicach Łysychańska, kiedy wojska rosyjskie stworzyły pozytywną korelację sił i wykorzystały ją na swoją korzyść, aby zdobyć miasto. Jednak żaden z tych taktycznych sukcesów nie przyniósł niczego podobnego do zwycięstwa operacyjnego, ponieważ rosyjskiej armii znowu brakowało siły roboczej. Po przełamaniu pierwszej linii obrony atakującym brakowało personelu do ścigania wycofujących się obrońców i uniemożliwienia im ustanowienia kolejnej linii obrony, dalej. Jest to zupełna odwrotność tego, co wydarzyło się w obwodzie charkowskim na początku września, gdy szybkość posuwania się Ukrainy i użycie wysoce mobilnych sił specjalnych i rozpoznawczych wywierały stałą presję na wycofywanie formacji rosyjskich, nie pozwalając im na zorganizowanie obrony. Większość sił rosyjskich ostatecznie wycofała się z obwodu charkowskiego niezorganizowaną trasą.

Inną długoterminową wadą jest niemożność utrzymania sprzętu w terenie. Ten dobrze znany problem nęka rosyjskie siły lądowe od dziesięcioleci. Od 2016 r. siły lądowe zwiększają swoje zdolności naprawcze i ewakuacyjne, aby zaradzić tej słabości. W tym celu każdy okręg wojskowy powołał bataliony naprawcze i ewakuacyjne, które później przekształcono w pułki. Utworzenie pułków na poziomie MD zwiększyło zdolność ewakuacji i naprawy sprzętu 1,4-krotnie.

Jednak zdjęcia i filmy uchwycone w szczególności w rejonie Izjum i ogólnie w obwodzie charkowskim, pokazały dziesiątki sztuk ciężkiego sprzętu, takiego jak czołgi, BWP i transportery opancerzone w różnych stanach rozkładu. Niektóre z nich były wyraźnie w kolejce do serwisowania i naprawy, ale sama liczba porzuconych pojazdów sprawia, że ​​można się zastanawiać, jaki wpływ wywarłyby one na linię frontu, gdy liczy się każdy czołg, każdy pojazd opancerzony. W związku z tym nie jest jasne, czy pułki naprawcze i ewakuacyjne znacząco wpłynęły na pole bitwy, zwłaszcza w środowisku, w którym zagrożenia HIMARS i artyleria poważnie zdegradowały rosyjskie wsparcie na tyłach.

Dodatkowo rosyjskim wojskom lądowym brakowało części zamiennych, smarów i prawdopodobnie personelu, który podjąłby się niezbędnych prac, aby przywrócić do użytku wszystkie uszkodzone lub zepsute urządzenia. Teraz w pewnym stopniu ten porzucony sprzęt będzie używany przez ukraińskie jednostki lądowe.

Błędy krótkoterminowe

Jak już wspomniano, Rosja nie dysponuje odpowiednią liczbą personelu, aby odpowiednio obsadzić całą linię frontu. Do września inicjatywę sprawowała Moskwa i decydowała o czasie i miejscu swoich kolejnych starć. Jednak doniesienia o ukraińskich przygotowaniach do odbicia obwodu chersońskiego i prawdopodobnie własny wywiad postawił przed Sztabem Generalnym dylemat: albo znacząco osłabić jeden front w celu wzmocnienia południowej Ukrainy, albo zwiększyć szanse ukraińskiego kontrataku w obwodzie chersońskim przez nie gromadzenie tam swoich sił. Wybrano pierwszą opcję, a rosyjska obecność wojskowa w obwodzie charkowskim została znacznie zmniejszona od połowy lipca. Stało się tak, gdy rosyjskie ataki z Izjum na Słowiańsk miały miejsce codziennie i kiedy garnizon Izjum mógł wystawić kilka stosunkowo dobrze wyposażonych grup taktycznych kompanii/batalionów. Kryzys w obwodzie charkowskim natychmiast wpłynął na liczbę ataków na Słowiańsk, nie tylko podważając realizację jednego z głównych celów tej wojny, ale także wskazując na zmniejszenie zdolności garnizonowych.

Dlatego Ukraińcy wybrali najlepsze miejsce do ataku, ponieważ Rosja nie miała rezerw do zatykania dziur obronnych. Po przełamaniu pierwszej linii Ukraińcy mogli stosunkowo swobodnie manewrować w głąb, zaskakując przeciwnika i powodując załamanie organizacyjne w całej zachodniej grupie armii.

Nie jest jasne, czy była to awaria wywiadowcza, w której Rosja nie zauważyła ukraińskiego przygotowania się lub nie doceniła go, a może jej generałowie dostrzegli realną możliwość ataku w Charkowie, ale było za późno na reakcję.

Jednocześnie Moskwa prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy, że Kijów jest w stanie od razu użyć w walce 6–8 brygad manewrowych, co może sugerować, że Sztab Generalny nie był w stanie dokładnie określić siły, składu i rozmieszczenia ukraińskich jednostek podstawowych. W końcu Ukraina wykorzystała do walki niektóre ze swoich najbardziej doświadczonych formacji, takich jak 92. Brygada Zmechanizowana i 3. Brygada Pancerna czy 25. Brygada Powietrznodesantowa, 80. i 95. Brygada Szturmowo-Powietrzna.

Przyszłe implikacje

Nieudany atak Rosji na Kijów w pierwszych dniach i tygodniach wojny zakończył pierwszą fazę konfliktu. Druga faza, która trwała od końca kwietnia, prawdopodobnie zakończyła się również rosyjską porażką. Upadek Izyum, przeprawa przez Donieck Siewierski w kierunku Lymana i wypchnięcie Rosjan w okolice Siwierska oznaczają, że zagrożenie dla Słowiańska i Kramatorska zostało złagodzone.

Właściwie wątpliwe jest, by Rosjanie odbudowali swoje siły na tyle szybko, by mogli zagrozić północnym częściom obwodu donieckiego. Zachodnia Grupa Sił stała się nieskuteczna, tracąc dużą część swojej zdolności bojowej. Rosja prawdopodobnie nie będzie miała potencjału ofensywnego w północnych częściach frontu w średnim okresie, co najmniej sześciu miesięcy.

Dlatego prawdopodobnie weszliśmy w trzecią fazę wojny, w której Kijów ma inicjatywę i decyduje o przyszłych starciach. Kijów jest w pozycji do ataku, podczas gdy postawa Moskwy może stać się ogólnie coraz bardziej defensywna.

Kluczową kwestią jest brak personelu. Aby odpowiedzieć na każde większe zagrożenie w dowolnym kierunku, zakładając, że zostanie ono rozpoznane na czas, rosyjskie siły zbrojne muszą przemieścić swoje jednostki wokół linii frontu, aby wzmocnić swoje pozycje i wypełnić luki. Takie podejście jest nie do utrzymania na dłuższą metę.

Jedyną pociechą dla rosyjskiego sztabu generalnego jest to, że przy mniejszej linii frontu Rosjanie będą mieli więcej żołnierzy na kilometr kwadratowy do obrony swoich terytoriów. I odwrotnie, Ukraińcy będą mieli mniej żołnierzy na km2 do utrzymania odbitych terytoriów i przeprowadzania ataków. Jednak Ukraina ma dostęp do wysoce zmotywowanych i stosunkowo dobrze wyszkolonych żołnierzy, podczas gdy rosyjskie wysiłki rekrutacyjne przyniosły w najlepszym razie mieszane rezultaty, zmuszając Moskwę do coraz większego polegania na przymusowo zmobilizowanych, zdemotywowanych mężczyzn z LPR/DPR i najemników wagnerowskich.

Operacyjnie nie znamy planów Ukrainy i tego, czy rozszerzą one ataki z Charkowa na obwód ługański. Jednak, chociaż obecnie uważana za wydarzenie mało prawdopodobne, kolejna operacja podobna do Charkowa może stosunkowo szybko rozmieścić siły ukraińskie wzdłuż linii Ługańsk-Siewierodonieck i skutecznie wymusić upadek gotowości i zdolności sił rosyjskich do walki w tej wojnie. Nie jest już science fiction myśleć, że wojna zakończy się za kilka tygodni lub miesięcy, a nie lat.

W tej wojnie ukraińska strategia polegała przez pewien czas na oddawaniu terytorium, a wraz z rosnącymi stratami Rosji czas jest teraz po stronie Kijowa.

ridl.io/Konrad Muzyka

poniedziałek, 19 września 2022


Prezydent Rosji Władimir Putin w coraz większym stopniu polega na nieregularnych siłach ochotniczych i zastępczych, a nie na konwencjonalnych jednostkach i formacjach Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. ISW informowało wcześniej, że Putin przez całe lato, a zwłaszcza po klęsce wokół obwodu charkowskiego, omijał rosyjskie wyższe dowództwo wojskowe i kierownictwo Ministerstwa Obrony. Chłodne relacje Putina z dowództwem wojskowym i rosyjskim MoD mogą częściowo tłumaczyć coraz większy nacisk Kremla na rekrutację źle przygotowanych ochotników do nieregularnych jednostek ad hoc, zamiast prób wciągnięcia ich do rezerw lub rezerw zastępczych dla regularnych rosyjskich jednostek bojowych.

Wybitny rosyjski blogger poinformował, że siły rosyjskie „już rozpoczęły proces formowania i obsadzenia 4 Korpusu Armii, przynajmniej na poziomie dokumentacji”. (...) Rosyjscy poddani federalni zaczęli wcześniej reklamować usługi kontraktowe w jednostkach ochotniczych mniej więcej w czasie formowania 3. Korpusu Armii. Siły rosyjskie w coraz większym stopniu rekrutują także więźniów, z udziałem oddziałów kozackich, rozmieszczają elementy rosyjskich służb bezpieczeństwa, takich jak rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa i Rosgwardia, oraz potajemnie mobilizują ludzi z okupowanych obwodów: donieckiego i ługańskiego.

Tworzenie takich jednostek ad hoc doprowadzi do dalszych napięć, nierówności i ogólnego braku spójności między siłami zbrojnymi. Źródła ukraińskie i rosyjskie donoszą o przypadkach, gdy rosyjskie siły zbrojne odmawiają wypłaty zasiłków dla weteranów, jednorazowych premii za rekrutację lub udzielenia leczenia żołnierzom BARS (Rezerwy Rosyjskiej Armii Bojowej). Niektóre formacje wojskowe oferują zachęty finansowe za każdy kilometr pokonywany przez daną jednostkę, zachętę, z której zapewne skorzysta niewielu żołnierzy, biorąc pod uwagę, że siły rosyjskie znajdują się w defensywie niemal wszędzie, z wyjątkiem obszarów wokół Bachmuta i Doniecka, gdzie zyski były powolne i bardzo ograniczone. Publikacje rosyjskiej opozycji w Insider donosiły o przypadkach dyskryminacji etnicznej w jednostkach czeczeńskich, zauważając, że czeczeńscy przywódcy rozmieszczają nie-Czeczenów na pierwszej linii przed zaangażowaniem Czeczenów w bitwę. Profesjonalny personel wojskowy prawdopodobnie będzie miał do czynienia z problemami behawioralnymi wśród rekrutowanych więźniów, zwłaszcza biorąc pod uwagę prawdopodobną częstość występowania więźniów skazanych za brutalne przestępstwa, narkotyki i gwałty. Ługańska i Doniecka Republika Ludowa (LNR i DNR) wcześniej odmawiały walki o swoje terytorium. Wszystkie te grupy mają różne poziomy wyszkolenia wojskowego, zdecentralizowane struktury dowodzenia, różne postrzeganie wojny i motywacje do walki, co zwiększa prawdopodobieństwo konfliktu i słabej koordynacji jednostek. Jedyne, co ich łączy, to zupełne niedostateczne wyszkolenie i przygotowanie do walki.

Formowanie nieregularnych, pospiesznie szkolonych jednostek nie dodaje siłom rosyjskim walczącym na Ukrainie skutecznej siły bojowej.  Forbes zauważył, że 3. Korpus Armii wtargnął do obrony rosyjskich pozycji wokół obwodu charkowskiego podczas kontrofensywy, ale nie zrobił żadnej różnicy i „rozpłynął się”, bez wpływu na operacje rosyjskie.

Siły rosyjskie prawdopodobnie próbują przeprowadzić bardziej przemyślane i kontrolowane wycofanie się w zachodnim obwodzie chersońskim, aby uniknąć chaotycznej ucieczki, która charakteryzowała upadek rosyjskich pozycji obronnych w obwodzie charkowskim na początku tego miesiąca. Rosjanie silnie wzmocnili zachodni obwód chersoński w ciągu ostatnich kilku miesięcy, w tym jednostkami powietrznodesantowymi i przynajmniej niektórymi elementami 1. Armii Pancernej Gwardii. Te pozornie bardziej profesjonalne, dobrze wyszkolone i wyposażone jednostki są skoncentrowane na niewielkim obszarze obwodu chersońskiego i były przygotowane do spodziewanej kontrofensywy. Wydaje się, że radzą sobie znacznie lepiej niż siły rosyjskie w obwodzie charkowskim. Ukraińcy zniszczyli szereg jednostek 1. Armii Pancernej Gwardii w obwodzie charkowskim, zmuszając je do ucieczki i zdobywając duże ilości wysokiej jakości sprzętu.

Ukraińska kontrofensywa w obwodzie chersońskim jednak postępuje, a siły rosyjskie wydają się próbować ją spowolnić i cofnąć się do pozycji bardziej obronnych, zamiast zatrzymać ją lub odwrócić. Wydaje się, że ciągłe ukraińskie ataki na rosyjskie naziemne linie komunikacyjne (GLOC) przez rzekę Dniepr do zachodniego obwodu chersońskiego mają coraz większy wpływ na rosyjskie dostawy na prawym brzegu – ostatnie doniesienia wskazują na niedobory żywności i wody w okupowanym przez Rosję mieście Chersoń i na przynajmniej chwilowe osłabienie ognia rosyjskiej artylerii. Słabej jakości jednostki pośredniczące załamały się w niektórych sektorach rosyjskich linii frontu, umożliwiając postępy Ukrainy. Siły ukraińskie prawdopodobnie odzyskają znaczną część, jeśli nie całość zachodniego obwodu chersońskiego, w nadchodzących tygodniach, jeśli będą w dalszym ciągu interweniować w rosyjskie GLOC i naciskać na ich postęp. Ukraińskie zdobycze mogą nadal być powolne, jeśli rosyjskie wojska utrzymają spójność, ale mogą również znacznie przyspieszyć, jeśli siły rosyjskie zaczną się łamać.

Wybitny rosyjski milblogger twierdził również, że rosyjskie dowództwo wydało w zeszłym tygodniu zakaz odwrotu dla wszystkich jednostek służących w Donbasie, wymagając, aby rosyjskie siły działające na osi utrzymały swoje pozycje niezależnie od rozwijającej się sytuacji przed nimi. Ta kolejność byłaby warta uwagi na dwa sposoby, jeśli raport jest dokładny. Po pierwsze, obwód doniecki jest jedynym obszarem na Ukrainie, na którym siły rosyjskie wciąż podejmują działania ofensywne. Pojawiają się sporadyczne doniesienia o ograniczonych ukraińskich kontratakach, ale nie ma dowodów na to, że Ukraina przygotowuje na tym obszarze kontrofensywę na dużą skalę. Rozkaz sugeruje jednak, że rosyjskie wojsko może obawiać się ukraińskiej kontrofensywy w świetle ich ostatnich ofensywnych działań. Po drugie, pokazuje głęboką nieufność do zdolności bojowych jednostek otrzymujących rozkaz, w przeciwieństwie do pozornie większego zaufania rosyjskich dowódców do jednostek w zachodnim obwodzie chersońskim, gdzie przeważają rozsądne próby przeprowadzenia kontrolowanego wycofania. 

understandingwar.org

Od 14 września dochodzi do ostrych starć między siłami Kirgistanu i Tadżykistanu niemal na całej długości granicy (z wyłączeniem jej wschodniego i wysokogórskiego odcinka). Do tej pory w toku walk prowadzonych przy użyciu m.in. artylerii, czołgów, śmigłowców i UAV miało zginąć łącznie ok. 100 osób, a po stronie kirgiskiej ewakuowanych miało być ok. 140 tys. cywilów. Oba kraje obarczają się wzajemnie odpowiedzialnością za wybuch walk, choć zdecydowanie bardziej wiarygodna wydaje się wersja Biszkeku, oskarżającego o agresję Tadżykistan. Starć nie powstrzymały apele prezydenta Rosji (rozmowy telefoniczne z obydwoma prezydentami) i sekretarza generalnego ONZ ani też bezpośrednie dyskusje przywódców obu państw prowadzone w trakcie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW) w Samarkandzie w dniach 15–16 września.

Komentarz

Napięcia graniczne pomiędzy Kirgistanem i Tadżykistanem mają charakter chroniczny i zasadniczo są efektem braku delimitacji i demarkacji granic od czasu rozpadu ZSRR (1991). Przez lata sytuacja zaostrzała się wraz z narastaniem problemów lokalnych – sporów o dostęp do ziem uprawnych i pastwisk oraz źródeł wody w warunkach coraz większego przeludnienia obszarów spornych. Dodatkowo pole do napięć stwarzają izolacja regionu (słabe skomunikowanie i oddalenie od centrów – zwłaszcza po stronie kirgiskiej) oraz prawdopodobne konflikty o kontrolę nad szlakami przemytniczymi. W analogicznych do obecnych walkach, które miały miejsce w kwietniu ubiegłego roku, zginęło łącznie co najmniej 50 osób. Oba państwa pozostają przy tym sojusznikami w ramach zdominowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (każde z nich gości też rosyjskie bazy wojskowe), a także są członkami założycielami SzOW, której szczyt odbywał się w trakcie trwania starć.

Do obecnej eskalacji dochodzi w warunkach narastających problemów – zarówno wewnętrznych, jak i regionalnych. Oba kraje borykają się z coraz większymi wyzwaniami socjalnymi (wzmocnionymi kłopotami gospodarczymi Rosji, będącej celem masowych migracji zarobkowych), każde z nich silnie odczuwa też niestabilność regionalną, którą wzmogły najpierw przejęcie władzy w Afganistanie przez talibów, a następnie skutki rosyjskiej inwazji na Ukrainę (rozregulowanie systemu bezpieczeństwa, skoncentrowanie Moskwy na Zachodzie). Istotnym czynnikiem pozostają problemy polityczne władz obu państw – relatywna słabość układu rządzącego w Kirgistanie oraz zaostrzenie autorytarnego kursu w Tadżykistanie (krwawa pacyfikacja autonomii w Górskim Badachszanie w maju br., nasilające się represje wobec muzułmanów, zaangażowanie Duszanbe w spory wewnątrzafgańskie, a przede wszystkim przygotowywany dla syna urzędującego prezydenta proces sukcesji władzy). W tej sytuacji konflikt z sąsiadem jest atrakcyjnym instrumentem konsolidacji społecznej. Brakuje potwierdzonych informacji na temat przyczyn wybuchu jego aktualnej fazy, lecz zarówno jego uwarunkowania, jak i przebieg wskazują na to, że służy on przede wszystkim Duszanbe.

Choć intensywność i uwarunkowania zewnętrzne walk mają bezprecedensowy charakter, to w świetle dotychczasowych doświadczeń ich szybkie przekształcenie w pełnoskalowy konflikt jest mało prawdopodobne – oba państwa nie wydają się do tego zdolne, każde z nich poddaje się również presji dotyczącej wygaszenia walk. Zarazem spodziewane zamrożenie starć i deklaracje przyspieszenia procesu delimitacji i demarkacji granic nie dają nadziei na pełne rozwiązanie sporu i usunięcie go z wewnątrzpolitycznej agendy w obu krajach.

Konflikt kirgisko-tadżycki pozostaje też ważnym testem dla Rosji (dotychczasowego hegemona w sferze bezpieczeństwa regionalnego) i jej metod działania w warunkach coraz niekorzystniejszego położenia (problemy na Ukrainie), oraz Chin, tradycyjnie zainteresowanych stabilnością swojego zachodniego pogranicza i pchanych wbrew własnej woli do odgrywania aktywnej roli w dziedzinie bezpieczeństwa Azji Centralnej.

osw.waw.pl

Wracając po trzydniowej wizycie w Kazachstanie, jeden z obecnych na pokładzie papieskiego samolotu dziennikarzy zapytał głowę Kościoła o stosunek do dostaw broni dla Ukrainy. Papież w odpowiedzi wytłumaczył, jak Kościół katolicki interpretuje pojęcie „sprawiedliwej wojny”. Stwierdził, że Kościół dopuszcza „proporcjonalne” wykorzystanie broni śmiercionośnej w obronie przed państwem agresorem. – Samoobrona jest nie tylko legalna, ale również jest wyrazem miłości do ojczyzny. Ten, kto nie broni siebie, nie broni czegoś, nie kocha tego. Ten, kto broni, kocha to – wyjaśnił, cytowany przez Reuters. Dostawy broni nad Dniepr, jak stwierdził papież, są „moralnie dopuszczalne”, jeżeli takie decyzje są podejmowane „w warunkach moralności”. Niemoralne, jak mówił, byłyby dostawy broni, gdyby miały na celu np. „sprowokowanie większej wojny”. Moralność takich decyzji, jak sugerował, zależy od ich motywacji.

Najnowsze wypowiedzi papieża kontrastują z tymi, które padły w czerwcu, gdy mówił m.in. o „szczekaniu NATO u bram Rosji”. Próbował też „pogodzić” Ukraińców i Rosjan podczas Drogi Krzyżowej w kwietniu w Koloseum, zapraszając do udziału ukraińską pielęgniarkę i rosyjską lekarkę mieszkające w Rzymie.

wp.pl

Chiny i Rosja od lat zacieśniają swoje relacje, próbując stworzyć przeciwwagę dla globalnych wpływów Zachodu. Niesprowokowana inwazja na Ukrainę gwałtownie osłabiła jednak Rosję i doprowadziła do zjednoczenia się Zachodu. Czy Chiny są teraz rozczarowane Rosją? 

Chiny są ewidentnie rozczarowane tym, że Rosja nie wygrywa, zakładały, że Rosja wygra szybko, tak jak w 2014 roku. Jednocześnie Chiny dość skutecznie to rozczarowanie ukrywają, obwiniając o rosyjskie niepowodzenia działania Stanów Zjednoczonych. Chiny nie mają większych złudzeń co do Rosji, wiedzą, że nie można na niej za bardzo polegać. Rosja miała jednak wygrać i doprowadzić do rozłamów na Zachodzie, a tymczasem Rosjanie zepsuli to zadanie i doprowadzili do największej jedności Zachodu od końca zimnej wojny.

Jak w tej sytuacji Chińczycy zareagują na słabnięcie Rosji spowodowane wojną w Ukrainie? 

Rewizjonistyczny blok chińsko-rosyjski teraz osłabł, ale same Chiny nie ucierpiały specjalnie na tej wojnie. Chińczycy znają Rosjan i nie będą próbować ich zmieniać. Widząc rozwój sytuacji, nawet jeżeli jest on niepomyślny, będą próbowały wykorzystywać teraz tę sytuację na wszystkie możliwe sposoby. Spróbują na przykład wyciskać Rosję jak cytrynę, kupując w niej dużo taniej surowce, takie jak ropa naftowa, gaz ziemny czy węgiel.

Pekin ma teraz bardzo mocną pozycję negocjacyjną. Podczas gdy Rosji zamykają się kolejne rynki zbytu, Chiny nie cierpią na brak surowców, zwłaszcza w kwestii gazu mają prawdziwy dostatek: mają własny gaz, turkmeński, birmański i jeszcze importowany terminalami LNG. Pekin może więc teraz dyktować Moskwie twarde warunki i wykorzystać słabość Rosji na przykład do podpisania nowych umów na dostawy bardzo tanich surowców albo na budowę nowych gazociągów na koszt Rosji. Chiny w każdej sytuacji szukają możliwych do osiągnięcia korzyści, choć trzeba wyraźnie podkreślić, że te możliwe zyski gospodarcze będą i tak znacznie mniejsze niż poniesione przez Chiny i Rosję straty strategiczne.

A strat tych jest jeszcze więcej: Chiny choćby zorientowały się, że kopiowany przez nie od lat rosyjski sprzęt i technologie odstają od zachodnich dużo bardziej niż myślano.  

To prawda, ale to drugorzędny problem, ponieważ Chińczycy sami wskoczyli już na taki poziom w rozwoju swojej gospodarki i sił zbrojnych, że poradzą sobie bez Rosji.

Czy wiadomo cokolwiek o tym, co chiński przywódca chciał teraz powiedzieć Władimirowi Putinowi? 

O kulisach spotkania wiemy bardzo niewiele, ale możliwe, że Xi Jinping trochę Władimira Putina zrugał. Oczywiście po chińsku, tak by Putin zachował twarz. Na stronie Kremla zostało napisane, że Putin rozumie zgłaszane przez Chiny uwagi i udzielił na nie odpowiedzi. Takie słowa, w oficjalnym rosyjskim przekazie, można rozumieć jako konieczność tłumaczenia się Rosjan ze swoich niepowodzeń. Jest też drugi wątek, bardziej niejednoznaczny, ale mogący sugerować pewien dystans. Według Kremla Chiny oświadczyły, że chcą być mocarstwem, które wprowadza stabilność, i będą w tym zakresie pracować z rosyjskimi kolegami.

To dyplomatyczny język, ale uderza bijące z tych słów poczucie wyższości Chińczyków, to nie jest żadne partnerstwo.  

Dokładnie! To typowy sinocentryzm, Chiny są najważniejsze, relacje z nimi mogą być tylko asymetryczne. I takie też są stosunki rosyjsko-chińskie, z tym że asymetria się coraz bardziej pogłębia. A obecne relacje między tymi państwami świetnie zobrazowano kilka lat temu na okładce "Economist", na której wielka chińska panda ściskała małego misia wymachującego rosyjską flagą. Dziś miś jest jeszcze mniejszy, choć jeszcze agresywniej macha flagą.

Dlaczego w ogóle doszło teraz do tego spotkania? 

Chiny wspierały Rosję dotychczas na poziomie ideologicznym i politycznym, gospodarczo jednak znacznie mniej, ponieważ kluczowe jest dla nich, by samemu nie zostać objętymi zachodnimi sankcjami. Chiny chcą i rubla zarobić, i dolara nie stracić. Ta postawa się nie zmieni. 

W międzyczasie pojawiła się jednak jedna istotna rzecz, która doprowadziła do osobistego spotkania Xi i Putina: sierpniowa wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie. Ona bardzo zirytowała Pekin, który postanowił teraz "oddać" Waszyngtonowi poprzez zamanifestowanie dalszego wsparcia Rosji. To wszystko jest tylko na poziomie dyplomatycznym, ale Zachód bardzo mocno odnotował to spotkanie, więc konsekwencje mogą być ciekawe. Pamiętajmy jednak, że aspekt międzynarodowy jest tu drugorzędny, najważniejszy jest aspekt wewnętrzny w Chinach. W połowie października odbędzie się w Chinach organizowany raz na pięć lat zjazd partii i Xi Jinping musi teraz zamanifestować swoją siłę.  

W jaki sposób wyjazd z kraju i spotkanie ze słabym Władimirem Putinem miałoby pokazać siłę Xi Jinpinga? 

Xi Jinping po prostu nie może pokazać, że cała jego polityka rosyjska poszła do kosza, że jego inwestycja w Putina okazała się błędem. To by sugerowało, że może nie jest tak nieomylny, jak próbuje twierdzić. Więc Xi nie może się zdystansować od Putina, bo wykreowali tak publicznie bliską relację, że stali się więźniami tego wizerunku. Koszt zerwania byłby bardzo wysoki.

A jak bliska jest tak naprawdę osobista relacja Xi Jinpinga i Władimira Putina? Obaj przywódcy starają się przedstawiać jako prawdziwych partnerów i przyjaciół, Xi wielokrotnie fotografowany był choćby z tradycyjnym rosyjskim kieliszkiem alkoholu. 

Jaka jest rzeczywiście natura relacji Xi i Putina, nie wiadomo. Niby wiele ich łączy, pili wódkę, jedli lody, pływali po Newie i oglądali hokeja, ale to wszystko jest ewidentnie na pokaz. Moje przeczucia są takie, że ta ich polityczna przyjaźń to dobra propaganda, zasłaniająca prozaiczną rzeczywistość. Xi i Putin nie mogą rozmawiać inaczej niż przez tłumaczy, bo nie mają wspólnego języka: Putin zna tylko niemiecki i ponoć trochę angielski, a Xi nie skalał się nauczeniem żadnego języka poza chińskim. Na mniej oficjalnych nagraniach ich relacja wydaje się typowo biznesowa: jeden coś mówi, drugi przegląda dokumenty, jest bardzo rzeczowo, merytorycznie, nie da się z nich wyczuć jakiejkolwiek zażyłości. 

Chiny wspólnie z Rosją próbują zdobyć wpływy wśród państw rozwijających się w Afryce, Azji i Ameryce Południowej, tak zwanego globalnego Południa. Czy rosyjskie niepowodzenia w Ukrainie, wywołanie kryzysu żywnościowego i energetycznego, zniweczyły te starania Moskwy i Pekinu? 

W Polsce dużo mówimy o lokalnych zwycięstwach Ukrainy, ale strategicznie patrząc, Rosja w skali globu aż tak nie przegrywa. Państwa Trzeciego Świata, nazywanego dziś globalnym Południem, są raczej neutralne, a może nawet po cichu kibicują Rosji w tej wojnie. Więc z perspektywy Chin, które chcą być nowym liderem państw Trzeciego Świata, nadal jest sens trzymać się z Rosją i tworzyć przeciwwagę dla wzmacniającego się Zachodu.

Jak to możliwe? Państwa mniej rozwinięte i mniej bogate najbardziej cierpią na wzroście cen energii czy braku żywności. 

Tak, wiele państw afrykańskich czy azjatyckich ucierpiało na kryzysach żywnościowym i surowcowym. Ale państwa te naturalnie kibicują tym, którzy mogą pokonać Zachód, ponieważ w przeszłości wiele wycierpiały z rąk Zachodu. Bardzo mocno działa więc w nich rosyjska i chińska propaganda, która straszy, że Zachodowi trzeba się przeciwstawiać, bo inaczej ten zły Zachód przyjdzie do nich i będzie ich na siłę zmieniał, demokratyzował, co rezonuje, bo przypomina czasy kolonialne. Takie rosyjskie argumenty trafiają choćby do Indii. 

My w Polsce kompletnie nie znamy skali niechęci do Zachodu w krajach globalnego Południa. Z powodu zbrodni kolonializmu ona jest w dużej mierze uzasadniona, choć nie usprawiedliwia złudzeń wobec Rosji. W państwach rozwijających się często uważa się bowiem, że Rosja jest siłą antyimperialistyczną i przyjazną, ponieważ ona w przeszłości ich nie kolonizowała. O rosyjskich zbrodniach i imperializmie najczęściej państwa te mogły tylko słyszeć, nie doświadczyły ich na własnej skórze, odwrotnie od zbrodni zachodnich.

Podam jeden przykład: gdy Wietnam mówi, że ze wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa ONZ tylko Rosja ich nigdy nie najechała, to trudno z tym polemizować, bo to po pierwsze prawda, a po drugie to pokazuje nam odmienną perspektywę. 

Czy spotkanie przywódców Chin i Rosji może mieć jakiś wpływ na wojnę w Ukrainie? 

Na wojnę w Ukrainie to nie będzie miało realnego wpływu, bo Chiny by musiały się w nią otwarcie zaangażować, a uniemożliwia im to grożenie przez USA nałożeniem poważnych sankcji gospodarczych. Co więcej, sama Ukraina już zaczyna straszyć Chiny mówieniem o rozwijaniu swoich relacji z Tajwanem (który przez Pekin uważany za jego zbuntowaną prowincję - red.), więc tutaj Chińczycy nie przekroczą raczej żadnych czerwonych linii. 

Natomiast bardzo ciekawe będzie podejście Zachodu do tego spotkania. Na Zachodzie główną narracją od lat było nazywanie relacji Chin i Rosji "osią wygody", przekonanie, że oba te państwa łączą wyłącznie korzyści osiągane ze współpracy. W tej narracji ukryte jest jednak ważne przesłanie, że skoro ta relacja jest wyłącznie pragmatyczna, to Zachód, dogadując się z Rosją, może ją odciągnąć od Chin. To od lat było wykorzystywane przez europejskich lobbystów, zarabiających krocie na współpracy z Rosją. 

Ale w ostatnich latach pojawiła się na Zachodzie druga, odmienna, wyraźna narracja mówiąca o prawdziwym sojuszu Rosji i Chin. Również w niej ukryte jest pewne przesłanie: narracja ta wpycha bowiem Chiny do jednego narożnika z Rosją, sugeruje, że państwa te trzeba zawsze traktować łącznie, a więc w tej sytuacji Chiny musiałyby płacić za błędy Rosji. Dla tej narracji spotkanie Xi i Putina jest prezentem i może ją wzmocnić. Tym samym spotkanie może wpłynąć na zmianę postrzegania przez Zachód relacji chińsko-rosyjskich. Natomiast czy rzeczywiście tak się stanie, czy Zachód nie będzie jednak dalej kupował chińskiej narracji o swojej neutralności, to się okaże. Interesy sugerowałyby, że Zachód jednak nie zechce nic zmieniać, bo koszty zerwania z Chinami byłyby ogromne.

tvn24.pl

Siły rosyjskie nadal prowadzą bezsensowne operacje ofensywne wokół Doniecka i Bachmutu, zamiast skupić się na obronie przed ukraińskimi kontrofensywymi działaniami, które wciąż postępują. Rosyjskie wojska nadal atakują Bachmut i różne wsie w pobliżu Doniecka, które mają znaczenie emocjonalne dla prowojennych mieszkańców Donieckiej Republiki Ludowej (DNR), ale niewiele więcej. Rosjanie najwyraźniej kierują niektóre z bardzo ograniczonych rezerw dostępnych na Ukrainie na te wysiłki, a nie na wrażliwe rosyjskie linie obronne pospiesznie rozrzucone wzdłuż rzeki Oskil we wschodnim obwodzie charkowskim. Rosjanie nie mogą liczyć na zyski wokół Bachmutu lub Doniecka na wystarczająco dużą skalę, aby wykoleić ukraińskie kontrofensywy i wydaje się, że kontynuują niemal robotyczne wysiłki, aby zdobyć teren w obwodzie donieckim, który wydaje się coraz bardziej oderwany od ogólnych realiów teatru wojny. 

Niepowodzenie Rosji w rzuceniu posiłków na dużą skalę do wschodniego Charkowa i obwodu ługańskiego powoduje, że większość okupowanej przez Rosję północno-wschodniej Ukrainy jest bardzo narażona na dalsze ukraińskie uderzenia. Rosjanie być może zdecydowali się nie bronić tego obszaru, mimo wielokrotnych deklaracji prezydenta Rosji Władimira Putina, że celem „specjalnej operacji wojskowej” jest „wyzwolenie” obwodów donieckiego i ługańskiego. Priorytetowe traktowanie obrony rosyjskich zdobyczy na południu Ukrainy, nad utrzymaniem północno-wschodniej Ukrainy, ma sens strategiczny, ponieważ obwody chersońskie i zaporoskie są obszarami krytycznymi zarówno dla Rosji, jak i dla Ukrainy, podczas gdy słabo zaludnione obszary rolne na północnym wschodzie są znacznie mniej ważne. Jednak dalsze rosyjskie operacje ofensywne wokół Bachmutu i Doniecka, które wykorzystują część bardzo już ograniczonej skutecznej siły bojowej Rosji kosztem obrony przed ukraińskimi kontrofensywami, mogą wskazywać, że podejmowanie decyzji w rosyjskim teatrze wojny pozostaje wątpliwe /merytorycznie/.

understandingwar.org

niedziela, 18 września 2022


Z jakim okresem w historii Rosji porównałby więc pan nasze czasy?

I to jest właściwe pytanie. Porównałbym nasze czasy z ostatnimi siedmioma latami panowania Mikołaja I, czyli między 1848 a 1855 r. Wówczas nastąpiło również rozproszenie wydziałów filozoficznych uniwersytetów, całkowita kontrola nad dyscyplinami humanistycznymi, aresztowania, nawet Iwan Turgieniew został aresztowany. Istniał wtedy np. zakaz nazywania Gogola wybitnym pisarzem.

Ale nie było masowych morderstw. Nie było żadnych morderstw, żadnych egzekucji. Najgorszą karą było wygnanie "na Kaukaz pod kule górali". Coś podobnego dzieje się teraz, kiedy próbuje się brać do wojska młodych ludzi za ich poglądy polityczne. Jeśli chcesz zastosować analogię, to ta jest najlepsza.

Ten okres w historii Rosji zakończył się przegraną wojną krymską.

To nie zaczęło się od Krymu. Mikołaj I rozpoczął wojnę z Turcją w 1853 r., ponieważ chciał, by Rosja dominowała w Turcji. Nie Francja, nie Anglia, ale Rosja. W rzeczywistości wojna rozpoczęła się po sporze o klucze. Mikołaj zażądał, by klucze do Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem zostały przekazane przez katolików prawosławnym. Turcy odmówili. Wydaje się, że to drobiazg, prawda? Ale próżny Mikołaj, również najwyraźniej zupełnie oderwany od rzeczywistości, wprowadził wojska do księstw naddunajskich. Na odmowę oddania kluczy do świątyni odpowiedział wojną.

Księstwa naddunajskie to Wołoszczyzna i Mołdawia, obecna Rumunia, w czasach, gdy były częścią Imperium Osmańskiego. Wybuchła wojna z Turcją, wideadm. Paweł Nachimow spalił turecką flotę pod Synopą, a potem Anglia, Francja i Królestwo Sardynii stanęły po stronie Turcji, by wesprzeć ją w tej całkowicie niesprowokowanej wojnie. Reszta Europy również solidaryzowała się z Turkami.

Rezultatem była wojna krymska, całkowita klęska Rosji i śmierć Mikołaja. Może nawet szukał śmierci, więc celowo wyszedł pożegnać pułki idące do Sewastopola jedynie w mundurze, w lutym, bez płaszcza. A miał już 59 lat. Przeziębił się i zmarł na zapalenie płuc.

Potem nastąpił pokój paryski, próba przywrócenia stosunków z Europą, bardzo ostrożna polityka. Rosja musiała pójść na duże ustępstwa, takie jak rezygnacja z floty na Morzu Czarnym. Ten okres panowania Mikołaja I, jego ostatnie siedem lat, jest rzeczywiście podobny do tego, co dzieje się teraz: bezsensowna wojna krymska z resztą Europy — i klęska.

Jak rosyjskie społeczeństwo, ludzie zareagowali na tę wojnę?

Bardzo źle. Wojna krymska była strasznie niepopularna. Na salonach w Moskwie, Petersburgu i innych dużych miastach imperium ludzie otwarcie mówili, że rozpoczęcie tej wojny było szaleństwem.

Dziennikarz, historyk i urzędnik Jewgienij Feoktistow napisał w swoich wspomnieniach:

Dotychczas nasza literatura, na ogół gadatliwa i w żadnym wypadku nie wyróżniająca się powściągliwością, wzbraniała się przed wspomnieniem o pewnym zjawisku, które może wydawać się niewiarygodne, a jednak nie ulega wątpliwości: mówię o tym, że w czasie wojny krymskiej ludzie, którzy wyróżniali się zarówno wykształceniem, jak i zaletami moralnymi, nie życzyli Rosji sukcesu, lecz jej klęski. Postawili pytanie w taki sposób, że gdyby cesarz Mikołaj zatriumfował nad koalicją, posłużyłoby to zarówno jako uzasadnienie, jak i legitymacja dla długoletniego panowania naszego znienawidzonego systemu rządów; myślący ludzie nie mogli tolerować tego systemu; bezlitośnie obrażał on ich najbardziej cenne myśli i aspiracje.

Chłopi borykali się z własnymi problemami. Wiele mówiło się o zniesieniu pańszczyzny. Chłopom nic o tym nie mówiono, ale wiadomo, że to było w powietrzu, wiedzieli o tym. Chłopi czekali jak na mannę z nieba na przybycie Brytyjczyków i Francuzów, którzy mieli znieść pańszczyznę. W południowych regionach, w pobliżu terenów działań wojennych, czyli dzisiejszej Mołdawii i południowej Ukrainy, a w tamtym czasie Besarabii i obwodu chersońskiego, dochodziło do buntów chłopskich i zamieszek antychłopskich.

To znaczy, że ludzie wcale nie byli patriotyczni. Całe to gadanie o "patriotyzmie rosyjskich żołnierzy i narodu" jest bardzo mocną przesadą. To znaczy, żołnierze oczywiście walczyli, ale bez większego entuzjazmu. Angielsko-francuski korpus ekspedycyjny był niewielki, liczył 75 tys. żołnierzy, ale praktycznie zmiażdżył milionową armię rosyjską.

Wojna krymska była więc niepopularna na salonach. Salony tworzyli wówczas jednak ludzie wykształceni, otrzymujący informacje, które chcieli je przeanalizować i zrozumieć. Wydaje mi się, że to właśnie odróżnia czasy Mikołaja I od dzisiejszej Rosji.

Jak na tamte czasy, nawet słowianofile, tacy rosyjscy patrioci i pseudopatrioci, byli kategorycznie przeciwni wojnie. Pozostały "Listy do krewnych" Iwana Aksakowa, który był wtedy inspektorem szlachty na Krymie. Bardzo szczerze i szczegółowo opisuje on wszystkie zbrodnie, korupcję, upadek armii. Żołnierze walczyli w butach z kartonowymi podeszwami, ponieważ wszystkie skóry przeznaczone na buty zostały skradzione. Coś to przypomina, prawda?

Bardzo.

Ujawniło się też ogromne zacofanie rosyjskiej armii. Anglicy i Francuzi mieli karabiny, które mogły strzelać na odległość półtora kilometra, natomiast Rosjanie mieli karabiny gładkolufowe z czasów wojen napoleońskich, które mogły strzelać na odległość maksymalnie 400 m. Oni mieli flotę parową, Rosja miała flotę żaglową, która została zatopiona w Zatoce Sewastopolskiej, bo nikt jej nie potrzebował.

Mikołaj powiedział wszystkim, że Rosja ma najsilniejszą armię w Europie i był z tego bardzo dumny. Przestraszył tym wszystkich. I trzeba przyznać, że wszyscy mu uwierzyli — zarówno Brytyjczycy, jak i Francuzi. Sądząc po korespondencji dyplomatycznej, wszyscy obawiali się Rosji. Ale ta wojna pokazała, że armia rosyjska jest z gliny. Miała naprawdę dużo ludzi, ale była bardzo słabo zorganizowana, miała słabe przywództwo, była słabo uzbrojona, a poza tym składała się z niewolników — rekrutów, którzy wcale nie byli zmotywowani do walki z wrogiem.

Skłoniło to później nowego cesarza, Aleksandra II, do zainicjowania nie tylko wyzwolenia chłopów, ale także bardzo systematycznej reformy wojskowej. Przeprowadził ją Dmitrij Miliutin, jeden z wielkich ludzi rosyjskiej reformy, adiutant generalny i marszałek polny.

(...)

Jak Mikołaj I zrozumiał, że przegrał wojnę?

Tylko on sam to wiedział, my możemy popatrzeć tylko na znaki. Weźmy wspomnienia Anny Tiutczewej, druhny cesarzowej, córki wielkiego poety. Wyszła za mąż za Iwana Aksakowa, czyli również należała do umiarkowanej części obozu słowianofilów. I widziała wszystko na własne oczy. Anna pisze tuż po wojnie, że cesarz całkowicie się zmienił. Jeśli przed wojną, a raczej przed porażkami, był takim odważnym, przystojnym mężczyzną, to teraz, pisze Anna, się postarzał, posiwiał. Ciągle wybiegał do każdego kuriera, który przyjeżdżał z Krymu, żeby poznać najnowsze informacje. Wiadomości były złe, Mikołaj cały czas się modlił. Był załamany. Tiutczewa pisze, że przerażające było zobaczyć, jak bardzo złamany był ten pozornie potężny dąb.

Mikołaj bardzo się martwił. Miał sumienie. Wydaje się, że zrozumiał, iż doprowadził kraj do strasznej sytuacji. Dlatego, leżąc już na łożu śmierci, wyszeptał do swojego syna i następcy, Aleksandra Mikołajewicza, przyszłego Aleksandra II: — Oddaję ci moje dowództwo, ale niestety nie w takim porządku, w jakim chciałem, pozostawiając wiele trudu i zmartwień.

Na początku wojny krymskiej wszystko szło z resztą zgodnie z planem. Zaczęło się od pokonania tureckich okrętów pod Synopą, ale potem Brytyjczycy i Francuzi wylądowali pod Eupatorią, a wojska rosyjskie zaczęły przegrywać wszystkie bitwy po kolei. Alianci zajęli Chersoń, Mierzeję Kinburnską, tereny nadmorskie Ukrainy, zajęli też Wyspę Węży, a wszystko to było postrzegane jako tragedia.

Po wojnie krymskiej społeczeństwo rosyjskie przeżywało wielki ból; bardzo ucierpiało z powodu wojny i porażki.

To było naprawdę bardzo bolesne dla Rosjan. Wszyscy mówili o niezwyciężoności rosyjskiej broni. Nadal żyło pokolenie, które pamiętało wojny napoleońskie. Wojna zasadniczo zakończyła się w 1855 r., co oznacza, że ludzie, którzy mieli 20 lat w czasie wojen napoleońskich, byli nadal dość aktywni.

Ci ludzie pamiętali, że w 1814 r. rosyjskie wojska wkroczyły do Paryża, że to właśnie rosyjska armia Aleksandra I wyzwoliła Paryż, przywróciła legalną monarchię i uwolniła Europę od Napoleona, w tym m.in. Niemcy, które były sojusznikiem Rosji. Wszyscy pamiętali o dawnej świetności Rosji, byli z niej dumni.

A tu nagle katastrofa na Krymie...

Duma jest złym doradcą. Wtedy to byłą sprawiedliwa wojna: Napoleon zaatakował Rosję, został odrzucony i pokonany. A tutaj Rosjanie zaatakowali sąsiedni kraj pod pustym, nieistotnym i fałszywym pretekstem i przegrali z hukiem.

Był to bardzo silny wstrząs dla społeczeństwa. Był to jednak również silny bodziec do przeprowadzenia reform systemowych. To właśnie klęska w wojnie wschodniej, którą to my nazywamy wojną krymską, doprowadziła do wielkich reform Aleksandra II: emancypacji chłopów, samorządu ziemskiego, wolnych i kontradyktoryjnych procesów, reform wojskowych. Doszło nawet do reformy religijnej, bo Mikołaj I był przeciwny nawet wydawaniu Biblii po rosyjsku. Bał się, że ludzie będą czytać Biblię, Nowy Testament, i potępią jego rządy.

Oczywiście była też reforma edukacji. Ogólnie rzecz biorąc, była to reforma całego życia rosyjskiego, która rozpoczęła się po klęsce w wojnie krymskiej. Rząd i elity dobrze zrozumiały tę porażkę. Zrozumieli, że przyczyną porażki był po pierwsze fanatyzm, a po drugie zacofanie Rosji. Przez 30 lat rządów Mikołaja I Rosja pozostawała w tyle za rozwiniętymi krajami Europy.

Reformy te, wprowadzane od góry, nie były zbyt popularne w społeczeństwie, miały wielu przeciwników.

Reformy rozpoczęły się z dwóch stron jednocześnie. Z jednej strony, oczywiście, była to władza cesarska, bez której te reformy nie miałyby miejsca, na przykład właściciele ziemscy nie chcieli uwolnić chłopów. Ale był też bardzo silny ruch w społeczeństwie, w opinii publicznej.

Jednym z pierwszych działań Aleksandra II było uwolnienie mediów — zezwolił na swobodne wydawanie gazet i czasopism. To natychmiast stworzyło realną opinię publiczną, która stała się ogromnym wsparciem dla reform. Z drugiej strony wśród szlachty też było wielu zwolenników tych reform, chociaż znaczna część starej elity była przeciwna zmianom. Nie wszyscy, ale wielu. Wielkimi zwolennikami reform byli krewni cara — jego brat, wielki książę Konstanty Nikołajewicz, i ciotka, wdowa po wielkim księciu Michale, Jelena Pawłowna.

Jednak to samo poparcie społeczne doprowadziło Rosję do nowej katastrofy. To właśnie społeczeństwo popchnęło Aleksandra II w podeszłym wieku do rozpoczęcia wojny rosyjsko-tureckiej w latach 1877-1878. To w dużej mierze zrujnowało go i zbankrutowało rosyjską gospodarkę. To rosyjskie społeczeństwo domagało się wyzwolenia Bułgarii, wyzwolenia Serbii. Pamiętasz, co Tołstoj o tym pisał?

W "Annie Kareninie".

Aleksander nie chciał tej wojny, rozumiał, że ta wojna jest niepotrzebna, że jest szkodliwa i niebezpieczna. W końcu jednak, by nie pozostać w tyle za opinią publiczną, by nie przestać być jej liderem, cesarz zgodził się na nią — a rezultatem była katastrofa. Ale to już zupełnie inna rozmowa. Chcę tylko powiedzieć, że opinia publiczna może być również niebezpieczna. Hitler doszedł do władzy w Niemczech w 1933 r. głównie dzięki opinii publicznej.

Po klęsce Rosji w wojnie w Ukrainie opinia publiczna, jestem tego pewien, opowie się za reformami. Za zwrotem w stronę Zachodu, za przywróceniem dialogu, izolacjonizm zostanie wyklęty. Ale potem może się zdarzyć wszystko. Zraniona świadomość narodowa może się ujawnić w bardzo nieprzyjemny sposób.

Jak wyobraża sobie pan przejście do reform w dzisiejszej Rosji? Załóżmy, że wojna się kończy, powiedzmy, że kończy się porażką, Putin znika. Kto odważy się powiedzieć ludziom, że kraj został zniszczony?

Podobnie jak podczas wojny krymskiej, klęska militarna otworzyła ludziom oczy. Wojna to wojna, a jeśli się ją przegrywa, to oczywiste jest, że nie wszystko jest w porządku. Politycy, którzy próbują potem mówić o tym, jak wszystko jest wspaniałe, po prostu nie są słuchani. Z Zachodem będzie prowadzona dyskusja o tym, co Rosja musi zrobić, by zostać ponownie przyjęta do światowej społeczności. Krótko mówiąc, będzie nowy traktat paryski, podobny do tego z marca 1856 r. Przypomnę, że był on już zakończony wyborem nowego cesarza.

Czy nie wyobraża sobie pan scenariusza, w którym Rosja wygrywa tę wojnę?

Nie widzę żadnego powodu, by oczekiwać zwycięstwa Moskwy. Nie widzę możliwości, by Rosja wygrała tę wojnę, chyba że Zełenski nagle skapituluje, co jest niemożliwe. Ale może być też inna opcja: Rosja przegrywa, wycofuje się z Ukrainy, ale zamyka się w swoich granicach i próbuje utrzymać reżim w środku. Tak po porażce w wojnie z Irakiem zachował się reżim ajatollahów w Iranie. Jednak taka opcja jest mało prawdopodobna.

Dlaczego?

Tak zdarzyło się w Rosji bolszewickiej po "cudzie nad Wisłą", czyli klęsce Rosji w wojnie z Polską w sierpniu 1920 r. Najprawdopodobniej nie będzie tak jednak teraz, ponieważ zarówno reżim bolszewicki, jak i irański były wynikiem potężnej oddolnej rewolucji ludowej, w jednym przypadku komunistycznej, a w drugim — islamskiej. Ludzie sami obalili stary reżim: rosyjski reżim imperialny czy reżim irańskiego szacha. Ludzie obalili je z wielkim poświęceniem — w obu przypadkach wielu zginęło w walce, a wielu uciekło z kraju. Praktycznie stara elita zniknęła, a nowa wyłoniła się z niczego. Ta nowa elita i ludzie, którzy się z nią solidaryzowali, trzymali się razem, bo potrzebowali tej nowej władzy. Następnie, w sposób naturalny, elity podporządkowały sobie ludzi, w ZSRR rozpoczęła się kolektywizacja, to samo stało się w Iranie.

Jednak w obu krajach przez bardzo długi czas silne było przekonanie, że mamy wspólną przeszłość, że razem obaliliśmy przeklęty carat czy szacha i razem budujemy nową socjalistyczną, czy islamską rzeczywistość. W takiej sytuacji elita może się utrzymać.

To co stoi na przeszkodzie, żeby się utrzymała dziś w Rosji?

We współczesnej Rosji nie doszło do zmiany elit. Stara, radziecka elita — partia, KGB — była stopniowo odnawiana pokoleniowo, wiadomo, jedni ludzie umierali, ale inni przychodzili na ich miejsce. Putin wciąż jest otoczony generałami z dawnego KGB. To jest stara elita, która nie ma żadnego związku z ludźmi.

Ludzie wiedzą, że ci ludzie okradli kraj, wybudowali sobie wille, jachty itd. Ludzie nie ufają im ani ich nie kochają. A wojna jest przecież prowadzona w dużej mierze po to, aby ją pokochali: tak jakby wszystko zostało wybaczone przez ludzi, bo elita przywróciła imperium. Ale to nie zadziałało. Imperium nie zostanie odbudowane.

Najprawdopodobniej wojna zostanie przegrana, a rząd nie będzie w stanie się utrzymać. Stare nowe elity, przyzwyczajone do wspaniałego życia na Zachodzie, będą chciały je odzyskać. Nie ma dziś w Rosji ani ideałów socjalistycznych, ani religijnych, jak w Iranie.

W ogóle nie ma żadnych ideałów.

Nie ma, elita nie może więc niczym zainspirować ludzi. Ta elita oczywiście też odejdzie, ale zanim odejdzie, będzie próbowała odbudować relacje z Zachodem, ze światem. Zachód już jej nie uwierzy, nie będzie robić interesów z Siergiej Szojgu, Ławrowem, czy generałami KGB. Ale w Rosji jest jeszcze jedna warstwa ludzi, którzy nie są objęci sankcjami, którzy otrzymali wiele, są młodsi i chcą żyć. I dokonają wielkich reform, aby przywrócić normalne życie. Dlatego z dość dużym optymizmem patrzę na perspektywy zwrócenia się Rosji po Putinie w stronę cywilizowanego świata.

onet.pl/Nowa Gazieta

sobota, 17 września 2022


Rosyjska administracja prezydencka nie wie "co robić dalej" — po tym, jak referenda w sprawie przyłączenia samozwańczych republik — Ługańskiej i Donieckiej, a także okupowanych terytoriów ukraińskich, do Rosji zostały "odłożone na czas nieokreślony" z powodu udanej kontrofensywy wojsk ukraińskich. Dwa źródła Meduzy bliskie Kremlowi twierdzą, że urzędnicy — w tym Siergiej Kirijenko, szef bloku politycznego i "kurator Donbasu" — są "sfrustrowani" takim rozwojem sytuacji.

"Referenda, które zostały przygotowane przez blok polityczny administracji prezydenckiej, były jedną z głównych okazji dla Kirijenki do bezpośredniego kontaktu z Władimirem Putinem i przyczyniło się to do wzrostu jego wpływów" — wyjaśnia jeden z rozmówców Meduzy. — Teraz jest mniej okazji do dialogu i spotkań.

Rozmówcy Meduzy podkreślali, że referenda były "zrozumiałym celem" zarówno dla Kremla, jak i dla Kirijenki osobiście: "Teraz ten cel zniknął, to już nie jest sukces".

Jednocześnie władze rosyjskie nie zrezygnowały z zamiaru aneksji nowych terytoriów. Według źródeł Meduzy, technicy polityczni, którzy przygotowywali głosowanie w obwodach charkowskim i zaporoskim, zostali poinformowani przez Kreml, że ich kontrakty zostały "zawieszone do wiosny".

Jednocześnie na krótko przed kontrofensywą armii ukraińskiej administracja prezydencka zaczęła pracować nad wariantami aneksji ukraińskich terytoriów bez przeprowadzania referendów — np. na oficjalny wniosek lokalnych prorosyjskich administracji. Wszystkie te scenariusze zostały obecnie "wstrzymane".

Rozmówcy Meduzy zbliżeni do Kremla zwracają uwagę, że wynika to nie tylko z sytuacji na froncie, ale także z niepewnego stanowiska Kremla w sprawie wznowienia przerwanych jeszcze w marcu negocjacji z Ukrainą.

13 września wicepremier Ukrainy ds. integracji europejskiej i euroatlantyckiej Olga Stefaniszyn powiedziała, że w ostatnich dniach Rosja wielokrotnie proponowała wznowienie negocjacji.

— Były publiczne i niepubliczne próby ze strony różnych grup rosyjskich urzędników. Ukraina nigdy nie wycofała się z negocjacji. Ale biorąc pod uwagę wagę przestępstw, które Rosja popełniła na naszej ziemi i nadal popełnia każdego miesiąca, dźwignia do negocjacji jest inna niż w lutym — powiedziała.

Źródło Meduzy w biurze Wołodymyra Zełenskiego nie mogło potwierdzić tej informacji i dodało, że negocjacje "nie podlegają władzy Stefaniszyn". Doradca prezydenta Mychajło Podolak również powiedział w rozmowie z Meduzą, że negocjacje z Rosją "nie są specjalnością" Stefaniszyn.

W przeddzień wypowiedzi ukraińskiej wicepremier rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow mówił o "braku warunków wstępnych" do negocjacji (nie odpowiedział na pytania Meduzy). Sam Władimir Putin ostatni raz wspominał o rozmowach w lipcu, dwa miesiące przed udaną ukraińską kontrofensywą: "Wszyscy powinni wiedzieć, że w zasadzie jeszcze niczego nie zaczęliśmy (w Ukrainie — red.) na poważnie. Jednocześnie nie rezygnujemy też z rozmów pokojowych. Ale ci, którzy odmawiają, powinni wiedzieć, że im dalej zajdziemy, tym trudniej będzie im z nami negocjować".

Według źródła Meduzy zbliżonego do Kremla, po ukraińskiej kontrofensywie niektórzy członkowie rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa sugerowali Putinowi powrót do negocjacji z Ukrainą. Jednak nie ma w radzie jednolitego stanowiska w tej sprawie. Wśród jej członków są zarówno ci, którzy uważają, że Rosja powinna "stać do końca i wziąć Ukrainę siłą", jak i ci, którzy są gotowi na ustępstwa wobec Kijowa.

Źródła Meduzy bliskie Kremlowi zaznaczyły, że propozycje powrotu do negocjacji nie "znalazły jeszcze zrozumienia" u Putina. Jednak według jednego z nich, o ile wcześniej rosyjski prezydent był kategorycznie przeciwny, to po udanym kontrataku ukraińskiej armii podobno już "rozważa" możliwość ich przeprowadzenia.

Jednocześnie źródło Meduzy bliskie rosyjskiemu rządowi podkreśliło, że Putin nadal nie chce osobiście spotkać się z Zełenskim. W pierwszych miesiącach wojny prezydent Ukrainy wielokrotnie namawiał Putina na spotkanie z nim. Teraz ukraiński prezydent podkreśla, że negocjacje z Putinem są niemożliwe.

Wszystkie źródła Meduzy zbliżone do Kremla są jednak przekonane, że w najbliższym czasie w żadnym wypadku nie należy spodziewać się negocjacji.

— Dla Ukrainy negocjacje są teraz nieopłacalne — mają triumf. Rosja ma teraz słabą pozycję negocjacyjną, cele nie zostały osiągnięte więc prowadzenie negocjacji teraz (dla Moskwy — red.) też nie jest opłacalne — podsumował jeden z rozmówców zbliżonych do administracji prezydenckiej. Zauważył też, że wojskowi i służby specjalne Rosji i Ukrainy mimo wszystko obecnie "utrzymują kontakty" — w przeciwieństwie do głów państw.

Ze swej strony dwaj rozmówcy Meduzy z gabinetu Wołodymyra Zełenskiego powiedzieli, że o negocjacjach z Moskwą nie ma teraz mowy. — Oczywiście kwestia negocjacji z Rosją nie jest dziś na porządku dziennym — powiedział Meduzie doradca szefa urzędu Mychajło Podolak.

Aby "strony mogły zacząć rozmawiać o powojennej koegzystencji", zdaniem Podolaka, Rosja musi całkowicie wycofać swoje wojska z terytorium Ukrainy, w tym z okręgów ługańskiego i donieckiego oraz Krymu. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow mówił, że w marcu stanowisko strony ukraińskiej było inne. — Powiedzieliśmy Rosjanom: aby prowadzić negocjacje i dalej negocjować, musicie wycofać wojska na dzień 23 lutego. Wtedy było to możliwe. Teraz jednak minęli więcej niż jeden punkt bez powrotu i taka opcja od dawna nie jest możliwa — mówił.

Źródła Meduzy bliskie Kremlowi potwierdziły, że takie warunki są dla Putina "nie do przyjęcia": chciałby on zachować kontrolę nad terytoriami na Donbasie i "w ogóle nie chce rozmawiać o Krymie".

onet.pl/meduza.io

piątek, 16 września 2022


Kreml prawie na pewno wykorzystał dużą część sił, pierwotnie stacjonujących w rosyjskich bazach w byłych państwach sowieckich, od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym, co prawdopodobnie osłabiło rosyjskie wpływy w tych państwach. Śledztwo Radia Wolna Europa/Radio Wolność (RFE/RL) poinformowało 14 września, że od czasu rozpoczęcia inwazji na pełną skalę rosyjska armia rozmieściła już na Ukrainie około 1500 rosyjskich pracowników z 201. bazy wojskowej Rosji w Duszanbe w Tadżykistanie, w przyszłości przemieści 600 dodatkowych pracowników z obiektów w Duszanbe i Bokhatar, mieście na południu Tadżykistanu. RFE/RL dodatkowo poinformował 13 września, że Rosja prawdopodobnie przerzuciła około 300 żołnierzy z Tuwy, z rosyjskiej bazy lotniczej Kant w Kirgistanie do walki na Ukrainie w różnych punktach od końca 2021 r.

Wycofanie się z państw Azji Centralnej jest godne uwagi w kontekście starć granicznych między Kirgistanem a Tadżykistanem. Tadżyccy i kirgiscy strażnicy graniczni wymienili ogień w trzech oddzielnych incydentach 14 września, zabijając co najmniej dwie osoby. Wzrost przemocy między Tadżykistanem a Kirgistanem, które są członkami kontrolowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), towarzyszy odnowionej agresji Azerbejdżanu na Armenię, państwo członkowskie OUBZ. Siły rosyjskie wycofały również 800 personelu z Armenii na początku wojny, aby uzupełnić straty na Ukrainie, jak wcześniej informował ISW.

understandingwar.org

Finansujący Grupę Wagnera Jewgienij Prigożyn staje się twarzą rosyjskiej „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie. Prigożyn wygłosił przemówienie rekrutacyjne 14 września, informując, że rosyjscy jeńcy uczestniczą w wojnie od 1 lipca, kiedy to odegrali kluczową rolę w zajęciu Elektrowni Cieplnej Wuhlehirska. Rosyjski milblogger zauważył, że Prigozhin wprowadza „stalinowska” metodę, która pozwala Kremlowi uniknąć nakazu ogólnej mobilizacji, jaka mogłaby wywołać napięcia społeczne w rosyjskim społeczeństwie. Milbloggerzy konsekwentnie chwalą sukces Prigożyna na Ukrainie, a niektórzy nawet stwierdzili, że powinien on zastąpić rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu, którego milbloggerzy i kremlowscy eksperci obwiniają o rosyjską klęskę wokół obwodu charkowskiego. Rosyjski korespondent wojskowy i milblogger Maksim Fomin (pseudonim Vladlen Tatarski) twierdził, że rozmawiał z Prigożynem o sytuacji na granicy ukraińsko-rosyjskiej po wycofaniu się wojsk rosyjskich z tego obszaru. Jeśli doszłoby do spotkania Prigożyn-Fomin, mogłoby to wskazywać, że Kreml próbuje zająć się wielomiesięcznymi skargami milblogerów, że rosyjskie Ministerstwo Obrony nie usłyszało ich krytyki podkreślającej nieskuteczność rosyjskiego wyższego dowództwa. Prigożyn jest bliskim powiernikiem Putina, a jego rozwijające się relacje z milblogerami mogą pomóc utrzymać poparcie milblogerów dla działań wojennych Kremla, jednocześnie robiąc kozła ofiarnego z Szojgu i rosyjskiego Ministerstwa Obrony za klęskę wokół obwodu charkowskiego.

understandingwar.org