niedziela, 11 września 2022


W sierpniu Sztab Generalny Moskwy rozpoczął przemieszczanie dodatkowych oddziałów na południe, w tym na zachodni brzeg Dniepru. Miało to dwa powody. Po pierwsze, Rosja przygotowywała ofensywę na Mykołów, Odessę i, najprawdopodobniej, także na Krzyw Róg.

Po drugie, rosyjski Sztab Generalny i Kreml zaczęły poważnie traktować ukraiński plan odzyskania Chersonia pod koniec lipca; plan ten był otwarcie dyskutowany przez Kijów. Plotki mówią, że Władimir Putin rozkazał, że miasto musi być utrzymane bez względu na wszystko. Faktem jest, że do końca sierpnia Rosja rozmieściła na zachodnim brzegu 25-30 tys. żołnierzy. Część z nich została przeniesiona z Donbasu, a pozostali zostali sprowadzeni z Rosji. Były to rezerwy utrzymywane w celu zdobycia reszty obwodu donieckiego. To posunięcie spowodowało, że rozmieszczenie wojsk Rosji na wschodzie Ukrainy stało się znacznie słabsze.

Armia ukraińska zyskała dobrą okazję do rozpoczęcia kontrofensywy przeciwko osłabionym siłom rosyjskim w trójkącie Bałaklija-Kupiańsk-Izium. Obszar ten został wybrany ze względu na fakt, że Rosja miała pewne możliwości dokonania tu dalszych postępów — konfiguracja linii frontu w tym rejonie była niekorzystna dla armii ukraińskiej, ponieważ ogromne penetracje wojsk rosyjskich stanowiły tu wyzwanie dla jej manewrów operacyjnych i wymagały wielu posiłków, aby powstrzymać Rosjan.

Najważniejsze jest jednak to, że zajęcie Bałakliji otworzyło możliwości odzyskania Kupiańska i Iziumu, dwóch strategicznie ważnych miast, które odgrywają kluczową rolę dla szlaków transportowych w regionie. Szlaki te były wykorzystywane przez Rosję do zaopatrywania niemal wszystkich swoich wojsk na wschodzie Ukrainy.
  • 5 września armia ukraińska przełamała solidną linię obronną Rosji w Bałakliji i posuwała się dalej na północny wschód, nie napotykając prawie żadnego oporu.
  • Następnego dnia Ukraińcy przecięli autostradę M-03 biegnącą na północ od Izium, dotarli do miejscowości Wołochiw Jar oddalonej o 15 km od Bałakliji i 7 września dotarły do Szewczenki, opanowując główny węzeł drogowy w regionie.
  • 8 września natarcie skierowało się do miejscowości Senkowe, położonej nad rzeką Oskoł, oraz do Kupiańska. Senkowe to miejsce, przez które Rosja miała jedną z głównych tras zaopatrzeniowych. Tego samego dnia rosyjskie kanały Telegramu zamieściły zdjęcia i materiały filmowe pokazujące skutki imponującego ostrzału Kupiańska przez Ukrainę.
Dla rosyjskiej armii jest to jednak tylko część problemu. Kupiańsk jest kluczowym węzłem komunikacyjnym całego Donbasu. Miasto z Rosją łączą dwie główne linie kolejowe: jedna biegnie przez Wowczańsk do Biełgorodu, a druga łączy Donbas z Wałujkami i wieloma innymi węzłami kolejowymi w rosyjskich obwodach Biełgorodu i Woroneża. Linie te są wykorzystywane do zaopatrywania sił rosyjskich w pobliżu Charkowa, Słowiańska, Bachmułu i Doniecka, czyli kluczowych obszarów walk na wschodzie Ukrainy. Utrata Kupiańska postawiła Rosję w bardzo trudnej sytuacji.

(...)

Sukces Ukrainy w rejonie Charkowa można wyjaśnić kilkoma czynnikami. Po pierwsze, siły rosyjskie w tym rejonie to głównie oddziały Gwardii Narodowej, które nie były przygotowane do prawdziwej walki i składały się z mieszkańców tzw. republik ludowych w Donbasie oraz oddziałów paramilitarnych z Rosji. Nie mieli oni żadnego doświadczenia wojskowego i bardzo słabo rozumieli, co się dzieje i dlaczego mieliby ryzykować swoje życie.

Po drugie, rosyjski Sztab Generalny albo nie potraktował poważnie danych wywiadowczych o tym, że Ukraina koncentruje swoje wojska w Bałakliji, albo po prostu nie miał wystarczających sił, by poradzić sobie z nadchodzącą kontrofensywą. Natomiast Ukraina ma dobrze przygotowane jednostki wyposażone w artylerię i pojazdy opancerzone z USA i Europy. I wreszcie, zamiast zatrzymywać się na szturmowaniu miejscowości, Ukraina przemieszcza swoje wojska wokół nich, zmuszając lokalne rosyjskie garnizony do poddania się.

Nowa Gazieta/onet.pl

Pytaniem, na które badania nie przynoszą odpowiedzi, jest to, czy Rosjanie będą dalej popierać działania władz sytuacji, w której nie będą one przynosić zakładanego efektu. Jeden z czołowych komentatorów rosyjskiej polityki, przebywający na emigracji w Londynie niezwykle przenikliwy prawnik i politolog Władimir Pastuchow w rozmowie z b. redaktorem naczelnym zamkniętego radia Echo Moskwy Aleksiejem Wenediktowem stwierdził, że rosyjskie społeczeństwo popiera wojnę w Ukrainie oraz osobiście Władimira Putina, ale tylko dlatego, że zakłada, że wojna będzie krótka i zwycięska. W ocenie Pastuchowa poparcie to może zacząć gwałtownie spadać, jeśli Rosjanie będą musieli się zmierzyć z kosztami wojny.

Problem z tym, co mówi Pastuchow polega na tym, że po pierwsze polega on na swojej intuicji (która wszakże do tej pory go nie zawodziła), a po drugie na tym, że jeśli ma rację, to jest to równocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, gdyż może oznaczać gwałtowne tąpnięcie poparcia dla władz. Zła, gdyż oznacza całkowity cynizm i brak jakichkolwiek wartości moralnych społeczeństwa rosyjskiego. Gdyby bowiem w istocie poparcie dla wojny było płytkie, a nie głębokie, oznaczałoby to tyle, że Rosjanie popierają zabijanie Ukraińców, ale pod warunkiem, iż nie wiąże się to ze wzrostem cen — w zależności od klasy społecznej — ziemniaków lub wycieczek zagranicznych, albo samochodów.

Pastuchow zauważa, że głębia poparcia dla władz jest swego rodzaju współczynnikiem, przez który trzeba mnożyć potencjał odpowiednio Rosji i Ukrainy i zauważa, że za prezydentem Zełenskim dysponującym niezmiennie mniejszym od Rosji (choć wyrównywanym przez dostawy z Zachodu) potencjałem wojskowym stoi naród ukraiński, który w odróżnieniu od Rosjan gotowy jest do długiej, krwawej oraz bardzo kosztownej, również w sensie osobistym, wojny. W efekcie potencjał, którym dysponuje Zełenski, wyrównuje się z tym, którym dysponuje Putin.

Niepowodzenia Rosji na froncie, których świadkami jesteśmy od kilku dni, spowodowały, iż w środowisku rosyjskich blogerów zajmujących się wojskowością rośnie wyraźny niepokój. Problem polega na tym, że środowisko to w zdecydowanej większości składa się z ludzi jeszcze bardziej antyzachodnich i antyukraińskich i jeszcze bardziej nacjonalistycznych od średniej statystycznej. Krytyka ze strony tego środowiska, pomijając to, że nie dociera do większości Rosjan, jest oczywiście jakimś kłopotem dla Kremla, ale równocześnie kłopotem, na który można znaleźć remedium nie poprzez rozmowy pokojowe z Ukrainą, ale poprzez jeszcze większą brutalność wobec Ukrainy i Ukraińców.

Warto też zwrócić uwagę, że reżim na Kremlu z doświadczenia Aleksandra Łukaszenki, poza wnioskiem, iż warto mieć dostęp do realnych badań opinii publicznej, wyciągnął jeszcze jeden wniosek. Kreml otóż nakręca spiralę represji tak, by być zawsze krok przed, a nie krok za ewentualnie rozkręcają się spiralą buntu społecznego. Represje w Rosji w istocie mają charakter prewencyjny i nie są, jak to odbiera wielu ekspertów w Polsce, dowodem słabości Kremla, ale wręcz przeciwnie — jego siły. W efekcie nic, przynajmniej na tym etapie, nie wskazuje na prawdopodobieństwo żadnego korzystnego z naszego punktu widzenia wybuchu społecznego.

onet.pl

Ukraińska kontrofensywa w obwodzie charkowskim kieruje siły rosyjskie i załamuje północną oś Donbasu w Rosji. Siły rosyjskie nie przeprowadzają kontrolowanego wycofywania się i pospiesznie uciekają z południowo-wschodniego obwodu charkowskiego, aby uniknąć okrążenia wokół Izyum. Siły rosyjskie wcześniej osłabiały północną oś Donbasu, przerzucając jednostki z tego obszaru na południową Ukrainę, komplikując wysiłki na rzecz spowolnienia postępu Ukrainy lub przynajmniej rozmieszczenia sił osłonowych w celu odwrotu. Ukraińskie zdobycze nie ograniczają się do obszaru Izyum; Według doniesień, 10 września siły ukraińskie zdobyły Velikiy Burluk, co umieściło siły ukraińskie w promieniu 15 kilometrów od granicy międzynarodowej. Siły ukraińskie spenetrowały rosyjskie linie na głębokość do 70 km w niektórych miejscach i zdobyły ponad 3000 km2 terytorium w ciągu ostatnich pięciu dni od 6 września - to więcej obszaru niż siły rosyjskie zdobyły we wszystkich swoich operacjach od kwietnia.

Siły ukraińskie prawdopodobnie zdobędą samo miasto Izyum w ciągu najbliższych 48 godzin, jeśli jeszcze tego nie zrobiły. Wyzwolenie Izjum byłoby najważniejszym osiągnięciem militarnym Ukrainy od czasu wygranej bitwy o Kijów w marcu. Wyeliminowałoby to rosyjskie natarcie w północno-zachodnim obwodzie donieckim wzdłuż autostrady E40, którą rosyjskie wojsko próbowało wykorzystać do oskrzydlenia pozycji ukraińskich wzdłuż linii Słowiańsk – Kramatorsk. Pomyślne okrążenie sił rosyjskich uciekających z Izyum doprowadziłoby do zniszczenia lub schwytania znaczących sił rosyjskich i zaostrzenia rosyjskich problemów z siłą roboczą i morale. Rosyjscy korespondenci wojenni i milbloggerzy również zgłaszali trudności podczas ewakuacji z Izyum, wskazując, że siły ukraińskie przynajmniej częściowo zamykają kocioł w niektórych obszarach.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) ogłosiło 10 września wycofanie wojsk z linii Bałaklija-Izjum, fałszywie określając odwrót jako „przegrupowanie” sił w celu wsparcia rosyjskich wysiłków w kierunku obwodu donieckiego – odzwierciedlając fałszywe wyjaśnienie Kremla wycofanie się Rosji po bitwie pod Kijowem. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie uznało ukraińskich sukcesów wokół obwodu charkowskiego za główny czynnik rosyjskiego odwrotu i stwierdziło, że rosyjskie dowództwo wojskowe od trzech dni prowadzi kontrolowane wycofanie z rejonu Bałaklija-Izjum. Rosyjskie MON fałszywie twierdziło, że siły rosyjskie podjęły szereg akcji demonstracyjnych i użyły artylerii i lotnictwa do zapewnienia bezpieczeństwa wycofującym się siłom rosyjskim. Te rosyjskie oświadczenia nie mają żadnego związku z sytuacją w terenie.

Nieumiejętność przyznania się rosyjskiego MON do rosyjskich niepowodzeń w obwodzie charkowskim i skutecznego stawiania warunków informacyjnych powoduje załamanie rosyjskiej przestrzeni medialnej. Sponsorowani przez Kreml propagandyści telewizyjni oferowali szeroki zakres niejasnych wyjaśnień ukraińskich sukcesów, od uzasadnienia, że siły rosyjskie walczą przeciwko całemu blokowi zachodniemu, po umniejszanie znaczenia rosyjskich linii komunikacyjnych (GLOCS) w Kupjańsku. Propagandyści Kremla wydawali się niezwykle zdezorganizowani w swoich narracjach, niektórzy potwierdzali wyzwolenie niektórych miast, inni zaprzeczali takim doniesieniom. Zaproszeni eksperci nie byli również w stanie potwierdzić narracji gospodarzy, że ukraińskie sukcesy nie mają znaczenia dla osi Donbasu. Takie programowanie może ujawnić prawdziwy postęp rosyjskiej „specjalnej operacji wojskowej” społeczeństwu rosyjskiemu, które polega na aktualnościach w mediach państwowych i rosyjskim Ministerstwie Obrony.

Oświadczenie o wycofaniu się jeszcze bardziej zraziło rosyjskich blogerów i rosyjskie nacjonalistyczne społeczności, które popierają imponującą wizję Kremla dotyczącą zdobycia całej Ukrainy. Rosyjscy milbloggerzy potępili rosyjskie Ministerstwo Obrony za milczenie, wybór samoizolacji i zniekształcanie świadomości sytuacyjnej w Rosji. Jeden milblogger stwierdził nawet, że milczenie rosyjskiego MON jest zdradą rosyjskich żołnierzy, którzy walczyli i nadal walczą na Ukrainie. Zauważył również, że rosyjskie Ministerstwo Obrony wielokrotnie ignorowało lub poniżało społeczność milbloggerów, która zgłaszała obawy dotyczące rosyjskiego przywództwa wojskowego i braku przejrzystości na linii frontu. Milbloggerzy wezwali rosyjskie Ministerstwo Obrony do wzięcia przestrzeni informacyjnej w swoje ręce i zaprzestania polegania na wyciszanych informacjach.

(...)

Siły ukraińskie dotarły do północnych przedmieść Izyum 10 września i prawdopodobnie odbiją miasto w ciągu następnych 48 godzin, jeśli jeszcze tego nie zrobiły. Źródła rosyjskie i ukraińskie podały, że siły ukraińskie nie wkroczyły jeszcze do Izyum i w dużej mierze poinformowały, że siły rosyjskie wycofują się z miasta. Źródła rosyjskie donoszą, że rosyjskie wojsko rozmieściło posiłki w celu ubezpieczania wycofania się z Izyum na lewy brzeg rzeki Oskil. Natarcie sił ukraińskich na północ odcięło najważniejsze naziemne linie komunikacyjne sił rosyjskich (GLOCS) z Izyum. Siły rosyjskie muszą teraz polegać na nieoptymalnych trasach na południe i południowy wschód, które biegną przez trudny teren i nad rzekami Siverskyi Doniec i Oskil, aby wycofać siły.

Siły ukraińskie zajęły zachodnią część Kupjanska 10 września i prawdopodobnie mogą zająć resztę miasta w ciągu 24 godzin, jeśli zdecydują się przekroczyć rzekę Oskil. Źródła rosyjskie donoszą, że siły rosyjskie wycofały się z zachodniego Kupjanska na wschodni brzeg rzeki Oskil, gdzie według rosyjskiego źródła siły rosyjskie mogą łatwiej bronić strefy przemysłowej Kupjanska. Rosyjskie źródło twierdziło, że we wschodniej części Kupjanska działają ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Geolokalizowany materiał pokazuje rosyjskie siły uciekające na wschód ze wschodnich przedmieść Kupjanska, co sugeruje, że większość lub wszystkie rosyjskie siły w Kupjansku wycofują się lub wycofały na wschód, najprawdopodobniej do Swatowe w obwodzie ługańskim.

Siły ukraińskie dotarły na południowe i południowo-zachodnie przedmieścia Lymanu 10 września, gdzie siły rosyjskie osłaniają wycofywanie się grupy Izyum. Źródła rosyjskie podały, że siły rosyjskie broniły pozycji w Lyman przed ukraińskimi uderzeniami. Niektóre rosyjskie źródła podają, że siły ukraińskie zajęły pozycje na małych obszarach w okolicach Lymanu, ale rosyjska obrona się trzyma. Sprzeczne rosyjskie doniesienia o wycofaniu sił rosyjskich z Lymanu są prawdopodobnie fałszywe, ale świadczą o panicznym i zdezorientowanym stanie rosyjskiej przestrzeni informacyjnej o sytuacji sił rosyjskich na tym obszarze.

understandingwar.org

sobota, 10 września 2022


Ze strategicznego punktu widzenia też mamy do czynienia z niezwykle ciekawym materiałem. Jego Autorzy zastanawiają się bowiem co jest „punktem ciężkości” (center of gravity) w obecnej wojnie i do czego Ukraina powinna dążyć, aby ją wygrać. Przy czym nie chodzi o osiągnięcie jakiejś formuły modus vivendi, bo wyparcie Rosjan na linię z 24 lutego, jest jedną z takich możliwości, ale o poszukiwanie odpowiedzi na pytanie jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby w perspektywie wielu lat Moskwa nie była w stanie i nie dążyła do wznowienia wojny. Punktem wyjścia analizy jest przekonanie, że nie mamy na Ukrainie do czynienia z wojną o charakterze lokalnym. Ani skala działań, długość frontu (2,5 tys. km) ani tym bardziej wielkość zaangażowanych sił i środków nie uprawniają do mówienia, że mamy do czynienia z „małą wojną”. Jest to duży konflikt, a takie wojny nie trwają kilka miesięcy. Oznacza to, w związku z taką ocena sytuacji, że i w tym przypadku musimy liczyć się z tym, iż wojna potrwa przynajmniej cały przyszły rok, a niewykluczone jest jej przedłużenie na 2024.

Ze strategicznego punktu widzenia, argumentują Załużny i Zabrodski, Rosjanie będą chcieli nie tylko „wyzwolić” republiki Donbasu, ale przede wszystkim rozwinąć swoje działania za Dnieprem, najprawdopodobniej w dwóch kierunkach, po to aby opanować Mikołajów i Odessę, ale także posuwając się na północ w stronę Kijowa zagwarantować sobie przynajmniej to, że będą w stanie kontrolować całą lewobrzeżną Ukrainę. To oznacza, że z punktu widzenia strategii obronnej Kijowa kluczowe znaczenie mają, w dłuższej perspektywie, działania Rosjan na południu. Chcąc przeciwdziałać ich ewentualnemu uderzeniu trzeba nie tylko wyzwolić Chersońszczyznę, ale zaatakować to co dla ich możliwości jest „punktem ciężkości”. Chodzi o Krym i dopiero zdobycie półwyspu, z perspektywy Ukrainy, daje pewne gwarancje stabilizacji, z wojskowego punktu widzenia, sytuacji na południu. Jeśli bowiem Krym pozostanie w rękach rosyjskich, to zawsze będzie stanowił on zaplecze logistyczno–wojskowe do wznowienia ataku na południowe obszary Ukrainy.

„Rzeczywiście – piszą - Krym był i pozostaje podstawą linii komunikacyjnych na południowej strategicznej flance rosyjskiego agresora. Terytorium półwyspu pozwala na rozmieszczenie znacznych zgrupowań wojsk i zapasów materiałowych”.

Oczywiście ta diagnoza sytuacji nie oznacza, że ukraińscy generałowie proponują zaniedbanie innych kierunków, w tym iziumskiego i bahmutskiego. Wręcz przeciwnie, tam kontrnatarcia, najlepiej równoczesne również winny być realizowane, ale ich diagnoza jest oczywista – strategicznym celem Ukrainy w 2023 roku będzie przeniesienie wojny na Krym, po to aby na terenach kontrolowanych obecnie przez przeciwnika przesądzić o losie batalii. Ale czy całej wojny i trwałości ewentualnego pokoju? Nie, i to jest w diagnozach Załużnego i Zabrodskiego najciekawsze. Są oni bowiem zdania, iż nawet zdobycie Krymu przez siły ukraińskie nie daje gwarancji osiągnięcia warunków stabilnego pokoju. Dlaczego? Z tego powodu, że, jak argumentują, Rosja czuje się dziś bezkarna, bo ma zdolności prowadzenia ataków o głębi strategicznej wynoszącej, z grubsza, 2 tys. km, czemu strona ukraińska do niedawna była w stanie przeciwstawić uderzenia o głębokości nie przekraczającej 100 km. I to poczucie bezkarności, brak parytetu w tym zakresie, powoduje, że Moskwa, jeśli się tego nie zmieni, będzie zawsze nie tylko państwem groźnym, ale również takim które dążyć będzie do wznowienia wojny. W opinii dowódcy ukraińskich sił zbrojnych to poczucie bezkarności, w dłuższej perspektywie, jest też realnym punktem ciężkości w każdej wojnie z Rosją. Odebranie tego przekonania Moskwie daje widoki na trwały pokój. Jak ten stan można osiągnąć?

„Należy przyjąć kompleksowe podejście – proponują - do ponownego wyposażenia artylerii, sił rakietowych, lotnictwa taktycznego oraz marynarki wojennej Sił Zbrojnych Ukrainy i innych elementów ich potęgi”.

Pod tym sformułowaniem kryje się propozycja zarówno dostaw rakiet o większym zasięgu realizowana przez sojuszników Ukrainy, jak i odbudowa potencjału jej lotnictwa bojowego, ale także odbudowania przez Kijów własnych możliwości produkcyjnych w tym zakresie. Celem tego działania miałoby być osiągnięcie możliwości uderzenie na Rosję, jeśli ta zdecydowałaby się atakować, o strategicznej głębokości wynoszącej co najmniej 2 tys. km. W linii prostej z Ukrainy do Uralu jest ok. 1650 km, co oznacza, że w zasięgu ukraińskich systemów uderzeniowych powinien znaleźć się cały europejski obszar dzisiejszej Rosji. To dopiero, perspektywa odwetowego obezwładniającego uderzenia, odebrałaby Moskalom, nieważne kto będzie nimi rządził, chęć zaczynania jakichkolwiek, w przyszłości, wojen na kierunku zachodnim. Posiadanie przez Ukrainę własnych zdolności, bo dostawy od sojuszników są niezbędne ale tylko jako przejściowy, pomostowy element daje też pewną nadzieję na to, że Moskale nie zdecydują się na rozpoczęcie taktycznej wojny jądrowej. Obecnie to ryzyko, zdaniem autorów wystąpienia, jest duże, gdyby Kijów posiadał możliwości zmasowanej odpowiedzi konwencjonalnej, byłoby ono wówczas znacząco mniejsze.

wpolityce.pl

piątek, 9 września 2022


Wróćmy jednak do kwestii wojskowych, bo generał Pat Ryder sekretarz prasowy Pentagonu powiedział mediom, że w świetle posiadanych informacji jeszcze żadne dostawy z Korei Płn. do Rosji nie dotarły, ale już samo rozpoczęcie rozmów jest dowodem na potwierdzenie dwóch tez – Rosjanom kończą się zapasy i po drugie, zdają się być zdeterminowani, aby kontynuować wojnę. Kwestia rosyjskich zasobów jest interesująca, tym bardziej, że możemy, dzięki analizom Pawła Luzina, niezależnego rosyjskiego eksperta wojskowego ocenić sytuację Rosjan. Luzin opublikował poświęcony temu zagadnieniu długi i dobrze udokumentowany artykuł, którego główną tezą jest to, iż Moskalom do końca roku i tak skończą się, niezależnie od problemów z logistyką i coraz bardziej skutecznymi uderzeniami strony ukraińskiej, zgromadzone na potrzeby wojny zasoby w zakresie amunicji i sprzętu. Niszczenie przez siły zbrojne Ukrainy magazynów i linii komunikacyjnych tylko przyspiesza ten moment. Luzin zaczyna opis sytuacji od oceny tempa w jakim zużywa się rosyjski zasób amunicji, przede wszystkim artyleryjskiej, różnych kalibrów. W najbardziej intensywnej fazie wojny Rosjanie zużywali dziennie ok. 60 tys. pocisków, teraz w związku ze spadkiem intensywności działań i problemami z logistyką, jest to ok. 24 tys. Jak to ma się do posiadanych zapasów i możliwości przemysłu? Jeśli chodzi o zdolności produkcyjne, to Luzin ocenia, na podstawie ubiegłych lat, że rosyjskie fabryki amunicji są w stanie produkować rocznie ok. 1,14 mln sztuk amunicji i dodatkowo „modernizować” średnio 570 tys. sztuk pochodzących ze starych, jeszcze postsowieckich zasobów, które są duże, ale przecież nie nieograniczone. Oznacza to, w jego opinii, że Rosja może w skali roku wyprodukować ok. 1,6 – 1,7 mln sztuk pocisków, co wystarczy na miesiąc najbardziej intensywnej wojny, takiej jaką obserwowaliśmy kilka tygodni temu w Donbasie. Biorąc pod uwagę również zgromadzone zapasy rosyjski ekspert dochodzi do wniosku, że „przez pół roku agresji na Ukrainę Rosja powinna była zużyć co najmniej 7 mln pocisków, nie licząc strat magazynów frontowych w wyniku ukraińskich uderzeń. Innymi słowy, utrzymując intensywność wojny na obecnym poziomie, Moskwa do końca 2022 roku stanie w obliczu realnego niedoboru pocisków i będzie zmuszona ograniczyć użycie artylerii”. Rosyjskie firmy, niezależnie od zapowiedzi władz nie są w stanie skokowo zwiększyć produkcji. Przede wszystkim dlatego, że przeszły one, jak udowadnia w swym artykule Luzin, techniczną modernizację po roku 2010 w oparciu o sprzęt (linie technologiczne) zakupione na Zachodzie, w Szwajcarii, Niemczech i Austrii. A w związku z sankcjami dziś nie ma perspektyw budowy nowych linii a i stare, z czasem, w związku z normalnym zużywaniem się i awariami (brak dostaw części zamiennych) raczej będą zmniejszały swą wydajność.

Ograniczenia dotyczą nie tylko zasobów w zakresie amunicji. Znacznie poważniejsza sytuacja jest jeśli chodzi o zdolności systemów artyleryjskich, które są na wyposażeniu rosyjskiej armii. Zużywają się bowiem, w zależności od liczby salw, lufy. „Na przykład – argumentuje Paweł Luzin - lufy rosyjskich czołgów mają żywotność od 210 wystrzelonych pocisków przeciwpancernych podkalibrowych do 840 pocisków odłamkowo-burzących i kumulacyjnych”. W przypadku systemów artylerii lufowej rozpowszechniony jest pogląd, że Rosjanie mogą wystrzelić 2 do 3 tys. razy, zanim trzeba będzie remontować działa i haubice. Te szacunki wydają się zawyżone, bo jeszcze przed wojną przedstawiciele rosyjskie armii skarżyli się na szybsze niż przewidują to techniczne charakterystyki zużywanie się sprzętu. Te dwa czynniki razem wzięte skłaniają Luzina do sformułowania wniosku, że do końca roku rosyjski potencjał artyleryjski ulegnie znacznemu zmniejszeniu, nie będzie ani czym strzelać ani przy użyciu czego. Deficyt rakiet już jest odczuwalny, czego zdaniem rosyjskiego eksperta dowodzi stosowanie przez Rosjan drogich rakiet przeznaczonych do zwalczania celów powietrznych (systemy S-300 i S-400) po to, aby razić obiekty na ziemi. Ale to nie jedyne problemy czekające rosyjskie siły zbrojne. I tak, silniki w czołgach, będących podstawą rosyjskiego potencjału uderzeniowego, obliczone są na 1000 motogodzin pracy. „Potem silniki muszą zostać wymienione a są one obecnie produkowane na importowanym sprzęcie”. Podobna sytuacja jest jeśli chodzi o silniki rosyjskich transporterów opancerzonych różnych typów. Oczywiście, jak trzeźwo zauważą Luzin, „nie pracują one przez cała dobę”, ale nawet zakładając, że średnio jest to 2 do 3 godziny, to i tak mamy już obecnie przepracowanych średnio od 370 do 560 motogodzin, co oznacza, że zarówno zmniejsza się ich wydajność, zwiększa awaryjność i należy przygotować się do wymiany. Tylko, że nie ma na co wymienić, bo straty Rosjan w sprzęcie są niemałe. Ostrożny w swych szacunkach portal Oryx obliczył, że do tej pory Rosjanie stracili 1012 czołgów, co ma znaczenie, bo jak wylicza Luzin zdolności wszystkich rosyjskich fabryk remontujących czołgi pozwalają na wypuszczenie rocznie maksymalnie ok. 220 sztuk sprzętu (z czego ¾ po remoncie). Niedawne zapowiedzi o uruchomieniu przez Rosje dwóch nowych zakładów remontowych mogą mieć znaczenie, ale raczej w dłuższej perspektywie.

Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o rosyjskie lotnictwo, które traci swe możliwości, zarówno z tego względu, że ukraińska obrona jest lepiej zorganizowana, jak i z powodu zużywania się sprzętu, którego nie ma czym zastąpić. Luzin przypomina, że silniki myśliwców Su-25 mają żywotność 500 godzin, co oznacza, że jeśli czas trwania jednej misji wynosi średnio 1,5 do dwóch godzin, to spora ich część zbliża się do granicy swej technicznej wydolności. Jak konkluduje rosyjski ekspert „dzisiaj, biorąc pod uwagę straty i awarie, Rosja nadal jest w stanie utrzymać w pobliżu granic Ukrainy ok. 400 samolotów bojowych różnych typów i ok. 360 śmigłowców (nie wszystkie to śmigłowce szturmowe). Niemniej jednak Rosja nie była zdolna do prowadzenia kampanii powietrznej na pełną skalę od samego początku wojny, a teraz jej zdolności do takiej kampanii zostały jeszcze ograniczone”.

wpolityce.pl

Ukraińskie siły poczyniły 8 września znaczne zdobycze w obwodzie charkowskim i zbliżają się do Kupjanska, kluczowego węzła rosyjskiego GLOC wspierającego oś Izyum. Siły ukraińskie prawdopodobnie wysunęły się na pozycje w promieniu 15 km od Kupjanska i z dnia na dzień będą ostrzeliwać miasto. Rosyjskie tylne pozycje w obwodzie charkowskim są teraz narażone na dalsze ukraińskie natarcia, a siły ukraińskie być może zdobędą Kupjansk w ciągu najbliższych 72 godzin. Geolokalizowany materiał pokazuje, że siły ukraińskie odbiły Borshchyvkę i Ivanivkę wzdłuż E40. Siły ukraińskie jak się zdaje zdobyły Szewczenkowo lub ominęły osadę i ruszyły w kierunku Hruszówki, patrzac na geolokalizowany materiał ukraińskich sił w Borivske (20 km na południowy zachód od Kupjanska) i rosyjski raport o walkach w pobliżu Hruszówki. Rosyjskie źródło podało, że siły ukraińskie zdobyły Savintsi, Rakivka, i Dovhalivka, wszystkie na północ od Zalyman na R78. Rosyjskie źródła twierdziły, że siły ukraińskie dotarły do ​​węzłów transportowych w Vesele i Kunye, 10 km na wschód drogą R78 od Savinsti, ale obecnie nie ma dowodów na poparcie tego twierdzenia. Siły ukraińskie kontynuowały swój marsz na południowy wschód autostradą N26 w kierunku Kupjanska, zbliżając się przynajmniej do Szewczenkowa (około 35 km na zachód od Kupjanska), gdzie geolokalizowane zdjęcia pokazują siły ukraińskie przy wjeździe do osady, a większość rosyjskich źródeł informuje, że walki wciąż trwają. Utrata Kupjanska i innych tylnych obszarów krytycznych GLOCS utrudni rosyjskie wysiłki na rzecz wsparcia operacji ofensywnych i obronnych, ale nie zerwie całkowicie rosyjskich linii komunikacyjnych do Izjum. 

understandingwar.org

Ofensywa radziecka rozpoczęła się 12 maja atakiem obu grup uderzeniowych. W ciągu trzech dni linie obronne 6. Armii zostały złamane na północ i południe od Charkowa na szerokości po 50 km. Front w kierunku Wowczańska przesunięto o 18-25 km, a od występu barwienkowskiego o 25-50 km. Po trzech dniach operacji dowództwo odcinka południowego proponowało Stawce włączenie do ofensywy wojsk Frontu Briańskiego i rozwijanie działań Frontu Południowo-Zachodniego. Jednak nikt nie zwrócił na to uwagi, że 14 maja nie wykorzystano sytuacji i nie wprowadzono w wyłom oddziałów pancernych i zmotoryzowanych, a działania wciąż kontynuowano siłami piechoty. Tempo ataku gwałtownie spadało, a drugi rzut skierowano do akcji dopiero 17 maja. Do tego czasu Niemcy zdążyli podciągnąć rezerwy i zorganizować drugą linię obrony. Tego samego dnia przeciwko 9. i 57. Armii z rejonu Kramatorska i Słowiańska ruszyła grupa „Kleist”, licząca 11 dywizji. Równocześnie rozpoczął się kontratak niemiecki na wschód od Charkowa i na południe od Biełgorodu, wymierzony w 28. Armię Frontu Południowo-Zachodniego. Uderzenie zepchnęło 9. Armię, która zaczęła się cofać za Doniec i na Barwienkowo. Dowództwo odcinka południowo-zachodniego niewłaściwie oceniło zagrożenie od tej strony i nakazało kontynuację ataku na Charków. Groziło to okrążeniem całej grupy atakującej to miasto. Wieczorem 17 maja gen. Wasilewski zameldował o zaistniałej sytuacji Stalinowi i zaproponował przerwanie ataku i skierowanie większości sił do likwidacji wyłomu. Propozycję tę powtórzono następnego dnia, ale rada wojskowa przekonała Stalina, że sytuacja nie jest tak zła i nie ma potrzeby przerywania operacji. Natarcie kontynuowano, a do jego wzmocnienia wydzielono rezerwy z puli głównodowodzącego, czyli Stalina. Mogły one dotrzeć dopiero w ciągu trzech lub czterech dni, więc zdecydowanie za późno.

Timoszenko powagę sytuacji zrozumiał dopiero po południu 19 maja i rozkazał przejść do obrony na całym odcinku frontu. Było już za późno na obronę i do 23 maja cała grupa uderzeniowa znalazła się w okrążeniu. Część odciętych oddziałów od 24 do 29 maja przebijała się w stronę Dońca. Niektórym z nich udało się przedostać na drugi brzeg rzeki. W tym samym czasie Niemcy przeprowadzili szereg natarć w rejonie występu barwienkowskiego i w kierunku na Wowczańsk. W efekcie w okrążeniu znalazła się też druga grupa uderzeniowa frontu. W warunkach zdecydowanej niemieckiej przewagi w powietrzu próba odblokowania tej grupy się nie udała, ale umożliwiła wyrwanie się z kotła 22 tys. żołnierzy.

Strona radziecka własne straty oceniała na 266.971 ludzi, w tym 46 314 rannych ewakuowanych, 13.556 zidentyfikowanych zabitych i 207.047 wziętych do niewoli. Według niepełnych danych stracono 652 czołgi, 1646 dział i 3278 moździerzy. Niemieckie straty w ludziach wyniosły ok. 20.000 żołnierzy.

pl.wikipedia.org

czwartek, 8 września 2022


Znamienne jest, że Rosja nie plasuje się nawet w pierwszej piątce w ogólnej strukturze tureckiego eksportu. Główne rynki zbytu dla Ankary to Niemcy, USA, Irak, Wielka Brytania i Włochy.

Według Federalnej Służby Statystyki Państwowej (Rosstat), handel zagraniczny Rosji w 2021 roku wyniósł 798 mld dolarów, z czego import wyniósł prawie 304 mld dolarów, a handel z UE sięgnął 282 mld dolarów – przy czym głównymi partnerami Moskwy były Niemcy (56,9 mld dolarów), Holandia (46,4 mld dolarów), Włochy (31,3 mld dolarów), Polska (22,5 mld dolarów) i Francja (22 mld dolarów).

Obroty handlowe z krajami APEC (Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku) w ubiegłym roku wyniosły 261 mld dolarów, z czego ponad połowa – 140 mld dolarów – pochodziła z Chin. Na Turcję przypadły 33 mld dolarów, a na EUG (Euroazjatycką Unię Gospodarczą) 69 mld dolarów. Rosja przehandlowała z Ukrainą 12 miliardów dolarów. Głównym towarem importowym do Rosji było mięso, ryby, banany, olej, sól i inne towary.

belsat.eu

Żołnierze moskiewscy dwukrotnie bezskutecznie próbowali zdobyć Smoleńsk, którego obrońcy czekali na odsiecz. Ale podczas gdy wielki książę litewski i król polski Zygmunt gromadził „pospolite ruszenie”, 1 sierpnia Smoleńsk skapitulował pod ostrzałem trzystu armat. Utrata miasta była tak oszałamiająca, że ​​Dubrowna, Mścisław i Kryczew, które stanowiły drugą linię obrony, po prostu otworzyły wrota przed nieprzyjacielem. Wojska moskiewskie mogły teraz bez przeszkód poruszać się dalej w głąb ziem białoruskich. Zagrożone było istnienie całego wielkiego księstwa. Istniało też zagrożenie dla sojusznika Litwy – Królestwa Polskiego, gdyż w 1513 roku Moskwa podpisała traktat ze Świętym Cesarstwem Rzymskim przeciwko Wielkiemu Księstwu Litewskiemu i Królestwu Polskiemu.

We wrześniu 1514 r. połączone siły Wielkiego Księstwa Litewskiego i Królestwa Polskiego ruszyły pod Orszę. Armia sojusznicza liczyła około 30 000 żołnierzy. Na jej czele stanął wielki hetman litewski Konstanty Ostrogski, który przeszedł do historii jako „drugi Hannibal”. Po jednej z nieudanych bitew spędził trzy lata w niewoli moskiewskiej, skąd uciekł w 1506 roku i bardzo dobrze znał swojego przeciwnika. Wśród dowódców wyróżniali się Janusz Świerczewski, który dowodził 5 000 polskich żołnierzy i 3 000 najemników, oraz Jerzy Radziwiłł „Herkules”, który dowodził lekką kawalerią i zasłynął z udziału w 30 bitwach.

Według różnych szacunków armia moskiewska liczyła od 30 do 80 tysięcy żołnierzy, głównie jeźdźców, dowodzonych przez Iwana Czeladnina i Michaiła Bułhakowa-Golicę. Spór o stanowiska wśród dowódców moskiewskich stał się jedną z głównych przyczyn zwycięstwa Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wojska moskiewskie pod naporem wojowników Ostrogskiego wycofały się przez Dniepr, kontrolując przeprawy. Jednak Ostrogski zrobił ruch, którego moskowici najmniej się spodziewali.

W nocy 8 września, będąc kilka kilometrów od Orszy i zbiegu Kropiwny z Dnieprem, Ostrogski kazał przeprawić się przez rzekę znanym mu brodem w pobliżu wsi Paszyna. Most zbudował Jan Bast, a do jego skonstruowania wykorzystano nawet beczki po winie i piwie.

Do rana przeprawiono już główną część armii, co było niespodzianką dla Moskali. Mimo to ich dowództwo uznało, że to doskonała okazja do pokonania oddziałów Ostrogskiego, które były jak w pułapce, ponieważ za nimi była rzeka. Dodatkowo zdecydowano ich obejść.

Wojska moskiewskie uderzyły na flanki, ale ich atak został zatrzymany przez doskonale rozmieszczone grupy taktyczne armii Ostrogskiego. Następnie na jednym ze skrzydeł największy hetman zarządził pseudoodwrót, po którym Moskale wpadli w zasadzkę artylerii. To zadecydowało o wyniku bitwy. Po pokonaniu jednego z pułków moskiewskich przy pomocy artylerii, Ostrogski wysłał do bitwy odwody, a zdezorientowani Moskale wycofali się za rzekę Kropiwnę, zostawiając cały tabor, tysiące jeńców i zabitych.

Zwycięstwa pod Orszą zostało wykorzystane przez Wielkie Księstwo i Królestwo Polskie do celów propagandowych, co było wielkim sukcesem w Europie Zachodniej. Dla Moskwy straty były tym większe, że praktycznie całe dowództwo ich armii zostało pojmane. Zwycięstwo pod Orszą było pierwszym dużym zwycięstwem w polu Wielkiego Księstwa Litewskiego nad Wielkim Księstwem Moskiewskim i pokazało, że rycerstwo litewskie potrafi walczyć i zwyciężać. Jednak taktyczne zwycięstwo w bitwie niestety nie przyniosło sukcesu w wojnie, która zakończyła się dopiero w 1522 r. podpisaniem pięcioletniego rozejmu. Smoleńsk został utracony, ale Moskwa zrezygnowała z roszczeń do Kijowa, Połocka i Witebska. Co prawda, ​​wkrótce rozpoczęła się nowa wojna.

belsat.eu

Siły ukraińskie w południowo-wschodnim obwodzie charkowskim prawdopodobnie wykorzystują przeniesienie sił rosyjskich na oś południową do przeprowadzenia oportunistycznej, ale wysoce skutecznej kontrofensywy na północny zachód od Izjum. Siły ukraińskie prawdopodobnie wykorzystały niespodziankę taktyczną, aby 7 września przejść co najmniej 20 km na terytorium zajmowane przez Rosję we wschodnim obwodzie charkowskim, odzyskując około 400 kilometrów kwadratowych ziemi. Źródła rosyjskie twierdziły, że rosyjskie wojska zaczęły rozmieszczać posiłki na tym obszarze w celu obrony przed ukraińskimi natarciami, a rosyjskie ugrupowanie na tym obszarze było prawdopodobnie osłabione ze względu na wcześniejsze rosyjskie rozmieszczenia w celu wsparcia trwających wysiłków zmierzających do zajęcia pozostałej części obwodu donieckiego i wsparcia południowej osi. Trwające operacje Ukrainy w obwodzie chersońskim zmusiły siły rosyjskie do przesunięcia uwagi na południe, umożliwiając siłom ukraińskim przeprowadzenie lokalnych, ale wysoce skutecznych kontrataków w rejonie Izjum. Rosyjscy milblogerzy wyrazili zaniepokojenie, że ten ukraiński kontratak ma na celu przecięcie naziemnych linii komunikacyjnych (GLOC) na rosyjskie tyły w Kupjansku i Izjum, co pozwoliłoby ukraińskim wojskom na izolację rosyjskich ugrupowań na tych obszarach i odzyskanie dużych połaci terytorium. Milbloggerzy używali w dużej mierze tonów paniki i przygnębienia, uznali znaczące ukraińskie zdobycze i twierdzili, że ukraińska kontrofensywa na południu może odwrócić uwagę od trwających działań w obwodzie charkowskim, który nazywają głównym wysiłkiem ukraińskim. Poziom szoku i szczera dyskusja na temat ukraińskich sukcesów przez rosyjskich milbloggerów świadczy o skali zaskoczenia, jakie spotkały siły ukraińskie, co prawdopodobnie skutecznie demoralizuje siły rosyjskie.  

(...)

Nagrania z mediów społecznościowych nagrane przez mieszkańców obwodu chersońskiego 7 września dostarczają wizualnego dowodu na trwającą ukraińską kampanię przechwytywania na szczeblu operacyjnym. Siły ukraińskie prawdopodobnie zaatakowały rosyjskie zasoby wojskowe i węzły logistyczne w dwóch głównych obszarach – wokół miasta Cherson i wokół miasta Nowa Kachowka (55 km na wschód od miasta Chersoń). Mieszkańcy zgłosili eksplozję i opublikowali zdjęcia dymu w Oleszkach, około 7 km na południowy wschód od miasta Cherson. Źródła ukraińskie donoszą również o uderzeniach w rejonie Czarnobajewki (na północnych obrzeżach Chersonia) w nocy z 6 na 7 września. Geolokalizowane zdjęcia zamieszczone 6 września potwierdzają, że siły ukraińskie zaatakowały rosyjskie pozycje w Holej Prystani, 10 km na południowy zachód od Chersonia. Ukraińscy urzędnicy wojskowi potwierdzili, że wojska ukraińskie uderzyły w rosyjską przeprawę mostową w rejonie Holej Prystani i że nieokreślona jednostka rosyjska straciła w tym uderzeniu 70 żołnierzy. Lokalne raporty dodatkowo dostarczają wizualnych dowodów ukraińskich strajków w rejonie Nowej Kachowki, w pobliżu Vesele i Kozatske, około 3 km na północ od Nowej Kachowki, po drugiej stronie rzeki Dniepr. Zdjęcia satelitarne pokazują uszkodzenia elektrowni wodnej Nova Kakhovka i pobliskiego mostu drogowego, który wydaje się prawie całkowicie upadł. Ukraińskie źródła twierdziły, że ukraińskie strajki uderzyły w koncentrację rosyjskiego sprzętu w rejonie Nowej Kachowki.

Źródła ukraińskie i rosyjskie poinformowały o aktywności kinetycznej wzdłuż dwóch głównych kierunków działań w obwodzie chersońskim 7 września: w północnym obwodzie chersońskim na południe od granicy z obwodem dniepropietrowskim oraz w zachodnim obwodzie chersońskim wzdłuż granicy z obwodem mikołajowskim. Zlokalizowane geograficznie materiały z walk i zdjęcia potwierdzają, że wojska ukraińskie wkroczyły do ​​Wysokopilji i Nowowoznesenske, oba w odległości 5 km od granicy obwodu chersońsko-dniepropietrowskiego. Rosyjskie źródła, w tym rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON), nieumyślnie potwierdziły, że siły ukraińskie osiągają zyski w zachodnim obwodzie chersońskim w kotle Suchy Stavok (około 65 km na północny wschód od miasta Chersoń i wzdłuż rzeki Inhulec). Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że rosyjskie uderzenia miały na celu koncentrację sił ukraińskich w Biłohirce, Suchym Stawku i Andriiwce, co wskazuje, że wojska ukraińskie zajmują pozycje na południe od rzeki Inhulec. Źródła rosyjskie kontynuowały dyskusję na temat ukraińskich działań ofensywnych wokół Suchego Stawku i okolicznych osiedli Bezimmene, Kostromka, Wielkie Artakow i Szczastlywe.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony i inne rosyjskie źródła nadal bagatelizowały ukraińskie operacje kontrofensywne i podkreślały, że ukraińskie siły i sprzęt zostały utracone na linii frontu w obwodzie chersońskim. Rosyjskie MON stwierdziło, że 7 września siły ukraińskie nie prowadziły działań ofensywnych na kierunku Mikołajów-Krzywy Róg. Kilku rosyjskich milbloggerów w podobny sposób skupiło się na trwających ukraińskich działaniach kontrofensywnych w obwodzie charkowskim i nie informowało o operacjach na południu w zwykły, szczegółowy sposób. Zarówno rosyjskie Ministerstwo Obrony, jak i rosyjska przestrzeń informacyjna milbloggera prawdopodobnie przekierują uwagę w najbliższych dniach na wydarzenia w obwodzie charkowskim.

understandingwar.org

środa, 7 września 2022


Dziś agencje podały, że siły ukraińskie dokonały kontrataku w obwodzie charkowskim, dzięki któremu miały wyprzeć siły rosyjskie z powrotem na lewy brzeg rzeki Siewierski Doniec. Cały czas dokonują również skutecznych ataków na wojska rosyjskie w rejonie chersońskim. Panie generale, chyba optymistyczne wieści płyną do nas z ukraińskiego frontu?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Należy oddzielić działania propagandowe samych Ukraińców oraz opinie ekspertów od faktycznych działań armii ukraińskiej. Pojęcie kontrofensywy jest potrzebne władzom Ukrainy, by wpływać na nastroje wewnętrzne, odbiór tej wojny za granicą i reakcję Rosji.

Ukraińcy obecnie atakują na wschód od Charkowa z zamiarem rozbicia ugrupowania armii rosyjskiej, która uderza od północy na Donbas. Częściowo sforsowali rzekę Siewierski Doniec i zagrozili Rosjanom od wschodu, przez co dezorganizują ich dziania. Siły ukraińskie zmierzają tym samym do odbicia obwodu charkowskiego.

To im się uda?

Trudno ocenić, ale wprowadzają nowy wymiar sytuacji operacyjnej. Otwierają kolejny front, gdzie prowadzą natarcie. Zmiana sytuacji strategicznej polega na tym, że Rosjanie już przechodzą do obrony na całym froncie.

Pamiętajmy, że toczy się też bitwa na przyczółku chersońskim na zachód od Dniepru. Rosjanie w wyniku prowadzonej przez siebie operacji doszli tam aż po Mikołajów na zachodnim brzegu rzeki. Ukraińcom udało się jednak zatrzymać natarcie armii rosyjskiej i od 25 lipca rozpoczęli operację zaczepną, którą niektórzy nazywają kontrofensywą. Ja nazwałem to kontrofensywą pełzającą, ponieważ nie jest ona prowadzona z wielkim rozmachem.

Na czym ona polega?

Polega na atakowaniu przez Ukraińców wybranych pozycji armii rosyjskiej. Udaje im się na tych kierunkach w krótkim czasie stworzyć przewagę nad wojskami rosyjskimi. Ukraińcy uderzają, przełamują rosyjską obronę i wyzwalają własną ziemię. Dzięki temu od 25 lipca do dzisiaj odbili blisko 80 miejscowości z rąk Rosjan.

Włamali się na przykład w okolicach Nowej Kachowki na południu Ukrainy, w obwodzie chersońskim 20 kilometrów w głąb ugrupowania armii rosyjskiej. Generalnie ukraińska "kontrofensywa" — trzymając się tej nieprecyzyjnej, lecz powszechnie używanej terminologii — polega na atakach ich wojsk nie na całym froncie, lecz na wybranych kierunkach.

Ta strategia przynosi efekty? Na dłuższą metę jest skuteczna?

Trzeba przyznać, że Ukraińcy skutecznie ją realizują. Przy czym nie jest to operacja o charakterze kompleksowym. Jednak sprytna i dająca efekty. Poza atakami w wybranych rejonach Ukraińcy jednocześnie uderzają w logistykę armii rosyjskiej, w ich lotniska m.in. na Krymie, niszcząc samoloty i zapasy paliwa, niszczą przeprawy na Dnieprze, aby uniemożliwić Rosjanom dostawy sprzętu, amunicji i odwodów na zachodni brzeg rzeki.

Pamiętajmy jednak, że Ukraińcy nie mają zdecydowanej przewagi nad armią rosyjską. Siły na froncie po obu stronach są porównywalne. Dlatego, w mojej ocenie, nie ma żadnej przełomowej operacji, ponieważ żadnej ze stron na to nie stać.

Rosjanie się jednak zatrzymali, a Ukraińcy w kilku miejscach frontu przejęli inicjatywę.

Tak, ponieważ Ukraińcy stosują taktykę uderzania na wybranych kierunkach poprzez tworzenie tam na krótki czas przewagi. Budują ją przez dwa, trzy dni zgodnie z planem operacji. Uderzają i po kilku dniach dochodzi do działań pozycyjnych. W tym czasie powtarzają ten sam manewr w innym miejscu, tam, gdzie uważają, że warto zaatakować, bo rosyjska obrona jest słaba, źle zorganizowana i niegotowa do odparcia natarcia armii ukraińskiej.

Istotą dziania Ukraińców jest budowanie tymczasowej przewagi w wybranym rejonie, co daje im możliwość przełamywania obrony armii rosyjskiej. To jest klucz, którym Ukraińcy posługują się w bitwie na przyczółku chersońskim.

Jaki obecnie jest, pana zdaniem, cel ukraińskiej armii?

Ukraińcy do jesieni zamierzają — niestety, w mojej opinii na więcej ich nie będzie stać — rozbić Rosjan na przyczółku chersońskim, wygrać tę bitwę i wyprzeć ich za Dniepr. Dalej nie pójdą — w związku z tym, że Rosjanie w obawie przed sforsowaniem rzeki przez Ukraińców dobrze przygotują swoją obronę na wschodnim brzegu Dniepru.

Kluczem do ostatnich sukcesów armii ukraińskiej jest sprzęt, który dostarczył jej Zachód?

Ukraińcy w tej chwili walczą o przewagę wobec artylerii rosyjskiej, walczą również o przewagę w powietrzu w wybranych rejonach operacji. Robią to skutecznie m.in. dzięki otrzymanym samolotom, które dostarczyli im sojusznicy. Do tego dostali pociski HARM, które niszczą system obrony powietrznej Rosji. Dzięki temu efektywność działań armii ukraińskiej bardzo wzrosła, co widać wyraźnie po skutkach ich działań.

Z drugiej strony frontu, jak się dowiadujemy z przekazów medialnych, stoi kiepsko zmotywowana, źle dowodzona i wyposażona armia rosyjska…

Jestem bardzo ostrożny w określeniach całkowicie deprecjonujących armię rosyjską. Zwracam uwagę na to, że Rosjanie mają nieograniczone zasoby osobowe. W mediach pojawią się informacje, że ich wojsko w swoje szeregi wciela kryminalistów czy ludzi chorych, ale to nie jest pełny obraz sytuacji. Niewiele widzimy na temat tego, co Rosjanie robią w zakresie odtwarzania jednostek wojskowych. Warto jednak zwrócić na to uwagę, ponieważ w mojej ocenie robią to w szybkim tempie, wiedząc o tym, że wiosną pojawi się zupełnie nowa sytuacja operacyjna.

Co wiemy o rozbudowie potencjału rosyjskiej armii?

Putin zwiększył ostatnio etat pokojowy armii o 130 tys. żołnierzy. Zrobili to, by uniknąć powszechnej mobilizacji.

Rosyjska armia w tej chwili powołuje już kilka kolejnych roczników poborowych. Obniża przy tym wiek i kategorie zdrowotne nowych rekrutów. Obecnie są oni szkoleni na poligonach i przygotowywani z zamiarem skierowania ich na front.

Rosyjscy dowódcy zdali sobie sprawę, że tzw. mięso armatnie nie zda egzaminu na polu walki. W związku z tym przygotowują żołnierzy i odtwarzają zdolność bojową swojej armii.

A co ze sprzętem i wyposażeniem rosyjskich żołnierzy?

Rosjanie rzeczywiście mają wielki problem ze sprzętem bojowym, ale już w tej chwili przestawiają swoją gospodarkę z trybu pokojowego na tryb wojenny. Pozwoli im to zmilitaryzować zakłady zbrojeniowe, zwiększyć ich produkcję, zdolności do remontu sprzętu itp.

Podsumowując, Rosjanie mobilizują swoją gospodarkę narodową i zwiększają potencjał wojska. Robią to po to, by nawet jeśli nie będą mogli prowadzić operacji zaczepnej, będą zdolni do prowadzenia skutecznej operacji obronnej przed Ukraińcami, którzy będą chcieli odbić swoje utracone terytorium.

onet.pl